położne noworodkowe

02.12.08, 09:22
Pod koniec września rodziłam na starym szpitalu. Poród odbierała pani Ela
(bardzo sympatyczna osoba). Myślałam, że ten koszmar mam już za sobą ale się
myliłam i tu się zaczęło, nie przespane noce,brak wprawy w zajmowaniu się
dzieckiem, problemy z przystawieniem do piersi, nawał pokarmu, baby blues itd.
itp. Położne noworodkowe były nieuprzejme, w niczym nie pomagały. Najgorsze z
nich to niska, otyła z rudymi postawionymi włosami, czarna pudernica z mocnym
makijażem i taka szczupła z wyłupiastymi oczami. Na pochwałę zasługują (chyba)
odziałowa położniczego i taka drobna blondynka w okularach (sorry ale nie
pamiętam imion tych pań). Pozostałe były zupełnie obojętne. Ja rozumiem, że
nie zarabiają wiele ale trochę życzliwości nic nie kosztuje szczególnie w tych
pierwszych, ciężkich dniach po porodzie a zwłaszcza kiedy to jest pierwsze
dziecko. No cóż, długo będziemy musiały poczekać zanim sytuacja na położniczym
w płockich szpitalach ulegnie zmianie.
    • www9911 Re: położne noworodkowe 02.12.08, 22:15
      A ja rodziłam w lutym i byłam bardzo przyjemnie zaskoczona bo wszystkie
      koleżanki narzekały na ten właśnie oddział. Leżałam trzy dni po porodzie i
      wyszłam do domu ale po trzech dniach wróciłam z gorączką i swoim maluszkiem na
      ten sam oddział na kolejne sześć dni. Położne zajmowały się mną naprawdę dobrze
      - przychodziły na każde wezwanie i naprawdę mogę szczerze powiedzieć, że
      postawiły mnie na nogi. Ogólnie bardzo dobrze wspominam ich opiekę a naprawdę
      żadna z pielęgniarek nie była mi wcześniej znana.
      Cóż, ile ludzi tyle opinii...
      • mosia29 Re: położne noworodkowe 04.12.08, 22:03
        Ja również rodziłam na starym szpitalu i mam takie same odczucia,
        jak ania.master. Leżałam na tym oddziale i marzyłam o tym, aby wyjść
        już do domu. Na szczęście nie miałam żadnych komplikacji i po 4
        dniach (miałam cesarskie cięcie) byłam z maluszkiem w domu. Żadnej
        pomocy i zrozumienia. Pozdrawiam za to piętro 2 i jego wszystkie
        położne.
    • dorcianos1978 Re: położne noworodkowe 05.12.08, 07:13
      ja mam doświadczenia z Winiar, niestety tak samo koszmarne, marzyłam
      aby ich wszystkich nigdy więcej nie spotkać na swej drodze.
      • stephka Re: położne i pielęgniarki noworodkowe 05.12.08, 13:35
        a ja wspominam Winiary bardzo sympatycznie - jedynie jedna położna
        taka postawniejsza blondyna w okularach była nie miła oschła i
        ciagle miała jakies wąty...
        inne położne zawsze uśmiechnięte... mozę dlatego że i ja byłam dla
        nich miła... szczególnie miło wspominam taka szczuplutka drobniutką
        Panią w czarnych włosach... Taka sympatyczna że aż mam usmiech na
        twarzy :D
        pielegniarki z noworodków zabiegane ale zawsze znalazły czas i
        chwile aby cos wytłumaczyć
        salowe również OK
    • lesmaleplo Re: położne noworodkowe 06.12.08, 11:07
      potwierdzam, chyba za karę tam pracują a przynajmniej 90% z nich
      na każdy problem zdarta płyta "proszę przystawić dziecko do piersi" i tak mogą
      malucha zagłodzić
    • wik-ii Re: położne noworodkowe 06.12.08, 14:57
      ja na Winiarach rodzilam i wspominam wszytskie panie dobrze z wyjatkiem jednej
      pani dr z noworodkow- ktora na pytanie czy moje dziecko prawidlowo oddycha
      (wydawalo mi sie ze dziwnie), powiedziala, ze co ze mnie za matka skoro nie wiem
      czy moje dziecko zdrowe, po czym dodala zupelny brak instynktu macierzynskiego...
    • frodo100 Re: położne noworodkowe 21.12.08, 13:08
      Widzę, że nie jestem sama w mojej opinii co do polożniczego na
      Kościuszki. W czasie ciąży leżalam 2 razy na ginekologii i było tam
      bardzo sympatycznie-położne miłe, każde badanie wykonywały "z
      sercem".Mówię sobie-całkiem niezły szpital-dobrego dokonałam
      wyboru.Porodówka również super-trafiłam na super polożną-panią
      Anię,która nawet będąc poza moją salą dopingowała mnie podczas
      porodu i chwaliła ze wszystko idzie dobrze. Poród (przedłużający
      się -trwal prawie 20 godzin) zakończył sie cięciem,ale to raczej
      kwestia decyzji lekarzy, a nie położnych. No i trafiłam na
      położniczy.Raz, że obolała, bo rana ciągnęła,drugie-to było moje
      pierwsze dziecko-więc bardzo potrzebowałam pomocy.A było tak: po 12
      godzinach leżenia na pooperacyjnej przyszła położna (z opisu chyba
      ta sama ruda) i mowi WSTAJEMY.I wielka pretensja,ze przecież
      dostawałysmy przeciwbólowe, a nic nie ćwiczyłysmy.Tylko kto nam o
      tym powiedział...?Ja tylko wiedzialam od mamy (jest pielęgniarką),że
      po znieczuleniu nie można podnosić głowy).Na oddziale czułam się
      pozostawiona sama sobie-dobrze,że byli u mnie mąż i mama,wiec się
      jakos trzymałam.Dobrze,że na sali leżałam z dziewczyną, ktora miała
      dzieci,bo więcej pomocy i rady dostałam od niej niż od położnych.Ale
      najlepiej było po 2 tygodniach,kiedy trafiłam tam znowu z zapaleniem
      piersi. Na dzień dobry dostałam opr,ze nie odciagałam pokarmu i to
      zarówno od dr Lemiec Brzozki jak i od położnych.Okazało sie,że
      wszyscy wszystko mi mówili,a ja chyba byłam jakiś tępak i ich nie
      słuchałam.Tylko tego też nie słyszały osoby, które ze mną były. Ale
      najlepszsze było jak wychodziłam-pytam jedną położn, czy odciągać
      pokarm-a ona ABSOLUTNIE NIE!!!OK-dla pewności pytam inną położną-a
      ta OCZYWIŚCIE,ŻE TAK!!!Więc już widać jak to jest-tylko by
      ochrzaniały, że ich nie sluchamy i nic nie robimy, tylk ojak chodzi
      o rzetelną radę to nie ma żadnej.
      Wtedy byłam już lepiej wprawiona w opiece nad dzieckiem,więc nie
      potrzebowałam już takiej pomocy.I o dziwo było jakos inaczej.Z tego
      co wiem od mamy-to źle swiadczy o oddziale jeśli pacjentka wraca po
      porodzie,więc może dlatego było troszkę lepiej.Ogólnie ten oddział
      jest chyba przez wszystkich traktowany po macoszemu-nawet obchód
      jest tak na odwal.
      Wsród tego złego miło wspominam panią Anię (szczupła blondynka w
      okularach), ktora cierpliwie pomagała mi prz przystawianiu dziecka
      do piersi i jeszcze jedna,ktora przyszła do mnie porozmawiać, gdy
      widziała jak płaczę, bo przerażała mnie wizja, że następnego dnia
      dostanę już na stałe dziecko i bałam sie,że sobie nie poradzę - a ze
      strony personelu nie będę mogła liczyc na jakąkolwiek pomoc.
      Także cieszę się,że moje odczucia co do tego oddziału nie były
      odosobnione,chociaż wolałabym żeby było inaczej.
Pełna wersja