Dodaj do ulubionych

Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie?

    • the_cause niektórzy tutaj to świętsi od papieża.... 09.04.06, 10:23
      Dla niektóych dyskutantów to wszystko jest czarno-białe. Jest wiele przyczyn
      traktowania nauk przedmałżeńskich jako głupoty, co wcale nie oznacza, że chęć
      posiadania ślubu kościelnego jest aktem hipokryzji.

      Nie teoretyzując dalej, napiszę, jak to byłe w konkretnym przypadku (czyli
      moim). Moja połowica i jej rodzina jest o wiele bardziej religijna niż ja i moja
      familia. Dlaczego więc miałbym stawać okoniem i robić raban z powodu ślubu
      kościelnego i nauk przedmałżeńskich (nb. moja żona nie jest tutaj nadzwyczajnie
      konsekwentna w wierze i nie brzydzi się prezerwatywą i pigułkami)? Dla mnie
      osobiście, ślub kościelny był znakomitą oprawą
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: niektórzy tutaj to świętsi od papieża.... 09.04.06, 11:16

        Mądrze pan pisze.


        A w ogóle, to z Forum Humorum zrobiło się tutaj coś o wiele poważniejszego... ;-)

        → → → → → → → → → →
        Odkryjmy Białoruś!
        odkryjmybialorus.blox.pl
        • z2006 Re: niektórzy tutaj to świętsi od papieża.... 17.04.06, 11:26
          anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

          >
          > Mądrze pan pisze.
          Ale w Biblii jest napisane, że kto złamał jedno przykazanie, złamał wszystkie.
    • Gość: Edek Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.06, 13:38
      Fajni są goście którzy wszystko wiedzą. Na naukach były takie pary
      narzeczonych, które nic nie pojmowały z tego co do nich mówili starsi,
      doswiadczeni ludzie, tylko cały czas sie mądrzyli. Pewnie pospali ze soba pare
      miesiecy i juz cały rozum posiedli. Nie dał bym takiemu pralki do obsługi, bo
      wiadomo że instrukcji przedtem nie przeczyta.
      Ja uważam że od każdego mozna sie coś dowiedzieć. Mądry to i od głupiego sie
      cooś dowie, a głupi to i od mądrego nic nie skorzysta.
      Ja na szczęście byłem na dobrym kursie i bez wysiłku, a nawet z przyjemnością
      tam chodziłem.
    • lehoo Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? 09.04.06, 20:11
      1-(1-0.7)*(1-0.9)
      ans =
      0.97
      • toksol Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? 09.04.06, 21:01
        0.97 + 0,03 = 1
        No i co?
        • Gość: bambi7 Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? IP: *.csk.pl 17.04.06, 20:09
          to jest wyliczona skuteczność obydwu środków antykonc., o których pisała
          autorka tego tematu
    • hohoho7 to było przykre i żenujące 09.04.06, 22:45
      Ja swoje nauki przedmałżeńskie miałam jeszcze w liceum- w ramach lekcji
      religii. Dowiedzieliśmy się wtedy, że jeśli dziewczyna idzie z facetem do łóżka
      przed ślubem, to jest szmatą, że faceci chcą koniecznie tylko z dziewica, a nie
      z jakąś "wypróbowaną". Dokładnie w tych słowach. Rozumiem, że te nauki muszą
      być nieobiektywne, bo są z def. dla osób wierzących i uznających określone
      zasady. Ale bardzo ważne jest, aby prowadzące je osoby nie używały tak
      radykalnych sformułowań. Nasz "mentor" osiągnął chyba efekt odwrotny do
      zamierzonego bo wszyscy byliśmy zniesmaczeni. Poza tym nie było mowy o
      dyskusji, podawaliśmy jakieś argumenty "życiowe", a on twardo, że "nie wolno bo
      nie", jak groch o ścianę :/
    • Gość: poko Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.06, 23:35
      ...czytając Twoje refleksje dochodze do wniosku, że duuużo za wcześnie na te
      nauki chodziłeś.Powinieneś zaliczyć najpierw przedszkole,bo na tym poziomie
      intelektualnym jesteś.Chociaż i tam wiecej wiedzą od Ciebie na ten temat..
    • Gość: Maciej Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? IP: *.chello.pl 10.04.06, 01:42
      A ja usłyszałem od jakiejś debilki prowadzącej, że plemniki się NIE ruszajć
      (sic!), i że to komórka jaowa sie do nich przemieszcza! Ręce i gacie opadają...
      A ze śmieszności to było to, że chodziłem na te nad wyraz pouczające zajęcia
      jako "figura" za narzeczonego koleżanki.
      Mała uwaga - odpieprzcie sie od ludzi i przestańcie ich zwać hipokrytami za to,
      że ich zdoowe rozumy oponują wobec ewidentnych debilizmów i ciemnogrodu. A co?
      Czy wiara w pana Bozię = wierze (właśnie, nie wiedzy, ino w i e r z e) w jakies
      zabobony?! A dlaczego ludzie maja rezygnować z piknej uroczystości kościelnej,
      białej sukni etc. , jeśli się nie zgadzają z kościelnymi głupotami?!
      Bo kościół mówi, że kondomy są be - a czy rozsądnie wyjaśnia, DLACZEGO!? Nie,
      bo tak sobie to umyslili sfrustrowani celibatriusze w sutannach, a barany, tj.
      wierni, mają to bezdysyjnie zaakceptować.
      Zapamiętajta se, ludziska, jeśli ktoś nie umi i nie lubi myśleć i żyć
      samodzielnie i ponosić odpowiedzialność za siebie i swoje czyny, to taka
      kościelna "proteza" jest w sam raz - zwalnia od wszelkiej refleksji i
      odpowiedzialności. Pamiętajcie: bogów najpierw stworzył strach, jak stwierdzili
      mądrzy ludzie. I na tym strachu i ludzkiej bezmyślności Kk do dziś robi wielkie
      pieniądze...
    • Gość: mokca Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? IP: *.pl 10.04.06, 08:43
      A ja znam kilkoro dzieci które urodziły się po stosowaniu pigułek
      Pozdrawiam wszystkie.
      • hohoho7 Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? 10.04.06, 09:00
        wystarczy, że ich matki zapomniały połknąć w porę jedną pigułkę. To nie dowodzi
        braku skuteczności tej metody.
        • Gość: autor wątku!!! do wszystkich!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.06, 09:06
          Chyba w większości pomyliliście fora. To nie jest forum SPOŁECZEŃSTWO, ale
          HUMORUM.

          Bez sensu są i nigdzie nie prowadzą Wasze ideologiczne utarczki.

          Chciałem, bysmy podzielili się absurdami z nauk przedmałżeńskich, a Wy tutaj
          wjeżdżacie na tereny conajmniej upolitycznione mentalnie....

          trochę luzu więcej, proszę
          • Gość: autor wątku takie rzeczy tu mialy byc! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.06, 10:34
            Pani się pyta w poradni małżenskiej całej naszej grupy:

            "Czy ktos zna jakieś negatywne cechy prezerwatyw, tak wszedzie promowanych?"

            A chłopak soedzacy za nami mówi:

            "Ja znam. Prezerwatywy smierdzą"

          • panda32 Re: do wszystkich!!! 10.04.06, 10:50
            Jest jescze jedna kwestia.
            Małżeństwa stosujące naturalne metody jedynie aprobowane przez Kościół, prędzej
            czy później wpadną we frustrację i depresję, a już na pewno małżonki. Bo
            wiadomo, że kobieta największą ochotę na seks ma w okresie płodności. Więc
            wtedy zęby w ścianę. Dopiero będzie jej wolno sie poseksić, kiedy będzie przed
            okresem, z objawami napięcia przedmiesiączkowego, bez ochoty i przyjemności. Z
            grzeczności dla współmałżonka chyba.

            Tak to, moi Państwo, Kościół przyczynia się do rozbicia dobrych małżeństw.

            Wiadomo, Kościół to faceci. Nie zmieni poglądów nigdy, albo dopiero wtedy,
            kiedy obok kapłanów będą równoprawne kapłanki.
            I tak właśnie powinno być.
            • katmoso Re: do wszystkich!!! 10.04.06, 11:44
              dobrze prawisz :-))
            • Gość: kinga okres płodności IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.06, 13:36
              bardzo chwalę sobie owulację i używam sobie ile wlezie - a co to? tylko seks
              tradycyjny znasz?
              • panda32 Re: okres płodności 10.04.06, 13:56
                Ile wlezie, powiadasz...Ale w Kościele masturbacja jest tak samo zabroniona,
                jak antykoncepcja.
              • Gość: do poczytania Re: okres płodności IP: *.4web.pl 10.04.06, 13:58
                www.lmm.pl/forum/viewtopic.php?t=1650
                Jeśli tak ma wyglądać katolickie szczęscie, to wole cywilizację smierci:P
                • Gość: Fran Re: okres płodności IP: *.lis.inpg.fr 10.04.06, 16:19
                  Zdecydowanie! :-)
                • z2006 Re: okres płodności 17.04.06, 11:37
                  Gość portalu: do poczytania napisał(a):

                  > Jeśli tak ma wyglądać katolickie szczęscie, to wole cywilizację smierci:P
                  Pomyśl o tym, co po śmierci.
            • frred Re: do wszystkich!!! 10.04.06, 14:02
              Panduniu, wszystko fajnie i Cię w zasadzie popieram, ale boję się, że płeć już
              z tym nie mna nic wspólnego. Dewotki są gorsze niż księża albo takie same. Nie
              byłyby inne, gdyby same zostały księżmi.

              Natomiast rzeczywiście ukształtowali poglądy KK na seks głównie chorzy faceci
              (choć np. na św. Augustyna miała wpływ jego matka św. Monika). Ale to było
              jakieś 1500 lat temu.
            • z2006 Re: do wszystkich!!! 17.04.06, 11:34
              panda32 napisała:

              > Tak to, moi Państwo, Kościół przyczynia się do rozbicia dobrych małżeństw.

              "Jest to dla nich możliwe, gdyż nie ulegali przesądowi, jakoby złączenia seksualne były w małżeństwie czymś tak absolutnie ważnym, że jakiekolwiek ograniczenie ich przekracza wyobraźnię małżonków."
              www.mateusz.pl/ksiazki/js-pn/js-pn_44.htm
    • Gość: ja Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? IP: *.pg.com 10.04.06, 15:26
      bo kobieta miala racje, zadna metoda nie jest skuteczna w 100%, poza tym
      uzywanie dwoch srodkow zapobiegajacych nie oznacza ze ich skutecznosc sumuje
      sie :>
    • nieprawomyslny Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? 10.04.06, 15:51
      To po diabla bierzecie sluby koscielne? Ja wzialem tylko cywilny i mam swiety
      spokoj. Ksiadz kilka razy odprawiony z kwitkiem- juz nawet nie puka do drzwi,
      jak lata po koledzie. Kiedys byc czas, ze lazilem do kosciola i grzecznie
      klepalem paciorki ale w zadnym razie nie czynilo mnie to szlachetniejszym.
      Kiedys powiedzialem to kolezance w pracy, bo tak sie martwila sprawami
      zwiazanymi ze slubem k. Mowie jej- wez tylko cywilny, na to ona - jak to???
      Moi rodzice by mnie przekleli (26 lat kobieta:). No i wlasnie na tym polega
      caly ambaras, mlodzi chodza na te nauki, biora slub w kosciele, bo taka presje
      wywiera na nich otoczenie, zwlaszcza zas rodzice (na ktorych pomoc poniekad
      licza),a oni sie uginaja. Co smieszne wielu z tych, co grzecznie sie poddalo
      temu rytualowi, na codzien odgrywaja "twardych antyklerykalow":).
      U mnie tez krzywo patrzyli ale trzeba sie szanowac i swoja wole, a wtedy i Was
      zaakceptuja takimi jakimi jestescie.
      • z2006 Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? 17.04.06, 11:41
        nieprawomyslny napisał:

        > To po diabla bierzecie sluby koscielne? Ja wzialem tylko cywilny i mam swiety
        > spokoj. Ksiadz kilka razy odprawiony z kwitkiem- juz nawet nie puka do drzwi,
        > jak (...) po koledzie.
        Proszę o więecej szacunku dla księdza.

        Kiedys byc czas, ze lazilem do kosciola i grzecznie
        > klepalem paciorki ale w zadnym razie nie czynilo mnie to szlachetniejszym.
        Widać byłeś zbyt powierzchowmy.
        Polecam to:
        www.mateusz.pl/ksiazki/pdzsims/
        Ja płakałem, kiedy to czytałem.
    • Gość: . mi wystarczy IP: 129.35.231.* 10.04.06, 16:35
      mi wystarczy, że poznałam jakiś czas temu faceta, który razem z żoną właśnie na
      takich kursach udzielał porad kandydatom na małżonków - wcale mu to nie
      przeszkadzało w międzyczasie zdradzać żony z mężatką poznaną na jakimś portalu
      Sado-Maso.
      Ale w kościele obłuda na całego.

      Bardzo był oburzony i zdziwiony jak się żona dowiedziała, zarządała rozwodu i
      ograniczenia jego kontaktów z dzieckiem.

      I wszystko na temat nauk
      • z2006 Re: mi wystarczy 17.04.06, 11:43
        www.mateusz.pl/ksiazki/js-npp/js-npp_39.htm
      • z2006 Re: mi wystarczy 17.04.06, 11:45
        Gość portalu: . napisał(a):

        > Ale w kościele obłuda na całego.
        www.mateusz.pl/ksiazki/js-npp/js-npp_39.htm
        Wklejam link jeszcze raz, żeby było wiadomo, bo czego się odnosi.
    • Gość: siostra Stosunek Małżeński IP: *.fbx.proxad.net 10.04.06, 17:15
      "Obecne prawo kanoniczne wylicza 12 przeszkód małżeńskich:

      ........
      * trwała, przynajmniej względna (z określonym partnerem) niezdolność
      dokonania stosunku małżeńskiego (impotencja), istniejąca w momencie zawierania
      związku;
      ........

      ***
      A skad ten ktos ma wiedziec , czy jest zdolny do dokonania "stosunku
      malzenskiego" z tym parterem, skoro moze sprobowac dopiero po slubie??
      • Gość: MlodyJorg Re: Stosunek Małżeński IP: 66.133.95.* 10.04.06, 17:25
        No wlasnie:
        Czym sie rozni malzenstwo od narzeczenstwa?
        Stosunkowo - niczym.
        • alinaw1 Re: Stosunek Małżeński 10.04.06, 18:43
          Moja wypowiedź wpisała się dużo za wcześnie. Nie chcę się powtarzać, choć
          wyrywkowo jeszcze przeczytałam kilka wypowiedzi. Ponoć to Forum Humorum ale
          wcale mi nie do śmiechu. Ot, polski katolicyzm- powierzchowny, niezgłebiony,
          antyklerykalny, liberalny, z zanikającymi normami, z brakiem szacunku do
          wszystkiego- łącznie z nauką Kościoła. Tak bardzo skupiacie się na aspekcie
          seksualnym, czyżby tam nie było innych tematów? Pamiętam (choć było to ponad 6
          lat temu) kapitalny wykład o komunikacji w małżeństwie, obecności Chrystusa
          itd. Przy dyskusjach seksualnych ja przejęłam ster i mówiłam jak ważna jest
          czystość przedmałżeńska (już się śmiejecie? Ile bedzie kpin). To, że ją
          zachowaliśmy było cudownym doświadczeniem, sprawdzianem naszej wiary i
          ŚWIADECTWEM. To zaś, że nie stosujemy żadnej antykoncepcji jest naszym
          powiedzeniem TAK Bogu. Proste i logiczne, nie rozumiem skąd tyle protestów,
          przekory, krytyki. Pseudokatolicy lubują się w ceremoniach, godzinami bedą
          rozważać wybór sukni ślubnej ale z rozważaniami natury duchowej - już gorzej.
          Chrystus w naszym małżeństwie? Ej, to jakoś nie przystoi do naszych czasów, co?
          W ramach P.S. Na nauki chodziliśmy z parą, która mieszka 2 ulice dalej. W
          zeszłym tygodniu spotkałam tę kobietę w sklepiku. Trochę pogadałyśmy. Jest po
          rozwodzie. Znak czasów. Też wyśmiewała wszystko, o czym była mowa podczas nauk
          przedmałżeńskich.
          • Gość: no name Re: Stosunek Małżeński IP: *.4web.pl 10.04.06, 21:53
            A może własnie ci, którzy odbyli te nauki nie wyśmiewali za wczasu, tylko
            dostali takie informacje, z enei sposób wytrzymać? Tzn. Dostali setki
            kłamliwych informacji na temat innych metod antykoncepcji, nasłuchali się o
            tym, ze jeśli je zastosują to zabijaja, nalezą do cywilizacji śmierci, sa
            egoistami i hedonistami , że to maż nakładani zonę, a ona robi to dla jego
            przyjemności itp? A moze np nasłuchali sie tak jak ktoś tutaj głownie o
            masonach i komunistach? Może po prostu warto zdawać sobie sprawę z jednego -
            zazwyczaj ten kurs kończa katecheci , którzy w ogóle nie potrafią mówić do
            ludzi, a mają mówić o naintymniejszych sprawach. Jeśli mówią jak do dzieci to
            nei ma sie co dziwić, ze wiele osób w tym wątku pisze po prostu prawdę. Gdyby
            informacje były przekazywane zawsze klarownie, bez indoktrynacji, bez
            zaciemniania i udowadniania, ze otwieranie się na życie dotyczy tylko jednych,
            a cała resztra to wrogowie - zapewne wiele osob podchodziłoby do tych zajeć z
            duzą ciekawością i coś by z tego wyniosło. Bo tak naprawdę to moze nie ksiązdz
            to powinien robić, a ksiazdz po psycholologii chociaż i nie katechetka, ale moż
            e ginekolog.
            • a501 Re: Stosunek Małżeński 10.04.06, 22:22
              Na zakończenie dnia, chcę powiedzieć, że wypowiedzi alinaw są najbliższe memu
              sercu i przekonaniom. Dobrze wiedzieć, że jest Ktoś taki! Pozdrawiam Cię
              serdecznie, a jednocześnie współczuję wszystkim, którzy nie widzą różnicy
              między narzeczeństwo/małżeństwo, czy cywilny/kościelny. Pomimo tego życzę
              wszystkim, aby odnaleźli miłość, szczęście i spokój. My (z mężem) widzimy
              bowiem ogromną różnicę i codziennie dziękujemy Bogu za sakrament, w którym
              nasza miłość jest umacniana. Nie jestem fanatyczką religijną. Jestem zwykłą
              szczęśliwą 24-latką, która razem ze swoim narzeczonym czekała do ślubu...Co
              więcej, uważam, że seks jest jedną z najważniejszych
              (i najrozkoszniejszych...) spraw w związku dwojga kochających się ludzi. Warto
              to docenić, naprawdę warto! Dobranoc!
          • Gość: mężatka Do Alinaw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.06, 00:24
            Ty chyba niewiele zrozumialaś z tego, co zostało tu napisane. Ludzie śmieją się
            nie z dogmatu, tylko z tego, że prowadzący tzw.nauki przedmałżeńskie w gruncie
            rzeczy kpią z religii. Skoro Kościół z przyczyn etycznych zabrania
            antykoncepcji, to znaczy, że nie należy jej stosować z przyczyn etycznych, a
            nie dlatego, że pigułki szkodzą czy są mniej skuteczne! Przecież człowiek
            opowiadający o skuteczności metody termicznej tak naprawdę kpi z dogmatu, nie
            rozumiesz tego? Dogmat nie potrzebuje "poparcia naukowego". I to wątpliwej
            jakości.

            Nie mówiąc już o tym, jak szkodzi Kościołowi opowiadanie dyrdymałów o
            szkodliwości spania w piżamie czy szeptanie "TAM" bo się prowadząca boi słowa
            pochwa...Pseudokatolicy to są właśnie bardzo często ci, co takie spotkania
            prowadzą wulgaryzując etyczną naukę Kościoła.
        • zlotoslanos Nauki przedmałżeńskie 10.04.06, 18:45
          My chodziliśmy ze znajomymi. Siedzieliśmy w ostatniej ławce a oni obok
          pochyleni wertowali jakiś kalendarzyk, szeptali . W końcu jakoś wyrwaliśmy im
          ten notesik , prawie się ugotowaliśmy jak przeczytaliśmy napis : Ile razy
          kochaliśmy się . I kreseczki zaznaczające razy :D

          • atropa_belladonna Re: Nauki przedmałżeńskie 10.04.06, 19:20
            Tak sobie czytam i aż żałuję, że mnie ominęły te nauki :D
        • z2006 Re: Stosunek Małżeński 17.04.06, 11:46
          Gość portalu: MlodyJorg napisał(a):

          > No wlasnie:
          > Czym sie rozni malzenstwo od narzeczenstwa?
          > Stosunkowo - niczym.
          Tym się różni, ze w małżeństwie dozwolone jest współżycie seksualne.
    • albrecht1 Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? 10.04.06, 21:36
      Gość portalu: m napisał(a):


      > Macie coś takiego?

      Byłem na czyms takim. Współczuję, raczej nudno niz smiesznie. Na drugim ze
      spotkań zapytałem ksiedza, czemu sam nie ma dzieci, a uczy jak zyc w rodzinie?
      Cóż, odpowiedzią było, że niepotrzebnie prowokuję.
      Bo ja wiem, z moim pastorem, ojcem troga dzieci, jakos lepiej mi sie rozmawia na
      te tematy.
      • niemyte_mohery Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? 10.04.06, 22:35
        albrecht1 napisał:

        > Na drugim ze
        > spotkań zapytałem ksiedza, czemu sam nie ma dzieci, a uczy jak zyc w rodzinie?

        Pytanie niezbyt madre, bo idac tym tropem chory na raka musialby sobie znalesc
        lekarza, ktory sie wyleczyl z raka. Wystarczy zeby ksiadz mial dobre
        przygotowanie teoretyczne i praktyczne np. poprzez prace duszpasterska z
        rodzinami.

        Niestety bezzenstwo duchownych w KK ma widoczny wplyw na ideologie w sprawach
        intymnych. I zgadza sie, w zadnym kosciele chrzescijanskim, gdzie zonaci
        kaplani ponosza konsekwencjie swoich nauk, nie ma takiego drakonskiego
        wpychania sie z butami do lozka jakie odchodzi w KK. Za przykald niech
        chociazby sluzy katolikom najblizsze nam wyznaniowo prawoslawie.
        • sigrun Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? 11.04.06, 10:38
          Ale się zrobiło poważnie na FH ;-) Temat raczej nie do śmiechu, choć pewne
          uśmiechy może wywołać i niekoniecznie z politowania. Mnie i Męża owe nauki
          ominęły, ponieważ postanowiliśmy "zlegalizować" nasz związek przed Bogiem po
          kilku latach ślubu cywilnego i kilku konkubinatu (musieliśmy obydwoje do tego
          dojrzeć i zrobić to z powołania, a nie przymusu). Ksiądz proboszcz uśmiechnął
          się do nas i stwierdził, że jeśli już tyle czasu żyjemy w zgodzie ze sobą,
          kochamy się i nadal chcemy trwać w tym związku, ponadto jesteśmy szczęśliwymi
          rodzicami, to nie ma nas już czego uczyć ;-))) W ogóle przeprowadzając się do
          nowego mieszkania trafiliśmy na wyjątkową parafię - z tradycjami, ale
          jednocześnie postępową i otwartą na świat. Bo niestety, ale trzeba odróżnić
          katolicyzm od polskiego katolicyzmu. Spędziłam prawie pół życia za granicą w
          wybitnie katolickim państwie, należałam do Akcji Katolickiej, chodziłam na
          kółka, jeździłam na zloty i spotkania, ale tak ograniczonego i zabobonnego
          podejścia nigdy nie doświadczyłam, jak w Polsce. Tam księża uczyli modlić się,
          medytować, interpretować i - przede wszystkim - myśleć. Tutaj podobne podejście
          to rzadkość, a nawet jest uważane za herezję. Jednak warto pamiętać, że Pismo
          Święte zostało napisane przez LUDZI, a więc przez ludzki pryzmat przefiltrowane,
          dlatego nie jest ono wolne od interpretacji. Nawet w poszczególnych ewangeliach
          występują różnice. Teraz dodajmy sobie dwa tysiące lat kolejnych interpretacji
          poprzednich interpretacji, a polski KK rości sobie prawo do własnej,
          niepodważalnej wersji. Pytanie tylko czy jedynie słusznej ;-)
          • Gość: mini Re: nauki przedmałżeńskie-kilka refleksji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.06, 12:07
            Na początku uśmiechnę sie do poprzednika,że dzieli katolicyzm na polski i
            światowy-chyba nie wiedząc,ze Kosciól Katolicki ma jedna nauke dogmatyczna i
            społeczną-bardzo konkretną.
            A co do nauk przedslubnych. przeczytałam wszytski wypowiedzi i postaram się
            rzucic kilka faktów:
            -najnowsze badania w Stanach Zjednoczonych wskazują,że najczęściej
            współzyjącymi parami sa praktykujący katolicy, a najwiekszą liczbe kobiet,
            ktore przezywaja orgazm mamy wsród kolejno:protestantów i katolików,
            -współzycie w małżeństwie nastawione jest na budowanie malzenstwa i bliskosci
            małzonków, ale konsekwencją (konsekwencją,a nie jedynym celem jak niektorzy tu
            myslą) moze byc i jest stworzenie nowego zycia-zycia dziecka,
            - naturalne metody planowania rodziny nic nie mają wspólnego z antykoncepcją.
            Nie ma czegos takiego jak "antykoncepcja naturalna".Antykoncepcja jest wtedy
            kiedy para ze sobą wspo.zyje ,ale odrzuca mozliwosc poczęcia dziecka, anie
            wtedy kiedy para w ogole nie wspózyje. Kiedy para nie współzyje jest to
            wstrzemiexliwosc ,a nie antykoncepcja. Antykoncepcja to powiedzenia Panu
            Bogu : "Nie zgadzam sie na współprace z Toba jesli chodzi o tworzenie rodziny i
            powoływanie na świat ludzi, seks jest dla mnie tylko przyjemnością, nie ma nic
            wspólnego z dawaniem zycia"
            - potwierdzone jest psychologicznie ,ze mentalnośc antykoncepcyjna to
            mentalnośc anty-zyciu. Badania dowodzą,ze wsród osób stosujących atykoncepcje
            jest największa liczba osob popierających jednoczesnie aborcje, eutanazje itd.
            - nauki przedmalzenskie źle sa prowadzone jesli dotycza wylacznie spraw seksu.
            Malżenstwo to coś duzo, duzo więcej niz łózko. Kiepskie nauki
            przedmalzenskie ,zwłaszcza te wyniesione z domu!!!! ,a nie z salek
            katechetycznych wpływaja potem na nieudane związki, rozwody, aborcje itd
            - ludzie nie zgadzający się a naukami Kościoła, a jednoczesnie wierzący w Boga
            powinni dowiedziec się jaki jest stosunek wierzacych,kościołów do malzenstw
            niesakramentalnych (np. KK uznaje zwiazki cywilne za malzenstwa, mimo ,że
            zawarte bez udziału Kościoła), powinni tez rozgladnac się za slubem w jakims
            innym zwiazku wyznaniowym, ktorego doktryna pokrywa się z ich pogladami-
            przeciez slub w KK nie jest obowiazkowy;).Jesli jednak decyzdują się na slub w
            KK musza podporządkowac sie wymaganiom co do slubu w KK w tym zakresie,a wiec
            jesli jest taki wymóg chodzic tez na nauki przedmałzenskie,
            - odpowiedzilni ludzie powinni zainteresowac sie gdzie najlepiej zrobic kurs
            przedmalzenski, robienie kursu w swojej parafii nie jest obowiazkowe,
            - nie widze tez zaleznosci miedzy doswiadczeniem małzenskim a madroscia
            zwiazaną z wzieciem odpowiedzialanosci za rodzine. Znam wielu madrych ksiezy,
            ktorzy przeciez wychowali sie w jakichs rodzinach, poza tym majacych swietna
            wiedze i doswidczenie w prowadzeniu duchowym rodzin, po prostu madrych i
            odpowiedzialnych zyciowo ludzi. Natomiast dosc głupie wydaja mi się wypowiedzi
            co niektorych tutaj "doswiadczonych", ktorzy mysla ,że jedynie na seksie
            zbuduja zwiazek i samo wspólzycie, daje i jakas zyciowa mądrosc i
            odpowiedzialnosc. Zenujace...;/
            - zgadzam się natomaist z tym,ze w Polsce mamy wielu kiepskich nauczycieli z
            roznych dziedzin, z dziedziny prowadzenia kursów przedmalzenskich takze. Co z
            niczym nie ujmuje samej doktrynie Kościoła katolickiego, co najwyzej ujmuje
            ludziom, ktorzy nieudolnie lub wrecz błednie ją przekazują.
            Polecam "Miłosc i odpowiedzialnosc" i "O malzenstwie i rodzinie" Karola Wojtyły.
            Pozdrawiam:)
            • sigrun Re: nauki przedmałżeńskie-kilka refleksji 11.04.06, 13:21
              >Na początku uśmiechnę sie do poprzednika,że dzieli katolicyzm na polski i
              światowy-chyba nie wiedząc,ze Kosciól Katolicki ma jedna nauke dogmatyczna i
              społeczną-bardzo konkretną.
              Tak, tylko dlaczego tą jedną naukę interpretuje na własny sposób i na własny
              sposób przekłada na życie? Powiedziałabym, że wręcz nadinterpretuje naginając do
              własnej, czesto dość wypaczonej ideologii. Kler nie jest nieomylny, wszak jest
              stworzony z ludzi (ze wszystkimi ludzkimi zaletami, ale też ułomnościami), a
              wydaje mi się, że to właśnie polski kler zdaje się o tym zapominać. Myślisz, że
              polski katolicyzm to to samo co w innych katolickich krajach? W takim razie
              powiedz gdzie leży w naszym pięknym kraju parafia, gdzie pozwala się (mało tego
              - uczy) czytać Pismo Święte (samodzielnie!), medytować nad poszczególnymi
              wersetami, wyłapywać niuanse i sedno przesłania, a nie brać wszystkiego
              dosłownie. Wszak Biblia to nie kronika dziejów, ani Apokalipsa to nie zbiór
              przepowiedni. Przynajmiej tak mnie uczyli katoliccy księża zza granicy ;-) W
              Polsce za to kładzie się nacisk na bezwzględne posłuszeństwo, absolutną uległość
              wobec stojącym wyżej w hierarchii, ślepą wiarę w cokolwiek powie kapłan i zero
              pytań. Jak ksiądz powiedział, że Stwórca to sędziwy gość z brodą w koszuli
              nocnej i trójkącie na głowie, to mam właśnie mieć taką wizję Boga, koniec,
              kropka. No, tak polska wersja Pisma jest jedynie słuszna, a Jezus nie pochodził
              z Nazaretu, tylko z Częstochowy ;-)
              • Gość: fanka mimi Re: nauki przedmałżeńskie-kilka refleksji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.06, 15:56
                Chyba przesadzasz.
                • Gość: fanka mini :) Ups! n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.06, 15:57
            • totalna_apokalipsa Re: nauki przedmałżeńskie-kilka refleksji 11.04.06, 17:01
              No tak, znów to samo:
              "naturalne metody planowania rodziny nic nie mają wspólnego z antykoncepcją.
              Nie ma czegos takiego jak "antykoncepcja naturalna".Antykoncepcja jest wtedy
              kiedy para ze sobą wspo.zyje ,ale odrzuca mozliwosc poczęcia dziecka, anie
              wtedy kiedy para w ogole nie wspózyje. Kiedy para nie współzyje jest to
              wstrzemiexliwosc ,a nie antykoncepcja. Antykoncepcja to powiedzenia Panu
              Bogu : "Nie zgadzam sie na współprace z Toba jesli chodzi o tworzenie rodziny i
              powoływanie na świat ludzi, seks jest dla mnie tylko przyjemnością, nie ma nic
              wspólnego z dawaniem zycia"

              to teraz rozbijmy to na częsci i pokazmy jak to sie robi:

              >naturalne metody planowania rodziny nic nie mają wspólnego z antykoncepcją

              A czym jest rysowanie wykresów, tak zeby wyznaczyć dni neipłodne i wspólzycie
              własnie w te dni, jak nei antykoncepcją ? Chodzi własnie o to, zeby nie zajść w
              ciązę . I nie nazywajmy tego w ogóle naturalnym, bo naturalnie kobieta ma
              najwiekszą chęc sie kochać w trakcie owulacji, a nei po nie - po owulacji , bo
              wtedy nie zajdzie w ciaze i nie ma też zbytnio ochoty wspołzyć, przynajmniej
              wiekszość , bo to 5- 7 dni przed okresem;/

              "Antykoncepcja to powiedzenia Panu
              Bogu : "Nie zgadzam sie na współprace z Toba jesli chodzi o tworzenie rodziny i
              powoływanie na świat ludzi, seks jest dla mnie tylko przyjemnością, nie ma nic
              wspólnego z dawaniem zycia"

              A czym niby rózni się współżycie w dni neipłodne? wtedy też mówi sie APnu Bogu,
              ze wtedy kiedy sie chciało, to si tego nei zrobiło, bo boi sie zajść w ciazę,
              wiec robi sie to wtedy, kiedy prawdopodobieństwo zajscia w ciazę jest mniejsze,
              czyli w tzw. dni niepłodne. Też mówi sie panu Bogu, z e seks jest dla ciebie
              przyjemnością i dlatego robisz co można , macasz se szyjkę macicy , oglądasz
              jak nienormalna śluz z tę i we w tę i mierzysz temperaturę, zeby wyznaczyć dni
              njiepłodne., ergo intencja jest taka sama - unikniecie ciązy.


              • agatazieba Re: nauki przedmałżeńskie-kilka refleksji 11.04.06, 20:19
                totalna_apokalipsa napisała:

                I nie nazywajmy tego w ogóle naturalnym, bo naturalnie kobieta ma
                > najwiekszą chęc sie kochać w trakcie owulacji, a nei po nie - po owulacji , bo
                >

                ja miałam zawsze dwa dni przed owulacją...

                co do reszty to się zgadam. o ile mogę przyjąć niektóre argumenty przeciw
                pigułkom i spiralom, to sorry ale podejście : "jak to robić aby nie mieć dzieci
                ani przyjemności (no ewentualnie w wyznaczone dni) i najlepiej w okresie
                napięcia przedmiesiączkowego" do mnie nigdy nie trafi.
              • Gość: mini Re: nauki przedmałżeńskie-kilka refleksji-do t.a. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.04.06, 10:09
                Przypuszczam ,ze dla osoby niewierzacej moze to byc trudno zrozumiałe,zwłaszcza
                wspólpraca z Bogiem w stworzeniu,ale spróbuje jeszcze raz:

                No tak, znów to samo:
                "naturalne metody planowania rodziny nic nie mają wspólnego z antykoncepcją.
                Nie ma czegos takiego jak "antykoncepcja naturalna".Antykoncepcja jest wtedy
                kiedy para ze sobą wspo.zyje ,ale odrzuca mozliwosc poczęcia dziecka, anie
                wtedy kiedy para w ogole nie wspózyje. Kiedy para nie współzyje jest to
                wstrzemiexliwosc ,a nie antykoncepcja. Antykoncepcja to powiedzenia Panu
                Bogu : "Nie zgadzam sie na współprace z Toba jesli chodzi o tworzenie rodziny i
                powoływanie na świat ludzi, seks jest dla mnie tylko przyjemnością, nie ma nic
                wspólnego z dawaniem zycia"

                to teraz rozbijmy to na częsci i pokazmy jak to sie robi:

                >naturalne metody planowania rodziny nic nie mają wspólnego z antykoncepcją

                A czym jest rysowanie wykresów, tak zeby wyznaczyć dni neipłodne i wspólzycie
                własnie w te dni, jak nei antykoncepcją ? Chodzi własnie o to, zeby nie zajść w
                ciązę . I nie nazywajmy tego w ogóle naturalnym, bo naturalnie kobieta ma
                najwiekszą chęc sie kochać w trakcie owulacji, a nei po nie - po owulacji , bo
                wtedy nie zajdzie w ciaze i nie ma też zbytnio ochoty wspołzyć, przynajmniej
                wiekszość , bo to 5- 7 dni przed okresem;/


                Jeszcze raz: o antykoncepcji mówimy wtedy kiedy wspólzyjemy! Wspólzyjemy,ale
                nie zgadzamuy sie na to aby KONSEKSWENCJĄ WSPOLZYCIA BYŁO POCZĘCIE. Dlatego ,że
                wlasnie NATURALNĄ konsekwencją wspólzycia moze byc poczecie dziecka. Brak
                wspólzycia oznacza brak aktu ,ktory moze doprowadzic do stworzenia dziecka.
                Chodzi o sam akt ,a nie o planowanie rodziny. Ktoś bezzenny nie planuje
                poczecia dziecka dlatego obowiazuje go wstrzemiexliwosc seksualna-u katolików.
                Własnie fakt,ze w czasie owulacji kobieta ma najwieksza ochote na seks oznacza
                ŻE CZŁOWIEK NATURALNIE został stworzony do tego aby konsekswencja seksu było
                poczecie dziecka. Tak bylo w zamysle Bozym -reszta jest manipulacją czlowieka.

                "Antykoncepcja to powiedzenia Panu
                Bogu : "Nie zgadzam sie na współprace z Toba jesli chodzi o tworzenie rodziny i
                powoływanie na świat ludzi, seks jest dla mnie tylko przyjemnością, nie ma nic
                wspólnego z dawaniem zycia"

                A czym niby rózni się współżycie w dni neipłodne? wtedy też mówi sie APnu Bogu,
                ze wtedy kiedy sie chciało, to si tego nei zrobiło, bo boi sie zajść w ciazę,
                wiec robi sie to wtedy, kiedy prawdopodobieństwo zajscia w ciazę jest mniejsze,
                czyli w tzw. dni niepłodne. Też mówi sie panu Bogu, z e seks jest dla ciebie
                przyjemnością i dlatego robisz co można , macasz se szyjkę macicy , oglądasz
                jak nienormalna śluz z tę i we w tę i mierzysz temperaturę, zeby wyznaczyć dni
                njiepłodne., ergo intencja jest taka sama - unikniecie ciązy.

                Nie napisałam,ze skes nie ma byc przyjemnoscią. On naturalnie jest
                przyjemnościa,taki został stworzowny przez Boga dla czlowieka. Ale tzreba sie
                liczyc,ze jego konsekwencja jest dawanie zycia-dawanie zycia przez Boga ,a nie
                przede wszytkim przez czlowieka. W chrzescijanstwie to czlowiek jest posluszny
                i podporzadkowany Bogu,a nie odwrotnie.
                I jeszcze raz: chodzi o sam akt-aby nie był anty-.
                Pozdrawiam
                • Gość: no name Re: nauki przedmałżeńskie-kilka refleksji-do t.a. IP: *.4web.pl 12.04.06, 10:54
                  I ja spróbuję jeszcze raz:
                  > Przypuszczam ,ze dla osoby niewierzacej moze to byc trudno
                  zrozumiałe,zwłaszcza
                  >
                  > wspólpraca z Bogiem w stworzeniu,a

                  Tutaj juz od razu pojawiło się założenie, ze rozmawiasz z ateistą, ustawiajace
                  Cie na poziomie kogoś lepszego, wybranego, wierzącego . Skąd wiesz, czy nei
                  rozmawiasz z protestantem >? Dlaczego zakładasz, ze jestem ateistą ?

                  Wspólzyjemy,ale
                  > nie zgadzamuy sie na to aby KONSEKSWENCJĄ WSPOLZYCIA BYŁO POCZĘCie.

                  Skad wiesz , ze sie nei zgadzamy? Stosujemy metody, które mają temu poczęciu
                  zapobiec, podobnie jak ty wyznasczasz sobie czas, kiedy prawdopodobnie, ale
                  niekoniecznie do poczęcia nie dojdzie. Obie metody maja identyczne założenie -
                  UNIKNIĘCIE CIĄZY- rózni je tylko sposób unkania tej ciązy. Jesli antyykoncepcja
                  zawieedzie , to powodnie , jak jesli zawiodą Twoje metody, dojdzie do
                  zapłodnienie i urodzi sie dziecko, Zadne nie zgadzanei sie nei ma miejsca, ma
                  miejsce w Twoim dyskursie, który imputujesz innnym w opozycji do Ciebie. Skąd
                  wiesz, czy inni nie zgadzaj sie anpoczęcie? Wiedza doskonale , ze nie ma 100%
                  antykoncepcjio,,zatem zgadzają sie na poczecie , jeśli antykoncepcja nei
                  zadziała .

                  Kiedy para nie współzyje jest to
                  > wstrzemiexliwosc ,a nie antykoncepcja.

                  To tylko inny sposób nazwania - nie wpółzyje , bo nie chce mieć wtedy,dziecka,
                  ergo - nei otwiera sie na zycie , ergo stosuje antykoncepcje polegającą na
                  wyznaczeniu dni płodnych i niepłodnych.

                  >I jeszcze raz: chodzi o sam akt-aby nie był anty

                  Czy jesli współżyje sie tylko i wyłacznie, kiedy wszystko od a do z mówi , ze
                  nei zajdzie sie w ciazę, to nei ejst to - anty? Zalożenie jest takei, ze teraz
                  mogę, bo dziecka nie bedzie, czyli jest wybitnie - anty. Nikt tu sie na nic
                  nie otwiera, bo w głowie tkwi mysl - teraz mogę , bo nie wpadnę - czyli
                  klasyczna mysl anty.

                  >On naturalnie jest
                  > przyjemnościa,taki został stworzowny przez Boga dla czlowieka.

                  No włanie - natuturalnie seks jest dla kobiety przyjemnoscią wtefdy, kiedy jest
                  najbardziej plodna. Powstrzymuje sie i współzyje wtedy, kiedy nie jest, zatem
                  seks nie jest dla niej ani przyjemnościa, ani nie jest naturalny, ani nie
                  współzyje wtedy, kiedy natruralnei Bóg jej daje przyjemnosc i naturalnie wręcz
                  nakazuje współżyć, Zatem wspożycie w dni niepłodne wyznaczane przez NPR jest w
                  gruncie rzeczy nieprzyjemne i nienaturalne, oraz jest aktm nieposłuszeństwa
                  BNogu, który przecież naturalnei daje przyjemnosć w trakcie dni płodnych i
                  naturalnei dązy do poczęcia.

                  Opowiesci o tej metodzie możen arozbijać w ten sposób w nieskonczonośc, bo po
                  prostu katolicka podbudowa NPR nei tzryma sie kupy , niestety.






                  • Gość: mini Re: kto miał zrozumiec juz zrozumiał;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.04.06, 14:33
                    ja spróbuję jeszcze raz:
                    > Przypuszczam ,ze dla osoby niewierzacej moze to byc trudno
                    zrozumiałe,zwłaszcza
                    >
                    > wspólpraca z Bogiem w stworzeniu,a

                    Tutaj juz od razu pojawiło się założenie, ze rozmawiasz z ateistą, ustawiajace
                    Cie na poziomie kogoś lepszego, wybranego, wierzącego . Skąd wiesz, czy nei
                    rozmawiasz z protestantem >? Dlaczego zakładasz, ze jestem ateistą ?

                    Bo znam totalna z wypowiedzi na innych forach dyskusyjnych i wiem ,że ma metlik
                    w glowie w sprawach wiary.
                    Czy jestem "lepsza"? Nie ma ludzi lepszych czy gorszych ,ale sa ludzie ktorzy
                    niektóre rzeczy rozumieją lepiej niz inni.

                    Wspólzyjemy,ale
                    > nie zgadzamuy sie na to aby KONSEKSWENCJĄ WSPOLZYCIA BYŁO POCZĘCie.

                    Skad wiesz , ze sie nei zgadzamy? Stosujemy metody, które mają temu poczęciu
                    zapobiec, podobnie jak ty wyznasczasz sobie czas, kiedy prawdopodobnie, ale
                    niekoniecznie do poczęcia nie dojdzie. Obie metody maja identyczne założenie -
                    UNIKNIĘCIE CIĄZY- rózni je tylko sposób unkania tej ciązy. Jesli antyykoncepcja
                    zawieedzie , to powodnie , jak jesli zawiodą Twoje metody, dojdzie do
                    zapłodnienie i urodzi sie dziecko, Zadne nie zgadzanei sie nei ma miejsca, ma
                    miejsce w Twoim dyskursie, który imputujesz innnym w opozycji do Ciebie. Skąd
                    wiesz, czy inni nie zgadzaj sie anpoczęcie? Wiedza doskonale , ze nie ma 100%
                    antykoncepcjio,,zatem zgadzają sie na poczecie , jeśli antykoncepcja nei
                    zadziała .


                    Unikanie ciaży to nie antykoncepcja. Zakonnica tez unika ciązy bo nie
                    wspolzyje! tak samo ktos kto nie zyje w malzenstwie. Antykoncepcja dotyczy
                    samego aktywnego aktu seksualnego-nie wiem czemu to dla Ciebie takie trudne??
                    jesli facet wspózyje z kobieta moga zalozyc ,ze nie planuja dziecka, ale
                    planowac moze Bog i On sobie doskonale poradzi nawet jesli kobieta bedzie
                    myslała,ze jest niepłodna w dane dni. A wiec tu ostatecznie decyduje Bóg. W
                    przypadku antykoncepcji- prezerwatywy, pigułek takiej mozliwosci nie ma. Tu
                    wyraznie czlowiek mówi Bogu i ewnetualnemu zyciu "Nie" tj, wspózyjemy bez
                    nastawienia sie na ewnetualna ciąze.


                    Kiedy para nie współzyje jest to
                    > wstrzemiexliwosc ,a nie antykoncepcja.

                    To tylko inny sposób nazwania - nie wpółzyje , bo nie chce mieć wtedy,dziecka,
                    ergo - nei otwiera sie na zycie , ergo stosuje antykoncepcje polegającą na
                    wyznaczeniu dni płodnych i niepłodnych.

                    jak wyzej,planowanie to nie antykoncepcja

                    >I jeszcze raz: chodzi o sam akt-aby nie był anty

                    Czy jesli współżyje sie tylko i wyłacznie, kiedy wszystko od a do z mówi , ze
                    nei zajdzie sie w ciazę, to nei ejst to - anty? Zalożenie jest takei, ze teraz
                    mogę, bo dziecka nie bedzie, czyli jest wybitnie - anty. Nikt tu sie na nic
                    nie otwiera, bo w głowie tkwi mysl - teraz mogę , bo nie wpadnę - czyli
                    klasyczna mysl anty.

                    Gdzie Ty masz od "a " do "z" przy braku antykoncepcji???? Masz dzieci????

                    >On naturalnie jest
                    > przyjemnościa,taki został stworzowny przez Boga dla czlowieka.

                    No własnie - natuuralnie seks jest dla kobiety przyjemnoscią wtefdy, kiedy jest
                    najbardziej plodna. Powstrzymuje sie i współzyje wtedy, kiedy nie jest, zatem
                    seks nie jest dla niej ani przyjemnościa, ani nie jest naturalny, ani nie
                    współzyje wtedy, kiedy natruralnei Bóg jej daje przyjemnosc i naturalnie wręcz
                    nakazuje współżyć, Zatem wspożycie w dni niepłodne wyznaczane przez NPR jest w
                    gruncie rzeczy nieprzyjemne i nienaturalne, oraz jest aktm nieposłuszeństwa
                    BNogu, który przecież naturalnei daje przyjemnosć w trakcie dni płodnych i
                    naturalnei dązy do poczęcia.

                    i to jest włascinie przyklad mentalnosci antykoncepcyjnej ,w ktorej tkwisz.
                    Jak wiesz katolicyzm jest za plodnościa czlowieka w kazdym aspekcie i na kazdej
                    płaszczyźnie zycia(takze duchowej, a w niektórych przypadkach tylko duchowej),
                    a wiec pochwala rodziny wielodzietne. Ty zas boisz sie życia i myslisz na
                    poziomie 'anty-"


                    Opowiesci o tej metodzie możen arozbijać w ten sposób w nieskonczonośc, bo po
                    prostu katolicka podbudowa NPR nei tzryma sie kupy , niestety.

                    Dla niektorych istnienie Boga nie trzyma się kupy. Dla niektorych matematyka
                    czy historia nie trzyma sie kupy.Trzeba to zwalic na niezrozumienie niektorych
                    spraw przez ludzi,a nie na bledy samej sprawy.
                    Tyle. Pozdrawiam.

                    • totalna_apokalipsa Re: kto miał zrozumiec juz zrozumiał;) 12.04.06, 20:58

                      Bo znam totalna z wypowiedzi na innych forach dyskusyjnych i wiem ,że ma metlik
                      >
                      > w glowie w sprawach wiary.

                      To samo można powiedziec i o tobie - bycie agnostykiem to nie bycie ateista,
                      natomiat mętlik w głowei to pojęcie , który nie jest argumentem, jest epitetem,
                      jak zwykle oceniajacym i wywyższającym, jak i kolejne hasło, to, ze sa ludzie,
                      którzy neiktóre rzeczy lepiej rozumieją . Mówisz to samo , tylko innymi
                      słowami - jestem lepsza, bo lepiej to rozumiem. A ja jestem agnostykiem, nie
                      katolikiem, nie ścigam się w wierze w lepsze rozumienie religii, interesuje
                      mnie wiara - nei potrzebuję ani slubu kościelnego, anie pogrzebu z ksiedzem.
                      Jeśli zdecyduje się , ze czas przynalezeć - zostanę włanie protestantem, co
                      nijak nie zmeini faktu, ze jestem chrzescijanką z cizeniem ku agnostycyzmowi.
                      Jeśli trudno to zrozumieć, to cóa, widac trudno neiktórym niektóre rzeczy
                      zrozumieć.

                      Unikanie ciaży to nie antykoncepcja. Zakonnica tez unika ciązy bo nie
                      > wspolzyje! tak samo ktos kto nie zyje w malzenstwie.

                      co am do tego zakonnica? Ona slubuje czystości pozostaje w innym stanie i
                      powołaniu - zakonnym, nie małzeństywie. To juz neistety nie na temat, gdyż owa
                      kobieta slubnuje czystość i w ogóle nie wspólzyje, wiec nie wiem, dlaczego
                      porównujesz ja do małzeństwa.

                      jesli facet wspózyje z kobieta moga zalozyc ,ze nie planuja dziecka, ale
                      > planowac moze Bog i On sobie doskonale poradzi nawet jesli kobieta bedzie
                      > myslała,ze jest niepłodna w dane dni. A wiec tu ostatecznie decyduje Bóg. W
                      > przypadku antykoncepcji- prezerwatywy, pigułek takiej mozliwosci nie ma

                      Jak to nei ma? Prezerwatywa może pęknać, pigułka może zawieść - bóg moze nadal
                      planować . Co więcej wspólzyjąc w dni neipłodne takze uniemożliwai sie bogu
                      działanie - czy to takie trudne zrozumieć, ze po owulacji Bóg kobiety nie
                      zapłodni, bo biologia już zadecydowała, ze to neimozliwe ? Jest to dokładnie
                      myślenie anty - bóg zdecyduje, ale na wszelki wypadek policzę, keidy nijak nie
                      może zdecydować.
                      >
                      > Gdzie Ty masz od "a " do "z" przy braku antykoncepcji?

                      He, he, he, czyli metoda naturalnego planowania rodziny wcale nie jest tak
                      skuteczna , jak to sie opowiada ? Ojej. Chodzi mi o tydzień opo owulacji,
                      kolezanko - wtedy ryzyko wpadki jest zerowe i te kobiety czekają tych dni jak
                      świąta, więc mają typowe anastawienie anty i mentalnosć antykoncepcyjną,
                      cokolwiek to jest.

                      >jak wyzej,planowanie to nie antykoncepcja
                      Jak wyżej, planowanie to antykoncepcja . Fakt , ze nazwę swinie krowa , nie
                      zmieni świni w krowę i nie da mleka . Zmeiniasz tylko nazwę:)

                      Trzeba to zwalic na niezrozumienie niektorych
                      > spraw przez ludzi,a nie na bledy samej sprawy.

                      Oczywiście, to zupełnie jak z komunizmem - system był dobry, ale ludzie
                      dopuszczali sie wypaczeń i tak to tzreba rozumieć:)))))



                      • atropa_belladonna Re: kto miał zrozumiec juz zrozumiał;) 13.04.06, 14:27
                        totalna_apokalipsa napisała:
                        > Jak to nei ma? Prezerwatywa może pęknać, pigułka może zawieść - bóg moze nadal
                        >
                        > planować . Co więcej wspólzyjąc w dni neipłodne takze uniemożliwai sie bogu
                        > działanie - czy to takie trudne zrozumieć, ze po owulacji Bóg kobiety nie
                        > zapłodni, bo biologia już zadecydowała, ze to neimozliwe ? Jest to dokładnie
                        > myślenie anty - bóg zdecyduje, ale na wszelki wypadek policzę, keidy nijak nie
                        > może zdecydować.

                        Tu chyba chodzi o to, że Bóg może swobodnie zdecydować, kiedy para ma mieć
                        następne dziecko - ze względu na wyjątkową nieskuteczność tych metod :)
    • agatazieba Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? 11.04.06, 13:20
      Jak tak czytam, to aż mi się nie chce.
      Czy na tych naukach prawie wyłącznie zajmowaliście się antykoncepcją i metodami
      planowania rodziny? Wychodzi na to, że małżeństwo polega na tym, żeby nie było
      dzieci i to jest właśnie główny problem małżeństw. Pewnie dlatego tyle małżeństw
      się rozpada. Przeciez w małżeństwie pojawia się masa różnych problemów. Pewnie,
      że w tej kwestii najwięcej wynosi się z domu, ale przygotowanie na problemy,
      które mogą was spotkać powinno się pojawić.
      Każda metoda na to, żeby nie mieć dzieci, kiedy się ich nie chce, ma swoje plusy
      i minusy. Co do tzw. metod naturalnych, to nie mam do nich zaufania, czuję to
      podporządkowanie fizjologii. Zresztą to zwalenie całej odpowiedzialności na
      kobietę, ona musi o wszystkim myśleć i wiedzieć, kiedy można, a jeśli, nie daj
      Boże, ma męża alkoholika, który średnio to respektuje... Poza tym ciekawi mnie
      ilu facetów rzeczywiście to wszystko umie, a ilu liczy na żony i czy to nie jest
      okropny stres takie czekanie na "dziś kochanie możemy" (a jak koleś w końcu z
      tego wszystkiego nie będzie mógł? - tą myśl akurat podsunęła mi nawiedzona pani,
      która prowadzi nauki). i czy naprawdę nie istnieje jakieś sprytniutkie
      urządzonko, które mierzyłoby mi poziom hormonów i muszę się sama uczyć, a przy
      tym jeszcze zafundować sobie dwójkę dzieci po drodze, zanim urodzą się te planowane.
      Mówienie, że np. inne metody są mniej skuteczne albo przytaczanie pseudobadań
      naukowych rzeczywiście jest trochę śmieszne, skoro podobno tak na serio chodzi o
      to, że są nieetyczne (a posiadanie czwórki dzieci, kiedy się nie ma ich za co
      utrzymać niby jest?).
      czytałam w Tygodniku Powszechnym (chyba, nie jestem tego pewna) list mężczyzny,
      którego żona uczyła metod naturalnych, ale przestała, kiedy zaszła w czwartą
      nieplanowaną ciążę i stwierdziła, że nie może oszukiwać innych kobiet. wniosek:
      nie u każdej kobiety to zadziała.
      dużo osób zwraca uwagę, że to niewłaściwe forum. problem jak widać istnieje i
      widać wyraźnie, że jakaś reforma tych nauk by się przydała. skoro już ktoś
      wywołał temat - warto go dobrze przedyskutować.
      • agatazieba Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? 11.04.06, 13:39
        i jeszcze jedno mi sie przypomniało. ludziom często zależy na kościelnym, bo
        tradycja, rodzice, co ludzie powiedzą i w ogóle. z tego powodu chrzci sie tez
        wszystkie dzieci, chociaz rodzice mają wiarę gdzieś. ale to minie. zaczniemy
        mówić na naukach, co o tym wszyskim myslimy i wielu z nas zrezygnuje z
        kościelnego. jeszcze jedno pokolenie i sytuacja będzie o wiele zdrowsza. ilość
        hipokryzji się zmniejsza cały czas. Kościół wywodzi swoją silną pozycje jeszcze
        z czasów komunizmu i dlatego się tak panoszy i nie chce zrozumieć, że o
        owieczki trzeba dbać, a nie robic im pranie mózgów.
    • Gość: annn Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? IP: *.echostar.pl 11.04.06, 13:27
      nauki przedmałżeńskie to śmieszny obowiązek. Na naszych więszośc grupy albo
      czytałaksiążki, albo grała w statki albo rozwiazywała krzyżówki. Śmieszy mnie
      gdy słyszę,że pigułka to grzech:). Rozbawił nas tekst małrzeństwa, które
      prowadziło kurs, stwierili, że mają piątke dzieci i że my młodzi mamy ich
      pobić. Że nie mamy sie przejmować pieniedzmi, że najważniejsza jest miłość.
      Zgoda ale z drugiej strony jak nam dziecko zahoruje i nie bedzie co do gara
      włożyć to kto nam pomoże, naperwno nie oni. Miłością dzeicka nie ylęczę i nie
      wykarmię!!!!!!!!!!!!!!!!
      Druga scenak już w poradni przedmałżeńskiej zrobiłam tradycyjnie wykres cyklu
      (to jest przecież obowiazkowe), no i omawialismy kiedy mam dni płodne a kiedy
      nie. Fakt jest taki, żę wykres zrobiłam na podstwaie jakiejś ksiazki, tak z
      głowy. kobitka stwierdziła, że mój wykres i cykle jest wzorcowy k że będzie na
      nim przygotowywać do życia w rodzinie ine kobiety, że będzie podawała mój cykl
      jako przykładowy:) i że z moim będzie porównywała wykresy innych kobitek, czy
      nie odbiegają od normy!!!!!!!!!!
      A najlepsze było kiedys, znajomi rodziców, bardzo religijna parka. Stwierdzili,
      że będą stosować sie do metody z badaniem śluzu, że będą to stosować jako grę
      wtśepną (tak jak zalecja to na naukach) wytrzymali dwa tygodnie bo mimo swojej
      głebokiej wiary i przekoanń stwierdzili, że to ostatnioa głupota, że to jest
      niespaczne i że juz im sie póxniehj nie chce zabawiać. A zaznaczam, żę maja 1
      synka, czyli coś stosują ale napewno nie metody zalecane przez kościół.

      My wychodziliśmy z zalożenia, że trzeba przez to przejsć. I jeszcze jedno...
      ale juz nie nauki. BYłam ,jestem i bvedę oburzona pytaniem jakie zadał mi
      ksiadz na spowiedzi przedmałżeńskiej tzn. usłyszłam pytanie: czy uprawia pani
      sex~!!!!!!!!!!!!!!11 Sorrki ale mnie to zamórowało i zmroziło. To nie jest jego
      sprawa, chyba, że chciał sobie posłuchać, żeym mu poopowiadałą!!!!!!!!!!111111
      • sigrun Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? 11.04.06, 13:56
        Nie chciałam poruszać osobiście tematu współżycia, jednak dorzucę swoje trzy
        grosze. To żadne planowanie rodziny czy metody naturalne - to gra w ruską
        ruletkę. Po pierwsze, dlaczego seks w małżeństwie jest dzielony na "w celu
        prokreacji" - dobry i "w celu własnej przyjemnosci" - zły? Wielu poprzedników
        stwierdziło, że kapłan, który żyje rzekomo w czystości, nie powinien udzielać
        nauk w tym temacie. Fakt, nie powinien i to bynajmniej nie dlatego, że nie
        uprawia seksu czy nie ma potomstwa. Raczej dlatego, że nie wie do końca co to
        jest miłość dwojga kochających się ludzi. Zna ją tylko z teorii. Kiedy szczerze
        się kocha swojego partnera, własna przyjemność (o którą tak często polski KK
        oskarża) przestaje być ważna. Na pierwszy plan wchodzi bowiem przyjemność
        drugiej osoby, okazanie jej naszych uczuć, czułości i tym samym cieszenie się
        życiem i - czemu nie - dziękować potem Bogu za to wszystko. Zbliżenie kochajcej
        się pary jest tak naturalne jak jedzenie czy picie - jest niezbędne do życia i
        zdrowia, zarówno fizycznego jak i psychicznego. Potomstwo to owoc tej miłości, a
        nie cel nadrzędny. Sprowadzanie tego pieknego aktu do zwykłej, trywialnej
        docelowości jaką jest prokreacja senso stricte, jest jak nakaz jedzenia i picia
        tyle, aby zaspokoić instynkt zamozachowawczy i bynajmniej nie smacznie, bo to
        już grzech. Łakomstwo też zdaje mi się być jednym z grzechów głównych, a jednak
        i księża sięgają po widelec nie tylko kiedy są głodni ;-)))
        Czy ktoś pomyślał o tym, jak ważny jest też komfort psychiczny pary podczas
        takich uniesień? A jak tu oddać się bez reszty małżonkowi, jeśli przez cały czas
        myślę: Zajdę, nie zajdę?
        Chciałabym też nadmienić, że są kobiety którym np. względy medyczne nie
        pozwalają na kolejne ciąże. Wszak ciąża i poród to istna burza hormonalna i w
        niektórych przypadkach pozostają poważne powikłania zdrowotne. I co ma w takim
        razie zrobić taka katoliczka? Wstrzymać się od stosunków z mężem do końca życia
        (co jest sprzeczne z samą instytucją małżeństwa), czy dalej ryzykować z
        nadzieją, że wszystko się jakoś ułoży?
        • Gość: a501 Do Sigrun! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.06, 15:09
          Doskonałe wypowiedzi!Zgadzam się z Tobą!
        • agatazieba Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? 11.04.06, 20:26
          to mnie zawsze martwiło, kiedy jeszcze znajdowałam się w bardzo zindoktrynowanym
          środowisku. jak to zrobić, żeby się kochać mocno i na długo, a jednocześnie
          fundować sobie taki stres, pozbawiać kobietę satysfakcji (temu się może udaje
          jakoś zapobiegać - nie wiem) i uczynić seks jej przykrym obowiązkiem.
          SEKS JEST WYRAZEM MIłOśCI, A NAJLEPSZY JEST TEN SPONTANICZNY. wyjątkowe uczucie.
        • r.richelieu Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? 11.04.06, 23:38
          Po pierwsze, dlaczego seks w małżeństwie jest dzielony na "w celu
          > prokreacji" - dobry i "w celu własnej przyjemnosci" - zły?


          nie, ostatnie listy papieża jasno mówią o przyjemnej stronie seksu. Naturalnei
          w ramach małżeństwa, papież inaczej nie może, ale sam fakt podniesienia roli
          przyjemności w małżeństwie zamyka usta opiniom jakoby KK uważał seks jako w
          100% poświęcony prokreacji.
          Czy to da się zrealizować bez antykoncepcji to druga sprawa. Trzeba poczekać na
          kolejnego papieża..
      • Gość: ciekawa No i co? Robisz ślub tylko w USC? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.06, 16:00
        Czy też zmieniasz wyznanie i urządzasz ślub w cerkwi? Bo chyba nie w KK, skoro
        tak bardzo Ci nie odpowiada?
      • r.richelieu Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? 11.04.06, 23:41
        Tobie udzielono sakramentu? Po co jeśli na pytanie o szóste przykazanie się
        obruszasz? Rozumiem, że żyjesz dziewięcioma tylko.
        • niemyte_mohery Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? 12.04.06, 01:29
          Grzechy sie na spowiedzi WYZNAJE, spowiedz to nie jest przesluchanie. Spowiedz
          to tez nie wyscigi i ksiadz powinien umiec sie trzymac w ryzach nawet gdy go
          siezbi zeby w koncu "dojsc do sedna". Kazdy psycholog Ci to powie, ze ludzie
          najwazniejsze rzeczy mowia zawsze na samym koncu.

          Na marginesie dodam, ze pewna moja znajoma ksiadz na spowiedzi bez zbednych
          wstepow spytal, czy ma zalozona spiralke ;-(((
          • madziaro1 Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? 12.04.06, 04:28
            mnie najbardziej ubawiło, że na nauki przedmałżeńskie wysłano mojego wujka,
            który był wdowcem po chyba 10 latach małżeństwa, i jego żonę, która miała za
            sobą jedno unieważnione małżeństwo :). Ot, co parafia to inne pomysły
        • Gość: no name Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? IP: *.4web.pl 12.04.06, 09:46
          .richelieu napisała:

          > Tobie udzielono sakramentu? Po co jeśli na pytanie o szóste przykazanie się
          > obruszasz? Rozumiem, że żyjesz dziewięcioma tylko.

          6 przykazanie to nie cudzołóż. Co przykazanie dotyczące cudzołóstwa ma
          wspólnego z dokładnym opisywaniem swojego życia seksualnego? Przez to, ze
          kościól bardzo nieumiejetnie, ładuje się w zycie intymne ludzi, wielu
          tych "ochrzczonych" katolików od neigo odchodzi. Drugą rzecza jest kompletna
          farsa , czyli jezyk jakim kosciól o tym życiu mówi;/ Otworzenie sie na życie,
          akt oddania sie malzonkowi, ubogacenie miłosci;/ Z tkaim jezykiem to moe można
          trafić do egzaltowenej 70 latki, ale nie do 20 latków.
    • Gość: pycholandia Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? IP: *.111.jawnet.pl 11.04.06, 14:40
      mówcie co chcecie, ale już sama nazwa mówi o charakterze tych zajęć -
      PRZEDMAłżEńSKIE!!! a ja maturę zdaję za rok, nie mam nawet chłopaka, a co
      dopiero mówić o mężu, a na kurs chodziłam :D
      to jest dopiero tempo życia, prawda?

      Nie wiem kto wpadł na pomysł posyłania młodzieży licealnej na takie kursy, ale
      nie była to przemyślana decyzja. załóżmy, ze za kailka lata będę chciała wyjść
      za mężczyznę kilka lat starszego... i co? ja mam kurs zrobiony, on nie. ma sam
      chodzić? :/
    • agatazieba Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? 11.04.06, 21:07
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=216&w=29149437&v=2&s=0
      przy tzw. naturalnych metodach planowania rodziny miałbym schizę cały czas, a
      nie tylko od przypadku do przypadku.
    • dagmara_maz Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? 11.04.06, 23:51
      Ksiądz opowiadał głównie o:

      - Żydach, że to plemię któremu się wydaje że jest narodem
      - swojej siostrze, która synów trzymała pod spódnicą do dorosłościi zmarnowała
      im zycie
      - swojej operacji na serce sprzed wielu lat
      - jak podsłuchiwał przez drzwi w seminarium co o nim mówili
      - jak go matka przed komunizmem uchroniła
      - o dzieciach, że należy je mieć szybko i w dużej liczbie
      - o wózkach dziecięcych jak mu się nie podobają te współczesne
      - cytat: "używajcie otworów do tego, do czego zostały przeznaczone"
      - żeby się wyspowiadać z seksu przed slubem, bo ksiądz nie takie rzeczy
      słyszał, i nic nie powie bo i tak się żenicie więc po co ma gadać

      Tyle pamietam, dosyć dawno było ale to najbardziej utkwiło mi w pamięci. Więcej
      było nie na temat niz na temat (a która to godzina? oooo, już czas nam sie
      kończy a mi się jakoś tak odpłynęło od tematu...). Słuchało się lekko i
      przyjemnie, ale trudno mi było nazwać to naukami.

      A co do pani od NPR, to jak wszędzie, ale pamiętam zwłaszcza jedno zdanie -
      że "stosunek płciowy służy prokreacji, i w związku z tym trzeba zachować
      czystość nie tylko przed ślubem, ale i w małżeństwie". Kochać się tylko jak
      chce się mieć dziecko? No to przez dwa lata małżeństwa wyszłoby nam dokładnie
      jeden raz, mamy jedno dziecko i na razie drugiego nie planujemy. :-)
      Pozdrawiam !!!
    • mary_an Katole nie maja poczucia humoru 12.04.06, 23:43
      co widac na tym watku. Ja uwazam, ze nauki niektore teksty z nauk naprawde
      nadaja sie na Forum Humorum, juz nie wnikajac w to, gdzie to sobie ten
      termometr wklada i czy to skutkuje czy nie, to nauki przedmalzenskie staja sie
      w moim gronie dobrym tematem do dowcipow :D przede wszystkim chodzi o
      niedouczenie i prymitywizm ludzi, ktorzy to prowadza, ja mialam zajecia
      uswiadamiania seksualnego w szkole z katechetka (chlopcy z ksiedzem) i mowila,
      ze trzeba miec dzieci na max. duzo i sex sluzy tylko do ich robienia, czyli
      jesli chce miec jedno dziecko to sex 1 raz i koniec :) o termometrze tez bylo
      (mozna sie domyslic reakcji dzieciakow lat 16)
    • Gość: ja Trzeba przestrzegać praw z nakazu Pana IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.06, 11:48
      Metody te sa skuteczne. Sam w wieku dorosłym mam dwójke dzieci i moge spokojnie
      zareklamowac naturalne metody. Używali ich także moi rodzice i wiem że są w 100
      proc pewne. Tak samo twierdzi moich 5 braci i 4 siostry.
    • panda32 Re: Antykoncepcja 13.04.06, 13:08
      Reasumując:

      Naturalne metody i sztuczne metody są ANTYKONCEPCJĄ i w błędzie są ci, którzy z
      punktu widzenia INTENCJI dzielą je na lepsze i gorsze.

      Ci, którym bardzo zależy na NIEMANIU dzieci, będą:

      1.w przypadku katolików praktykujących: uprawiac seks w stresie, napięciu i
      frustracji, i przeważnie bez przyjemności (u kobiet:napiecie przedmiesiaczkowe,
      stres, u mężczyzn: stres, problemy z potencją), prowadzić pomiary i wykresy
      (kobiety), łazić na małżonką wiecznie pytając: "Dziś można?" (mężczyźni),
      doprowadzając przez to do psucia się związku małżeńskiego.

      2.w przypadku lajt-katolików i niekatolików: uprawiać seks z przyjemnością, dla
      przyjemności, bez stresów i frustracji, traktując go jako afirmację życia, hymn
      ku radości istnienia i naturalny wyraz uczuć i emocji, wynikający z obopólnego
      pragnienia, a nie okazji: "teraz można".

      Dlaczego Kościół tak uparcie obstaje przy metodach naturalnych?
      Dlatego, że sam nie może, więc dlaczego inni mają mieć lepiej.
      Dlatego, że dobrze jest trzymać ludzi w niepewności, frustracji i strachu.
      Dlatego, że jak ludzie będą mieć za dobrze, to Kościół stanie się niepotrzebny.
      Dlatego, że uczucie szczęścia powinno być towarem cennym, reglamentowanym,
      zmonopolizowanym i kontrolowanym.

      Przed laty umieralność dzieci była olbrzymia, dlatego z naturalnego punktu
      widzenia istnienia gatunku, OPŁACAŁO SIĘ rodzić więcej dzieci, bo wiadomo było,
      że połowa tylko dożyje wieku dorosłego.
      Dziś ten problem nie istnieje.

      No i chyba tyle.
      • marika78 Re: Antykoncepcja 13.04.06, 16:25
        panda bardzo sie z toba zgadzam!!
        ja wlasnie jestem w trakcie nauk i to co prezentuja tam osoby swieckie uczac
        nas o naturalnym planowaniu rodziny to zenada...
        do ksiezy nie mam wielu uwag ale argumenty w stylu, zebysmy sie rozmnazal, bo
        arabowie zasypuja europe i maja kilkoro dzieci wiec my tez powinnismy sie
        rozmnazac jak kroliki moglby sobie darowac, bo to bylo niesmaczne...
        ale opowiem wam jak nas pan swiecki uswiadamial: otoz prztaszczyl ze soba
        mechanizm do slajdow ale kazalo sie, ze mu ekran nie dzialal wiec wyswietlal je
        na scianie a jak to w salce katehcetycznej pelno na scianach bylo obrazkow
        Jezusa, Maryi, Papieza itp i tuz pod tymi obrazkami wyswietlal nam penisa wiec
        to bylo czyste swietokradztwo...
        poza tym jego argumenty w stylu, ze mezowie kochaja swoje zony ylko wtedy gdy
        te sa nieplodne mnie powalaly...
        koszmar po prostu, podobno w ogole nauki obowiazkowe sa tylko w Polsce a
        przeciez nie jestesmy jedynym katolickim krajem...
        poza tym ja czulam sie po prostu zawstydzona, gdy musialam opowiadac na
        przykladzie wykresu o swoimch problemach cyklu do obcego mezczyzny, ktory ani
        nie jest lekarzem medycyny ani nikim, kto ma prawo w ogole w tak intymne sfery
        mojego zycia wkraczac i na dodatek zaplacilam za te zenade 60 zl mimo, iz moj
        narzeczony juz mial zaswiadczenie i nie chodzil na nauki, wiec pary placily 60
        zl i ja sama tez zaplacilam taka kwote, zeby oplacic babcie, ktora sprawdzala
        obecnosc, tak jakby ksiadz czy prowadzacy nie mogli tego zrobic i zasilic
        budzet tego pana ktory wypytywal nas o intymne sprawy, no bo trudno sie dziwic,
        w wieku 32 lat ma juz 4 dzieci z tymi naturalnymi metdami a przy polskich
        zarobkach trafila mu sie super forma dodatkowej pracy...

        wierze w Boga ale wiara nie ma la mnie nic wspolnego z durnymi naukami i nie
        rozumiem osob, ktore na tym forum podwazaja wiare tych, ktorzy scetycznie
        wypowiadaja sie o naukach i radza nam slub cywilny
      • Gość: ayhatui Re: Antykoncepcja IP: *.media4.pl 17.04.06, 18:04
        no i "duzo pola->duzo dzieci bedzie mial kto pracowac za darmo' :D
    • Gość: rzarufka Re: Jak wspominacie nauki przedmałżeńskie? IP: 195.25.76.* 21.04.06, 13:08
      Nauki tak, ale profesjonalne! Pomylka sa zajecia prowadzone przez ludzi nie
      majacych pojecia o biologii czlowieka! To zniecheca!
      Owszem Kosciol nie propaguje prezerwatywy czy pigulek, ale na litosc niech
      prowadzacy zajecia nie klamia w imie wlasnych przekonan! Kalendarzyk jako
      NAJBARDZIEJ SKUTECZNA metoda buehehe
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka