widokzmarsa
14.11.06, 17:10
wleciałem do domu, włączyłem kompa, coś capiło spod stołu ale jakoś inaczej
niż sterta zbieranych przez tydzień podkoszulek z siłowni, które przygotowałem
rano do prania ale nie wyniosłem, więc domyśliłem się od razu że będzie sporo
zamówień. Oderwane od buta gówno wklejone w opadłe z drzew liście leżało na
parkiecie jak duży oszołomiony brązowy motyl. Reszta, której nie zdąrzyłem
wetrzeć w dywan, odstawała od buta jak ostroga. Gino fucking rossi, cowboy
style pomyślałem, wytarłem gówno i zacząłem spisywać zamówienia. Gówno
przynosi szczęście? A może by tak w miłości kurwa przyniosło!!!!! Co?!