a_s_i_m_o
20.02.05, 15:27
Wydaje mi sie ze nie tu lezy sedno problemu. Wazniejsze jest chyba
kwalifikowanie tresci internetowych jako dozwolone i niedozwolone. Realizacja
dostepu w domu uzytkownika moze byc juz czysto softwareowa. Dziecko moze uzyc
internetu dopiero po wpisaniu swojego hasla i stamtad uzywac juz tylko
przegladarki z wbudowanym filtrem, gdzie softwareowy filtr jest procesem admina.
Przeciez nie chodzi o to zeby umozliwic dostep do internetu obcym dzieciom tak
by mogly uzywac go bez znajomosci hasel domownikow, ale z ograniczenie stron
dla doroslych.
Oczywiscie sam produkt z pewnoscia znajdzie zastosowanie, ale chyba nie takie
o jakim pisze redaktor.