sloneczko1
27.08.06, 12:04
Pio (Francesco Forgione) przyszedł na świat w miasteczku Pietrolcinie, w
południowych Włoszech, w miesiącu rozkwitania kwiatów, 25 maja 1887 r. Był
piątym spośród ośmiorga dzieci Peppy i Grazio Forgione. Jego mama Peppa
wyznała, że był niepodobny do innych chłopców: ,,nigdy nie był niegrzeczny,
czy źle się zachowywał''. Od wieku pięciu lat miewał wizje Nieba i był
przedmiotem prześladowań przez szatana; w widzeniach rozmawiał z Panem
Jezusem, Jego Matką, oraz ze swoim Aniołem Stróżem lecz — niestety — te
doświadczenia Nieba przeplatane były obecnością piekła i szatana.
W 1903 r., wskutek umartwień i słabego zdrowia, bliski był śmierci. Lekarze
stwierdzając wyczerpanie organizmu pewni byli, że wkrótce umrze. Słaby, lecz
silny siłą ducha, przyjął wtedy franciszkański habit Kapucynów, rozpoczynając
życie zakonne i nowicjat — a wraz z nim intensywne życie nauki, modlitwy,
ubóstwa i pokuty. W 1909 r., na skutek choroby znalazł się znów w
Pietrolcinie, przy boku matki. Rozpoczynał się wtedy jeszcze jeden intensywny
etap jego niezwykłego życia, pełen mistycznych cierpień, niewidocznych
stygmatów, i straszliwej walki z szatanami usiłującymi go
zniszczyć. ,,Wszystko stało się tutaj'' mówił potem, cała jego przyszłość
została tu przygotowana. Jedenastego stycznia 1910 r. otrzymał święcenia
kapłańskie w katedrze Benevento. W roku 1916 znajdujemy księdza Pio w
kościele w San Giovanni Rotondo, z jego zabytkową i mistyczną kalwarią
Gargano, w miejscu które wkrótce miało się stać jego Jerozolimą, i gdzie
wkrótce zaczął być znany wśród miejscowej ludności jako ,,świątobliwy
ojczulek''. Tutaj stał się ,,ofiarą miłości'', na przebłaganie za grzechy,
jako odkupieńcza ofiara i odnowiciel duchowy tłumów które licznie ściągały
aby oddać cześć krwawiącym ranom na jego dłoniach i stopach. Stygmaty
otrzymał 20 września 1918 r. gdy modlił się przed krzyżem umieszczonym na
chórze starego kościółka, z rąk niezwykłej postaci podobnej do anioła. Rany
stygmatów pozostały otwarte i krwawiące przez pięćdziesiąt lat. Był to jeden
z powodów dla których przez lata ściągali do San Giovanni Rotondo lekarze,
naukowcy, dziennikarze i zwyczajni ludzie, chcąc zobaczyć ,,świątobliwego
braciszka''.
Zwykle budził się wczesnym rankiem (a właściwie jeszcze w nocy) aby
przygotować się do Mszy Świętej. Każdego ranka o godzinie 4-tej zawsze setki
a czasem nawet tysiące wiernych czekały już na otwarcie drzwi kościoła. Po
Mszy Świętej większość czasu poświęcał modlitwie i słuchaniu spowiedzi. Zmarł
23 września 1968 roku, po pięćdziesięciu latach od otrzymania stygmatów,
zamykając upragnioną misję swego serca: prawdziwego krzyża i prawdziwego
ukrzyżowania. W liście datowanym 22 pażdziernika 1918 r, ojciec Pio tak
opowiedział o swoim doświadczeniu krzyża:
,, ...Coż mogę powiedzieć ci o moim ukrzyżowaniu? Mój Boże! Co za wstyd i co
za upokorzenie odczuwam gdy gdy próbuję opowiedzieć komuś co uczyniłeś mi,
twemu nędznemu stworzeniu! Stało się to rankiem 20-go (września) — byłem na
chórze, po udprawieniu Mszy Świętej, gdy niespodziewanie ogarnął mnie błogi
spokój podobny do miłego snu. Wszystkie zmysły mojej duszy, wewnętrzne i
zewnętrzne, znajdowały się w stanie niewypowiedzianego spokoju. Wewnątrz mnie
i wokół panowała głęboka cisza, przejął mnie pokój i potem w mgnieniu oka
odczułem nagle całkowite opuszczenie wraz z kompletnym oderwaniem się od
wszystkiego. Gdy to się działo zobaczyłem tajemniczą postać, podobną do tej
którą już widziałem 5-tego sierpnia, jedyna różnica była w tym, że z Jego
rąk, nóg, i z boku kapała krew. Ten widok przestraszył mnie: tego co czułem w
tym momencie nie da się opisać. Myślałem, że umrę — i umarłbym — gdyby Pan
nie interweniował i nie podtrzymał mego serca, które omalże nie rozsadziło mi
piersi. Zjawisko zniknęło a ja zdałem sobie sprawę, że moje ręce, stopy, i
bok były przebite i sączyły krew. Możesz wyobrazić sobie mękę jaką odczuwałem
wówczas i jaką niemalże odczuwam każdego dnia. Rana serca nieprzerwanie
krwawi, zwłaszcza od czwartku wieczór do soboty. Mój Boże, umieram z bólu,
męki i wstydu jaki odczuwam w głębi duszy. Boję się, że wykrwawię się na
śmierć! Mam nadzieję, że Bóg słyszy moje jęki i odwróci tę rzecz ode mnie.''
W ciągu lat wierni, pielgrzymując z każdej części świata, przybywali do
księdza-stygmatyka aby otrzymać od niego wstawiennictwo u Boga. Przez
pięćdziesiąt lat w modlitwie, pokorze, i w ofiarnym cierpieniu realizował
posłanie miłości. Czynił to w swoich inicjatywach skierowanych w dwu
kierunkach: pionowym — ku Bogu — poprzez ustanowienie ,,grup modlitewnych'' i
poziomym — ku cierpiącej wspólnocie — poprzez budowę nowoczesnego
szpitala ,,Domu ulgi w cierpieniu''.
We wrześniu 1968 r. tysiące pielgrzymów duchowych dzieci o. Pio zebrało się
w S. Giovanni Rotondo na IV Międzynarodowj Konferencji Grup Modlitewnych, by
obchodzić pięćdziesiątą rocznice otrzymania stygmatów przez O. Pio. Nikt nie
mógł przewidzieć, że o 2:30, 23 września 1968 r. ziemskie życia Ojca Pio z
Pietrelcina dobiegło końca.