Dodaj do ulubionych

Opowieść....

IP: *.retsat1.com.pl 27.05.07, 20:38
Pewnego dnia Scholastyka poszła do studni po wodę. Niosła wielkie zielone
wiadro, na które nikt nie zwróciłby uwagi, gdyby nie to, że............
Obserwuj wątek
    • Gość: Stefcia Rudecka Re: Opowieść.... IP: *.chello.pl 27.05.07, 21:20
      krwawe szczatki Hermana, miast leżeć starannie w środku, bezczelnie wystawały
      na cały Boży świat.
      -Ło Jezu, pomyliłam wiadra!- prychnęła z irytacją w połowie drogi. Zawróciła na
      pięcie i czym prędzej pomknęła z powrotem do klasztoru, kierując się ku tylnej
      bramie.
      Gdyby obejrzała się za siebie...
      • aangra Re: Opowieść.... 27.05.07, 21:39
        ...musiałaby dojrzeć,nieszczęsna,posępne oblicze skryte w krzaku
        różanecznika.Mam Cię Scholastyko,wyszeptał nieślubny syn barona Von
        Klaineschlohena,gdyż on to był..Znam Twój sekret,teraz będziesz....
        • Gość: Stefcia Rudecka Re: Opowieść.... IP: *.chello.pl 27.05.07, 22:03
          ...mi powolną...Powolną mi będziesz...!- zaniósł się szyderczym, złym śmiechem.
          -ędziesz...ędziesz...- niosło echo wśród bogu ducha winnego różanecznika.
          "Bum! Bum!"- rozległo się od strony bramy. To Scholastyka znów zapomniała
          kluczy.
          • aangra Re: Opowieść.... 27.05.07, 22:36
            -O,w mordę-mruknęła swym wdzięcznym,acz uczciwie przyznać trzeba,dość
            niskim,jak na dziewczę,głosem.Groch,stanowczo za dużo grochu.Mówiłam
            Pafnucemu,żeby przynajmniej raz w miesiącu wydał na obiad co innego.Groch nie
            działa mi dobrze na pamięć.Nie tylko na pamięć zresztą-ta myśl uderzyła ją
            nagle jak młotem...
            • Gość: Marian Paździoch Re: Opowieść.... IP: *.opek.com.pl 28.05.07, 11:08
              Ale również na... łolaboga gdzie kibel? NIE WYTRZYMAM.
              - Otwierajta te wrota, bo jak nie, to...
              • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 01.10.07, 00:16
                - Nie otworze !
                - W takim razie uzyjemy Romka G. jako tarana !
                - Nie zrobicie tego - bylby wstyd na cala wies...Byly wicepremier
                w moim obejsciu...Spalilabym sie ze wstydu !
                • Gość: L Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 02.10.07, 01:08
                  "Trza mi trzezwo myslec" - pomyslala Scholastyka.I jela ukladac
                  w myslach odpowiednie odpowiedzi na niespodziewany atak slowny
                  niespodziewanych gosci.Lecz goraczkujacy brzuch nie sprzyjal
                  goraczkowym myslom, tym bardziej, ze nie byla do konca trzezwa...
                  • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 03.10.07, 00:01
                    Podpierajac sie kijem sluzacym do podporki ruszyla w kierunku
                    lasu. Las szumial. Szumialy liscie. " Jak dobrze, ze liscie jeszcze
                    na drzewach "- myslala o szumiacych na drzewach lisciach, ktorych
                    juz po niedlugim czasie miala spory w kieszeni zapas. " Zrobie z
                    szumiacych jeszcze przed chwila lisci uzytek" - bylo to dla niej
                    usprawiedliwienie, miala bowiem niejasne przeczucie, ze zrywajac
                    z drzew liscie postepuje niegodnie, ni pozwalajac im sie wyszumiec.
                    Lecz do jesieni bylo daleko i nie lezaly nieszumiace zlote, zolte
                    czy rdzawe liscie - ktore po wyszumieniu sie opadly na ziemie - na
                    ziemi. Scholastyce pozostalo teraz jedynie znalezc duzy krzak,
                    gdzie moglaby oddac sie temu, po co zwykle za duzy krzak sie chadza
                    czujac nacisk ukladu trawienego.
                    • Gość: Mariolka Re: Opowieść.... IP: *.chello.pl 03.10.07, 00:17
                      -Poooszłooo!- stęknęła z widocznym wysiłkiem nasza dzielna bohaterka, zrzuciwszy
                      brzemię ze swego ciała. Po czym zaszeleściła kilkoma dużymi liśćmi, obwieściwszy
                      w ten sposób okolicy tę radosną wiadomość.
                      Nie tracąc ni chwili (pamiętamy ciągle o tajemniczej zawartości wiadra,
                      porzuconego nie wiadomo gdzie kilka postów wyżej) wygładziła habit i z wężową
                      zwinnością pomknęła w stronę bram klasztoru, w których okienku tkwił ciągle
                      niewdzięczny furtian z szyderczym uśmieszkiem na ustach. Uśmiechał się i
                      uśmiechał...Nie mógł przecież przewidzieć, nawet w najczarniejszym scenariuszu,
                      wydarzeń, które rychło jęły toczyć się jedno po drugim, niby koszmarne i
                      niszczące domino...
                      • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 03.10.07, 03:17
                        W tym samym czasie, gdy Scholastyka oddawala sie czynosciom
                        fizjologicznym, w gospodzie na rozstajach drog Peppe le Mocco
                        konczyl piata juz partie domina rozgrywana ze starym szynkarzem,
                        ktorego we wsi i zamku pogardliwie Szynkarzem nazywano. Peppe le
                        Mocco nie wzial sie tu znikad : zwyczajowo wlasnie o tej porze roku
                        przybywal w te okolice, by wsluchiwac sie w szum lisci. Szumiace
                        liscie byly dla niego odtrutka po dniach spedzonych na polowie ryb,
                        na jeziorach w sasiednim hrabstwie. Peppe le Mocco mial juz swoje
                        lata, choc nie wygladal na swoj wiek. Pytany o swoj wiek odpowiadal
                        nieodmiennie, cytujac Piotra Kaczkowskiego :
                        - Czasem lat mam cztery, a czasem cztery tysiace.
                        Nikt nie bral jednak tego na powaznie, gdyz wiadomo bylo
                        powszechnie, ze nie posiadal zadnego dokumentu, ktory by te slowa
                        potwierdzal. Nie bylo tez swiadkow jego narodzin czy dorastania,
                        ktorzy mogliby potwierdzic date - chocby w przyblizeniu - jego
                        narodzin lub okresu dorastania.
                        • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 03.10.07, 04:59
                          - Dolej mi jeszcze wina, szynkarzu - Peppe zwrocil sie pogardliwie
                          do Szynkarza, proszac, by ten nalal mu wina.
                          - Oczywiscie, Moj Drogi - odpowiedzial Szynkarz. Szynkarz juz od
                          kilku lat mial ochote na wyznanie milosci Peppe, lecz wrodzona
                          niesmialosc powodowala, ze nie mogl sie zdobyc na wyznanie mu swej
                          milosci tlumionej juz od kilku lat.- Czy zagramy jeszcze jedna
                          partie domina - spytal nieco niesmialo, pragnac zagrac z Peppe
                          jeszcze jedna partie domina.
                          - Nie - odrzekl Peppe.- Nie mam juz ochoty grac w domino, wolalbym
                          raczej warcaby - dodal. Nie mial juz ochoty grac w domino, a
                          poniewaz w szynku z gier stolikowych do wyboru bÿly jedynie warcaby
                          i domino nie myslac dlugo wybral warcaby.
                          - Oczywiscie, sluze Ci, Peppe - rzekl Szynkarz usluznie podajac
                          Peppe zestaw do gry w warcaby.- Oto zestaw do gry w warcaby, jak
                          sobie zyczysz. Á propos, czy wiesz Peppe, ze po czesku warcaby to
                          Dama ? - zapytal Szynkarz.
                          - Oczywiscie wiem, ze po czesku warcaby to Dama - spokojnie odrzekl
                          Peppe. - Ilekroc tu bywam zawsze mnie o to pytasz. Szynkarz za
                          kazdym razem, gdy Peppe le Mocco u niego bywal, pytal, czy wie, ze
                          po czesku warcaby to Dama.
                          • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 04.10.07, 12:29
                            - Sluchaj Szynkarzu - Peppe jak gdyby przygotowwywal sie do
                            powiedzenia czegos waznago. - Mam ci do powiedzenia cos waznego.Otoz
                            mam wrazenie, ze od dluzszego czasu podkochujesz sie we mnie i nie
                            masz smialosci, by wyznac mi swa milosc.
                            Na te slowa Szynkarz zapragnal, by pochlonela go ziemia.
                            "Rozstap sie ziemio..."- pomyslal zyczeniowo Szynkarz, zaskoczony
                            dobitnymi slowy Peppe.
                            - Ha, chyba zaskoczylem cie dobitnymi slowy i mysle, ze modlisz sie
                            teraz do ziemi, by sie rozstapila, ale zareczam ci : ona nie chce
                            cie pochlanac.
                            • Gość: Mariolka Re: Opowieść.... IP: *.chello.pl 04.10.07, 13:26
                              -Na koniec coś ci powiem- rzucił wstając ostentacyjnie od stołu-
                              Faza rokokoko daleko za nami, skończ waść więc z tym przerostem
                              formy nad treścią. To irytujące.
                              Zawiesił na Szynkarzu kpiące spojrzenie, po czym leniwym ruchem
                              zgasił mu na czole skręta, zostawiając czerwony ślad w idealnie
                              okrągłym kształcie.
                              Jeszcze przez wiele bezsennych nocy ślad ten, pieszczotliwie badany
                              opuszkami palców, zapamiętany przez nie w każdym najmniejszym
                              fragmencie swojej chropowatej powierzchni, kontemplowany w lustrach
                              i zwierciadłach, przywoływany w pamięci mimo prostacko wciśniętego
                              nań kapelusza, dostarczał Szynkarzowi wzruszeń i pełnych fantazji
                              scenariuszy... Pokutował później za nie, biczując plecy podług
                              wskazówek wioskowego spowiednika, lecz nawet najdotkliwsza kara nie
                              była w stanie powstrzymać namiętności, palącej go z dnia na dzień
                              coraz goręcej.
                              • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 04.10.07, 14:19
                                Tymczasem Scholastyka biegajac nerwowo po lesie w poszukiwaniu
                                zaginionego wiadra nie wiedziec czemu coraz glebiej pograzala sie w
                                myslach. Myslala o tym, jak dobrze jest umiec myslec, bo o tym, ze
                                potrafi myslec nikt jej do tej pory nie powiadomil. Wspomniala swego
                                dawnego narzeczonego, ktory zapowiadal sie dobrze jako pomocnik
                                szynkarza w jej rodzinej wiosce. Czesto, kiedy polegiwali po
                                chwilach cielesnego uniesienia czlowiek ow zapalal skreconego z
                                suszonych lisci skreta i odzywal sie jakby od niechcenia :
                                -Mysle, ze zima tego roku bedzie mrozna...
                                lub :
                                -Mysle, skad zdobyc kapital zakladowy na budowe szynku...
                                lub tez :
                                - Mysle, ze jesli szynk moj bedzie mial dobre prosperity, to moglbym
                                smialo stac sie inwestorem gieldowy...
                                Raz jeden wyrwalo sie Scholastyce :
                                - Mysle, co by ...
                                Nie dokonczyla, gdyz slowo "mysle" nagle ja porazilo i urwalo
                                zaczeta wypowiedz. A chciala jedynie napomnknac swemu narzeczonemu,
                                ze jesli tylko on zechce, bez zadnych wahan czy obiekcji zostanie
                                jego zona i uodzi mu tylu malych szynkarzykow, ilu on zapragnie.
                                Teraz jednak...
                                • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 04.10.07, 16:42
                                  ...myslala intensywnie - nie zdajac sobie sprawy z tego faktu.


                                  Pafnucy - niewierny kochanek, agent do specjalnych poruczen
                                  Barona, donosiciel tajnych i jawnych sluzb, hodowca bialego groszku -
                                  ze zniecierpliwieniem oczekiwal powrozu Scholastyki. Jedynie on
                                  wiedzial, ze jej dawny narzeczony prowadzi dzialalnosc
                                  gastronomiczna w barze na rozdrozu. Aby nikt iny sie o tym fakcie
                                  nie dowiedzial, juz nastepnego dnia po zatrudnieniu Scholastyki - a
                                  bylo to czterdziesci dwa lata temu - obwiescil swiatu, iz w
                                  gospodzie na rozdrozu kazdego wieczora ukazuje sie duch jego ojca
                                  i nie zwazajac na nic porywa dusze i ciala goszczacych tam ludzi w
                                  nieznane czelusci piekiel. Prawda byla nieco inna a przy tym
                                  banalna : otoz sam Pafnucy otruwszy,bedac dzieckiem swego ojca /wlal
                                  mu trucizne do ucha/ zakradal sie wieczorami do szynku, molestowal
                                  seksualnie Szynkarza, nastepnie sie z nim upijal a w drodze powrotnej
                                  planowal morderstwo Barona.
                                • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 06.10.07, 17:11
                                  Krwawe szczatki Hermana byly halucynacja Scholastyki.

                                  Baron zasypial spokojnie rozwazajac za i przeciw pozycji 69.

                                  Jego syn przestawal straszyc wyjadwszy uprzednio jaja z gniazda
                                  przepiorki.

                                  Szynkarz leczyl rany na czole spowodowane atakiem Peppe le Mocco.

                                  Peppe le Mocco spedzil upojna noc z nieznajoma.

                                  Nieznajoma miala 3 orgazmy.

                                  Pafnucy upil sie do nieprzytomnosci w samotnosci.


                                  Zwloki Scholastyki odkryto po tygodniu.


                                  KONIEC ROZDZIALU PIERWSZEGO
                                • Gość: L Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 06.10.07, 17:12
                                  ROZDZIAL DRUGI

                                  Dwa tygodnie po opisanych wczesniej wydarzeniach.

                                  Szynkarz z kpiacym usmiechem...
                                  • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 08.10.07, 12:22
                                    ostrzyl rzeznickie noze.
                                    • Gość: Lala Re: Opowieść.... IP: 213.195.230.* 08.10.07, 21:04
                                      Nie uslyszal krokow na schodach.
                                      • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 10.10.07, 14:02
                                        Nie mogl ich uslyszec. Dzwiek ostrzonych rzeznickich nozy zagluszylby
                                        odglos krokow na schodach, nawet wtedy, gdyby to byly skrzypiace
                                        schody. Szynkarz jednak dbal o swe schody, nie lubial, gdy
                                        skrzypialy. Kazda wolna od pracy chwile poswiecal na drobne domowe
                                        naprawy i polepszanie swych warunkow bytowych. Schody nie byly
                                        wyjatkiem. Na idealnie nieskrzypiacych schodach nie bylo nigdy
                                        slychac krokow stapajacych po nich osob. Jedyna osoba, ktora od
                                        kilkudziesieciu lat stapala po nieskrzypiacych nigdy schodach byl
                                        sam Szynkarz. Nie byl wiec takze przyzwyczajonych do odglosu innych
                                        krokow na schodach niz swoje wlasne. Prawde mowiac dziwnie poczulby
                                        sie Szynkarz, gdyby uslyszal odglos krokow na schodach. Mogloby to
                                        miec nieobliczalne skutki.
                                        • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 10.10.07, 16:32
                                          Jednak w tej chwili Szynkarz byl tak skoncentowany na ostrzeniu
                                          rzeznickich nozy, ze gdyby nawet schody zaskrzypialy, nie zwrocilby
                                          na ten fakt uwagi. Nikomu wiec nic nie grozilo i nie nalezalo sie
                                          spodziewac jakichkolwiek nieobliczalnych skutkow.

                                          Po schodach stapal Baron. Byla to jego pierwsza wizyta u Szynkarza.
                                          Zwykle o tej poznej porze zasypial w swoim wygodnym lozu
                                          roztrzasajac wady i zalety pozycji 69, gdyz bedac mocno wstawionym
                                          jedynie wspomienia dawnych milosnych igraszek paletaly sie po
                                          zdegenerowanych zwojach mozgowych. Dzis jednak nastapil kryzys. We
                                          wczesnych godzinach popoludniowych Baron wypil ostatni kielich
                                          wysaczony z ostatniej butelki porto, jaka posiadal. Od tygodnia,
                                          kiedy to o swicie znaleziono zwloki Scholaqstyki, Baron przeczuwal,
                                          ze chwila taka kiedys nadejdzie. Stalo sie tak, bowiem za sluzbe
                                          podziekowal Pafnucy. Pafnucy podziekowal za sluzbe, bowiem to w jego
                                          ogrodzie znaleziono zwloki Scholastyki. Wokol znalezionych przed
                                          tygodniem zwlok Scholastyki najpierw zebral sie tlum gapiow, ktorzy
                                          zupelnie niechcacy zadeptali niemal polowe uprawy grochu. Ich dziela
                                          dokonczyli funkcjonariusze sluzb tajnych, jawnych i niewiadomych
                                          badajacy kazdy slad w ogrodzie i okolicy mogacy wyjasnic tajemnicza
                                          smierc Scholastyki. Pafnucy nie mogac sie pogodzic z utrata swoich
                                          upraw i zdajac sobie sprawe z faktu, iz do konca swego nedznego
                                          zycia nie bedzie w stanie przeprowadzic zaplanowanych przez siebie
                                          eksperymentow polegajacych na krzyzowaniu roznych odmian grochu,
                                          ktore to krzyzowanie stanowic by moglo dowod popierajacy wymyslona
                                          przez niego teorie o pochodzeniu gatunkow, ¨podziekowal za posade
                                          Baronowi i nieniepokojony przez nikogo wyjechal przed kilkoma dniami
                                          do Szwajcarii.(Powiadano po wielu latach, ze przybral tam
                                          artystyczny pseudonom Karol Darwin i wiodl klasztorne zycie, ale w
                                          tych okolicach nie dawano wiary plotkom).
                                          Do tej pory po potrzebna wieczorna flaszke Baron wysylal Pafnucego,
                                          tego wieczora jednak nie majac wyjscia Baron sam zmuszony byl udac
                                          sie na meline prowadzona nielegalnie przez Szynkarza, by zakupic a
                                          nastepnie wypic wieczorna porcje alkoholu pozwalajaca mu spokojnie
                                          pograzyc sie w rowazaniach o wadach i zaletach pozycji 69, by
                                          nastepnie zasnac blogim snem pijanego Barona.

                                          • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 11.10.07, 08:05
                                            Stanawszy na najwyzszym stopniu totalnie nieskrzypiacych schodow
                                            Baron zatrzymal sie. Zaczerpnal dluzszy oddech. Przez niedomkniete
                                            drzwi uslyszal odglosy ostrzenia rzeznickich nozy. Baron nigdy
                                            wczesniej nie slyszal tych dzwiekow, lecz w tej chwili nie myslal,
                                            by marnowac czas na odgadywanie ich zrodla - pragnienie spozycia
                                            alkoholu przytlumilo wrodzona ciekawosc Barona do odgadywania zrodel
                                            nieznanych dzwiekow. Zapukal smialo do drzwi, zapukal odwaznie :
                                            wiedzial, ze zza drzwi uslyszy odpowiedz - jakakolwiek, ale uslyszy.
                                            Wewnatrz przeciez ktos przebywal. Moglby nie uslyszec odpowiedzi,
                                            gdyby za drzwiami przebywala osoba glucha, lecz Baron Szynkarza o
                                            gluchote nie podejrzewal.
                                            Dzwieki ostrzonych rzeznickich nozy urwaly sie nagle, jak gdyby ktos
                                            je ucial rzeznickim nozem.
                                            • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 11.10.07, 14:15
                                              - Zaoszczedzisz spora dawka energii a byc moze ujdziesz calo, jesli
                                              zastukasz ponownie a nie bedziesz mial przy sobie dwunastu dolarow
                                              na zakup alkoholu w prowadzonej przeze mnie nielegalnej melinie -
                                              uslyszal Baron ostrzezenie zza drzwi. Tak Szynkarz ostrzegal zza
                                              drzwi kazdego, kto pragnal nabyc alkohol w prowadzonej przez niego
                                              nielegalnej melinie, a nie mial przy sobie dwunastu dolarow.
                                              - Mam zadana przez ciebie kwote - szybko odpowiedzial Baron.
                                              Szynkarz drgnal - przysiaglby, ze znal ten glos, lecz nie slyszal go
                                              nigdy zza drzwi prowadzonej przez siebie nielegalnej meliny.
                                              • Gość: l Re: Opowieść.... IP: 213.195.230.* 14.10.07, 18:47
                                                up
                                              • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 15.10.07, 17:59
                                                A znal glosow wiele.
                      • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 15.10.07, 23:56
                        - Wejdz, przybyszu - Szynkarz zaprosil ni to znajomego, ni to
                        nieznajomego.
                        W otwartych drzwiach stanal Baron.
                        - Zdziwi cie pewnie moja tu i tej porze wizyta. Nie wdawajmy sie
                        jednak w dyskusje - daju mi dwie flaszki, przyjmij forse i powiedz
                        grzecznie : "Do jutra".
                        - Mam lepsza propozycje, Baronie - rzekl Szynkarz wstajac od stolu i
                        kierujac sie w strone wielkiej komody, w ktorej przechowywal
                        nielegalnie przez siebie sprzedawany alkohol.Tak, rozpoznal w
                        przybylym Barona.
                        - Podejrzewam, ze za chwile uslysze od ciebie ciekawa propozycje -
                        przerwal mu Baron. - Moze brzmiec mniej wiecej tak :" Po kiego
                        diabla bedziesz sie Baronie petal po nocy, usiadz u mnie, wypijemy,
                        pogadamy a jesli poczujesz sie znuzony - mozesz u mnie przenocowac.
                        Mam nie gorsze warunki niz ty u siebie i zareczyc moge, ze nie bede
                        probowal molestowac cie seksualnie ".
                        Rzeczywiscie, byly to slowa, ktore mial zamiar wypowiedziec Szynkarz.
                        Nie dal jednak poznac po sobie, jak wielkie wrazenie wywolala na nim
                        przenikliwosc Barona.
                        Tu gosc podniosl reke dajac znac gospodarzowi, ze ma jeszcze kilka
                        slow do powiedzenia.
                        - Przystaje na twoja wspanialomyslna propozycje. Podaj alkohol,
                        zakaske i papierosy, usiadzmy, napijmy sie i, jesli zechcesz,
                        mozemy pogawedzic.Mam jedynie mala prosbe : nie wspominajmy o
                        smierci nieszczesnej Scholastyki.
                        • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 16.10.07, 05:03
                          Zakonczyli o swicie.
                          - Ciesze sie, zesmy sie dogadali - zmeczony ciezka noca, lecz na
                          swoj sposob szczesliwy wydawalbyc sie Szynkarz.
                          - Tak, to nie byla stracona noc. Chetnie odwiedzilbym cie dzis
                          wieczorem, lecz chyba bede zmuszony odchorowac nasza balange - mimo
                          zmeczenia i skutkow wypitego alkoholu Baron wydawalby sie byc
                          szczesliwym.- Czuje potrzebe rewanzu za mily wieczor. Bede ci
                          wdzieczny, jesli odwiedzisz mnie dzis wieczorem. Oczywiscie nie
                          zapomnij o odpowiedniej dawce...Ech, nie potrzebuje ci o tych
                          sprawach przypominac.
                          - Nie, wcale nie musisz mi o tym przypominac- odrzekl Szynkarz.
                          - Co zas tyczy sie rzeznickich nozy przeze mnie wczorajszego
                          wieczora solidnie naostrzonych, to pozwol, ze ja ci je przyniose.
                          - Owszem, zgoda. A teraz badz tak mily i wezwij jakis transport dla
                          mnie.


                          W tym samym czasie, o switaniu Peppe le Mocco siodlal swego
                          wierzchowca.
                          • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 16.10.07, 18:51
                            Byl w swietnym nastroju po kolejnej nocy spedzonej z nieznajoma,
                            ktora dotychczas nie wyjawila mu swego imienia ani celu, w jakim
                            przybyla.
                            Peppe le Mocco nie zdawal sobie sprawy ani nawet nie mogl
                            przypuszczac, ze od lekarza, do ktorego sie wlasnie wybieral dowie
                            sie straszliwej wiesci. KOPROFAGIA...
                            • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 17.10.07, 03:04
                              Wlasciwie nie mial zadnej pilnej sprawy do zalatwienia u lekarza. Do
                              ciaglych bolow glowy dawno sie przyzwyczail, urwana w czasie jednej
                              z licznych przezen wojen noga zgnila nie wiadomo gdzie a zezik
                              nadawal mu podobno uroku. Dziwne swedzenie w brzuchu, ktore pojawilo
                              sie przed kilkoma dniami nie bylo zbyt dokuczliwe, ale postanowil
                              tego nie lekcewazyc - zbyt wiele w swym zyciu widzial...
                              I wlasnie w tymze miejscu popelnil fatalny blad. Dowiedziawszy sie,
                              co tez jego wspaniala nieznajoma dodawala mu od kilku dni do
                              posilkow postanowil polozyc temu kres. Upiwszy sie w miescie podazyl
                              z wolna ku szynkowi na rozstajach, by tam wypozyczyc od Szynkarza
                              jeden z jego slynnych rzeznickich nozy. Nie dotarl jednak do celu
                              zbyt szybko. Tuz za miastem napotkal bowiem nieslubnego syna Barona.
                              Spotkanie to mialo dziwny dla obu przebieg. Nieslubny syn Barona
                              wielokrotnie i chetnie widywal sie z Peppe le Mocco wymieniajac z
                              nim regularnie plotki na temat okolicznych mieszkancow i ich
                              codziennego zycia, dzis jednak Peppe nie mial najmniejszej ochoty
                              poczestowac nieslubnego syna Barona batonikiem Prince Polo, jakich
                              kilka zwykle mial przy sobie. Peppe burknal jedynie niegrzeczne
                              powitanie i juz mial wyminac nieslubnego syna Barona, gdy nagle kon
                              potknal sie o niestarannie ulozona kostke brukowa, wierzgnal i
                              zrzucil Peppe na ziemie. Peppe stacil przytomnosc.
                              • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 17.10.07, 05:25
                                Peppe le Mocco ocknal sie dopiero po tygodniu.

                                Zwloki Scholastyki wciaz czekaly na sekcje.

                                Baron niecierpliwie oczekiwal przybycia Szynkarza.

                                Szynkarz przeprowadzal remanent kontrolny w szynku.

                                Nieslubny syn Barona ukradl w sklepie Prince Polo.

                                Natomiast inni...


                                KONIEC CZESCI DRUGIEJ


                                CZESC TRZECIA



                                Deszcz nie ustawal juz trzeci dzien.
                                • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 17.10.07, 16:58
                                  Byl to ciezki okres dla wszystkich. Szynkarzowi ujawniono wielka
                                  superate i zmuszony byl podwoic nielegalna sprzedaz alkoholu na
                                  prowadzonej przez siebie nielegalnej melinie, by zarobic na splate
                                  nalozonej nan grzywny.
                                  Nieslubny syn Barona mokl nieustanie w lesie, gdyz mimo posiadania
                                  dobrego wyksztalcenia i wychowania aBSOLUTNIE NIE ZNAL SIE NA
                                  BUDOWANIU SZALASOW.
                                  Nieznajoma kochanka Peppe le Mocco by sie utrzymac zaczela uprawiac
                                  nierzad w szynku.
                                  Zwloki Scholastyki nadal gnily.
                                  Baron zastanawial sie juz nie tylko nad zaletami i wadami pozycji
                                  69, lecz przemysliwal takze o rzuceniu nalogu alkoholowego, gdyz ten
                                  negatywnie wplywal na stan jego finansow.
                                  Natomiast...
                                  • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 18.10.07, 12:31
                                    Natomiast ogolna ciekawosc wzbudzil przybyly niemal wraz z deszczem
                                    w te okolice Lapacz Smokow.
                                    • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 19.10.07, 13:53
                                      Bylo to o tyle dziwne, ze w okolicy juz do czterech lat nie widziano
                                      zadnego smoka. Wszystkie wyprowadzily sie do sasiedniego powiatu, a
                                      jesli pojawialy sie, to tylko na dzien, dwa, aby odwiedzic znajomych
                                      i podarowac im kilka jaj. Swego czasu Szynkarz zaproponowal im
                                      jajczany interes, lecz smoki propozycje odrzucily, bowiem nie
                                      potrzebowaly pieniedzy : zywily sie stokrotkami, ktorych na
                                      okolicznych polach mialy pod dostatkiem,alkohol natomiast pedzily
                                      sobie same z rownie obficie wystepujacych zrodel podziemnych wody
                                      oligocenskiej.
                                      Tym niemniej...
                                      • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 20.10.07, 16:15
                                        Tym niemniej, gdy tylko Lapacz Smokow pojawial sie w szynku, gdzie
                                        jak zwykle w czasie deszczu gromadzila sie okoliczna elita,
                                        zasypywano go deszczem pytan o zlapane przezen smoki. Ludzie zadali
                                        oden opisow krwawych potyczek, dokumentacji medialnej,okazania
                                        orderow. Lapacz Smokow zwykle zaczynal z grubej rury, mowiac :
                                        - Onegdaj pewien krol znajac moja odwage i zaslugi dla innych
                                        wladcow, jesli idzie o lapanie smokow, przyslal do mnie swego
                                        poslanca...
                                        I choc opowiesc zaczynala sie zachecajaco, sluchacze odwracali sie
                                        od Lapacza Smokow, gdyz zyjac na co dzien ze smokami znali ich
                                        zwyczaje i wiedzieli, ze fajne sa z nich kolesie i do wypitki i do
                                        wybitki (hoc!).
                                        Upijal sie wtedy Lapacz Smokow do oporu.
                                        • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 22.10.07, 17:22
                                          Trudno bylo zyc Lapaczowi Smokow. Nie mogl znalezc bratniej duszy...
                                          Znalazlby ja niechybnie w Peppe le Mocco, gdyby nie to, ze...
                                          • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 23.10.07, 06:12
                                            ...ten, nawet po ocknieciu sie z tygodniowego letargu nie wykazywal
                                            zapalu do kontaktow towarzyskich.
                                            Natomiast Baron, ktory czynil pewne przymiarki, by zdobyc zaufanie
                                            Lapacza Smokow, zostal przezen potraktowany dosc grubiansko. Baron
                                            mial swoje, nie do konca sprecyzowane jeszcze plany wzgledem Lapacza
                                            Smokow.
                                            • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 23.10.07, 16:08
                                              - Posluchaj, czlowiecze - rzekl podsuwajac mu kolejna szklanke
                                              legalnie przez Szynkarza sprzedawanego wina - mysle troche
                                              przewrotnie, ze przyjechales tu nie po to, by lapac Smoki. O tym, ze
                                              te wyniosly sie od nas kilka lat temu wiedza wszyscy Prawdziwi
                                              Lapacze Smokow, wiec omijaja nasza okolice. Malo tego - oni z reguly
                                              i dla zasady omijaj miejsca w ogole podejrzewane o to, ze moga tam
                                              byc Smoki. Zawod Lapacza Smokow to cos podobnego do zawodu
                                              Poszukiwacza Latajacego Holendra. Czy wiesz, ze kiedy kilka statkow
                                              natknelo sie swego czasu na Latajacego Holendra, zaden statek wiecej
                                              nie poplynal w tamte okolice ? Oczywiscie, ze o tym nie wiedziales...
                                              - Co, co takiego ? - wybelkotal czlek mieniacy sie Lapaczem Smokow.
                                              • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 24.10.07, 23:17
                                                - Mozesz byc sobie Baronem czy innym Hrabia, ale jesli myslisz, ze
                                                przekupisz mnie alkoholem, by miec jakowys pozytek z moich
                                                umiejetnosci przy lapaniu Smokow, to sie grubo mylisz. Zostaw mi
                                                butelczyne i spieprzaj, Baronie. Czuje zreszta, ze twoje plany wobec
                                                mnie nie sa do konca sprecyzowane. Idz wiec na ubocze, namysl sie
                                                dobrze, przyjdz z konkretna propozycja a w drodze powrotnej nie
                                                zapomnij o kolejnej butelce dla mnie. Adieu.
                                                Baron przelknal te slowa. Daly mu one duzo do myslenia.
                                                • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 24.10.07, 23:46
                                                  Baron odstapil od Lapacza Smokow i skierowal sie w kierunku
                                                  Szynkarza.
                                                  "- Coz to za zagadkowy czlek - myslal. - Nawet pijany wiedzial, ze
                                                  nie mam wobec niego sprecyzowanych planow. Moze to i lepiej, ze moje
                                                  plany wobec niego nie sa jeszcze sprecyzowane, bo co mogloby sie
                                                  stac, gdybym mial plany sprecyzowane ? Hm, moglby na przyklad
                                                  wyjawic je innemu czlowiekowi, ktory zaplaqci za wypita przezen
                                                  butelke alkoholu...Ale z drugiej strony nie powino mnie to nazbyt
                                                  martwic, gdyz jestem jedyny, ktory placi za pity przez niego
                                                  alkohol. Hm, wcale wiac nie musze sie spieszyc ze sprecyzowaniem
                                                  wobec niego planow..." - nagly ciag mysli Barona przerwal swym
                                                  tubalnym glosem nie kto inny jak Peppe le Mocco :
                                                  - O czymze tak dumasz Baronie ?
                                                  Zaskoczony Baron zdebial.
                                                  • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 25.10.07, 01:30
                                                    - Le Mocco ? - wysapal. - Dochodzily mnie sluchy, zes ciezko
                                                    kontuzjowany i nieprzytomny lezysz juz od tygodnia...
                                                    - Klamstwo - oznajmil ze stoickim lub pozorowanym na stoicki
                                                    spokojem.- Jeszcze jedno male klamstwo. Kazalem tak rozglosic twemu
                                                    synowi, gdy ocucil mnie po fatalnym upadku z konia. Podreptalem
                                                    spokojnie do siebie i nakazalem mojej pieknej nieznajomej, by
                                                    ulozyla mnie w lozu, przygotowala zapas jadla a sama poszla miedzy
                                                    ludzi, niby to puszczac sie dla zarobku...
                                                    - Rzeczywiscie...-rzekl coraz bardziej zdziwiony opowiescia Peppe
                                                    Baron. - Twoja nieznajoma rzeczywiscie weszla miedzy ludzi i zaczela
                                                    sie puszczac dla zarobku...Sam nawet mialem z nia kilkakrotnie
                                                    przyjemnosc, ale zapewniam cie, ze oplacilem jej uslugi hojnie...-
                                                    usprawiedliwianie sie nalezalo wedlug Barona do dobrego tonu.
                                                  • mario320 Re: Opowieść.... 25.10.07, 04:40
                                                    - Dajze spokoj, Baronie - nonszalancko odrzekl Peppe. - Wcale nie
                                                    jestem zazdrosny o nieznajoma, wiecej - ciesze sie, ze i zarobila
                                                    troche od ciebie, i pomogla ci rozwiazac niektore z trapiacych cie
                                                    dylematow na temat zalet i wad pozycji 69. Ale ja nie o tym... Otoz
                                                    wiedziec musisz, ze wyslalem nieznajoma miedzy ludzi takze z innego
                                                    powodu. Jeszcze wiosna doszly mnie sluchy, ze w nasze okolice
                                                    przybyc zamierza niejaki Tibor Jano, znany tu i owdzie tajny
                                                    detektyw na sluzbie naszego wladcy. Jest ponoc dobrym czlowiekiem,
                                                    jednak charakteryzuje go nadmierne upodobanie do roznego rodzaju
                                                    przebieranek i kamuflazy. No wiec kiedy od mojej nieznajomej
                                                    uslyszalem, ze przybyl do nas Lapacz Smokow, od razu bylem niemal
                                                    pewny, ze to Tibor. A trzeba ci wiedziec Baronie, ze od dawna
                                                    pragnalem drania poznac...
                                                    - Czy jego przybycie moze miec zwiazek z niewyjasniona dotychczas
                                                    smiercia Scholastyki - Baron ozywil sie wyraznie na niesamowita
                                                    wrecz opowiesc Peppe le Mocco.
                                                  • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 25.10.07, 05:13
                                                    - Nie interesuje mnie tamta sprawa - ucial Peppe. Nie interesowala
                                                    go wcale nie wyjasniona sprawa smierci Scholastyki.- Baronie ! -
                                                    Peppe zmienil ton z pouczajacego na bardziej poufaly - A moze
                                                    pogadamy o tym i owym grajac w warcaby i pijac wino ?
                                                    - Z wielka ochota - zgodzil sie Baron, nie przeczuwajac w jakie
                                                    klopoty sie pakuje.
                                                  • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 25.10.07, 14:04
                                                    Zamowiwszy potezny dzban wina i przekaski zasiedli do gry w warcaby.
                                                  • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 25.10.07, 16:12
                                                    Baron wylosowal czerwone kamienie. Wzdrygnal sie nieco.
                                                    - Widze Baronie, ze sie nieco wzdrygnales po wylosowaniu czerwonych
                                                    kamieni - z nieukrywana kpina powiedzial Peppe. - Bedac przasadnym
                                                    czlowiekiem czerwien kojarzysz z krwia... Ciekaw jestem z czym
                                                    kojarzy ci sie czarny kolor - ja wylosowalem kamienie czarne.
                                                    - Jestem przesadny, owszem. - Przyznal Baron.- Ale dlaczego od
                                                    razu : krew ? Warcaby sa gra stolikowa, rownie dobrze moglismy
                                                    wybrac domino...
                                                    - Po pierwsze to ja wybieralem gre, natomiast, by cie nieco
                                                    pocieszyc powiem, ze kolor czarny zawsze kojarzy mi sie z pieklem.

                                                  • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 25.10.07, 17:58
                                                    - Peppe, czy aby nie przesadzasz ? - ofuknal sie Baron.
                                                    - A co to moze cie obchodzic ! - powiedzial szybko Peppe. -
                                                    Zreszta : omowmy pewne sprawy, ktore,nas obu zajmuja.
    • mario320 Re: Opowieść.... 04.10.07, 17:29
      :)
      • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 05.10.07, 14:21
        Dzis jednak nie mial zamiaru isc do szynku. Nie dosc, ze czakal na
        spozniona Scholastyke, ktora nie zwykla sie spozniac, to przeczuwal,
        ze w szynku moze bawic Peppe le Mocco, o ktorym wiedzial, ze
        lowienie ryb to jedynie przykrywka dla szpiegowskiej dzialalnosci.
        • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 05.10.07, 19:17
          Na dodatek humor psul mu jeszcze nieslubny syn Barona. Czlowieczek
          ten - mizernej postury za to o silnym glosie byl od kilku lat
          postrachem okolicy. Przywieziony wkrotce po urodzeniu do klasztoru
          otrzymal nalezyte wychowanie i wyksztalcenie godne jego pozycji,
          jednak w pewnym momencie zdziwaczal, zdziecinnial i przestal
          przestrzegac - niezbyt surowych zreszta - zasad ustanowionych przez
          przelozonych klasztoru. Niektorzy widzieli w tym zly wplyw reformy
          szkolnictwa przeprowadzonej w swoim czasie przez zastepce przeora
          Romanusa, inni winili Kwasobura - wlasciciela winnicy lezacej na
          zboczach okolicznych wgorz. Baronicz otoz mimo jego wielokrotnych
          prosb i nalegan nie zasmakowal w alkoholu. Od kobiet okolicznych nie
          stronil - wrecz przeciwnie. Trudno byloby znalezc pane,
          wdowe,rozwodke czy mezatke, ktora nie odmowilaby mu cielesnej uslugi.
          Ale Baronowicza z czasem przestaqlo to interesowac. Przed kilku laty
          wymknal sie z klasztoru, jak zwykle, by zapolowac na jakas
          niewiescia cnote i juz nie wrocil. Baron postanowil, ze przeprowadzi
          sie do klasztoru, by byc blizaj syna.


          /Tu nastepuje bardzo dlugi opis historii rodu Barona itp, itd, lecz
          my juz sobie darujemy i skupimy sie na biezacej akcji./



          Peppe le Mocco...
          • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 06.10.07, 10:06
            Peppe le Mocco poznym wieczorem dotarl do wynajmowanego domku obok
            winnicy. Zawsze wynajmowal ten domek - dawna bude pasterska - gdy
            przybywal w te okolice. Z daleka dostrzegl, ze w domku swieci sie
            swiatlo. Byl odwazny - wszedl smialo. W jego ulubionym fotelu ujrzal
            nieznajoma kobiete.
            - Pewnie zdziwiles sie, dlaczego w wynajmowanym przez ciebie domku
            obok winnicy sieci sie swiatlo, a teraz dziwisz sie jeszcze
            bardziej,gdy w swoim ulubionym fotelu ujrzales nieznajoma kobiete...
            - odezwala sie nie pytana nieznajoma kobieta.
            - Tak jest w istocie - odpowiedzial Peppe. Rzeczywiscie : nieznajoma
            czytala dokladnie w jego myslach.
            - Pozwol wiec, ze sie przedstawie - rzekla nieznajoma.
            • Gość: vifxen Re: Opowieść.... IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.07, 18:17
              wołają na mnie Islabella, gdyż boją się wypowiedzieć moje prawdziwe
              imię. Jestem pewna, że ty, Peppe, również będziesz się bać -
              nieznajoma wstała, a długie, miedziane włosy mieniącą kaskadą
              rozsypały sie jej na plecach - przygotowany musisz byc bowiem na to,
              co przynoszę. a powiem, że nie przynoszę dobrych wieści... -
              Islabella zawiesiła głos, a puls Peppe gwałtownie przyspieszył. co
              gorsza, nie zanosiło się na to, by zaczął zwalniać. mężczyzna
              chwiejnym krokiem podszedł do okna, otworzył je i zaczerpnął
              świeżego powietrza. Do wynajmowanego domku obok piwnicy wtargnął
              zimny podmuch, niosąc ze sobą nie tak dawno jeszcze przecież
              szumiące liście.
              - JESIEŃ.- Głosem podobnym do burzy powiedziała Islabella.
              Peppe zamarł. - jesteś wróżką?
              • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 25.10.07, 18:55
                - Jestem na twoich uslugach, bede tym, kim zachcesz. Ale do rzeczy :
                jakie dzialania po naradzie z Baronem ? - Islabella niemal
                niezauwazenie porzucila romantyczna nute.
                • Gość: vifxen Re: Opowieść.... IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.07, 20:59
                  Peppe szerzej otworzył oczęta.
                  -ty wiesz? - zapytał inteligentnie.
                  -a i owszem- odparła. w kącikach jej pełnych ust pojawił się
                  szyderczy uśmieszek.
                  -dobrze więc- po chwili wahania podjął Peppe - ustaliliśmy, że
                  nieślubny syn Barona musi zniknąć, i to skutecznie. zagraża zarówno
                  moim, jak i jego, interesom. twoim, domyślam się, też.
                  - i kto tu jest wróżką, Peppe? -perlisty śmiech Islabelli echem
                  odbił się od ścian wynajmowanej chatki- zastanowiliście się jednak,
                  kto... zniknie tego bękarta? Gavin? -oczy rozbłysły jej gorącą żądzą
                  • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 25.10.07, 21:04
                    - Gavin ? Nie, to byloby zbyt proste, by nie rzec prostackie. Uczyni
                    to Szynkarz. Sek w tym, aby uczynil to tak, by jeszcze przez jakis
                    czas po jego zniknieciu nieslubny syn Barona byl widziany i slyszany
                    w okolicy...- rzekl spokojnie Peppe.
                    - Tak, zwlaszcza slyszany...- zamyslila sie Islabella. - A czyz nie
                    lepiej i prosciej posluzyc sie tym draniem, ktory podaje sie za
                    Lapacza Smokow ? - jej oczy zasmialy sie nad wyraz czujnie. -
                    Przypomne ci tylko, ze to on jako jedyny nie chcial wyprobowac ze
                    mna pozycji 69...
                    • Gość: vifxen Re: Opowieść.... IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.07, 21:23
                      -więc czy wydaje cie się wystarczająco inteligentny? Łapacz
                      Smoków... - na twarzy Peppe wprost widać było kłębiące sie myśli -
                      musimy to jeszcze przedyskutować z Baronem. Łapacz może być za
                      drogi, jak na nasze skromne środki. Chyba, że...
                      - Chyba, że co?
                      - nic, nic. tak tylko myślę. pamietasz Mariettę? tę urzekająco
                      piękną, urzekająco zdolną, urzekająco...
                      - pamiętam, pamiętam - ostro przerwała mu Islabella - ta wulgarna
                      małolata. co z nią?
                      - więc, Baron jakiś czas temu porwał ją Łomotaczowi i zamknął w
                      piwniczce. W niedzielę w Osstin jest targ niwolników.
                      • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 25.10.07, 21:30
                        - Drogi Peppe, masz nieaktualne wiadomosci, calkiem¨, jakbys czytal
                        wczorajsza gazete...- zakpila jawnie Islabella.- Targ jest odwolany.
                        Ale wiesz, pomyslalam przez chwile o Tiborze Jano, detektywie... Czy
                        nie byloby to przewrotne, gdyby to detektyw zniknal nieslubnego syna
                        Barona...ha, uzywajac do swych niecnych celow rzeznickich nozy
                        Szynkarza ? - zasmiala sie zlowrogo.

                        Tibor Jano nie czul sie dobrze. Czul, ze cos wisi w powietrzu, nie
                        potrafil jednak zidentyfikowac zrodla zagrozenia.

                        • Gość: vifxen Re: Opowieść.... IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.07, 21:43
                          było jakoś tak... duszno. i jesiennie. Tibor był zmęczony. Bardzo
                          zmęczony. A co gorsza, nie zapowiadało się na żadne zmiany. Wstał od
                          zasłanego papierzyskami biurka, podszedł do ostatniej butelki lewej
                          gorzałki, trzęsącymi się dłońmi nalał odrobinę do brudnej szklanki
                          i jednym haustem wypił wszystko.
                          - ehhh... -stęknął cichutko - ehhh...
                          wtem, zupełnie bez ostrzeżenia, zaraz przy uchu detektywa, z
                          prędkoscią strzały przeleciała strzała i z cichym "tąąp" wbiła się w
                          drewniany filar. dookoła dzrewca zawinięty był zapisany drobnym,
                          pochyłym pismem pergamin..

                          <tak na marginesie, I, jeśli chodzi o pisanie, wymiatasz :P>
                          • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 25.10.07, 23:29
                            Nieslubny syn Barona konczyl przygotowania do wyjazdu. Wraz o ojcem
                            zdecydowali, ze lepiej bedzie, jesli przez czas jakis swoja
                            bytnoscia nie bedzie draznil okolicznych mieszkancow.
                            - Synu. - rzekl kilka dni wczesniej Baron. - Lepiej bedzie, jesli
                            przez czas jakis nie bedziesz draznil swoja bytnoscia okolicznych
                            mieszkancow. Niektorzy, co prawda, przywykli do wyczynianych przez
                            ciebie ekscesow, lecz jak zdazyles zapewne zauwazyc, mamy tu kilku
                            nowych gosci, ktorych twoja bytnosc w okolicy drazni. Jedz wiec na
                            poludnie, zamieszkasz chwilowo u mego brata a twego stryja. Powino
                            ci sie tam spodobac.
                            - Tak uczynie, Ojcze. Uczynie, jak przystalo na poslusznego syna.
                            - Lecz nim odjazd twoj nastapi, prosze cie o maly popis. Pobuszuj
                            nieco po okolicy, tak aby cie raczej slyszano niz widziano. Ot,
                            powiedzmy, zabaw sie w gre :"Ktos mnie zniknal". Mam nadzieje, ze
                            nie stawiam ci zbyt wielkich wymagan i poradzisz sobie znakomicie.
                            - Ojcze, prawde mowiac wpadlem przed kilku dniami na ten sam pomysl.
                            Ciekaw jestem, jakie tego beda efekty. Mam nadzieje, ze opiszesz mi
                            to wszystko w listach.



                            • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 26.10.07, 01:46
                              Lapacz Smokow wygramolil sie spod sterty lisci, gdzie spedzil, jak
                              mu sie zdawalo cala noc, choc tak naprawde bylo to ledwie kilka
                              godzin.
                              - Tam, do czarta...- zamamrotal.Przed kilku godzinami wpadl w sterte
                              lisci wracajac z popijawy u Barona. Od niejakiego czasu zblizyli sie
                              ku sobie. I mimo, ze Baron wciaz nie mial sprecyzowanych planow
                              wobec Lapacza Smokow, to nie przeszkadzalo mu biesiadowanie w jego
                              towarzystwie.
                              Lapacz Smokow byl lekko zdezorientowany. Pamietal, ze przybyl do
                              Barona poznym wieczorem, tego popili, ale czy kontynuacja nastapila
                              rankiem czy dopiero wieczorem - tego nie byl w stanie sobie
                              przypomniec. I za zadne skarby nie przysiaglby, czy w tej chwili
                              zapada zmierzch czy tez swita. Zaczal rozgladac sie nerwowo -
                              przypomnial sobie bowiem, ze przeciez opuszczajac Barona, obiecal mu
                              odniesc Szynkarzowi naostrzone rzeznickie noze. Przeszukal dokladnie
                              sterte lisci, w ktorej spal, lecz nie natrafil na chocby jeden noz.
                              • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 26.10.07, 18:03
                                W ciezkim powietrzu czuc bylo nadciagajaca burze.
                                • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 26.10.07, 22:00
                                  Depresja Lapacza Smokow siegnela apogeum. Nie namyslajac sie wiele
                                  wyjal z wewnetrznaj kieszeni resztke alkoholu nabytego poprzedniego
                                  wieczora na melinie prowadzonej nielegalnie przez Szynkarza.
                                  Pociagnal dlugi lyk i jeszcze jeden, mniejszy. Butelka byla pusta.
                                  Lapacz Smokow popatrzyl w gore na ciemniejace chmury.
                                  - A co mi tam...- powiedzial do siebie.
                                  Ze szlufek wydostal pasek. Na jednym jego koncu zawiazal solidna
                                  petle, drugi zas przwiazal na konarze.
                                  - Nigdy nie bylem prawdziwym Lapaczem Smokow...Raczej kims, kto za
                                  Lapacze Smokow sie podaje...Jedynego Smoka widzialem w dziecinstwie,
                                  mieszkal po sasiedzku i wcale sie mnie nie bal ani przede mna nie
                                  uciekal...- monologowal czlowiek, ktory nieslusznie podawal sie za
                                  Lapacza Smokow.
                                  Wlozyl glowe we wczesniej na jednym koncu paska zawiazana petle.
                                  - Zegnaj swiecie.- To byly jego ostatnie slowa.
                                  Agonia nie trwala dlugo.

                                  W tym samym czasie koczujacy w lesie nieslubny syn Barona poszukiwal
                                  schronienia przed nadciagajaca ulewa. W jarze poczal wygrzebywac
                                  nisze, by sie w niej skryc. Ulewa runela nagle. Nieslubny syn Barona
                                  byl z siebie dumny, ze potrafil wymyslec tak dobre schronienie przed
                                  deszczem. Nagle piorun uderzyl w drzewo rosnace na skarpie, pod
                                  ktora nieslubny syn Barona wygrzebal nisze, ktora miala byc jego
                                  schronieniem. Drzewo przewrocilo sie przywalajac nieslubnego syna
                                  Barona ogromna iloscia piachu i ziemi. Mimo dramatycznych prob
                                  ratunku nieslubny syn Barona udusil sie pod ogromna iloscia piachu i
                                  ziemi.

                                  Na prowadzonej przez siebie nielegalnej melinie Szynkarz liczyl swoj
                                  nielegalny zarobek. Nagle za jego plecami pojawila sie postac o
                                  niewyraznych konturach. Takie przynajmniej wrazenie odniosl Szynkarz
                                  widzac odbicie tejze postaci w starym lustrze.
                                  • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 27.10.07, 01:35
                                    Szynkarz od dawna mial problemy z sercem. Ciagle wizyty komornikow
                                    zrujnowaly mu system nerwowy. Widzac kontur nieznanej postaci w
                                    lustrze Szynkarz doznal szostego w tym polroczu ataku miesnia
                                    sercowego i zmarl natychmiast.


                                    Peppe le Mocco zabawial sie z Islabella w zaciszu wynajmowanego
                                    domku. Podniosl sie z loza, by zamknac okno przed spodziewana burza
                                    i ulewa. Nagly podmuch wichru szarpnal okiennica uderzajac Peppe
                                    rama okienna w skron. Z otwartej rany buchnela krew. Islabella
                                    probujac isc na pomoc Peppe nadepnela na odlamki szkla z wybitej
                                    szyby ¨tak nieszczesliwie, ze padajac na podloge drugim kawalkiem
                                    tej samej, jedynej zreszta w izbie szyby rozciela sobie tetnice
                                    szyjna. Kochankowie umierali broczac krewia, ktora laczyla ich
                                    drgajace ciala w jedno.
                                    • Gość: bkc Re: Opowieść.... IP: *.oc.oc.cox.net 27.10.07, 04:52
                                      Drogi "I", dziękję za zaproszenie do tego wątku, lecz niestety
                                      jestem zbyt leniwa, by sledzić akcję i nie zepsuć tworu Twojej weny
                                      nieopatrznym wtrętem;-) Będe tu zaglądać... Pozdrawiam mile.
                                      • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 27.10.07, 04:54
                                        :)
                                    • Gość: ORT Re: Opowieść.... IP: *.net.external.hp.com 29.10.07, 01:34
                                      Smierc stanela nad cialami kochankow lezacych w kaluzy cieplej
                                      jeszcze krwi. Stalowa kosa blysnela w ciemnosci gdy Smierc szykowal
                                      sie do zadania ostatecznego ciosu przecinajacego te dwie delikatne
                                      blekitne linie zycia laczace cialo z dusza. Juz mial uderzyc gdy
                                      ogarnelo go zwatpienie, zawachal sie. Cos mu tu nie pasowalo.
                                      Pogrzebal pod polami swego czarnego jak smola plaszcza i wyciagnal
                                      dwie malutkie srebrne klepsydry. W obu znajdowalo sie jeszcze
                                      calkiem sporo piasku. Tu sie cos nie zgadza - pomyslal. Tym dwoje
                                      zostalo jeszcze sporo czasu. No coz bledy zdarzaja sie nawet takiemu
                                      profesjonaliscie jak Smierc. POpatrzyl przez chwile na gasnace
                                      linie, wyszperal telefon komorkowy i wyrecil numer..

                                      Halo, Pogotowie? Chcialbym zglosic wypadek...


                                      • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 30.10.07, 14:55
                                        Tibor Jano drzaca reka nalewal wino Baronowi.
                                        - Ten "l" na s wszystkich wykonczy - powiedzial drzacym glosem.
                                        - Uspokoj sie, Tiborze - probowal uspokaja go Baron. - Cos mi
                                        sie zdaje, ze znalezlismy obronce...
                                        - Smierc po naszej stronie... - Tibor Jano byl przerazony.
                                        • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 01.11.07, 16:55
                                          - Coz - rzekl Baron. - Na wojnie i w milosci wszystkie chwyty sa
                                          dozwolone...
                                          - Ha, ale z czym mamy do czynienia ? - wyszeptal wciaz drzacy Tibor
                                          Jano.
                                          - Z miloscia na pewno nie ! - zaryczal krzepko Baron.
                                          • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 02.11.07, 12:22
                                            - Baronie - rzekl po chwili Tibor - Slyszalem gdzies, ze na przyklad
                                            w takim Meksyku Dzien Zaduszny jest swietem, wszyscy raduja sie
                                            itd...
                                            - Owszem, lecz to inna kultura. - rzeczowo odrzekl Baron. - Jesli
                                            myslisz, ze bede cieszyl sie na swa smierc - grubo sie mylisz. Ja
                                            pragne Smierc wykorzystac do wlasnych, jeszcze nie sprecyzowanych
                                            celow.
                                            • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 04.11.07, 20:53
                                              - Czy moge ci w jakis sposob pomoc ? - spytal Tibor. - Nie bede
                                              ukrywal, ze mam do ciebie zaufanie a niejako przy okazji chcialbym
                                              uratowac swoje zycie...
                                              - Tak, mozesz mi pomoc. Musze sprecyzowac swoje plany, a poniewaz mi
                                              ufasz, niejako przy okazji mozesz uratowac swoje zycie.- powiedzial
                                              mile polechtany Baron.
                                              • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 05.11.07, 04:31
                                                - Konczy nam sie wino.- rzekl Tibor Jano z nieukrywanym smutkiem.
                                                - Proponuje, bysmy przeniesli sie do nielegalnej meliny Szynkarza,
                                                ha, mniemam, ze cos tam znajdziemy, a przy okazji nie bedziemy
                                                zmuszeni nic placic...
                                                - Tak, akceptuje twoj pomysl, Tiborze. - odrzekl Baron.- Kto wie,
                                                jak potoczy sie nasza wyprawa. Zreszta, nielegalna melina Szynkarza
                                                to dobre miejsce, by ukryc sie przed krwi zadnym "l".
                                                Poszli.
                                                • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 05.11.07, 18:40
                                                  W drodze zatrzymywali sie kilka razy, by podziwiac cudowne jesiene
                                                  pejzaze...
                                                  • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 05.11.07, 23:33
                                                    W szynku bylo pusto, jak nigdy do tej pory.
                                                    - Baronie, zauwaz, jak tu pusto. Jak nigdy do tej pory - odezwal sie
                                                    pierwszy Tibor, gdy weszli w progi szynku.
                                                    - Tak. -na tyle tylko zdobyl sie Baron.
                                                    Rozejrzal sie po wnetrzu. Sprawialo dziwne wrazenie. Baron nie znal
                                                    dobrze wszystkich zakamarkow domostwa, zapragnal wiec teraz, gdy
                                                    nikt nie mogl mu przeszkodzic, rozejrzec sie po dawnej wlasnosci
                                                    Szynkarza.
                                                  • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 06.11.07, 04:14
                                                    - Baronie,tak sobie mysle,ze teraz,gdy nikt nie moze ci
                                                    przeszkodzic,mozesz smialo rozejrzec sie po dawnej posiadlosci
                                                    Szynkarza...- zaczal Tibor,lecz Baron przerwal mu zdecydowanym
                                                    ruchem dloni.
                                                    - Juz wiem, wiem ! - zakrzyknal Baron. - Wiem, czego mi brakowalo !
                                                    Brakowalo mi C I E B I E , Tiborze. Do tej pory nigdy nie moglem,
                                                    nie potrafilem sprecyzowac swoich mysli ani planow, a teraz T Y
                                                    robisz to za mnie ! I robisz to D O S K O N A L E !- wykrzykujac
                                                    pochwaly pod adresem Tibora Baron rzucil mu sie na szyje i poczal
                                                    obsciskiwac.
                                                    - Baronie, Baronie - dyszal zaskoczony Tibor. - Byc moze w jakims
                                                    tam stopniu jestem ci pomocny, ale musisz pamietac, ze tylko
                                                    wzajemnie sobie pomagajac mozemy uratowac skore, a poza tym wcale
                                                    nie musisz rzucac mi sie na szyje a tym bardziej obsciskiwac.
                                                  • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 06.11.07, 23:46
                                                    - Dobrze, dobrze.- Baron powstrzymal swa radosc z powodu odkrycia
                                                    pomocnika w precyzowaniu swychmysli i planow.
                                                  • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 06.11.07, 23:46
                                                    - Dobrze, dobrze.- Baron powstrzymal swa radosc z powodu odkrycia
                                                    pomocnika w precyzowaniu swychmysli i planow.
                                                  • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 07.11.07, 04:44
                                                    - Baronie, napijmy sie alkoholu z nielegalnej meliny Szynkarza i
                                                    pomyslmy o planach na najblizsza przyszlosc - zaproponowal Tibor
                                                    Jano.
                                                    - Masz racja, Tiborze - oderzekl Baron. - Najrozsadniej bedzie napic
                                                    sie teraz alkoholu z nielegalnie prowadzonej przez Szynkarza meliny
                                                    i pomyslec o planach na najblizsza przyszlosc !
                                                    - Zdradz mi Baronie - odezwal sie Tibor, gdy napili sie po tegim
                                                    lyku - czy byles Baronie przyjacielem Szynkarza, czy dobrze go
                                                    znales ?
                                                    - Coz... - ostroznie zaczal Baron. Mial juz kontynuowac swoj wywod,
                                                    choc jeszcze nie sprecyzowal w myslach planow swej odpowiedzi, gdy
                                                    obaj uslyszeli swidrujacy uszy swist.
                                                  • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 07.11.07, 05:22
                                                    - A coz to... - nie dokonczyl Tibor chwytajac sie za zraniona dlon.
                                                  • Gość: vifxen Re: Opowieść.... IP: *.wroclaw.mm.pl 07.11.07, 18:29
                                                    a nie dokończył, bowiem po pierwszej, powietrze przeszyła kolejna
                                                    strzała. i kolejna. i, co gorsza, kolejna. z młodego, zdolnego
                                                    detektywa, razem z czerwoną krwią wypływało życie.
                                                    kto by się spodziewał, że Baron potrafi krzyczeć tak wysokim głosem?
                                                    i kto by się spodziewał, że ktoś zareaguje? drzwi do pomieszczenia
                                                    otwarły się z hukiem
                                                  • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.coprosys.cz 07.11.07, 18:46
                                                    Baron wciaz zdezorientowany jakze szybkim rozwojem wypadkow nie
                                                    wzial pod uwage, ze drzwiami szarpnal jedynie wiatr.
                                                  • Gość: vifxen Re: Opowieść.... IP: *.wroclaw.mm.pl 08.11.07, 16:12
                                                    znikąd pomocy. Baron mógł tylko patrzec, jak Tibor żegna się z
                                                    życiem. ale, w tej smutnej chwili, wcale nie myślał o nim. myślał o
                                                    swoim synu, Nieslubnym Synu Barona, od którego już bardzo długo nie
                                                    dostał żadnych wieści.

                                                    w tym samym mieście, w tym samym czasie, ale w zupełnie innych
                                                    okolicznościach, na świat przyszedł bóg. I, jak to bogowie mają w
                                                    zwyczaju, urósł. I, z czego bogowie są jeszcze bardziej znani niż z
                                                    szybkiego dorstania, postanowił namieszać, popsuć plan misternie
                                                    układany przez Chaos.
                                                  • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 08.11.07, 16:39
                                                    Smoki, jak to mialy w zwyczaju, przystanely na brzegu lasu. Niosly
                                                    ludziom nowa partie swych jaj, oczywiscie przez ludzi nie
                                                    zamawianych. Cisza panujaca wokol szynku nieco ich zadziwila. Do
                                                    glowy przyszly im dwa mozliwe wytlumaczenia : albo wszyscy upili sie
                                                    do nieprzytomnosci, albo umarli lub zostali zabici. Owszem, istniala
                                                    jeszcze trzecia wersja, sugerowana swego czasu przez azahece, ze
                                                    mogli zostac spaleni przez Smoki, ale znow : Smoki wie-
                                                    dzialy, ze tego nie uczynily, a zreszta ten gatunek Smokow nie mial
                                                    mozliwosci ziania ogniem.
                                                  • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 08.11.07, 17:29
                                                    - Wiecie co, bracia i siostry ?- odezwal sie jeden ze Smokow -
                                                    Azaheca przed chwila znow zaproponowala, bysmy w jakikolwiek sposob
                                                    ulzyli ludziom, o ile jeszcze pozostali przy zyciu...
                                                    - No dobrze, ale w jaki sposob - rzekl inny.
                                                    - Nie mam pojecia- padla odpowiedz. - Azaheca wie, ze nie mamy
                                                    mozliwosci ziania ogniem...
                                                    - Wiec moze najzwyczajniej w swiecie przegalopujemy po okolicy ! -
                                                    padla propozycja z tylu.
                                                    - Nie jest to glupi pomysl - rzekl ktorys inny. - Wezmy jednak pod
                                                    uwage, ze potem ktos przegalopowac moze po nas - dodal
                                                    refleksyjnie...


                                                    * * *


                                                    Baron, wciaz zaskoczony sytuacja, w jakiej sie znalazl, nie zwrocil
                                                    uwagi na Smoki stojace na skraju lasu. Tym bardziej wiec nie mogl
                                                    sprecyzowac swych mysli, co mialo brzemienne dla niego skutki...
                                                  • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.coprosys.cz 08.11.07, 20:39
                                                    Powstal na rowne nogi, dopil nielegalnie niegdys sprzedawany przez
                                                    Szynkarza alkohol, ktory dzis mial za frico. Czknelo mu sie.
                                                    Spojrzal na zwloki Tibora Jano.
                                                    "Mial niezle zadatki na mojego przyjaciela..." - pomyslal.A kiedy
                                                    juz zaczal myslec wspomnial swego nieslubnego syna. Nieslubnego syna
                                                    Barona. Pomyslal tez po chwili o innych zmarlych w okolicy.
                                                    Pierwszym jego odruchem byla chec ich pochowania, ale od dziecinstwa
                                                    brzydzil sie pochowkami.
                                                    Podjal jedyna decyzje, na jaka bylo go stac w obecnej chwili.
                                                  • Gość: vifxen Re: Opowieść.... IP: *.wroclaw.mm.pl 09.11.07, 19:40
                                                    gdyby nie było mu tak bardzo żal nielegalnego trunku Szynkarza,
                                                    pewnie polałby zwłoki alkoholem i wychodząc z pomieszczenia, strącił
                                                    rąbkiem płaszcza oliwną lampę. ale było mu żal. wyszedł więc bez
                                                    tego.
                                                    miasto w środku nocy obfitowało jak zwykle w różnego rodzaju
                                                    przyjemności-te tanie, niebezpieczne ze względu na choroby, i te
                                                    drogie, stanowczo ZA drogie.
                                                    -mistrzu! Mistrzu!- głosy z okien kusiły. Baron jednak, pchany jakąś
                                                    dziwną siłą, nie zważał na nie. nie zważał na nic. na czerwone
                                                    światło na przejściu dla pieszych niestety też. wóz zaprzężony w dwa
                                                    ogromne woły ledwo wyhamował.
                                                    -baran!- krzyczał woźnica.
                                                    -baron.- poprawił cichutko Baron. i szedł dalej. aż doszedł na skraj
                                                    lasu.
                                                  • Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.coprosys.cz 09.11.07, 20:25
                                                    * * *

                                                    - Nadchodzi Baron -rzekl jeden ze Smokow. - Dziwne. Nadchodzi sam. Dziwne, ze w ogole ktos nadchodzi...
                                                  • Gość: l - male L Re: Opowieść.... IP: *.coprosys.cz 09.11.07, 21:11
                                                    - Hm, w zasadzie nigdy nie pragnely naszych jaj, nie gustowaly w nich... - sprytnie zauwazyl inny.
                                                    - Mimo, ze dostawali je od nas za darmo... - dalo sie slyszec glos trzeciego.
                                                  • Gość: vifxen Re: Opowieść.... IP: *.wroclaw.mm.pl 09.11.07, 21:16
                                                    -a my w pocie i trudzie składaliśmy je dla nich. Niewdzięcznicy!
                                                    Jest sprawiedliwość na Swiecie?- zapytał czwarty, głosem tak
                                                    rozżalonym, że wszystkim było go żal
                                                    -nie ma! krzyknęły S(!)moki chórem i na raz-dwa-trzy pobiegły w
                                                    kierunku Barona
                                                  • Gość: l - male L Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 10.11.07, 11:13
                                                    Baron umarl ze starosci na wysepce nieopodal Archipelagu Smokow.

                                                    Smoki przestaly znosic jaja, na ktore nie bylo popytu.

                                                    Zwloki Scholastyki nigdy nie zostaly poddane autopsji.

                                                    Dobranoc.



                                                    K O N I E C
                                                  • Gość: vifxen Re: Opowieść.... IP: *.wroclaw.mm.pl 10.11.07, 11:24
                                                    KONIEC? no wiesz... a Nieślubny Syn Barona?

                                                    ale i tak mysle że to opowiadanie odniosłoby sukces. ;)
                                                  • Gość: l - male L Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 10.11.07, 11:30
                                                    Wyjasnienia dla nieuwaznych czytelnikow. 1,

                                                    Nieslubny syn Barona zginal przeciez pod zwalami blota i gliny
                                                    chroniac sie w wykopanej przez siebie nieumiejetnie kryjowce podczas
                                                    wielkiej ulewy,jakaprzeszla nad okolica w pewna jesienna noc.
                                                  • Gość: vifxen Re: Opowieść.... IP: *.wroclaw.mm.pl 10.11.07, 11:48
                                                    taaak? i uważasz że to odpowiednia śmierć? ;)
                                                  • Gość: l - male L Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 10.11.07, 13:38
                                                    Och, o sposobach zadawania smierci zawsze mozna podyskutowac.
                                                    Wazne jest, moim zdaniem to, ze sam sobie zgotowal taki los. Mogl
                                                    przeciez schronic sie w nielegalnie przez Szynkarza prowadzonej
                                                    melinie lub w wiejskim domku nalezacym niegdys do Peppe le Mocco...
                                                    A poza tym : mimo, iz mial swietne wychowanie, nie nalezal w
                                                    mlodosci do skautow i nie potrafilby przezyc trudow dalekiej
                                                    podrozy... itd. Nie zapominajmy i o tym, ze to na nieslubnego syna
                                                    Barona padlo swego czasu,niesluszne zreszta, podejrzenie o
                                                    dokonywane w okolicy mordy...



                        • azaheca Re: Opowieść.... 25.10.07, 21:44
                          Jakoś nie urzeka mnie ta historia
                          czas do domu...a i jeść się zachciało;-)
    • Gość: l - male L Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 10.11.07, 13:55
      Specjalnie - choc nie tylko - dla vifxen :

      * * *

      forum.gazeta.pl/forum/71,1html?f=49681
    • Gość: l - male L Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 10.11.07, 14:01
      No to moze tak :

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?=49681
      • bogdanekb Re: Opowieść.... 10.11.07, 14:19
        mam !

        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=49681
        • bogdanekb vifxen... 09.12.07, 22:21
          :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka