szwager_z_laband
13.10.09, 17:04
Dziś w miejscu rynku rosną krzaki, w przydrożnych rowach walają się
śmieci, a ludzie krzątają się po swoich obejściach, nie rozumiejąc
do końca, co tu się stało i dlaczego tu są. Dlaczego Miedzianka
musiała zniknąć.
Gdyby Karl Heinz Friebe zapłakał, stojąc na środku upstrzonej
krowimi plackami łąki, która kiedyś była rynkiem jego ukochanego
miasteczka, byłoby to być może nieco zbyt melodramatyczne. Mógłby
jednak Karl Heinz być wściekły, rozczarowany, smutny, mógłby dyszeć
nienawiścią. Nic z tych rzeczy – Karl Heinz stoi w pokrzywach i
spokojnie pokazuje parasolem: – Tam była restauracja Breuera, tam
apteka. Tutaj, gdzie stoimy, był salon mojej babci, wychodziło się
tędy do sieni i dalej, na zewnątrz, pod piękną jabłoń. Kupferberg
był kiedyś piękny i zielony. Teraz jest tylko zielony.
Pierwsze wspomnienie Karla Heinza Friebe: – Vatti ist nich da. Taty
nie ma. Gdy wybuchła wojna, Karl Heinz miał trzy lata. Ojca, który
poległ jako żołnierz Wehrmachtu na froncie rosyjskim, zna więc
jedynie z opowiadań matki. Pamięta tylko, że w wiosce brakowało
mężczyzn.
Drugie wspomnienie Karla Heinza Friebe: czterech esesmanów, którzy z
dziwnymi aparatami chodzą w okolicy cmentarza i czegoś szukają (gdy
zwierzył się z tego ciotce, położyła tylko palec na ustach – lepiej
było nie wiedzieć, nie widzieć). Do wojska zabrano nawet ich
nauczyciela Wendlera i za to akurat Karl Heinz dziękuje Bogu, bo
Wendler był nazistą i co roku, w urodziny führera, kazał im przez
godzinę stać z ręką wyprostowaną w geście hitlerowskiego
pozdrowienia.
Trzecim, i z pewnością najpiękniejszym, jego wspomnieniem z
dzieciństwa jest Gisela. Gdy o niej mówi, oczy robią mu się okrągłe
ze wzruszenia, a stojąca u jego boku żona uśmiecha się zakłopotana. –
Nie martw się, kochanie, Gisela była moją pierwszą miłością, a ty
jesteś drugą i ostatnią – zapewnia Karl Heinz.
Gisela Franzky mieszkała w żółtym dwupiętrowym domu nieopodal
browaru. Friebe miał 7 lat, gdy została jego nauczycielką, niedawno
zdała maturę, ale rąk do pracy brakowało, więc to właśnie Giseli
powierzono naukę dzieci. – Kochałem ją miłością tak wielką, jak
wielka może być miłość siedmiolatka do nauczycielki – wspomina Karl
Heinz. – Zrobiłbym dla niej absolutnie wszystko, wieczorami
ślęczałem nad książką w nadziei, że następnego dnia spojrzy na mnie
z uznaniem.
Karl Heinz przypomina sobie, jak czekał w krzakach przy drodze, aż
Gisela wyjdzie ze szkoły. Do domu biegła skrótem – rozglądała się,
czy nikt jej nie widzi, przeciskała pod płotem i pędziła przez łąkę
do domu. To jedno z ostatnich wspomnień Karla Heinza Friebe, przy
których potrafi się uśmiechnąć.