Dodaj do ulubionych

Wystawilam giczoły

11.05.14, 18:58
ku słońcu, słońce parzy me stopy...
Uobsadziłam donice na gęsto, gdzie nie spojrzeć , nejebane jak w cygańskiej chacie, jak to mówią.
W przyszłym tygodniu pracuję tylko trzy dni; tate przyjeżdża na czwarty dzień,ciekawe ile jeszcze razy przyjedzie? Ma już 72 lata.
    • shachar stepy Akermanu 11.05.14, 19:06
      krzesło moje nurza się w zieloność i jak łodka brodzi
      ja bardzo przepraszam, ale po ostatniej zimie, o wiośnie i lecie będę się wyrażać tylko poetycko i dostojnie.
      • jan_stereo Re: stepy Akermanu 11.05.14, 19:56
        ja se nogi moge w deszczu pomaczac... 3 dni pracy to dla mnie sensowny balans. Moze by tak pracowac 6miechow i brac miesiac przerwy i znowu, to byloby dobre rozwiazanie, bo i czas na zabawy w ogrodzie bylby i na jakies przejazdzki i robotki domowe, a nie wieczne wyliczanki co zajmnie najmniej czasu...
      • brygada_ww Re: stepy Akermanu 11.05.14, 22:10
        shachar napisała:

        > krzesło moje nurza się w zieloność i jak łodka brodzi
        > ja bardzo przepraszam, ale po ostatniej zimie, o wiośnie i lecie będę się wyraż
        > ać tylko poetycko i dostojnie.

        Ja tez, ale w lecie powyzej 30 stopni klime prawie chuj strzelil.
          • brygada_ww Re: stepy Akermanu 22.05.14, 21:44
            shachar napisała:

            > I feel you. Tak mi w czaszkę napierdala, że tego soneczka nie sposób wydzierżyć
            > . Nie , nie, idę się schronić. Jezu, jak gorąco!!

            Wczorajsze popoludnie, pogoda piekna, zlot hobbystow samochodow sprzed 1944 roku. Dziadek przewiozl wagabunde czerwonym kabrioletem. Dziadek usmiechniety, czapka pet na glowie, papierosik ... no i ta skwaszona geba wagabundy tym pieknym kabrioleciesad Ze nie szkoda mu bylo czasu i ze mial cierpliwosc to sie dziwie, ten czlowiek jest za dobry.
    • jan_stereo Re: Wystawilam giczoły 22.05.14, 09:44
      Mialem dokladnie taki wlasnei plan, przygotowalem sie do jego realizacji, po cichu liczac ze nic sie nie zapsuje, ale pogoda sie wlasnie rozprula i z dlugiego weekendu w sloncu nici. Pewnie jak wroce do pracy to sie rozpogodzi...a ja mam takie fajne krzeselko torystyczne, idealne do delektowania sie cyderem, nad jakims oceanem i widokiem na gory...no ale bedzie przeciez darmowa ulewa 3-dniowa...
        • jan_stereo Re: Wystawilam giczoły 22.05.14, 20:12
          Okna to ja mam juz od dawna czyste (west midlands), a odpoczywac w domu mi sie nieco znudzilo, chcialbym na swiezym powietrzu za pan brat z natura, po wakacyjnemu, na zielonej trawie, zoltym piasku, a nie na blocku...byly sobie wielkie plany ;'))
          • rzeka.suf Re: Wystawilam giczoły 22.05.14, 21:01
            no to jakis last minute. albo maraton filmowy. Sorrentino - ostatni film ' wielkie piekno', remake 'la dolce vita'. wcale mu nie mam za zle tego remake'u, uwazam, ze jest genialny i potrzebny. ' skutki milosci', powinno ci podejsc. 'il divo' i ' przyjaciel rodziny'.
                • jan_stereo Re: Wystawilam giczoły 03.06.14, 11:48
                  no wlasnie, pogoda iscie wakacyjna, az przykro siedziec w jakims budynku i sie kisic...stad mocne postanowienie poprawy w dni weekendowe... przykladowo wypad do takiej Swansea albo Pembrokshire....kiedys w tej pierwszej nocowalem sobie na skale z widokiem na ocean, fajne wspomnienie, bo jeszcze Ksiezyc byl w pelni i widac bylo migajace lodeczki w oddali...
                • brygada_ww Re: Wystawilam giczoły 03.06.14, 12:38
                  kalllka napisała:

                  > Tyfoony zapowiadają to ci napędza wiatrywtyczek.
                  > Naonczas napędzane perpeetum mobile wachlowaly liściem palmowym w rytmpinakolady)
                  > (Wakacje, wakacje-pachnące akacje, canto cantare!)

                  Kiedy te wakacje Kalka, no kiedy, bo ja juz nie wiem czasem, jaki mamy dzien tygodniasad
                    • brygada_ww Re: Wystawilam giczoły 04.06.14, 12:48
                      kalllka napisała:

                      > Wakacje są wtedy gdy nic cię nie ciśnie.
                      > Może cisną cię buty, Brygido?

                      Nie, nie cisna, jednak w takim stroju czulabym sie calkiem niezle, jednak z przyczyn wiadomych nie moge sobie pozwolic. Z przyczyn niewiadomych w takim ubraniu pewnie uznanoby mnie za separatystke.

                      www.modeblog.nl/straatmode-in-teheran-iran/0410/#jp-carousel-35328
                      www.modeblog.nl/straatmode-in-teheran-iran/0410/#jp-carousel-35314
    • shachar Re: Wystawilam giczoły 06.06.14, 16:57
      wczoraj minął trzeci dzień mojej sześciodniowej laby. W pracy nie ma co robić, placą za tyle ile się w niej jet, tak więc bardziej mi się opyla wziąć trochę urlopu, wtedy placą za całe 7 i pół godziny.
      Kurcze, tak nic nie robić mogłabym i mogłabym...
      Wczoraj co prawda byłąm zajęta fryzurą, płaceniem za karty kredytowe, organizowaniem gotówki dla prawnika w podaniu o obywatelstwo, odkurzaniem, lepieniem paczki, zapisywaniem się do college ( która to już moja kariera będzie, szósta? ale teraz nie ma srania po krzakach, prawdziwy master's będę miala, za jakieś 5 lat i 100 tys długu).
      Na koniec upitoliłam rybę w pergaminie z wątku letnie potrawy i podalam z chłodnym winem. Ojcze się zajadał, uszy mu się trzęsły, to dobrze.

      Teraz Djokovic juz wygral, ze Nadal wygra, to kwestia jakiejś godziny jeszcze, jeszce jest nie za gorąco, kwiatki można wąchac, posiedzieć na powietrzu
      czytam dante's club, ale w opisach trupa za duzo jest larw obsypujących się z niego, nie wiem, czy przed snem będę czytać, mogłoby być coś na ciekawszą nutę, nie na obrzydliwą.
      • jan_stereo Re: Wystawilam giczoły 07.06.14, 00:14
        Trzeba sobie stawiac cele i zajmowac czyms mozg, to na stare lata bedzie sprawniejszy. Moja matka poszla na studia w wieku lat 50 i zrobila magistra, bo za mlodu nie bylo takich oczekiwan wobec dziewczyn, wiec sie dopiero teraz postanowila rozprawic w tym temacie...

        a ja chwilowo jestem malo zdecydowany aby robic duze ruchy, sie bimbam i zlewam i se zyje z dnia na dzien....
      • shachar Re: fajne... 22.06.14, 00:21
        Ten, nie mam prenumeraty online, może czas zakręcić się za tym, bo to co bez pieniędzy można poczytać to takie disco -polo, ni do taktu, ni do sensu.
        W sprawie giczołów to musiałabym je teraz trzymać w nasturcji, kórej dwa niewinne badylki kupiłam jakiś czas temu, a które rozbuchaly się i jeden jedzie do sąsiada na dół, a drugi na bok.
        Straszne , przepotwornie ekspansywne rośliny!
        (pamiętacie taki odcinek Rewolwer i Melonik o żarłocznej roślinie?)

        I tak po cichu, że użyję rusycyzmu, jedne rośliny gniją, bo im nie odpowiada, że je za dużo podlewam, inne mdleją, bo uważają że mają za malo. Dziś ze sklepu z masowymi produktami doszusowała do nas lawenda, pachnie jak milion dolarów, wygląda jak 50 centów smilezobaczymy...
        • shachar Re: fajne... 22.06.14, 00:31
          Opalau sięu. Słońce zgrzewa czaszkę, a grzeje!! skubane, nawet wieczorem, tak że niewyobrażenie. Mucha bzykata na mnie usiadła. Rzut oka w lewo, w prawo, zieloność daje czadu, ja w środku tego wszystkiego.
          bardzo fajny wieczór, chciałabym mieć ustawioną świadomość tak, żeby cały czas być w mniej więcej takim spokojnym stanie.
          Zamiast tego dżgam się w dupę że szybciej! szybciej! się napawać trzeba, bo zaraz weekend się skończy. I dlatego uważam że należy przenieść siebie w inne miejsce.
        • jan_stereo Re: fajne... 22.06.14, 12:05
          dzie się urżnąć w Łodzi? Krzysztof Skiba o piciu w PRL

          - Wyprawa nie była zbyt odległa. Vasco da Gama, szukając drogi do Indii, miał gorzej. Zaledwie 100 metrów od akademika dostrzegłem chwiejącego się na nogach osobnika. Był to syn babci meliniary. Czułem, że to dobry przewodnik - Krzysztof Skiba wspomina lata 80. ubiegłego wieku, gdy studiował w Łodzi kulturoznawstwo
          Lokalem, w którym można było mało finezyjnie się urżnąć, a dobrej rosyjskiej wódki i gruzińskich koniaczków nigdy nie brakowało, był położony obok dworca Łódź Fabryczna "Katyń".

          Knajpa w budynku Towarzystwa Przyjaźni Polsko Radzieckiej na ulicy Narutowicza. Nazywała się oficjalnie inaczej, ale złośliwa nazwa "Katyń" rozpowszechniła się w kręgu studenckim, nie tylko ze względu na sąsiedztwo TPPR-u, ale także dlatego, że była to zwykła mordownia.

          Sprzedawała wódkę za okazaniem legitymacji studenckiej

          Studenci chodzili też do Irenki mieszczącej się nieopodal Biblioteki Uniwersytetu Łódzkiego zwanej "Bułą". Przesiadywali tam cinkciarze i taksówkarze wożący "panienki". Non stop grali w karty i mieli "swoje" stoliki. Studenci wpadali zwykle w okienkach, gdy czekać trzeba było godzinkę lub dwie na jakieś zajęcia czy wykład. Irenka była typową kawiarnią z czasów PRL-u. Kelnerki leniwe i obrażalskie, a menu raczej księżycowe. Jej atut - była po prostu najbliżej "BUŁ-y". W Irence często widywano studentów kulturoznawstwa. Najbardziej popularnym zestawem było słodkie wino Rubin i ciastko wuzetka. Popularny cykl wykładów Stefana Morawskiego o kryzysie kultury zawsze był po jakichś okienkach. Chodziliśmy więc na niego zwykle już po wizycie w Irence i nie zawsze byliśmy trzeźwi.

          Najpopularniejszym miejscem spotkań alkoholowych i centrum życia towarzyskiego studentów były akademiki. W lokalach na mieście było drogo i rzadko panowała w nich przyjazna atmosfera. Wiedzieliśmy z opowieści, że przed laty w tych miejscach młody milioner i playboy, kumpel i sponsor Polańskiego, późniejszy mąż Agnieszki Osieckiej, Wojtek Frykowski wybijał zęby portierom, ale za naszych czasów to już były smętne trupiarnie żywiące się dawnymi mitami. Do tej kategorii należał też łódzki Spatif i knajpa w Domu Aktora.

          Prywatnych klubów nie było w ogóle. Na osiedlu studenckim oficjalnie panował zakaz sprzedaży alkoholu, co było o tyle zabawne, że uczestnicy dyskotek w Balbinie, Tygrysie czy Pretorze rzadko bywali trzeźwi. W niektórych klubach barmani trzymali alkohol "dla swoich", ale in gremio społeczeństwo bawiące się na Lumumbowie zaopatrywało się w procenty w okolicznych melinach.

          Najsłynniejsza melina była u Toporka. Pewnego upiornego dnia w wyniku pijackiej awantury zaciukano go na śmierć toporkiem. Obok Toporka konkurencyjną melinę prowadziła popularna babcia. Babcia miała jakieś imię, ale dziś już nie pamiętam jakie. Zwykle mówiono na nią po prostu "babcia". Kilka razy zaliczyła kontrolę milicyjną w postaci misternie przygotowanej prowokacji. Młody milicjant ze słynnego wydziału PG (przestępstwa gospodarcze) udawał spragnionego studenta i kupował alkohol, po czym się ujawniał i sporządzał wniosek do kolegium. Babcia chcąca ulżyć wysuszonym studentom musiała płacić dotkliwe grzywny. Aby ustrzec się milicyjnych prowokacji, wprowadziła ciekawą innowację. Otóż sprzedawała wódkę za okazaniem legitymacji studenckiej.

          Babcia miała synka alkoholika, który często naprowadzał jej klientów z Lumumbowa. Łatwo można było go poznać po pijackim czerwonym nosie, który z czasem zrobił się lekko fioletowy, i po mocno zniszczonej twarzy. Jego twarz była zawsze lekko opuchnięta od alkoholu i przypominała starą piłkę plażową znalezioną na śmietniku. Ten pijaczyna miał dwadzieścia kilka lat, ale wyglądał na faceta w okolicach pięćdziesiątki. Mimo swego odstraszającego wyglądu spełniał pożyteczną rolę. Gdy stał na chwiejnych nogach przed bramą oznaczało, że matka kupiła właśnie nową partie towaru, a na chwiejnych nogach stał prawie w każde popołudnie.

          Synuś chce dziaba

          Nowo zamieszkały na Osiedlu student, który nadużywał i uczestniczył w wesoło zakrapianych balangach, przechodził wcześniej czy później przez swoisty test polegający na szybkim zdobyciu flaszki. Test taki nazywano "testem zająca". Gdy w trakcie nocnej balangi w akademiku kończył się zapas alkoholu, "zając" skakał na melinę po płyn. Sam też byłem "zającem" na pewnej imprezie.

          Mój pierwszy raz na melinie to było nawet dosyć barwne zdarzenie. W jednym z pokojów w Balbinie trwała balanga. Gdy skończył się tak uwielbiany przez studentów napój, czyli ohydna wódka Vistula, która śmierdziała jak wyziewy z obory i po której łeb bolał jak po waleniu młotkiem, ktoś musiał udać się na misję zaopatrzeniową. Padło na mnie, bo byłem najmłodszy z grupy. Udzielono mi enigmatycznych informacji, że gdzieś w okolicy jest pełno melin i muszę coś zdobyć. Ogrzany kasą zebraną od wszystkich beneficjentów studenckiego bankietu ruszyłem w kurs. Gdy robiłem zamaszyste kroki, w kieszeni kurtki wesoło brzęczała zebrana w licznych drobniakach suma. Wyprawa nie była zbyt odległa. Vasco da Gama, szukając drogi do Indii, miał gorzej. Zaledwie 100 metrów od akademika dostrzegłem chwiejącego się na nogach osobnika. Był to opisany już wyżej syn babci meliniary. Czułem, że to dobry przewodnik. Wyjaśniłem, o co chodzi i dobry synuś królowej melin zaprowadził mnie do odpowiedniej bramy. Wytłumaczył, że matka go wywaliła z chaty, bo sobie trochę wypił, ale mam włazić na pierwsze piętro, pukać trzy razy w zielone drzwi po lewej, i dostanę, co dusza zapragnie.

          Drzwi otworzyła mi starsza kobieta w niebieskim fartuchu. Badawczo spojrzała na mnie i nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć spytała fachowo:

          - Ile potrzeba?

          - Chciałem kupić pół litra.

          - Jest Krakus, Żytnia, Wyborowa, Bałtycka i Vistula.

          Zaskoczony byłem tak bogatym asortymentem dostępnym w późnych godzinach wieczornych. Kupiłem Żytnią i w podskokach ruszyłem z powrotem. Mój przewodnik złapał mnie za połę kurtki i wyjaśnił, że chce "dziaba", za perfekcyjne doprowadzenie do wodopoju i wskazówki. Popatrzyłem na jego niezbyt wypielęgnowaną twarz, po której biegać musiały wszystkie bakterie świata, ujrzałem niezbyt kompletne uzębienie w kolorze bałtyckiego piasku i byłem przerażony wizją picia z nim z jednej butelki.

          Powiedziałem coś w stylu, że innym razem chętnie mu dam łyka, ale teraz się spieszę. Ruszyłem szybkim krokiem w kierunku akademika. Niestety, nie doceniłem determinacji niedopitego synka meliniary. Chłopak dziarsko ruszył za mną, domagając się uporczywie swojego "dziaba" za pomoc w kupnie flaszki. Ku mojemu zdumieniu wlazł za mną do akademika i doczłapał się do pokoju. Skoro tak bardzo mu zależało uznałem, że wspaniałomyślnie dam mu łyka, ale nie prosto z flaszki, którą może zakazić niczym dymana przez całe królestwo średniowieczna prostytutka, ale naleję do jakiegoś kubka, który później wyrzucę lub zutylizuję w piekarniku czy przy ognisku.

          Niestety, w kanciapie kuchennej, którą architekt z lat 50. wspaniałomyślnie zaprojektował tuż przy wejściu, spaliła się żarówka. W zupełnych ciemnościach i pośpiechu, bo balangowicze już dostrzegli mój powrót i wesoło domagali się natychmiastowej konsumpcji, nie mogłem niczego znaleźć. Wreszcie po omacku natknąłem się na jakiś kubek i nalałem synusiowi królowej podziemnego handlu wódą tak upragnionego "dziaba". W ostatnim momencie, ku mojemu przerażeniu, w smudze światła dobiegającej z wnętrza pokoju dostrzegłem, że coś pływa w kubku, gdy pokręciłem naczyniem dostrzegłem, że są to pety. Ktoś z imprezujących zrobił sobie z kubka popielniczkę. Trudno, jeden "dziab" się zmarnował, pomyślałem i gdy zacząłem odkładać kubek, synuś wyrwał mi go z ręki, a na mój okrzyk: "Nie pij tego!!!", czym prędzej przechylił kubek i wypił jednym haustem. Biedak odczytał mój gest odkładania kubka jako kolejną próbę wyrolowania.....
          • jan_stereo Re: fajne... 22.06.14, 12:07
            ......Biedak odczytał mój gest odkładania kubka jako kolejną próbę wyrolowania go, a mój ostrzegawczy okrzyk tylko go w tym utwierdził. Wódka zmieszana z kepami i popiołem z papierosów to, uwierzcie mi, nie jest najlepszy miks, nawet jak na megadoświadczonego i wszystko pijącego smakosza. Synuś zorientował się, że coś jest nie tak, ale już było za późno. Wypity z rozmachem papierosowo alkoholowy "dziab", już krążył w jego żołądku. Wiedziałem, że za sekund kilka nastąpi przykra katastrofa. Stał oszołomiony i patrzył na mnie swymi przepitymi ślepiami, jakbym podał mu najgorszą truciznę na świecie. Pchnąłem go lekko i szybko zamknąłem drzwi. Po sekundzie usłyszałem ryk. Drzwi nadawały się do czyszczenia szczotką ryżową, ale na szczęście to nie był mój pokój.

            Piwo - najbliższy przyjaciel studenta

            Meliny to było stałe i pewne miejsce zaopatrywania się w alkohol studentów z Lumumbowa. Nie było wówczas sklepów całodobowych ani alkoholu na stacjach benzynowych. Zresztą w PRL-u stacji benzynowych też prawie nie było. Przy kościele świętej Teresy, czyli jakieś dwa kilometry od osiedla, znajdował się sklep, który był czynny do godz. 22. Jak na PRL to była megapóźna godzina, a sklep nazywano "nocnym". Zwykłe sklepy zamykano już o godzinie 19, a niektóre to nawet o 18. W sklepie przy świętej Teresie można było kupić wina. Najpopularniejszym było słodkie czerwone wino jugosłowiańskie "Rubin". Można tam było kupić też podróbki włoskich wermutów oraz wina bułgarskie, na przykład słynnego "czerwonego byka". Był też spory wybór krajowych jaboli, od których jechało siarką, tak jak na terenach fabrycznych w Tarnobrzegu.

            Party z winem "Rubin" to były ekskluzywne momenty. Zwykle pijało się to cudo, gdy w gronie były dziewczyny. Bywało, że po "Rubina" szło się w deszcz i śnieg te dwa kilometry w jedną i drugą stronę. Jak się miało szczęście, to można było trafić na tramwaj, który załatwiał trasę w dwa przystanki. Na hasło "święta Teresa" reagowali wszyscy studenci. Takie hasło nikomu jednak nie kojarzyło się z kościołem czy z pobożną mniszką z Francji, która potwornie cierpiąc, oddawała się - jak piszą historycy - "ekstazie miłosnej do Boga", a jedynie ze sklepem i winami. Gdy podczas imprezy ktoś rzucił hasło "święta Teresa", oznaczało ono, że nieuchronnie zbliża się godzina zero, czyli godzina zamknięcia tego cudownego przybytku. Szybko wówczas organizowało się zrzutkę i typowało dziarską ekipę ekspedycyjną w celu zakupu "Rubina" lub innych potrzebnych napojów.

            Na osiedlu był tylko jeden sklep spożywczy i warzywniak. Żaden z nich nie sprzedawał wódki. W spożywczym, typowym sklepie w czasach PRL-u, czyli sklepie bajkowej firmy WSS "Społem", bywało piwo. Zwykle było to najprostsze piwo Łódzkie. Dość ohydne, ale po trzeciej, czwartej butelce już smakowało. Nigdy nie widziałem tam innych gatunków piwa. Na takie luksusy podniebienia, jak Żywiec czy Okocim, nie było szans. Z piwem był w PRL taki sam problem jak ze wszystkim. Po prostu go brakowało. Piwo, jak wiadomo, jest najbliższym przyjacielem studenta, bo ma w sobie alkohol i jest tanie. Z dzisiejszej perspektywy wydać może się to dziwne, ale piwo podobnie jak inne towary "luksusowe" rzucano do sklepów. A dokładniej - czasem rzucano, a czasem nie. Aby uzmysłowić czytelnikowi czym było piwo za komuny podam przykład.

            Na Lumumbowie był sobie student, który mieszkał w mieście Żywiec. Jak powszechnie wiadomo, w tym zacnym grodzie arcyksiążę Albrecht Fryderyk Habsburg założył w 1856 roku browar. O lokalizacji zadecydowała krystalicznie czysta woda wypływająca spod masywu Skrzycznego. Browar ostał się, mimo różnych zakrętów historii, bo ludzkość bez względu na ustrój polityczny pić piwo musi. W czasach Polski Ludowej piwo Żywiec uchodziło za jedno z najlepszych, było trudno dostępne, często podawano je w droższych knajpach i hotelach, a do sklepów rzucano ten kapslowany napitek niezwykle rzadko. Jedynym miastem, gdzie bez problemów można było dostać Żywca, był Żywiec. Przedsiębiorczy student pakował więc do dużego plecaka tyle butelek, ile był w stanie udźwignąć i wiózł je pociągiem przez pół Polski na łódzkie Lumumbowo, gdzie szybko upłynniał towar z niezłym zyskiem.

            Pamiętam, jak ktoś przyniósł do akademika wieść o tym, że na odległej Retkini (betonowe osiedle na drugim końcu miasta) pojawił się Żywiec w sklepie spożywczym. Najbardziej zdesperowana ekipa studenciaków z Lumumbowa ruszyła z plecakami po zakup. Niestety, nim dojechali tramwajem minęła godzina i miejscowi smakosze już wszystko wykupili. Śmiganie przez całe miasto, aby kupić kilka lepszych piw! To się nazywa potrzeba duchowa! Gdy w 1989 zaczęły przyjeżdżać kapele punkowe z Zachodu (m.in. grupa Perestroyka z Helsinek, Memento Mori z Mannheim, Immaculate Morals z Ludwigshafen ), trudno nam było ten fakt wytłumaczyć. Musieliśmy zabezpieczać wcześniej odpowiednie ilości, by nasi goście czuli się komfortowo. O wiele gorzej bywało z innymi towarami, takimi jak mięso, cukier czy proszki do prania, nie mówiąc już o pralkach, telewizorach, meblach, dywanach, butach czy sprzęcie elektronicznym. Te towary trzeba było autentycznie zdobywać, czasem po znajomości, a czasem stojąc w wielogodzinnych kolejkach. Z piwem bywało nieco lepiej. Piwo pojawiało się w sklepach co drugi, czasem trzeci dzień i szybko znikało. W sklepie na Lumumbowie ohydne łódzkie piwo ze świeżej dostawy rzadko kiedy dotrwało do wieczora.

            Włókiennicza była legendą

            W wypadku całkowitej posuchy, gdy babcia meliniara miała nalot, Toporek zapił, "święta Teresa" była już zamknięta, a wszelkie zapasy alkoholowe wyczerpane i ból był wielki, zostawał jeszcze wariant awaryjny. Ulica Włókiennicza. To była instytucja znana na całe miasto. Tak się jakoś życie towarzyskie i społeczne na tej ulicy ułożyło, że w każdej bramie i o każdej porze dnia i nocy można tam było kupić alkohol. W bramie takiej stało zawsze kilku kolesi. Pytali kulturalnie "co potrzeba" i zaraz przynosili żądaną flaszkę. Oczywiście dominowała czysta polska wódka, ale w repertuarze były też wino i piwko, a czasem nawet zagrycha w postaci ogórka. Wielu idących do pracy zachodziło tam na zestaw składający się z setki czystej wódki i ogórka kiszonego. Podobny rytuał obowiązywał, gdy wracano z pracy, ale wówczas najczęściej kupowano już ćwiartki zwane "małpkami" lub od razu pół basa. Włókiennicza była legendą. Przez lata ani MO, ani SB, ani ORMO, ani generał Jaruzelski, ani nawet Leonid Breżniew i cały pakt warszawski nie był w stanie wytępić tego procederu. Pracowali tam zatwardziali w bojach łódzcy meliniarze, którzy stosowali system sprytnych skrytek. Nigdy, dla bezpieczeństwa, nie trzymali alkoholu przy sobie. Flaszki ukrywano w rynnach, skrzynkach elektrycznych na klatce schodowej, przeróżnych zakamarkach i dziurach w murze. Większe ilości trzymano w pobliskich mieszkaniach. Byłem na Włókienniczej wielokrotnie w sytuacjach awaryjnych i zawsze chwaliłem sobie ten podziemny i niezależny od władzy obieg gospodarczy.



          • shachar Re: fajne... 22.06.14, 14:35
            o, dziękuję smile kurczę, dziwnie się czyta opowieści dla młodzieży nie dziadka o II wojnie, tylko wspominki czasów, które się samemu dobrze pamięta. Jak to się stało, że dojechałam do tego momentu? smile
            od siebie jeszcze dodam, ze w knajpach wyszynk musiał być z 'konsumpcją', trzeba było zamówić jakiś 'obiad'.
            Boże jak sobie przypomnę ludzi z koralami z papieru toaletowego na szyi...

            o ,matko, przypomniałam sobie, jak raz poszłam do klubu nocnego w domach towarowych Centrum z moim ówczesnym boyfriendem na striptiz! 18 lat to ja na pewno nie miałam, ale i tak zagroziło mi zgorszenie, bo goscie mieli tak wyciągnięte szyje, że nic się nie dało zobaczyć.
    • shachar Re: Wystawilam giczoły 29.06.14, 21:56
      No dobra, jeszcze dwa dni w pracy i jadę na dwa tygodnie kury macać i cudzego psa obłaskawiać gdzieś w Newfield. NY. Pan w pracy oburzony, że tak w środku miesiąca, choc to było umówione już od kwietnia. Ja oburzona że to urlop bezpłatny , a niby mialam miec 25 dni w roku, tylko kurczę. kto wiedział. że mam je zarobić w ilości ok 2 dni za przepracowany miesiąc.!
      tak się płaci frajerskie.

      Po feriach zakładam LLC. Wynajmuję księgowego, który umie kombinować w obrębie systemu, leśli jestem jednoosobowym uslugodawcą i każde gówno, każdą rolkę papieru wlicza w koszty. Poza tym znowu czas do szkoły. Bez szkoly życie jest jakies takie plaskie big_grin
    • shachar Re: Wystawilam giczoły 30.06.14, 02:37
      Wreście zakwitła maciejka, ta , co ją kupiłam w księgarni. Jak znalazł na takie wieczory głupie, kiedy wszystkie mecze się pokończyły i nie bardzo wiadomo, co ze sobą zrobić. Wtedy można wyjść na balkon, posiedzieć, powąchać.....
      Kot, ten starszy, kulturalny nowojorczyk, śpi obok skrzynki z kwiatkami, albo dobrze udaje.
      Czarny, warsiaski bandyta, gdzieś tam się kręci po domu....
      Napromieniam się ostatkami światła naturalnego, zastanawiam się ,co będzie za 10 minut, jak mam dociągnąć światło elektryczne, może zapalę świce na stoliku , bo już coraz mniej widać.
      Swiczki albo lampka, co za rozkoszny życiowy dylemat.
    • shachar Re: Wystawilam giczoły 20.07.14, 20:37
      Jeszcze wczesne popołudnie. 'Wczesne' to miłe określenie na porę wolnego dnia.
      Wczoraj przesadziłam trochę z piwem, ale dzisiaj nadziewając spodnie na zadek zauwazyłam ,że i tak nie poczyniłam znacznej szkody w obwodzie, to pewnie za sprawą genialnie prostej diety -niediety zwanej no s, choc pewnie powinna się nazywać no bs, wynalezionej przeze mnie na necie, autor jakis Reinhard, czy podobnie egzotyczne imię, przyoblekł wszystko w humor, jego wywód czysty prosty i logiczny , coś dla mnie.
      No tak to piwo...kupiłam teraz na dole Tyskie. Ale za to robię pranie! czyli jakiś pozytek jednak robię.
      A potem , już za niecała godzinę fru z powrotem do łóżka. "Gone girl" czeka , fajnie się to czyta, naprawdę dobrze. Jeszcze jestem na początku, jeszcze jestem w tym feralnym dniu kiedy ona zniknęła, jeszcze nie wiadomo co się stało. Spojrzałam na zdjęcia pisarki, trochę podobna do mojej siostry ciotecznej, gdyby przeniesc jej twarz we fryzure z małego miasteczka. Ciekawe i cieszy, ze książka nie jest cipowata, genialny wynalazek z rodzicami Amy piszącymi książki Amazing Amy dla dzieci, tak, co za perfidia. No i fajne obserwacje z pożycia małżeńskiego i jaki ładny opis kiedy Amy poznał Nicka na prywatce, oh, soooo delightful. Muszę chyba trochę poważniej zająć się nowościami w księgarni, w kinie..Wczoraj obejrzałam 'Ain't them bodies saints" całkiem dobry klimatycznie. Lubię tego cypiska, Casey Afflecka.
      Czy jest coś fajniejszego niż czytanie dobrej wartkiej książki? Chyba nie, choć miałam dziś jechać na jagody, a potem była propozycja pójscia do Whitney. Ta , ja i Whitney, na szczęście znalazłam w tv wyścig F1, wtedy wszystkie wyjścia są wykluczone.
    • shachar Re: Wystawilam giczoły 27.07.14, 02:05
      Nasturcja kwitnie jak dzika, chyba pokazuje palec sąsiadce, młodej Greczynce, która ma dwie małe rozkoszne dzieciaki i i zero czasu na dupersznyty. Jej matka zbeształa ją już ,że ona nie umie posadzić jednego kwiatka na balkonie, ale co z tego. Dzieciaki są w deseczkę, niania do nich to złota kobieta.
      Siedzę, bryza od rzeki owiewa mię, dzięki nowoczesości można na balkon przytargać taki , śmaki i sraki sprzęt do hulania po internecie. Dziś dodatkowo w ruch zostały puszczone lampki pt. przecięty w połowie kamień , a w nim jakieś artisticzne zwoje kolorowe, bo w kamieniu był jakiś związek barwiący go na turkusowo lub buraczano.
      Nie chciałam tych głazów w moim ogródku, ale stało się, wsadzone w nie świczki z Ikei bżdzą. Zobaczymy co będzie po ciemku.
      Na jakie kompromisy artystyczne musicie iść w życiu?
      • brygada_ww Re: Wystawilam giczoły 27.07.14, 15:55
        Siedzę, bryza od rzeki owiewa mię, dzięki nowoczesości można na balkon przytargać taki , śmaki i sraki sprzęt do hulania po internecie. Dziś dodatkowo w ruch zostały puszczone lampki pt. przecięty w połowie kamień , a w nim jakieś artisticzne zwoje kolorowe, bo w kamieniu był jakiś związek barwiący go na turkusowo lub buraczano.

        Cos mi sie wydaje, ze Ty tez zainstalowalas sobie nowoczesny megasystem tak, jak ja. Xuj go strzelil, ale coz nam pozostalo, czekac az naprawia.
    • shachar Re: Wystawilam giczoły 27.07.14, 15:21
      Dziś nad ranem skończyłam tę książkę Gone Girl i nie rozumiem zarzutów na Amazonie, że koniec nie kwalifikuje się w ogóle do czytania. I mówi to osoba mająca bardzo krytyczne, wręcz krytykanckie spojrzenie na czyjeś pisanie.
      ile to razy zgadzałam się z najbardziej niskimi opiniami o książkach i tak uważając je za zbyt pochlebne....
      Tym razem nie było tak źle, oczywiście mozna było zrobić badanie toksykologiczne Desiego (3 tabletki nasenne), dlaczego to pominięto? Bo nothing is perfect, tak to już jest. Jednak całość zasługuje na uwagę za wnikliwość psychologiczną. Dobra robota, na plażę wyśmienita, przeczytam coś jeszcze tej autorki.
    • shachar Re: Wystawilam giczoły 27.07.14, 16:03
      Siedzimy wszyscy na ogródku; ja (czekam na burzę), on ( rozwiązuje sudoku na ipadzie, ale tylko łatwy, bo za trudny trzeba płacić!), kot przytasił się na podłodze, nogi i łokcie jak u gryfa z kamienia, przy sobie. Coś tam wieje, rano i szaro. Będzie deszcz.
      • brygada_ww Re: Wystawilam giczoły 27.07.14, 22:08
        shachar napisała:

        > Siedzimy wszyscy na ogródku; ja (czekam na burzę), on ( rozwiązuje sudoku na ip
        > adzie, ale tylko łatwy, bo za trudny trzeba płacić!), kot przytasił się na podł
        > odze, nogi i łokcie jak u gryfa z kamienia, przy sobie. Coś tam wieje, rano i s
        > zaro. Będzie deszcz.

        Wierzysz w to, ze bedzie lalo, bo ja nie. Tez sie wk..., ale co mozna zrobic, ja mam podwojny stres, bo odbija sie ten pieprzony upal na moim dziecku, ktore jest male, Ty masz dorosle.
        • shachar Re: Wystawilam giczoły 27.07.14, 22:22
          Faktycznie, siedzi parówa, wzrokiem nie można się przebić na drugą stronę, a deszczu nietu...

          A teraz poważnie; nie mogę wytrzymać dłużej w NY, nie mogę i już. W nocy młoty pneumatyczne łup!łup! łupią po głowie. Tu nie da się spać. Co z tego że widok za milion dolarów, kiedy ja nie mogę.
          Teraz oglądam glebę do kupienia
          www.zillow.com/homedetails/Bellevue-Rd-Highland-NY-12528/101973557_zpid/

          bo kiedy się spłaca dom, na przykład taki
          www.zillow.com/homedetails/328-County-Route-2-Stone-Ridge-NY-12484/2105969662_zpid/
          trzeba spłacic na końcu 2x tyle ile wynosi pozyczka
          • krytyk2 Re: Wystawilam giczoły 27.07.14, 22:38
            ile to jest 2,6 akra ?Hektar?A ile to ma kosztować?Zbadaj jeszcze jaka to klasa ziemi.Jesli nie mniej niż IV to można by na skłonie południowym winnice pierdylnąć i winko wytwarzać na sprzedaż smile
            • shachar Re: Wystawilam giczoły 27.07.14, 22:48
              to prawda, mozna zasadzić parę krzaków dla picu i sprzedawać cudze wino jako swojesmile( W winnicy Americana przy Cayuga Lake tak nam powiedzieli, ze to co rosnie jest na dżem, ich winorośle są przy innym jeziorze), ale chyba wnerwiałby mnie ten ciągły potok ludzki. Byłam teraz na urlopie w okolicach Finger Lakes, tam jest 100+ winnic, po trzeciej skwasiło mnie tak w żoładku od próbowania ichniejszego wina ( 5 próbek za 2 dolary), że już w ogóle nie chciałam oglądać żadnej winnicy.
              • krytyk2 Re: Wystawilam giczoły 28.07.14, 10:03
                no tak ,pewnie ani dlugosc ekspozycji na słonce ani temperatry nie sa odpowiednie -ale przecież one tam sa nie przypadkiem.myślę ,ze to jest tez sztuka ,w której może byłabyś lepsza niż pozostali smile
          • brygada_ww Re: Wystawilam giczoły 29.07.14, 17:41
            Deszczu jak nietu, tak nietu a upaly nadal smaza. Domki ladne, bardzo ladne, ale ile sprzatania brrr. Mnie to sie marzy nieduze mieszkanko apartamentowe ladnie zlokalizowane, z przyjaznym sasiedztwem, gdzie dzieci razem sie bawia, starzy razem pija piwo i pieka mieso na BBQ itp.
    • shachar Re: Wystawilam giczoły 20.09.14, 19:36
      Nie, żebym miała coś specjalnego do napisania. Nie.
      Owszem wczoraj miałam, ale mi przycisnięty przycisk 'command' wykasował wszystko. Ależ byłam wpieniona...Ale to było wczoraj, dziś już nie pamiętam, co takiego ważnego nabazgroliłam.
      A dziś jest dziś; slonko świeci, takie jedne kamienie kupione w Virginii , wiszące na kółku i brzdąkające przy podmuchach wiatru dziś brzdęczą na potęgę, znaczy wietrznie jest.
      Moja ręka czasami smyra odnogę mięty, bo mięta to strasznie ekspansywna roślina, z jednego końca skrzynki w sezonie dotarła do drugiego. Pachnie jak guma do żucia.
      Kupiłam sobie nowoczesno sokowirówkę , wyciskam soki. Zawsze lubiłam V8, kurczę dziś wyciśnięty burak, marchew , czerwona kapusta , seler naciowy, pietruszka zielona też fajny jest.
    • shachar a, to ty 28.09.14, 21:53
      Wczoraj nareszcie dojechalam okolo 8 wieczorem z pracy. Pierwsze kroki ze stacji metra skierowalam do Skrivanka, naszego monopolisty. Wzielam prosecco, "$10.88"-powiedzial, a potem "a, to ty, $10".
      "Alle smieszne" -mowie na to, a on " sorry, ale nie spojrzalem, jestem w retail mode", "a ponadto mam w tym swoj cel zeby ci obnizyc , bo jak bedziesz natepnym razem robila golabki albo nadziewana papryke, (dalismy mu na sprobowanie pare razy ) to ja sie zapisuje. Ci co robia te rzeczy to jakas wymarla rasa, a nie ma powodu zeby nie robic, wiec robmy!"
      "okidok, ale ze slodkiej czy kwaszonej kapusty? "
      " cokolwiek bedzie zrobione"
    • shachar Re: Wystawilam giczoły 04.10.14, 01:19
      Próbowałam napisać coś w wątku o Ruskich i Amerykańcach , ale zrezygnowałam. Jestem zrusycyzowana w Ameryce , oto dlaczego, un-F- believable.

      Siadłam sobie ci ja teraz po pracy, jeszcze w ciuchach pracowniczych, na balkonie i tak siedzę, palę świczki, dziś Yom Kippur w końcu, nie wiem, co to za święto, ale podobno podobne do naszego Święta Zmarłych, więc świeczki są na rzeczy.
      Tumany, czyli chmury przwalają się po niebie, już ledwo je widać, zmrok kompletny prawie.
      Za dnia m. in. ćwiczę z panem srebrnym medalistą Ukrainy w zapasach na przelomie lat 40tych, 50tych ubiegłego wieku. Cudowny pan, cudowny człowiek. I tak pomału i tak po kolei mogłabym powiedzieć wam wiele cudowności o zwykłych przypadkach ludzkich, tych Rusków właśnie, którzy młócą teraz Ukraińców w imię Putina, i sama nie wiem, co powiedzieć. Aha, i na dodatek oni są tak wymieszani, ci z Ukrainy i ci z Rosji, że nie odróżnisz. Oni są teraz w USA , nie spierają się ze sobą ,jako oddzielne nacje ( dla nich pewnie są wciąż jedną nacją) tylko patrzą w telewizory i mówią ze to wszystko straszne.
          • shachar Re: Wystawilam giczoły 04.10.14, 11:46
            To chyba klej z książki Kinga' Hearts in Atlantis", wypożycz sobie z biblioteki, dobrze się czyta. Nic tego autora nie czytałam po Smętarzu dla wierzaków ( ktrórą zresztą wywaliłam z domu, bo sama jej obecnosć niepokoiła mnie). Nie dla mnie gryzienia się i horrory. A tu nie, tu ku miłemu zaskoczeniu obyczaj i to bardzo wzruszający i poruszający. Właśnie czytam drugie opowiadanie o tym jak chłopaki w kampusie uniwersyteckim zarazili się grą w kierki i rżną w karciochy,a książki do egzaminów leżą odłogiem. Przypomniały mi się moje turnieje w kierki..
          • shachar Re: Wystawilam giczoły 09.10.14, 01:19
            Przeuroczy wieczór.
            Ja przepraszam, ale znowu robi się ciemno i chmury stają się białe na tle granatowego nieba.
            Jeszcze zanim wyniosłam media na balkon zastanawiałam się po co je przyniosę, zamiast po prostu gapić się przed siebie na zmieniajace się sekunda na sekundę odcienie niebo vs. blokowisko brunatne z zółtymi paskami oświetlonych pięter.
            Pachnie siankiem.
            To lawenda, która uschła od jakiegoś choróbska czy braku światłą, tymniemniej , nawet sucha, pachnie siankiem.
            Ważą się moje losy w pracy.
            Po roku powinnam dostać podwyżkę, za inkorporowanie się, tez należy się bonus, bo pracodawca nie płacie jakiś tam podatków, a oni mi za wszystko, za wszystkie znoje, $5 na godzine.
            O nie, celowć poniżej mojego market value proszę bardzo, ale z wyczuciem, nie na chama.
            Tym bardziej że zaczynałam z Bardzo Niskiego Pułapu, jako nowicjusz w branży. BARDZO NiSKIEGO.
            Tak więc niewiele myśląc poprosiłam dziś o zaległy urlop płatny, począwszy od jutra i się poopierdalam do przyszłej środy, powysyłam resume po całym NY.( co ciekawe, bryndzę w branży pracownicy healthcare upatrują w Obamacare...)
            Na sam koniec dnia mój szef wziął mnie na stronę i powiedział że będzie mediował moją stawkę , tylko żebym mu powiedziała realistic $$ za które zostanę. No to powiedizałąm $ 10 więcej za godzinę , inaczej wezmę to co dadzą i a tak będę szukać i za miesiąc odejdę. Nie wiem, czy moj szef coś wskóra, bo mamy do czynienia z korporacją, gdzie HR to jakiś gostek, który mnie na oczy nie widział i ustanawia stawki wg jakiegoś chart. Ale chuj z tym. Keep calm and keep up. Onward and upward.
            Szkoda mi będzie odchodzić. Jak się z kimś jest całość swojego dnia , to się przywyka do ludzi, do obyczajów.Ale mam też swoje marzenia, wymagające finansów, jak te wszystkie pozaznaczane wokół NY domy z XIX wieku na ten przykład smile . Cudeńka kamienne z dobudówkami, dziurą w ziemi, z wodą, polaciami trawnika.....Pomijając już nawet te wybzdycznone marzenia, mam też całkiem realne- pospłacać karty, być comfortable , kiedy trzeba iść do restauracji, teatru, kupić prezenty świąteczne, zadbać o siebie.
    • shachar Re: Wystawilam giczoły 05.10.14, 22:28
      Podobno ludzie bardziej skłonni są do czynów gwałtownych, morderstw, uszkodzeń ciała, nie w czasie wojny czy innych okropieństw, ale w w sprawach błahych. Przypomniałam sobie o tym, kiedy to nieomalże wyskoczyłam z butów jak z procy , jak Tytus jakiś czy co, pod wpływem ciśnienia rozpierającego mnie od środka,stojąc na rogu 6 Ave i 37 ulicy, jak baran jakiś i czekając na koleżankę.
      Bo ja mam feler taki, że jestem w mniejszości. poczynając od leworęczności, poprzez nieumiejętność wytrwania z otwartymi oczami do 11 wieczorem, no i nie potrafię się spóźnić. No po prostu nie wychodzi mi, staram się przynajmniej być w okolicach umówionej godziny, ale to też mi nie wychodzi, zawsze jestem grubo za wcześnie. A że niewielu ludzi tak ma więc na ogół zderza się ta moja przedwczesność z czyimś spóźnialstwem, co doprowadza do owego ciśnienia i wyskakiwania z butów. Po co ja tak mam? Dziś strasznie mnie to rozeźliło, bo w sumie 45 min stałam jak gwizdek na rogu, w swoim i jej interesie to wszystko było i pomyślałam sobie 'stupid cunt', dobrze, że miałam przy sobie tylko część NY Timesa, głupio kogoś okładać na ulicy połową gazety.
      • paco_lopez Re: Wystawilam giczoły 06.10.14, 16:24
        ja też się nie spóźniam nawet jak mam gorszy dojazd niż ktoś tam, co ma lepszy, ale nawet się nie wcurviam jak ten drugi się spóźni. zawsze potem ten spóźnialski jest taki strasznie zestresowany, zakompleksiony i spocony. ostatnio jak miałem jechać na gaue na szanajcy autobusem i tramwajem, to i tak przyjechałem dużo przed czasem i po placu hallera chodziłem po zmroku, patrze a tu jakiś koneser strzykaweczką sobie w przedramie celuje i dalej idzie. Potem jakichś tres amigos rozmawiają jakby się kłócili, a to tylko tutejsi dyskutują zrobieni od rana , bo już piątek . Praga Północ.
    • shachar Re: Wystawilam giczoły 09.10.14, 19:04
      Nie ma to jak wolny dzień, kiedy wszyscy w pracy.Samotność w domu nie doskwiera, jest wręcz nad wyraz przyjemna.
      w głowie cudowny relaks i bezmyślność, nastawienie na slow mode. Ani nie wyskoczyłam z łózka o 4-ej, ani nie leżałam do południa, ot po prostu bezstresowo wstałam sobie o 8-ej.
      Poodkurzałam, pościerałam kocie rzygi, podlałam kwiatki, zadzwoniłam do agentki pośrednictwa pracy, gotuję zupiszcze. Wszystkie te czynności robione w sobotę wydawałyby mi się pracą, czarną robotą skracającą boleśnie mój czas wypoczynku. W podarowany nieoczekiwanie ekstra dzień to jest relaks sam w sobie. Lubię dzisiaj.
      • shachar Re: Wystawilam giczoły 10.10.14, 02:02
        Wyspana na oba boki drzemką popołudniową, zrelaksowana na maksa, luźna jak luźna guma od gaci, inaczej swojego stanu nie mogę opisać...i na dodatek w głowie nie świta żadna myśl. Jakie to dobre uczucie tkwić w bezmyślności, tylko być. Teraz tak sobie myślę (hehe, co przeczy początkowi tego wywodu), że nie doświadczam tego stanu często, że zawsze coś kotłuje się pod kopułą. Ale teraz nie, dziś jest inaczej. Jest wieczór, jest ciemno, cicho i spokojnie, jest ciepło z zewnątrz, pykam w klawiaturę nienerwowo..
        Jeśli raz tak jest, to może tak być zawsze, czy nie?
        Jednak nie do końca jest się panem swojego nastroju w stu procentach, jednak do błogostanu porzebny jest spokój wokół, nie można spać na młocie pneumatycznym.
    • shachar Re: Wystawilam giczoły 14.10.14, 17:50
      Myślami wydaję już pieniądze, których jeszcze nie zarobiłam. Coś mnie dźga w dupę do działania, do rozglądania się za przyjemnościami. Niby oglądam Breaking Bad, niby wciągające to, ale co 15 min przeglądam online katalog Pottery Barn. Muszę kupić mebel długi a wąski pod telewizor no i żeby większą część tych cudów, które stoją na wierzchu pochować. Rachu ciachu ,jadę do sklepu, parę przystanków metrem. Oczywiście jestem przed otwarciem, HAHA! , no bo jakże by mogło mi się udać inaczej. Co robić, kręcić się? na szczęście kiedy dochodziłam, ktoś przekręcił kluczyk w drzwiach od wewnątrz. Sklep tej sieci najmniejszy w USA , jak się dowiedziałam, ale udało mi się wybrać i dodatkowo fotel do biurka też.Archer się nazywa, czy to z tej kreskówki podobnej do MadMen? czuję zadowolenie, Ze w sklepie te rzeczy wyglądają lepiej nież w katalogu, tak więc nie ma zmartwienia , że się wybierze jakiś shit do niczego niepodobny.
      No w każdym razie 17 min po 10tej jestem już w drodze do metra, a 26 po - w domu. To się nazywa sprawnie coś załatwić. Trzeba tylko czekać na pierwszy czek, no może drugi...
      Tymczasem dziś ostatni dzień wolny od pracy. Może to głupie co napiszę, ale tyle wolnego to trochę dużo, bolą mnie plecy od wałkonienia się na wyrku, od tych wszystkich seriali bolą oczy.
      Tak więc wyniosłam się na balkon, łapię ostatki tegorocznej opalenizny, bez żadnej żenady wyłuskałam na internecie "Price is right" i zamierzam dooglądać do końca, popijając Bitburgerem, kupionym na dole w jakiejś megapromocji i bęcwalić się na całego. Żadnych ambitnych planów, ambitna będę od jutra.A dziś Breaking Bad i kurak pieczony, zaraz do pieca pojedzie.
      Wszystko mi się dzisiaj udaje smile
        • shachar Re: Wystawilam giczoły 14.10.14, 19:22
          Breaking Bad wciagnal mnie

          Kurna, bo to jest dobry serial. W ogóle bardzo lekcje chemii prowadzone przez tego gostka podobały mi się. W pierwszym czy drugim odcinku on tłumaczy jak związki o takim samym skladzie chemicznym i 'mirroring' budowie, mogą mieć rózne działania, czy to nie interesujące??
          chciałąbym mieć takiego nauczyciela chemii. Co prawda prof. Lange nie ustępowała mu wiedzą, ale przewyższała srogością, a byłam w biol-chemie. Bojaźń na całego, bo ona nie musiała na nas krzyczeć, wykazywała tylko naszą niewiedzę smile Raz gostkowi nawet pomogła w dumaniu nad rozwiązaniem, a był to luźny koleś nieprzystosowany, że mógł usiąść na jej biurku z nogami skrzyżowanymi w stronę tablicy, jeśli mu to pomoże w myśleniu.
          To były czasy, teraz całkiem miło je wspominam
      • krytyk2 Re: Wystawilam giczoły 14.10.14, 18:22
        jak Ci już nieraz napisałem masz ,skubana, talent pisarski!
        Dzieki Twojemu postowi przeniosłem się na chwilę,za darmo !, do NY i wcieliłem w postać mieszkanki metropolii smile
        Miłe uczucie
        • brygada_ww Re: Znalazlam grzyby borowiki 17.10.14, 22:31
          krytyk2 napisał:

          > a mnie klient podarował ostatnio kanie.Poniewaz na grzybach poddałem je badaniu
          > przez dwóch innych ekspertów,po czym wylądowaly na patelni, smakowały bosko, żyje do > dziś

          Ja sie znam tyle o ile na grzybach, ekspertem nie jestem w zwiazku z czym zbieram tylko te z gabka od spodu, ksiazkowych nie ruszam, bo sie boje. Mozna niby trafic na szatana z gabka, ale tego da sie odroznic po tym, ze jednym po scieciu czy urwaniu robi sie rozowa gabka, a innym turkusowy trzon, poza tym te rosna sporadycznie. Borowiki smakowaly doskonale, teraz zapowiadaja ladna pogode, to rusze jeszcze cztery litery dla sportu, moze jeszcze cos znajde i usmaze. Duzy egzemplarz polozylam w calosci do suszenia. Kanie z kolei moge bezpiecznie kupic w jednym z prywatnych warzywniakow, wiec pewnie przejade sie po nie w przyszlym tygodniu i zrobie z nich kotlety.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka