Dodaj do ulubionych

dowcipy o Stirlitzu

IP: 217.153.131.* 11.01.05, 21:11
Zaczynam liczę na na szeroki odzew:-)
Stirlitz poszedł do lasu, ale ani borowików, ani podgrzybków, ani nawet
opieniek nie było.
– Pewnie nie sezon – pomyślał Stirlitz, siadając w zaspie.

Stirlitz wszedł do gabinetu i ujrzał Müllera leżącego na podłodze i nie
dającego oznak życia.
– Otruty – pomyślał Stirlitz przyglądając się rączce siekiery wystającej z
piersi.
Obserwuj wątek
    • xxx131 Re: dowcipy o Stirlitzu 11.01.05, 23:09
      Stirlitz wolnym krokiem zbliżył się do lokalu kontaktowego. Zapukał umówione 127 razy. Nikt nie otworzył. Po namyśle wyszedł na ulicę i spojrzał w okno. Tak, nie mylił się. Na parapecie stały 63 żelazka - znak wpadki.

      Stirlitz, co jest lepsze: radio czy gazeta? - zapytał podejrzliwie Mueller.
      - Gazeta, w radio nie zawiniesz śledzia - odparł spokojnie Stirlitz.

      Stirlitz usłyszał pukanie do drzwi. Otworzył je. Za drzwiami stał kotek.
      - Chcesz mleczka, głuptasku? - spytał czule Stirlitz.
      - Sam jesteś głupi! Właśnie przyjechałem z Centrali - odrzekł kotek.
      • Gość: lg Re: dowcipy o Stirlitzu IP: 81.59.68.* 11.01.05, 23:18
        strlitz zamyslil sie... bardzo mu sie to spodobalo wiec zamyslil sie jeszcze
        raz.
        • m.gregor Re: dowcipy o Stirlitzu 11.01.05, 23:42
          Stirlitz szedl noca przez las. Na drzewie zobaczyl pare swiecacych oczu.
          - Sowa - pomyslal Stirlitz
          - Sam jestes sowa - pomyslal Borman

          Stirlitz szedl ulica. Zobaczyl grupke wyrostków pompujących kota benzyna. Kot
          wyrwał sie, przebiegł pare metrow i upadł.
          - Pewno skonczyla sie benzyna - pomyslal Stirlitz

          Stirlitz szedl ulica. Czul sie dziwnie. Nie wiedzial czy to ze jest rosyjskim
          szpiegiem zdradza czapka uszatka, walonki czy ciagnacy sie za nim spadochron...

          Stirlitz szedl ulica. Minal kobiety lekkich obyczajow.
          - Ku..y - pomyslal Stirlitz
          - Pulkownik Isajew - pomyslaly kobiety

          Sztab. Nad scisle tajnymi mapami stoja Borman i Hitler. Wchodzi Stirlitz. Wnosi
          ze soba torbe pomaranczy. Podchodzi do stolu, robi zdjecia map, zostawia
          pomarancze i wychodzi.
          - Kto to byl? - pyta Hilter
          - Stirlitz, rosyjski szpieg - odpowiada Borman
          - Rosyjski szpieg? To dlaczego go nie aresztujecie? - krzyczy Hitler
          - A po co? Znowu sie wykreci ze tylko przyniosl pomarancze... - mowi Borman

          Borman wchodzi do swojego gabinetu. Przy otwartym sejfie, z dokumentami i
          aparatem fotograficznym stoi Stirlitz.
          - Co tu robisz? - pyta Borman
          - Czekam na tramwaj - odpowiada Stirlitz
          - Aha - odpowiada Borman i wychodzi
          Ale przed gabinetem zatrzymuje sie i mysli:
          - Tramwaj? W moim gabinecie? To niemozliwe!
          Wbiega do gabinetu ale tam Stirlitz'a juz nie bylo...
          - Pewno juz odjechal - pomyslal Borman

          Gestapo okrazylo dom Stirlitz'a. Slyszy glos:
          - Stirlitz! Wylaz! Jestes okrazony! - krzyczy Borman
          - Stirlitz'a nie ma w domu! - krzyczy Stirlitz
          I w ten oto sposob Stirlitz juz po raz 18-ty przechytrzyl gestapo

          Stirlitz szedl ulica. Nagle uslyszal krzyk:
          - Stoj bo strzelam!
          Siegnal do lewej kieszeni płaszcza po pistolet. To byl koniec. Pistolet nosil w
          prawej...
    • pan_zajebista_psychika Re: dowcipy o Stirlitzu 12.01.05, 22:27
      No co jest, kultowa postać i tak mało postów?! To dorzucam dwa dowcipy, niech watek pnie sie w gore!;)

      Stołówka Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Mueller, Himmler i Bormann cierpliwie stoją w kolejce. Stirlitz wchodzi i od ręki dostaje obiad. Mueller, Himmler i Bormann patrzą osłupiali. Nie wiedzą, że kobiety ciężarne i Bohaterowie Związku Radzieckiego obsługiwani są poza kolejnością.

      Stirlitz podszedł do szafy i nacisnął guzik - szafa odsunęła się od ściany ukazując ukryte przejście. Nacisnął ponownie - i szafa przysunęła się z powrotem.
      - Ukryte przejście! - zrozumiał Stirlitz po chwili myślenia.
      • wolfgang87 Re: dowcipy o Stirlitzu 13.01.05, 00:32
        wiekszosc dowcipow sie powtorzy, ale kolekcjonowalem je od tygodnia
        oto kompendium polskiego internetu:

        Stirlitz siedział w swoim niemieckim mieszkaniu, gdy nagle usłyszał drapanie do
        drzwi wejściowych. Otworzył i na wycieraczce zobaczył małego kotka.
        - Chcesz mleczka, głuptasku? - Spytał agent.
        - Sam jesteś głuptasek, właśnie przysłali mnie tutaj z centrali. - Odpowiedział
        kot.




        Do Stirlitza przyszedł list z niemieckiej elektrowni: "Jeśli w ciągu trzech dni
        nie uregulujecie zaległego rachunku, to odlączymy wam radiostację..."





        Stirlitz szedł ulicami Berlina, świetnie zakonspirowany i gdyby nie czapka
        uszanka, walonki i ciągnący się za nim spadochron, nikt by się nie domyślił że
        jest świeżo zrzuconym sszpiegiem...





        Stirlitz szedł sobie przez las i w pewnym momencie zobaczył w dziupli drzewa
        świecące oczy.
        - Pewnie sowa - pomyślał Stirlitz
        - Sam jesteś sowa - pomyślał Borman.





        W stołówce jednego z głównych urzędów Rzeszy w kolejce po obiad stali Borman,
        Mueller i Himmler. Stoją, czekają, aż tu do pomieszczenia wchodzi Stirlitz i
        dostaje obiad bez kolejki.
        - Dlaczego on dostał bez kolejki? - zdziwił się Borman, nie wiedział że
        kobietom w ciąży i bohaterom Związku Radzieckiego obiady są wydawane od ręki...






        Borman chcąc zdemaskować Stirlitza, zaprosił go na cherbatę. Wiedział bowiem,
        że w ROsji panuje zwyczaj zostawiania łyżeczki w szklance po zamieszaniu.
        Stirlitz przyszedł, nasypał cukru, zamieszał, wyjął łyżeczkę i odłożył ją na
        spodek, poczym pokazał Bormanowi język.



        Gestapo obstawiło wszystkie wyjścia, ale Stirlitz ich przechytrzył. Uciekł przez
        wejście.





        Stirlitz wolnym krokiem zbliżył się do lokalu kontaktowego. Zapukał umówione 127
        razy. Nikt nie otworzył. Po namyśle
        wyszedł na ulicę i spojrzał w okno. Tak, nie mylił się. Na parapecie stały 63
        żelazka - znak wpadki.







        - Stirlitz, co jest lepsze: radio czy gazeta? - zapytał podejrzliwie Mueller.
        - Gazeta, w radio nie zawiniesz śledzia - odparł spokojnie Stirlitz.






        Stirlitz, wychodząc z baru, poczuł silne uderzenie w potylicę. Szybko odwrócił
        się - to był asfalt...



        Stirlitz gnał swoim 600-konnym Mercedesem do Berlina. Obok niego pędzili ss-mani
        na motocyklach. - Paparazzi - pomyślał Stirlitz.





        Wojna. Do drzwi Stirlitza podchodzi tajny łącznik. W umówiony sposób stuka w
        drzwi, a potem podaje ustalone wcześniej hasło:
        - Czy tu wysyła się ludzi w kosmos?
        Głos zza drzwi odpowiada:
        - Stirlitz mieszka piętro wyżej. Ale i tak nie ma go teraz, bo wziął bombę i
        poszedł wysadzać most w powietrze.



        Stirlitz poszedł do lasu, ale ani borowików, ani podgrzybków, ani nawet
        opieniek nie było.
        – Pewnie nie sezon – pomyślał Stirlitz, siadając w zaspie.




        Stirlitz wszedł do gabinetu i ujrzał Müllera leżącego na podłodze i nie
        dającego oznak życia.
        – Otruty – pomyślał Stirlitz przyglądając się rączce siekiery wystającej z
        piersi.



        Szybkościomierz samochodu Bormanna pokazywał 80 km/h. Obok szedł Stirlitz
        udając, że nigdzie się nie spieszy.



        Himmler wzywa jednego ze współpracowników:
        - Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową
        - 45
        - A czemu nie 54?
        - Bo 45!
        Himmler zapisuje w aktach "charakter nordycki" i wzywa następnego:
        - Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową
        - 28
        - A czemu nie 82?
        - Może być i 82, ale lepsza jest 28.
        Himmler zapisuje w aktach "charakter bliski nordyckiemu" i wzywa kolejnego:
        - Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową
        - 33
        - A czemu nie... a to wy, Stirlitz.
        • wolfgang87 Druga część :)) 13.01.05, 00:33
          Stirlitz spacerując po berlińskich ulicach, ujrzał grupę smagłolicych mężczyzn
          z bujnymi ciemnymi brodami i w turbanach na głowach.
          - Turyści - pomyślał Stirlitz



          Stirlitz spacerował po lesie. Podszedł do rozłożystego dębu i zerwawszy z niego
          największą kwitnącą gałązkę złupał z niej korę. Było niestety za późno. Wysłany
          przez Centralę nowy radiotelegrafista Siergiej już nie oddychał...


          Stirlitz się zamyślił. Spodobało mu się to, więc zamyślił się jeszcze raz.



          Stirlitz ukradkiem karmił niemieckie dzieci. Od ukradka dzieci puchły i umierały.



          Stirlitz spacerował po dachu kancelarii Rzeszy. Nagle poślizgnął się, upadł i
          tylko cudem zahaczył o wystający gzyms, unikając upadku z dużej wysokości.
          Następnego dnia cud posiniał i obrzękł.



          Wróciwszy do swego gabinetu, Muller zauważył, że Stirlitz podejrzanie kręci się
          w pobliżu sejfu.
          - Co tu robicie, Stirlitz? - srogo zapytał.
          - Czekam na tramwaj - odparł Stirlitz.
          - W porządku! - rzucił Muller, wychodząc. Ale na korytarzu pomyślał: Jakiż u
          diabła może być tramwaj w moim gabinecie? Zawrócił. Ostrożnie zajrzał do
          gabinetu. Stirlitza nie było.
          - Pewnie już odjechał - pomyślał Muller.




          Hitler i Bormann stoją przed mapą i planują ważną akcję. Wchodzi Stirlitz z
          pomarańczami, wyciąga aparat fotograficzny, robi zdjęcia mapy i wychodzi. Hitler
          zdziwiony pyta Bormanna:
          - Kto to był?
          - Stirlitz, radziecki szpieg.
          - Czemu go nie aresztujesz?
          - Nie ma sensu. Znów się wykręci. Powie, że przyniósł pomarańcze.



          Stirlitz podszedł do szafy i nacisnął guzik - szafa odsunęła się od ściany
          ukazując ukryte przejście. Nacisnął ponownie - i szafa przysunęła się z powrotem.
          - Ukryte przejście! - zrozumiał Stirlitz po chwili myślenia.



          Stirlitz wypoczywa w swoim tajnym mieszkaniu. Nagle wazon z kwiatami spada z
          parapetu i rozbija Stirlitzowi głowę. To tajny sygnał - znak, że jego żona
          właśnie powiła syna. Stirlitz ukradkiem ociera ojcowskie łzy. Tęskni. Od siedmiu
          lat nie był w domu.



          Stirlitz siedział w swoim gabinecie, gdy rozległo się pukanie.
          Bormann - pomyślał Stirlitz.
          Ja - pomyślał Bormann.



          Idzie sobie Stirlitz poboczem drogi. Nagle minął go samochód Bormana.
          Idzie Stirlitz dalej. Po pewnym czasie znowu minął go samochód Bormana.
          Stirlitz idzie dalej przed siebie. Znów minął go samochód Bormana.
          "Rondo" - pomyślał Stirlitz...




          Idzie sobie Stirlitz lasem, i nagle słyszy za sobą: szur, szur, szur.
          -To chyba żaba - pomyślał Stirlitz
          -Tak, to ja - pomyślała żaba.



          Stirlitz jesteście Żydem! - stwierdził nagle Müller, gdy standartenfurer
          opuszczał jego gabinet.
          - Nieprawda, jestem uczciwym Rosjaninem - dumnie odparł Stirlitz.




          Stirlitz rano podczas golenia spogląda w swoje odbicie w lustrze.
          - Stirlitz - pomyślał Stirlitz.
          - Stirlitz - pomyślało lustro.




          Stirlitz na popijawie u Müllera mocno przeholował. Następnego dnia, żeby
          rozwiać wątpliwości, wchodzi do gabinetu Müllera i pyta:
          - Słuchajcie, czy domyśliliście się po wczorajszym, że jestem sowieckim
          agentem?
          - Nie - przyznał Müller.
          Stirlitz odetchnął z ulgą.




          Hitler dzwoni do Stalina:
          - Czy wasi ludzie nie brali z mojego sejfu tajnych dokumentów?
          - Zaraz wyjaśnię.
          Stalin dzwoni do Stirlitza:
          - Isajew, braliście z sejfu Hitlera tajne dokumenty?
          - Tak jest, towarzyszu Stalin.
          - Odłóżcie je natychmiast! Ludzie się denerwują!



          Stirlitz z Plejshnerem szli ulicą i omawiali plan przyszłej operacji. Nagle
          padł strzał i Plejshner z jękiem osunął się na ziemię. Stirlitz obejrzał się
          w jedną stronę - nikogo, potem w drugą - też nikogo.
          - Pewnie mi się wydawało - pomyślał.



          Stirlitz kopnięciem otworzył drzwi i na palcach, cichutko zbliżył się do
          czytającego gazetę Müllera.



          Stirlitz migiem uciekł przez okno.
          Mig skrył się w chmurach.




          - Stirlitz to sowiecki agent - rzekł Müller do Schellenberga - Musimy go
          zdemaskować. Niech pan stanie Jak wejdzie, proszę go uderzyć polanem w
          głowę. Jeśli jest Rosjaninem zaraz się wygada.
          Po chwili wszystko przebiegło według zaplanowanego scenariusza.
          - Ach, job twoju mat'! - zaklął Stirlitz.
          - Ubit'! - rozkazał Müller.
          - Ciszej, towarzysze - syknął Schellenberg - Niemcy dokoła!



          - Heil Hitler! - pozdrowił Stirlitz Bormanna.
          - Nie przesadzajcie, Isajew! - warknął Bormann.
          • wolfgang87 Re: Druga część :)) 13.01.05, 00:34
            obawiam się że tym samym wyczerpałem temat :(

            za to teraz to można puścić jako całość w internet
            • trond Re: Druga część :)) 13.01.05, 00:43
              szedł Stirlitz trotuarem ...patrzy...a tu stoi przed nim żyrafa.ucieszył się,że
              dzięki swoim zdolnościom i poświęceniu zaszedł do Afryki.i spędził tam miło
              urlop.
    • elde23 Re: dowcipy o Stirlitzu 13.01.05, 19:27
      Tego dnia Stirlitz przyszedł do gmachu Gestapo pijany,w rozchełstanym
      mundurze.Na wartowni narzygał dowódcy warty na buty,a szeregowemu wartownikowi
      wyciągnął portfel z kieszeni spodni,poczem wrzeszcząc URRAAAA!zdzielił w gębę
      przechodzącego obok Goebbelsa.

      Wszyscy patrzyli zdumieni.Nie wiedzieli,że dziś jest 23 lutego,święto
      Armii Czerwonej,i tego dnia Stirlitz chciał się poczuć jak prawdziwy
      radziecki oficer.
    • kocibrzuch Re: dowcipy o Stirlitzu 13.01.05, 22:12
      na tym forum już było parę razy, ale w tym wątku chyba jeszcze nie ;)

      Stirlitz, przechodząc korytarzem, jakby od niechcenia pchnął drzwi gabinetu Bormanna. Drzwi ani drgnęły. Stirlitz zatrzymał się, rozejrzał i pchnął mocniej. Bez skutku.
      – Pewnie zamknięte – pomyślał Stirlitz.

      Do gabinetu Bormanna wchodzi nieznajomy. Staje przed biurkiem i, patrząc prosto w oczy Bormanna, wykonuje dziwne gesty. W końcu mówi:
      – Słonie idą na północ, a wołki zbożowe podążają ich śladem.
      Bormann patrzy na przybysza z wyraźnym niesmakiem i odpowiada:
      – Gabinet Stirlitza jest piętro wyżej.

      Uciekają Kloss i Stirlitz przed Niemcami. Wpadają w ciemną uliczkę, z której nie ma wyjścia. Kloss zdążył się schować do śmietnika, a Stirlitza złapali Niemcy.
      Kiedy go prowadzili i przechodzili obok śmietnika, Stirlitz kopnął śmietnik i powiedział:
      – Kloss, wyłaź. Złapali nas!

      Stirlitz wszedł do gabinetu Müllera i rzekł:
      – Herr Müller, czy chciałby pan pracować jako agent radzieckiego wywiadu? Dobrze płacą.
      Müller zszokowany podrywa się ze złością, potem przypatruje się podejrzliwie Stirlitzowi. Stirlitz zaczyna wychodzić, ale zatrzymuje się i pyta:
      – Gruppenführer, czy ma pan aspirynę?
      Stirlitz wiedział, że ludzie zawsze pamiętają tylko koniec rozmowy.

      Gestapo złapało wreszcie Klossa i Stirlitza.
      Kloss po pierwszym przesłuchaniu powiedział wszystko, a Stirlitz nie. Po przesłuchaniu drugiego stopnia również nic nie powiedział. Przesłuchanie trzeciego stopnia – to samo, czwartego – ja wyżej.
      Wrzucili go do celi. W nocy strażnik słyszy, jak Stirlitz chodzi po celi i głośno powtarza:
      – Ku.., jak ja sobie nie przypomnę tych adresów, to oni mnie tu zajebią.

      Stirlitz wszedł do kawiarni "Elefant".
      – To Stirlitz. Zaraz będzie zadyma – powiedział jeden z siedzących przy stole.
      Stirlitz wypił kawę i wyszedł.
      – Nie – odpowiedział drugi. – To nie on.
      – Jak to nie!? To Stirlitz!!! – krzyknął trzeci.
      Zaczęła się zadyma.

      – Stirliz, jakiego koloru mam slipki? – pyta Müller.
      – Czerwone – bez chwili wachania odpowiedział Stirlitz.
      – Wpadles, Stirlitz, bo kolor moich slipkow zna tylko radziecka pianistka!
      – Nie badz kretynem, Müller i zapnij rozporek – spokojnie ripostowal Stirlitz.
      • kocibrzuch Re: dowcipy o Stirlitzu 13.01.05, 22:16
        Plejschner juz piaty raz skakal z piatego pietra. Ampulka z trucizna w ustach wciaz nie chciala sie stluc...

        Stirlitz wszedl do Müllera i zastal go w budionowce grajacego na balalajce.
        - Tak, Stirlitz, nie tylko pan teskni za Ojczyzna......

        Stirliz chodzil po kancelarii trzeciej rzeszy z rozpietym rozporkiem z ktorego wystawaly czerwone bokserki.
        Nikt sie nie domyslil, ze w ten oto sposob swietuje on 1 maja.

        Randka sie odbywala w kawiarni. Naprzeciwko, piec stolikow od Stirlitza siedziala jego zona i patrzyla na meza z miloscia i smutkiem.
        Stirlitz natomiast chlal wodke szklankami, pokazywal jej jezyk oraz podszczypywal kelnerki.
        Nareszcie czul sie wolny i mogl byc soba...

        Po wojnie Stirlitz pije piwo w Moskwie.
        – Co to za szczaniec – krzyczy wypluwając złocisty napój
        – Jakbyś tak dobrze nie szpiegował, to byśmy dziś Paulanera pili – odpowiada mu towarzysz spod sklepu monopolowego.

        Stirlitz budzi się rano na podłodze, strasznie skacowany i usiłuje się zorientować, gdzie jest:
        – Jak jestem u naszych nazywam się Isajew, jak u Niemców, nazywan się Stirlitz...
        Nagle widzi woźnego, który się do niego odzywa:
        – Aleście wczoraj popili, tow. Tichonow!

        Müller, wyglądając przez okno, ujrzał podążającego gdzieś Stirlitza.
        "Dokąd on idzie?", pomyślał Müller.
        "Nie twój zasrany interes", pomyślał Stirlitz.

        Stirlitz szedł lasem na spotkanie z łącznikiem.
        Nagle z prawej w krzakach usłyszał dziwny odgłos – ni to syk, ni świstanie. Nie ociągając się, Stirlitz wystrzelił cały magazynek. Rozsunął potem krzaki i pomyślał:
        "Biedny łącznik, już nie nauczy się gwizdać".

        – Stirlitz, ile jest dwa razy dwa? – zapytał Müller.
        Stirlitz wiedział, wiedział, że Müller też wie, ale nie wiedział, czy Centrala wie, więc musiał milczeć.

        Stirlitz spojrzał przez okno. Poraził go niezwykły blask.
        – Oho, osiemnaste mgnienie wiosny – pomyślał.

        Stirlitz w Rosji pozostawił żonę, ale pisuje do niej listy.
        Na wszelki wypadek pisze lewą ręką i po francusku.
        Na wszelki wypadek ich nie wysyła.

        – Gdzie się tak dobrze nauczyliście prowadzić samochód, Stirlitz? – spytał Müller.
        – Na kursach NKWD – odpowiedział Stirlitz.
        – Hmm... Chyba nie powiedziałem za dużo – pomyślał po chwili.
      • kocibrzuch Re: dowcipy o Stirlitzu 13.01.05, 22:16
        Stirlitz od dwóch dni nie pojawiał się w pracy. Gestapowcy, wysłani na poszukiwania, odnaleźli go w jego willi, nieprzytomnego, leżącego na podłodze pośród pustych butelek po wódce.
        Na stoliku, obok lampy, leżał szyfrogram:
        "Zadanie wykonane, możecie się zrelaksować".
        • Gość: bolek Re: dowcipy o Stirlitzu IP: *.dip.t-dialin.net 14.01.05, 00:09
          Müller spraszywajet Stirlitza: Wy jewrjej?
          Net, ja ruskij. A wy?
          A ja niemeckij.
    • Gość: gość Re: dowcipy o Stirlitzu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.05, 23:57
      Stirlitz jadąc autostradą zauważył stojącego na poboczu i machającego ręką
      Millera. Przejechał obok udając , ze nie zauważył .Po pół godzinnej jezdzie
      ponownie zauważył stojącego na poboczu i dającego znaki ręką Millera .
      Przejechał znowu mimo. Gdy po nastepnej pół godzinie jazdy znowu zauważył
      stojącego na poboczu Millera ,Stiritz wiedział już , ze znajduje sie na
      Berlinerring.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka