wysoki-brunet
23.08.06, 14:14
O Pani Ryszardzie, szefowej z mojej poprzedniej pracy, krążyło powiedzenie,
że "gó.. by spod siebie zjadła" - takie było z niej skąpiradło. Liczyła mi
spóźnienia i raz zaprosiła mnie do swojego Gabynetu i oznajmiła:
- We wtorek spóźniłeś się 7 minut, a w środę 11. Ja tu wszystko mam wyliczone.
Jakiś czas potem odszedłem. Po moim zwolnieniu udało się jej dostać do
mojego "nielegalnego" gadu-gadu, gdzie z korespondencji dowiedziała się
m.in., że "sprawdzanie pisowni ma więcej fantazji niż ona" i różne podobne
epitety.
Morał: kasujcie historię z GG.