Gość: Tomy
IP: 89.171.71.*
04.07.06, 03:12
Ostatnio podczas wieczornych rozmów w gronie znajomych poruszyliśmy temat
dość drażniwy. Zdania wsród nas były podzielone. Ścierały się dwa stanowiska,
że taka kobieta to "lafirynda", kobieta manipulantka, oraz drugie stanowisko,
że taka kobieta tak lubi więc się ubiera.
Czym jest atrakcyjność kobiety? I czy może być wyrażana w miejscu pracy
poprzez spódniczke mini i głeboki dekolt?
Czy taki ubiór to wyrażenie lepszego samopoczucia atrakcyjnej kobiety czy
próba manimpulacji mężczyznami? Czy jest to na miejscu, oczywiście w miejscu
pracy? Co o tym sądzicie. Czy wyzywający ubiór kobiety w miejscu pracy może
dać powód nazwania ją "lafiryndą"?