Dodaj do ulubionych

Kolęda na wesoło.

05.01.10, 12:17
forum.gazeta.pl/forum/w,410,105201354,105201354,Co_grozi_ksiedzu_podczas_koledy.html
"Z lektury wynika, że kolęda to bardzo trudny okres w życiu księdza. Po
pierwsze - dlatego, że kapłan może nie zostać wpuszczony do mieszkania
("ludzie tłumaczą, że nie są przygotowani; że nie wiedzieli o kolędzie; że nie
spodziewali się księdza...itd." - czytamy w instrukcji). Po drugie, z domu
uciekają ci, którzy "jakoś są na bakier z Kościołem" ("żyją w konkubinacie czy
innych nieprawidłowych związkach, młodzież, która nie chodzi na religię, osoby
mające problem z alkoholem"). W przypadku konkubinatu księża mają zwrócić
uwagę na parafian, którzy rok wcześniej obiecali uregulować związek "wobec
Boga i Kościoła, a okazuje się, że obietnice pozostały jedynie w sferze
teorii"). Po trzecie, "zdziwienie na widok kapłana" (instrukcja opisuje, że
zdarzają się zabawne sytuacje, gdy otwierając drzwi księdzu ludzie mówią: "O,
jakiś nowy ksiądz w tym roku do nas przychodzi"). Po czwarte i szczególnie
groźne mogą być... agresywne zwierzęta (psy). W tym przypadku kuria podpowiada
księżom, jak się zachować. Otóż, można - wg instrukcji - zaprowadzić psa do
pustego pokoju albo poprosić sąsiadów o popilnowanie zwierzęcia"

A Wy jaką strategię przyjmujecie na czas kolędy?
Uciekacie?
Spuszczacie ze smyczy Azorka?
Częstujecie wiśniówką?
Obserwuj wątek
    • Gość: martella Re: Kolęda na wesoło. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.10, 15:07
      Nie biorę urlopu w związku z wizytą księdza, nie zwalniam się z
      pracy, nie daję koperty. Jednak rottweilera od kolegi nie pożyczam.
      Przyjmuję, choć przykra to konieczność. Nie znam godziny, w której
      ksiądz zapuka do mych dzrzwi. Zatem cały wieczór nie uwalniam cyców
      ze stanika. Ale już po cieszę się jak małe dziecko, że na rok mam
      spokój. A może latem będzie koniec świata?
      • Gość: anka Re: Kolęda na wesoło? no nie wiem ... IP: 91.212.223.* 05.01.10, 15:53
        Chyba miało być na wesoło, ale nie wiem czy będzie. Ja nie jestem na
        bakier z kościołem, żyję w skarmentalnym związku, dni święte święcę
        itp. Ale ZAWSZE czuję się skrępowana tą wizytą - tak jak ksiądz,
        który przychodzi. Siedzimy te przepisowe 3 minuty, jakieś gadki-
        szmatki "jak wam się żyje", potem kopertka i do nastepnych, zamykamy
        drzwi, ufff. Ulga.
        Kiedyś zapytałam o in vitro ( moja osobista rozterka), ale ksiądz
        sie speszył i jeszcze szybciej uciekł. Zanotował tylko coś w
        zeszyciku.
        Nie było mi do śmiechu. W tym roku najchętniej bym się schowała, ale
        jakoś mi głupio. Ha, ha :(:(
    • Gość: ;) Re: Kolęda na wesoło. IP: *.cable.smsnet.pl 05.01.10, 16:32
      forum.gazeta.pl/forum/w,384,73731053,,Wpuscic_ksiedza_po_koledzie_.html?v=2
    • sootball Re: Kolęda na wesoło. 05.01.10, 17:19
      Och, chyba w końcu wprowadzę w życie mój niecny plan:
      naskrobię kredą na drzwiach K+M+B, a pod spodem tłumaczenie:
      Kunospaston
      Mefistofeles
      Belzebub
      • ewa9717 Re: Kolęda na wesoło. 05.01.10, 17:34
        Zupełnie serio: u nas ministranci pytają dzień przed, więc grzecznie
        odmawiam. Jeżeli księżaszkowi mimo to zdarzy się do mnie zapukać, po
        raz drugi mówię, że dziękuję, ale nie. I nie rozumiem, dlaczego
        miałabym się bawić w jakieś dziwne podchody.
        • aga-kosa Re: Kolęda na wesoło. 05.01.10, 17:59
          przyszedł ksiądz po koledzie do rodziny z małym dzieckiem i stara
          sie z dzieciakiem złapac kontakt.Popatrz jaka mam ładna czapeczke ,
          no kto ja jestem?
          -milczenie
          -a popatrz jaka mam sutannę ,no kto ja jestem
          -milczenie
          -popatrz ile mam guziczków przy sutannie ,no kto ja jestem?
          -chwalidupa ,chwalidupa
    • model.testowy Re: Kolęda na wesoło. 05.01.10, 19:58
      Uchylam lekko drzwi, trzymając w ręku kartkę, z której odczytuję:
      "To niepolozumienie. To nie jeśt i nigdy nie był sialon masaziu eroticznego. A ta pani w tym płaściu psiśła i w nim wychoci. Dowicenia."
      ;)
      • Gość: Azorek Re: Kolęda na wesoło. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.01.10, 20:52
        Nie trzeba mnie spuszczać ze smyczy, bowiem smyczy nie noszę. Kagańca też nie.

        A jeśli chodzi o kolędę (co roku pojawia się taki wątek) to nie przyjmujcie księdza i już. A nie podchody, chowanie się, partyzantka. Tego nie rozumiem. Można pomyśleć, że ksiądz wam się siła wypcha, wy mu drzwi trzask, a on oknem, jak wampir...

        Do nas najczęściej - choć nie zawsze - przychodzi proboszcz, nasz przyjaciel, który bywa u nas kilka razy w miesiącu towarzysko, więc trudno to nazwać wizytą duszpasterską. O co ma pytać? ;) Wszystko wie i my wiemy wszystko :))Wchodzi z ministrantami, poważnie, święci dom, wspólne Ojcze nasz, młodzi won, a on do lodówki, albo idzie się wysikać, bo czuje się u nas jak w domu. Znamy się kilkanaście lat, był wtedy tuż po seminarium, poznaliśmy się na "cywilnym" gruncie. Tak się jakoś stało, że objął naszą parafię.

        Gorzej jak przyjdzie młody wikary, który nas nie zna, bo znalazł się niedawno w parafii. Spodziewa się, że pan profesor i żona artystka, z tej hmm...kultury wysokiej (sory, że tak mówię) to ludzie poważni, smętni może - a tu na dzień dobry wali się na niego pies, który nie dał się zamknąć i koniecznie chce pocałować wikarego w nosek. Pies nie jest malutki. Potem przychodzą koty, siadają na stole i obserwują go krytycznie, a jak są jakieś młodziaki, to włażą po sutannie na kolana. A na koniec dwa pozostałe psy otwierają drzwi, wybiegają z ukrycia i robią raban...Moje zwierzaki kochają kler :) Jak coś jest duże i czarne to może rodzina wujka (mój brat też jest księdzem), albo przyszywanego wujka (przyjaciela), więc fajnie.
        Tak więc świeży wikary wychodzi od nas oszołomiony, bo oprócz zwierzaków przeżył spotkanie z moim mężem, który jest jaki jest...

        • Gość: gupek_miastowy Re: Kolęda na wesoło. IP: *.chello.pl 05.01.10, 21:02
          Ksiądz idzie się wysikać do lodówki po czym z szafy wybiega na niego twoja osobista żyrafa i słoń Bonifacy?!
          • Gość: Morus Re: Kolęda na wesoło. IP: 85.222.87.* 05.01.10, 21:44
            Mój punkt widzenia: ksiądz też człowiek, im normalniej się doń
            podejdzie, tym normalniejszy on ma szansę się okazać. Jeśli ma
            dziwactwa, udaję, że nie widzę. Udawać nie mam okazji często, bo
            przez dziesięć lat pojawił się zaledwie dwa razy, przy czym za
            drugim razem nas (gospodarzy) nie zastał, bo wyjechali my na saksy.
            Duszpasterz zastał zamieszkujących pod naszą nieobecność lokal :
            mojego brata, moją siostrę oraz siostry chłopaka, który akurat
            przyszedł i siedział. Ksiądz został wpuszczony, prawdopodobnie
            poczęstowany piwem, i wziął zgromadzonych w krzyżowy ogień pytań,
            chcąc zrozumieć, na jaki dziwny układ męsko-damski trafił.
            W tym roku ma jakiś przyjść, ale chyba nie zdołamy go niczym
            zadziwić.
            Mnie wystarczy, jeśli będzie miły i na luzie, wierzący, i niezbyt
            gadatliwy.
            Koperty nie szykuję - w naszej parafii, gdzie zresztą prawie nigdy
            nie bywam, bo jako mieszkaniec metropolii mam wybór, nie ma
            wielkiego parcia na koperty.
            • Gość: ;) Re: Kolęda na wesoło. IP: *.cable.smsnet.pl 07.01.10, 14:32
              > chcąc zrozumieć, na jaki dziwny układ męsko-damski trafił.

              Pewnie w głowie przewijała mu się lektura Dekameronu:)))
    • kaga9 Re: Kolęda na wesoło. 05.01.10, 23:38
      E tam, ze zwierząt domowych miewam tylko drosophila melanogaster, one nie
      reflektują na księży;)

      Gdy jeszcze mieszkałam z rodzicami, przyszedł po kolędzie ksiądz. Nawet
      wyluzowany, normalna gadka. W końcu wziął zamach, założył nogę na nogę i pyta:
      słuchajcie, tu dom niepalących, ale mogę zapalić? Zajarał sobie Spike'a
      (pamiętam), odpalając go od świecy stojącej na straży pasyjki i Biblii i
      poszedł. Potem widziałam go jeszcze na koncercie rockowym:)
    • xkropka Re: Kolęda na wesoło. 07.01.10, 14:29
      Młodym dziewczęciem będąc zamieszkiwałam z bratem dwupokojowe
      mieszkanko z kuchnia otwartą na pokój. W mojej ówczesnej parafii nie
      było zwyczaju przyklejania na klatce kartek z informacją o wizycie
      duszpasterskiej. Gdyby nie to, do opisanej niżej sytuacji nie
      doszłoby.
      Piatek wieczór. Wpadli do mnie znajomi, w czwórkę wypiliśmy 2 czy 3
      butelki wina, potem poszła jeszcze na rozchodniaczka nalewka mojej
      mamy, towarzystwo zabrało się i grzecznie poszło ok. godz. 1 w nocy.
      Ja poszłam spać, obudziłam się ok 11, popatrzyłam na stojacą na
      kuchennym blacie baterię szkła i stwierdziłam, ze zmywanie i
      sprzątanie nie ucieknie, więc mogę jeszcze pospać. Ok. 15 dzwonek do
      drzwi, zaspana otwieram, a tam sympatyczny franciszkanin. No i
      zamiast zwyczajowego "szczęść Boże" usłyszał "O cholera..."
      Wszedł, spojrzał na dekorację w kuchni, szybko odrobił swoje i
      poszedł. Za rok wizytę przyjmowałam juz z mężem, a jednym z
      elementów wystroju mieszkania był wazon wypełniony korkami po winie.
      Bardzo jestem ciekawa zapisów w mojej karcie parafialnej...

      I jeszcze anegdota a poropos:

      Do pewnej rodziny przyszedł ksiądz po kolędzie, ale trudno było mu
      się skupić na modlitwie, bo nad stołem ze zwyczajowymi utensyliami
      wisiał sporych rozmiarów akt (właściciele zastanawiali się, czy na
      czas wizyty księdza obraz usunąć, ale stwierdzili, że ślad na
      ścianie będzie dziwnie wyglądał). Po wizycie duszpasterskiej w
      karcie parafianina oprócz zwyczajowych informacji, pojawiła się
      notka o obrazie. Za rok, po remoncie, na obraz znaleziono inne
      miejsce, a w kartotece pojawiła się adnotacja "Obraz zniknął, a
      szkoda".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka