Dodaj do ulubionych

No proszę!

03.02.05, 22:20
Została mi w dłoniach tylko kierownica, ale i tak pomknąłem dalej. Dopiero
naleganie mojego pasażera aby zatrzymać się na siusiu spowodowało ostre
hamowanie.
Obserwuj wątek
    • qq33 Re: No proszę! 04.02.05, 07:49
      właściwie pasażerki ale cóż wiadomo koooobiety- te ciągłe roblemy z prostatą.
      Zatrzymaliśmy się w okolicach Centrum i od razu zaczęliśmy się rozglądać.
      Dookoła były różne rzeczy, których przeznaczenia nie umiałem zgadnąć, ale była
      też budka telefoniczna. Minęliśmy ją jak gdyby nigdy nic, przecież trzeba mieć
      charakter.
      Moja towarzyszka miała od jakiegoś czasu błogą minę-nie wiedzieć czemu, a mnię
      napadła melancholia. Żeby jakoś temu zaradzić poszedłem na siłownię, póżniej
      oczywiście depilacja i solarium. Nie ma to jak trochę kultury.
      • pan-cerfaust Re: No proszę! 04.02.05, 08:15
        Cały czas nie mogłem się uwolnić od kierownicy, która przylgnęła do moich dłoni
        niczym nieuzasadnionym. Mogłem jednak dzięki temu lepiej kontrolować nasze
        kroki, a mieliśmy kawał drogi przed sobą. Najpierw przeszliśmy Świętokrzyską,
        potem skręciliśmy w Krakowskie Przedmieście. Tutaj miałem największe trudności
        z wyhamowaniem. Jednak dzięki pomocy życzliwych przechodniów udało nam się
        ominąc latarnię, która wyrosła nagle na naszej drodze. Oczywiście jeszcze
        wczoraj jej tutaj nie było, dlatego nie mogłem przewidzieć niebezpieczeństwa.
        Jednak w towarzystwie mojej strusiaałej przyjaciółki czułem się bezpiecznie.
        • qq33 Re: No proszę! 04.02.05, 08:24
          Przecież tylko ona znała miasto i na całe szczęście cechowała się typową dla
          swojej płci małomównością.
          Nie, nie miałem (jak pewnie przypuszczają nasi drodzy czytelnicy) żadnych
          problemów. Dzieci odchowałem, służbę wojskową miałem za sobą, mój narzeczony
          miał wynik pozytywny, stolca nie oddawałem już chyba od 2 miesięcy. Byłem po
          prostu szczęśliwy!
          • pan-cerfaust Re: No proszę! 04.02.05, 08:35
            Kierownica prowadziła nas dalej. Przed nami wyrosły ruiny Starego Miasta.
            Gdzieniegdzie dogasały ostatnie ogniska, w których wygłodniali mieszkańcy
            piekli sobie w popiele ziemniaki i kartofle. Zatrzymaliśmy się obok
            spracowanego pracownika Miejskich Zakładów Komunikacyjnych, który szerokim
            gestem pokazał nam najbliższy przystanek interpunkcyjny. Rzeczywiście, mówiąc
            nie używałem żadnych kropek i przecinków, nie wspominając już o wielokropku,
            lub nawet spacji. Słońce właśnie zachodziło na wschodzie, był jasny pogodny
            dzień gdzieś nad Bzurą.
            • qq33 Re: No proszę! 04.02.05, 08:44
              Ta królowa polskich rzek migotała złośliwie w potokach północnego słoneczka, a
              jego zakola roztaczały rozanielającą woń amoniaku spływając rzęsistym
              strumieniem do cesarzowej polskich rzek, a ta do królowej polskich mórz, które
              mieszało swe wzburzone wody z cesarzową polskich oceanów i studzienek
              kanalizacyjnych.
              Ale "dość tych marzeń - wróćmy na ziemię" - pomyślałem.
              • pan-cerfaust Re: No proszę! 04.02.05, 09:08
                Wracaliśmy długo, droga wiła sie poprzez wąwozy obrośnięte polnym kwieciem,
                oraz parowy nie obrośnięte niczym. Ziemi jedak nie było widać, umykała nam
                przesłonięta oparami z gotujących się na wolnym ogniu smacznych potraw. Czyżby
                kierownica, która mocno przyciskałem do swojej piersi, zmyliła drogę. Nie można
                było tego wykluczyć, choć klucze pobrzękiwały nam wesoło w kieszeniach
                marynarek. Nagle zza horyzontu wyłoniła się nasza ojczysta planeta Wenus, gdzie
                czekały na nas przygody i zdarzenia, o których zdam relacje w dzisiejszym
                wydaniu "Dziennika Podkarpackiego".
                • qq33 Re: No proszę! 04.02.05, 09:44
                  Podkarpacie mmać radnaja - zaśpiewała staccato moja towarzyszka.Nie powiem
                  podbudowało to moje fundamenty, więc przez chwilę się nie ruszałem dopuki nie
                  skruszały. W godzinę potem ruszyliśmy niezwłocznie w dalszą drogę ona przodem
                  a ja za nią w bezpiecznym oddaleniu kierownicę dzierżąc oburącz
                  • pan-cerfaust Re: No proszę! 04.02.05, 10:06
                    Minęliśmy wszystkich zabłąkanych w przestworzach wędrowców, a było ich niemało.
                    Coś takiego, tak źle oznakowany wszechświat, można byłoby pomyśleć, jednak nikt
                    nie wyrażał swoich wątpliwości głośno. We wszechświecie panowała nabożna cisza.
                    Gdzieniegdzie tylko przeleciał słowik wyśpiewując swoje ptasie trele. Zewsząt
                    dobiegały do nas miłe zapachy kosmicznych galaktyk usianych kwitącymi
                    mgławicami i dojrzałymi gwiazdami. Było naprawdę pięknie, ponieważ na imię mam
                    Czesław.
                    • qq33 Re: No proszę! 04.02.05, 21:09
                      Zawsze tak przypuszczałam, żeś Czesław - rzekła do mnie małżonka moja Zofja,
                      białogłowa nierozpoznanej urody i niezważonej wagi. A imię jej czterdzieści i
                      cztery , choć w księgach parafialnych dużo dużo więcej.
                      Zacisnąlem obie dłonie na kierownicy wykrzywiając twarz z wściekłości. NIE TAK
                      TO MIAŁO WYGLĄDAĆ! Miały być Bermudy na Seszelach a to nawet Mazury nie są.
                      Krew mnię zalała, Jebłem tekiego małego zielonego a moja połowica na to:
                      Czesławie, Czesławie zaprawdę powiadam Ci żeś z urodzenia nie kmieć i nie
                      parobek jakiś i słów powszechnie uznznych za normę używać ci nie wypada. Przeto
                      ukorzyłem się pod ciężarem tego com usłyszł i litościwie dałem się wykrwawić
                      zielonemu w niewypowiedzianych męczarniach i trawie. "Trawa dla zielonych,
                      Legia pany" przemknęło mi przez myśl.Zofja zaczęła się ślinić, a mnie zaczęła
                      dopadać melancholia...........
                      • pan-cerfaust Re: No proszę! 04.02.05, 21:28
                        Dlatego sięgnąłem po podręcznik i poszedłem nadprysznic. Tutaj spotkałem kolegę
                        ze szkoły i razem usiedliśmy w jednej ławce, aby powspominać dawne, dobre
                        czasy. Po kąpieli wytarłem się podręcznikiem i zapakowałem wszystko do walizki,
                        łącznie z drugim śnaiadaniem, które miało mi zastąpić pierwszy obiad. Zofija
                        już spała dlatego otworzyłem drzwi, usiałem na parapecie, i wpatrzony w
                        rozgwiazdowane niebo zanuciłem pleśń.
                        • qq33 Re: No proszę! 04.02.05, 21:46
                          Keine Grenzen, keine Grenzen.......... rozbrzmiało wśród wszechświatów. Nie
                          mogłem się powstrzymać przed zaśpiewaniem tego hymnu wszystkich transwestytów.
                          Byłem przecież czysty i podtarty. życie żygało żewsząd żapraszająco....
                          • pan-cerfaust Re: No proszę! 04.02.05, 22:17
                            Tylko proszę się nie wyrażać - usłyszałem nagle zza płotu. Płot był dębowy
                            inkrustowany zębami dzikich zajęcy i lisów. Wszystko to mieniło się
                            niewzliczoną ilością srebrzystych szarości w promieniach wschodzącego księżyca.
                            Co za romantyczny wieczór, powiedziała do mnie moja żona Zofija i nacisnęła
                            samo-wywalacz.Sprężyna odbiła z całą siłą i nabierając wysokości zleciałem z
                            całym impetem z ostatniego piętra. No cóż, dobrze, że nie był to parter.
                            • qq33 Re: No proszę! 04.02.05, 22:45
                              Przeżycia ostatnich dni stanęły mi przed oczami ( nie tylko przeżycia) .
                              Zobaczyłem siebie jak idę na randkę z Piotrem Kryśko, jak potem rzucam się z
                              mostu pod barkę z Mercedesami Sprinterami a ta mija mnię wyzywająco. Zobaczyłem
                              całą przejmującą historię polskich opozycjonistów i powstań narodowych.
                              Gdy opróżniłem trzewia przytuliłem Zofiję do memłona.
                              • pan-cerfaust Re: No proszę! 04.02.05, 23:02
                                Potem rozmarzyłem się o Reducie Ordona. Co za bujne trawy ją porastały, a ten
                                jesion u boku. Szkoda tylko, że bociany zmyliły kierunek i wylądowoły o
                                kilkaset wiorst od naszej zagrody. Chodź nie mogę narzekadź, Zofija zawsze
                                starła się jak mogła umilić mi wolny czas. Tym razem wypaliła do mnie z
                                dubeltówki, która ku wspólnej radości trzymaliśmy zawsze u węzgłowia.
                                • qq33 Re: No proszę! 04.02.05, 23:25
                                  Złota kobieta pomyślałem (chyba ostatnio za dużo myślę-pomyślałem). I
                                  podstawową jej zaletą jest to , że niewiele myśli. Postanowiliśmy więc wymyślić
                                  coś wspólnie........
                                  • pan-cerfaust Re: No proszę! 04.02.05, 23:32
                                    I odbezpieczyliśmy, trzymając się za ręce, kilka granatów. Oczywiście
                                    poprzedziliśmy to długim procesem myślowym, który doprowadził nas do odnowienia
                                    naszych kontaktów ze znajomymi Wiśniewskimi oraz Zielińskimi. Lubiłem trzymać
                                    dłon mojej małżonki Zofiji: nikt tak nie potrafił sprawnie nabić działa
                                    przeciwlotniczego kalibru 78 mm. Los się do mnie uśmiechnął.
                                    • qq33 Re: No proszę! 05.02.05, 10:25
                                      Słonico moja - powiedziałem pieszczotliwie - teraz przeżyjemy chwlę wielkiej
                                      przyjemności. Nie często mamy możliwość zabawy z dobrym sprzętem. Kiedyś było
                                      inaczej ale po 11 XI świat się zmienił i nawet kałaszki zaczęły się cenić, nie
                                      mówiąc już o solidnym Pancer Fałście
                                      • pan-cerfaust Re: No proszę! 05.02.05, 20:37
                                        To co przytrafiło nam sie potem musiało być naturalną koleją rzeczy następnym
                                        krokiem w naszym poznawaniu bogatej historii naszego miasta. Nagle kierownica
                                        wypadła mnie z dłoni i wpadliśmy w niekontrolowany poślizg. Pomimo zastosowania
                                        najnowocześniejszej techninki nie potrafiliśmy zapobiec spustoszeniu jakie
                                        spowodowało nasze pojawienie się na przyjęciu u Malinowskich o kilka lat
                                        wsześniej.
                                        • Gość: j2345 Re: No proszę! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.05, 19:05
                                          Aby załagodzić jakoś sytuację przkazałem kierownicę głowie rodziny
                                          Malinowskich, czyli Malinowskiemu. To był fachowiec. Kierownica westchnęła
                                          wzruszona i zawadiacko skręciła o 180 stopni. Cały dom przechylił sie
                                          gwałtownie w tym samym kierunku. Ile było śmiechu gdy cała konstrukcja runęła z
                                          przejmującym beknięciem. Swoją drogą to było najlepsze przyjęcie w moim krótkim
                                          życiu.
                                          • pan-cerfaust Re: No proszę! 16.03.05, 21:54
                                            "Przebrała się miarka" - krzyknął Malinowski. "Jeszcze nie" - usłyszał w
                                            odpowiedzi - "Jeszcze się przebieram". Malinowski spojżał na zegar ścienny -
                                            właśnie wybił jedenastego zęba o wpół do trzeciej. "Nie bij o tej godzinie" -
                                            bronił się Malinowski, ale zegar bił w najlepsze, aż do skutku.
                                            • canasta Re: No proszę! 16.03.05, 22:33
                                              Buhahaha!!! Pancer Ty fajo, jak można tyle błędów robić? Zmień nick bo przy tej
                                              ilości przedszkolnych błędów to jesteś NIEWYPAŁ HaHaHaHa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka