szwager_z_laband
16.10.10, 13:22
... a prowda ich straszy.
"
Według "Naszego Dziennika" i "Gazety Polskiej" jeden z lecących z prezydentem oficerów BOR już po katastrofie miał dzwonić do żony. Podczas rozmowy miał powiedzieć, że jest ciężko ranny w nogi i że "dzieją się tu rzeczy straszne". W kolejnym tekście "GP" ujawniła nazwisko tego oficera - miał nim być Jacek Surówka. "Taką relację przedstawił nam jeden z dziennikarzy, który 10 kwietnia był w Smoleńsku - pisała gazeta.
- To bardzo bolesna nieprawda. Mąż do mnie nie dzwonił - zaprzecza tym rewelacjom żona oficera Krystyna Łuczak-Surówka. - Ostatni kontakt z nim to jest sms, który mąż wysłał mi z pokładu przed startem. Tak jak zawsze robił. Nie było później żadnego kontaktu - powiedziała w TVN24.
Wdowa dodała także, że jej mąż nie dzwonił do nikogo innego. - Zamykałam u operatora sieci komórkowej ten telefon i wówczas, ponieważ nie wiedziałam, w czyich był rękach, zapytałam o godzinę ostatniego połączenia. Miało miejsce przed startem, później telefon nie był używany - powiedziała Łuczak-Surówka.
Według "Gazety Polskiej" informację, że Jacek Surówka dzwonił do żony już po katastrofie miał potwierdzić brat funkcjonariusza. Wdowa rozmawiała ze współautorem tego tekstu. - Najpierw twierdził, że ma nagranie tej rozmowy, potem, że to była wymiana informacji przez maila z innym dziennikarzem. Podczas drugiej rozmowy obiecał, że prześle mi tego maila. W czasie trzeciej rozmowy wyparł się wszystkiego. Nie ma żadnego maila.
I podkreśla: - Jedyną prawdą w całym artykule jest to, że skontaktowano się z innym bratem mojego męża, który powiedział, że taki fakt nie miał miejsca.
- Przyszłam tu po to, bo nie pozwolę, aby mój mąż był obrażany. Nigdy na to nie pozwolę - dodała Krystyna Łuczak-Surówka w TVN24.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Więcej... wyborcza.pl/1,75478,8510651,Wdowa_po_oficerze_BOR__Nie_bylo_zadnego_telefonu_po.html#ixzz12WJ92led