Dodaj do ulubionych

Fałszywa historia Polski

20.05.07, 20:39

Ilość fałszu na temat ojczystej historii, jakim faszeruje się nas przez całe
życie, jest przeogromna. Nie chodzi tu o żadne stereotypy czy mity narodowe,
ale o zwyczajne kłamstwa, które kładzie się do głowy ludziom młodym i starym,
bez różnicy.

wiadomosci.o2.pl/?s=512&t=8755
Obserwuj wątek
    • hanys_hans Re: Fałszywa historia Polski 20.05.07, 20:40
      Bitwy i batalie

      Wydawać by się mogło, że po upadku komunizmu skończy się to lanie wody i
      "wmawianie dziecka w brzuch", ale gdzie tam. Tak jak dawniej bitwa pod Lenino,
      gdzie tysiące uratowanych od Sybiru nieszczęśników poległo w szczerym polu bez
      wsparcia radzieckich armat, uchodziła za zwycięstwo i była jądrem mitu o "wojsku
      ludowem", tak i dzisiaj straszą nas różne historyczne potworki z lat dawnych i
      nowych. Ot, choćby początek II wojny światowej. Wszyscy wiedzą, że rozpoczęła
      się od strzałów na Westerplatte. A to nieprawda, bo zaczęła się od bombardowania
      Wielunia, który dzielni chłopcy z Luftwaffe zmietli z powierzchni ziemi w
      krótkim czasie. Co prawda ostatnio władza przypomniała sobie o tym i oddała
      wielunianom sprawiedliwość, organizując u nich rocznicowe obchody (dwa albo trzy
      lata temu), ale potem wszystko wróciło do normy. Znów świętujemy na Westerplatte.

      Z dawniejszych półprawd najbardziej lubię bitwę pod Ostrołęką, która we
      wszystkich podręcznikach opiewana była jako sukces polskiego oręża. Z sukcesem
      miało to tyle wspólnego, że w porę udało się uciec z tego całkowicie źle
      rokującego miejsca. To prawda, zabłysła tam gwiazda generała Bema, to właśnie on
      i jego żołnierze zamienili sytuację beznadziejną na złą i takie to było
      "zwycięstwo". Podobnie, choć nieco lepiej było z bitwą pod Płowcami. "Pierwsze
      zwycięstwo Polaków nad zakonem" to były dwie bitwy jednego dnia. Pierwszą
      Łokietek wygrał, a drugą przegrał. Gwiazda wielkiego, bez dwóch zdań, monarchy
      zaczęła blednąć, kiedy na wojsko polskie ruszyły główne siły zakonu. Jaki realny
      wymiar miał ten sukces? Podaję za Wikipedią: Krzyżacy zaczęli się liczyć z
      Polakami na ich własnym terytorium. Innymi słowy: kurczę, nie mogę już bezkarnie
      sam okradać mu domu i spać z jego żoną, kiedy on ogląda telewizję, muszę sobie
      wziąć kogoś do pomocy, bo gotów jeszcze uderzyć mnie w twarz.

      Gdybyż można było pisać jedynie o tym, że wyolbrzymia się triumfy i zataja
      klęski, ale nie, nie można, bo w Polsce zachowujemy się tak, jakby istniały
      tylko dwie możliwości "obcowania" z odbiornikiem radiowym: radio wyłączone albo
      radio włączone na cały regulator. Żadna skala zjawisk, a co za tym idzie, realna
      ocena nie istnieje. Prócz dziejowych brązowników istnieją jeszcze zawodowi
      krytycy. Ci zwykli oceniać bitwy tak, jakby sukces polskiej armii wtedy tylko
      był ważny i pełnowartościowy, kiedy armia ta stanęłaby wobec wroga naga i bosa i
      bitwę wygrała. Nic taniej. Wszelkie "szczęśliwe okoliczności" towarzyszące
      sukcesom militarnym postrzegane są przez krytyków jak materiał obciążający, a
      nie powód do radości. Z jakąż satysfakcją odmawia się Piłsudskiemu autorstwa
      sukcesu w Bitwie Warszawskiej, jak podkreśla się nieudolność bolszewickich
      dowódców oraz braki Armii Czerwonej.

      Podobnie jest z polityką, która wypełnia w Polsce całą przestrzeń publiczną i
      którą ocenia się według kryteriów rodem z pensjonarskiej powieści. Wszelkie
      makiawelizmy są z miejsca potępiane, za to wariaci skazujący naród na cierpienia
      i śmierć wynoszeni są pod niebiosa. W kwietniu 1939 roku wszyscy w Polsce
      słuchali przemówienia Becka na temat guzików i innych elementów garderoby. Mowa
      była piękna, ale jej skutki opłakane. Cztery miesiące później tysiące rzewnych i
      wzruszonych słuchaczy pana ministra pojechało na Syberię. Tymczasem dziś jeszcze
      słychać głosy, że Beck wielkim politykiem był. Krytykuje się za to z lubością
      Piłsudskiego za Brześć i Berezę, bo to "pogrzeb demokracji i parlamentaryzmu".
      Och, czemuż ten pogrzeb nie nastąpił 20 lat wcześniej, a Dziad nie pożył jeszcze
      z 10! Na pewno byłoby piękniej.
      • hanys_hans Re: Fałszywa historia Polski 20.05.07, 20:41
        Przywódcy i królowie

        Wielką atencją darzy się w Polsce Romana Dmowskiego, określa się go zwykle
        terminem "realista polityczny". Nie wiem, jak można nazywać realistą człowieka,
        który wszystkie swoje rachuby polityczne wyliczył źle i źle przewidział
        przyszłość. Jak można nazywać realistą człowieka, który nie licząc się z faktami
        i najpewniej w ogóle nie myśląc o nich, lansował model państwa jednolitego
        narodowo i postulował polonizację mniejszości. Jak naród po 122-letniej niewoli,
        bez własnych silnych instytucji kulturalnych i politycznych, zmagający się z
        tysiącznymi trudnościami, rozwarstwiony ekonomicznie i etnicznie miał
        kogokolwiek spolonizować i do "polskości" w ogóle zachęcić? Na to pytanie nie ma
        odpowiedzi.



        Mało kto pamięta również, że Grabski (endek), podpisując traktat w Rydze, oddał
        Rosjanom znacznie więcej, niż się spodziewali. Oddał im na przykład całą
        Mińszczyznę, gdzie mieszkało dziesiątki tysięcy Polaków, którzy zostali
        wymordowani lub wywiezieni na Syberię. Fakty te nie spędzały snu z powiek
        polonizatorom z Narodowej Demokracji, a tamtą tragedię przysłoniły późniejsze,
        znacznie większe.









        Cofnijmy się nieco w przeszłość. Daleki jestem od gloryfikowania ostatniego
        króla Polski. Dobrze by było jednak przyjrzeć się kilku faktom i postaciom z
        epoką stanisławowską i samym królem związanym. Dlaczego Stanisław August nie
        został pochowany na Wawelu, jak inni władcy Polski? A chowano go nie tak dawno
        przecież, prochy króla przeniesiono z Wołczyna do Warszawy w latach 90. XX
        wieku. Po cichu mówiono, że prymas Glemp się nie zgodził, bo to był mason. Tak
        jakby nie było biskupów masonów. Oczywiście Stanisław August był rosyjskim
        mianowańcem, ale na Wawelu leżą te dwie swołocze August II i jego syn August III
        i co? Grom z jasnego nieba jakoś nie uderzył?

        Jeśli już przypominamy sobie tę piękną epokę ( II połowa XVIII wieku), kołacze
        się nam w głowie nieszczęsne hasło "za króla Stasia"... Dobry Boże, dlaczego nie
        dałeś temu krajowi Szekspira. Za króla Stasia żyła cała plejada postaci, przy
        których Otello, Jago, Hamlet i Juliusz Cezar to mydłki bez charakteru i krzty
        wyobraźni. Pierwszy z brzegu - Hugo Kołłątaj, ksiądz podkanclerzy, klecha i
        jakobin w jednym, krwawy Hugo, szczery patriota, który w godzinie próby pierwszy
        błagał króla, by podpisał akces do konfederacji targowickiej (jeszcze jeden
        polityczny realista). Józef Poniatowski, bratanek króla, ledwo mówiący po polsku
        austriacki pułkownik, książę. Znany jako ten, który nie dopuścił do dowodzenia w
        wojnie 1792 roku "genialnego stratega" Kościuszki, bo ten był "nisko urodzony".
        Postępki wspomnianego Kościuszki we wspomnianej wojnie i później dowodzą, że
        dobrze zrobił. Może i był młody Poniatowski narwany, może i marzyła mu się
        sława, ale opędzał się Rosjanom tak, jak tego wymagały okoliczności, a
        okoliczności jak zwykle nam nie sprzyjały. Odsądzany od czci i wiary, bo czasem,
        zamiast dowodzić wojskiem, zdarzało mu się pić wino w towarzystwie "dziewek
        przedajnych".

        Jan Henryk Dąbrowski - generał Maczek tamtej epoki - najbardziej niezrozumiany
        człowiek w historii Polski, zawsze wygrywał (prawie, raz przegrał z Suworowem we
        Włoszech), wiecznie posądzany o to, że broni Polski, bo mu płacą. Zaciągnął się
        do polskiego wojska, zostawiając dom w Dreźnie i posadę oficera w wojsku saskim
        (rzeczywiście, zrobił interes życia!). Ledwo mówił po polsku, w czasie
        insurekcji kościuszkowskiej jako jedyny odnosił poważne sukcesy, całkowicie
        zapomniane. Jakobin i mason. Czekam, kiedy Giertych zażąda zmiany hymnu, bo
        piosenka jest wszak o bezbożnym masonie. Kiedy dowodził Legionami Polskimi we
        Włoszech i 3 maja 1798 wkroczył do Rzymu, posadził tam republikańskie drzewo
        wolności (zgroza, przed Bazyliką św. Piotra!). Jemu jedynemu po upadku
        Rzeczpospolitej Suworow zaproponował posadę generała w rosyjskiej armii.
        Dąbrowski tego nie wziął. Ciekawe, co by na jego miejscu zrobił Kołłątaj, gdyby
        oczywiście był żołnierzem.

        Popatrzmy jeszcze dalej w przeszłość. Ulubiony władca połowy uświadomionych
        historycznie Polaków - Kazimierz Wielki. Kiedy był jeszcze młody, uciekł z pola
        bitwy pod Płowcami. Kazał utopić księdza Baryczkę, który przeciwstawiał się jego
        romansom z różnymi damami. Owe romanse wyobrażają sobie ludzie zwykle jako
        festiwal rycerskiej dworności, którego finałem jest jakaś sympatyczna orgietka.
        Tymczasem król potrafił przy współudziale własnej siostry zwabiać do komnat
        dziewczęta, zamykać się z nimi sam na sam i zwyczajnie gwałcić, a następnie
        grozić im i ich rodzinom śmiercią i kalectwem. Ksiądz Baryczka się tym praktykom
        przeciwstawiał, więc kazał go król Kazimierz utopić. Był Kazimierz ojcem
        ogromnej liczby nieślubnych dzieci nie potrafiącym dać krajowi legalnego
        potomka. Według dzisiejszych kanonów uznany byłby za przestępcę politycznego.
        Dobrowolnie zrzekł się Pomorza i Śląska. W swoim testamencie podzielił kraj
        między Ludwika Węgierskiego i księcia Kaźka Słupskiego. Niesłusznie wynoszony na
        piedestał polityczny niewydarzeniec niedorastający do pięt swojemu znakomitemu
        ojcu.
        • hanys_hans Re: Fałszywa historia Polski 20.05.07, 20:41
          Symbole

          Niech sobie ta kolumna Zygmunta stoi tam, gdzie stoi, ale na litość, nie
          wmawiajcie turystom, że ten człowiek był coś wart. Religijny fanatyk opętany
          myślą o nawróceniu Rusi, którą zamierzał przekazać we władanie swemu synowi.
          Autor szeregu obłędnych koncepcji politycznych pchający kraj do wojny ze
          Szwecją, która ani była potrzebna, ani sensowna. W imię czego? W imię tego, że
          roiło mu się królowanie po obu brzegach Bałtyku. Myślę czasem o tym, jak dalece
          nieuświadomiony alkoholizm wpływał na politykę w dawnych wiekach. Dziś, kiedy
          mamy samoloty, promy i łączność satelitarną, autor takiej koncepcji wysłany
          byłby do wariatkowa. Zygmunt był człowiekiem, u którego proces decyzyjny
          przebiegał wolniej, niż poruszają się czułki winniczka, nie myślał i nie chciał
          myśleć o faktach (kolejny realista), pochłaniały go koncepcje. Mitoman, który na
          nasze nieszczęście żył za długo.

          Niech dzieci dalej czytają Sienkiewicza, ale niech ktoś im wytłumaczy, że to
          tylko powieść, że to nie historia, że mit stworzony przez Sienkiewicza jest
          urokliwy i wciąż uwodzicielski, ale buduje niebezpieczne złudzenia. Takie
          mianowicie, że historia jest piękną bajką dla dorastających chłopców. Otóż nie
          jest i obyśmy się o tym nie przekonali po raz kolejny. Nie patrzmy na przeszłość
          przez pryzmat "Trylogii", bo zobaczymy potworka. Nie uczmy historii XVII wieku
          poprzez XIX-wieczną powieść. To błąd prosty, ale nagminny.

          Powstania - tym, którzy negują sens powstań narodowych, rzec mogę tyle, że bez
          nich nie byłoby żadnej Polski - ani przedwojennej, ani obecnej. Co jakiś czas
          ktoś tworzy konstrukcję, gdzie po jednej stronie znajdują się "romantyczni
          powstańcy", a po drugiej "twardo chodzący po ziemi kapitaliści". Wspomniana
          konstrukcja tyle ma wspólnego z prawdą, co bitwa pod Ostrołęką ze zwycięstwem.
          Przypominam: Leopold Kronenberg dawał pieniądze na powstanie styczniowe. Inna
          sprawa, dlaczego to robił i czy były to jego pieniądze.

          Doradzałbym trochę inne spojrzenie na powstania, mniej emocjonalne. Oto mamy
          1792 rok, Polska przegrywa wojnę w obronie Konstytucji 3 maja, przegrywa decyzją
          polityczną króla, który decyduje się przystąpić do targowicy. Zostaje armia -
          około 60 tysięcy ludzi rozlokowanych po całym kraju. Następuje II rozbiór. Dwa
          lata później rządząca kadłubkiem Polski targowica przekazuje ludowi rozkaz
          najjaśniejszej imperatorowej: zredukować armię do 12 tysięcy. 48 tysięcy
          zdrowych, uzbrojonych i zaprawionych w walce mężczyzn zostaje bez środków do
          życia, bez perspektyw. Mogą co najwyżej zaciągnąć się do armii rosyjskiej lub
          emigrować. Aktywna politycznie emigracja waha się, czy rozpocząć walkę. Jeden z
          dowódców nie wytrzymuje - brygadier Antoni Madaliński wsadza swoją stacjonującą
          w Ostrołęce (znowu Ostrołęka) brygadę na konie i rusza na południe, mordując po
          drodze wszystko, co nie nosi polskiego munduru (jakże słusznie). Powstanie -
          bunt zdesperowanych żołnierzy. Klasyczne. Dlaczego o tym nie ma filmu?

          Michał Radoryski

          wiadomosci.o2.pl/?s=512&t=8755
          • grba Re: Fałszywa historia Polski 21.05.07, 19:15
            Mamy wolność słowa i każdy może wypowiedzieć się na dowolny temat czym
            niektórzy dają dowód na bujne życie pozaumysłowe.

            Osoba pisząca eseje historyczne powinna wykazać się dobrą znajomością faktów,
            czego o autorze powyższego tekstu nie można powiedzieć.
            • bolek5 Re: Fałszywa historia Polski 21.05.07, 22:10
              Witam!

              grba napisał:

              > Osoba pisząca eseje historyczne powinna wykazać się dobrą znajomością faktów,
              > czego o autorze powyższego tekstu nie można powiedzieć.

              No nie wiem. Ten fragment o Kazimierzu Wysokim (otrzymał od swoich
              współczesnych przydomek "Wielki" z racji słusznego wzrostu) jest, wedle mojej
              wiedzy, OK. Tyle, że to żadna nowość ani odmitologizowanie. Cat-Mackiewicz
              pisał o tym jeszcze przed potopem ;))
              • ballest Re: Fałszywa historia Polski 21.05.07, 22:41
                Do nos to nie je nowosc, ale dlo Grby;)?
              • bartoszcze Re: Fałszywa historia Polski 21.05.07, 23:55
                To zależy, który fragment o Kazimierzu Wyrośniętym:)
                Koncepcja dobrowolnego oddania Pomorza i Śląska nasuwa mi myśl, że oddanie
                portfela w ciemnej ulicy komuś oferującemu cegłę może być uznana za działalność
                dobroczynną:)
                • grba Ostrołęka 22.05.07, 08:33
                  „Z dawniejszych półprawd najbardziej lubię bitwę pod Ostrołęką, która we
                  wszystkich podręcznikach opiewana była jako sukces polskiego oręża.”

                  Pofatygowałem się do „basementu” by odszukać: E. Kozłowski, M. Wrzosek, Dzieje
                  oręża polskiego 1794-1938, tom II, Warszawa 1973; dzieło wydane w czasach
                  Edwarda Gierka…
                  Opis bitwy pod Ostrołęką z 26 maja 1831 z hasłem „Koniec inicjatywy polskiej”
                  (s. 153-155) kończy się „Sam sprawca p r z e g r a n e j Skrzynecki…”

                  Skąd biedaczyna wziął sukces… najprawdopodobniej skromne zdolności nie
                  pozwoliły właściwie rozeznać faktów...
                  • grba guzik... prawda 22.05.07, 08:38
                    "W kwietniu 1939 roku wszyscy w Polsce słuchali przemówienia Becka na temat
                    guzików i innych elementów garderoby. Mowa była piękna, ale jej skutki
                    opłakane."

                    Mowę z "guzikiem wygłosił marszałek Edward Rydz- Śmigły w sierpniu 1939 r. w
                    Krakowie...
                • bolek5 Re: Fałszywa historia Polski 22.05.07, 19:40
                  Witam!

                  bartoszcze napisał:

                  > Koncepcja dobrowolnego oddania Pomorza i Śląska nasuwa mi myśl, że oddanie
                  > portfela w ciemnej ulicy komuś oferującemu cegłę może być uznana za
                  działalność
                  > dobroczynną:)

                  No fakt ;o). Na to nie zwróciłem uwagi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka