Dodaj do ulubionych

Byłem fryzjerem Hössa.

29.01.10, 16:04
krakow.gazeta.pl/krakow/1,42699,7507576,Jozef_Paczynski__wiezien_nr_121__Bylem_fryzjerem_H%C3%B6ssa.html
Spisywali nasze imiona, nazwiska, daty urodzenia, pochodzenie, czy ktoś ma złote zęby, rodzinne choroby. Na koniec każdy dostał mały kartonik. Na moim napisano 121 - opowiada Józef Paczyński, były więzień Auschwitz nr 121.

Ireneusz Dańko: W 1940 roku, mając zaledwie 20 lat, trafił Pan w pierwszym transporcie więźniów do Auschwitz. Jak wyglądała podróż?

- Siedziałem wtedy w więzieniu w Tarnowie. 14 czerwca 1940 roku o świecie obudzili nas nagle strażnicy i popędzili w stronę dworca kolejowego.

Mówili, dokąd Was zabierają?

- Nic, ani słowa. Szliśmy pustymi ulicami pod silną eskortą. Na stacji czekał już osobowy pociąg z wagonami III klasy. Wsiedliśmy, ruszył na zachód. Myślałem, że wiozą nas na roboty do Niemiec. Po drodze zatrzymaliśmy się w Krakowie. Na stacji panowała euforia. "Paryż ist genomen! Paryż padł!" - wiwatowali Niemcy. Wrzaski, strzały w niebo, muzyka. Załamałem się, kiedy to usłyszałem. To samo czuli inni w pociągu. Większość z nas próbowała przecież wyrwać się z okupowanego kraju, żeby razem z Francuzami walczyć przeciw III Rzeszy.

Kiedy dojechaliście do Oświęcimia?

- Około dwie godziny później. Z początku nie wiedziałem, gdzie jestem. Pociąg wjechał na stację, patrzę, a za oknem na budynku kolejowym napis grubymi, gotyckimi literami: "Auschwitz".

Słyszał Pan wcześniej tę nazwę?

- W życiu, nikt z nas nie słyszał. Pociąg zatrzymał się na bocznicy przed dwupiętrowym budynkiem ogrodzonym drutem kolczastym. Był to przedwojenny magazyn monopolu tytoniowego, gdzie obecnie mieści się wyższa szkoła w Oświęcimiu. Na narożnikach stały budki wartownicze z uzbrojonymi esesmanami. "Alles raus, alles raus!" - krzyczeli, opróżniając wagony. Bili kolbami od karabinów, kopali i popychali, żebyśmy szybciej wychodzili. Żołnierzom pomagali jacyś ludzie w cywilu z kijami w rękach. Dobrze zbudowani, wyglądali na marynarzy. Później okazało się, że to było 30 niemieckich kryminalistów, których pierwszy komendant obozu Rudolf Höss sprowadził z Sachsenhausen. Kiedy ustawili nas w szeregu, na taboret wszedł oficer SS - lagerführer Karl Fritsch. Powiedział: "Nie zdajecie sobie sprawy, gdzie jesteście. Tu nie jest sanatorium, lecz niemiecki obóz koncentracyjny. Tu się żyje najdłużej trzy miesiące, a jeśli są między wami Żydzi albo księża, mogą żyć sześć tygodni. Wyjście stąd jest tylko przez komin krematoryjny".

Bał się Pan?

- Nawet nie, słuchałem tych słów z niedowierzaniem. Kto mógł pomyśleć, że w XX wieku w środku Europy Niemcy, taki zacny naród, stworzy fabrykę śmierci. Myślałem, że przecież nie popełniłem żadnego poważnego przewinienia, żeby stracić życie.

Co działo się później?

- W dolnej kondygnacji budynku spisywali nasze imiona, nazwiska, daty urodzenia, pochodzenie, czy ktoś ma złote zęby, rodzinne choroby. Na koniec każdy dostał mały kartonik. Na moim napisano "121". Nosiłem wtedy jeszcze cywilne ubranie. Włożyłem więc ten kartonik do kieszeni. Parę tygodnik tak chodziłem, zanim otrzymałem więzienną odzież z przyszytym numerem. Później okazało się, że spisane choroby podawano w meldunkach jako przyczynę śmierci więźniów.

Nie wytatuowali Panu od razu numeru na ręce?

- Nie. Tatuaże wprowadzono w lutym 1943 roku. Niemcy dowiedzieli się, że niektórzy więźniowie z ciężkimi przewinieniami podszywają się pod zmarłych, aby uniknąć kary czy ułatwić sobie ucieczkę. Postanowili to ukrócić. Pamiętam, jak przyszedł do mnie więzień, żeby wytatuować numer. Zapytał, jaki ma zrobić, a ja mu, że 121. "A dalej?" - dopytywał się. Nie mógł uwierzyć, że z tak niskim numerem jeszcze żyję.

Jest Pan jednym z nielicznych więźniów, którzy przeżyli od powstania do likwidacji obozu w Auschwitz. Jakim cudem drobny, polskich chłopak ocalał w fabryce śmierci, w której Niemcy zamordowali ponad milion osób?

- Miałem wielkie szczęście. W obozie na każdym kroku czyhała śmierć, ale opatrzność czuwała. Trzy tygodnie po przyjeździe do Auschwitz zaczęli formować grupy robocze z więźniów. Funkcyjnymi byli ci sami niemieccy kryminaliści, którzy na powitanie pobili nas pałkami. Niektórzy, choć mieli na koncie ciężkie przestępstwa, okazali się naprawdę porządnymi ludźmi.

Porządny kapo? Dziwnie to brzmi w ustach byłego więźnia Auschwitz.

- Tacy też byli! Na przykład Otto Kussel, więzień nr 2 w Auschwitz, bardzo przyjemny człowiek, choć kryminalista. Niewysoki, jak ja, spokojny. Odpowiadał za formowanie grup roboczych. Przypadkiem wypatrzył mnie i przydzielił do roboty w SS-rewirze. To mnie uratowało, pracowałem pod dachem i w cieple.

Co Pan robił w budynku SS?

- Pomagałem mojemu kapo w zakładzie i sklepie fryzjerskim dla esesmanów.
Obserwuj wątek
    • stix Byłem fryzjerem Hössa. 29.01.10, 16:05
      Miał Pan wykształcenie fryzjerskie?

      - Skąd! Początkowo sprzątałem, podawałem towar. Kapo był Arno Böhm, kolega Kussela. Też zawodowy przestępca. Człowiek nie zły, ale już nie taki jak tamten. Strzygł marnie, lecz jako Niemiec obsługiwał oficerów SS. "Załóż prześcieradło, namydlij, posprzątaj" - dyrygował, a ja wszystko robiłem i podpatrywałem, jak strzyże. W końcu nauczyłem się, to nie była wielka sztuka. Sprzęt doskonały, maszynki elektryczne, wystarczyło trochę cierpliwości i precyzji. Po pół roku polecono mi ścinać włosy szeregowym esesmanom.

      Od szeregowca do komendanta obozu daleka droga Jak został Pan osobistym fryzjerem Hössa, skoro oficerów strzygli wyłącznie Niemcy?

      - Pracowałem sumiennie, esesmani to chyba doceniali, niektórzy mnie nawet lubili. Pewnego razu wykryto, że Böhm kradnie towar dla niemieckich prostytutek osadzonych w obozie. Nowy kapo, który go zastąpił, miał dalej strzyc Hössa, ale zrobił to tylko raz i ponownie komendant się nie zjawił. Zamiast Hössa przyszedł podoficer z kompani wartowniczej i polecił przysłać "kleine Pole" do komendanta. "Kleine Pole" (mały Polak) to byłem ja. Ręce i nogi mi się zatrzęsły. Spakowano mi maszynkę, naostrzono brzytwy, po czym zaprowadzono do willi Hössa. W drzwiach czekała już jego żona. Odprawiła podoficera i skierowała mnie na I piętro do łazienki. Wkrótce zjawił się komendant. Stanąłem na baczność, powiedział tylko "kein wort!" (ani słowa) i usiadł na fotelu. Bałem się strasznie. Na szczęście widziałem wcześniej, jak Arno strzygł Hössa. Najpierw podgoliłem włosy nad uszami, potem resztę wyrównałem maszynką. Podziękowałem i wyszedłem. Odtąd niemal co tydzień przychodził po mnie podoficer.

      Ktoś Pana polecił Hössowi?

      - Nie. Podejrzewam, że przychodził wcześniej do sklepu i widział mnie przy pracy.

      Długo Pan go strzygł?

      - Prawie do końca 1944 roku.

      Nawet, kiedy Höss przestał kierować obozem w Auschwitz?

      - W październiku 1943 roku przenieśli go do Berlina, ale rodzinę zostawił w Auschwitz. Tutaj było jej dobrze i bezpiecznie, miała pełną obsługę, alianci nie bombardowali obozu. Höss często przyjeżdżał w odwiedziny. Nie tylko zajmował się krewnymi. Jako prawa ręka Eichmanna doradzał przy masowym gazowaniu ludzi. Był w tym fachowcem. To on przecież zbudował komory gazowe i całe Birkenau.

      Jakie robił na Panu wrażenie?

      - Gdybym nie widział, co dzieje się w obozie, to w życiu nie posądziłbym go o żadne zbrodnie. Kulturalny, spokojny, wzorowy mąż i ojciec. Miał wielki posłuch u ludzi, bez zmrużenia oka wykonywali jego polecenia. Nigdy nikogo osobiście nie uderzył.

      Trzymał Pan naostrzoną brzytwę nad szyją Hössa. Wystarczyło jedno cięcie, żeby poderżnąć gardło zbrodniarzowi. Nie myślał Pan o tym?

      - Podczas spotkań z młodzieżą często mnie o to pytają. Mogłem tak zrobić bez problemu. Ale wiedziałem, że potem nie tylko ja, ale cała moja rodzina i pół obozu zapłaciłoby życiem. Skórka nie warta była wyprawki.

      Miał Pan jakieś przywileje jako fryzjer Hössa?

      - Takie, że pracowałem pod dachem, w cieple i że czasem mogłem lepiej zjeść. To było bardzo dużo w obozie, gdzie ludzie masowo umierali z głodu, zimna i chorób. W Auschwitz człowiek codziennie ocierał się o śmierć. Najgorsze chwile przeżyłem jesienią 1942 roku, kiedy zachorowałem na tyfus. Miałem gorączkę, przeszło 40 stopni. W kilkunastoosobowej grupie więźniów czekałem na korytarzu bloku nr 28, aż wieczorem przyjdzie lekarz z SS i zdecyduje o naszym losie. Tylko mocniejszych zezwalał leczyć, słabych posyłał na śmiertelny zastrzyk. Stałem pierwszy ze skraja. Nigdy nie dowiem się, jak przeżyłem, ale tam, w tym szeregu straciłem przytomność. Obudziłem się w łóżku na I piętrze, gdzie pracował kolega sanitariusz. Kiedy wyzdrowiałem, poszedłem znów ostrzyc Hössa. Jedna z niemieckich więźniarek, posługujących w jego willi, przyniosła mi wtedy drugie danie. Na talerzu był kęsek mięsa, kartofle, jarzynka. Nie zapomnę ich smaku do końca życia.

      W tym czasie mordowano już masowo Żydów?

      - Jeszcze nie. Na Zachodzie mają złe pojęcie o Auschwitz. Nic tylko mówi się "holocaust, holocaust, holocaust". Tymczasem najpierw osadzano tutaj polską młodzież i inteligencję. To Polacy poszli na pierwszy ogień. Pierwszych nie-Polaków, nie licząc oczywiście niemieckich kryminalistów, przywieziono dopiero latem 1941 roku. Byli to czescy komuniści, niedługo po nich pojawiły się tysiące jeńców radzieckich. Pamiętam, jak w drugiej połowie września późnym wieczorem przez obóz przeszło 600 radzieckich dostojników - komisarzy, oficerów. Patrzyliśmy z góry naszego budynku, jak szli pod lufami strażników. Razem z 250 Polakami z więziennego szpitala zostali wprowadzeni na blok 11. Tam po raz pierwszy wszystkich zagazowano cyklonem B. Wieść od razu rozeszła się po obozie. Mój kolega - Romek Łobodziński z Krakowa - był kapo w krematorium w Auschwitz. Tam palili ciała. W całym obozie czuć było okropny smród. Gorzej śmierdziało tylko, kiedy zaczęli masowo gazować i palić ludzi w Brzezince.

      W Birkenau ginęli głównie Żydzi. Wiedzieliście w Auschwitz, co dzieje się w sąsiednim obozie?

      - Oczywiście. Każdy wiedział, co tam się dzieje. Przecież Birkenau wybudowali więźniowie Polacy. Z wysiedlonej wioski Brzezinki zostawiono dwa porządne domki i zaadaptowano na komory gazowe. Jedyne wówczas krematorium w Auschwitz było za małe, żeby spalić zwłoki masowo mordowanych ludzi. Najpierw kazano więc więźniom kopać doły, w których grzebali ciała. Po jakimś czasie jednak ziemia zaczęła się ruszać, gnić. Nakazano wtedy wszystko odkopać i spalić na stosach. Ludzie brali zwłoki na ręce i rzucali do ognia. Makabra, smród nie do wytrzymania. Ponieważ przyjeżdżało coraz więcej transportów Żydów z całej Europy, Niemcy na gwałt zaczęli budować nowe krematoria z komorami gazowymi w Brzezince. Pamiętam, jak mój kolega Mietek Morawa, który pracowała w krematorium, opowiadał po robocie: "Józiu, jak palimy kobiety, to z komina ogień bucha. Nie wiem, dlaczego".
      • stix Byłem fryzjerem Hössa. 29.01.10, 16:05
        Osobiście widział Pan jak mordowano Żydów?

        - Tylko raz. Któregoś dnia po południu na przełomie 1943/44 roku esesmani przyprowadzili kilkuset Żydów do Auschwitz. Byłem akurat w zakładzie fryzjerskim. Wyszedłem na strych, podniosłem dachówkę i jak na dłoni widziałem, co się dzieje na podwórzu przed krematorium. Nikt nie krzyczał, kazano tylko rozebrać się i poukładać rzeczy. Kiedy wszyscy więźniowie byli nadzy, zostali wprowadzeni do środka, niby do kąpieli. Wtedy drzwi się zatrzasnęły, a na dach krematorium wskoczył esesman. Znałem go. To był Ślązak Teuer, nieraz przychodził się ostrzyc. Odsunął zasuwę, wsypał do środka jakiś proszek. Chwilę później rozległ się straszny krzyk. Myślałem, że rozsadzi te grube mury. Niemcy próbowali go zagłuszyć, odpalili nawet dwa motory na zewnątrz i kazali komuś jeździć w kółko autem, ale na próżno.

        Słyszał Pan, co wołali mordowani ludzie?

        - Nie, to był jeden wielki huk, hałas. Nie dało się żadnego słowa odróżnić. Dopiero po chwili zaczęło cichnąć. Drzwi otwarto po 15-20 minutach, gdy w środku zapadła całkowita cisza. Najpierw weszli więźniowie. Świecąc latarkami otwierali usta i szukali złotych zębów. Inni ścinali włosy, potem palili ciała. Rzeczy zamordowanych osób sortowało na "Kanada komando". Tam było wszystko. Wódka, śledzie, czekolada, brylanty, złoto, waluta. Najwięcej mieli przy sobie Żydzi holenderscy. Dolary zaszyte w kołnierzach, kosztowności schowane w obcasach, czego tam nie było w ich ubraniach. Na "Kanadzie" wszyscy kradli na potęgę, a najwięcej esesmani. Raz to nawet przyjechała specjalna komisja z Berlina, aby wyjaśnić kradzieże strażników, ale niewiele ustaliła. Niektórzy więźniowie wymieniali potem zdobycze na żywność z miejscową ludnością.

        REKLAMY GOOGLE

        * mojacukrzyca.pl
        Kolonie, obozy i turnusy dla dzieci i młodzieży chorej na cukrzycę!
        www.mojacukrzyca.pl
        * Guided Tours To Auschwitz
        Visit Auschwitz with SeeKrakow Pick-up from your hotel. Book now.
        Www.SeeKrakow.Com
        * Polskie Taunton zaprasza
        Najnowsze informacje i najlepsze porady komputerowe
        www.taunton.com.pl

        W styczniu 1945 r. ruszyła ofensywa armii radzieckiej, która wyzwoliła obóz. Wiedzieliście, że wolność tuż-tuż?

        - Starzy więźniowie, jak ja, doskonale orientowali się, co dzieje się na froncie. W zakładzie fryzjerskim prawie cały czas chodziło radio. Poza tym więźniowie, którzy na warsztatach elektrycznych naprawiali radioodbiorniki esesmanów, słuchali angielskich stacji. Wieczorem świeże informacje krążyły po obozie. W połowie stycznia dobiegał już z daleka huk armat, latały samoloty, ale u nas niewiele się działo. Prawie do samego końca mordowano ludzi i wywożono do obozów w Niemczech. Najpierw pakowano więźniów do pociągów, a potem esesmani gonili wszystkich pieszo. Myślałem, że uda mi się zostać, ale sprawdzano każdy kąt. Wyszedłem w ostatnim transporcie w nocy z 18 na 19 stycznia. Nasza kolumna maszerowała na Brzeszcze, Pszczynę, Wodzisław Śląski. To był prawdziwy marsz śmierci. Szliśmy kilka dni. Śnieg, mróz trzaskający, na szczęście miałem na sobie pożydowską kurtkę i mocne buty. Pochód zamykało kilku esesmanów. Ani na chwilę nie chowali pistoletów do kabury. Kto przystawał, siadał zmęczony, ten na naszych oczach dostawał kulę w głowę. Śnieg z jednej i drugiej strony drogi był czerwony od krwi. Jedynym pożywieniem był roztopiony śnieg. Na koniec jeszcze kilku więźniów rozstrzelano.

        Za co?

        - Za nic. Dla postrachu. W Wodzisławiu zapakowali nas do pociągu. W otwartych węglarkach pojechaliśmy do obozu w Mautchausen. Dopiero kilka miesięcy później w podobozie w Melt doczekałem przyjścia Amerykanów.

        Co czuje Pan do Niemców po tych wszystkich przejściach?

        - Z początku raziła mnie mowa niemiecka. Z czasem jednak, kiedy podjąłem współpracę z Fundacją Maksymiliana Kolbe we Freiburgu, ten uraz zniknął. Często spotykam się z młodzieżą niemiecką, aby opowiadać o obozie. Współcześni Niemcy - młodzi i starzy - wprost lgnął do mnie. Zapraszają na spotkania, pytają o wszystko, słuchają w skupieniu. Czują brzemię odpowiedzialności, które ciąży na ich narodzie.

        Dokonali rachunku sumienia?

        - Absolutnie tak. Ich bardzo boli, że to był niemiecki obóz, choć przecież nie są winni tamtej strasznej historii. Dlatego staram się czasem nazywać Auschwitz hitlerowskim obozem, a nie niemieckim, żeby nie ranić ich uczuć.

        Pana uczuć nie zraniła niedawna kradzież napisu "Arbeit macht frei" z obozowej bramy?

        - Ta brama nie ma dla mnie większego znaczenia. Ktoś chciał po prostu zarobić albo zlikwidować symbol nazistowskiej hańby. W czasie wojny każdego dnia rano i wieczorem chodziłem obok niej. Pamiętam, jak raz w 1944 roku niosłem lekarstwa. "Więzień numer 121 idzie do obozu" - zameldowałem się po niemiecku strażnikowi. Obok bramy stał jakiś gestapowiec. Zdziwiony zapytał: "Du lebst noch?" - "Ty jeszcze żyjesz?"
    • stix Barbarzyńcy. 29.01.10, 16:06
      Bał się Pan?

      - Nawet nie, słuchałem tych słów z niedowierzaniem. Kto mógł pomyśleć, że w XX
      wieku w środku Europy Niemcy, taki zacny naród, stworzy fabrykę śmierci.
      Myślałem, że przecież nie popełniłem żadnego poważnego przewinienia, żeby
      stracić życie.
    • stix Ślązacy. 29.01.10, 16:07
      Osobiście widział Pan jak mordowano Żydów?

      - Tylko raz. Któregoś dnia po południu na przełomie 1943/44 roku esesmani przyprowadzili kilkuset Żydów do Auschwitz. Byłem akurat w zakładzie fryzjerskim. Wyszedłem na strych, podniosłem dachówkę i jak na dłoni widziałem, co się dzieje na podwórzu przed krematorium. Nikt nie krzyczał, kazano tylko rozebrać się i poukładać rzeczy. Kiedy wszyscy więźniowie byli nadzy, zostali wprowadzeni do środka, niby do kąpieli. Wtedy drzwi się zatrzasnęły, a na dach krematorium wskoczył esesman. Znałem go. To był Ślązak Teuer, nieraz przychodził się ostrzyc. Odsunął zasuwę, wsypał do środka jakiś proszek. Chwilę później rozległ się straszny krzyk. Myślałem, że rozsadzi te grube mury. Niemcy próbowali go zagłuszyć, odpalili nawet dwa motory na zewnątrz i kazali komuś jeździć w kółko autem, ale na próżno.
      • ballest Re: Ślązacy. 02.02.10, 06:12
        "Es geht aber nicht an, daß schon ein Hauptschüler mit geringen
        Kenntnissen in
        Chemie beweist, daß Massenvergasungen mit dem
        Entlausungsmittel „Zyklon B“ nicht
        möglich waren."

        www.kreuz.net/article.10209.html
        Ciekawostkom ale jest, ze byc moze od pol roku niemieccy
        dziennikarze juz
        prawie nie uzywaja okreslenia, ze Zydow gazowano!
        Dodam, ze ani Netanjahu ani Perez bedac w Niemcach tez tego
        okreslenia nie
        uzyli!
        Ciekawe czymu?
        • cirano Re: Ślązacy. 02.02.10, 09:14
          Wiela inkszych rostomajtych zrodeł opisuje te i inksze, w Krematorium I
          durchgefuehrte Vergasung. Ino że te, ftore tyn golac opisuje miało miejsce niy
          na przełomie 43-44 a raczyj (jak jusz), 42-43. W koncu 43 krematorium I jusz niy
          istniało, abo bouo ino we Birkenau
          • ballest Re: Ślązacy. 02.02.10, 09:20
            W Auschwitz byly Krematoria i byly komory gazowe, to jest faktem

            Przeca tela ludzi tam zamordowano i tysiace na tyfus umaruo, moja
            mam nie boua w Auschwitz a na Tyfus wtrdy zachorowala.
            Tych abo nie chowano, tylkow krematoriach polono.
            Komory Gazowe bouy, ale specjalisci se spierajom o ich
            przeznaczenie !
            • kubissreaktywacja Re:Oberschlesierzy brali udzial w ludobojstwie 02.02.10, 14:42
              Faktem niezaprzeczalnym jest ze Slazacy rowniez pracowali w obozie zaglady
              . Na dach krematorium wskoczył esesman. Znałem go. To był Ślązak Teuer,
              nieraz przychodził się ostrzyc. Odsunął zasuwę, wsypał do środka jakiś proszek.
              Chwilę później rozległ się straszny krzyk. Myślałem, że rozsadzi te grube mury.
              • cirano Re:Oberschlesierzy brali udzial w ludobojstwie 02.02.10, 15:46
                Pisołech jusz wcześnij, kubiss, że takigo Ślonzoka o nazwisku Teuer w Auschwitz
                niy bouo. Bou Adolf Theuer, a to niy bou Ślonzok ino Sudetendeutscher. Ucz sie
                ofiaro.
                Ballest. W Auschwitz-Birkenau bouy 4 krematoria. Dwa miały razym 30 mufli,
                (komór do spalania zwłok), a dwa razym 16. Razym 46 mufli do ftorych na jedyn
                szlak pakowali nojmnij 3, a nojczynścij 5-6.
                Spolanie trwało etwa 30 min. NAco jym bouo tela Ofenkapazitaet jakby mieli polić
                ino tych co na tyfus, abo inksze naturalne powody, padli?. Poco kopali jeszcze
                Gruby do masowego spolanio Leichen, kaj na jedyn szlak 1500 sztuk sie polyło, a
                bouo jch tych dołow ca. 10.
                Dowodow jes wiyncyj jak doś, a Auschwitz to jedyn cmyntorz żydowskigo norodu
                • kubissreaktywacja Re:Oberschlesierzy brali udzial w ludobojstwie 02.02.10, 21:06
                  Posluchaj Cirano .
                  Jezeli nawet nasz racje (recht jak wy to nazywota) to nie ulega watpliwosci ze
                  Slazacy czynnie wspierali niemiecka machine wojenna . Napewno nie brakowalo
                  Oberschlesaierow w obozach zaglady i innych miejscach gdzie trza bylo tlumaczy.
                  Oberschlesierrzy jako cfiszynki nadawali sie do tego najlepiej .
                  Najmniej rozgarnietych jak np. Gryfny brano prosto na front gdzie albo gineli
                  albo wracali jako czerwonoarmisci :-)
                  Ballest ochoczo wspominal jak jego protoplasta podzynal gardla swoim ofiarom .
                  Szkoda ze nie wspomina jak udalo im sie w dobrobycie zyc do lat 80 tych po
                  ktorych Ballestfamily wyjechala do Niemiec ..... :-)
                  • szwager_z_laband Re:Oberschlesierzy brali udzial w ludobojstwie 02.02.10, 21:12
                    na zicher to tys je pampon tak samo jak tyn stix - to je na zicher
                    zicher

                    niyma ci ganba tak cyganic?
                • ballest Re:Oberschlesierzy brali udzial w ludobojstwie 02.02.10, 22:11
                  Pisołech jusz wcześnij, kubiss, że takigo Ślonzoka o nazwisku Teuer w Auschwitz
                  niy bouo. Bou Adolf Theuer, a to niy bou Ślonzok ino Sudetendeutscher. Ucz sie
                  ofiaro.
                  Ballest. W Auschwitz-Birkenau bouy 4 krematoria. Dwa miały razym 30 mufli,
                  (komór do spalania zwłok), a dwa razym 16. Razym 46 mufli do ftorych na jedyn
                  szlak pakowali nojmnij 3, a nojczynścij 5-6.
                  Spolanie trwało etwa 30 min. NAco jym bouo tela Ofenkapazitaet jakby mieli polić
                  ino tych co na tyfus, abo inksze naturalne powody, padli?. Poco kopali jeszcze
                  Gruby do masowego spolanio Leichen, kaj na jedyn szlak 1500 sztuk sie polyło, a
                  bouo jch tych dołow ca. 10.
                  Dowodow jes wiyncyj jak doś, a Auschwitz to jedyn cmyntorz żydowskigo norodu "

                  Nie je zech bieglem w tym temacie, ale Krematoria som w kazdym miescie we
                  Niemcach do dzisiej, to jest przeca normalkom, ze bouy epidemie Tyfusu we
                  KZ-tach, to tysz jest faktem, ze Zydow mordowano, tysz sztimuuje, co mnie
                  ciekawi, czymu tela uczonych i nawet instyt
                  tutow (Fresenius, auch wenn auch unfreiwillig) neguje, ze Cyklon B bou uzywany
                  do gazowania Zydow !
                  Dzisiej se smiejom, ze nawet dzieci ze podstawowki na lekcji chemii udowodnic
                  umiomm, ze tak nie bouo!
                  Cos nie sztimuje w Europie, jak se cos per Gesetz robi a nie probuje ludzi
                  aufklärowac.
                  • szwager_z_laband to wkoncu wiela? 02.02.10, 22:35
                    www.youtube.com/watch?v=1TzX4y9MSeQ
                    www.youtube.com/watch?v=6OeZpOGqG6c&NR=1
                    sam je np roznica 2 700 000
                    • szwager_z_laband ps 03.02.10, 08:10
                      de.wikipedia.org/wiki/Welt_im_Film
                      • cirano Re: ps 03.02.10, 09:01
                        Fkurzo fakt, ż Amiki, Angole, w koncu i Spanier, historycznie nojwiynksze
                        bandziory wszech czasow, przejyżdżajom sie po Niymcach, jakby inkszych niy
                        bouo... Grobowym głosym oskarżajom, a śpiywajoncym chfolom sfoj szajs, niy
                        wspominajonc uo całym sfojym "Dreck"
                        • szwager_z_laband Re: ps 03.02.10, 09:08
                          a jo podchodza do tego rzeczowo - i sie pytom czymu we jednym
                          propagandowym filmie je niycaue 300 000 i potym w drugim 3 000
                          000 ...(?)
                          • 1fatum Re: ps 03.02.10, 10:17
                            Cytatszwager_z_laband napisał:

                            > a jo podchodza do tego rzeczowo - i sie pytom czymu we jednym
                            > propagandowym filmie je niycaue 300 000 i potym w drugim 3 000
                            > 000 ...(?)

                            Zapewne najbardziej prawdziwą prawdę zawierają brytyjskie archiwa, ale one
                            zostały utajnione na kolejne pół wieku. Dlaczego? O radzieckich nie wspominając.
                            Proste - muszą wyzdychać ci, którzy w tamtych latach żyli, a ich dzieci i
                            wnukowie będą się wypowiadać z takimi samymi emocjami jak dziś mówimy o
                            Pierwszej Wojnie Burskiej.
                            Prawdziwe jest powiedzenie, że to złodziej najgłośniej krzyczy "Łapaj złodzieja!".

                            Te i inne rozbieżności wynikają z ujawnianych dowodów pośrednich lub z innych
                            źródeł ukazujących prawdę odmienną od wojennej propagandy. Przecież taka
                            propaganda przyjęta za fakt pozwala na usankcjonowanie własnych niegodziwości i
                            uniemożliwia dochodzenie odszkodowań, skoro niesłusznie kogoś ukarano, obciążono
                            materialnie, odebrano własność lub zniszczono. Mogą wyjść przy okazji inne
                            świństwa i smrody mogące nawet wstrząsnąć rządami.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka