gabrielle
26.07.06, 17:45
Dzieciaki pod oknem zwykle bawią się w berka na zasadach dla mnie
niezrozumiałych. Jak im się znudzi, to w dom. Rozkładają kocyki, mają pokoje,
przedpokój, rządzących się rodziców i chodzą do siebie z wizytą.
Gdy ja byłam mała, bawiliśmy się w sklep. Liście rosnących wokół mojego domu
krzaków jaśminu były pieniędzmi, kamienie to ziemniaki, albo jabłka (zależnie
od składu bawiących się). Czasem zastepowaliśmy to zabawą w policjantów i
złodziei. Wieczorami gra w dwa ognie, albo zabawa w chowanego. Z zabawą w
chowanego było różnie, bo raz miejsce zaklepywania było na pniu rosnącego na
podwórku drzewa, a innym razem była to górka z usypanym piaskiem i wetkniętym
w niego kijem (kija wcześniej rzucało się jak najdalej, szukający po niego
szedł, gdy doszedł, liczył do ustalonej wcześniej liczby i dopiero, gdy
wetknął w piasek, mógł szukać). Okazyjnie graliśmy w karty.
A jak to było u was?