Pogrom kielecki

26.08.07, 21:38
www.homepage.interaccess.com/~netpol/POLISH/historia/kiel.html
Kielce, 4 lipca 1946 Jedna z pierwszych, jesli nie pierwsza czynnoscia
urzedowa nowego ministra spraw zagranicznych Dariusza Rosatiego bylo wydanie
oswiadczenia w sprawie tragedii kieleckiej w 1946 roku. Oswiadczenie to
wywolalo ciag zdarzen i reperkusji miedzynarodowych. Przypomniec tu wypada
sprawe oswiecimskiego Karmelu, publikacje Gazety Wyborczej o mordowaniu Zydow
przez powstancow warszawskich, demonstracje grupy Tejkowskiego w Oswiecimiu,
czy list prezesa Moskala do Aleksandra Kwasniewskiego. Efekt byl podobny.
Smierc 42 Zydow Rosati nazwal „pogromem zydowskim” (chyba mialo byc
antyzydowskim?), ktory „dokonal sie” (sam sie dokonal?) w chaosie wojny
domowej, choc wszyscy wiedza, ze wowczas w Polsce nie bylo zadnej wojny
domowej, tylko regularna okupacja sowiecka. Sam Gomulka wyrazil to bardzo
dobitnie na posiedzeniu Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej w
maju 1945 roku: Nie jestesmy w stanie prowadzic walki z reakcja bez pomocy
Armii Czerwonej. Nie mielibysmy swoich sil, aby postawic je na ich miejscu.
Komunisci w Polsce byli calkowicie uzaleznieni od dyrektyw Moskwy, a dodatkowo
jej interesow w podbitym kraju pilnowaly dywizje NKWD oraz sowiecka obsada UB
i Informacji Wojskowej. Nawet wojsko przesycone bylo sowiecka kadra oficerska.
Dalej minister spraw zagranicznych RP pochodzenia zydowskiego Rosati
stwierdzil, ze pogrom kielecki byl aktem „antysemityzmu polskiego”, ktory
dokonal sie w kraju, „w ktorym nazisci budowali obozy zaglady”. Na koniec
dodal: Wstydzimy sie, ze ludzmi, ktorzy popelnili te zbrodnie byli Polacy i
prosimy o wybaczenie
Po tym oswiadczeniu do akcji przystapily srodowiska zydowskie.
Wiceprzewodniczacy Swiatowego Kongresu Zydow, Kalman Sultanik zaproponowal
powolanie komisji sledczej (z udzialem prezydenta Aleksandra Kwasniewskiego),
co mialoby wedlug niego zamknac sprawe Kielc i „oczyscic stosunki
polsko-zydowskie”. W komisji mieliby sie takze znalezc przedstawiciele
organizacji zydowskich, najlepiej z Izraela.

*

Mimo uplywu 50 lat od tamtych wydarzen, kolejne ekipy rzadzace PRL milczaly.
Ograniczono sie do ujawnienia i powtarzania tylko ogolnie znanych faktow. Za
smierc Zydow obarczono odpowiedzialnoscia stolarza, slusarza, dwoch
milicjantow, gospodynie domowa, gonca, muzyka, fryzjera, brukarza, piekarza,
szewca i woznego. Ot, typowy polski Ciemnogrod... Wyroki, wydane przez
najwyzszy sad wojskowy na sesji wyjazdowej w Kielcach zapadly po bardzo
pospiesznym sledztwie - prowadzonym najbardziej wowczas popularnymi metodami
bicia i tortur - juz 11 lipca, czyli w tydzien po wydarzeniach. Po co ten
pospiech? Proces byl pokazowy, ale juz dwa dni przed wydaniem wyroku na
miejscu byl specjalny pluton egzekucyjny. Wyroki zapadly zapewne jeszcze przed
procesem, co wowczas równiez bylo sprawa normalna. Wszelkie wnioski obroncow
wskazujace na lamanie procedur prawnych, wnioski o powolanie bieglych zostaly
odrzucone.
Nastepnego dnia po procesie zgromadzenie sedziow Najwyzszego Sadu Wojskowego
na posiedzeniu niejawnym (przy nieobecnosci obroncow) odrzucilo skargi
rewizyjne, pospiesznie i pod przymusem napisane przez adwokatow. I jeszcze
tego samego dnia o godz. 21.25 odbyla sie eegzekucja skazanych.
Tak zacierano slady, a cala propagande wokol sprawy wyciszono w ciagu kilku
tygodni. Nastepne procesy (w ktorych nie zapadaly juz kary smierci) odbywaly
sie juz niejawnie. Wszystkie te elementy wskazuja jasno, ze prawdziwym celem
procesu nie bylo wcale wyjasnienie prawdy, ale jej ukrycie. Za pogrom
obarczono bowiem odpowiedzialnoscia m.in.: „pacholkow andersowskich” i „Armie
Andersa”; „reakcje, ktora za wszelka cene chce zohydzic rzad i zywioly
demokratyczne”; „peeselowsko-eneszetowska negacje”, „reakcyjne podziemie”;
„najemnikow polskiej szlachty”; „bandy eneszetowskie”; „chuliganow i
harcerzy”, „reakcyjne i klerykalne elementy”. Inne watki kierowaly podejrzenia
na „bandy AK i WiN”. Przypisanie przeciwnikom komunizmu w Polsce winy za
smierc Zydow mialo na celu skompromitowanie ich w oczach calego swiata.

*

4 lipca 1946 roku w Kielcach doszlo do pogromu, w czasie ktorego zginelo 42
Zydow i dwoch katolikow - Polakow. Wiele osob zostalo rannych i pobitych. A
wszystko to na skutek plotki, ze Zydzi porywaja i morduja polskie dzieci.
Dowodzil tego przypadek Henia Blaszczyka, ktory zniknal w niewiadomych
okolicznosciach i pojawil sie trzy dni pozniej, twierdzac, ze wiezila go
zydowska rodzina.
Wypadki z Kielc byly wielokrotnie rekonstruowane, a ich przebieg pozwala
domyslac sie prowokacji. Jedyna sila, ktorej taka prowokacja byla potrzebna,
byl uklad pepeerowsko-ubecki. Brakuje jednak odpowiednich dokumentow. Jak
mozna sie domyslac, takich dokumentow nigdy nie sporzadzono. Nie mozna wiec
lekcewazyc zadnych opinii i ustalen dokonanych nie po uplywie lat, gdy czas
zaciera pamiec, ale wowczas, w 1946 roku, zaraz po 4 lipca.
Po pogromie i wobec obrzydliwej nagonki propagandowej, dane dotyczace
przebiegu wydarzen zebrali czlonkowie podziemia poakowskiego. Dane te podano
do wiadomosci publicznej w ulotce, zawierajacej równiez stanowisko podziemia
wobec tej sprawy i ocene jej znaczenia w owczesnej polityce.
W dotychczasowych rekonstrukcjach zdarzen w Kielcach brakuje odpowiedzi na
pytanie, w jakich okolicznosciach czlonkowie Gminy Zydowskiej znalezli sie w
posiadaniu broni? W tamtych czasach bron mogli miec tylko nieliczni
uprzywilejowani, po prostu czlonkowie PPR i funkcjonariusze UBP.
Wiele wyjasnia zeznanie jednego z zydowskich swiadkow, ktorzy pozostali przy
zyciu. Otoz na kilka tygodni przed pogromem UB ostrzeglo Zydow, ze w okolicy
nasilila sie dzialalnosc „band eneszetowskich” i reakcyjnej AK, ktore palaja
nienawiscia do Zydow i ze moga wobec nich podjac akcje terrorystyczna. Na
kilka dni przed pogromem UB zaopatrzylo Zydow w kilka sztuk broni, jak
powiedziano „na wszelki wypadek”. Tak wiec 4 lipca, w chwili, gdy rozpoczal
sie atak na kamienice i zaczeto wywazac drzwi, ze srodka padly strzaly, od
ktorych zginelo dwoch Polakow. To tylko rozjuszylo atakujacych, ktorzy
rozpoczeli regularny mord.
Wiele swiatla na tlo wydarzen w Kielcach rzuca dokument wojskowy „Sprawozdanie
o walce z bandytyzmem w woj. kieleckim za okres 1-10.07.1946” Sztabu 2
Warszawskiej Dywizji Piechoty podpisane przez plk. Kupsze:
Dnia 4. 07. 46 o godz. 8.00 na komisariat MO w Kielcach zglosil sie Blaszczyk
Walenty wraz z synkiem, ktory opowiadal, ze od 1 do 3 byl trzymany w komorce
pewnej rodziny zydowskiej, zamieszkalej w Kielcach przy ul. Planty 7.
Komendant komisariatu porucznik Zagorski Edward po porozumieniu sie z z-ca
komendanta wojewodzkiego MO, mjr Gwiazdowiczem rozkazal grupie 3 wywiadowcow i
9 milicjantow zrobic rewizje w miejscu wskazanym przez chlopczyka. Zdazajacy
do domu przy ul. Planty 7 natkneli sie na grupe mezczyzn i kobiet,
wykrzykujacych, ze w tym domu Zydzi morduja polskie dzieci. Milicja wraz z ta
grupa udala sie do domu. W tym czasie funkcjonariusze UB w Kielcach
zainterweniowali zabierajac do WUBP chlopczyka i ojca oraz kierujacego rewizja
funkcjonariusza MO Szelega. Rezultat dochodzenia prowadzonego z chlopcem i
milicjantem jest nastepujacy. Chlopiec dluzszy czas obstawal przy legendzie,
ze zostal dnia 1 lipca 1946 uprowadzony przez Zyda i trzymany w piwnicy, skad
uciekl 3 lipca 1946 r. Ojciec zeznal, ze rzeczywiscie w tym czasie chlopczyk
zeznal, ze od 1-3 lipca 1946 r. byl w domu niejakiego Passowskiego Antoniego
(dotat nieujety), gdzie ten dawal mu cukierki i uczyl go ww legendy, jak ma
zeznawac przed ojcem i milicja.
Tymczasem przy ul. Planty 7 zbieral
    • ballest Re: Pogrom kielecki 26.08.07, 21:50
      "
      Mimo uplywu 50 lat od tamtych wydarzen, kolejne ekipy rzadzace PRL milczaly.
      Ograniczono sie do ujawnienia i powtarzania tylko ogolnie znanych faktow. Za
      smierc Zydow obarczono odpowiedzialnoscia stolarza, slusarza, dwoch
      milicjantow, gospodynie domowa, gonca, muzyka, fryzjera, brukarza, piekarza,
      szewca i woznego. Ot, typowy polski Ciemnogrod"

      ;)
      • sloneczko1 Re: Pogrom kielecki 26.08.07, 22:29
        kto to kasuje i czymu?
        • hanys_hans Re: Pogrom kielecki 27.08.07, 20:05
          sloneczko1 napisała:

          > kto to kasuje

          Jo!

          >i czymu?

          Bo bajtragi byuy niy na tymat!

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=34281&w=68064529
          • ballest Re: Pogrom kielecki 27.08.07, 20:11
            gynau! Brawo Hanys
    • gryfny Re: Pogrom kielecki 26.08.07, 22:28
      loboczcie TVPHistoria,tyn bajtel zyje,film o nim powtarzaja tam co
      jakis czas i ostro dyskutuja.
      Przy szaltrowaniu kiedys zech sie na dluzej zatrzymol,poleku
      zaczynaja cos godac
    • oppelner_os Re: Pogrom kielecki 27.08.07, 05:39
      Polacy sa najwiekszymi antysemitami
      • alladyn15 Re: Pogrom kielecki 27.08.07, 21:04
        Kto jest twoim zdaniem srednim-antysemita,albo tez malym-antysemita?
        Czy Nimcy byli lilipuciomali-anty semicko,czy moze troszeczke,mniej
        od Polakow,bardzo mali anty-semicko?Jak to widzisz w swojej
        lepetynce?
        • hanys_hans Re: Pogrom kielecki 27.08.07, 21:37
          alladyn15 napisał:

          > Kto jest twoim zdaniem srednim-antysemita,albo tez malym-antysemita?
          > Czy Nimcy byli lilipuciomali-anty semicko,czy moze troszeczke,mniej
          > od Polakow,bardzo mali anty-semicko?Jak to widzisz w swojej
          > lepetynce?

          Niykoombinuj, mord to mord! Niy idzie go pszeca stopniowac´ na s´redni abo mały...
    • 999s Re: Pogrom kielecki 28.08.07, 17:19
      cóż bardzo katolickie. Nie wiem jak komuchy ale kościół zapewne zacierał raczki
      z uciechy. katolicki motłoch w akcji i Bog się Cieszy Jezus śmieje a MaRyja spiewa.
      • socer-schlesier Nie tylko Zydow Polacy mordowali. 28.08.07, 18:33
        Polskie obozy koncentracyjne
        Na stronie internetowej dr. Ewalda Polloka zamieszkałego w Niemczech historyka o polskich korzeniach znalazły się takie informacje:
        Cytat:Powojenne obozy dla Niemców powstawały na terenie całej Polski. A było ich 1255 i do tego 227 więzień, z czego na terenie przedwojennych niemieckich ziem (Śląsk, Pomorze, Mazury) 681 obozów i 119 więzień. Nie należy także zapomnieć, że powojenna Polska wysyłała Niemców, tylko dlatego że chciano ich wypędzić z kraju, do takich obozów jak Oświęcim, Potulice k. Bydgoszczy, Majdanek, Łambinowice, Sikawa k. Łodzi czy Trzebinia k. Krakowa. Należało wówczas mieć choć trochę wyczucia i nie lokować ludzi w tych samych obozach, w których zginęło sporo więzionych w czasie wojny.

        Cytat:Przyszedł już czas, by również Polska powiedziała jasno i wyraźnie „tak, mieliśmy obozy koncentracyjne”. (...) Cała Europa wie już o polskich powojennych obozach i o tym, co się w nich działo, a zaprzeczanie ośmiesza jedynie Polskę jako kraj.

        Jerzy Urban tłumaczył niedawno:
        Cytat:Polski pisarz mieszkający w Niemczech zebrał relacje o tym, co działo się w powojennym obozie w Łambinowicach i zgodził się na publikację w NIE swojego szkicu. Opisy polskich zbrodni były tak drastyczne, że redakcja NIE stchórzyła. Żałujemy teraz braku odwagi

        Dr. Pollok pyta

        Cytat:Jeżeli wojenne obozy niemieckie, które znajdowały się na terenie Niemiec i Polski, nazywane są w Polsce „obozami koncentracyjnymi”, to dlaczego powojenne obozy na terenie Polski, które w większości znajdowały się w tych samych poniemieckich obozach, mają nosić inną nazwę? (...) Przecież w tych obozach niczego nie zmieniono, a ich komendanci – Gęborski z Łambinowic i Morel ze Świętochłowic – zapowiedzieli uwięzionym tam Niemcom: „my wam dopiero pokażemy, co to są obozy. Niemieckie będą pestką w stosunku do naszych”.

        Wydaje mi sie, że tak jak nie można porównywać gułagów i niemieckich obozów pracy (z jednego zasadniczego powodu. Cel obu zbrodni był różny co słusznie zauważył Mariusz Wilk w "Wołoce" )
        Cytat:Celem kacetów była ekstreminacja więźniów, cele łagrów były różne (np. budowa kanału) Śmierć rabów była skutkiem ubocznym. Ogromn śmiertelnosc zeka spowodowana była bałaganem w administracji obozowej, która nie wydawała na czas narzędzi pracy więźniom, oni nie mogli wykonać normy, nie dostawali odpowiedniej do przeżycia porcji chleba.

        tak nie mozna uźywać tej samej nazwy na określenie obozów zakładanych przez Polaków i Niemców.
        Dobrze jednak , że zaczynamy o tym rozmawiać.

        08-09-2006, 11:53 #2
        Bossak



        Zarejestrowany: 09-2006
        Wiek: 26
        Postów: 11
        Reputacja: odgrzewanie kluch
        Nazwisko Salomona Morela przewija się na łamach gazet już z 10 lat. On się nawet nigdy w życiu porządnie po polsku nie nauczył mówić, więc czy można mówić że jest Polakiem?

        Historia polsko-niemiecka wygląda jakoś inaczej w zależności od tego z której strony granicy się na nią patrzy. Każda strona nagina ją do swoich potrzeb, jednak uważam, że trzeba ze sobą rozmawiać i uzgadniać wersje. Kiedyś zaprzyjaźnieni Niemcy też powoływali się na polskie obozy koncentracyjne - chodziło im o obóz stworzony w Berezie Kartuzkiej (o ile dobrze pamiętam nazwę miasta) przez Piłsudskiego.

        Szkoda że NIE nie opublikowało tego artykułu.

        14-09-2006, 22:59 #3
        Durden



        Zarejestrowany: 04-2006
        Postów: 231
        Reputacja:
        Cytat:
        • 999s Re: Nie tylko Zydow Polacy mordowali. 28.08.07, 18:36
          socer-schlesier napisał:

          >Nie tylko Zydow Polacy mordowali.

          I dobrze, ze nie tylko. bo jakby tylko to by nieładnie wyglądało.
          • hanys_hans Re: Nie tylko Zydow Polacy mordowali. 28.08.07, 18:49
            www.gazetawyborcza.pl/1,75546,3391598.html
            Adam Michnik o pogromie kieleckim (I)

            W 1946 r. biskup Czesław Kaczmarek uznał, że winę za pogrom kielecki ponoszą
            Żydzi kolaborujący z reżimem komunistycznym, a nawet skłonny był upatrywać w tej
            zbrodni prowokacji żydowskiej. Oceny biskupa pokazują, jak głębokie były wówczas
            pokłady stereotypów antysemickich wśród części duchowieństwa

            Pamięci Stanisława Musiała SJ

            W raporcie sporządzonym przez kurię kielecką i przekazanym przez ks. bp.
            Czesława Kaczmarka na ręce ambasadora Stanów Zjednoczonych w Warszawie Artura
            Bliss-Lane'a są dwa stwierdzenia zasługujące na zapamiętanie. Czytamy tam:

            "Wypadki kieleckie niezależnie od ich tła, niezależnie od tego, że były
            sprowokowane, niezależnie od tego, że władze rządowe mogły, lecz nie chciały do
            nich nie dopuścić, były jednak zbrodnią zostawiającą plamę na społeczeństwie
            polskim. Wiadomo było, że czynniki wrogie Polsce będą się starały atakować ją z
            tego powodu. Każdy uczciwy rząd polski, tak jak każdy rząd na świecie, z
            obowiązku starałby się przedstawić wypadki kieleckie jak najsumienniej, podać
            wszystkie okoliczności łagodzące, bo takie były niewątpliwie - zabijający w
            Kielcach nie byli przecież zawodowymi zbrodniarzami".

            W innym zaś miejscu czytamy na temat tłumu mordującego Żydów:

            "Działanie w afekcie zawsze zmniejsza winę, zwłaszcza wtedy, gdy przestępca jest
            jednym z tłumu przestępczego, gdy jest przez tenże podniecony, niejako zachęcany".

            Cóż odpowiedzieć na takie stwierdzenia? "Miast się targować i usprawiedliwiać -
            pisał Jan Błoński w głośnym eseju >>Biedni Polacy patrzą na getto<< - winniśmy
            najpierw pomyśleć o sobie, o własnym grzechu czy słabości".

            Zestawienie tych dwóch stanowisk dobrze ilustruje różnice w pojmowaniu rachunku
            sumienia przez polskich katolików.

            I

            Jan Błoński opublikował swój pamiętny esej na łamach "Tygodnika Powszechnego",
            pisma katolickiej inteligencji, które z podziwu godną odwagą i konsekwencją
            przez dziesięciolecia sprzeciwiało się stereotypom antysemickim. Tenże "Tygodnik
            Powszechny" w sierpniu 1945 r., a więc u progu swego istnienia, opublikował po
            pogromie krakowskim (11 sierpnia 1945 r.) znamienną deklarację:

            "Z wielokrotnych wypowiedzi Stolicy Apostolskiej i przedstawicieli hierarchii
            kościelnej wynika niedwuznacznie, że antysemityzmu ze światopoglądem katolickim
            pogodzić nie można. Antysemityzm to rasizm, przekonanie o naturalnej nierówności
            czy nawet wrogości ras, antysemityzm to nienawiść. Kościół uczy, że wszyscy
            ludzie są równi wobec Boga. (...) Zdziczenie obyczajów, samosądy i zbrodnie -
            oto nazbyt widoczne skutki pięciu lat wojny i okupacji. Zwłaszcza po (...)
            straszliwej eksterminacji narodu żydowskiego przez Niemcy, o której żadnemu
            chrześcijaninowi nie wolno myśleć inaczej niż z najgłębszym współczuciem,
            zajścia krakowskie mają swoją smutną wymowę".

            Tej deklaracji "Tygodnik Powszechny" pozostał wierny przez 60 lat swego istnienia.

            Esej Jana Błońskiego był oczywistą konsekwencją takiego stylu myślenia:
            bezwzględnie uznać własną winę, wtedy gdy miała ona miejsce, bezwzględnie mówić
            prawdę, która ma moc wyzwalającą i uzdrawiającą. Jednak ten esej - jeden z
            najpiękniejszych i najbardziej szlachetnych tekstów, jakie napisano w języku
            polskim - wzbudził wiele oporów opinii publicznej. Także i ja uważałem, że
            prawdy bolesne zostały wypowiedziane przez Błońskiego nie w porę. Sądziłem, że
            społeczeństwu zmagającemu się z poczuciem upokorzenia i poniżenia w ponurych
            dniach stanu wojennego nie można narzucać obowiązku rozliczania się - w tym
            momencie właśnie - z dramatycznym bagażem stosunków polsko-żydowskich.

            Nie miałem racji. Później, uczestnicząc wielokrotnie w debatach
            polsko-żydowskich - w Nowym Jorku i Chicago, w Los Angeles i Toronto, w
            Melbourne i Paryżu - reprezentując polemicznie polski punkt widzenia, miałem
            okazję stwierdzić, że mądry i przenikliwy esej Błońskiego dokonał moralnego
            przewrotu w tych stosunkach, "oczyścił skażoną ziemię". Ten esej stał się też
            manifestacją nowego sposobu myślenia i pisania o antysemityzmie - przełamał
            wieloletnie zakłamanie i milczenie powodowane komunistyczną dyktaturą i cenzurą.
            Polska opinia publiczna przemówiła językiem ludzi wolnych, okazała się zdolna do
            poważnego rachunku sumienia.

            Proces dążenia do prawdy bywa jednak odmiennie odczytywany. Oto jeden z
            propagatorów "nowej polityki historycznej" zauważa, że w perspektywie
            nakreślonej przez Błońskiego "niemożliwe jest z samej istoty posługiwanie się
            kategorią interesu narodowego".

            Zadziwiający sąd: czyż dążenie do prawdy o własnej historii - przez
            dziesięciolecia zakłamywanej przez komunistyczną dyktaturę - nie jest
            elementarnym wymogiem interesu narodowego?

            Inny obrońca godności narodowej przed "rytuałem bicia się w piersi" odnotowuje:
            "Dzisiaj w modzie jest głośne łomotanie się we własne piersi za antysemityzm...".

            Nie słyszę wprawdzie tego "łomotu" - czasem tylko czytam gorzkie słowa prawdy -
            a jednak mam wrażenie, że nasz obrońca "godności i dumy" chętniej by się bił w
            cudze piersi za cudze winy.

            Czytałem też niedawno o postępującym "odwrocie od historii" w wyniku
            "politycznej operacji odcinania przeszłości, której przeprowadzeniem z różnych
            powodów byli zainteresowani zarówno postkomuniści, jak i część dawnej opozycji
            ze środowiskiem >>Gazety Wyborczej<< na czele". To lewica i środowiska liberalne
            - czytamy - "dzierżą prym w tej demaskatorskiej aktywności".

            Pozostaje tylko zapytać: a cóż jest niestosownego w aktywnym demaskowaniu kłamstwa?

            Autorami cytowanych opinii są prominentni politycy obozu rządzącego dziś Polską,
            co prowokuje smutną refleksję, że kłamliwa insynuacja znów zastępuje rzeczowy
            argument - równie łatwo jak w epoce komunistycznej dyktatury. Wszak to właśnie
            wtedy wyzwiskami w rodzaju "nihilizm narodowy" czy "pogarda dla polskiej
            tradycji" posługiwano się wobec oponentów bez cienia przyzwoitości, umiaru i sensu.
            • hanys_hans Re: Pogrom kielecki 28.08.07, 18:52
              www.gazetawyborcza.pl/1,75546,3391598.html?as=2&ias=4&startsz=x
              Po 1989 r. proces oczyszczania pamięci zbiorowej z kłamstw, wypełniania białych
              plam w badaniach historycznych obejmował wszystkie zdarzenia cenzurowane i
              skazane na zapomnienie w epoce dyktatury: pakt Ribbentrop-Mołotow, agresję 17
              września 1939 r., zbrodnię katyńską, skonfiskowane obszary kultury narodowej,
              Powstanie Warszawskie, prześladowanie Kościoła katolickiego, stosunki
              polsko-ukraińskie, stosunki polsko-żydowskie - po prostu całość polskiego
              dziedzictwa. Dlatego możemy dzisiaj swobodnie rozmawiać o sprawach
              najtrudniejszych - także o powojennych tragicznych losach ludności żydowskiej w
              Polsce.

              II

              To jest z pewnością jedna z najtragiczniejszych i najbardziej zawikłanych spraw
              w najnowszej historii Polski. Nie był to konflikt polsko-żydowski; był to
              konflikt polsko-komunistyczny, którego ofiarą często padali Żydzi.

              Kiedy zastanowimy się nad tamtym powojennym czasem, to zderzają się ze sobą dwie
              odmienne, często przeciwstawne pamięci. Dochodzą do głosu dwa monologi, które
              zwykle nie przeobrażają się w dialog. Nie brak w tych monologach uogólnień,
              które fałszują rzeczywistość, nie brak też oskarżeń niesprawiedliwych opartych
              na całkowitym niezrozumieniu drugiej strony. Ścierają się dwa sposoby myślenia,
              pamiętania i wartościowania dwóch społeczności, z których każda żyje w
              przeświadczeniu o własnej niewinności i pielęgnuje swój "triumfalizm
              cierpienia". Nie ułatwia to - łagodnie mówiąc - rozumienia sąsiada, antagonisty,
              Innego...

              By ująć rzecz najprościej: dla Żydów najistotniejszym doświadczeniem była
              Zagłada, dla Polaków - utrata wolności i niezawisłości. Dla Żydów wkroczenie
              Armii Czerwonej oznaczało kres "epoki pieców", dla Polaków - początek nowej fali
              represji i nowej obcej dominacji.

              Podstawowym problemem dla Żydów po 1945 r. było przeżycie; podstawowym problemem
              dla Polaków było nowe zniewolenie. Żydzi żyli w lęku przed ekscesami
              antysemickimi, które towarzyszyły im od pierwszego dnia po zakończeniu wojny;
              Polacy żyli w lęku przed komunistycznym aparatem bezpieczeństwa, który od
              początku stanowił dla nich zagrożenie. W chwilach grozy obecność ludzi z UB
              stanowiła dla Żydów nadzieję na ratunek; pojawienie się ludzi z UB stanowiło dla
              Polaków moment grozy. Żydzi z lękiem myśleli o pogromach antysemickich; Polacy
              mieli poczucie, że komunistyczna władza urządza im permanentny pogrom.

              "W polskim społeczeństwie - pisała Krystyna Kersten, znakomita znawczyni
              przedmiotu - upowszechniona była klisza myślowa: Żydzi - władza - zagrożenie
              polskości", a "w oczach Żydów istniało sprzężenie: podziemie - reakcja -
              antysemityzm - śmiertelne niebezpieczeństwo dla Żydów". W oczach żydowskich
              pogrom w Kielcach był wybuchem owładniętego bestialstwem motłochu, zatrutego
              tradycyjnym antysemityzmem polskiej prawicy. Dla Polaków była to prowokacja
              komunistów, która miała na celu zohydzenie w oczach demokratycznego Zachodu
              Polski walczącej o wolność.

              Nie ma żadnych "twardych" dowodów na to, że pogrom kielecki był rezultatem
              świadomie przygotowanej prowokacji aparatu bezpieczeństwa czy służb sowieckich.
              Nie ulega jednak wątpliwości, że - tuż po sfałszowanym referendum - komuniści
              wykorzystali propagandowo pogrom kielecki w taki właśnie sposób, by odwrócić
              uwagę od fałszerstwa, by okryć hańbą opozycję antykomunistyczną. Nie ulega
              również wątpliwości, że tendencje antysemickie były w owym czasie bardzo
              powszechne i owocowały agresją wobec Żydów. Jest też faktem, że totalitarna
              władza komunistyczna cieszyła się poparciem instytucji żydowskich - choć można
              się spierać, w jakim stopniu były one reprezentatywne.

              Wreszcie należy mieć na uwadze to, że pogrom kielecki - choć najbardziej głośny
              - nie był, niestety, jedynym pogromem antysemickim w owym czasie. Był to bowiem
              czas powszechnego bandytyzmu i krwawej rozprawy władzy komunistycznej ze
              zbrojnym podziemiem, czas chaosu, zdziczenia i bezprawia. Deprawująca i
              wielostronna propaganda hitlerowska zohydzała i odczłowieczała Żydów. Praktyka
              hitlerowskiego terroru - stosując zasadę "dziel i rządź", zamykając Żydów w
              gettach, promując i premiując szmalcowników - uczyniła ograbianie i mordowanie
              Żydów składnikiem codziennej rzeczywistości. Żyd przestawał być bliźnim - stawał
              się kimś na kształt robactwa zasługującego tylko na wytępienie.

              Wreszcie - zwraca na to uwagę nowojorski historyk John Micgiel we wstępie do
              publikacji raportu bp. Kaczmarka - "antysemityzm miał główne źródło w tym, że
              większość tych ubogich ludzi mieszkała w domach lub mieszkaniach należących
              przed wojną do Żydów polskich. Lęk przed powrotem prawnych właścicieli wzbudzał
              w nich niechęć graniczącą z antysemityzmem". Żydów miało już nie być. Tymczasem
              Żydzi powracali. Nieczęsto, nieliczni, ale powracali.
            • 999s Re: Nie tylko Zydow Polacy mordowali. 28.08.07, 19:13
              And your point is?

              Przecież napisałeś, że nie tylko Zydów Polacy mordowalii nagle ucinasz temat i
              łupiesz tym pogrmem ino?
              • hanys_hans Pogrom kielecki 28.08.07, 19:29
                999s napisał:

                > And your point is?
                >
                > Przecież napisałeś, że nie tylko Zydów Polacy mordowalii nagle ucinasz temat i
                > łupiesz tym pogrmem ino?

                Tymatym je "Pogrom kielecki"
                • hanys_hans Re: Pogrom kielecki 28.08.07, 19:32
                  www.gazetawyborcza.pl/1,75546,3391598.html?as=2&ias=4&startsz=x
                  III

                  Bożena Szaynok, autorka książki o pogromie kieleckim, podaje, że do Kielc
                  zamieszkiwanych przed wojną przez blisko 25 tys. Żydów przyjechało po wojnie ok.
                  300 Żydów. Wedle danych z maja 1946 r. w Kielcach mieszkało 163 Żydów, głównie w
                  dwóch domach na ul. Planty, w centrum miasta.

                  Przebieg pogromu był wielokrotnie opisywany. Rozpoczął się od plotki o porwaniu
                  Henryka Błaszczyka, kilkuletniego chłopca, w celu dokonania na nim mordu
                  rytualnego. Rozwścieczony tłum wspierany przez milicjantów i wojskowych
                  zaatakował dom przy ul. Planty, gdzie mieszkali Żydzi i mieścił się Komitet
                  Żydowski, by szukać polskich dzieci przechowywanych przez Żydów w piwnicach i
                  przeznaczonych na mord rytualny. Po wtargnięciu do budynku Żydów wyciągano z
                  mieszkań, bito, grabiono i mordowano. Trwało to przez wiele godzin. Pogromowi
                  towarzyszyła bierność - mimowolna lub celowa - wszystkich instytucji
                  odpowiedzialnych za porządek w mieście i bezpieczeństwo obywateli.

                  Podczas pogromu zginęło 40 osób, 80 zaś zostało poranionych, pobitych,
                  okaleczonych. To jest bezsporne - reszta pozostaje w sferze interpretacji,
                  przypuszczeń i domysłów.

                  Jedną z takich interpretacji jest memorandum przekazane przez ks. bp. Czesława
                  Kaczmarka, ordynariusza diecezji kieleckiej, ambasadorowi Arturowi
                  Bliss-Lane'owi. Wedle opinii Jana Śledzianowskiego, biografa bp. Kaczmarka, w
                  lipcu 1946 r. biskup powołał specjalną komisję do zbadania okoliczności pogromu
                  pod kierownictwem ks. prof. Mieczysława Żywczyńskiego. Wręczając raport tej
                  komisji ambasadorowi USA, bp Kaczmarek przyjął na siebie odpowiedzialność za
                  jego treść i konkluzje.

                  Ten obszerny raport na temat "zajść kieleckich" (dokument konsekwentnie unika
                  słowa "pogrom") należy odczytywać w kontekście kampanii propagandowej rozpętanej
                  przez władze komunistyczne.

                  Od pierwszej chwili propaganda komunistyczna oskarżała o pogrom opozycję
                  antykomunistyczną. Pisano, że w tłumie pogromowym prym wiedli żołnierze gen.
                  Andersa, co wnet okazało się kłamstwem. Władysław Gomułka, sekretarz generalny
                  PPR, wprost wskazywał oprawców pogromu w przemówieniu z 6 lipca do aktywu PPR i
                  PPS: "PSL-owsko-NSZ-owska negacja, nie uzyskawszy zwycięstwa w głosowaniu
                  ludowym, chce je osiągnąć przez wtrącenie kraju w odmęty anarchii. (...)
                  Jaskrawym tego dowodem jest pogrom Żydów w Kielcach. (...) Faszyści polscy, ci
                  sami, którzy tak entuzjazmują się na widok pana Mikołajczyka i których wita on
                  lordowskim uśmiechem zadowolenia, prześcignęli w antysemickim szale mistrzów
                  hitlerowskich".

                  W odezwie kieleckich organizacji PPR i PPS obwiniano dodatkowo duchowieństwo
                  polskie.
                  • hanys_hans Re: Pogrom kielecki 28.08.07, 19:38
                    IV

                    Raport bp. Czesława Kaczmarka sporządzony został 1 września 1946 r., a więc po
                    serii propagandowych publikacji i pokazowych procesów, które swym przebiegiem
                    przypominały ten typ procesów stalinowskich, gdzie chodziło o przykładne
                    ukaranie "kozłów ofiarnych" i ukrycie okoliczności kompromitujących
                    przedstawicieli aparatu władzy. Najbardziej głośne procesy konsekwentnie
                    pomijały rolę milicji, wojska i aparatu bezpieczeństwa.
                    Odrzucając - zasadnie - wersję rządowo-propagandową, dokument przedstawia ocenę
                    bp. Kaczmarka. Czytamy tam:

                    "Polacy nie mają opinii sadystów. (...) W Kielcach nie było przedtem żadnych
                    wystąpień antyżydowskich, mieszka tu ludność spokojna, bądź co bądź katolicka, a
                    mordowali - wg urzędowego aktu oskarżenia - nie jacyś rozgoryczeni życiem
                    bezrobotni lub nędzarze, lecz przedstawiciele drobnego mieszczaństwa, ludzie
                    biedni, ale nie nędzarze. (...)

                    Dlaczego więc miało to miejsce? Odpowiedź może być tylko jedna. Dlatego, że tłum
                    nienawidził Żydów. Ta nienawiść mogła sprawić, że uwierzono opowiadaniu chłopca,
                    że stało się ono ostatnią kroplą, która spowodowała wylew tej nienawiści w
                    formie niesłychanie drastycznej. Rzecz jasna, że nie czuje się nienawiści do
                    ludzi obojętnych, nieszkodliwych, nienawidzi się tylko wrogów czy też tych,
                    których się za wrogów uważa, i to z przyczyn, jeśli chodzi o tłum, konkretnych,
                    jasnych, wyraźnych. W Kielcach przyczyny tej nienawiści były dwojakiego rodzaju.
                    (...)

                    Oto po olbrzymich mordach Żydów dokonywanych przez władze niemieckie w Polsce
                    ówczesnej, a więc i w Kielcach, nie było wrogiego nastawienia do Żydów i nie
                    było antysemityzmu. Wszyscy współczuli Żydom, nawet ich najwięksi wrogowie.
                    Wielu Żydów ocalili Polacy, boć przecież bez pomocy polskiej nie ocalałby żaden.
                    Ratowano ich, choć były za to surowe kary, aż do kary śmierci włącznie. Tak było
                    w roku 1944 i na początku roku 1945. Po wejściu wojsk sowieckich, po
                    rozciągnięciu władzy rządu lubelskiego na całą Polskę ten stan rzeczy zmienił
                    się gruntownie. Zaczyna się niechęć do Żydów, szerzy się szybko, ogarniając
                    szerokie masy społeczeństwa polskiego - wszędzie, a więc i w Kielcach. Żydzi są
                    nielubiani, nawet znienawidzeni na całym obszarze Polski. Jest to zjawisko nie
                    ulegające najmniejszej wątpliwości. Nie lubią Żydów nie tylko ci Polacy, którzy
                    nie należą do żadnej partii lub też są w opozycji, ale nawet wielu spośród tych,
                    którzy oficjalnie należą do partii rządowych.

                    Powody tej niechęci ogólnej są powszechnie znane, w każdym razie nie wynikają
                    one ze względów rasowych. Żydzi w Polsce są głównymi propagatorami ustroju
                    komunistycznego, którego naród polski nie chce, który mu jest narzucany
                    przemocą, wbrew jego woli. Każdy Żyd ma poza tym dobrą posadę lub nieograniczone
                    możliwości i ułatwienia w handlu i przemyśle. Żydów jest pełno w ministerstwach,
                    na placówkach zagranicznych, w fabrykach, urzędach, w wojsku, i to wszędzie na
                    stanowiskach głównych, zasadniczych i kierowniczych. Oni kierują prasą rządową,
                    mają w ręku tak surową dziś w Polsce cenzurę, kierują urzędami bezpieczeństwa,
                    dokonują aresztowań. Niezależnie od szerzenia komunizmu nie odznaczają się oni
                    taktem, zwłaszcza w stosunku do ludzi o przekonaniach niekomunistycznych. Są
                    często aroganccy i brutalni. Wielu z nich nawet nie pochodzi z Polski.
                    Przybywszy z Rosji, słabo mówią po polsku, jeszcze słabiej orientują się w
                    stosunkach polskich. Na podstawie powyższych powodów powiedzieć zatem można, że
                    sami Żydzi ponoszą lwią część odpowiedzialności za nienawiść, jaka ich otacza.
                    Przeciętny Polak sądzi (mniejsza o to słusznie czy niesłusznie), że prawdziwymi
                    i szczerymi zwolennikami komunizmu w Polsce są głównie tylko Żydzi, bo olbrzymia
                    większość komunistów Polaków to - zdaniem ogółu - ludzie interesu, bezideowi,
                    którzy są komunistami tylko dlatego, że im się to sowicie opłaca. (...)

                    Obok tej przyczyny działa jednak na masy w Kielcach przyczyna druga, którą by
                    można nazwać bezpośrednią. Już na parę miesięcy przed dniem 4 lipca 1946 r.
                    rozchodziły się po Kielcach wersje o ginięciu dzieci obu płci. (...) Szeroki
                    ogół uważał, że sprawcami ich są Żydzi, którzy na dzieciach popełniają mord
                    rytualny, toteż skargi rodziców dzieci wpływały bardzo podniecająco przeciwko
                    Żydom, zwłaszcza na ludzi prostych. Te niewątpliwie fakty ginienia dzieci
                    oburzały nawet wielu ludzi z inteligencji. Niektórzy z nich informowali na
                    przykład piszącego, że Żydzi dokonują transfuzji krwi z dzieci, a ofiary, z
                    których pobrano krew - mordują.

                    Fakty tu opisane były meldowane milicji, która jednak okazywała wobec nich
                    zupełną obojętność, nie przeprowadzając śledztwa, ale i nie dementując
                    otrzymanych wiadomości. Ta bezczynność władz policyjnych utwierdzała szerokie
                    masy w przekonaniu, że Żydom w Polsce wszystko wolno, że wszystko może im
                    uchodzić bezkarnie".

                    Dlaczego - zastanawiał się autor raportu - mały chłopiec uciekł z domu i
                    opowiedział kłamliwą historyjkę o porwaniu? Może był do tego namówiony? A jeśli
                    tak - to przez kogo? Odrzucając - logicznie - tezę o prowokacji ludzi z opozycji
                    antykomunistycznej, autor raportu zastanawiał się: a może Żydzi? Czyżby Żydzi
                    spowodowali pogrom?

                    Czy to nie absurd? - pyta autor raportu. I odpowiada:

                    "Przed daniem odpowiedzi na to pytanie trzeba wspomnieć o dwóch wiążących się z
                    nią zjawiskach. Po pierwsze, faktem jest, że Żydzi europejscy pragną wywrzeć
                    presję na rząd Wielkiej Brytanii, by oddał im w niepodzielne władanie Palestynę.
                    Niedawno dokonany przez terrorystów żydowskich zamach w Jerozolimie na hotel
                    króla Dawida, podczas którego zginęło podobno sporo Żydów, jest wymownym dowodem
                    tej presji. Po drugie, aby łatwiej uzyskać możność wyjazdu do Palestyny, Żydzi
                    europejscy starają się dowieść, że w niektórych krajach europejskich są
                    prześladowani. Do takich krajów należy Polska, której Żydzi, zwłaszcza rosyjscy,
                    szczególnie nie lubią za to, że nie chce przyjąć narzuconego sobie ustroju
                    komunistycznego. Ze względu na przytoczone zjawiska nie jest wykluczone, że ktoś
                    z Żydów mógł skłonić Henryka Błaszczyka do opowiadania (...) w przewidywaniu, że
                    skłoni ona podniecony już i tak przeciw Żydom tłum do ekscesów, które będzie
                    można potem obszernie wyzyskać".

                    Replikując na zarzuty pod adresem Kościoła katolickiego, pisał autor raportu:

                    "Nauka Kościoła, głosząca, że każdy człowiek jest bliźnim i że zabijać ani
                    krzywdzić nikogo nie wolno, jest zupełnie wyraźna. Kościół potępia skrajny
                    nacjonalizm i walkę klas. Postępowanie księży nie było i nie jest odmienne.
                    Najlepszym tego gwarantem jest sama prasa rządowa, która, choć zajmuje się tym
                    problemem niezwykle obszernie, nie potrafiła zacytować ani jednego orędzia
                    biskupiego o charakterze antysemickim, nie potrafiła przytoczyć ani jednego
                    nazwiska księdza katolickiego, który by do napadania i bicia Żydów zachęcał.
                    Prasa rządowa zgodnym chórem atakuje kardynała Hlonda za jego wywiad udzielony
                    sprawozdawcom pism zagranicznych na temat wypadków kieleckich, choć nigdy w
                    całości go nie przedrukowała, lecz operowała zawsze powyrywanymi z kontekstu, a
                    często poprzekręcanymi zdaniami. Prymas Polski dał w tym wywiadzie krótki, lecz
                    prawdziwy obraz wypadków kieleckich. Stwierdził więc, że w Polsce istnieje
                    niechęć do Żydów, gdyż zajmują oni wybitne stanowiska rządowe i starają się
                    zaprowadzić ustrój komunistyczny. Na tym tle stają się zrozumiałe wypadki
                    kieleckie, które jednak kardynał uważa za opłakane, które też, jego zdaniem,
                    Kościół jako zabójstwo potępia. Ale jeżeli należy ubolewać nad tym, że na
                    froncie politycznym w Polsce giną Żydzi, to trzeba ubolewać również nad tym, że
                    giną, i to w znacznie większej ilości, Polacy. Oświadczenie to jest tak zgodne z
                    prawdą, że prasa rządowa w Polsce nie ośmieliła się podać go w całości,
                    zrozumiałe jest jednak, że musiało ono wywołać jej wściekłość, bo trudno inaczej
                    nazwać ataki na czczonego przez 90 proc. Polaków Prymasa.

                    Prasę rządową zabolały dwie prawdy: jedna o roli Żydów,
                    • hanys_hans Re: Pogrom kielecki 28.08.07, 19:39
                      Prasę rządową zabolały dwie prawdy: jedna o roli Żydów, druga o mordowaniu
                      Polaków. A przecież obydwie są niewątpliwe. (...) Codziennie niemal giną z rąk
                      członków partii rządzących, z rąk milicji i Służby Bezpieczeństwa działacze PSL,
                      działacze opozycji. W jednym tylko powiecie miechowskim ludzie rządowi
                      wymordowali 260 chłopów polskich w ciągu siedmiu tygodni. A jednak, choć zabójcy
                      są znani, nie aresztuje się ich, nie wytacza się im procesów. Milczy na ten
                      temat prasa polska, nic o tym nie wie prasa zagraniczna. Stąd nic dziwnego, że
                      gdy Prymasa Polski zapytano, co sądzi o zbrodni kieleckiej, odpowiedział, że
                      potępia wszystkie - zarówno tę, której rząd nadał rozgłos, jak i te, o których
                      mówić nie pozwala. (...)

                      Prasa rządowa domaga się zbiorowego wystąpienia Episkopatu przeciwko
                      antysemityzmowi. Jest to żądanie paradoksalne, a nawet uwłaczające Kościołowi.
                      Poza tym jest ono niewykonalne nie tylko z przyczyn o charakterze zasadniczym.
                      Ogromna większość Żydów w Polsce szerzy godziwie komunizm, pracuje w osławionych
                      Urzędach Bezpieczeństwa, dokonuje aresztowań, pastwi się nad aresztowanymi i
                      zabija ich, a za to spotyka się z niechęcią społeczeństwa, które komunizmu nie
                      chce, a metod gestapo ma już dosyć. I oto Kościół, stosownie do życzenia prasy
                      rządowej ma uroczyście ogłosić, że ta niechęć społeczeństwa jest nieuzasadniona,
                      że postępowanie Żydów jest całkiem niewinne, że winni są Polacy, którzy się na
                      nich oburzają.

                      To jest prawdziwy sens żądań prasy rządowej. Przemilcza się to, że Kościół
                      codziennie i stale głosi wykluczającą antysemityzm miłość bliźniego, że jak
                      najszczerzej i najchętniej wyciąga rękę do Żydów dobrej woli, że zakazuje
                      niezwykle surowo napadania na Żydów (zabójstwa kieleckie nazwano przecie w
                      odezwie Kurii Kieleckiej z 11 lipca zbrodnią wołającą o pomstę do Boga, godną
                      >>całkowitego i bezwzględnego potępienia<<), ale żąda się, by Kościół
                      publicznie, urzędowo orzekł, że Polacy i katolicy nie mają do nich słusznej
                      urazy. Wygląda to na żądanie od Kościoła, by zaaprobował system terroru, jaki
                      jest obecnie w Polsce stosowany".

                      W konkluzjach raportu czytamy:

                      "Analiza wypadków i zeznania świadków doprowadzają nas do następujących
                      wniosków. Wskutek komunistycznej działalności Żydów wytworzyła się w stosunku do
                      nich nienawiść szerokich mas w Polsce. Rzeczywiste wypadki ginięcia dzieci w
                      Kielcach, przypisywane Żydom, nie wywołały jej, lecz powiększyły ją w wysokim
                      stopniu. Z tego postanowiły skorzystać pewne komunistyczne czynniki żydowskie w
                      porozumieniu z opanowanym przez siebie Urzędem Bezpieczeństwa, aby wywołać
                      pogrom, który by dał się potem rozgłosić jako dowód potrzeby emigracji Żydów do
                      własnego kraju, jako dowód opanowania społeczeństwa polskiego przez antysemityzm
                      i faszyzm i wreszcie jako dowód reakcyjności Kościoła, którego zabijający byli
                      członkami".
                      • hanys_hans Re: Pogrom kielecki 28.08.07, 19:41
                        V

                        Obszerne przytoczenia memorandum uznałem za niezbędne dla zrozumienia sposobu
                        myślenia, aksjologii i klimatu duchowego bp. Czesława Kaczmarka i niemałej
                        części duchowieństwa. Bp Kaczmarek z pewnością miał rację, oskarżając komunistów
                        o kłamstwa i nieuczciwość - chcieli oni uczynić z tragedii kieleckiej oręż w
                        walce z opozycją antykomunistyczną. Prawdziwa jest przeto teza raportu o
                        manipulatorskim charakterze procesu sprawców pogromu: "Do mordujących na ulicy
                        Planty 7 należy zaliczyć milicjantów i żołnierzy, robotników oraz zebrany
                        przypadkowo motłoch. Aresztowań dokonano tylko wśród tego ostatniego, gdyż
                        posadzenie na ławie oskarżonych także milicjantów i robotników będących
                        członkami PPR uniemożliwiłoby ukucie zarzutu, że mordowali tylko katolicy,
                        uniemożliwiłoby atakowanie Kościoła katolickiego oraz Andersowców i PSL".

                        Te słuszne stwierdzenia nie uchylają jednak pytania: jak mógł polski biskup
                        sporządzić w 1946 r. raport nacechowany tak licznymi stereotypami antysemickimi?
                        I nie rozwiewa wątpliwości końcowe, jasne i jednoznaczne stwierdzenie: "Wszelki
                        antysemityzm jest uczuciem poniżającym człowieka i nieetycznym". Bowiem to
                        stwierdzenie było adresowane do amerykańskiego ambasadora, a nie do opinii
                        publicznej w Polsce. Tytułem uzupełnienia zacytujmy relację Jechiela Alperta,
                        kielczanina i świadka pogromu, złożoną w sierpniu 1967 r. w Izraelu. Alpert był
                        w latach 1945-46 działaczem Komitetu Żydowskiego w Kielcach. Gdy w grudniu 1945
                        r. nieznani sprawcy wrzucili do domu żydowskiego kilka granatów, Alpert i
                        przewodniczący kongregacji religijnej Eisenberg udali się z wizytą do bp. Kaczmarka.

                        "Siedzieliśmy u niego godzinę - wspominał Alpert. - Powiedziałem, że przyszedłem
                        prosić, żeby wpłynął na swoje duchowieństwo i żeby duchowieństwo z kolei
                        wpłynęło na społeczeństwo polskie, żeby zrozumieli, że ta mała garstka Żydów,
                        która pozostała, nie powinna być dalej prześladowana. On się uśmiechnął i mówi:
                        - Dziwne, że pan do mnie z tym przyszedł, czyta pan chyba prasę i wie, że my nie
                        mamy żadnego wpływu. Jak ja mogę wpłynąć na moje duszyczki, kiedy ja nie mam nic
                        do gadania...

                        Z taką ironią to powiedział. Potem mówił: - Wie pan, Żydzi są zdolnymi kupcami,
                        zdolnymi lekarzami, zdolnymi adwokatami - Polska jest zniszczona, potrzebuje sił
                        - dlaczego Żydzi nie zajmują się tym, do czego są zdolni, dlaczego zajmują się
                        polityką? Czy pan sobie wyobraża, jak to wygląda, jak jakiś ksiądz przychodzi do
                        ministerstwa, a tam siedzi Żydówka, Bóg wie skąd, i z wyższością, z
                        bezczelnością odnosi się do duchowieństwa naszego? Jakie to robi wrażenie?

                        Pyt.: Czy biskup przyrzekł pomoc?

                        Odp.: Dyplomatycznie. >>Postaram się<<... Ale widać było, że nic z tego nie
                        będzie...".

                        Tak wyglądała rozmowa bp. Kaczmarka z Jechielem Alpertem, Żydem cudem ocalałym z
                        Zagłady, w przeddzień pogromu kieleckiego.
                        • hanys_hans Re: Pogrom kielecki 28.08.07, 19:42
                          VI

                          Nie ma sensu prostować wszystkich sprzeczności, niekonsekwencji i fałszów, ba -
                          jawnych absurdów obecnych w raporcie bp. Kaczmarka. U podłoża tego osobliwego
                          tekstu, przesyconego zrozumiałym i uzasadnionym sprzeciwem wobec terroru
                          komunistycznego, tkwią dwa przeplecione ze sobą stereotypy antysemickie -
                          stereotyp "żydokomuny" i przekonanie o istnieniu światowego spisku żydowskiego.
                          Tylko w ten sposób można powiązać działania syjonistów zabiegających o państwo
                          żydowskie z poczynaniami stalinowskiego aparatu bezpieczeństwa w Polsce. Nie
                          sądzę, by dziś trzeba było przekonywać, że jest to rozumowanie tyleż absurdalne,
                          co antysemickie.

                          Niełatwo przyszło mi to stwierdzenie, gdyż mam w pamięci późniejsze losy bp.
                          Kaczmarka - uwięzienie przez komunistów, stalinowski proces sądowy i haniebny,
                          drakoński wyrok. Biskup był jawnym przeciwnikiem systemu komunistycznego i stał
                          się jego ofiarą. Dlatego zwykła przyzwoitość nakazuje być powściągliwym przy
                          formułowaniu uwag krytycznych - taki jest nakaz pamięci i szacunek dla ludzi,
                          którzy zdobyli się na odwagę sprzeciwu wobec totalitarnej dyktatury i zapłacili
                          za to wysoką cenę.

                          Wreszcie - trzeba rozumieć niezwykle kłopotliwą sytuację ludzi Kościoła, którym
                          było wyjątkowo nieporęcznie przemawiać jednym głosem z propagandystami reżimu
                          komunistycznego. Ten reżim codziennie deptał prawa człowieka i swobody
                          obywatelskie oraz konsekwentnie zmierzał do ustanowienia dyktatury totalitarnej
                          na wzór sowiecki, gdzie dla biskupów katolickich było miejsce jedynie w
                          więzieniu lub łagrze.

                          Tak, o tym nie wolno ani przez chwilę zapominać. A jednak...

                          A jednak trudno nie przypomnieć dramatycznych słów rabina Kahane, który na
                          pogrzebie ofiar pogromu kieleckiego mówił z rozpaczą: "Do szeregu tragicznych
                          mogił przyłącza się jeszcze jedna mogiła pomordowanych w odrodzonej Polsce -
                          Żydów kieleckich. Ludzi, którzy cudem ocaleli z rąk faszystowskich. (...) Nie
                          jest naszą rzeczą w tej chwili analizować, kto ten ohydny pogrom zorganizował.
                          Ale jedno chciałbym w tej uroczystej chwili, w obliczu ofiar pogromu kieleckiego
                          powiedzieć. Istnieje jedna kategoria ludzi, jeden stan w Polsce, który mógłby
                          temu zaradzić. (...) Stan duchowny, oficjalne czynniki Kościoła katolickiego w
                          Polsce. (...) Kapłani ludu polskiego! (...) Czy możecie z czystym sumieniem po
                          odejściu stąd mówić: >>Nasze ręce nie przelały tej niewinnej krwi, nasze oczy
                          tego nie widziały<>Nie zabijaj<< nie dotyczyło Żydów?".

                          Swoistą odpowiedzią na ten apel były słowa kardynała Augusta Hlonda, prymasa
                          Polski, dla którego Polska rządzona przez komunistów nie była Polską
                          niepodległą. W oświadczeniu dla dziennikarzy zagranicznych prymas stwierdził:
                          "Kościół katolicki zawsze (...) potępia wszelkie mordy bez względu na to (...)
                          czy popełnione są na Polakach, czy na Żydach, w Kielcach lub w innych zakątkach
                          Rzeczypospolitej". Stwierdził również: "W czasie eksterminacyjnej okupacji
                          niemieckiej Polacy, mimo że sami byli tępieni, wspierali, ukrywali i ratowali
                          Żydów z narażeniem własnego życia. Niejeden Żyd w Polsce zawdzięcza swe życie
                          Polakom i polskim księżom. Że ten dobry stosunek się psuje, za to w wielkiej
                          mierze ponoszą odpowiedzialność Żydzi stojący w Polsce na przodujących
                          stanowiskach w życiu państwowym, a dążący do narzucenia form ustrojowych,
                          których ogromna większość narodu nie chce. Jest to gra szkodliwa, bo powstają
                          stąd niebezpieczne napięcia. W fatalnych starciach orężnych na bojowym froncie
                          politycznym giną niestety niektórzy Żydzi, ale ginie nierównie więcej Polaków".

                          Deklaracja prymasa Hlonda pełna jest sformułowań niezręcznych, mylących i
                          niesprawiedliwych. Jak bowiem zestawić ogólnikowy eufemizm prymasa: "ten dobry
                          stosunek się psuje" z kategorycznym stwierdzeniem bp. Kaczmarka, że "Żydzi są
                          nielubiani, nawet znienawidzeni na całym obszarze Polski"? Jak można całą
                          społeczność żydowską obwiniać o czyny komunistów o żydowskich nazwiskach z rządu
                          komunistycznego? Jak można przyrównywać stosunki polsko-żydowskie do "starć
                          orężnych na bojowym froncie politycznym"? Jak wreszcie pojąć całkowite
                          milczenie, brak jakiejkolwiek deklaracji prymasa na temat absurdalnych oskarżeń
                          o "mord rytualny"? Wszystko to wzbudza bolesne zdumienie. A jednak...

                          A jednak słowa prymasa Hlonda - powtórzmy: niesprawiedliwe i mylące - prowadzą
                          do pytania, które należy sformułować: czy rabin Kahane, świadom przecież
                          polskich realiów, nie powinien był wtedy, w 1946 r., zaapelować publicznie do
                          społeczności żydowskiej, by unikała współpracy z narzuconym Polsce reżimem
                          komunistycznym, a zwłaszcza z aparatem bezpieczeństwa, który był dla Polaków po
                          prostu aparatem niebezpieczeństwa? Czy rabin nie powinien potępić łamania praw
                          obywatelskich, prześladowania ludzi z AK, ekscesów cenzury, fałszowania wyników
                          referendum? Czy przykazanie "Nie zabijaj" nie obejmowało polskich patriotów
                          mordowanych przez aparat bezpieczeństwa? Czy - wreszcie - rabin Kahane nie
                          powinien wesprzeć propozycji Polskiego Stronnictwa Ludowego, by wysłać do Kielc
                          komisję parlamentarną, żeby zbadała wszystkie okoliczności pogromu?

                          Opinia publiczna w Polsce - w znacznej swej części skażona stereotypami
                          antysemickimi - nie usłyszała żadnych takich deklaracji ze strony rabina Kahane
                          ani ważnych instytucji żydowskich. To milczenie także miało swoją wymowę. Czy
                          przeto postawa obronna i autoapologetyczna bp. Kaczmarka nie była naturalna i
                          zrozumiała? Wielu tak właśnie sądziło - i tak sądzi do dzisiaj. A jednak...
                          • hanys_hans Re: Pogrom kielecki 28.08.07, 19:44
                            VII

                            A jednak ten dokument - czytany dzisiaj - poraża. Ilustruje on głębokie pokłady
                            stereotypów antysemickich wśród części duchowieństwa. Wskazuje, jak absolutna
                            była nieczułość i niewrażliwość tych ludzi na los garstki Żydów ocalałych z
                            piekła hitlerowskiej Zagłady, jak wielkie było niezrozumienie, że pogrom -
                            choćby sprowokowany - stał się przypieczętowaniem Zagłady i oznaczał zniszczenie
                            fundamentu polskiej aksjologii. I wreszcie - jak totalne było poczucie
                            niewinności pasterza, który nie czuł się w żadnej mierze odpowiedzialny za to,
                            że jego owieczki wierzą bezkrytycznie w nonsensowne opowieści o "mordzie rytualnym".

                            Kończąc swe wprowadzenie do publikacji tekstu "Memorandum", John Micgiel pisze,
                            że "nie znamy reakcji rządu USA na publikowany dokument". Jeśli żadnej reakcji
                            nie było, pozostaje tylko radować się, że ten dokument utonął w czeluściach
                            waszyngtońskich archiwów. Inaczej stałby się nieuchronnie niezbitym dowodem i
                            podstawowym argumentem na rzecz tezy o antysemityzmie polskiego społeczeństwa i
                            polskiego duchowieństwa. Dla wielu byłby to argument ostateczny. A jednak...
                            • hanys_hans Katolickie media ukrywają prawdę 28.08.07, 23:55
                              cia.bzzz.net/katolickie_media_ukrywaja_prawde_o_tym_jak_polscy_katolicy_wspolpracowali_z_hitlerowcami
                              Katolickie media ukrywają prawdę o tym jak polscy katolicy współpracowali z
                              hitlerowcami
                              Czytelnik CIA, Śro, 2006-07-05 15:38 Publicystyka

                              Ras_Ajri

                              Przeglądałem właśnie strony bez katolickiej cenzury i znalazłem informację o tym
                              co robili katolicy przed II wojną światową i w czasie II wojny światowej z
                              Żydami. To katolicy wymyślili Holokaust. Nasi polscy katolicy w większości
                              kolaborowali w rzezi Żydów, a Żydów broniły i ukrywały tylko nieliczne
                              jednostki, które jeszcze się tego wstydziły i to ukrywały! Media katolickie
                              kłamią i ukrywają po dziś dzień przestępstwa katolików. Bo tu chodzi o
                              katolików, a nie Polaków żadnych! To katolicy mordowali, i taka była przez wieki
                              ich religia! Państwo Izrael uznali dopiero w 1993 roku!

                              "W latach trzydziestych przez Polskę przetoczyła się fala ponad 150 zajść
                              antyżydowskich. Polacy, mieszkańcy miast i miasteczek, niszczyli mienie
                              żydowskich współobywateli i stosowali wobec nich przemoc. W czerwcu 1936 roku
                              wybuchł w Mińsku Mazowieckim trwający 4 dni pogrom. W jego wyniku miasto
                              opuściło ok. 3 tys. Żydów, poszkodowanych zostało 41 osób, podpalono 6 domów
                              żydowskich. Policja aresztowała 20 Polaków, podejrzanych o napady i demolowanie
                              sklepów żydowskich". (wg ruburak.friko.pl)

                              "W 1179 roku trzeci sobór laterański dekretuje, że „chrześcijanie, którzy ważyli
                              się współżyć z Żydami, podlegają ekskomunice”. Innocenty III nazywa ich w roku
                              1205 „wyklętymi przez Boga niewolnikami” i pisze do hrabiego Tuluzy, którego
                              obłożył ekskomuniką: „Na pohańbienie chrześcijaństwa obdarzasz Żydów urzędami
                              […]. Nasz Pan zmiażdży Cię!”

                              "W r. 1215 sobór laterański zmusił Żydów do noszenia specjalnego stroju, a
                              „prosty ten środek, dzięki któremu Żydzi w natarczywy sposób rzucali się w oczy
                              sfanatyzowanym masom, potęgował nienawiść katolików, ułatwiając znacznie
                              późniejsze rzezie”. Lecky powiada:„Czyniono wszystko w celu odcięcia ich od
                              reszty ludności, napiętnowania jako celu nienawiści śmiertelnej i stłumienia
                              wszelkiego współczucia dla ich cierpień. Byli oni zmuszani nosić odrębną odzież
                              i mieszkać w osobnych dzielnicach”.

                              „Również w tym, że trzymamy pieczę nad majątkiem Żydów,
                              Kościół nie popełnia bezprawia, jako że Żydzi są jego niewolnikami”.
                              (św. Tomasz z Akwinu, 1225–1274)

                              "w 1453 roku na Śląsku, w następstwie agitacji generała kapucynów Jana
                              Kapistrana — zaciekłego antysemity, orędownika krucjat, inkwizytora i świętego
                              Kościoła katolickiego, który czci go po dziś dzień 28 marca — wybito wszystkich
                              Żydów, a w 1648 roku w Polsce — około dwustu tysięcy Żydów (z czego 100 tys.
                              wymordował Chmielnicki)."

                              "Kontrreformacja, zapoczątkowana w 1540 roku utworzeniem zakonu jezuitów —
                              żądali oni od każdego kandydata udowodnienia braku koligacji żydowskich najpierw
                              do piątego, potem zaś do trzeciego pokolenia wstecz — ze szczególnym fanatyzmem
                              tępiła Żydów. Paweł IV, który — jeszcze jako kardynał Caraffa był świadkiem
                              zarządzonego przez siebie w 1553 roku spalenia na rzymskim Campo dei Fiori
                              wszystkich znalezionych w mieście egzemplarzy Talmudu (na tym samym placu
                              spalony został kilkadziesiąt lat później jeden z największych geniuszów czasów
                              nowożytnych Giordano Bruno), w roli papieża restytuował wiele średniowiecznych
                              dekretów antysemickich, narzucił Żydom noszenie żółtych kapeluszy, zakazał im
                              posiadania ziemi i pełnienia urzędów, uniemożliwił im wykonywanie wszelkich
                              profesji akademickich — te rozporządzenia zachowały się we Włoszech, prawie bez
                              wyjątków, aż po wiek XIX — i kazał spalić publicznie dwudziestu czterech
                              mężczyzn oraz jedną kobietę spośród marranów."

                              "Watykańska gazeta L'Osservatore Romano z 22-23 listopada 1895 roku opublikowała
                              list, w którym padło stwierdzenie: „Każdy szczery katolik jest z zasady
                              antysemitą, podobnie jak kapłani, zobowiązani do tego doktryną i usługiwaniem”.

                              "I na Zachodzie antysemityzm trwa, nadal dochodzi do oskarżeń o mordy rytualne,
                              tortur, ofiar krwi. W Państwie Kościelnym zostaje ze wszystkimi szczegółami
                              odtworzony system gett. W Niemczech powstaje pod koniec XIX wieku protestancki
                              związek antysemicki na czele z kapelanem nadwornym Adolfem Stoeckerem z Berlina;
                              jako gadzinówki antysemickie funkcjonują przede wszystkim protestancka
                              „Kreuzzeitung” i katolicka „Germania”, której głównym udziałowcem jest w 1924
                              roku późniejszy zastępca Hitlera i szambelan papieski Franz von Papen.

                              Na wzór niemiecki powstaje również w Austrii Partia Antysemicka, której
                              przywódcy książę Liechtenstein i Karl Lueger otrzymują przed wyborami placet
                              papieża. Lueger był potem długoletnim burmistrzem Wiednia, antysemityzm zaś stał
                              się jedynym niezmiennym punktem programu austriackiej Partii
                              Chrześcijańsko-Społecznej, a „bezpośrednią negatywną pochodną” (według katolika
                              F W Foerstera, autora jednej z publikacji katolickiego wydawnictwa Herder
                              Verlag): Adolf Hitler.

                              Przyjmując 26 kwietnia 1933 roku w Berlinie biskupa Berninga oraz wikariusza
                              generalnego, księdza prałata Steinmanna, powiedział on, „w pełni przekonany o
                              wielkiej potędze i głębokim sensie religii chrześcijańskiej”: „Atakowano mnie za
                              sposób rozwiązywania kwestii żydowskiej, Kościół katolicki uważał Żydów przez
                              tysiąc pięćset lat za szkodliwych, umieszczał ich w gettach itd., bo rozumiano,
                              jacy są Żydzi (…]. Ja nawiązuję do tego, co robiono przez tysiąc pięćset lat
                              […], widzę w przedstawicielach tej rasy ludzi szkodzących państwu i Kościołowi,
                              i możliwe, że największą przysługę wyświadczę chrześcijaństwu”.

                              "Ale Kościół katolicki niejednokrotnie w przeszłości inicjował i popierał
                              nagonkę na Żydów. Jeszcze w XX wieku Pius X oświadczył dosłownie: „Religia
                              żydowska była podstawą naszej religii; została jednak zastąpiona nauką Chrystusa
                              i nie możemy uznać dalszej racji istnienia tamtej”. Dlatego też papież, którego
                              Pontyfikat przypadł na lata drugiej wojny światowej, Pius XII, sprzeciwiał się
                              stanowczo utworzeniu państwa izraelskiego. Gdy zaś powstało, „wciąż” nalegał na
                              „umiędzynarodowienie Jerozolimy i miejsc świętych w całej Palestynie. Watykan
                              nigdy nie uznał państwa Izrael i z tego właśnie powodu nie utrzymuje z nim
                              stosunków dyplomatycznych” (Günter Stemberger). [Watykan uznał państwo Izrael
                              dopiero w 1993 roku — Rumburak]"

                              "W czasach hitlerowskich Kościół często wygrywał dla siebie antysemityzm i
                              narodowosocjalistyczną teorię ras. tak w opatrzonej kościelnym imprimatur
                              książce katolickiego teologa Johannesa Petem Junglasa z roku 1935 pod tytułem
                              Christus und der deutsche Mensch (Chrystus a naród niemiecki) cały jeden
                              rozdział omawia naukowo, politycznie i światopoglądowo temat: „chrześcijaństwo a
                              rasa”. W wywodzie naukowym czytamy: „Kościół nie ma nic do zarzucenia temu
                              nowemu rozumieniu kwestii. Bo Kościół błogosławi wszelkie dążenie do prawdy.
                              Musi on więc przyjąć z uznaniem tę nową naukę […]”."

                              W czasie II wojny światowej Watykan pozostał obojętny na spalenie milionów
                              Żydów, o których wszystko wiedział, a nawet był indagowany przez rząd Polski na
                              uchodźctwie. Po wojnie zaś dziarsko oświadczył: "Kościół musi przyznać, że co
                              się tyczy prześladowań Żydów, a zwłaszcza różnorodnych antysemickich posunięć
                              rządu Vichy, obojętność była znacznie silniejsza od oburzenia. Milczenie stało
                              się regułą, a występowanie w obronie ofiar — wyjątkiem. (…) Wyznajemy dziś, że
                              to milczenie było błędem. Nie sposób też zaprzeczyć, że Kościół we Francji nie
                              wywiązał się ze swej misji budzenia ludzkich sumień”.

                              Jak było
                              • hanys_hans Re: Katolickie media ukrywają prawdę 29.08.07, 00:01
                                Jak było w czasie wojny wśród polskich katolików? Oto garść cytatów:

                                "Wstrząsająca relację o likwidacji ludności żydowskiej w Szczebrzeszynie koło
                                Zamościa pozostawił Polak, Zygmunt Klukowski — lekarz miejskiego szpitala,
                                naoczny świadek tamtych wydarzeń. W dzienniku z lat okupacji zanotował:

                                13 kwietnia 1942 […] Na miasto wyległy wszelkie szumowiny, zjechało się sporo
                                furmanek ze wsi i wszystko to niemal cały dzień stało w oczekiwaniu, kiedy można
                                będzie przystąpić do rabunku. Z różnych stron dochodzą wiadomości o
                                skandalicznym zachowaniu się części ludności polskiej i rabowaniu opuszczonych
                                żydowskich mieszkań. Pod tym względem miasteczko nasze z pewnością nie będzie w
                                tyle. […]

                                9 maja 1942 […] Zachowanie się pewnej części ludności polskiej pozostawiało
                                wiele do życzenia. Śmiano się, żartowano. Wielu łazików poszło na tzw. zatyły,
                                czyli do dzielnicy żydowskiej, wypatrując, czy nie da się czegoś rabować w
                                opuszczonych domach.

                                26 października 1942 […] Ludność z otwieranych żydowskich domów rozchwytuje
                                wszystko, co jest pod ręką. Ludzie bezwstydnie dźwigają całe toboły z nędznym,
                                żydowskim dobytkiem lub towarem z małych sklepików.

                                26 listopada 1942 — Chłopi w obawie przed represjami wyłapują Żydów po wsiach i
                                przywożą do miasta albo nieraz wprost na miejscu zabijają. W ogóle w stosunku do
                                Żydów zapanowało jakieś dziwne zezwierzęcenie; jakaś psychoza ogarnęła ludzi,
                                którzy za przykładem Niemców, często nie widza w Żydzie człowieka, lecz uważają
                                go za jakieś szkodliwe zwierzę, które należy tępić wszelkimi sposobami, podobnie
                                jak wściekłe psy."

                                Teksty i zdjęcia wg www.rumburak.friko.pl/
                                • petronella.kozlowska Re: Katolickie media ukrywają prawdę 29.08.07, 00:11
                                  to wszystko prawda
                                  Mam pytanie:

                                  Co robili Niemcy w Szczebrzeszynie w maju 1942 roku?
                                  Przyjechali tam na zaproszenie Wikinga Dagome?
                                  • petronella.kozlowska chodzi tu o Niemców 29.08.07, 21:38
                                    poniewaz Szczebrzeszyn lezy w Malopolsce, a tam wszyscy nmaja geny niemieckie
                                    (jezeli mi nikt nie wierzy to prosze sie spytac ballesta, on ma dokladne
                                    informacje na temat genów u wszystkich Polaków).
                                • bartoszcze Re: Katolickie media ukrywają prawdę 29.08.07, 21:50
                                  Jak to było podczas wojny u niemieckich i śląskich katolików i protestantów:

                                  > jakaś psychoza ogarnęła ludzi, którzy _za_przykładem_
                                  > _Niemców_, często nie widza w Żydzie człowieka, lecz uważają
                                  > go za jakieś szkodliwe zwierzę, które należy tępić wszelkimi
                                  > sposobami, podobnie jak wściekłe psy
Pełna wersja