Dodaj do ulubionych

Legendy pow.Gliwickiego

10.02.06, 13:04
PŁAWNIOWICE - Dzwony zapadniętego kościoła

Młody właściciel Pławniowic i tamtejszego pałacu brał kiedyś udział w bardzo
długiej wojnie z Niemcami. Wracając z niej zatrzymał się w dużym, bogatym
dworze. Właścicielem tego dworu był pan w podeszłym wieku, który miał
młodziutką żonę i dwoje małych dzieci. Między młodymi wnet zawiązała się nić
sympatii. Gospodyni zatrzymywała gościa, a on z przyjemnością przedłużał swój
pobyt. Nie można było jednak w nieskończoność nadużywać gościnności, toteż
młody woj zdecydował się wreszcie opuścić przyjazny dwór. Nie zdołał jednak
ujechać daleko, gdy właścicielka dopędziła go na koniu. W tajemnicy przed
wszystkimi opuściła męża i dzieci. Zaklinała teraz ukochanego, że żyć bez
niego nie może, a jeśli ją odepchnie, nie wróci do domu, lecz utopi się w stawie.

Młodzieniec zaskoczony i zakłopotany takim obrotem sprawy, nie
chcąc mieć jej na sumieniu, zabrał kobietę do swoich włości do Pławniowic. Tu
nakazał służbie, by traktowała panią jako jego żonę, by o nią dbała tak, aby
niczego jej nie brakowało. Sam zaś niespodziewanie opuścił dom. Dla ukochanej
zostawił list informujący, że musiał nagle wyjechać na wezwanie księcia i
wolałby już nie wrócić, gdyż niepokoi go sumienie z powodu krzywdy wyrządzonej
jej mężowi i dzieciom. Ponieważ jednak opuściła ich z miłości do niego –
zostawia jej cały swój majątek, by dysponowała nim jak własnym. Był to
straszny cios dla zakochanej kobiety. Nie myślała jednak wracać do rodziny.
Zdecydowała, że będzie czekać na ukochanego. Mijały lata, a pan Pławniowic nie
wracał. Wtedy, czekając go daremnie, postanowiła przebłagać Boga za swe winy i
zbudować na wzgórzu kościół. Na ten cel przeznaczyła pieniądze, które zabrała
z domu i część majątku z Pławniowic.
Kościół rósł szybko i wkrótce zaczął dominować nad okolicą.
Wreszcie, gdy wszystko było już gotowe, odetchnęła z ulgą, wierząc, iż tym
sposobem zmazała winę wobec własnych dzieci. Nastał dzień, w którym miały się
odbyć w nowej świątyni pierwsze oficjalne uroczystości. Gdy wszystko
przygotowano, rozpętała się straszna burza. W kościół uderzył grom i cała
budowla zapadła się na zawsze pod ziemię. Starzy ludzie opowiadają, że w
Wielkanoc słychać czasem spod ziemi głosy zapadniętych kościelnych dzwonów.
Obserwuj wątek
    • szwager_z_laband Re: Legendy pow.Gliwickiego 10.02.06, 13:08
      Ciekawe wiela we tyj geszichcie je prowdy?
      • ballest Re: Legendy pow.Gliwickiego 10.02.06, 14:20
        jedno jest pewne Plawniowice do dzisiej koscioua nie majom.
        • szwager_z_laband Re: Legendy pow.Gliwickiego 10.02.06, 14:23
          a ie zastanawio co to boua za bardzo dugo wojny ze niymcami - mozno to sie
          rozuaziouo o wojny czidziestoletnio i ino trocha komus sie fakty pomylouy(?)

          Znoues ta legynda Ballest?
          • ballest Re: Legendy pow.Gliwickiego 10.02.06, 17:36
            Ja, znom ta legenda nawet uech dou kedys link do niyj!
            • rita100 Re: Legendy pow.Gliwickiego 10.02.06, 19:17
              Tak , Olandii podał właśnie tą legendę, taką własnie czytałam. Bardzo ciekawa
              treść , a kościółek zapadł się na zawsze pod ziemię i już nikt jego nie
              odbudował. Może się bali następni własciciele ?
              • ballest Re: Legendy pow.Gliwickiego 10.02.06, 20:49
                W tym rejonie jest duzo uopowiesci uo takich zapadnietych domach.
                Miedzy Plawniowicami, Rudzincym i Laskarzowkom, jest tysz taki staw, wlasciwie
                na gorce.
                To je za tkzw."Kochankiem" jou tam tysz chodziou uoglondac, tam se miaua takou
                przydroznou knajpa zawalic, bo tam duzo te podrozniki podobno z babami
                grzyszyli.
                Ciekawostkom je , ze jou tam richtig kamienie bioue z wopna znod, musiauo tam
                cos stoc!
                • szwager_z_laband Re: Legendy pow.Gliwickiego 11.02.06, 09:54
                  mogesz cos pedziec wiyncyj o tym "Kochanku", cobych se to mog lepi znonsc jak
                  by co?
                  Znosz jeszcze jakes inksze detale z tyj geszichty??
    • olandi1 Re: Legendy pow.Gliwickiego 10.02.06, 20:42
      PILCHOWICE - Żabi dół

      Dawno, dawno temu, kiedy w Pilchowicach nie było jeszcze kościoła, ksiądz ze
      Stanicy szedł do chorego w Pilchowicach. Mimo że był post, w karczmie przy
      drodze prowadzącej do Pilchowic było gwarno, rojno i hucznie się bawiono.
      Wielebny zdenerwował się, wszedł do środka i zwrócił uwagę bawiącym się, że czas
      postu to czas pokory, a hulanki należy przerwać. Rozbawieni ludzie nawet nie
      zwrócili uwagi na to, co mówi ksiądz. Duchowny wielce się zdenerwował, wyszedł z
      karczmy i rzucił klątwę – „Niech to miejsce piekło pochłonie”. Usłyszał za sobą
      grzmot. Odwrócił się, po karczmie nie było nawet śladu. Zapadła się pod ziemię,
      a na jej miejscu pojawił się staw, po brzegi wypełniony czarna wodą. Nad stawem
      rechotały żaby, wokół wody pozostały jedynie drzewa owocowe, które rosły wokół
      karczmy. Od tego czasu miejsce to nazwane zostało Żabim Dołem, a parafianie w
      Pilchowicach stali się znacznie pobożniejsi.
    • olandi1 Re: Legendy pow.Gliwickiego 10.02.06, 20:44
      ŻERNICA (Gmina PILCHOWICE) - Zaginiony dzwon

      Legenda głosi, że kilkaset lat temu Nieborowice miały własny kościół, który
      został zniszczony przez żołnierzy w trakcie potopu szwedzkiego. Dzwon ze
      świątyni zniknął, a okoliczni mieszkańcy opowiadali, że zapadł się w pobliskim
      grzęzawisku. Po latach, kiedy już tylko najstarsi pamiętali o dramatycznych
      wydarzeniach, jeden z gospodarzy spostrzegł, że stado świń wygrzebuje na
      podmokłych polach fragment jakiegoś dużego przedmiotu. Okazało się, że zwierzęta
      znalazły zaginiony dzwon. Ponieważ w Nieborowicach nie było już kościoła, ludzie
      postanowili podarować znalezisko parafii w Bojkowie. Zaprzęgnięto woły, które
      miały wyciągnąć dzwon na powierzchnie i zawieźć do miejsca przeznaczenia. Jednak
      żadna z wielu prób nie zakończyła się sukcesem. Dzwon nawet nie drgnął. Wreszcie
      zdecydowano, że z takim obciążeniem, zamiast do Bojkowa, łatwiej będzie dotrzeć
      do Żernicy. Ku zdziwieniu wszystkich zwierzęta natychmiast wyciągnęły dzwon z
      grzęzawiska… Podobno przez długie lata bił w żernickim kościele, ku radości
      mieszkańców.
    • olandi1 Re: Legendy pow.Gliwickiego 10.02.06, 20:46
      TOSZEK - Wierny pies

      Przed wiekami dzisiejsze tereny Toszka porastały gęste i bogate w zwierzynę
      knieje. Wybrał się tam na łowy jeden z książąt opolskich. Polowanie było udane,
      służba już znosiła pokonane sztuki zwierząt, ciesząc się, że zapasów mięsnych
      wystarczy na długie miesiące. Zmęczony łowami książę przysiadł na polanie wśród
      paproci i już po chwili zmorzył go sen. Czuwał przy nim wierny pies. Nagle
      zakołysał się zagajnik i wprost na śpiącego księcia zaczęły biec dwa olbrzymie
      odyńce. Służba zamarła. Tylko pies stanął bohatersko w obronie swego pana i
      stoczył nierówną walkę z dzikami. Szamotanina obudziła księcia. Tymczasem ranne
      odyńce uciekły do lasu, a wycieńczony pies podpełznął do stóp swego pana i kilka
      minut później na jego rękach zakończył żywot. Pan gorzko zapłakał nad losem
      swojego czworonożnego przyjaciela, z którym bawił się od najmłodszych lat.
      Pochował go na polance, gdzie rozegrało się całe zdarzenie. Książę powróciwszy z
      udanych, ale jakże smutnych łowów rozkazał na miejscu walki psa z dzikami
      postawić zamek i utworzyć osadę, którą nazwał właśnie Toszkiem. Takie bowiem
      imię nosił jego wierny pies.
    • olandi1 Re: Legendy pow.Gliwickiego 10.02.06, 20:46
      TOSZEK - Złota kaczka

      Dawno, dawno temu toszecki zamek zamieszkiwał hrabia von Gaschin (dziś jego
      nazwiskiem nazwano zamkową galerię). Był bardzo bogaty. Ożenił się z ubogą, lecz
      bardzo piękną i szlachetna panną z podprudnickiego dworu. Młoda żona od razu nie
      spodobała się służbie. Była wyszydzana i na każdym kroku jej dokuczano.
      Dziewczyna czuła się w zamku bardzo samotna, nie mogła się przyzwyczaić do
      bogactwa i przepychu nowego domu oraz do nieszczerości swoich sług. Jej żal
      dopełniały częste wyjazdy męża za granicę, w których nie mogła brać udziału.
      Przed jednym z takich wyjazdów młoda małżonka obwieściła swemu wybrankowi, że
      właśnie spodziewa się potomka. Szczęśliwy mąż, żegnając się z wylęknioną żoną,
      z radości na wieść o dziecku podarował jej wspaniały rodzinny klejnot
      przekazywany z pokolenia na pokolenie. Była to naturalnej wielkości złota kaczka
      siedząca na jedenastu złotych jajach, z których każde podobno wypełnione było
      kosztownymi dukatami. Hrabina bardzo się ucieszyła z prezentu, który miał umilać
      jej godziny rozstania z mężem. Minęło kilka tygodni. Pewnej marcowej nocy 1811
      r. sen hrabiny przerwała łuna światła. Okazało się, że wybuchł bunt służby i
      zamek stanął w ogniu. Wszyscy zdążyli uciec z obiektu, młoda pani pozostała
      sama. Przerażona nie wiedziała, co robić, bo ogień wdzierał się już do jej
      komnaty. Nie mogła uciec głównym wyjściem, bo żar i dym z płonącej klatki
      schodowej podchodziły coraz wyżej. Zdruzgotana hrabina, zalewając się łzami,
      oparła się o konsolkę stojącą pod lustrem. Nagle jedna ze ścian drgnęła i
      odsunęła się, ukazując tajemne schody do podziemi. Hrabina odruchowo złapała
      złotą kaczkę stojącą na sekretarzyku i zbiegła w dół. Długo błądziła po
      mrocznych korytarzach, coraz bardziej zmęczona i głodna. Wreszcie zobaczyła
      światło. Ostatkiem sił dobiegła do owej jasności. Wtedy okazało się, że od
      zbawiennego wyjścia dzielą ją metry nie do przebycia bez drabiny. Okienko było
      tak wysoko... Dziewczyna bezskutecznie przez długie godziny wołała o pomoc.
      Wreszcie zziębnięta i zrezygnowana zaczęła głośno płakać. Łzy pociekły na złotą
      kaczkę, która pod ich strumieniem wyszła z koszyka i zaczęła pływać we łzach
      swej pani. Hrabina niestety umarła z wycieńczenia i głodu, a złota kaczka
      prawdopodobnie nadal pływa gdzieś w podziemiach i pilnuje szczątków swej pani.

      Jak mówią stare przekazy, złotą kaczkę może odnaleźć śmiałek urodzony w
      niedzielę, jeśli w pierwszy dzień Wielkanocy zejdzie do podziemi i wiedziony
      dobrymi intencjami pójdzie przed siebie...
    • olandi1 Re: Legendy pow.Gliwickiego 10.02.06, 20:47

    • sloneczko1 Re: Legendy pow.Gliwickiego 10.02.06, 20:48
      tysz słyszałach ta opowieść,że słychać dzwony we Wielkanoc w połednie,a niy
      miyszkom tam;)
    • olandi1 Re: Legendy pow.Gliwickiego 10.02.06, 20:48
      CHECHŁO (GMINA RUDZINIEC) - Rak

      Pomiędzy mieszkańcami wsi Chechło i Łany toczył się nieustanny spór, o to, gdzie
      ma stanąć kościół. Żadna z wiosek nie chciała ustąpić, toteż w końcu uradzono,
      że kościół powstanie między Chechłem i Łanami. Zebrano materiały budowlane i
      postanowiono rozpocząć budowę, ale po przyjściu na miejsce okazało się, że
      wszystkie zgromadzone cegły, cement, kamienie itd. zniknęły. Na placu przyszłej
      budowy pozostał tylko jeden wielki głaz. Wtem zgromadzeni ujrzeli małego raka,
      który wszedł pod kamień i zaczął go nieść w stronę Chechła. Zdziwieni mieszkańcy
      obu wiosek poszli za nim i zobaczyli, że rak przeniósł w ciągu jednej nocy cały
      zgromadzony przez nich materiał budowlany. Był to niechybnie znak, że to właśnie
      w Chechle powinni wybudować świątynię. Tak się też stało, do dziś w Chechle stoi
      przepiękny kościół pw. Św. Walentego – patrona wszystkich zakochanych.
    • olandi1 Re: Legendy pow.Gliwickiego 10.02.06, 20:53

      • ballest Re: Legendy pow.Gliwickiego 10.02.06, 21:05
        Rudziyniec, Olandi to je wlasciwie Rudno Male, ale uopowiec je fajnou i nie
        znou uech jom!
    • olandi1 Re: Legendy pow.Gliwickiego 10.02.06, 20:54
      SOŚNICOWICE - O powstaniu Sośnicowic

      Bardzo dawno temu, pewien książę z rodu Piastów wybrał się na polowanie. Tym
      razem do jednego ze swych lasów w okolicach Gliwic. Podczas polowania, w pogoni
      za zwierzyną, odłączył się od towarzyszących mu rycerzy i zabłądził w ogromnym
      sosnowym lesie. Pomimo podjęcia szeregu prób, książę nie mógł wydostać się z
      pechowego lasu. Wreszcie pod wieczór przybył na rozległą polanę. Na jej środku
      rosła wielka sosna, a pod nią znajdowała się uboga chata drwala zwanego
      Sośniesz. Na przekór swego niskiego stanu i niewielkim możliwościom przyjął on
      gościnnie księcia, przygotował mu nocleg, a o świcie pomógł odnaleźć drogę
      powrotną. Owo serdeczne przyjęcie sprawiło że książę polubił Sośniesza i leśną
      polanę, na której mieszkał, stąd często jeszcze wracał w te strony. Po śmierci
      drwala, na jego pamiątkę, założył tutaj osadę, którą od imienia jej pierwszego
      mieszkańca nazwał Sośnicowicami. Troska księcia o tę miejscowość miała być tak
      duża, że nawet w chwili swej śmierci, nakazał swoim następcom, aby otaczali ją
      szczególną opieką.
    • olandi1 Re: Legendy pow.Gliwickiego 11.02.06, 10:51
      Wszystkie te LEGENDY znojdziecie tyż sam
      www.powiatgliwicki.pl/dokumenty.php?id=951&dzial=3341&PHPSESSID=c0771f06da231b03ded738b93ec214ce
      • szwager_z_laband Re: Legendy pow.Gliwickiego 11.02.06, 10:59
        Ta o tyj Wilczy, dugo juz mi ruy niy dowo:)
      • sloneczko1 Re: Legendy pow.Gliwickiego 11.02.06, 11:11
        olandi1 napisał:

        > Wszystkie te LEGENDY znojdziecie tyż sam
        >
        www.powiatgliwicki.pl/dokumenty.php?id=951&dzial=3341&PHPSESSID=c0771f06da231b03ded738b93ec214ce
        dziynki,żeś sam to doł:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka