Dodaj do ulubionych

Skok "ze spadochronu" czyli manifest ciemnogrodu

IP: *.*.*.* 12.11.01, 16:50
Pytanie do ogółu czytelników: jak się skacze "ze spadochronu"? Tak, proszę
państwa, "ze spadochronU" a nie "ze spadochronEM" !!! Cudowny ów kwiatek
pochodzi z Wysokich Obcasów z ostatniej soboty i do tego występuje dwa razy, i
w tekście i jako podpis pod zdjęciem.

Swoją drogą jeżeli bohaterka tego artykułu faktycznie skoczyła ze spadochronu,
a nie ze spradochronem, to się nie dziwię, że jest inwalidką.

Pani Tereso, niech mi Pani więcej nie mówi, że krótki cykl wydawniczy w 1 dzień
powoduje przeoczenie takich błędów. Bardzo, bardzo chciałbym uwierzyć, że ten,
skądinąd ciekawy, artykuł z Obcasów w 1 dzień został przemyślany, przemówiony z
bohaterką, spisany, doszlifowany, autoryzowany, zredagowany, przepuszczony
przez korektę i wydrukowany. Jakoś trudno mi uwierzyć.

To skąd błąd? Stąd że autorki, redaktorki i korekta nie czują języka. I nawet
jeżeli potrafią o czymś napisać (dotyczy tych pierwszych), to pisać nie
powinny. Ja się nie pcham do Gazety ze względu na swój przyciężki styl oraz
nadmiar agresji, zółci i pychy
Obserwuj wątek
    • Gość: Stefan Re: Skok IP: *.zaspa.gda.pl 12.11.01, 19:14
      Piotrze Bis, strasznie przesadzasz. Masz rację, że to
      ze spadochronem, to błąd logiczny. I tylko tyle: błąd.
      O wiele za mało, żeby z tego wyciągać tak dalekie
      wnioski odnośnie powodów zatrudniania dziennikarzy.
    • Gość: qwa w kilku miejscach nie masz racji IP: *.pressmedia.com.pl 12.11.01, 21:09
      Gość portalu: PiotrBis napisał(a):


      > Swoją drogą jeżeli bohaterka tego artykułu faktycznie skoczyła ze spadochronu,
      > a nie ze spradochronem, to się nie dziwię, że jest inwalidką.

      Gdyby nie twój ognisty protest, nie przeczytałabym tego artykułu :)) Ale dalej
      będzie poważniej.

      > Pani Tereso, niech mi Pani więcej nie mówi, że krótki cykl wydawniczy...
      > To skąd błąd? Stąd że autorki, redaktorki i korekta nie czują języka.

      Wiesz, odnosząc się także do wcześniejszej twojej wypowiedzi, w której
      zaproponowałeś zatrudnianie polonistów jako korektorów po godzinach. Otóż ja wiem
      jak wygląda korekta w gazecie, wprawdzie nie tego formatu, ale zasady zapewne są
      podobne wszędzie. U nas korektorki NIGDY nie były i nie są na etatach, tylko i
      wyłącznie umowa-zlecenia albo o dzieło, zarobki akordowe i wychodzi ok. 300zł
      (teoretycznie) miesięcznie za pracę w strasznej nerwówce, bo przed zamknięciem
      numeru dostają naraz wszystkie artykuły, nie ma mowy aby zdążyć to przejrzeć,
      wyłapują tylko rzucające sie w oczy literówki i ortografy, natomiast błędy
      składniowe i gramatyczne przelatują, bo nie ma czasu na czytanie z sensem. Rzadko
      kiedy zdarzają się teksty przygotowane wcześniej, dziennik to gorąca sprawa (ale
      zgadzam sie, że "Wysokie obcasy" nie mogą tym się tłumaczyć). Trudnością
      techniczną jest zatrudnienie np. 10 osób dyspozycyjnych codziennie przez 2
      godziny, bo zarobki wynosiłyby 50zł, na dojazdy nie wystarczy. Dlatego też na
      takie warunki idą tylko studenci albo renciści/emeryci, zresztą i tak długo nie
      wytrzymują, przychodzi do redakcji mnóstwo chętnych studentek i dlatego stawki są
      niskie, taki jest rynek pracy, że na jakąkolwiek formę dorabiania jest ogromny
      popyt. Potem bywa, że wypłata jest bliska zeru, bo za przepuszczone błędy są
      obcięcia, a jakże, jedyna nadzieja że nikt nie zauważy, ale rzadko można liczyć
      na takie szczęście. Większości bardziej opłaca się niańczyć niemowlaki albo
      sprzedawać frytki, o korepetycjach nawet nie mówiąc, mniej stresujące. Zresztą
      cóż, korekta to jest w redakcji najniższy szczebel zawodowy, pierwsza idzie do
      odstrzału w przypadku jakichkolwiek "programów oszczędnościowych", nic też
      dziwnego, że jedynym celem jest nie puścić ortografa w nagłówku, nie ma szans na
      spokojne "wyczuwanie języka". A zawód dziennikarza też wcale nie polega na
      pisaniu. Polega na znajomościach w branży, umiejętności wkręcania się tam gdzie
      normalnego człowieka nie wpuszczą, posiadaniu sieci kontaktów i namiarów, bo
      tylko taki człowiek może jakąś informację zdobyć. I wychodząc z tego założenia
      zatrudnia się tego, który zdobywa informacje i ma o czym choćby w brzydkim stylu
      napisać, a nie ma szans taki, który nie zdobędzie informacji, bo co z tego, że
      pięknie potrafiłby napisać, ale nie ma o czym. Cóż, wydaje mi się, że "łatwość
      nawiązywania kontaktów" bardzo często stoi w sprzeczności z wysoką kulturą, stąd
      zapewne ten językowy brak wyczucia.
      W dzienniku jest znacznie trudniej niż w tygodniku czy innym czasopiśmie, dlatego
      też choć jako czytelnika błędy mnie denerwują, niektóre wybaczam, bo wiem jak to
      wygląda od środka.

      > o przyjęciu do GW
      > powinna decydować znajomość języka i głowa, a nie plecy i łokcie, ewentualnie w
      > przypadku kobiet inne części ciała.

      To właśnie ten ból opisany powyżej: albo jest informacja i będzie niechlujnie
      zredagowana, albo nie będzie informacji i nawet najpiękniejszy opis jak
      dziennikarza odsyłano z kwitkiem może zainteresować tylko myszy w archiwum.
      Czytelnik ma wiedzieć i już, łokcie i plecy są warunkiem koniecznym zdobywania
      informacji, na to nie ma rady.

      > wyjaśniam Kochani: Zanussi to ten od pralek, Bursa to ten od internatów, Niemen
      > to taki od nudnej lektury, Dudek to taki sobie ptaszek).

      He, he, Dudka znają, ale nie tego od kabaretu, tylko Ireneusza, który śpiewał (?)
      o starym babsztylu w papilotach, którego powinien otruć, bo nie jest podobny do
      Cindy Crawford. A rozmawiając o wdziękach modelek przy kielichu łatwiej zdobyć
      materiał do artykułu niż powołując się na znajomość filmów Konwickiego.

      > A przecież dalej jest w kraju
      > popyt na kucharki i dozorców, takich co to "ubierają czapkę i szukają po
      > prawo". Ci ludzie nie muszą być dziennikarzami.

      Mylisz się, nie ma w kraju popytu na kucharki i dozorców. Bezrobocie bliskie 20%
      dotyczy w szczególności ludzi słabo wykształconych. I oni nie zostają
      dziennikarzami. Tu strzeliłeś kulą w płot.

      > czyż nie może być w Polsce jednej
      > porządnej gazety? Tygodnik jest (Tygodnik Powszechny), gazeta niestety była.

      Moim zdaniem językowo najlepsza jest teraz "Rzeczpospolita", merytorycznie też ma
      klasę, więc polecam. Wśród tygodników masz faworyta. A z miesięczników, choć
      oczywiście wszystkich nie znam, bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie "Zwierciadło",
      polecam paniom zamiast "Wysokich obcasów". Mam nadzieję, że ta wypowiedź nie
      zostanie wycięta jako reklama konkurencji :)))

      > kolejne pokolenie, zwłaszcza jego reprezentanci wychowani przez "inżynierów z
      > petrobudowy" i kołchoźnice z awansu społecznego, nie reprezentują już sobą nic,

      Też się nie zgadza, w mojej klasie w elitarnym liceum prawie wszyscy byli dziećmi
      inteligencji, rodzice tę kulturę mieli i nią żyli, ale następne pokolenie jej nie
      przejęło i nie przyjęło, któż może wiedzieć dlaczego? Może dlatego, że według
      prawa Kopernika "zły pieniądz wypiera lepszy"?

      > A co na to czytelnicy? możecie na mnie
      > wieszać psy, wyzywać od ciemnogrodu i zadufanego chama, obrzucać mięsem i
      > jajami, piętnować i równać z ziemią. Śmiało.

      Czy aby nie jesteś masochistą? Ludzie wcale nie mają ochoty wieszać psów,
      wyzywać, równać z ziemią i wcale nie dlatego, że się boją. Ludzie są obojetni.
      Mogę też napisać "w narzeczu prymitywu": ludziom to wisi, co ty tu piszesz.

      > Piotr na bis.
      >
      > Wiek: 34 lata, wykształcenie wyższe techniczne, syn najprawdziwszego inżyniera
      > z Petrobudowy (najpierw Płock, potem Puławy, potem centrala Mostostalu), na
      > maturze 4 z polskiego (za przyciężki styl) i 3 na ustnym (za Żeromskiego).

      Beata po raz pierwszy (nick nie ma nic wspólnego z brzydkim wyrazem, po prostu
      trzy klawisze z brzegu klawitury)
      32 lata, wykształcenie wyższe, córka najprawdziwszego inżyniera z Siarkopolu. Na
      maturze 3 z polskiego ("niedysponowana") i 5 z wyróżnieniem na ustnym (za
      całokształt :))
    • Gość: qwa w kilku miejscach nie masz racji IP: *.pressmedia.com.pl 12.11.01, 21:09
      Gość portalu: PiotrBis napisał(a):


      > Swoją drogą jeżeli bohaterka tego artykułu faktycznie skoczyła ze spadochronu,
      > a nie ze spradochronem, to się nie dziwię, że jest inwalidką.

      Gdyby nie twój ognisty protest, nie przeczytałabym tego artykułu :)) Ale dalej
      będzie poważniej.

      > Pani Tereso, niech mi Pani więcej nie mówi, że krótki cykl wydawniczy...
      > To skąd błąd? Stąd że autorki, redaktorki i korekta nie czują języka.

      Wiesz, odnosząc się także do wcześniejszej twojej wypowiedzi, w której
      zaproponowałeś zatrudnianie polonistów jako korektorów po godzinach. Otóż ja wiem
      jak wygląda korekta w gazecie, wprawdzie nie tego formatu, ale zasady zapewne są
      podobne wszędzie. U nas korektorki NIGDY nie były i nie są na etatach, tylko i
      wyłącznie umowa-zlecenia albo o dzieło, zarobki akordowe i wychodzi ok. 300zł
      (teoretycznie) miesięcznie za pracę w strasznej nerwówce, bo przed zamknięciem
      numeru dostają naraz wszystkie artykuły, nie ma mowy aby zdążyć to przejrzeć,
      wyłapują tylko rzucające sie w oczy literówki i ortografy, natomiast błędy
      składniowe i gramatyczne przelatują, bo nie ma czasu na czytanie z sensem. Rzadko
      kiedy zdarzają się teksty przygotowane wcześniej, dziennik to gorąca sprawa (ale
      zgadzam sie, że "Wysokie obcasy" nie mogą tym się tłumaczyć). Trudnością
      techniczną jest zatrudnienie np. 10 osób dyspozycyjnych codziennie przez 2
      godziny, bo zarobki wynosiłyby 50zł, na dojazdy nie wystarczy. Dlatego też na
      takie warunki idą tylko studenci albo renciści/emeryci, zresztą i tak długo nie
      wytrzymują, przychodzi do redakcji mnóstwo chętnych studentek i dlatego stawki są
      niskie, taki jest rynek pracy, że na jakąkolwiek formę dorabiania jest ogromny
      popyt. Potem bywa, że wypłata jest bliska zeru, bo za przepuszczone błędy są
      obcięcia, a jakże, jedyna nadzieja że nikt nie zauważy, ale rzadko można liczyć
      na takie szczęście. Większości bardziej opłaca się niańczyć niemowlaki albo
      sprzedawać frytki, o korepetycjach nawet nie mówiąc, mniej stresujące. Zresztą
      cóż, korekta to jest w redakcji najniższy szczebel zawodowy, pierwsza idzie do
      odstrzału w przypadku jakichkolwiek "programów oszczędnościowych", nic też
      dziwnego, że jedynym celem jest nie puścić ortografa w nagłówku, nie ma szans na
      spokojne "wyczuwanie języka". A zawód dziennikarza też wcale nie polega na
      pisaniu. Polega na znajomościach w branży, umiejętności wkręcania się tam gdzie
      normalnego człowieka nie wpuszczą, posiadaniu sieci kontaktów i namiarów, bo
      tylko taki człowiek może jakąś informację zdobyć. I wychodząc z tego założenia
      zatrudnia się tego, który zdobywa informacje i ma o czym choćby w brzydkim stylu
      napisać, a nie ma szans taki, który nie zdobędzie informacji, bo co z tego, że
      pięknie potrafiłby napisać, ale nie ma o czym. Cóż, wydaje mi się, że "łatwość
      nawiązywania kontaktów" bardzo często stoi w sprzeczności z wysoką kulturą, stąd
      zapewne ten językowy brak wyczucia.
      W dzienniku jest znacznie trudniej niż w tygodniku czy innym czasopiśmie, dlatego
      też choć jako czytelnika błędy mnie denerwują, niektóre wybaczam, bo wiem jak to
      wygląda od środka.

      > o przyjęciu do GW
      > powinna decydować znajomość języka i głowa, a nie plecy i łokcie, ewentualnie w
      > przypadku kobiet inne części ciała.

      To właśnie ten ból opisany powyżej: albo jest informacja i będzie niechlujnie
      zredagowana, albo nie będzie informacji i nawet najpiękniejszy opis jak
      dziennikarza odsyłano z kwitkiem może zainteresować tylko myszy w archiwum.
      Czytelnik ma wiedzieć i już, łokcie i plecy są warunkiem koniecznym zdobywania
      informacji, na to nie ma rady.

      > wyjaśniam Kochani: Zanussi to ten od pralek, Bursa to ten od internatów, Niemen
      > to taki od nudnej lektury, Dudek to taki sobie ptaszek).

      He, he, Dudka znają, ale nie tego od kabaretu, tylko Ireneusza, który śpiewał (?)
      o starym babsztylu w papilotach, którego powinien otruć, bo nie jest podobny do
      Cindy Crawford. A rozmawiając o wdziękach modelek przy kielichu łatwiej zdobyć
      materiał do artykułu niż powołując się na znajomość filmów Konwickiego.

      > A przecież dalej jest w kraju
      > popyt na kucharki i dozorców, takich co to "ubierają czapkę i szukają po
      > prawo". Ci ludzie nie muszą być dziennikarzami.

      Mylisz się, nie ma w kraju popytu na kucharki i dozorców. Bezrobocie bliskie 20%
      dotyczy w szczególności ludzi słabo wykształconych. I oni nie zostają
      dziennikarzami. Tu strzeliłeś kulą w płot.

      > czyż nie może być w Polsce jednej
      > porządnej gazety? Tygodnik jest (Tygodnik Powszechny), gazeta niestety była.

      Moim zdaniem językowo najlepsza jest teraz "Rzeczpospolita", merytorycznie też ma
      klasę, więc polecam. Wśród tygodników masz faworyta. A z miesięczników, choć
      oczywiście wszystkich nie znam, bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie "Zwierciadło",
      polecam paniom zamiast "Wysokich obcasów". Mam nadzieję, że ta wypowiedź nie
      zostanie wycięta jako reklama konkurencji :)))

      > kolejne pokolenie, zwłaszcza jego reprezentanci wychowani przez "inżynierów z
      > petrobudowy" i kołchoźnice z awansu społecznego, nie reprezentują już sobą nic,

      Też się nie zgadza, w mojej klasie w elitarnym liceum prawie wszyscy byli dziećmi
      inteligencji, rodzice tę kulturę mieli i nią żyli, ale następne pokolenie jej nie
      przejęło i nie przyjęło, któż może wiedzieć dlaczego? Może dlatego, że według
      prawa Kopernika "zły pieniądz wypiera lepszy"?

      > A co na to czytelnicy? możecie na mnie
      > wieszać psy, wyzywać od ciemnogrodu i zadufanego chama, obrzucać mięsem i
      > jajami, piętnować i równać z ziemią. Śmiało.

      Czy aby nie jesteś masochistą? Ludzie wcale nie mają ochoty wieszać psów,
      wyzywać, równać z ziemią i wcale nie dlatego, że się boją. Ludzie są obojetni.
      Mogę też napisać "w narzeczu prymitywu": ludziom to wisi, co ty tu piszesz.

      > Piotr na bis.
      >
      > Wiek: 34 lata, wykształcenie wyższe techniczne, syn najprawdziwszego inżyniera
      > z Petrobudowy (najpierw Płock, potem Puławy, potem centrala Mostostalu), na
      > maturze 4 z polskiego (za przyciężki styl) i 3 na ustnym (za Żeromskiego).

      Beata po raz pierwszy (nick nie ma nic wspólnego z brzydkim wyrazem, po prostu
      trzy klawisze z brzegu klawitury)
      32 lata, wykształcenie wyższe, córka najprawdziwszego inżyniera z Siarkopolu. Na
      maturze 3 z polskiego ("niedysponowana") i 5 z wyróżnieniem na ustnym (za
      całokształt :))
      • qwa sorki za powtórkę 12.11.01, 21:18
        To nie jest ładnie ze strony portalu Gazety, że wylogowuje bez uprzedzenia, przy
        wysyłaniu pokazuje się HTTP Error, a wiadomość jednak idzie... Przy tym zniknął
        mój adres, toteż gdyby ktoś chciał pokorespondować, to proszę bardzo.
    • Gość: Zbigniew Re: Skok IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 17.11.01, 09:40
      Przykro mi, ale niestety nie mozna nazwac Twoich dywagacji o powodach zatrudniania kobiet w
      gazetach inaczej niz prostactwem. Co do reszty, to jestem zdania, ze zbyt wiele pary w gwizdek!
      PS
      Murzyn piszemy wielka litera.
    • _jazzek_ Re: Skok 'ze spadochronu' czyli manifest ciemnogr 12.11.02, 17:51
      Ratuję ten wątek jako swego rodzaju materiał poglądowy. Widać w nim, do jakiego
      rozstroju nerwowego może niektórych ludzi doprowadzić niestaranność językowa w
      środkach masowego przekazu. Mamy też wyjaśnienie tego stanu rzeczy -
      oszczędzanie na jakości.
      Jako były tłumacz i korektor mogę potwierdzić diagnozę wystawioną przez
      koleżankę qwa. Firmy starają się uzyskać tłumaczenia stosunkowo małym kosztem,
      zatem często zatrudniają studentów, którzy są słabi merytorycznie i niechlujni
      językowo. Już nie wspominam o tym, że firmy takie większość funduszy na
      tłumaczenia zatrzymują u siebie, a z wykonawcami potrafią wykłócać się
      o 'the', 'and' i 'or'. Gdy czytam ksiązki z mojej dziedziny (informatyka),
      wydane jako tłumaczenia, to w zależności od ogólnego nastroju zwijam się po
      podłodze ze śmiechu lub wyję jak pies z rozpaczy - i to zarówno z powodów
      merytorycznych, jak i językowych.
      Tak jak i w innych dziedzinach kapitalizm przyniósł nam zalew chłamu :( Mam
      tylko nadzieję, że kiedyś jakość wróci do łask.
    • sze Re: Skok 'ze spadochronu' czyli manifest ciemnogr 13.11.02, 10:37
      I. Zauważenie drobnego błędu językowego w największym polskim dzienniku i
      rozdzieranie szat z ostentacyjną satysfakcją i dumą z własnej inteligencji
      świadczy o niczym innym jak o małości. To taka postawa małego Jasia, którego
      rozpiera duma, kiedy zobaczy, że dorosły dłubie w nosie. Leci do tatusia i
      raportuje mu zauważony fakt, z nadzieją na pochwałę i podniesienie samooceny w
      oczach autorytetu ("JA wiem, że tak się nie robi!").

      II. Artykułu nie czytałem, bo zazwyczaj nie czytuję "Wysokich obcasów", ale
      wiem jedno. Popełnianie błędów - ortograficznych czy językowych - bynajmniej
      nie świadczy o poziomie ogólnym autora ani myślowej randze tekstu. Ma z tym
      wręcz niewiele wspólnego. Świadczy przede wszystkim o zdolnościach autora w
      dziedzinie języka. Są bowiem ludzie o różnych umiejętnościach w tej dziedzinie,
      jak zresztą w każdej. Jasne jest, że można stworzyć tekst mądry, głęboki, ważki
      czy wzruszający, będąc kompletnie na bakier z ortografią, idiomatyką a nawet
      fonetyką. Ponieważ mnie ortografia nigdy nie sprawiała najmnniejszej trudności,
      wiem, że liczy się przede wszystkim treść, nie forma. Znacznie bardziej drażni
      mnie głupota i miałkość tekstu niż najgorsze nawet błędy.

      III. Teksty do gazety pisze się szybko. Jeśli ktoś się tym kiedyś zajmował,
      wie, że nie da się napisać większego tekstu bez błędów, jak też nie da się
      własnych błędów wyłapać, nawet przy 10-krotnej lekturze. Dobra redakcja stosuje
      żelazną zasadę czytania każdego tekstu przez dwie osoby. Ale co robić, gdy
      druga osoba też błędu nie wychwyci? Cóż, i to się zdarza. Wyciąganie z tego
      pochopnych wniosków ("elita", "plebs", "chamstwo" itd.) przypomina taktykę
      menela-pijaczka pod przysłowiową budką z piwem, któremu się nie spodobałeś i
      który z tego powodu rozwija własną wizję Twojej genealogii ze szczególym
      uwzględnieniem profesji mamusi.

      IV. Zaprezentowane wnioski wcale nie są niepoprawne politycznie, nie świadczą o
      spychanej na margines elitarności, nie wynikają z wyższej kultury, ani nie są
      żadnym głosem Ciemnogrodu. Ja wiem, że to wszystko modne, że piekielnie miło
      być przedstawicielem wymierającej wyższej kultury, przeciwstawiać się do
      upadłego nachalnemu, prostackiemu "postępowi", stać jak Ordon na reducie i jak
      Rejtan na podłodze. Ale niestety, strzał kompletnie spudłowany tym razem. Kula
      w płot, kochany, kula w płot.

      Pozdrawiam
      • m-p Re: Skok 'ze spadochronu' czyli manifest ciemnogr 13.11.02, 14:39
        Nie wiem, czy masz rację.
        Jeśli chodzi o szczegóły, może trochę. Błędzy stylistyczne, interpunkcyjne i
        logiczne musi, jak dotąd wychwytywać człowiek.
        Ale Wyborcza robi błedy ortograficzne I rzędu. To świadczy jedynie o
        niechlujstwie, lenistwie i złej organizacji. Bo sprawdzenie przy pomocy
        spelling checkera czasu zajmuje niewiele i tłumaczenie krótkim cyklem
        wydawniczym jest niepoważne.

        Myślę, że Pani Ekspert marnuje czas, udzielając się na Forum. Powinna więcej
        czasu poświęcić swoim współpracownikom. Bardzo go potrzebują.
        Proponuję otwarcie np. forów Astrologii i Porad Sercowych zamiast Ortografii :))

        • sze Re: Skok 'ze spadochronu' czyli manifest ciemnogr 13.11.02, 15:45
          > Ale Wyborcza robi błedy ortograficzne I rzędu. To świadczy jedynie o
          > niechlujstwie, lenistwie i złej organizacji.

          Byc może. Ale na pewno nie o tym, że pismo redaguje "plebs", niedouczony
          motłoch, wychowankowie inżynierów (?!) i inne takie.

          > Bo sprawdzenie przy pomocy
          > spelling checkera czasu zajmuje niewiele i tłumaczenie krótkim cyklem
          > wydawniczym jest niepoważne.

          Ależ oni używają spelczekerów! Błędy w GW są w przeważającej większości błędami
          niewychwytywalnymi przez spelczeker: 'wiec' zamiast 'więc', 'miedzy'
          zamiast 'między' czy składniowe typu "...zwrócił się z apelem o rozłożenie
          spłatami...".

          > Myślę, że Pani Ekspert marnuje czas, udzielając się na Forum. Powinna więcej
          > czasu poświęcić swoim współpracownikom. Bardzo go potrzebują.

          Chyba przede wszystkim potrzebuje tych współpracowników...

          Poza tym jak to wyżej opisano: w dzienniku jest nerwówka - pewne teksty pisze
          się na przykład na 4 minuty przezd deadline'em i oddaniem tekstu do drukarni.
          Nie ma szans, żeby pogodzić to z jakością języka.

          Pozdrawiam
          • m-p Re: Skok 'ze spadochronu' czyli manifest ciemnogr 13.11.02, 18:09
            Tak?
            'wyporzyczalni' spelling checker nie chwyta?
            Nie wiem, czy się orientujesz, że za dwa błedy ortograficzne w pracy maturalnej
            kiedyś oblewało się maturę.

            A błędy w dodatkach weekendowych?
            A doklejanie 'zajebistych' tytułów do całkiem poważnej i sensownej treści?

            Poza tym:
            Był Big Brother w Wyborczej? Był.
            Były reklamy papierosów, przeplatane akcjami "Dzień bez papierosa'? Były.
            Jakoś dziwnie homogeniczny obraz. Byle tanio, byle szmal... Gazeta dla
            ćwierćinteligenta.

            Trzeba sie przestać wygłupiać na forum. Pies drapał Wyborczą...
            • sze Re: Skok 'ze spadochronu' czyli manifest ciemnogr 15.11.02, 22:32
              > Tak?
              > 'wyporzyczalni' spelling checker nie chwyta?

              Powiedziałem "w przeważającej większości". Inne też są, ale mniej.

              > Nie wiem, czy się orientujesz, że za dwa błedy ortograficzne w pracy
              > maturalnej kiedyś oblewało się maturę.

              Jeśli teraz nie, to bardzo się cieszę. Matura, jeśli ma być jakimś certyfikatem
              poziomu człowieka, nie może za główne kryterium tego poziomu uznawać
              umiejętności pisania bez błędów, bo będzie to makulatura, a nie certyfikat (i
              tak jest w dużym stopniu, ale z innych powodów i to nie ma nic do rzeczy w tej
              dyskusji). Jak napisałem powyżej, dobra ortografia wcale nie świadczy o
              poziomie człowieka. I wcale tu nie próbuję bronić jakichś swoich wad: piszę to
              z pozycji człowieka, który z ortografią kłopotów po prostu nie miał.

              Ocenianie człowieka tylko po ortografii jest testowaniem bardzo niewielkiego
              wycinka jego umiejętności, dość ściśle związanego z osobistymi predyspozycjami
              w tej akurat dziedzinie. To tak, jakby dawać maturę za umiejętność wrzucenia 8
              koszy na 10. Niscy, grubawi albo mało zręczni wysiadają.

              > A doklejanie 'zajebistych' tytułów do całkiem poważnej i sensownej treści?

              Akurat ich tytuły są w 90 procentach znakomite. Taka konwencja tytułowania
              świadczy o wysokim, trudnym do imitacji poziomie, na który mogą sobie pozwolić
              tylko redakcje dysponujące ludźmi wysokiej klasy.

              > Poza tym:
              > Był Big Brother w Wyborczej? Był.
              > Były reklamy papierosów, przeplatane akcjami "Dzień bez papierosa'? Były.
              > Jakoś dziwnie homogeniczny obraz. Byle tanio, byle szmal... Gazeta dla
              > ćwierćinteligenta.

              A co to ma do rzeczy? Ja wcale nie twierdzę, że GW to intelektualne wyżyny.
              Mówię tylko, że nie można wyciągać dość karkołomnych wniosków z jednej czy
              drugiej wpadki ortograficznej. Znacznie lepszych gazet dla ćwierćinteligentów
              znam dużo. Akurat w GW jest relatywnie (w prównaniu z innymi gazetami) sporo
              ciekawego.

              Poza tym masz wolność wyboru. Albo chcesz palić papierosy, albo chcesz je
              rzucić - to jest tylko Twój wybór, nie obwiniaj gazet, że nie kłamią, żeby Ci
              było milej je czytać.

              Poza tym: można oczywiście nienawidzić "Wyborczej", ale trzeba mieć odwagę
              walić między oczy i mówić, dlaczego się jej nie lubi, a nie krążyć opłotkami i
              podgryzać w kostki. Jak ktoś nie ma odwagi powiedzieć przeciwnikowi, że gada
              bzdury i podjąc dyskusji, lepiej powiedzieć, że jest burakiem, bo ma fatalny
              krawat i że z kimś takim to dyskutować nie będę. Sam mam do GW wiele
              zastrzeżeń, ale jak powiedział Lec, nogi podstawiają karły, to ich strefa.

              Pozdrawiam
    • kubajek Skoczcie na ... piwo :) 13.11.02, 21:39
      Czytam i zastanawiam się skąd w nas - Polakach, tyle agresji?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka