Dodaj do ulubionych

Coś co spotkało was od obcych ludzi

    • micra czy tylko kobiety to spotyka? 03.12.07, 15:50
      żadnego mężczyzny nic szczególnego nie spotkało, czy też żadnemu nie chce się
      nic pisać (może przeoczyłem jakąś wypowiedź)?

      Ja przeszukałem swoje myśli, choć staram się być uprzejmy i pomagać to jak dotąd
      nie spotkało mnie nic co utkwiło by mi szczególnie w głowie - mówię o nieznajomych.
      • Gość: sbo Re: czy tylko kobiety to spotyka? IP: *.ssp.dialog.net.pl 03.12.07, 16:28
        Alez spotyka :) ostatnio zostałem grzecznie poproszony o pieniadze a argumentem
        przekonywujacym bylo uderzenie piescia w oko ( moje oko ). Po czym we złosci
        powiedzialem ze nie mam i sobie poszedłem. Zyczliwy byl bo mnie nie gonił ;).
        • Gość: tabacco Re: czy tylko kobiety to spotyka? IP: *.man.bydgoszcz.pl 05.12.07, 00:28
          Późno, pora spać, a po przeczytaniu Twojego opisu chce mi się jedynie śmiać.
          Pozdrawiam
      • Gość: czlowiek_po_prostu Re: czy tylko kobiety to spotyka? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.07, 16:46
        szedlem z kolega do knajpki...

        widze jakies zamieszanie na chodniku. starsza kobieta przewrocila sie potykajac
        o plyte. jakis chlopak z psem, pani z zakupami i ja z kolega podnosimy ja.
        sprawdzam czy jest cala, proponuje pogotowie. pani grzecznie dziekuje za pomoc i
        patrzac mi w oczy mowi - "dobrze ze jestescie". nigdy nie zapomne tego spojrzenia.

        uslyszec takie slowa - bezcenne
        • Gość: tralalala Re: czy tylko kobiety to spotyka? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.12.07, 14:25
          podobna historia. idę z mężem z pracy - jak wielu ludzi o tej samej porze. widzimy zbiegowisko. jakaś pani przewróciła się o krawężnik i tak niefortunnie upadła że uderzyła się w głowę i ciągle mdlała jak chciała wstać. rzecz działa się obok sklepu z komórkami. starsi jacys nieznajomi próbuja ją cucić ale przelewa się przez ręce. traci i odzyskuje przytomność. pani,która pomagała w końcu ie wytrzymała i krzyknęła: czy nie ma ktoś telefonu by zadzwonic po pogotoweie? jakimś trafem z całego tłumu nikt nie zareagował... podbiegłam, wyciągnęlam komórkę, zadzwoniłam, poczekałąm aż przyjedzie pogotowie. troche to trwało. na szzcęście zatrzymał się jakis lekarz jadący w cywilu i pomógł jeszcze przed przyjazdem pogotowia. pani wręczyła nieznajomej torebkę bo w środku był numer do domu - by powiadomić. do dziś dziwię się że nikt nawet nie pokwapił sie z wyjęciem telefonu... kobieta poszkodowana już leżąc na noszach dziękowała wszystkim
      • benelton nie tylko :P 04.12.07, 00:20
        Jechałem z dziewczyną pare lat temu autostopem przez Austię. Wylądowaliśmy w
        jakiejś wiosce, z której nie moglismy sie wydostać. Widząc nadchodzące chmury
        burzowe zbieraliśmy się już z drogi i zatrzymała się nam jakaś pani z dzieckiem.
        Szczęście chciało że jechała prosto do Wiednia, czyli tam gdzie my :) Rozmowa
        nam sie nie kleiła, my nie bardzo mowilismy po niemiecku ona po angielsku. Na
        miejscu zapytała czy mamy plan miasta i czy mamy gdzie nocować. Zaprosiła nas do
        siebie, poszukała nam noclegu, dzwoniła nawet gdzieś z pytaniem czy maja wolne
        miejsca, wyjasniła jak dotrzeć do miejsca noclegu a na koniec podarowala mape :)
        Tak bardzo chciałem jej podziękować,a umiałem tylko "danke" :)
      • Gość: swoboda_t Re: czy tylko kobiety to spotyka? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.07, 01:52
        No dobra, żeby była równowaga płci opiszę trzy sytuacje, które
        akurat pamiętam. Wiele zdążyłem już odłożyć w glębszej pamięci.

        1: Jadę ulicą Wolności w Chorzowie do szkoły, jakiś kolos mnie
        czekał. Ale oczywiście za późno wyszedłem i złapałem ostatnią
        możliwą banę. Siedzę na pierwszym siedzeniu po prawej za kabiną
        motorniczego. Co i rusz spoglądam nerwowo na zegarek i bezgłośnie
        klnę pod nosem. W pewnym momencie spostrzegłem, że Pani motorniczy
        spogląda na mnie przez lusterko - uśmiechnęła się i z ruchu warg
        wyczytałem, że powiedziała coś w stylu "nie martw się, zdążysz". Od
        razu się uśmiechnąłem i stres opadł. Na wyjściu grzecznie się
        pożegnałem, a Pani - tym razem już słyszałem -
        powiedaziała "spokojnie, masz czas". Zdążyłem, zdałem :) Dzięki!

        2: Upalny letni dzień, koniec lat 90-tych. Po przejażdżce pociągiem
        i pekaesem wysiadłem w miejscowości Rycerki (Beskid Żywiecki) i
        wstąpiłem do sklepiku po coś do picia na teraz i na wieczór. Czekał
        mnie jeszcze godzinny spacer pod górę do daczy kumpla. Pewien miły
        pan spytał gdzie idę i zaproponował, że mnie podwiezie, bo jedzie
        mniej więcej w tym kierunku. Zapakowaliśmy się do czerwonej Fiesty i
        oszczędził mi sporo wysiłku. Dzięki!

        3: Tanksztela w helmutowie, chciałem zatankować gaz. Mają tam inną
        końcówkę i żeby podpiąć polskie auto trzeba wziąć adapter. Idę do
        kasy, "has du flusiśgas adapter bite?", a kasjerka coś tam zaczła
        trajkotać. Zrozumiałem tylko "cwanciś ojro". Ja na to, że "mychte
        aber nicht kaufen, nur tanken, und adapter curik in funf minuten" a
        ta mi dalej "coś tam coś tam cwanciś ojro". Za mną facet, jakiś
        żigolo z wypasionej terenówki, zawstydziłem się że jej nie rozumiem
        i wstrzymuję kolejkę. Już omam odejść zwalniając miejsce, a koleś za
        mną bardziej łopatologicznie "cwanciś ojro ist nur ajn fand, adapter
        zurik, geld zurik". "Ah jaaa, naturliś ajn fand! Iś ferszteje jec,
        ales klar, danke szyn!". Podziękowałem dwukrotnie, no i
        zatankowałem. Danke!
        • swoboda_t Re: czy tylko kobiety to spotyka? 04.12.07, 02:02
          No i już mi się wspomniała kolejna rzecz. Tuż przed sylwestrem 2005,
          wtedy co tak nawaliło śniegu, jechałem z kumplami z Ostravy do
          Tesina, potem, już następnym pociagiem, mieliśmy jechać gdzieś za
          Trinec. Niestety Ceske Drahy złapały opóźnienia i okazało się, że
          bedziemy w tym Tesinie mieli nieplanowany posój (nie, żeby nam to
          przeszkadzało - piwo tanie :D). Konduktorzy byli bardzo mili w
          obyciu i odpuścili nam w ogóle oplatę za przejazd, w raamach
          przeposin za opóźnienia. Parę godzin wcześniej w drodze do Ostravy
          na mecz hokejowy dyskutowaliśmy na której stacji wysiąść, zeby dojść
          do Cez Arena. Siedzący nieopodal Czech zagadnął czy my też na hokej
          i powiedział, żebyśmy poszli z nim. Tylko dzięki temu trafiliśmy i
          dotarliśmy na czas. Załatwił nam tańsze wejście - kupiliśmy jakieś
          trefne bilety od konika, ale pogadał z ochroniarzami, Ci też okazali
          się wyrozumiali, no i tak sobie weszliśmy za jakieś śmieszne
          pieniądze. W rewanżu On też dostał bilet i kilka kolejek piwa (tam
          na meczach normalnie leją browar), ale nie wiem czy był do końca
          zadowolony bo jakoś cicho siedział - chyba był kibicem drużyny
          przeciwnej i tylko przez grzeczność siadł z nami w sektorze :D
          • swoboda_t Re: czy tylko kobiety to spotyka? 04.12.07, 02:13
            Niniejszym chciałbym również podziękować wszystkim kierowcom, którzy
            wpuścili/wpuszczą mnie gdy wyjeżdżam spod UŚ w Katowicach, ze stacji
            BP na Roździeńskiego w czasie popołudniowego szczytu. Nigdy nie
            musiałem czekać dłużej niż jedno, dwa auta.
            • Gość: tralalala Re: czy tylko kobiety to spotyka? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.12.07, 14:31
              schodzimy z Rys od strony słowackiej. niestety - bez mapy, bez kasy. źle skrecamy, idzie wieczór a my w śroku pustkowia. po widoku drutów elektrycznych trafiamy do drogi. staramy się złapac stopa do granicy ja i mój chłopak. nikt się nie zatrzymuje. po drodze parking. pytamy wszystkich czy ie jadą do granicy. jadą, ale później, nie jadą... nikt nie chciał podwieźć... idziemy dalej. głodni i trochę zniecierpliwieni. nagle zatrzymuje się samochód. okazało się że jakieś małżeństwo z Krakowa jak zobaczyło tak mizerną parę stwierdzili że podwiozą. podjechaliśmy do granicy. tam kolejka samochodów, więc wysiedliśmy i dalej już pieszo (inne kierunki). po drodze mijaliśmy tych kierowców z parkingu którzy nas nie chcięli podwieźć. dziękujemy tym krakusom - gdyby nie oni byłoby kiepsko z nami, a tak do dzis wspominamy nazse wakacje w górach!
    • Gość: gitz Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: 217.153.8.* 03.12.07, 16:27
      Od liceum (czyli już jakieś 10 lat) jeżdżę po mieście stopem. Zagaduje na
      skrzyżowaniu ludzi czy by mnie nie podwieźli. Udało się już dziesiątki razy.
      Zwykle można sobie porozmawiać. Kiedyś trafiłem na prezydenta Łodzi, Pana Panasa
      i też mnie zabrał.
      Na allegro sprzedawałem bilety tramwajowe, jeden Pan wylicytował je za jakieś
      10zł, ale przelał mi 100 i powiedział, że one są dla niego tyle warte i tyle
      chce za nie zapłacić.
      W podstawówce któregoś razu poszedłem do szkoły, a ona była z jakiegoś powodu
      zamknięta. Do domu nie wróciłem tylko beczałem nieopodal pawilonu handlowego.
      Jakaś starsza Pani przygarnęła mnie, dała mi obiad, pooglądałem u niej TV, aż
      nie odebrała mnie mama.
      W Urzędzie Skarbowym po miłym uśmiechu Pani nie robiła mi problemów po tym jak
      spóźniłem się tydzień z zapłatą podatku za samochód.
      W Stanach chrzestny mojego kolegi zaopiekował się nami, znalazł nam robotę,
      odebrał z lotniska, wynajął mieszkanie, zrobił zakupy, woził dopóki nie
      kupiliśmy samochodu.
      W Austrii spotkałem przemiłego konduktora, który nie ukarał nas za to, że źle
      skasowaliśmy bilety (trzeba było wszystkie od razu, a my myśleliśmy że najpierw
      jeden, a drugi dopiero po przesiadce) i jeszcze pomógł przy przesiadce.
      W pracy szef nie robił problemów jak pisałem pracę mgr w godzinach pracy kiedy
      nie miałem nic do roboty.
      U lekarza pani z rejestracji darowała mi brak legitymacji studenckiej.
      Wsszystkim tym ludziom i tym, o których zapomniałem bardzo dziękuję.
      Sam też staram się pomagać, nigdy nie odmawiam gdy bezdomny poprosi mnie o
      jedzenie (pieniędzy nie daję nigdy), ostatnio pomogłem Państwu zepchnąć auto, po
      tym jak im się rozkraczył na ulicy. Pieniądze raz dałem dziewczynie, która
      rozbeczana prosiła o kasę na pociąg, bo jej ukradli. Zdziwiłem się trochę kiedy
      po miesiącu spotkałem ją znowu, też potrzebującej na pociąg. Pieniędzy od tego
      czasu nie daje nikomu, ale jedzenia nie odmawiam nigdy. Kilka razy zagadnęli
      mnie na parkingu pod supermarketem i zawsze coś im dawałem z własnej siatki, dwa
      razy kupiłem bezdomnemu-bezdomnej coś w barze. W McDonaldzie jak kupuję sobie
      Happy Meal to zabawkę oddaje jakiemuś dziecku, a resztę wrzucam do skrzynki na
      Fundację. Podwożę koleżankę w pracy. Zawsze uśmiecham się do ludzi w korku i
      macham do dzieci.
      W ten sposób naprawdę żyje się lepiej, bo dobro wraca do nas.
      • huffish Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 03.12.07, 16:54
        stałam niedawno w długaśnej kolejce w sklepie i gdy przyszła moja kolej na
        płacenie,okazało się, że zabrakło mi 20 groszy do rachunku, a stojąca za mnią
        Pani bez wahania z miłym uśmiechem mi je dała. druga sytuacja, jaką sobie
        przypominam, to przypadek, gdy jechałam z tatą gdzieś do dalszej rodziny.
        byliśmy w totalnie nieznanym nam mieście, gdy auto się rozkraczyło. na szczęście
        znalazło się dwóch miłych młodych Panów, którzy popchnęli nas i nic za to nie
        chcieli :)
        • Gość: Camparis Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.07, 22:56
          Kupowałam dziecku gazetę codzienną z dołączonymi płytami. Któregoś
          dnia byłam w sklepie bardzo późno i gazet już nie było. Rozczarowana
          chciałam wyjść, gdy nagle sprzedawczyni pyta się, czy zależy mi na
          gazecie czy na samej płycie. Chciałam płytę, więc wyciągnęła ją spod
          lady - któryś klient kupił samą gazetę, a płyty nie chciał. W sumie,
          mogła ją sobie zatrzymać, ale dała ją mnie.

          Kiedyś jechałam do Poznania pociągiem. Dodam, że straszliwie
          zatłoczonym pociągu. Środek lata, upał niesamowity, a ja stoję w
          korytarzu ściśnięta jak sardynka w puszce. I nagle poczułam, że
          odpływam. Zemdlałam i poleciałam na szybę (było tak ciasno, że nie
          było szans upaść na ziemię). Ktoś mnie podniósł, młody chłopak
          ustąpił mi miejsca, a jakaś pani dała mi butelkę wody i chusteczki
          higieniczne. Byłam tak wycieńczona, że nawet im nie podziękowałam.
          Może czytają to teraz - chciałabym im podziękować i powiedzieć, że
          pamiętam, mimo iż minęło 8 lat.
          • Gość: Camparis Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.07, 23:01
            A właśnie :) Jeszcze jedno!

            Dwa miesiące temu z torby wypadła mi komórka. Nie zauważyłam tego,
            natomiast okazję szybko wykorzystał młody chłopak, który gwizdnął
            aparat. Nie miał szczęścia - widział to miły pan, który nie tylko
            dokładnie go opisał, ale nawet poszedł kawałek za nim i spisał numer
            rejestracyjny pojazdu! Potem mnie odnalazł w biurze, podał mi
            wszystkie dane oraz namiary na siebie, gdybym chciała zgłosić sprawę
            na policję. Telefon odzyskałam prawie od razu, gdy napisałam sms-a
            że znam numer samochodu i idę z tym na policję.

            Panu, który bezinteresownie mi pomógł też podziękowała serdecznie i
            wylewnie ... przez odzyskaną komórkę :)
        • rkplodz Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 19.12.07, 20:50
          W październiku pani w dziekanacie uwierzyła mi na słowo, że mam oryginały
          dokumentów (zapomniałem zabrać z Łodzi do Katowic), mało tego, popchnęła sprawę
          tak, że dostaję więcej stypendium niż wnioskowałem.

          W zeszłym roku w Beskidzie Niskim pogubiliśmy szlaki i ok. 18 zorientowaliśmy
          się, że nie będziemy mieli gdzie spać bo od ok. 6 godzin idziemy w kierunku
          dokładnie odwrotnym (a byliśmy tacy zdolni bo zgubiliśmy mapę). Padło na
          schronisko Huta Polańska, gdzie zadzwoniliśmy. Była burza i lało, dotarliśmy ok.
          1 w nocy. Pan z niepokojem czekał na nas W OKNIE, a na stole stała CIEPŁA
          KOLACJA i pyszna herbata, dzięki! Nigdy nie zapomnę tego miejsca.

          W górach wiele razy nocowałem "po domach" za śmieszne pieniądze lub za nic.
        • Gość: Lilly Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.lanet.net.pl 18.02.09, 22:11
          Piękny wątek! Dorzucam swoje 3 grosze.
          Dobrych parę lat temu wracałam z rodzicami samochodem z wakacji. W Wieluniu
          ojciec zjechał z głównej drogi w boczną uliczkę, bo coś autko zaczęło dziwnie
          się zachowywać. Chcąc zawrócić w wąskiej uliczce wjechał na podjazd do czyjejś
          posesji i wtedy samochód zaczął się palić. Spod maski kłęby czarnego dymu.
          Ojciec wyskoczył, otworzył maskę, ogień buchnął. Oczywiście gaśnica nie
          zadziałała. Ja, zanosząc się od płaczu, wpadłam na posesję, znalazłam
          właściciela i z krzykiem, że gaśnice, że pali się, bez składu i ładu, w panice.
          W międzyczasie ojciec ugasił pożar. Pamiętam, że pan powiedział, gdzie można
          kupić części do samochodu (przewód paliwowy), a jego żona zrobiła nam herbatki i
          nakroiła domowego ciacha, bo długo czekałyśmy aż ojciec wróci ze sklepu i
          naprawi samochód. Zawsze ciepło ich wspominamy i bardzo, bardzo dziękujemy :)
          Druga historia: miałam może z 10 lat, biegłam do domu, niedaleko mojej klatki
          stała grupa meneli. Chciałam ich ominąć i wyrżnełam na chodniku. Biegłam szybko,
          wywaliłam się na nierównej kostce więc poobijana byłam mocno. I wyobraźcie
          sobie, że panowie, których tak bardzo chciałam ominąć pozbierali mnie,
          zatamowali krwotok z nosa chusteczką, odprowadzili do domu, zadzwonili po mamę.
          Pełny serwis! Mama mało zawału nie dostała, bo byłam tak poobijana, że myślała,
          że wpadłam pod samochód. :) Panowie - dziękuję!!
      • melancho Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 03.12.07, 17:07
        A ja w tym miejscu chciałem podziękować tym dziesiątkom osób, które odnajdywały
        moje zagubione rzeczy i przynosiły mi je. Od rękawiczek po telefony komórkowe :-)
        • Gość: titta Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.botany.gu.se 03.12.07, 18:15
          Aaa... tu mi sie przypomnialo: kiedys do pracy zadzwonil do mnie ktos i po
          upewnieniu sie ze ja to ja powiedzial, ze znalazl moj telefon i dokladnie
          wytlumaczyl gdzie go zostawia (sklep w drugiej czesci miasta). Skad mial moj
          numer do pracy? Okazalo sie ze to dluzsza historia - zadzwonil do czlowieka (z
          listy adresowej) z ktorym kiedys wspopracowalam, a on po seri telefonow znalezli
          ten aktualny do mnie.
          Dostalam swoj telefon, co wiecej cala operacje szukania mnie wykonali na swoj
          koszt, nie wydzwaniajac mi ani minuty.
    • dolphin_black Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 03.12.07, 16:55
      Wyjezdzam sobie z garazu motocyklem.. Upal, gotuje sie w ciuchach i kasku, a
      tutaj tuz przede mna wykonuje sobie manewr zawracania niebieski van, jakas firma
      projektujaca ogrody czy cos takiego. No to zatrzymalam sie i czekam, zamykajac
      przy okazji garaz, a tu kierowca wystawie reke przez okno i pokazuje mi, zebym
      jechala. Z wrazenia spadla mi rekawica wiec odmachalam kolesiowi zeby sam jechal
      i nurkuje po te rekawice, uwazajac jednoczesnie zeby sie nie wylozyc. W koncu
      sie pozbieralam, wyjezdzam na ulice i widze owego vana jadacego pomalutku,
      dojezdzam do niego, a w srodku 2 kolesi machajacych do mnie i szczerzacych zeby
      w usmiechach. Tak mi sie fajnie wtedy zrobilo. Dzieki chlopaki :)
      • Gość: cAr Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.aster.pl 03.12.07, 17:19
        Akcja: apteka dyżurna, weekend, późne godziny wieczorne.
        Stałem w kolejce nakopcony celem zakupu kropelek do oczu
        & nagle gdy już byłem przy okienku okazało się że cena jest wyższa niż normalnie
        bo naliczali jakąś marżę. Niestety nie brałem takiej możliwości pod uwagę &
        wydałem hajs podczas gastrofazy na tanie chińskie żarcei zostawiając 6pln na
        krople. Pani w okienku powiedziała cenę nastąpiła moja konsternacja jednakże z
        opresji wybawiła mnie pani w białych kozakach która dorzuciła brakujące 4pln.
        • Gość: Ewa Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.gdynia.mm.pl 17.01.09, 16:20
          Jechałam kiedyś z siostrami do sądu w Bełchatowie. Żadna z nas nie znała drogi
          więc jak minęłyśmy tablicę z napisem Bełchatów postanowiłyśmy kogoś zapytać.
          Jako pierwsi napatoczyli się młodzi uczniowie pod jakąś szkołą...
          Pytam :
          -Jak dojechać do sądu ?
          Oni na to bez mrugnięcia okiem :
          - Za dwie przecznice skręci pani w prawo, potem na drugich światłach w prawo,
          potem trzy skrzyżowania prosto, na czwartym w lewo i potem na najbliższych
          światłach w prawo i tam będzie sąd.
          Osłupiała wsiadłam do samochodu i mówię że chyba mi jakąś ciemnotę wcisnęli. No
          bo jak tak jednym tchem bez zastanowienia wytłumaczyć zawiłości drogi...
          Ujechałyśmy kawałek dalej i zaczepiłam nobliwą panią stojącą na przystanku. Pani
          kropka w kropkę wyrecytowała to samo co owi młodzieńcy... Trzeba było widzieć
          nasze miny. Ale otrząsnęłyśmy się z szoku i stwierdziłyśmy że może w
          bełchatowskich szkołach uczą topografii miasta no bo jak inaczej wyjaśnić to
          niebywałe zjawisko. Pojechałyśmy zgodnie ze wskazówkami i bez problemu
          znalazłyśmy sąd.
          Oby wszystkim podóżującym było dane spotykać takich zorientowanych przewodników.
          Pozdrawiam Bełchatowian :)
    • Gość: ja Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.07, 17:45
      Niedziela, późny wieczór, dworzec PKP w Poznaniu, zimno i pada śnieg..
      Komórka oczywiście rozładowana, do domu dobry kawałek, ja zła i zmarznięta.. Bez
      telefonu mogłam pomarzyć o taxi.. W pewnym momencie słyszę głos jakiegoś
      przemiłego chłopaka: " Może zamówić Ci taksówkę?"
      Są dobrzy ludzie na tym świecie:)
    • Gość: misscalifornia Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.chello.pl 03.12.07, 17:47
      Kiedys w Holandii (w Bredzie) pojechalam rowerem odebrac przesylke,
      ktora poslala mi moja mama z Polski autokarem. Ledwo zdarzylam, bo
      akutokar prawie mial ruszyc w dalsza droge. Bardzo mily pan kierowca
      przyniosl mi paczke- i okazalo sie, ze nie zmiesci sie do mojego
      kosza w rowerze ani na bagaznik.
      Stalam tam zalamana, bo do domu mialam daleko, a prowadzenie roweru
      i niesienie tak duzej przesylki nie bylo mozliwe.
      Panowie kierowcy mieli juz nawracac, kiedy nagle zatrzymali sie,
      jeden wyskoczyl z jakas linka i podbiegl do mnie-zawiazal mi pudlo
      na bagazniku, reszte wrzucilismy do kosza na kierownice. Powoli i
      chwiejac sie dojechalam do domu.

      Temu panu bardzo dziekuje!

    • Gość: misscalifornia w Krakowie IP: *.chello.pl 03.12.07, 17:55
      Bylam swiadkiem takiej sytuacji:

      Mloda dziewyczna o kulach, ze zlamana noga wsiadla do autobusu przy
      tetrze Bagatela w Krakowie. Normalnie linia ta jest straszliwie
      przepelniona, a strasze panie prawie bija sie o miejsca. Jesli
      jestes mlody, siedzisz- zostaniesz zbluzgany lub przetracony.

      Tak wiec bardzo bylam zaskoczona, gdy zobaczylam starsza pania,
      ktora wczesniej leciala by zajac szybko miejsce, jak zawolala ta
      biedna dziewczyne by usiadla.. Reszta straszych pasazerek, ktore
      dosiadaly sie pozniej, uwaznie ja lustrowala. Nie wszystkim widok
      kul wystarczal jako powod do siedzenia. Na szczescie nie bylo
      glosnych komentarzy, oprocz kwasnych min.
      • ania_klara Re: w Krakowie 03.12.07, 18:11
        do misscalifornia:
        to ja mam to na codzień: miesiąc temu skręciłam nogę z
        komplikacjami, chodzę w takim usztywniającym bucie narciarskim i o
        kulach
        kiedy wsiadam do autobusu zawsze ktoś mi od razu ustępuje, miło
        zaprasza na miejsce (inaczej ja bym grzecznie prosiła, bo stać
        naprawdę nie mogę)

        i w ogóle czuję się ogrzana na sercu, bo często ludzie pytają czy
        nie pomóc, przytrzymują drzwi (przejście przez drzwi z kulami jest
        trudne!) itp; to bardzo pomaga

        dziękuję wszystkim, którzy tak reagują, bo chodzenie o kulach (i z
        bagażem - podręczniki itp w plecaku) jest naprawdę męczące
        i współczuję tym, którzy tak muszą dłużej - ja mam przed sobą
        jeszcze 2-4 tygodnie
        • Gość: misscalifornia Re: w Krakowie IP: *.chello.pl 03.12.07, 18:15
          To bardzo dobrze, ze nie masz z tym problemu. Ja bylam
          swiadkiem tego, ze nikt nie reagowal na osobe o kulach,
          wlasnie w Krakowie, w tramwaju.
          • Gość: Camparis Re: w Krakowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.07, 23:07
            To ja miałam jeszcze gorszą sytuację, bo miałam nogę skręconą w
            kolanie i usztywniacz od kostki po pachwinę udową. Z taką
            wyprostowaną nogą nie mieściłam się w siedzeniu, więc noga była w
            przejściu pomiędzy siedzeniami.

            Autobus stanął na przystanku, do mnie podeszła jakaś starowinka i
            wyleciała "z ryjem", że taka młoda, nie ustąpi i jeszcze rozwala się
            jak krówsko, po czym z całej pary kopnęła mnie w to kolano i
            wysiadła. A ja ... popłakałam się z bólu. Tak więc oprócz ludzi
            bezinteresownie dobrych, są także tacy, którzy staną na głowie, aby
            ci dodatkowo dokopać.
            • Gość: Lady Gisborne Re: w Krakowie IP: *.cable.ubr03.harb.blueyonder.co.uk 04.12.07, 08:52
              O jery, Camparis! Serdecznie wspolczuje, az mnie zabolala noga jak to przeczytalam.
      • Gość: :) Re: w Krakowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.08, 01:08
        Fajne historyje i tylko utwierdzają człowieka, że dobro naprawdę
        wraca. A najwięcej dostaje się go chyba, gdy się jest w drodze:
        Wracaliśmy z gór zza Uralu płackartą, takim pociągiem bez
        przedziałów no i z kumplem ostatnie pieniądze wydalismy na sucharki
        i wodę, żeby nam na te trzy dni do Moskwy wystarczyło. A tam
        pociągowa kultura taka, że nasi sąsiedzi na każdej stacji kupowali
        sobie kiełbasy, wedzone ryby, świeżutkie owoce, a my po miesiącu w
        górach na sam widok się skręcaliśmy. No ale słabo mówiliśmy po
        rosyjsku, a ludzie tylko gapili się na nas nieufnie, chyba przez to
        że my obcy. I wtedy z pociągu wysiadał koleś, którego spotkaliśmy
        wcześniej w górach i przyniósł nam swoją kiełbasę, żebyśmy mieli na
        drogę :) Jak się okazało był to taki sygnał dla innych, chyba
        pomysleli (nawet dość słusznie), że głodujemy i zrobili wielkie
        dokarmianie. Najdziwniejsze, że ludzie w tym pociągu zmieniali się
        co kilka-kilkanaście godzin i powstał z tego taki łańcuszek, nic
        sobie nawet nie mówili, ale każdy po kolei widząc, że np. babcia
        dała nam jedzenie przy wysiadaniu, też nam coś zostawiał. To było
        niesamowite :)
        Albo w Kirgistanie, nie miałyśmy z koleżankami gdzie nocować i
        poszłyśmy zapytać do kościoła, bo wiadomo, że tam księża to Polacy.
        No i ksiądz: załatwił nam mieszkanie, przyniósł na powitanie w
        Biszkeku arbuza, a następnego dnia zawiózł nas do Owiru żebyśmy
        załatwiły registrację. Okazało się, że na granicy nie wbili nam
        pieczątki, bo nie dałyśmy łąpówki, ale ksiądz po chyba 5 godzinach
        biegania załatwił nam wszystko. Nawet nie wiem, czy mu odpowiednio
        podziękowałyśmy, bo był z tych onieśmielających, taki gangstaksiądz,
        więc teraz b. b. mu dziękuję.
        Super pomagają też ci, co podwożą na stopa i też czymś zawsze
        podkarmią i dobrą opowieść sprzedadzą. Pamiętam jak się kiedyś
        ucieszyłam, że wróciłam do Poznania za darmo aż zza Zamościa i
        stałam pod kasą na dworcu, żeby kupić tylko bilet do swojej
        miejscowości 20 km od miasta. No a tu podchodzi chłopak i daje mi
        swój bilet weekendowy, potem go puściłam dalej w obieg (a swoją
        drogą to już chyba 5 opowieść w tym wątku o dworcu w Poznaniu;). A w
        zeszłym roku łąpałyśmy stopa z Cisnej do Sanoka, bo byśmy nie
        zdążyły na pociąg i zatrzymał się jakiś luksusowy samochód, w nim
        trzy osoby w średnim wieku, pełno bagaży, plecaki kijki, pytam czy
        nas wezmą do Sanoka, a oni że moga i do Wrocławia. To było super z
        ich strony, bo na pewno nie było im z nami wygodnie, za to
        poznałyśmy w tym aucie niesamowitego faceta, który kładł kable
        gdzieś w Holandii, a polecił mi tyle niesamowitych książek, że do
        dziś je czytam.
        Na tym samym wyjeździe chciałam zadzwonić do wujka, żeby mi
        powiedział jaki wynik w meczu Polaków w siatkówkę. Ale okazało się,
        że to stary nr, ale pan który odebrał, po każdym secie wysyłał
        esemesa :)
        Jak rozbiłam samochód bo wjechałam na jakiś pień w polu i stałam
        zupełnie bezradna, bez komórki i bez kasy to zjawił się po porstu
        niczym rycerz w lśniącej zbroi chłopak, z którym się ledwo znałam z
        widzenia, a rozmawiałam może kiedyś 5 lat wcześniej, podzwonił po
        znajomych,zorganizował całą akcję sholowania samochodu, pocieszał i
        zabawiał rozmową i dostarczył mnie do domu, po czym zniknął i nie
        widziałam go od tego czasu przez kolejne 5 lat...
        Jak miałam 13 lat to czekałam przed sklepem ze sprzętem harcerskim,
        bo miałam jechać na pierwszy obóz i potrzebowałam metalowych
        guzików. A w sklepie mieli tylko plastikowe, no a nasza drużyna była
        sroga, więc zaczełam dopytywać, gdzie można takie dostać, ale nic
        nie potrafili doradzić. I wtedy dziewczyna obok powiedziała, że
        skoro mi tak zależy, to mogę kupić te plastikowe, bo ona ma mundur z
        metalowymi i się możemy zamienić. Zabrała mnie do domu i do dziś
        pamiętam jak sobie odpruwała te wszystkie guziki :) I nawet nie
        chciała pieniędzy w ramach wyrównania, a te metalowe kosztowały ok.
        8 razy drożej...
        A ile razy ludzie mi oddawali komórkę, kasę i, co nie wiem, czy nie
        jest najbardziej wzruszające, takie drobne rzeczy, które kosztowały
        ich więcej wysiłku niż to warte np. zwykłą rękawiczkę.
        Generalnie myślę też, że szczególnie dużo dobrego dostaje się od
        obcych w krajach arabskich, jak tam biwakowaliśmy to ludzie z
        namiotów rozbitych na terenie ich posesji, zabierali nas do domów,
        rozkładali łóżka, dawali jedzenie i jeszcze na pożegnanie mnóstwo
        prezentów. To było aż szokujące :)
    • Gość: blue Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.petrus.com.pl 03.12.07, 17:59
      Na Słowacji, zaraz za granicą, straciliśmy już nadzieje, że zatrzyma się jakiś
      samochód. Wszyscy pokazywali, że tylko do tej przygranicznej mieściny jadą.
      Zatrzymał się w końcu jeden. Obwieszony złotem facet, słuchający czegoś na
      kształt naszego Radia Eska, z tyłu leżał odpowiednik "Faktu". Był bardzo miły,
      pytał o podróż i dowiózł nas do samego miasta:)
      W tymże mieście napadły nas cygańskie dzieciaki, cała chmara z kamieniami w
      rękach, chcieli kasy, której nawet nie mieliśmy. Szliśmy w stronę zamku i
      naprawdę się już baliśmy. Na końcu drogi stało 3 dorosłych Cyganów. Byliśmy
      przekonani, że już po nas, a oni... odgonili ich i kazali zostawić nas w
      spokoju. Dzięki im za to!
      • Gość: A. Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.adsl.inetia.pl 07.12.07, 18:22
        Rzym - ja i niemąż jako studenci - zwiedzamy cały dzień w lejącym się z nieba
        żarze nie mając za bardzo kasy (bez odpoczynków nad kawką i wodą:), po całym
        dniu wleczemy się na dworzec sprawdzić rozkład autobusów na następny dzień. On
        idzie sprawdzić zostawiając mnie na krześle w poczekalni. Ja siedzę półżywa ze
        zmęczenia. Podchodzi kloszard i piękną angielszczyzną pyta się czy nic mi się
        nie stało i czy nie potrzebuję pomocy.
        Grecja - jesteśmy z koleżanką na konferencji i w niedzielę jeszcze przed
        konferencją postanawiamy pozwiedzać. W trakcie zwiedzania spotykamy starą
        greczynkę, która coś do nas mówi. My nic nie rozumiemy. My mówimy coś do niej -
        ona nie rozumie. Wreszcie wyjmuje z torebki kawałek chleba (taki jak widziałyśmy
        w kościele) i łamie sie nim z nami.
        Kotlina Kłodzka - stoimy namiotem w Dusznikach i postanawiamy zwiedzić Jaskinię
        Niedźwiedzią. Nie sprawdzamy wcześniej daty ani rozkładu jazdy i wyruszamy w
        podróż autobusowo-pociągową. Nie pamiętam czy to była niedziela czy jakieś
        święto, ale mało co jeździło. Najpierw na stopa podwoził nas jakiś pan artysta
        swoim wypieszczonym garbusikiem - bo mu się nie spodobało, że w takim upale
        leziemy poboczem. A w powrotną drogę na pociąg zdążyliśmy tylko dlatego, że
        jakiś pan wiózł nas jakby był erką na sygnale. Do tej pory dziwię się, że
        wyprawa się udała.
        Małżeństwo anglików wwiozło nas na Wezuwiusz i napoiło po drodze, chociaż nie
        łapaliśmy stopa tylko sobie szliśmy.
        Austria - pół Instytutu dzwoniło do mnie z pytaniem jak się czuję i czy nie
        trzeba mnie będzie odwieźć do akademika po tym jak zapytałam w kadrach czy
        lekarz od szczepionki już sobie poszedł, bo jakoś marnie się czuję po niej.
        Kiedyś kasjerka podziękowała mi wylewnie za to, że się uśmiechnęłam i
        powiedziałam dziękuję kiedy wydała mi reszty.
        Będąc w poczcie sztandarowym na mszy w kościele św. Anny w Warszawie zasłabłam -
        tłum ludzi my w prezbiterium + chyba 6 innych pocztów + chór. Ratowali mnie dwaj
        rektorzy - mojej uczelni i akademii medycznej. Później opiekowała się mną w
        zakrystii zakonnica, a rektorzy przyszli po mszy z zamiarem odwiezienia mnie do
        domu.
        Na pierwszym roku studium po oddaniu trudnych kolokwiów zauważyłam, że
        prowadząca źle policzyła punkty i mam ich za dużo - poszłam i powiedziałam jej o
        tym - chociaż posiadana 4 w przeciwieństwie od 3 zwalniała mnie z egzaminu
        pisemnego. Popatrzyła z niedowierzaniem i nie zmieniła mi oceny.
        • wyrywna Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 07.12.07, 19:04
          Fajny ten wątek...:) Sama - jak chyba wszyscy - mam w pamięci mnóstwo takich
          miłych wspomnień, poczynając od tego, gdy jako dziecko siedziałam sobie w takiej
          foce-zabawce, która - po wrzuceniu do niej bilonu - zaczynała się huśtać. Jakiś
          przechodzący gość wrzucił do niej monetę, żebym mogła się pobujać i, uśmiechając
          się do mnie, poszedł sobie. Albo to sprzed jakiegoś roku: jestem w sklepie
          spożywczym, płacę za zakupy, przy czym upada mi pieniążek, więc schylam się,
          żeby go podnieść. Po powstaniu zerkam na talerzyk na resztę, żeby zgarnąć ją do
          kieszeni, a tu obok pieniędzy leży malutki cukiereczek, który sprzedawca bez
          słowa dołożył do reszty. Małe, a cieszy:) Pomiędzy tymi dwoma zdarzeniami miało
          miejsce jeszcze wiele innych (niekoniecznie związanych z pieniędzmi;)), które
          niezmiennie utwierdzają mnie w przekonaniu, że ludzie wcale nie są tacy źli... A
          najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że nigdy nie wiemy, czy właśnie tego dnia
          nie spotka nas ze strony innych ludzi coś miłego...
          • Gość: Maga Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.pools.arcor-ip.net 15.12.07, 13:55
            fajny watek :)
          • Gość: naiwna Kelnerka-anioł IP: *.adsl.inetia.pl 24.02.08, 03:07
            Mnie nagle przypomniało się zdarzenie z czasów dzieciństwa. Miałam z
            młodszym o półtora roku bratem spędzić dwa tygodnie wakacji na
            drugim końcu kraju, nad morzem, z naszymi dziadkami. Tak się jednak
            złożyło, że oni mogli dojechać dopiero na trzeci dzień
            zorganizowanego turnusu. Mój ojciec mógł wziąć dwa dni urlopu i to z
            nim pojechaliśmy z bratem nad to morze by wdychać zdrowe powietrze
            jeszcze zanim dziadkowie dojadą. Mój ojciec był i jest alkoholikiem.
            Po zameldowaniu nas w domu wczasowym poszedł z nami do kawiarni,
            gdzie zaczął sobie zamawiać kolejne piwa. Ja, mając jakieś 8 lat,
            wiedziałam już, jak to się skończy - jego upiciem się. I zdawałam
            też sobie sprawę z tego, że jesteśmy na drugim krańcu kraju - dla
            mnie na drugim końcu świata. Pojęcia nie miałam, jak z kawiarni
            dojść do tego domu wczasowego, nie było wtedy komórek, żeby
            zadzwonić do mamy ze skargą albo z płaczem, a właściwie nie było
            jeszcze wtedy nawet telefonów stacjonarnych (jeden przypadał na
            około trzydzieści osób, zdaje się... i myśmy tego telefonu nie
            mieli), więc nie mogłam do nikogo zadzwonić nawet z automatu, nawet,
            gdybym wtedy wiedziała, jak to zrobić. Na dodatek czułam się
            odpowiedzialna za brata. Wiedziałam, że już za kilka-kilkanaście
            minut ojciec będzie pijany na tyle, że pewnie nie będzie pamiętał,
            jak trafić do naszego domu wczasowego. Przeżywałam koszmar. I wtedy
            kelnerka, u której ojciec chciał zamówić kolejne piwo, powiedziała
            do niego: "nie wystarczy panu? jak pan może to robić swoim dzieciom?
            niech je pan lepiej zabierze i idzie do domu!" Nie pamiętam
            dokładnie jej słów, ale powiedziała mu do słuchu bardzo dobitnie.
            Ojciec chyba się zawstydził; nie zamówił następnego piwa i chwiejnym
            bo chwiejnym krokiem jednak zaprowadził nas szczęśliwie do naszego
            lokum. Ta kelnerka wydawała mi się aniołem. Do dziś mi się wydaje.
      • denishka Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 07.12.07, 22:06
        lipiec/sierpien '07 Paryz
        opiekowalam sie kotem w jednej z boulangerie co 2 dni przychodzilam dac mu jesc,
        poglaskac i w ogole pobyc zeby nie bylo mu smutno:)
        przechodzilam zawsze obok galerii bo akurat tak mi bylo najwygodniej, pewnego
        dnia wychodzi pan z galerii i zaprasza do srodka, ja zdziwiona wchodze, wtedy on
        mowi ze jestem naprawde piekna dziewczyna i pan akurat ktory byl w galerii jest
        malarzem i chce mnie namalowac. z wrazenia odebralo mi mowe, zaczelam sie smiac,
        ladnie podziekowalam i wyszlam
        ale bylo milo:)
      • Gość: kasia Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.07, 14:48
        scena sprzed zeszłorocznych świąt: na schodach kościoła siedzi żebrak. Wchodzący
        do środka mężczyzna w kaszkiecie schyla się i coś mu podaje. Patrzę: to
        czekolada. Żebrak podnosi głowę i z uśmiechem odpowiada, starannie akcentując
        (tak zabawnie): "Dziękuję. Bardzo lubię czekoladę" :))
    • hoppke Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 03.12.07, 18:09
      Kiedyś miałem paskudną kurację dentystyczną u pewnej pani chirurg szczękowej.
      Bolesna, długa, drogie leki... No i w końcu po paru tygodniach, po ostatnim
      zabiegu, pani chirurg mi podliczyła koszt wszystkich zabiegów i materiałów i
      wystawiła rachunek. Wyszło tego coś pod tysiąc złotych, a że byłem wtedy na
      pierwszych latach studiów, bez pracy, mając tylko to co uzbierałem ze stypendium
      i jakichś drobnych zleceń, to takie kwoty oznaczały cały semestr intensywnego
      oszczędzania.

      No a co zrobiła pani chirurg? Machnęła ręką na rachunek! Niesamowite. Nie wiem
      czy mnie polubiła w trakcie zabiegów (w końcu wyleżałem u niej na fotelu ładnych
      parę godzin), czy może miałem tak wymowną minę, a może wiedziała jak to jest być
      studentem, ale... uśmiechnęła się i powiedziała, że nie muszę jej płacić.

      Oczywiście skorzystałem :)

      No i pani chirurg widzi, jak wyciągam portfel... i mówi "ale
      • Gość: Gość Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: 167.127.24.* 03.12.07, 18:53
        Złapałem gumę w odległym miejscu na ścieżce rowerowej. Prowdzę rower
        dogania mnie facet, staje i pożycza pompkę. Oszczędził mi godziny
        pchania roweru.
        • Gość: Anna Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.chello.pl 03.12.07, 19:15
          11 lat temu,mój dobry anioł stróż-lekarz,wbrew dwóm pozostałym swoim kolegom,w
          ostatniej chwili podjął decyzję o cesarskim cięciu.
          Mojemu dziecku groziła zamartwica,konsekwencją mogło byc porażenie
          mózgowe.Dzisiaj mój syn jest zdrowym,mądrym,fajnym chłopakiem.
          Nie znałam tego lekarza wcześniej.Nazywał się chyba dr Klonowski z KIELC
          Panie doktorze-dziękuję Ci z całego serca!!!
        • Gość: ,,, Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.12.07, 10:47
          gościu , a ci po pompce jak złapałes gumę ?????????
    • calluna Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 03.12.07, 19:06
      Jechałam autobusem i nagle z minuty na minutę czułam sie coraz gorzej - było mi
      słabo, mdliło mnie, brzuch mnie bolał. Wysiadłam na najbliższym przystanku
      dopadłam krawężnika i poczułam że odjeżdżam. I wtedy podeszły do mnie 2 babeczki
      (właściwie 3 - ta trzecia w wózku mocno nieletnia;) ) zapytały co się dzieje,
      czy nie trzeba wezwać pogotowia, dały mi wodę mineralną. Wdzięczna jestem po
      dziś dzień - mam nadzieję że jeśli one znajda sie w potrzebie to im również ktoś
      pomoże;)

    • brasilka2 Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 03.12.07, 19:40
      W autobusie 709 do Piaseczna ustąpiłam miejsca starszej pani, ta uśmiechnęła
      się, podziękowała, usiadła. A potem pyta mnie: "lubi pani orzechy?"
      Powiedziałam, że tak, a ona dała mi reklamówkę orzechów włoskich ze słowami: "to
      za pani dobre serduszko". Wzruszyłam się :)

      W Brazylii wsiedliśmy z mężem w zły autobus, który wywiózł nas do faveli.
      Chcieliśmy wrócić nim z powrotem do miasta, a stamtąd do dzielnicy, w której
      mieszkaliśmy. A kierowca pyta: "dokąd chcecie jechać?" Mowimy, że do dzielnicy
      Barra. Zawołał kierowcę innego autobusu, który za kilkanaście minut miał
      odjeżdżać do Barra i poprosił go, żeby się nami zajął. Tamten się zajął,
      zapakował nas do swojego autobusu i dojechaliśmy bez przeszkód do domu.
      • Gość: Castorp Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: 192.193.245.* 04.12.07, 14:13
        Podróżując stopem spotkałem wielu życzliwych ludzi, ale najbardziej
        pamiętam życzliwość Anglików z podróży po Wielkieh Brytanii w 1997
        roku:
        1. Do Yorku dojechaliśmy późnym wieczorem i nie wiedzieliśmy gdzie
        szukać noclegu. Podeszliśmy więc do pobliskiego kościoła zapytać się
        czy ksiądz nie wie, gdzie w pobliżu jest tani nocleg. On dał nam
        klucze do parafialnej świetlicy, w której się rozgościliśmy, mówiąc,
        żeby się dobrze zakluczyć... bo po okolicy kręcą się różne
        nieznajome typy :-) Rano chciał nas jeszcze uraczyć śniadaniem, ale
        spieszyliśmy się aby ruszyć dalej.
        2. Póżnym popołudniem próbowaliśmy dotrzeć do Londynu (jadąc od
        północy). Zabrał nas jeden koleś pachnącym, czystym samochodem. Mi
        było wstyd, bo strasznie mu nabłociłem, a on nie miał gumowych
        wycieraczek. Po chwili okazało się, że on tym samochodem jedzie
        dopieru z salonu - nówka, sztuka, nieśmigana. Przepraszałem go za
        ten brud, a on się cieszył, że 'już zdążyłem ochrzcić jego auto'.

        ...i wiele, wiele innych. Od tej pory co drugie wakacje spędzam w
        Wielkiej Brytanii. (Już nie sutostopem i z mało zasobną kieszenią)
    • Gość: kasiek Organki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.07, 19:41
      Kiedyś czekałam na pociąg na dworcu Szczecin Dąbie, było ciepło, siedziałam na
      schodach. Podszedł do mnie pan: biedny, schorowany, zapuszczony, smutny.
      Wyciągnął rękę z drobnymi i zaczął mówić, że bardzo mnie przeprasza, ale brakuje
      mu 40 groszy na organki, które w tym dworcowym sklepie można kupić bardzo tanio,
      około 7 zł. Mówił nie patrząc na mnie, ale to było takie smutne. Dałam mu od
      razu 2 złote. Popłakał się przy mnie, dziękując i czując się niezręcznie. Długo
      płakał, mówił jak kocha muzykę i jak od dawna nie grał, a pogoda była wspaniała
      - środek lata. Wrócił chwilę później, usiadł na schodach, po przeciwnej stronie
      i powiedział, że zagra specjalnie dla mnie. Mówił czym się różnią od siebie
      organki, w zależności od tego z czego są wykonane. Naprawdę znał się na tym.
      Nigdy tego nie zapomnę. Siedziałam patrząc przed siebie a on grał z zamkniętymi
      oczami. Ale jak grał!!!! pięknie, czysto. Nie pamiętam dziś melodii, ale wtedy
      nie mogłam uwierzyć, że to słyszę. Nie chodziło o bułkę ani o wino...ale coś dla
      duszy. Każdy człowiek potrzebuje czegoś więcej.
      • Gość: Kamil Re: Organki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.07, 20:17
        Gość portalu: kasiek napisał(a):
        > razu 2 złote. Popłakał się przy mnie, dziękując i czując się niezręcznie. Długo
        > płakał, mówił jak kocha muzykę i jak od dawna nie grał, a pogoda była wspaniała
        > - środek lata. Wrócił chwilę później, usiadł na schodach, po przeciwnej stroni
        > e
        > i powiedział, że zagra specjalnie dla mnie. Mówił czym się różnią od siebie
        > organki, w zależności od tego z czego są wykonane. Naprawdę znał się na tym.
        > Nigdy tego nie zapomnę. Siedziałam patrząc przed siebie a on grał z zamkniętymi
        > oczami. Ale jak grał!!!! pięknie, czysto. Nie pamiętam dziś melodii, ale wtedy
        > nie mogłam uwierzyć, że to słyszę. Nie chodziło o bułkę ani o wino...ale coś dl
        > a
        > duszy. Każdy człowiek potrzebuje czegoś więcej.

        Najsłodsza ze wszystkich historii. ;)
        • ibulka Re: Organki 03.12.07, 23:21
          Gość portalu: Kamil napisał(a):

          > Gość portalu: kasiek napisał(a):
          > > razu 2 złote. Popłakał się przy mnie, dziękując i czując się niezręcznie.
          > Długo
          > > płakał, mówił jak kocha muzykę i jak od dawna nie grał, a pogoda była wsp
          > aniała
          > > - środek lata. Wrócił chwilę później, usiadł na schodach, po przeciwnej s
          > troni
          > > e
          > > i powiedział, że zagra specjalnie dla mnie. Mówił czym się różnią od sieb
          > ie
          > > organki, w zależności od tego z czego są wykonane. Naprawdę znał się na t
          > ym.
          > > Nigdy tego nie zapomnę. Siedziałam patrząc przed siebie a on grał z zamkn
          > iętymi
          > > oczami. Ale jak grał!!!! pięknie, czysto. Nie pamiętam dziś melodii, ale
          > wtedy
          > > nie mogłam uwierzyć, że to słyszę. Nie chodziło o bułkę ani o wino...ale
          > coś dl
          > > a
          > > duszy. Każdy człowiek potrzebuje czegoś więcej.
          >
          > Najsłodsza ze wszystkich historii. ;)


          popieram :)
          ileż siły musiało Go to kosztować, żeby poprosić o pieniądze nie na jedzenie, a
          na organki...

          cudowne :)
          • Gość: Ania Wraca do nas to co dajemy.... IP: *.b-ras2.mvw.galway.eircom.net 04.12.07, 11:04
            Pamiętam doskonale dwa zdarzenia. Czekaliśmy kiedyś na przystanku na
            autobus, ja z mężem i w wózku nasz synek, który miał wtedy jakies 9-
            10 miesięcy. Jakaś starsza Pani dała nam pieniądze. Na nasze
            protesty i argumenty, że mąż pracuje, że mamy, że dziękujemy,
            powiedziała, że wie jak trudno jest młodym i te kilka złotych się
            nam przyda. Drugie :przed rokiem, okolice wielkanocy. Irlandia,
            czekamy na taksówkę z zakupami pod tesco. Ze sklepu wychodzi
            człowiek w znoszonej jesionce, zaniedbany. Zagaduje zwyczajowo,
            odpowiadamy ale rozmawiamy między sobą. Znów odzywa sie do nas, tym
            razem stwierdząc, że źle bo ma za mało. Nie wiemy o co chodzi, a On
            patrząc na nasze dzieci- mamy trójkę, wyciąga z torby dwa
            czekoladowe jajka i mówi z przepraszającym uśmiechem, że ma tylko
            dwa i bardzo nas przeprasza. Na nic tłumaczenia, że dzieci mają
            słodycze. Błogosławi nas i odchodzi. Łzy w oczach mam zawsze kiedy
            to wspominam. A znajomi nam nie wierzą, niektórzy twierdzą, że mamy
            szczęście. Tak mamy szczęście do dobrych ludzi. Poza tym ja wierzę,
            ze dostajemy to co dajemy....
    • Gość: Kas Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.lubin.dialog.net.pl 03.12.07, 19:48
      Kserowałam w jakims punkcie ksero dyplom i inne zaswiadczenia, wyszło chyba koło
      5 zł a ja miałam drobnych koło 3 i grube 50. Pan stwierdził, że wystarczy 3 i
      reszty nie trzeba ;-).
      • Gość: Martucha życzliwość IP: *.laczpol.net.pl 03.12.07, 20:55
        sytuacja opisywana miała miejsce w nowojorskim metrze
        siedzi dziewczyna, na oko lat 20, skulona gdzieś w rogu, płacze po cichu.
        początkowo wszyscy tylko obserwują sytuację, ale kątem oka zauważyłam, że facet siedzący naprzeciwko spogląda na pannę co chwile, i pisze coś na kawałku gazety, którą czytał.
        pierwszy przystanek - wstaje do wyjścia starsza pani - w drzwiach podaje dziewczynie chusteczkę i głaszcze ją czule po głowie, bez słowa wychodzi.
        drugi przystanek - facet od gazety wysiadając wręcza jej wspomniany kawałek papieru, wysiada... na twarzy dziewczyny pojawia się niewyraźny, ale szczery uśmiech, ciekawa jestem do dziś, co jej tam napisał:)
        • Gość: koska Re: życzliwość IP: *.171.95.77.crowley.pl 04.12.07, 08:39
          To było chyba w 96 r., zima,Warszawa, Krakowskie Przedmieście ok.
          godz 2 w nocy. Po całym dniu i nocy pracy bez papierosów wracaliśmy
          z kumplem do domu. Wyglądaliśmy jak ostatni menele. Zobaczyliśmy
          parę osób jeden palił papierosa, zapytaliśmy czy ma może poczęstować
          jedny. Odpowiedził, że nie ale możemy wziąć po pare machów. To był
          najlepszy papieros w moim życiu. Dzięki
        • Gość: nikt Re: życzliwość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.07, 09:38
          Identyczna sytuacje widzialem pare lat temu w warszawskim metrze.
          Chlopak siedzacy na przeciwko placzacej dziewczyny wysiadajac nachylil
          sie do niej i z usmiechem szepnal jej pare slow. Podniosla glowe i tez
          tak szczerze, z wielka wdziecznoscia, odwzajemnila usmiech.
      • Gość: kręgiel Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.ols.vectranet.pl 04.12.07, 04:36
        1. Na koncercie Kultu w Olsztynie będąc pod sceną upadłem. W pierwszej chwili
        pomyslałem- nic się nie stało i próbowałem wstać, w drugiej , jednak to nie
        ędzie takie proste, w trzeciej pomyslłem, że już się chyba nigdy nie podniosę-
        to, że teraz mogę snuć wspomnienia zawdzięczam kolesiowi, który mi pomógł wstać.
        W życiu mie czułem się tak bezradny- teraz jak widze kogoś, kto w tłumie
        zaliczył glębę. Pomagam. Zawsze.
        2. W niestniejącym już niestety kinie "Kopernik" Zgubiłem portfel kasy dużo nie
        miałęm, ale wraz z nim ospłynęły mi wszystkie dokumenty (zresztą przypuszcząłem
        począrkowo, że mnie skrojono), wróciłem się a obsługa zaczęła przeszukiwać
        metodycznie sale (z nerwów nawet zapomniałem gdzie klapnąłem). Jeden pracownik
        znalazł, kategorycznie odmówił znaleźnego mimo iż sie upierałem.

        Obu Panom: wielkie dzięki.

        3. Mnie nie dotyczy, ale chyba sytuacji nie zapomnę: Spożywczak; kolejka: ojciec
        z synem , matka z dwoma dzieciakami i ja obserwator. Syn bierze jajko
        niespodzianke (były ostatnie dwa), jeden z dzieciaków mamuśki bierze ostatnie
        jako, drugi chce oczywiście też jajco niespodzianke i nic innego. Dramat, płacz,
        zgrzytanie zębów, matka bezradna, ale ojciec to był Gość - odwraca się szybko
        ocenia sytuację i prosi swego syna by odłożył jajco i wybrał sobie coś innego-
        syn odkłada jajco-niespodzankę i bierze cos innego, dwoje dzieciaków mamuśki ma
        po jednym jajcu-niespodziance. Matka dziekuje, ojciec mówi, że nie ma sprawy,
        nie ma o czym mówić.
        I wiecie co? Ten ojciec tak sobie myślę to był Gość!

        • edyha Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 17.09.08, 14:45
          Mam podobne wspomnienia, też jestem z olsztyna ;)
          1) na inwazji mocy, w II giej połowie lat 90tych, na lotnicku na
          Dajtkach, podczas koncertu przewróciłam sie na plecy, falujący tłum
          nie był świadomy ze ja leze i myslałam mnie zaraz mnie zdepcze, gdy
          już zwątpiłam znalazł sie ktoś kto mnie chwycił pod ramiona i po
          prostu podniósł, z całej sytuacji pamiętam tylko że był to
          mężczyzna, wielkie dzięki dla tego pana ;)
          2) w Koperniku tez zgubiłam przydatne drobiazgi, ale one (bilety MPK
          i bilon) wypadły mi z kieszeni. ja mojej zguby nie znalazlam ;(
    • jorge.martinez Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 03.12.07, 20:13
      Karkonosze - Słonecznik

      Małżeństwo Holendrów widząc jak bardzo mam spaloną skórę zaproponowali balsam z
      filtrem. W dobrym momencie ich spotkałem, bo by było źle dla mnie :)
      • Gość: asia Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.acn.waw.pl 03.12.07, 20:45
        Byłam w Krakowie. Po spotkaniu z kontrahentem poszłam na spacer na Rynek.
        Samochód zostawiłam prawidłowo zaparkowany, postój opłacony. samochód na
        warszawskich numerach. Jak wróciłam okazało się, że nie mam powietrza w 1
        oponie. Ja w garniturze, na szpilkach - trochę ciężko zmienić koło ale czemu
        nie, próbuję. I nagle, nie wiadomo skąd pojawił się miły chłopak, który
        bezinteresownie wymienił mi to nieszczęsne koło. Do w-wy dojechałam na rozbiegówce.
        • swoboda_t Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 04.12.07, 02:26
          Dojazdówce ;)
    • princessofbabylon Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 03.12.07, 20:19

      kiedys kserowałam na uczelni jakieś artykuły i chłopak który
      kserował mi to wszystko stwierdził że nie muszę mu płacić ;)

      na dworcu PKP w Poznaniu wracałam ostatnim pociągiem który odjeżdża
      przed 23, otwierają go jakoś o 22;30. ja tam byłam przed 22 i
      maszynista stwierdził że otworzy ten pociąg cobym sobie już usiadła

      pamiętam jeszcze za gzuba byłyśmy z siostrą u kuzynki na wakacjach i
      kupowałyśmy jakies picie i zabrakło nam 10 groszy i jakiś starszy
      pan nam dorzucił :)

      kiedyś w Londynie szłam ulicą i stało kilku chłopaków, w pewnym
      momencie podszedł do mnie jeden z paczką chrupek i mnie
      poczęstował :)




      • princessofbabylon Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 03.12.07, 20:35

        byłam w kinie niedawno, trafiły nam się super miejsca w drugim
        rzędzie, obok mnie siedział chłopak tak na oko 16, 17 lat i oboje
        narzekaliśmy na te felerne miejscówki. przez pół filmu częstował
        mnie i koleżankę popcornem, tak po prostu.
      • benelton Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 04.12.07, 00:38
        widzę koleżanka Kaszebka :)
        • princessofbabylon Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 04.12.07, 08:25
          benelton napisał:

          > widzę koleżanka Kaszebka :)

          to do mnie było?
    • Gość: gienka Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.master.pl 03.12.07, 20:27
      Zasze spędzamy wigilię u rodziny na wsi-16 km za miastem. Tego roku
      musieliśmy czekać z wyjazdem do późna aż tato skończy pracę. To było
      co najmniej z 10 lat temu- jeśli nie więcej. Był już wieczór, na
      drogach prawie w ogóle nie było już aut. 5 km przed finiszem, nasz
      maluch odmówił posłuszeństwa, stanęliśmy na poboczu, a tato grzebał
      przy silniku. Nagle samochód który jechał z naprzeciwka zatrzymał
      się, wysiadł z niego Pan i zapytał czy może nam pomóc, bo widzi że
      na pewno jedziemy na kolację wigilijną, że dziciakom pewnie zimno w
      aucie, zaproponował, że nas doholuje do celu. Skończyło się jednak
      na tym, że tata jednak uruchomił auto i nie musieliśmy robić kłopotu
      temu miłemu człowiekowi:) Do dziś pamiętam że byłam baaardzo
      wzruszona jego gestem. Miałam może 10 lat wtedy a do tej pory zawsze
      gdy jadę na wigilię razem z rodzicami wspominamy sobie tę historię:)
    • mohikanka Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 03.12.07, 20:36
      Tak z 15-13 lat temu nosiłam aparat ortodontyczny, taki, który zakładało się
      tylko na noc. Moja pani ortodontka była kobietą wiekową, do dziś pamiętam jej
      pachnące mydłem dłonie i uśmiech. Leczyłam się u niej z krzywego zgryzu i co
      drugiego zęba jak w wojsku (co drugi wystąp) przez ok 2 lata. Gdy miałam 20 lat,
      (czyli ok 10 lat po wyprostowaniu zębów)stałam z koleżanką na przystanku na pl.
      Wilsona i z czegoś się chichrałyśmy. Podeszła do nas starowinka, okazało się, że
      to właśnie ta moja ortodontka i mówi do mnie:dzień dobry pani Moniko. Ja w
      szoku, pytam jakim cudem mnie pamięta, a ona na to:tak pięknie te pani ząbki
      wyprostowałam, że nie sposób nie pamiętać i jeszcze że mam piękny uśmiech itp.
      itd. :) Było to tak szalenie miłe, że aż się wzruszyłam. A pani ortodontka
      nazywała się Winiarska i zęby prostowała w przychodni na Kochowskiego w Warszawie :)
      • Gość: Sharoon Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.spray.net.pl 03.12.07, 23:43
        A ja z innej strony...
        Mój mąż uwielbia w samolocie siedzieć przy oknie, nawet jeśli ma wyznaczone inne
        miejsce. 2 lata temu wracał z Londynu i oczywiście zajął miejsce przy oknie.
        Niestety, pojawił się 26-letni Australijczyk, "właściciel" miejsca i próbował
        wytłumaczyć mężowi, żeby się przesiadł. Sprytny mąż długo udawał, że nic nie
        rozumie, więc Australijczyk machnął ręką i usiadł obok. Dalej jednak rozmawiali
        i okazało się, że Matt od ośmiu miesięcy jest w podróży dookoła świata, a teraz
        zmierza do Warszawy, gdzie miał zarezerwowane noclegi w jakimś taniutkim
        hostelu. Mąż zaproponował, że podwieziemy go samochodem, a po drodze wpadniemy
        do nas na tradycyjną polską kolację (akurat dostałam pierogi od mamy). Po kilku
        piwach stwierdziliśmy, że u nas Mattowi będzie wygodniej niż w hostelu - no i
        został na trzy dni. Pokazalismy mu miasto, a na koniec odwieźliśmy na dworzec
        (dzięki pieniądzom zaoszczędzonym na hostelu fundnął sobie intercity do
        Krakowa). Do końca życia nie zapomnę jego zdziwienia, że można bezinteresownie
        zrobić tak dużo dla obcego człowieka. Jakie tam bezinteresownie! To były dla nas
        niezapomniane chwile, a zdjęcia z krajów, które zwiedził... po prostu bajka!
      • Gość: Aga Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.adsl.inetia.pl 15.02.08, 22:49
        Jej ja też ją pamiętam :)))
    • ven.bosco Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 03.12.07, 20:37
      Fantastyczny wątek.

      W pociągu relacji Poznań - Warszawa obowiązywała rezerwacja miejsc, o czym
      dowiedziałem się od konduktora... Niestety byłem już bez grosza przy duszy.
      Pewna Pani z naszego wypełnionego przedziału krzyknęła więc do wszystkich:
      "To co zrzucamy się?"
      I każdy z uśmiechem podarował kilka groszy.
      Wielkie dzięki.
      • Gość: asia Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.acn.waw.pl 03.12.07, 21:01
        w czwartkowy wieczór postanowiłyśmy pójść z koleżanką do pubu, ona piwko, ja
        prowadzę więc popijałam mrożoną herbatę. ok. 23 postanowiłyśmy wracać.
        wyjechałyśmy na marszałkowską (w w-wie), stoimy na światłach i widzę,że ktoś z
        samochodu obok daje mi jakieś znaki. okazało się, że w dwóch kołach z lewej
        stron nie mam powietrza. to chyba jednak nie był przypadek?. akcję u
        wulkanizatora skończyłyśmy ok. 2 nad ranem, ale gdyby nie ten ktoś z samochodu
        obok, miałabym 2 felgi do wymiany.
        od tamtej pory zwracam szczególną uwagę na zawartość powietrza w oponach moich
        lub cudzych. dzięki temu ostatnio mogłam pomóc starszemu Panu w czerwonym
        eskorcie, któremu zeszło powietrze z tylnej opony..
    • Gość: kamila Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.07, 20:46
      oj duzo tego będzie.

      u nas w mieście podczas odpustu na jednej ulicy jest mnóstwo straganów z zabawkami i odpustowymi cukierkami. pewnego razu, gdy byłam malutka dostałam 10 zł od rodziców i poszłam poogladac stragany i kupic coś sobie.był straszny tłum. w pewnym momencie widzę, ze przepycha sie za mna pijaczyna, nieogolony i brudny i coś do mnie woła- okazało się ze wypadło mi to 10 zł a on biegł za mną przez tłum aby mi je oddac!

      trudno przypomnieć sobie wszystkich kierowców którzy mnie podwozili- mieszkam w Żywcu i duzo chodzę po górach, czesto jest tak że jak zejdę juz na dół to nie mam czym się dostać do domu i zawsze mnie ktos wezmie.
      Rekord autostopowy był wtedy gdy wróciłam do żywca z bieszczad z koleżanką, a to kawał drogi, podwoziło nas 9ciu kierowców.

      za granicą- stałam w banku w kolejce by zrealizowac czek i bardzo zle się czułam, było mi słabo bo coś mnie bolało;] i jakas dziewczyna odwróciła się do mnie by o cos zapytac- i kiedy mnie zobaczyła dała mi lekarstwo bo akurat miała przy sobie.
    • Gość: tu Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.07, 20:54
      u dominikanów na freta w sieni często po mszy różni ludzie czekają na datki.
      przez jakiś czas można było spotkać też pewnego wariata.i po pasterce kilka lat
      temu podszedł do mnie,byłam pewna, że chce mnie prosić o pieniądze, a on dał mi
      nierozpakowane pudełko czekoladek.
      • Gość: Izabela Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.csk.pl 03.12.07, 21:08
        Kiedy czytam niektóre posty, cieplej się na sercu robi i rośnie
        wiara w ludzi :)
        Rok temu idąc na przystanek autobusowy, w drodze na uczelnię,
        zasłabłam. Poczułam się tak źle, że wchodząc na pasy nie zauważyłam
        nadjeżdżającego poloneza i ten ledwo co wyhamował przede mną.
        Odskoczyłam raz dwa, niby nic mi się nie stało, ale popłakałam się
        ze strachu i ledwo przytomna oparłam się o jakiś słup. Wtedy
        podeszła do mnie pani, na oko 65 letnia i zaoferowała swoją pomoc.
        Odprowadziła mnie do mojego domu, trzymając moją dłoń w swojej
        dłoni, pogłaskała po głowie :) cały czas mówiła do
        mnie "kochanieńka", "aniołku". To było miłe z jej strony.
        • Gość: Robert Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.07, 22:51
          Ostatnio na Mazurach jechałem taksówką z takim siwiutkim dziadkiem.
          Wyszło normalnie, więc dałem napiwek. Nieduży, bo ze 3pln (tak do
          okrągłej sumy). Kierowca: -"a czemu tyle?" mówię mu: -"na piwo
          będzie" a on:-"a lubisz piwo?" ja:'"hmm.. no tak" i wyciągnął z
          bagażnika puszkę piwa. -"to masz" i szeroko się uśmiechnął. po
          prostu mnie zatkało, nigdy wcześniej mnie to nie spotkało :)))
          • wyrywna Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 07.12.07, 19:09
            Robert, wygrałeś:))
      • Gość: Elwi88 Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.csk.pl 03.12.07, 21:13
        Gdy wysiadałam z mpk-a tydzień temu, na przystanku zauważyłam
        mdlejącą starszą kobietę. Osunęła się na ziemię i zwymiotowała.
        Wszyscy, którzy to widzieli, odwrócili głowy z obrzydzeniem.
        Podeszłam do tej pani, i w tym czasie podbiegła do nas jakaś
        kobieta, wyjęła chusteczki, przetarła usta mdlejącej, okryła swoją
        płaszczem, widać było, że jest bardzo zmartwiona tym zajściem.
        Babcia ocknęła się i krzyknęła, że nic jej nie jest, żeby nie
        zawracać sobie nią głowy, a ta ofiarna kobieta odrzekła, że nie ma
        mowy, ona zadzwoni do swojej firmy, powie, że się spóźni bo są
        rzeczy ważne i ważniejsze i odwiezie tę starowinkę do szpitala.
        Anioł, nie kobieta :)
    • Gość: dziewica.orleanska Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.ssp.dialog.net.pl 03.12.07, 21:06
      Aj, przypomniał mi się wypad z moją przyjaciółką i jej rodzinką - w sumie 4 kobity. Po zejściu z Chojnika okazało się, że gdzieś wsiorbało autobusy :-) i po partyzancku - z buta - potruchtałyśmy w ulewnym letnim deszczu do centrum Jeleniej Góry. Idziemy, idziemy, droga rośnie w oczach, samochody nas ochlapują. Nagle mały czerwony samochodzik się zatrzymuje :-) Przemiły pan podwiózł nas do samego celu, na parking PKS jeleniogórskiego - dzięki niemu nie spóźniłyśmy się na busa.

      A na tym PKSie też było miło, bo równie przemiła "babcia klozetowa" ugościła nas, pozwoliła schronić się przed deszczem, przebrać i trzymała w tym czasie z dala od nas twardą ręką paru menelików :-) A dodatkowo chyba godzinę rozmowy...

      W Sosnowcu dwie biedne i wykończone fizycznie uczennice poddały się, szukając kiosku i nie posiadając drobnych i wsiadły do tramwaju bez biletów. W ostatniej chwili o obecności 'kanara' uprzedził nas nieznajomy pan, uspokoił i zasłonił, gdy w popłochu zwiewałyśmy z pojazdu. Potem zauważyłyśmy, że jechał innym tramwajem. Anioł Stróż nieregulaminowych studentów? :-)

      Zresztą mnóstwo takich ludzi spotkało się. Bardzo wielu na górskich szlakach. Dla tych Państwa i wszystkich niewymienionych wielkie uśmiechy i mnóstwo słońca!
    • Gość: fiołek Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.adsl.inetia.pl 03.12.07, 21:07
      Moje będzie może trochę bardziej dramatyczne, ale opowiem, bo jeszcze nigdy tyle
      życzliwości mnie nie spotkało :)
      koniec sierpnia, 8.30 rano, duży ruch, ale udaje mi się włączyć do ruchu.
      Wjeżdżam na wiadukt, a tu nagle gaśnie mi samochód. I ni z tego ni z owego
      zaczyna się dymić spod maski - zaczął mi się palić samochód, w środku dwójka
      dzieci. Nawet nie wiem kiedy dzieci znalazły się w samochodzie u innego
      kierowcy, nie wiem kto zadzwonił po straż. Każdy kto mógł, próbował gasić ogień
      swoimi gaśnicami - chyba z pięciu panów :) Pytali się, czy mnie nie zawieźć do
      domu, czy czegoś nie potrzebuję - na szczęście miałam blisko. W szoku oczywiście
      nie wzięłam żadnego telefonu, nazwiska, nic - ale podziękowałam potem w
      miejscowej gazetce, mam nadzieję, że chociaż ktoś przeczytał :)
    • Gość: Ula w Brazylii IP: *.chello.pl 03.12.07, 21:14
      Bedac w Brazylii, w pewnej niewielkiej, biednej wiosce robilam
      zdjecia malej brazylijskiej dziewczynce. Mala byla zachwycona moim
      aparatem i z przyjemnoscia dla mnie pozowala. Po chwili pobiegla do
      swojej mamy.

      Ja zaczelam szukac dla niej w torbie jakiegos cukierka, cokolwiek
      czym moglabym sie odwdzieczyc za wspaniale zdjecia.

      Nagle mala wrocila. Podbiegla do mnie, wziela moja dlon i wsunela do
      niego pieniazek! Dumnie zaplacila za zdjecia, usmiechnela sie i
      zniknela :)

      Zawsze bede ja pamietac :)
      • Gość: P Re: w Brazylii IP: 80.50.238.* 03.12.07, 22:08
        po libacji której nie pamietam za dokladnie pewien pan odniosl mi na stancje
        portfel z dokumentami (prawko, dowód, pieniążki opróżnione :p) zanim sobie nawet
        zdążyłem uswiadomic zgubę, musiał sobie zadac trudu by odnalezc nr domowego do
        mojego domu rodzinnego i wywiedziec sie o adres mego pobytu za co jestem mu
        dozgonnie wdzięczny i dziękuje w tym miejscu :)..

        a co ciekawe w miejscu portfela wyniosłem z imprezy flaszke (butelka 0,7 jakims
        cudem upakowana w wewnętrznej kieszeni kurtki) :D
    • Gość: mili_vanili Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.07, 22:11
      był wieczór. Po kilkunastu minutach jazdy samochodem zwróciłam
      uwagę, że jedzie za mną cały czas ten sam samochód. Przestraszyłam
      sie na dobre, gdy wjechałam w mało ruchliwą dzielnicę miasta, a on
      cały czas za mną. W końcu dojechałam na miejsce, staję, wysiadam -
      samochód także staje. Wysiada z niegoi mężczyzna i widząc mój strach
      i pospieszny krok mówi:

      Prosze się nie bać - jechałem za panią, bo nie ma pani w aucie
      sprawnych świateł stopu, a widziałem na dodatek, że dziecko pani
      wiezie :D
      • Gość: martola Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.klc.vectranet.pl 03.12.07, 22:33
        Jechałyśmy w trójkę na stopa do Holandii. Pod Berlinem zatrzymał się
        starszy pan, który jechał do Hamburga, zabrałyśmy się. Na miejsce
        dojechaliśmy o 9 wieczorem, był koniec kwietnia, ciemno, zimno,
        padał deszcz, a my tylko miłaysmy malutki, dwuosobowy namiot. Pan
        zapytał się jakie mamy palny, gdzie nocujemy a po naszej nizbyt
        wyraźnej odpowiedzi zaproponował nam nocleg. Dostałsmy kolację i
        śniadanko i rano zostałśmy odwiezione na trasę.
        Gdy wracałysmy zabrało nas niemieckie małżeństwo w średnim wieku,
        zabrali nas do swojego pięknego nowego domu w spokojnej, górzystej
        wiosce, ugościli, nakarmili a rankeim, martwiąc się o nas bardzo ,
        chcieli nas odwieźć na pociag, ale jakoś ich przekonałśmy, że
        wolałbyśmy na trasę( nie miałyśmy pieniędzy i jakoś głupio nam było
        się do tego przyznać).
        W podzięce wysłałyśmy im nasze wspólne zdjecia z pozdrowieniami z
        Polski:) Bardzo mili ludzie:)
      • zas_ale_pyra Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 03.12.07, 22:39
        Wspanialy watek, az sie robi cieplo kolo serca, ze jednak SA jeszcze LUDZIE.
        1982 - Jedziemy na slub mojej siostry. Z jakiegos powodu spoznilismy sie,
        taksowki ani sladu. Do nas, spanikowanych, podchodzi jakis Pan i proponuje, ze
        odwiezie nas na miejsce. Nie dosc, ze odwiozl, to jeszcze odmowil
        zaplaty.Dziekuje Nieznanemu Panu.
        1983 - pierwsze kilka tygodni na emigracji. Przyjezdzamy z obozu (3 dni - slawne
        Traiskirchen), wyjmuje walizki, a one dziwnie lekkie. PUSTE. A mielismy dwoje
        malenkich dzieci i trzecie w drodze. Ludzie z miasteczka spontanicznie zlozyli
        sie, pomogli nam ubrac dzieci (bo to glownie ich ciuszki padly lupem zlodzieja).
        Kilka miesiecy pozniej jestemy juz w Kanadzie. Opieka rzadowa - coz, TYPOWA,
        "nalezy wam sie tyle i tyle". To, ze potrzebowalismy lozeczka dla niemowlecia
        nie liczylo sie. Przepisy. Szpital, w ktorym byl kapelanem polski ksiadz
        (pozniej zreszta tam pracowalem) zorganizowal zbiorke. Nasze male mieszkanko
        bylo ZAWALONE darami, lacznie z 2 czy 3 indykami. A LOZECZKO tez bylo.
        Dziekuje St. Joseph's Health Center, Toronto, ON.
        • Gość: student Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.lanet.net.pl 03.12.07, 23:17
          3 lata temu, byłem akredytowany na pielgrzymkę Benedykta do Kolonii. Robiąc
          wieczorem zdjęcia na polach, na których następnego dnia miała odbyć się msza
          musiałem często przeciskać się przez tłumy młodych, którzy spali pod gołym
          niebem. Jeden, jedyny raz (bo nigdy tego nie robię) poprosiłem kilka dziewczyn,
          które wyglądały na zaufane ;) żeby przypilnowały moją torbę foto w celu
          zrobienia kilku zdjęć... Zdjęcia zrobiłem, podziękowałem grzecznie i poszedłem
          dalej.
          Następnego dnia znalazłem w swojej torbie drewniany różaniec!
          Mam go do dzisiaj i za każdym razem przypomina mi o Kolonii :)
      • denea Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 03.12.07, 23:22
        Gość portalu: mili_vanili napisał(a):

        > był wieczór. Po kilkunastu minutach jazdy samochodem zwróciłam
        > uwagę, że jedzie za mną cały czas ten sam samochód. Przestraszyłam
        > sie na dobre, gdy wjechałam w mało ruchliwą dzielnicę miasta, a on
        > cały czas za mną. W końcu dojechałam na miejsce, staję, wysiadam -
        > samochód także staje. Wysiada z niegoi mężczyzna i widząc mój
        strach
        > i pospieszny krok mówi:
        >
        > Prosze się nie bać - jechałem za panią, bo nie ma pani w aucie
        > sprawnych świateł stopu, a widziałem na dodatek, że dziecko pani
        > wiezie :D

        Przepiękne !
        Z dreszczykiem, ale naprawdę miłe, taki drogowy Anioł Stróż to
        musiał być ;)
        • Gość: betina45 Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.icpnet.pl 03.12.07, 23:45
          Dziękuję ludziom z Doliny Kościeliskiej-2005r-wrzesień,którzy
          pomogli przede wszystkim mojemu mężowi po ataku padaczki.Szczególnie
          dwóm młodym dziewczynom ofiarnie będącym z nami aż do czasu
          przyjazdu pogotowia ratunkowego.Zawsze będę o nich pamiętać!
          Dziękuję z calego serca!
          • glicea3 Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 03.12.07, 23:59
            tfu odpukać dużo mnie dobrego spotkało
            pare lat temu, Mazury, odwiedzał mnie kolega z Austrii, jechaliśmy nad jeioro do
            znajomych, ale żle wysiedliśmy. Stoimy w szczerym polu, ja chce na stopa mój
            kompan wątpi, żeby cokolwiek się zatrzymało. A tu podjeżdża wypasiona BMKa i 3
            karki. Słabo mi się trochę zrobiło, jak ich zobaczyłam. Ale co zrobić, wsiadamy.
            Kolesie przemili- poczestowali nas fajkami, dali po puszce piwa, zawieźli pod
            sam domek. Nogi miałam jak z waty jak z auto wysiadaliśmy :)
            Parę razy taksówkarze (w Warszawie!) ręką machneli, jak mi paru złotych zabrakło
            W Karkowie zaczeliśmy kiedyś rozmawiać z panem w sklepie, okazał się Bardzo
            Znanym Malarzem i zaprosił do swej pracowni.
            Jeden pan znalazł moją komórkę i od razu na mój domowy numer zadzwonił, żebym
            przyszła odebrać
          • Gość: snoop Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: 80.51.56.* 04.12.07, 00:22
            Przemile historie, lepiej sie czlowiekowi robi jak czyta takie rzeczy.

            Czasem i mi uda sie cos milego zrobic i z tego jestem zadowolony, było kilka
            milych zdarzen w moim zyciu, ze ktos mi pomogl, ale jedno zapamietalem szczegolnie.

            Spozniony i na lekkim kacu wracałem z Nowego Sacza do Torunia, srodek mroznej
            zimy, a ja w kurtce a pod kurtka podkoszulka na krotki rekaw, bo bluze upapralem
            jakos na imprezie. Musialem kombinowac polaczenia z Nowego Sacza przez Krakow i
            Warszawe. Autobusem do Krakowa, wysiadam na dworcu podchodze do okienka po
            bilet, okazuje sie ze mam 50zł a bilet cos kolo 55, na koncie bankowym pustki.
            Zrezygnowany wrocilem do informacji zasiegnac informacji na temat jakiejs innej
            tanszej trasy. Stoje w kolejce i slysze, ze dwie Panie przede mna mowiace po
            angielsku nie potrafia sie dogadac z Panem za okienkiem. Zaproponowalem, ze
            pomoge jesli chca, okazalo sie ze byly to dwie kobiety, ktore robily sobie
            wycieczke pociagowa z UK przez Europe i chcialy sie dopytac o godzine odjazdu,
            peron etc. Pomoglem im oczywiscie i w akcie desperacji zapytalem czy nie
            pomoglby mi i nie pozyczyly tych pieciu zlotych, bo zabraklo mi do biletu.
            Ucieszyly sie, ze moga mi jakos sie odwdzieczyc, poszly rozmienic Euro do
            kanrotu i wreczyly 20zł, mowiac jeszcze zebym zjadl sobie cos cieplego przed
            podroza :) podziekowalem jak tylko moglem, oszczedzily mi fatygi przesiadek i
            dlugiej podrozy(co sie mialo okazac niestety sam ja sobie pozniej przedluzylem).
            Niestety w Warszawe zamiast na Zachodniej wysiadlem na Centralnej i minałem sie
            z pociagiem :)
            na szczescie znalazl sie jakis mily gosc, ktory uzyczyl mi karty, abym mogl
            zadzwonic do rodzicow, ze przybede za jakis czas i zeby sie nie martwili :) tego
            na pewno nigdy nie zapomne :)
            • Gość: M Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.range86-145.btcentralplus.com 04.12.07, 00:54
              "To, co uczynisz drugiemu bedzie Ci zwrocone"
              Seneka
              :)
              • Gość: aheyka Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: 195.117.13.* 04.12.07, 01:12
                Oj są jednak jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie choć spotkać
                Anioły niełatwo.
                Mi przypomniała się historia z dzieciństwa, jak wracając ze szkoły z
                koleżanką wygłupiałyśmy się i strącały workami z obuwiem zmiennym
                sople lodu zwisające z daszku przy kościele.
                W pewnym momencie puściłam sznurek worka i ten wylądował na daszku.
                Stałyśmy smutne niemal płacząc bo nie było możliwości wspięcia się
                tam by odzyskać worek, aż nagle nie wiadomo skąd pojawiła się para
                staruszków i pan podsadził mnie bym mogła dosięgnąć swoją zgubę.
                A dodam że lekka nie byłam, spory klocuszek, pan posunięty w latach
                więc siły już nie te, ale pomógł mi bardzo za co mu serdecznie
                dziękuje bo pamiętam tę historię mimo iż minęło z 15lat od tego
                czasu.
                Pewnie i więcej takich sytuacji było ale na chwilę obecną nie
                przychodzą mi do głowy.
                Ja też czasem staram się pomóc, to wypełnię jakiś druczek starszej
                osobie na poczcie, to pomogę otworzyć drzwi komuś kto zatrzasnął się
                w publicznej toalecie.
                Tak sobie myślę że na codzień mogłabym pomagać więcej razy tylko po
                prostu czasem tchórz jestem. Postaram się częściej okazywać
                bezinteresowną pomoc.
              • biljana Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 04.12.07, 01:24
                jak zaczełam czytać ten wątek (przez co zaśpię do pracy:))) mysłalam, ze w moim
                zyciu było mało tak miłych sytuacji. W trakcie czytania jednak coraz wiecej
                sobie przypominałam i w koncu popadłam w tak wysmienity nastrój, ze postanowilam
                conieco opisać:

                1. pare lat temu w Tunezji. Poszłysmy z kolezanka na kawe rano do jakiejs
                miejscowej kafejki. Z racji tego, ze kiepsko mowilam takim potocznym francuskim,
                używałam głownie pelnych i w dodatku dosc wyszukanych form grzecznosciowych:)
                Pan własciciel prowadzacy knajpke, przemiły bardzo starszy pan, do mojej kawki
                przyniosł mi croissanta i konfitury. W prezencie. I powiedział, ze wiedzial, ze
                Polki sa ładne, ale nie wiedział, ze takie mile i grzeczne:)))
                2. w połowie lat dziewiecdziesiatych wybralam sie w podroz przez rumunie do
                bulgarii, gdzie mialam dołaczyc do bedacych tam juz na wakacjach przyjaciol.
                problem polegal jedynie na tym, ze jechalam orient expressem z budapesztu
                sama:)))) I z braku kasy i radosnej naiwnosci, ze podroz bedzie bardzo szybka,
                nie kupilam sypialnego, tylko zwykla miejscowke. W Bukareszcie mialam sie
                przesiac na pociag do Sofii. Pociag oczywiscie mi uciekl, no bo jakze inaczej:)
                Zostalam na peronie, bylo juz pozne po poludnie, mialam malo kasy i ogolnie
                bylam przerazona. Z rozkladu wyczytalam, ze nastepny pociag bedzie na drugi
                dzien! Postanowilam zadzwonic do polskiego konsulatu. Stalam przy automacie i
                plakalam z bezsilnosci, bo nikt nie odbieral, a ja nie wiedzialam co robic. I
                Bog mi wtedy zesłal anioła:)
                Podszedl do mnie mlody koles, zapytal co sie stalo, na moje niewyrazne buczenia
                spytal czy wole mowic po angielsku czy francusku. Potem po wyjasnieniach odwiozl
                mnie taksowka do polskiego konsulatu! Nawet nie wiem jak mial na imie, ale mam
                nadzieje, ze tez kiedys ktos cos takiego zrobil dla niego:) To dla mnie bylo nie
                byle co.
                Potem bylo tylko lepiej. Pan konsul zadzwonil na dworzec, zalatwil przebukowanie
                mojego biletu na pociag do Warny jeszcze tego samego dnia, dal mi kase na takxi,
                nakarmil kanapkami i wyprawil w droge:))))
                Bardzo sie martwil czy sobie poradze i biadolil, ze jak mnie rodzice puscili w
                taka podroz:)
                Panu konsulowi wielkie dzieki, do dzis mam go we wdziecznej pamięci:) TYm
                bardziej, ze teraz zdaje sobie sprawe co sie moglo stac:)
                3.Ile razy ktos mnie bezinteresownie podwozil, nawet nie zlicze:) Raz nawet na
                Słowacji - gdy w nocy z kolezanka usilowalysmy dotrzec do polskiej granicy- pan
                maszynista zatrzymal pociag osobowy:)))) Bo machałysmy. Pociąg na stopa.
                Przysięgam:) A kiedys w Dubrowniku wsiadlysmy do miejskiego autobusu zapominajac
                wczesniej wymienic marki na kuny. Chcialysmy zapłacic za bilet panu kierowcy
                markami, ale on sie tylko usmiechnal i powiedzial: "jedzcie, ja stawiam" :))))
                4. Jak byly ostatnie obchody rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego w Muzeum
                Powstania byl spektakl Klaty a potem koncert Agi Zaryan. Poszylysmy z siostra, a
                przed wejsciem klebil sie dziki tlum, bez szans na wejscie. Wtem podeszla do nas
                starsza pani i zapytala, czy chcemy wejsciowki na spektakl:) Ale tylko pod
                warunkiem, ze naprawde nas to interesuje:) Zapewnilysmy ze bardzo, bardzo i
                dostalysmy wejsciowki na spektakl!! Spotkalysmy potem te Pania w srodku i
                odwdzieczylysmy sie - oddajac jej lepsze miejsce w pierwszym rzędzie:)

                Zeby tak jeszcze ludzie w metrze sie do siebie usmiechali:)
                • Gość: pasqda Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: 87.205.113.* 01.10.09, 15:46
                  O nie! Tego pociągu na stopa to ci zazdroszczę...:) Mnie sie nigdy
                  nie udało.
                  Jedynie PKS-em na stopa zdarzyło mi się jechac. Normalny PKS, w
                  godzinach pracy, pełen ludzi zatrzymał się na nasze machanie (z dala
                  od jakiegokolwiek przystanku), podwiózł i nie chciał nic za bilet:))
              • Gość: vp Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.rzeszow.mm.pl 04.12.07, 13:26
                > "To, co uczynisz drugiemu bedzie Ci zwrocone"
                > Seneka
                > :)

                Raz na ulicy zagadnął mnie pan, którędy do dworca. Prosto jak
                strzelił, ale że akurat szłam w tą stronę to podeszliśmy razem. Nie
                wiedzieć czemu pan się bardzo z tego ucieszył. Rozmowa jakoś się nie
                kleiła, zapytał czy jestem zamężna? Nie, stara panna. Gdzie pracuję?
                Niestety, bezrobotna. Czy byłam w Opolu? Nie byłam. Bo on jest
                kierowcą autobusu w Opolu, jakby było potrzeba, to mnie za darmo
                przewiezie i miasto pokaże. Pod dworcem podziękował serdecznie, z
                wielkim przekonaniem stwerdził, że skoro jestem taka miła, to na
                pewno znajdę wspaniałego mężczyznę. Sympatycznie było. Ale starą
                panną jestem do dziś. W Opolu nidgy nie byłam i nie wybieram się.
                Pracy nie mam.

                Następna banalna historia. Pod sklepem starowinka poprosiła o
                przeprowadzenie przez ulicę. Miała ciężką torbę, zaniosłam jej do
                domu, podtrzymywałam przez drogę, bo zima, ślisko było. Szłyśmy
                bardzo powoli ale nie spieszyło mi się. Po drodze babcia dokładnie
                wypytała gdzie mieszkam i co robię. Podziękowała gorąco i obiecała
                że będzie się codziennie za mnie modlić, żebym znalazła pracę i
                dobrego męża. Ładnych parę lat minęło. Ani pracy, ani męża.

                Jeszcze nigdy nie byłam w sytuacji, w której potrzebna byłaby mi
                pomoc podobnego rodzaju, więc rewanżu nie doświadczyłam. Może trzeba
                poczekać na starość?
        • Gość: ka-mi-la789 Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.07, 23:25
          Skoro już jesteśmy przy historiach samochodowych, to przypomniała mi
          się jeszcze jedna miła rzecz. Na kilka dni przed Sylwestrem
          2000/2001 pojechałam z ówczesnym narzeczonym w góry, do Szczawy.
          Któregoś dnia przed Sylwkiem wybraliśmy się do Starego Sącza na
          obiad. Narzeczony zaparkował przy rynku, wyszliśmy z samochodu i
          zaczęliśmy się rozglądać za parkingowym w celu uiszczenia opłaty.
          Parkingowego nie znależliśmy, za to wpadł nam w oko elegancki
          mężczyzna w średnim wieku. Narzeczony zapytał o parkingowego.
          Elegancki pan potoczył wzrokiem dookoła i - podobnie jak my -
          skonstatował brak wyżej wymienionego funkcjonariusza. Odezwał się w
          te słowa: "Proszę po prostu zaparkować i nie przejmować się opłatą".
          Narzeczony wzbraniał się nieco, tłumacząc, że nie chce pozbawiać
          miasta należnych mu dochodów. W odpowiedzi usłyszał: "Nie ma
          problemu. Ja tu jestem burmistrzem. Wszystkiego najlepszego w nowym
          roku". Oczywiście podziękowaliśmy gorąco i odwzajemniliśmy życzenia.
          Miły nastrój mieliśmy przez resztę dnia.
    • mik80 Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi 04.12.07, 01:16
      Podwiezienie autostopem do Bielska (z Pszczyny). A poważnie to chyba kiedyś w
      B-B na przystanku autobusowym, gdy miałem jechać bez bieltu, bo po prostu
      zabrakło mi kasy pewna starsza pani dała mi dwa bilety. i to było bardzo miłe

      pozdrawiam - M.
    • Gość: Water Proof Re: Coś co spotkało was od obcych ludzi IP: 194.66.191.* 04.12.07, 01:29
      Wielka Brytania. Jechałyśmy z koleżanką zwiedzać wyjątkowo piękny ogród
      Wysiadłyśmy w małej miejscowości, w niedzielne przedpołudnie, żywej duszy na
      ulicy, żadnych znaków, nie wiedziałyśmy, dokąd iść. Weszłyśmy do przeuroczego
      kościółka i zagadnęłyśmy ludzi, którzy właśnie pili tam kawkę ;) Obstąpili nas
      wszyscy parafianie, zaczęli tłumaczyć co i jak, w końcu jeden pan zaoferował się
      nas tam zawieźć. Ksiądz zaprosił nas na kawę i dał zestaw pocztówek z kościołem.
      Przemili ludzie :)
      Innym razem spytałyśmy pani w autobusie jak dojść od przystanku d naszego
      miejsca zamieszkania. Pani dała nam 5 funtów i zakazała iść pieszo, kazała wziąć
      taksówkę.
      Mnóstwo jest takich sytuacji, w Polsce z resztą też, jak sobie przypomnę, to
      napiszę :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka