mamutus
18.01.14, 22:29
I oto nastała nam nowa generacja osobników człekokształtnych, zasilająca w gotówkę kasy multipleksów kinowych - popłuczyn po dawnych przybytkach kultury oraz ich fastfoodowe przydatki. Organizatorzy kinopodobnej uczty, już przed wejściem na salę zbiorowego przeżywania, gwoli lepszego samopoczucia uczestników spektaklu, serwują widzom kubełek dmuchanej kukurydzy i wiaderko coca-coli na zapojkę. Dla tych bardziej wymagających znajdzie się również miejsce na sexkanapach, zlokalizowanych w tym celu w ostatnim rzędzie kinozjadalni. Aby jakoś zabić czas potrzebny na wchłonięcie zawartości popcornowego worka, na ekranie wyświetlane jest coś, co czasami przypomina wyrób, ongiś zwany sztuką filmową. Standardowe arcydzieło takiej kinopodkultury, lansujące na dużym ekranie cudoidoli wyplutych przez kolejne reality-show, daje proporcjonalną do poziomu gawiedzi pożywkę w postaci pełnego przeglądu słownictwa rodem z PRL-owskiego rowu, a im więcej przypada w nim k... oraz p… na minutę obrazu, tym większy aplauz kinożerców dla tegoż pełnoekranowego produktu. Współcześni wyjadacze filmowej kamery prześcigają się więc w zachamianiu języka ekranu, bo mamona przede wszystkim, a kasę w dzisiejszej rzeczywistości robi się najszybciej na chamstwie i ordynarnym kancie. Tak oto w beznadziejnym poszukiwaniu śladów kultury znaleźliśmy się w królestwie śmierdzącej kukurydzy, szeleszczących toreb i mlaskających żuchwami kinożerców. Teatry świecą pustkami, boć już w szkołach uczą, jak treść dowolnej sztuki wchłonąć w pięć minut z wszechobecnych bryków, bez zbędnego wysiłku umysłu, za to oszczędzając sobie nadmiar zbędnych dodatków do sprasowanego w kostkę i wyciśniętego z uczuć surogatu dzieła literatury. Padają kina studyjne, teatry i wernisaże, bo kultura nie jest trendy. Współczesna subkultura, to rynsztokowy słownik, popcorn, pizza hut i coca-cola, a publiczne pożeralnie wyprały z młodych mózgów pojęcie duchowej strawy. Chciałbym usłyszeć w tym miejscu oskarżenie o paranoję i zobaczyć obalenie mojej czarnej wizji tego świata, bo zaświtałaby we mnie nadzieja, że człowiek z powrotem stanie się tym, co go odróżnia od uczestników chrząkanej biesiady przy złotym korycie.