Dodaj do ulubionych

Przygody z FIATem 126p

28.07.03, 16:26
Mieliście jakieś ? Ciekawy jestem, czy ktoś miał dziwniejsze i bardziej niebezpieczne niż ja:
1. Przed skrzyżowaniem wypadła mi część pomiędzy pedałem hamulca a pompką hamulcową. Dobrze że skrzyżowanie było małe i nic nie jechało. Zakończyło się hamowaniem hamulcem ręcznym na chodniku.
2. Niedługo po tym jak kupiłem "maluszka" okazało się, że były zapieczone tłoczki (czy jak się to tam zwie) od płynu hamulcowego. Objawiało się to totalnym zablokowaniem hamulców (nawet na środku skrzyżowania). Jedyna rada: odkręcić koreczek od pompki paliwowej, nacisnąć hamulec, żeby trochę płynu ubyło, zakręcić koreczek, jechać dalej...
3. Pękł mi resor z przodu. Do domu dojechałem z przecinakiem wsadzonym w tenże resor.
4. Awaria zabieraka (części przenoszącej napęd z wału na koła) w centrum miasta (mieszkam na peryferiach) o północy...
5. Tu chyba mnie nikt nie przebije:
Zwarcie w instalacji elektrycznej samochodu na stacji benzynowej podczas tankowania paliwa. Na szczęście w porę wyrwałem przewody z akumulatora, ale mogło skończyć się brakiem jednej z dzielnic Częstochowy. Dodam jeszcze, że kilkanaście minut później zapłaciłem mandat za jazdę bez biletu, bo nie byłem przygotowany na jazdę komunikacją miejską ;-(
Obserwuj wątek
    • shelter Re: Przygody z FIATem 126p 29.07.03, 11:53
      mi sie maluch kojarzy na szcescie mniej tragicznie :)
      mój kolega Twój imiennik z reszta jest dumnym posiadaczem czarnego
      maluszka...nigdy nie mówi o nim "samochod" jednak
      zawsze jak siada za kierownica wstepuje w niego duch prawdziwego rajdowca
      zaden sąsiedni samochod na jezdni nie jest mu straszny,kazdemu grozi po cichu,z
      kazdym sie chce scigac jak ruszamy pod górke mówi-teraz to jestes madry-do
      kierowcy obok- poczekaj jak bedzie z gorki
      ja z racji swojego wzrostu mam zawsze kolana pod broda jak siedze na miejscu
      obok kierowcy,na kazdym zakrecie musze sie zapierac deski rozdzielczej albo
      sufitu-tak sie prowadzi w/g niego malucha
      najwiekszy ubaw mam jak puszcza na sprzecie grajacym piosenki disco(na codzien
      słucha KAZIKA itp)piosenki disco ale rosyjskie -bron Boze Tatu!!!wtedy dopiero
      zwraca na siebie uwage
      jeszcze nie sprawdzalismy ile osobmiesci jego maluch,ale to tylko kwestia czasu
      pozdr
      ---
      common sense is not so common
    • Gość: oki Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.koof.com.pl / 192.168.1.* 29.07.03, 23:23
      hehe, moja przygoda jest mniej drastyczna, ale co prawda to prawda, ze ok.
      polowa wyjadow konczyla sie tym ,ze wracalem do domu tramwajem (moja znajomosc
      mechaniki jest bliska zeru).
      1. awaria tlumika (to chyba standart)
      2. zerwanie paska klinowego- brak ladowania i chlodzenia przy okzaji. Smrod
      spalenizny w "kabinie"
      3. na zakrecie odkrecilo mi sie tylne prawe kolo (nie polecam)
      az w koncu policjanci zabrali mi dowod rejstracyjny (i wlepili mandat) za lekko
      peknieta szybe z przodu, i tak skonczyla sie Wielka Wloczega maluchem :)
      pozdrawiam posiadaczy tego cacka
      • Gość: oki Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.koof.com.pl / 192.168.1.* 31.07.03, 13:39
        no i przypomnialo mi sie cos jeszcze:
        znajomy holowal mnie do domu po kolejnej awarii na miescie. Na ostatnim
        zakrecie kolo domu przyhamowal by skrecic, natomiast u mnie hamulce lekko
        zapowietrzone nie dzialaly najlepiej i wiechalem mu w tylek. U niego w duzym
        fiacie nic sie nie stalo (stosunkowo wysoko zderzak), natomist u mnie w miedzy
        swiatlami dziura wielkosci piesci.
    • Gość: BeMBeN 110km/h IP: *.icpnet.pl 29.07.03, 23:47
      jadac z zawrotna predkoscia 110km/h na autostradzei w niemcach wyprzedzily nie dwa kola. pomyslalem za jakies dzieciaki je pchnely dla zabawy. Po chwili cos przestal mi grac po dzieciaki nie phnely by kol z predkoscia 110km/h. wtedy zrozumialem ze to moje kola. BuHaHa =DDDD
      • Gość: siju Re: 110km/h IP: *.net.iton.pl 30.07.03, 23:10
        wszyscy sie ze mnie smieją ze uprawiam sporty ekstremalne-czyli jeżdze
        kaszlem,jest biały wiec mówię na niego BIAŁA Śmierć. zepsuło sie już w nim
        wszystko
        tłumik około 5 razy w ciągu pół roku-rzyga olejem i wyskakuje mu bagnet od
        pomiaru oleju co skutkuje dymieniem gdy olej idzie na wydech,ale ostatnio migam
        gościowi za kierownica skody zeby zjechał z lewego pasa bo chce wyprzedzac.
        Gośc nic dalej pcha 90 to biore go z prawej i wyzywam od łosiów po około 300
        metrach olej zalał mi przerywacz i niestety silnik zrobił booom bo się
        zalał.stanałem na awaryjnych otwieram klape a wtedy właśnie mija mnie gośc ze
        skody i ze szczerym usmiechem na gebie naciska klakosn.Wrrrrrr
        • Gość: magda maluch IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 31.07.03, 14:00
          Mój chłopak miał już chyba z 3 maluchy (po poznańsku kaszloki, albo biszkopty)-
          żaden już nie jest na chodzie.
          1. raz trzymałam drzwi w czasie jazdy żeby się nie otworzyły
          2. szyba boczna się nie domykała - popychaliśmy ją ręcznie za szybę
          3. drzwi przez pewnien czas były zablokowane od strony kierowcy!
          4. regularnie zapalał na pych - inaczej się nie dało
          5. Raz mój kuzyn wiózł maluchem winniczki które zebrał na rowach do sprzedania
          ale skup był nieczynny więc zamknął samochód i poszedł załatwić jakieś sprawy -
          przychodzi a tu samochód od środka cały w obślizgłych ślimakach (ślymoki po
          poznańsku)- nie mógł go doszorować od środka
          znam wiele historii o maluchu!!!!!
    • konya98 Re: Przygody z FIATem 126p 31.07.03, 15:28
      Kiedys zaparkowalem przed marketem i podczas zakupow uslyszalem komunikat,
      ze "wlasciciel ma sie zglosic przy samochodzie". Poszedlem i zastalem mojego
      kaszla jakies 10 m od miejsca gdzie go zostawilem. Okazalo sie, ze zwarcie w
      instalacji uruchomilo rozrusznik a poniewaz byl na biegu to pojechal sobie,
      przepchnął innego kaszla a kiedy przyszło mu pchac jeszcze jednego to niestety
      nie dal rady.

      Maciek
      p.s. najtrafniej ujął to mój kolega: Zasłużył na miano "samochód".
      • konya98 Re: Przygody z FIATem 126p 01.08.03, 11:50
        Coś mi sie jeszcze przypomniało: w 98 roku ubw. bawiłem turystycznie na
        południu Turcji (nie, nie kaszlem :) ). Pewnego dnia bylismy z grupą na jakiejś
        wycieczce - przewodniczka pokazuje tamtejsze cuda historii i natury, wszystko
        dokładnie i ze znastwem objaśniając. W pewnym momencie odraca sie z powrotem do
        grupy i widzi, że niestety wszyscy stoją odwróceni do niej plecami i wpatrują
        sie w to cudowne zjawisko. Nie mylicie sie to jechał ON... :)

        Maciek
        p.s. potem widzielismy jeszcze jednego - w górach Taurus :)
        • Gość: Justyna Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 23.09.03, 09:03
          JA WIDZIAŁAM KILKA W CHORWACJI.
          • Gość: agniecha Re: Przygody z FIATem 126p IP: 62.29.248.* 07.11.03, 15:57
            i ja też! w dodatku z polskimi rejestracjami!!
        • Gość: leuc Re: Przygody z FIATem 126p IP: 212.51.202.* 07.11.03, 16:17
          To jeszcze nic - byłem w Australii przez pół roku - jakie było moje wielkie
          zdziwienie kiedy 2 dnia pobytu sąsiadka ciotki wyjechała z garażu pięknym
          niebieskim ( metalic ) MALUSZKIEM - odpaliła pyr pyr i pojechała - po jakimś
          czasie dowiedziełem się że ona zawsze tym maluchem jeżdziła po zakupy
          !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • madziac Re: Przygody z FIATem 126p 31.07.03, 16:24
      Moi staruszkowie też mieli maluszka, taki pomarańczowy jak ... ach, w nocy
      mozna go było widzieć. Ten maluszek miał kilka wad:

      1. kiedyś podczas jazdy zgasł mojej mamie na środku skrzyżowania, nawet mu
      światła awaryjne nie działały. Moja mamuśka niestety nie wiedziała co zrobić
      ale dumnie otworzyła klapę i coś pogrzebała (ale tak żeby manicure się nie
      zniszczył) i o dziwo zaskoczył.

      2. spadł nam dach, a dokładnie ta wyściółka w wewnątrz samochodu, która służy
      za sufit. Przez kilka miesięcy jeździliśmy z kijem podpierającym.

      3. mieliśmy dziurę w podłodze wielkości pięści i kiedy jeździliśmy po deszczu
      to nogi trzeba było trzymać wysoko bo wtedy maluszek nabierał wody.

      Sprzedaliśmy go jakieś 5 lat temu. Kiedy odbierałam telefony od przyszłych
      kupców, często zadawali mi pytania typu: kolor (mówiłam "soczysta
      pomarańcza"), przebieg (miałam napisane na kartce), czy jeszcze chodzi
      (odpowiadałam, że na pustakach nie stoi) itp.

      Fajnie było mieć maluszka, teraz mamy Tico, ale to chyba jakiś krewniak Fiata
      126p

      A co do ostatniej historyjki to się poryczałam ze smiechu. Dzięki
    • vicca Re: Przygody z FIATem 126p 31.07.03, 16:47
      Wybraliśmy się ze znajomymi (5 osób w jednym maluchu) do knajpy. Po drodze
      (było z górki i przed skrzyżowaniem) kierowca tak mocno wdusił sprzęgło że...
      wpadło do środka. Przytomny kolega obok wyciągnął linkę od wspomnianego
      sprzęgła i następne 15 km wyglądało następująco - ciągnij sprzęgło bo chcę
      zmienić bieg!.

      Dojechaliśmy bez wypadku.
    • myshen82 Re: Przygody z FIATem 126p 31.07.03, 17:13
      tata przyjechal po mnie kiedys i musialam wsiadac w
      biegu:)) potem jechalismy przez miasto modlac sie o
      zielone swiatlo, bo jak sie okazalo zerwala sie linka
      hamulcowa i jechalismy na sznurowadle;)
      pozdrawiam.
      a wlasnie, jak mowi sie u was na malucha?
      Kaszlak, Kaszlandia
      • Gość: KSU Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.bartoszyce.sdi.tpnet.pl 31.07.03, 18:06
        myshen82 napisała:


        > a wlasnie, jak mowi sie u was na malucha?
        > Kaszlak, Kaszlandia

        Viper, Sprzęt...
        • Gość: Mlekota Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.czestochowa.sdi.tpnet.pl 01.08.03, 08:47
          Bolid, BMW (Bardzo Mały Wóz), mało popularne ale moje ulubione: Grzechotnik
          • the_dzidka Re: Przygody z FIATem 126p 06.08.03, 12:31
            Gość portalu: Mlekota napisał(a):

            > Bolid, BMW (Bardzo Mały Wóz), mało popularne ale moje ulubione: Grzechotnik


            Frankenstein :-)
          • bumtarara Re: Przygody z FIATem 126p 14.10.03, 20:53
            Włosi mówią bambino
      • juve_maciek Re: Przygody z FIATem 126p 18.10.03, 00:21
        myshen82 napisała:

        > a wlasnie, jak mowi sie u was na malucha?
        > Kaszlak, Kaszlandia

        Bączek...

        było więcej, ale już nie pamiętam
    • madziac Re: Przygody z FIATem 126p 31.07.03, 18:03
      Jeszcze coś mi się przypomniało. Kiedyś rozpędziliśmy się z rodzicami do
      zawrotnej prędkości 100 km/h (z górki było:-)) i wysiadły nam hamulce. Potem
      maluszek zawsze już miał taki kaprys, że gdy jechał koło 100 nie działały
      hamulce.
      Inna historyjka była zimą, kiedy odpalał tylko na popych albo z kija.
      Najgorzej było zatrzymać się na światłach, bo wtedy to już koniec.

      A na maluszku przed blokiem mojego mena jest napis na klapie od silnika "no
      risk no fun!!!"

      Pozdrawiam
    • Gość: Darekm Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.07.03, 20:03
      Miałem kiedyś "kucki"Stał pod blokiem,rozrusznik na tulejach miał takie
      luzy ,że na nadwymiarowych jakie udało mi się kupić miał odgłos taki jakby
      nigdy miał nie odpalić(kręcił pół obrotu na minute) i żęził.Koleś który miał
      gości w domu zakładał się ,że odpali, nie miał problemów,bo i ja też bym się
      założył gdybym nie znał tego egzemplarza.Trzymałem dźwignie rozrusznika tak ze
      4 min. i odpalał!Koleś w ten sposób wygrał pare butelek.Pozdrowienia dla
      konstruktorów i ich myśli technicznej.
      • shelter Re: Przygody z FIATem 126p 31.07.03, 21:00
        sie mi pryzpomnialo
        ale to inny kolega- z Gniezna tym razem -miał tez ów cudną maszynę
        raz w lecie jak jechalam z tylu nie mialam najmniejszego problemu z wyrzucaniem
        pestek i ogryzków jak jadłam owoce wisnie i gruszki....mial takie dziury w
        podłodze ze czesc pasowalo do pestek czesc do ogryzków własnie :)
        ale twardo jezdził,taki był a co!
        ale za to nie mozna bylo jezdzic w klapkach bo niedaj Boze w złym miejscu sie
        postawiło noge i adio buciorrre :)
    • Gość: agnis Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.dsl.svcr.epix.net 01.08.03, 03:33
      nasz maluszek (moj i brata) psul sie zawsze (i psuje sie do dzisiaj). kilka
      lat temu, jeszcze jako swiezo upieczony kierowca wisadlam w to male cudo i
      pojechalam do kosmetyczki. po poltorej godzienie, cala piekna swieza i z
      pieknym nowym manicure wracam do domu. srodek godziny szczytu, ulice zapchane
      a moj maly lobuz rzezi zalosnie, rusza z wielkim bolem. w koncu patrze na
      czujnik temperatury i widze ze ten biedak sie gotuje!!! ostatkioem sil
      samochodzik zjechal na pobocze. pol godziny zajelo mi szukanie chlodnicy.
      jakis pan zaoferowal pomoc, krzyczy ze w maluchach chlodnicy nie ma, ale ja na
      upartego draze ze jest bo widzialam jak brat kiedys plyn chlodzacy w to
      cholerstwo lal. w koncu znalazlam (w bisiakch chlodnica jest!!!). leje, leje i
      szczesliwa ruszam w droge. oczywiscie manicure szlag jasny trafil a jak. po
      pieciu minutach znowu to samo. temperatura na czerwonym. zjezdzam na bok,
      parkuje i do domu wracam tramwajem. pozniej sie okazalo ze chlodnmica byla
      dziurawa jak sito, oprocz tego zaraz przy silniku rurka ktora benzyna plynie
      byla dziurawa i bezyna beztrosko sikala sobie na rozgrzany silnik. na
      szczescie nic sie nie stalo, szkody naprawilismy (a raczej moj brat z pomoca
      znajomego fachowca). a malucha ochrzcilismy "unabomber".
      • Gość: agnis Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.dsl.svcr.epix.net 01.08.03, 03:37
        i przypomniala mi sie jeszcze historia znajomych rodzicow, ktorzy swojego
        bisa wzieli na podroz po Europie (tak, tak). gdzies we Francji im sie autko
        popsulo. wezwali mechanika z pobliskiego miasteczka. fachowiec przyjezdza i z
        pewnoscia siebie podnosi maske z przodu. silnika ani sladu oczywisce. ale
        idzie do tylu i zaglada do bagaznika. szczeka mu opadla jak silnika i tam nie
        znalazl. w koncu wlasciciel autka litosciwie podniosl dno bagaznika i pokazal
        gdzie ten nieszcesny silnik malucha zimowal.
      • Gość: Pendragon Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.08.03, 08:55
        Gość portalu: agnis napisał(a):

        > nasz maluszek (moj i brata) psul sie zawsze (i psuje
        sie do dzisiaj). kilka
        > lat temu, jeszcze jako swiezo upieczony kierowca
        wisadlam w to male cudo i
        > pojechalam do kosmetyczki. po poltorej godzienie, cala
        piekna swieza i z
        > pieknym nowym manicure wracam do domu. srodek godziny
        szczytu, ulice zapchane
        > a moj maly lobuz rzezi zalosnie, rusza z wielkim bolem.
        w koncu patrze na
        > czujnik temperatury i widze ze ten biedak sie gotuje!!!
        ostatkioem sil
        > samochodzik zjechal na pobocze. pol godziny zajelo mi
        szukanie chlodnicy.
        > jakis pan zaoferowal pomoc, krzyczy ze w maluchach
        chlodnicy nie ma, ale ja na
        > upartego draze ze jest bo widzialam jak brat kiedys
        plyn chlodzacy w to
        > cholerstwo lal. w koncu znalazlam (w bisiakch chlodnica
        jest!!!). leje, leje i
        > szczesliwa ruszam w droge. oczywiscie manicure szlag
        jasny trafil a jak. po
        > pieciu minutach znowu to samo. temperatura na
        czerwonym. zjezdzam na bok,
        > parkuje i do domu wracam tramwajem. pozniej sie okazalo
        ze chlodnmica byla
        > dziurawa jak sito, oprocz tego zaraz przy silniku rurka
        ktora benzyna plynie
        > byla dziurawa i bezyna beztrosko sikala sobie na
        rozgrzany silnik. na
        > szczescie nic sie nie stalo, szkody naprawilismy (a
        raczej moj brat z pomoca
        > znajomego fachowca). a malucha ochrzcilismy "unabomber".


        Mam takie skromne pytanie. Gdzie maluch ma owy czujnik
        teperatury i temperaturę czego on pokazuje oraz co ,
        przepraszam, się gotowało ?
        • Gość: Darekm Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.devs.futuro.pl 01.08.03, 13:46
          Gość portalu: Pendragon napisał(a):

          > Gość portalu: agnis napisał(a):
          >
          > > nasz maluszek (moj i brata) psul sie zawsze (i psuje
          > sie do dzisiaj). kilka
          > > lat temu, jeszcze jako swiezo upieczony kierowca
          > wisadlam w to male cudo i
          > > pojechalam do kosmetyczki. po poltorej godzienie, cala
          > piekna swieza i z
          > > pieknym nowym manicure wracam do domu. srodek godziny
          > szczytu, ulice zapchane
          > > a moj maly lobuz rzezi zalosnie, rusza z wielkim bolem.
          > w koncu patrze na
          > > czujnik temperatury i widze ze ten biedak sie gotuje!!!
          > ostatkioem sil
          > > samochodzik zjechal na pobocze. pol godziny zajelo mi
          > szukanie chlodnicy.
          > > jakis pan zaoferowal pomoc, krzyczy ze w maluchach
          > chlodnicy nie ma, ale ja na
          > > upartego draze ze jest bo widzialam jak brat kiedys
          > plyn chlodzacy w to
          > > cholerstwo lal. w koncu znalazlam (w bisiakch chlodnica
          > jest!!!). leje, leje i
          > > szczesliwa ruszam w droge. oczywiscie manicure szlag
          > jasny trafil a jak. po
          > > pieciu minutach znowu to samo. temperatura na
          > czerwonym. zjezdzam na bok,
          > > parkuje i do domu wracam tramwajem. pozniej sie okazalo
          > ze chlodnmica byla
          > > dziurawa jak sito, oprocz tego zaraz przy silniku rurka
          > ktora benzyna plynie
          > > byla dziurawa i bezyna beztrosko sikala sobie na
          > rozgrzany silnik. na
          > > szczescie nic sie nie stalo, szkody naprawilismy (a
          > raczej moj brat z pomoca
          > > znajomego fachowca). a malucha ochrzcilismy "unabomber".
          >
          >
          > Mam takie skromne pytanie. Gdzie maluch ma owy czujnik
          > teperatury i temperaturę czego on pokazuje oraz co ,
          > przepraszam, się gotowało ?


          Wydaje się,że chodzi tu o 126bis
        • Gość: agnis Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.dsl.svcr.epix.net 02.08.03, 04:23
          hm, Bisiak 126 jest troche inny niz te klasyczne. i chlodnica jest i czujniki
          temp- wiecej bajerow do popsucia. a gotowac to sie olej gotowal. bulgal nawet
          na zewnatrz bo nakretka byla niedokrecona.
          • Gość: Pendragon Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.08.03, 11:32
            Jesli to był Bis to wszystko wyjaśnia :) Lecz wczesniej
            nie napisałaś Kwiatuszku :)
      • Gość: woo Maluch - eksplozje, kartofle zamiast wycieraczek IP: 195.94.193.* 05.08.03, 09:58
        > oprocz tego zaraz przy silniku rurka ktora benzyna plynie
        > byla dziurawa i bezyna beztrosko sikala sobie na rozgrzany silnik. na
        > szczescie nic sie nie stalo, szkody naprawilismy (a raczej moj brat z pomoca
        > znajomego fachowca). a malucha ochrzcilismy "unabomber".

        Ha! miałem w moim żółtym Malcu to samo - mechanik wziął go sprawdzić na trasę
        po mieście i po paru minutach przerażony wrócił - inni kierowcy go zatrzymywali
        i mówili, że zostawia za sobą płonące kulki - to benzyna kapała wielkimi
        kroplami z jakiejś rurki, zapalała się po drodze i na jezdni lądowała jako
        płonąca. Efekt niezły!

        Druga historia: jechałem do domu i nagle na zakręcie czuję, że Maluch "spadł" o
        paręnaście centymetrów w dół - to tylne zawieszenie padło i zrobiło się
        sportowe, czyli niskie ;-) Po tym go sprzedałem.

        A wcześniej padały mi notorycznie wycieraczki - brały tyle prądu, że jak
        następował ruch wycieraczek, to gasły światła (jazda w nocy w deszczu to było
        lekkie ryzyko). W końcu padły zupełnie. Słyszałem, że niektórzy przywiązywali
        sznurki i ruszali wycieraczkami z kabiny, ale do tego trzeba było mieć
        współprasażera, a ja jeździłem sam. Zdecydowałem się na inny domowy sposób:
        przed wyjazdem w deszcz smarowałem szybę przekrojonym kartoflem. Wtedy cała
        woda nie zbierała się w postaci kropelek, tylko równo spływała po szybie i coś
        można było zobaczyć.
    • Gość: Nigers Re: Przygody z FIATem 126p IP: 198.208.26.* 01.08.03, 09:23
      Witam,
      ciotka mojej żony w latach 80-tych, pojechała do Grecji na wakacje handlowe
      przez Rosje (powrót Węgry itd)chodziło o to że w jednym kraju kupowali jakiś
      towar a w następnym sprzedawali z dużą przebitą i wakacjie się zwracały a
      oprócz tego trochę złota i "zielonych" zawsze zostało, ale nie o to chodzi.
      Otóż w dniu wyjazdu malczak im się rozkraczył(tak był naładowany) naprawili go
      do nast. dnia i przejechali całą trase bez żadnej awarii!! PZDR
      • Gość: old.sailor Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 01.08.03, 14:17
        na coz nigdy nie mialem kaszlaka , ale w jednej z moich prac , jezdzilismy
        sluzbowymi pojazdami marki 126p
        auta byly w miare nowe , regularnie serwisowane i w zasadzie nie mielismy
        z nimi zadnych klopotow
        ale jak po calym dniu jezdzenia tym cudem techniki wsiadalem do mojej prywatnej
        skody 120 , to sobie myslalem 'o k...wa , ja to mam limuzyne"
    • Gość: sp Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 02.08.03, 04:45
      • Gość: spinelli kosiarka... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 02.08.03, 04:55
        W maju pojechalam w odwiedziny do Polski z moim dwuletnim dzieckiem. Stoimy na
        balkonie, slysze ktos na dole odpala Malucha, moje dziecko, ktore stalo za
        murkiem i nie widzialo co to, mowi - O, kosiarka! -

        ...

        Pare lat temu pojechalam odwiedzic kolezanke w Pszczynie, ledwie doszlam z
        pociagu ona mi mowi, ze jej starsze dzieci maja koncert w domu kultury a
        mlodsze dziecko sie rozchorowalo wiec mam tam Magde i Macka zawiezc ich
        Maluchem. Ja, przyzwyczajona do szerokich kanadyjskich ulic, staralam sie nie
        pokazac przerazenia na twarzy. Kiedy juz siedzialam za kierownica moja
        przyjaciolka mowi mi; - Acha, pamietaj ze dwojka nie dziala, wiec z jedynki
        musisz od razu wrzucac trojke. (!!!)
        Wyjezdzamy z uliczki a musimy przeskoczyc autostrade, zeby wjechac do miasta,
        zaczyna kropic deszczyk, przednia szyba zaparowana, dwoje cudzych dzieci na
        tylnym siedzeniu, okazuje sei ze swiatla na skrzyzowaniu nie dzialaja i przez
        te autostrade trzeba szybkim ruchem konika szachowego, ktos za mna trabi, ja
        wyjezdzam, chce z tej nieszczesnej jedynki przerzucic na trojke, ale nie
        czuje, zadnego oporu! Patrze! a mnie dzwignia zmiany biegow zostala w rece!!!
        ....
        Zamknelam oczy....
        Spinelli
        • quennie Re: kosiarka... 04.08.03, 13:45
          moj kolega z LO wjechal przy parkowaniu w brame szkoly i cos sie tam popsulo w
          drzwiach od strony kierowcy. otwieraly sie w czasie jazdy wiec przez jakis czas
          ktos musial zawsze z nim jezdzic i trzymac te drzwi od srodka siedzac za nim
          zeby sie nie otworzyly :)

          a drugiemu koledze zepsul sie fotel pasazera, tzn nie dalo sie go zablokowac
          tak zeby byl w jednym miejscu i latal sobie tak po tych szynach na ktorych jest
          umieszczony. latal do tyl i do przodu, a przy hamowaniu mozna bylo wyleciec
          przez przednia szybe :)

          no a awarie na srodku skrzyzowania to standard :)

          • Gość: Kuki Re: kosiarka... IP: *.sanok.sdi.tpnet.pl 16.08.03, 10:40
            quennie napisała:

            > moj kolega z LO wjechal przy parkowaniu w brame szkoly i cos sie tam popsulo
            w
            > drzwiach od strony kierowcy. otwieraly sie w czasie jazdy wiec przez jakis
            czas
            >
            > ktos musial zawsze z nim jezdzic i trzymac te drzwi od srodka siedzac za nim
            > zeby sie nie otworzyly :)


            Witam!
            Też znałam taki przypadek, ale gościu poradził sobie z drzwiami - mianowićie
            przywiązał je sznurkiem do fotela i problem zniknął...
            Pozdrawiam!!!
            ;-)
    • Gość: oki kawal odnosnie malucha IP: *.koof.com.pl / 192.168.1.* 04.08.03, 16:22
      kawal stary i nieco absstrakcyjny, ale.....

      pewien nowoupieczony wlasciciel malucha jechal przez wies. Wyszedl na chwile z
      autka i po powrocie ze widzi, ze jego samochd znajduje sie wysoko na drzewie.
      Przeciera oczy ze zdziwienia i stwierdza:
      - To, ze silnik slaby, ledwo jezdzi- wiedzialem.... to, ze ciagle sie psuje-
      wiedzialem... Ale skad mialem wiedziec, ze boi sie psów????
    • Gość: lola Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.03, 18:43
      Rok jazdy tym cudem to
      wsiadanie od strony pasazera(nie ma tam fotela), bo klamka zepsuta z 2 strony
      niemoznosc otworzenia szyby od kierowcy, tylko lufcik(fajnie sie gada jak ktos
      o droge pyta, szyja sie wygina w kazda strone)
      silnik prawie wypadł, tak poluzowały sie sruby, a ja kobitka nie zagladałam
      zerwana linka od predkosciomierza
      4 krotna wymiana linki od ssania
      odpalanie patykiem
      krecenie srubki (ssanie)przy silniku, bo juz mi sie tych linek wymieniac nie
      chce
      reczny robiacy za atrape(o czym dowiedziałam sie zostawiwszy na chwile malucha
      wyłaczonego, na biegu z zaciagnietym recznym, a w srodku 3 letnia córka- stał
      pod górke- wrzuciło dziecko na luz, autko sie toczy, parkingowy z rozwianym
      włosem leci i go łapie, bo wyrznałby w auto z tyłu, uff....)
      Aha, zima jest najlepsza- przy silnych mrozach uzbrajałam sie w budzik i w
      nocy co 3 godz, biegiem na dół, odpalic drania by rano bez problemu zapalic.A
      jak nie to na hol go , tragedia, wszyscy sasiedzi mnie unikali, zeby nie
      musiec go holowac.
    • sunday Re: Przygody z FIATem 126p 05.08.03, 19:17
      Piekne historie, trudno sie nie smiac. Tak... maluch to jedyny samochod, ktory
      juz przy 80 km/h zamienia sie w helikopter...

      Luki
    • madziac Re: Przygody z FIATem 126p 05.08.03, 21:00
      A u nas w maluszku zapadło sie kiedyś sprzęgło i jak się wcisnęło, żeby
      zmienić bieg, to potem trzeba je było podważyć nogą, bo nie odbijało samo. :-)
    • Gość: Aska Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.03, 21:52
      Maluch... az sie rozmarzylam :-)
      oto moje przygody:
      1. kiedys pedzac przez centrum warszawy, a konkretnie to przez plac zawiszy
      oderwala mi sie klapa od silnika... rumor byl tak potworny (bo rabnela chyba o
      tory tramwajowe), ze o malo nie dostalam zawalu i poczatkowo bylam przekonana,
      ze wypadl mi silnik :-) potem biegalam po tych torach szukajac klapy, a potem
      jeszcze tablicy rejestracyjnej, ktora tez odpadla.
      2. przez prawie rok jezdzilam bez waznego przegladu technicznego, az przylapali
      mnie na zwyklej kontroli drogowej - powinnam dostac oscara za role udawanego
      zdziwienia...
      3. pierwszy dzien po odebraniu prawa jazdy: najpierw zaparkowalam tam, gdzie
      byl zakaz (bo zawsze z siostra tam parkowalam, a akurat tego dnia postawili tam
      znak zakazu) i pierwsze spotkanie z policja, ale na szczescie byli laskawi i po
      prostu kazali mi odjechac, a chwile potem pod sklepem nie chcial mi zapalic
      i "podsklepowi" panowie z piwkiem w reku pomogli mi ruszyc z pychu!!
      4. standardowo zima przymarzal pedal gazu, wiec przy hamowaniu trzeba bylo go
      odciagac. Kiedys jednak jakas taka linka od gazu sie zaklinowala, wiec mimo
      hamowania pedzilam jak szalona, az oderwalam pedal gazu.
      5. jako poczatkujaca uzytkowniczka postanowilam dolac plynu do spryskiwacza i
      dolalam go do tego pojemniczka na plyn hamulcowy. spryskiwacz nadal nie
      dzialal, ale stwierdzilam, ze to w takim razie jakis wiekszy problem i olalam
      sprawe. znacznie pozniej sie dowiedzialam, co tak naprawde zrobilam...

      i moglabym tak pewnie jeszcze dlugo :-) jak mi sie przygody przypomna, to
      napisze!!
      Aska
      • Gość: KajTan Boje i przeboje... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.03, 09:32
        Kolezanka ze studiow poruszala sie Dalmatynczykiem. Nazwa
        wziela sie od czarnych plam, w jakie byl pomalowany woz
        prze jej dzieci.

        Padla jej linka od rozrusznika. Jako ze dojezdzala na
        studia z takiej ni to wioseczki, ni to miasteczka, nie
        dziwilo nas, ze w roli popychacza rozrusznika do
        odpalania uzwya ... widel. Akurat dlatego, ze mialy
        odpowiednio dlugi trzonek.

        I kiedy jechala na zajecia, ten Dalmatynczyk jej zgasl na
        swiatlach an skrzyzowaniu. Zniecierpliwiony facio w
        blazerskim wozie z tylu zaczal trabic i blyskac swiatlami.
        Kolezanka wziela widy i wyszla z wozu...

        Koles z blazerskiej fury wrzucil wsteczny, gaz do oporu i
        poszedl w przeciwnym kierunku. A kolezanka niby nic,
        maske w dol i tymi widlami go odpalila...

        Zaluje, ze nie widzialem tego, tak jak inni, ktorzy
        jechali i za tym gostkiem i za kolezanka...

        pozdroowka
        KajTan
        • Gość: GOSC Re: Boje i przeboje... IP: *.um.katowice.pl 06.08.03, 11:12
          buahahaahahha to byle dobre
          • bumtarara Re: Boje i przeboje... 14.10.03, 21:07
            rewelka. najlepsze!
        • karolajnat Re: Boje i przeboje... 14.08.03, 08:50
          o matko!! zamknelam drzwi do swojego pokoju w pracy bo placze ze smiechu!
    • kasia.lomanczyk Re: Przygody z FIATem 126p 06.08.03, 15:07
      Taaaaaaaaak do jezdzenia kaszlakiem to faktycznie trzeba miec poczucie humoru :)
      Moja mamusia w swoim 24-letnim maluszku (sic!) kiedys po ruszeniu ze swiatel
      chciala zmienic bieg i dzwignia zmiany biegow zostala jej w rece ;) Dotelepala
      sie jakos do domu na jedynce, na szczescie niedaleko bylo, kilkaset metrow w
      sumie. Nie widzialam tego, ale jeszcze po przyjezdzie do domu nie mogla
      przestac rechotac ;) Co sie okazalo, karoseria byla nieco krzywa i przy zmianie
      biegow cos metalowego caly czas lekko te dzwignie podpilowywalo.
      Ulubiony kawal mojego brat: maluch jest jak kobieta. Jak nie trzasniesz, to sie
      nie zamknie ;)
    • magda_s4 Maluch mojej cioci 07.08.03, 02:47
      To była dopiero fura! Otwierało się go kluczem od górnego zamka w drzwiach od
      domu (Yeti), a drzwiami trzaskać trzeba było po kilkanaście razy, żeby się
      zamknęły. Razu pewnego jedziemy sobie z ciocią po wyboistej drodze i
      zatrzymujemy się na skrzyżowaniu. Juz mamy ruszać, gdy nagle podbiega do nas
      zdyszane dziecko i krzyczy: "Proszę pani! Zgubiła coś pani" i podaje nam część
      podwozia :-) Co to było nie wiem, bo na samochodach się nie znam, ale ciocia
      moja tak zbladła, że myślałam, że trzeba jej reanimacji :-)
      • bartoo Re: Maluch mojej cioci 09.08.03, 23:11
        1. Mieszkałem jeszcze poza Krakowem (70 km). Przyjechała moja szanowna
        rodzicielka i zapakowaliśmy malucha zakupami z Tesco z tyłu po dach. Wsiadamy,
        ujeżdżamy niecały kilometr i zgasł. Grudzień, ciemno już, nieciekawie.
        Jakoś na jedynce zajechałem ze 200 m pod blok do siostry. I tam, z latarką i
        zgrabiałymi od mrozu rękoma, zdemontowałem po ciemku gaźnik i go przetkałem.
        Choć nigdy tego nie robiłem, udało się, gdyż przez telefon pomagał przyszły
        teść - mechanik.

        2. Urwałem linkę od sprzęgła i zajechałem do domu bez sprzegła 70 km (o 12 w
        nocy). Było trochę zgrzytów przy zmianie biegów ale poradziłem... :-)
        • Gość: Rodrig Falkenstein Re: Maluch mojej cioci IP: *.it-net.pl 11.08.03, 02:14
          maluch to klasyka.. takich juz nie robią.

          Ja pamiętam standardowe przygody:

          1. podsufitka podparta kijami
          2. boczne szybki zaklejone na sztywno jakimś superklejem bo się same otwierały
          3. urwana linka rozrusznika - odpalanie "na szczotkę"
          4. skrzypiące zwrotnice
          5. zablokowane cylinderki hamulcowe - hamulec miał dwie pozycje: nie
          hamować/ostro hamować
          6. drzwi zamykały się dopiero jak się nimi porządnie machnęło, tak żeby cały
          samochód się zatelepał.

          czymś takim robiłem trasę do Antwerpii, w czasach schyłkowej komuny. Do dziś
          pamiętam, że koła ciężarówek sięgały do połowy okna, i ten ryk kiedy trzeba
          było maluszka zmusić do poruszania się po autostradzie z jakąś "autostradową"
          prędkością
          • being28 Re: Maluch mojej cioci 11.08.03, 09:01
            Moj pojazd ma tylko 10 lat ale:
            - po 5 latach okazalo sie,ze reczny dziala tylko w 1-nym kole, drugie nie
            bylo "podlaczone"
            - lewy kierunkowskaz dziala tylko jak sie go pukni paluszkiem-spory problem na
            rejestracji
            - kiedys na skrzyowaniu wieki koles z samochodu za mna wyszedl z auta i
            myslalem, ze chce mi wpier... za cos, a on powiedzial, ze nie ma
            swiatel "STOP", co zreszta zdarza sie czesto. Teraz 3-ci stop mam skierowany do
            srodka i wiem kiedyz dziala, a kiedy nie.
            - przetarly sie przewody od gaznika i paliwo wylatywalo. Cos na predce
            sklecilem, ale wracalem do domu z gasnica na przednim siedzeniu i patrzylem
            czesto we wsteczne lusterku czy nie ma ognia
            - szmata walajca sie w silniku (do wycierania bagnetu) spadla kiedys na tlumik
            i zapalila sie. Polowa samochodow zaczela migac swiatlami, trabic, cos machac
            przez szyby i wreszcie zorietnowalem sie o co chodzi.
            - jak dokrecilem sruby w kole to 1-na sie odkrecila i wypadla, reszta
            poluzowala sie i jakos dziwnie sie jechalo:)
            - jechalem na spawanie bagaznika i wyjalem zapasowe kolo, przez dziure pod
            akumulatorem wypadl lewarek i ciagnalem go kawalek po asfalcie.
            - jak moj papa ustawil gaznik to 7 razy normy spalin przekroczylismy
            - zimowe poszukiwanie denaturatu i dziwne spojrzenia ekspedientek
            - kazde szybsze ruszenie na swiatlach powoduje w samochodzie obok wcisniecie
            gazu do dechy bo przeciez nie mozna dac sie wyprzedzic przez malucha
            - wycieczka z Warmii do Zakopanego, po drodze szlifowanie glowicy bo 120km/h
            nie mozna za dlugo jezdzic.
            - strach w oczach w serwiach opon, przy wymianie np. na zimowki. Trzeba pobawic
            sie detka co obsluga nie za bardzo lubi. Do tego pytanie "Czy wywazyc kola?"
            - wybor czesci w sklepach: fabryka czy rzemioslo. Z fabryki na 80zl, rzemioslo
            ta sama czesc 8 zl.
          • Gość: woo Re: Maluch mojej cioci IP: 195.94.193.* 14.08.03, 08:36
            > 1. podsufitka podparta kijami
            ja miałem pałąk osobiście z drutu wygięty - inaczej faktycznie podsufitka
            obniżała dach o jakieś 15 cm

            > 3. urwana linka rozrusznika - odpalanie "na szczotkę"
            Kij to chyba standardowe wyposażenie starych maluchów

            > 4. skrzypiące zwrotnice
            Taaa, mnie się kiedyś zwrotnice zapiekły na skrzyżowaniu podczas zawracania -
            stałem parę zmian świateł siłując się z kierownicą, żeby koła wyprostować i móc
            zjechać na bok, a nie jeździć w kółko ;)

            > 6. drzwi zamykały się dopiero jak się nimi porządnie machnęło, tak żeby cały
            > samochód się zatelepał.
            Ale za to kluczykami od drzwi można było otworzyć co drugiego malucha w
            okolicy - do dziś nie wiem, jak oni te zamki robili.
    • Gość: kristo Re: Przygody z FIATem 126p IP: 62.233.197.* 13.08.03, 19:33
      1 .Miałem zwarcie w instalacji i klakson zaczął trabić w rytm kierunkowskazu
      2. Przy zawrotnej prędkości 100 km/h wyskoczyła świeca ( z zeranego gwintu w
      głowicy ). Wujek, który jechał z tyłu mówił, że bał się, że mu "utorbienie"
      urwie :-)
    • Gość: FIAT126 Maluchem na PWr IP: 62.148.80.* 13.08.03, 20:12
      Zaloze sie, ze nikt z was nie jest tak nieodpowiedzialny jak ja i nie jezdzi
      maluchem na Politechnike Wroclawska (ja mam tam 100 km w jedna strone). Ja
      jezdze i podczas jednego z takich wyjazdow rozjechal mi sie aparat zaplonowy
      (konretnie na ulicy Brucknera, taka dosc ruchliwa czteropasmowka :) ). Niestety
      nie od razu wpadlem na przyczyne defektu i do Politechniki doszlismy piechota
      (drobiazg, jakies 6 km...). Pozdrawiam moich wspoltowarzyszy tej pamietnej
      wyprawy, a zwlaszcza Wspoltowarzyszke, ktorej nie zniechecil ten incydent i
      jezdzila ze mna dalej :))).
      Trzymajcie sie posiadacze Fiata 126
      • Gość: ?diablica? Czerwone widmo komunizmu ;-)) IP: w3cache.BRZEG.Korbank.PL:* 13.08.03, 23:50
        maluch rocznik 78. jakieś 4 lata temu Targi Motoryzacyjne (sic!)
        we Wrocławiu, pracowaliśmy tam we trójkę: ja, brat i kumpela. Dojeżdzaliśmy (ok
        35km)sobie właśnie naszym czerwonym porsche ;-) pech chciał, że przed samym
        Wrockiem urwał nam sie tłumik.. czas goni, zapas dyżurnego drutu wyszedł no i
        co?
        nic - pojechaliśmy dalej
        odgłos jaki wydaje maluszek bez tłumika - wszyscy wtajemniczeni chyba wiedzą ;-
        )))) nie dało sie nas nie zauważyć.. upss usłyszeć ;-))) hihihi
        na dodatek zawieszenie było hmmm... niesprawne?? :D
        jak wjechaliśmy na tory tramwajowe to zjechać z nich to była wyższa sztuka
        jazdy ..
        oczywiście tajniacy nas zgarneli :-)) najlepszy był motyw jak zaczeli wymieniać
        czego się mogą czepić :-)) a jak już Pan Policjant chciał sprawdzić klakson ,
        stuknął w niego palcem a ta klapka od klaksonu spadła naszemu kierowcy na
        kolana :D
        minę facet miał nieziemską - policjant oczywiście bo my walczyliśmy z
        falującymi nozdrzami hiehiehie
        skończyło sie na mandacie (studenci... itp - 50 zł) i zabraniu dowodu
        rejestracyjnego ale na Halę Ludową dojechaliśmy :-)
        a powrót to była sztuka :-D
        jak na placu Grunwaldzkim (jedno z najbardziej ruchliwych i pokręconych
        skrzyżowań we Wrocku) staneliśmy na światłach (maluszek mimo swych wad był
        jednak tak podkręcony że sporadycznie gasł) trzeba było dodać gazu żeby
        ruszyć... hihihi ludzie w autobusach i w tramwajach na nas a my we trojkę
        czerwoni ze śmiechu, w czerwonych koszulkach, w czerwonym porschaku i ten
        dźwiek... taaaaa... istna wersja sportowa ;-)))))
        po drodze jeszcze raz nas zatrzymała policja ale jak na hasło :prawo jazdy i
        dowód rejestracyjny proszę a my z udawanym (należy sie Oskar!!) smutkiem:
        niestety panowie , koledzy byli pierwsi .
        nawet nam współczuli że my tyle jeszcze mamy drogi :-)
        sam dźwięk autka powodował, że emeryci dostawali na pasach dziwnego
        przyśpieszenia - niepotrzebnie bo hamulce działały..... chyba :D
        w mijanych wioskach to kury sie nie niosły chyba przez miesiąc a krowy mleka
        nie dawały :-))
        ale porschak był dzielny - wyprzedził nawet kilka aut :-))) całkiem
        porządnych , ale to chyba przez zaskoczenie bo kierowcy mieli w nich taaaaakie
        zdziwione miny albo sie prawie turlali ze śmiechu :-)))
        całkiem niezły był też moment jak wyprzedzała nas paczka jakiś kolesi..
        wychylili się przez okna i szczerze ;-) dopingowali " no dawaj dalej, dawaj.
        dasz radę" :-)))
        do samego domu nie zatrzymał nas już ani jeden patrol, ale wysiedlismy z
        głowami jak lodówki :-)
        rok później mój brat pojechał tym samym porschakiem nad morze z dwoma kumplami
        mając na dachu pół malucha w częściach zamiennych ale to już jego historia :-)))
        pozdruuffka
        • Gość: ?diablica? Re: Czerwone widmo komunizmu ;-)) IP: w3cache.BRZEG.Korbank.PL:* 13.08.03, 23:55
          a ten tytuł wątku wziął się z tego, że wtedy na placu grunwaldzkim mieliśmy
          ubaw że jeśteśmy jak widmo komunizmu czerwone, małe a ile hałasu ;-)

          a tak nawiązując do tego jak nazywamy popularne kaszlaki to my mielismy ułożoną
          piosenkę pod melodię <kupiłem czarny ciągnik> która zaczynała się:
          pierdzielem, jedziemy pierdzielem

          fajne jazdy były w maluszku, dopiero w tym roku poszedł w odstawkę :(
          • Gość: FIAT 126 Wersja eksportowa IP: *.promax.media.pl 17.08.03, 18:18
            Przypomnialo mi sie jeszcze kilka rzeczy.

            1. Jeden moj kumpel byl wielkim przeciwnikiem Malucha, ale jak na 18stke dostal
            troche kasy i chcial kupic jakies auto to wystarczylo mu oczywiscie tylko na
            126. Przyjechal nim pozniej do szkoly i mowi: "czy ja juz chwalilem ci sie moja
            duma ?" albo: "wiesz ten samochod wcale nie jest taki zly...".
            W kazdym razie nieco pozniej jechal tym swoim Maluchem gdzies poza miastem i
            chcial przyhamowac przed skrzyzowaniem. Wciska hamulec, a tu... nie ma
            hamulca ! Na szczescie reczny dzialal bo niedawno samochod mial przeglad
            techniczny ;). Czy ktos kiedys probowal zatrzymac Malucha jadacego wiecej niz
            40 km/h przy pomocy hamulca recznego ? Amatorom mocnych wrazen goraco polecam !
            A co do tych hamulcow to pompa hamulcowa do wymiany...

            2. Inny kolega jest szczesliwym posiadaczem Malucha z roku 1982, wersja
            eksportowa do NRD (w porownaniu z samochodami na rynek krajowy "eksportowki" sa
            praktycznie nie do zajechania). Ochrzcilismy go "wersja eks-sportowa". Niedawno
            mial ciekawe zjawisko zwiazane z instalacja elektryczna: klakson wlaczal sie
            gdy kierownice pociagalo sie do gory. Z tego powodu jego Maluch trabil przy
            kazdym wlaczaniu I biegu, bo kolega podczas przesuwania dzwigni w lewo
            natrafial na bariere nie do przejscia w postaci wlasnego uda, musial wiec
            przesunac noge nieco w lewo ale wtedy dobijal do kierownicy ktora wtedy byla
            odpychana do gory... No i Maluch trabil :). Z tej samej przyczyny trabil tez
            przy kazdym wiekszym zakrecie, w praktyce na kazdym skrzyzowaniu. No i
            wracalismy kiedys tym jego Maluchem z imprezy. No i wyobrazcie sobie: czwarta
            nad ranem, miasto spi, ulice puste, a tu jedzie Maluch z czterema kolesiami i
            na kazdym skrzyzowaniu trabi... :) Brakowalo jeszcze do tego jakiegos patrolu
            policji (wtedy chyba wszyscy bysmu dmuchali w balon ;) ). Niestety juz to
            naprawil i nie ma takiego ubawu.
            Chlapacze pourywal na kraweznikach juz chyba wszystkie, jeden to nawet ja mu
            urwalem jak zawracalem na polnej drodze ;).
            Nigdy nie bylo problemu zeby sie dostac do jego Malucha, bo bez problemu
            zsuwala sie na dol szyba w drzwiach. Poza tym nie ma blokady na kierownicy,
            wiec kawalek metalu (do zwarcia w skrzynce bezpiecznikow) wystarczal zeby sobie
            pojezdzic bez wiedzy wlasciciela.

            Ale jak czytam poprzednie wpisy to widze ze te moje to zadne przygody, to w
            sumie norma ;)

            Pozdrowienia dla uzytkownikow cudu techniki XX wieku
    • Gość: krash Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.chello.pl 18.08.03, 08:24
      U nas malucha nazywalo sie pieszczotliwie "kaszelek" albo "wrotka". Bylo ich
      kilka w rodzinie. Nasz awansowal na samochod transportowy, bo dzielnie
      przeprowadzal nas do pierwszego wlasnego mieszkania. To byly lata 80-te,
      mielismy takie wielkie regaly (tzw. mebloscianke), ktorych dolna czesc byla
      nierozbieralna. Wielkie i ciezkie pudla z plyty wiorowej umiescilismy
      na "czapce" (czyli bagazniku na dachu). Te bagazniki byly montowane na
      rynienkach, a nasz nie byl zbyt mocnej konstrukcji. Po przejechaniu na drugi
      koniec miasta okazalo sie, ze nie mozna wysiasc z samochodu. Pod wplywem
      ciezaru "czapka" zostala solodnie uklepana na dachu, rynienki pozaginaly sie do
      dolu i juz! Efekt byl taki, ze panowie "podsklepowi" ciagneli od zewnatrz, a my
      pchalismy od srodka czerwoni ze smiechu. Szkoda, ze nikt tego nie nagrywal!
      Do konca mielismy powyginane te cholerne rynienki i wielka komitywe z panami
      spod sklepu, dzieki czemu nigdy nic z samochodu nie zginelo, choc zdazalo sie
      nam go nie zamknac.
      Kiedys pojechalismy w odwiedziny do rodziny na drugi koniec Polski (ok. 300km).
      To byly czasy, kiedy zabieralo sie do domu wycieraczki, bo strasznie kradli, a
      o nowe bylo trudno. Tak wiec po dojechaniu na miejsce wycieraczki wyladowaly na
      szafce w przedpokoju. Okolo polnocy ruszylismy z powrotem do domu, byl
      listopad, pogoda "pod psem" i zaczynal popadywac sniezek. Jak rozpadal sie na
      dobre okazalo sie, ze nie zabralismy naszych wycieraczek. Bylismy mniej wiecej
      w polowie drogi. Bez sensu bylo wracac, wiec dalej wygladalo to tak, ze co
      chwila zatrzymywalismy sie, ja wyskakiwalam ze szmatka i wycieralam szybke.
      O Wrotkach mozna pisac w nieskonczonosc. Zapalanie na pych, na szczotke,
      wyskakujace swiece, jazda z otwarta klapa silnika, zabieranie w zimie
      akumulatora na noc do domu, no i te ciagle wybory: co wlaczyc najpierw -
      swiatla, migacz czy wycieraczki, bo wszystko na raz nie dawalo rady. Z
      czuloscia wspominam tez przycisk spryskiwacza ukryty pod kapturkiem z czarnej
      gumy, ktora szybko sie utleniala i kazde jej dotkniecie pozostawialo na palcach
      czarne slady. To byla zabawa.
      Pzdr.
    • agojama Re: Przygody z FIATem 126p 18.08.03, 11:00
      Swietne historie. Pamietam ze w kaszlaczku rodzicow wlaczal sie klakson przy
      skrecie w prawo. Trwalo to prawie tydzien bo nikt nie umial usunac spiecia.
      Zamieszanie robilismy okropne a nie dalo sie nijak skrecac tylko w lewo. Ojciec
      byl czerwony i mial kropelki potu na czole. Mama, brat i ja staralismy sie
      schowac pod siedzenia bo wstyd by straszny co rzecz jasna nie bylo mozliwe w
      tym modelu.
    • Gość: wone Re: Przygody z FIATem 126p IP: *.t16.ds.pwr.wroc.pl 18.08.03, 12:34
      ja jestem szcześliwym posiadaczem czerwonej strzały z 97 roku o oryginalnym
      przebiegu 40000km i na szczescie nic mu nie dolega i nie płata mi figli!!!
      ale maluszek kumpla na jeżdzie próbnej (zaraz po remoncie)na szczescie przed
      skrzyżowaniem sie w dziwaczny sposób rozkraczył:) a mianowicie uciekły mu na
      bok tylnie koła i zarył silniczniem o asfalt (powód uszkodzone podkładek pod
      śrubami trzymającymi tylnia zawieche:)!)
      inna historia to kiedyś wracajac z kudowy do wrocka jadąc z górki na budziku
      130!!! kumpel noge z gazu i nic:) już za górką a malacz dalej 130 i jest luz
      pod gazem!!!za jakieś 10 km wiedzieliśmy dlaczego miał takie osiągi:) i jusz
      zawsze wiedzieliśmy kiedy wydmuchuje uszczelki z silika:)!
      musieliśmy co 30 km dolewać oleju:)żeby wrócić:)
      jak maluch jedzie z zawrorna dla neigo prędkością i nagle zaczyna
      niespodziewanie przyszybszać to znaczy że straciliście uszczelki i macie
      zachlapana olejem komore silnika:)
      pozdrawiam

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka