Dodaj do ulubionych

tajna historia pluszakow

29.05.06, 22:41
Przeczytajcie uważnie ten tekst, bo może mieć różnorodne konsekwencje:

Wydaje się, że większość ludzi nie docenia wpływu MISIÓW na dzieje Człowieka.
Być może, iż nie wszystko - od samego zarania - zaczęło się od MISIA, ale
jednak nie można pominąć faktu, że Pan Bóg stwarzając świat zaczął od
wygłoszenia kwestii: "niech MI-SIE uczyni światłość".
I tak się stało!
Nie bez znaczenia jest również znamienny fakt, że zanim na Ziemi zaczęło
cokolwiek pełzać, na nieboskłonie od dawna już płonęły konstelacje Wielkiej i
Małej Niedźwiedzicy.
Gdy Pierwszy Człowiek postanowił w końcu opuścić wygodne drzewo i zleźć na
ziemię, natychmiast natknął się na MISIA, który sprawiał nieodparte wrażenie
jakby od dawna na niego czekał.
MISIE odtąd towarzyszyły ludziom na każdym kroku.
Nie pozbawione to jednak było kłopotów i nieporozumień.
Pierwsze konflikty pojawiły się pomiędzy MISIEM Jaskiniowym a Człowiekiem
Jaskiniowym - na tle identycznych pomysłów dotyczących wyboru jadłospisu oraz
miejsca zamieszkania. Duża ilość różnej wielkości oraz proweniencji starych
obgryzionych gnatów, znajdowanych do dziś w skalnych pieczarach, świadczy o
uporze i zajadłości obydwu stron.
Czym to się skończyło - wiadomo. MIŚ Jaskiniowy zszedł do roli wykopaliska,
zaś Człowiek Jaskiniowy panoszy się dziś bezczelnie naokoło.
Potem Kain ujawnił nurtujący wielu ludzi problem, wygłaszając prowokacyjne
oświadczenie: "niech MI-SIE ten cholerny lizus Abel nie miesza do rozmów z
Wielkim Szefem".
Skończyło się to paskudnie - dla obu zresztą.
Później też nie zawsze było wszystko przyjemne.
Człowiek Wsiowy także niezbyt lubił MISIE. Zżerały one bowiem leśny miód,
który tenże uważał za należną mu premię za wynalezienie pszczół.
Trzeba dodać, że MISIE też były w owych czasach cholernie wielgaśne i nerwowe.
MIŚ Brunatny, a już zwłaszcza MIŚ Grizzly, nie lubił na przykład
nieproszonych gości w swojej okolicy, którą zresztą uczciwie i gęsto
zaznaczał wydając przy tym charakterystyczne stękanie. Potrafił takich
boksować przednimi łapami - aż do całkowitego nokautu. Był zaś do tego
stopnia niewychowany, że nawet nie udawał, że liczy do dziesięciu.
Ten przejaw chamstwa stał się miedzy innymi przyczyną stopniowego zaniku tej
prymitywnej formy MISIA.
Człowiek Miastowy przywykł uważać, że Duże Żywe MISIE wytwarzane są w ZOO - w
krótkich zresztą seriach - zaś ich środowisko naturalne nieodzownie związane
jest ze smrodem oraz bliską obecnością solidnej kraty.
Najważniejszy w tej całej historii jest jednak fakt, że ludzie - pomimo
wszystko - nie ustawali w wysiłkach, aby MISIA uczłowieczyć.
Zaczęli od tego, iż nie zważając na urzędowo nadane imiona, większość ludzi
poczęła zwracać się do bliskich - zwłaszcza płci przeciwnej - per "MISIU".
Widząc jednakże, że marne są szanse, aby zbliżyć się biologicznie lub
przynajmniej intelektualnie do MISIA Prawdziwego (Ursus verus) - takich jak
Misia Polarnego, Brunatnego, Czarnego, Grizzly, Barribala czy choćby Koala
lub Pandy - Człowiek w końcu wymyślił MISIA własnego.
PLUSZOWEGO !
Teraz panoszy się on w każdym domu.
Cichą inwazję rozpoczyna z reguły w okolicach dziecinnego pokoju, zajmując
następnie powolutku każdy wolny kąt, aż w końcu zaczyna wtykać swój czarny
nos gdzie się tylko da.
Co gorsza – każda próba eliminacji takiego osobnika kończy się wojną domową,
z góry zresztą skazaną na sromotną porażkę
Ale nie zwalajcie winy na MISIE !
Sami tego chcieliście - LUDZIE ...
Obserwuj wątek
    • voker cz2 29.05.06, 22:41

      Właściwie nie wiadomo dokładnie jak do tego doszło, że w naszym domu zaczęły
      panoszyć się Misie.
      Jak w każdej tego rodzaju Historii - początki jej toną w tak zwanej Pomroce
      Dziejów.
      Wydaje się jednak, że wszystko zaczęło się od Misia Nestora.
      Miś Nestor pojawił się nagle znikąd ponad pół wieku temu i od razu stał się
      Bardzo Ważnym Członkiem Rodziny. Zamieszkiwał głównie w kieszeni mojej koszuli
      i oczywiście spał w moim łóżku, niemożliwie się rozpychając. Nie muszę dodawać,
      że w owych czasach nazywał się po prostu Miś – gdyż był Jedynym Misiem – zaś
      przydomek Nestor otrzymał znacznie później.
      I oto dochodzimy do wydarzenia, które być może – któż to wie – stanowiło Ważny
      Sygnał i zapowiedź następnych podejrzanych i dziwnych zdarzeń.
      Pewnego wieczora okazało się, że Miś zniknął. Po prostu wcześniej był, a
      później już go nie było. Po moim solennym oświadczeniu, że bez Misia
      jakakolwiek myśl o spaniu w ogóle nie wchodzi w rachubę, cała Rodzina zaczęła -
      jak w amoku - przeszukiwać wszystkie kąty, zaglądać pod meble, wytrząsać buty i
      skarpetki, wywracać na lewą stronę ubrania i poszewki wśród lamentów i
      nawoływań. Długo to jednak nie mogło trwać, gdyż byliśmy wówczas biedni jak
      wszyscy i cały nasz dobytek przedstawiał się więcej niż mizernie.
      Mieszkaliśmy wtedy w Zakopanem, a czasy były niełatwe, gdyż akurat świeża była
      sprawa, że Niemcy postanowili wreszcie sobie pójść, a na ich miejsce przyszli
      Ruscy, przyprowadzając ze sobą swoich własnych Polaków.
      Tak czy owak - pomimo iż dom wyglądał w wyniku naszych wytężonych wysiłków jak
      po rewizji przeprowadzonej wspólnie przez wykwalifikowanych funkcjonariuszy
      NKWD i UB – Misia nie było i już.
      Pozostało więc jedynie przeszukać najbliższą okolicę domu. Było to jednak w tym
      momencie niewykonalne, gdyż połączone siły polsko-ruskie wprowadziły właśnie
      tak zwaną godzinę milicyjną, co oznaczało w praktyce, że między zmierzchem a
      świtem nawet kotom nie wolno było wychodzić z domu, pod groźbą – najlepszym
      przypadku – aresztowania i zakucia wszystkich łap w kajdany. Było też wysoce
      prawdopodobne, że podobne represje mogą także dotyczyć Misiów i myśl o tym była
      wtedy dla mnie nie do zniesienia.
      Gdy więc się rozwidniło, wybiegliśmy wszyscy z domu po nieprzespanej nocy i
      zaczęliśmy z nosem przy ziemi krążyć po okolicy.
      I co się okazało. Miś siedział sobie spokojnie na środku łąki wąchając kwiatek
      i wyglądał na bardzo zadowolonego, a wyraz pyszczka miał sprytniejszy niż
      zazwyczaj.
      Na zawsze pozostało jego tajemnicą w jaki sposób się tam znalazł.
      Miś w ogóle był dosyć dziwnym osobnikiem. Był tak mały, że bez trudu mieścił
      się w dziecięcej dłoni. Miał ruchome łapki i cały był wypchany czymś twardym, z
      wierzchu zaś pokryty był króciutkim białym futerkiem.
      Dziś – po upływie ponad półwiecza – Miś Nestor wygląda raczej żałośnie. Sierść
      ma niemal całkiem wytartą, łepek krzywy, a jedna z tylnych łapek trzyma się już
      tylko na jednej nitce. Zastanawiające jest przy tym, że na stare lata coraz
      częściej gdzieś znika na dłuższy czas, a potem nagle się pojawia, zupełnie
      jakby na własne życzenie.
      Jedno jest jednak pewne.
      Jeśli istnieje gdzieś Niebo dla Starych Misiów – a przecież musi istnieć – Miś
      Nestor ma w nim zapewniony maleńki ciepły kącik.
      • voker Re: cz2 29.05.06, 22:42
        zrodlo:forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=35422&w=42584553&a=42584553

        ciekawe linki: www.dzienmisia.pl/
        • jacko1971 Re: cz2 29.05.06, 22:46
          dłuuuuugie to strasznie....
          • anxiety3 Re: cz2 29.05.06, 22:51
            > dłuuuuugie to strasznie....

            wiesz...jest cos w tym, co piszesz tongue_out
            • voker Re: cz2 29.05.06, 23:04
              wiem ze malo kto przeczyta
              akceptowana dlugosc to okolo 15 linijek smile
              • jacko1971 Re: cz2 29.05.06, 23:06
                po nich następuje granica zmęczenia....kolejne 15 linijek i pada granica
                bólu...po kolejnych 15 słychac tylko aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa od
                uciekającego korytarzem....
                ok przeczytam całoś jutro dzisiaj nie mogę się juz skupić na ogarnięciu
                myslowym całości ;-P
              • roborobi Re: cz2 30.05.06, 15:00
                Ja wolę po 160 znaków smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka