Dodaj do ulubionych

Śmieszne sytuacje przy nauce języków...

    • alina66 Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 08.02.05, 11:13
      (niemiecki) Uczennica robi ćwiczenie polegające na zamianie ze strony czynnej
      na bierną i tlumaczeniu, dochodzi do zdania:
      Der Lehrer lobt die Schuelerin (Nauczyciel chwali uczennicę)
      zamienia na str bierną: Die Schuelerin wird von dem Lehrer gelobt
      i pyta: co to znaczy "loben"
      Ja : Chwalić (na usprawiedliwienie dodam, że byłam mocno przeziębiona i może
      nieco niewyraźnie mówiłam)

      Uczennica niepewnie i ze znakiem zapytania: Nayczuciel jest WALONY przez
      uczennicę

      Umarłam.
      • ramm.stein Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 08.02.05, 12:31
        To i ja się dołączę, choć to humor bardziej sytuacyjny, niż "językowy", ale
        wydarzenie miało miejsce za granicą! :-))
        Spędzałam Sylwester 1999/2000 w Londynie z przyjaciółką. Byłyśmy tam kilka dni,
        spałyśmy u rodziców znajomego Anglika. Byłyśmy bardzo skrępowane, słaba
        znajomość języka no i ogólna chęć zaprezentowania
        Młodych Polek z jak najlepszej strony :-)
        Któregoś popołudnia nie bardzo wiedząc co ze sobą zrobić, zeszłyśmy z herbatami
        w kubkach do living-roomu. Tam cisza, wszyscy szeleszczą gazetami, szemrze
        telewizor. Maksymalnie zestresowane przysiadamy na kanapie z tymi kubkami i
        nagle, jak na komendę, wszystkie spojrzenia kierują się nas. Ja, drżącym
        głosikiem:
        - Only for a moment...
        Nie zapomnę tego ryku śmiechu, który przetoczył się po chwili nad moją głową...
        Wszyscy, łącznie z tatą znajomego, spłakali się ze śmiechu.
        • Gość: agulha Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 12.02.05, 23:50
          ??Ale co w tym było takiego śmiesznego? Sprawdziłam jeszcze w słowniku,
          słowo "moment", jak się wydaje, nie ma żadnego sprośnego znaczenia?
    • krowa_w_kropki Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 08.02.05, 13:40
      Jużo tych ciastkach pisałam ale pasuje mi do tego wątku, chociaż to sytuacje
      codzienne, nie nauka.
      Mój szef, Duńczyk bardzo chce mówić po polsku zatem czasem używa specyficznej
      mieszanki polsko-angielskiej.
      - Could you go and buy me some cakes? Pś pś pś (ptysie)
      - Ten robot to kompletne idiot! (Ten robotnik to kompletny idiota)
      Jego mieszkanie jest "rozkładane" czyli ustawne.
      Coś niepotrzebnego wyrzuca "do smietku"
      W moim nazwisku występuje "ch" które wymawia z angielska czyli "cz". Brzmi
      uroczo!
      Któregoś razu tłumaczyłam mu różnicę między słowem "zlew" i "chlew" ale to już
      jest nie do opisania. W każdym razie bardzo się dziwił dlaczego naczynia się
      myje w domku dla świń.
      A dzisiaj mamy "osiem lute" :)

      Zastanawiało mnie czemu mój znajomy Amerykanin na dzień dobry mówił "cześć" ale
      na pożegnanie już zawsze: "cześć cześć". Niedawno okazało się że on sobie tak
      przetłumaczył angielskie "bye bye". :)
      • shellka Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 08.02.05, 13:47
        dawno,dawno temu mialam kartkowke z angielskiego i mialam napisac na niej
        slowko "zaslony" ale moja creatywnosc nie zna granic i pomyslalam ze chodzi o
        przetlumaczenie ze cos jest za slone, w sensie zawiera z duzo soli;-)))
      • marguerite2003 Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 12.02.05, 15:17
        A'propos ciastek i języków - może niekoniecznie obcych :D - znajomy Francuz
        dostał wytrzeszczu oczu jak na jakiejś imprezie usłyszał niewinne polskie
        zdanie "Czy chcesz jeszcze ciasteczko?". Wyobrażam sobie jak to brzmi dla
        cudzoziemca :D
        Koleżanka na lekcji francuskiego zapytana co się nosi zimą stwierdziła "un
        fourchette" zamiast "un echarpe" (czyli "widelec" zamiast "szalika") oraz "les
        cheveux longs" (długie włosy) zamiast "les chaussures longs" (długie buty) Mój
        nauczyciel, Francuz mało nie umarł ze śmiechu...
        Tenże nauczyciel mieszkający w Polsce od ok. 3 lat nieco po polsku rozumie i
        czasem usiłuje nam tłumaczyć na polski niektóre francuskie słowa - efekt bywa
        zabawny :D Z ciekawszych kwiatków była "kaszanka grażyna" (jakby ktoś się nie
        domyślił, chodzi o kaszę gryczaną, pijawka zamiast pijaczka itp. A przy
        kiedys "cochonette" czyli "świnkę" w grze "Boule de petnague" (nie mam pojęcia
        jak to się nazywa po polsku) przetłumaczył nam jako "knurek" bo przecież świnia
        po francusku jest rodzaju męskiego...hihihihi
        Jak sobie coś jeszcze przypomnę to dopiszę :D
        • klymenystra Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 12.02.05, 16:16
          pewien Francuz zapproponowal nam kiedys gre w "Un, deux, trois- soleil"... my
          nie znamy- wiec biedak zaczal tlumaczyc- ze jedna osoba stoi tylem, reszta
          biegnie i kiedy ta tylem krzyczy "un, deux trois-soleil!"- reszta zamiera bez
          ruchu... biedzi sie, biedzi... az w koncu- odkrywczo- "raz,dwa,tsi,
          słonećko!" :)))) a chodzilo o popularna "baba jaga patrzy" :)
    • jahreshka Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 08.02.05, 13:56
      ang
      Kolega (chciał powiedzieć, że nie ma pomysłu): I have no conception...
      Lektor - uśmiechnął się lekko pod wąsem.
      Ja - szybko zajrzałam do słownika... Popłakałam się ze śmiechu...
      conception - zapłodnienie
      (bo przecież tabletki antykoncepcyjne)
    • jahreshka Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 08.02.05, 14:06
      jeszcze jedno
      ang
      Piszemy sprawdzian. Pełna konspira... koleżanka pyta kolegę, jak będzie po
      angielsku "marynarka wojenna". Kolega - scenicznym szeptem - odpowiada "navy".
      Koleżanka - wściekła: jak nie wiesz? zakuwałeś całą noc i nie wiesz??
      Kolega - zniecierpliwiony: no mówię Ci "navy"...
      słówko "navy" wymawia się mniej więcej "nejwi", a koleżanka zrozumiała "nie
      wiem"
      • Gość: Grzeso Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.artvox.pl / *.artvox.pl 13.02.05, 23:00
        Ech, Amerykanie:]
        "nejwi" - kto usłyszy kiedyś "nejwi" na BBC ma u mnie sto funtów. Dodam, że US edition nie wchodzi w rachubę:>.
    • vobi Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 08.02.05, 14:39
      Kiedys kolega nie pojawil sie na zajeciach, choc dzien wczesniej umawial sie z
      nami na jakis wypad po szkole. Zdziwiona jego nieobecnoscia kumpela pyta: Co
      sie stalo z Piotrkiem? Bylo to zaraz przed lekcja francuskiego i wlasnie cos
      powtarzalam do klasowki, wiec odruchowo odpowiedzialam po francusku (sorry,
      moge zle napisac, bo juz niestety niewiele z francuskiego pamietam...) : Il est
      malad (czyt. il e ma lad - on jest chory). Zdziwiona kumpela odpowiada: Nie
      wiem ile ma lat, chyba tyle co my. A jakie to ma znaczenie? Ja pytam gdzie on
      sie podzial! Tym razem ja sie mocno zdziwilam...
      • nakarm_nutrie Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 08.02.05, 20:48

        Mój przyjaciel Niemiec na początku nauki polskiego był moim idolem :)
        "Przerąbana impreza" - zamiast "zarąbista"
        "Spalony fan Legii" - zamiast "zapalony"
    • Gość: @neta Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.05, 00:10
      jestem uczycielka niemieckiego teraz w stanie spoczynku, ale pamietam taka
      historie z korkow ktore dawalam bardzo odpornemu na szprechanie mlodziencowi.
      Po raz nie wiadomo ktory spytalam co znaczy 'schlafen' (spac-dla
      niewtajemniczonych) jednak mlodzieniec ow po nauki trzech latach powinien
      odpowiedz znac, niestety ... Ja probowalam mu wyjasnic to dosc obrazowo, pytam
      wiesz co to jest szlafmyca? Niestety nie wiedzial, wiec objasniam to taka
      czapka do spania od slowa mycka-czapka, chyba sie chlopcu (18 lat)niezle
      pokrecilo, bo gdy ponownie spytalam co to znaczy 'schlafen' to odpowiedzial
      cichutko:'beret'? Chociaz nie robie takich rzeczy to jednak smialam sie tak,ze
      zniknal i wiecej sie nie pojawil. Niestety nie zawsze mozna zachowac powage ...
    • Gość: Agata Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.02.05, 15:20
      Jak byłam w Niemczech,to postanowiłam pochwalić się swoim jeszcze niedskonałym
      niemieckim.W Hamburgu nadepnęłam kobiecie na stopę i powiedzialam überraschung-
      niespodzianka(to sie podobnie czyta jak Entschuldigung-przepraszam).Ta pani
      spojrzała na mnie jak na nienormalną,ale ja na początku nie wiedziałam o co
      chodzi.Potem się dowiedziałam.Wszyscy mieli ze mnie polewkę.
    • mesmeredia Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 13.02.05, 19:35
      Z liceum. Chcielismy przestraszyć psora od angielskiego. Przy drzwiach
      zbudowaliśmy dziwną konstrukcję, z której miała zeskoczyć koleżanka z okrzykiem
      NIESPODZIANKA! (rym niezamierzony). Wchodzi facet i słyszy: "Sometimes!" :-D
      "Sometimes" pozostał do dziś hasłem (nad)używanym przy wszelkich tego typu
      okazjach :-)
      Inna koleżanka poproszona do tablicy miała napisać słowo sześć po angielsku,
      oczywiście napisała: sex.
      No i słynne niemieckie rekcje które do końca mych dni pozostaną erekcjami :-)
      I.
    • Gość: miska Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.chello.pl 13.02.05, 20:23
      lekcja hiszpanskiego: moja koleżanka w wypracowniu opisujac swoja babcie
      napisala zamiast :tiene MOŃO en la cabeza(ma koka na głowie) napisała "tiene
      COŃO en la cabeza" co oznacza:ma cipę na głowie:PPP (nie musze chyba pisac, ze
      wszyscy płakali ze śmiechu:)))
      • Gość: psychol Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.05, 00:29
        Lektorka francuskiego przyniosła któregoś dnia odbitki artykułu z gazety o
        stosunkach francusko-rosyjskich (chodziło o słownictwo z zakresu polityki).
        Wypadło na mnie, więc zacząłem głośno czytać, ale po chwili natknąłem się na
        nazwisko rosyjskiego prezydenta, więc pytam, czy mogę "wyrażać się" przy damach?
        Lektorka w pierwszej chwili nie zrozumiała, ale potem zarżała ze śmiechu.
        Chodzi o to, że nazwisko "Putin" należałoby zgodnie z regułą wymawiać tak samo
        jak wyraz "putain" (qrwa).
        Nie wiem jak radzą sobie z tym francuscy dyplomaci.
        • Gość: annika Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.ae.wroc.pl 14.02.05, 14:06
          Jezusie, mialam kiedys taką samą sytuację z tym Putinem ;)

          O ile pamiętam, Francuzi o dziwo robią wyjątek i czytają Putin (jak Poutine)

          :)
    • mniam-pl Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 14.02.05, 12:32
      Pewien lektor japonskiego na poznanskim UAM uparcie twierdzil, ze jest REKTOREM
      UNIWERSYTETU :)) /Japonczycy nie rozrozniaja 'r' i 'l'/
      Moja mama we Francji po obfitym posilku oswiadczyla, ze za deser dziekuje bo
      juz jest PLEINE /doslownie - pelna, ale gdy dotyczy osoby znaczy 'w ciazy'/
      :)
    • gtk Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 14.02.05, 15:17
      Byłem u znajomych w USA. Wcześnie rano przyjechał syn gospodarzy z żoną i
      dziećmi. Mały (4 lata) John dowiedział się, że w pokoju gościnnym śpi ktoś
      obcy, więc pobiegł go (czyli mnie) zobaczyć. Otworzył drzwi, ja oczy,
      spojrzeliśmy na siebie, po czym John, nieco zmieszany, powiedział:
      - I have a diarrhoea!
      Niestety, nie wiedziałem, co oznacza to słowo, więc odpowiedziałem, przekonany,
      że John chce się czymś pochwalić (np. jakąś swietną zabawką):
      - Wow! That's great!
      John zmieszał się jeszcze bardziej i zaraz sobie poszedł...

      Dla niewtajemniczonych: diarrhoea to biegunka.
    • roxana_br Hiszpański 28.02.05, 12:41
      Profesor zapytał kolegę w nauczanym języku, jaka jest pogoda, na co zapytany
      odparł, dzielnie i dumnie, również po hiszpańsku "Nie mam zegarka". Wszyscy
      parsknęli śmiechem, tylko chłopakowi się zrobiło trochę głupio.

      Dla wyjaśnienia: pogoda i czas w hiszpańskim to to samo słowo: tiempo.
      • alina66 Re: Hiszpański 28.02.05, 15:06
        może nie w kwestii nauczania, ale z językiem związane na pewno:

        Robotnicy monterzy na montażu w Niemczech prosili majstra, żeby kupił im coś do
        jedzenia: z dżemem sobie poradzili,(marmelade), masło wiedzieli ale chcieli
        bułki a nie chleb, po długich debatach narysowali na kartce kółko z kreską
        przez środek. mjaster się przyjrzał, po długiej chwili klapka zaskoczyła i z
        niedowierzaniem w głosie zapytał: Votze???? (dla niewtajemniczonych jest to
        wulgarne określenie żeńskiego narządu płciowego, na nasze: pi....)
        Na co zadowoleni robotnicy z entuzjazmem: tak, tak 20 sztuk proszę.

        Majster padł ze śmiechu, a historyjka pojawiła się w zakładzie macierzystym
        ZANIM robotnicy wrócili z montażu :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka