grenka1
03.05.08, 17:02
"Kilka godzin chory człowiek leżał na chodniku. Wszystko dlatego, że
prywatne pogotowie zostawiło go pod drzwiami.
67-letni pan Wiesław przewrócił się w mieszkaniu. Nie mógł się
podnieść, zadzwonił po pogotowie. Karetka zabrała go najbliższego
szpitala - im. Kopernika. Po kilku godzinach badań medycy uznali, że
zamiast leczenia szpitalnego wystarczy opieka lekarza pierwszego
kontaktu.
Pan Wiesław nadal nie mógł zrobić nawet kilku kroków, więc w
szpitalu zdecydowano, że pacjent zostanie odwieziony do domu
karetką. Przed południem mężczyznę zapakowano do ambulansu. Na
miejscu sanitariusze wynieśli go do mieszkania. Ale ich podopieczny
nie miał klucza, a syn pana Wiesława wyszedł z domu. Sanitariusze
nie zawracali sobie głowy. Zostawili mężczyznę pod drzwiami na
zimnych betonowych schodach. I bez słowa odjechali.
Sąsiedzi zaczęli wzywać pomoc. - Pani z drugiego piętra dzwoniła na
policję, pogotowie i straż miejską. Wszyscy mówili, że to nie ich
sprawa "
miasta.gazeta.pl/lodz/1,35136,5173618.html