Gość: Lalka
IP: 193.144.79.*
11.07.05, 01:33
Ja jechaŁam kiedyś "nocnikiem" z Bydgoszczy do Berlina. Kuszetką, zapŁaciŁam
jak za zboże więc liczyŁam na komfortowe warunki. Już od progu musiaŁam oddać
swój bilet panu w kapciach, który okazaŁ się być konduktorem. PrzedziaŁy
świeciŁy pustkami a pan zaprowadziŁ mnie do jednego z nich. UlokowaŁam się w
kuszetce na dole i zamknęŁam drzwi na zamek. Już na następnej stacji kapciarz
dokwaterowaŁ mi dwóch typków, którzy zapalili światŁo i rozpoczęli "nocne
Polaków rozmowy" przy puszce piwa. ZestresowaŁ mnie koedukacyjny charakter
przedziaŁów i haŁaśliwi wspóŁpasażerowie, jednak nie na dŁugo, wkrótce
opuścili przedziaŁ. PO bliżej nieokreślonym czasie obudziŁo mnie pukanie do
drzwi. OtworzyŁam, myśląc, że to kolejne dokwaterowania, jednak by to jeden z
wcześniejszych typków, który bez specjalnych zaproszeń przysiadŁ się na
przeciwlegŁej "pryczy". ZrobiŁo mi się trochę gorąco, bo oto siedziaŁam w
ciemnym przedziale z nieznajomym, podchmielonym facetem więc zamiast wyprosić
go, w obawie o jego reakcję, grzecznie wysŁuchaŁam jego monologu. Facio
okazaŁ się jakimś prostym chŁopkiem z Pipidówki Dolnej, który z kolegą
wybieraŁ się "do roboty" do NIemiec, "dali w Łapę" konduktorowi, żeby jechać
w osobnym przedziale i nie przeszkadzać mi (!), a teraz nudziŁo im się i
przyszedŁ obawiając się, że ja również umieram z nudów i zaoferować mi się na
kompana podróży... normalnie cud miód, nawet Łyka piwa mi zaproponowaŁ.
Wyraźnie byŁ podekscytowany samym faktem jazdy pociągiem. Jeszcze mi tam
trochę poopowiadaŁ, po czym uprzedziŁ (oczywiście bez proszenia), że jeszcze
wpadnie o 6 rano (podróż miaŁa trwać do 7) i poszedŁ. Rzeczywiście przyszedŁ,
a ja mu już nie otworzyŁam.