Dodaj do ulubionych

Donieś na szefa, a nagroda cię nie minie

03.05.06, 16:47
Wiedzą że w Polsce wystarczająco dużo chętnych donosi za darmo.
Na płatnych kapusiów nie starczyłoby im pieniędzy :>
Obserwuj wątek
    • Gość: WinNieT Zakaz używania, instalacji i posiadania m$nośników IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.05.06, 16:58
      Donieś na siebie jeśli podłączysz do sieci prywatny komputerek, firma od dawna
      korzysta wyłącznie z Linux. Polecam wszystkim.
      • Gość: Wacuś Zmartwię Cię, bo nie każdą dystrybucje Linuxa... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 03.05.06, 19:34
        ...można ot tak sobie bez pytania używać w firmie za friko.
        Poza tym mógłbyś wykombinowac coś bardziej oryginalnego niż wycieczka w stronę
        Microsoftu. BSA chroni też soft Novella, Adobe/Macromedia, Corela czy kilku
        innych producentów. w tym m.in. Microsoftu.
        • Gość: ylemai Re: Zmartwię Cię, bo nie każdą dystrybucje Linuxa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.06, 21:33
          naprawdę? to w takim razie dystrybucja ta łamie GPL. To nie licencja BSD, że
          możesz używać do woli w komercyjny sposób.
          • pozlotemu Nie lubie (waszego) szefa. Ma brata kryminaliste 04.05.06, 17:57
            w Szwecji. Czy juz wystarczy do ocenzurowania?
        • Gość: ... FUD? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.05.06, 21:48
          Z wikipedii:
          FUD (ang. Fear, Uncertainty, Doubt - strach, niepewność, wątpliwość) — strategia
          ograniczenia zdolności zajmowania rynku przez przeciwnika polegająca na
          podawaniu nieprawdziwych lub niejasnych informacji o nim i jego produktach.
          Zakłada, że nawet, jeśli ktoś wie, że informacje te są nieprawdziwe, to jego
          przekonania zostaną zachwiane, co automatycznie działa na korzyść stosującego tę
          strategię.
          Nazwa używana zwykle w odniesieniu do Microsoftu i SCO, wcześniej do IBM.
          Zobacz też: monopol, dezinformacja.

          Systemu GNU/Linux można używać w firmach. Kropka.

          Ograczniczenia mogą, co najwyżej, dotyczyć dodatkowego oprogramowania
          załączanego przez producenta dystrybucji, ale najpopularniejsze dystrybucje mają
          zespoły prawników, które pilnują, żeby nie było w nich licencyjnych pułapek. Dla
          paranoików jest zawsze Debian. ;)

          Jak ktoś ma jakieś __konkrety__ to proszę je umieścić, bo powyższy post wygląda
          na typowy pl.wikipedia.org/wiki/FUD
          • Gość: xxx222 Re: FUD? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.05.06, 23:31
            Slackware też jest bezpieczne.

            Suse, Redhat IMHO wymaga wykupienia licencji ze względu na:
            a/ narzędzia administracyjne,
            b/ wsparcie techniczne (m.in. dostęp do pakietów aktualizacyjnych
            przygotowywanych przez autorów dystrybucji).
            Tzn. pudełkowych wersji Suse i RedHat'a (chodzi o wersje komercyjne - które
            występują w wersjach pudełkowych i nie można ściągnąć ich "za free" ze strony
            autorów dystrybucji) nie można dowolnie kopiować, używać i redystrybuować bez
            zapłacenia autorom dystrybucji. Dotyczy to także wielu innych "komercyjnych"
            dystrybucji.
            • maruda.r Re: FUD? 04.05.06, 12:20
              Gość portalu: xxx222 napisał(a):

              > Tzn. pudełkowych wersji Suse i RedHat'a (chodzi o wersje komercyjne - które
              > występują w wersjach pudełkowych i nie można ściągnąć ich "za free" ze strony
              > autorów dystrybucji) nie można dowolnie kopiować, używać i redystrybuować bez
              > zapłacenia autorom dystrybucji. Dotyczy to także wielu innych "komercyjnych"
              > dystrybucji.

              **********************************

              Zdaje się, że niektórzy nieco za daleko zagalopowali się w utożsamianiu Linuksa
              z całkowitą bezpłatnością.

              • Gość: ... System GNU/Linux JEST bezpłatny i wolny. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.05.06, 13:23
                Płatne są co najwyżej DODATKI pakowane przez producentów dystrybucji.

                RedHat: jest projekt CentOS, który zawiera przekompilowane pakiety z wersji
                Enterprise, usuwając tylko objęte prawem autorskim elementy graficzene i inne
                dodatki. Projekt jest wolny i darmowy. Oczywiście jeśli ktoś chce mieć wsparcie
                to trzeba kupić pudełko. Z Fedorą oczywiście nie ma problemu.

                SUSE: Są dodatki i wersja komercyjna musi być kupiona. Jednak Novell zrozumiał
                już chyba, że ma problem, bo zaczyna wydawać wersję OSS, która będzie w całości
                wolna i darmowa. Wiecej informacji: forum.suse.pl/viewforum.php?f=17
                • frant3 Re: System GNU/Linux JEST bezpłatny i wolny. 04.05.06, 16:40
                  I piekielnie trudny w obsudze.

                  --
                  Frant - humor, satyra, krytka
                  • chateau Re: System GNU/Linux JEST bezpłatny i wolny. 04.05.06, 17:48
                    No bez żartów. Jest _inny_, co nie znaczy, że piekielnie trudny.
                    Jakbyś pracował na co dzień na linuksie to windows byłby dla Ciebie
                    lekką zagadką.
                  • Gość: Marek Wcale nie jest trudniejszy od windows ... IP: 193.0.122.* 04.05.06, 23:10

                    Tylko w Windows musisz uwzglednic to jak trudne jest dbanie o to by nie lapaly
                    wirusow itd...

                    Przekracza to mozliwosci wielu moich znajomych i musza korzystac z pomocy innych ...

                    A wtedy rownie dobrzez moga uzywac Linuksa ...
    • Gość: Jacenty Kij ma dwa konce. IP: *.orange.pl 03.05.06, 20:38
      Jesli firmy wykorzystuja bez pardonu pracownikow, dlaczego wiec pracownik nie ma odplacic zlodziejom pieknym za nadobne, a przy okazji dostac zwrot za niezaplacone nadgodziny.
      • cyberrafi Duch Pawki Morozowa ich natchnął 03.05.06, 22:20
        Stare sprawdzone, totalitarne wzorce w nowej kapitalistycznej rzeczywistości. I
        jak tu nie wierzyć antyglobalistom?
      • Gość: rafvonthorn Re: Kij ma dwa konce. IP: *.petrus.com.pl 04.05.06, 09:46
        Czemu pracujesz u kogoś, kto Cię okrada nie płacąc za nadgodziny? Zmień pracę.
      • Gość: montypajton Re: Kij ma dwa konce. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.05.06, 15:08
        bez pardonu to okrada cię państwo. Gdzie w związku z tym polecisz z donosikiem ?
    • Gość: Andrzej.A Re: Donieś na szefa, a nagroda cię nie minie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.06, 20:50
      W tych opcjach do wyboru (głosowania) to brakuje paru punktów aby to miało sens,
      oraz ręce i nogi.
      Nikt nie powinien używać pirackiego softu, ale też cena tego softu nie powinna
      być tak astronomiczna w porównaniu do przeciętnych zarobków jak w naszym
      kochanym kraju.
      • maruda.r Re: Donieś na szefa, a nagroda cię nie minie 04.05.06, 12:24
        Gość portalu: Andrzej.A napisał(a):

        > W tych opcjach do wyboru (głosowania) to brakuje paru punktów aby to miało sens
        > ,
        > oraz ręce i nogi.
        > Nikt nie powinien używać pirackiego softu, ale też cena tego softu nie powinna
        > być tak astronomiczna w porównaniu do przeciętnych zarobków jak w naszym
        > kochanym kraju.

        ***********************************

        Mowa jest przede wszystkim o dochodach firm i to brytyjskich.

    • Gość: tadek Re: Donieś na szefa, a nagroda cię nie minie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.06, 20:56
      A co złego w zgłoszeniu, że w firmie jest pirackie oprogramowanie?
      Tak samo reagujecie gdy okradają wam sąsiada lub widzicie jak okradają komuś samochód? Albo gdy kogoś biją? To też łamanie prawa...

      PS.
      Co do użytkowników "fizycznych" to mam wątpliwości czy warto mówić o "piractwie".
      Często się zdarza, że ludzie są zmuszeni do używania Windowsa w domu bo...programy z pracy, uczelni, szkoły chodzą tylko pod Windowsem. A ich po prostu nie stać na legalne licencje.
      Nie trudno zauważyć, że nasz kraj przodujący z ilością pirackich programów wyrasta na potęgę w dziedzinie programowania i uczenia programistów.
      Można zaostrzyć prawo i kontrolę, ale wtedy większość tej młodzieży nigdy nie będzie stać na legalne oprogramowanie (Windows OEM to 50% minimalnej pensji w Polsce i ok.8-10% najniższej pensji /miesięcznej/ w USA cze Europie Zachodniej) i zamknie się im drogę do nauki.
      • maruda.r Re: Donieś na szefa, a nagroda cię nie minie 04.05.06, 12:28
        Gość portalu: tadek napisał(a):

        > A co złego w zgłoszeniu, że w firmie jest pirackie oprogramowanie?

        ****************************************

        Nic. Zrób to tylko pierwszego dnia pracy albo najlepiej powiedz pracodawcy, że
        nie będziesz pracował na nielegalnym opragramowaniu przed posianiem umowy . Nie
        czekaj z tym do momentu, aż zostaniesz zwolniony, bo wyjdziesz na hipokrytę.

        • Gość: tadek Re: Donieś na szefa, a nagroda cię nie minie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.06, 13:16
          >
          > Nic. Zrób to tylko pierwszego dnia pracy albo najlepiej powiedz pracodawcy, że
          > nie będziesz pracował na nielegalnym opragramowaniu przed posianiem umowy . Nie
          > czekaj z tym do momentu, aż zostaniesz zwolniony, bo wyjdziesz na hipokrytę.
          >

          I o to mi chodzi.
          Dlaczego ludzie świadomie używają w pracy "piratów"?
          P....e , że boją się o pracę.
          Zgłaszają dopiero jak ich wywalą - przypuszczam, że często kontrole nic nie wykazują, bo tacy wywaleni pracownicy uwielbiają słać donosy gdzie się da (PIP, US, ZUS, prokuratura....)
          • zapytaniaznak Re: Donieś na szefa, a nagroda cię nie minie 04.05.06, 14:41
            > I o to mi chodzi.
            > Dlaczego ludzie świadomie używają w pracy "piratów"?
            > P....e , że boją się o pracę.
            > Zgłaszają dopiero jak ich wywalą - przypuszczam, że często kontrole nic nie wyk
            > azują, bo tacy wywaleni pracownicy uwielbiają słać donosy gdzie się da (PIP, US
            > , ZUS, prokuratura....)

            To też, ale moim zdaniem DUŻO CZĘŚCIEJ to sami pracownicy ściągają programy,
            instalują więcej kopii, niż było kupione, itd. Pracodawca najczęściej nie bardzo
            się w tym bałaganie orientuje, lub przymyka oko.
            W dużych firmach naprawdę rzadko się zdarza, żeby ważny, często używany program
            np. MS Office, lub księgowość były całkowicie nielegalne i to z premedytacją.
            Częściej to będzie dotyczyć ilości sztuk, wersji, lub dupereli typu WinZip,
            Nero, Winamp itp.
            Tyle, że "duperele" nie są ścigane, bo... BSA nie ma w tym interesu.
        • Gość: tbernard Re: Donieś na szefa, a nagroda cię nie minie IP: *.206.113.210.telsat.wroc.pl 04.05.06, 15:27
          Hipokryta to ten zwolniony i donoszący na nieprawidłowości. A kim jest w takim
          razie szef firmy która używa nielegalnie oprogramowania? Pewnie zaradny,
          sprytny, przedsiębiorczy?
      • Gość: Marek Nikt nie jest zmuszony ... IP: 193.0.122.* 05.05.06, 00:06
        > Co do użytkowników "fizycznych" to mam wątpliwości czy warto mówić o
        > "piractwie".
        > Często się zdarza, że ludzie są zmuszeni do używania Windowsa w domu
        > bo...programy z pracy, uczelni, szkoły chodzą tylko pod Windowsem. A ich po
        >prostu nie stać na legalne licencje.

        To trzeba to robic w pracy/uczelni/szkole.

        Poza tym sa licencje studenckie/uczniowskie - duzo tansze.

        A tak naprawde prosciej byloby wymoc na szkole uzywanie darmowego
        softu.

        > Nie trudno zauważyć, że nasz kraj przodujący z ilością pirackich programów
        > wyrasta na potęgę w dziedzinie programowania i uczenia programistów.

        Taaa... czytaj wiecej wyborczej ... Do potegi to jeszcze nam daleko ...

        > Można zaostrzyć prawo i kontrolę, ale wtedy większość tej młodzieży
        > nigdy nie będzie stać na legalne oprogramowanie (Windows OEM to 50%
        >minimalnej pensji w Polsce

        A komputer kosztuje jeszcze wiecej ... Jak stac na komputer to stac i na
        Windows ...

        A w nauce programowania Windows tak naprawde moim zdaniem przeszkadzaja.

        Bo nie kazdy idiota co umie cos wyklikac w Visualu to programista ...

        Najpierw trzeba sie nauczyc matematyki a do tego komputer wcale nie jest
        potrzebny ...
    • Gość: MistHunter Re: Donieś na szefa, a nagroda cię nie minie IP: *.axelspringer.pl / *.axelspringer.pl 03.05.06, 21:06
      tigi takie rzeczy wpisywac
    • Gość: jacek Re: Donieś na szefa, a nagroda cię nie minie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.06, 21:35
      donoszenie jest obrzydliwe - nikt chba nie chciałby być drugim dymkowskim z
      Wrocławia. najprościej jest nie korzystać z pirackich programów, są przecież
      propramy open source, a program legalny mozna po prostu kupić
      • Gość: Srutydruty Pomysl genialny. Sam mialem w pracy - duza firma IP: *.dip.t-dialin.net 03.05.06, 21:49
        przypadek taki. Maialem dostarczac regularnie pewne opracowania wymagajace
        niestandardowego softu - koszt okolo 4000 USD. Pozdlem do szefa i mowie, ze to i
        to jest potrzebne. A on na to, ze jego nie obchodzi on nie ma na to kasy w
        budzecie i zebym sam sobie radzil, ze dla niego to jest wszystko jedno z pomoca
        czego to zrobie i to moj klopot. I wlasnie dla tego powinno to bys scigane, a za
        takie donosy placone. To zniecheci instytucjonalnych zlodzieji do zmuszania
        ludzi do kradziezy, w imie zyskow, wykazania sie szefom czy czegokolwiek. Tego
        rodzaju praktywki sa nagminne nawet w duzch firmach sektora finansowego. co
        sadzicie, ze taka kradziez jest usaprwiedliwona????? Ja jestem za takimi nagrodami
        • Gość: xxx222 Re: Pomysl genialny. Sam mialem w pracy - duza fi IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.05.06, 23:06
          To prawda. Dotyczy to nie tylko sektora finansowego. Używanie pirackiego
          oprogramowania jest po prostu tzw. "nieuczciwą konkurencją".
        • maruda.r Re: Pomysl genialny. Sam mialem w pracy - duza fi 04.05.06, 12:31
          Gość portalu: Srutydruty napisał(a):

          > przypadek taki. Maialem dostarczac regularnie pewne opracowania wymagajace
          > niestandardowego softu - koszt okolo 4000 USD. Pozdlem do szefa i mowie, ze to
          > i
          > to jest potrzebne. A on na to, ze jego nie obchodzi on nie ma na to kasy w
          > budzecie i zebym sam sobie radzil, ze dla niego to jest wszystko jedno z pomoca
          > czego to zrobie i to moj klopot. I wlasnie dla tego powinno to bys scigane, a z
          > a
          > takie donosy placone.

          ***********************************

          Co powinno być ścigane? Czy szef sugerował wykorzystanie pirackiego softu?
          Mogłeś to zrobić ręcznie. Taka będzie obrona szefa.



          • Gość: tbernard Re: Pomysl genialny. Sam mialem w pracy - duza fi IP: *.206.113.210.telsat.wroc.pl 04.05.06, 15:22
            Jeśli szef zademonstruje fizyczną możliwość wyrobienia się z zadaną robotą bez
            wymuszania nadgodzin i bez użycia narzędzia, to obronę możnaby uznać.
    • Gość: gienio softcock Przyjde do was do domu i was okrade i ciekawe jaką IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.06, 21:46
      będziecie mięli minę . Piraci i pijacy !
      • Gość: ... "piractwo" to nie kradzież IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.05.06, 22:09
        Jeśli więc autor poprzedniego postu chce mnie okraść w taki sposób, że zrobi
        sobie kopię mojej kanapy, przepisze sobie książki i zrobi kopię mojego samochodu
        to nie mam nic przeciwko temu. Nawet mogę wcześniej brykę umyć, żeby kopia była
        ładniejsza. ;)

        kradzież - "potajemne zabranie cudzej własności, przestępstwo polegające na
        zabraniu cudzego mienia ruchomego w celu przywłaszczenia"
        zobacz: sjp.pwn.pl/haslo.php?id=26411

        Żeby mówić o kradzieży muszą być spełnione warunki:
        - musi być przedmiot - "mienie ruchome"
        - właściciel musi zostać pozbawiony możliwości rozporządzania tym przedmiotem

        W przypadku "piractwa" żadna z tych przesłanek nie jest spełniona więc nie jest
        to kradzież. Jest to z punktu widzenia prawa "naruszenie praw autorskich", czyli
        sztucznie utrzymywanego przez państwo monopolu na wykorzystanie, wykonywanie lub
        powielanie jakiegoś utworu. Warto pamiętać, że prawa autorskie to stosunkowo
        nowy wynalazek. Przez wiele stuleci twórcy uczciwie zarabiali na życie np. dając
        koncerty, czy pisząc utwory na zamówienie. W mojej opinii dziś prawa autorskie
        są pożyteczne, ale powinny być bardziej ograniczone: 1) utwór nie powinien być
        automatycznie chroniony - są dziś utwory martwe, bo nie ma komu zgodzić się na
        publikację 2) czas ochrony powinien być ograniczony do np. 10 lat, nie później
        jednak niż rok po śmierci autora - szczególnie fałszywie brzmią argumenty o tym,
        że autor ma prawo zarabiać na utworze, gdy jest on od pół wieku martwy...
        • futomaki.pl Re: "piractwo" to nie kradzież 03.05.06, 22:20
          > - właściciel musi zostać pozbawiony możliwości rozporządzania tym przedmiotem

          Właściciel praw autorskich nie chce sprzedawać swojego produktu po 10 zł na
          stadionie. Pirat chce. To w jaki sposób nie jest to pozbawieniem możliwości
          rozporządzania tym przedmiotem??
          • cyberrafi Re: "piractwo" to nie kradzież 03.05.06, 22:31
            Ale produkt nadal pozostaje jego własnością więc nie ma tu kradzieży. Jest
            czerpanie zysku z nielegalnej sprzedaży kopii, popularnie zwane "piractwem" i
            nic więcej. Nazywanie "piractwa" kradzieża świadczy o słabej znajomości
            znaczenia słów.
          • krecilapka Re: "piractwo" to nie kradzież 04.05.06, 06:45
            Na dobra sprawe autor w sumie nadal moze roporzadzac swoim tworem ;).
            W mysl takiego rozumienia najwiekszym swiatowym zlodziejem sa biblioteki.
            Zinstytucjonalizowanie kradna cudza wlasnosc intelektualna obnizajac sprzedaz.
            Ze nie wspomne o tych "zlodziejach" co sobie ksiazki pozyczaja. To jak
            instalacja windy na 5 komputerach! Kazdy powinien swoja kupowac ;).
            • manks Re: "piractwo" to nie kradzież 04.05.06, 13:35
              Krecilapka, a o licencji do wypożyczania Ty słyszał? ;-)
          • frant3 Piractwo to kradzież! 04.05.06, 16:46
            Piractwo to kradzież. Siódme przykazanie brzmi: nie kradnij! Jeśli masz u Siebie w domu lub pracy pirackie programy to znaczy, że nie jesteś prawdziwym katolikiem. Bo prawdziwy katolik nie kradnie.

            --
            Frant - humor, satyra, krytka
        • mniklas5 Re: "piractwo" to nie kradzież 03.05.06, 22:23
          panie kolego uwzam ze nie ma pan racji, przywlaszcenie sobie rzeczy niefizycznej
          jest kradzieza , jest to intelektualna wlasnosc na ktora wlasnie sa
          patenty.autorzy dostaja tantiemy, dlaczego dzieci niezyjacego autora pisenek
          ktore sa odtwarzane w radio , z czego to radio czerpie zyski maja byc pozbawione
          tantiem, to podobnie jezeli pan dziedziczy dom po zmarlym krewnym i musi go pan
          oddac panstwu.
          To znaczy inaczej ze kazdy moze zabrac Panu samochod i nie bedzie to kradzieza.
          I pan i ja bysmy takich scigali
          • Gość: TT Re: "piractwo" to nie kradzież IP: *.chello.pl 03.05.06, 22:36
            Nic nie zrozumiałeś kolego z postu do którego sie odnosisz
          • cyberrafi Re: "piractwo" to nie kradzież 03.05.06, 22:42
            mniklas5 napisał:

            > panie kolego uwzam ze nie ma pan racji, przywlaszcenie sobie rzeczy niefizyczne
            > j
            > jest kradzieza , jest to intelektualna wlasnosc na ktora wlasnie sa
            > patenty.autorzy dostaja tantiemy, dlaczego dzieci niezyjacego autora pisenek
            > ktore sa odtwarzane w radio , z czego to radio czerpie zyski maja byc pozbawion
            > e
            > tantiem, to podobnie jezeli pan dziedziczy dom po zmarlym krewnym i musi go pan
            > oddac panstwu.

            Wyobraźmy sobie, że mieszkasz w jakimś ładnym domu. Aż tu nagle zjawiają się
            potomkowie nieżyjącego już od dawna murarza, który ten dom stawiał i mówią: płać
            nam tantiemy albo wynocha z tego domu!
            Absurdalna sytuacja, niczym z koszmarnego snu? Ależ nie! Te zasady już od dawna
            obowiązują w wielu dziedzinach życia.
          • krecilapka Re: "piractwo" to nie kradzież 04.05.06, 06:40
            > panie kolego uwzam ze nie ma pan racji, przywlaszcenie sobie rzeczy
            niefizycznej jest kradzieza

            LOL
            Czytaj wolniej chlopie, bedzie Ci latwiej zrozumiec :). Serio, przeczytaj
            jeszcze raz, moze dwa lub trzy razu caly wywod, bo teraz brzmisz szmiesznie. To
            jest niemozliwe by piractwo bylo kradzieza. Przeczytaj definicje, staraj sie
            myslec, a nie powtarzaj belkotu dla nieukow.
          • Gość: Marek Nie można mówić o własności idei/pomysłów IP: 193.0.122.* 05.05.06, 00:20
            > panie kolego uwzam ze nie ma pan racji, przywlaszcenie sobie rzeczy niefizyczne
            > jest kradzieza , jest to intelektualna wlasnosc na ktora wlasnie sa
            > patenty.autorzy dostaja tantiemy, dlaczego dzieci niezyjacego autora pisenek
            > ktore sa odtwarzane w radio , z czego to radio czerpie zyski maja byc
            > pozbawione tantiem, to podobnie jezeli pan dziedziczy dom po zmarlym krewnym i
            > musi go pan oddac panstwu.

            Sciema. Wlasnosc rzeczy niefizycznych - powielalnych to zupelnie co innego
            niz wlasnosc rzeczy fizycznych.

            Wezmy np. patent na np. radio. Radio bylo NIEZALEZNIE wymyslone przez kilka
            osob. Wiec nie ma zadnego sensu mowic o tym ze pomysl na radio jest wlasnoscia
            tego kto byl pierwszy.

            Patent/prawo autorskie to nie jest wlasnosc - to jest umowa miedzy
            tworca a spoleczenstwem na wylacznosc zyskow za pewien obiekt na pewien
            czas w zamian za udostepnienie go spoleczenstwu.

            I 10 lat to jest moim zdaniem wlasciwy okres czasu. Wiele technologii/lekow
            rownie dobrze moze wymyslec ktos inny wiec nie ma sensu dawac takich
            gwarancji dluzej.

            Jesli chodzi o sztuke to przeciez nie rodzi sie ona w prozni tylko korzysta
            z osiagniec wczesneijszych tworcow. I tu tez moim zdaniem 10 lat ma sens
            zeby uniknac absurdu w ktorym tworcy placa tantiemy calemu lancuszkowi
            tworcow przed nimi ...
        • Gość: xxx222 Re: "piractwo" to nie kradzież IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.05.06, 23:25
          To prawda prawa autorskie powinny być znacznie ograniczone. Obecne 50 lat po
          śmierci autora to jakaś pomyłka. Ja bym powiedział, że w wypadku wyrobów
          artystycznych, sztuki itp. prawa autorskie powinny wygasać nie wcześniej niż
          przed śmiercią autora, a jeżeli ten już nie żyje to nie później niż 75lat od
          daty jego urodzenia.

          Natomiast co do oprogramowania, to powinna obowiązywać jedna zasada: prawa
          autorskie do oprogramowania powinny wygasać samoczynnie nie później niż 2 lata
          od momentu gdy autor/producent zaprzestaje jego sprzedaży i wsparcia
          technicznego. Po prostu autor/producent powinien mieć czas na zastanowienie,
          czy jest pewien swojej decyzji. Jednakowoż powinna być utrzymana zasada zakazu
          rozpowszechniania takiego oprogramowania w wersji zmienionej nie przez
          autora/producenta lub rozpowszechniania tylko fragmentów takiego
          oprogramowania.
          Innym problemem jest przekazywanie wyłącznych praw do produktu między firmami
          lub przejęć firm dysponujących takimi prawami - też to powinno być jakoś
          ograniczone prawnie - np. że prawa autorskie wygasną w ciągu 5 lat od dokonania
          takiej transakcji.
          • Gość: FRN Re: "piractwo" to nie kradzież IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.05.06, 09:42
            > Natomiast co do oprogramowania, to powinna obowiązywać jedna zasada: prawa
            > autorskie do oprogramowania powinny wygasać samoczynnie nie później niż 2 lata
            > od momentu gdy autor/producent zaprzestaje jego sprzedaży i wsparcia
            > technicznego.

            To brzmi sensownie. Wprowadzi sie pojecie abandonware i juz. Tylko sankcje
            trzeba dodac ze sprzedaz takiego AW powyzej kosztow nosnika/transferu jest
            niedozwolona. To po to zeby jacys cwaniacy nie zaczeli zarabiac na tym...
            Takie rozwiazanie nie naruszaloby interesu tworcy - skoro sam uznal ze na danym
            dziele juz zarobic nie moze (i jednoczesnie przestal je wspierac by obnizyc
            koszty) i do tego minal jeszcze jakis okres karencji - dzielo trafia w swiat i juz.
        • manks Re: "piractwo" to nie kradzież 04.05.06, 13:21
          Gość portalu: ... napisał(a):

          > Jeśli więc autor poprzedniego postu chce mnie okraść w taki sposób, że zrobi
          > sobie kopię mojej kanapy, przepisze sobie książki i zrobi kopię mojego
          > samochodu to nie mam nic przeciwko temu. Nawet mogę wcześniej brykę umyć,
          > żeby kopia była ładniejsza. ;)

          Gdybyś był na przykład architektem, któremu ktoś wykradł, przepraszam - zrobił
          kopię - projektu nad którym pracowałeś pół roku i sprzedał pozbawiając Cię
          zapłaty, albo używał znaku firmowego Twojej firmy, żeby sprzedawać swoje
          produkty, to na pewno nie byłbyś taki ";)".

          > kradzież - "potajemne zabranie cudzej własności, przestępstwo polegające na
          > zabraniu cudzego mienia ruchomego w celu przywłaszczenia"
          > zobacz: sjp.pwn.pl/haslo.php?id=26411

          Jeśli więc zabranie nie jest potajemne, to nie ma kradzieży? Tak wynika z tej
          definicji. A domu nie można ukraść? Co więc można zrobić z nieruchomością?

          > W przypadku "piractwa" żadna z tych przesłanek nie jest spełniona więc nie
          > jest
          > to kradzież. Jest to z punktu widzenia prawa "naruszenie praw autorskich"

          Posługujesz się definicją ze słownika języka polskiego, żeby określić czym jest
          piractwo z punktu widzenia prawa? A zobacz sobie KK.

          To, co proponujesz to wyłącznie zabawa językowa: co jeszcze jest kradzieżą a co
          już np. nieuprawnionym użytkowaniem.
          • Gość: ... Re: "piractwo" to nie kradzież IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.05.06, 14:06
            > Gdybyś był na przykład architektem, któremu ktoś wykradł,
            > przepraszam - zrobił kopię - projektu nad którym pracowałeś
            > pół roku i sprzedał pozbawiając Cię zapłaty, albo używał
            > znaku firmowego Twojej firmy, żeby sprzedawać swoje
            > produkty, to na pewno nie byłbyś taki ";)".

            Oczywiście jako architekt z radością płaciłbyś np. tantiemy autorowi czcionki, a
            także opłacał licencję patentu na pomysł, że przy wejściu jest przedpokój?

            Brzmi śmiesznie, ale w obecnym stanie prawnym harcerze śpiewający piosenki przy
            ognisku są przestępcami (publiczne wykonanie utworu). Prawa autorskie naprawdę
            należy ograniczyć. Nie mówiąc już o patentach. Wystarczy popatrzeć jakie głupoty
            są opatentowane: www.ffii.org.pl/webshop_pl.html

            Nie napisałem, że prawa autorskie powinny być zupełnie zniesione tylko, że
            ograniczone.

            > Jeśli więc zabranie nie jest potajemne, to nie ma kradzieży? Tak wynika z tej
            > definicji. A domu nie można ukraść? Co więc można zrobić z nieruchomością?

            Nieruchomość można bezprawnie zająć.

            > Posługujesz się definicją ze słownika języka polskiego, żeby określić
            > czym jest piractwo z punktu widzenia prawa? A zobacz sobie KK.
            > To, co proponujesz to wyłącznie zabawa językowa:
            > co jeszcze jest kradzieżą a co już np. nieuprawnionym użytkowaniem.

            Nie, to nie jest zabawa językowa, jest to zwrócenie uwagi na to, że kradzież i
            piractwo są zupełnie innymi przestępstwami. Kradzież jest przestępstem przeciwko
            MIENIU, a piractwo przeciwko PRAWOM do jakiegoś utworu. Rożnica jest o tyle
            istotna, że prawo własności zostało powołane do ochrony DÓBR RZADKICH, czyli
            takich których posiadanie przez jedną osobę wyklucza posiadanie ich przez inną,
            zaś prawa autorskie, czy ogólnie tzw. prawa intelektualne, TWORZĄ dobra rzadkie
            poprzez usankcjonowany przez państwo monopol na korzystanie z utworu. W
            szczególności prawa autorskie i patentowe OGRANICZAJĄ prawa własności np. w taki
            sposób, że na własnej kartce, własnym długopisem nie wolno komuś czegoś napisać,
            gdyż na dany zapiś został stworzony monopol.

            Dlatego wprowadzając prawa autorskie trzeba się pytać jaki interes ma
            społeczeństwo w utrzymywaniu gwarantowanej przez państwo wyłączności na
            korzystanie z utworu, oraz jakie powinny być granice tej wyłączności. Moim
            zdaniem dowód społecznej pożyteczności spoczywa na tych którzy takiej ochrony
            się domagają. Tymczasem spotkałem się z opracowaniami, które przykładowo
            wskazują, że system patentowy w zakresie biotechnologi, w USA, w rzeczywistości
            spowolnił rozwój nowych leków a nie przyspieszył.
            • manks Re: "piractwo" to nie kradzież 04.05.06, 17:39
              Gość portalu: ... napisał(a):

              > Oczywiście jako architekt z radością płaciłbyś np. tantiemy autorowi
              > czcionki, a
              > także opłacał licencję patentu na pomysł, że przy wejściu jest przedpokój?

              Nie chodzi o radość, ale uczciwość i przestrzeganie prawa. Co do patentu na to,
              że "przy wejściu jest przedpokój": o tym, czy dany pomysł powinien być
              chroniony niech decyduje niezależna organizacja z jak najbardziej
              przezroczystymi zasadami a nie ludzie, którzy mają interes w tym, żeby
              korzystać i nie płacić. To, że są patenty niedorzeczne nie oznacza, że system
              jest zły. A jeśli chodzi o autora czcionek: używam (jako ten architekt z
              przykładu) ich na warunkach właściciela. Co w tym dziwnego?

              > Nie napisałem, że prawa autorskie powinny być zupełnie zniesione tylko, że
              > ograniczone.

              A jak konkretnie - najlepiej na przykładzie architekta, który w poprzednim
              poście ukończył projekt. Jak według Ciebie ma mieć ograniczone prawa do swojego
              dzieła?

              > Nieruchomość można bezprawnie zająć.

              Nie odpowiedziałeś, czy jeśli zabranie nie jest potajemne, to o kradzieży nie
              ma mowy (tak stanowi ta definicja, którą przytoczyłeś).

              OK, nieruchomość można bezprawnie zająć. A co z sygnałem telewizyjnym, np.
              telewizji kablowej - można go ukraść? Jeśli ktoś podłącza się "na lewo", ogląda
              i nie płaci, to co robi?

              > Kradzież jest przestępstem przeciwk
              > o
              > MIENIU, a piractwo przeciwko PRAWOM do jakiegoś utworu.

              Tak, z tym, że prawa do jakiejś własności intelektualnej nie istnieją w jakiejś
              pustce, ale są związane z zyskami.

              > W
              > szczególności prawa autorskie i patentowe OGRANICZAJĄ prawa własności np. w
              > taki
              > sposób, że na własnej kartce, własnym długopisem nie wolno komuś czegoś
              > napisać,
              > gdyż na dany zapiś został stworzony monopol.

              Jakoś w ogóle nie wspominasz o właścicielu utworu, programu, projektu, znaku
              towarowego, pomysłu. Jakie on ma prawa?

              > Dlatego wprowadzając prawa autorskie trzeba się pytać jaki interes ma
              > społeczeństwo w utrzymywaniu gwarantowanej przez państwo wyłączności na
              > korzystanie z utworu,

              Przecież to działa - patenty wygasają. Ale gdyby ich nie było, to o postępie w
              wielu dziedzinach możnaby zapomnieć. Z tym intersem społecznym też trzeba
              uważać - według mnie tego argumentu można używać tylko w szczególnych
              sytuacjach.

              > oraz jakie powinny być granice tej wyłączności. Moim
              > zdaniem dowód społecznej pożyteczności spoczywa na tych którzy takiej ochrony
              > się domagają.

              A moim zdaniem nie.

              > Tymczasem spotkałem się z opracowaniami, które przykładowo
              > wskazują, że system patentowy w zakresie biotechnologi, w USA, w
              > rzeczywistości
              > spowolnił rozwój nowych leków a nie przyspieszył.

              Opracowania jak opracowania - ich główną wadą jest to, że są wyłącznie
              teoretyczne. Na pewno jakiś system patentowy umożliwia rozwój biotechnologii i
              wielu innych dziedzin - tak zresztą jest od lat. Jeśli ktoś nie będzie pewny,
              że wymyślony przez niego lek przyniesie mu odpowiednie zyski (bo np.
              konkurencja od razu go skopiuje), to nie będzie inwestował w badania.

              • Gość: ... Re: "piractwo" to nie kradzież IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.05.06, 01:09
                > Nie chodzi o radość, ale uczciwość i przestrzeganie prawa.

                Ale też chodzi o to jakie powinno być to prawo.

                > Co do patentu na to, że "przy wejściu jest przedpokój":
                > o tym, czy dany pomysł powinien być chroniony niech
                > decyduje niezależna organizacja z jak najbardziej
                > przezroczystymi zasadami

                Najlepiej niech to będą krasnoludki - "niezależna organizacja" z
                "przezroczystymi zasadami"...

                > a nie ludzie, którzy mają interes w tym, żeby korzystać i nie płacić.

                Ale to ci ludzie utrzymują system patentowy. Prawo własności i prawa autorskie
                nie zostały dane przez Boga - mają służyć społeczeństwu a nie odwrotnie.

                > To, że są patenty niedorzeczne nie oznacza,
                > że system jest zły.

                To jest dopiero niedorzeczność!
                Niedorzeczne patenty dobitnie oznaczają, że system jest zły. Te "niedorzeczne"
                patenty kończą się bankructwami firm i zwolnieniami pracowników lub milionami
                dolarów haraczy jakie płacą firmy które na to stać. Ostatnio Microsoft zapłacił
                115 mln USD a Autodesk 18 mln, za naruszenie takiego właśnie niedorzecznego patentu.
                7thguard.net/news.php?id=5040
                > A jeśli chodzi o autora czcionek: używam (jako ten architekt z
                > przykładu) ich na warunkach właściciela. Co w tym dziwnego?

                Nie płacisz fenicjanom za wynalezienie pisma. Korzystasz z tego, że duża ilość
                oznaczeń jest dostępna jako "dobro wspólne". Wyobraź sobie, że np. za użycie
                znaku całki musiałbyś pomysłodawcy płacić tantiemy, komuś innemu za znaczek
                iloczynu tensorowego, jeszcze komuś innemu za deltę Diraca. Absurd... Oczywiście
                w ostatecznym rachunku zapłaciłby za to klient, tylko jaki my obywatele mamy w
                tym interes, żeby tak się działo?

                >> Nie napisałem, że prawa autorskie powinny być
                >> zupełnie zniesione tylko, że ograniczone.
                > A jak konkretnie - najlepiej na przykładzie architekta,
                > który w poprzednim poście ukończył projekt. Jak według
                > Ciebie ma mieć ograniczone prawa do swojego dzieła?

                A jak to się działo przez ostatnie kilka setek lat? Czy to, że ktoś postawił
                sobie pałacyk będący kopią np. Palazzo Pitti z Florencji było czymś nagannym? W
                rzeczywistości tak zwana "twórczość" jest dużej mierze kopiowaniem zastanych
                wzorów, będących w większości dobrem wspólnym. Ich zawłaszczanie to stosunkowo
                nowy wynalazek.

                Dziś wmawia się nam, że jedynie słuszne podejście to "zrób raz - inkasuj po wsze
                czasy". Może niech architekt przygotowuje indywidualny projekt dla każdego
                klienta - jak ktoś chce mieć dom dopasowany do własnych potrzeb to zapłaci, a
                jak ktoś chce mieć taki jak ktoś inny, to sobie skopiuje, jak mu ten ktoś
                pozwoli. A architekt niech pobiera opłaty za czas jaki poświęca klientowi. To
                chyba sprawiedliwe? Coś z tym pomysłem jest nie tak, poza tym, że nie daje,
                poprzez wprowadzanie sztucznego monopolu, zarabiać wybranej grupce osób?

                Czas żeby przywrócić prawa własności - jak ktoś kupuje płytę to nie powinno
                nikogo obchodzić co z nią zrobi - czy powiesi sobie na ścianie czy skopiuje.
                Ograniczyć można co najwyżej sprzedawanie takich kopi. Zarezerwowane dla autora
                powinno za to być np. prawo do publicznego prezentowania utworu, np. filmu w
                kinach, muzyki w radiu itp.

                > > Nieruchomość można bezprawnie zająć.
                >Nie odpowiedziałeś, czy jeśli zabranie nie jest potajemne,
                > to o kradzieży nie ma mowy (tak stanowi ta definicja, którą przytoczyłeś).

                A co to ma do rzeczy? W KK nie ma nic o potajemności, ale jeśli ktoś nie reaguje
                na kradzież, to może to nasuwać przypuszczenie, że na zabranie mienia się godzi
                i wtedy zgodnie z zasadą volenti non fit injuria nie ma przestępstwa. Ale nie o
                to się spieramy...

                > OK, nieruchomość można bezprawnie zająć.
                > A co z sygnałem telewizyjnym, np. telewizji kablowej -
                > można go ukraść?

                Nie, nie można go ukraść bo nie jest mieniem ruchomym, chyba że za takie uzna
                się przepływające elektrony. Ścigane jest naruszenie _praw_ dających operatorowi
                wyłączność na rozpowszechnianie sygnału.

                > Jeśli ktoś podłącza się "na lewo", ogląda i nie płaci, to co robi?

                j.w.

                >> Kradzież jest przestępstem przeciwko
                >> MIENIU, a piractwo przeciwko PRAWOM do jakiegoś utworu.
                > Tak, z tym, że prawa do jakiejś własności intelektualnej
                > nie istnieją w jakiejś pustce, ale są związane z zyskami.

                To prawda, ale trzeba rozumieć różnicę - te zyski są z wprowadzonego sztucznie
                monopolu. Naruszenie monopolu pozbawia monopolistę zysków, co oczywiste, ale
                jest czymś innym niż pozbawienie kogoś rzeczywistego mienia.

                > Jakoś w ogóle nie wspominasz o właścicielu utworu, programu,
                > projektu, znaku towarowego, pomysłu. Jakie on ma prawa?

                Ma on takie prawa jakie daje mu obowiązujące prawo. Uważam, że obecnie daje mu
                zbyt duże. Tym bardziej, że większość rozwiązań w programach, projektach itp
                opiera się na tym co już wcześniej wymyślili inni.

                > Przecież to działa - patenty wygasają.

                Ale zbyt wolno.

                > Ale gdyby ich nie było, to o postępie
                > w wielu dziedzinach możnaby zapomnieć.

                To stwierdzenie wymaga dowodu. Jak do tej pory poza "tak bo tak", żadnego nie
                słyszałem. Za to są poszlaki, jeśli wręcz nie dowody, że jest odwrotnie.

                > Z tym intersem społecznym też trzeba uważać -
                > według mnie tego argumentu można używać
                > tylko w szczególnych sytuacjach.

                Wręcz przeciwnie! Prawo powinno służyć ludziom.

                >> Moim zdaniem dowód społecznej pożyteczności
                >> spoczywa na tych którzy takiej ochrony się domagają.
                > A moim zdaniem nie.

                Jeśli ktoś domaga się praw monopolisty to niech wyjaśni dlaczego i jaki wszyscy
                będą mieli z tego pożytek. System praw autorskich utrzymujemy my, wszyscy
                obywatele i ponosimy tego koszty. Powinniśmy zatem wiedzieć jakie z tego mamy
                korzyści.

                > Opracowania jak opracowania - ich główną wadą
                > jest to, że są wyłącznie teoretyczne.

                Dowody na pożyteczność systemu patentowego także.

                > Na pewno jakiś system patentowy umożliwia rozwój
                > biotechnologii i wielu innych dziedzin - tak zresztą jest od lat.

                j.w. - to "na pewno" jest bezpodstawne

                > Jeśli ktoś nie będzie pewny, że wymyślony przez niego lek
                > przyniesie mu odpowiednie zyski (bo np. konkurencja od
                > razu go skopiuje), to nie będzie inwestował w badania.

                To znowu wcale nie jest oczywiste.

                Weźmy jogurty - kiedyś jakaś firma wymyśliła, żeby dodawać owoce. Jakoś nie
                obawiała się, że inne firmy mogą rozwiązanie skopiować i też sprzedawać jogurty
                owocowe. Teraz proponuję przećwiczyć umysł i wyobrazić sobie jakie byłyby ceny
                jogurtów gdyby przez następne 30 lat jogurty owocowe mogła produkować tylko
                jedna firma...

                Zauważmy: po pierwsze bez patentów leki byłyby tańsze bo firmy nie mogłyby
                sprzedawać ich znacznie powyżej kosztów. Po drugie wydatki na badania to tylko
                niewielka część budżetu firm - największą pozycją jest marketing. Po trzecie
                badania prowadzi się także na uniwersytetach i w innych placówkach finansowanych
                z budżetu. Po czwarte wcześniejsze przejście procedury rejestracyjnej i tak
                dawałoby firmie znaczną przewagę konkurencyjną.
                Po piąte firmy szukałyby nowych leków by zwiększyć swój udział w rynku, tak jak
                to robią mleczarnie, wypuszczając nowe rodzaje serków...
                • manks Re: "piractwo" to nie kradzież 05.05.06, 11:54
                  Gość portalu: ... napisał(a):

                  > Najlepiej niech to będą krasnoludki - "niezależna organizacja" z
                  > "przezroczystymi zasadami"...

                  Nie, lepiej ustanowić ludowe trybunały decydujące, którą własność
                  można "upublicznić" dla dobra ogółu. Albo niech każdy sam rozstrzyga w swoim
                  sumieniu co może mieć za darmo a za co musi płacić. Chciałbyś, żeby tak było?

                  > Ale to ci ludzie utrzymują system patentowy. Prawo własności i prawa autorskie
                  > nie zostały dane przez Boga - mają służyć społeczeństwu a nie odwrotnie.

                  Ktoś mógłby się sprzeczać - "Nie kradnij.".

                  > To jest dopiero niedorzeczność!
                  > Niedorzeczne patenty dobitnie oznaczają, że system jest zły.

                  Nieprawda, tak samo jak niedorzeczne wyroki sądów, które przecież zdarzają się
                  na całym świecie, nie oznaczają, że wymiar sprawiedliwośći jest zły.

                  > Nie płacisz fenicjanom za wynalezienie pisma. Korzystasz z tego, że duża ilość
                  > oznaczeń jest dostępna jako "dobro wspólne". Wyobraź sobie, że np. za użycie
                  > znaku całki musiałbyś pomysłodawcy płacić tantiemy, komuś innemu za znaczek
                  > iloczynu tensorowego, jeszcze komuś innemu za deltę Diraca. Absurd...

                  Każdy właściciel może, ale nie musi udostępnić swoją własność za darmo.

                  > Oczywiście
                  > w ostatecznym rachunku zapłaciłby za to klient, tylko jaki my obywatele mamy w
                  > tym interes, żeby tak się działo?

                  My jako obywatele mamy interes w tym, żeby prawa własności były naruszalne
                  tylko w wyjątkowych przypadkach.

                  > A jak to się działo przez ostatnie kilka setek lat? Czy to, że ktoś postawił
                  > sobie pałacyk będący kopią np. Palazzo Pitti z Florencji było czymś nagannym?

                  Nie, ta hipotetyczna sytuacja jest inna: ktoś kopiuje projekt architekta i
                  wykorzystuje do własnych celów a architekt zostaje z... projektem i bez
                  pieniędzy. Został okradziony, czy nie?

                  > Dziś wmawia się nam, że jedynie słuszne podejście to "zrób raz - inkasuj po
                  > wsze czasy".

                  Rozumiem, że jeśli posiadasz dom, to np. po 10 latach zrzekniesz się prawa
                  własności na rzecz dobra wspólnego, tak? No jaki interes mamy my, obywatele, w
                  tym, że Ty czerpiesz zyski z wynajmu? 10 lat powinno Ci spokojnie wystarczyć na
                  obłowienie się.

                  > Może niech architekt przygotowuje indywidualny projekt dla każdego
                  > klienta - jak ktoś chce mieć dom dopasowany do własnych potrzeb to zapłaci, a
                  > jak ktoś chce mieć taki jak ktoś inny, to sobie skopiuje, jak mu ten ktoś
                  > pozwoli. A architekt niech pobiera opłaty za czas jaki poświęca klientowi. To
                  > chyba sprawiedliwe?

                  Dlaczego masz decydować o tym, jak architekt ma dysponować swoją własnością
                  (projekt)?

                  > Coś z tym pomysłem jest nie tak, poza tym, że nie daje,
                  > poprzez wprowadzanie sztucznego monopolu, zarabiać wybranej grupce osób?

                  Widzisz coś złego w tym, że właściciel zarabia na użyczaniu swojej własności?

                  > Czas żeby przywrócić prawa własności - jak ktoś kupuje płytę to nie powinno
                  > nikogo obchodzić co z nią zrobi - czy powiesi sobie na ścianie czy skopiuje.
                  > Ograniczyć można co najwyżej sprzedawanie takich kopi.

                  Rozdawanie za cenę nośnika może być, tak?

                  > >Nie odpowiedziałeś, czy jeśli zabranie nie jest potajemne,
                  > > to o kradzieży nie ma mowy (tak stanowi ta definicja, którą przytoczyłeś)
                  >
                  >
                  > A co to ma do rzeczy?

                  Ma tyle, że w pierwszym poście oparłeś się na definicji kradzieży ze słownika
                  języka polskiego. Jak widać ta definicja ma duże braki.

                  > W KK nie ma nic o potajemności, ale jeśli ktoś nie reaguje
                  > na kradzież, to może to nasuwać przypuszczenie,
                  > że na zabranie mienia się godzi
                  > i wtedy zgodnie z zasadą volenti non fit injuria nie ma przestępstwa.

                  Nie potajemnie to nie znaczy, że za zgodą okradzionego!!

                  > Nie, nie można go ukraść bo nie jest mieniem ruchomym, chyba że za takie uzna
                  > się przepływające elektrony. Ścigane jest naruszenie _praw_ dających
                  > operatorow i
                  > wyłączność na rozpowszechnianie sygnału.

                  No tak, jest język prawniczy, medyczny, techniczny i język potoczny. To
                  naruszenie praw, o którym piszesz, zdroworozsądkowo rzutuje się na kradzież.

                  > >> Kradzież jest przestępstem przeciwko
                  > >> MIENIU, a piractwo przeciwko PRAWOM do jakiegoś utworu.
                  > > Tak, z tym, że prawa do jakiejś własności intelektualnej
                  > > nie istnieją w jakiejś pustce, ale są związane z zyskami.
                  >
                  > To prawda, ale trzeba rozumieć różnicę - te zyski są z wprowadzonego sztucznie
                  > monopolu. Naruszenie monopolu pozbawia monopolistę zysków, co oczywiste, ale
                  > jest czymś innym niż pozbawienie kogoś rzeczywistego mienia.

                  Oczywiście, że w pewnym sensie innym, ale co do istoty - nie.

                  > Ma on takie prawa jakie daje mu obowiązujące prawo. Uważam, że obecnie daje mu
                  > zbyt duże. Tym bardziej, że większość rozwiązań w programach, projektach itp
                  > opiera się na tym co już wcześniej wymyślili inni.

                  Większość? Ile 51% czy 82% i jak to wyliczyłeś?

                  > > Ale gdyby ich nie było, to o postępie
                  > > w wielu dziedzinach możnaby zapomnieć.
                  >
                  > To stwierdzenie wymaga dowodu. Jak do tej pory poza "tak bo tak", żadnego nie
                  > słyszałem. Za to są poszlaki, jeśli wręcz nie dowody, że jest odwrotnie.

                  W jakich państwach nie ma systemu ochrony własności intelektualnej i jak one
                  sobie radzą?


                  > Wręcz przeciwnie! Prawo powinno służyć ludziom.

                  Tak, ludom pracującym miast i wsi...

                  > Jeśli ktoś domaga się praw monopolisty to niech wyjaśni dlaczego i jaki
                  > wszyscy
                  > będą mieli z tego pożytek.

                  Ktoś - właściciel - domaga się poszanowania prawa własności.

                  > Dowody na pożyteczność systemu patentowego także.

                  Najlepszym dowodem na pożyteczność systemu patentowego jest historia.

                  > Weźmy jogurty - kiedyś jakaś firma wymyśliła, żeby dodawać owoce. Jakoś nie
                  > obawiała się, że inne firmy mogą rozwiązanie skopiować i też sprzedawać
                  > jogurty owocowe.

                  A czy to można by opatentować?

                  > Teraz proponuję przećwiczyć umysł i wyobrazić sobie jakie byłyby ceny
                  > jogurtów gdyby przez następne 30 lat jogurty owocowe mogła produkować tylko
                  > jedna firma...

                  A Coca-Cola na przykład ma chronione znaki towarowe i składy napojów. I co -
                  źle? Czy lud powinien mieć do nich dostęp - pewnie ceny by spadły?

                  > Zauważmy: po pierwsze bez patentów leki byłyby tańsze bo firmy nie mogłyby
                  > sprzedawać ich znacznie powyżej kosztów.

                  Gdyby w ogóle te leki były...
      • zapytaniaznak Re: Przyjde do was do domu i was okrade i ciekawe 04.05.06, 09:38
        Gość portalu: gienio softcock napisał(a):

        > będziecie mięli minę . Piraci i pijacy !

        Z "pijakami" to się nawet zgodzę ;-)))
        Co do kradzieży i piractwa - gdyby piractwo komputerowe było zwykłą kradzieżą,
        to kara za w/w byłaby z tego samego paragrafu.
        W każdym kraju kara za piractwo jest inna, mniejsza. Ciekawe dlaczego - chyba
        nie da się tego podciągnąć pod nasze wady narodowe ?
        • Gość: manks Re: Przyjde do was do domu i was okrade i ciekawe IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 04.05.06, 19:41
          KK:

          Przestępstwa przeciwko mieniu

          Art. 278. § 1. Kto zabiera w celu przywłaszczenia cudzą rzecz ruchomą, podlega
          karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
          § 2. Tej samej karze podlega, kto bez zgody osoby uprawnionej uzyskuje cudzy
          program komputerowy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.
      • Gość: bill Re: Przyjde do was do domu i was okrade i ciekawe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.06, 13:36
        Bo każdy pirat to pijak czy jakoś tak
    • zapytaniaznak BSA - bandyci 04.05.06, 09:46
      BSA to firma quasi-detektywistyczna, której celem jest WYMUSZANIE HARACZU od
      przyłapanych na piractwie firm. Podkreślam - nie zależy im na przestrzeganiu
      prawa, tylko na ZYSKACH Z NIEPRZESTRZEGANIA prawa. Typow "ugoda" opiewa na trzy-
      albo pięciokrotność wartości nieleganych licencji.

      W/w nie oznacza, że popieram piratów, sam jestem ich ofiarą.
      Chodzi mi o zachowanie umiaru.

      Jak już pisałem piractwo to nie kradzież (bo jest na to inny paragraf), chociaż
      to przestępstwo.

      Piractwo ma jeszcze inny wymiar: w firmie - nie w domu, nie na jednym pececie -
      TRUDNO JEST ZAPANOWAĆ nad tym co siedzi w komputerach, zwłaszcza w kontekście
      legalności. Firma kupiła 10 licencji na produkt X, a po miesiącu jest 30
      instalacji, przy czym 8 pecetów leży w kanciapie, bo wyszły z użycia, a kolejne
      licencje są na pececie w pracy i na laptopie (załóżmy, że licencja zezwala na
      taką instalację jako "pojedynczą"). Efekt - brakuje np. 3 licencji.
      Ale wpada BSA wraz z policją (ciekawe, że np. JA NIE MOGĘ zrobić nalotu z
      policjantami, mimo że moje dzieła są piratowane!) zabiera dyski twarde,
      unieruchamia firmę itd. itp.
      A jeżeli licencje są, tylko np. faktury leżą w archiwum ?
      • gray Re: BSA - bandyci 04.05.06, 12:13
        zapytaniaznak napisał:

        > BSA to firma quasi-detektywistyczna, której celem jest WYMUSZANIE HARACZU od
        > przyłapanych na piractwie firm. Podkreślam - nie zależy im na przestrzeganiu
        > prawa, tylko na ZYSKACH Z NIEPRZESTRZEGANIA prawa.

        ale przecież rozwiązanie jest banalnie proste - wystarczy nie używać piratów.

        > W/w nie oznacza, że popieram piratów, sam jestem ich ofiarą.
        > Chodzi mi o zachowanie umiaru.

        i tu powraca odwieczny problem - jeżeli złagodzisz sankcje żeby ulżyć jednej
        osobie to dziesięć innych wyrżnie cię bez mydła i zaśmieje ci się w oczy.
        problem nie leży w przepisach tylko w ludziach.

        > Jak już pisałem piractwo to nie kradzież (bo jest na to inny paragraf),
        > chociaż to przestępstwo.

        jak zwał tak zwał. fakt jest taki, że twórca powinien dostać pieniądze a ich nie
        dostał.

        > Piractwo ma jeszcze inny wymiar: w firmie - nie w domu, nie na jednym pececie
        > - TRUDNO JEST ZAPANOWAĆ nad tym co siedzi w komputerach, zwłaszcza w
        > kontekście legalności.

        nie ma z tym żadnego problemu o ile stosuje się odpowiednie procedury i zasady.
        być może wydaje się to trudne przez to, że zwracanie uwagi na legalność
        oprogramowania jest u nas kompletną nowością, ale przecież od dawien dawna, w
        każdej firmie, bezproblemowo funkcjonują procedury obiegu dokumentów itd. - bez
        nich żadna firma nie jest w stanie zatrudnić więcej niż 4 - 5 osób.

        > Firma kupiła 10 licencji na produkt X, a po miesiącu jest 30
        > instalacji,

        no to mają admina-dupę i brak polityki bezpieczeństwa - programy nie instalują
        się same.

        > Ale wpada BSA wraz z policją (ciekawe, że np. JA NIE MOGĘ zrobić nalotu z
        > policjantami, mimo że moje dzieła są piratowane!) zabiera dyski twarde,
        > unieruchamia firmę itd. itp.

        daj spokój, BSA to nie zasadzka partyzantów. co jakiś czas przysyłają broszurki
        z formularzem, na którym samemu można sobie zrobić rozliczenie licencji i
        sprawdzić czy wisimy czy nie.

        > A jeżeli licencje są, tylko np. faktury leżą w archiwum ?

        no to wtedy nie ma przebacz - trzeba ruszyć tyłek do archiwum.
        • zapytaniaznak Re: BSA - bandyci 04.05.06, 12:53
          gray napisał:

          > zapytaniaznak napisał:
          >
          > > BSA to firma quasi-detektywistyczna, której celem jest WYMUSZANIE HARACZU
          > od
          > > przyłapanych na piractwie firm. Podkreślam - nie zależy im na przestrzega
          > niu
          > > prawa, tylko na ZYSKACH Z NIEPRZESTRZEGANIA prawa.
          >
          > ale przecież rozwiązanie jest banalnie proste - wystarczy nie używać piratów.

          Rozwiązanie CZEGO ? Tego, że BSA poczyna sobie jak Chuck Norris ? Tego, że stoją
          PONAD PRAWEM ?
          ZAWSZE będzie piractwo, tak jak zawsze będą złodzieje. To nie jest stan
          przejściowy, "aż do wytępienia ostatniego pirata".
          Powtarzam pytanie: Dlaczego ja - również ofiara piratów - nie mogę robić nalotów
          z policją ? Co, za mały jestem ? To od rozmiaru to zależy ?


          > > W/w nie oznacza, że popieram piratów, sam jestem ich ofiarą.
          > > Chodzi mi o zachowanie umiaru.
          >
          > i tu powraca odwieczny problem - jeżeli złagodzisz sankcje żeby ulżyć jednej
          > osobie to dziesięć innych wyrżnie cię bez mydła i zaśmieje ci się w oczy.
          > problem nie leży w przepisach tylko w ludziach.

          Nie wiem, jaki problem. Są przepisy i są ludzie, którzy je łamią. BSA ma prawo
          zrobić mi nalot szukając nielegalnego softu, ja swoim nielegalnym userom nie
          mogę. Firma Adidas nie może mi zajrzeć do szafy, czy nie mam podróby ich butów.
          Firma Optimus nie może sprawdzić, czy w pracy nie używam hardware'u podwędzonego
          w ich fabryce.

          > > Jak już pisałem piractwo to nie kradzież (bo jest na to inny paragraf),
          > > chociaż to przestępstwo.
          >
          > jak zwał tak zwał. fakt jest taki, że twórca powinien dostać pieniądze
          > a ich nie dostał.

          To proponuję np. ZBRODNIA, albo MORDERSTWO. też nieadekwatne, ale ładnie brzmi.


          > > Piractwo ma jeszcze inny wymiar: w firmie - nie w domu, nie na
          > > jednym pececie
          > > - TRUDNO JEST ZAPANOWAĆ nad tym co siedzi w komputerach, zwłaszcza w
          > > kontekście legalności.
          >
          > nie ma z tym żadnego problemu o ile stosuje się odpowiednie procedury i zasady.
          > być może wydaje się to trudne przez to, że zwracanie uwagi na legalność
          > oprogramowania jest u nas kompletną nowością, ale przecież od dawien dawna, w
          > każdej firmie, bezproblemowo funkcjonują procedury obiegu dokumentów itd. - bez
          > nich żadna firma nie jest w stanie zatrudnić więcej niż 4 - 5 osób.

          Ja piszę o firmach 1000+ osobowych. Znam ich wiele. W każdej jest taki problem.
          Mniejszy lub większy, ale jest. Widać wszyscy w Polsce i za granicą mają
          dupowatym adminów.
          Poza tym - konia z rzędem temu, co doszuka się licencji na Nortona Commander
          sprzed 10 lat. Mam go na dysku. Jest legalny. Kwitka na niego NIGDY nie widziałem.

          > > Firma kupiła 10 licencji na produkt X, a po miesiącu jest 30
          > > instalacji,
          >
          > no to mają admina-dupę i brak polityki bezpieczeństwa - programy nie instalują
          > się same.

          Chyba nie rozumiesz znaczenia słów polityka bezpieczeństwa. To nie ten temat.

          > > Ale wpada BSA wraz z policją (ciekawe, że np. JA NIE MOGĘ zrobić nalotu z
          > > policjantami, mimo że moje dzieła są piratowane!) zabiera dyski twarde,
          > > unieruchamia firmę itd. itp.
          >
          > daj spokój, BSA to nie zasadzka partyzantów. co jakiś czas przysyłają broszurki
          > z formularzem, na którym samemu można sobie zrobić rozliczenie licencji i
          > sprawdzić czy wisimy czy nie.
          >
          > > A jeżeli licencje są, tylko np. faktury leżą w archiwum ?
          >
          > no to wtedy nie ma przebacz - trzeba ruszyć tyłek do archiwum.

          Zanm przypadek, że spakowali dyski, a na część softu wieczorem firma dostarczyła
          licencje (nie kupili ich, MIELI JE WCZEŚNIEJ) i większość dysków okazała się
          "niesłusznie aresztowana". Tylk wtedy był problem, żeby się zorientować które to
          dyski, wszystko trwało ładnych kilka dni. Przestój w pracy NIE BYŁ uzasadniony
          piractwem.
          Przy okazji: czy ktoś widział LICENCJĘ ? Fizycznie, jak taką. Bo ja nie. Nie
          mówcie o nalepce z MS, bo MS to nie cały soft, poza tym nawet oni mają licencje
          SELECT itp. Wówczas nie ma papierka, są co najwyżej dowody pośrednie - faktury
          itp. Wówczas ciężko jest udowodnić, że się nie jest wielbłądem.
          • gray Re: BSA - bandyci 04.05.06, 20:31
            zapytaniaznak napisał:

            > Rozwiązanie CZEGO ? Tego, że BSA poczyna sobie jak Chuck Norris ?

            oczywiście. BSA poszukuje nielegalnie użytkowanego oprogramowania - jeżeli
            takiego nie masz to nie dostajesz kopniaka z półobrotu.

            > Tego, że stoją PONAD PRAWEM ?

            czy możesz to jakoś udowodnić?

            > ZAWSZE będzie piractwo, tak jak zawsze będą złodzieje.

            i zawsze (mam nadzieję) złodzieje będą wsadzani do pudła.

            > Powtarzam pytanie: Dlaczego ja - również ofiara piratów - nie mogę robić
            > nalotów z policją ? Co, za mały jestem ? To od rozmiaru to zależy ?

            sprawdzałeś to?

            > Nie wiem, jaki problem. Są przepisy i są ludzie, którzy je łamią. BSA ma
            > prawo zrobić mi nalot szukając nielegalnego softu, ja swoim nielegalnym userom
            > nie mogę. Firma Adidas nie może mi zajrzeć do szafy, czy nie mam podróby ich
            > butów.

            AFAIK jedynie sprzedawanie podróbek jest niezgodne z prawem.

            > Firma Optimus nie może sprawdzić, czy w pracy nie używam hardware'u
            > podwędzonego w ich fabryce.

            próbujesz udowodnić, że piractwo to nie kradzież a już drugi raz posługujesz się
            takim przykładem. kradzież przedmiotu materialnego powoduje jego zniknięcie z
            jednego miejsca a pojawienie się w drugim a oprogramowanie jest powielane, jaka
            jest zatem inna metoda niż odwiedziny?

            > > jak zwał tak zwał. fakt jest taki, że twórca powinien dostać pieniądze
            > > a ich nie dostał.
            >
            > To proponuję np. ZBRODNIA, albo MORDERSTWO. też nieadekwatne, ale ładnie
            > brzmi.

            a co to ma wspólnego i dlaczego się zaperzasz? a gdyby nagle ktoś wymyślił
            urządzonko, dzięki któremu można by kopiować samochody i jeden typek kołuje fure
            i nagle całe osiedle nimi jeździ - czy producent samochodu nie został okradziony.

            > Ja piszę o firmach 1000+ osobowych. Znam ich wiele. W każdej jest taki
            > problem. Mniejszy lub większy, ale jest.

            czyli jednak da się zrobić tak, żeby był mniejszy...

            > Widać wszyscy w Polsce i za granicą mają dupowatym adminów.

            dupowaty admin pozwala instalować użytkownikom oprogramowanie. dalej idzie samo.

            > Poza tym - konia z rzędem temu, co doszuka się licencji na Nortona Commander
            > sprzed 10 lat. Mam go na dysku. Jest legalny. Kwitka na niego NIGDY nie
            > widziałem.

            bo pewnie nie ma żadnego kwitka. jeżeli jeszcze możesz mi powiedzieć po co ci
            Norton Commander będę szalenie kontent.

            > Chyba nie rozumiesz znaczenia słów polityka bezpieczeństwa. To nie ten temat.

            jako administrator kilku sieci i audytor legalności oprogramowania sądzę, że
            rozumiem dość dobrze, no ale ktoś komu programy same się instalują może rozumieć
            lepiej.

            > Zanm przypadek, że spakowali dyski, a na część softu wieczorem firma
            > dostarczyła licencje (nie kupili ich, MIELI JE WCZEŚNIEJ) i większość dysków
            > okazała się "niesłusznie aresztowana".

            dziwny przypadek ale nie kłócę się, że nie zaistniał. nie rozumiem tylko
            dlaczego nikt nie poczekał na faktury - sprzęt można zabezpieczyć na miejscu.

            > Przy okazji: czy ktoś widział LICENCJĘ ? Fizycznie, jak taką. Bo ja nie. Nie
            > mówcie o nalepce z MS, bo MS to nie cały soft,

            a nalepka to nie licencja. od pewnego czasu EULA umieszczana jest na nośniku,
            można ją sobie wydrukować jak ktoś potrzebuje 'namacalnego' dowodu.

            > poza tym nawet oni mają licencje SELECT itp. Wówczas nie ma papierka,

            oczywiście, że jest. można ją obejrzeć na stronie, na której zarządza się
            licencją. licencją select również.

            > są co najwyżej dowody pośrednie - faktury

            faktura to bardzo ważny dowód. w przypadku firmy właściwie najważniejszy.
        • maruda.r Re: BSA - raczej hipokryci 04.05.06, 12:57
          gray napisał:

          > daj spokój, BSA to nie zasadzka partyzantów. co jakiś czas przysyłają broszurki
          > z formularzem, na którym samemu można sobie zrobić rozliczenie licencji i
          > sprawdzić czy wisimy czy nie.

          *************************************

          I na podstawie broszurki jesteś w stanie określić, ile numerów naklejanych na
          obudowy wyciekło z firmy? Ile kopii źródłowego selecta wykonał admin? Jak
          przestrzegana jest licencja dopuszczająca wielokrotne instalowanie danego
          produktu, ale z możliwością uruchomienia tylko jednej kopii w danym momencie. Itp.

          BSA to w istocie nie jest partyzantka, dla firma stricte komercyjna. Nie pomoże,
          jeżeli nie ma w tym interesu. Chyba nie jesteś na tyle naiwny, żeby sądzić, że
          BSA wejdzie w konflikt z nabywcą 200 licencji MS w interesie małego producenta,
          któremu zawłaszczono kilkanaście licencji?

          Tu przeprowadzany jest rachunek zysków i strat. Jaki jest sens ścigać firmę,
          która w pełni legalnie kupiła 150 Windowsów, a 20 sobie dopiraciła? Można
          troszkę zyskać, ale stracić obiecującego klienta.

          • gray Re: BSA - raczej hipokryci 05.05.06, 07:17
            maruda.r napisał:

            > I na podstawie broszurki jesteś w stanie określić, ile numerów naklejanych na
            > obudowy wyciekło z firmy?

            wstępnie tak.
    • Gość: Kicha mobbing IP: *.com / 83.238.160.* 04.05.06, 12:55
      Założyłem sprawę mojemu byłemu szefowi w sądzie o mobbing. Chcę 350 tys.
      ciekawy jestem czy uda mi się tyle od niego wyciągnąć.
    • Gość: B Re: Donieś na szefa, a nagroda cię nie minie IP: 83.238.130.* 04.05.06, 13:47
      Mnie ciekawi inny problem. Jeżeli B** wchodzi do firmy i żąda dysków, na których są poza programami także dane dotyczące działalności firmy, stanowiące wartość oraz (?) objęte tajemnicą handlową oraz tajemnicą korespondencji, to czy można powołując się na te przywileje odmówić wydania tychże? Np. zażądać dodatkowego nakazu rewizji? Czy można się powoływać np. na dobro klienta lub własne, odmawiając dostępu było nie było prywatnej kompani do danych?
      • Gość: gosc LA Re: Donieś na szefa, a nagroda cię nie minie IP: *.ventca.adelphia.net 04.05.06, 16:32
        nie wyobrazam sobie zeby firma angielska mogla korzystac z pirackiego
        oprogramowania i ze powstala inicjatywa nagradzania donosicieli, ztego wynika
        ze jest to nagminne , ale mam powazne watpliwosci co wiarygodnosci tej gazety
        • zapytaniaznak Re: Donieś na szefa, a nagroda cię nie minie 04.05.06, 16:36
          Gość portalu: gosc LA napisał(a):

          > nie wyobrazam sobie zeby firma angielska mogla korzystac z pirackiego
          > oprogramowania i ze powstala inicjatywa nagradzania donosicieli, ztego wynika
          > ze jest to nagminne , ale mam powazne watpliwosci co wiarygodnosci tej gazety

          Może masz kiepską wyobraźnię ;-)))
          albo wyciągasz wnioski na podstawie jednostkowych obserwacji, lub jedynie wyobrażeń.
    • Gość: dudley ..reprezentującej interesy tylko kilku producentów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.06, 17:12
      "Brytyjski oddział Business Software Alliance (BSA), organizacji reprezentującej
      interesy producentów"

      Dlaczego straszą, że nie mogę używać Linuksa i OpenOffice.org? Ludzie olewajcie
      ich, są programy o wiele tańsze a po polsku i b. stabilne. Np. openoffice.com.pl
      za 250 zł! A nie za 2000zł.
    • Gość: michauxin Re: Donieś na szefa, a nagroda cię nie minie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.06, 00:55
      A czy gwarantują, że nie utracę zatrudnienia???

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka