Gość: AutoBiust
IP: *.tlsa.pl
25.11.02, 11:22
Ruski mafioso wybral sie na ryby i jak to ruski mafioso mial ze dwa zlote
lancuchy (po pol kilo kazdy) na szyi, na kazdym palcu zloty sygnet, a w
kieszeni gruby rulon dolarow czywiscie same setki. Wzial ze soba trzy
flaszki. Zimno bylo wiec obrocil je po kolei. Oczywiscie upil sie i usnal.
Budzi sie, a tu nie ma lancuchow, sygnetow, ani dolarow. Zadzwonil z
komorki po swoich ludzi i nie minelo pol godziny, a podjechaly cztery
czarne mercedesy w kazdym po pieciu ludzi, wszyscy z kalachami.
Stwierdzili ze to najprawdopodobniej ktos z okolicznej wsi obrobil szefa.
Wpadaja do wsi i pytaja o soltysa. Ktos z miejscowych wskazal dom po
srodku wsi. Wpadaja do soltysa a tam na ganek wychodzi facio w kufajce, na
szyi ma dwa zlote lancuchy na kazdym palcu sygnet, a z kieszeni kufajki
wystaje mu rulon 100 dolarowek. Przeladowali bron i pytaja skad to
wszystko ma. Soltys mowi:
- no nie uwierzycie chlopaki. Ide sobie przez las z psem na spacerze a
tu nad brzegiem jeziora lezy jakis facet w trupa pijany i ma to wszstko
przy sobie. No to go obrobilem, na koniec zerznalem w dupe i poszedlem do
domu. Chlopaki patrza pytajacym wzrokiem na szefa. Szef podchodzi do
soltysa, przyglada sie chwile blyskotkom i mowi:
.
.
.
- to nie moje.