Gość: fiś
IP: *.adsl.inetia.pl
11.10.12, 08:14
Bitwa pod Wiedniem" - złe recenzje, czyżby szykował się dobry film?
"- Dzięki filmowi "Bitwa pod Wiedniem" widzowie w 50 krajach dowiedzą się, że Polska w w XVII wieku uratowała Europę - powiedział włoski reżyser Renzo Martinelli.
Reżyser filmu Renzo Martinelli powiedział, że kręcąc film, myślał o widowni międzynarodowej, która nie orientuje się, jak wielka była rola Polski. Przyznał, że trudno będzie sprostać wymaganiom polskich widzów, czułych na to, jak przedstawiana jest ich historia. - Pomyślcie o tym, że ten film będzie oglądany w Kanadzie, Australii, Japonii, Korei. Ludzie, którzy nie znają polskiej historii, dowiedzą się, ze Polska ocaliła Europę w 1683 roku. Dowiedzą się, ze tego dokonał polski król Jan III Sobieski. Tę informację posyłamy w świat - i to się liczy - mówi reżyser."
-------
no i czy po czymś takim, film może mieć dobre recenzje?
nie będę linkował Pietrasika z "Polityki" czy innych, można sobie wyguglać. ale wedle większości mediów oczywiście film jest beznadziejny. już przed premierą czepiano się szczegółów, wyłapywano wpadki historyczne.
teraz jadą po aktorach, przesłaniu, słabości technicznej itd.
najbardziej rozbawiła mnie dzisiejsza recenzja na Wp.pl:
"Co więcej, film obraża wyznawców Islamu, ignorancko prezentując słuszność wiary tylko w jednego Boga, którym z pewnością nie jest Allah. Niestety, niewiele w „Bitwie pod Wiedniem” przemawia na jej korzyść"
albo z Filmweb.pl:
"Jaką wartość niesie ze sobą ten film, skoro nie ma walorów historycznych ani
artystycznych? Ano proste: to film antyislamski. Proste, zrozumiałe dla każdego widza
przesłanie filmu: Brońcie Europy przed nawałą islamską. Muzułmanie, którzy żyją wśród
was, nawet od wielu lat, w chwili przyjścia nawały, natychmiast porzucą chrześcijańskich
przyjaciół dla Allaha (postać Abdula). Wielokrotnie podkreśla się w filmie, że muzułmanie
i chrześcijanie wierzą w innego boga, a nie w ten sam byt. No i ten chrześcijański Bóg
okazuje się tym prawdziwym. No bo w końcu to chrześcijanie wyrzynają muzułmanów, a
nie odwrotnie. Sam reżyser podczas wystąpienia przed premierą, oprócz zwyczajowej
gadki-szmatki o Janie Pawle II, powiedział wprost, że wybrał ten temat, bo gdyby nie
Bitwa pod Wiedniem, to Europa byłaby dzisiaj islamska. Ustami Kara Mustafy (i to
kilkakrotnie – jakby miał jakąś obsesję na tym punkcie), autorzy scenariusza każą
widzom wyobrażać sobie półksiężyce nie tylko nad kościołami Wiednia, ale i Paryża."
nie ma co, trzeba iść na film:)
Kiedy Polacy nie mogą zdobyć się na nakręcenie choćby jednego filmu propagującego nasze dziejowe dokonania, inne narody prowadzą w najlepsze własną politykę historyczną za pomocą kinematografii. Dobrze więc, że przynajmniej włoski reżyser w swoim najnowszym obrazie o bitwie wiedeńskiej przypomina jedną z najpiękniejszych kart polskiego oręża.
Przed trzema laty Brytyjska Partia Narodowa, występująca w obronie miejsc pracy zabieranych ponoć Anglikom przez między innymi polskich imigrantów, posłużyła się chwytliwym hasłem „Bitwa o Anglię”, jednak strzeliła sobie w stopę, umieszczając na plakacie swej kampanii zdjęcie symbolizującego najsłynniejszą bitwę powietrzną II wojny światowej myśliwskiego Spitfire’a, który – jak się okazało – należał do polskiego asa z legendarnego dywizjonu 303! Kiedy ktoś wytknął to zaskoczonym angielskim nacjonalistom, okazało się, że po prostu nie mieli oni pojęcia, że brytyjskiego nieba przed hitlerowską Luftwaffe bronili w roku 1940 jacyś Polacy, a biało‑czerwona szachownica na burtach samolotu jakoś z niczym im się nie skojarzyła. Nic zresztą dziwnego, że nie mieli pojęcia, bo powszechna wiedza historyczna budowana jest współcześnie przez popkulturę.
Inni potrafią, a my?
Wiedzą o tym doskonale Czesi, którzy nakręcili świetny obraz o swoich wspaniałych, choć znacznie mniej licznych od Polaków lotnikach służących podczas Bitwy o Anglię w dywizjonach RAF. Kiedy wbity w fotel podziwiałem brawurowo nakręcone przez twórców Ciemnoniebieskiego świata sceny podniebnych walk, zastanawiałem się, dlaczego w naszym kraju przez tyle lat nie powstał film gloryfikujący udział w zmaganiach na brytyjskim niebie naszych pilotów, którzy przecież stanowili drugą po samych Anglikach (a gdyby wziąć pod uwagę skuteczność w walce – bezsprzecznie pierwszą) nację broniącą Albionu? Wpływ, jaki na polski przemysł filmowy wywierają intelektualni bandyci, wmawiający Polakom, że są narodem patologicznie zanurzonym we własnej historii, tłumaczy ten fakt tylko częściowo. Jak bowiem można było zlekceważyć tak doskonałe z punktu widzenia PR całego polskiego narodu okazje, jakimi były sześćdziesiąta i siedemdziesiąta rocznica Bitwy o Anglię i nie uczynić nic, co przypominałoby światu o naszym w niej udziale? Dopiero w tym roku rozeszła się wieść, że reżyser i aktor Jerzy Skolimowski pisze scenariusz filmu poświęconego Dywizjonowi 303…