IP: *.man.polbox.pl 03.10.01, 13:39
Witam i zapraszam w imieniu swoim i Janka do czytania!
I ozywiscie komentarzy :)
Obserwuj wątek
    • Gość: agniecha Rodzial 1 IP: *.man.polbox.pl 03.10.01, 13:40
      Firanka zafalowala gwaltownie, kiedy okno uchylilo się bezszelestnie. Stary
      mezczyzna spiacy w ogromnym lozku stojacym na srodku pokoju zatopiony był w
      swoich marzeniach sennych. Zwinna postac ubrana na czarno wslizgnela się do
      pokoju i cicho jak kot podeszla do lozka. Zimne, bezwzgledne i gotowe na
      wszysto oczy popatrzyly z nienawiscia na mazczyzne. Postac jak zmara z innego
      swiata ukleknela przy samym brzegu loza i wyjela strzykawke z bezbarwnym plynem
      w srodku. Potem przytrzymala reke starca i szybkim ruchem wbila igle w
      przedramie. Gwaltownie wyrwany ze snu probowal krzyczec i wyszarpac się z
      morderczego uscisku, ale silne rece zaslonily mu usta i nie pozwalaly na
      wykonanie zadnego ruchu, dopóki plyn nie zaczal dzialac i mezczyzna nie zamarl.
      Postac postala jeszcze pare sekund, potem pochylila się i sprawdzila tetno i
      oddech. Kiedy nie wyczula oni jednego ani drugiego wlozyla strzykawke do
      kieszeni i zniknela za onem. Firanka znow zafalowala. Po chwili wszystko
      wygladalo, jakby nie wydarzyla się tu żadna straszna rzecz. Z jednym wyjątkiem
      – mezczyzna nie był już zatopiony w snie, a jego szklane i pozbawione zycia
      oczy wpatrywaly się nieruchomo w sufit.

      Przerazliwy dźwięk dzwonka telefonu wyrwal go ze snu.
      - Slucham – wyjeczal w sluchawke, probujac znalezc zegarek i dojrzec, która
      jest godzina.
      - Janek natychmiast przyjezdzaj do firmy – uslyszal po drugiej stronie
      podekscytowany glos swojej sekratarki Magdy– stary miał zawal serca.
      Przyjezdzaj natychmiast – uslyszal brzdek odkladanej sluchawki i zapanowala
      cisza.
      Przez chwile wpatrywal się w ciemnosc i zastanawial się czy to rzeczywistosc
      czy tez jeszcze sni. Nie mogl znalezc zegarka wiec wlaczyl po omacku radio,
      wyswietlila się godzina – 7.40 rano. Akurat leciala jego ulubiona piosenka –
      „Milosc i ja” Bajmu.
      Wyskoczyl z lozka i pobiegl do lazienki. W lustrze popatrzylo na niego jego
      wlasne odbicie. Był szczuplym mezczyzna sredniego wzrostu. Ciemne wlosy były
      krotko sciete, tak samo jak mala czarna brodka i wasiki. Szare oczy, które
      zazwyczaj z ciekawoscia i cieplem patrzyly na swiat, teraz były waskie i
      wyraznie zaspane. Szybko umyl się i ubral, chwycil w locie teczke, dokumenty i
      kluczyki do samochodu i wybiegl z mieszkania znajdujacego się w Centrum
      Warszawy.

      Biuro maklerskie, w którym pracowal, miescilo się w Warszawskim Centrum
      Finansowym. Zostalo zalozone przez Tomasza Lorentza i prowadzone przez niego i
      jeszcze 4 czlonkow – jego brata Piotra i trzech wspolnikow: Adama Gintrowicza,
      Pawla Zalewskiegi i Seweryna Grabowskiego. Firma zajmowala polowe budynku. Na
      ostatnim pietrze miescil się zarzad. On pracowal tylko pietro nizej. Był
      maklerem gieldowym i jednym z najbardziej szanowanych i zdolnych pracownikow,
      zajmowal się najwazniejszymi klientami. Był tez na tyle zaufanym czlowiekim
      firmy, ze zarzad wtajemniczal go w wewnetrzne sprawy firmy. Od razu po wyjsciu
      z windy dojrzal Magde, mloda, filigranowa blondyneczke z niebieskimi oczami,
      która podbiegla doniego i z w wypiekami na twarzy zaczela opowiadac sensacyjne
      wiadomosci.
      • Gość: agniecha Re: Rodzial 1i pol IP: *.man.polbox.pl 03.10.01, 13:42
        - Wyobraz sobie, ze staruszek mial dzis w srodku nocy zawal serca – jej oczy
        były ogromne jak spodki od filizanek do kawy – Bylby umarl, ale pokojowka
        obudzila się w nocy i przypomniala sobie, ze zostawila u niego otwarte okno, a
        ponieważ było zimno postanowila isc i je zamknac. Zauwazyla, ze lezy z
        otwartymi oczami, nie oddycha i natychmiast zadzwonila po pogotowie. Podobno
        jest w stanie smierci klinicznej czy cos podobnego, może się obudzic za kilka
        dni albo tygodni, albo nawet miesiecy! – przejeta szarpala go za rekaw od
        marynarki –straszna historia, był takim sympatycznym czlowiekiem, nie mogę w
        to uwierzyc! A Ty masz natychmiast pojawic się u Piotra Lorentza. Czekaja na
        Ciebie!
        Kiedy tylko pojawil się na gorze, zostal wezwany do pokoju konferencyjnego,
        gdzie zostal mu przedstawiony porucznik Marcin Cieszkowski, a potem Piotr
        kazal stawic się u siebie. Porucznik był niskim mezczyna około 60, okraglym
        jak paczek i niedbale ubranym. Wzial go w krzyzowy ogien pytan i po godzinie
        Janek musial przyznac, ze były to pytania bardzo trafne i inteligentne. Tylko
        nie bardzo rozumial w jakim celu były zadawane.
        Potem udal się do gabinetu Piotra.
        -Jak widzisz sytuacja jest bardzo napieta. Wiesz, ze zawsze miałem do Ciebie
        ogromne zaufanie, dlatego postanowilem wtajemniczyc Cie w cala sprawe. Ufam, ze
        mnie nie zawiedziesz – jego oczy były przepelnione smutkiem i powaga -Mój
        ojciec nie dostal zawalu serca, ktos dzis w nocy podal mu jakis lek w plynie,
        który miał wywolac zawal serca i spowodowac, zeby wygladalo to na naturalna
        smierc. Ten lek dziala w taki sposób tylko przy spelnieniu okreslonych
        warunkow. Wstrzyknal go ktos, kto znal ojca doskonale i wiedzial jaki jest stan
        jego zdrowia. Ktos z najblizszego otoczenia.
        -To straszne – Janek był wstrzasniety – ale dlaczego ktos mialby pragnac jego
        smierci?
        - Od pewnego czasu nie bardzo zgadzalismy się, jeśli chodzi o kierunki rozwoju
        firmy i sposoby jej prowadzenia - westchnal ciezko - Tomasz i ja mielismy
        inne plany, natomiast pozostali wspolnicy preferowali inne sposoby wprowadzenia
        firmy na szerokie wody i poszerzenia jej dzialalnosci. Nie da się ukryc, ze
        dochodzilo ostatnio do ostrych spiec. Zanipokoily mnie tez powaznie pewne
        nieprawidlowosci w finansach naszej firmy. Tomasz ma 50 procent udzialow i tym
        samym glowna wladze. W przypadku jego smierci mielismy rozdzielic 35 procent
        jego udzialow miedzy siebie, natomiast 15 procent miala dostac moja
        siostrzenica Agnieszka i zasiasc w zarzadzie. Tym samym uklad sil zmienil by
        się calkowicie. Mowie to z ciezkim sercem, ale ja i moja siostrzenica sadzimy,
        ze ktos postanowil pomoc zejsc z tego swiata naszemu ojcu. Boimi się, ze może
        zechce dokonczyc dziela. Chciałbym, zebys razem z Agnieszka sprawdzil
        wszystkie wieksze operacje dokonywane przez czlonkow zarzadu, może wykryjecie
        jakies nieprawidlowosci, które doprowadza nas być może do mordercy. Oczywiście
        musi to pozostac w tajemnicy, licze na Twoja dyskrecje.
        - Alez oczywiście – Janek był wyraznie zaskoczony tym, co uslyszal.
        - Przyszla Pani Agnieszka – zadzwieczal interkom na biurku.
        Drzwi się uchylily i do gabinetu weszla mloda kobieta.

        CDN
        Janku czekam z niecierpliwoscia na Twoj ciag dalszy.
        Pozdrawiam serdecznie wszystkich starych i nowych czytelnikow.
    • Gość: guest Czy to aby nie jest kolejny pamiętnik Brygidy Jankowskiej? IP: *.*.*.* 03.10.01, 13:54
      • Gość: Janek Rozdział drugi nastąpi IP: *.ipartners.pl 03.10.01, 14:13
        Postaram się ciąg dalszy napisać jak najszybciej.

        Pozdrawiam serdecznie Czytelników, postaram się Was nie zawieść.
        • Gość: pablo Re: Rozdział drugi nastąpi IP: *.softlab.com.pl 03.10.01, 16:32
          ja z wnioskiem racjonalizatorskim zeby odcinki byly krotsze - bo takich dlugich
          to sie czytac nie chce
          • piotr_c Re: Rozdział drugi nastąpi 03.10.01, 17:14
            No cos ty, przecież dopiero w jakims dłuzszym kawałku tekstu mozna podłożyć
            solidna zagwozdkę partnerowi. A akcja dopiero sie rozwija , ja w nich wierzę.
            • Gość: Janek Rozdział drugi IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.10.01, 18:32
              Do gabinetu Piotra Lorentza weszła brunetka, około 170 cm wzrostu. Miała
              dwadzieścia parę lat, długie, ciemne włosy opadające poza ramiona, zielono-
              szare oczy, szczupłą sylwetę i coś co sprawiło, że patrzył nieco dłużej niż
              miał w zwyczaju.
              -Poznajcie się – rzekł Piotr. -To Agnieszka, wspominałem Ci o Niej. Moja
              siostrzenica jest obeznana z tym co robimy i będziecie robić.Agnieszko to jest
              Janek.
              -Cieszę się, że będziemy razem współpracować - odparł Janek. To co się stało,
              to dla nas wszystkich szok.
              Podali sobie ręce, a ich oczy spotkały się. Zauważył w nich pewność siebie,
              siłę i żywość. Uścisk dłoni trwał nieco dłużej niż zwykle, ale Piotr zasępiony
              wydarzeniami ostatnich 24 godzin nie zwrócił na to uwagi.
              -Skoro już się znacie to zabierajcie się do pracy. W razie czego wiecie, gdzie
              mnie szukać. Mam teraz sporo pracy.
              -Zapraszam do swojego gabinetu – odparł i przepuścił Ją w przejściu.
              -Zaraz do Ciebie przyjdę, tylko pójdę po dokumenty.

              Poszedł do swojego gabinetu. Pokój był dość skromny, ale elegancki.
              Zanim został kimś w firmie przeszedł trudną szkołę znaczoną stratami i zyskami
              w różnych inwestycjach. W końcu wyrobił się i został czymś więcej niż zwykłym
              maklerem. Kierował inwestycjami najważniejszych klientów, którzy powierzali mu
              zarządzanie portfelem. Oni przelewali na swój rachunek maklerski duże kwoty i
              oczekiwali zysków większych niż w banku. On miał te pieniądze pomnażać, a nie
              było to łatwe, zwłaszcza w dobie bessy.
              Mimo że był młody, inwestował ostrożnie.
              Patrzył teraz przez okno biurowca na wspaniały, zapierający dech w piersiach
              widok miasta.
              Myślał.
              Rynki były niespokojne, cena ropy mogła wzrosnąć lada chwila na skutek wydarzeń
              w Azji, a widmo światowej recesji zaglądało do każdego kraju. Świadomość, że
              konflikt zbrojny na większą niż dotąd skalę może stać się faktem, powodowała
              falowanie kursów i dużą nerwowość na rynkach. Inwestorów zagranicznych na
              parkiecie było niewielu więc i obroty były niewielkie. Przypadkowe duże
              zlecenia wywołujące nagłe spadki i wzrosty kursów powodowały u małych graczy
              palpitacje serca.
              Ostatnio nie dokonywał żadnych dużych operacji. Pakiet akcji jaki posiadał w
              zarządzanych przez siebie portfelach był szczupły, ale wiedział, że rynki
              kiedyś się podniosą, więc czekał na okazję do tanich i dobrych zakupów. Część
              środków ulokował w papierach skarbowych, które nadal dawały wysoką stopę
              zwrotu. Co prawda niektórzy uważali, że zbliża się kryzys złotówki, ale słyszał
              to już od dawna, jeszcze w czasach, kiedy deficyt w handlu zagranicznym był
              skrajny.
              Jego gwiazda rozbłysła szczególnie mocno, kiedy przepowiedział załamanie na
              rynkach innowacyjnych technologii w marcu 2000 roku oraz odwrócenie trendu
              wzrostowego na indeksie Dow Jones. Patrzył wtedy ze zdumieniem na
              podekscytowanych wielkimi zwyżkami spółek internetowych maklerów i nie mógł
              wyjść ze zdziwienia, dlaczego dają się ponieść emocjom. Oni zaś traktowali go
              jak idiotę, który nie idzie z duchem czasu i nic nie rozumie.
              Ci, którzy uwierzyli w magię nowych technologii ponieśli wysokie straty.
              Jego dochody z inwestycji kapitałowych nie były co prawda duże, ale w dobie
              spadków było to coś istotnego. On zaś wierzył w inwestycje długoterminowe i nie
              martwił się specjalnie pojedynczymi zachwianiami na rynkach. Ale obecna
              sytuacja na świecie wymagała ostrożności.
              Ale wiadomość o próbie zamordowania Tomasza Lorentza nie dawała mu spokoju.
              Tomasz Lorentz był wymagający, miał swoją wizję firmy i nie wszyscy się z Nim
              zgadzali. Ale kto mógł chcieć jego śmierci?
              Zmusił się do przejrzenia, co dzieje się na rynkach. Połączył się z internetem
              i zerknął na zachowanie indeksów na otwarciu sesji: Nikkei, Hang Seng, DAX,
              CAC, FTSE....
              Na rynkach nie działo się nic specjalnego.

              Rozległo się pukanie: weszła Magda
              -Są raporty o spółkach od naszych analityków – rzekła i położyła dokumenty na
              stole.
              Była zmysłową blondynką, obfity biust z rozmiaru D, do tego inteligentna i
              bystra. Nie mógł sobie odmówić zerknięcia na Jej kołyszącą się pupę, kiedy szła
              do drzwi. W końcu mężczyźni z całego piętra próbowali się z Nią umówić, więc
              jego reakcja nie była niczym nadzwyczajnym. Zawsze spontaniczna i witalna
              wnosiła uśmiech i życie do firmy, gdzie zawsze przewijali się zestresowani
              młodsi stażem i doświadczeniem maklerzy. Jej zaletą było to, że załatwiała
              mnóstwo spraw, aby miał wolną głowę dla inwestycji. Musiał przyznać, że była
              niezmiernie seksowna. Czasem zastanawiał się, jakby to było, gdyby....
              Spostrzegła jego spojrzenie i uśmiechnęła się lekko.
              Kiedy drzwi zamknęły się mruknął do siebie
              -Marzyciel.
              Zerknął na raporty. Telekomunikacja Polska, Elektrim, Agora, Netia, Orbis,
              KGHM, Orlen.
              Odłożył je na bok. Raporty czytać musiał, ale miał dystans do tego co pisali
              analitycy. Pamiętał niejedną ich wpadkę, kiedy wyceniali różne spółki tak czy
              inaczej, a rynek zachowywał się zupełnie inaczej. Przeleciał wzrokiem nagłówki
              prasowe.
              Nagle usłyszał pukanie do drzwi. Po chwili w wejściu pojawiła się Agnieszka.
              -Wejdź – zaprosił Ją do środka. – Napijesz się czegoś?
              -Może kawy.
              Wdusił przycisk interkomu i powiedział:
              -Magdo, zrób dwie kawy.
              -Oczywiście.
              -Musimy sprawdzić operacje dokonywane przez zarząd firmy – powiedziała, trochę
              to potrwa. Proponuję, żebyśmy sprawdzili te dokumenty.
              -Przepytywał już Cię ten porucznik?
              -Tak. A ciebie?
              -Też. Czy już cokolwiek wiadomo?
              -Nie, podobno policyjni technicy szukają jakichś śladów w willi. W domu podobno
              nic nie zginęło. To dziwne. Dlatego musimy sprawdzić wszystkie operacje
              Zalewskiego, Gintrowicza i Grabowskiego. Potem będziemy sprawdzać kierowników
              niższych szczebli.

              Wśród papierów nie było żadnych dokumentów dotyczących Piotra Lorentza.
              Popijając kawę przeglądali papierki.

              • Gość: Janek Re: Rozdział drugi IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.10.01, 18:34
                Życzę miłej lektury.

                Pozdrowienia
                • Gość: Halon Krócej !!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.10.01, 19:22
                  Fajnie , ale piszcie krótsze odcinki , będzie więcej czytelników jak sądzę .
                  • Gość: Janek Re: Krócej !!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.10.01, 19:48
                    No przecież skracam!
                    W poprzedniej powieści, odcinek nie mieścił się przecież w jednym liście.

                    Pozdrawiam
                  • Gość: Kwiatek Re: Krócej !!! IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 03.10.01, 21:17
                    Gość portalu: Halon napisał(a):

                    > Fajnie , ale piszcie krótsze odcinki , będzie więcej czytelników jak sądzę .

                    Hmm.... gdzie zajdę - Halon - a dodatek dość krytycznie podsumowujący kazdy
                    watek ;-)))
    • Gość: jaskółka Prawa autorskie? IP: *.przemysl.cvx.ppp.tpnet.pl 04.10.01, 09:42
      Ponieważ Powieść robi się coraz lepsza i coraz bardziej profesjonalnie wygląda,
      ośmielam się wyrazić troskę: co będzie jak ktoś skopiuje i wydrukuje jako
      bestseller, pod swoim nazwiskiem, oczywiście???...
      • Gość: agniecha Re: Prawa autorskie? IP: *.man.polbox.pl 04.10.01, 09:45
        coz...?
        prawdopodobnie pozwiemy tego kogos do sadu,
        a Was wszystkich - naszych stalych czytelnikow -
        wezwiemy jako swiadkow ;)

        • jaga!!! Re: Prawa autorskie? 04.10.01, 09:53
          Super,że znowu zaczeliście współpracę.
          Jakbyście potrzebowali świadka, możecie na mnie liczyć :-)))
    • wiosna Re: POWIESC 04.10.01, 10:24
      hmm czasami zdarzają ci się jezykowe kiksy np główna władza. Na poczatku
      przydałoby się jakoś szczegółowiej opisac naszego bohaterskiego maklera. Nic o
      nim nie wiemy - obudził sie i pognał do pracy gdzie jest kims więcej niż
      maklerem. Tak przynajmniej piszesz. POtem sie sypiesz, bo potem zwierzchnik
      wzywa go do siebie i objaśnia sprawy, ktore naszemu bohaterowi powinny być
      znane, jeśli rzeczywiście jest kimś ważnym w tej firmie. Kto jak kto ale on
      musiał wiedzieć o konfliktach i sporach co do kierunku prowadzenia firmy. Takie
      spory sa dość głośsne i długotrwałe. Zdarzają się też wpadki charaterologiczne:
      najpierw agniszka ma to coś co sprawia, że bohater dłużej niż zwykle na nią
      patrzy a potem biedna Magda jest oglądana od stóp do głów z uwagą na miejsca
      strategiczne (biust D okrągła pupa).
      W pierwszcy zdaniach dotyczących bohatera powinismy wiedzieć o nim coś więcej:
      czy sam mieszka, czy może z kimć. Postacie muszą byc lepiej charakteryzowane i
      najlepiej gdyby miały jakiś charakterystyczny szczegół (papieros tik,
      zamiłowanie do czarnego koloru, zawsze jednwabne bluzki itp). Wtedy lepiej sie
      je zapamiętuje. pozdrawiam.
      • Gość: Janek Do Wiosny i innych czytelników IP: *.ipartners.pl 04.10.01, 11:10
        Problem w tym, żeby odcinek nie stał się nudny poprzez opisy. Spotykamy
        przecież sugestie, aby skracać teksty. Uważam, że nie ma sprzeczności w tym, że
        Lorentz mówi o sporach w zarządzie, Czytelnik przecież o tym nie wie.
        Co do postaci Agnieszki i Magdy: my mężczyźni patrzymy się na różne kobiety i
        spostrzegamy Ich wdzięki. Inaczej nie bylibyśmy mężczyznami. Fakt, że
        przeczesujemy otoczenie w poszukiwaniu ciekawych kobiet, nie oznacza, że nie
        mamy ochoty na to czy tamto. Pomarzyć sobie każdy mężczyzna może. Ale liczy się
        to, jaki w końcu wykona ruch i do kogo będzie On adresowany.
        Starałem się maksymalnie przybliżyć postać Agnieszki, poprzez wyobrażenie sobie
        Jej wyglądu. Celowo rozgraniczyłem dwie kobiece postacie: One oddziaływują
        inaczej na męską psychikę i zmysły. Główny bohater będzie odrobinę rozdarty
        między nimi.
        Co do dokładniejszego zarysu postaci - wezmę to pod uwagę.
        Dziękuję serdecznie za wszystkie uwagi pozytywne i te mniej pozytywne. Wezmę je
        sobie do serca i proszę o więcej spostrzeżeń.

        Pozdrawiam serdecznie
        Janek
        Aha: a odnośnie powieści: all rights reserved for Agniecha and Janek (ja_nek).
        Mały drobiazg: będę się także pojawiał pod imieniem ja_nek (nie chcę bowiem,
        żeby ktoś kiedyś zaczął cokolwiek pisać pod moim imieniem, a wiem skądinąd, że
        ktoś ma takie imię jako swój login na poczcie Gazety, choć się nie ujawnił jak
        dotąd na forum).
        • Gość: Frene Re: Do Wiosny i innych czytelników IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 04.10.01, 19:48
          Łeb bym sobie dała odciąć,że Janek i agniecha, to jedna i ta sama
          osoba :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

          Ręce do góry !!!
          • Gość: Janek Do Frene IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.10.01, 21:45
            Ej, Frene, a więc straciłaś głowę. Jeśli ją jeszcze nosisz to tylko dlatego, że
            miałbym ochotę stanowić z Nią jedno....
            Eh, rozmarzyłem się...... i do tego stąpam po cienkiej linie....

            Zaraz spadną na mnie gromy, więc spieszę z następującym zapewnieniem:
            Agniecho, wybacz! Ale musiałem coś zrobić z Frene, aby Ją przekonać.
            Jeśli zażądasz, odzieję się zaraz w worek pokutny i pójdę do Canossy. Będę tam
            leżeć krzyżem, a w przerwach będę się bił w piersi i mamrotał: mea culpa, mea
            culpa, mea maxima culpa. Potem odprowadzę dziesięcinę do Rzymu i posypię głowę
            popiołem.

            Pozdrowienia
            Janek
            • Gość: Frene Re: Do Frene IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 04.10.01, 23:22
              Gdybyś Ty wiedział czego to ja nie wiem...
              • Gość: Frene Re: Do Frene IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 04.10.01, 23:48

                Z historii nie wiem...
                Z polskiego nie wiem...
                Z matematyki nie wiem...

                :))))))))))))))))))))))))))
            • Gość: agniecha Re: Do Janka IP: *.man.polbox.pl 05.10.01, 09:53
              Januszku, az takich poswiecen od Ciebie nie wymagam!
              Wystarczy, jak mnie porwiesz na jakas romantyczna, mala wysepke z palmami na
              srodku Pacyfiku, rzucisz mi do stop wszystkie klejnoty tego swiata i bedziesz
              mnie nosil na rekach ( co tak miedzy nami niezle Ci wychodzi )i bawil mnie
              blyskotliwa rozmowa i ...... ;)))
          • Gość: agniecha Re: Do Frene IP: *.man.polbox.pl 05.10.01, 09:35
            dam Ci dobra rade:
            nie szafuj ta swoja biedna glowa,
            bo masz ogromne szanse, zeby ja stracic
            i jak Ty bedziesz biedulko wygladac? ;)))
            • Gość: Janek Do Agniechy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.10.01, 18:34
              Uffff!!! Upiekło mi się. Bo wór pokutny ciężki i szorstki, a według
              średniowiecznych wymogów trzeba go nałożyć na nagie ciało. Reszta pokuty też
              mało ciekawa.
              Co do romantycznej wyprawy - myslę, że da się coś załatwić. Ale na początek
              proponuję jesień na Mazurach. Tam gdzie bym Cię zabrał, dałoby się wykombinować
              jakieś palmy i ciepłą wodę pod dachem, ananasy i mango mozna zamówić, bym nie
              musiał sobie przypominać jak moi przodkowie wspinali się drzewa.
              Co do klejnotów: poszukam ich dla Ciebie w jakimś krzyżackim zamku, może bracia
              zakonni nie wydali wszystkiego na uczty przed sekularyzacją.... Wszystko co
              znajdę rzucę Ci do stóp.
              A co do noszenia na rękach: chętnie się przyzwyczaję.
              Zaś do błyskotliwej rozmowy potrzeba dwojga, dlatego tak dobrze mi wyszło....
              Zatem wszystko załatwione.

              Pozdrowienia ciepłe
              Janek

              • Gość: agniecha Rozdzial 3 IP: *.man.polbox.pl 08.10.01, 09:31
                Ostatnie 2 tygodnie minely im bardzo pracowicie. Oprocz swoich dotychczasowych
                obowiazkow przegladali bardzo dokladnie operacje dokonywane przez Gintrowicza,
                Zalewskiego i Grabowskiego. Często zostawali w firmie do poznej godziny. Praca
                była bardzo nuzaca i mozolna, ale Agnieszka okazala się wytrwala towarzyszka
                „niedoli”, swietnie im się razem pracowalo. Pare tak pracowitych wieczorow
                udalo im się nawet, ku widocznemu zadowoleniu Janka, zakonczyc w pewnej
                przytulnej knajpce na Starowce, gdzie przy poznej kolacji i cieplej herbacie
                udalo im się porozmawiac nie tylko na tematy zawodowe. Aga 3 lata temu
                skonczyla studia ekonomiczne i zaczela pracowac w Danii, w jednej z filii.
                Chciala zostac w Polsce, ale Tomasz, czyli jej dziadek, postanowil rzucic ja od
                razu na glebokie wody. A ponieważ od smierci jej matki, kiedy miala 16 lat,
                przejal nad nia opieke i finansowal jej studia, nie mogla się przeciwstawic.
                Wspaniale im się ze soba rozmawialo i wkrotce ich dyskusje na roznorodne
                tematy, także osobiste, zaczely mocno się przeciagac, pomimo wizji porannego
                wstawania i calodziennego zaglebiania się w rzedy cyferek, zestawien i
                bilansow.
                Kiedy zaczeli zblizac się już z praca do konca i kiedy wydawalo im się, ze już
                nie znajda nic podejrzanego albo przynajmniej niepokojacego, Janka
                zainteresowala w wydrukach przyniesionych przez Agnieszke pewna kwota przelana
                z ich firmy „Lorentz i Wspolnicy - Inwestycyjny Dom Maklerski” na rachunek
                „Art-Foundation” - malej, prywatnej Fundacji na Rzecz Wspierania Sztuki
                Nowoczesnej i opatrzona akceptujacym podpisem Grabowskiego. Nie zwrocilby na
                to uwagi, gdyby nie fakt, ze sam pare tygodni temu jeden z jego kolegow
                przenosil się do fili firmy w Niemczech i Janek pomagal mu zakonczyc sprawy
                dwoch firm. Jedna z nich była „Art-Foundation”. Zazwyczaj nie zajmowal się ta
                firma, ale chcial pomoc koledze i stad doskonale pamietal, ze kwota była nizsza
                niż ta, która miał przed teraz oczami.
                - Aga, sluchaj, tu się cos nie zgadza – Janek odwrocil się do Agnieszki
                zapatrzonej w monitor komputera.
                -Tak? - podniosla na niego zaciekawiony wzrok.
                - Co Ci mowi firma ”Art-Foundation”? – zapytal.
                Wydawalo mu się, ze drgnela a w jej oczach pojawil się przestrach, ale po
                sekundzie jej twarz znieruchomiala i nie odbijalo się na niej żadne uczucie.
                Janek pomyslal, ze musi być bardzo zmeczony, skoro jego wzrok plata mu figle.
                Wstala i podeszla i jego biurka. Wyjasnil jej, co go zaniepokoilo.
                - Sprawdze jeszcze raz dokladnie transakcje tej firmy – Janek nagle się ozywil
                i przez nastepne poltorej godziny sprawdzal wydruki i przelewy, a kiedy
                skonczyl miał niewesola mine.
                - Dlaczego na rachunek takiej malej fundacji, mimo srednich zyskow wplynely
                pare razy tak ogromne kwoty? Wszystkie zaakceptowane przez Grabowskiego? –
                zapytal.
                - Nie mam pojecia – westchnela Agnieszka - myslisz, ze on robi po prostu
                szwindle czy to ma cos wspolnego z proba zamordowania mojego dziadka? Myslisz,
                ze moglby być do tego zdolny?
                Janek zamyslil się. Grabowski był 40 letnim mezczyzna, ale wygladal na co
                najmniej 35, dzieki ciaglym cwiczeniom. Dbal o siebie i przywiazywal duza wage
                do swojego wygladu. Był przede wszystkim bardzo sprytny. Janek go nie lubil,
                wydawal mu się falszywy.
                - Chyba pojde z tym do Piotra, zobaczymy co powie – Aga zebrala dokumenty i
                wyszla z pokoju.
                Janek ulozyl się wygodnie w swoim skorzanym fotelu i zapatrzyl się w widok za
                oknem. Zapadal zmierzch, swiatla latarn i neonow rozswietlily miasto. Czy
                naprawde ktos chcial zabic Tomasza? Kto to zrobi, kto bylby do tego zdolny?
                Znal tych ludzi dobrze, pracowal z nimi od lat. Mysl, ze ktorys z nich dopuscil
                się proby morderstwa, powodowala, ze ciarki przechodzily mu po karku. I
                dlaczego wśród tego stosu papierow, które przejrzeli, nie było zadnych
                dokumentow Piotra?
                Nagle jego wzrok padl na biurko. Na brzegu lezala teczka Agi, ktorej
                najwidoczniej zapomniala zabrac. Podniosl się, wzial ja a potem pozbieral
                wszystkie swoje rzeczy, zamknal biuro i postanowil wreszcie jechac do domu i
                wziasc goraca kapiel. Przedtem jednak udal się pietro wyzej, żeby w pokoju
                Agnieszki zostawic jej teczke. Wysiadl z windy i skierowal się na lewo, gdzie
                były gabinety Zalewskiego, Gintrowicza i Grabowskiego oraz maly pokoik Agi. Na
                prawo, w koncu korytarza znajdowal się pokoj Tomasza, Piotra oraz ogromna sala
                konferencyjna. Bedac pewnym, ze Aga teraz tam jest, az podskoczyl, kiedy
                zobaczyl ja nagle przed soba.
                - Myslalem, ze jestes u Piotra, wystraszylas mnie – powiedzial.
                -Ach, wlasnie tam ide. Wpadlam tylko na chwile do siebie – odpowiedziala i
                chciala jeszcze cos dodac, kiedy oboje uslyszeli krzyki dochodzace z dolu.
                Szybko zjechali winda nizej. Kiedy wypadli na korytarz zobaczyli biegnacego
                ochroniarza.
                - Wlasnie Panstwa szukalem! – wykrzyknal zaaferowany - Wlasnie przed chwila
                Grabowki popelnil samobojstwo! Wyskoczyl z okna swojego gabinetu! Z 36 pietra!!!

                CDN
                Pozdrawiam wszystkich i zycze Jankowi milego lamania sobie glowy nad dalszym
                ciagiem :)
              • Gość: Frene Agniecha Ty lepiej uważaj !!! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.10.01, 19:09
                Gość portalu: Janek napisał(a):

                >Wszystko co znajdę rzucę Ci do stóp.

                To znaczy ,ze On Ci teraz będzie kłody pod nogi rzucał...




            • Gość: Frene Re: Do Agniechy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.10.01, 19:21
              Gość portalu: agniecha napisał(a):

              > dam Ci dobra rade:
              > nie szafuj ta swoja biedna glowa,
              > bo masz ogromne szanse, zeby ja stracic
              > i jak Ty bedziesz biedulko wygladac? ;)))

              Będę wyglądać ostrożnie,żeby z okna nie wypaść...

              A jeżeli chodzi o głowę, to spokojna głowa, mam ich siedem, to sobie mogę
              szafować ile głowa zapragnie, więć Ty sobie tym głowy nie zawracaj i niech Cię o
              to głowa nie boli.

              Głowa do góry!

    • Gość: jaskółka Re: POWIESC IP: *.przemysl.cvx.ppp.tpnet.pl 08.10.01, 09:29
      Podciągam wątek - czyżby został zapomniany? Zarzucony??? Nie róbcie nam tego!
      Poweekendowe pozdrowienia dla Autorów i Czytelników!
      • Gość: agniecha Re: POWIESC IP: *.man.polbox.pl 08.10.01, 09:34
        porzucony??? nigdy w zyciu!!!
        po prostu, jak to Janek niedawno powiedzial:
        "kryminal jest wymagajacym gatunkiem"
        i dlatego tak mi powoli idzie... :(
        • Gość: Janek Rozdział 4 IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.10.01, 23:58
          Ulicę rozświetlały błyski policyjnych kogutów. Ciało Grabowskiego przykryte
          było czarną folią. Wokół zdążył ustawić się tłum gapiów. Janek patrzył na nich
          z obrzydzeniem.
          Kilku policyjnych techników udało się natychmiast do gabinetu Grabowskiego w
          poszukiwaniu czegoś, co by pomogło wyjaśnić okoliczności zdarzenia. Porucznik
          Cieszkowski rozmawiał kolejno ze wszystkimi, którzy mieli w tej sprawie coś do
          powiedzenia. A więc rozmawiał z facetem, który przechadzał się nieopodal z
          psem, jakimś taksówkarzem, który czekał niedaleko na kurs i oczywiście
          pracownikami firmy, którzy opuszczali właśnie biuro lub zamierzali to uczynić.
          On sam odpowiedział na kilkanaście pytań i pozwolono mu wrócić do domu.
          Agnieszkę jeszcze przesłuchiwano, w końcu była na piętrze, kiedy to się stało.
          Był wstrząśnięty, postanowił wrócić do domu, żeby sobie wszystko poukładać.
          Udał się do garaży w podziemiach biurowca. Otworzył z pilota swoją czarną,
          służbową Borę. Wsiadł i ukrył twarz w dłoniach.
          Grabowski próbował popełnić samobójstwo... Ale po co, gdyby wyczuł co się
          święci, to przecież mógłby po prostu wyjechać z pieniędzmi, które wyprowadził z
          firmy......
          Może kogoś się wystraszył i popełnił samobójstwo? A może to nie było
          samobójstwo? A jeśli tak, to kto to robi i kto będzie następny? Myśli
          przebiegały mu przez głowę z szybkością błyskawicy. Czuł niemal fizyczny ból od
          kłębiących się pytań, na które nie znał odpowiedzi. Po chwili uspokoił się.
          Pozbierał fakty. Zginął człowiek z frakcji zwalczającej Lorentzów, jeden z
          Lorentzów był na skraju śmierci. To było bez sensu.
          Ktoś musiał działać na zlecenie, mógł to być ktoś z zewnątrz, ktoś kto
          korzystał na operacjach Grabowskiego.
          Jeszcze jedno nie dawało mu spokoju. Agnieszka była tam, kiedy to się stało.
          Czy to ona mogła być zabójcą?
          „Niemożliwe” – powiedział sam do siebie. Gdyby chciała zabić Lorentza, a on by
          przeżył, to by przecież dokończyła sprawę, żeby nie być rozpoznana. Stary
          Lorentz ją dobrze znał. Nie, to niemożliwe. Grabowski był wysportowany i aby
          wyrzucić go przez okno potrzeba było dużo siły.... Nie podejrzewał o to
          Agnieszki.

          Kiedy tak myślał, nagle drzwi windy uchyliły się i wyszła Agnieszka. Wydawało
          mu się, że na Jej twarzy nie było oznak smutku czy uczuć, ale było przecież
          ciemno. Podeszła do zaparkowanego Alfa Romeo 156. Nagle pochyliła się. Po
          chwili wyprostowała się i kopnęła w koło ze złości.
          Janek zapalił silnik i podjechał do Niej.
          - Co się stało – zapytał
          - Sam popatrz, oponę diabli wzięli. Popatrz jaki flak
          - Podrzucę Cię do domu
          - OK., tylko wezwę pomoc to wymienią koło. Do tego czasu zostawię klucze od
          wozu u portiera. Zostawię tu auto i zajmą się nim -.
          Trwało kilka minut zanim wszystko załatwiła.
          Wsiadła do volkswagena i auto z piskiem opon pomknęło ku wylotowi z garaży. W
          bladym świetle widział zmęczenie i zniechęcenie rysujące się na Jej twarzy.
          Wyjechali na ulicę. Tłum gapiów już się rozszedł. Przy wejściu głównym do
          biurowca stał już tylko służbowy polonez policyjny. Porucznik Cieszkowski
          rozmawiał jeszcze z szefem ochrony biurowca.
          - Myślisz, że to samobójstwo? - zapytał
          - Facet taki jak Grabowski nie popełnia tak po prostu samobójstwa. Zawsze był
          pewny siebie, arogancki i zarozumiały. Tak nie wygląda człowiek, który chce się
          zabić. Nigdy nie widziałam go zdenerwowanego, aby stracił panowanie nad sobą.
          - Jeśli ktoś mu pomógł opuścić ten świat, to na pewno policja sprawdzi
          wszystkie kasety z zapisem video z kamer. Może to coś da – odparł.
          -Oby – odparła cicho.
          Bora zjechała Spacerową w dół, w kierunku ambasad. Jadąc na ich tyłach
          dostrzegli zarysy patrolujących okolicę żołnierzy w czerwonych beretach z
          kałasznikowami na ramieniu. Skręcili w prawo i pomknęli w kierunku Wilanowa.
          Kiedy wyjeżdżali za granice miasta wskazówka prędkościomierza przekroczyła 150
          km/h. Zbliżali się do Konstancina.
          Tam w jednej z piętrowych willi mieścił się dom Agnieszki.
          Weszli do środka. Zrzuciła z siebie płaszcz i opadła ciężko na kanapę.
          - Wszystko w porządku? – zapytał
          - Nic nie jest do cholery w porządku! Nie rozumiesz? Gdybyśmy znaleźli się tam
          trochę wcześniej zabójca zabiłby także mnie albo Ciebie. Dlatego nic nie jest w
          porządku!
          - Jeśli to było morderstwo.
          - Masz wątpliwości? W kontekście tego co znaleźliśmy?
          - Myślisz, że jak na mnie nawrzeszczysz, to wszystko się wyjaśni?
          -Wiem, że nie, ale czuję się bezsilna. Jestem dobra w bilansach, audycie i tym
          podobnych, ale jestem bezsilna wobec czegoś takiego. Teraz nikt nie może być
          bezpieczny.
          Tu Jej głos się załamał. Zaczęła płakać.
          Objął Ją ramieniem. Jeśli kiedykolwiek zastanawiał się, czy Ona ma z tym coś
          wspólnego, teraz już tych wątpliwości nie miał. Gdyby miała coś wspólnego z
          ostatnimi wydarzeniami to by twierdziła, że to samobójstwo.
          Przytulił Ją do siebie i siedzieli tak przez dłuższą chwilę, aż Jej szloch nie
          wygasł.
          Na chwilę oderwała się od niego. Szepnęła tylko:
          - Zostań ze mną tej nocy
          Pocałował Ją i pociągnął ku sobie. Sięgnął do guzików Jej bluzki.
          - Zaczekaj Janku. Nie dziś. Po prostu bądź przy mnie tej nocy. Boję się.....
          Otarł Jej łzy i uśmiechnął się.
          - Oczywiście. – a po chwili dodał w myślach do siebie „Jesteś idiotą Janek, a
          ponoć masz wysokie IQ.”

          Poszła pod prysznic. Po kilkunastu minutach wróciła skąpo ubrana. Nie mógł nie
          zauważyć jak była piękna mimo przejść całego dnia. I poczuł jak bardzo chciałby
          bywać z Nią częściej. Chciał Ją ochronić przed nieznanym zabójcą i wiedział,
          jak trudna będzie to rozgrywka.
          Rozmawiali jeszcze cicho przez kilkanaście minut. Siedział obok łóżka na
          podłodze, trzymał Jej rękę dopóki nie zasnęła. Kiedy się upewnił że śpi,
          poszedł wziąć prysznic.
          Kiedy wrócił zastał kołdrę zsuniętą na bok. Skąpe odzienie nie było w stanie
          zakryć wszystkich Jej wdzięków. Podszedł do łóżka i przykrył Ją szczelnie.
          Przez chwilę wpatrywał się w Nią. Była oszałamiająca..... Westchnął cicho i
          usiadł na fotelu. Pogrążył się w niewesołych rozmyślaniach. Wiedział, że musi
          rozpracować Art Foundation. Ktoś z kierownictwa tej firmy oraz sam Grabowski
          musiał się wzbogacić na niejasnych transakcjach fundacji. Co więcej fundacja
          mogła być tu zaledwie przykrywką. Nie ulegało wątpliwości, że ktoś chciał się
          pozbyć niewygodnego świadka jakim był Grabowski. Ale dlaczego próbowano zabić
          Lorentza?
          Nic się nie kleiło, chyba, że Lorentz zaczął czegoś się domyślać.
          Kwoty jakie przelewano z rachunku firmy były znaczące, na tyle poważne, że
          komuś zależało by sprawę zatuszować. Jeśli tak, to następnym celem mogli być
          drugi Lorentzów i ........
          Kiedy tylko zdał sobie sprawę z wniosku jaki wysnuł, zerwał się na równe nogi i
          chciał biec do łóżka Agnieszki. W ułamek sekundy później szyby rozprysły się i
          miejsce gdzie przed chwilą siedział zostało podziurawione kulami.
          Rzucił się na łóżko. Przywarł do Agniechy i poczuł nagle ostry ból w prawym
          przedramieniu. Nie zważając na to zwinnym szybkim ruchem pociągnął Ją ze sobą
          na podłogę za łóżko. Kule jeszcze przez chwilę wbijały się w ściany, po czym
          wszystko umilkło równie nagle jak się rozpoczęło.
          - Komórka gdzie masz komórkę – syknął nasłuchując.
          - Powinna być na szafce nocnej. - wyciągnęła rękę i po chwili srebrna Nokia
          znalazła się w Jej ręku. Wybiła trzycyfrowy numer.
          - Hallo? – zapytała drżącym głosem. Potrzebna pomoc.

          Pozdrawiam
          Janek


          • Gość: piotr_c Re: Rozdział 4 IP: *.uk.ihost.com 09.10.01, 16:11
            To było dobre, tak trzymać.
            • Gość: Frene Re: Rozdział 3 IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.10.01, 19:30
              "...był 40 letnim mężczyzną,ale wyglądał na co najmniej 35 dzięki ciągłym
              ćwiczeniom."

              Jak On to robił ? :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
              • Gość: Janek Do Frene IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.10.01, 23:10
                "...był 40 letnim mężczyzną,ale wyglądał na co najmniej 35 dzięki ciągłym
                ćwiczeniom."

                Sądzę, że Agniecha miała na myśli "co najwyżej 35 lat".

                Pozdrawiam
                Janek
                • Gość: Frene Re: Do Janka IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.10.01, 23:20
                  No coś Ty :))))))))))
                  • Gość: Janek Do Frene IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.10.01, 00:02
                    No dobrze, zostawiam Paniom pole do zastanawiania się jak to ów facet zrobił.

                    Pozdrawiam
                    Janek
                • Gość: agniecha Re: Do Frene IP: *.man.polbox.pl 10.10.01, 09:58
                  Gość portalu: Janek napisał(a):

                  > "...był 40 letnim mężczyzną,ale wyglądał na co najmniej 35 dzięki ciągłym
                  > ćwiczeniom."
                  >
                  > Sądzę, że Agniecha miała na myśli "co najwyżej 35 lat".
                  Zgadza sie, moja wina, bije sie w piersi i prosze o wybaczenie,
                  mialo byc "co najwyzej 35".
                  Ciesze sie, ze tak wnikliwie Nas czytacie :)
                  Frene, dzieki za zwrocenie uwagi, nastepnym razem bede czytac co najmniej 2 razy,
                  zanim wysle.

                  • Gość: agniecha Rozdzial 5 IP: *.man.polbox.pl 10.10.01, 13:22
                    Uslyszeli ryk silnika odjezdzajacego samochodu , a potem zapanowala cisza. Mimo
                    to lezeli dalej na podlodze bojac się ruszyc. Czul jak drzy, przytulil ja wiec
                    i glaszczac po glowie powtarzal: „zaraz przyjedzie policja, już wszystko
                    dobrze, nic Ci nie grozi”.

                    Caly dom był oswietlony, wszedzie krecili się policjanci. Siedzieli na kanapie,
                    a na przeciwko nich na fotelu siedzial Cieszkowski. Aga, wscisnieta w rog
                    kanapy, owinieta kocem, patrzyla dookoła nieobecnym wzrokiem, a z jej oczu
                    plynely lzy. Ciagle była w szoku.
                    Cieszkowski wysluchal ich opisu zdarzen w milczeniu.
                    - Zbierzmy wiec razem, to co wiemy. Najpierw komus zalezy na tym, żeby Tomasz
                    Lorentz umarl i aby wygladalo to na smierc naturalna. Potem odkrywacie, ze
                    Grabowski dokonywal malwersacji finansowych, ale zanim jeszcze Pani zdazyla o
                    tym porozmawiac z Piotrem Lorentzem, Grabowski zostaje wypchniety z okna. A
                    teraz ktos usiluje zamordowac Pania – Pani Agnieszko. Bez watpienia morderca
                    jest bardzo zdesperowany i nie cofnie się przed niczym. W przypadku Tomasza i
                    Grabowskiego zalezalo mu, żeby upozorowac samobojstwo. Ponieważ Grabowskiego
                    zamordowal jeszcze przed Pani rozmowa z Piotrem, może to oznaczac, ze bal się
                    czegos. Być może Grabowski wiedzial cos, co moglo naprowadzic na jego slad i
                    nie chcial ryzykowac. Ale w Pani przypadku już nie dbal o pozory. Dlaczego?
                    Odpowiedzmy sobie na pytanie: Jaki jest cel mordercy? Kto zyskalby na tych
                    morderstwach? Akcje Grabowskiego zostana rozdzielone teraz pomiedzy pozostalych
                    akcjonariuszy, prawda? – Cieszkowski zmienil nagle temat i popatrzyl na
                    Agnieszke badawczo czekajc na odpowiedz - natomist gdyby Pani zginela, Pani
                    akcje zostalyby znow rozdzielone miedzy pozostalych czlonkow zarzadu. I tak
                    dalej.
                    - Owszem – Agnieszka przytaknela zdziwiona – mysli Pan, ze komus chodzi o
                    przejecie wladzy nad firma?
                    - W tej chwili wydaje mi się, ze to jedyne sensowne wytlumaczenie – Oprocz
                    Pani w zarzadzie jest jeszcze Pani wuj – Piotr, Gintrowski i Zalewski. W tym
                    momencie sa oni dla mnie najbardziej podejrzani. Z samego rana pojawie się w
                    firmie, ciekawi mnie co będą mieli do powiedzenia w tej sprawie. No i będą
                    musieli wytlumaczy, co robili dzis w nocy. Jeżeli natkna się Panstwo na cos, co
                    może być przydatne dla sledztwa, bardzo proszę o kontakt - Cieszkowski wstal -
                    sadze, ze byloby dobrze, gdyby Pani znalazla sobie na jakis czas inne lokum –
                    dodal jeszcze, po czym się pozegnal i zniknal w glebi domu.
                    Popatrzyla na niego bezradnie.
                    -Przenocujesz dzisiaj u mnie – stwierdzil stanowczo.
                    -Dziekuje – usmiechnela się z wdziecznoscia i poszla po swoje rzeczy.

                    Zawiozl ja do siebie i poscielil jej w swoim lozku. Przewracala się z boku na
                    bok nie mogac usnac, az wreszcie poprosila go o proszki nasenne i dopiero
                    kiedy je zazyla, zasnela. Wtedy on tez się polozyl. Cala noc snily mu się
                    koszmary, obudzil się bardziej zmeczony niż wypoczety. Zajrzal do sypialni. Aga
                    jeszcze spala. Przypuszczal, ze po sporej dawce emocji i srodkow nasennych tak
                    szybko się nie obudzi. Jedzac sniadanie sprawdzil, gdzie miesi się siedziba
                    „Art-Foundation”. Postanowil tam pojechac. Być może czegos się dowie. Zostawil
                    Agnieszce kartke z wiadomoscia, ze wychodzi i aby się rozgoscila i czekala na
                    niego. Wyszedl z domu, wsiadl do samochodu i pojechal na Starowke. Siedziba
                    fundacji miescila się na ul. Waski Dunaj i zajmowala cale 1 pietro kamieniczki.
                    Pchnal ciezkie, drewniane drzwi i znalazl się w srodku ogromnego pokoju,
                    zastawionego nowoczesnymi meblami i rzezbami, zbyt nowoczesnymi, jak na jego
                    gust. Na scianach wisialy kolorowe bohomazy przedstawiajace zapewne nowoczesne
                    i odkrywcze wizje artystow. Mloda dziewczyna siedzaca przy biurku, wysluchawszy
                    jak się nazywa i w jakiej sprawie przychodzi, zniknela na chwile w pokoju obok,
                    a kiedy znow się pojawila gestem reki zaprosila go do srodka. Zza stojacego na
                    srodku biurka wstala kobieta. Miala okolo 30. Plomienno rude wlosy,
                    kontrastujace z piwnymi oczami, spiela niedbale w artystyczny kok. Ubrana była
                    w czarna tunike w wielkie czerwone kwiaty i rozsiewala wokół siebie
                    intensywny, slodki zapach perfum. Na pierwszy rzut oka wygladala sympatycznie,
                    chociaz w jej oczach widac było stanowczosc i wladczosc. Przywitali się.
                    Nazywala się Paulina Witolinska. Janek usadowil się ostroznie na krzesle z
                    dziwacznie powyginanymi nogami i nagle jego wzrok padl na jej szyje. Na krotkim
                    srebrnym lancuszku kolysal się wisiorek przedstawiajacy niebiesko-srebrnego
                    motylka. Na obu jego skrzydlach swiecily malutkie cykorie. Wpatrywal się w
                    niego jak oniemialy. Znal ten wisiorek. Już go wiedzial. Taki sam nosila
                    Agnieszka. Paulina zauwazywszy, ze wpatruje się badawczo w motylka, zasmiala
                    się:
                    -Widze, ze spodobalo się Panu to cacko.
                    -Owszem, gdzie można kupic cos takiego?- zapytal.
                    -Niestety musze Pana zmartwic. Nigdzie. To moje dzielo. Wykonalam zaledwie pare
                    sztuk i trafilo do rak moich najblizszych przyjaciol – wyjasnila – Ale wracajac
                    do Pana wizyty. O czym chcial Pan ze mna porozmawiac?
                    CDN
                    • Gość: Janek Rozdzial 6 IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.10.01, 02:33
                      - Pracuję dla Inwestycyjnego Domu Maklerskiego “Lorentz I Wspólnicy”. Wspieramy
                      Państwa fundację. Z uwagi na śmierć naszego kolegi z zarządu, który zajmował
                      się kontaktami z Państwem tymczasowo ja przejmę obowiązki w tym zakresie.
                      Oczywiście nie miał żadnych prerogatyw w tym zakresie, ale sądził, że wuj
                      Agnieszki da mu je bezwłocznie.
                      - Wszyscy bolejemy nad tym co się stało. To straszne. Oczywiście zależy nam na
                      utrzymaniu dotychczasowej współpracy.
                      - Skoro o tym mówimy, chciałbym przyjrzeć się działalności fundacji. Pani
                      rozumie, to dla mnie coś nowego i chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej. Na
                      razie nie mam dostępu do danych mojego nieżyjącego kolegi Grabowskiego, więc
                      byłbym wdzięczny za pomoc i przekazanie mi dokumentów przybliżających Państwa
                      działalność i wykorzystanie naszych funduszy.
                      - Oczywiście przedstawimy je. Ale nie w tej chwili. Biegły rewident sprawdza
                      nasze finanse. Ale zaraz po tym, przedstawimy niezbędne dokumenty.

                      Siląc się na uprzejmości pożegnał się z kobietą, której słodkie perfumy
                      odurzały go w raczej mało przyjemny sposób.
                      - Lubi Pan sztukę nowoczesną? – zapytała na koniec
                      „Nie znoszę” – mruknął w myślach, ale odparł głośno:
                      - Bardzo – powiedział to tak przekonująco, że pewnie mu uwierzyła. Aby nie było
                      wątpliwości dodał. – Niedaleko naszego biura jest taka nieduża galeria.
                      Uwielbiam tam przychodzić i oglądać właśnie sztukę nowoczesną. Jest na tym
                      samym skrzyżowaniu przy którym stoi nasz biurowiec.
                      Wyszedł z biura. Zapiął się szczelnie pod szyją, wiatr wiał dosyć mocno. Wokół
                      przemykali pojedynczy przechodnie i turyści.
                      Był pewien, że w Art – Foundation grają na zwłokę. Biegły rewident o tej porze
                      roku? Szedł w kierunku Barbakanu. Ale coś było nie tak. Czuł to. Nie miało to
                      nic wspólnego z Art Foundation. Obejrzał się dwukrotnie, niby przypadkiem.
                      Jakiś mężczyzna w szarej kurtce szedł za nim. Janek zaczął się zatrzymywać i
                      kątem oka lustrował otoczenie. Zawsze kątem, udając że przygląda się uważnie
                      witrynom.
                      Przed dojściem do Barbakanu, gdzie młodzi artyści sprzedawali obrazy, skręcił w
                      kierunku starych podwójnych murów obronnych. Zaczął iść szybkim krokiem między
                      pierwszą a drugą linią. Nagle skręcił w lewo za linię drugich murów i tam
                      przypadł w jakimś załomie. Śledzący go mężczyzna wbiegł i zaczął się rozglądać.
                      Ani po jednej, ani po drugiej stronie nie widział nikogo.
                      Janek, który niemal rozpłaszczył się w swym czarnym garniturze do zimnego muru
                      usłyszał tylko:
                      - Cholera zniknął mi z oczu. Jak to, co to znaczy. Wiem, że mam go pilnować,
                      ale on jakby zapadł się pod ziemię. No dobrze, wracam na komendę.
                      A więc śledzili go, ale po co? Kiedy tamten poszedł, wyjął swego Ericssona,
                      odchylił jego klapkę, sięgnął do kieszeni po wizytówkę i wybił numer. Po chwili
                      usłyszał głos Cieszkowskiego.
                      - Co jest do cholery? Dlaczego kazał Pan mnie śledzić? Co tu się dzieje?
                      - Spokojnie. Funkcjonariusz, który szedł za Panem, miał Pana pilnować. Nie
                      wiemy czy sprawca nie uderzy ponownie i zdecydowaliśmy się na to dla pana
                      bezpieczeństwa.
                      Aha i jeszcze jedno, stary pan Lorentz zmarł kilkanaście minut temu nie
                      odzyskawszy przytomności
                      - Czy.....?
                      - Wątpię. Organizm w końcu poddał się. Mordercy zatem udało się wyeliminować
                      swą ofiarę.
                      Zapadła cisza.
                      - Hallo jest Pan tam?
                      - Tak, tak, oczywiście.
                      - Niech Pan jedzie do pracy i niech Pan ma oczy szeroko otwarte.

                      - Usiądźcie – powiedział Cieszkowski do dwóch współpracowników przydzielonych
                      mu do tej sprawy. Macie coś nowego?
                      - Tak, już wstępne dane wskazują, że Grabowski żył ponad stan. Z tego co
                      zarobił legalnie na pewno nie był w stanie kupić sobie obecnej willi. Do
                      tegomiał terenowe BMW X5, żona ma Lincolna Navigatora. Wnętrza domu urządzone
                      ze smakiem, mnie w następnym życiu nie będzie na coś takiego stać na policyjnej
                      pensji
                      - -Mnie na pewno też nie. Gadaj o szczegółach.
                      - OK. Na ścianach Kossakowie, Gierymski, Wyspiański. W sumie 8 obrazów. Z
                      dokumentów jakie wpadły nam w ręce podczas szukania dowiedzieliśmy się, że
                      kupił żonie całkiem niedawno apartament przy Żelaznej. Jeszcze nie zbudowano
                      budynku, ale jej apartament ma mieć 190 metrów. Wracając do willi: wszystkie
                      sprzęty najdroższych marek: od zmywarki począwszy na sprzęcie RTV skończywszy.
                      Niech Pan zgadnie: był nieoficjalnym konsultantem w Art. – Foundation i
                      otrzymywał duże pieniądze za nieznane bliżej usługi. Analiza jego kont
                      wskazuje, że przetransferował znaczne kwoty za granicę: jedno konto w
                      Liechtensteinie, drugie w Szwajcarii w Credit Swiss.
                      - A więc przestępstwo z paragrafu działania na szkodę własnej spółki. Co
                      znaleźli nasi technicy w willi starego Lorentza?
                      - Śladów innych linii papilarnych nie było poza odciskami palców samego
                      Lorentza i tej kobiety jego pokojówki, która podniosła alarm.
                      - Wiemy co to był za związek chemiczny, który podano Lorentzowi?
                      - Zaraz gdzieś tu miałem jego nazwę.....
                      - Dobra to mniej istotne, mów dalej.
                      - Rzecz w tym, że powoduje on typowe objawy jak zawał. Gdyby facet umarł, byłby
                      po prostu kolejną ofiarą arteriosklerozy, bo związek ten szybko się rozkłada w
                      organizmie. Ale podejrzenia wzbudziło to, że facet nie miał z tym wcześniej
                      problemów. Wiemy to, bo w tym samym szpitalu, gdzie go zawieźli akurat dorabiał
                      sobie lekarz, który go prowadził. Wzbudziło to jego wątpliwości. Szybko
                      zrobiono badania krwi i wyszło szydło z worka.
                      - Co z pozostałymi wspólnikami?
                      - Wygląda na to, że Gintrowicz i Zalewski są OK. Przynajmniej na razie
                      - A drugi z Lorentzów?
                      - Ma kochankę na boku. Ale to nie jest przestępstwo.
                      - Kto to taki?
                      - 36-latka, pracuje jako kierownik średniego szczebla w firmie branży
                      spożywczej.
                      - To chyba ślepa uliczka. A co z jego siostrzenicą?
                      - Pewien czas była zagranicą. Zdolna i inteligentna, niezależna, mieszka w
                      Konstancinie, w willi po swojej matce. Sprawdzamy ją. Żyje dość bogato, ale
                      matka zostawiła jej duży spadek. Podobno bardzo przeżyła jej śmierć w wypadku
                      samochodowym.
                      - Czyli mamy czterech podejrzanych.
                      - Czterech? A kto jest czwarty?
                      - Ona – odparł Cieszkowski dopalając papierosa. Zauważyliście, że kule podczas
                      nocnej strzelaniny spadły praktycznie tylko w miejsce gdzie siedział ten mody
                      chłopak? Pozostałe utkwiły wysoko w ścianie. Czy to nie zastanawiające?

                      Janek zaklął ze złości. Za wycieraczką znajdowało się wezwanie do zapłaty
                      mandatu za przekroczenie czasu parkowania. Problem nie stanowiła wysokość
                      mandatu, ale to, że każdy kosztował go punkt karny, a nazbierał ich już trochę
                      za przekroczenie prędkości i właśnie złe parkowanie.
                      Wyjechał obok nowego budynku Sądu Najwyższego i skręcił w Miodową. Włączył
                      radio i usłyszał „The One I Love” REM. Utwór ten przypominał mu pewną
                      blondynkę, którą kiedyś kochał......
                      Przeleciał na dużej prędkości Krakowskie Przedmieście, minął budynki
                      uniwersyteckie. Zastanawiał się czy go pilnują. Spojrzał w lusterka, ale zdał
                      sobie sprawę, że i tak niczego nie wypatrzy przy tej ilości pojazdów.
                      Nie wiedział czy od razu jechać do pracy czy wrócić do Agnieszki.
                      „Cholera, przecież Ona nie ma kluczy!”
                      Minął Plac Trzech Krzyży i wjechał w Aleje Ujazdowskie. Zatrzymał się na
                      światłach. Po ulicach przemykali przechodnie. Niby wszystko normalnie, gdyby
                      nie policjanci z długą broną pojawiający się co jakiś czas.....
                      Było wciąż czerwone. Maluch stojący dotąd obok skręcił w przecznicę, a jego
                      miejsce zajął czerwony Seat Leon. Za kierownicą ujrzał młodą atrakcyjną
                      blondynkę. Zerknęła na niego. Wykorzystał tę chwilę i puścił do Niej oko.
                      Odwróciła wzrok ku przodowi i nagle usłyszał pisk opon. Seat wystrzelił do
                      przodu korzystając ze zmiany świateł.
                      Dogonił ją po kilkudziesięciu metrach, ale ona skręciła zaraz w lewo.
                      Po pięciu minutach zatrzymał się w Alei Szucha.
                      Wjechał na piętro. Otworzył drzwi i wszedł do środka. Usłyszał szum wody i
                      zobaczył zapalone
                      • Gość: Janek Rozdzial 6 i pół IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.10.01, 02:35
                        .....zobaczył zapalone światło w łazience. Włączone radio podawało właśnie
                        serwis informacyjny.
                        Zrzucił wierzchnie okrycie i usiadł.
                        Po chwili wodę zakręcono, a on przejrzał i uzupełnił materiały, jakie miał dziś
                        zabrać do biura. Usłyszał dźwięk otwieranych drzwi łazienkowych i podniósł
                        wzrok.
                        Myślał, że spadnie z fotela. Nie wiedząc, że już wrócił, weszła do pokoju nie
                        mając na sobie niczego. Zaparło mu dech z wrażenia.....

                        CDN
                        Pozdrawiam czytelników i współautorkę



                        • agniecha. Lista obecnosci! 12.10.01, 10:27
                          • agniecha. Re: Lista obecnosci! 12.10.01, 10:28
                            czasami mam wrazenie, ze nikt nas nie czyta,
                            to smutne :(
                            niech Ci co czytaja, dadza jakis znak!
                            • Gość: aniela Re: Lista obecnosci! IP: *.mst.gov.pl 12.10.01, 10:50
                              daję znak środkową ręką ku goórze :))
                              miałam wrażenie że ta powieść to flirt między Wami i że nie na miejscu jest
                              wtrącanie się osób postronnych:) czego jako dobrze wychowana z manierami
                              zmanierowana nie czyniłam ;)
                              • agniecha. Re: Lista obecnosci! 12.10.01, 10:57
                                ludzie, przeciez my to piszemy nie tylko dla naszej frajdy
                                ale i dla ogolu forumowego spoleczenstwa tez!
                                nie tylko mozna to czytac, ale nawet trzeba!!!
                                • Gość: aniela Re: Lista obecnosci! IP: *.mst.gov.pl 12.10.01, 11:08
                                  aha cudzą korespondencję w tym powieść podczytuję chętnie:) miałam na myśli
                                  peany pochwalne :) i jakąkolwiek forme wtrącania się :)
                                  • agniecha. Re: Lista obecnosci! 12.10.01, 11:15
                                    wtracanie sie jest mile widziane!
                                    a peany pochwalne oczywiscie sa jak
                                    najbardziej wskazane!;)
                                    • Gość: aniela Re: Lista obecnosci! IP: *.mst.gov.pl 12.10.01, 11:20
                                      aja z tym że peany mi źle wychodzą. jak powszechnie wiadomo zajmuję się
                                      sączeniem jadu :) miodouści mnie zastąpią. zmilknę lepiej :)
                            • Gość: Frene Do schizofrenicznego Janka i jednej z jego rozXwanej jaźni-Agniechy IP: 155.158.242.* 12.10.01, 12:02
                              agniecha. napisał(a):

                              > czasami mam wrazenie, ze nikt nas nie czyta,
                              > to smutne :(
                              > niech Ci co czytaja, dadza jakis znak

                              Znak?

                              Może być taki,że są pewne błędy merytoryczne,
                              z pierwszego rozdziału dowiadujemy się,ze Tomasz Lorentz był bratem Piotra, a z
                              dalszych rozdziałów wynika,że był jego ojcem, co znajduje dalsze potwierdzenia w
                              nazywaniu Agnieszki - wnuczką Lorentza.

                              Jeszcze by się można przyczepić do paru rzeczy...



                              • agniecha. Re: Do Frene 12.10.01, 12:19
                                Gość portalu: Frene napisał(a):

                                > agniecha. napisał(a):
                                > > czasami mam wrazenie, ze nikt nas nie czyta,
                                > > to smutne :(
                                > > niech Ci co czytaja, dadza jakis znak
                                > Znak?
                                > Może być taki,że są pewne błędy merytoryczne,
                                > z pierwszego rozdziału dowiadujemy się,ze Tomasz Lorentz był bratem Piotra, a z
                                >
                                > dalszych rozdziałów wynika,że był jego ojcem, co znajduje dalsze potwierdzenia
                                > w
                                > nazywaniu Agnieszki - wnuczką Lorentza.
                                >
                                > Jeszcze by się można przyczepić do paru rzeczy...

                                Po pierwsze:
                                nie jestem "rozXwana jaźnia schizofrenicznego Janka" !!!
                                My naprawde jestesmy 2 roznymi osobami, uwierzcie!!!
                                Po drugie:
                                Wlasnie o to chodzi, zebyscie pisali o takich potknieciach,
                                jak sie pisze to czasami zdarza sie palnac jakies bledy,
                                ktorych sami nie zauwazymy!

                                Sprostowanie:
                                Tomasz Lorentz jest ojcem Piotra Lorentza, a nie jego bratem - jak napisalam w
                                rozdziale 1. Bije sie w piersi i dziekuje Frene za zwrocenie uwagi!
                                Pozdrawiam.

                                • nanta!!! Do Autorow 12.10.01, 12:22
                                  piszcie, piszczie bo ja czytam :)
                                • Gość: Frene Do schizofrenicznego Janka i jednej z jego rozXwanej jaźni-Agniechy IP: 155.158.242.* 12.10.01, 12:42
                                  agniecha. napisał(a)




                                  > nie jestem "rozXwana jaźnia schizofrenicznego Janka" !!!
                                  > My naprawde jestesmy 2 roznymi osobami, uwierzcie!!!

                                  Za dużo rzeczy wskazuje ,że pisze to jedna i ta sama osoba...








                                  • agniecha. Re: Do Frene 12.10.01, 13:15
                                    Gość portalu: Frene napisał(a):

                                    > agniecha. napisał(a)
                                    > > nie jestem "rozXwana jaźnia schizofrenicznego Janka" !!!
                                    > > My naprawde jestesmy 2 roznymi osobami, uwierzcie!!!
                                    >
                                    > Za dużo rzeczy wskazuje ,że pisze to jedna i ta sama osoba...

                                    Czy moglabys w takim razie wymienic przypuscmy 5 takich rzeczy???
                                    • agniecha. Re: Do Frene 12.10.01, 13:41
                                      czekamy, Frene, czekamy...
                                    • Gość: Frene Do schizifrenicznego Janka i jego rozXowanej jaźni Agniechy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 15.10.01, 18:36
                                      Powiedzmy,że mogła bym wymienić 3 rzeczy bezpośrednio wskazujące na fakt,że
                                      pisze to jedna osoba i powiedzmy kilka pośrednio wskazujących.

                                      Ale teraz nie wymienię...,może jeszcze nie teraz...
                                      • agniecha. Do Frene 17.10.01, 10:10
                                        Alez droga Frene! Nie krepuj sie, wymien te 3 rzeczy bezposrednio wskazujace
                                        na to, ze jestesmy jedna osoba i przypuscmy ze 2 posrednio wskazujace!
                                        W przeciwnym razie wszyscy pomysla, ze nie moglas nic wymyslic i probujesz sie
                                        wykrecic. A tak chyba nie jest, prawda?
                                        • Gość: Frene Do schizofrenicznego Janka i jednej z jego rozXwanej jaźni-Agniechy IP: 155.158.242.* 17.10.01, 16:06
                                          agniecha. napisał(a):

                                          > Alez droga Frene! Nie krepuj sie, wymien te 3 rzeczy bezposrednio wskazujace
                                          > na to, ze jestesmy jedna osoba i przypuscmy ze 2 posrednio wskazujace!
                                          > W przeciwnym razie wszyscy pomysla, ze nie moglas nic wymyslic i probujesz sie
                                          > wykrecic. A tak chyba nie jest, prawda?

                                          Nie dam się sprowokować takimi hasłami i g... mnie obchodzi co inni pomyślą, a na
                                          razie nie będę udowadniać swojej tezy, bo wcale mi nie zależy ,żeby inni się do
                                          niej przekonali. A po za tym mam konkretne powody,żeby na razie nie ujawniać
                                          swoich argumentów.

                                          Przyznaję,że mam 1% niepewności, wynikający z braku wiedzy na temat istnienia
                                          pewnych okoliczności,które mogły by odeprzeć z dwa argumenty, aczkolwiek jak na
                                          razie wszystko wydaje się zaprzeczać istnieniu owych okoliczności.
                                  • ja_nek Re: Do schizofrenicznego Janka i jednej z jego rozXwanej jaźni-Agniech 12.10.01, 13:16
                                    Cześć Agniecha, spieszę ze wsparciem.
                                    Zastanawiałem się, kiedy nam wytkną tych Lorentzów. Zapomniałem Ci o tym
                                    szepnąć przez e-mail.
                                    Frene, jeśli coś jeszcze znalazłaś, powiedz naprawdę chcemy abyś nam
                                    powiedziała, gdzie jeszcze są nieścisłości.
                                    Agniecha, słyszysz? Flirt między nami....
                                    Szkoda, pewne rzeczy pozostają tylko w marzeniach.....
                                    Aha Frene, dlaczego uważasz, że pisze to jedna i ta sama osoba?
                                    Widzisz Agniecha chyba dobrze się rozumiemy przy tym pisaniu skoro widzą w Nas
                                    jednego autora.
                                    Agniecha, wyobrażasz sdobie co będzie, jak rozpoczniemy pisanie tego gatunku, o
                                    którym mówiliśmy ostatnio? Dopiero będą rumieńce u słuchaczek i spłycone
                                    oddechy u słuchaczy......

                                    Pozdrawiam
                                    Janek
                                    • agniecha. Re: Do schizofrenicznego Janka i jednej z jego rozXwanej jaźni-Agniech 12.10.01, 13:31
                                      ja_nek napisał(a):

                                      > Agniecha, słyszysz? Flirt między nami....
                                      slysze, slysze...

                                      > Agniecha, wyobrażasz sdobie co będzie, jak rozpoczniemy pisanie tego gatunku, o
                                      > którym mówiliśmy ostatnio? Dopiero będą rumieńce u słuchaczek i spłycone
                                      > oddechy u słuchaczy......

                                      wyobrazam sobie i... nie moge sie doczekac :)
                                      • ja_nek Re: Do schizofrenicznego Janka i jednej z jego rozXwanej jaźni-Agniech 12.10.01, 13:42
                                        Nawet pracuję już nad pierwszym rozdziałem.....

                                        Pozdrawiam
                                        Janek
                                        P.S. Co nie mogłem się zalogować.
                                        • agniecha. Re: Do Janka 12.10.01, 13:47
                                          ja_nek napisał(a):

                                          > Nawet pracuję już nad pierwszym rozdziałem.....

                                          hmmm, zdradz mi czy bedzie seksownie, podniecajaco i mrocznie...?
                                          • ja_nek Re: Do Janka 12.10.01, 14:08
                                            Będzie mrocznie, pożądanie silniejsze od czegokolwiek....
                                            Oj, będzie się działo!
                                            Zostanę ostatnim bezwstydnikiem, a Ty bezwstydnicą (hihihihi).
                                            Moze zaczną nas cenzurować?

                                            Pozdrowienia
                                            Janek
                                            • agniecha. Re: Do Janka 12.10.01, 14:33
                                              hihihi, tylko uwazaj Januszku, zeby Ci nie wyszlo
                                              hard-porno, bo naprawde wywala nas z forum ;)

                                              ja w roli bezwstydnicy...?
                                              to moze byc ciekawe...
                                              • ja_nek Do Agniechy 12.10.01, 14:46
                                                Ja taki grzeczny i hard-porno?
                                                Skąd! To ma być dla wszystkich czytelników, niezależnie od płci.
                                                Nawiążemy do dobrego smaku z poprzedniej powieści.
                                                Aby każdy czy kobieta czy to mężczyzna mógł to czytać, ale z wypiekami na
                                                twarzy!

                                                Pozdrawiam
                                                Janek
                            • piotr_c Re: Lista obecnosci! 12.10.01, 16:30
                              Jestem, czytam kazdy odcinek. :)
                              • Gość: 34365 Re: Lista obecnosci! IP: 12.18.19.* 15.10.01, 18:43
                                w345y6 fgs
                            • Gość: kasia Re: Lista obecnosci! IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 08:40
                              agniecha. napisał(a):

                              > czasami mam wrazenie, ze nikt nas nie czyta,
                              > to smutne :(
                              > niech Ci co czytaja, dadza jakis znak!

                              No czytają, czytają, i czekaja na ciąg dalszy!!!! Piszcie dalej, bo mnie zaraz
                              odegnają od komputera, albo zawala mnei robotą, i tyle będę miała czytania. Nie
                              wiem dlaczego, jakos nie moge się przekonać do "powieściowej" Agnieszki. Nie
                              gniewajcie się - jest jakaś nieokreślona, jako brunetka nie powinna być taka
                              rozmazana. Może się rozkręci.... Znikam znowu i czytam dalej!
                              A tak w ogóle, co za swietny pomysł z ta powieścią. Teraz to już wiecie, że nie
                              możecie "dać sobie luzu?" bo Was zjedzą harpie na łączach (licząc w tym mnie!)
                              pozdr. :)))))
                    • Gość: kasia Re: Rozdzial 5 IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 08:26
                      Zaczyna mi się to podobać. I juz sama nie wiem, czego jestem bardziej ciekawa -
                      rozwoju akcji kryminalnej, czy wątku damsko-męskiego. Mam uwagę - te kamienie,
                      które widać na skrzydełkach motylka, to chyba cyrkonie jednak. Znikam, bo chcę
                      cztać dalej, zanim mi dowala robotę - pozdr.
    • Gość: jaskółka Re: POWIESC IP: *.przemysl.cvx.ppp.tpnet.pl 14.10.01, 22:49
      Naprawdę mamy wytykać potknięcia?
      No to ja z pewną taką nieśmiałością wytknę: wydaje mi się, że rude włosy nie
      kontrastują z piwnymi oczami. Z niebieskimi lub zielonymi prędzej. No i jeszcze
      motylek - wisiorek - chyba miał cyrkonie, nie cykorie???
      Ale to drobiazgi.
      Pozdrawiam.
      • agniecha. Re: POWIESC 15.10.01, 09:32
        Gość portalu: jaskółka napisał(a):

        > Naprawdę mamy wytykać potknięcia?
        > No to ja z pewną taką nieśmiałością wytknę: wydaje mi się, że rude włosy nie
        > kontrastują z piwnymi oczami. Z niebieskimi lub zielonymi prędzej. No i jeszcze
        > motylek - wisiorek - chyba miał cyrkonie, nie cykorie???
        > Ale to drobiazgi.
        no pewnie, ze cyrkonie a nie cykorie, ach te literowki :(
        a jesli chodzi o oczy to rzeczywiscie zgadzam sie, ale juz nie bede zmieniac,
        niech zostana piwne.
        • agniecha. Odcinek 7 15.10.01, 14:13
          Oswietlona jedynie swietlem malej, biurowej lampki wydala mu się jak istota z
          innego swiata – ze swiata marzen i najskrytszych pragnien. Jej idealnie gladka
          skora, male, ale niezwykle ksztaltne piersi, waska talia, zgrabne uda, nawet
          jej rozszerzone zdziwieniem zrenice i uchylone usta zdawaly się kusic go:
          popatrz, stoje przed Toba naga, możesz podejsc i mnie dotknac, pocalowac, zrob
          to! Nagle czas jakby się zatrzymal, była tylko ona, stojaca przed nim
          bezwstydnie naga i on, zachwycony, oczarowany i pragnacy jej z calych sil.
          Nagly dźwięk dzwonka zabrzmial jak wystrzal armatni. Janek odruchowo popatrzyl
          na telefon, a kiedy znow odwrocil glowe, zobaczyl jedynie zamykajace się drzwi
          od lazienki.
          - Slucham.
          -Z tej strony Adam Gintrowicz.
          Nagle uswiadomil sobie, ze jest około 12.
          - Panie Adamie, przepraszam, ale nastapily pewne niespodziewane wydarzenia,
          zaraz będę w pracy i ...
          -Panie Janku, niech Pan da spokoj! Pan wie, co tu się dzieje? Od samego rana
          policja nas przesluchuje, poza tym mamy kociol z klientami. Zle wiadomosci
          szybko się rozchodza. Po prostu Sodoma i Gomora. Dzwonilem na komorke, ale Pan
          nie odbieral a musze z Panem koniecznie pozrozmawiac.
          - Dobrze, zaraz jade do biura, wiec ...
          - Nie, nie – przerwal mu Gintrowicz – nie w biurze. Spotkajmy się w „Patrick’u”
          To taki spory pub za hotelem Forum. Na pewno Pan trafi. Za pol godziny. Dobrze?
          -Dobrze – przytaknal i odlozyl sluchawke.
          -Kto to był? – uslyszal tuz nad swoim uchem glos Agnieszki.
          Odwrocil się. Była już ubrana.
          -Gintrowicz. Chce się ze mna zaraz spotkac i porozmawiac.
          Wstal i podszedl do niej bardzo blisko. Czul zapach zelu pod prysznic. Pochylil
          się nad nia i wyciagnal dlon. Srebrno – niebieski motylek kolysal się teraz
          miedzy jego palcami.
          -Sliczne. Skad to masz? – zapytal najbardziej obojetnym tonem na jaki potrafil
          się zdobyc.
          -Jak Twoje ramie? Bardzo boli? – zupelnie nieoczekiwanie zmienila temat. Ramie,
          obandazowane tuz po przyjezdzie policji owego fatalnego wieczoru, troche
          bolalo, ale można było wytrzymac.
          - Troche. Nie odpowiedzialas na moje pytanie.
          -Doprawdy? Na jakie pytanie? -zapytala robiac zdziwiona minke.
          -Skad masz ten wisiorek? – powtorzyl Janek.
          –Ach, na to pytanie! – westchnela - To prezent od pewnego znajomego.
          - Ciekawe, gdzie to kupil? Bardzo mi się podoba.
          - Z tego, co wiem dostal to od jakies znajomej artystki, która zajmuje się
          sztuka nowoczesna czy cos takiego. Nie pamietam dokladnie.
          - Możesz mu wiec powiedziec, ze ma dobry gust.
          Poczul, ze się napina. W jej oczach odbil się ogromny smutek.
          - Niestety nie zyje. Zostal ugodzony nozem przez zlodziei samochodow, jakis rok
          temu. Znalazl się w zlym miejscu o zlym czasie. To była taka bezsensowna,
          niepotrzebna smierc - wyszeptala.
          Popatrzyla na niego wielkimi bezradnymi oczami a po jej policzkach poplynely
          lzy. Otarla je szybko i po chwili powiedziala już opanowanym tonem:
          -Jade do firmy. Dziekuje Ci za nocleg i wszystko, co dla mnie zrobiles. Jestem
          Ci tak bardzo wdzieczna. Nie wiem, co bym bez Ciebie zrobila.
          Wspiela się delikatnie na palcach i pocalowala go delikatnie w policzek. Kiedy
          wyszla stal jeszcze przez pare sekund jak zamroczony. Nie mogl uwolnic się
          spod wplywu subtelnego dotyku jej cieplych ust, jej zapachu tuz po kapieli,
          oczu wpatrujacych się w niego, jakby chcialy go zahipnotyzowac i widoku jej
          nagiego ciala, który ciagle miał przed oczami. Jak mogl choc przez chwile
          pomyslec, ze Aga moglaby klamac? Z tym lancuszkiem, to po prostu zbieg
          okolicznosci, a on jest zbyt poderzliwy. Taka ladna i wrazliwa dziewczyna nie
          może być zla. Chyba cos mu się ubzduralo. Karcac siebie w myslach wzial
          kluczyki od samochodu i wyszedl z mieszkania.
          • agniecha. Re: Odcinek 7 i pol 15.10.01, 14:15
            Wszedl do Patric’a i od progu uderzyl go halas dochodzacy z glosnikow i dym
            papierosow. Cofnal się odruchowo. Nienawidzil takich glosnych, zadymionych
            pomieszczen. Westchnal niezadowolony i wszedl do srodka. Po lewej stronie stalu
            dlugie drewniane lawy a po prawej mniejsze, tez drewniane stoliczki. Staly na
            nich bukieciki kwiatkow i swieczki. Naprzeciwko niego wdluz calej sciany
            ciagnal się bar, za którym siedzial barman i najwidoczniej się nudzil. Nic
            dziwnego, zycie zaczynalo się tu dopiero poznym wieczorem, teraz było niewielu
            ludzi. Na samym koncu, po lewiej stronie stalo podwyzszenie, na ktorym
            prawdopodobnie graly zespoly. Ubrana na czarno kelnerka krecila się po sali z
            tacka. Przy jednym ze stolikow siedzial Adam Gintrowicz. Kufel stojacy przed
            nim był prawie pusty.
            -Witam – Janek usiadl naprzeciwko niego.
            Gintrowicz widzac go ozywil się, przywitali się. Podeszla kelnerka i Janek
            zamowil kawe a Adam jeszcze jedno piwo.
            Janek popatrzyl na niego. Gintrowski był bardzo szczuplym i wysokim mezczyzna.
            Miał około 45 lat. Prawie siwe wlosy i zmarszczki wokół oczu i ust postarzaly
            go. Ale niebieskie oczy wciąż były pelne zycia i bystro patrzyly na swiat.
            Klenerka przyniosla kawe oraz piwo. Adam pociagnal duzego lyka z kufla i
            pochylil się w strone Janka.
            -Kto wedlug Pana jest morderca? – zapytal bez ogrodek.
            -Hmm, coz...trudno powiedziec – zaczal Janek niepewnie.
            - Boje się – przerwal mu Gintrowicz -– bo mogę być nastepna ofiara. Pan
            zreszta tez.
            -Ja? O czym Pan mowi? – Janek popatrzyl na niego jak na wariata.
            -Tak, mam znajomego w policji, wie Pan, ze tej nocy, kiedy probowali zastrzelic
            Agnieszke, to Pan był celem? – zawiesil glos dla pelniejszego efektu – dziury
            po kulach były w miejscu gdzie Pan siedzial. I co Pan na to?
            Janek po prostu siedzial i wpatrywal się w niego kompletnie zszokowany.
            -Jest Pan tego pewny?
            -Tak, najzupelniej – Adam smetnie pokiwal glowa, kiwnal na kelnerke i po
            chwili pojawil się przed nim kolejny, trzeci już, kufel. Janek popatrzyl
            zdziwiony, ale powstrzymal się od komentarzy. Zaczynal być zly, ze traci czas
            wysluchujac jego chorych, pijackich fantazji.
            Nagle Adam pochylil się do przodu, w strone Janka i powiedzial dobitnie –
            Musimy sami odkryc morderce, zanim sami tez wyladujemy w czarnych workach! -
            jego oczy blyszczaly, a na twarz wystapil rumieniec – Ci policjanci to ostatnie
            pierdoly, zanim cos odkryja morderca wybije nas co do nogi!
            Jankowi nie spodobala się wizja jego w czarnym worku, zapytal wiec ostroznie:
            - Czy Pan kogos podejrzewa?
            -Haa! – wykrzyknal Adam i machnal reka tak energicznie, ze omalo nie przewrocil
            kufla – a żeby Pan wiedzial, ze tak! I jestem tego najzupelniej pewny! Wiem, ze
            przegladal Pan wszystkie dokumenty z Agnieszka. Czy naprawde nie zaintrygowalo
            Pana, dlaczego nie było wśród nich zadnych papierkow dotyczacych Piotra
            Lorentza? – zawiesil tajemniczo glos.
            -Piotr? – wyszeptal Janek – ale jaki moglby mieć powod?
            - Jeżeli wydaje się Panu, ze Piotr jest taki swiety, to jest Pan w grubym
            bledzie! Piotra ma cos na sumieniu. Cos, co mogloby popchnac go do zbrodni.
            A ja wiem co!
            CDN
            • ja_nek Re: Odcinek 7 i pol 15.10.01, 16:17
              No to koniec z obijaniem się. Myślałem, że jakoś się prześlizgnę, a tu masz!
              Trzeba iść po rozum do głowy. Na szczęście wybiegłem trochę w przyszłość więc
              może się uda.
              Uda? Jakie uda??????
              Chyba zatrzymałem się na początku rozdziału 7......

              Pozdrawiam słodkie internautki
              Janek
              • Gość: kasia Re: Odcinek 7 i pol IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 08:56
                ja_nek napisał(a):

                > No to koniec z obijaniem się. Myślałem, że jakoś się prześlizgnę, a tu masz!
                > Trzeba iść po rozum do głowy. Na szczęście wybiegłem trochę w przyszłość więc
                > może się uda.
                > Uda? Jakie uda??????
                > Chyba zatrzymałem się na początku rozdziału 7......
                >
                > Pozdrawiam słodkie internautki
                > Janek

                Zabieraj sie, proszę, do pisania, bo mnie ciekawość spali.
                • Gość: Janek Do Kasi IP: *.ipartners.pl 17.10.01, 09:15
                  Rozdział 8 jest bliski zakończenia.
                  Pracuję nad nim, zwłaszcza nad jego końcówką, by coś rozpalić....

                  Pozdrawiam
                  Janek
                  • Gość: kasia Re: Do Kasi IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 09:38
                    Gość portalu: Janek napisał(a):

                    > Rozdział 8 jest bliski zakończenia.
                    > Pracuję nad nim, zwłaszcza nad jego końcówką, by coś rozpalić....
                    >
                    > Pozdrawiam
                    > Janek

                    Zaglądnę po południu. A tak swoją drogą, czy ja już pisałam, że jako brunetka
                    buntuję się przeciwko powieściowej Agnieszce? Zrób z niej babę żywą. Nawet jeżlei
                    nie jest tak całkiem kryształowa (żadna brunetka w żadnej powieści kryminalnej
                    nie jest kryształowa...), to niech ma "ikrę". Zrzędzę chyba dzisiaj strasznie.
                    Ale pozdrowienia przesyłam uśiechnięte.:)
                    • agniecha. Do Kasi 17.10.01, 09:51
                      Witam Kasiu!
                      Brunetka jest "jakas taka nieokreslona" i "rozmazana"
                      nieprzypadkowo. Jest to zamierzone z mojej strony,
                      ale dla dobra akcji nie moge powiedziec dlaczego.
                      Byc moze troche przesadzilam w robieniu z Agnieszki
                      tajemniczej istoty, sprobuje dodac jej troche tej "ikry"
                      pozdr serdecznie
                      agniecha
                      • Gość: kasia Re: Do Kasi IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 10:06
                        agniecha. napisał(a):

                        > Witam Kasiu!
                        > Brunetka jest "jakas taka nieokreslona" i "rozmazana"
                        > nieprzypadkowo. Jest to zamierzone z mojej strony,
                        > ale dla dobra akcji nie moge powiedziec dlaczego.
                        > Byc moze troche przesadzilam w robieniu z Agnieszki
                        > tajemniczej istoty, sprobuje dodac jej troche tej "ikry"
                        > pozdr serdecznie
                        > agniecha

                        Czekam z niecierpliwością. Obojętne w końcu jaka ona będzie, powieść mi się
                        podoba. Wiesz, zaglądnęłam na Fprum z ciekawości, zeby nie zabierac się z rozpędu
                        przed poranna kawą do roboty. W końcu KTO TO WIDZIAŁ, żeby w pracy od razu
                        zabierać się za robotę... Już nie jestem takim pracusiem, jak dawniej. I chyba
                        też robię się rozmazana i nijaka.
                        A tak w ogóle, nie chciałabym byc nietaktowna, ale do pisania Agniecha! Przecież
                        tu SIĘ CZEKA na rozwój akcji!!!!
                        Serdeczności.

                        • agniecha. Re: Do Kasi 17.10.01, 10:22
                          No wlasnie, na poczatku pisalismy sobie z Jankiem ot tak, dla zabawy.
                          A teraz czuje sie troche pod presja, kiedy wszyscy podeszli do tego tak
                          powaznie i domagaja sie:
                          interesujacej akcji, swietnie nakreslonej osobowosci bohaterow, braku bledow
                          merytorycznych, profesjonalnosci i wielu innych rzeczy to pisanie nie jest juz
                          tylko niewinna igraszka.
                          Ehhh, pisanie to jednak ciezka robota ;)

                          Kasiu, mamy cos wspolnego - poranna kawe. Ja tez zaczynam dzien od kawki z
                          mleczkiem, a dopiero potem robota :)
                          • Gość: kasia Re: Do Kasi IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 10:43
                            agniecha. napisał(a):

                            > No wlasnie, na poczatku pisalismy sobie z Jankiem ot tak, dla zabawy.
                            > A teraz czuje sie troche pod presja, kiedy wszyscy podeszli do tego tak
                            > powaznie i domagaja sie:
                            > interesujacej akcji, swietnie nakreslonej osobowosci bohaterow, braku bledow
                            > merytorycznych, profesjonalnosci i wielu innych rzeczy to pisanie nie jest juz
                            > tylko niewinna igraszka.
                            > Ehhh, pisanie to jednak ciezka robota ;)
                            >
                            > Kasiu, mamy cos wspolnego - poranna kawe. Ja tez zaczynam dzien od kawki z
                            > mleczkiem, a dopiero potem robota :)

                            Agniecho, błędy zawsze sie znajdą (zwłaszcz, jak się pisze na bieżąco), w końcu
                            my wszyscy tutaj chyba spełniamy rolę gremialnej korekty. I dobrze. Krytyka -
                            należy do (mam nadzieję) tzw. życzliwej.
                            Liczy się satysfakcja. Przyznam Ci się, że kiedyś w zamierzchłej przeszłości
                            pisałam do szuflady, jakies straszne romansidło z niemrawą akcją. Okropnie mnie
                            całość znudziła i nie wiedząc co zrobić z bohaterami (którzy mi się jakoś
                            podejrzanie namnożyli) po prostu ich wszystkich uśmierciłam. Czasem do tego
                            wracam i mam ubaw.

                            Poranna kawka z mleczkiem, to sama radość na dzień dobry! Bez kawki w ogóle nie
                            ma myślenia. Bez kawki w ogóle nie ma życia!
                            Miłego dnia:)))) podczas pisania ciągu dalszego (..)

                        • w_kulik Re: Do Kasi 17.10.01, 10:27
                          Tam do diaska, gdzie ciag dlaszy??
                          • Gość: kasia Re: Do Kasi IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 10:44
                            w_kulik napisał(a):

                            > Tam do diaska, gdzie ciag dlaszy??

                            Nie pospieszaj Autorów, bo stracą wene i będzie figa, a nie ciąg dalszy... :)))

                          • agniecha. Re: Do w_kulik i pozostalych niecierpliwych czytelnikow 17.10.01, 10:47
                            N i sami widzicie pod jaka presja my tu piszemy! ;)
                            Troche cierpliwosci, teraz kolej Janka.
                            • Gość: kasia Re: Do w_kulik i pozostalych niecierpliwych czytelnikow IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 10:52
                              agniecha. napisał(a):

                              > N i sami widzicie pod jaka presja my tu piszemy! ;)
                              > Troche cierpliwosci, teraz kolej Janka.

                              A co w takim razie w tej chwili robi Janek?!?!?!
                              A tak poważnie, to chyba jesteście dumni z zainteresowania, prawda? Nie wydaje mi
                              się, żebyście mogli się od nas tak szybko odczepić... Pozostaje miec tylko
                              nadzieję, że nie zostaniecie wysłani w jakąś podróż służbową, że sie nie
                              obrazicie na siebie, i że Wam nie odetną internetu....

                              • agniecha. Re: Do Kasi 17.10.01, 11:07
                                Pewnie, ze jestesmy dumni, ze nas czytacie!
                                I to jak dumni :)))
                                Ja ze swojej strony zobowiazuje sie bronic wszystkimi konczynami przed
                                podrozami sluzbowymi, w razie potrzeby przykuc kajdankami do komputera i
                                chocby nie wiem co, nie obrazac sie na Janka! Zreszta, ja bym sie nie mogla na
                                Niego obrazac... za bardzo Go lubie i za dobrze sie rozumiemy :)
                              • ja_nek Nie popędzajcie... 17.10.01, 11:11
                                Rozdział jest na ukończeniu, muszę jeszcze przemyśleć pewne logiczne aspekty
                                nurtu sensacyjnego.
                                Aby osłodzić oczekiwanie powiem, że rozdział 8 bedzie dłuższy niż zwykle.
                                Pewnie nie zmieści się w jednym liście.....

                                Pozdrawiam wszystkich zwłaszcza współautorkę i czytelniczki, które zastanawiają
                                się nad pewną kwestią, która sprawia, że się czerwienię.....
                                Wasz Janek (to było do Pań)
                                A dla panów też coś będzie w rozdziale się zbliżającym.
                                • Gość: kasia Re: Nie popędzajcie... IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 12:19
                                  ja_nek napisał(a):

                                  > Rozdział jest na ukończeniu, muszę jeszcze przemyśleć pewne logiczne aspekty
                                  > nurtu sensacyjnego.
                                  > Aby osłodzić oczekiwanie powiem, że rozdział 8 bedzie dłuższy niż zwykle.
                                  > Pewnie nie zmieści się w jednym liście.....
                                  >
                                  > Pozdrawiam wszystkich zwłaszcza współautorkę i czytelniczki, które zastanawiają
                                  >
                                  > się nad pewną kwestią, która sprawia, że się czerwienię.....
                                  > Wasz Janek (to było do Pań)
                                  > A dla panów też coś będzie w rozdziale się zbliżającym.

                                  No cóż, mozesz się rumienić,ale jak już jest atrakcyjny facet (na dodatek z
                                  szarymi oczami- marzenie!) i atrakcyjna kobieta, to chyba nie przypuszczasz, że
                                  nagle zaczną znaczki oglądać... ;))

                                  • Gość: Janek Rozdział 8 IP: *.ipartners.pl 17.10.01, 13:13
                                    Janek patrzył na niego z niedowierzaniem.
                                    - Przepraszam, ale co mogłoby kierować Piotrem Lorentzem? Przecież nie mógł
                                    zabić własnego ojca, a potem Grabowskiego. Przecież to bez sensu! Przecież nie
                                    chodziło też o walkę o władzę, przecież wraz z ojcem miał większość przeciwko
                                    Wam – pozostałym wspólnikom. I jeszcze jedno – policja już o tym wie – to
                                    Grabowski dokonywał malwersacji. Policja prowadzi dochodzenie.
                                    - Jest Pan jeszcze młody i niewiele rzeczy wie. Piotr miał słabość do kasyna i
                                    drogich prostytutek. Może i był zdolnym top – managerem. Prowadził ryzykowne
                                    inwestycje za pieniądze klientów i zawsze miał więcej szczęścia niż na to
                                    zasługiwał.
                                    - Sądzi Pan, że wpadł w długi?
                                    - Jestem pewny. Wiem, że spotykał się z podejrzanymi typami.
                                    - Mafia?
                                    - No a kto inny? Niech Pan słucha uważnie. Szantażują go, bo jest im
                                    winny pieniądze. Duże pieniądze! On sam nie zdołałby utzrymać wszystkiego w
                                    tajemnicy, więc Lorentz potrzebował pomocnika.
                                    - Grabowski.....
                                    - Właśnie. Grabowski ze swoim zapotrzebowaniem na pieniądze świetnie się
                                    do tego nadawał. To on wymyślił Art. – Foundation i inwestowanie w tą niby
                                    sztukę. Art – Foundation była tylko przykrywką.
                                    - Ale dlaczego zginął Grabowski, skoro był swoim człowiekiem dla mafii.
                                    - Grabowski próbował uszczknąć coś więcej dla siebie ponad to, co
                                    dostawał w łapę, dlatego zginął. Tak myślę.
                                    - Policja myśli, że cała sprawa to malwersacje Grabowskiego, sami im to
                                    powiedzieliśmy z Agnieszką.
                                    - Policja zawsze łapie płotki albo marionetki. Nigdy tych co pociągają za
                                    sznurki.
                                    - No dobrze, sam wiele myślałem na tą sprawę. Teraz słucham pana, ale to
                                    wcale nie wyjaśnia pierwszego morderstwa.
                                    - Tu mogę się tylko domyślać, że stary Lorentz coś odkrył.
                                    - Ale przecież gdyby wykończyła go mafia, Piotr by wpadł w panikę i jego
                                    reakcja na pewno nie byłaby taka jak ją widzieliśmy.
                                    - No właśnie tu jest coś, co także mi nie pasuje. Mam kilka elementów
                                    układanki i coś nadal mi się wymyka.
                                    - Skąd pan to wszystko wie?
                                    - Kiedyś podsłuchałem rozmowę Lorentza i Grabowskiego. Resztę sobie
                                    dopowiedziałem ze strzępów rozmów.
                                    - I nic pan nie zrobił?
                                    - Ja mam dzieci i żonę, które kocham. Co by pan zrobił na moim miejscu?
                                    - OK rozumiem. Ale powracając do naszego bezpieczeństwa. Naprawdę pan
                                    sądzi, że ktoś jeszcze zginie? Po co się pan tak trzęsie! Jeśli teraz mafia
                                    spróbuje kogoś zabić, to będzie to nielogicznie, bo policja wie o malwersacjach
                                    i może sobie zbudować jakąś wersję wydarzeń. Jeśli znów ktoś zginie zaczną
                                    węszyć i odkryją do czego służyła firma. Nikt nie wie, że my wiemy.
                                    - Może ma pan i rację......
                                    - Niech Pan ochłonie i uspokoi się. Nie możemy sprawiać wrażenia, że coś
                                    wiemy. Moment, jeszcze jedno, a Zalewski?
                                    - On chyba po prostu jest tak jak my porządnym facetem. Niczego nie wie.
                                    - Wracajmy do biura.

                                    Po wyjściu Gintrowicza zastanawiał się co zrobić z tym co usłyszał. Na razie
                                    był bezpieczny. Zabójca nie powinien już uderzyć, jeśli mafia uwierzy, że
                                    policja skończy sprawę na Grabowskim. Mógłby powiedzieć policji, ale czy by
                                    wtedy przeżył do następnego dnia? Musiał to przemyśleć. Położył kilka monet
                                    jako zapłatę za swego bezalkoholowego drinka i wyszedł do samochodu.

                                    W tym samym czasie Cieszkowski jadł kanapkę, którą naszykowała mu żona. Do jego
                                    biurka podszedł młody policjant.
                                    - Macie coś? – zapytał stary gliniarz
                                    - Broń z której strzelano to zwykły AK 47.
                                    - No to na pewno dojdziemy, gdzie ją dostał zabójca. Wystarczy iść na
                                    stadion Dziesięciolecia.
                                    - Chłopcy analizują ślady opon vis a vis willi tej dziewczyny. Trochę
                                    potrwa ustalenie, jaki to bieżnik i skąd pochodzi. Jeśli jest nietypowy, to
                                    może uda się ustalić, gdzie daną odmianę opon sprzedawano. Co do auta – w
                                    okolicy widziano obcy pojazd, ale zeznania są sprzeczne i nie wiemy co to za
                                    marka.
                                    - Jacyś świadkowie zdarzenia?
                                    - Żadnych, sąsiedzi mówią, że nic nie słyszeli.
                                    - Normalka. Aha, co z taśmami video z biurowca?
                                    - To trochę potrwa. Tam przewija się tylu ludzi. Chłopaki oglądają zapis
                                    video, ale..... słabo to widzę.Aha i jeszcze jedno. Witolińska zniknęła. Zaraz
                                    po wizycie tego chłopaka wyszła z biura i zniknęła.
                                    - Szkoda, mogłaby coś nam powiedzieć o Grabowskim i całej sprawie.
                                    Szukajcie jej. Może pomogła Grabowskiemu zejść z tego padołu?
                                    - No właśnie, pamięta pan, chłopcy „odkurzyli” pokój Lorentza tym nowym
                                    zbieraczem, który dostaliśmy w ramach unowocześniania naszego sprzętu
                                    kryminalistycznego. Wśród zebranych materiałów – powiedzmy sobie szczerze –
                                    śmieci – były dwa kawałki włókien, z jakich zbudowany jest dywan w jej
                                    gabinecie. Ponadto jak dziś odkryliśmy ćwiczyła strzelectwo. Instruktor
                                    twierdzi, że była dobra.
                                    - Przeszukajcie jej mieszkanie. Później rozesłać jej zdjęcia, aby zaczęli
                                    jej szukać. Zajmij się tym.
                                    - OK.
                                    - No to znikaj.

                                    Zapalił papierosa, kawałki układanki zaczynały układać się w całość. Witolińska
                                    mogła zabić kompana dla pieniędzy. Dlaczego jednak nie uciekła od razu? I jaką
                                    rolę w tym wszystkim grała Agnieszka? Czy w ogóle jakąś rolę grała?
                                    To na pewno Witolińska chciała zabić Lorentza, bo odkrył jej machinacje w
                                    których maczał palce Grabowski........ Potem wyeliminowała Grabowskiego –
                                    wspólnika. Kiedy Janek powiązał fakty i znalazł powiązania z Art. – Foundation
                                    próbowała jego także wyeliminować. Ale już było za późno, w sprawę wmieszała
                                    się policja.
                                    Ale dlaczego nie zabiła Agnieszki? Kule przecież wbiły się w ścianę nad łózkiem
                                    dość wysoko....... Chyba był zmęczony tym wszystkim.....

                                    Podniósł słuchawkę telefonu. Wykręcił numer wewnętrzny.
                                    - Słuchaj przeszukaj samochód Grabowskiego. Szukaj śladów – czegokolwiek,
                                    co by świadczyło o innej niż jego żona kobiecie. Sprawdźcie operacje jego kart
                                    kredytowych, jeśli bywał w hotelach zbadajcie z kim spędzał noce. No.... to na
                                    tyle.
                                    Odłożył słuchawkę. Ta sprawa była albo prosta, albo..... wolał nie kończyć.
                                    Chciał wreszcie pójść na emeryturę i odpocząć od tego wszystkiego. Trupów,
                                    krwi, pytań bez odpowiedzi.....
                                    Chciał spokoju, chodzić na ryby i bawić wnuka.
                                    Poskładał papiery i włożył je w teczkę. Wziął płaszcz i poszedł do domu.

                                    Kiedy Janek wchodził do sekreriatu zobaczył Magdę, która szukała czegoś na
                                    górnych półkach regału. Nie spostrzegła go.
                                    Była niskiego wzrostu i wspinanie się, po starszą dokumentację dotyczącą
                                    czegokolwiek sprawiało jej trudność. Nie mógł się oprzeć, aby popatrzeć dłużej
                                    na Jej nieszczupłe nogi, pupę i opięty dość ciasno biust. Miała rozkoszną,
                                    trochę korpulentną sylwetkę. Podszedł do Niej. Miał Jej spódniczkę tuż nad
                                    sobą. Przez chwilę tak stał i w końcu zapytał:
                                    - Czy mogę w czymś pomóc Magdo?
                                    Powiedział to tak niespodziewanie, że wypuściła z rąk segregator. W ułamek
                                    sekundy później wylądował mu na czole. Zaklął szpetnie i cofnął się trzymając
                                    za głowę.
                                    - Nic się panu nie stało? Nie miałam pojęcia, że Pan już przyszedł. Niech
                                    Pan usiądzie.
                                    Pochyliła się nad niedoszłą ofiarą paskudnego segregatora.
                                    - Bardzo boli?
                                    - O tak – odparł – Ooooo – jęknął kiedy dotknęła jego głowy. On tymczasem
                                    pocieszał się się widokiem Jej rozkosznych zaokrągleń wychylających się
                                    z........
                                    - Boli? To tylko zadrapania. Powinien pan trochę uważać.
                                    - Na przyszłość postaram się zabezpieczyć.
                                    Spojrzała na niego przez chwilę nie rozumiejąc. Spostrzegła też jak krnąbrny
                                    materiał Jej bluzki zbytnio się rozluźnił. Poprawiła go i odparła:
                                    - Mężczyźni, jakie wy jesteście duże dzieci.
                                    Kiedy wyszła mruknął.
                                    - I spróbuj się tu zbliżyć do kobiety.

                                    Janek przyglądał się wykresom indeksów. Popijając kawę śledził sygnały
                                    techniczne na WIG-u. Wskazywały na odwrócenie trendu spadkowego na wzrostowy i
                                    ostatnie zwyżki mogły to potwierdzać, ale mogło to być zwykłe odreagowanie po
                                    długiej bessie. Ale jego nos nakazywał mu przyglądać się sytuacji.
                                    Ustabilizowanie krajowej sceny politycznej studziło emocje inwe
                                    • Gość: Janek Re: Rozdział 8 i pół IP: *.ipartners.pl 17.10.01, 13:15
                                      Ustabilizowanie krajowej sceny politycznej studziło emocje inwestorów.
                                      Powstanie rządu Stronnictwa Lewicowo Demokratycznego i Polskiego Sojuszu
                                      Ludowego uspokoiło rynek, ale płomień wojny w Azji mógł jeszcze oddziaływać na
                                      rynki surowców i akcji. Trzeba było umiejętnie wykorzystywać zniżki dla
                                      stopniowego zwiększania pozycji w akcjach najlepszych polskich spółek.
                                      Poczuł jak głowa mu pulsuje w uderzonym miejscu i nie zwlekając wcisnął
                                      przycisk na telefonie.
                                      - Magdo, niech Pani mi podrzuci jakiś lód. Głowa mnie boli i skupić się
                                      nie mogę. Aha niech Pani od razu przyniesie mi wyniki ostatnich transakcji
                                      sprzedaży.
                                      - Oczywiście – odparła
                                      Po kilku minutach weszła niosąc kawałek jakiegoś materiału, który owijał grudki
                                      lodu. Podeszła i przytknęła mu do głowy, tam gdzie nastąpiło uderzenie.
                                      - Nie jestem pewna, czy to właściwe miejsce na zimny okład.
                                      I uśmiechając się pozostawiła go z okładem na głowie i niemądrą miną na twarzy.
                                      Po chwili przyniosła kilkanaście stronnic papieru i rzekła:
                                      - To są wyniki ostatnich transakcji sprzedaży. Obroty na tych spółkach
                                      były niskie, stąd transakcji dokonywano cząstkowo. Z tego powodu koszty trochę
                                      tu wzrosły i są pewne zaokrąglenia w obliczeniach. Może Pan sprawdzić te
                                      zaokrąglenia, ale wszystko powinno być w jak najlepszym porządku.
                                      - Nie wątpię, że pani zaokrąglenia są bez zarzutu. Sprawdzę je na pewno. –
                                      oświadczył z szelmowskim uśmiechem.
                                      - Nie wątpię, że chciałby pan to zrobić – odparła – i dlatego jeśli pan
                                      pozwoli.....
                                      - Pozwalam......
                                      - ........wrócę do swych zajęć.
                                      - U mnie słowo droższe od pieniędzy – zapewnił Ją ze śmiechem
                                      Skinął głową i po chwili drzwi zamknęły się za nią.
                                      Wrócił do swych wyliczeń i przeglądania danych oraz wykresów spółek.
                                      Kilkanaście minut później dołączyła do niego Agnieszka. Całe popołudnie
                                      spędzili ślęcząc nad niesprawdzonymi jeszcze danymi. Nic nie znaleźli.
                                      Nawet nie zauważyli, kiedy zapadł zmierzch. Powoli okna w biurowcu ciemniały,
                                      Światło paliło się już tylko w kilku oknach, kiedy oderwał się od papierzysk.
                                      Spojrzał na Nią. Była skupiona i skoncentrowana.
                                      - Kończymy?
                                      - Raczej tak.
                                      - O czym myśłisz?
                                      - Że boję się wrócić do własnego domu.

                                      Wstała i podeszła do okna.
                                      Mimo całodniowej mordęgi nad papierami była piękna. Nieważne było, że dzień ten
                                      był pracowity i nie wyglądała może tak kwitnąco jak rano. Ale dla niego nie
                                      miało to żadnego znaczenia. Wstał i podszedł do Niej.
                                      Dotknął Jej ramienia. Kiedy odwróciła się, dotknął Jej twarzy i szepnął:
                                      - Nie wiem co to jest i dlaczego tak jest, ale wiem, że zależy mi na
                                      Tobie. Pragnę dotykać Ciebie, Twego ciała, czuć jego ciepło. To silniejsze ode
                                      mnie.....
                                      Położyła mu palec na ustach
                                      - Nie trzeba nic mówić.
                                      Pocałowała go. Ujął Jej twarz w dłonie i oddał pocałunek, delikatny choć
                                      głęboki. Zatopił dłonie w Jej miękkich, długich włosach. Całowali się długą
                                      chwilę. Jego dłonie wślizgnęły się pod Jej okrycie i zrzuciły Je. Gładziły
                                      plecy i zbiegały nieśmiało coraz niżej. Zsunęła jego garnitur, rozluźniła
                                      krawat i zaczęła rozpinać koszulę.

                                      Z tyłu biurowca kierowca poloneza kończył właśnie hamburgera, zerknął na
                                      zegarek i mruknął.
                                      - Pieprzony kapitalizm. Do czego podobne, aby o tej porze pracować?
                                      Siorbnął colę i pomyślał o swej żonie, która o tej porze zwykła nakręcać włosy
                                      na wałki i gadać, że mógłby zmienić robotę.

                                      Rozpiął guziki Jej bluzki i jego oczom ukazała się czarna koronka zakrywająca
                                      mały, lecz niezwykle kształtny biust. Nie mogąc sobie poradzić z jego zapięciem
                                      stanął za Jej plecami. W końcu zamek, odwieczny wróg numer 1 całego gatunku
                                      męskiego ustąpił. Staniczek zsunął się odsłaniając to, co widział przez chwilę
                                      rano.
                                      Jego delikatne palce zbłądziły ku Jej piersiom i zamknęły Je w delikatnym
                                      uścisku. Po chwili już łaskotały swą łagodnością okolice najdelikatniejszych
                                      Jej miejsc. Kiedy poczuła jak ogarnia Ją miłe ciepło, jego palce skoncentrowały
                                      się na Jej brodawkach, drażniąc je i delikatnie uciskając.........
                                      Odwróciła się i ich usta połączyły się. Jego nieśmiałe z początku dłonie teraz
                                      śmiało przyciągnęły Ją do siebie. Jej wiotka kibić przywarła do Niego. Otoczył
                                      Ją silnym męskim ramieniem. Czuł Jej twarde piersi na swoim torsie i czuł jak
                                      Jego pragnienie budzi się. Kiedy Jej dłoń zabłądziła tu przez chwilę o mały
                                      włos nie spłonął. Zwolnił nieco tempo.
                                      Ale kiedy Jej łono, ciepłe i drżące przywarło do niego znów myślał, że
                                      oszaleje. Chwycił Ją w ramiona i wziął na ręce. Przytuliła się do Niego z
                                      ufnością i objęła za szyję.
                                      Położył Ją na kanapie. Gładził Jej szczupłe nogi, których dotknął po raz
                                      pierwszy kilkanaście dni temu kiedy wziął Ją na chwilę na ręce sprowokowany
                                      uwagą o noszeniu wspaniałych kobiet na rękach przez szarmanckich mężczyzn......
                                      Obsypał Jej nogi pocałunkami podążając ku Jej górze. Po chwili dotarł do
                                      skrywanego zakamarka. Zsunął delikatnie zasłonę z koronki. Zatopił swe usta w
                                      Jej kobiecości niczym spragniony wędrowiec u źródła wody. Usłyszał jak głęboko
                                      nabiera powietrza i zaczął czerpać z łakomstwem takim jakby jeszcze nie
                                      pił........
                                      Nie próżnowały jego palce ani usta. Jej dłonie wciskały jego głowę w Jej
                                      kobiecość. Jeszcze chwila...i usłyszał zdławiony krzyk. Jeszcze przez chwilę
                                      pieścił Ją.....
                                      Mgła jeszcze przez chwilę przesłaniała Jej wzrok. A on teraz pragnął by to ona
                                      przejęła inicjatywę.
                                      Wyczuła jego intencje. Jej dłonie zbiegły po klatce piersiowej kochanka. Niżej
                                      niecierpliwa (jak to zwykle bywa u mężczyzn), pulsowała Jego męskość.

                                      Pozdrawiam
                                      Janek
                                      Uffff!!! Muszę trochę odsapnąć. Czekam na ciąg dalszy Agniecho. Nie pozwól
                                      czekać naszym czytelnikom zbyt długo.......
                                      • Gość: kasia Re: Rozdział 8 i pół IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 14:42
                                        no, no...
                                        Ciekawi mnie, jak ja szefowi wytlumacze wypieki na twarzy? ;)
                                        • agniecha. Do Kasi 17.10.01, 15:17
                                          Hihihi, lepiej od razu wymysl sobie wiecej niz jedno wytlumaczenie, bo oprocz
                                          tej sceny mam w zanadrzu jeszcze jedna bardzo goraca biurowa scene milosna ;)

                                          • Gość: kasia Re: Do Kasi IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 15:27
                                            agniecha. napisał(a):

                                            > Hihihi, lepiej od razu wymysl sobie wiecej niz jedno wytlumaczenie, bo oprocz
                                            > tej sceny mam w zanadrzu jeszcze jedna bardzo goraca biurowa scene milosna ;)
                                            >

                                            Dobra, jedno wytłumaczenie mam na poczekaniu - po 40-tce wchodzi sie chyba w
                                            klimakterium, to te wypieki mogą byc z tego, może to byż jeszcze atak nagłej
                                            gorączki, ale jak mi łgarstwo zeby wybije, to marny widok... pozdrawiam Was
                                            oboje :)))) kasia
                                            • Gość: Janek Do Agniechy IP: *.ipartners.pl 17.10.01, 15:54
                                              Myślałem, że ta scena nie nastąpi. My mężczyźni zawsze musimy tyle czekać.....
                                              Ale warto czekać, skoro dowiadujemy się, że będzie i następna....

                                              Pozdrawiam Agniechę i nie tylko Ją
                                              Janek
                                              • agniecha. Re: Do Janka 17.10.01, 16:21
                                                oczekiwanie wzmaga apetyt :)
                                                • Gość: Frene Do schizofrenicznego Janka i jednej z jego rozXwanej jaźni-Agniechy IP: 155.158.242.* 17.10.01, 16:36
                                                  Był by z tego świetny scenariusz na brazylijski serial :)))))))))


                                                  • agniecha. Re: Do schizofrenicznej Frene 17.10.01, 16:46
                                                    Jezeli tak uwazasz, kazdy ma prawo do swojego zdania.

                                                  • ja_nek Re: Do schizofrenicznej Frene 17.10.01, 16:57
                                                    Chyba musimy Agniecha podnieść poziom.
                                                    A przepraszam, od kiedy to w brazylijskich serialach są wątki sensacyjne
                                                    z "momentami"? Hę? A ja tak się starałem.......
                                                    Kałaszy w Brazylii też nie ma.

                                                    Pozdrowienia
                                                    Janek
                                                    P.S. Frene bądź człowiekiem i powiedz co jest nie tak według Ciebie. Cenimy
                                                    każdy głos krytyki, ale chcemy wiedzieć konkretnie co razi Ciebie w tym co
                                                    napisałem (no bo to ja teraz wypuściłem rozdział, to chyba do mnie kierujesz
                                                    swe słowa). Będę wdzięczny za wskazanie, co jest nie tak. Pa
                                                  • agniecha. Re: Do Janka 17.10.01, 17:10
                                                    Janek, nie przejmuj sie, Frene prawdopodobnie nie kierowala tych slow do
                                                    Ciebie. Jej sie chyba caloksztalt nie podoba. Tylko nie rozumiem po co tu
                                                    ciagle wlazi i czyta. Ja, jak mi cos nie przypadnie do gustu, to nie czytam.
                                                    Poza tym szanowna Frene uwaza, ze jestesmy jedna osoba, tylko jakos
                                                    udowodnienie tego nie bardzo jej wychodzi. A konkretnie, ze ja jestem Twoja
                                                    schizofreniczna jaznia, czy jakos tak.
                                                    Bidulka, moze gdyby zamiast ogladac brazylijskie seriale pomyslala logicznie,
                                                    zmienilaby zdanie?
                                                    Pozdrawiam Cie serdecznie.
                                                    agniecha

                                                  • agniecha. Re: Do schizofrenicznej Frene 17.10.01, 17:01
                                                    Frene wrote:
                                                    "Nie dam się sprowokować takimi hasłami i g... mnie obchodzi co inni pomyślą, a
                                                    na razie nie będę udowadniać swojej tezy, bo wcale mi nie zależy ,żeby inni się
                                                    do niej przekonali. A po za tym mam konkretne powody,żeby na razie nie ujawniać
                                                    swoich argumentów.
                                                    Przyznaję,że mam 1% niepewności, wynikający z braku wiedzy na temat istnienia
                                                    pewnych okoliczności,które mogły by odeprzeć z dwa argumenty, aczkolwiek jak na
                                                    razie wszystko wydaje się zaprzeczać istnieniu owych okoliczności."

                                                    Wiesz? Bylabys swietnym politykiem. Tak duzo powiedzialas, a NIC nie
                                                    powiedzialas i popisowo sie wykrecilas.
                                                    Mam nadzieje, ze uzyskasz 100% pewnosc w kwestii "istnienia pewnych
                                                    okolicznosci" i przedstawisz nam owe argumenty, w ktorych istnienie osobiscie
                                                    watpie, pomimo istnienia rzekomych powodow, ktore Cie od tego postrzymuja.
                                                    Jestem cierpliwa i zapewniam Cie, ze poczekam, az wymyslisz argumenty na
                                                    poparcie Twojej niedorzecznej tezy.
                                                    Zycze Ci milego kombinowania.
                                                    agniecha
                                                  • ja_nek Do Agniechy i Frene 17.10.01, 18:50
                                                    Mogę się zgodzić, że pewne elementy niekoniecznie współgrają ze sobą w naszej
                                                    powieści. Czasem zdarzy się nam coś przekręcić, nazwisko czy nazwę kamienia
                                                    szlachetnego czy kolor włosów. Ale my pracujemy dzień w dzień, a ta powieść to
                                                    rodzaj rozrywki.
                                                    Nie uzgadniamy ze sobą ciągu dalszego. Każde z nas utrudnia trochę drugiemu
                                                    pracę wypuszczając kolejny rozdział i myląc tropy. Dlatego całośc nie jest
                                                    taka "równa". My nie zbudowaliśmy już zgranej i wymuskanej całości. Nie
                                                    wypuszczamy teraz kolejnych odcinków, mając w zanadrzu kolejne. Nie wiemy jakie
                                                    będzie zakończenie. To przecież zabawa.
                                                    Swoją drogą nie oglądam południowoamerykańskich tasiemców i nie wiem co miałaś
                                                    na myśli stosując porównanie, które użyłaś.
                                                    Nie twierdzę ani ja, ani Agniecha, że wszystko nam wychodzi idealnie. Zdarzają
                                                    się nam potknięcia. Ale jeśli chcesz nam coś wytknąć - powiedz to.
                                                    Po raz kolejny też powiem: ja i Agniecha to dwie różne osoby, choć mogę
                                                    powiedzieć, że dobrze się rozumiemy i na pewne sprawy mamy zbliżone opinie. To
                                                    wszystko. I do tego jesteśmy tylko znajomymi.
                                                    Frene nikt Cię nie prowokuje. Co najwyżej wywołuje, abyś powiedziała co Ci się
                                                    nie podoba. To chyba dozwolone.
                                                    A co do tego g.... - rozczarowałaś mnie. jeśli to ma być Twój argument to
                                                    sorry....
                                                    Mam nadzieję, że znalazłaś coś nie tak. Ale wiedz bacznie się przyglądam, aby
                                                    wszystko współprało. Ale możliwe, że umknęły mi jakieś logiczne niespójności.
                                                    Jeśli takowe są ogłoś je.

                                                    Agniecho, mocno się zaperzyłaś.....
                                                    Uśmiechnij się, za to i tak nie dostaniemy Nobla.....
                                                    Mi pisanie tego sprawia przyjemność. Jeśli komuś oprócz nas również się podoba
                                                    to bardzo się cieszę.

                                                    Pozdrawiam szukających dziury w całym. Ta powieść jest również dla Was
                                                    A najcieplej pozdrawiam Agniechę i czytelniczki
                                                    Janek
                                                  • Gość: Kasia Do Agniechy i Janka IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 08:00
                                                    Tak w ogóle, to dzień-doberek!
                                                    Właśnie piję poranną kawkę z mleczkiem (to do Agniechy) i odkryłam, że jednak
                                                    istnieją osoby, które z zabawy potrafią zrobic problem. Do tego sztandary,
                                                    pancerfaust pod pachą, a lanca w garści, hasła rewolucyjne i obraza uczuć
                                                    różnych, a także niewybredne słownictwo...
                                                    A mnie się Wasz sposób na szarość dnia podoba i lubię tu zaglądać. Piszcie
                                                    dalej, i nie przejmujcie się. W końcu, jak się komuś nie podoba, to wcale nie
                                                    musi tutaj zaglądać.
                                                    POzdrawiam Was - słonecznie - Kasia
                                                  • agniecha. Re: Do Kasi i Janka 18.10.01, 09:41
                                                    Czesc Kasia! Czesc Januszku!
                                                    Kasiu nie uwierzysz, ale kiedy czytalam Twoj list tez akurat opijalam sie kawka
                                                    :)Ciekawe, czy moglybysmy bez niej zyc? Chyba nie... ;)

                                                    A jesli chodzi o moje "zaprzerzenie", jak to Janek nazwal, to nie chodzi o
                                                    nasza powiesc. Za wszystkie sensowne uwagi, jakie zglosila Frene co do
                                                    powiesci, podziekowalam i zlozylam sprostowalnie.
                                                    Po prostu rozsmieszylo mnie to, ze ona uwaza, ze jestesmy jedna osoba i bardzo
                                                    chcialam uslyszec jej argumenty na ten temat, ktore obiecala podac.
                                                    Bawi mnie to i jestem ciekawa, jak ona sie z tego wyplacze?

                                                    Udalo mi sie wczoraj dokonczyc scene milosna, ale musze jeszcze obmyslic jakis
                                                    nowy zwrot akcji, zebyscie przed monitorami nie usneli :)
                                                    Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
                                                    agniecha
                                                  • Gość: kasia Do Agniechy IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 10:10
                                                    agniecha. napisał(a):

                                                    > Czesc Kasia! Czesc Januszku!
                                                    > Kasiu nie uwierzysz, ale kiedy czytalam Twoj list tez akurat opijalam sie kawka
                                                    >
                                                    > :)Ciekawe, czy moglybysmy bez niej zyc? Chyba nie... ;)
                                                    >
                                                    > A jesli chodzi o moje "zaprzerzenie", jak to Janek nazwal, to nie chodzi o
                                                    > nasza powiesc. Za wszystkie sensowne uwagi, jakie zglosila Frene co do
                                                    > powiesci, podziekowalam i zlozylam sprostowalnie.
                                                    > Po prostu rozsmieszylo mnie to, ze ona uwaza, ze jestesmy jedna osoba i bardzo
                                                    > chcialam uslyszec jej argumenty na ten temat, ktore obiecala podac.
                                                    > Bawi mnie to i jestem ciekawa, jak ona sie z tego wyplacze?
                                                    >
                                                    > Udalo mi sie wczoraj dokonczyc scene milosna, ale musze jeszcze obmyslic jakis
                                                    > nowy zwrot akcji, zebyscie przed monitorami nie usneli :)
                                                    > Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
                                                    > agniecha

                                                    Agniecho,
                                                    Bez kawy (i bez paru innych przyjemności tego świata) - nigdy.

                                                    Nie wiem, czy szukanie powagi wszędzie, gdzie sie da, wychodzi na zdrowie zarówno
                                                    rozrywce, jak i życiu samemu. Przyznam się, że przez chwilę także miałam takie
                                                    wrażenie, jakbyście stanowili jedną osobę, ale w końcu przecież nie to jest
                                                    najważniejsze. Najważniejsze jest, że wszyscy (mam nadzieję) dobrze się bawimy,
                                                    że dostarczacie nam rozrywki w postaci całkiem niezłych scenek (wciąż pracuję nad
                                                    poszerzeniem zakresu usprawiedliwień wypieków na twarzy. Niestety widoczne sa
                                                    nawet jak się ma smagłą karnację. Podobno wyglądałam jak w którymstam stadium
                                                    gorączki...).
                                                    Cykorie już weszły do mojego słownika, i nie ma mowy, żebym z nich zrezygnowała.
                                                    Zaraziłam otoczenie, koleżanka już się oswoiła z myślą, że ma pierścionek z
                                                    cykoriami, i koniec.
                                                    Ciekawa jestem, czy Agnieszka ma długie paznokcie, i czy Janek nie będzie musiał
                                                    po "momentach" uważać przy nakładaniu koszuli, mogą go plecy boleć, nie miał
                                                    zadrapań ;))
                                                    POzdrowienia serdeczne.
                                                  • agniecha. Re: Do Kasi 18.10.01, 10:41
                                                    Agniecha ma krotkie paznokcie, wiec Janek nie bedzie musial leczyc ran ;)
                                                    Ale wiesz co? Pomysl jest niezly, moze w nastepnej powiesci dam bohaterce dlugie,
                                                    czerwone paznokcie? Tylko czy glowny bohater to wytrzyma? ;)

                                                    Jesli chodzi o wypieki, to w tej powiesci i tak jestesmy "wstrzemiezliwi".
                                                    W poprzedniej sceny milosne mnozyly sie jak grzyby po deszczu :)
                                                    pozdr
                                                  • Gość: Janek Do Agniechy i Kasi IP: *.ipartners.pl 18.10.01, 11:09
                                                    Chętnie poczekam na zarzuty, bądź co bądź nie jestem specjalistą od wszystkiego
                                                    i czasem coś mogę pomylić. Właśnie skonstatowałem, że w jednym z moich odcinków
                                                    była pewna nieścisłość logiczna, ale niech Frene sama poszuka......
                                                    Ale tezy, że jesteśmy jedną osobą nijak nie udowodni na pewno. Jedna osoba
                                                    musiałaby pisać z trzech adresów. Poza tym mój i Agniechy sposoby pisania są
                                                    trochę inne.

                                                    Kasiu, muszę zatem jeszcze popracować, a nuż te wypieki będą częściej?

                                                    Po upojnych nocach główny bohater w następnej części ma leczyć poharatane
                                                    ciało? No dobrze, pomyślę nad tym.... Czy główny bohater wytrzyma? - pytacie.
                                                    Och to na pewno, ale pod warunkiem, że drapanie nie będzie tylko jednym
                                                    elementem smakowitych zbliżeń.
                                                    Rzeczywiście w poprzedniej powieści sceny miłosne były częstsze. Teraz chyba
                                                    też nie zabraknie..... Poza tym trochę takich epizodów jak z Magdą i kilka
                                                    innych smaczków z główną bohaterką.
                                                    Oby wszystkim smakowało.

                                                    Pozdrawiam Agniechę i czytelniczki
                                                    Janek

                                                  • Gość: kasia Do Janka IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 11:30
                                                    Gość portalu: Janek napisał(a):

                                                    > Chętnie poczekam na zarzuty, bądź co bądź nie jestem specjalistą od wszystkiego
                                                    >
                                                    > i czasem coś mogę pomylić. Właśnie skonstatowałem, że w jednym z moich odcinków
                                                    >
                                                    > była pewna nieścisłość logiczna, ale niech Frene sama poszuka......
                                                    > Ale tezy, że jesteśmy jedną osobą nijak nie udowodni na pewno. Jedna osoba
                                                    > musiałaby pisać z trzech adresów. Poza tym mój i Agniechy sposoby pisania są
                                                    > trochę inne.
                                                    >
                                                    > Kasiu, muszę zatem jeszcze popracować, a nuż te wypieki będą częściej?

                                                    COŚ MI SIĘ ZDAJE, ZE WTEDY BĘDE MUSIAŁA USIĄŚĆ NA TWARZY...
                                                    PRZECZYTAJ MÓJ POST DO AGNIECHY.
                                                    >
                                                    > Po upojnych nocach główny bohater w następnej części ma leczyć poharatane
                                                    > ciało? No dobrze, pomyślę nad tym.... Czy główny bohater wytrzyma? - pytacie.
                                                    > Och to na pewno, ale pod warunkiem, że drapanie nie będzie tylko jednym
                                                    > elementem smakowitych zbliżeń.

                                                    LOGICZNE. ACZKOLWIEK DOTYCHCZAS WYDAWAŁO MI SIĘ ŻE PAZURY NA PLECACH FACETA W
                                                    TAKICH "MOMENTACH" ZAWSZE NALEŻĄ DO TZW. "UBOCZNYCH" ELEMENTÓW...

                                                    > Rzeczywiście w poprzedniej powieści sceny miłosne były częstsze. Teraz chyba
                                                    > też nie zabraknie..... Poza tym trochę takich epizodów jak z Magdą i kilka
                                                    > innych smaczków z główną bohaterką.
                                                    > Oby wszystkim smakowało.

                                                    MYŚLĘ, ZE BĘDZIE, BO MNIE JAKOŚ UROZMAICA PRACĘ. WRESZCIE MAM POWÓD, ZEBY ZNIKNĄĆ
                                                    Z POKOJU SZEFA I WLEPIC NOS W KOMPUTER. ROBIE MĄDRĄ MINĘ (ACZKOLWIEK MUSZE NAD
                                                    TYM JESZCZE POĆWICZYĆ PRZED LUTREM, BO COŚ MI NIE WYCHODZI), I CZYTAM ZAWZIĘCIE.
                                                    SZEFOWI WMAWIAM, ŻE MAM WYPIEKI PRZEZ TO, ZE SIE W OGÓLE DO MNIE ODEZWAŁ... W TEN
                                                    SPOSÓB WSZYSCY SĄ ZADOWOLENI.

                                                    >
                                                    > Pozdrawiam Agniechę i czytelniczki
                                                    > Janek
                                                    >
                                                    POZDRAWIAM AUTORÓW! :))))

                                                  • Gość: kasia Re: Do Kasi IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 11:23
                                                    agniecha. napisał(a):

                                                    > Agniecha ma krotkie paznokcie, wiec Janek nie bedzie musial leczyc ran ;)
                                                    > Ale wiesz co? Pomysl jest niezly, moze w nastepnej powiesci dam bohaterce dlugi
                                                    > e,
                                                    > czerwone paznokcie? Tylko czy glowny bohater to wytrzyma? ;)
                                                    WYTRZYMA, WYTRZYMA;))))
                                                    A NAJWYŻEJ SPĘDZĄ NASTĘPNE (UPOJNE) CHWILE, NA LECZENIU RAN.
                                                    >
                                                    > Jesli chodzi o wypieki, to w tej powiesci i tak jestesmy "wstrzemiezliwi".
                                                    > W poprzedniej sceny milosne mnozyly sie jak grzyby po deszczu :)
                                                    > pozdr
                                                    >
                                                    NO I DOBRZE. KIEDYŚ ZDARZYŁO MI SIĘ ODWALAĆ CHAŁTURĘ W POSTACI TŁUMACZEŃ. TRAFIŁA
                                                    MI SIE POWIEŚĆ PORNO. ŻEBYS TY WIEDZIAŁA, JAKIE WTEDY MIAŁAM WYPIEKI. BYŁA PÓŹNA
                                                    JESIEŃ, SŁOTY, NA ULICACH SAME BLADZIOCHY, W PRACY PONURAKI, A JA BŁYSZCZAŁAM
                                                    ZARUMIENIONYM PYSKIEM, ŻE HEJ. NAJWIĘCEJ UCIECHY MI SPRAWIAŁO WYOBRAŻANIE SOBIE
                                                    MOICH WSPÓŁTOWARZYSZY PRACOWEJ NIEDOLI W SCENACH Z TEGO POWIEŚCIDŁA. UBAW MIAŁAM
                                                    NIEZMIERNY, JEDEN Z KOLEGÓW OBRAZIŁ SIĘ NA MNIE, BOWIEM PONOC DŁUGO MU SIĘ
                                                    PRZYGLĄDAŁAM Z JAKIMS NIESMAKIEM NA TWARZY. ALE FAKTYCZNIE NIE PASWOAŁ DO MOJEGO
                                                    TŁUMACZENIA. DO NICZEGO NIE PASOWAŁ. RZUCIŁAM TŁUMACZENIA, MAM KRETYŃSKĄ
                                                    WYOBRAŹNIĘ...
                                                    pozdrówka! :)))))

                                                  • agniecha. Re: Do Kasi 18.10.01, 11:33
                                                    Wiesz co? Jak Cie czytam, to stwierdzam, ze nie tylko z kawa jestesmy podobne.
                                                    Moja wyobraznia tez jest czasami kretynska. I zlosliwa. Podsuwa mi jakis obraz
                                                    i pozniej sie mecze, bo koniecznie chce do tego dorobic jakas historie.
                                                    Czasami patrze na ludzi i wyobrazam sobie o nich niesamowite historie.
                                                    Czy Ty czytasz Joanne Chmielewska?
                                                  • Gość: kasia Do Agniechy IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 11:47
                                                    agniecha. napisał(a):

                                                    > Wiesz co? Jak Cie czytam, to stwierdzam, ze nie tylko z kawa jestesmy podobne.
                                                    > Moja wyobraznia tez jest czasami kretynska. I zlosliwa. Podsuwa mi jakis obraz
                                                    >
                                                    Jakoś mi się tak dziwnie wydaje od jakichs paru postów!!!

                                                    > i pozniej sie mecze, bo koniecznie chce do tego dorobic jakas historie.
                                                    > Czasami patrze na ludzi i wyobrazam sobie o nich niesamowite historie.
                                                    > Czy Ty czytasz Joanne Chmielewska?

                                                    Chmielewską? Jasne! Od zawsze! I mam równie kretyńskie przygody (bez trupów
                                                    niestety, tfu, na szczęście).
                                                    Kiedy skończyłam 40 lat, moja ówczesna szefowa skłądając mi życzenia urodzinowe,
                                                    wyraziła nadzieję, że teraz zacznę pasować do wieku i stanę się kobieta: " w
                                                    średnim wieku, poważną"... Zmieniłam pracę. Minęły 4 lata i wciąż szukam w
                                                    słowniku hasła pod "P" - "Poważna", i cały czas wychodzi mi "Pierdoła"...
                                                    Całe moje zycie nadaje się wyłącznie do tego, żeby je opisać. Teraz niestety
                                                    pracuję w firmie zagranicznej, gdzie większość moich kolegów cierpi na anoreksję
                                                    intelektualną, ale mam nadzieję, ze jeszcze mnie debilizm ostateczny nie ogranął,
                                                    i ze w końcu napisze powieść swojego zycia (zawsze mogę głownych bohaterów
                                                    gremialnie uśmiercić na końcu) i ze spędzę resztę czasu pod palmami - taplając
                                                    się w luksusie i hodując długie paznokcie...
                                                    pozdrowienia:))))
                                                  • agniecha. Re: Do Kasi 18.10.01, 12:11
                                                    Nie wiem, jak to jest ale osoby, ktore czytaja Chmielewska to wyczuje na
                                                    odleglosc. Moze dlatego, ze sa to osoby naprawde z wyobraznia i postrzelone,
                                                    ale w pozytywnym sensie. Tzn dla mnie w pozytywnym, wiekszosc spoleczenstwa
                                                    patrzy jak na kretynow. Chmielewska kocham od dziecinstwa, mam nawet jej
                                                    autograf. Czy Ty wiesz, ze ona naprawde nosi peruke?
                                                    Ja wlasciwie nigdy nie myslalam o pisaniu, nawet mi to do glowy nie przyszlo.
                                                    Dopiero Janek mnie sprowokowal takim jednym zdaniem o pilocie i ciesze sie, ze
                                                    to zrobil :)
                                                    Sluchaj, moze tez cos napiszesz i wrzucisz na Forum?
                                                  • Gość: kasia Do Agniechy IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 12:40
                                                    agniecha. napisał(a):

                                                    > Nie wiem, jak to jest ale osoby, ktore czytaja Chmielewska to wyczuje na
                                                    > odleglosc. Moze dlatego, ze sa to osoby naprawde z wyobraznia i postrzelone,
                                                    > ale w pozytywnym sensie. Tzn dla mnie w pozytywnym, wiekszosc spoleczenstwa
                                                    > patrzy jak na kretynow. Chmielewska kocham od dziecinstwa, mam nawet jej
                                                    > autograf.

                                                    Teraz to Ci zwyczajnie zazdroszczę!!!!!!!

                                                    Czy Ty wiesz, ze ona naprawde nosi peruke?

                                                    Nawet żeby nosiła 4 na raz, to nie zmieni mojej do niej sympatii. Wyobraź sobie,
                                                    ze ja całe swoje życie miałam do czynienia z podobnymi babami , jak np. Moja śp.
                                                    Matka, moja ciotka, ich przyjaciólki, nawet faceci w moim zyciu mieli tzw.
                                                    horyzonty, nie mówiąc o pomysłach. Miała tzw. Otoczenie, które, jak to mawiaja
                                                    psycholodzy, wpływa na ukształtowanie człowieka. No i ukształtowały mnie. A do
                                                    tego życie miałam, jak z powieści. I całe mnóstwo kretyńskich kłopotów, w które z
                                                    uporem zaiste oślim pakowałam się całe swoje życie. Ostatni kłopot - to miłość
                                                    trwajaca juz lat 8 - do garbusa. Jestem ostatnią (i na dodatek całkowicie
                                                    dobrowolną ofiarą Hitlera). Kochamy sie mocno, trzymamy sie siebie (bardziej ja
                                                    jego) i rozmawiamy ze sobą. To znaczy Garbus czasem milknie ("rzuca palenie") ale
                                                    w końcu wolno mu - staruszek jest. Ostatnio ktos życzliwy poradził mi, żebym mu
                                                    kupiła viagrę... Chyba nad tym pomyślę... Garbaty jeżdżący na Vagrę...
                                                    Acha - a propos kłopotów - to doszły w tzw. międzyczasie dzieci, jako przykładna
                                                    Matka-Polka, byłabym zapomniała. Na szczęście, u progu zycia, los wyposaża małe
                                                    istotki w ogromną dawkę instynktu samozachowawczego, więc udało im się dożyć
                                                    wieku 21 i 15 lat we względnej równowadze ducha. Mąż jest wędkarzem zapalonym,
                                                    toteż te paręnaście lat udało mu się ze mną wytrzymać. Ale i tak uważam, że
                                                    takich osób, które się wyczują na odległość, i które nieodmiennie potrafią boki
                                                    zrywać z Chmielewskiej chocby, jest strasznie mało. A jeżeli chadza się ze
                                                    słońcem w kieszeni i chmurą gradową, to uważanym się jest za niepoważnego(ą).
                                                    Znasz pewnie to uczucie!
                                                    A takich osób, które nas "ni grzębią ni zieją" jest mnóstwo. Dobrze, ze te
                                                    postrzelone (ja się tutaj z Tobą całkowicie zgadzam!) potrafią się wyczuć na
                                                    odległość!

                                                    > Ja wlasciwie nigdy nie myslalam o pisaniu, nawet mi to do glowy nie przyszlo.
                                                    > Dopiero Janek mnie sprowokowal takim jednym zdaniem o pilocie i ciesze sie, ze
                                                    > to zrobil :)

                                                    O pilocie ? Ciekawe. Czy On także czytuje Chmielewską, bo myślę, że siedzi na tej
                                                    samej grzędzie.

                                                    > Sluchaj, moze tez cos napiszesz i wrzucisz na Forum?

                                                    ???????!
                                                    pozdrowienia:))))))
                                                  • ja_nek Re: Do Agniechy 18.10.01, 13:03
                                                    Muszę przyznać, że nie czytałem Chmielewskiej, ale chyba zacznę......
                                                    Skoro Agniecha czyta, to moze poznam jakieś Jej koleżanki, co również czytają...

                                                    Pozdrowienia
                                                    Janek
                                                  • Gość: kasia Re: Do Agniechy IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 13:08
                                                    ja_nek napisał(a):

                                                    > Muszę przyznać, że nie czytałem Chmielewskiej, ale chyba zacznę......
                                                    > Skoro Agniecha czyta, to moze poznam jakieś Jej koleżanki, co również czytają..
                                                    > .
                                                    >
                                                    > Pozdrowienia
                                                    > Janek

                                                    No proszę, jak to Chmielewska jednoczy, chciałam powiedzieć, pomaga w
                                                    nawiązywaniu znajomości. Ty szybko przeczytaj jakąś jej powieść, żebys wiedział
                                                    od jakich koleżanek trzymać się z daleka i w co sie nie pakowac...
                                                    pozdrowienia
                                                    Kasia
                                                  • agniecha. Re: Do Kasi 18.10.01, 13:45
                                                    Twoje rozmowy z Garbuskiem w pelni rozumiem, bo sama nie jestem gorsza.
                                                    Mianowicie gadam do kwiatka - bawidamka. Rok temu kolega z pracy odchodzil do
                                                    innej i zostawil pod moja opieka swojego kwiatka. Dzwonil raz na miesiac i
                                                    pierwsze pytanie zawsze brzmialo: Jak moj kwiatek? A kwiatek niestety mial sie
                                                    nie za dobrze, zzolk i zubil liscie. I ktos w zartach powiedzial, ze kwiatki
                                                    lepiej rosna, jak sie je podlewa. No i zaczela sie polka. Osoby, ktore akurat
                                                    zalatwialy cos w ksiegowosci ( bo ja pracuje w ksiegowosci ) mialy okazje
                                                    ujrzec, jak podlewajac kwiatuszka mowilam: Kochaniutki, rosnij, sloneczko
                                                    piekne, listeczki masz takie ladniutkie, rosnij Cholero jedna, nie badz
                                                    zolza ostatnia, rosnij - a to wszystko slodziutkim glosikiem. Chyba pomoglo, bo
                                                    kwiatek tak sie rozrosl, ze cala firma mi go zazdrosci.

                                                    Jesli chodzi o Chmielewska, to cos w tym musi byc, bo ze wszystkimi,ktorych
                                                    znam i ktorzy ja czytaja dogaduje sie w 5 sekund! :)

                                                    Pozdrawiam Cie serdecznie.
                                                  • agniecha. Re: Do Kasi 18.10.01, 13:48
                                                    o Boze zzarlo mi:"jak sie je podlewa i rownoczesnie do nich gada"
                                                    sorka
                                                  • Gość: kasia Do Agniechy IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 14:12
                                                    Ty wiesz, to jest sposób. Wypróbowałam go na rachitycznym kwiatku na oknie, ale
                                                    również na niesympatycznym koledze w pracy. Żebys TY widziała, jak obaj
                                                    zakwitli! Ładniejszy zdecydowanie był chwast w doniczce, ale taki juz mój los.
                                                    Naczytałam się kiedys o płomiennych romansach w pracy, i kiedy jeszcze byłam
                                                    młoda początkującą "biurwą", wydawało mi sie, że faceci, z którymi będę
                                                    pracowała, przynajmniej nie będą brzydsi od ... tu nastąpił przeciągły gwizd.
                                                    Tymczasem na mojej drodze los stawiał takie paszczury, ze gdybym chciała zyc
                                                    faktycznie pracą i spędzać większość czasu w biurze, nigdy nie byłyby mi
                                                    potrzebne długie paznokcie (...), ani czarna koronkowa bielizna, a o paru
                                                    innych uciechach tego świata nawet bym nie wiedziała. Ale oprócz tego, ze
                                                    przeważnie wszyscy byli z metra cięci (mam 170 cm i kocham szpilki!), to na
                                                    dodatek cierpieli na anoreksję intelektualną, słowem byli głupsi od
                                                    pasztetowej. A że gębę zawsze miałam niewyparzona, trafiały mi się komentarze
                                                    typu : kurdupel intelektualny, etc. Nie przydawało mi to wielbicieli rodzaju
                                                    męskiego. Miałam takiego "adoratora" śiertelnie na mnie obrażonego, bo nie
                                                    chciałam iść z nim na "kawę" (jakże ja bym z nim szła, za rękę, czy z ręką na
                                                    jego pustej łępetynie, o tym nie pomyślał). Milczał więc, nienawidząc mnie w
                                                    milczeniu i piorunował mnie wzrokiem. Az w końcu na parapecie zaczął zdychać
                                                    kwiatek mojej kadrowej, która właśnie poszła na urlop. Ktoś mi poradził, tak
                                                    jak i Tobie, zeby go czasem podlac, a nawet zagadać, że to rodzaj męski to
                                                    próżny... No i w ramach doświadczeń, postanowiłam najpierw porozmawiać z moim
                                                    absztyfikantem, tym facecikiem, co to wszystkie rozumy zjadł, a następnie
                                                    wydalił, a także, przy sposobności z kwiatkiem (podlewałam wyłącznie kwiatka,
                                                    kolegę podkarmiałam, zastanawiając się, kiedy przestanie chodzić a zacznie się
                                                    toczyć.). Pochodzili z tej samej rodziny. Chwyciło. Obaj dali się oswoić.
                                                    Garbaty też ma chyba w sobie cos z samca. Aczkolwiek jego dowcipy są na
                                                    inteligencję, więc idzie wątpić w płec męską... (mam nadzieję, że żaden facet
                                                    się nie obrazi).
                                                    serdeczności! :))
                                                  • agniecha. Re: Do Kasi 18.10.01, 14:50
                                                    Ja z kolei mam 172 cm i wyobraz sobie, ze tez mam zawsze problem z butami. Jak
                                                    wychodze to raczej probuje dostosowac swoj wzrost do otoczenia. Z reguly nie
                                                    lubie patrzec z gory na kogos. A najgorzej jak ma byc ktos, kogo nie znam i
                                                    wtedy pytam, ile ma wzrostu, bo nie wiem czy zalozyc buty na wysokim obcasie? I
                                                    faceci czasem podchodza do tego ze zrozumieniem, a czasem nie, bo czuja sie
                                                    potraktowani przedmiotowo: jak dodatek do szpilek! Zgroza!

                                                    Wiec jednak 2 najstarsze i stosowane sposoby przez kobiety na oswojenie faceta
                                                    tzn nakarmic go i gadac do niego komplementy, nie stracily na waznosci i beda
                                                    na czasie do konca swiata :) A do tego sa ekonomiczne, bo dzialaja tez na
                                                    kwiatki ;))) Wiesz, Panowie chyba jednak sie na nas obraza?

                                                    Ja tez nie mam widokow na romans w pracy, ale rozrywki dostarcza mi taki jeden
                                                    Pan, z ktorym uwielbiam sie droczyc.
                                                    Docinami sobie ile wlezie, a wszystko w sposob bardzo eleganki i wytworny.
                                                    Np wczoraj ja mu chcialam wrzucic viagre do kawy a on obdarzyl mnie epitetem
                                                    "mloda zygota". Nie mam pojecia co to mialo znczyc, ale musze przyznac, ze
                                                    ubawilam sie po pachy :)

                                                    Pozdrowienia.
                                                  • agniecha. Re: Do Kasi 18.10.01, 14:59
                                                    Tak mi sie teraz przypomnialo o Chmielewskiej jeszcze.
                                                    Jechalam kiedys w autobusie i czytalam "Wszystko czerwone".
                                                    Tam byl taki dunski porucznik, ktory mowil biblijnym polskim.
                                                    I tak glosno rechotalam i ludzie dookola dziwnie sie na mnie patrzyli, ale w
                                                    momencie kiedy ow porucznik zapytal" Czy to jest twoja mac?" ( pamietasz ten
                                                    fragment? ) ryknelam takim smiechem, ze pol autobusu na mnie spojrzalo.
                                                    Dostalam takiego ataku smiechu, ze poplakalam sie ze smiechu i musialam wysiasc
                                                    :)
                                                    Teraz juz nie probuje czytac Chmielewskiej w srodkach komunikacji miejskiej.
                                                    Ale kiedys jechalam i na przeciwko siedziala dziewczyna, ktora po bez przerwy
                                                    przez cala droge rechotala sie pod nosem. Patrzylam na nia i bylam przekonana,
                                                    ze czyta Chmielewska. Po prostu wiedzialam. I kiedy wysiadala udalo mi sie
                                                    zerknac na okladke. I co? I Chmielewska oczywiscie. :)
                                                  • Gość: kasia Do Agniechy IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 15:26
                                                    Mloda zygota, musze zapamietac. Przyda się na pewno. Parę takich stwierdzeń już
                                                    mam w głowie, a i powiedzonka życiowe na poprawę humorku też mi sie gdzieś
                                                    plączą po pamięci. To znakomicie ułatwia zycie. Niestety, u mnie w pracy
                                                    panowie, z jednym wyjątkiem, sa niesamowicie ociężali - także umysłowo...To typ
                                                    mężczyzn, co to nawet pół książki w życiu nie przeczytał, a gdyby głupota była
                                                    wprost proporcjonalna do wzrostu - całowaliby księżyc w d... .
                                                    Na 21 osób - z trzema udało mi się znaleźć wspólny język. Jad nam czasem kapie
                                                    z pysków strasznie i zachodzi obawa, że wypali podłogę w końcu. Te trzy osoby
                                                    to jeden samiec i dwie samice. Reszta to mazia mentalna.
                                                    Ale - jak zauważyłam, to jest tak bardzo "na topie", żeby wiedzieć, co dzieje
                                                    się w domu Big Brother'a, znać notowania, ale niekoniecznie np. czytać i chcieć
                                                    wiedzieć więcej. Ilość oddanego moczu w nocy, ilość wypalonych papierosów, czy
                                                    wypitych drinków i koniecznie wielkośc biustów poruszających się po ulicach. To
                                                    jest dopiero temat fascynujący.
                                                    Na szczęście ma parę osób równie postrzelonych jak ja i nie chcę tego zmieniać.

                                                    Obcasy noszę, na szczęście zarówno mój mąż jak i synowie nie byli chowani pod
                                                    szafą. Na randki juzńie chodzę, więc nie przeżywam stresów związanych ze
                                                    wzrostem wzdychulca.
                                                    Zawsze kochałam obcasy, aczkolwiek pamiętam czasy, gdy zapłakiwałam się na
                                                    śmierc prawie, bo strasznie się kochałam w koledze z klasy (w 2 klasie szkoły
                                                    podstawowej) - a ono był taki malutki, ze chyba musiałabym zawsze klęczeć.
                                                    Odkochałam się w końcu, ale pretensje do losu mialam za to ze mi dał wzrost.
                                                    POtem mi odbiło i chodziłam na niskim obcasie (nawet do garsonek) - wyglądałam
                                                    jak kaczka zamiatając kuprem. Wydawało mi się, że w ten sposób wtopię się w
                                                    środowisko. I ze będę taka modna i sportowa... Az w końcu zobaczyłam sie w
                                                    jakiejś szybie wystawowej... Ubawił mnie widok... Wróciłam do obcasów.
                                                    Ty tyle w kwestii wzrostu i obcasów.
                                                    Co do panów - no cóż, jeżeli maja poczucie humoru ( dla zainteresowanych w
                                                    słowniku pod literą "H"), to nie obrażą się na pewno. W końcu nie możemy
                                                    zakładać, ze wszyscy panowie to zakompleksione smutasy. Przecież wtedy to zycie
                                                    zupełnie straciłoby sens!
                                                    serdeczności :)
                                                  • Gość: Janek Re: Do Agniechy IP: *.ipartners.pl 18.10.01, 16:07
                                                    Wzdychulec i młoda zygota! Niezłe, ubawiłem się.

                                                    Dobrze, że się zamknąłem w pokoju, bo inaczej wszyscy by się na mnie popatrzyli
                                                    jak na Ciebie Agniecha w autobusie.

                                                    Pozdrawiam ciepło
                                                    Janek
                                                  • agniecha. Re: Do Janka 18.10.01, 16:38
                                                    Jesli chodzi o smianie sie do monitora, to
                                                    ja juz sie nawet z tym nie kryje.
                                                    Panie, ktore sa ze mna w pokoju, na poczatku bardzo to bawilo,
                                                    jak ni z tego ni z owego szczerzylam zabki do monitorka,
                                                    ale juz sie przyzwyczaily :)
                                                  • Gość: kasia Do Agniechy i Janka IP: *.groupsci.pl 19.10.01, 07:59
                                                    Witam w piatek, u nas deszczowy i beznadziejny. Mam nadzieję, że nie obudze się
                                                    za chwilę i nie okaże sie że to dopiero poniedziałek....
                                                    Zasiadła przy kawce, odczytałam passus o szczerzeniu zebów do minitora, a także
                                                    o rozrywce, jakiej dostarczyłysmy Jankowi. Spokojnie Janku, mamy w zanadrzu
                                                    jeszcze pare innych.
                                                    Pozdrawiam Was serdecznie i słonecznie (na przekór pogodzie).
                                                    A tak w ogóle, Mili Państwo - do pisania proszę, do pisania. Agniecha ma
                                                    dyspensę, bo poranna kawka, ale Ty Janku, ani makijaż, ani fryzura, kawkę
                                                    mozesz podczas pisania popijać... :))))))
                                                  • agniecha. Re: Do Kasi 19.10.01, 09:33
                                                    Czesc! U nas tzn gdzie? Moze w Warszawie?

                                                    Niestety, teraz moja kolej na nastepny odcinek, wiec nawet kawka nie jest
                                                    wytlumaczeniem. Ale spokojnie, wczoraj splynelo na mnie natchnienie.
                                                    Jego wynik ponizej.
                                                    Milego dnia.
                                                  • Gość: kasia Re: Do Kasi IP: *.groupsci.pl 19.10.01, 09:51
                                                    U nas, to znaczy w Gdańsku, to tak jakbym napisała: w pępku swiata...
                                                    Lecę czytać! Na razie! :))
      • agniecha. Odcinek 9 19.10.01, 09:37
        Pociagnela go na kanape. Kiedy pochylila się nad nim jej wlosy opadly na jego
        twarz. Lekko i zmyslowo go laskotaly. Rozpinala guziki jego koszuli bardzo
        powoli, jakby droczyla się z jego zniecierpliwieniem. Potem rozpiela spodnie i
        sciagnela je z niego. Zamknal oczy. Czul jej gorace, wilgotne wargi najpierw na
        swojej szyi, potem zaczely się zsuwac w dol. Obsypala jego klatke piersiowa i
        brzuch namietnymi pocalunkami. Te pocalunki go rozpalaly jeszcze bardziej i
        jeszcze mocniej. Jej gorace dlonie wedrowaly po jego udach, a w slad po nich
        posuwal się delikatnie jej miekki jezyk. Westchnal gleboko kiedy zaczela
        piescic jego meskosc. Piescila go, potem przerywala na chwile, potem znow go
        piescila az do momentu, kiedy nie czul już nic poza zwierzeca ochota, żeby się
        w nia wedrzec i osiagnac spelnienie. Ale on nie pozwolila mu się poruszyc.
        Usadowila się na nim i zaczela powolutku, zmyslowo krecic biodrami. Koncowkami
        palcow przesuwala po jego brzuchu. Patrzyla na niego wyzywajaco, przygryzla
        zebami dolna warge i zaczela szybciej krecic biodrami. Chciala kontrolowac
        sytuacje, chciala na niego patrzec i widziec w jego oczach, jak mocno jej
        pragnie. Tylko jej. Chciala widziec, jaka ma nad nim wladze, ze jest w stanie
        doprowadzic go do szalenstwa. Zeby o niej nie zapomnial. Żeby o niej marzyl.
        Zeby chcial wiecej. Janek czul, ze ogarnia go taki zar namietnosci, jak
        jeszcze nigdy w zyciu. Poruszala się coraz szybciej, a on coraz glebiej
        oddychal. Poruszali się w jednostajnym rytmie idealnie dopasowani, z kazda
        sekunda szybciej, mocniej, namietniej i dziko!

        Piotr Lorentz patrzyl ze zdziwieniem na Janka, który siedzial za biurkiem z
        rekami pod broda i wpatrywal się rozanielonym, marzycielskim wzrokiem w kanape.
        Sam nie widzial w niej nic fascynujacego.
        - Panie Janku, slyszy mnie Pan? – zapytal glosno po raz drugi.
        Janek popatrzyl na Piotra niewidzacym wzrokiem.
        -Nie. To znaczy tak. Oczywiście – zaczal się platac probujac wrocic do
        otaczajacej go rzeczywistosci ze swiata slodkich wspomnien wczorajszego
        wieczoru.
        - Dzis o 18 jest pogrzeb mojego ojca. Na cmentarzu Ewangelicko-Augsburskim na
        Mlynarskiej. Wiem, ze pozno Pana powiadamiam, ale mam nadzieje, ze Pan
        przyjdzie – Piotr patrzyl pytajaco. Nie wygladal najlepiej. Pod oczami miał
        cienie, jakby nie spal od kilku dni.
        -Tak, przyjde na pewno – zapewnil go Janek i Piotr wyszedl rzucajac przy tym
        ostatnie podejrzliwe spojrzenie na czarna, skorzana kanape stojaca niewinnie
        pod sciana.

        Janek staral się ze wszystkich sil nie patrzec na kanape. Nie mogl się skupic,
        a miał mnostwo roboty. Była już 15, a on niewiele zrobil. Od rana dzwonili
        klienci, bardziej zadni sensacji i plotek, niż stanem wlasnych finansow. Na
        biurku walaly się dokumenty i wykresy. Nie patrz na kanape, nie patrz na kanape
        – powtarzal sobie w myslach jak zaklecie patrzac bezradnie na monitor
        komputera. Mogl nakazac sobie nie patrzec na kanape, ale nie mogl zmusic się,
        żeby o niej nie myslec. Nic nie mogl poradzic na to, ze tak na niego dzialala.
        Przyciagala go jak magnez. Oddalby wiele, żeby jeszcze raz poczuc to pelne
        seksu napiecie miedzy nimi, jej zapach, jej cieple pocalunki na swoim ciele,
        dotyk jej dloni na...
        Az podskoczyl, kiedy zadzwonil telefon. Niechetnym ruchem podniosl sluchawke.
        - Slucham .
        - Dzien dobry. Tu Cieszkowski. Dzwonie, żeby sprawdzic czy Pan jeszcze zyje.
        - Tak, zyje – zapewnil go Janek – Widze, ze jest Pan dzis bardzo dowcipny
        Panie poruczniku. Czyzby wiedzial Pan już, kto jest morderca?
        - Z przykroscia i zalem musze stwierdzic, ze nie. Nic w tej calej zakichanej
        historii do siebie nie pasuje – rzekl ponuro Cieszkowski – Czy nie wydarzylo
        się ostatnio nic podejrzanego , co zwrociloby Pana uwage?
        - Nie, chyba nie – zaczal Janek, ale Cieszkowski mu przerwal:
        -A o czym Pan rozmawial z Gintrowiczem? W Patric’u?
        -Hyyy – Janek wydal z siebie nieartykulowany dźwięk zastanawiajac się szybko
        czy powiedziec prawde czy sklamac – A tak sobie, o caloksztalcie.
        -No ja mysle, ze nie o pogodzie – zdziwil się przyjemnym glosem porucznik, po
        czym dodal powaznie – Czy Pan naprawde nie zdaje sobie sprawy z powagi
        sytuacji? Czy nie dociera do Pana, ze nikomu nie może Pan ufac? Ze probowano
        Pana zabic i morderca na pewno sprobuje dokonczyc dziela? Zycie Panu niemile
        czy co?
        Janek siedzial przez chwile bez slowa po czym zapytal ostroznie:
        -Czy mysli Pan, ze prawdopodobne jest, żeby zaplatana była w to mafia? Jakies
        nielegalne interesy, pozyczki, dlugi, które mafia chce sciagnac z powrotem?
        Po drugiej stronie sluchawki zapadla gleboka cisza.
        - Skad przyszlo to Panu do glowy? – padlo pytanie.
        -Po rozmowie z Gintrowiczem zaczalem się zastanawiac, jakie mogly być motywy –
        zaczal Janek ale Cieszkowski mu przerwal.
        - Czy Gintrowicz Panu to zasugerowal ? Z ta mafia? – dopytywal się goraczkowo –
        Niech Pan nie zapomina, ze ukrywanie informacji pomocnych dla sledztwa grozi
        surowymi konsekwencjami. Wiec? – zapytal.
        - Taaak – powiedzial Janek ociagajac się – Ale to ma sens. Gintrowicz mowil, ze
        Piotr Lorentz miał jakies wspolne interesy z mafia i ...
        - Niech się Pan tak nie goraczkuje – ostudzil jego zapal porucznik – Czy Pan
        mysli, ze tego nie sprawdzilismy? Nie jestesmy az tacy zacofani, jak się
        powszechnie uwaza. Mamy swoje sposoby. Sprawdzilismy to i jestesmy pewni, ze
        mafia jest wykluczona – Hmmm, Gintrowicz chcial zrzucic podejrzenia na Piotra
        Lorentza... ciekawe, ciekawe... – rzekl cicho Cieszkowski i rozlaczyl się.
        • agniecha. Re: Odcinek 9 i pol 19.10.01, 09:39
          Gintrowicz chcial zrzucic podejrzenia na Piotra Lorentza – powtorzyl w myslach
          Janek.
          Czy Gintrowicz mogl być morderca? Jaki mialby motyw? Ale jeżeli faktycznie nim
          był, to może rzeczywiscie chce teraz wkopac w te zabojstwa niewinnego Piotra? A
          może Piotr wie cos, co mogloby go zdemaskowac i dlatego chce za wszelka cene
          zrzucic na niego podejrzenia? A jeżeli mowi prawde i winny jest Piotr? Pytania
          klebily się i nie dawaly mu spokoju.
          Jego rozmyslania przerwal cichy trzask. W drzwiach stala Agnieszka. Wygladala
          oszalamiajaco pieknie. Nagle wszystkie czarne mysli ulecialy. Miala na sobie
          obcisla granatowa bluzke z duzym dekoldem, krociutka czarna spodniczke i buty
          na wysokim obcasie. Jej wlosy splywaly miekko na ramiona. Usmiechnela się
          leciutko i przeszla przez cala dlugosc pokoju kolyszac zmyslowo biodrami.
          Wslizgnela sie miedzy fotel, na którym siedzial i biurko. Usiadla na blacie i
          zalozyla noge na noge. Poczul zapach jej perfum. Poison Diora. Uwielbial ten
          zapach. Uwielbial ten zapach wlasnie na niej. Wystarczylo, ze tu była a on już
          czul, ze jego spodnie robia się ciasne.
          - Czesc przystojniaczku – wyszeptala.
          -Czesc – odpowiedzial, pochylil się i pocalowal ja w kolano.
          - Jak mija Ci dzien? – zapytala i usmiechnela się tak promiennie, ze zapomnial
          o calym swiecie. Chcial tylko tak siedziec i patrzec w jej radosne oczy.
          -Dobrze- odpowiedzial.
          - A o czym rozmawiales z Gintrowiczem? – zapytala i usmiechnela się jeszcze
          cudniej.
          - Probowal mnie przekonac, ze to Twój wuj jest winny, a motywem sa interesy z
          mafia.
          - Wiedzialam – wykrzyknela Agnieszka i usiadla mu na kolanach. W jej oczach
          pojawilo się wzburzenie.
          -Do tej pory tylko podejrzewalam, ale teraz jestem pewna. To Gintrowicz jest
          morderca! I probuje zrzucic podejrzenia na mojego biednego wujka! Mnie tez
          zabije. I Ciebie. Nie zawaha się. Ach... - wyszeptala i nagle się rozplakala.
          Janek wpadl w poploch, wyszarpal z kieszeni chusteczke i zaczal ocierac jej
          lzy.
          -Nie placz, no już nie placz – powtarzal bez sensu. Tak bardzo chcial ja
          pocieszyc, a nie wiedzial jak to zrobic.
          -Musimy dowiedziec się, co ukrywa Gintrowicz. Mam plan. Ale musisz mi pomoc.
          Bez Ciebie nie dam sobie rady – popatrzyla na niego blagalnie tymi swoimi
          slicznymi oczami i nie pozostalo mu nic innego jak zgodzic się.
          -Sluchaj, Gintrowicz nie wylacza komputera. Mój wuj zeszta tez – westchnela –
          twierdza, ze to cale logowanie do sieci ich denerwuje i zabiera za duzo czasu.
          Po prostu wieczorem zakradniesz się do pokoju Gintrowicza i poszperasz troche.
          Może znajdziesz cos ciekawego? Będziemy mieli pewnosc czy to Gintrowicz czy
          nie. Choc ja uwazam, ze tak!
          - Zwariowalas – Janek wpatrywal się w nia przerazony – mam się wlamac do
          komputera swojego szefa? Na litosc boska, jak ktos mnie zobaczy, to nawet na
          Antypodach pracy nie znajde! Pojde do wiezienia!
          -Szszsz...uspokoj się! Nikogo w firmie nie będzie. Wszyscy po pogrzebie pojda
          do Piotra. Urzadza mala stype. Ty się wykrecisz i przyjedziesz do firmy. A ja
          będę u Piotra w domu uwazala, żeby Grabowski nie wyszedl. Może go upije? Nie
          martw się, uda się. Zrobisz to dla mnie? Proszę– Agnieszka pochylila się i
          pocalowala go dlugo i namietnie.
          -Tak – odpowiedzial z zametem w glowie.
          - Dziekuje, tylko Tobie mogę zaufac – pogladzila go po policzku i zeskoczyla z
          jego kolan – Musze isc. Będziemy w kontakcie.
          Poslala mu reka calusa i wyszla.
          Janek wpatrywal się w zamkniete drzwi. Skoro Piotr również nie wylacza
          komputera może uda mu się wslizgnac tez do jego pokoju i sprawdzic, czy nie
          kryje on jakiejs tajemnicy. A co tam, jak już spasc, to przynajmniej z
          wysokiego konia.
          Spojrzal na zegarek. Była 17. Zerwal się i zaczal zakladac plaszcz. Chcial
          jeszcze wpasc do domu i przebrac się w czarny garnitur. Jeżeli ma zdazyc, musi
          leciec. Czekal go bardzo pracowity wieczor.
          CDN

          Pozdrawiam najcieplej na swiecie Janka - mojego drogiego wspolautora i
          szanownych czytelnikow.
          agniecha
          • agniecha. Re: Sprostowanie do 9 odcinka. 19.10.01, 10:06
            Napisalam:
            "A ja będę u Piotra w domu uwazala, żeby Grabowski nie wyszedl. "

            Ozywiscie Gintrowicz, a nie Grabowski! Grabowski, po tym jak wypadl z 36
            pietra, ma szanse isc jedynie do nieba. Albo piekla ;)
            Bardzo przepraszam, ale trupy mi sie troche pomylily.
            Postaram sie uwazac w przyszlosci!
            • Gość: kasia Re: Sprostowanie do 9 odcinka. IP: *.groupsci.pl 19.10.01, 10:25
              Trupy w ogóle mają to do siebie. ;)
              • Gość: Janek Re: Sprostowanie do 9 odcinka. IP: *.ipartners.pl 19.10.01, 12:09
                Agniecho.
                Właśnie główna bohaterka rozebrała głównego bohatera dwukrotnie.....
                Nie sądzę jednak, aby on miał cokolwiek przeciwko.....
                Myślę, że i tak był zachwycony całym zbliżeniem.
                Wolałem Ci to pokazać sam, bo zaraz wparuje tu Frene i powie nam, że jesteśmy
                nieprofesjonalni.
                Do Frene - autorzy czuwają nad porządkiem.

                Pozdrowienia serdeczne
                Janek
                • agniecha. Re: Do Janka 19.10.01, 13:19
                  Drogi Janku! Musze ze wstydem przyznac, ze nie rozumiem Twojej uwagi o
                  dwukrotnym rozbieraniu glownego bohatera :(
                  W odcinku 8 napisales: "Zsunęła jego garnitur, rozluźniła krawat i zaczęła
                  rozpinać koszulę." I potem juz nie bylo nic o jego garderobie ani nic, co by
                  sugerowalo, ze juz zostal rozebrany. Spejalnie sprawdzilam.
                  Zaczelam wiec od dokonczenia dziela i ostatecznym zdjeciu tej nieszczesnej
                  koszuli.
                  • Gość: Janek Do Agniechy IP: *.ipartners.pl 19.10.01, 15:06
                    Mea culpa.
                    Całkowite rozpięcie koszuli zostawiłem w domyśle, kiedy przenosiłem na chwilę
                    akcję do policyjnego poloneza.
                    Nie powiedziałem tego zbyt dobitnie. OK.
                    Przez Frene zrobiłem się nadwrażliwy.

                    Pozdrawiam
                    Janek
                    • Gość: kasia Do Agniechy i do Janka IP: *.groupsci.pl 19.10.01, 15:11
                      Spokojnie, wlasnie docxzytalam do konca. najpierw mi sie literki zrobily duze,
                      i myslalam ze zeza rozbieznego dostane, potem w ogole mi wszystko zniklo, i to
                      wlasnie jak sie momenty zaczynaly...
                      Chyba sobie wreszcie zdrukuje powiesc (jezeli pozwolicie) i przeczytam
                      spokojnie. Nie beda mi wtedy wypieki bruzdzily, ani nikt mi nie bedzie zagladal
                      przez ramie, ani nikt nie bedzie mi sie pytal, dlaczego się szczerzę do
                      ekranu...
                      Miłego weekendu :)))
                      • Gość: Frene Do Agniechy , Kasi, Janka . IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 20.10.01, 15:37
                        Aha.
                        • Gość: Janek Rozdział 10 IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.10.01, 23:21
                          Wrócił do domu. Wziął szybko prysznic. Przebrał się w czarny garnitur i wziął
                          małą latarkę. Msza za duszę zmarłego trwała 45 minut. Ceremonia pogrzebowa na
                          cmentarzu uległa skróceniu, bo zaczął padać zimny jesienny deszcz. Zerwał się
                          wiatr i wszyscy stali skuleni czekając aż ksiądz, a później Piotr Lorentz
                          pożegnają zmarłego. W pewnej chwili poczuł, jak ktoś wkłada mu coś do kieszeni.
                          Odwrócił wzrok. Tuż za nim stał Gintrowicz i lekko skinął głową.
                          Po zakończeniu Piotr zaprosił wszystkich na stypę. Janek wymówił się infekcją,
                          którą wytłumaczył swoje poranne rozkojarzenie, pożegnał się i poszedł do
                          samochodu.
                          Zapalił światło i sięgnął do kieszeni.
                          Rozwinął kartkę i zobaczył dwa słowa:
                          „Mam coś”.
                          Zawahał się. Iść na stypę czy jechać do biura? Zdecydował się jechać do biura.
                          Przecież porozmawiać z Gintrowiczem mógł jutro. Zbadać ich komputery mógł
                          jedynie dziś. Kiedy odjeżdżał, zauważył znów tego samego poloneza i nagle
                          otwieraną gazetę.
                          „Amatorzy” - pomyślał
                          Rozpadało się na dobre. Był podenerwowany i kilkukrotnie niemal najechał na
                          poruszające się przed nim pojazdy. Serce biło mu w piersiach jak oszalałe, a w
                          wyobraźni widział już jak szperając w komputerze Gintrowicza zostaje nakryty
                          przez ochronę biurowca, a następnego dnia zwolniony dyscyplinarnie z pracy. Po
                          co on się zgodził na to wszystko.
                          - Bo myślisz nie tym co trzeba – mruknął do siebie. Do myślenia używa się głowy.
                          Ale nie mógł zapomnieć wyrazu Jej oczu, kiedy prosiła, nie mógł zapomnieć
                          tamtej nocy, Jej dłoni i ust na swym członku, kołysania Jej bioder czym
                          doprowadzała go do szaleństwa. Nawet teraz na wspomnienie tamtej nocy, poczuł
                          erekcję. Na kolejnych światłach wyjął panel radia. Włączył je. Właśnie leciał
                          stary kawałek Pet Shop Boys „You Are Always On My Mind”.

                          Wjechał do podziemnego garażu i zaparkował. Wjechał windą na parter, skinął
                          portierowi na parterze, po czym wsiadł do kolejnej windy, która zawiozła go na
                          górę.
                          Udał się najpierw do swego pokoju. Zostawił płaszcz. Wziął dla zmylenia
                          potencjalnych obserwatorów teczkę z papierami, które zwykle zanosił
                          kierownictwu oraz czystą dyskietkę i udał się piętro wyżej
                          Kiedy drzwi otworzyły się, rozejrzał się po korytarzu. Zatrzymał się przed
                          szklanymi drzwiami. Wczytał swoją kartę magnetyczną i wstukał kod dostępu,
                          który umożliwiał wstęp na to piętro. Wszędzie było ciemno, ani żywej duszy.
                          Wszedł do gabinetu Gintrowicza. Nie zapalał światła. Usiadł na jego wysokim,
                          skórzanym, obrotowym fotelu. Dokładnie przyjrzał się papierom na stole, aby nie
                          zmienić porządku jaki zastał. Wyjął latarkę i przejrzał je pobieżnie.
                          Gintrowicz kierował operacjami walutowymi, a więc na jego biurku leżały dane o
                          stawkach depozytów i kredytów na międzybankowym rynku w Londynie i Frankfurcie,
                          ostatnie stawki ovenight i T\N, raporty, wydruki danych makroekonomicznych
                          państw strefy euro, wykresy relacji dolara do jena, euro do dolara itd. Nic
                          konkretnego. Ostrożne przetrząśnięcie szuflad też nic nie dało.
                          Stuknął w klawiaturę. Wygaszacz ekranu znikł i pojawiła się tapeta –
                          zeskanowane zdjęcie uśmiechniętej rodziny Gintrowicza.
                          „Zaraz zobaczymy czy jesteś taki święty” - pomyślał
                          Zaczął metodycznie przeglądać zawartość folderów.
                          Minęło 5, potem 10, 15 minut, a on nic nie znajdował. Same pliki pomocnicze do
                          programów ilustrujących zachowania rynków walutowych. On miał podobny program,
                          ale konwertował tam dane dotyczące akcji.
                          Nagle - jakby z nastawionych na maksymalną moc głośników - usłyszał sygnał SMS
                          z jego własnego telefonu komórkowego. O mało nie dostał zawału serca. Rozejrzał
                          się gorączkowo, wokół panowała cisza, tylko rozjaśniona tarcza jego komórki
                          informowała o nowej wiadomości. Otarł zimny pot z czoła i szepnął do siebie”
                          „K......., jak tak dalej pójdzie, to skończę jako najmłodszy zawałowiec gdzieś
                          na OIOM-ie”
                          Odczytał wiadomość.
                          „Synku, w niedzielę zaprosiłam panią Jadzię z córką. Mówiłam Ci o niej.
                          Powinieneś poznać tę dziewczynę. Jest mądra, dobra, ma trzy fakultety. A ty
                          powinieneś się ustatkować. Przyjdź na obiad. Całuję. Mama”
                          - Dzięki mamo, ale nie skorzystam – odparł w myślach.
                          Zastanowiło go przez chwilę dlaczego matki nigdy nic nie mówią o wyglądzie
                          swoich „propozycji”.
                          - Bo zwykle nie ma o czym mówić - odpowiedział sam sobie.
                          Na wszelki wypadek wyłączył komórkę.
                          Otworzył menu „Dokumenty” i jego oczom ukazał się napis „Empty”. Zdziwił się.
                          Po co Gintrowicz wyczyszczał listę dokumentów? To było podejrzane. A może kogoś
                          w biurze się bał? Wszedł do folderu „Moje dokumenty”. Wśród innych katalogów
                          zastanowił go folder o nazwie „X”. Natychmiast tam wszedł i jego oczom ukazała
                          się cała masa plików graficznych. Janek kliknął jeden z nich. Jego oczom
                          ukazało się zdjęcie jakiejś pary uprawiającej seks. Drugie i trzecie zdjęcie
                          było podobne w swej treści.
                          „Widzę kolego, że lubisz nagie obrazki z internetu” – pomyślał. Teraz było
                          oczywiste, że wstydził się tego i dlatego czyścił listę podręcznych dokumentów.
                          Nagle jego wzrok zatrzymał się. Był tu jeszcze jeden folder, ale o nazwie xxx.
                          „No to teraz będzie hard porno” - pomyślał Janek. Już miał użyć
                          polecenia „wstecz” by wyjść z katalogu, kiedy coś go tknęło. Kliknął dwukrotnie
                          i jego oczom ukazał się tylko jeden plik.
                          Był to plik Excela o nazwie „rozrachunki”. Janek kliknął go dwukrotnie i jego
                          oczom pojawiła się tabela z nazwiskami, kwotami, datami. Nazwiska niewiele mu
                          mówiły, ale klientów Gintrowicz własnych nie miał. Jego zadaniem była alokacja
                          nadwyżek finansowych na rynkach walut w chwilach bessy na rynkach akcji i
                          surowców. A więc te obrazki to zasłona dymna......
                          Wsunął dyskietkę do stacji i skopiował plik.
                          Jeszcze przez chwilę myszkował po komputerze. Oczyścił listę podręcznych
                          dokumentów. Zabrał dyskietkę i teczkę, którą miał dla niepoznaki. Zgasił
                          latarkę.
                          Udał się do sąsiedniego pokoju. Przeszedł przez pusty i ciemny sekretariat i
                          wszedł do gabinetu Lorentza.
                          Biurko było zadbane, żadnego galimatiasu, wszystko ułożone. Niewielka liczba
                          służbowych szpargałów, nic nadzwyczajnego. Prawie pusto jeśli nie liczyć
                          monitora, telefonu. Włączył latarkę i zaczął przeglądać.
                          Nagle usłyszał dzwonek windy. Błyskawicznie rozejrzał się wokół. Nie było gdzie
                          uciec. Natychmiast schronił się pod biurkiem i zgasił latarkę. Duże biurko
                          Lorentza miało to do siebie, że było całkowicie obite od zewnętrznej strony, a
                          więc osoba siedząca pod biurkiem dla postronnych osób nie mogła być widziana.
                          - Myślisz, że ktoś tu jeszcze jest? – usłyszał damski głos
                          - Co ty, wszyscy dziś wcześniej wyszli. Przyszedł taki jeden bubek, ale siedzi
                          w papierach piętro niżej, a zresztą on tu nigdy o tej porze nie zagląda. Co by
                          tu zresztą robił?
                          - „Bubek??? Ty kanalio, zaraz zaraz.... to był jeden z tych ochroniarzy z
                          móżdżkiem jak u wróbla” – pomyślał Janek
                          - Ale sprawdź, wiesz co by było, jakby ktoś nas tu zastał, tak we dwoje.
                          - No dobrze, sprawdzę.
                          Przez chwilę nic nie było słychać oprócz odgłosu kroków.
                          - Mówiłem, że nikogo tu nie ma.
                          - No wiesz, lepiej być pewnym.
                          Włączyli światło, a Janek jeszcze ściślej przywarł do wewnętrznych ścian biurka.
                          - Chodź zrobimy to na biurku ich szefa!
                          - Masz zabezpieczenie?
                          - Mam.
                          - Co to jest? Przecież te prezerwatywy wyprodukowano gdzieś w Indiach!
                          - No pewno, przecież tam wymyślono Kamasutrę! Oni podobno znają się na rzeczy.
                          - Ty, czy Ty przypadkiem nie za dużo o tym wiesz?
                          - Ktoś musi. Sporo na ten temat czytałem.
                          - Ty, ty przecież nawet gazet nie czytasz. No może z wyjątkiem wyniku meczu
                          Amica Wronki - Groclin.
                          Ale rozmowa się urwała i usłyszał ciche pomrukiwania i coś co mogło być
                          pocałunkami. Szelest zrzucanej odzieży. Oparł głowę o sufit czyli dolną część
                          blatu i w tej ch
                          • ja_nek Re: Rozdział 10 21.10.01, 23:26
                            Ale rozmowa się urwała i usłyszał ciche pomrukiwania i coś co mogło być
                            pocałunkami. Szelest zrzucanej odzieży. Oparł głowę o sufit czyli dolną część
                            blatu i w tej chwili coś ciężkiego opadło na stół. Poczuł potworne uderzenie w
                            głowę. Po chwili biurko zaczęło się kołysać, z początku słabo, później coraz
                            mocniej.
                            „Ile ona waży?”
                            Zmełł w ustach przekleństwo. W końcu biurko zaczęło piszczeć w spojeniach.
                            „Ach, mocniej. No mocniej!!!!
                            „Jeszcze, no jeszcze!
                            O tak, rób to, dalej!
                            „Już dochodzę. Oooooooch. Aaaaaaaa....
                            I tak bez końca.
                            Mijały minuty, odgłosy nie słabły, a Janek słysząc to patrzył tylko czy biurko
                            wytrzyma.
                            „Jak tak dalej pójdzie to wejdę niechcący w trójkąt” – pomyślał.
                            Od niewygodnej pozycji zaczynały go boleć i nogi i plecy. Pozycje tych na górze
                            musiały się zmieniać i być wygodniejsze, skoro wibracje w jakie wpadało biurko
                            były co jakiś czas trochę inne. Spojrzał na zegarek. Mijało 35 minut.
                            „ Co u licha? Sex maszyna?”
                            Jakby w odpowiedzi usłyszał coś co wydawały męskie struny głosowe, ale nie
                            przypominało to żadnego znanego dźwięku.
                            „Orgazm?” – pomyślał z nadzieją
                            „Byłeś wspaniały” – usłyszał kobietę.
                            Po chwili usłyszał szelest odzieży, świst rozporka i oddalające się kroki.
                            Zgaszono światło.
                            Kiedy był pewny, że nikogo już nie ma wytknął głowę i wygramolił się klnąc w
                            myśli na czym świat stoi.
                            Opadł na krzesło Lorentza i odetchnął. Wyprostował nogi. Zaczął przeglądać
                            foldery. Nic, znowu nic, znów nic. Gorączkowo przeglądał zawartość komputera.
                            Nie miał ochoty być tu znów, kiedy jakiś ochroniarz zechce się tu kochać. Swoją
                            drogą to skandal!
                            Zaraz, zaraz, wybałuszył oczy.
                            Był tu plik o tej samej nazwie co u Gintrowicza!
                            Otworzył go. Zawartość pliku była identyczna.
                            Włożył dyskietkę, zmienił nazwę uprzednio skopiowanego pliku. Następnie
                            przekopiował plik Lorentza. Mogły przecież czymś się różnić.
                            Zamknął drzwi go gabinetu, opuścił piętro i wrócił do swego pokoju. Wszedł i
                            zapalił światło.
                            Usiadł i zaczął się zastanawiać. Grają razem czy jeden z nich gra na własną
                            rękę i szpieguje drugiego? I dlaczego Agnieszka tak obstaje za Piotrem? Czy
                            tylko więzi rodzinne? Czy Agnieszka miała coś z tym wspólnego? Przecież jej
                            kolega został zamordowany przez złodziei samochodów. Poza tym namawiała go do
                            sprawdzenia komputera Gintrowicza nie mówiąc nic, że Jej wuj już to zrobił. Nic
                            się nie kleiło, jak w marnej powieści sensacyjnej.
                            Włączył komputer, trwało chwilę zanim załadował się system operacyjny.
                            Trzeba było się asekurować przed wszystkimi.
                            Zaczął pisać w Word-zie. Pisał kilkanaście minut. Następnie otworzył
                            przeglądarkę internetową i uruchomił pocztę elektroniczną. Wpisał adres jednego
                            ze starych przyjaciół. Adresatowi mógł zaufać, był prawnikiem o specjalności
                            prawo pracy, jego kolegą, jeszcze z podstawówki. Czasem, choć rzadko spotykali
                            się. Włożył dyskietkę do stacji i przesłał mu oba skradzione pliki oraz trzeci
                            plik wraz z napisaną wcześniej treścią.
                            Całość opatrzył opisem: „Nie otwieraj, dopóki sam nie będziesz wiedział, że
                            powinieneś to zrobić”.
                            Mógł być pewny, że kolega nie otworzy plików. A teraz nikomu z biura nie mógł
                            ufać.
                            Po wysłaniu wiadomości, wysłał oba pliki na swoje konto pocztowe na jednym z
                            darmowych serwerów. O nim wiedział tylko on i mógł mieć do niego dostęp,
                            gdziekolwiek by był. Następnie zatarł ślady wysyłki. Usunął obie kopie obu
                            wiadomości najpierw z folderu „wysłane”, a później z kosza. Wyrzucił plik Worda
                            i opróżnił kosz. Oczyścił menu „Dokumenty” i wyjął dyskietkę.
                            Schował ją do kieszeni.
                            Zastanowił się. Wpisał w przeglądarce adres czołowego polskiego dziennika i
                            wszedł do archiwum.
                            Źle!!!
                            Uruchomił drugą przeglądarkę, która nie zapamiętywała wpisywanych haseł i
                            dopiero teraz wszedł do archiwum.
                            Wpisał hasło „Piotr Lorentz”. Wyskoczyło kilka artykułów. Przejrzał je,
                            wszystkie dotyczyły firmy i nic nowego mu to nie powiedziało. Wpisał inne hasło:
                            „Agnieszka Lorentz”
                            Wyskoczyły jeden artykuł. Kliknął na tytuł.

                            Jego oczy pomimo zmęczenia otworzyły się szeroko.
                            „Internet jest wielki” – szepnął
                            W artykule w dodatku stołecznym opisano szczegóły śmierci Jej chłopaka. Co
                            więcej zawarto tam zdawkową informację o okolicznościach śmierci Jej matki
                            podczas podróży do południowej Francji.

                            W tym samym czasie w pewnym pokoju dwóch mężczyzn i kobieta wymieniali się
                            spostrzeżeniami.
                            - A jeśli zacznie się czegoś domyślać?
                            - Znajdzie to, co chcemy znaleźć. Przecież o to nam chodzi. Domysły i
                            podejrzenia zostawi na boku. Poza tym mam nad nim władzę.
                            - Ty?
                            - Jeśli zechcę każdego owinę sobie wokół palca. Aha, jeszcze jedno. Nie
                            chciałabym, aby włos mu spadł z głowy. To wyjątkowy facet.
                            - Zakochałaś się w nim.
                            - Nie, ale lubię z nim być i jeśli dowie się za dużo w tych warunkach, to...
                            - Pójdzie do piachu.
                            - Nie może tak się stać – powiedziała cicho
                            - Znasz realia. Może być trudno – odparł trzeci rozmówca

                            CDN......
                            Pozdrawiam czytelniczki i współautorkę
                            • ja_nek To był rzecz jasna rozdział 10 i pół 21.10.01, 23:28
                              Mam nadzieję, że się podobało.

                              Janek
                              • w_kulik Re: To był rzecz jasna rozdział 10 i pół 21.10.01, 23:41
                                Owszem, podobalo sie. Mam tylko spostrzezenie:
                                Uzyl swojej karty magnetycznej do otwarcia drzwi na innym pietrze. Czy to nie
                                jest gdzies rejestrowane?
                                no i wyslal plik z komputera. Czy to tez nie jest gdzies rejestrowane? Kot, co
                                komu i skad?
                                • Gość: kasia Re: To był rzecz jasna rozdział 10 i pół IP: *.groupsci.pl 22.10.01, 09:52
                                  w_kulik napisał(a):

                                  > Owszem, podobalo sie. Mam tylko spostrzezenie:
                                  > Uzyl swojej karty magnetycznej do otwarcia drzwi na innym pietrze. Czy to nie
                                  > jest gdzies rejestrowane?
                                  > no i wyslal plik z komputera. Czy to tez nie jest gdzies rejestrowane? Kot, co
                                  > komu i skad?

                                  I ja sie pod tym podpisuje. Poza tym, jak maja krty magnetyczne, to nie maja
                                  kamer? Janku, czy Ty aby dokladnie sie rozgladasz idąc korytarzem???
                                  POza tym, kupuje sobie walerianę. Jeste kobieta słaba i nie wolno mi się
                                  denerwować.
                                  A jak się okaże, że ZNOWU brunetka jest parszywym charakterem, to PODAM WAS DO
                                  SĄDU!
                                  A poważnie, to cz ja MOGĘ SOBIE ZDRUKOWAĆ WASZĄ POWIEŚĆ?!
                                  pozdrowienia :))))
                                  • agniecha. Re: Do Kasi 22.10.01, 10:09
                                    Czesc Kasienko!
                                    Oczywiscie, ze mozesz sobie zdrukowac powiesc!
                                    Ja zrobilam to juz po 3 odcinku, a i tak czasem gubie sie w intrydze... i
                                    trupach ;)

                                    Brunetka parszywym charakterem?
                                    A dlaczego nie? Mam juz dosyc tych przewidywalnych, slodziutkich,
                                    cukierkowatych bohaterek, ktore sa swietsze od papieza.
                                    Ja zawsze wolalam "czarne charaktery", maja bardziej zlozone i ciekawe
                                    osobowosci, nie uwazasz?
                                    pozdrawiam w ten deszczowy, jesienny poranek :)
                                    agniecha
                                    • Gość: kasia Re: Do Kasi IP: *.groupsci.pl 22.10.01, 10:38
                                      A u nas (tzn. w pępku swiata) słoneczko. Zza chmurek wprawdzie i nieco
                                      zamglone, ale jednak świeci. Skąd piszecie??? W Gdańsku jakoś pogoda ostanio
                                      dopisuje i nie moge jakoś się przyczepić.
                                      Nawet pierzaste kupry jeszcze chyba nie wszystkie odleciały, bo czasem taki
                                      raban w krzakach, jakby to wiosna była, a nie jesień.
                                      Powiadasz, że masz dosyć słodziutkich bohaterek... Hm. Moze i masz rację, ale
                                      słodziutkie to przeważnie są blondynki. Brunetkom przypisuje się z góry rolę
                                      czarnego, a przynajmniej ciemneego charakteru. Nawet ja dałam sie omamić i z
                                      brunetki - zrobiłam się na blond. Wyglądałam jak .... Moi synowie co rano
                                      witali mnie słowami "nasza droga blondie", protekcjonalnie o mnie
                                      mówili :spokojnie, matka jest blondynką", kot na mnie prychał, mąż tłumaczył mi
                                      proste rzeczy po dwa razy... No i wróciłam do dawnej siebie. I okazało się, ze
                                      nie trzeba mi niczego dwa razy tłumaczyć...
                                      Dobra - nie zaskarżę Was, bo Was lubię.
                                      Pozdrowienia znad drugiej kawy. ostatnio pije kawę z fusami. I bardzo mi
                                      smakuje. Z mleczkiem, cedzona w pracy przez filter do ekspresu... Robota
                                      głupeigo, ale za to efekt smakowy - mniam.
                                      • agniecha. Re: Do Kasi 22.10.01, 10:57
                                        No Kochana! Ulec powszechnej oglupiajacej tendencji farbowania sie na blond,
                                        wstyd! Ja wolalabym naprawde umrzec, niz byc blondi! Brunetki gora!!!

                                        U nas tzn w Warszawie niestety deszczyk od rana i mgla, fuj :(
                                  • ja_nek Wyjaśnienia 22.10.01, 10:19
                                    "Czy to nie jest gdzies rejestrowane?"
                                    Całkiem możliwe, tylko kto to będzie sprawdzać? Nikt przecież chyba nie przegląda
                                    bez uzasadnionych podejrzeń wykazu wejść /wyjść.
                                    Poza tym ochrona ma zawsze (?) ma mozliwość wstępu i zapasowe klucze i kody, aby
                                    móc wejść na dane piętro. Ze względów bezpieczeństwa i przeciwpożarowych. Jeden
                                    ochroniarz nawet skorzystał....

                                    Wysłał z własnego komputera. Nie napisano z jakich łączy korzystał: providera
                                    firmowego, który być może to rejestruje, czy z łączy TP S.A, których nie
                                    kontroluje nikt.

                                    Kamery nie muszą być wszędzie. Wystarczy, że rejestrują wszystkie wejścia i hol.
                                    Nie muszą lustrować każdego piętra.

                                    Pozdrowienia
                                    Janek
                                    P.S. Choć przyznaję, specjalistą od zabezpieczeń budynków nie jestem, więc nie
                                    uważam się za alfę i omegę. I mylić się mogę....
                                    • Gość: kasia Re: Wyjaśnienia IP: *.groupsci.pl 22.10.01, 10:42
                                      A nie myślisz, że potem moze się okazać, że ktos sie z zyciem pożegna, a padnie
                                      na Janka. Bo ja jakos nie wierzę w skuteczność policji... Przepraszam za
                                      upierdliwość, ale rozumiem, że po takich przeżyciach Janek nie bardzo korzysta
                                      ze swojego instynktu samozachowawczego... Jednak kupię sobie walerianę. ;)
                                      • ja_nek Re: Wyjaśnienia 22.10.01, 15:44
                                        Nasz bohater jest tylko mężczyzną. Mężczyźni mają słabości.....

                                        Pozdrowienia
              • agniecha. DO KASI !!! 24.10.01, 09:55
                Kasiu! Odezwij sie!
                Tak dlugo nic nie piszesz, ze
                zaczelam sie zastanawiac, czy sie nie
                obrazilas na mnie za uwage o blondi!
                Napisz cos, bo wyrzuty sumienia mnie zezra
                do reszty!
                Pozdrawiam Cie serdecznie!
                agniecha
                • kasia_57 Re: DO KASI !!! 24.10.01, 10:31
                  agniecha. napisał(a):

                  > Kasiu! Odezwij sie!
                  > Tak dlugo nic nie piszesz, ze
                  > zaczelam sie zastanawiac, czy sie nie
                  > obrazilas na mnie za uwage o blondi!
                  > Napisz cos, bo wyrzuty sumienia mnie zezra
                  > do reszty!
                  > Pozdrawiam Cie serdecznie!
                  > agniecha


                  Do pioruna jasnego - to nie ja sie nie odzywałam, to to cholerne ustrojstwo mnie
                  odcinało od świata! Co przycisnęła guzik "wyślij" ten odrzut z eksportu wypisywał
                  mi na ekranie "wykonana nieprawidłowa operacja, anstąpi zamknięcie systemu" A o
                  moim systemie nerwowym ani słowa tam nie było. Ja nawet nie zdawałam sobie sprawy
                  JAK bogate mam słownictwo (mówię tutaj o kuchennym słownictwie). A najgorsze jest
                  to, ze mogłam sobie mamleć słowa i słówka wyłącznie pod nosem - bo to w pracy i
                  nie wypada. No i JAK ja Ci mogłam odpisac, JAK ja sięm ogłam w ogóle odezwać! To
                  jednakże miało tez is woje pozytywne strony - mój niewątpliwe uwielbiany (tfu, ze
                  też mi łgarstwo zębów nie wybiło!) szef nie mógł się do mnie "doemaliować"....
                  JAk mi przykro...
                  Jaka blondi? Coś Ty!? Nie mam zamiaru się obrażać, bo ja już kiedyś stwierdziła,
                  że mieszkają z facetami pod jednym dachem (mam ich 3 - mąż i dwóch synów) - to
                  naprawdę można nabyć rozumu blondi! Po prostu człowiek się upodabnia do otoczenia
                  (O rany jedyne, ja mam najdzieję, ze Janek tego jednak nie będzie czytał!!!!!)
                  A poza tym, Ty mi sie tutaj nie wymiguj zjedzeniem do reszty, tylko - do PISANIA,
                  miła PAni, do pisania!!!!!
                  Serdeczności! I jak zwykle - uśmiechniętego dnia!!!!!
                  kasia
                  ps. jakby było mało, garbaty wczoraj puścił zasłonę dymną. Mianowicie nagle, ni z
                  gruszki niz pietruszki, zaczął dymić w środku. Smród palonych kabli i w sumie -
                  komora gazowa. Niby nie nowość. Bo ja juz w garbim przeszłam wszystkie stadia
                  szkolenia komandoskiego, ale jechałam z gaśnicą przygotowaną (koleżanka
                  trze=ymała skierowaną w źródło dymu (czyli w nieznane, bo dymiło gdzieś z dołu...)
                  tak żeby w razie czego psiknąć. Tylko - mały szkopuł - żadna z ans nie wiem JAK
                  się gaśnicę obsługuje...
                  Garbaty przestał dymić, spalił mu się przerywacz od kierunkowskazów i dojechałam
                  do domu. Mąż wyperswadował garbiemu takie numery i dzisiaj zgarbiony - jak
                  sikorka nówka... Stracił klakson... Wiem, nikt nie jest doskonały. Ale ja już
                  wiem dlaczego Hitler popełnił samobójstwo (podobno) - ze wstydu...za garbusy....
                  :))))))
                  • Gość: agniecha Re: DO KASI !!! IP: *.man.polbox.pl 24.10.01, 10:59
                    Ufff, kamien z serca :)
                    Mnie dzis tez szlag trafia, bo to forum wlecze sie jak slimak,
                    a poza tym co sie zaloguje, to mnie wywala.
                    Ten portal chyba mnie nie lubi :(
                    Dzieki za motywacje do pisania, jednak taki kopniak na rozped jest czasem
                    potrzebny; dzis wieczorem splodze nastepny odcinek, wiec jutro okolo 10 wez
                    sobie duzy kubek z kawka, duzy segregator i zasiadz do czytania. Segregator
                    bedzie Ci potrzebny do zakrywania rumiencow, bo przewiduje goraca scene milosna
                    i kolejne 2 trupy.

                    Sluchaj, a jak ten Garbus Ci sie kiedys zbuntuje na srodku ulicy i staniesz sie
                    powodem korkow w Twoim pieknym miescie vel pepku swiata, to co zrobisz?
                    Chyba, ze juz Ci sie to przytrafilo i masz przecwiczony plan dzialania w takich
                    sytuacjach?

                    • kasia_57 Re: DO KASI !!! 24.10.01, 11:40
                      po kolei:
                      szalg - w końcu nas obie trafi.
                      seks i 2 trupy + segregator. Podoba mi się ten zestaw. kolejność też. Czekam. Z
                      kawą.
                      Ostatnie - jasne, ze już ćwiczyłam - środek Gdańska - popołudnie i wszyscy
                      spieszą się do domów po pracy, poza tym sezon, więc tłok na ulicach. Sceny tzw.
                      dantejskie. A my ( tzn Gabraty i ja) spokojnie, na środku skrzyżowania.
                      Zepchnęłam go z torów tramwajowych, bo moi synowie sobie go zamówili,jakby mnie
                      szlag trafił kiedyś. Więc musi byc w całości, żeby mieli o co się procesować -
                      po moim trupie. Tfu, po mojej smierci.
                      Ostatnio - jakis biedny niebieski policjancik mnie zatrzymał, że mi się światło
                      z tyłu nie pali. A co ja jestem kameleon, zeby sobie zadek oglądać podczas
                      jazdy? To oczywiście garbi-złośliwiec. Wysiadłam, stuknęła w światełko,
                      zapaliło się. Policjant, jak policjant - zdziwił się. Może jeszcze stoi na tym
                      skrzyżowaniu, gdzie mnie zatrzymał....
                      :)))))
                  • Gość: agniecha Re: DO KASI !!! IP: *.man.polbox.pl 24.10.01, 11:02
                    Ufff, kamien z serca :)
                    Mnie dzis tez szlag trafia, bo to forum wlecze sie jak slimak,
                    a poza tym co sie zaloguje, to mnie wywala.
                    Ten portal chyba mnie dzis nie lubi :(
                    Dzieki za motywacje do pisania, jednak taki kopniak na rozped jest czasem
                    potrzebny; dzis wieczorem splodze nastepny odcinek, wiec jutro okolo 10 wez
                    sobie duzy kubek z kawka, duzy segregator i zasiadz do czytania. Segregator
                    bedzie Ci potrzebny do zakrywania rumiencow, bo przewiduje goraca scene milosna
                    i kolejne 2 trupy.

                    Sluchaj, a jak ten Garbus Ci sie kiedys zbuntuje na srodku ulicy i staniesz sie
                    powodem korkow w Twoim pieknym miescie vel pepku swiata, to co zrobisz?
                    Chyba, ze juz Ci sie to przytrafilo i masz przecwiczony plan dzialania w takich
                    sytuacjach?

                    Aha, Janek czyta ten watek od posta do posta, ale nie martw sie, on nie jest
                    taki obrazalski :)

                    Czy u Ciebie tez jest dzisiaj tak przerazliwie zimno???
                    • kasia_57 Re: DO KASI !!! 24.10.01, 11:51
                      Do pioruna jasnego, ciekawa jestem ILE razy ja się będę usiłowała dostać do
                      posta, zeby go otworzyć. Ćwiczę spokój, ale w środku mam jakąś HIroszimę, "cy
                      cóś".
                      Janek, niech opuści fragment o mieszkaniu z facetami pod jednym dachem. Nie
                      musi czytac wszystkiego.
                      Zimno w pępku świata jak jasny gwint (no to ja teraz jestem ciekawa JAK zimny
                      może być jasny gwint, i czy ciemny jest cieplejszy - przepraszam, ale stan
                      mojego umysłu dzisiaj, przy tych kłopotach z komputerem i w moim otoczeniu,
                      każe mi gorąco dziękowac policji, że nie wydała mi pozwolenia na broń...)
                      Ale za to świeci słońce. To niby ma osłodzić wiatr i zimno... Czyba czas się
                      ogacić wreszcie. :))))
                    • piotr_c Re: Do Kasi i Agniechy 24.10.01, 12:50
                      Historie z tym garbusem sa takie urocze. Kasiu może użyczysz go jako rekwizytu
                      do powiesci: Np stawiającego zasłone dymna w jakimś dramatycznym momencie.
                      Agniecha, czytalność napewno wzrosnie jeśli wpleciesz do akcji ludzi z forum
                      (nawet z nickami :> )
                      • agniecha. Re: Do Piotra_c 24.10.01, 13:01
                        Czesc Piotrze!
                        Juz wplatalam kogos z forum do pierwszej powiesci,
                        do roli najgorszego bandyty i wroga bohaterow,
                        a na koncu usmiercilam go metoda: kulka w leb.
                        Od tamtej pory sie do mnie nie odezwal, wiec teraz
                        jestem troche ostrozniejsza.
                        Ale zobacze co da sie zrobic, bo pomysl jest niezly.
                        I podszepne to Jankowi, ciekawe co on na to?
                        Na razie Piotrek opisz jak wygladasz, na wszelki wypadek.
                        Garbus jako rekwizyt jest niezly, tez wykorzystam. Jeszcze nie wiem jak, ale
                        wykorzystam :)
                        Kaska - Twoj Garbaty bedzie slawny, cieszysz sie?
                        Pozdrawiam Cie Piotrze serdecznie.
                        agniecha
                        • kasia_57 Re: Do Piotra_c 24.10.01, 13:43
                          Jasne, że się cieszę.
                          Dla dokładności podaję rysopis garbatego: granatowy korpus, czerwony dach,
                          żółte błotniki.
                          Szyber-dach jest żółty i na silikon. I to mnie łączy z Pamelą Anderson. Tyle,
                          że ona ma biust na silikon, ja szyber-dach.
                          Poza tym, szyba od strony pasażera przestała sie otwierać jakieś 5 lat temu.
                          Acha no i trzeba strzelić drzwiami porządnie, bo inaczej można wylecieć (z
                          drzwiami) na zakręcie.
                          Więcej intymnych szczegółów nie podaję.
                      • kasia_57 Do Piotra 24.10.01, 13:36
                        Ja wiem, że sie je fajnie czyta. Nawet się je fajnie opowada. Ale wyobraź sobie
                        samicę na wysokich obcasach, w eleganckiej spódnicy, i białej bluzce z jakimis
                        riuszkami i koroneczkami (takie paskudztwa teraz sa modne) - grzebiącą garbiemu
                        w ... odwłoku (przepraszam, ale wiadomo, ze garbusy maja silniki z tyłu, więc
                        to dla mnie jest odwłok).
                        Albo - deszcz jak z cebra, samica z fryzurą na głowie (odpowiednia ilość
                        lakieru do włosów, modnie wystrzyżone i ułożone choc na chwile "pazurki"
                        zamiast grzywki, makijaż elegancki i takie tam inne) a tu grabaty mówi w
                        najgorszej nawałnicy "sorry kochanińka, dalej to ty sobie możesz pedałować na
                        piechotkę, ja rzucam palenie"...
                        Ale tak w tajemnicy Ci się przyznam, że nie ma wspanialszego uczucia, jak np.
                        pchać się z południa Polski (garbim oczywiście) z jakichs wczasów, czy innej
                        włóczęgi - spiesząc na zlot garbów do Sztumu, czy dawniej do Dobrego MIasta. I
                        nagle w okolicach Warszawy, wpada się w konwój składający sie z samych garbów.


                        • piotr_c Re: Do Kasi 24.10.01, 14:16
                          To sa koszta bycia oryginalnym :). Gdybyś miała RR to bys się tak nie
                          wyróżniała i do odwłoka bys siegała tylko po elegancka walizkę osłaniana
                          parasolem przez kierowcę w liberii
                          • kasia_57 Do Piotra 24.10.01, 14:42
                            Ja Ci się przyznam, ze jeździłam w zyciu również i RR. Owszem, ładnie wygląda,
                            jak najpierw wystawia sie nogi w eleganckich szpilkach, potem wysiada reszta
                            samicy. Ale żadnego dreszczyku emocji. Żadnego urozmaicenia. Żadnej radości ze
                            zmienionej osobiście świecy. Nuda totalna i etykieta dworu hiszpańskiego. A
                            tymczasem, mój starszy syn powiedział mi kiedyś, że nigdy jeszcze tyle "lasek"
                            nie "zarwał", co na tego kolorowego cudaka. Mnie też czasem się trafiają
                            chętni do pomocy (hi, hi). :)))))
                            • piotr_c Re: Do Piotra 24.10.01, 14:58
                              Coś w tym jest.
                              A patrząć od drugiej strony to kierowcy cudaków są jakby bardziej zyczliwi na
                              drodze. Wiem co mówię, pojeżdziłem troszke autostopem po Polsce :).Jechałem
                              szambiarką, małym fiatem do którego mój plecak juz nie bardzo chciał sie
                              zmiescic, jeepem leśnika który zawióżł mnie w bok od drogi aby pokazać
                              restaurowany krzyżacki zameczek itd. Na żuczka , tym bardzej tak efektownego ,
                              nie trafiłem.
                              Na wodzie (żegluję) jest podobnie.
                              • kasia_57 Re: Do Piotra 24.10.01, 15:17
                                Bo w ogóle - to co niesztampowe - chyba wyzwala w ludziach odruchy sympatii.
                                My zjeździlismy garbim Polskę - wprawdzie tylko z pólnocy na południe i na
                                południu kraju co-nieco (np. 4 tys. km w ciągu tygodnia), tzw. bocznymi
                                drogami. i wszędzie, gdzie zajechaliśmy, spotykalismy się z jakimis ludzkimi
                                odruchami.
                                Liczyliśmy swego czasu bociany - była taka ogólnoeuropejska akcja. Właśnie
                                garbim jeździliśmy po wioskach w okolicach Pruszcza Gdańskiego. Garbi wzbudzał
                                sympatię i zaufanie.
                                Żeglujesz... Masz fajnie, bo ja raz byłam na wyprawie z Górek Zachodnich do
                                Helu. Całe lata temu... Byłam wtedy pierwszy raz jachcikiem gdziekolwiek i
                                pierwszy raz na jachcie w ogóle (ja się wychowałam na statku i musze mieć
                                porządny pokład pod nogami). Podróż była przednia (trafilismy na burzę i o tym
                                naszym rejsie można by pisac i pisać). Znajomi mieli swoich jachtowych
                                znajomych w Helu, dzieciaki, w podobnym wieku do mojego syna (niecałe 4 lata
                                wtedy), do 3 nad ranem ganiały po plazy i darły sie "Halt!" i takie tam -
                                zdobywali Berlin. Ognisko się paliło, jakiegoś niemowlaka rodzice (tez
                                jachtowi) przemywali w morzu... Inna jakośc zycia, jakaś bezinteresowna
                                zyczliwość i normalność, za którą tak bardzo się tęskni.
                                Autustopem nigdy nie jeździłam, bo byłam jedynaczką... Ale za to namiętnie
                                chadzałam na wagary - a że prze jakiś czas mieszkałam w Gorcach, to te wagary
                                czasem zaczynały mi się w Rabce, a kończyły na Obidowej... Lasem, ale wtedy
                                jeszcze można było łazic bez strachu.
                                A tak w ogóle, to właśnie niedawno mi z grabiego ukradziono radio. To tak w
                                związku z tą życzliwością. Bezinteresowną. ;)
                            • ja_nek Do Pań 24.10.01, 15:08
                              Przecież się nie obrażam Kasiu
                              Wystarczy, że człowiek zagłebi się w pracę, a tu już takie kalumnie ciskają w
                              mężczyzn.
                              A potem, kiedy już powiedzą wszystko, mówią, nie czytaj Janku.
                              Ja wiem, że mężczyźni często nie słuchają kobiet (zwłaszcza żonaci), ale ja
                              jestem stanu wolnego!
                              Co do auta, ja miałem kiedyś taką limuzynę, ze w mrozy siarczyste musiałem
                              jeździć z otwartymi wszystkimi sdzybami, bo inaczej bym się zatruł oparami spod
                              maski (tak, tak)
                              To nie była reklama telefonii.
                              Kasiu! Uwaga z segregatorami, nie wiadomo czy nikt obok nie stoi....

                              Pozdrowienia
                              Janek
                              • kasia_57 Do Janka 24.10.01, 15:33
                                ja_nek napisał(a):

                                > Przecież się nie obrażam Kasiu

                                No właśnie. Gdybys był obrażalskim ponurakiem, to chyba nie zabrałbyś się z
                                Agniechą do pisania powieści!!!!

                                > Wystarczy, że człowiek zagłebi się w pracę, a tu już takie kalumnie ciskają w
                                > mężczyzn.

                                Kalumnie, tam od razu kalumnie. To życie Janku, to życie, albo raczej - to babski
                                punkt widzenia.

                                > A potem, kiedy już powiedzą wszystko, mówią, nie czytaj Janku.

                                No, bo ja obgadywałam mężczyzn... Jak ostatnia plotkara. Co najgorsze, ja nie
                                czuje wyrzutów sumienia... Wyrzuty sumienia... co to takiego...

                                > Ja wiem, że mężczyźni często nie słuchają kobiet (zwłaszcza żonaci), ale ja
                                > jestem stanu wolnego!

                                Żadni mężczyźni nie słuchają kobiet. NAwet ci stanu wolnego.

                                > Co do auta, ja miałem kiedyś taką limuzynę, ze w mrozy siarczyste musiałem
                                > jeździć z otwartymi wszystkimi sdzybami, bo inaczej bym się zatruł oparami spod
                                >
                                > maski (tak, tak)
                                > To nie była reklama telefonii.

                                Garbi miał taki czas, że chciałam już sobie kupić maskę p.gaz. Ale mi synowie
                                zagrozili, że złożą wniosek do sądu o odebranie mi praw rodzicielskich, i o
                                umieszczenie ich w rodzinie zastępczej... Teraz za to nagrzewnice nie działają i
                                w zimie mam lodownię. Ale, jak mawiała Madame Zajączek, zimno konserwuje... To
                                podobno opóźnia procesy starzenia się. Ogacam się więc do jazdy moim faworytem i
                                wyglądam jak ruskie babuszki. Jak mawia mój mąż, gwałciciel esteta podałby mnie
                                do sądu i wygrałby - za straty moralne...

                                > Kasiu! Uwaga z segregatorami, nie wiadomo czy nikt obok nie stoi....
                                Nie, nie stoi, mam doskonałe miejsce - z tzw. wlgądem na teren. Okopałam się.
                                >
                                > Pozdrowienia
                                > Janek

                                Pozdrowienia!!!!
                                Kasia
                                • Gość: Janek Do Kasi i Agniechy IP: *.ipartners.pl 24.10.01, 16:16
                                  Na Agniechę gniewać się? Nigdy, pod karą administracyjną!!!
                                  Czy można gniewać się na kobietę? Poruszy takowa rzęsami, spojrzy tak ładnie, a
                                  już człowiekowi serce mięknie niczym wosk. I bądź tu twardy i stanowczy...

                                  No tak, z babskim punktem widzenia lepiej nie dyskutować, on po prostu jest.

                                  "No, bo ja obgadywałam mężczyzn... Jak ostatnia plotkara. Co najgorsze, ja nie
                                  czuje wyrzutów sumienia... Wyrzuty sumienia... co to takiego..."
                                  Tak, plotkarstwo to grzech!!! A teraz do konfesjonału!

                                  "Żadni mężczyźni nie słuchają kobiet. NAwet ci stanu wolnego"
                                  Eeeee, uśmiechnij się do takiego, cmoknij w policzek, a już Twój.

                                  "Garbi miał taki czas, że chciałam już sobie kupić maskę p.gaz. Ale mi synowie
                                  zagrozili, że złożą wniosek do sądu o odebranie mi praw rodzicielskich, i o
                                  umieszczenie ich w rodzinie zastępczej..."
                                  No pewno! Mieli rację, kto w masce pgaz Garbim jeździ! Też coś.

                                  Pozdrawiam czytelniczki
                                  Janek
                                  P.S. Nie mogę doczekać się następnego rozdziału, ale to co powiedziała Agniecha
                                  już sprawia, że skaczą mi hormony... taka adrenalina przykładowo (hihihihi)

                                  • Gość: agniecha Re:Do Janka,Kasi, Piotra i kto tam jeszcze tu jest IP: *.man.polbox.pl 24.10.01, 16:22
                                    Bedziecie mieli jutro ten nastepny odcinek, bo zyc mi nie dacie.
                                    Postaram sie Was nie zawiesc, a musze powiedziec, ze wymagajacy jestescie,
                                    coraz bardziej musze swoje biedne zwoje mozgowe wysilac...
                                    Kisses for all.
                                    agniecha
                                    • ja_nek Re:Do Janka,Kasi, Piotra i kto tam jeszcze tu jest 24.10.01, 19:20
                                      "Bedziecie mieli jutro ten nastepny odcinek, bo zyc mi nie dacie."
                                      Takie już nasze życie Agniecho: popędzają, krytykują....

                                      "Postaram sie Was nie zawiesc, a musze powiedziec, ze wymagajacy jestescie,
                                      coraz bardziej musze swoje biedne zwoje mozgowe wysilac..."
                                      Za dwa - trzy dni będę mówił tak samo. To nie ulega wątpliwości, kiedy zakręcisz
                                      w kotle naszej powieści.

                                      Pozdrawiam serdecznie
                                      Janek
        • agniecha. Odcinek 11 25.10.01, 10:20
          Nastepny dzien w pracy minal mu w bardzo nerwowej i stresujacej atmosferze. Nie
          dosc, ze prawie caly dzien przesiedzial u klientow, to jeszcze caly czas
          wydawalo mu się, ze za chwile ujrzy przed soba groznych policjantow, którzy
          skuja go kajdankami i wyladuje w areszcie. Nic takiego się jednak nie stalo.
          Caly dzien probowal dodzwonic się do Agnieszki, ale nie odbierala. W firmie tez
          jej nie było. Zadzwonila do niego dopiero poznym wieczorem, około 19 i
          poprosila, żeby przyszedl do niej do biura. Wlozyl wiec dyskietke do kieszeni
          marynarki i po chwili znalazl się przed drzwiami jej pokoju. Wszedl do srodka.
          Palila się tylko mala lampka na biurku, która oswietlala niewielka czesc
          pomieszczenia. Reszta tonela w polmroku. Aga podniosla glowe znad grubego
          segregatora lezacego na biurku. Widzac, ze to on, zerwala się z krzesla i
          podeszla do niego.
          - I co? – zapytala zaaferowana z nadzieja w glosie– znalazles cos?
          -Owszem. Pewien plik ma bardzo ciekawa zawartosc. Zgralem go na dyskietke –
          poklepal się po kieszeni - Dzis nie miałem czasu, ale jutro przyjrze mi się
          dokladniej. Odetchnela z ulga.
          Siadaj – wskazala mu reka kanape. Sama usiadla w glebokim fotelu naprzeciwko,
          zrzucila buty i wyciagnela nogi opierajac stopy na kanapie obok niego. Miala na
          sobie krotka spodniczke i biala bluzeczke zapinana na guziczki. Wlosy były
          sciagniete gumka w konski ogon. Wygladala rozbrajajaco i niewinnnie jak
          nastolatka. Tylko jej oczy nie patrzyly na niego niewinnie.
          - Nie spotkalo Cie wczoraj nic nieprzewidzianego? – zapytala.
          - Chwala Bogu, nie – odpowiedzial.
          -Jeśli nie liczyc seksu na biurku – dodal ciszej pod nosem.
          - Slucham – popatrzyla na niego zdziwiona nic nie rozumiejac – o czym Ty mowisz?
          - Mowie o seksie na biurku – powtorzyl patrzac na nia z szelmowskim usmieszkiem.
          - Czy to ma być propozycja? – jej brew uniosla się a w oczach zapalily się
          wesole ogniki.
          - A dalabys się skusic? – zapytal i delikatnie przejechal palcami po jej lydce.
          - Hmmm – zamruczala – może.
          Pod wplywem dotyku jego dloni wyciagnela się za fotelu i wtedy jej spodniczka
          podjechala lekko do gory. Jego oczom ukazal się kawalek koronki od bezowych
          ponczoch. Był to niewatpliwie bardzo podniecajacy widok. Przesuwal delikatnie
          palcami po jej lydce, a potem jeszcze raz, od kostki przez lydke az dotarl do
          uda. A potem jego palce znowu odbyly taka sama wedrowke. I znowu. A potem raz
          jeszcze. Jakby chcial wystawic na probe jej cierpliwosc. Patrzyl jej przy tym
          prosto w oczy. Lubil patrzec, jak jej oczy ciemnieja z pozadania. W pewnym
          momencie jego dlon powedrowala wyzej, ponad koronke ponczochy. Jej udo było
          bardzo gorace. A może to jego dlon była tak goraca?
          - Uwielbiam dotyk Twoich dloni – wymruczala patrzac na niego zmruzonymi
          oczami.
          - A ja uwielbiam Cie dotykac – odpowiedzial cicho – chodz do mnie!
          Wstala. Chciala usiasc mu na kolanach, ale jej nie pozwolil. Rozpial jej
          spodniczke i sciagnal ja w dol. Potem powolutku rozpinal guziki jej bluzki, az
          w koncu ona tez opadla na podloge. Stala teraz przed nim w samej koronkowej,
          bialej bieliznie i ponczoszkach. Patrzyl na nia i delektowal się tym widokiem.
          Smakowal oczami każdy kawalek jej pieknego, zgrabnego ciala. I z kazda sekunda
          czul coraz bardziej, ze pragnie jej z calych sil. Tak mocno, jak zadnej innej
          kobiety na swiecie. Żadna nie była taka seksowna i zmyslowa. Przy zadnej nie
          czul się tak dobrze i bezpiecznie. Żadna nie miala tego czaru i uroku. Przy
          zadnej innej kobiecie nie czul tej magii, która czul bedac z nia. Żadna nie
          miala tego czegos, co sprawilo, ze to w niej się zakochal.
          Odwrocil ja tylem i posadzil sobie na kolanach. Rozpial szybko swoja koszule i
          odrzucil ja a potem rozpial jej stanik i zdjal go. Przytulil się do niej. Czul
          jej gladka, aksamitna i goraca skore. Zaczal gladzic wolno dlonmi po jej
          ramionach a potem plecach. Kreslil jezykiem wzory na jej lopatkach i szyi. I
          sluchal pomrukow zadowolenia, które z siebie wydawala. Niespiesznie calowal ja
          po plecach i po karku. Jego rece bladzily po jej piersiach, glaskaly je i
          draznily brodawki. Slyszal, jak oddycha coraz glebiej i glosniej.
          - Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo mnie to podnieca – wyszeptala.
          - Zdaje sobie sprawe. A może Cie troche ostudzic? – zapytal i podniosl ja do
          gory. Potem wzial na rece i ulozyl na kanapie. Patrzyla na niego zdumiona.
          Podszedl do biurka, na którym stala wysoka szklanka z woda, wypelniona do
          polowy kostkami lodu. Podniosl ja do ust i jedna kostka znalazla się w jego
          ustach. Podszedl do kanapy, sciagnal swoje spodnie i zsunal z niej majteczki.
          Potem pochylil się nad nia i delikatnie zaczal przesuwac kostka lodu, która
          miał w ustach po jej ciele. Wzdrygnela się kiedy poczula zimna kostka pierwszy
          raz na swoim ciele. Nie mogla opanowac chichotu, kiedy przesuwal kostka po jej
          szyi, po jej brzuchu, po udach. „Zimno, zimno, przestan” szeptala smiejac się.
          Ale z kazda nastepna chwila przestawala się smiac, a jej szepty były coraz
          cichsze az w koncu ustapily glebokim wzdechom. Lod się rozpuszczal, krople wody
          sciekaly po jej rozpalonym ciele. Zlizywal dokladnie kazda z nich. Chcial
          zrobic wszystko, żeby było jej dobrze, żeby czula się wyjatkowo i jak nigdy
          przedtem. Było w nim tyle uczuc, tyle nadziei. Tak bardzo chcial jej to
          wszystko wyznac, opowiedziec o tych marzeniach i tesknotach.
          - Kocham Cie – wyszeptal nagle patrzac ufnie w jej oczy – pokochalem Cie w
          momencie, kiedy pierwszy raz Cie zobaczylem.
          - Nie istnieje cos takiego, jak milosc od pierwszego wejrzenia – odpowiedziala
          po dluzszej patrzac na niego powaznie - od pierwszego wejrzenia może zaistniec
          najwyzej zauroczenie i fascynacja.
          -Tez tak kiedys myslalem. Az poznalem Ciebie...
          Patrzyla na niego ogromnymi oczami. Odbilo się w nich naraz tyle uczuc i
          emocji, których nawet nie umial nazwac: wzruszenie, jakby niedowierzanie, może
          smutek. Nagle jej oczy zaszklily się i dwie lzy poplynely po jej policzkach.
          Scalowal je i wszedl w nia najdelikatniej jak potrafil. Kochal się z nia
          spokojnie, dlugo, jakby chcial, żeby ta chwila trwala w nieskonczonosc.
          • agniecha. Odcinek 11i pol 25.10.01, 10:28
            Zerwalo go z lozka lomotanie do drzwi. Popatrzyl na zegarek. Była 8.15. Wrocil
            pozno do domu po wspolnie spedzonej nocy z Agnieszka i był cholernie
            niewyspany. Ledwo patrzac na oczy otworzyl drzwi. Ale szybko oprzytomnial. Za
            drzwiami stalo dwoch policjantow. Jeden z nich wymienil jego imie i nazwisko.
            - Tak, to ja – wystekal Janek przecierajac oczy – o co chodzi, do jasnej
            cholery?
            -Proszę się ubrac, pojedzie Pan z nami na komisariat.
            Janek wybaluszyl na nich oczy.
            -Dlaczego? Cos się stalo? – dopytywal się goraczkowo.
            -Porucznik Cieszkowski kazal Pana dowiesc do komisariatu. Niech się Pan
            pospieszy.

            Pol godziny pozniej siedzial już w zagraconym, ciasnym pokoju porucznika, który
            mierzyl go zlym wzrokiem. Na jego biurku lezaly zdjecia zamordowanych. Janek
            patrzyl na nie jak zahipnotyzowany. Jedno zdjecie przykulo nagle jego uwage.
            Było to zdjecie Witolinskiej. Wlosy rozrzucone w nieladzie, skamieniale
            wielkie, piwne oczy. Na jej szyi nie było jednak motylka. Przyjrzal się
            dokladniej. Tak, nie było wisiorka.
            Cieszkowski podniosl sluchawke telefonu i ryknal z furia do sluchawki:
            - Znalezliscie już Grabowskiego? Nie?!? To ruszcie do cholery swoje tylki i
            pospieszcie się. Macie go tu natychmiast przywiesc, jasne? – Cieszkowski nagle
            zrobil się czerwony i rzucil z wsciekloscia sluchawke.
            -Piotr Lorentz i nijaka... – porucznik zerknal na papierki – Paulina Witolinska
            zostali wczoraj brutalnie zamordowani. Znalezlismy ich dzisiaj rano w jego
            domu. Pierwsze ogledziny wskazuja na to, ze najprawdopodobniej morderca chcial
            zabic Piotra, ale zastal u niego Witolinska i ja również zabil.
            Janek siedzial jak skamienialy.
            - O ktorej to się stalo? – wyszeptal oszolomiony.
            - Miedzy 19 a 22 – zaczal porucznik, ale nie skonczyl, bo nagle drzwi się
            otwarzyly i do
            pokoju wpadla Agnieszka.
            - O co chodzi? Co się stalo? – zaczela krzyczec od progu.
            - Bardzo mi przykro, Pani wuj nie zyje. Zostal zamordowany.
            Agnieszka wpatrywala się w niego, jakby nie rozumiejac, co mowi. Chciala cos
            powiedziec, ale tylko poruszla ustami, ale nie wydobywal się z nich żaden
            dźwięk. Była w szoku. Nagle zbladla i osunla się zemdlona na podloge. Janek i
            Cieszkowski natychmiast podniesli ja z podlogi i ulozyli na fotelu, który stal
            w kacie. Cieszkowski machal jej przed nosem jakas stara gazeta probujac ja
            ocucic. Po chwili otworzyla oczy. Janek podal jej do picia wode, przyniesiona
            przez policjantke, wezwana do pomocy.
            -Nic Ci nie jest? Już wszystko dobrze? – dopytywal się Janek z troska w glosie.
            Nie moglby zniesc, gdyby cos się jej stalo. Kiwnela glowa na znak, ze już czuje
            się lepiej.
            Cieszkowski usiadl za stolem a Janek na krzesle obok Agnieszki. Trzymal ja za
            reke.
            -Kto może być az tak bezwzglednym morderca? – zapytal Janek..
            -A Pan niech nie udaje niewiniatka. Tez jest Pan podejrzany – Cieszkowski nagle
            zaczal krzyczec - Widzialem tasmy z kamer, na których dokladnie widac, jak
            wkradl się Pan wczoraj do gabinetow Lorentza i Grabowskiego.
            - Ale to nie ja. Nie jestem morderca. Ja to wszystko mogę wytlumaczyc – Janek
            poderwal się z krzesla.
            - Oczywiście, ze on tego nie zrobil – odezwala się nagle cicho Agnieszka- Nie
            mogl tego zrobic, bo wczorajszy wieczor miedzy 19 a 24 spedzil u mnie. Byliśmy
            w tym czasie razem. Zreszta, może Pan to sprawdzic na tasmach.
            Porucznik wyciagnal w ich kierunku palec wskazujacy i kiwajac nim rzekl do
            nich:
            - A z Panstwem to ja sobie musze chyba dluzej porozmawiac!
            CDN

            Pozdrawiam cieplo Janka i czytelnikow.
            agniecha
            • agniecha. Odcinek 11i pol - kolejne sprostowanie 25.10.01, 10:31
              Cholera jasna- znowu pomylilam Grabowskiego z Gintrowiczem :(((
              Fatum jakies czy co?
              Albo skleroza...
              • ja_nek Do Agniechy 25.10.01, 11:53
                Przeczytałem.
                Spodobało mi się. Scena smakowita.
                Już nic więcej nie mówię, bo Frene powie, że sam się chwalę.
                A jest nas przecież dwoje.

                Pozdrawiam Agniechę i czytelników
                Janek
                • Gość: Frene Re: IP: 155.158.242.* 25.10.01, 12:13
                  Dwoje, troje ,czworo, pięcioro itd.itp.
                  • agniecha. Re: Do Frene 25.10.01, 12:25
                    Gość portalu: Frene napisał(a):
                    > Dwoje, troje ,czworo, pięcioro itd.itp.

                    No nie! Skoro juz mam byc ta rozchwiana jaznia Janka
                    ( a propo: czekam ciagle na dowody i argumenty! )
                    to chce byc jedyna i najwazniejsza!
                    Jestem zazdrosna jaznia, nie ma tu juz miejsca
                    na inne!
                    • ja_nek Do Frene 25.10.01, 14:25
                      Frene, czy ja wyglądam na poligamistę?
                      Tak długo jestem na różnych wątkach forum, a tu takie bezecne oskarżenia padają.

                      Jedyna i najważniejsza jest zawsze Ta Jedyna w jednym miejscu przez czas długi.
                      Nie ma tu miejsca na inne, nie ma.

                      Monogamista Janek pozdrawia wszystkich


                      .
              • kasia_57 Re: Odcinek 11i pol - kolejne sprostowanie 25.10.01, 14:31
                agniecha. napisał(a):

                > Cholera jasna- znowu pomylilam Grabowskiego z Gintrowiczem :(((
                > Fatum jakies czy co?
                > Albo skleroza...

                Ja już dawno przestałam ich rozróżniać. I chyba mi to nawet nie przeszkadza. :))
                • agniecha. Re: Odcinek 11i pol - kolejne sprostowanie 25.10.01, 14:53
                  Ja niestety musze ich odrozniac!
                  Nie moge przeciez ozywic trupa i
                  potem jeszcze raz go zabic!
                  Ilosc trupow musi mi sie zgadzac ;)
                  Ehh, kartoteke chyba sobie zaloze.
            • kasia_57 Re: Odcinek 11i pol 25.10.01, 14:27
              Ja bym się bala podac komus, kto dopiero co doszedł do siebie wody do picia.
              raczej powinni jej zwilżyć czoło. Poza tym, jeszcze nigdy nie czytałam momentów
              z takimi przerwami. Pąsowa byłam, i owszem ale z furii. Co i rusz musiałam
              włazić ponownie do internetu. KOmputer jako cenzura, czy co?! ;)
              • agniecha. Re: Do Kasi 25.10.01, 14:43
                A dlaczego komus kto dopiero przyszedl do siebie
                nie powinno sie dawac wody?
                Ja tam na miejscu glownej bohaterki wolalabym, zeby mi dali wody do picia,
                niz zeby mi ja lali na czolko ;)
                • kasia_57 Re: Do Kasi 25.10.01, 15:06
                  mnie uczyli całe życie, ze może się zachłysnąć i takie-tam, i że to typowy błąd
                  itp. I przyznam Ci, ze znacznie szybciej pomaga właśnie czółko. To akurat wiem
                  z autopsji.
                  A swoja drogą - szkoda mi tej rudej, tak szybko ja wyeliminowałaś, ze nawet nie
                  wiem, czy zdążyła nabruździć, czy nie...:) Ma mi być jej szkoda, czy dopiero
                  potem się okaże, któż był zacz? pozdrowienia popołudniowe. Może mi sie uda do
                  16:00 nie stracić połączenia....
                  • agniecha. Re: Do Kasi 25.10.01, 15:10
                    Nie moge zdradzac szczegolow, bo potem nie bedzie zaskoczenia,
                    ale powiem Ci w sekrecie, ze nie masz co rudej zalowac.
                    • kasia_57 Do Agniechy 25.10.01, 15:26
                      No dobrze, jakieś środki na uspokojenie sobie wezmę, raz, ze komputer mnie
                      doszału doprowadza, a dwa, bo jakoś muszę doczekać do końca. Byleście się tylko
                      pospieszyli, bo coś mi się zdaje, ze moja przeideologizowana firma plajtuje i
                      zwija manele z Polski. Jak mi zabiorą komputer i zamkną firmę, to będę musiała
                      do kawiarenki internetowej latać, żeby Was przeczytać.
              • agniecha. Chmielewska na onecie 29.10.01, 10:56
                Czesc wszystkim!
                Chcialam tylko powiedziec, ze
                na onecie/czat/rozmowy
                odbyl sie w weekend czat z Joanna Chmielewska,
                jakby ktos chcial sobie w chwili wolnej poczytac.
                Pozdrawiam.
                agniecha
                • kasia_57 temat zastępczy 29.10.01, 12:45
                  Cześć w poniedziałek parszywy!
                  A w ogóle, to co dalej z akcją? Rozumiem, że weekend, że odpoczynek, że wena
                  poszła na piwo, ale to JUŻ poniedziałek!!!!!!!!
                  A tak w ogóle, to pozdrowienia!
                  • Gość: agniecha. Re: temat zastępczy IP: *.man.polbox.pl 29.10.01, 14:46
                    Czesc Kasienka!
                    Ten poniedzialek jest rzeczywiscie parszywy.
                    Od godziny probuje cos napisac i mnie wywala,
                    a do tego leje a ja nie mam parasola :(
                    Troche wyrozumialosci dla Janka, pewnie szalal caly
                    weekend i teraz probuje zebrac mysli ;)
                    Ale jestem pewna, ze jak juz cos napisze,
                    to nam czapki z glow pospadaja z wrazenia ;)
                  • Gość: agniecha. Re: temat zastępczy IP: *.man.polbox.pl 29.10.01, 14:46
                    Czesc Kasienka!
                    Ten poniedzialek jest rzeczywiscie parszywy.
                    Od godziny probuje cos napisac i mnie wywala,
                    a do tego leje a ja nie mam parasola :(
                    Troche wyrozumialosci dla Janka, pewnie szalal caly
                    weekend i teraz probuje zebrac mysli ;)
                    Ale jestem pewna, ze jak juz cos napisze,
                    to nam czapki z glow pospadaja z wrazenia ;)
                    • kasia_57 Re: temat zastępczy 29.10.01, 15:00
                      A u nas - w pępku świata - trochę pokropiło, teraz jakieś chmurzyska paskudne
                      sie zbierają... brrrr. piernaty i poduchy mi sie marzą...
                      Ja ostatnio znalazłam parasol - spokojnie leżał na półce w korytarzu. Bo
                      normalnie nie nosze, po co zresztą, jak nad morzem przeważnie wieje wiatr.
                      Wyobrażasz sobie babę na szpilkach, w płaszczu, i z torebką, szarpiącą się z
                      kretyńskim parasolem wywiniętym na "odwyrtkę"? Poza tym, raz mi taki super
                      automat, po prostu odfrunął. Kiedy go chciałam rozłożyć i przycisnęłam guzik,
                      odleciało wszystko, a w ręku został mi sam kijek. Głupio z tym kijkiem
                      wyglądałam i przestała się obnosić z parasolem. Noszę kaptury. Duje teraz jakoś
                      tak zupełnie jesiennie. Psiakość, myślę, że to jesień...
                      Acha - zapomniałam - na przekór wszystkiemu - czy ja Ci już życzyłam MIŁEGO
                      PONIEDZIAŁKU?
                      Ot, i skleroza. :)
                      • Gość: agniecha Re: temat zastępczy IP: *.man.polbox.pl 29.10.01, 15:09
                        No i jak tu nie mowic, ze pogoda nie jest zlosliwa?
                        Przez ostatni miesiac dzien w dzien nosilam parasolke. Nie spadla nawet kropla
                        deszczu.
                        Wczoraj ja wyjelam i zapomnialam wlozyc z powrotem do torebki.
                        Dzis pogoda jak pod zdechlym Azorkiem :(
                        Ale, trzeba byc twardym nie mietkim ;)
                        Wiec na przekor wszystkim i wszystkiemu:
                        MILEGO PONIEDZIALKU :)!!!
                        Moje parasolki nie odlatuja, ale tez sa wredne, bo mi sie gubia!
                    • Gość: Janek W sprawie brakującego rozdziału IP: *.ipartners.pl 29.10.01, 15:10
                      Cóż, mea culpa, rozdział nie gotowy. Miałem w piątek i sobotę sporo pracy i nie
                      udało mi się nic naskrobać. Dopiero wczoraj popołudniu zacząłem pisać.

                      A ja od niedawna uwielbiam poniedziałki.....
                      I nie wiem, czy uda mi się dziś skupić na pisaniu, coś mi myśli zawsze ulatują
                      gdzieś indziej....

                      Pozdrowienia
                      Janek
                      • kasia_57 Re: W sprawie brakującego rozdziału 29.10.01, 15:40
                        No cóż, nie jest to wiosna, ale proszę bardzo, tylko żebys nie zapomnial o
                        powieści :)))))))
                        • ja_nek Re: W sprawie brakującego rozdziału 29.10.01, 16:47
                          .......jesień, słota....
                          mimo to - gdzieś wiosna,
                          ......szron ją zmroził,
                          nie będzie już radosna....

                          Przyjdzie zima

                          Pozdrawiam
                          Janek
                          • Gość: agniecha Re: W sprawie brakującego rozdziału IP: *.man.polbox.pl 29.10.01, 16:56
                            Ale po zimie znow przyjdzie wiosna,
                            po chlodnych dniach zawsze przychodza cieplejsze,
                            jak po kazdym deszczu pojawia sie slonce i
                            tecza - nadzieja.
                            • Gość: ja_nek Brakującego rozdziału wciąż brak..... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.10.01, 02:26
                              Kto wie co jest słońcem
                              gdy dostanie gwiazdkę
                              zwie to okruch Nieba,
                              co okrywa blaskiem
                              zbyt małem.....

                              Pozdrowienia
                              Janek

                              • ja_nek Rozdział 12 30.10.01, 13:10
                                - Dłużej porozmawiać? Jeśli będzie pan miał jakieś poważne zarzuty wobec
                                nas, to proszę bardzo. Poza tym jeśli się nie mylę, wasi ludzie mnie obserwują,
                                więc powinien pan wiedzieć co robiłem wczoraj. A skoro pan wie, to po co Pan
                                pyta? To pan jest od szukania winnych. A teraz traci pan czas. Czy coś
                                jeszcze? – zapytał wkurzony. Nie miał ochoty opowiadać co robili razem
                                - Co wiadomo? Kto to zrobił? – zapytała Agnieszka prawie szeptem
                                - Sam chciałbym to wiedzieć. Są państwo wolni. Na razie – odparł patrząc
                                na Janka

                                Kiedy obydwoje wyszli, policjant zapytał sam siebie.
                                - Dlaczego chłopcze jeszcze żyjesz?

                                Wracali z komisariatu w milczeniu. Taksówka wiozła ich do Konstancina.
                                Spoglądał na Agnieszkę. Miała nieobecny wzrok, po policzkach płynęły łzy.
                                Przytulił Ją. Przywarła do niego i czuł, że teraz będzie potrzebować go
                                bardziej niż zwykle. Głaskał Jej głowę, szeptał słowa otuchy, pocieszał. Choć
                                starał się jak mógł, to niewiele pomagało. Straciła dziadka i ojca i teraz w
                                niczym nie przypominała tej spontanicznej i twardej kobiety.
                                Kiedy znaleźli się w domu zrobił Jej herbatę i kazał położyć się. Spełniła jego
                                prośbę machinalnie. Leżała tak z otwartymi oczyma, w których gościła pustka.
                                Prawie się nie odzywała. W końcu Jej ciałem wstrząsnął tłumiony dotąd szloch i
                                zalała się łzami.
                                - Powiedz mi dlaczego tak się dzieje? Dlaczego giną niewinni ludzie?
                                Przecież mój ojciec nikomu nic nie zrobił! Był dobrym człowiekiem, zawsze był
                                wyrozumiały i kochający! A teraz już go nie ma. Nie został mi już nikt z
                                najbliższych.....
                                - Masz mnie – szepnął – możesz na mnie liczyć zawsze. Wiesz o tym. Będę
                                tu z Tobą tak długo, jak to będzie konieczne.
                                Tulił Ją do siebie, jak małe dziecko. Całował, pocieszał, trzymał za ręce,
                                głaskał. Objął Ją i pozwolił się wypłakać.....
                                Trzymał Ją za rękę dopóki nie zasnęła.
                                Usiadł na krześle. Dom jeszcze nosił ślady tego co się wydarzyło. Dziury po
                                kulach widniały na ścianie, tylko szyby wprawiono nowe.
                                Patrzył na Nią z miłością. Jej policzki jeszcze nie obeschły. Patrzył i widział
                                przed sobą kobietę, którą kochał. Wczoraj powiedział Jej to po raz pierwszy.
                                Była drugą kobietą w jego życiu, której powiedział „kocham”.
                                Zacisnął pięści. Chciał coś zrobić i czuł się bezsilny
                                Śmierć wokół zbierała swe żniwo i tak bardzo się o Nią bał. Gdyby Ją stracił,
                                życie jego nie miałoby prawie sensu. Chciał już przy Niej być zawsze, kiedy go
                                będzie potrzebowała i wtedy, kiedy już wszystko się wyjaśni i uspokoi.... Na
                                zawsze.
                                Jakie to cholernie banalne!

                                Wyszedł z pokoju. Wybił na komórce numer biura i poprosił Zalewskiego.
                                -Hallo, dzień dobry. Tu Janek. Bardzo przepraszam, dziś będę dużo później.
                                Jestem z Agnieszką. Całkiem się załamała.
                                - Rozumiem. Niech pan posłucha, kiedy się obudzi, proszę złożyć Jej
                                wyrazy współczucia ode mnie. Nie musi się pan spieszyć do biura. To nas
                                wszystkich wyprowadza z równowagi. Niech pan złoży wszystkie polecenia swojej
                                sekretarce i maklerom. Wystarczy, że będzie pan uchwytny.
                                Zadzwonił do Magdy i poprosił ją, aby zajęła się bieżącymi sprawami i
                                telefonami. Poprosił maklera i poinstruował go jak ma postępować, co kupić.
                                Sięgnął w pamięć, przytoczył sobie w pamięci wykresy i podał listę spółek oraz
                                liczbę walorów jaką tamten miał kupić.

                                - Czego on mógł szukać w gabinetach Gintrowicza i Lorentza? – zapytał
                                Cieszkowski policjanta, który przeglądał akta.
                                - Myślę, że podejrzewał Gintrowicza i Lorentza o coś. Przecież spotkał
                                się z Gintrowiczem......
                                - Spiskowali przeciw Lorentzowi?
                                - Ja wiem? Chyba nie, ale wykluczyć nie możemy.
                                - Taaak. A tu mamy kolejne trupy. Z jakiej broni zginęli?
                                - Heckler und Koch.
                                - Nie jest to broń zwykłego bandziora – mruknął Cieszkowski. Już mieliśmy
                                tą Witolińską na widelcu, a tu trup. Kiedy tylko chcemy komuś zadać kilka
                                pytań, to jest trupem. Kluczem do wszystkiego jest Ona. Dlatego chociażby, że
                                jeszcze żyje. Teraz ona przejmie interes z Zalewskim. Coś mi mówi, że nieprędko
                                znajdziemy Gintrowicza.
                                - A Art. – Foundation?
                                - Eeee – Cieszkowski machnął ręką. Wszystkie decyzje podejmowała
                                Witolińska z Grabowskim, pracownicy tak naprawdę niewiele wiedzą. Hmmmm, tak
                                naprawdę to w grze pozostała Agnieszka Lorentz i ten Zalewski. Ale co u licha
                                robi ten chłopak?

                                Janek zanurzony był w rozmyślaniach. W końcu wstał i podszedł do domowego
                                komputera Agnieszki. Jeszcze raz obejrzał dyskietkę z danymi. Odczytał Ją i
                                przyglądał się poszczególnym pozycjom. Westchnął. Lepiej odda to policji.
                                Sprawdził drugi plik. Coś tu się nie zgadzało. W tamtej wersji nie było
                                kilkunastu połozonych niżej pozycji! Wśród nich znalazła się pozycja:
                                Agnieszka Lorentz, dalej daty i kwoty.
                                Znieruchomiał. Plik pochodził z komputera Lorentza. „Poprawiony” plik pochodził
                                natomiast od Gintrowicza. Skonfrontował to z tym co znalazł o Agnieszce w
                                internecie.
                                Notatka prasowa umieszczona w archiwum prasowym wspominała, iż w przeszłości
                                podczas podróży do południowej Francji miał miejsce wypadek na drodze z
                                Clermont – Ferrand do Marsylii. Auto prowadził na zmianę Jej ojciec i dziadek.
                                Na zakręcie Volvo wypadło z łuku i uderzyło w drzewo. Wśród zabitych była
                                Monika Lorentz, wśród rannych – również Agnieszka Lorentz. Pisano o długiej
                                rekonwalescencji w szpitalu. Mówiło się o zachwianiu emocjonalnym, jakiego
                                zaznała. Plotki mówiły, że nigdy nie wybaczyła ojcu karkołomnej jazdy.
                                Druga część artykułu informowała o śmierci młodego człowieka, chłopaka
                                Agnieszki Lorentz. Podczas zabawy na dyskotece wdał się w bójkę. Po wyjściu z
                                dyskoteki, ktoś zabił go nożem. Zniknął jego samochód, portfel, mord przypisano
                                złodziejom samochodów, którzy uważali lokal za swój ulubiony. Agnieszkę zaś
                                widywano w tym podejrzanym towarzystwie.

                                Przypomniał sobie jej reakcje jak broniła ojca, jak odniosła się do tego, gdy
                                odkrył Art. – Foundation. To ona podsunęła mu plik oczyszczony z niewygodnych
                                danych, bo wysłała go do gabinetu Gintrowicza. Przypomniał sobie również
                                wisiorek, przypomniał też sobie to, że z Nim była, kiedy tamci zginęli. I to co
                                przeczytał o Niej w internecie.....
                                Wiedział, ze kobieta, którą kocha, miała coś na sumieniu. Dziwne jak to
                                wszystko nie zrobiło na nim wrażenia.
                                Sam się już ubezpieczył na wypadek, gdyby coś się miało z nim stać. Pliki były
                                na skrzynce jego kolegi. Nikt o tym nie wiedział. To była jego polisa na życie
                                na wypadek, gdyby miał być następnym.
                                „Cisza jak w oku cyklonu” – szepnął do siebie.
                                Spojrzał w lustro w przedpokoju.
                                „Dlaczego ja jeszcze żyję? Przecież wokół same trupy......”
                                Wszedł do pokoju, gdzie spała.
                                „Czy dlatego?” – pomyślał patrząc na Nią
                                Przypomniał sobie słowa o zauroczeniu i miłości od pierwszego wejrzenia, które
                                padły poprzedniego dnia, kiedy się z Nią kochał. Pamiętał Jej łzy. Niektóre łzy
                                są prawdziwe.... Wierzył, że prawdziwsze niż te dzisiejsze.

                                Mógł tylko czekać. Czy powiedzieć policji, że Ona jest w to zamieszana?
                                Nie chciał Jej widzieć w więzieniu, chciał Ją widzieć przy sobie. Osłaniać Ją.
                                Jakie to scenariusze pisze życie.
                                Kochał bez sensu kobietę, z którą być mu nie wolno. Nie potrafił wyłączyć
                                uczuć. Poczuł się bezradny. Wiedział, że kocha Ją ponad wszystko. Nadaremnie.

                                Pozdrowienia czytelnikom, a zwłaszcza czytelniczkom
                                No i rzecz jasna Współautorce
                                Janek
                                • agniecha. Re: Rozdział 12 30.10.01, 14:02
                                  "Auto prowadził na zmianę Jej ojciec i dziadek.
                                  Na zakręcie Volvo wypadło z łuku i uderzyło w drzewo. Wśród zabitych była
                                  Monika Lorentz, wśród rannych – również Agnieszka Lorentz. Pisano o długiej
                                  rekonwalescencji w szpitalu. Mówiło się o zachwianiu emocjonalnym, jakiego
                                  zaznała. Plotki mówiły, że nigdy nie wybaczyła ojcu karkołomnej jazdy."

                                  Monika Lorentz to matka Agnieszki, jak wiadomo z poprzednich odcinkow zginela.
                                  A co z ojcem? Tez zginal czy zyje?
                                  Nie za bardzo wiem, jak sie sprawa ma z tym ojcem?
                                  Czy ja sama mam to jakos dac do zrozumienia?
                                  Pozdrawiam serdecznie.
                                • kasia_57 Rozdział 12 przeczytany 30.10.01, 14:06
                                  Witajcie Autorzy! Szał kobzy pracowy zelżał i zabrałam sie za czytanie.
                                  No, no... też zaczynam się zastanawiać, jak długo Jankowi uda się pociągnąć.
                                  Mam nadzieję, że się chłopak nie zawiedzie, bo żal by mi go było. A Agnieszka?
                                  No cóż... Teraz mi tym opisem wypadku zamotałeś Janku w głowie. Musze się
                                  zastanowić.
                                  pzodrowienia!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :)
                                  • Gość: Janek Wskazówki dla Agniechy IP: *.ipartners.pl 30.10.01, 14:30
                                    No dobrze, przyznaję, że pewne rzeczy mi się pokręciły, bo miało być ciut
                                    inaczej, ale na szczęście nie do końca. Mój pomysł mozna pociagnąć drugim torem
                                    i nie stoi to w sprzeczności z ogólnym zarysem moich powieściowych wyjaśnień
                                    całości.

                                    Jak ktoś zrozumie o czym mówię, to źle. Tylko Agniecha ma zrozumieć.
                                    Przeczytaj Agniecho jeszcze raz ten fragment, jeden haczyk zaprzepaściłem, ale
                                    drugi pozostał. Do tego mozliwośc rozwinięcia nowej rzeczy.

                                    Ale jestem dziś tajemniczy.

                                    Pozdrowienia
                                    Janek
                                    • Gość: agniecha Re: Wskazówki dla Agniechy IP: *.man.polbox.pl 30.10.01, 14:47
                                      Januszku rzeczywiscie jestes tajemniczy,
                                      nic nie rozumiem z Twoich wywodow.
                                      Chyba zdrukuje sobie ten odcinek i poczytam do poduszki,
                                      moze mi sie cosik rozjasni?
                                      I moze przysni mi sie ciekawy ciag dalszy?
                                      Pozdrawiam Cie najserdeczniej na swiecie.
                                      agniecha
                                      • Gość: agniecha Re: Wskazówki dla Agniechy IP: *.man.polbox.pl 30.10.01, 15:10
                                        Oj Januszku, Januszku...naprawde zaplatales akcje.
                                        Nie wiadomo czy ten nieszczsny ojciec przezyl wypadek czy nie?
                                        Jesli przezyl nie wiadomo, co sie z nim stalo? Chyba jednak przezyl, bo inaczej
                                        bohaterka nie rozpaczalaby po jego smierci i nie wyrazala sie o nim z miloscia?
                                        Czyli rzeczywiscie plotkami bylyby przypuszczenia w prasie, ze nigdy mu nie
                                        wybaczyla karkolomnej jazdy?
                                        A moze rzeczywiscie mu nie wybaczyla, a ta rozpacz to po prostu swietnie
                                        zagrana scenka? Ale w jakim celu zagrana?
                                        I dlaczego rozpacza po smierci ojca, zaraz po tym jak dowiaduje sie o smierci
                                        wuja - Piotra Lorentza? O ojcu nie bylo do tej pory ani slowa?
                                        Wiec kto jest jej ojcem?
                                        OK, sama nie rozumiem ani slowa z tego co napisalam.
                                        Chyba przejde sie na spacer i przewietrzeje.
                                        • ja_nek Wskazówki dla Agniechy II 30.10.01, 16:11
                                          Kurczę namotałem bardziej niz myślałem.
                                          Oczywiście Agnieszka Lorentz opłakuje (?) dziadka i wuja Piotra. Obecność ojca
                                          podczas wypadku mozna traktować jako mojej pomyłki ciąg dalszy ale
                                          niekoniecznie.
                                          Przepraszam, ale myśli ostatnio mam zaprzątnięte i nie myślę jak zwykle.

                                          Pozdrawiam
                                          Janek
                                          • ja_nek Re: Wskazówki dla Agniechy II 31.10.01, 15:40
                                            Ale cisza zapadła.....
                                            Chyba spada nam nakład.

                                            Pozdrowienia
                                            Janek
                                            • Gość: agniecha Do Janka IP: *.man.polbox.pl 31.10.01, 16:10
                                              a moze to tylko cisza przed burza?
                                              nastepny odcinek dam chyba
                                              dopiero w poniedzialek.
                                              • ja_nek Do Agniechy 31.10.01, 16:23
                                                Gość portalu: agniecha napisał(a):

                                                > a moze to tylko cisza przed burza?
                                                > nastepny odcinek dam chyba
                                                > dopiero w poniedzialek.

                                                Nie przejmuj się, myślisz, że ktoś zauważy?
                                                Do niedawna mieliśmy kłopoty z krytykami, a teraz nawet Oni machnęli na nas ręką.
                                                A Czytelnicy? Myślisz, że gdzieś są? Ty, a może Oni zajęli się sobą i nie
                                                przeszkadzać im?
                                                A może zrobiło się tak nudno, że przysnęli?
                                                Jeśli tak, to będę musiał coś z siebie wykrzesać. Ja już myslę nad rozdziałem
                                                przyszłotygodniowym.

                                                Pozdrowienia ciepłe
                                                Janek
                                                • Gość: agniecha Re: Do Janka IP: *.man.polbox.pl 31.10.01, 16:31
                                                  To, ze krytycy machneli na nas reka, to sie akurat nie przejmuje.
                                                  A Czytelnicy nie machneli na nas reka, oni zawsze tu wpadaja,
                                                  jak juz jest nastepny odcinek.
                                                  Poza tym, jak Ci kiedys powiedzialam, nawet gdyby nikt nas nie czytal, to i tak
                                                  bym pisala.
                                                  Bo przeciez piszemy przede wszystkim dla siebie, prawda?
                                                  • ja_nek Do Agniechy 01.11.01, 22:06
                                                    Gość portalu: agniecha napisał(a):

                                                    "....Poza tym, jak Ci kiedys powiedzialam, nawet gdyby nikt nas nie czytal, to i
                                                    tak bym pisala. Bo przeciez piszemy przede wszystkim dla siebie, prawda?"

                                                    No pewno, powieść powstała dla nas i powiem, że zastanawiam się nad trzecią
                                                    częścią.....

                                                    Pozdrawiam ciepło
                                                    Janek

                                                  • agniecha. Re: Do Janka 02.11.01, 11:01
                                                    Zastanawiaj sie, zastanawiaj.
                                                    Teraz na Ciebie wypada napisanie 1 odcinka.
                                                    A ja sie na razie mecze jeszcze nad obecna powiescia.
                                                    Pozdrowienia.
          • agniecha. Odcinek 13 05.11.01, 09:55
            Wstala około 15. Zrobila obiad. Stwierdzila, ze robienie takich zwyczajnych
            rzeczy uspokaja ja i choc odrobinke odsuwa mysli o straszliwych wydarzeniach
            ostatnich dni. Rozmawiali wiec o zwyczajnych, blahych sprawach. Około 16.30
            Janek dostal telefon od klienta, który wyjezdzal za granice i chcial przed
            wyjazdem zalatwic osobiscie jeszcze jedno zlecenie. Janek z poczatku chcial
            odmowic, ale pokazala mu na migi, żeby jechal. Umowil się wiec za pol godziny z
            klientem, choc miał wyrzuty sumienia, ze zostawia ja w tak ciezkich dla niej
            chwilach sama. Poza tym bal się o nia. Przekonala go, ze da sobie rade i żeby
            się nie martwil. Wygrzebal zatem pek zapasowych kluczy i dal jej na wszelki
            wypadek, chociaz twierdzila, ze sa jej niepotrzebne, bo nie zamierza się ruszyc
            ani na krok. Potem wyszedl na spotkanie do firmy. Spotkanie przebieglo
            sprawnie i pare minut po 18 Janek już siedzial w samochodzie i wracal do domu.
            Były korki, jak zwykle o tej porze, wiec aby zabic czas zaczal się zastanawiac
            nad tymi dwoma plikami, które wykradl z komputera Gintrowicza i ś.p. Lorentza.
            Z mocnym postanowieniem, ze natychmiast jak wroci zapyta o to Agnieszke,
            podjechal w koncu pod dom, zaparkowal samochod i wbiegl do klatki. Dlugo
            zadzwonil do drzwi, ale Aga nie otwierala. Zaniepokojony szybko wyciagnal
            klucze i drzacymi rekoma otworzyl zamki. Miał zle przeczucie. Przebiegl po
            pokojach, ale w mieszkaniu panowala cisza. Nagle jego wzrok padl na kartke
            papieru lezaca na srodku stolu w kuchni. Przeczytal: „Dzwonil porucznik
            Cieszkowski. Chcial ze mna porozmawiac o czym waznym, umowilismy się u mnie w
            Konstancinie. Nie martw się o mnie.” Poczul jak kamien spada mu z serca. Nie
            zlego się nie stalo. Zrzucil kurtke i podszedl do ekspresu. Była w nim jeszcze
            ciepla kawa. Nalal sobie jej do duzego kubka i popijajac powoli patrzyl za
            okno. W pewnej chwili dziwna mysl przyszla mu do glowy: „Zaraz. A dlaczego
            wlasciwie w Konstancinie? Przeciez Cieszkowskiemu blizej byloby przyjechac do
            mnie. Po jaka cholere mialby się wlec az do Konstancina?”
            Odstawil kubek i podszedl do telefonu. Nerwowo wystukal numer porucznika.
            - Halo – uslyszal glos Cieszkowskiego.
            - Czy umawial się Pan z Agnieszka Lorentz w Konstancinie dzis wieczorem? –
            zapytal z nadzieja w glosie.
            - A to Pan, Panie Januszu! Nie, z nikim się nie umawialem. W Konstancinie ?
            Skad ten pomysl? – Cieszkowski był zdumiony.
            Janek w paru slowach wyjasnil sytuacje, odlozyl sluchawke i zbiegl do
            samochodu. Zapalil silnik i ruszyl z piskiem opon. Tylko jedna mysl grzmiala mu
            teraz w glowie: Czy zdazy przed morderca? Lamiac wszelkie możliwe przepisy
            ruchu drogowego gnal jak wariat w strone Konstancina. Kiedy wreszcie wjechal
            na ulice, przy ktorej stal dom Agnieszki, serce walilo mu w piersi jak oszalale
            i był caly spocony. Wypadl z samochodu i biegnac na skroty po trawniku nagle
            uslyszal wystrzal z pistoletu. Zamarl na sekunde a potem blyskawicznie ruszyl z
            miejsca i dopadl drzwi. Były otwarte. Wszedl cicho i zaraz na progu zatrzymal
            się. W calym domy panowala cisza, wszystkie swiatla były wylaczone. Slyszal
            tylko swój oddech i dudnienie swojego serca. Był przerazony. Nie wiedzial co
            robic. Z cala sila usuwal w najdalsze zakamarki umyslu mysl, ze ten strzal był
            przeznaczony dla Agnieszki. I ze ona nie zyje. Chcial krzyczec, ale glos uwiazl
            mu w gardle. Nie mogl zdradzic mordercy swojej obecnosci. Ostroznie, z rekoma
            wyciagnietymi przed siebie, starajac się nie wywolac najmniejszego halasu,
            wchodzil glebiej do domu. Nagle potknal się o cos i upadl. Pomacal reka przed
            soba i jego palce zanurzyly się w jakiejs dziwnej, cieplej i lepkiej mazi.
            Pomacal dalej i jego palce natrafily na czyjas twarz. Wzdrygnal się i
            odskoczyl. Oddychal gleboko przerazony. Czul, ze ogarnia go panika. Przeszukal
            kieszenie i wydobyl z jednej z nich zapalniczke. Zapalil ja. W swietle malego,
            chybotliwego plomienia jego oczom ukazal się koszmarny widok. Na podlodze lezal
            Zalewski. Jego twarz, a raczej to co z niej zostalo, było zalane krwia. Pocisk
            trafil prosto w jego lewe oko, które wyplynelo. Jego twarz była zmasakrowana.
            Janek poczul, ze zbiera mu się na wymioty. Nagle uslyszal krzyk z gory.
            Blyskawicznie zerwal się i przyswiecajac sobie zapalniczka wbiegl po schodach
            na pietro. Krzyki i szarpanina zrobily się nagle bardzo glosne, potem padly 4
            strzaly i nagle wszystko ucichlo. Janek, nie baczac na nic, wbiegl do pokoju na
            pietrze i jego oczom ukazal się straszny widok. W swietle latarni stojacej
            naprzeciwko okna zobaczyl lezacego bezwladnie na srodku salonu Gintrowicza. Nie
            zyl. W jego klatce piersiowej tkwily trzy kule. Na przeciw niego, pod sciana
            lezala Agnieszka, sciskajac w dloni kurczowo pistolet. Szlochala. Podbiegl do
            niej. Wyjal jej z dloni ostroznie bron i polozyl obok. Dopiero wtedy zauwazyl,
            ze zostala postrzelona w lewe ramie. Było cale zakrwawione. Wyjal komorke i
            zadzwonil na pogotowie. Potem wbiegl do lazienki, wzial pierwszy lepszy
            recznik, który nawinal mu się pod reke i zawiazal go na jej ramieniu, powyzej
            rany. Polozyj jej glowe na swoich kolanach i modlil sie, żeby pogotowie
            przyjechalo jak najpredzej. Glaskal ja po glowie i mowil, ze już jest
            bezpieczna, ale ona go nie sluchala. Cala się trzesla, z jej oczu plynely lzy.
            - To Gintrowicz...on jest morderca... to pulapka, myslalam, ze to porucznik...a
            to Gintrowicz, chcial mnie zabic... wszystkich zabil.... wszystko zaplanowal
            razem z Grabowskim... od poczatku... chcial przejac firme... – mowila urywanymi
            slowami.
            Nagle Janek uslyszal w oddali dźwięk karetki pogotowia na sygnale i policyjnych
            radiowozow. Odetchnal z ulga. W sama pore.
            CDN
            • Gość: Frene Re: Odcinek 13 IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.11.01, 19:30
              Bałagan po sobie zostawiam, żebyście wiedzieli ,że przychodzę i czytam :))))))))
              • Gość: agniecha Re: Do Frene IP: *.man.polbox.pl 07.11.01, 12:14
                Frene - zarowno Ty jak i Twoj balagan
                jestescie zawsze mile widziani na tym watku :)
            • Gość: kahila Re: Odcinek 13 IP: 10.128.132.* 07.11.01, 13:33
              Hej. Wczoraj zaczęłam czytać waszą powieść, zeszło mi się do późna w nocy, ale
              warto było :) Całkiem ciekawe opowiadanko, ale moim zdaniem troszkę za dużo
              trupów się ściele, staje się to zbyt przewidywalne - chociaż ja jeszcze bym
              uśmierciła Agnieszkę :))
              Pozdrawiam i dzięki za miłą lekturę, czekam na ciąg dalszy
              • agniecha. Re: Do kahila 07.11.01, 14:42
                witam serdecznie nowa duszyczke :)
                niestety Agnieszka nie moze zostac zamordowana, poniewaz miedzy
                wspolautorami tzn mna i Jankiem istnieje jedna ( tylko! ) zasada:
                nie mozemy usmiercic glownych bohaterow.
                z mojej strony chcialam uroczyscie zapewnic, ze
                juz nie bede mordowac!
                choc przyjdzie mi to z duzym wysilkiem,
                to jak nalog, jak sie zacznie, to potem trudno przestac ;)
                pozdrawiam serdecznie
                agniecha

                • kahila Re: Do kahila 07.11.01, 15:19
                  Ja również witam Cię serdecznie :)
                  Właściwie to i tak nie jest to dobry czas na to by ją uśmiercić - jeżeli już,
                  to trzebabyło to zrobić zaraz na początku ...
                  Co do waszej umowy - jasne, rozumiem i już sie nie mieszam
                  Wiem, że mordowanie wciąga... he, he chciałoby się powiedzieć, że z własnego
                  doświadczenia, ale głupio by to zabrzmiało... :)

                  PZDR. Kahila
                  • agniecha. Re: Do kahila 07.11.01, 16:45
                    z wlasnego doswiadczenia mowisz?
                    no!!! ze dopiero teraz sie odzywasz, jak
                    juz obiecalam nie mordowac!
                    moglas mi paru rad udzielic i powiesc bylaby
                    bardziej krwiozercza ;))
            • Gość: kahila Re: Odcinek 13 IP: 10.128.132.* 07.11.01, 13:35
              aha... no i co z tym wypadkiem? Rozumiem, że skoro Janek tak zamotał, to on ma
              się teraz z tego wyplątać... :) Powodzenia Janek
            • kasia_57 Re: Odcinek 13 07.11.01, 13:49
              No to się doczytałam! Ciekawe, kto teraz ten bałagan posprząta, i jak Janek
              będzie mógł zjadac posiłki po tym wspaniałym widoku...
              Nie było mnie tutaj czas jakiś, wracam, a tu proszę, taka jatka, dobrze, że
              czytałam po śniadaniu. Niezłego łomotu musiał Janek narobić, jak gruchnął przez
              trupa. Ale tak jest zawsze, jak sie chce po cichu, to albo się trafia na pełny
              nocnik, albo na trupa.
              A poza tym, już się stęskniłam za powieścią, i Wami. POzdrawiam Was serdecznie
              z pępka świata!
              Kasia:-)))))))
              • agniecha. Re: Do Kasi 07.11.01, 15:01
                czesc Kasienko!
                jaka jatka? nie przesadzaj...
                i tak sie ograniczylam, tylko dwa trupy i jedno wyplyniete oko.
                w pierwszym odruchu chcialam napisac,
                ze oko mu wyplynelo i wisialo na miesniach,
                jak Janek sie przewrocil mialo sie chustac malowniczo.
                ale nie znam sie na medycynie i nie bardzo wiedzialam,
                czy oko trzyma sie na jakis miesniach, czy tak po prostu sobie wyskakuje z
                oczodolu?
                buziaczki i pozdrowienia cieple.
                • kasia_57 Do Agniechy 07.11.01, 15:21
                  No taaaaaak. Równiez nie znam się na medeycynie, ale to oko takie zawieszone na
                  jakichś mięśniach, to chyba musiałoby świecić własnym światłem, zeby to
                  zobaczyć w ciemnościach. Bo jak pamiętam, to było ciemno, prawda?
                  Cieszę się, że się ograniczyłaś. Moi współpracownicy nieco się zdziwili, kiedy
                  zobaczyli, ze tym razem ja do tego komputera mamroczę takie tam :rany boskie,
                  ale jatka, no, no...itp.
                  Ostatnio bowiem czytałam jakies dowcipy - i wyłam do ekranu, płacząc i kwicząc
                  śmiechem kretyńskim. Dzisiaj rany-boskowałam, nie wiem, na ile im wystarczy
                  cierpliwości.
                  Agniechu, czy ta... wg mnie jatka, oznacza, ze powolutku nam się scena
                  oczyszcza i zrobi się pusto?
                  Buziaki siarczyste!
                  Kasia
                  • agniecha. Re: Do Kasi 07.11.01, 15:54
                    po pierwsze: nie bylo tak ciemno, bo Janek sobie ogladal to wyplyniete oko w
                    swietle zapalniczki!
                    a po drugie... no coz... Tobie to powiem po znajomosci, ze faktycznie lada
                    moment koniec powiesci bedzie!
                  • Gość: Janek Re: Do Agniechy IP: *.ipartners.pl 07.11.01, 16:08
                    Do Kahili: jakbyś chciała przeczytać jeszcze coś innego naszego wspólnego z
                    Agniechą pióra, to zapraszam na stary wątek w dziale Forum na plażę pt:" A może
                    by tak co każda kobitka wiedzieć powinna?". Tam w pewnym momencie zaczęliśmy z
                    Agniechą pisać.

                    Ja coś namotałem w powieści? To Agniecha wypuściła pierwszą część. Ja to zawsze
                    się potem zastanawiam, jak mam dziwny rozwój wydarzeń tłumaczyć.

                    Aha, mogę powiedzieć, że kolejny rozdział mojego pióra będzie baaaardzo
                    spokojny. I pojawi się.
                    Może jeszcze tej nocy.

                    Pozdrawiam Panie, a zwłaszcza współautorkę.
                    Janek
                    • kahila Re: Do Agniechy 07.11.01, 21:34
                      ooo... bardzo dziękuję, bo właśnie się zastanawiałam jak by tu dotrzeć do
                      waszego wcześniejszego dzieła :))

                      Perspektywa kolejnego odcinka już dzisiejszej nocy jest szalenie kusząca, ale
                      chyba poczytam sobie innym razem.... zmęczenie nie pozwala mi na kolejną
                      zawaloną noc...

                      Pozdrawiam
                      Kahila
                      • ja_nek Rozdział 14 08.11.01, 01:07
                        „Boże dlaczego mi to robisz?” –szeptał czekając na pomoc. „To nie w porządku.
                        Pozwalasz mi kogoś spotkać, zakochać się i teraz odbierasz mi wszystko”.
                        Nadal trzymał Jej głowę na swych kolanach, kiedy wpadli lekarze i policjanci.
                        Natychmiast pojawiły się nosze. Przez chwilę, lekarz badał stan Agnieszki. Zaraz
                        potem silne dłonie ułożyły Ją na noszach i uniosły w górę. Janek starał się
                        pomóc, ale etap, kiedy mógł się na coś przydać, skończył się. Szedł obok noszy,
                        starał się trzymać Ją za rękę.
                        Nagle ktoś szarpnął go za ramię. Był to Cieszkowski
                        - Będę musiał z panem porozmawiać. –powiedział
                        - Znajdzie mnie pan w szpitalu, będę obok Agnieszki.
                        - Niech pan lepiej poszuka jej dokumentów, ubezpieczenia. W dzisiejszych czasach
                        to niezbędne.
                        Przetrząsnął Jej torebkę, kilka szuflad. Znalazł szybko, ale karetka już
                        wykręcała na ulicę i z rykiem syren pomknęła do szpitala. Przebiegł tak szybko
                        jak mógł wśród pracujących na miejscu policjantów i wypadł na dwór. Jego auto
                        stało tak, jak je zostawił, niezamknięte. Wyciągnął kluczyki.
                        Cholera.!!! Nie mógł trafić w stacyjkę, ręce mu się trzęsły!
                        Uspokój się! – powiedział do siebie z naciskiem. Po kilku sekundach zapuścił
                        silnik i tak szybko jak mógł, wycofał samochód. Z rykiem silnika wyprysnął w ślad
                        za karetką. Po kilkunastu sekundach ją dogonił.

                        Kiedy dojechali do szpitala zabrano Ją natychmiast na oddział intensywnej
                        terapii. Kiedy chciał iść za Nią, grzecznie poproszono go, aby pozwolił lekarzom
                        zająć się Nią.

                        Podeszła do niego pielęgniarka
                        - To pan przyjechał z tą panią, prawda?
                        - Tak
                        - Trzeba wypełnić dokumenty – pokazała mu papiery
                        - Ach tak. Poszkodowana to Agnieszka Lorentz.
                        - Kim pan dla niej jest
                        - Ja..... To moja dziewczyna - odparł
                        - Aha. Czy poszkodowana ma jakąś rodzinę w Warszawie?
                        - Nie, chyba nie. Ostatnio miała dwa pogrzeby i chyba tylko ja zostałem.....
                        - Niech pan wypełni te formularze, na ile pan potrafi.
                        Zaczął wypełniać machinalnie. Kiedy natknął się na rubryki, w które nie wiedział
                        co wpisać, przekazał swoje wątpliwości pielęgniarce. Pokazał Jej dokumenty
                        Agnieszki i wspólnymi siłami uporali się ze szpitalną biurokracją.
                        - No dobrze, ale w jakim Ona jest stanie? Niech się Pani czegoś dowie.
                        - Spróbuję, a pan niech w tym czasie coś zrobi ze sobą. Jest pan cały zakrwawiony.
                        Spojrzał na siebie – rzeczywiście. Dopiero teraz to zauważył.
                        - Zgoda - rzucił
                        Wybiegł do samochodu. Wrzucił tam kurtkę i marynarkę.
                        Kiedy wrócił, dowiedział się, że jest operowana.

                        Policja zabezpieczyła już teren przed przypadkowymi obserwatorami, kiedy pod
                        willę w Konstancinie zajechała policyjna furgonetka ekipy dochodzeniowo -
                        śledczej.
                        - No jesteście, wreszcie. Mamy tu prawdziwą jatkę – powiedział Cieszkowski do
                        oficera dowodzącego ekipą
                        - Co wiadomo? – zapytał młody oficer
                        - Dwóch zabitych mężczyzn i jedna ranna kobieta. W tej chwili jest w szpitalu.
                        - Kto ich znalazł?
                        - Kolega tej dziewczyny. Ale nie potrafił wiele powiedzieć. Ale wygląda na to, że
                        nikt inny poza trójką osób, która do siebie strzelała, nie uczestniczył w
                        strzelaninie. Ale czy na pewno, to trzeba sprawdzić.
                        Po chwili kilku mężczyzn weszło do willi. Zaczęli robić zdjęcia, zabezpieczać
                        ślady, zbierać próbki. Przez cały czas szukano świadków.
                        Cieszkowski zwrócił się do kolegi z wydziału, krótko obciętego bruneta.
                        - Jedź to tego szpitala. I wypytaj faceta o wszystko co wie. Jeśli dziewczyna
                        oprzytomnieje spróbuj od niej się czegoś dowiedzieć. Ale to pewnie i tak nastąpi
                        nie od razu, więc ja na razie zostanę tutaj. A Ty pilnuj ich w szpitalu.

                        W szpitalu unosił się typowy zapach środków dezynfekcyjnych, lekarstw i
                        nieszczęścia. Co i raz przechodzili obok niego chorzy, siostry i lekarze. Ale
                        jego umysł wypełniała jedna myśl.
                        „W jakim ona jest stanie?”
                        Pamiętał mnóstwo krwi. Kiedy to sobie to uprzytomnił, skonstatował, że mogłaby
                        nie przeżyć. Zaczął się trząść jak w febrze.
                        Przed oczyma stanęły mu chwile spędzone razem na wieczornych spacerach po
                        Starówce. Pamietał jak Ją niósł i jak wyrywała mu się śmiejąc się dźwięcznie.
                        Pamiętał dotyk Jej dłoni, spojrzenie Jej oczu, w których widział te
                        charakterystyczne ogniki. Czuł zapach Jej perfum, czuł smak Jej pocałunku......
                        A teraz mógł Ją stracić. Nie zniósłby tego, gdyby miał już tego więcej nie zaznać.
                        Po policzkach popłynęły mu łzy.

                        - To pan przyjechał z Agnieszką Lorentz? – nagłe zapytanie wyrwało go z apatii.
                        - Tak.
                        - Policja – brunet pokazał legitymację - muszę panu zadać kilka pytań
                        Przez następne kilkanaście minut Janek opowiadał co nastąpiło w ciągu całego
                        dzisiejszego dnia. Ponowne pytania o to samo i jeszcze raz w kółko. Gdyby nie
                        wiedział jak to jest policji potrzebne, wkurzyłby się. Ale teraz sam był
                        wstrząśnięty i odpowiadał beznamiętnie, choć precyzyjnie tak, na ile potrafił.
                        Kiedy skończyli został sam. Policjant oddalił się, aby zadzwonić. Po chwili
                        pojawił się znów i próbował się dowiedzieć u personelu medycznego o stan
                        Agnieszki.
                        Po upływie kilkudziesięciu minut, wyszedł lekarz. Był średniego wzrostu w wieku
                        około czterdziestki, z siwymi na skroniach włosami. Janek dopadł go natychmiast.
                        - Co wiadomo? Co z Nią?
                        - Spokojnie, niech się pan nie denerwuje. Wydobyliśmy dwie kule. Na szczęście nie
                        nastąpiło uszkodzenie ani żadnej tętnicy ani kości. W tej chwili pani Lorentz śpi
                        i wybudzi się z narkozy za około 2 godziny. Wszystko będzie dobrze.
                        - Kiedy będę mógł z Nią porozmawiać? – wtrącił młody policjant
                        - Najwcześniej za kilka godzin, ale tylko wtedy kiedy jest stan psychiczny na to
                        pozwoli – odparł lekarz.
                        Policjant był wyraźnie zawiedziony.
                        - A kiedy będę mógł Ją zobaczyć? – zapytał Janek
                        - Za jakieś kilkanaście minut. Zwiozą ją zaraz z bloku operacyjnego.

                        Kiedy do Janka dotarło w końcu, że dziewczyna, którą kocha jest bezpieczna i nic
                        Jej nie grozi, opadł na fotel z ulgą. Umknęła śmierci.
                        Teraz zaczęły mu przychodzić do głowy różne myśli.
                        Co tam się stało? Zginęli dwaj pozostali członkowie zarządu. Dlaczego i po co?
                        Skąd znaleźli się tam o jednej porze?
                        Czy ona ich zabiła? Przecież też była w to wmieszana. Teraz ona jako jedyna miała
                        miejsce w zarządzie. Czy Cieszkowski mówiąc, że to gra o przejęcie władzy w
                        spółce miał rację? Nie była to przecież zwyczajna spółka, tylko spółka zamieszana
                        w podejrzane interesy.
                        Agnieszka miałaby motyw, ale po co?
                        Wzdrygnął się, ale przecież brał to pod uwagę, kiedy dzień wcześniej myślał o
                        plikach, notatkach prasowych i tym co do Niej czuł.
                        No właśnie, dlaczego on jeszcze żył?
                        Może na to pytanie już znał odpowiedź? Nie, to niemożliwe. To by oznaczało......
                        Może właśnie dlatego nigdy Jej nie wyda.

                        Nagle pomyślał jeszcze o jednym. Przecież biuro jutro będzie sparaliżowane....
                        Wyciągnął szybko komórkę. Zadzwonił do Magdy.
                        - -Słucham? – usłyszał znajomy głos
                        - -Posłuchaj mnie uważnie. Miała miejsce strzelanina. Zalewski i Gintrowicz nie
                        żyją. Agnieszka Lorentz jest ranna.....
                        - -Co Ty opowiadasz?!....
                        - -Cicho bądź i słuchaj! Sam w to nie wierzę. Nie mam czasu na tłumaczenia co się
                        stało, zresztą wiem niewiele więcej niż Ci mówię. Słuchaj. Przyjdź jutro
                        wcześniej do biura, odwołaj wszystkie spotkania na najbliższe klika dni. Firma
                        pracuje normalnie. Zlecenia, klienci itd. Główne sprawy decyzyjne będą musiały
                        poczekać. W razie czego jestem pod komórką. Niech nikt nie podejmuje ważnych
                        decyzji.
                        W tej chwili podeszła do niego pielęgniarka, więc rzucił tylko do słuchawki:
                        - Muszę kończyć – po czym do pielęgniarki – Coś się stało?
                        - - Nie, po prostu może pan zobaczyć panią Lorentz.

                        Kiedy wszedł do pokoju, gdzie leżała, poczuł ucisk w gardle. Leżała nieprzytomna,
                        blada, z owiniętym bandażami barkiem. Usiadł cichutko na stołeczku obok Niej.
                        Dotknął Jej dłoni. Była ciepła, delikatna, bezradna. Ujął Ją w swoje dłonie i
                        przycisnął do ust.
                        - Dzięki
                        • ja_nek Re: Rozdział 14 i pół 08.11.01, 01:17
                          - Dzięki Bogu. Żyjesz. – szepnął – Wydobrzejesz rychło.
                          - Nie zniósłbym, gdyby mi Ciebie zabrakło. Kocham Cię, wiesz o tym. Chyba wiem
                          więcej niż chciałabyś wiedzieć, ale to niczego nie zmienia. Chcę być z Tobą.
                          Teraz wiem to na pewno.
                          Pamiętasz nasze wspólne rozmowy? Ja pamiętam wszystko.......

                          Pamiętał nawet to, że mógł być tylko jej pionkiem......

                          Kiedy wybudzała się z narkozy ujrzała zamazany kształt. Stopniowo krystalizował
                          się i nabierał ostrości. Po chwili rozpoznała postać.
                          - Janku – szepnęła
                          - Jestem kochanie – odparł cicho. - Odpocznij, jesteś ze mną bezpieczna.

                          Pozdrawiam czytelników i współautorkę
                          Janek
                          • kasia_57 Do Agniechy 08.11.01, 08:47
                            Agniecho, rozumiem, ze powieść może się skończyć, ale proszę, szybko zacznijcie
                            coś innego, bo będzie pusto.
                            A tak w ogóle to pozdrawiam serdecznie, znad porannej kawki z mleczkiem!!! :-)))
                            • agniecha. Re: Do Kasi 08.11.01, 11:17
                              Czesc Kasienko z pepka swiata! :)
                              Na pewno bedzie nastepna powiesc,
                              nie myslcie sobie, ze sie od nas
                              i od naszych wybujalych fantazji
                              tak szybko uwolnicie ;)

                              Pozdrawiam Cie najserdeczniej
                              znad 2 kawki z mleczkiem.
                              • kasia_57 Do Agniechy list z pepka swiata i znad kawki 09.11.01, 14:51
                                Ufff, to mi ulżyło. A kto Ci powiedział, ze w ogóle chcielibysmy się uwolnić?!?!
                                Czy u Ciebie - gdziekolwiek jestes (bo oczywiscie wciaz nie wiem skad piszesz)
                                tez leje i wieje, i smuci jesienia?!
                                Acha, kawa z mleczkiem i z likierkiem (wszystko razem) - pychotka,
                                przetestowalam - w takiej cukierni, ktora mi wybudowali na mojej trasie
                                (zlosliwie). Nie waze sie w domu, nie chce sie bowiem denerwowac, tylko cos
                                spodnice staly sie bardziej obcisle. To pewnie ta ilosc ciuchow, jakie nosze,
                                bo przeciez nie sadlo.... :)))))))
                                usmiechow na weekend - do poniedzialku!!! :))))
                          • agniecha. Do Janka 08.11.01, 11:10
                            Czesc Janku!
                            Dobry odcinek, ilosc kul mi sie tylko nie zgadza,
                            ale reszta swietna. I bardzo uczuciowa...
                            Obiecuje ostatni odcinek najpozniej na poniedzialek rano.
                            Pozdrawiam Cie serdecznie.


                            • ja_nek Do Agniechy i nie tylko 08.11.01, 12:10
                              Cześć Agniecho!
                              "...ilosc kul mi sie tylko nie zgadza"
                              Przeleciałem jeszcze raz ostatni Twój odcinek. Istotnie, główny bohater słyszał 4
                              wystrzały. Ale w sytuacjach tego typu, odgłosy wystrzałów mogą zlewać się w jeden
                              odgłos (naprawdę!). Zwłaszcza wtedy, kiedy strzelają dwie osoby oraz w sytuacji,
                              kiedy wystrzały następują jeden po drugim. Człowiek w stresie nie jest w stanie
                              podać rzeczywistej liczby wystrzałów.
                              Dodatkowo nie napisałaś nic o ilości kul, jaka trafiła główną bohaterkę, więc
                              czuję, że mi się upiekło.

                              "...ale reszta swietna. I bardzo uczuciowa... "
                              Dzięki.......

                              Czekam na ostatni odcinek i kontynuuję rozmyślania nad nową cząstką.

                              Pozdrawiam wszystkich czytających obecnych i przyszłych
                              Janek
                              • kahila Re: Do Agniechy i nie tylko 09.11.01, 14:44
                                hmmm... ostatni odcinek - no Aga, mam nadzieję, że nie będzie zbyt ckliwie,
                                wierzę w Ciebie.... :)

                                PZDR. Kahila
                                • ja_nek Do Kahili 09.11.01, 15:53
                                  Hmmm, no dobrze mój odcinek był ckliwy. Ale wydarzenia w rozdziale Agniechy
                                  potoczyły się tak, a nie inaczej....
                                  Ale jak główny bohater, który kocha i widzi swą dziewczynę we krwi ma zareagować?
                                  Oczywiście, że ckliwie.

                                  Pamietajcie, że główny bohater zawsze ma na Nią haka. Jeśli Ona spróbuje go
                                  zniszczyć lub wtrącić do więzienia, on pociągnie Ją za sobą.

                                  W poprzedniej powieści Janek był innym, twardym facetem. Tutaj widzicie innego
                                  Janka i inną Agniechę.

                                  Pozdrowienia
                                  Janek

                                • agniecha. Re: Do kahila i Kasi 09.11.01, 16:29
                                  Niestety, musze Was rozczarowac: w ostatnim odcinku nie przewiduje zadnych
                                  trupow.
                                  Musze sie troche pohamowac, bo zauwazylam u siebie dziwne mordercze ciagoty i
                                  mozliwe, ze gdybym dalej tak wybijala co do nogi bohaterow, skonczylabym na
                                  kozetce u psychitry ;)))
                                  Piszemy z Jankiem z Warszawy. Snieg u nas co prawda nie pada ( jeszcze ) ale
                                  pogoda beznadziejna.
                                  Pozdrawiam serdecznie.
                                  • kahila Re: Do kahila i Kasi 09.11.01, 23:21
                                    Hejka.
                                    Ja też jestem z Warszawy :)) i co do pogody, masz zupełną rację - okropna !!
                                    Janku, nie twierdziłam, że Twój odcinek był ckliwy (o co to, to nie) był taki
                                    sobie, zwyczajny...
                                    czytałam waszą wcześniejszą opwieść-była lepsza, ale ta też mi się podoba (z
                                    resztą wspominałam już wcześniej). Pierwsza była bardziej żywa, szybsze zwroty
                                    akcji, mniej przewidywalna. Może to dlatego, że teraz bardziej się
                                    przykładacie ...
                                    PZDR Kahila
                                    • Gość: agniecha Re: Do kahili IP: *.man.polbox.pl 12.11.01, 09:26
                                      no i mamy najlepszy sposob na dobra powiesc:
                                      nie przykladac sie! ;)
                                      bardzo mi przykro, ale ostatni odcinek dam jutro,
                                      jestem ostatnio bardzo zajeta i napisalam tylko czesc,
                                      mam nadzieje, ze mnie nie ukamieniujecie ;)
                                      pozdrawiam z ten zimny poniedzialkowy ranek
                                      agniecha
                                      • kahila Re: Do kahili 12.11.01, 10:03
                                        Kamieniowanie chyba Cię ominie, ale za to nie przysługuje Ci dziś poranna kawa
                                        (ale pewnie jesteś juz po) ;)


                                        PZDR.
                                        • Gość: agniecha Re: Do kahili IP: *.man.polbox.pl 12.11.01, 10:16
                                          no pewnie, ze juz po kawce
                                          i po sniadanku :)
                                          • ja_nek Re: Do kahili 12.11.01, 12:00
                                            Opóźnienie u Agniechy ma swoje dobre strony, bo ja jeszcze nie mam konstrukcji
                                            nowej powieści.

                                            Pozdrawiam
                                            Janek
                                            • kahila Do Janka 12.11.01, 19:15
                                              Hejka.
                                              No wiesz co.. ! Jeszcze nie masz planu ???? Straszne, przecież my (mam tu na
                                              myśli waszych wielbicieli, a może raczej wielbicieli waszej twórczości)nie
                                              możemy czekać aż Cię natchnie.... ja, np.zginę ze zniecierpliwienia ;)

                                              No oczywśćie jest to żart.... myśl, myśl i oby zakończyło się to pomyślnie dla
                                              wszystkich zainteresowanych.

                                              Powodzenia... Pozdrawiam, Kahila
            • agniecha. Odcinek 15 13.11.01, 09:39
              Usadowila się wygodnie w fotelu, w samolocie lini lotniczych LOT. Do odlotu
              zostalo jeszcze duzo czasu. Wyjrzala za okno. Nie zwracala uwagi na ludzi,
              którzy chodzili po pokladzie i sadowili się na swoich miejscach. Oparla glowe
              na podglowku i zamknela oczy. Była psychicznie wyczerpana. Dziwnie się czula.
              Nie mogla uwierzyc, ze to już koniec. I ze się jej udalo. Wygrala. Okupila ta
              walke cierpieniem, ale wygrala. Osiagnela co chciala. Wygrala bitwe. Tylko co z
              tego? Jej zycie było przegrane. Przegrane od momentu, kiedy miala 9 lat. Powrot
              myslami do pewnego listopadowego wieczoru sprawial jej niemal fizyczny bol.
              Powrot do wieczoru, kiedy była swiadkiem zamordowania swojej matki. Swojej
              prawdziwej matki. Zacisnela mocniej rece na oparciu fotela. Nie mogla się
              uwolnic od tego tragicznego wspomnienia. Znowu miala 9 lat, mieszkala ze swoja
              mama w malym domku z ogrodem w Miedzylesiu. Jej mama była kelnerka. Pracowala w
              kawiarni, która była wlasnoscia jej przyjaciolki. Mieszkaly same. Jej ojciec
              nie mieszkal z nimi. Ale często je odwiedzal. Zazwyczaj był wtedy pijany. Bil
              mame i bardzo na nia krzyczal. Ze wyciaga od niego pieniadze. Nienawidzila go
              z calego serca. Nigdy nie pomyslala o nim „mój ojciec”. Bala się go. Chciala,
              żeby umarl. Był kims waznym. Prowadzil duza firme ze swoim ojcem. Nazywal się
              Piotr Lorentz. Pewnego wieczoru, kiedy czytala u siebie w pokoju ksiazke,
              uslyszala na dole halasy. Na paluszkach wyszla na korytarz i usiadla na
              szczycie schodow. Czasami tam siedziala, kiedy mama kazala jej isc do siebie, a
              ona była ciekawa, o czym dorosli będą rozmawiac. Nie było jej widac zza
              barierki. On znowu przyszedl. Znowu był pijany. Krzyczal. Strasznie krzyczal.
              Przeklinal. Wrzeszczal, żeby nigdy w zyciu nie dzwonila do jego ojca i nie
              wazyla się prosic o pieniadze. Wtedy mama zaczela mowic, ze jest
              nieudacznikiem. Ze jest alkoholikiem i dziwkarzem. Ze nie dba nawet o swoje
              dziecko. Zyje za pieniadze swojego ojca i robi wszystko, co on mu kaze. Ze sam
              jest nikim. Obydwoje krzyczeli coraz glosniej. I wtedy to się stalo. On zaczal
              ja bic, zaczeli się szarpac. Mama chciala uciec, ale poslizgnela się i upadla.
              Uderzyla glowa w rog szklanego stolu. Upadla. Z jej glowy zaczela plynac krew.
              A ona siedziala jak skamieniala i bala się drgnac. Byla przerazona, jak nigdy w
              zyciu. Starla lzy, które plynely po twarzy zawsze kiedy wracala do tamtych
              chwil. Tomasz Lorentz, kiedy przyjechal na miejsce, od razu wzial sprawy w
              swoje rece. Wykorzystal wszystkie możliwe srodki, znajomosci i ogromne
              pieniadze, żeby cala sprawe wyciszyc. Zabojstwo jej matki uznano za
              nieszczesliwy wypadek. Opieke nad nia sama Tomasz zalatwil, sobie tylko znanymi
              metodami, swojej jedynej corce – Monice. Od tamtej chwili wlasnie ona stala
              się jej matka. Tomasz Lorentz potrafil rzadzić zelazna reka nie tylko w
              firmie, ale i w rodzinie. Nikt nie smial mu się sprzeciwic. Od tamtego wieczoru
              cale jej zycie stalo się koszmarem. Mysl, ze zyla pod jednym dachem z
              czlowiekiem, który zabil jej matke była upiorna. To były najgorsze lata jej
              zycia. Budzila się z krzykiem z koszmarow w srodku nocy, sama w ogromnym domu.
              Kiedy podrosla probowala się buntowac, nieraz uciekala. Ale zawsze potrafili ja
              odnlezc i sprowadzic do domu. Jedyna osoba, która okazala jej serce była Monika
              Lorentz. Tak naprawde była dobra, serdeczna kobieta, ale zyla w cieniu swojego
              ojca i braci. Sama nie mogla mieć dzieci i to było powodem, ze otoczyla ja
              najwieksza miloscia, jaka potrafila. A potem zdarzyl się ten potworny wypadek.
              Miala wtedy 16 lat. W poludniowej Francji, w drodze do Marsylii. Prowadzil
              Piotr. Monika zginela. Znowu ten sam czlowiek, który zabral jej matke, zabral
              tez druga w jej zyciu osobe, której zaufala. Przeszla powazne zalamanie
              nerwowe. Wtedy poprzysiegla zemste. Zabije Tomasza i Piotra i przejmie firme,
              która tak kochali. Zniszczy ich za wszelka cene. Nawet za cene swojego zycia.
              Od tamtej chwili liczyl się dla niej tylko ten jeden cel. Zaczela udawac, ze
              wybaczyla ojcu. Wykazywala zainteresowanie interesami. Tomasz widzac, ze pytala
              o rozne sprawy zwiazane z firma, postanowil, ze pojdzie na studia ekonomiczne,
              co ona sama przyjela z wielkim entuzjazmem. Była do tego stopnia przekonujaca,
              ze Tomasz postanowil zapisac jej 15 % udzialow w razie jego smierci. Zaczela
              zdobywac informacje o pozostalych czlonkach zarzadu. I caly czas myslala, jak
              by tu zrealizowac swoje plany. Kiedy skonczyla studia Tomasz wpadl na pomysl,
              zaby pojechala do jednej z filii w Danii i tam sprobowowala sil. Starala się
              zmienic jego zdanie, ale Tomasz był uparty. To była dla niej bardzo
              niekorzystna decyzja. W ten sposób była odsunieta od Tomasza i Piotra i od
              spraw w firmie. Wtedy wlasnie uknula plan. Bardzo ryzykowny, ale mogl się udac.
              Zaszantazowala jedna z osob z zarzadu, aby przekazywal jej informacje o firmie,
              o interesach i pozostalych czlonkach zarzadu podczas calego jej pobytu w Danii.
              Grabowski swietnie się do tego nadawal. Był chciwy i zyl ponad stan. Latwo było
              go skusic ogromna iloscia gotowki. Wykorzystala do tego pewna artystke. Poznala
              ja przez swego przyjaciela. To od niego dostala motylka z cyrkoniami. Ten
              prezent wiele dla niej znaczyl i nigdy go nie zdejmowala. Powiedzial, ze
              zrobila go jego znajoma, która była artystka i zaproponowal, ze ja jej
              przedstawi, zgodzila się bez namyslu. W ten sposób poznala Pauline Witolinska.
              Była to zdecydowanie najbardziej przebiegla i pozbawiona skrupulow kobieta,
              jaka w zyciu spotkala. Bez oporow zgodzila się za duze korzysci materialne
              uwiesc Grabowskiego, zmusic go do nielegalnego przelewania na konto jej
              fundacji „Art-Foundation” sporych sumek i jeszcze wyciagala rozne tajemnice na
              temat zarzadu firmy „Lorentz i Wspolnicy”. W ten sposób stawal się pierwszym
              podejrzanym i w razie czego odsuwal od niej wszelkie podejrzenia.
              • agniecha. Re: Odcinek 15 - Koniec! 13.11.01, 09:40
                Natychmiast po powrocie z Danii przystapila do realizacji planu. Pewnej nocy
                zakradla się do pokoju Tomasza i wbila mu w ramie igle z plynem, który miał go
                przeniesc do krainy wiecznego spokoju. Chwala Bogu Tomasz zmarl nie odzyskawszy
                przytomnosc, pomimo ze pokojowka odnalazla go w nocy i zawolala pomoc. Ona sama
                odegrala piekna scene rozpaczy i przerazenia. Przydaly się jej lekcje aktorstwa
                w Danii. Zapisala się na ten kurs zaraz po przyjedzie do Danii ale nigdy w
                zyciu nie sadzila, ze tak bardzo się jej on przyda. Wydawalo się, ze wszystko
                idzie po jej mysli, do momentu kiedy Paulina zaczela sprawiac klopoty.
                Domyslila się, ze ona jest zamieszna w te smierc i zaczela grozic, ze powie o
                wszystkim Grabowskiemu. I powiedziala. Kiedy, po tym jak Janek wykryl oszustwa
                z „Art-Foundation”, szla niby do Piotra, tak naprawde poszla do Grabowskiego.
                Wtedy on powiedzial jej, ze o wszystkim wie i opowie o tym Piotrowi i policji,
                chyba ze zgodzi się go kryc. Zaczeli się szamotac, on stal tylem przy otwartym
                oknie i sama nie pamieta, kiedy wlasciwie go wypchnela ogarnieta slepa furia.
                To było kompletnie nie zaplanowane. Do tego omal nie wpadla, kiedy Janek
                zjawil się na gorze z jej teczka. Stach pomyslec, co by było gdyby pojawil się
                choc pare minut wczesniej. I na dodatek kompletnie nie wiedziala, co teraz
                zrobi Paulina, zwlaszcza po wizycie u niej Janka. Paulina postanowila zrobic
                to, co nie udalo się Grabowskiemu. Zaszantazowala ja i na potwierdzenie swoich
                slow probowala zabic Janka. To była kompletnie nieprzewidywalna kobieta.Tylko
                dzieki refleksowi Jankowi jej się to nie udalo. Od tego momentu zaczely
                puszczac jej nerwy. Na razie nikt nie laczyl jej z tymi morderstwami, ale nic
                nie ukladalo się po jej mysli. Musiala szybko cos wymyslic, żeby wyeliminowac
                Pauline, zabic Piotra i przejac wladze nad firma, sama pozostajac poza
                wszelkimi podejrzeniami. Poszla wiec do Gintrowicza i powiedziala, ze wie, iż
                to jej wuj dokonal tych zbrodni w celu przejecia firmy, a Grabowskiego zabil
                ponieważ ten dowiedzial się o jego probie morderstwa ojca. Umowila się z nim,
                ze skieruje on Janka podejrzenia na Piotra, który na pewno powie wszystko
                porucznikowi. I w ten sposób Piotr zostanie pierwszym podejrzanym, a oni będą
                mieli wladze nad firma. Potem udala się do Piotra i Zalewskiego i wyjawila, ze
                to Gintrowicz zabil Tomasza i Grabowskiego, ponieważ chcial przejac firme i na
                pewno nie zawaha się przed zamordowaniem ich wszystkich. Zasugerowala, aby
                Janek, sprytnie przez nia pokierowany, przeszukal komputer Gintrowicza i
                znalazl umieszczony tam wczesniej przez nich podejrzany plik, który skierowalby
                podejrzenia na Gintrowicza. Janek w ogole odgrywal wazna role, bo był spoza
                kregu Lorentzow i byl najmniej podejrzany. Poza tym porucznik mu ufal. Potem
                wystraczylo tylko zaszantazowac Zalewskiego i zmusic go, aby zrobil to, co
                chciala. A chciala, aby zabil Piotra i zwabiona wczesniej do jego domu Pauline.
                To nie był trudne, ponieważ Zalewski miał mala, slodka tajemnice, ktorej
                ujawnienia obawial się najbardziej na swiecie. Mianowicie miał kochanke, która
                była w ciazy. I był tez bankrutem, ponieważ był nalogowym hazardzista.
                Wszystkie swoje oszczednosci i zarobione pieniadze przepuscil w kasynach. Gdyby
                ta straszliwa hetera – jego malzonka dowiedziala się, ze ma dziecko z kochanka,
                wyrzucilaby go na bruk w ciagu sekundy. A ponieważ spisana bardzo dokladnie
                przed slubem i w obecnosci tuzina prawnikow intercyza pozbawiala go zlamanego
                nawet grosza, Zalewski siedzial wiec jak mysz pod miotla, udawal przykladnego
                mezusia, zyl na koszt zony i bal się, ze ona dowie się o kochance. Przekonanie
                go, ze oboje mogą skorzystac na tych morderstwach i przejac wladze na firma,
                oraz dodatkowe argumenty w postaci zdjec przedstawiajacych jego skromna osobe w
                towarzystwie ciezarnej kochanki, nie było problemem. Potem wystarczylo tylko
                zapewnic sobie alibi w postaci upojnej, romantycznej nocy spedzonej w
                ramionach Janka, rano na komisariacie odegrac scenke omdlenia i zalamania
                nerwowego i w ten sposób odsunac od siebie podejrzenia od tych zabojstw. Na
                koniec zostalo tylko zwabienie Gintrowicza, który palal zadza zemsty po tym,
                jak go wystawila i Zalewskiego do jej domu w Konstancinie, zabicie ich,
                postrzelenie się w ramie dla ostatecznego odsuniecia od niej podejrzen i
                dopilnowanie, aby Janek tez zjawil się tam również w odpowiednim momencie,
                gotowy potem poswiadczyc policji, ze to ona była ofiara potwornego i
                koszmarnego spisku. Miala ogromne szczescie, ze trafila na porucznika
                Cieszkowskiego. To była jego ostatnia sprawa, chcial ja jak najszybciej
                zakonczyc i isc na emeryture. Pomyslec, ze gdyby trafila na jakiegos zadnego
                awansu mlokosa albo sluzbiste, który zaczalby analizowac po kolej wszystkie
                wydarzenia, to nie siedzialaby teraz w samolocie i nie lecialaby na dlugie
                wakacje do Meksyku, aby odzyskac zdrowie i sily po przebytych zdarzeniach. Tak
                miala cholernie duzo szczescia. Wlasciwie to cud, ze się jej udalo.
                -Przepraszam, to chyba moje miejsce – nad jej uchem rozlegl się kobiecy glos.
                Spojrzala w bok. Na miejscu obok niej usadowila się elegancka staruszka około
                85 – 90 lat.
                - Wygladasz moje dziecko na mila i gadatliwa osobke, ale ja od razu chce
                zaznaczyc, ze nie mam zamiaru przegadac z Toba calego lotu. Chce zajac się
                lektura - ciagnela tonem nie znoszacym sprzeciwu ekscentryczna starsza pani –
                i z gory uprzedzam, ze nie mam ochoty na wysluchiwanie nudnych historii z
                Twojego zycia, jak to zazwyczaj bywa podczas takich podrozy.
                Przytaknela starszej pani, która natychmiast wsadzila nos w jakies ogromne
                tomisko i zaczela czytac. Usmiechnela się sama do siebie z przekasem. Nudne
                historie z jej zycia. Mój Boze, gdyby ta pani znala historie jej zycia i
                wiedziala, ze siedzi obok morderczyni, pewnie zerwalaby się i uciekla z glosnym
                krzykiem. Albo dostala zawalu serca na miejscu. Tak, była morderczynia. Była
                chora psychicznie morderczynia. Nikt po takich wydarzeniach nie może być
                normalny. Jej nie pomoglyby nawet codzienne wizyty u psychiatry do konca zycia.
                Samolot zaczal kolowac po pasie. Stewardessa uprzejmym, wystudiowanym glosem
                poinformowala pasazerow o celu podrozy, warunkach pogodowych i poinstruowala o
                dokladnym zapieciu pasow. Pare minut pozniej samolot unosil się wysoko w
                powietrzu. Wyjrzala za okno. Chmury zaslonily widok. Znow się zamyslila.
                Ciekawe co teraz robi Janek? Oczywiście przygotowuje się do podrozy do Danii.
                Po calej sprawie postanowila wyslac go na jakis czas do filii firmy w Dani.
                Razem z Magda – jego sekretarka. Już wczesniej zauwazyla, ze ona mu się
                podobala. Miala nadzieje, ze będzie go pocieszac i ratowac jego zlamane serce
                na tyle skutecznie, ze skonczy się to czyms powaznym. Sama była kobieta i
                wiedziala, ze niejedna kobieta dzieki takiemu pocieszanianiu stanela na
                slubnym kobiercu. Byliby razem szczesliwi. A ona bardzo pragnela jego
                szczescia. Najbardziej na swiecie. Sama przecez nie mogla z nim być. Nie
                moglaby być z nim i oklamywac go, nie mowiac kim naprawde jest i jakich zbrodni
                się dopuscila. A przeciez nie mogla mu powiedziec. Wiedziala, ze ja kocha i ze
                teraz cierpi. Jej samej lamalo się serce z bolu i ropaczy, kiedy myslala o nim.
                I o tym, ze stracila milosc swego zycia. Kochala go, ale nie mogla z nim być.
                Nie chciala się zakochac. Na poczatku miał być tylko pionkiem w jej grze,
                zapewnic jej alibi. Chciala go uwiesc i wykorzystac do swoich celow. Ale z
                czasem, sama nie wiedziala kiedy, zaczelo jej na na nim zalezec. Nigdy
                wczesniej czegos takiego nie czula. W pewnym momencie najwazniejsze stalo się
                jego bezpieczenstwo. Musiala zrobic wszystko, ze nic mu się nie stalo. Z jednej
                strony czlowiek, który ja kochal i którego ona kochala a z drugiej zemsta, o
                ktorej myslala cale swoje zycie. Nie mogla zapomni
                • agniecha. Re: Odcinek 15 - Koniec ostateczny ! 13.11.01, 09:53
                  Nie mogla zapomniec tej nocy, kiedy powiedzial, ze ja kocha. To byla
                  najpiekniejsza chwila w jej zyciu,zapamieta ja na zawsze.
                  Przepelnial ja niewyobrazalny smutek i zal.
                  Po jej twarzy poplynely gorzkie lzy.
                  KONIEC
                  • ignatz Re: Odcinek 15 - Koniec ostateczny ! 13.11.01, 11:04
                    Naprawde niezle. Szkoda, ze tak malo i ze tak szybko sie skonczylo. Moze sequel?
                  • kahila Re: Odcinek 15 - Koniec ostateczny ! 13.11.01, 11:25
                    no nieźle, nieźle... całkiem ciekawie z tego, co Ci zgotował Janek, wybrnęłaś -
                    gratulacje :) . Właściwie to im więcej myślę, tym bardziej mi się podoba -
                    tylko nie wiem, co z Twoją obietnicą, że już nikogo nie uśmiercisz (dodałaś
                    jeszcze śmierć prawdziwej matki) ;) ale dobre to było, więc zapomnę o
                    wcześniejszej obietnicy....
                    Oczywięcie czekam na dalsze opowiadania, jak się domyślam o Agnieszce i Janku ;)

                    PZDR, kahila
                    • Gość: agniecha Re: Odcinek 15 - Koniec ostateczny ! IP: *.man.polbox.pl 13.11.01, 11:50
                      kamien spadl mi z serca!
                      myslalam, ze posypia sie na mnie gromy, ze
                      nielogiczne albo malo prawdopodobne,
                      a tu prosze: pochwaly czyli to co lubie najbardziej ;)
                      wielkie dzieki, ze nas czytaliscie!

                      powiesc nastepna bedzie, ale teraz pierwszy i ostatni
                      odcinek nalezy do Janka.
                      Janek - proponuje zalozyc nowy watek np POWIESC2,
                      bo ten juz mi sie zaczyna slimaczyc przy otwieraniu!
                      pozdrawiam serdecznie
                      • piotr_c Re: Odcinek 15 - Koniec ostateczny ! 13.11.01, 14:17
                        Po dłuzszej (przymusowej) przerwie melduję się ponownie w czytelni.
                        Podobała mi sie ta opowieść.
                        Kiedyś widziałem taką zabawę: Zwija się w zygzak wąski pasek papieru i kolejne
                        osoby rysują coś tak aby tylko fragment rysunku był widoczny na sąsiedniej
                        części. Kolejna osoba stara się kontynuować ten fragment i tak mamy krowę
                        przechodzącą w ręk, ta w tory kolejowe , te w kabel od żelazka itd. Wy bawicie
                        sie podobnie .
                        Bardzo czekam na następne teksty.
                        Niech natchnienie będzie z wami.
                        • agniecha. Re: Odcinek 15 - Koniec ostateczny ! 13.11.01, 14:50
                          Czesc Piotrze!
                          Ja tez kiedys bawilam sie w taka gre, ale
                          nie na zasadzie rysowania, tylko pisania.
                          Na gorze kartki pisalo sie wyraz,
                          potem zawijalo kartke i nastepna osoba sie dopisywala i tak dalej, az sie
                          kartka nie skonczyla. Pierwszy wyraz musial byc rzeczownikiem, drugi
                          czasownikiem, a potem juz lecialy przymiotniki i co kto chcial.
                          Czasami okazywalo sie to calkiem smieszne :)
                          Pozdrawiam Cie mocno.
              • agniecha. Do Kasi 13.11.01, 14:56
                Kaska pobudka!!!
                Wyjrzyj zza tych swoich segregatorow
                i napisz cos!
                Twoja opinia mnie interesuje!
                • ja_nek Do czytelników i Agniechy 13.11.01, 18:51
                  Przez prawie cały dzień byłem odciety od świata (czytać internetu) i dopiero
                  teraz piszę.
                  Pierwszy rozdział następnej powieści znajdzie się na "Forum na plazę" pod
                  tytułem POWIEŚĆ 2. Oczywiście znów spotkają się w nim Agnieszka i Janek.
                  Ja się powstrzymam z pochlebstwami pod adresem Agniechy, bo Frene powie, że
                  kadzę swojej rozchwianej jaźni. Swoje zdanie już wyraziłem w poczcie prywatnej
                  do Agniechy.
                  Kiedy będzie pierwszy rozdział nowej powieści jeszcze nie wiem. Ale na pewno
                  dostrzeżecie pierwszy odcinek.

                  Pozdrawiam wszystkich, a zwłaszcza współautorkę, dzięki której zabawa może
                  trwać dalej
                  Janek
    • saqqara Re: POWIESC 15.03.02, 15:03
      prosze i polecam sie na przyszlosc jak zawsze :))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka