szwager_z_laband
18.07.11, 12:19
Wielka bitwa jazdy konnej: Ostropa 1948
Wpisany przez Alfred Kołodziej
poniedziałek, 30 maja 2011 21:42
W wielkanocny poniedziałek w Ostropie, dziś dzielnicy Gliwic, jak co roku, w procesji wyruszyło kilkudziesięciu jeźdźców, ze śpiewem objeżdżając okoliczne pola. Jeśli nie liczyć burzy i towarzyszącej jej ulewy, żadne niespodziewane wydarzenie nie zakłóciło uroczystości wpisującej się w kultywowaną w kilku górnośląskich parafiach tradycję. Nie zawsze było jednak tak spokojnie. I nie mam tu na myśli końskich narowów i spowodowanych nimi upadków. W roku 1948 w procesję brutalnie wtargnęła polityka. Ta ostatnia chyba w ogóle za ostropskim „Osterreiten” nie przepada. Najpierw procesji mieszkańcom Ostropy i sąsiednich miejscowości zabronili naziści. Po przejściu tej części Górnego Śląska pod polską administrację pojawiły się nowe problemy.
Regularna bitwa
Trzy lata po zakończeniu wojny pomysł powrotu do pradawnej tradycji poddał polskiemu sołtysowi miejscowy proboszcz. Propozycja przyjęta została ochoczo i w drugi dzień Wielkanocy 1948 roku pod kościołem św. Ducha zebrała się spora grupa jeźdźców. Procesja ruszyła w stronę Wilczego Gardła – osady założonej pod nazwą Glaubensstadt (dosłownie Miasto Wiary) dla członków nazistowskich Sturmabteilungen, po wojnie zasiedlonej przez polskich komunistów repatriowanych z Francji. Nowi mieszkańcy, podobnie jak ich poprzednicy, nie należeli do miłośników konnych procesji. Uzbrojeni w broń palną zagrodzili drogę kawalkadzie. Jakież musiało być ich zdziwienie, kiedy sołtys Ostropy, były ułan, po ustawieniu jeźdźców w szyku zarządził szarżę na pozycje napastników.
Byli ranni
Ci ostatni, zaskoczeni takim obrotem sprawy nie zdołali wykorzystać przewagi w uzbrojeniu, uchodząc przed pochylonymi do ataku drzewcami chorągwi. Na placu boju pozostało kilku rannych. Straty po stronie uczestników procesji to połamany krzyż i drzewce chorągwi. Jeźdźcy powrócili do Ostropy ze śpiewem na ustach i poczuciem dobrze spełnionego obowiązku w sercu. Ich niecodzienny wyczyn jeszcze długo wspominany był w okolicy jako „bitwa pod Glaubensstadt”.