Dodaj do ulubionych

Najlepsze dowcipy Wojciecha Manna

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.06, 19:48
Jakie wam przychodzą do głowy?
Mnie ten, gdy Strasburger w "Szansie na Sukces" powitał dzieci z Arki Noego:
"Dzień dobry dzieci śmieci!"
A Mann na to: "No.. Pan Karol zaczął jak zwykle od żartu...."
Wymiękłem
Obserwuj wątek
    • Gość: vesna Re: Najlepsze dowcipy Wojciecha Manna IP: *.torun.mm.pl 09.10.06, 20:13
      Ja kiedys słyszałam jak Mann opowiadał dowcip o sowach:

      siedzą dwie głuche sowy na gałęzi. Jedna mówi: "Mam cie w dupie", a druga na to:
      "a ja cię w dupie".

      w połączeniu z tym poważnym tonem Manna, dowcip mnie położył na łopatki. Długo
      go nie mogłam nikomu opowiedzieć, bo płakałam ze śmiechu.
      • Gość: trusiaa Re: Najlepsze dowcipy Wojciecha Manna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.06, 11:06
        Uwielbiałam pana Manna gdy prowadził poranne audycje w Trójce. Zwykle zaspany i
        wściekły - nie mizdrzył się do słuchaczy, tylko opowiadał co go boli, gdzie go
        strzyka i, ze mu się nic nie chce. Ponieważ zwykle czułam się tak samo -
        kochałam go za to.
        • kaszpir_74 Re: Najlepsze dowcipy Wojciecha Manna 10.10.06, 11:17
          Ja uwielbiałem audycję "Nie tylko dla orłów"
        • zbychkwiat Re: Najlepsze dowcipy Wojciecha Manna 10.10.06, 12:23
          Od 3-albo nawet 4 tygodni Wojciech Mann prowadzi ponownie poranną audycję. Co
          prawda tylko w piątki, ale dobre i to ;-)
          Zbych.
    • Gość: marek bielnik Re: Najlepsze dowcipy Wojciecha Manna IP: *.acn.waw.pl 10.10.06, 12:29
      to ten komuch jeszcze żyje!?
      • drzejms-buond Re: Najlepsze dowcipy Wojciecha Manna 10.10.06, 12:43
        a to memorandum na okoliczność...?

        Nie tylko dla orłów!
        • kaszpir_74 Re: Najlepsze dowcipy Wojciecha Manna 10.10.06, 12:59
          Opowieści z deszczykiem.......
    • blumen1 Re: Najlepsze dowcipy Wojciecha Manna 10.10.06, 13:25
      Tylko ku..wa nie komuch! Mannowi niejeden nie sięga do pięt. W nie tylko dla orłów dał popis
      wystarczający za wszystko. A kto o nim tak pisze niech się wypcha.
      A doktor Wycior? Albo Karzeł wasyl? Zajebioza.
      --
      - Ciemna druga strona jest... bardzo ciemna.
      - Przymknij się Yoda i jedz swojego tosta.
      • kaszpir_74 Re: Najlepsze dowcipy Wojciecha Manna 10.10.06, 13:47
        Wielka próba Żelaznego Karła
        Żelazny Karzeł imieniem Wasyl jechał na rowerze parowym przez las. Był to jego
        najnowszy wynalazek, polegający na tym, że napęd pojazdu stanowiła para
        borsuków ciągnących rower.

        Wasyl rozglądał się wokół siebie i podziwiał leśny krajobraz. Myśli jego
        zaprzątała jednak ważna idea. Otóż Żelazny Karzeł chciał za wszelką cenę
        zemścić się na zającu Henryku. Henryk rozpowszechniał więc opinię, że Wasyl
        jest głąb do kwadratu.

        Żelazny Karzeł próbował przez pewien czas walczyć z tą sugestią prezentując
        mieszkańcom lasu swa kolejne wynalazki. Pech jednak chciał, że ich wdrożenie
        nie odbywało się bez problemów. Maszyna do zbierania grzybów zabiła łosia
        Janka. Jednorazowy płyn do mycia zębów wybuchł Wasylowi w kieszeni. A
        elektryczna szczoteczka nieszczęśliwie przygniotła jedyny w okolicy
        kiosk "Ruchu".

        Zając Henryk na razie więc triumfował. Ale Wasyl miał już ułożony plan, który
        przywróci mu dawną pozycję wśród leśnej braci. Postanowił on bowiem przekazać
        potomności największy swój wynalazek: wierną kopię siebie samego.

        Jechał teraz na polanę sejmową gdzie czekał już zgromadzony tłum pod wodzą
        zająca Henryka. Gdy Wasyl wjechał w krąg gapiów, na polanie zaległa cisza.
        Wszyscy wiedzieli, że to ostateczna próba.

        Wasyl zdjął z roweru wielkie pudło i przystąpił do montażu. Po kilkudziesięciu
        minutach stało na polanie dwóch identycznych Wasylów. Wasyl właściwy włączył
        swojego sobowtórowi zasilanie i powiedział:

        - Przedstaw na się teraz kochany.

        W Wasylu numer dwa coś chrupnęło i dźwięczny bas powiedział:

        - Nazywam się Zofia Maciągowska i mam chore nerki.

        Minęło kilka dramatycznych minut.

        W całkowitej ciszy Wasyl właściwy bez słowa sięgnął do worka przytroczonego do
        roweru. Wyjął zeń rusznicę przeciwpancerną i ze słowami: "Eee. Byłem na to
        przygotowany" wypalił z odległości pół metra do zająca Henryka.

        Tym samym odzyskał w mgnieniu oka swój autorytet. Zofia Maciągowska wyjechała
        zaś do rodziców najbliższym pociągiem.
        • kaszpir_74 Re: Najlepsze dowcipy Wojciecha Manna 10.10.06, 13:49
          Żelazny Karzeł w powietrzu
          Żelazny Karzeł imieniem Wasyl zawsze zazdrościł ptakom umiejętności latania.
          Podziwiał lekkość z jaką wzbijają się w powietrze. Godzinami potrafił
          obserwować powietrzne zawijasy jaskółek czy wróbli. Marzył, by wznieść się w
          powietrze tak, jak one.

          Nocami śnił, że szybuje ponad lasem, a leśna społeczność z podziwem przypatruje
          mu się z ziemi. Kiedyś przyśniło mu się nawet, że poślubił latającą Karlicę.

          Latanie stało się jego obsesją. Postanowił, że nauczy się latać. Najpierw
          notował wszystkie przykłady lotów, a nawet dalszych skoków. Przez dłuższy czas
          chodził po lesie za wiewiórką Łysą Skórką, gdyż chciał poznać sekret jej
          długich skoków z gałęzi na gałąź. Trzeciego dnia złapał ją, gdy siedziała na
          niższej gałęzi i rozerwał jej tylne nóżki w poszukiwaniu jakiegoś śmigiełka czy
          motorka. Motorka ani śmigiełka nie znalazł, a Łysa Skórka już tak ładnie nie
          skakała. Wziął się więc za ptaki.

          Wronę Balbinę zbadał za pomocą śrubokręta i imadła. Do końca nie zdradziła
          źródła napędu. Wróbelek Elemelek bronił się bardzo krótko, ale wynik badania
          był także niejasny. Wasyl doszedł do wniosku, że demontaż ptaka bądź ssaka w
          dużym stopniu ogranicza ich możliwości napowietrzne.

          Stara mądra sowa Wielkogłowa puściła farbę dopiero wtedy, gdy zostały na niej
          tylko trzy pióra. Wtedy to Wasyl dowiedział się o roli skrzydeł w locie.

          Po spotkaniu z sową prace badawcze Wasyla uległy zahamowaniu, aż do spotkania
          lotnika, który zawisł zaczepiony spadochronem o drzewo. Lotnik, z początku
          małomówny, rozgadał się po podłączeniu go do prądu. W ciągu kilku minut Wasyl
          poznał zasady aerodynamiki, a przy okazji historię całej rodziny lotnika i
          wszystkie jego sekrety, gdyż pilot mówił bardzo szybko i chaotycznie.

          Po kilku tygodniach Żelazny Karzeł posiłkując się zdobytą wiedzą skonstruował
          specjalny szkielet nakładany na ciało i zaopatrzony w skrzydła, które pożyczył
          od bociana Romana. Na głowie Wasyl miał pilotkę pilota, a od pasa w dół - na
          wszelki wypadek - kopię kosmatych łapek wiewiórki Łysej Skórki, na którą poszły
          wszystkie jej siostry.

          W niedzielę o godzinie 10:00 odbył się wielki galowy lot Wasyla. W poniedziałek
          odbył się pogrzeb.
          • Gość: trusiaa Re: Najlepsze dowcipy Wojciecha Manna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.06, 13:56
            Noooo, Kaszpir! Szacun.
            • kaszpir_74 Re: Najlepsze dowcipy Wojciecha Manna 10.10.06, 14:35
              zawstydziłem się......
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka