Dodaj do ulubionych

dowcipy w pracy

28.05.04, 10:11
od jakiegos czasu wali nam w pracy nieco na dekielek
modne sie staly dowcipy wyprawiane na naszych workmates :) ale jakos inwencji
nam brak
co prawda ja juz wynioslam 2 razy zegarek scienny -doszli do wniosku ze torba
jaka nosze sie na to bardzo nadaje a i tak nie poczuje bo wiadomo im wieksza
torebka kobieca tym wiecej sie miesci
ogromny ubaw mam zawsze jak przykleje bezbarwną tasmą klejaca słuchawke do
telefonu i jak dzwonia klienci z naszej strony slychac tylko łubudu i
parsknięcia (ja wtedy leże)
zszywanie rekawow kurtki juz tez przerobilismy ....i mnostwo innych dowcipow
ale takich sytuacyjnych co sie nie przekladaja na logikę ;)

podzielcie sie drodzy towarzysze i drogie towarzyszki co durnego mozna
zaserwowac znajomym z pracy przeciez wam tez nieraz z nudow albo i z nadmiaru
roboty odbija nieco....
w oczekiwaniu na odpowiedz....
Obserwuj wątek
    • the_dzidka Stare, ale jare 28.05.04, 10:38
      Powiesiłam kiedyś w pracy na gwoździu tekturową tabliczkę z napisem: "W razie
      pożaru odwrócić". Siedem zaintrygowanych osób przeczytało na drugiej
      stronie: "W RAZIE POŻARU, BARANIE!!" ;)

      Dla porządku dodam, że ten kawał robił mój ojciec z kolegami juz 30 lat temu :)

      Dz
      • lahliq Re: Stare, ale jare 02.06.04, 12:09
        Pamiętam coś podobnego z podstawówki.
        Puszczało się po klasie kartkę z napisem: "Na suficie jest słoń! Podaj dalej".
        I później obserwowało się tylko kolejne unoszące się głowy, szukające słonia. ;)
        • the_dzidka Re: Stare, ale jare 02.06.04, 12:17
          lahliq napisała:

          > Pamiętam coś podobnego z podstawówki.
          > Puszczało się po klasie kartkę z napisem: "Na suficie jest słoń! Podaj
          dalej".

          U nas to było "kto narysował tego słonia na suficie?"
          No i oczywiście nieśmiertelna kartka: "kto miał dzisiaj stosunek, niech się
          uśmiechnie" :-D Ale to już w liceum. Kiedyś przechwycił to profesor. Wziął
          kartkę, przeczytał, i...
          No, domyślacie się pewnie, że cała klasa pospadała z ławek.

          Dz
      • Gość: aneti taśma klejąca IP: 5.1.* / 199.67.140.* 03.06.04, 11:49
        należy zakleić taśmą klejącą dziurki na guziki: płaszcza, marynarki...od
        zewnątrz
    • noie Re: dowcipy w pracy 28.05.04, 23:05
      Ta...moze to dla was nie jest smieszne...ale dla mnie bylo...
      otoz sprzatam w prywatnym domu u kobiety ktora jest mlodsza odemnie o 2 lata,
      wiec mowimy sobie na ty...
      Ostatnio spytalam sie ja co mam jeszcze zrobic przez wyjsciem aona na to "
      Wytrzyj wszystkie listwy podlogowe..." ja ( mam dosyc duza jape i poczucie
      humoru) bez namyslu odpowiedzialam " jeszcze czego ! na kolanach mam przed
      toba ? "
      Mozecie wierzyc czy nie ...ale obie wybuchlysmy smiechem.... i dla mnie byla to
      smieszna sytuacja :-)
      Pozdrawiam
      noie
      • gusia29 Re: dowcipy w pracy 30.05.04, 05:56
        He he my z upierdliwoscia maniaka przyklejalismy sluchawki do telefonow tasma
        klejaca. Gdy telefon zadzwonil, biedna ofiara podnosila sluchawke oczywiscie
        nie mogac jej oderwac od reszty i przewaznie telefon ladowal na podlodze ku
        ogromnej uciesze reszty pracownikow. (szefa nie bylo w pracy hi hi)
        Albo... przymocowac piorko lub cos laskoczacego (w naszym przypadku lancuch od
        choinki swiatecznej) do sluchawki.
        Wiecie jakie to glupie uczucie przylozyc sobie do ucha sluchawke, spodziewajac
        sie uczucia chlodnego plastiku ... a tu cie cos laskocze???
        O duzo tego bylo, to tez bylo smieszne choc czasami grozilo zawalem.
        Moj manager to straszny jajcarz, ale chlop nie znal granic. Jego ulubionym
        zajeciem bylo straszenie pracownikow, ktorzy przychodzili po nim do biura.
        Albo sie zaczail w rogu i glosno powiedzial dzien dobry osobie, ktora byla moze
        dwa kroki od niego, albo wieszal kapiszony (tak to sie chyba nazywa) na
        drzwiach prowadzacych do lazienki, wiec jak ktos drzwi zamykal dziekowal Bogu,
        ze jest i tak w laznience, no i przeklinal, ze nie wzial ze soba zapasowej pary
        majtek :). Dodam, ze zamiast na 8:30 facet zjawial sie w pracy o 7:30 bo nie
        musial stac w korku wiec mial duzo czasu na obmyslanie psikusow, ale w koncu
        miarka sie przebrala i postanowilismy mu sie "odwdzieczyc". Jako, ze
        mieszkalam najblizej biura wypadlo na mnie. Przyszlam sobie wiec raniutko
        przed nim do pracy, zostawilam wszystkie swiatla pogaszone, usiadlam na jego
        fotelu i czekalam, az przyjdzie. Fotel byl odwrocony tylem do drzwi, tak, ze
        jak zapalil swiatlo w swoim gabinecie nie zobaczylby mnie od razu. Przyszedl
        jak zawsze o 7:30 nie spodziewajac sie niczego. Wchodzi do gabinetu, zapala
        swiatlo podchodzi blizej fotela, a ja sie odwracam z calym fotelem, bardzo
        glosno mowiac: dzien dobry!!! Jeszcze nigdy nie widzialam kogos tak bladego,
        nie mogl nic powiedziec przez kilka minut z ledwoscia lapiac oddech. Od tego
        czasu przeszly mu ochoty na takie psikusy, zaluje, ze nie mialam kapiszonow, bo
        jakos szybko poszedl do toalety...
        • frred Re: dowcipy w pracy 01.06.04, 09:41
          gusia29 napisała:

          > Dodam, ze zamiast na 8:30 facet zjawial sie w pracy o 7:30 bo nie
          > musial stac w korku wiec mial duzo czasu na obmyslanie psikusow, ale w koncu
          > miarka sie przebrala i postanowilismy mu sie "odwdzieczyc". Jako, ze
          > mieszkalam najblizej biura wypadlo na mnie. Przyszlam sobie wiec raniutko
          > przed nim do pracy, zostawilam wszystkie swiatla pogaszone, usiadlam na jego
          > fotelu i czekalam, az przyjdzie. Fotel byl odwrocony tylem do drzwi, tak, ze
          > jak zapalil swiatlo w swoim gabinecie nie zobaczylby mnie od razu. Przyszedl
          > jak zawsze o 7:30 nie spodziewajac sie niczego. Wchodzi do gabinetu, zapala
          > swiatlo podchodzi blizej fotela, a ja sie odwracam z calym fotelem, bardzo
          > glosno mowiac: dzien dobry!!! Jeszcze nigdy nie widzialam kogos tak bladego,
          > nie mogl nic powiedziec przez kilka minut z ledwoscia lapiac oddech. Od tego
          > czasu przeszly mu ochoty na takie psikusy, zaluje, ze nie mialam kapiszonow,
          > bo jakos szybko poszedl do toalety...

          Nie z pracy, ale mi się skojarzyło:

          Przyszedłem kiedyś do kumpla coś pożyczyć od jego żony. Kolesia nie było,
          zastałem tylko żonę (z potomkiem w brzuszku, zresztą mieli zaraz jechać do
          lekarza). Siedzimy, pijemy coś, dzwonek do domofonu. Momentalna
          reakcja: "Justyna, mogę się schować do waszej szafy?".

          Ukryłem się w szafie i po chwili słyszę kumpla, robiącego sobie jaja:
          - Mam twoje wyniki. Złapałaś jakieś dwie bakterie. Za dużo się zadajesz z tym
          Frredem, jak przyjdzie, to mu nogi z dupy powyrywam. -

          Po chwili:

          - Dobra, to się zbieramy.-
          - Kochanie, a podałbyś mi kurtkę z szafy? -

          Kumpel otwiera szafę, a ja:

          - Dzień dobry! Zastałem Jolkę? -

          O mało nie umarł. Padł na łóżko, a kiedy był już w stanie coś powiedzieć,
          zwrot "ty ch*&^! ja cie zabiję!" był najłagodniejszym, jaki usłyszłem.


          • the_dzidka Też nie z pracy, ale podobne :) 01.06.04, 10:33
            Frred, wymiękłam :-DDD
            Podczas studiów wyjechałam na Długi Weekend do Międzygórza. Towarzystwo było
            mieszane wiekowo, tj. byli to rodzice ze swoimi już dorosłymi (20-25 lat)
            dziećmi. Całkiem fajna, zgrana ekipa, w sumie z 15 osób. Podczas naszych
            długich wedrówek zaszliśmy do takiego jakby skansenu, czy wystawy wiejskiej...
            Było tam dużo malutkich domków o wysokości około 1 metra, każdy z nich pięknie
            zdobiony i właśsciwie nie wiem na co przeznaczony. Jeden z chłopaków (nb muzyk
            bardzo popularnego w Polsce do dziś zespołu rockowego) schował się w jednym z
            tych domków, i kiedy jego ojciec pod jakimś pretekstem podprowadził tam matkę,
            chłopak znienacka otworzył okno i wystawił gębę...
            Właściwie to nie wiem, dlaczego ciotka się tak strasznie wściekła :-DDDD

            Dzidka
          • noie Re: dowcipy w pracy 02.06.04, 12:03
            frred super....to albo twoj "dobry kolega " ( znaczy przyjaciel) albo juz nie
            zyjesz..... ;-) hihihi
            Zyc nie umierac :-)
            Pozdrawiam
            noie
            • frred Re: dowcipy w pracy 03.06.04, 10:59
              Przyjaciel. Od przedszkola. I w pewnym sensie rodzina, bo suchy szwagier
              (mniejsza o szczegóły, ale w każdym razie nie stało się to za pośrednictwem
              jego obecnej żony, wzmiankowanej w tekście).

              Zresztą między nami takie żarty to prawie normalka (bo w tym przypadku
              spodziewałem się efektu bardziej humorystycznego, a mniej piorunującego - tego,
              co się zdarzyło, świadomie bym nie zaryzykował, bo biedakowi naprawdę mogło się
              coś stać). On ze swojej strony wsypał mi kiedyś całą solniczkę do zupy, a ja
              uprzyjemniałem mu za to jedzenie tekstami w rodzaju "Czy skwarki mają nogi?
              Nie? To co ci z talerza ucieka?".

              A ile wódki razem wypiliśmy...

              Nie możemy tylko rozmawiać na dwa tematy: samochodów i polityki - od razu
              wojna.
              • noie Re: dowcipy w pracy 03.06.04, 14:02
                Wlasnie po takim czyms poznac przyjaciela :-) Nikt za nic sie nie obraza... :-)
                Zazdroszcze ci ze masz kogos takiego. U mnie wrodzinie do mnie pasuje tylko moj
                tato i moja....dorastajaca ( 14 lat) corka....hihih
                Pozdrawiam
                noie
    • Gość: leman Re: dowcipy w pracy IP: *.poligrafia.com 31.05.04, 13:52
      Proponuje wyjac kulke z myszy komputerowej. W przypadku myszy optycznej ten sam
      efekt uzyskujemy zaklejajac "swiatelko" tasma.
      Jesli mamy w kompie jakis program graficzny mozemy zrobic zrzut ekranu
      (najlepiej z aktualna praca delikwenta) i otworzyc na "full scren" z wlaczana
      gumka - zawal murowany :)))))
      • ewosia Re: dowcipy w pracy 31.05.04, 14:47
        Regularnie zaklejam kolegom połowy pieczątek (takich automatków) albo imię i
        nazwisko, albo tytuł.
        • shelter Re: dowcipy w pracy 01.06.04, 22:02
          wiedziałam że moge na was liczyć :P jutro bedze myszka,i pieczatki :)

          p.s.Kochana The Dzidko tabliczka z pozarem działa w 100%!!!na 12 spojrzen-12
          odwróceń :P
          • the_dzidka Re: dowcipy w pracy 01.06.04, 22:10

            > p.s.Kochana The Dzidko tabliczka z pozarem działa w 100%!!!na 12 spojrzen-12
            > odwróceń :P

            Jestem pełna satysfakcji!! Kontynuuj :-D

            Dz
      • pierans Re: dowcipy w pracy 31.05.04, 16:54
        hehe, dobre!
      • Gość: pskw Re: dowcipy w pracy IP: *.mmi.pl 14.07.04, 13:41
        Narzędzie autokorekty w MSWord daje też ciekawe możliwości... Swego czasu mój
        kumpel nie był w stanie podpisać korespondencji imieniem i nazwiskiem, bo
        uparcie wyskakiwało mu "Św. Stanisław, biskup krakowski":-))
    • default Re: dowcipy w pracy 02.06.04, 13:16
      Kolega prowadził rozmowę telefoniczną z Bardzo Ważnym i Szanowanym Klientem, a
      nam akurat odwaliła głupawka i trochę hałasowaliśmy. Widząc spiętą minę kolegi
      i jego błagalne na nas spojrzenia, powiedziałam bardzo głośno:
      - Proszę chwilowo o spokój, gdyż ADM do kolegi dzwoni!

      Oczywiście efekt był zupełnie odwrotny, kolega też nie zdzierżył i musiał się
      potem klientowi ze swojego niekontrolowanego kwiku do słuchawki tłumaczyć.
    • Gość: Krzysiek Re: dowcipy w pracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.06.04, 08:22
      Oj swego czasu mieliśmy w biurze fajną ekipę :) Zaraz przy drzwiach wejściowych
      stała taka metalowa szafa i pewnego dnia (oczywiście z nudów) postanowilismy
      posadzić na niej naszą koleżankę. A że była dosyć lekka, tak więc dosyć szybko
      na niej wylądowała. Siedzi sobie dziewczyna, macha nogami i piszczy,żeby ją
      ściągnąć. W pewnym momencie drzwi się otwierają wchodzi jakiś człowiek i się
      pyta "przepraszam, gdzie tu piasek sprzedają"? Już mu mamy odpowiadać, gdy on
      się spojrzał właśnie na tą szafę. Odpowiedzi nie usłyszał bo wszyscy nagle
      parskneli śmiechem, a facet zmieszany wyszedł z biura :))
      • Gość: mazepina Re: dowcipy w pracy IP: *.one.pl 03.06.04, 11:09
        Krzysiu, poplakalam sie!
    • Gość: Cieszku Re: dowcipy w pracy IP: 5.1.* / 199.67.140.* 03.06.04, 12:34
      WITAM
      A SPRAWDZILIŚCIE ZAMIANE LITEREK W KLAWIATURZE
      FAJNĄ MINE MAJĄ LUDZIE JAK SIE ORIENTUJĄ
      ;)
    • marudus Re: dowcipy w pracy 03.06.04, 21:55
      A u nas wciąż w modzie jest przyklejanie na plecach ofiar różnych naklejek.
      Trzeba to zrobić z wyczuciem, bo większość jest uczulona na tą procedurę. Ale
      im później się jorgnie, tym większa radocha.
      Można również przyklejać na bezczela (ostatnio to zrobiłem mając w rękach
      arkusz folii samoprzylepnej o rozmiarze 150x50 cm i rzucając się z folią na
      plecy osobnika z okrzykiem bojowym) - wtedy jezd totalny ubaw.

      A z innych ciekawostek - ale bardziej dotyczących samochodu:

      - kiedyś przed samą wielkanocą miałem toyotę przerobioną na pisankę wielkanocną
      za pomocą fluorescencyjnych flamastrów - nawet się mi podobało, szkoda tylko że
      w nocy spadł deszcz :( - a zauważyłem dopiero wychodząc z pracy

      - pewnemu osobnikowi przywiązaliśmy dużą kość za pomocą kilkumetrowego sznurka
      do haka w samochodzie - kość latała długi czas za samochodem, dopóki się gostek
      nie jorgnął :)
      • Gość: Dr_Agon Nieładnie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.07.04, 01:25
        Ustawianie komuś jako tapety w komputerze zdjęcia pornograficznego. Przeciętny
        wg mnie pomysł, ale chcę uratować ten wątek od zapomnienia.
    • Gość: Raku Re: dowcipy w pracy IP: *.tpnets.com 14.07.04, 01:41
      u nas na lokomotywowni chlopaki taki numer majstrowi wycieli, ze odciagneli
      reczny. majster przyszedl, wpieprzyl sie pod lokomotywke i mu ucielo palec.

      :-)
      • Gość: Dr_Agon Może niepotrzebnie wyciągałem... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.07.04, 19:03
        Gość portalu: Raku napisał(a):

        > u nas na lokomotywowni chlopaki taki numer majstrowi wycieli, ze odciagneli
        > reczny. majster przyszedl, wpieprzyl sie pod lokomotywke i mu ucielo palec.
        >
        Ciekawe jakie kawały robią sobie ludzie w Instytucie Badań Jądrowych w Świerku
        • zieelona Re: Może niepotrzebnie wyciągałem... 16.07.04, 05:08
          Gość portalu: Dr_Agon napisał(a):

          > Gość portalu: Raku napisał(a):
          >
          > > u nas na lokomotywowni chlopaki taki numer majstrowi wycieli, ze odciagne
          > li
          > > reczny. majster przyszedl, wpieprzyl sie pod lokomotywke i mu ucielo pale
          > c.
          > >
          > Ciekawe jakie kawały robią sobie ludzie w Instytucie Badań Jądrowych w Świerku

          I to jest Proszę Państwa najlepszy post w tym wątku! :-))))
    • the_kami Re: dowcipy w pracy 14.07.04, 14:58
      Mojemu kierownikowi Radeo zrobiłam kiedyś :-)
      Mial paskudną podkładkę pod myszkę. Kupiłam mu taka podkładeczkę ze skąpo
      ubraną panią na motocyklu. Zapakowałam w kopertkę, odbiłam na niej dużo
      służbowych pieczęci i przepuściłam przez naszą firmową kancelarię tak, że list
      wyglądał jak służbowo-oficjalny i był zarejestrowany.
      Trzeba było widzieć jego minę po tym jak wyjął zawartość koperty i zaczął
      szukać nadawcy :-DDD
      • ohida Re: dowcipy w pracy 16.07.04, 12:12
        Ja mam jeszcze dwa pomysły na zbyt stabilną atmosferę w pracy - z życia wzięte.

        Po pierwsze, w ramach rozrywki komputerowej można zrobić zrzut ekranu z
        komputera upatrzonego kolegi. Printscreen ustawiamy później jako tapetę, po
        czym kasujemy z pulpitu wszystkie ikonki. Polecam obserwować delikwenta, kiedy
        będzie klikał w ikonki uruchamiające najczęściej używane programy :)

        Druga urocza sytuacja wydarzyła się jakiś czas temu w firmie. Otóż kierownik
        produkcji odebrał telefon na swoim biurku - w rzeczywistości dzwoniła
        sekretarka z jakimś krótkim komunikatem, ot, na przykład że korespondencja do
        niego przyszła. Sekretarka rozłączyła się, lecz dzielny kierownik produkcji nie
        odłożył słuchawki, a wygłosił tekst w stylu "Witam Pana, Panie Kowalczyk" (przy
        czym pan Kowalczyk jest szefem firmy będącej kluczowym klientem naszej
        instytucji i w ogóle grubą rybą...). Po kilku "Tak, tak, oczywiście", dialog
        słyszany w pokoju wygląda mniej więcej tak:
        - Rzeczywiście mieliśmy coś takiego zrobić? Nic mi o tym nie wiadomo...
        - I rozwiązania miały zostać już wdrożone dwa tygodnie temu?
        - Kary umowne? Na jaką kwotę?????
        - Co też Pan opowiada...
        - Taką umowę to by chyba tylko jakiś idiota mógł podpisać...
        - A Pan sobie wyobraża że my tu 24 godziny na dobę będziemy pracować?? Dobre
        sobie...
        - Rozwiązanie umowy?
        - Tak. Tak. Przekażę.
        - Zresztą jest w biurze.

        Po czym z grobowo poważną miną przekazał (zzieleniałemu ze strachu) siedzącemu
        przy biurku obok handlowcowi słuchawkę z tekstem: "Marku, to do ciebie..."

        :)


        Swoją drogą to a propos telefonów przypomniało mi się jeszcze jedno zdarzenie.
        Kiedyś od jednego telefonu odczepiliśmy samą słuchawkę z kablem. Wędrując po
        firmie i wchodząc do różnych pokojów wciskaliśmy ową słuchawkę różnym
        zdezorientowanym osobom mówiąc właśnie "To do Ciebie". O dziwo niektórzy
        delikenci zupełnie bezwiednie przejmowali słuchawkę z dyndającym z niej smętnie
        kablem donikąd wygłaszając do środka "Halo?". :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka