15.10.08, 21:47
publicystykaprawienapoziomie.blox.pl/resource/AGENCI.jpg
Obserwuj wątek
    • nordicwolf Re: Agenci 15.10.08, 21:49
      a miller zydo komuna to bedzie mniej niz zero
      • nordicwolf agenci cdn.... 15.10.08, 21:57
        https://www.polonica.net/imag/grafiki/wszedziezydzi.jpg
        • nordicwolf red vampir - wszyscy komunisci to zlodzieje ! 15.10.08, 22:00
          https://e.pardon.pl/pa156/d638da98002bd24446111cc5
          • hanys_hans Re: red vampir - wszyscy komunisci to zlodzieje ! 15.10.08, 22:19
            www.pardon.pl/artykul/2418/agenci_sb_we_wroclawiu_ujawnieni
            Agenci SB we Wrocławiu ujawnieni
            Lustracja | Wrocław | Historia | Grzelczyk | SB

            (Fot. PAP) (Fot. PAP)
            Obecny profesor Politechniki Wrocławskiej oraz wiceszefowa wrocławskiego radia
            „Solidarność” z 1981 r. to główni agenci SB, których nazwiska ujawnił wojewoda
            dolnośląski Krzysztof Grzelczyk wraz z historykami IPN.

            Nazwiska agentów zostały opublikowane w książce "Sprawa Operacyjnego Rozpoznania
            Kaskader". Tytułowy "Kaskader" to Krzysztof Grzelczyk (pisaliśmy o nim wczoraj)
            – w latach 70. i 80. działacz m.in. Studenckiego Komitetu Solidarności (SKS),
            Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROPCiO) oraz "Solidarności". W stanie
            wojennym internowany.

            Kryptonim "Kaskader" nadali mu funkcjonariusze SB – jako osobie przez nich
            inwigilowanej (czyli tzw. figurantowi). "Sprawa operacyjnego rozpoznania" (tzw.
            SOR) to termin stosowany przez SB na oznaczenie inwigilacji konkretnych grup lub
            osób.

            Na podstawie akt "Kaskadera" (oraz akt innych spraw, poświęconych m.in.
            inwigilacji wrocławskiego SKS) udało się ustalić kilkanaście nazwisk agentów SB
            ulokowanych w środowisku wrocławskiej opozycji antykomunistycznej na przełomie
            lat 70. i 80. Wśród nich są dwie osoby o wyjątkowym znaczeniu dla bezpieki:

            1. TW "Aleksander Hołyński", rozszyfrowany jako Stanisław Januszewski. Od lat
            70. pracownik Politechniki Wrocławskiej, dziś jej profesor. Sądząc po jego
            raportach, był jednym z najcenniejszych agentów SB we Wrocławiu. Miał dostęp do
            ścisłej elity ówczesnej opozycji. Inwigilował m.in. działaczy SKS, ROPCiO i
            Solidarności Walczącej. Jego raporty są liczne, obszerne, barwne, pełne
            szczegółów i interesujących, drobiazgowych analiz. Sporo fragmentów jego
            doniesień znalazło się w książce o sprawie "Kaskadera".

            2. TW "Sylwia", rozszyfrowana jako Urszula Smerecka. W 1981 r. była zastępcą
            redaktora naczelnego wrocławskiego radia "Solidarność". Ale już w 1978 r.
            funkcjonariusze SB wymienili ją w niewielkiej grupie agentów, którzy mają
            "dotarcie do grona ścisłego aktywu SKS-u a tym samym mają możliwości operacyjne
            do realizacji głębokiego rozpoznania działalności tej organizacji już w sferze
            zamiarów odnośnie przyszłej działalności". Usytuowanie Smereckiej było więc
            bezcenne dla SB.

            Książka o sprawie "Kaskadera" ujawnia kilkanaście nazwisk agentów spośród ok.
            30-40 tajnych współpracowników SB uczestniczących w inwigilacji wrocławskiego
            SKS. Tyle udało się ustalić ze 100-procentową pewnością historykom IPN.

            W jednym z cytowanych w książce dokumentów SB wymienia pseudonimy sześciorga
            agentów, którzy – jak już wspomniałem wyżej – mieli "dotarcie" do ścisłej
            czołówki wrocławskiego SKS. Oto te pseudonimy: "Sylwia", "124", "Trzeciak",
            "Kot", "Kula" i 'Neutrino". Poza "Sylwią", czyli Urszulą Smerecką, udało się
            rozszyfrować jedynie TW "Neutrino", którym okazał się Kazimierz Sienkiewicz (ur.
            1953), wówczas student II roku Wydziału Filozoficzno-Historycznego Uniwersytetu
            Wrocławskiego. Pozostałe pseudonimy wciąż czekają na rozszyfrowanie.

            W książce są też nazwiska, biogramy i zdjęcia funkcjonariuszy SB inwigilujących
            Krzysztofa Grzelczyka.

            Sprawę "Kaskader" bezpieka założyła w 1980 r., a zamknęła w 1985 r., gdy obecny
            wojewoda wyemigrował do Kanady. Grzelczyk był jednak inwigilowany już od 1977
            r., jako działacz SKS. Książkę o sprawie "Kaskadera" napisali Sylwia
            Krzyżanowska i Wojciech Trębacz – historycy wrocławskiego oddziału Instytutu
            Pamięci Narodowej.

            Rozmowa z Krzysztofem Grzelczykiem

            Co Pan czuje ujawniając nazwiska oficerów SB i agentów, którzy Pana inwigilowali?

            - Nie towarzyszą temu jakieś specjalne emocje. Cieszę się, że w ogóle udało się
            zebrać materiały na ten temat.

            Książka ujawnia prawdziwe tożsamości bodaj kilkunastu spośród ok. 40 agentów,
            których pseudonimy pojawiają się w aktach z inwigilacji Studenckiego Komitetu
            Solidarności we Wrocławiu. Czy te rozszyfrowane nazwiska zaskoczyły Pana?

            - Nie byłem zszokowany, bo w dalszym ciągu nie ma takich nazwisk, które
            zmieniłyby mój ogląd ówczesnego środowiska opozycyjnego we Wrocławiu. Nie ma
            prawdziwych zdrajców, którzy mieli wpływ na działalność opozycji i okazali się
            agentami. Być może wśród tych dwudziestu nieujawnionych kryją się jakieś
            znaczące postacie.

            Chyba po raz pierwszy publicznie jako agentka SB jest wskazana Urszula Smerecka,
            wiceszefowa wrocławskiego radia "Solidarność" w 1981 r. Miała współpracować z
            bezpieką jako TW "Sylwia".

            - Od dawna krążyły plotki na temat jej współpracy z SB. Ale dopiero teraz, w
            sposób bezdyskusyjny, zostało rozstrzygnięte, że rzeczywiście była ona tajnym
            współpracownikiem SB.

            I to dobrze ulokowanym.

            - Tak, została nawet opisana przez SB jako jedna z sześciu osób, które
            "posiadają dotarcie do grona ścisłego aktywu SKS-u a tym samym mają możliwości
            operacyjne do realizacji głębokiego rozpoznania działalności tej organizacji już
            w sferze zamiarów odnośnie przyszłej działalności".

            Czy ci wszyscy zdemaskowani agenci wiedzą o tym, że zostali ujawnieni w książce
            o Panu?

            - Przypuszczam, że niektórzy z nich wiedzą. Co ciekawe, przed publikacją książki
            dochodziły do mnie sygnały, że jest pewien niepokój o to, kto zostanie
            ujawniony. Moje doświadczenia ze współpracy z IPN pokazują, że co jakiś czas
            pojawiają się nowe informacje. To nie jest zamknięty proces. To się będzie
            działo dalej.

            Czyli to wciąż dopiero początek.

            - W jakimś sensie tak.

            Czego by Pan oczekiwał od ujawnionych agentów? Co powinni zrobić?

            - Jeśli ktoś pełni funkcje publiczne, to mając taką przeszłość powinien z nich
            zrezygnować. Tym ludziom nie grozi przecież żadna kara. Mogą spokojnie żyć i
            pracować w Polsce. Ale niekoniecznie muszą być nauczycielami naszej młodzieży.

            W takiej sytuacji jest najbardziej aktywny z ujawnionych przez Pana agentów,
            czyli Stanisław Januszewski [współpracował z SB jako TW "Aleksander Hołyński",
            jest profesorem Politechniki Wrocławskiej – red.].

            - Oczekuję, że nie będzie już nauczycielem akademickim.

            Czy oczekuje Pan, że dawni agenci przeproszą za swoje postępowanie? Wyjaśnią je?

            - Nie, bo nie wierzę w ich tłumaczenia. Miałem przykład takiej próby wyjaśnienia
            ze strony Jaromira Jankowskiego [dziś dziennikarz niemieckiego radia, pod koniec
            lat 70. współpracował z SB jako TW "Piasecki"; w czerwcu 2006 r. publicznie
            przyznał się, że był agentem – red.]. Wydało mi się trochę dziwne jego
            tłumaczenie, że chciał być współczesnym Konradem Wallenrodem. Ja w takie bajki
            nie wierzę.

            Myśli Pan, że pracownicy akademiccy, którzy współpracowali z SB, dobrowolnie
            zrezygnują ze swojej pracy?

            - Chciałbym, żeby tak było. Żeby po 20-30 latach od tamtych wydarzeń ci ludzie
            pokazali, że mają odrobinę honoru. Ale takich osób nie ma zbyt wiele w książce.
            Jeśli dobrze pamiętam, wśród ujawnionych tam agentów jest dwóch obecnych profesorów.

            Dlaczego nie zostały ujawnione nazwiska wszystkich agentów, których pseudonimy
            pojawiają się w książce?

            - W zasobach IPN nie ma dokumentów, które potwierdzałyby tożsamość wszystkich
            tych osób. Ujawnione zostały tylko te nazwiska, co do których mamy
            100-procentową pewność.

            Półtora roku temu zapowiadał Pan ujawnienie tylko tych osób, które dziś pracują
            w tzw. zawodach zaufania publicznego – są np. nauczycielami akademickimi. Czy
            trzyma się Pan tego kryterium w książce?

            - Nie. Nazwiska agentów ujawnia w książce IPN. Więc wspomniane przez pana
            kryterium nie ma tu nic do rzeczy. Nie jest powiedziane, że osoba, która została
            wskazana w książce jako tajny współpracownik SB pracuje dziś w zawodzie zaufania
            publicznego.

            Pisze Pan, że inwigilowało Pana nie tylko SB, ale i NRD-owskie Stasi.

            - Cały czas czekam na szczegółowe informacje na ten temat. Jestem w kontakcie z
            panią, która pracuje w dawnym Instyt
            • hanys_hans Agenci 15.10.08, 22:21
              www.pardon.pl/artykul/2418/agenci_sb_we_wroclawiu_ujawnieni
              https://e.pardon.pl/pa193/4c753681002c142746deb84e

              Agenci SB we Wrocławiu ujawnieni


              Obecny profesor Politechniki Wrocławskiej oraz wiceszefowa wrocławskiego radia
              „Solidarność” z 1981 r. to główni agenci SB, których nazwiska ujawnił wojewoda
              dolnośląski Krzysztof Grzelczyk wraz z historykami IPN.

              Nazwiska agentów zostały opublikowane w książce "Sprawa Operacyjnego Rozpoznania
              Kaskader". Tytułowy "Kaskader" to Krzysztof Grzelczyk (pisaliśmy o nim wczoraj)
              – w latach 70. i 80. działacz m.in. Studenckiego Komitetu Solidarności (SKS),
              Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROPCiO) oraz "Solidarności". W stanie
              wojennym internowany.

              Kryptonim "Kaskader" nadali mu funkcjonariusze SB – jako osobie przez nich
              inwigilowanej (czyli tzw. figurantowi). "Sprawa operacyjnego rozpoznania" (tzw.
              SOR) to termin stosowany przez SB na oznaczenie inwigilacji konkretnych grup lub
              osób.

              Na podstawie akt "Kaskadera" (oraz akt innych spraw, poświęconych m.in.
              inwigilacji wrocławskiego SKS) udało się ustalić kilkanaście nazwisk agentów SB
              ulokowanych w środowisku wrocławskiej opozycji antykomunistycznej na przełomie
              lat 70. i 80. Wśród nich są dwie osoby o wyjątkowym znaczeniu dla bezpieki:

              1. TW "Aleksander Hołyński", rozszyfrowany jako Stanisław Januszewski. Od lat
              70. pracownik Politechniki Wrocławskiej, dziś jej profesor. Sądząc po jego
              raportach, był jednym z najcenniejszych agentów SB we Wrocławiu. Miał dostęp do
              ścisłej elity ówczesnej opozycji. Inwigilował m.in. działaczy SKS, ROPCiO i
              Solidarności Walczącej. Jego raporty są liczne, obszerne, barwne, pełne
              szczegółów i interesujących, drobiazgowych analiz. Sporo fragmentów jego
              doniesień znalazło się w książce o sprawie "Kaskadera".

              2. TW "Sylwia", rozszyfrowana jako Urszula Smerecka. W 1981 r. była zastępcą
              redaktora naczelnego wrocławskiego radia "Solidarność". Ale już w 1978 r.
              funkcjonariusze SB wymienili ją w niewielkiej grupie agentów, którzy mają
              "dotarcie do grona ścisłego aktywu SKS-u a tym samym mają możliwości operacyjne
              do realizacji głębokiego rozpoznania działalności tej organizacji już w sferze
              zamiarów odnośnie przyszłej działalności". Usytuowanie Smereckiej było więc
              bezcenne dla SB.

              Książka o sprawie "Kaskadera" ujawnia kilkanaście nazwisk agentów spośród ok.
              30-40 tajnych współpracowników SB uczestniczących w inwigilacji wrocławskiego
              SKS. Tyle udało się ustalić ze 100-procentową pewnością historykom IPN.

              W jednym z cytowanych w książce dokumentów SB wymienia pseudonimy sześciorga
              agentów, którzy – jak już wspomniałem wyżej – mieli "dotarcie" do ścisłej
              czołówki wrocławskiego SKS. Oto te pseudonimy: "Sylwia", "124", "Trzeciak",
              "Kot", "Kula" i 'Neutrino". Poza "Sylwią", czyli Urszulą Smerecką, udało się
              rozszyfrować jedynie TW "Neutrino", którym okazał się Kazimierz Sienkiewicz (ur.
              1953), wówczas student II roku Wydziału Filozoficzno-Historycznego Uniwersytetu
              Wrocławskiego. Pozostałe pseudonimy wciąż czekają na rozszyfrowanie.

              W książce są też nazwiska, biogramy i zdjęcia funkcjonariuszy SB inwigilujących
              Krzysztofa Grzelczyka.

              Sprawę "Kaskader" bezpieka założyła w 1980 r., a zamknęła w 1985 r., gdy obecny
              wojewoda wyemigrował do Kanady. Grzelczyk był jednak inwigilowany już od 1977
              r., jako działacz SKS. Książkę o sprawie "Kaskadera" napisali Sylwia
              Krzyżanowska i Wojciech Trębacz – historycy wrocławskiego oddziału Instytutu
              Pamięci Narodowej.

              Rozmowa z Krzysztofem Grzelczykiem

              Co Pan czuje ujawniając nazwiska oficerów SB i agentów, którzy Pana inwigilowali?

              - Nie towarzyszą temu jakieś specjalne emocje. Cieszę się, że w ogóle udało się
              zebrać materiały na ten temat.

              Książka ujawnia prawdziwe tożsamości bodaj kilkunastu spośród ok. 40 agentów,
              których pseudonimy pojawiają się w aktach z inwigilacji Studenckiego Komitetu
              Solidarności we Wrocławiu. Czy te rozszyfrowane nazwiska zaskoczyły Pana?

              - Nie byłem zszokowany, bo w dalszym ciągu nie ma takich nazwisk, które
              zmieniłyby mój ogląd ówczesnego środowiska opozycyjnego we Wrocławiu. Nie ma
              prawdziwych zdrajców, którzy mieli wpływ na działalność opozycji i okazali się
              agentami. Być może wśród tych dwudziestu nieujawnionych kryją się jakieś
              znaczące postacie.

              Chyba po raz pierwszy publicznie jako agentka SB jest wskazana Urszula Smerecka,
              wiceszefowa wrocławskiego radia "Solidarność" w 1981 r. Miała współpracować z
              bezpieką jako TW "Sylwia".

              - Od dawna krążyły plotki na temat jej współpracy z SB. Ale dopiero teraz, w
              sposób bezdyskusyjny, zostało rozstrzygnięte, że rzeczywiście była ona tajnym
              współpracownikiem SB.

              I to dobrze ulokowanym.

              - Tak, została nawet opisana przez SB jako jedna z sześciu osób, które
              "posiadają dotarcie do grona ścisłego aktywu SKS-u a tym samym mają możliwości
              operacyjne do realizacji głębokiego rozpoznania działalności tej organizacji już
              w sferze zamiarów odnośnie przyszłej działalności".

              Czy ci wszyscy zdemaskowani agenci wiedzą o tym, że zostali ujawnieni w książce
              o Panu?

              - Przypuszczam, że niektórzy z nich wiedzą. Co ciekawe, przed publikacją książki
              dochodziły do mnie sygnały, że jest pewien niepokój o to, kto zostanie
              ujawniony. Moje doświadczenia ze współpracy z IPN pokazują, że co jakiś czas
              pojawiają się nowe informacje. To nie jest zamknięty proces. To się będzie
              działo dalej.

              Czyli to wciąż dopiero początek.

              - W jakimś sensie tak.

              Czego by Pan oczekiwał od ujawnionych agentów? Co powinni zrobić?

              - Jeśli ktoś pełni funkcje publiczne, to mając taką przeszłość powinien z nich
              zrezygnować. Tym ludziom nie grozi przecież żadna kara. Mogą spokojnie żyć i
              pracować w Polsce. Ale niekoniecznie muszą być nauczycielami naszej młodzieży.

              W takiej sytuacji jest najbardziej aktywny z ujawnionych przez Pana agentów,
              czyli Stanisław Januszewski [współpracował z SB jako TW "Aleksander Hołyński",
              jest profesorem Politechniki Wrocławskiej – red.].

              - Oczekuję, że nie będzie już nauczycielem akademickim.

              Czy oczekuje Pan, że dawni agenci przeproszą za swoje postępowanie? Wyjaśnią je?

              - Nie, bo nie wierzę w ich tłumaczenia. Miałem przykład takiej próby wyjaśnienia
              ze strony Jaromira Jankowskiego [dziś dziennikarz niemieckiego radia, pod koniec
              lat 70. współpracował z SB jako TW "Piasecki"; w czerwcu 2006 r. publicznie
              przyznał się, że był agentem – red.]. Wydało mi się trochę dziwne jego
              tłumaczenie, że chciał być współczesnym Konradem Wallenrodem. Ja w takie bajki
              nie wierzę.

              Myśli Pan, że pracownicy akademiccy, którzy współpracowali z SB, dobrowolnie
              zrezygnują ze swojej pracy?

              - Chciałbym, żeby tak było. Żeby po 20-30 latach od tamtych wydarzeń ci ludzie
              pokazali, że mają odrobinę honoru. Ale takich osób nie ma zbyt wiele w książce.
              Jeśli dobrze pamiętam, wśród ujawnionych tam agentów jest dwóch obecnych profesorów.

              Dlaczego nie zostały ujawnione nazwiska wszystkich agentów, których pseudonimy
              pojawiają się w książce?

              - W zasobach IPN nie ma dokumentów, które potwierdzałyby tożsamość wszystkich
              tych osób. Ujawnione zostały tylko te nazwiska, co do których mamy
              100-procentową pewność.

              Półtora roku temu zapowiadał Pan ujawnienie tylko tych osób, które dziś pracują
              w tzw. zawodach zaufania publicznego – są np. nauczycielami akademickimi. Czy
              trzyma się Pan tego kryterium w książce?

              - Nie. Nazwiska agentów ujawnia w książce IPN. Więc wspomniane przez pana
              kryterium nie ma tu nic do rzeczy. Nie jest powiedziane, że osoba, która została
              wskazana w książce jako tajny współpracownik SB pracuje dziś w zawodzie zaufania
              publicznego.

              Pisze Pan, że inwigilowało Pana nie tylko SB, ale i NRD-owskie Stasi.

              - Cały czas czekam na szczegółowe informacje na ten temat. Jestem w kontakcie z
              panią, która pracuje w dawnym Instyt
              --
              • hanys_hans Re: Agenci 15.10.08, 22:38
                https://lukaszmodrzejewski.blox.pl/resource/raczkowski_3agenci.jpg

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka