Gość: Henxe IP: *.retsat1.com.pl 27.05.07, 20:38 Pewnego dnia Scholastyka poszła do studni po wodę. Niosła wielkie zielone wiadro, na które nikt nie zwróciłby uwagi, gdyby nie to, że............ Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Stefcia Rudecka Re: Opowieść.... IP: *.chello.pl 27.05.07, 21:20 krwawe szczatki Hermana, miast leżeć starannie w środku, bezczelnie wystawały na cały Boży świat. -Ło Jezu, pomyliłam wiadra!- prychnęła z irytacją w połowie drogi. Zawróciła na pięcie i czym prędzej pomknęła z powrotem do klasztoru, kierując się ku tylnej bramie. Gdyby obejrzała się za siebie... Odpowiedz Link Zgłoś
aangra Re: Opowieść.... 27.05.07, 21:39 ...musiałaby dojrzeć,nieszczęsna,posępne oblicze skryte w krzaku różanecznika.Mam Cię Scholastyko,wyszeptał nieślubny syn barona Von Klaineschlohena,gdyż on to był..Znam Twój sekret,teraz będziesz.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stefcia Rudecka Re: Opowieść.... IP: *.chello.pl 27.05.07, 22:03 ...mi powolną...Powolną mi będziesz...!- zaniósł się szyderczym, złym śmiechem. -ędziesz...ędziesz...- niosło echo wśród bogu ducha winnego różanecznika. "Bum! Bum!"- rozległo się od strony bramy. To Scholastyka znów zapomniała kluczy. Odpowiedz Link Zgłoś
aangra Re: Opowieść.... 27.05.07, 22:36 -O,w mordę-mruknęła swym wdzięcznym,acz uczciwie przyznać trzeba,dość niskim,jak na dziewczę,głosem.Groch,stanowczo za dużo grochu.Mówiłam Pafnucemu,żeby przynajmniej raz w miesiącu wydał na obiad co innego.Groch nie działa mi dobrze na pamięć.Nie tylko na pamięć zresztą-ta myśl uderzyła ją nagle jak młotem... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marian Paździoch Re: Opowieść.... IP: *.opek.com.pl 28.05.07, 11:08 Ale również na... łolaboga gdzie kibel? NIE WYTRZYMAM. - Otwierajta te wrota, bo jak nie, to... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 01.10.07, 00:16 - Nie otworze ! - W takim razie uzyjemy Romka G. jako tarana ! - Nie zrobicie tego - bylby wstyd na cala wies...Byly wicepremier w moim obejsciu...Spalilabym sie ze wstydu ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: L Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 02.10.07, 01:08 "Trza mi trzezwo myslec" - pomyslala Scholastyka.I jela ukladac w myslach odpowiednie odpowiedzi na niespodziewany atak slowny niespodziewanych gosci.Lecz goraczkujacy brzuch nie sprzyjal goraczkowym myslom, tym bardziej, ze nie byla do konca trzezwa... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 03.10.07, 00:01 Podpierajac sie kijem sluzacym do podporki ruszyla w kierunku lasu. Las szumial. Szumialy liscie. " Jak dobrze, ze liscie jeszcze na drzewach "- myslala o szumiacych na drzewach lisciach, ktorych juz po niedlugim czasie miala spory w kieszeni zapas. " Zrobie z szumiacych jeszcze przed chwila lisci uzytek" - bylo to dla niej usprawiedliwienie, miala bowiem niejasne przeczucie, ze zrywajac z drzew liscie postepuje niegodnie, ni pozwalajac im sie wyszumiec. Lecz do jesieni bylo daleko i nie lezaly nieszumiace zlote, zolte czy rdzawe liscie - ktore po wyszumieniu sie opadly na ziemie - na ziemi. Scholastyce pozostalo teraz jedynie znalezc duzy krzak, gdzie moglaby oddac sie temu, po co zwykle za duzy krzak sie chadza czujac nacisk ukladu trawienego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mariolka Re: Opowieść.... IP: *.chello.pl 03.10.07, 00:17 -Poooszłooo!- stęknęła z widocznym wysiłkiem nasza dzielna bohaterka, zrzuciwszy brzemię ze swego ciała. Po czym zaszeleściła kilkoma dużymi liśćmi, obwieściwszy w ten sposób okolicy tę radosną wiadomość. Nie tracąc ni chwili (pamiętamy ciągle o tajemniczej zawartości wiadra, porzuconego nie wiadomo gdzie kilka postów wyżej) wygładziła habit i z wężową zwinnością pomknęła w stronę bram klasztoru, w których okienku tkwił ciągle niewdzięczny furtian z szyderczym uśmieszkiem na ustach. Uśmiechał się i uśmiechał...Nie mógł przecież przewidzieć, nawet w najczarniejszym scenariuszu, wydarzeń, które rychło jęły toczyć się jedno po drugim, niby koszmarne i niszczące domino... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 03.10.07, 03:17 W tym samym czasie, gdy Scholastyka oddawala sie czynosciom fizjologicznym, w gospodzie na rozstajach drog Peppe le Mocco konczyl piata juz partie domina rozgrywana ze starym szynkarzem, ktorego we wsi i zamku pogardliwie Szynkarzem nazywano. Peppe le Mocco nie wzial sie tu znikad : zwyczajowo wlasnie o tej porze roku przybywal w te okolice, by wsluchiwac sie w szum lisci. Szumiace liscie byly dla niego odtrutka po dniach spedzonych na polowie ryb, na jeziorach w sasiednim hrabstwie. Peppe le Mocco mial juz swoje lata, choc nie wygladal na swoj wiek. Pytany o swoj wiek odpowiadal nieodmiennie, cytujac Piotra Kaczkowskiego : - Czasem lat mam cztery, a czasem cztery tysiace. Nikt nie bral jednak tego na powaznie, gdyz wiadomo bylo powszechnie, ze nie posiadal zadnego dokumentu, ktory by te slowa potwierdzal. Nie bylo tez swiadkow jego narodzin czy dorastania, ktorzy mogliby potwierdzic date - chocby w przyblizeniu - jego narodzin lub okresu dorastania. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 03.10.07, 04:59 - Dolej mi jeszcze wina, szynkarzu - Peppe zwrocil sie pogardliwie do Szynkarza, proszac, by ten nalal mu wina. - Oczywiscie, Moj Drogi - odpowiedzial Szynkarz. Szynkarz juz od kilku lat mial ochote na wyznanie milosci Peppe, lecz wrodzona niesmialosc powodowala, ze nie mogl sie zdobyc na wyznanie mu swej milosci tlumionej juz od kilku lat.- Czy zagramy jeszcze jedna partie domina - spytal nieco niesmialo, pragnac zagrac z Peppe jeszcze jedna partie domina. - Nie - odrzekl Peppe.- Nie mam juz ochoty grac w domino, wolalbym raczej warcaby - dodal. Nie mial juz ochoty grac w domino, a poniewaz w szynku z gier stolikowych do wyboru bÿly jedynie warcaby i domino nie myslac dlugo wybral warcaby. - Oczywiscie, sluze Ci, Peppe - rzekl Szynkarz usluznie podajac Peppe zestaw do gry w warcaby.- Oto zestaw do gry w warcaby, jak sobie zyczysz. Á propos, czy wiesz Peppe, ze po czesku warcaby to Dama ? - zapytal Szynkarz. - Oczywiscie wiem, ze po czesku warcaby to Dama - spokojnie odrzekl Peppe. - Ilekroc tu bywam zawsze mnie o to pytasz. Szynkarz za kazdym razem, gdy Peppe le Mocco u niego bywal, pytal, czy wie, ze po czesku warcaby to Dama. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 04.10.07, 12:29 - Sluchaj Szynkarzu - Peppe jak gdyby przygotowwywal sie do powiedzenia czegos waznago. - Mam ci do powiedzenia cos waznego.Otoz mam wrazenie, ze od dluzszego czasu podkochujesz sie we mnie i nie masz smialosci, by wyznac mi swa milosc. Na te slowa Szynkarz zapragnal, by pochlonela go ziemia. "Rozstap sie ziemio..."- pomyslal zyczeniowo Szynkarz, zaskoczony dobitnymi slowy Peppe. - Ha, chyba zaskoczylem cie dobitnymi slowy i mysle, ze modlisz sie teraz do ziemi, by sie rozstapila, ale zareczam ci : ona nie chce cie pochlanac. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mariolka Re: Opowieść.... IP: *.chello.pl 04.10.07, 13:26 -Na koniec coś ci powiem- rzucił wstając ostentacyjnie od stołu- Faza rokokoko daleko za nami, skończ waść więc z tym przerostem formy nad treścią. To irytujące. Zawiesił na Szynkarzu kpiące spojrzenie, po czym leniwym ruchem zgasił mu na czole skręta, zostawiając czerwony ślad w idealnie okrągłym kształcie. Jeszcze przez wiele bezsennych nocy ślad ten, pieszczotliwie badany opuszkami palców, zapamiętany przez nie w każdym najmniejszym fragmencie swojej chropowatej powierzchni, kontemplowany w lustrach i zwierciadłach, przywoływany w pamięci mimo prostacko wciśniętego nań kapelusza, dostarczał Szynkarzowi wzruszeń i pełnych fantazji scenariuszy... Pokutował później za nie, biczując plecy podług wskazówek wioskowego spowiednika, lecz nawet najdotkliwsza kara nie była w stanie powstrzymać namiętności, palącej go z dnia na dzień coraz goręcej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 04.10.07, 14:19 Tymczasem Scholastyka biegajac nerwowo po lesie w poszukiwaniu zaginionego wiadra nie wiedziec czemu coraz glebiej pograzala sie w myslach. Myslala o tym, jak dobrze jest umiec myslec, bo o tym, ze potrafi myslec nikt jej do tej pory nie powiadomil. Wspomniala swego dawnego narzeczonego, ktory zapowiadal sie dobrze jako pomocnik szynkarza w jej rodzinej wiosce. Czesto, kiedy polegiwali po chwilach cielesnego uniesienia czlowiek ow zapalal skreconego z suszonych lisci skreta i odzywal sie jakby od niechcenia : -Mysle, ze zima tego roku bedzie mrozna... lub : -Mysle, skad zdobyc kapital zakladowy na budowe szynku... lub tez : - Mysle, ze jesli szynk moj bedzie mial dobre prosperity, to moglbym smialo stac sie inwestorem gieldowy... Raz jeden wyrwalo sie Scholastyce : - Mysle, co by ... Nie dokonczyla, gdyz slowo "mysle" nagle ja porazilo i urwalo zaczeta wypowiedz. A chciala jedynie napomnknac swemu narzeczonemu, ze jesli tylko on zechce, bez zadnych wahan czy obiekcji zostanie jego zona i uodzi mu tylu malych szynkarzykow, ilu on zapragnie. Teraz jednak... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 04.10.07, 16:42 ...myslala intensywnie - nie zdajac sobie sprawy z tego faktu. Pafnucy - niewierny kochanek, agent do specjalnych poruczen Barona, donosiciel tajnych i jawnych sluzb, hodowca bialego groszku - ze zniecierpliwieniem oczekiwal powrozu Scholastyki. Jedynie on wiedzial, ze jej dawny narzeczony prowadzi dzialalnosc gastronomiczna w barze na rozdrozu. Aby nikt iny sie o tym fakcie nie dowiedzial, juz nastepnego dnia po zatrudnieniu Scholastyki - a bylo to czterdziesci dwa lata temu - obwiescil swiatu, iz w gospodzie na rozdrozu kazdego wieczora ukazuje sie duch jego ojca i nie zwazajac na nic porywa dusze i ciala goszczacych tam ludzi w nieznane czelusci piekiel. Prawda byla nieco inna a przy tym banalna : otoz sam Pafnucy otruwszy,bedac dzieckiem swego ojca /wlal mu trucizne do ucha/ zakradal sie wieczorami do szynku, molestowal seksualnie Szynkarza, nastepnie sie z nim upijal a w drodze powrotnej planowal morderstwo Barona. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 06.10.07, 17:11 Krwawe szczatki Hermana byly halucynacja Scholastyki. Baron zasypial spokojnie rozwazajac za i przeciw pozycji 69. Jego syn przestawal straszyc wyjadwszy uprzednio jaja z gniazda przepiorki. Szynkarz leczyl rany na czole spowodowane atakiem Peppe le Mocco. Peppe le Mocco spedzil upojna noc z nieznajoma. Nieznajoma miala 3 orgazmy. Pafnucy upil sie do nieprzytomnosci w samotnosci. Zwloki Scholastyki odkryto po tygodniu. KONIEC ROZDZIALU PIERWSZEGO Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: L Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 06.10.07, 17:12 ROZDZIAL DRUGI Dwa tygodnie po opisanych wczesniej wydarzeniach. Szynkarz z kpiacym usmiechem... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 08.10.07, 12:22 ostrzyl rzeznickie noze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lala Re: Opowieść.... IP: 213.195.230.* 08.10.07, 21:04 Nie uslyszal krokow na schodach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 10.10.07, 14:02 Nie mogl ich uslyszec. Dzwiek ostrzonych rzeznickich nozy zagluszylby odglos krokow na schodach, nawet wtedy, gdyby to byly skrzypiace schody. Szynkarz jednak dbal o swe schody, nie lubial, gdy skrzypialy. Kazda wolna od pracy chwile poswiecal na drobne domowe naprawy i polepszanie swych warunkow bytowych. Schody nie byly wyjatkiem. Na idealnie nieskrzypiacych schodach nie bylo nigdy slychac krokow stapajacych po nich osob. Jedyna osoba, ktora od kilkudziesieciu lat stapala po nieskrzypiacych nigdy schodach byl sam Szynkarz. Nie byl wiec takze przyzwyczajonych do odglosu innych krokow na schodach niz swoje wlasne. Prawde mowiac dziwnie poczulby sie Szynkarz, gdyby uslyszal odglos krokow na schodach. Mogloby to miec nieobliczalne skutki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 10.10.07, 16:32 Jednak w tej chwili Szynkarz byl tak skoncentowany na ostrzeniu rzeznickich nozy, ze gdyby nawet schody zaskrzypialy, nie zwrocilby na ten fakt uwagi. Nikomu wiec nic nie grozilo i nie nalezalo sie spodziewac jakichkolwiek nieobliczalnych skutkow. Po schodach stapal Baron. Byla to jego pierwsza wizyta u Szynkarza. Zwykle o tej poznej porze zasypial w swoim wygodnym lozu roztrzasajac wady i zalety pozycji 69, gdyz bedac mocno wstawionym jedynie wspomienia dawnych milosnych igraszek paletaly sie po zdegenerowanych zwojach mozgowych. Dzis jednak nastapil kryzys. We wczesnych godzinach popoludniowych Baron wypil ostatni kielich wysaczony z ostatniej butelki porto, jaka posiadal. Od tygodnia, kiedy to o swicie znaleziono zwloki Scholaqstyki, Baron przeczuwal, ze chwila taka kiedys nadejdzie. Stalo sie tak, bowiem za sluzbe podziekowal Pafnucy. Pafnucy podziekowal za sluzbe, bowiem to w jego ogrodzie znaleziono zwloki Scholastyki. Wokol znalezionych przed tygodniem zwlok Scholastyki najpierw zebral sie tlum gapiow, ktorzy zupelnie niechcacy zadeptali niemal polowe uprawy grochu. Ich dziela dokonczyli funkcjonariusze sluzb tajnych, jawnych i niewiadomych badajacy kazdy slad w ogrodzie i okolicy mogacy wyjasnic tajemnicza smierc Scholastyki. Pafnucy nie mogac sie pogodzic z utrata swoich upraw i zdajac sobie sprawe z faktu, iz do konca swego nedznego zycia nie bedzie w stanie przeprowadzic zaplanowanych przez siebie eksperymentow polegajacych na krzyzowaniu roznych odmian grochu, ktore to krzyzowanie stanowic by moglo dowod popierajacy wymyslona przez niego teorie o pochodzeniu gatunkow, ¨podziekowal za posade Baronowi i nieniepokojony przez nikogo wyjechal przed kilkoma dniami do Szwajcarii.(Powiadano po wielu latach, ze przybral tam artystyczny pseudonom Karol Darwin i wiodl klasztorne zycie, ale w tych okolicach nie dawano wiary plotkom). Do tej pory po potrzebna wieczorna flaszke Baron wysylal Pafnucego, tego wieczora jednak nie majac wyjscia Baron sam zmuszony byl udac sie na meline prowadzona nielegalnie przez Szynkarza, by zakupic a nastepnie wypic wieczorna porcje alkoholu pozwalajaca mu spokojnie pograzyc sie w rowazaniach o wadach i zaletach pozycji 69, by nastepnie zasnac blogim snem pijanego Barona. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 11.10.07, 08:05 Stanawszy na najwyzszym stopniu totalnie nieskrzypiacych schodow Baron zatrzymal sie. Zaczerpnal dluzszy oddech. Przez niedomkniete drzwi uslyszal odglosy ostrzenia rzeznickich nozy. Baron nigdy wczesniej nie slyszal tych dzwiekow, lecz w tej chwili nie myslal, by marnowac czas na odgadywanie ich zrodla - pragnienie spozycia alkoholu przytlumilo wrodzona ciekawosc Barona do odgadywania zrodel nieznanych dzwiekow. Zapukal smialo do drzwi, zapukal odwaznie : wiedzial, ze zza drzwi uslyszy odpowiedz - jakakolwiek, ale uslyszy. Wewnatrz przeciez ktos przebywal. Moglby nie uslyszec odpowiedzi, gdyby za drzwiami przebywala osoba glucha, lecz Baron Szynkarza o gluchote nie podejrzewal. Dzwieki ostrzonych rzeznickich nozy urwaly sie nagle, jak gdyby ktos je ucial rzeznickim nozem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 11.10.07, 14:15 - Zaoszczedzisz spora dawka energii a byc moze ujdziesz calo, jesli zastukasz ponownie a nie bedziesz mial przy sobie dwunastu dolarow na zakup alkoholu w prowadzonej przeze mnie nielegalnej melinie - uslyszal Baron ostrzezenie zza drzwi. Tak Szynkarz ostrzegal zza drzwi kazdego, kto pragnal nabyc alkohol w prowadzonej przez niego nielegalnej melinie, a nie mial przy sobie dwunastu dolarow. - Mam zadana przez ciebie kwote - szybko odpowiedzial Baron. Szynkarz drgnal - przysiaglby, ze znal ten glos, lecz nie slyszal go nigdy zza drzwi prowadzonej przez siebie nielegalnej meliny. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 15.10.07, 23:56 - Wejdz, przybyszu - Szynkarz zaprosil ni to znajomego, ni to nieznajomego. W otwartych drzwiach stanal Baron. - Zdziwi cie pewnie moja tu i tej porze wizyta. Nie wdawajmy sie jednak w dyskusje - daju mi dwie flaszki, przyjmij forse i powiedz grzecznie : "Do jutra". - Mam lepsza propozycje, Baronie - rzekl Szynkarz wstajac od stolu i kierujac sie w strone wielkiej komody, w ktorej przechowywal nielegalnie przez siebie sprzedawany alkohol.Tak, rozpoznal w przybylym Barona. - Podejrzewam, ze za chwile uslysze od ciebie ciekawa propozycje - przerwal mu Baron. - Moze brzmiec mniej wiecej tak :" Po kiego diabla bedziesz sie Baronie petal po nocy, usiadz u mnie, wypijemy, pogadamy a jesli poczujesz sie znuzony - mozesz u mnie przenocowac. Mam nie gorsze warunki niz ty u siebie i zareczyc moge, ze nie bede probowal molestowac cie seksualnie ". Rzeczywiscie, byly to slowa, ktore mial zamiar wypowiedziec Szynkarz. Nie dal jednak poznac po sobie, jak wielkie wrazenie wywolala na nim przenikliwosc Barona. Tu gosc podniosl reke dajac znac gospodarzowi, ze ma jeszcze kilka slow do powiedzenia. - Przystaje na twoja wspanialomyslna propozycje. Podaj alkohol, zakaske i papierosy, usiadzmy, napijmy sie i, jesli zechcesz, mozemy pogawedzic.Mam jedynie mala prosbe : nie wspominajmy o smierci nieszczesnej Scholastyki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 16.10.07, 05:03 Zakonczyli o swicie. - Ciesze sie, zesmy sie dogadali - zmeczony ciezka noca, lecz na swoj sposob szczesliwy wydawalbyc sie Szynkarz. - Tak, to nie byla stracona noc. Chetnie odwiedzilbym cie dzis wieczorem, lecz chyba bede zmuszony odchorowac nasza balange - mimo zmeczenia i skutkow wypitego alkoholu Baron wydawalby sie byc szczesliwym.- Czuje potrzebe rewanzu za mily wieczor. Bede ci wdzieczny, jesli odwiedzisz mnie dzis wieczorem. Oczywiscie nie zapomnij o odpowiedniej dawce...Ech, nie potrzebuje ci o tych sprawach przypominac. - Nie, wcale nie musisz mi o tym przypominac- odrzekl Szynkarz. - Co zas tyczy sie rzeznickich nozy przeze mnie wczorajszego wieczora solidnie naostrzonych, to pozwol, ze ja ci je przyniose. - Owszem, zgoda. A teraz badz tak mily i wezwij jakis transport dla mnie. W tym samym czasie, o switaniu Peppe le Mocco siodlal swego wierzchowca. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 16.10.07, 18:51 Byl w swietnym nastroju po kolejnej nocy spedzonej z nieznajoma, ktora dotychczas nie wyjawila mu swego imienia ani celu, w jakim przybyla. Peppe le Mocco nie zdawal sobie sprawy ani nawet nie mogl przypuszczac, ze od lekarza, do ktorego sie wlasnie wybieral dowie sie straszliwej wiesci. KOPROFAGIA... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 17.10.07, 03:04 Wlasciwie nie mial zadnej pilnej sprawy do zalatwienia u lekarza. Do ciaglych bolow glowy dawno sie przyzwyczail, urwana w czasie jednej z licznych przezen wojen noga zgnila nie wiadomo gdzie a zezik nadawal mu podobno uroku. Dziwne swedzenie w brzuchu, ktore pojawilo sie przed kilkoma dniami nie bylo zbyt dokuczliwe, ale postanowil tego nie lekcewazyc - zbyt wiele w swym zyciu widzial... I wlasnie w tymze miejscu popelnil fatalny blad. Dowiedziawszy sie, co tez jego wspaniala nieznajoma dodawala mu od kilku dni do posilkow postanowil polozyc temu kres. Upiwszy sie w miescie podazyl z wolna ku szynkowi na rozstajach, by tam wypozyczyc od Szynkarza jeden z jego slynnych rzeznickich nozy. Nie dotarl jednak do celu zbyt szybko. Tuz za miastem napotkal bowiem nieslubnego syna Barona. Spotkanie to mialo dziwny dla obu przebieg. Nieslubny syn Barona wielokrotnie i chetnie widywal sie z Peppe le Mocco wymieniajac z nim regularnie plotki na temat okolicznych mieszkancow i ich codziennego zycia, dzis jednak Peppe nie mial najmniejszej ochoty poczestowac nieslubnego syna Barona batonikiem Prince Polo, jakich kilka zwykle mial przy sobie. Peppe burknal jedynie niegrzeczne powitanie i juz mial wyminac nieslubnego syna Barona, gdy nagle kon potknal sie o niestarannie ulozona kostke brukowa, wierzgnal i zrzucil Peppe na ziemie. Peppe stacil przytomnosc. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 17.10.07, 05:25 Peppe le Mocco ocknal sie dopiero po tygodniu. Zwloki Scholastyki wciaz czekaly na sekcje. Baron niecierpliwie oczekiwal przybycia Szynkarza. Szynkarz przeprowadzal remanent kontrolny w szynku. Nieslubny syn Barona ukradl w sklepie Prince Polo. Natomiast inni... KONIEC CZESCI DRUGIEJ CZESC TRZECIA Deszcz nie ustawal juz trzeci dzien. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 17.10.07, 16:58 Byl to ciezki okres dla wszystkich. Szynkarzowi ujawniono wielka superate i zmuszony byl podwoic nielegalna sprzedaz alkoholu na prowadzonej przez siebie nielegalnej melinie, by zarobic na splate nalozonej nan grzywny. Nieslubny syn Barona mokl nieustanie w lesie, gdyz mimo posiadania dobrego wyksztalcenia i wychowania aBSOLUTNIE NIE ZNAL SIE NA BUDOWANIU SZALASOW. Nieznajoma kochanka Peppe le Mocco by sie utrzymac zaczela uprawiac nierzad w szynku. Zwloki Scholastyki nadal gnily. Baron zastanawial sie juz nie tylko nad zaletami i wadami pozycji 69, lecz przemysliwal takze o rzuceniu nalogu alkoholowego, gdyz ten negatywnie wplywal na stan jego finansow. Natomiast... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 18.10.07, 12:31 Natomiast ogolna ciekawosc wzbudzil przybyly niemal wraz z deszczem w te okolice Lapacz Smokow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 19.10.07, 13:53 Bylo to o tyle dziwne, ze w okolicy juz do czterech lat nie widziano zadnego smoka. Wszystkie wyprowadzily sie do sasiedniego powiatu, a jesli pojawialy sie, to tylko na dzien, dwa, aby odwiedzic znajomych i podarowac im kilka jaj. Swego czasu Szynkarz zaproponowal im jajczany interes, lecz smoki propozycje odrzucily, bowiem nie potrzebowaly pieniedzy : zywily sie stokrotkami, ktorych na okolicznych polach mialy pod dostatkiem,alkohol natomiast pedzily sobie same z rownie obficie wystepujacych zrodel podziemnych wody oligocenskiej. Tym niemniej... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 20.10.07, 16:15 Tym niemniej, gdy tylko Lapacz Smokow pojawial sie w szynku, gdzie jak zwykle w czasie deszczu gromadzila sie okoliczna elita, zasypywano go deszczem pytan o zlapane przezen smoki. Ludzie zadali oden opisow krwawych potyczek, dokumentacji medialnej,okazania orderow. Lapacz Smokow zwykle zaczynal z grubej rury, mowiac : - Onegdaj pewien krol znajac moja odwage i zaslugi dla innych wladcow, jesli idzie o lapanie smokow, przyslal do mnie swego poslanca... I choc opowiesc zaczynala sie zachecajaco, sluchacze odwracali sie od Lapacza Smokow, gdyz zyjac na co dzien ze smokami znali ich zwyczaje i wiedzieli, ze fajne sa z nich kolesie i do wypitki i do wybitki (hoc!). Upijal sie wtedy Lapacz Smokow do oporu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 22.10.07, 17:22 Trudno bylo zyc Lapaczowi Smokow. Nie mogl znalezc bratniej duszy... Znalazlby ja niechybnie w Peppe le Mocco, gdyby nie to, ze... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 23.10.07, 06:12 ...ten, nawet po ocknieciu sie z tygodniowego letargu nie wykazywal zapalu do kontaktow towarzyskich. Natomiast Baron, ktory czynil pewne przymiarki, by zdobyc zaufanie Lapacza Smokow, zostal przezen potraktowany dosc grubiansko. Baron mial swoje, nie do konca sprecyzowane jeszcze plany wzgledem Lapacza Smokow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 23.10.07, 16:08 - Posluchaj, czlowiecze - rzekl podsuwajac mu kolejna szklanke legalnie przez Szynkarza sprzedawanego wina - mysle troche przewrotnie, ze przyjechales tu nie po to, by lapac Smoki. O tym, ze te wyniosly sie od nas kilka lat temu wiedza wszyscy Prawdziwi Lapacze Smokow, wiec omijaja nasza okolice. Malo tego - oni z reguly i dla zasady omijaj miejsca w ogole podejrzewane o to, ze moga tam byc Smoki. Zawod Lapacza Smokow to cos podobnego do zawodu Poszukiwacza Latajacego Holendra. Czy wiesz, ze kiedy kilka statkow natknelo sie swego czasu na Latajacego Holendra, zaden statek wiecej nie poplynal w tamte okolice ? Oczywiscie, ze o tym nie wiedziales... - Co, co takiego ? - wybelkotal czlek mieniacy sie Lapaczem Smokow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 24.10.07, 23:17 - Mozesz byc sobie Baronem czy innym Hrabia, ale jesli myslisz, ze przekupisz mnie alkoholem, by miec jakowys pozytek z moich umiejetnosci przy lapaniu Smokow, to sie grubo mylisz. Zostaw mi butelczyne i spieprzaj, Baronie. Czuje zreszta, ze twoje plany wobec mnie nie sa do konca sprecyzowane. Idz wiec na ubocze, namysl sie dobrze, przyjdz z konkretna propozycja a w drodze powrotnej nie zapomnij o kolejnej butelce dla mnie. Adieu. Baron przelknal te slowa. Daly mu one duzo do myslenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 24.10.07, 23:46 Baron odstapil od Lapacza Smokow i skierowal sie w kierunku Szynkarza. "- Coz to za zagadkowy czlek - myslal. - Nawet pijany wiedzial, ze nie mam wobec niego sprecyzowanych planow. Moze to i lepiej, ze moje plany wobec niego nie sa jeszcze sprecyzowane, bo co mogloby sie stac, gdybym mial plany sprecyzowane ? Hm, moglby na przyklad wyjawic je innemu czlowiekowi, ktory zaplaqci za wypita przezen butelke alkoholu...Ale z drugiej strony nie powino mnie to nazbyt martwic, gdyz jestem jedyny, ktory placi za pity przez niego alkohol. Hm, wcale wiac nie musze sie spieszyc ze sprecyzowaniem wobec niego planow..." - nagly ciag mysli Barona przerwal swym tubalnym glosem nie kto inny jak Peppe le Mocco : - O czymze tak dumasz Baronie ? Zaskoczony Baron zdebial. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 25.10.07, 01:30 - Le Mocco ? - wysapal. - Dochodzily mnie sluchy, zes ciezko kontuzjowany i nieprzytomny lezysz juz od tygodnia... - Klamstwo - oznajmil ze stoickim lub pozorowanym na stoicki spokojem.- Jeszcze jedno male klamstwo. Kazalem tak rozglosic twemu synowi, gdy ocucil mnie po fatalnym upadku z konia. Podreptalem spokojnie do siebie i nakazalem mojej pieknej nieznajomej, by ulozyla mnie w lozu, przygotowala zapas jadla a sama poszla miedzy ludzi, niby to puszczac sie dla zarobku... - Rzeczywiscie...-rzekl coraz bardziej zdziwiony opowiescia Peppe Baron. - Twoja nieznajoma rzeczywiscie weszla miedzy ludzi i zaczela sie puszczac dla zarobku...Sam nawet mialem z nia kilkakrotnie przyjemnosc, ale zapewniam cie, ze oplacilem jej uslugi hojnie...- usprawiedliwianie sie nalezalo wedlug Barona do dobrego tonu. Odpowiedz Link Zgłoś
mario320 Re: Opowieść.... 25.10.07, 04:40 - Dajze spokoj, Baronie - nonszalancko odrzekl Peppe. - Wcale nie jestem zazdrosny o nieznajoma, wiecej - ciesze sie, ze i zarobila troche od ciebie, i pomogla ci rozwiazac niektore z trapiacych cie dylematow na temat zalet i wad pozycji 69. Ale ja nie o tym... Otoz wiedziec musisz, ze wyslalem nieznajoma miedzy ludzi takze z innego powodu. Jeszcze wiosna doszly mnie sluchy, ze w nasze okolice przybyc zamierza niejaki Tibor Jano, znany tu i owdzie tajny detektyw na sluzbie naszego wladcy. Jest ponoc dobrym czlowiekiem, jednak charakteryzuje go nadmierne upodobanie do roznego rodzaju przebieranek i kamuflazy. No wiec kiedy od mojej nieznajomej uslyszalem, ze przybyl do nas Lapacz Smokow, od razu bylem niemal pewny, ze to Tibor. A trzeba ci wiedziec Baronie, ze od dawna pragnalem drania poznac... - Czy jego przybycie moze miec zwiazek z niewyjasniona dotychczas smiercia Scholastyki - Baron ozywil sie wyraznie na niesamowita wrecz opowiesc Peppe le Mocco. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 25.10.07, 05:13 - Nie interesuje mnie tamta sprawa - ucial Peppe. Nie interesowala go wcale nie wyjasniona sprawa smierci Scholastyki.- Baronie ! - Peppe zmienil ton z pouczajacego na bardziej poufaly - A moze pogadamy o tym i owym grajac w warcaby i pijac wino ? - Z wielka ochota - zgodzil sie Baron, nie przeczuwajac w jakie klopoty sie pakuje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 25.10.07, 14:04 Zamowiwszy potezny dzban wina i przekaski zasiedli do gry w warcaby. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 25.10.07, 16:12 Baron wylosowal czerwone kamienie. Wzdrygnal sie nieco. - Widze Baronie, ze sie nieco wzdrygnales po wylosowaniu czerwonych kamieni - z nieukrywana kpina powiedzial Peppe. - Bedac przasadnym czlowiekiem czerwien kojarzysz z krwia... Ciekaw jestem z czym kojarzy ci sie czarny kolor - ja wylosowalem kamienie czarne. - Jestem przesadny, owszem. - Przyznal Baron.- Ale dlaczego od razu : krew ? Warcaby sa gra stolikowa, rownie dobrze moglismy wybrac domino... - Po pierwsze to ja wybieralem gre, natomiast, by cie nieco pocieszyc powiem, ze kolor czarny zawsze kojarzy mi sie z pieklem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 25.10.07, 17:58 - Peppe, czy aby nie przesadzasz ? - ofuknal sie Baron. - A co to moze cie obchodzic ! - powiedzial szybko Peppe. - Zreszta : omowmy pewne sprawy, ktore,nas obu zajmuja. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 05.10.07, 14:21 Dzis jednak nie mial zamiaru isc do szynku. Nie dosc, ze czakal na spozniona Scholastyke, ktora nie zwykla sie spozniac, to przeczuwal, ze w szynku moze bawic Peppe le Mocco, o ktorym wiedzial, ze lowienie ryb to jedynie przykrywka dla szpiegowskiej dzialalnosci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 05.10.07, 19:17 Na dodatek humor psul mu jeszcze nieslubny syn Barona. Czlowieczek ten - mizernej postury za to o silnym glosie byl od kilku lat postrachem okolicy. Przywieziony wkrotce po urodzeniu do klasztoru otrzymal nalezyte wychowanie i wyksztalcenie godne jego pozycji, jednak w pewnym momencie zdziwaczal, zdziecinnial i przestal przestrzegac - niezbyt surowych zreszta - zasad ustanowionych przez przelozonych klasztoru. Niektorzy widzieli w tym zly wplyw reformy szkolnictwa przeprowadzonej w swoim czasie przez zastepce przeora Romanusa, inni winili Kwasobura - wlasciciela winnicy lezacej na zboczach okolicznych wgorz. Baronicz otoz mimo jego wielokrotnych prosb i nalegan nie zasmakowal w alkoholu. Od kobiet okolicznych nie stronil - wrecz przeciwnie. Trudno byloby znalezc pane, wdowe,rozwodke czy mezatke, ktora nie odmowilaby mu cielesnej uslugi. Ale Baronowicza z czasem przestaqlo to interesowac. Przed kilku laty wymknal sie z klasztoru, jak zwykle, by zapolowac na jakas niewiescia cnote i juz nie wrocil. Baron postanowil, ze przeprowadzi sie do klasztoru, by byc blizaj syna. /Tu nastepuje bardzo dlugi opis historii rodu Barona itp, itd, lecz my juz sobie darujemy i skupimy sie na biezacej akcji./ Peppe le Mocco... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 06.10.07, 10:06 Peppe le Mocco poznym wieczorem dotarl do wynajmowanego domku obok winnicy. Zawsze wynajmowal ten domek - dawna bude pasterska - gdy przybywal w te okolice. Z daleka dostrzegl, ze w domku swieci sie swiatlo. Byl odwazny - wszedl smialo. W jego ulubionym fotelu ujrzal nieznajoma kobiete. - Pewnie zdziwiles sie, dlaczego w wynajmowanym przez ciebie domku obok winnicy sieci sie swiatlo, a teraz dziwisz sie jeszcze bardziej,gdy w swoim ulubionym fotelu ujrzales nieznajoma kobiete... - odezwala sie nie pytana nieznajoma kobieta. - Tak jest w istocie - odpowiedzial Peppe. Rzeczywiscie : nieznajoma czytala dokladnie w jego myslach. - Pozwol wiec, ze sie przedstawie - rzekla nieznajoma. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vifxen Re: Opowieść.... IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.07, 18:17 wołają na mnie Islabella, gdyż boją się wypowiedzieć moje prawdziwe imię. Jestem pewna, że ty, Peppe, również będziesz się bać - nieznajoma wstała, a długie, miedziane włosy mieniącą kaskadą rozsypały sie jej na plecach - przygotowany musisz byc bowiem na to, co przynoszę. a powiem, że nie przynoszę dobrych wieści... - Islabella zawiesiła głos, a puls Peppe gwałtownie przyspieszył. co gorsza, nie zanosiło się na to, by zaczął zwalniać. mężczyzna chwiejnym krokiem podszedł do okna, otworzył je i zaczerpnął świeżego powietrza. Do wynajmowanego domku obok piwnicy wtargnął zimny podmuch, niosąc ze sobą nie tak dawno jeszcze przecież szumiące liście. - JESIEŃ.- Głosem podobnym do burzy powiedziała Islabella. Peppe zamarł. - jesteś wróżką? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 25.10.07, 18:55 - Jestem na twoich uslugach, bede tym, kim zachcesz. Ale do rzeczy : jakie dzialania po naradzie z Baronem ? - Islabella niemal niezauwazenie porzucila romantyczna nute. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vifxen Re: Opowieść.... IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.07, 20:59 Peppe szerzej otworzył oczęta. -ty wiesz? - zapytał inteligentnie. -a i owszem- odparła. w kącikach jej pełnych ust pojawił się szyderczy uśmieszek. -dobrze więc- po chwili wahania podjął Peppe - ustaliliśmy, że nieślubny syn Barona musi zniknąć, i to skutecznie. zagraża zarówno moim, jak i jego, interesom. twoim, domyślam się, też. - i kto tu jest wróżką, Peppe? -perlisty śmiech Islabelli echem odbił się od ścian wynajmowanej chatki- zastanowiliście się jednak, kto... zniknie tego bękarta? Gavin? -oczy rozbłysły jej gorącą żądzą Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 25.10.07, 21:04 - Gavin ? Nie, to byloby zbyt proste, by nie rzec prostackie. Uczyni to Szynkarz. Sek w tym, aby uczynil to tak, by jeszcze przez jakis czas po jego zniknieciu nieslubny syn Barona byl widziany i slyszany w okolicy...- rzekl spokojnie Peppe. - Tak, zwlaszcza slyszany...- zamyslila sie Islabella. - A czyz nie lepiej i prosciej posluzyc sie tym draniem, ktory podaje sie za Lapacza Smokow ? - jej oczy zasmialy sie nad wyraz czujnie. - Przypomne ci tylko, ze to on jako jedyny nie chcial wyprobowac ze mna pozycji 69... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vifxen Re: Opowieść.... IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.07, 21:23 -więc czy wydaje cie się wystarczająco inteligentny? Łapacz Smoków... - na twarzy Peppe wprost widać było kłębiące sie myśli - musimy to jeszcze przedyskutować z Baronem. Łapacz może być za drogi, jak na nasze skromne środki. Chyba, że... - Chyba, że co? - nic, nic. tak tylko myślę. pamietasz Mariettę? tę urzekająco piękną, urzekająco zdolną, urzekająco... - pamiętam, pamiętam - ostro przerwała mu Islabella - ta wulgarna małolata. co z nią? - więc, Baron jakiś czas temu porwał ją Łomotaczowi i zamknął w piwniczce. W niedzielę w Osstin jest targ niwolników. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 25.10.07, 21:30 - Drogi Peppe, masz nieaktualne wiadomosci, calkiem¨, jakbys czytal wczorajsza gazete...- zakpila jawnie Islabella.- Targ jest odwolany. Ale wiesz, pomyslalam przez chwile o Tiborze Jano, detektywie... Czy nie byloby to przewrotne, gdyby to detektyw zniknal nieslubnego syna Barona...ha, uzywajac do swych niecnych celow rzeznickich nozy Szynkarza ? - zasmiala sie zlowrogo. Tibor Jano nie czul sie dobrze. Czul, ze cos wisi w powietrzu, nie potrafil jednak zidentyfikowac zrodla zagrozenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vifxen Re: Opowieść.... IP: *.wroclaw.mm.pl 25.10.07, 21:43 było jakoś tak... duszno. i jesiennie. Tibor był zmęczony. Bardzo zmęczony. A co gorsza, nie zapowiadało się na żadne zmiany. Wstał od zasłanego papierzyskami biurka, podszedł do ostatniej butelki lewej gorzałki, trzęsącymi się dłońmi nalał odrobinę do brudnej szklanki i jednym haustem wypił wszystko. - ehhh... -stęknął cichutko - ehhh... wtem, zupełnie bez ostrzeżenia, zaraz przy uchu detektywa, z prędkoscią strzały przeleciała strzała i z cichym "tąąp" wbiła się w drewniany filar. dookoła dzrewca zawinięty był zapisany drobnym, pochyłym pismem pergamin.. <tak na marginesie, I, jeśli chodzi o pisanie, wymiatasz :P> Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 25.10.07, 23:29 Nieslubny syn Barona konczyl przygotowania do wyjazdu. Wraz o ojcem zdecydowali, ze lepiej bedzie, jesli przez czas jakis swoja bytnoscia nie bedzie draznil okolicznych mieszkancow. - Synu. - rzekl kilka dni wczesniej Baron. - Lepiej bedzie, jesli przez czas jakis nie bedziesz draznil swoja bytnoscia okolicznych mieszkancow. Niektorzy, co prawda, przywykli do wyczynianych przez ciebie ekscesow, lecz jak zdazyles zapewne zauwazyc, mamy tu kilku nowych gosci, ktorych twoja bytnosc w okolicy drazni. Jedz wiec na poludnie, zamieszkasz chwilowo u mego brata a twego stryja. Powino ci sie tam spodobac. - Tak uczynie, Ojcze. Uczynie, jak przystalo na poslusznego syna. - Lecz nim odjazd twoj nastapi, prosze cie o maly popis. Pobuszuj nieco po okolicy, tak aby cie raczej slyszano niz widziano. Ot, powiedzmy, zabaw sie w gre :"Ktos mnie zniknal". Mam nadzieje, ze nie stawiam ci zbyt wielkich wymagan i poradzisz sobie znakomicie. - Ojcze, prawde mowiac wpadlem przed kilku dniami na ten sam pomysl. Ciekaw jestem, jakie tego beda efekty. Mam nadzieje, ze opiszesz mi to wszystko w listach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 26.10.07, 01:46 Lapacz Smokow wygramolil sie spod sterty lisci, gdzie spedzil, jak mu sie zdawalo cala noc, choc tak naprawde bylo to ledwie kilka godzin. - Tam, do czarta...- zamamrotal.Przed kilku godzinami wpadl w sterte lisci wracajac z popijawy u Barona. Od niejakiego czasu zblizyli sie ku sobie. I mimo, ze Baron wciaz nie mial sprecyzowanych planow wobec Lapacza Smokow, to nie przeszkadzalo mu biesiadowanie w jego towarzystwie. Lapacz Smokow byl lekko zdezorientowany. Pamietal, ze przybyl do Barona poznym wieczorem, tego popili, ale czy kontynuacja nastapila rankiem czy dopiero wieczorem - tego nie byl w stanie sobie przypomniec. I za zadne skarby nie przysiaglby, czy w tej chwili zapada zmierzch czy tez swita. Zaczal rozgladac sie nerwowo - przypomnial sobie bowiem, ze przeciez opuszczajac Barona, obiecal mu odniesc Szynkarzowi naostrzone rzeznickie noze. Przeszukal dokladnie sterte lisci, w ktorej spal, lecz nie natrafil na chocby jeden noz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 26.10.07, 18:03 W ciezkim powietrzu czuc bylo nadciagajaca burze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 26.10.07, 22:00 Depresja Lapacza Smokow siegnela apogeum. Nie namyslajac sie wiele wyjal z wewnetrznaj kieszeni resztke alkoholu nabytego poprzedniego wieczora na melinie prowadzonej nielegalnie przez Szynkarza. Pociagnal dlugi lyk i jeszcze jeden, mniejszy. Butelka byla pusta. Lapacz Smokow popatrzyl w gore na ciemniejace chmury. - A co mi tam...- powiedzial do siebie. Ze szlufek wydostal pasek. Na jednym jego koncu zawiazal solidna petle, drugi zas przwiazal na konarze. - Nigdy nie bylem prawdziwym Lapaczem Smokow...Raczej kims, kto za Lapacze Smokow sie podaje...Jedynego Smoka widzialem w dziecinstwie, mieszkal po sasiedzku i wcale sie mnie nie bal ani przede mna nie uciekal...- monologowal czlowiek, ktory nieslusznie podawal sie za Lapacza Smokow. Wlozyl glowe we wczesniej na jednym koncu paska zawiazana petle. - Zegnaj swiecie.- To byly jego ostatnie slowa. Agonia nie trwala dlugo. W tym samym czasie koczujacy w lesie nieslubny syn Barona poszukiwal schronienia przed nadciagajaca ulewa. W jarze poczal wygrzebywac nisze, by sie w niej skryc. Ulewa runela nagle. Nieslubny syn Barona byl z siebie dumny, ze potrafil wymyslec tak dobre schronienie przed deszczem. Nagle piorun uderzyl w drzewo rosnace na skarpie, pod ktora nieslubny syn Barona wygrzebal nisze, ktora miala byc jego schronieniem. Drzewo przewrocilo sie przywalajac nieslubnego syna Barona ogromna iloscia piachu i ziemi. Mimo dramatycznych prob ratunku nieslubny syn Barona udusil sie pod ogromna iloscia piachu i ziemi. Na prowadzonej przez siebie nielegalnej melinie Szynkarz liczyl swoj nielegalny zarobek. Nagle za jego plecami pojawila sie postac o niewyraznych konturach. Takie przynajmniej wrazenie odniosl Szynkarz widzac odbicie tejze postaci w starym lustrze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 27.10.07, 01:35 Szynkarz od dawna mial problemy z sercem. Ciagle wizyty komornikow zrujnowaly mu system nerwowy. Widzac kontur nieznanej postaci w lustrze Szynkarz doznal szostego w tym polroczu ataku miesnia sercowego i zmarl natychmiast. Peppe le Mocco zabawial sie z Islabella w zaciszu wynajmowanego domku. Podniosl sie z loza, by zamknac okno przed spodziewana burza i ulewa. Nagly podmuch wichru szarpnal okiennica uderzajac Peppe rama okienna w skron. Z otwartej rany buchnela krew. Islabella probujac isc na pomoc Peppe nadepnela na odlamki szkla z wybitej szyby ¨tak nieszczesliwie, ze padajac na podloge drugim kawalkiem tej samej, jedynej zreszta w izbie szyby rozciela sobie tetnice szyjna. Kochankowie umierali broczac krewia, ktora laczyla ich drgajace ciala w jedno. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bkc Re: Opowieść.... IP: *.oc.oc.cox.net 27.10.07, 04:52 Drogi "I", dziękję za zaproszenie do tego wątku, lecz niestety jestem zbyt leniwa, by sledzić akcję i nie zepsuć tworu Twojej weny nieopatrznym wtrętem;-) Będe tu zaglądać... Pozdrawiam mile. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ORT Re: Opowieść.... IP: *.net.external.hp.com 29.10.07, 01:34 Smierc stanela nad cialami kochankow lezacych w kaluzy cieplej jeszcze krwi. Stalowa kosa blysnela w ciemnosci gdy Smierc szykowal sie do zadania ostatecznego ciosu przecinajacego te dwie delikatne blekitne linie zycia laczace cialo z dusza. Juz mial uderzyc gdy ogarnelo go zwatpienie, zawachal sie. Cos mu tu nie pasowalo. Pogrzebal pod polami swego czarnego jak smola plaszcza i wyciagnal dwie malutkie srebrne klepsydry. W obu znajdowalo sie jeszcze calkiem sporo piasku. Tu sie cos nie zgadza - pomyslal. Tym dwoje zostalo jeszcze sporo czasu. No coz bledy zdarzaja sie nawet takiemu profesjonaliscie jak Smierc. POpatrzyl przez chwile na gasnace linie, wyszperal telefon komorkowy i wyrecil numer.. Halo, Pogotowie? Chcialbym zglosic wypadek... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 30.10.07, 14:55 Tibor Jano drzaca reka nalewal wino Baronowi. - Ten "l" na s wszystkich wykonczy - powiedzial drzacym glosem. - Uspokoj sie, Tiborze - probowal uspokaja go Baron. - Cos mi sie zdaje, ze znalezlismy obronce... - Smierc po naszej stronie... - Tibor Jano byl przerazony. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 01.11.07, 16:55 - Coz - rzekl Baron. - Na wojnie i w milosci wszystkie chwyty sa dozwolone... - Ha, ale z czym mamy do czynienia ? - wyszeptal wciaz drzacy Tibor Jano. - Z miloscia na pewno nie ! - zaryczal krzepko Baron. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 02.11.07, 12:22 - Baronie - rzekl po chwili Tibor - Slyszalem gdzies, ze na przyklad w takim Meksyku Dzien Zaduszny jest swietem, wszyscy raduja sie itd... - Owszem, lecz to inna kultura. - rzeczowo odrzekl Baron. - Jesli myslisz, ze bede cieszyl sie na swa smierc - grubo sie mylisz. Ja pragne Smierc wykorzystac do wlasnych, jeszcze nie sprecyzowanych celow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 04.11.07, 20:53 - Czy moge ci w jakis sposob pomoc ? - spytal Tibor. - Nie bede ukrywal, ze mam do ciebie zaufanie a niejako przy okazji chcialbym uratowac swoje zycie... - Tak, mozesz mi pomoc. Musze sprecyzowac swoje plany, a poniewaz mi ufasz, niejako przy okazji mozesz uratowac swoje zycie.- powiedzial mile polechtany Baron. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 05.11.07, 04:31 - Konczy nam sie wino.- rzekl Tibor Jano z nieukrywanym smutkiem. - Proponuje, bysmy przeniesli sie do nielegalnej meliny Szynkarza, ha, mniemam, ze cos tam znajdziemy, a przy okazji nie bedziemy zmuszeni nic placic... - Tak, akceptuje twoj pomysl, Tiborze. - odrzekl Baron.- Kto wie, jak potoczy sie nasza wyprawa. Zreszta, nielegalna melina Szynkarza to dobre miejsce, by ukryc sie przed krwi zadnym "l". Poszli. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 05.11.07, 18:40 W drodze zatrzymywali sie kilka razy, by podziwiac cudowne jesiene pejzaze... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 05.11.07, 23:33 W szynku bylo pusto, jak nigdy do tej pory. - Baronie, zauwaz, jak tu pusto. Jak nigdy do tej pory - odezwal sie pierwszy Tibor, gdy weszli w progi szynku. - Tak. -na tyle tylko zdobyl sie Baron. Rozejrzal sie po wnetrzu. Sprawialo dziwne wrazenie. Baron nie znal dobrze wszystkich zakamarkow domostwa, zapragnal wiec teraz, gdy nikt nie mogl mu przeszkodzic, rozejrzec sie po dawnej wlasnosci Szynkarza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 06.11.07, 04:14 - Baronie,tak sobie mysle,ze teraz,gdy nikt nie moze ci przeszkodzic,mozesz smialo rozejrzec sie po dawnej posiadlosci Szynkarza...- zaczal Tibor,lecz Baron przerwal mu zdecydowanym ruchem dloni. - Juz wiem, wiem ! - zakrzyknal Baron. - Wiem, czego mi brakowalo ! Brakowalo mi C I E B I E , Tiborze. Do tej pory nigdy nie moglem, nie potrafilem sprecyzowac swoich mysli ani planow, a teraz T Y robisz to za mnie ! I robisz to D O S K O N A L E !- wykrzykujac pochwaly pod adresem Tibora Baron rzucil mu sie na szyje i poczal obsciskiwac. - Baronie, Baronie - dyszal zaskoczony Tibor. - Byc moze w jakims tam stopniu jestem ci pomocny, ale musisz pamietac, ze tylko wzajemnie sobie pomagajac mozemy uratowac skore, a poza tym wcale nie musisz rzucac mi sie na szyje a tym bardziej obsciskiwac. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 06.11.07, 23:46 - Dobrze, dobrze.- Baron powstrzymal swa radosc z powodu odkrycia pomocnika w precyzowaniu swychmysli i planow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 06.11.07, 23:46 - Dobrze, dobrze.- Baron powstrzymal swa radosc z powodu odkrycia pomocnika w precyzowaniu swychmysli i planow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 07.11.07, 04:44 - Baronie, napijmy sie alkoholu z nielegalnej meliny Szynkarza i pomyslmy o planach na najblizsza przyszlosc - zaproponowal Tibor Jano. - Masz racja, Tiborze - oderzekl Baron. - Najrozsadniej bedzie napic sie teraz alkoholu z nielegalnie prowadzonej przez Szynkarza meliny i pomyslec o planach na najblizsza przyszlosc ! - Zdradz mi Baronie - odezwal sie Tibor, gdy napili sie po tegim lyku - czy byles Baronie przyjacielem Szynkarza, czy dobrze go znales ? - Coz... - ostroznie zaczal Baron. Mial juz kontynuowac swoj wywod, choc jeszcze nie sprecyzowal w myslach planow swej odpowiedzi, gdy obaj uslyszeli swidrujacy uszy swist. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 07.11.07, 05:22 - A coz to... - nie dokonczyl Tibor chwytajac sie za zraniona dlon. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vifxen Re: Opowieść.... IP: *.wroclaw.mm.pl 07.11.07, 18:29 a nie dokończył, bowiem po pierwszej, powietrze przeszyła kolejna strzała. i kolejna. i, co gorsza, kolejna. z młodego, zdolnego detektywa, razem z czerwoną krwią wypływało życie. kto by się spodziewał, że Baron potrafi krzyczeć tak wysokim głosem? i kto by się spodziewał, że ktoś zareaguje? drzwi do pomieszczenia otwarły się z hukiem Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.coprosys.cz 07.11.07, 18:46 Baron wciaz zdezorientowany jakze szybkim rozwojem wypadkow nie wzial pod uwage, ze drzwiami szarpnal jedynie wiatr. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vifxen Re: Opowieść.... IP: *.wroclaw.mm.pl 08.11.07, 16:12 znikąd pomocy. Baron mógł tylko patrzec, jak Tibor żegna się z życiem. ale, w tej smutnej chwili, wcale nie myślał o nim. myślał o swoim synu, Nieslubnym Synu Barona, od którego już bardzo długo nie dostał żadnych wieści. w tym samym mieście, w tym samym czasie, ale w zupełnie innych okolicznościach, na świat przyszedł bóg. I, jak to bogowie mają w zwyczaju, urósł. I, z czego bogowie są jeszcze bardziej znani niż z szybkiego dorstania, postanowił namieszać, popsuć plan misternie układany przez Chaos. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 08.11.07, 16:39 Smoki, jak to mialy w zwyczaju, przystanely na brzegu lasu. Niosly ludziom nowa partie swych jaj, oczywiscie przez ludzi nie zamawianych. Cisza panujaca wokol szynku nieco ich zadziwila. Do glowy przyszly im dwa mozliwe wytlumaczenia : albo wszyscy upili sie do nieprzytomnosci, albo umarli lub zostali zabici. Owszem, istniala jeszcze trzecia wersja, sugerowana swego czasu przez azahece, ze mogli zostac spaleni przez Smoki, ale znow : Smoki wie- dzialy, ze tego nie uczynily, a zreszta ten gatunek Smokow nie mial mozliwosci ziania ogniem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 08.11.07, 17:29 - Wiecie co, bracia i siostry ?- odezwal sie jeden ze Smokow - Azaheca przed chwila znow zaproponowala, bysmy w jakikolwiek sposob ulzyli ludziom, o ile jeszcze pozostali przy zyciu... - No dobrze, ale w jaki sposob - rzekl inny. - Nie mam pojecia- padla odpowiedz. - Azaheca wie, ze nie mamy mozliwosci ziania ogniem... - Wiec moze najzwyczajniej w swiecie przegalopujemy po okolicy ! - padla propozycja z tylu. - Nie jest to glupi pomysl - rzekl ktorys inny. - Wezmy jednak pod uwage, ze potem ktos przegalopowac moze po nas - dodal refleksyjnie... * * * Baron, wciaz zaskoczony sytuacja, w jakiej sie znalazl, nie zwrocil uwagi na Smoki stojace na skraju lasu. Tym bardziej wiec nie mogl sprecyzowac swych mysli, co mialo brzemienne dla niego skutki... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.coprosys.cz 08.11.07, 20:39 Powstal na rowne nogi, dopil nielegalnie niegdys sprzedawany przez Szynkarza alkohol, ktory dzis mial za frico. Czknelo mu sie. Spojrzal na zwloki Tibora Jano. "Mial niezle zadatki na mojego przyjaciela..." - pomyslal.A kiedy juz zaczal myslec wspomnial swego nieslubnego syna. Nieslubnego syna Barona. Pomyslal tez po chwili o innych zmarlych w okolicy. Pierwszym jego odruchem byla chec ich pochowania, ale od dziecinstwa brzydzil sie pochowkami. Podjal jedyna decyzje, na jaka bylo go stac w obecnej chwili. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vifxen Re: Opowieść.... IP: *.wroclaw.mm.pl 09.11.07, 19:40 gdyby nie było mu tak bardzo żal nielegalnego trunku Szynkarza, pewnie polałby zwłoki alkoholem i wychodząc z pomieszczenia, strącił rąbkiem płaszcza oliwną lampę. ale było mu żal. wyszedł więc bez tego. miasto w środku nocy obfitowało jak zwykle w różnego rodzaju przyjemności-te tanie, niebezpieczne ze względu na choroby, i te drogie, stanowczo ZA drogie. -mistrzu! Mistrzu!- głosy z okien kusiły. Baron jednak, pchany jakąś dziwną siłą, nie zważał na nie. nie zważał na nic. na czerwone światło na przejściu dla pieszych niestety też. wóz zaprzężony w dwa ogromne woły ledwo wyhamował. -baran!- krzyczał woźnica. -baron.- poprawił cichutko Baron. i szedł dalej. aż doszedł na skraj lasu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: Opowieść.... IP: *.coprosys.cz 09.11.07, 20:25 * * * - Nadchodzi Baron -rzekl jeden ze Smokow. - Dziwne. Nadchodzi sam. Dziwne, ze w ogole ktos nadchodzi... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l - male L Re: Opowieść.... IP: *.coprosys.cz 09.11.07, 21:11 - Hm, w zasadzie nigdy nie pragnely naszych jaj, nie gustowaly w nich... - sprytnie zauwazyl inny. - Mimo, ze dostawali je od nas za darmo... - dalo sie slyszec glos trzeciego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vifxen Re: Opowieść.... IP: *.wroclaw.mm.pl 09.11.07, 21:16 -a my w pocie i trudzie składaliśmy je dla nich. Niewdzięcznicy! Jest sprawiedliwość na Swiecie?- zapytał czwarty, głosem tak rozżalonym, że wszystkim było go żal -nie ma! krzyknęły S(!)moki chórem i na raz-dwa-trzy pobiegły w kierunku Barona Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l - male L Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 10.11.07, 11:13 Baron umarl ze starosci na wysepce nieopodal Archipelagu Smokow. Smoki przestaly znosic jaja, na ktore nie bylo popytu. Zwloki Scholastyki nigdy nie zostaly poddane autopsji. Dobranoc. K O N I E C Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vifxen Re: Opowieść.... IP: *.wroclaw.mm.pl 10.11.07, 11:24 KONIEC? no wiesz... a Nieślubny Syn Barona? ale i tak mysle że to opowiadanie odniosłoby sukces. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l - male L Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 10.11.07, 11:30 Wyjasnienia dla nieuwaznych czytelnikow. 1, Nieslubny syn Barona zginal przeciez pod zwalami blota i gliny chroniac sie w wykopanej przez siebie nieumiejetnie kryjowce podczas wielkiej ulewy,jakaprzeszla nad okolica w pewna jesienna noc. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vifxen Re: Opowieść.... IP: *.wroclaw.mm.pl 10.11.07, 11:48 taaak? i uważasz że to odpowiednia śmierć? ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l - male L Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 10.11.07, 13:38 Och, o sposobach zadawania smierci zawsze mozna podyskutowac. Wazne jest, moim zdaniem to, ze sam sobie zgotowal taki los. Mogl przeciez schronic sie w nielegalnie przez Szynkarza prowadzonej melinie lub w wiejskim domku nalezacym niegdys do Peppe le Mocco... A poza tym : mimo, iz mial swietne wychowanie, nie nalezal w mlodosci do skautow i nie potrafilby przezyc trudow dalekiej podrozy... itd. Nie zapominajmy i o tym, ze to na nieslubnego syna Barona padlo swego czasu,niesluszne zreszta, podejrzenie o dokonywane w okolicy mordy... Odpowiedz Link Zgłoś
azaheca Re: Opowieść.... 25.10.07, 21:44 Jakoś nie urzeka mnie ta historia czas do domu...a i jeść się zachciało;-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l - male L Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 10.11.07, 13:55 Specjalnie - choc nie tylko - dla vifxen : * * * forum.gazeta.pl/forum/71,1html?f=49681 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l - male L Re: Opowieść.... IP: *.tpca-cz.com 10.11.07, 14:01 No to moze tak : forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?=49681 Odpowiedz Link Zgłoś
bogdanekb Re: Opowieść.... 10.11.07, 14:19 mam ! forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=49681 Odpowiedz Link Zgłoś