xxx131
09.10.04, 14:14
Na dyskusji w onecie sa zabawne powieszci o naszej kochanej kadrze:)
Zebrałem je wszystkie......
Trzej muszkieterowie - reaktywacja”, czyli Piłkarzyki cz. I
...działo się to w roku 2004, nasi bohaterowie: Lewy, Kukła i Rossi stali na
murawie stadionu i spoglądali w niebo. Nagle ich beztroskie zajęcie przerwał
hałas dobiegający z tunelu. Tak, to był on, szef wszystkich szefów. Ich oczom
ukazała się potężna sylwetka trenera.
-JANOSIK! - krzyknął Lewy i wszyscy skamienieli.
-Spoko chłopaki, to mój tata - wtrącił Rossi - nic nam nie grozi.
-Rossi, pokaż mi swój potężny strzał - nakazał trener.
W jednej chwili Rossi zerwał się do biegu. Wyglądał jak młody bóg wystrugany
z drewna sosnowego. Było jakieś 40 metrów od bramki, potężny zamach i piłka z
całym impetem trafiła w okno ... pobliskich pgr-ów, budynek w jednej chwili
złożył się jakby był z tektury.
-Świetnie, teraz ty Lewy, pokaż jak dryblujesz.
Lewy podbiegł do piłki i zaczął z nią biec w strone bramki. Wydawało się, że
on i piłka to jedna całość. Ale w jednej chwili niwiadomo skąd wybiegł 5-cio
letni chłopiec, dogonił piłkarza i zabrał mu piłkę. Kolejne 10 minut koledzy
pocieszali smutnego kolegę.
-Teraz ty Mario, chcę zobaczyć twoje milimetrowe podanie. Zagraj przez całe
boisko do Rossiego.
Kukła wziął mały rozbieg i uderzył piłkę. Trybuny zamarły, może dlatego, że
nikt nie oglądał treningu. I stała się rzecz niesamowita. Woźny, który od
urodzenia był niemową, widząc fatalne podanie piłkarza przemówił:
-Ja nie moge!! - i to były jego ostatnie słowa, uderzony piłką już nie
odzyskał przytomności.
-Na dzisiaj koniec idźcie pod prysznic, zaraz do was dołączę - powiedział z
uśmiechem Janosik.
Nasi piłkarze schodzili oświetleni promykami zachodzącego słońca i dumni ze
swojej świetnej postawy cały czas nucąc swoją ulubioną piosenkę:
-Trzej przyjaciele z boiska... The End
Postacie nie mają swojego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Wszelka
zbieżność przypadkowa.
~kyrtaP, 2004-09-29 12:31
PIŁKARZYKI cz.II
-Trenerze, trenerze, ja nie mogę dziś uczestniczyć w treningu, bo mnie noga
boli - zawołał na wstępie Levandinho..
-To idź się wymasuj- odparł czule Jonasz- i dawajcie mi tu te piłki, dziś
trenujemy stałe fragmenty gry... zaczniemy od wyrzutu z autu.. i czemu w
ogóle jest was tylko.. raz dwa trzy siedem dziewięciu???
-Bo chłopaki na dworcu czekajom, i nie umiom sie dogadać, bo żaden ze obsługi
autokara nie mówi po polsku- odparł bystro Greg Rashiak- a trenerze,
trenerze, może Tomek H., jak już idzie po fajurki, to po nich podskoczy, co?
-Dobra, dawaj Tomek, leć po wiarę.. aha, i mi też kup Wiarusy.. a reszta do
roboty, ćwiczymy te auty.
Po pierwszym szmerze zaciekawienia treprezentanci rozeszli się do zajęć...
-dawaj Szymek, dawaj, wrzucam z autu a ty dobijesz... no czemuś nie dobił
głową?
-Bo mi sie k..., kolor na głowie zgubi a poza tym mam jeszcze tylko 2 mega
paki żelu na 4 dni...
-No Grzesiu... no z autu to z boku sie wyrzuca piłeczke a nie z boku bramki-
fachowe porady Trenera Jonasza górowały nad okrzykami (o k..., niech to c...
szczeli, ja p...) to zniecierpliwienia albo aprobaty Naszych Piłkarzy...
nagle podbiega, lekko utykając, Levandinho:
-Trenerze, trenerze, dzwoni Smolarek...
-Dawaj go... no cześć Włodziu, kopę lat, co u ciebie?..a to ty Euzebiusz, no
co jest? COOO? co ty znowu, k.., chory? na co tym razem? aaa, angina, no tak,
z tym nie ma żartów.. to zdrowiej chłopak szybko i wracaj do kadry, bo już
nie pamiętam nawet jak wyglądasz..
Zafrasował się Jonasz : -Tomek wrócił? nie? hmmmm..(kogóż by tu jeszcze
powołać?- usiłuje myśleć- wiem).. kto tu mieszka najbliżej? Kałuża? dzwoncie
do niego, przyda się gośc z niemieckim...
-Trenerze, trenerze, ja umiem troche po niemiecku, bo mieli mie wziąć do
Bajeru- odezwał się czujnie Kaczor- umiem: HANDE HOCH, DANKE, KOM NA HAUZEN,
ręczniki BITTE ręczniki...
-Dobra Kaczor, bedziesz grał w pierwszym, może skumasz o co w końcu tym
hellmutom chodzi z tymi karnymi...
C.D.N.
~Jankiel, 2004-10-05 12:35
"Piłkarzyki", cz. III
Tytuł dzisiejszego odcinka - "Zapal do gry".
Polscy piłkarze przygotowują się na zgrupowaniu, trwa własnie trening.
Zawodnicy biegną za trenerem Jonaszem.
-Polski piłkarz na boisku! - podkrzukuje radośnie trener, dodając tym samym
otuchy piłkarzom - kilo piany ma na pysku!
-Polski piłkarz na boisku... - powtarzają zawodnicy
-Czy to wiosna czy też zima! Piłkarz cienki jak sprężyna! - trener śpiewa
dalej
-Czy to wiosna... - powtarzają zgodnie zawodnicy
-Nasi chłopcy d... dają! Ze wszystkimi przegrywają! - trener kończy radosną
pointą.
-Nasi chłopcy... - konczą również zawodnicy.
-Ale ty sie Miruś nie opier... tylko biegnij! - Jonasz strofuje Mirusia,
który jest wyraźnie zdegustowany z lekka kropiącym deszczem.
-Hy...hy...hy...hy... - Miruś ledwo dyszy - Tleneze...hy...hy...hy... nawet
nie ma casu....hy....sie wycesac....hy...hy...
-Ha! A ja mam ten problem z glowy! Zgoliłem kudły i nie musze sie juz martwić
o fryzurę. - pochwalił się dumnie Artuś.
-Tak samo jak Beckham. Teraz taka moda. - wyjaśnił szybko któryś z kolegów.
-O właśnie, Artuś, mam do ciebie sprawę. - powiedział trener Jonasz -
Graliście ostatnio mecz z Austrią, a jak zapewne się domyślacie znów z nimi
zagramy za parę dni. A ty w ostatniej minucie meczu zaliczyłeś świetną asystę
po której padła bardzo ładna bramka zdobyta lobem.
-O tak! Jestem z tego powodu bardzo dumny! - Artuś obrósł w piura niczym paw.
-G... prawda! Zp... cały mecz!!! - wypowiedź Jonasz przybrała zdecydowanie
groźniejszy ton - Łyso ci teraz?
-Trenerze... - zapytał nieśmiało Tomcio H.
-Co znów? Nie teraz! Nie widać że jestem wkurzony na masę? - odburknął
poirytowany trener.
-Chyba na Artusia... - zaśmiał się Miruś.
-Miruś! 3 okrążenia wokół bramki! I to już! To nauczy cię dyscypliny! -
trener zaczął być coraz bardziej zdenerwowany.
-Trenerze... - ponowił prośbę Tomcio H. - Ma trener... niech sobie trener
zapali, to trenerowi dobrze zrobi...
-A dziękuję Tomuś. Na ciebie zawsze można liczyć. - odrzekł ugłaskany Jonasz.
Wtem, nagle pojawił się elegancko ubrany mężczyzna.
-Dzień dobry. Czy jest tu pan Miruś Szymkowiak? - zapytał - Przywieźliśmy
panu zapas farby i lakieru do włosów.
-To ja! To ja jestem Miruś! - zaczął wykrzykiwać zza bramki uszczęśliwiony
Szymek.
Po chwili Miruś mógł podziwiać Tira wyładowanego po brzegi tygodniowym
zapasem dobrodziejstw do włosów.
Wieczorkiem zawodnicy udali się na omówienie taktyki.
-Gdzie jest Dudi? - zapytał ździwiony Jonasz - Miał przecież dojechać
wieczorkiem...
-Niedługo przyjedzie. - odparł Krzynio - Na lotnisku wsiadł do taksówki w
której kierowca nie znał języka niemieckiego... to pewnie Polak był... teraz
ponoć krążą gdzieś koło Pałacu Kultury i Nauki...
Wtem do pokoju wszedł asystent Korża z wyraźnie zdenerwowaną miną.
-Mam złe wieści - powiedxiał - Ebi złapał chrypkę... nie przyjedzie... Jędruś
Niedzielka złamał paznokcia u dużego palca u nogi... A z Arusiem Główką to
jest taka sytuacja że jego narzeczona wczoraj nieopatrznie otworzyła przy nim
lodówkę i chłopak złapał zapalenie płuc...
-O ja nieszczęsny... - zaszlochał Jonasz - Co ja teraz pocznę?
-Może dziecko...? - błysnął dowcipem Miruś który jeszcze znajdował się w
stanie ekstazy po odebraniu przesyłki.
-Trener ma...trener sobie zapali... To dobrze trenerowi zrobi....
techniacz, 2004-10-06 13:51
"Piłkarzyki", cz. IV
Tytuł dzisiejszego odcinka - "...bo jest impreza!"
Noc, hotel w którym przebywa polska ekipa. Trener Jonasz smacznie sobie śpi w
swoim pokoju, a w tym samym czasie polscy kopacze uradzili by cichaczem
zorganizować imprezę w hotelowej piwnicy. Sielanka jednak nie trwała zbyt
długo, gdyż donośnie okrzyki piłkarzy dotarły do trąbki Eustahiusza
selekcjonera Jonasza.
-Co się dzieje?