monikate
01.05.07, 18:27
Czyli sytuacje i powiedzenia absurdalne, surrealistyczne i bardzo śmieszne
rodem z nieboszczki (?) komuny.
1. Chcąc kupić krzesła do kuchni wstąpiłam do kilkukondygnacyjnego sklepu
meblowego. Pytam w informacji na dole, na którym piętrze znajdę takowe
krzesła. Pan w informacji: Po wszystkich pięttrach trzeba się przejść, ale
chyba nigdzie ich pani nie znajdzie.
2. W supermarkecie "R" widzę krzesła identyczne, jak w supermarkecie "T",
tylko droższe o blisko 10 zł. Zastanawiając się nad tym, pytam przechodzącą
panią z obslugi, dlaczego. Ja nic nie wiem, proszę zapytać w informacji. Idę
do informacji i pytam, z jakiego drzewa wykonane są krzesła i czy są
polakierowane? Spłoszona dziewczyna łapie słuchawkę telefonu i łączy mnie z
kimś ważnym. Moja rozmowa z tym kimś:
-Krzesła takie i takie, drozsze, dlaczego. Jakie to drewno, czy są
polakierowane?
-Wiem doskonale, ale my dano już nie mamy tych krzeseł! Rozumie pani?
Skończyły się nam.
-Proszę pani, stoję obok półki, widzę, ze tych krzeseł jest co najmniej 15.
-Absolutnie nie powinno ich tam być. A... kolega podpowiada, że to
najprawdopodobniej wyrób chiński.
-Nie, jest metka polskiego producenta spod W-wy, tylko nie napisano, z
jakiego drewwna, itd.
-To chyba są bejcowane.
-Chyba czy na pewno? Powinniście wiedzieć, jaki towar macie w sklepie.
-Skąd, nie jesteśmy szkoleni w tym zakresie.
Ktoś mnie przebije?