sloneczko1
07.10.06, 00:56
Za pierwszej komuny, kiedy dzieckiem byłem, straszono mnie Hupką i Czają.
Znałem ich działalność z komentarzy publicystów dających im słuszny odpór
oraz z satyrycznych karykatur. Ci starsi panowie dwaj byli okropnymi ziomkami
i rewizjonistami pragnącymi odebrać nam Ziemie Odzyskane i Górny Śląsk.
Najbardziej bolała mnie ewentualna utrata Górnego Śląska, bo do Katowic
jeździłem z Częstochowy na wagary. Wizja wagarów za dojczmarki podsycała moją
nienawiść do wroga.
Za IV RP cały czas straszony jestem Eriką Steinbach. Jej działalność również
znam głównie z bieżących komentarzy słusznych obecnie publicystów dających
tej paskudnej Niemrze właściwy odpór. Zmiana, w porównaniu z gomułkowskimi
czasami, jest jedna – fotki piekielnej Eriki są w każdej gazecie. Jak Miss
Polonia.
Im głośniej i zajadlej nasi słuszni publicyści odpierają, tym większą
sympatię mam dla tej szwabskiej blondynki. Bo właściwie o co ten spór?
To przecież nie Polacy wygnali Niemców z ziem przez Polaków odzyskanych,
tylko Armia Czerwona. Sprawna w wypędzaniu. To ona też wygnała Polaków z ziem
wschodnich II RP i parę innych narodów. Rosjanie jednak nie obrażają się na
wystawy starej Steinbachowej. Putin ani jego premierzy nie odwołują wizyt w
Niemczech, bo Steinbach znów przypomniała, jak krasnoarmiejcy Niemców
pędzili. Niemcy też nie wydają się na Ruskich obrażeni – pomimo wypędzeń
kręcą z nimi wielkie interesy. O co zatem nam chodzi? O to, że pani Steinbach
na swych wystawkach marginalizuje polską niedolę wypędzonych? Żal nam, że nie
jesteśmy pierwszym wypędzonym, poniżonym, gwałconym narodem?
Ludzie przezorni w naszym kraju przestrzegają: najpierw Steinbach wywalczy
honor dla niemieckich wypędzonych, a potem zażąda zwrotu ich majątków. Wrócą
Niemcy i wezmą swoje. Jeśli tak jest i będzie, to przepędzeni ze Wschodu na
Ziemie Odzyskane powinni dostać majątki zostawione na Wschodzie. W to jednak
nikt w Polsce nie wierzy, zresztą może okazać się, że tam wcale tak wiele
tego majątku nie było. Tak czy siak ostatnie słowo znów należy do Ruskich.
Których na co dzień słuszni publicyści traktują z pogardą.
Prowadząc twardą politykę zagraniczną i aktywną politykę historyczną obecne
władze nie oszczędzają pani Steinbach i władz Niemiec. Gdy tylko Steinbach
wspomni coś o wypędzonych, nasze władze odpowiadają wizytami w obozach
koncentracyjnych i przypominają o zniszczonej podczas powstania warszawskiego
stolicy. Aby oczyścić front, obóz koncentracyjny w Oświęcimiu zmienił nazwę
na „niemiecki obóz koncentracyjny Auschwitz”. Niechaj zagranica wie, kto tam
Żydów i inne narody mordował. Za pierwszej komuny nie wolno było
eksponować „niemieckości” terenu obozu w Auschwitz, bo to był młyn na wodę
rewizjonistów Hupki i Czai. Używanie nazwy „Oświęcim” miało być
potwierdzeniem polskości tych ziem. Niestety, znów w historii Polska ma
pecha. O ile sprawa wypędzonych propagandowo rośnie, o tyle akcje Auschwitz
spadają. Iran i usłużni mu publicyści kwestionują rangę i znaczenie
Holocaustu. Osłabiają tym naszą broń odwetową wobec pani Steinbach. Była
więźniarka, mieszkająca obecnie w USA Dina Babbitt chce odzyskać z obozu-
muzeum swe malowane tam portrety Cyganów, ludzi po bestialskich
eksperymentach medycznych. Muzeum oddać nie chce, bo zuboży to ekspozycję,
osłabi antyniemiecką wymowę. I znów wszyscy są przeciwko nam. Niemcy, Iran i
Żydzi.
Protestując przeciw chwale niemieckich wypędzonych obecne władze polskie
jednocześnie gloryfikują polskich antykomunistycznych partyzantów. Sejm
taśmowo przyjmuje sławiące ich uchwały, media przypominają ich zasługi. Owi
partyzanci uznawali granice II Rzeczpospolitej bez Ziem Odzyskanych. Albo
godzili się wspaniałomyślnie na dawne granice plus Ziemie Odzyskane. Na pewno
pragnęli powrotu Wilna i Lwowa do powojennej Polski. Gdyby tak się stało,
rzecz jasna nie odbyłoby się bez kolejnych pędzeń i wypędzeń ludności. Takie
uchwały sejmowe irytują coraz bardziej Litwę i Ukrainę – państwa, z którymi
oficjalnie się przyjaźnimy. Bo to takie samo pisanie historii pod siebie,
propagowanie ziomkostw, rewanżyzmu jak wystawki pani Steinbach. Tyle że na
jej imprezy czasami wpadną przedstawiciele niemieckich władz najwyższych, a w
Sejmie RP władze stale są obecne.
Efektem alergicznych historycznych reakcji na Erikę Steinbach są nasze złe
stosunki z Niemcami. Efektem naszej walki propagan-dowej z niemieckim
rewizjonizmem – gorsze stosunki z Rosją, Litwą, Ukrainą. Do tego ten
antyoświęcimski front irańsko-żydowski. Polska rządowa propaganda pragnąc
poprawić wizerunek RP w świecie mówi już tylko do siebie.
Straszącego mnie w dzieciństwie Hupkę zobaczyłem na żywo na początku lat 90.
Okazał się miłym staruszkiem. Walczącym przede wszystkim o uznanie odrębności
kulturowej Śląska. Zapisanie kulturotwórczej roli Ślązaków w historii
Niemiec, Polski i Czech.
Autor : Piotr Gadzinowski