frania26
28.09.05, 23:38
żyję z klapkami na oczach, czas mi je kiedyś zdejmnie i zaśmieje się w twarz
:-(
a chodzi o to, że pewne rzeczy się w moim życiu nie wydarzają, a wydarzają się w życiu ludzi obok
oni się zmieniają ja wciąż stoję w miejscu
przechodzą do kolejnych etapów życia u mnie wszytsko zlewa się w jedno
nawet nie potrafię powiedzieć co mnie boli i czego chcę
to co się zmienia, zmienia się zbyt wolno
wyrwę się...
nie wyrwę się z tego...
nie myślę o tym co za pięć, dziesięć, dwadzieścia lat
przecież będę wiecznie młoda i bez zmarszczek
czas się dla mnie zatrzyma
cholerka są momenty kiedy zdaję sobie sprawę jak chore jest moje życie:-(
A dziś ktoś probował mi to delikatnie...uświadomić.
Nienawidzę siebie. Nienawidzę mojego życia. Moich urojeń, którymi zapełniam pustkę w sobie.
Zbyt powoli, zbyt powoli się to wszytsko zmienia...
Piszę to tu, bo chcę się wygadać.
Wiedząc, że oczekuję zbyt wiele.
Cholera jesień, jesień idzie!!!
A jesienią zakochać się trzeba!
Liśćmi kolorowymi się rzucać!
Za mój eskchibicjonizm z przepraszam.
Wiem idealna nie jestem. Ciągle zapominam kupić w kiosku żyletek. Być może to dałoby mi ulgę. Ale to w moim wieku nie wypada z takimi rękami chodzić.
Czasem mój umysł śpi.
A obudzić się nie umiem.
Za przeczytanie z gory dziękuję.
(NIE CHCE ZA ROK BYĆ W TYM SAMYM MIEJSCU!
Boże proszę cię!!!
!!!
!!!
!)
2171589