Dodaj do ulubionych

najohydniejsze zjedzone

IP: *.icpnet.pl 25.06.03, 17:23
Jadłam lody śmietankowe kiedy gołąb spuścił mi się na rękę. Myślałam, że to
kapka białego deseru i... Czy ktoś przeżył coś bardziej NIESAMOWITEGO? Niech
każdy pochwali się tym, co już skonsumował!
Obserwuj wątek
    • Gość: alka Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.icpnet.pl 25.06.03, 17:27
      o rany!!! i jak to smakowało?
      • _owca Re: najohydniejsze zjedzone 25.06.03, 18:08

        ja łyknęłam sobie rivanolu myśląc, że to oranżada...
        ____
        owca
        • Gość: verte Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.06.03, 19:40
          Nie zjedzone bo nie zjadłem tego :-) ale za to obrzydliwe na maxa.Znalazłem na
          podłodze takie cuś nie wiem co to,podnosze,kolor szary,długie na jakieś
          3cm,szerokie na 1,5 wygląda to jak duże ziarnko groszku albo duży bób.Miękkie
          w dotyku,tzrymam to przed oczami,zastanawiam sie co to właściwie jest,obracam
          w palcach,naciskam aż tu nagle to pęka i opryskuje mi twarz krwią.A był to.....
          był to kurwa na maxa wypasiony wielki kleszcz.Błlllleeeeee........
          • Gość: fu Re: najohydniejsze zjedzone IP: w3cache:* / 192.168.0.* 25.06.03, 20:19
            Gość portalu: verte napisał(a):

            > Nie zjedzone bo nie zjadłem tego :-) ale za to obrzydliwe na maxa.Znalazłem
            na
            > podłodze takie cuś nie wiem co to,podnosze,kolor szary,długie na jakieś
            > 3cm,szerokie na 1,5 wygląda to jak duże ziarnko groszku albo duży bób.Miękkie
            > w dotyku,tzrymam to przed oczami,zastanawiam sie co to właściwie jest,obracam
            > w palcach,naciskam aż tu nagle to pęka i opryskuje mi twarz krwią.A był
            to.....
            > był to kurwa na maxa wypasiony wielki kleszcz.Błlllleeeeee........

            oja pierdole ............... malo co sie nie pozyglaem
            • Gość: rycesz Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.08.03, 12:02
              A ja - sądząc, że to wino - łyknąłem z gwinta elektrolitu. Jak wyplułem spalił
              mji się rękaw koszuli. A poza tym - nic! Zyję!
        • Gość: Konefka Re: najohydniejsze zjedzone IP: 217.153.87.* 14.11.03, 15:42
          Kiedy bylam mala i wrocilam zziajana z podworka zlapalam taka butelke orezadowke
          i wypilam polowe zawartosci jednym tchem. Kiedy zobaczyla to moja mama kazala mi
          natychmiast wypic litr mleka (na odtrucie). Okazalo sie, ze moj tata przyniosl
          do domu borygo w butelce po orenzadowce(dlaczgo???? nie wiem). Na szcescie mleko
          pomoglo i nic mi sie nie stalo.
    • links2 Re: bigmack w mcdonandzie! 25.06.03, 21:41
      ha ha, nie przebijecie mnie! ;D
    • Gość: woo Re: najohydniejsze zjedzone - pająki IP: 195.94.193.* 27.06.03, 10:25
      Kiedyś czytałem, że przeciętny człowiek połyka przez sen 8 pająków w ciągu
      swojego życia...
      Ja już mam za sobą jakieś 35-40% żywota przeciętnego mężczyzny w Polsce, więc
      pewnie już 3-4 pająki łyknąłem, a wy?
      • Gość: horacygulasz Re: najohydniejsze zjedzone - pająki IP: 62.233.138.* 28.06.03, 09:06
        Gość portalu: woo napisał(a):

        > Kiedyś czytałem, że przeciętny człowiek połyka przez sen 8 pająków w ciągu
        > swojego życia...
        > Ja już mam za sobą jakieś 35-40% żywota przeciętnego mężczyzny w Polsce,
        więc
        > pewnie już 3-4 pająki łyknąłem, a wy?


        bleeeeeeeeeee!!!!!!!!!!!!

        nienawidze pająków!!!!!!!!!!
    • mrzagi01 płucka na kwaśno 28.06.03, 10:11
      pyszota... powinni tym za kare karmić seryjnych morderców
    • Gość: uf Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.icpnet.pl 01.07.03, 09:58
      własne i cudze zęby jadałem..
    • red_jack Re: najohydniejsze zjedzone 01.07.03, 10:51
      Środek nocy, siedzimy jeszcze w firmie, wszystkim zamykają się oczy... PAda
      hasło: robimy parzoną kawę, kto chętny? Wszyscy!

      Koleżanka otwiera fabrycznie, ciśnieniowo zapakowaną kawę Tchibo Family (nie
      zapomnę tego do końca życia!). Rozsypuje do filiżanek, zalewa wrzątkiem.

      Pijemy. Czuję coś na języku, coś jakby ziarnko grochu... Wypluwam grzecznie na
      łyżeczkę i wszyscy mamy możliwość podziwiania pięknego okazu, wielkiej,
      tłustej muchy. Nie miała już skrzydełek, ale nie wiem czy przykleiły mi się do
      podniebienia, czy straciła je podczas ciśnieniowego pakowania, bleeee...

      A mojej żonie raz udało się napić wody z odżywką do kwiatków. U ciotki w
      mieszkaniu wstała w nocy i poszła do kuchni. Stała cola i
      butelka "mineralnej". Wybrała "mineralną"... Na szczęście żadnych sensacji nie
      było.
      • wolo Re: najohydniejsze zjedzone 01.07.03, 18:27
        To było ładnych parę lat temu jeszcze w ogólniaku, był koleś który chciał
        kanapkę, drugi koleś postanowił go poczęstować ale w środek włożył małą zieloną
        żabkę. Do konsumpcji nie doszło bo jak niedoszły żabojad zbliżył kanapkę do ust
        to wszyscy nie wytrzymali i zaczęli się śmiać. Swoją drogą człowiek był kiedyś
        głupi, teraz chyba nigdy nie przyszłoby mi do głowy żeby komuś robić taki numer.
        • Gość: Dzidka Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 01.07.03, 18:33
          Na szczęście nie zjadłam, ale... Mam w kuchni taką miseczke wypełnioną otrębami
          pszennymi. Weszłam któregoś dnia, już zmierzchało, ciach łyżeczkę i do buzi....
          W chwili, gdy poczulam coś na języku, wiedziałam już co to jest :-( I niestety
          nie omyliłam się: sporej wielkości karaluch. (Od czasu do czasu mamy problemy z
          tymi zwierzątkami w naszym bloku.) Zdziwi się ktoś jeśli powiem, że się
          porzygałam?
          • Gość: Tomi Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.*.*.* 06.08.03, 13:32
            Będąc jeszcze dzieckiem, u rodziny na wsi jadłem jerzyny prosto z krzaka. Jedna
            z nich wydała mi sie dziwna, ale już ją miałem w buzi, Po chwili kiedy mój
            jezyk nie zaakceptował smaku owej jerzyny postanowiłem ją wyciągnąć z buzi. I
            wiecie co to było ? Wielka osa. całe szczeście ze mnie nie użądliła, była
            pewnie tak samo zdziwiona jak ja.

            pozdrawiam
          • lahliq Re: najohydniejsze zjedzone 01.09.03, 14:02
            Podobna historia, mojej ciotki. :) Też odżywiała się kiedyś otrębami (jakaś
            dieta czy coś), tyle że spożywałą je z papierowej torebki, Któregoś dnia
            nałożyła sobie łyżkę, włożyła do buzi i... Coś zazgrzytało, w ustach zrobiło
            się jej gorzko-kwaśno-ostro. Wypluła, spojrzła do torebki: otręby zamieniły się
            w żywą masę robaków... :P
            Oj, rzygała i to długo a do tego przez dobrych kilka dni nie zjadła absolutnie
            nic. ;)
            Niezła dieta. ;)
            • Gość: mii Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.BRZEG.Korbank.PL / *.brzeg.korbank.pl 07.01.04, 11:02
              chyba zygne zaraz........... bleeeeeeeeeee <zygi>
    • Gość: Sylvka Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.boleslawiec.sdi.tpnet.pl 01.07.03, 21:26
      Ugotowaną w zupie jarzynowej gąsienicę... miałam wtedy może z 5-6 lat.
      Opowiadała mi mama, która widziała, jak wkładam ją na łyżce do buzi... A
      powiedziała mi o tym kilkanaście lat później. Tłumaczyła potem, że nie chciała
      mnie "zniechęcać" do jedzenia (byłam niejadkiem). Po tym przykrym rodzinnym
      zdarzeniu ;-))) mama zwykła już zawsze moczyć kalafior przez kilka godzin w
      osolonej wodzie.
      FUJJJJJ!
      • Gość: eden Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.pleszew.sdi.tpnet.pl 02.07.03, 12:57
        Gość portalu: Sylvka napisał(a):

        > Po tym przykrym rodzinnym
        > zdarzeniu ;-))) mama zwykła już zawsze moczyć kalafior przez kilka godzin w
        > osolonej wodzie.
        > FUJJJJJ!

        Miałam całkiem podobną sytuację i moja mama tez zachowała się dziwnie (co
        najmniej!!!). Zrobiła kiedyś zupe kalafiorową i ocywiście nie moczyła wcześniej
        kalafiora w osolonej wodzie.
        Więc przebieram łyżką w talerzu, a tak całe stado takich malutkich muszek
        pływa, wszystkie zmarłe, oczywiście....Ale mimo to jakoś nie miałam ochoty na
        ich konsupmcję :)
        Mama patrzy na mnie zdziwiona: "A ty, dlaczego nie jesz zupki?"
        "Mamo, ale w tej zupie muchy pływają!!!"
        "Oj, jedz, nie patrz..."- odparła rodzicielka :)))))))))

        pozdro :D

        P.s. Oczywiście wylałam zupkę do ubikacji :)
        • Gość: Ich Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.12.03, 11:34
          > Mama patrzy na mnie zdziwiona: "A ty, dlaczego nie jesz zupki?"
          > "Mamo, ale w tej zupie muchy pływają!!!"
          > "Oj, jedz, nie patrz..."- odparła rodzicielka :)))))))))

          aaahahahhahahahhahaahha
          Pozdrow rodzicielke koniecznie!!
    • marjory_m Re: najohydniejsze zjedzone 01.07.03, 23:42
      jak miałam 4 lata zeżarłam landrynka którego znalazłam na chodzniku przed
      klatką :) Siostra mówi, że mi fajnie piasek w zębach zgrzytał...
      • mari-huana Re: najohydniejsze zjedzone 02.07.03, 00:32
        moja mama zbierala "zlewki" dla jakiejs tam zaprzyjaznionej swini (czasy byly
        kryzysowe i kazdy cos tam trzymal na dzialce a moja mama to bardzo socjalna
        osoba ;). a wiec stal gar ze zlewkami z trzech dni, bo nikomu sie nie chcialo
        tego wyniesc.. pech chcial, ze moj tato cos tam imprezowal w pracy i przyszedl
        dosyc zalany do domu. a po pijaku meczyl go straszny glod, wiec wyzarl to
        wszystko, bo myslal ze to bigos!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! bueeeeeeeeeeeeeeeeeeeh

        a ja kiedys " w towarzystwie" dyrektora mojej mamy chcialam byc dowcipna
        (nieletnia bylam wtedy jeszcze) i powiedzialam: " a pamietacie jak tato po
        pijaku zjadl zlewki???". zostalam natychmiast wywalona z pokoju a pozniej
        czekala mnie rozmwa z mama. powiem, ze wolalabym zeby mnie zlala...
        • Gość: Filip Re: najohydniejsze zjedzone IP: 80.48.119.* 02.07.03, 00:53
          Moj kumpel ogladal pornola jedzac kluski ze smietana i akurat jak facet sie
          spuszczal panience na twarz smietana mu skapnela z lyzki na talerz
        • Gość: eden Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.pleszew.sdi.tpnet.pl 02.07.03, 13:00
          mari-huana napisała:

          > moja mama zbierala "zlewki" dla jakiejs tam zaprzyjaznionej swini (czasy byly
          > kryzysowe i kazdy cos tam trzymal na dzialce a moja mama to bardzo socjalna
          > osoba ;). a wiec stal gar ze zlewkami z trzech dni, bo nikomu sie nie chcialo
          > tego wyniesc.. pech chcial, ze moj tato cos tam imprezowal w pracy i
          przyszedl
          > dosyc zalany do domu. a po pijaku meczyl go straszny glod, wiec wyzarl to
          > wszystko, bo myslal ze to bigos!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! bueeeeeeeeeeeeeeeeeeeh
          >
          > a ja kiedys " w towarzystwie" dyrektora mojej mamy chcialam byc dowcipna
          > (nieletnia bylam wtedy jeszcze) i powiedzialam: " a pamietacie jak tato po
          > pijaku zjadl zlewki???". zostalam natychmiast wywalona z pokoju a pozniej
          > czekala mnie rozmwa z mama. powiem, ze wolalabym zeby mnie zlala...

          Świetne, popłakałam sie ze śmiechu!!

          Pzdr.
          • szymanka Re: najohydniejsze zjedzone 10.07.03, 16:29
            Ja też :-)))))))))))))))))))
    • Gość: bnew Re: najohydniejsze zjedzone IP: 217.153.8.* 02.07.03, 13:50
      to dopiero będzie ohydne, mój brat cioteczny w średniej szkole wraz z kolegami
      nawkładał jednemu fajtłapie do bułki z czymś tam włosów łonowych, a ta pierdoła
      sie nie zorientowała powiedzielu mu jak zjadł połowe.
      O kurde chyba zara się porzygam choć musze nadmienić że nie jestem (o)brzydliwy
      blurp, blueeeegh (dziewanna, dziewanna bede rzygoł)
      dajcie więcej
      • Gość: AGA Re: najohydniejsze zjedzone IP: 172.28.12.* 02.07.03, 13:56
        1. zjadlam krochmal zamiast zupy
        2. na jakiejs imprezie ze szklanki napilam sie wody-myslalam ze to woda, a to
        byl ...spirytus- jezyk zwinal mi sie w supel


        SMACZNEGO
    • Gość: rzepka Re: najohydniejsze zjedzone IP: 217.153.123.* 02.07.03, 15:59
      jak mialem 5 lat bylem w Turcji przez kilka miesiecy.
      Mama twierdzi ze moja ulubiona potrawa byly bycze jaderka.
      Ponoc zajadalem sie tym na kilogramy, za kazdym razem jak odwiedzalismy te
      restauracje.
      Powiedziala mi jak mialem 20 lat, myslalem ze jej cos zrobie jako rewanz :)
      rzepka
    • Gość: lioo Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.sgh.waw.pl 02.07.03, 16:30
      NO nie wiem czy da sie zrobic cos bardziej bleeee
      Jak bylismy jeszcze dziecmi to podpuszczalismy jeszcze mniejszych kolegów aby
      pogrzebali sobie w tylku i zjadli to co wydlubia. Mowilismy im ze tylko w ten
      sposob moga wstapic do naszej bandy. I co niektorzy rzeczywiscie to robili
      • Gość: Grzesiek Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.bluu.net / 192.168.1.* 16.07.03, 00:17
        Ja też zapewniając że tylko tak można wstąpić do bandy oferowałem łebkom
        malinke z miodkiem. Jednak miodkiem w tym przypadku było śmierdzące kacze gówno.
    • links2 Re: mowilem ze mnie nie przebijecie! ;D 02.07.03, 17:38
      • hawk.eye Postaram się przebic....... 02.07.03, 19:44
        Było to ubiegłego lata. Usmażyłem kotlety mielone i jako, że były za gorące na
        postawienie ich w lodówce, postawiłem je w szafce na balkonie. Pojemnik z
        kotletami był bez pokrywki i jak zamykałem szafkę, to widziałem jak wlatuje do
        niej mucha. Ale jakoś nie pomyślałem co może narobić. Na drugi dzień, na obiad
        miałem zamiar zjeść owe kotlety. Poszedłem na balkon, otworzyłem szafkę
        i ......... stoi pojemnik z kotletami jak go zostawiłem poprzedniego dnia.
        Położyłem dwa wierzchnie kotlety na patelnię, odgrzałem, nałożyłem ziemniaki na
        talerz i zasiadłem do jedzenia. I jak widelcem przekroiłem kotleta na pół, to
        kurwa z niego wysypało się stado białych robaków. No myślałem, że zejdę z tego
        świata. Wszystkie kotlety (ok. 10) do wywalnia, jeść mi się odechciało do końca
        dnia. Od tamtego czasu zabijam wiecej much niż ptaki.
        • czostor Re: Postaram się przebic....... 03.07.03, 00:10
          Fajna historia ale nieprawdziwa. Po pierwsze larwy nie wylęgają sie w ciągu
          jednego dnia, a po drugie jesli siedzą to na wierzchu.
          • hawk.eye Re: Postaram się przebic....... 03.07.03, 10:36
            Heh nie widzę powodu, dla którego miałbym zmyślać. Przecież nie startujemy w
            konkursie. No cóz, skoro twierdzisz, że zmyślam, Twoja sprawa. Ja jestem z
            wykształcenia biologiem, więc zapewniam Cię, że larwy są w stanie wykluć się w
            ciągu doby przy optymalnych warunkach. A co do powierzchniowego przebywania
            larw, to chyba nigdy w życiu nie widziałeś padliny w lesie. Owszem część jest
            na powierzchni, lecz lwia część siedzi pod skórą. W moim przypadku nie było
            żadnej na powierzchni, bo raczej nie odgrzewałbym sobie kotletów.
            • norepinefryna Re: Postaram się przebic....... 04.07.03, 10:19
              hawk.eye napisał:

              > Heh nie widzę powodu, dla którego miałbym zmyślać.
              Przecież nie startujemy w
              > konkursie. No cóz, skoro twierdzisz, że zmyślam, Twoja
              sprawa. Ja jestem z
              > wykształcenia biologiem, więc zapewniam Cię, że larwy
              są w stanie wykluć się w
              > ciągu doby przy optymalnych warunkach. A co do
              powierzchniowego przebywania
              > larw, to chyba nigdy w życiu nie widziałeś padliny w
              lesie. Owszem część jest
              > na powierzchni, lecz lwia część siedzi pod skórą. W
              moim przypadku nie było
              > żadnej na powierzchni, bo raczej nie odgrzewałbym sobie
              kotletów.

              Tez jestem biologiem - hawk.eye ma racje. Cykl rozwojowy
              niektorych owadow jest blyskawiczny, poza tym sa
              muchowki, ktore potrafia sie dogrzebac do trupa co lezy
              kilkadziesiat centymetrow pod ziemia, wiec czemu nie
              mialy by wlezc w kotleta? :)
              • Gość: Czostor Re: Postaram się przebic....... IP: *.acn.pl 06.07.03, 12:57
                W takim razie cofam co napisałem i przepraszam. Historia wydała mi się tak
                obrzydliwa, że aż nierealna :)
                • ameelia Re: Postaram się przebic....... 11.07.03, 02:38
                  to ja w tej samej konwencji :) byłam z rodzinka na Mazurach i kupiliśmy wędzoną
                  sielawę i węgorza. Na moment przed schowaniem do lodówki położyliśmy paczkę na
                  schodach i to był błąd :) Nie pamiętam, czy było to następnego dnia, czy może
                  jeszcze kolejnego; mama jadła węgorza i zachwycała się, jaki to przepyszny... i
                  jak oderwała kolejny kawałek mięsa to zobaczyła setki małych, białych
                  robaczków. Zaczęła pluć jak opętana :)

                  To jak już coś napisałam to jeszcze dopiszę jedną historię. Akurat mieliśmy w
                  domu trzy małe kociaki, które biegały po mieszkaniu i nie zawsze załatwiały się
                  do kuwety. Któregoś razu wcześnie rano tata wstał i zobaczył na ziemi coś
                  małego, brązowego. Światło było nienajlepsze, a mój ojciec sądził, że to jest
                  marynowany grzybek :)) Zaczął więc go oglądać, macać, aż w końcu powąchał :) i
                  się zorientował

                  Aaa, i jeszcze kiedyś ciocia opowiadała, jak była z małym kuzynkiem w lesie. W
                  pewnym momencie patrzy, a chłopczyk ma całe policzki czymś wypchane. Okazało
                  się, że on zbierał takie zajęcze (chyba zajęcze, może sarnie) bobki i wpychał
                  je do buzi myśląc, że to czekoladowe cukierki :)
                  • frunze Re: Postaram się przebic....... 11.07.03, 13:12
                    Z tej samej bajki. Byliśmy z narzeczonym na działce, była jakaś impreza, część
                    jedzenia nie pomieściła się w lodówce, więc to, co nie musiało leżeć w zimnie
                    zostawiliśmy na wierzchu. Znalazł się tam, zupełnie zresztą przez pomyłkę,
                    serek camembert. Po imprezie, padnięci, wszyscy już pojechali, wyczyszczając
                    po drodze chałupę ze wszystkiego do jedzenia, i nagle widzę, jak olśnienie,
                    leży mój ukochany serek. No więc cały rytuał, deseczka, nożyk, kawałek bułki.
                    Zaczynam odwijać ten serek, pytam narzeczonego czy chce (a wiedziałam że nie
                    będzie chciał, bo nie przepada), on mówi, że nie, bo jakoś dziwnie śmierdzi,
                    ale wącham, myślę, pleśniowy to pleśniowy, odwijam bardziej, nie zdziwiłam się
                    nawet że jakis taki brązowawy, myślę, dojrzał :)) To co zobaczyłam po
                    odwinięciu papierka do końca powaliło mnie. Mój serek po prostu żył własnym
                    życiem. Małe, obrzydliwe robaczki, wijące się, koszmar. Oczywiście od tamtej
                    pory nie mogę patrzeć na serki camembert firmy Turek, Sam ser uwielbiam nadal,
                    bezgranicznie :)
                    • Gość: M Re: Postaram się przebic....... IP: 213.241.41.* 08.08.03, 08:45
                      frunze napisała:

                      > Z tej samej bajki. Byliśmy z narzeczonym na działce, była jakaś impreza,
                      część
                      > jedzenia nie pomieściła się w lodówce, więc to, co nie musiało leżeć w zimnie
                      > zostawiliśmy na wierzchu. Znalazł się tam, zupełnie zresztą przez pomyłkę,
                      > serek camembert. Po imprezie, padnięci, wszyscy już pojechali, wyczyszczając
                      > po drodze chałupę ze wszystkiego do jedzenia, i nagle widzę, jak olśnienie,
                      > leży mój ukochany serek. No więc cały rytuał, deseczka, nożyk, kawałek bułki.
                      > Zaczynam odwijać ten serek, pytam narzeczonego czy chce (a wiedziałam że nie
                      > będzie chciał, bo nie przepada), on mówi, że nie, bo jakoś dziwnie śmierdzi,
                      > ale wącham, myślę, pleśniowy to pleśniowy, odwijam bardziej, nie zdziwiłam
                      się
                      > nawet że jakis taki brązowawy, myślę, dojrzał :)) To co zobaczyłam po
                      > odwinięciu papierka do końca powaliło mnie. Mój serek po prostu żył własnym
                      > życiem. Małe, obrzydliwe robaczki, wijące się, koszmar. Oczywiście od tamtej
                      > pory nie mogę patrzeć na serki camembert firmy Turek, Sam ser uwielbiam
                      nadal,
                      > bezgranicznie :)
                      Tez mi sie to samo zdarzylo z Camembertem (chyba tez Turka), a ponieważ wtedy
                      chodzil Starcraft to z synem nazwaliśmy to Infested Camembert.
                      Natomiast jesli chodzi o larwy much, to mam co innego, co prawda nie zjedzone:
                      W pewnym okresie wynajmowaliśmy pod Warszawą domek bez wygod - podloga na
                      poziomie gruntu. W lecie częstmi gośćmi u nas byly myszy, więc zakupilem dwie
                      pulapki i byly one stale nastawione. Raz nie opróżniłem na czas pułapki - muchy
                      wczaśniej znalazły myszkę. A ponieważ mieliśmy wykładzinę dywanową, musiałem
                      pęsetą wyciągać larwy.
          • Gość: nATHAN Re: Postaram się przebic....... IP: 195.150.162.* 17.07.03, 18:00
            Niektore muchy "składają" zamiast jaj larwy...wiec
    • Gość: Czostor Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.07.03, 19:02
      1. Jagodzianka - karaluch (mocno juz wysuszony), zjadłem jego górną połowe;
      2. Pierogi z soczewicą w barze - w kazdym ziarenku siedzial maly chrzaszcz,
      musialem ich zjesc setki;
      3. Czeresnie - kradzione z drzewa noca. Rano okazało sie ze hodowla była
      ekologiczna i rolnik drzew nie spryskał. W 99% były robale;
      4. I moj faworyt z dzieciństwa: suche kupy zajęcze w lesie, ktore do złudzenia
      przypominały jedne z płatków Nestle kupowanych jeszcze w Pewexie, juz nie
      pamietam czy mi smakowały.

      PS. Mój wujek wypił kiedyś mleko - w butelce znalazł mysz (za czasów PRL).
      • Gość: eden Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.pleszew.sdi.tpnet.pl 03.07.03, 11:00
        Nie dalej jak na dzisiejsze śniadanie moja mama postanowiła zrobić owsiankę.
        Rzadko ją jadam, ale dzisiaj miałam na nią prawdziwa ochotę :)))
        Jemy sobie wszyscy przy stole i nagle moja mama wyciąga coś łyżka na brzeg
        talerza: "Co to? Jakiś taki ciemny ten płatek..." (moja mama nosi okulary,
        których przy śniadaniu zabrakło na jej nosku)
        "Mamo, to jest mol!!!"
        "Kurwa mać!"powiedziała z obrzydzeniem, mimo iż kląć jej się nie zdarza :)
        Oczywiście dalej nie jadła, a resztę płatków (prawie cała torebka)wywaliła do
        kosza
    • Gość: Iśtvan Motorokośz Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.07.03, 11:14
      Ja zjadłem parówki. Jest w nich wszystko co tutaj
      wymieniliście a nawet jeszcze więcej :-)
    • Gość: mm Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.mielec.sdi.tpnet.pl 03.07.03, 13:03
      Kupiłam sobie mleko w klartonie, troszke sie napiłam a reszte odstawilam do
      lodówki. Po jakims czasie przychodze, patrze SA DWA MLEKA. Kurde, które moje?
      No nic chwilke pomyslałam i zdecydowałam, tak to musi byc moje ale ze zbytniej
      pewnosci nie miałam to napiłam sie z kartonu. Fuuuuuuuuuuuuuuj co za ohyda, w
      zyciu czegos podobnego nie piłam, syf. To mój braciszek taki madry i skisniete
      mleczka sobie trzyma w lodówce,
    • Gość: piecyk gazowy Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.bielsk-podlaski.sdi.tpnet.pl 03.07.03, 13:40
      Kiedyś łyknąłem sobie solidnie oliwy, która stała w szklance. Myślałem, że to
      jakiś napój. Ohydnie się po tym czułem.

      Kiedyś, jak byłem mały, z krzesła spod obicia wysypał się taki pomarańczowy
      proszek (jakieś trociny czy coś w tym stylu). Zjadłem trochę, myśląc, że to
      visolvit. Tfu!
      • beannshie Re: najohydniejsze zjedzone 02.08.03, 13:04
        pewnego dnia moja babcie odwiedzila jakas kobieta chcaca cos sprzedac [te
        pieniadze niby mialy isc na cele charytatywne czy cos takiego]. babcia
        oczywiscie zaprosila ja do domu z otwartymi ramioami, a ze bylo cieplo to
        zaproponowala jej cos do picia. wyszlado kuchni i znalazla tang [no... ta taka
        oranzade w proszku, ostanio nigdzie tego nei widzialam], wiec nasypala tego
        troche do szklanki i zalewa woda stojaca gdzies tam w butelce. przyniosla to
        tej babce, ta lyknela sobie dosc ostro [chyba z pol szklanki]... popatrzyla sie
        tak jakos dziwnie na moja babcie, odlozyla szklanke i wyszla. babcia zastanawia
        sie o co chodzi, zaglada do szklanki, wacha, probuje... a tam oranzadka w
        proszku z olejem...

        pzdr
    • Gość: Dori Re: najohydniejsze zjedzone IP: 213.60.4.* 03.07.03, 14:51
      ja sie kiedys napiłam...
      bylo to za czasow PRLu, kiedy powszechnie sie uzywalo takich syropow slodkich
      owocowych i rozcienczalo z woda. no i byl jakis zolty (cytrynowy?) w domu
      akurat. patrze ktoregos dnia, a ojciec przygotowal sobie w szklance, ale
      zapomnial chyba wypic - wiec szybciutko, zeby sie nie zorientowal, wypilam mu
      duszkiem cala szklanke. smaku zadnego zlego nie poczulam i jakby nigdy nic
      poszlam sobie do pokoju.
      w pewnej chwili slysze, jak ojciec woła: "kto wylał ten fobos co ja tu w
      szklance nastawilem?"
      Fobos to byl srodek do opryskiwania tkanin, zeby byly niepalne - np zaslony i
      meble tapicerowane sie tym pryskalo a moj ojciec wlasnie w takiej firmie
      pracowal i opryskiwal na zlecenie. ten fobos byl nowy i chcial sprawdzic jak
      sie zachowa ogien na tkaninie, ktora miala byc nasaczona....
      smial sie ze mnie okropnie jak wyszlo na jaw i pewnie dyskretnie obserwował,
      czy nie umre od tego. ale wszystko bylo OK, zadnej reakcji.
      jestem zaimpregnowana od srodka :)

    • Gość: miła Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.icpnet.pl 03.07.03, 16:34
      jak byłam mała napiłam sie oleju do smażenia bo cos mi mówiło ze to sok

      2 lata temu na imprezce koledzy sobie popijali w kuchni no i genialny mati
      szukał popity i nawinęła mu się butelka po grodziskiej...łyknął sobie
      zdrowo ... w butelce mama trzymała spirytus... było ciekawie..
      • Gość: xavier Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 03.07.03, 20:44
        nie zjedzone, ale wypite... ale też dobre...
        Mieliśmy kiedyś kolegę, który wchodząc do czyjegookolwiek domu niewiele myśląc
        zjadał i wypijał wszystko co znajdowało się na wierzchu. I nie miało znaczenia
        czy były to przedwczorajsze kanapki czy świeżozaparzona herbbata... Po jakimś
        czasie towarzystwo zaczęło irytować jego zachowanie, więc poostanowili zrobić
        mu kawał...
        Kiedy zadzwonił domofonem kumpel wziął pusty karton po Lipton Ice Tea i...
        prędko do niego nasikał...
        Wchodzi kumpel... Rozgląda się, łapie za karton i... niewiele myśląc bierze
        solidnego łyka... Po chwili biegnie do oknna i pozostałą mu w ustach
        część "napoju" wypluwa przez okno... :-)
        Pyta "Qwa... co to było????" Odpowiedź krótka "Ah, wiesz... ta herbata drugi
        dzień w upale stoi, pewnie się zepsuła..." Na to ów pijący "Hmmmm... to miało
        smak jak ziółka co je moja mama pije...". Malo nie posikaliśmy się ze śmiechu :-
        )
        Do dziś napoje firmy Lipton wywołują we mnie ciężkie ataki głupawy (a było to z
        5 lat temu) :-))))))

        Pzdr.
        Xavier
      • beannshie Re: najohydniejsze zjedzone 02.08.03, 13:36
        spirytus w sumie nie jest taki zly;) ale normalny... pewnego pieknego dnia
        przyszlam sobie do koleanki i zapytalam, czy nie ma czegos do picia, a ona na
        to, ze ma spirytus i czy chce. ja mowie 'dobra, tylko to minimalnie rozciencz,
        moze byc kranowa;)'
        za chwile kumpela przynosi szklanek, wypijam cala praktycznie jednym lykiem, a
        to... spirytus salicylowy, prawie wcale nie rozcienczony.... bleee......

        pzdr
    • Gość: Red Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.07.03, 22:50
      Hej,
      słuchajcie jak sobie pomykam na rowerku to często zjadam te latające owady. Pół
      biedy jak taki wpadnie i go połknę. Gorzej jak rozplaszczy się na zębach -
      ochyda. Ale co zrobić - nie oddychać?
      Pozdrawiam
      • Gość: Red Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.07.03, 23:00
        jeszcze jedno. Kiedyś byłem u mojego kolegi. On pyta się czy zjem ucho. Ja na
        to - myśląc że to żart - chętnie. Więc on przynosi dwoje uwędzonych świńskich
        uszu i mnie częstuje. Odmówiłem. On spokojnie zaczął jeść swoje. Nie wiem czy
        mieliście okazję widzieć coś takiego, ale takie ucho strasznie chrzęści między
        zębami. Ochyda.
        Na marginesie, mój pies lubi świńskie uszy i ogony - szczególnie ogony.
        Pozdrawiam
    • Gość: Daniel najohydniejsze zjedzone - pierogi na Ukrainie IP: 80.51.247.* 04.07.03, 01:22
      To było w październiku 2002 w restauracji "Bona" w Krzemieńcu. Zamówiliśmy
      pierogi z mięsem, czekamy długo dosyć. W końcu dostaliśmy - pierogi były 2
      rodzajów na talerzu, część miała dosłownie fioletowy farsz. Smak jakiś dziwny.
      Nagle koleżanka mówi: "Przecież one śmierdzą gównem!!!" Najpierw nie chciałem
      wierzyć, ale smak jakiś jeszcze bardziej mi się dziwny wydał i powąchałem...
      Gówno! Prawdopodobnie było tam coś popsutego, może faktycznie jakieś brudy, a
      fioletowe może dlatego, że dodali jakiejś chemii, żeby zneutralizować...
      Ktoś powiedział, że zajrzał do kuchni i mu się odechciało jeść... a schabowe,
      które niektórzy zamówili, pewnie niedawno szczekały.
      Tego dnia wieczorem z przyjemnością się upiłem :-)
      A może trafiliśmy na nacjonalistów ukraińskich? Dowiedzieli się, że to
      wycieczka Lachów i nasrali do farszu (kojarzy mi się powieść "Filip" Tyrmanda,
      tam kelnerzy-robotnicy cudzoziemscy w Rzeszy pluli do kawy właścicielowi
      hotelu - sygnałem były słowa "Kawa dla pana Eisslera" - przed podaniem mu kawy
      każdy napluł, zamieszali i dopiero podawali, a gdy mówił, że jakaś rzadka - "No
      cóz, panie dyrektorze, ograniczenia wojenne!!!" :-) :-)
      Natomiast mój tata jeszcze w PRL znalazł w konserwie kawałek skóry z włosami,
      mówił, że to wyglądało jak kawałek nieogolonego męskiego podbródka. Moim
      zdaniem, czego tata też nie wyklucza, był to raczej kawałek szczura,
      posiekanego żywcem w fabryce konserw. Szczury w zakładach przetwórczych były
      podobno wtedy plagą, koleżanka mojej mamy po ohapcu się brzydziła wszelkich
      przetworów...
      • Gość: jezioro Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!!!!!!!!! IP: *.ld.euro-net.pl 04.07.03, 08:06
        Miałam tak straszny humor, że tylko czekałam na koniec świata / sama z niego
        zejść i boję się ,i nie mogę.../
        Rozbawiliście mnie!. Myślałam, że nigdy się nie uśmiechnę, a podczas czytania
        rżałam jak głupia.

        Dbam o figurę - od teraz na kilka dni odbędzie się to bez żadnego wysiłku.
        Wystarczy, że przypomnę sobie ten wątek - i nic nie zjem. Ostatnio panie z
        pracy rozmawiały o karaluchach, jedna szczegółowo opisywała, jak go rozdeptała
        gołą stopą, jak to wszystko trysnęło........
        /O matko, już mi się odbija/

        A teraz obrzydliwości z kręgu rodziny i znajomych:

        ZJEDZONE: Chrabąszcz - przez moją córkę w wieku lat trzech. Stąd jeden z jej
        pseudonimów.

        NIEZJEDZONE: /przez mnie/, ale niemal włożone do otwartych ust: psie gówno
        podniesione z podłogi a pomylone z kabanosem. Było to wieki temu, w dniu kiedy
        mama wystała kilogram kabanosów, a brat przyprowadził do domu znalezionego psa.

        WYPITE: na ostatnich studenckich wakacjach - kompot z osami. Wyglądały już na
        zatopione i nieżywe, ale coś musnęło, skrzydełkiem w gardle. Dodam, że byłam
        wtedy całkiem trzeźwa i całkiem bez wyobraźni.

        NADPITE: przez dzieci imprezowiczów: 4 butelki oleju w czasach kryzysu, kiedy
        to wszystko kupowało sie w durnych ilościach.
        Dzieci poprosiły jedną z "cioć" o coś do picia. Pijana ciocia sądziła, że
        rozcieńcza sok jabłkowy robiony przez gospodynię. Dzieci krzywiły się, że
        niedobre, to ciocia za każdym razem odkręcała nową butelkę...OLEJU!!!!!
        Jescze tak się wkurzyła na marudzenie, że wywaliła kubki z duraleksu z 5
        piętra na beton i nie wszystkie się pobiły!!!




        • Gość: jezioro Re: Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!!!!!!!!! IP: *.ld.euro-net.pl 04.07.03, 08:36
          Jeszcze jedna obrzydliwość:
          Lat temu..../palców zabrakło/, Mielno, elegancki, jak na owe czasy dom
          wypoczynkowy.
          Kelnerka przynosi drugie dania, schabowe z kapustą. Dzieci w skupieniu
          przyglądają się, który kotlet największy, żeby przechwycić, a tu z gotowanej
          kapusty dostojnie wysuwa się ŻYWA LISZKA!!!
          Do tej pory mam dreszcze na samo wspomnienie.
          Nie rozumiem tylko, dlaczego żywa, przecież kapusta była gotowana.

          A moja ciocia, zamiast zrobić awanturę, nieśmiało poprosiła pania kelnerkę o
          zamianę i wszyscy cieszyliśmy się, że taka miła pani, bo zamieniła.
          • gosiata Re: Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!!!!!!!!! 04.07.03, 10:48
            Byly to czasy licealne, moja kumpela miala wolna chate, rodzice wyjechali
            gdzies, a jej mama zostawila sok porzeczkowy w garnkach, gdyz robiac przetwory
            zabraklo pojemnikow na jego zmagazynowanie. A ze bylo cieplo, sok troche
            sfermentowal. Podczas malej inprezki, kolezanka nalewala tak powstale winko do
            ladnych kieliszkow (zreszta bylo naprawde bardzo smaczne). Na drugi dzien tez
            chcielismy sie napic ale tym razem weszlam do kuchni, i zobaczylam, ze
            kolezanka odcedza chochelka masy plywajacych w soku karaluchow - prawie sie
            porzygalam i bylam oburzona a kolezanka na to - a myslisz ze co wczoraj
            pilas??!!
            • Gość: błeeeeeeeeeeeeeeee Re: Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!!!!!!!!! IP: 217.144.213.* 04.07.03, 12:23
              to było jeszcze w podstawówce, ale w sumie nie tak jeszcze bardzo dawno. Było
              tak: pojechaliśmy do znjomych na wieś. Jak to dzieci ganialiśmy wszędzie
              łącznie ze stajnią. Później siedzimy sobie w domu i pamiętam że jedliśmy
              kisiel. zobaczyłem że chyba kapnęło mi trochę na spodnie no to zjadłem to.
              tylko że jakieś słone to było i średnie w smaku. Dopiero później zorientwałem
              się skąd nietypowy smak kisielu na spodniach. A mianowicie krowa jak jest w
              ciąży to z tyłka wychodzi jej takie coś o konsystencji białka z kurzego jaja.
              Do dzisiaj chce mi się rzyać jak prypomnę sobie smak tego kisielu.
              Błeeeeeeeeeeeeeeee
              • Gość: Venus Re: Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!!!!!!!!! IP: *.vs.shawcable.net 05.07.03, 00:26
                Przeprasazm nie czytalam wszystkiego wiec moze cos powtarzam.

                .. ja na szczescie oprocz lykniecia oliwki z puszki pomylonej z sokiem
                cytrynowym nie przezylam nic strasznego.

                Ale za to widzialam w telewizji zlapane przez security camera (kamera
                ktora "pilnuje") jak jeden facet chcial ukrasc w nocy paliwo z wielkiego
                campera na kempingu.
                Tzn z samochodu jak dom.

                zamontowal rurke do wylotu zbiornika i pociagnal potezny lyk.
                Natychmiast zaczal rzygac -okazalo sie ze pomylil szambo ze zbiornikiem na
                paliwo.
                szambo nawiasem mowiac bylo pelne.

                tak rzygal ze wiadomo bylo ktoredy zwiewal...
                venus


                • Gość: Folkatka Re: Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!!!!!!!!! IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 05.07.03, 02:14

                  Ja będąc bardzo małą dziewczynką zjadłam kawałek mydła. Do dzis nie wiem
                  dlaczego.
                  Autentyk ponoć, i ponoć z wedla: jeden z pracowników przyszedł skacowany do
                  roboty, i wyzygał siuę do kadzi w której było iles tam litrów czekolady.
                  Przyszedł kierownik i mówi: chyba nie wywalimy tylu litrów czekolady?
                  Pomieszajcie to sie rozpłynie.

                  • Gość: Venus Re: Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!!!!!!!!! IP: *.vs.shawcable.net 05.07.03, 05:50
                    teraz rozumiem dlaczego niektore czekolady plesnieja......................
                    V.
                    • Gość: jezioro Re: Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!!!!!!!!! IP: *.ld.euro-net.pl 05.07.03, 14:30
                      Jeszcze raz ja - najohydniejsze zjedzone - przez nieświadomych zagrożenia
                      mieszkańców Chełma.

                      Obowiązkowe praktyki studenckie , tzw. zerówki, odbywaliśmy w mleczarni.
                      Mieszkaliśmy natomiast na jakimś kempingu, ciepła woda bywała z reguły tylko w
                      nocy i bladym świtem.
                      Toteż gdy dziewczyny nie mogły doszorować rąk, wkładały paznokcie do kadzi z
                      białym serem. Czarne obwódki za paznokciami natychmiast znikały.

                      Widziałam też ogromny pojemnik, coś w rodzaju gruszki przewożącej cement, o
                      którego zawartości ktoś zapomniał przez kilka dni. Nie wiem, co było
                      straszniejsze po otwarciu: potworny smród, czy rzeka białych żywotnych
                      niezwykle robaków.Brrrrrr!!!

                      A w poprzednim turnusie w mleczarni pracowała dziewczyna będąca nosicielem
                      czerwonki.

                      Ale było to lat temu ......ho,ho

                      Smacznego.
                      • Gość: Chomik Re: Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!!!!!!!!! IP: 195.117.18.* 09.07.03, 17:00
                        Pamiętacie może takie napoje w torebkach foliowych, swojego czsu hit sezonu lub
                        dwóch ? Tak więc znaleźliśmy z kolegą niedopity taki jeden napój i na spółkę
                        nalaliśmy do niego, słomka była więc idziemy a kolega udaje że pije i z tekstem
                        do takiego znajomego gówniarza wtedy (czasem go jeszcze teraz widuję :-))
                        wynieś piłkę to damy ci się napić ! Złapał się na to i ściągnął kilka duzych
                        łyków zanim poczuł że coś jest nie tak. Wypluł ostatniego łyka i z wyrzutem się
                        spytał - Co to takie słone !!!

                        Taki myk powtórzyliśmy na obozie lejąc do rozgazowanego piwa, znalazł się
                        oczywiście chętny na browarka :-)))) tylko troszkę mu nie smakował

                        teraz ja:
                        1. Piwo, jeszcze wtedy niepasteryzowane, które stało od miesiąca odkapslowane w
                        lodówce i używane było przez moją mame do mycia włosów (podobno dobrze robi na
                        włosy - co za syf !
                        2. Kotlet mielony na dworcu w Legnicy - przeżycie ekstremalne !!
                        • Gość: Daniel Co było w tym kotlecie? IP: 80.51.247.* 09.07.03, 17:29
                          Ciekawe... Swoim porządkiem publiczna gastronomia stwarza(ła) wiele
                          możliwości... Może dodano doń mięsko z sympatycznego zwierzątka zwanego po
                          łacinie Rattus rattus... Albo Canis familiaris...
                          Ciekawe co obrzydliwsze? Kotlet czy opisane przeze mnie pierogi... :-)
                          • Gość: Chomik Ty się spytaj lepiej czego tam nie było ? :-(( n/t IP: 195.117.18.* 09.07.03, 17:56
    • Gość: Nika Re: najohydniejsze zjedzone IP: 195.187.102.* 10.07.03, 15:02
      Osobiście jakoś mi się nie udało nic takiego zjeść (albo
      tylko nie zauważyłam), aczkolwiek parę razy byłam blisko
      konsumpcji gąsienicy ugotowanej z warzywkami, wzgl.
      karalucha w ryżu lub herbatce (wynajmowałam mieszkanie z
      tymi przemiłymi zwierzątkami). Za to z dzieciństwa
      pamiętam dzieciaka z podwórka, który popisywał się
      konsumpcją żywych dżdżownic! O ile wiem jakoś mu nie
      zaszkodziły...
      Ponadto mój mąż miał na studiach kumpla o denerwujących
      zwyczajach - facet wpadał do pokoju i bez pytania wypijał
      ludziom napoje które stały na stole. No to postawili tam
      kiedyś szklankę mleka z naftą - wypił jednym haustem...
      • Gość: steku Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.jgora.dialog.net.pl 10.07.03, 15:31
        Nie wiem czemu, ale jak bylem maly rozkoszowalem sie smakiem kleju, zdaje sie
        ze nazywal sie "Szkolny" czy jakos tak. Tubka na trzy osoby starczala :))
        • Gość: Daniel Re: najohydniejsze zjedzone IP: 80.51.247.* 11.07.03, 03:03
          Lizanie znaczków też dostarcza(ło) przeżyć smakowych... :-)
          • Gość: verte Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.07.03, 03:06
            Kiedyś w czasach komuny jeszcze dzieciaki wpierdalały nagminnie pstę do żebów
            Biały Ząbek.Słodka była a wtedy ze słodyczami było krucho.
            • carton Re: najohydniejsze zjedzone 11.07.03, 07:41
              Gość portalu: verte napisał(a):

              > Kiedyś w czasach komuny jeszcze dzieciaki wpierdalały nagminnie pstę do żebów
              > Biały Ząbek.Słodka była a wtedy ze słodyczami było krucho.

              Z braku słodyczy kupowały też w aptekach chlorochinaldin. Chore czasy to były...
        • myshen82 Re: najohydniejsze zjedzone 31.07.03, 17:41
          Szkolny, szkolny takiego dobrego to dzis ze swieca szukac;)))
      • Gość: bab Re: najohydniejsze zjedzone IP: 217.153.112.* 11.07.03, 08:08
        Dawno temu jak miłem ze 3 lata byłem z siostrą i mamą u małego dzidziusia (syna
        koleżank mojej mamy). Znalazłem tam taką gruszkę do wyjmowania smarków z nosa
        dzidziusia i tak sobie z siostrą podjadaliśmy z tej gruszki (oczywiścnie nie
        wiedąc co to jest)
    • Gość: Monca dziewanna :) IP: 195.116.62.* 11.07.03, 12:25
      Moja siostra - specjalistka od wpadek i różnych wybryków zjadła stary krochmal.
      A było to tak: byłyśmy u babci, która przygotowała stary, zużyty krochmal, żeby
      kurki podziobały. Był w miseczce i właściwe to wyglądał jak potłuczone
      ziemniaczki, ale moja siostrzyczka wzięła to za smalec (nadmieniam, że jest
      jego wielką fanką). Miała wtedy jakieś 25 lat, ja 14. Popatrzyłam na nią i jak
      zjadła >:-) powiedziałam co to było. Wzruszyła ramionami i chłodno stwierdziła,
      że faktycznie dziwnie smakowało.
    • wolo Re: najohydniejsze zjedzone 12.07.03, 01:38
      No jeszcze przypomniał mi się taki dowcip.

      Faacet żyga w samolocie do torebki. Już prawie ją napełnił, wszyscy wokół
      patrzą się na niego. Steardesa mówi, że zaraza przyniesie mu drugą torebkę.
      Stewardesa wraca i widzi, że wszyscy ludzie siedzący wokół gościa żygają w
      torebki a koleś sobie siedzi. Pyta go co się stało. Koleś tłumaczy: wszyscy
      myślieli, że mi się przeleje, to wziąłem i upiłem.
      • Gość: niuta Re: najohydniejsze zjedzone IP: *.lastnet.pl 14.07.03, 04:09
        moja siostra dziecięciem będąc żarła łyżkami ziemię do kwiatków!

        ja w Pradze znalazłam w ostatnim kęsie pyysznego sernika znalazłam piekny
        srebrny kolczyk, mam go do dziś!

        wróciwszy po imprezie do domu zjadłam cały garnek pysznej, choć leko rzadkiej
        zupy - był to garnek po bigosie zalany wodą przez moją wspóllokatorke, żeby
        się "odmoczył" ;)) mnie smakowało!

        jak byłam mała mama oskrobywała świeczki do tortu urodzinowego mojej siostry,
        wiórki z wosku były na całym stole - wyjadłam wszystkie! moja mama: co ty jesz,
        córeczko? ja: jak to co? wiórki kokosowe!

        parę lat temu dostałysmy z siostra "kryzysu słodyczowego", ale żadnej nie
        chciało się wyjść z domu po cos słodkiego, zaczęłysmy szperać po kuchni i
        znalazłysmy jakieś ciastka w foliowej, przezroczystej torebce. uszczęśliwione
        podzieliłysmy się po równo i zajadamy aż nam sie uszy trzesą, do kawki. na
        drugi dzień mama: gdzie są te kotlety sojowe?!!!
        a nam naprawdę jak ciacha najlepsze smakowały!!!
    • Gość: spinelli baranek wielkanocny IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 14.07.03, 05:10
      Raz narobilam sie jak kon, usiadlam na przerwe, zrobilam sobie kawke, zapalilam
      papieroska... i stwierdzilam ze nie mam cukru, ani cukru pudru ani syropu
      zadnego, no nic! Zdesperowana ( bo dla mnie kawa bez cukru to po prostu strata
      czasu) dojrzalam na samej gorze szafek kuchennych baranka wielkanocnego - a
      sttal tam juz ten baranek ze cztery wielkanoce, no i poslodzilam kawe barankiem.
      A ze tam na gozrze to sie zawsze gromadzi taki lepki kurz to mi w kawie takie
      farfocle plywaly ze juz mi sie rzygac chialo patrzac na te kawe, ale wypilam.

      Ale, mowiac o robakach to wczoraj spacerujac po Toronto, weszlismy do sklepu z
      cukierkami dziecku lizaka kupic. Patrze a tam na ladzie pisze "Bursztynowe
      cukierki z insektem", patrze a tam w przezroczystym cukierku zatopiony
      karaluch, w innym swierszcz, albo larwa jakas. Bez jaj, wszystko prawdziwe.
      Byly rowniez "Larva Chips" w torebeczkach wysuszone jakies gasieniczki posypane
      zoltym cheddarem. Specjalnym zainteresowaniem cieszyly sie swierszcze w
      czekoladzie. Zadnych podrobek, jesli ktos z tu obecnych szczegolnie gustuje to
      wysle za zaliczeniem pocztowym
      Spinelli
      • marijohanna Re: baranek wielkanocny 14.07.03, 22:10
        jestes boska spinelli :)))) kawa slodzona barankiem!!! CUUUUUUUDNE!!! ladny z
        ciebie nalog, ze wypilas to swinstwo :))))))))))

        a te lizaki byly u nas rowniez..podobno super sa te larwy...jakos nie moglam
        sie skusic :((
        • Gość: adawu Re: baranek wielkanocny IP: *.wrzesnia.sdi.tpnet.pl 15.07.03, 11:45
          Kiedy byłam małą dziewczynką dorwałam i wypiłam pół butelki "Relaxu" - płynu
          na przeczyszczenie ku rozpaczy starszych domowników. Wszyscy oczekiwali z
          przerażeniem rezultatów - bezskutecznie na moje szczęście...

          W przedszkolu obok popularnego już tutaj - jak widzę - kleju biurowego
          zajadaliśmy ze współwinowajcami farbki plakatówki (każdy kolor smakował
          inaczej) oraz rysiki od ołówków i kredek, które się specjalnie w tym celu
          łamało.

          • Gość: crabath Re: baranek wielkanocny IP: 217.153.29.* 16.07.03, 13:15
            Moj stary mi opowiadał, ze mieli w pracy takiego gościa który co jakis czas
            wpadał do biura i wyjadał całe reprezentacyjne żarcie (wiecie, na stole stoja
            paluszki lub jakies ciasteczka jak klient przyjdzie to jest czym poczestować).
            No i ojciec sie wkurzył bo sam tez lubi podjesc a nic nie zostawało dla niego.
            Kojarzycie zółte chrupki kukurydziane sprzedawane w takich wieeeeeeelkich
            workach? Są ono łudząco podobne a wrecz takie same jak wypełnienie stosowanego
            w pudłach przy transporcie np. sprzetu elektronicznego (by sie nie obijał). No
            i ktoregos dnia ojciec zostawił na stole miseczke ze styropianowymi,
            żółtymi "chrupkami".

            Wpada koleś, kręci sie troche kurtuazyjnie po biurze ale widać ze namierzył już
            chrupki (pełna micha...wiecie nęci...). I nagle łaps, cała garść do gęby. Żuje,
            żuje, gryzie, widać, że opornie mu to idzie. Wszyscy ponoć sikali w duszy ze
            śmiechu ale oczywiście "kamienna twarz"...

            A koleś w końcu przełknął i powiedział: "Ale macie stare chrupki"...

            I poszedł...

            Rany, szkoda, że mnie tam nie było... :-))))))))))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka