Dodaj do ulubionych

"Scheiß Polacken"

01.11.06, 19:19
www.antirassismus-telefon.de/volksverhetzung.php
Ein 53-jähriger Rentner soll im vergangenen Sommer den Frieden in einer
Essener Wohnanlage erheblich gestört haben: Er beleidigte polnische
Spätaussiedler laut Anklage nicht nur als "Scheiß Polacken", sondern seine
Beschimpfungen gipfelten in dem Satz: "Man sollte euch alle vergasen." Wegen
Volksverhetzung stand der Mann gestern vor dem Amtsgericht. Ein Urteil gab es
noch nicht. Das Gericht will weitere Zeugen laden.

"Es fing ganz harmlos mit Beleidigungen an", erzählt ein 32jähriger
Zahntechniker als Zeuge vor Gericht. Dann sei der Rentner immer
fremdenfeindlicher geworden. Zwei mal habe er den 53-Jährigen zur Rede
gestellt. Ohne Erfolg. Nach einem Jahr "reichte es mir", so der 32-Jährige.
Nachdem es Ende Juli 2004 auf dem Spielplatz der Anlage wieder zu einer
Auseinandersetzung kam und der 53-Jährige völlig entgleist sein soll, ging
der Zahntechniker zur Polizei und erstattete Anzeige. "lch will nicht, dass
mein Kind mich später fragt, was heißt Scheiß Polacke?", begründet er seinen
Entschluss.

Nach einem Anlass für die Streitigkeiten fragt Richterin Dreher. Der Zeuge
weiß keine Antwort. "Für mich gibt es keinen", sagt er",wir sind
Spätaussiedler", fügt er hinzu und die Kinder auf dem Spielplatz seien dem
Rentner manchmal zu laut gewesen. Er habe sogar Spätaussiedler-Kinder vom
Spielplatz gejagt, weiß der 32Jährige.

Ein weiterer Zeuge berichtet von einem Zwischenfall mit seinem Sohn. Der
Rentner habe ein Mädchen mit Süßigkeiten beschenkt. Als es seinem Sohn davon
abgeben wollte, so der 28-jährige Tischler, habe der Rentner zu ihr
gesagt, "den Scheiß Polacken soll man keine Bonbons abgeben". Der Angeklagte
schwieg vorerst zu den Vorwürfen.
Obserwuj wątek
    • ballest Tak, jest roznica miedzy Niemcami a Polakami 01.11.06, 19:39
      Przynajmniej Niemcy go sadza!
      - w Polsce jak nas wyzywano Hitlerowcami, to zaden sad by pozwu nie przyjal.
      Jak Polak porzgal nozem Slazaka, choc to byla prywatna sprawa, to zrobil z niej
      polityczna afere, ze go Slazak polskinm nierobem wyzwal i ten podzgany poszedl
      siedziec a Polak wyszedl na wolnosc!
      • ichklaus Re: Tak, jest roznica miedzy Niemcami a Polakami 01.11.06, 19:59
        Polacy ida nawet krok dalej. Prawomocnie osadzonych o pozbawienie praw
        rodzicielskich Polakow w Niemczech nazywaja ofiara niemieckiego sadownictwa.

        To tak jakby sprzeciwiali sie demokracji! Moze nawet tak jest, bo w Polsce jej
        chyba nie maja.
        • stix Niemiecki sąd zakazał krytyki Schroedera 01.11.06, 20:06
          za gazociąg przez Bałtyk.
          gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33207,3232024.html
          Sąd w Hamburgu zakazał szefowi niemieckiej partii liberałów krytykowania byłego
          kanclerza Gerharda Schroedera za zamiar objęcia kierowniczego stanowiska w
          spółce Gazpromu, która będzie zarabiać na budowie i eksploatacji rosyjsko-
          niemieckiego gazociągu przez Bałtyk.
          Zdaniem sądu cywilnego w Hamburgu Guido Westerwelle, szef niemieckiej Partii
          Wolnych Demokratów FDP, niezgodnie z prawdą oskarżył Schroedera, że jako
          kanclerz zapewnił Gazpromowi lukratywny kontrakt, a w kilka tygodni po odejściu
          z rządu dostał posadę od rosyjskiej firmy. Za powtarzanie tych oskarżeń szefowi
          FDP grozi kara 250 tys. euro. Westerwelle zapowiedział apelację. Umowę o
          budowie rosyjsko-niemieckiego gazociągu podpisano w obecności Schroedera we
          wrześniu zeszłego roku. Było to na kilkanaście dni przed wyborami
          parlamentarnymi, w których partia Schroedera SPD nie odniosła sukcesu. Kilka
          tygodni po rezygnacji Schroedera ze stanowiska kanclerza Niemiec, Gazprom
          ogłosił, że niemiecki polityk zostanie szefem rady nadzorczej kontrolowanej
          przez Rosjan spółki, która będzie zarabiać na budowie i eksploatacji gazociągu.
          • ichklaus Re: Niemiecki sąd zakazał krytyki Schroedera 01.11.06, 20:11
            NO I?
            • stix "Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci" 01.11.06, 20:26
              Wasza Ekscelencjo,
              Szanowny Panie Ministrze,

              uprzejmie dziękujemy za Pana pismo z dnia 21.10.2005 r. i wskazówki natury
              prawnej dotyczące naszej organizacji.

              Ponieważ od dłuższego czasu walczymy z problemem dyskryminacji osób polskiego
              pochodzenia oraz języka polskiego, mamy liczne doświadczenia z niemieckimi
              urzędami, sądami oraz prawnikami, chcielibyśmy podzielić się tymi wieloletnimi
              spostrzeżeniami i doświadczeniami.

              Świadomi praw i obowiązków rodzicielskich, już zawierając polsko-niemieckie
              małżeństwa byliśmy poinformowani o pozytywnym efekcie bilingualizmu (ogromnego
              skarbu) dla rozwoju naszych dzieci.
              Byliśmy również poinformowani o konstytucyjnym obowiązku państwa polskiego i
              niemieckiego, zagwarantowania nam i naszym dzieciom wolności języka i innych
              podstawowych praw człowieka (w tym praw dziecka).

              Realizacja gwarancji tych konstytucyjnych praw w życiu okazała się całkiem inna.
              Poniżej fakty, z jakimi zostaliśmy skonfrontowani:
              Zakaz używania języka polskiego

              Zakaz języka polskiego wydawany jest zazwyczaj w formie ustnej lub pisemnej,
              najczęściej przez pracowników Urzędu Do Spraw Dzieci i Młodzieży
              (Jugendamt/Amtsvormund), w przypadku gdy niemiecki rodzic zażąda wobec
              polskiego rodzica wizyt z dzieckiem pod nadzorem (begleiteter Umgang). Bardzo
              często pojawia się nakaz sądu niemieckiego (einstweilige Anodnung) odbierający
              dziecko polskiemu rodzicowi - przy tym rodzic polski dowiaduje się o tym od
              Jugendamtu, bo nie miał przedtem żadnej możliwości zajęcia stanowiska wobec
              stawianych mu tym samym zarzutów.
              Zostają stworzone fakty dokonane, a potem następuje uzasadnienie prawne.

              Taką właśnie rolę spełnia ustanowiona w 1938 roku instytucja
              Jugendamtu/Amtsvormund. Jej zadaniem jest ubezwłasnowolnienie dzieci i ich
              rodziców na terytoriach niemieckich. Jugendamt jako jedyna niemiecka instytucja
              nie posiada jednostki nadrzędnej i nie podlega żadnej kontroli.

              Na początku i zdecydowanie na pierwszym miejscu chcielibyśmy zaznaczyć, że
              zakaz używania języka polskiego jest bezprawny.

              Niemieccy prawnicy wymieniają cały szereg paragrafów i ustaw, które (ze względu
              na obszerność tematu) załączamy osobno do tego pisma (w języku niemieckim).

              Skracając (po polsku) można powołać się m.in. na następujące akty prawne:
              Prawa zagwarantowane w konstytucyji obydwu państw, "Traktat o dobrym
              sąsiedztwie i przyjaznej współpracy" (polsko - niemiecki) z 17.06.1991r, art.
              21 dot. ochrony tożsamości kuluralnej, językowej itd., Powszechna Deklaracja
              Praw Człowieka, Konwencja o Zwalczaniu Wszelkich Form Dyskryminacji Rasowej,
              Paryska Karta dla Nowej Europy, art. 8 i art. 6 par. 1 Konwencji Praw Człowieka.

              Fakt, że przytaczamy tu paragrafy ustawodawstwa niemieckiego i międzynarodowego
              potwierdzające nasze racje - nie mogąc jednocześnie uzyskać potwierdzenia
              bezprawności stosowania tej praktyki przez sądy niemieckie - także tej II-giej
              instancji pozostawiamy bez komentarza.
              Faktem jest także, że Niemcy nie uznają w sprawach rodzinnych wyroków Trybunału
              Europejskiego.
              Więcej informacji na ten temat można uzyskać na stronach internetowych
              międzynarodowych organizacji rodziców walczących o swoje "niemieckie" dzieci,
              stronach prawników oraz naukowców zajmujących się tym problemem, n.p.:
              www.jugendamt-wesel.com/CEED-ge.htm.
              Jako powód zakazu języka polskiego podaje się m.in.:


              Argument ("praktyczny"): brak pracowników polskojęzycznych

              Cytat: " ... wir können nicht jede Dienstleistung (!) in jeder Sprache anbieten"
              Abstrahując od bezprawności tego zakazu - jest to nieprawdą.
              Do dyspozycji sądów i Jugendamtów są także i polskojęzyczni rzeczoznawcy
              (polecani przez rodziców i organizacje ochrony praw dziecka).
              Według naszych informacji Polska nie ingeruje (językowo) w kontakty rodziców z
              dziećmi i daje niemieckim rodzicom (w sprawach sądowych i w okolicznościach im
              towarzyszących) do dyspozycji tłumacza.


              Argument (prawniczy): "dobro dziecka" ("Kindeswohl")

              Zgodnie z prawnym statusem niemieckich Jugendamtów ich oficjalnym zadaniem jest
              ułatwianie kontaktów dziecka z rodzicem dla "dobra dziecka". Nakaz języka
              niemieckiego i zakaz polskiego jest dla "dobra (niemieckiego) Jugendamtu" i
              stoi w sprzeczności z "dobrem (dwujęzycznego) dziecka".
              www.wspolnota-polska.org.pl/index.php?id=kr51101
              • stix "Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci" 01.11.06, 20:27
                Argument ("szkody psychicznej dla rozwoju dziecka"): dzieci żyją w Niemczech i
                ważniejsze jest, by mówiły po niemiecku

                Cytat: "Für die Kinder kann die Förderung (!) in der deutschen Sprache nur
                vorteilhaft sein, da diese in diesem Land aufwachsen..."
                Należy zaznaczyć, że nikt z polskich rodziców nie zakazuje dzieciom mówić po
                niemiecku. Robią to one podczas pobytu u niemieckich rodziców w Niemczech przez
                24 godziny na dobę. Poza tym chodzi tu o jednogodzinną wizytę. Biorąc pod uwagę
                fakt, że w znanych nam przypadkach polski rodzic, jeśli jeszcze w ogóle może
                widywać dziecko - widuje je raz, maksymalnie dwa razy w miesiącu - Jugendamt
                nie ma czasu, personelu itd. na organizowanie więcej wizyt - nawet dla laika
                jest oczywiste, że nie spowoduje to szkody dla psychiki dziecka.

                W tym miejscu należy wyjaśnić, jaki cel ma właściwie taka z reguły
                nieuzasadniona wizyta nadzorowana (begleiteter Umgang)?
                Jugendamt finansuje organizacje n.p. Kinderschutzbund albo Jugend- und
                Elternberatung wyspecjalizowane w tym celu. Ich zadaniem jest nadzorowanie
                kontaktów pomiędzy dziećmi a rodzicami patologicznymi, podejrzanymi o
                pedofilię, alkoholizm, narkomanię lub molestowanie dzieci - czyli rodziców
                zagrażających "dobru dziecka".
                Poprzez zaliczenie nas do tej patologicznej grupy zagrożeniem dla naszych
                dzieci jest konkretnie używanie przez nas języka polskiego w Niemczech.
                Innego uzasadnienia tych nadzorowanych kontaktów nie ma. Jugendamt twierdzi, że
                jednogodzinna rozmowa - zabawa z dzieckiem po polsku spowoduje u niego szkodę
                psychiczną. Obstawanie polskiego rodzica przy konieczności kontynuacji nauki
                języka polskiego jest dla pracownika Jugendamtu objawem choroby psychicznej
                polskiego rodzica (bo tak naprawdę nie zależy mu na widywaniu dziecka). Opinia
                pracownika Jugendamtu (absolwenta sportu i pedagogiki społecznej) jest
                ważniejsza niż opinia dyplomowanego psychologa nadzorującego spotkania, który
                twierdzi, że polski rodzic nie jest szkodliwy i nie ma potrzeby kontynuowania
                tych wizyt.
                Ale Jugendamt nadal nakazuje polskiemu rodzicowi wizyty pod nadzorem. Dlaczego?

                Prawdziwym celem takiego nakazu jest zniszczenie więzi polskiego rodzica z
                dzieckiem, ponieważ zakaz polskiego i wizyty nadzorowane gwarantują, że polski
                rodzic coraz rzadziej będzie miał kontakt z własnym dzieckiem i zostaną
                stworzone pewne fakty: osłabienie lub wypaczenie (deprywacja) lub zniszczenie
                więzi rodzicielskiej (oraz wynarodowienie dziecka), co zostaje później
                potwierdzone niemieckiemu sądowi przez (niemieckojęzycznego) psychologa -
                rzeczoznawcę, który w "badaniu" (w języku niemieckim) przemilcza te nienormalne
                okoliczności w jakich badał dziecko (stres, nienaturalne okoliczności spotkań
                polskiego rodzica z dzieckiem, psychiczne obciążenie poniżającej polskiego
                rodzica serii wizyt pod nadzorem, dłuższa izolacja dziecka od polskiego rodzica
                za sprawą wizyt nadzorowanych, komunikacja w obcym języku itd.).
                Nie podanie się zakazowi polskiego i tym samym samowoli Jugendamtu traktowanie
                jest jako niekooperatywność.
                Sąd w imię "dobra dziecka" uwzględniając niekooperatywność poskiego rodzica
                (urzędowo udokumentowaną przez Jugendamt) i jego słabą więź z dzieckiem zabiera
                polskiemu rodzicowi władzę rodzicielską i od razu lub w następnym postępowaniu
                zakazuje kontaktów z polskim rodzicem. (Poza tym niemiecki sąd
                stwierdza "nieopłacalność" oddania dziecka polskiemu rodzicowi, bo już się
                zaasymilowało u niemieckiego rodzica.)

                Nie trzeba dodawać, że "czysto" niemieckojęzyczni rzeczoznawcy (we wszystkich
                znanych nam przypadkach) z góry zakładają o ważniejszym i przez to wyższym
                statusie języka i kultury niemieckiej.


                Argumenty "naukowe" wskazujące na słuszność zakazu

                Cytat: "Aus pädagogisch - fachlicher Sicht" sei es "im Interesse der Kinder
                nicht nachvollziehbar, dass die Zeit des begleiteten Umgangs in polnischer
                Sprache erfolgen soll."
                Takich "naukowych" argumentów nie ma.
                Nauka stwierdza, że jest wręcz przeciwnie. Pozytywny wpływ dwujęzyczności na
                rozwój i psychikę dziecka jest naukowo bezsprzecznie udowodniony.
                Potwierdzają to niemieccy naukowcy prowadzący w tym roku badania mające na celu
                sprawdzenia wyników w nauce (Pisa - Studie) i zalecają wspomaganie nauki języka
                ojczystego u dzieci emigrantów, ponieważ dzięki temu osiągają one zdecydowanie
                lepsze wyniki w niemieckiej szkole.
                Obecnie polityka w Niemczech wycofuje się z projektów wspierania
                dwujęzyczności, tym ważniejsze jest, że polscy rodzice są w stanie
                zagwarantować ją swoim dzieciom.


                Po ukazaniu się pierwszych artykułów w prasie (polskiej i
                niemieckiej: "Süddeutsche Zeitung", "die Zeit", "Wprost", "Newsweek", Gazeta
                Wyborcza", Rzeczpospolita") do pana Kraszewskiego zgłosiło się 20-tu polskich
                rodziców z Niemiec, szukających pomocy i liczących na pozytywną reakcję. Jak
                tylko dowiedzieli się, że jednak zabrano mu dziecko, ogarnął ich strach i obawa
                represji. Boją się zgłaszać dzieci do polskiej szkoły i nauki polskiego. A
                nawet dochodzi do tego, że swoim dzieciom sami zabraniają mówić po polsku.
                My, jako że nie mamy już nic do stracenia, mamy odwagę poinformować opinię
                publiczną o stosowanych w Niemczech praktykach.
                www.wspolnota-polska.org.pl/index.php?id=kr51101
                • stix "Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci" 01.11.06, 20:28
                  Rola języka polskiego w wychowywaniu dziecka

                  Język polski w kontakcie z rodzicem, który od urodzenia komunikował się z
                  dzieckiem po polsku, odgrywa szczególną rolę: na jego bazie powstała więź
                  dziecka z polskim rodzicem i za pośrednictwem tego języka była ona pielęgnowana.
                  Więź dziecka jest głównym kryterium określającego (kategorię prawniczą) "dobro
                  dziecka". Chęć rozmowy z własnym dzieckiem po polsku (podczas wizyt
                  nadzorowanych) nie oznacza zamiaru klasyczej nauki języka polskiego, ale przede
                  wszystkim konieczność (sic!) utrzymania więzi emocjonalnej z dzieckiem.
                  Ten w oczach Jugendamtu "nieszkodliwy" zakaz języka polskiego pociąga za sobą
                  daleko idące konsekwencje - prowadzi on do utraty więzi polskiego rodzica z
                  jego dzieckiem, w konsekwencji do utraty władzy rodzicielskiej i sądowego
                  zakazu kontaktów.


                  Problem "dyskretnej" dyskryminacji

                  Oficjalnie takiego problemu w Niemczech nie ma.
                  O dyskryminacji mówi się, kiedy jedną kulturę (wzgl. jej język) uważa się
                  za "lepszą", ważniejszą itd.
                  Szokującym jest, że niemieccy psycholodzy-rzeczoznawcy oraz Jugendamt otwarcie
                  używają takich dyskryminujących argumentów!
                  Dlatego zdecydowanie należy wpłynąć na to, żeby opiniujący psycholog (tak jak
                  mediator) był naprawdę rzeczoznawcą i kompetentnym w sprawach dzieci z
                  małżeństw mieszanych, t.zn. spełniał odpowiednie kryteria, m.in. uwzględnił
                  dwujęzyczność dziecka oraz (neutralnie, zgodnie z zasadą równorzędności)
                  obydwie kultury, z których dziecko pochodzi.
                  Dopiero, jak psycholog-rzeczoznawca wyda opinię w imię objektywnego "dobra
                  dziecka", zgodnie z aktualnym i rzeczywistym stanem nauki, a nie opinię
                  reprezentującą interesy niemieckiego rodzica czy Jugendamtu, można oczekiwać
                  neutralności sądu.


                  Odbieranie władzy rodzicielskiej (i dzieci) polskim rodzicom na podstawie
                  badania psychologa-rzeczoznawcy

                  Jak to powyżej wykazaliśmy jest to reakcja łańcuchowa, skrupulatnie zaplanowana
                  i udokumentowana
                  argumentami "prawniczymi", "naukowymi", "praktycznymi", "szkody psychicznej"
                  i "dobra dziecka".
                  Decydującą rolę odgrywa czas, t.zn. przeciąganie sprawy przez Jugendamt i
                  niemieckie sądy oraz odmowa udzielenia pomocy w kosztach procesowych (PKH), ze
                  względu na "znikomą szansę wygrania" (Aussichtslosigkeit).
                  Jeśli polski rodzic nie jest jeszcze psychicznie chory, to ma przynajmniej
                  problemy ze zdrowiem i jest finansowo zrujnowany - tak jak w naszych wszystkich
                  przypadkach.
                  Sprawozdanie niniejsze sporządziliśmy na podstawie faktów - naszych przypadków.
                  Dysponujemy pełną dokumentacją, na którą się tu powołujemy, względnie cytujemy
                  i gotowi jesteśmy udostępnić ją polskim przedstawicielstwom dyplomatycznym.

                  Za konieczność uważamy to, aby - w trudnych i kontrowersyjnych przypadkach -
                  przedstawiciel polskiego konsulatu (jako Rechtsbeistand) był obecny na
                  rozprawie sądowej (lub wskazana przez niego osoba). Nasze doświadczenia
                  pokazały, że samo okazanie zainteresowania ze strony polskiego
                  przedstawicielstwa dyplomatycznego jest bardzo pomocne.

                  Jako że jesteśmy organizacją samopomocy prosimy o podawanie naszego adresu
                  innym Polakom w podobnej sytuacji, szukających pomocy. Chcielibyśmy służyć im
                  swoim doświadczeniem, aby zapobiec dalszym tragediom, bo zwłaszcza w sprawach o
                  dzieci trzeba reagować natychmiast.

                  Chcielibyśmy również prosić Państwa o poinformowanie nas, jak wysoka jest
                  liczba polskich dzieci uczących się w Niemczech języka polskiego w ramach
                  szkolnictwa, t.zn. ile dzieci w Niemczech kończy szkołę z językiem polskim?

                  Jeszcze raz chcielibyśmy podkreślić, że jesteśmy dobrymi rodzicami i mamy na
                  uwadze zapewnienie naszym (jeszcze?) dwujęzycznym dzieciom (wynaradawianym i
                  wyobcowanym półsierotom sądowym) jak najlepszych warunków rozwoju, przekazanie
                  im naszej polskiej tradycji i polskich korzeni, oraz naszej rodzicielskiej
                  miłości - w naszym ojczystym języku.
                  Wszystko po to, bo chcemy zapewnić im dobre podstawy, pokazać wszelkie
                  możliwości, zapewnić o naszej rodzicielskiej miłości i odpowiedzialności - co
                  jest niezbędne dla prawidłowego każdego dziecka - aby potrafiły jak najlepiej
                  samodzielnie zadbać o własną przyszłość.

                  Uważamy, że nie są to ani zbyt wygórowane ani niedorzeczne życzenia w
                  wielokulturowej, ale zjednoczonej Europie.

                  Z poważaniem

                  Z up.
                  Beata Pokrzeptowicz-Meyer
                  Mirosław Kraszewski
                  Wojciech Pomorski
                  www.wspolnota-polska.org.pl/index.php?id=kr51101
                  • oppelner_os Przynudzasz stix az uszy wiedna:))) 01.11.06, 20:45
                    Jest zasada w mysl, ktorej nie dyskutuje z wyrokami niezawislych sadow w Europie.
                    Jezeli sie ktos nie zgadza z wyrokiem, to sklada apelacje od wyroku.
                    W w/w sprawie polski ojciec dziecka byl zwyklym alkoholikiem (klamca i
                    szantazysta), ktoremu zalezalo wylacznie na kasie matki dziecka. Dziecko go w
                    ogole nie interesowalo. Szkoda czasu na zajmowanie sie takim degeneratem.
                    Udowodniono rowniez, ze znecal sie nad dzieckiem. Sprawa jest rozwojowa.
                  • ichklaus Re: "Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci" 01.11.06, 22:33
                    no i wylazl z ciebie naszdziennikowiec i zasciankowy wszechpolaczek :)
                    • stix Polscy rodzice kontra niemieckie urzędy. 02.11.06, 19:03
                      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_061102/swiat/swiat_a_8.html
                      Zdaniem niemieckich urzędów dla dobra dzieci z rodzin mieszanych należy
                      porozumiewać się z nimi wyłącznie po niemiecku.

                      Za sprawą francuskiej agencji AFP w świat poszła informacja, iż mężczyzną,
                      który usiłował się podpalić w czasie poniedziałkowej wizyty premiera Jarosława
                      Kaczyńskiego w Berlinie, był Polak walczący o odzyskanie prawa do opieki nad
                      dziećmi. Wprawdzie był to Irańczyk, ale incydent ten zwrócił uwagę na problemy
                      Polaków walczących w Niemczech o prawa rodzicielskie.

                      W czasie, gdy Kaczyński rozmawiał z Merkel, mężczyzna oblał się płynem
                      łatwopalnym i próbowałpodpalić. Policja zareagowała błyskawicznie: Irańczyk
                      został przewieziony na obserwację na oddział psychiatryczny pobliskiej
                      kliniki. - To znany nam niezrównoważony człowiek, który podejmował już próby
                      samobójcze - powiedział "Rz" rzecznik berlińskiej policji.

                      - Wydawało mi się, że krzyczał po polsku: "Gdzie są moje dzieci!?" -
                      powiedziała "Rz" Iwona Wolny, Polka, która widziała z bliska całe zajście. To
                      samo przekazała AFP, przedstawiając się jako jedna z polskich matek w
                      Niemczech, której - po separacji z mężem Niemcem - zostały odebrane prawa
                      rodzicielskie. Pani Wolny należy do liczącego kilkanaście osób stowarzyszenia
                      Rodzice przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech. Liczyła, że pod urzędem
                      kanclerskim zbiorą się członkowie stowarzyszenia, by zwrócić uwagę na swoje
                      problemy.

                      Niekorzystne dla obcokrajowców orzeczenia Jugendamtów, niemieckich urzędów ds.
                      młodzieży, oraz sądów w sprawach opieki na dziećmi w małżeństwach mieszanych
                      krytykuje berliński adwokat Stefan Hambura. Nie ma on wątpliwości, że jest to
                      przejaw dyskryminacji wynikający z bezmyślności. Zdaniem sądów dobro dzieci
                      nakazuje porozumiewać się z nimi wyłącznie po niemiecku. Nawet jeśli wychowały
                      się w rodzinach dwujęzycznych i doskonale znają polski. Tak było w przypadku
                      Iwony Wolny, której po separacji sąd odebrał prawa rodzicielskie, a Jugendamt
                      uniemożliwił kontaktowanie się z dziećmi po polsku.

                      Podobny problem miał Wojciech Pomorski z Hamburga. Lokalny Jugendamt odmawiał
                      mu przez półtora roku prawa do kontaktowania się z dziećmi w języku polskim. -W
                      Niemczech rozmawia się po niemiecku -tłumaczą urzędnicy. Takich przypadków jest
                      coraz więcej. Polacy szukają sprawiedliwości w sądach.

                      - Polscy rodzice mają bardzo małe szanse w konfrontacji z niemieckim
                      sądownictwem - mówi mecenas Hambura. Według niego jedną z przyczyn jest to, że
                      Polska nie wywiera nacisku na Niemcy, by respektowały art. 20 i 21 polsko-
                      niemieckiego traktatu z 1991 r. Jest w nich mowa o prawie do swobodnego
                      rozwijania tożsamości etnicznej i kulturowej przez Polaków mieszkających w
                      Niemczech.

                      • ichklaus do wszechpolaczka STIX 02.11.06, 19:23
                        "...Podobny zabieg zastosowała "Gazeta Wyborcza", gdy trzy lata temu, w
                        listopadzie 2003 roku, reportaż o sporze rozwodowym pewnej pary polsko-
                        niemieckiej opatrzyła tytułem "Nowy Lebens- born". Według tekstu sąd rodzinny
                        zakazał ojcu rozmawiać po polsku z synem mieszkającym na stałe z matką Niemką.
                        Niezależnie od tego, że sąd zdementował tę informację, powstaje pytanie: jak
                        można stawiać znak równości między decyzją urzędową w państwie demokratycznym a
                        zbrodniczym programem państwa totalitarnego? ..."
                        wiadomosci.onet.pl/6545,1359498,1,5,temat.html?drukuj=1
                        ps: o Rzeczpospolitej tez w tym artykule cos jest :)

                        poza tym, jak sam zacytowales chodzilo o osoby niezrownowazone, ktore utracily
                        prawa do wychowywania dzieci. I jezeli osoba, ktorej pozbawiono tych praw byla
                        jedynym ogniwem laczacym dziecko z polskoscia to JEST NORMALNYM, ze dla dobra
                        dziecka zaleca/poleca sie uzywanie jezyka niemieckiego.

                        I nie rob z tego taniej wszechpolaczkowskiej propagandy w kierunku germanizacji
                        (ktorej tak defakto niegdy nie bylo), bo sa to przypadki jednostkowe
                        rozpatrzane przez niezalezne sady!!!

                        Nie tak, jak POLONIZACJA SLAZAKOW, ktorej podejrzewam wcale nie chcesz
                        krytykowac, albo?
                        • stix Polska musi stworzyć grupy specjalne działające 02.11.06, 19:38
                          w Niemczech, które będą transportowały dzieci do kraju. Nie będzie Niemiec pluł
                          Polakowi w twarz.
                          • ichklaus Re: Polska musi stworzyć grupy specjalne działają 02.11.06, 19:42
                            ty to jestes debil!!! i do tego polski!
                          • ballest Re: Polska musi stworzyć grupy specjalne działają 02.11.06, 21:06
                            Stix Niemiec na was nie pluje, ON WAS OLEWA!
                            • ichklaus Re: Polska musi stworzyć grupy specjalne działają 02.11.06, 21:28
                              :))
                • ballest Re: "Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci" 01.11.06, 20:53
                  No i gdzie jest ta dyskryminacja?
                  " W tym miejscu należy wyjaśnić, jaki cel ma właściwie taka z reguły
                  > nieuzasadniona wizyta nadzorowana (begleiteter Umgang)?
                  > Jugendamt finansuje organizacje n.p. Kinderschutzbund albo Jugend- und
                  > Elternberatung wyspecjalizowane w tym celu. Ich zadaniem jest nadzorowanie
                  > kontaktów pomiędzy dziećmi a rodzicami patologicznymi, podejrzanymi o
                  > pedofilię, alkoholizm, narkomanię lub molestowanie dzieci - czyli rodziców
                  > zagrażających "dobru dziecka".
                  Fto umiy czytac mou przewaga!
                  • bonbon1 Re: "Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci" 01.11.06, 21:00
                    stix, ciebie jednak porzadnie w ciemie bili.
                    • oppelner_os Re: "Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci" 01.11.06, 21:06
                      Stix zostal skazany przez Setta na to forum:)
                      Teraz tylko tu moze nasz rentner pisac tzn. wklejac artykuly z weszpolskich i
                      lewackich zeitungow:)))
                      • bonbon1 Re: "Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci" 01.11.06, 22:34
                        Jak ktos ma ochote, polecam w wyszukiwarce wpisac "stix" :)))
                        Okazuje sie ze czlowieka nie doceniamy w pelni. Jest to nie tylko znakomity
                        znawca stosunkow polsko-niemieckich, polityki wewnetrznej Niemiec i historii.
                        Nie, z rowna biegloscia i godnym pozazdroszczenia profesjonalizmem wypowiada
                        sie nasz kolega na wszystkie tematy, jak na przyklad polityki wschodniej,
                        gospodarki energetycznej, najnowszych technologii, a nawet, i tu prosze o
                        uwage, pilki noznej!
                        • ichklaus na tron go! 01.11.06, 22:35
                          zamiast kaczora!
                        • oppelner_os Re: "Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci" 01.11.06, 22:38
                          :)))))))))
                          • bonbon1 Re: "Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci" 01.11.06, 22:41
                            stix na Hrad!
                          • sloneczko1 momy sam bardzo utalyntowanego chopa:) 01.11.06, 22:43
                            to sie yno chwali;)
                            • bonbon1 Re: momy sam bardzo utalyntowanego chopa:) 01.11.06, 22:48
                              Czasami ino myli pieczywo z dupczywem, ale to chyba z roztargnienia, jak sie na
                              tylu forach udzielo, to idzie mu chyba wybaczyc mysla :)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka