IP: *.man.polbox.pl 03.10.01, 13:39
Witam i zapraszam w imieniu swoim i Janka do czytania!
I ozywiscie komentarzy :)
Obserwuj wątek
    • Gość: agniecha Rodzial 1 IP: *.man.polbox.pl 03.10.01, 13:40
      Firanka zafalowala gwaltownie, kiedy okno uchylilo się bezszelestnie. Stary
      mezczyzna spiacy w ogromnym lozku stojacym na srodku pokoju zatopiony był w
      swoich marzeniach sennych. Zwinna postac ubrana na czarno wslizgnela się do
      pokoju i cicho jak kot podeszla do lozka. Zimne, bezwzgledne i gotowe na
      wszysto oczy popatrzyly z nienawiscia na mazczyzne. Postac jak zmara z innego
      swiata ukleknela przy samym brzegu loza i wyjela strzykawke z bezbarwnym plynem
      w srodku. Potem przytrzymala reke starca i szybkim ruchem wbila igle w
      przedramie. Gwaltownie wyrwany ze snu probowal krzyczec i wyszarpac się z
      morderczego uscisku, ale silne rece zaslonily mu usta i nie pozwalaly na
      wykonanie zadnego ruchu, dopóki plyn nie zaczal dzialac i mezczyzna nie zamarl.
      Postac postala jeszcze pare sekund, potem pochylila się i sprawdzila tetno i
      oddech. Kiedy nie wyczula oni jednego ani drugiego wlozyla strzykawke do
      kieszeni i zniknela za onem. Firanka znow zafalowala. Po chwili wszystko
      wygladalo, jakby nie wydarzyla się tu żadna straszna rzecz. Z jednym wyjątkiem
      – mezczyzna nie był już zatopiony w snie, a jego szklane i pozbawione zycia
      oczy wpatrywaly się nieruchomo w sufit.

      Przerazliwy dźwięk dzwonka telefonu wyrwal go ze snu.
      - Slucham – wyjeczal w sluchawke, probujac znalezc zegarek i dojrzec, która
      jest godzina.
      - Janek natychmiast przyjezdzaj do firmy – uslyszal po drugiej stronie
      podekscytowany glos swojej sekratarki Magdy– stary miał zawal serca.
      Przyjezdzaj natychmiast – uslyszal brzdek odkladanej sluchawki i zapanowala
      cisza.
      Przez chwile wpatrywal się w ciemnosc i zastanawial się czy to rzeczywistosc
      czy tez jeszcze sni. Nie mogl znalezc zegarka wiec wlaczyl po omacku radio,
      wyswietlila się godzina – 7.40 rano. Akurat leciala jego ulubiona piosenka –
      „Milosc i ja” Bajmu.
      Wyskoczyl z lozka i pobiegl do lazienki. W lustrze popatrzylo na niego jego
      wlasne odbicie. Był szczuplym mezczyzna sredniego wzrostu. Ciemne wlosy były
      krotko sciete, tak samo jak mala czarna brodka i wasiki. Szare oczy, które
      zazwyczaj z ciekawoscia i cieplem patrzyly na swiat, teraz były waskie i
      wyraznie zaspane. Szybko umyl się i ubral, chwycil w locie teczke, dokumenty i
      kluczyki do samochodu i wybiegl z mieszkania znajdujacego się w Centrum
      Warszawy.

      Biuro maklerskie, w którym pracowal, miescilo się w Warszawskim Centrum
      Finansowym. Zostalo zalozone przez Tomasza Lorentza i prowadzone przez niego i
      jeszcze 4 czlonkow – jego brata Piotra i trzech wspolnikow: Adama Gintrowicza,
      Pawla Zalewskiegi i Seweryna Grabowskiego. Firma zajmowala polowe budynku. Na
      ostatnim pietrze miescil się zarzad. On pracowal tylko pietro nizej. Był
      maklerem gieldowym i jednym z najbardziej szanowanych i zdolnych pracownikow,
      zajmowal się najwazniejszymi klientami. Był tez na tyle zaufanym czlowiekim
      firmy, ze zarzad wtajemniczal go w wewnetrzne sprawy firmy. Od razu po wyjsciu
      z windy dojrzal Magde, mloda, filigranowa blondyneczke z niebieskimi oczami,
      która podbiegla doniego i z w wypiekami na twarzy zaczela opowiadac sensacyjne
      wiadomosci.
      • Gość: agniecha Re: Rodzial 1i pol IP: *.man.polbox.pl 03.10.01, 13:42
        - Wyobraz sobie, ze staruszek mial dzis w srodku nocy zawal serca – jej oczy
        były ogromne jak spodki od filizanek do kawy – Bylby umarl, ale pokojowka
        obudzila się w nocy i przypomniala sobie, ze zostawila u niego otwarte okno, a
        ponieważ było zimno postanowila isc i je zamknac. Zauwazyla, ze lezy z
        otwartymi oczami, nie oddycha i natychmiast zadzwonila po pogotowie. Podobno
        jest w stanie smierci klinicznej czy cos podobnego, może się obudzic za kilka
        dni albo tygodni, albo nawet miesiecy! – przejeta szarpala go za rekaw od
        marynarki –straszna historia, był takim sympatycznym czlowiekiem, nie mogę w
        to uwierzyc! A Ty masz natychmiast pojawic się u Piotra Lorentza. Czekaja na
        Ciebie!
        Kiedy tylko pojawil się na gorze, zostal wezwany do pokoju konferencyjnego,
        gdzie zostal mu przedstawiony porucznik Marcin Cieszkowski, a potem Piotr
        kazal stawic się u siebie. Porucznik był niskim mezczyna około 60, okraglym
        jak paczek i niedbale ubranym. Wzial go w krzyzowy ogien pytan i po godzinie
        Janek musial przyznac, ze były to pytania bardzo trafne i inteligentne. Tylko
        nie bardzo rozumial w jakim celu były zadawane.
        Potem udal się do gabinetu Piotra.
        -Jak widzisz sytuacja jest bardzo napieta. Wiesz, ze zawsze miałem do Ciebie
        ogromne zaufanie, dlatego postanowilem wtajemniczyc Cie w cala sprawe. Ufam, ze
        mnie nie zawiedziesz – jego oczy były przepelnione smutkiem i powaga -Mój
        ojciec nie dostal zawalu serca, ktos dzis w nocy podal mu jakis lek w plynie,
        który miał wywolac zawal serca i spowodowac, zeby wygladalo to na naturalna
        smierc. Ten lek dziala w taki sposób tylko przy spelnieniu okreslonych
        warunkow. Wstrzyknal go ktos, kto znal ojca doskonale i wiedzial jaki jest stan
        jego zdrowia. Ktos z najblizszego otoczenia.
        -To straszne – Janek był wstrzasniety – ale dlaczego ktos mialby pragnac jego
        smierci?
        - Od pewnego czasu nie bardzo zgadzalismy się, jeśli chodzi o kierunki rozwoju
        firmy i sposoby jej prowadzenia - westchnal ciezko - Tomasz i ja mielismy
        inne plany, natomiast pozostali wspolnicy preferowali inne sposoby wprowadzenia
        firmy na szerokie wody i poszerzenia jej dzialalnosci. Nie da się ukryc, ze
        dochodzilo ostatnio do ostrych spiec. Zanipokoily mnie tez powaznie pewne
        nieprawidlowosci w finansach naszej firmy. Tomasz ma 50 procent udzialow i tym
        samym glowna wladze. W przypadku jego smierci mielismy rozdzielic 35 procent
        jego udzialow miedzy siebie, natomiast 15 procent miala dostac moja
        siostrzenica Agnieszka i zasiasc w zarzadzie. Tym samym uklad sil zmienil by
        się calkowicie. Mowie to z ciezkim sercem, ale ja i moja siostrzenica sadzimy,
        ze ktos postanowil pomoc zejsc z tego swiata naszemu ojcu. Boimi się, ze może
        zechce dokonczyc dziela. Chciałbym, zebys razem z Agnieszka sprawdzil
        wszystkie wieksze operacje dokonywane przez czlonkow zarzadu, może wykryjecie
        jakies nieprawidlowosci, które doprowadza nas być może do mordercy. Oczywiście
        musi to pozostac w tajemnicy, licze na Twoja dyskrecje.
        - Alez oczywiście – Janek był wyraznie zaskoczony tym, co uslyszal.
        - Przyszla Pani Agnieszka – zadzwieczal interkom na biurku.
        Drzwi się uchylily i do gabinetu weszla mloda kobieta.

        CDN
        Janku czekam z niecierpliwoscia na Twoj ciag dalszy.
        Pozdrawiam serdecznie wszystkich starych i nowych czytelnikow.
            • Gość: Janek Rozdział drugi IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.10.01, 18:32
              Do gabinetu Piotra Lorentza weszła brunetka, około 170 cm wzrostu. Miała
              dwadzieścia parę lat, długie, ciemne włosy opadające poza ramiona, zielono-
              szare oczy, szczupłą sylwetę i coś co sprawiło, że patrzył nieco dłużej niż
              miał w zwyczaju.
              -Poznajcie się – rzekł Piotr. -To Agnieszka, wspominałem Ci o Niej. Moja
              siostrzenica jest obeznana z tym co robimy i będziecie robić.Agnieszko to jest
              Janek.
              -Cieszę się, że będziemy razem współpracować - odparł Janek. To co się stało,
              to dla nas wszystkich szok.
              Podali sobie ręce, a ich oczy spotkały się. Zauważył w nich pewność siebie,
              siłę i żywość. Uścisk dłoni trwał nieco dłużej niż zwykle, ale Piotr zasępiony
              wydarzeniami ostatnich 24 godzin nie zwrócił na to uwagi.
              -Skoro już się znacie to zabierajcie się do pracy. W razie czego wiecie, gdzie
              mnie szukać. Mam teraz sporo pracy.
              -Zapraszam do swojego gabinetu – odparł i przepuścił Ją w przejściu.
              -Zaraz do Ciebie przyjdę, tylko pójdę po dokumenty.

              Poszedł do swojego gabinetu. Pokój był dość skromny, ale elegancki.
              Zanim został kimś w firmie przeszedł trudną szkołę znaczoną stratami i zyskami
              w różnych inwestycjach. W końcu wyrobił się i został czymś więcej niż zwykłym
              maklerem. Kierował inwestycjami najważniejszych klientów, którzy powierzali mu
              zarządzanie portfelem. Oni przelewali na swój rachunek maklerski duże kwoty i
              oczekiwali zysków większych niż w banku. On miał te pieniądze pomnażać, a nie
              było to łatwe, zwłaszcza w dobie bessy.
              Mimo że był młody, inwestował ostrożnie.
              Patrzył teraz przez okno biurowca na wspaniały, zapierający dech w piersiach
              widok miasta.
              Myślał.
              Rynki były niespokojne, cena ropy mogła wzrosnąć lada chwila na skutek wydarzeń
              w Azji, a widmo światowej recesji zaglądało do każdego kraju. Świadomość, że
              konflikt zbrojny na większą niż dotąd skalę może stać się faktem, powodowała
              falowanie kursów i dużą nerwowość na rynkach. Inwestorów zagranicznych na
              parkiecie było niewielu więc i obroty były niewielkie. Przypadkowe duże
              zlecenia wywołujące nagłe spadki i wzrosty kursów powodowały u małych graczy
              palpitacje serca.
              Ostatnio nie dokonywał żadnych dużych operacji. Pakiet akcji jaki posiadał w
              zarządzanych przez siebie portfelach był szczupły, ale wiedział, że rynki
              kiedyś się podniosą, więc czekał na okazję do tanich i dobrych zakupów. Część
              środków ulokował w papierach skarbowych, które nadal dawały wysoką stopę
              zwrotu. Co prawda niektórzy uważali, że zbliża się kryzys złotówki, ale słyszał
              to już od dawna, jeszcze w czasach, kiedy deficyt w handlu zagranicznym był
              skrajny.
              Jego gwiazda rozbłysła szczególnie mocno, kiedy przepowiedział załamanie na
              rynkach innowacyjnych technologii w marcu 2000 roku oraz odwrócenie trendu
              wzrostowego na indeksie Dow Jones. Patrzył wtedy ze zdumieniem na
              podekscytowanych wielkimi zwyżkami spółek internetowych maklerów i nie mógł
              wyjść ze zdziwienia, dlaczego dają się ponieść emocjom. Oni zaś traktowali go
              jak idiotę, który nie idzie z duchem czasu i nic nie rozumie.
              Ci, którzy uwierzyli w magię nowych technologii ponieśli wysokie straty.
              Jego dochody z inwestycji kapitałowych nie były co prawda duże, ale w dobie
              spadków było to coś istotnego. On zaś wierzył w inwestycje długoterminowe i nie
              martwił się specjalnie pojedynczymi zachwianiami na rynkach. Ale obecna
              sytuacja na świecie wymagała ostrożności.
              Ale wiadomość o próbie zamordowania Tomasza Lorentza nie dawała mu spokoju.
              Tomasz Lorentz był wymagający, miał swoją wizję firmy i nie wszyscy się z Nim
              zgadzali. Ale kto mógł chcieć jego śmierci?
              Zmusił się do przejrzenia, co dzieje się na rynkach. Połączył się z internetem
              i zerknął na zachowanie indeksów na otwarciu sesji: Nikkei, Hang Seng, DAX,
              CAC, FTSE....
              Na rynkach nie działo się nic specjalnego.

              Rozległo się pukanie: weszła Magda
              -Są raporty o spółkach od naszych analityków – rzekła i położyła dokumenty na
              stole.
              Była zmysłową blondynką, obfity biust z rozmiaru D, do tego inteligentna i
              bystra. Nie mógł sobie odmówić zerknięcia na Jej kołyszącą się pupę, kiedy szła
              do drzwi. W końcu mężczyźni z całego piętra próbowali się z Nią umówić, więc
              jego reakcja nie była niczym nadzwyczajnym. Zawsze spontaniczna i witalna
              wnosiła uśmiech i życie do firmy, gdzie zawsze przewijali się zestresowani
              młodsi stażem i doświadczeniem maklerzy. Jej zaletą było to, że załatwiała
              mnóstwo spraw, aby miał wolną głowę dla inwestycji. Musiał przyznać, że była
              niezmiernie seksowna. Czasem zastanawiał się, jakby to było, gdyby....
              Spostrzegła jego spojrzenie i uśmiechnęła się lekko.
              Kiedy drzwi zamknęły się mruknął do siebie
              -Marzyciel.
              Zerknął na raporty. Telekomunikacja Polska, Elektrim, Agora, Netia, Orbis,
              KGHM, Orlen.
              Odłożył je na bok. Raporty czytać musiał, ale miał dystans do tego co pisali
              analitycy. Pamiętał niejedną ich wpadkę, kiedy wyceniali różne spółki tak czy
              inaczej, a rynek zachowywał się zupełnie inaczej. Przeleciał wzrokiem nagłówki
              prasowe.
              Nagle usłyszał pukanie do drzwi. Po chwili w wejściu pojawiła się Agnieszka.
              -Wejdź – zaprosił Ją do środka. – Napijesz się czegoś?
              -Może kawy.
              Wdusił przycisk interkomu i powiedział:
              -Magdo, zrób dwie kawy.
              -Oczywiście.
              -Musimy sprawdzić operacje dokonywane przez zarząd firmy – powiedziała, trochę
              to potrwa. Proponuję, żebyśmy sprawdzili te dokumenty.
              -Przepytywał już Cię ten porucznik?
              -Tak. A ciebie?
              -Też. Czy już cokolwiek wiadomo?
              -Nie, podobno policyjni technicy szukają jakichś śladów w willi. W domu podobno
              nic nie zginęło. To dziwne. Dlatego musimy sprawdzić wszystkie operacje
              Zalewskiego, Gintrowicza i Grabowskiego. Potem będziemy sprawdzać kierowników
              niższych szczebli.

              Wśród papierów nie było żadnych dokumentów dotyczących Piotra Lorentza.
              Popijając kawę przeglądali papierki.

    • wiosna Re: POWIESC 04.10.01, 10:24
      hmm czasami zdarzają ci się jezykowe kiksy np główna władza. Na poczatku
      przydałoby się jakoś szczegółowiej opisac naszego bohaterskiego maklera. Nic o
      nim nie wiemy - obudził sie i pognał do pracy gdzie jest kims więcej niż
      maklerem. Tak przynajmniej piszesz. POtem sie sypiesz, bo potem zwierzchnik
      wzywa go do siebie i objaśnia sprawy, ktore naszemu bohaterowi powinny być
      znane, jeśli rzeczywiście jest kimś ważnym w tej firmie. Kto jak kto ale on
      musiał wiedzieć o konfliktach i sporach co do kierunku prowadzenia firmy. Takie
      spory sa dość głośsne i długotrwałe. Zdarzają się też wpadki charaterologiczne:
      najpierw agniszka ma to coś co sprawia, że bohater dłużej niż zwykle na nią
      patrzy a potem biedna Magda jest oglądana od stóp do głów z uwagą na miejsca
      strategiczne (biust D okrągła pupa).
      W pierwszcy zdaniach dotyczących bohatera powinismy wiedzieć o nim coś więcej:
      czy sam mieszka, czy może z kimć. Postacie muszą byc lepiej charakteryzowane i
      najlepiej gdyby miały jakiś charakterystyczny szczegół (papieros tik,
      zamiłowanie do czarnego koloru, zawsze jednwabne bluzki itp). Wtedy lepiej sie
      je zapamiętuje. pozdrawiam.
      • Gość: Janek Do Wiosny i innych czytelników IP: *.ipartners.pl 04.10.01, 11:10
        Problem w tym, żeby odcinek nie stał się nudny poprzez opisy. Spotykamy
        przecież sugestie, aby skracać teksty. Uważam, że nie ma sprzeczności w tym, że
        Lorentz mówi o sporach w zarządzie, Czytelnik przecież o tym nie wie.
        Co do postaci Agnieszki i Magdy: my mężczyźni patrzymy się na różne kobiety i
        spostrzegamy Ich wdzięki. Inaczej nie bylibyśmy mężczyznami. Fakt, że
        przeczesujemy otoczenie w poszukiwaniu ciekawych kobiet, nie oznacza, że nie
        mamy ochoty na to czy tamto. Pomarzyć sobie każdy mężczyzna może. Ale liczy się
        to, jaki w końcu wykona ruch i do kogo będzie On adresowany.
        Starałem się maksymalnie przybliżyć postać Agnieszki, poprzez wyobrażenie sobie
        Jej wyglądu. Celowo rozgraniczyłem dwie kobiece postacie: One oddziaływują
        inaczej na męską psychikę i zmysły. Główny bohater będzie odrobinę rozdarty
        między nimi.
        Co do dokładniejszego zarysu postaci - wezmę to pod uwagę.
        Dziękuję serdecznie za wszystkie uwagi pozytywne i te mniej pozytywne. Wezmę je
        sobie do serca i proszę o więcej spostrzeżeń.

        Pozdrawiam serdecznie
        Janek
        Aha: a odnośnie powieści: all rights reserved for Agniecha and Janek (ja_nek).
        Mały drobiazg: będę się także pojawiał pod imieniem ja_nek (nie chcę bowiem,
        żeby ktoś kiedyś zaczął cokolwiek pisać pod moim imieniem, a wiem skądinąd, że
        ktoś ma takie imię jako swój login na poczcie Gazety, choć się nie ujawnił jak
        dotąd na forum).
          • Gość: Janek Do Frene IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.10.01, 21:45
            Ej, Frene, a więc straciłaś głowę. Jeśli ją jeszcze nosisz to tylko dlatego, że
            miałbym ochotę stanowić z Nią jedno....
            Eh, rozmarzyłem się...... i do tego stąpam po cienkiej linie....

            Zaraz spadną na mnie gromy, więc spieszę z następującym zapewnieniem:
            Agniecho, wybacz! Ale musiałem coś zrobić z Frene, aby Ją przekonać.
            Jeśli zażądasz, odzieję się zaraz w worek pokutny i pójdę do Canossy. Będę tam
            leżeć krzyżem, a w przerwach będę się bił w piersi i mamrotał: mea culpa, mea
            culpa, mea maxima culpa. Potem odprowadzę dziesięcinę do Rzymu i posypię głowę
            popiołem.

            Pozdrowienia
            Janek
            • Gość: Janek Do Agniechy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.10.01, 18:34
              Uffff!!! Upiekło mi się. Bo wór pokutny ciężki i szorstki, a według
              średniowiecznych wymogów trzeba go nałożyć na nagie ciało. Reszta pokuty też
              mało ciekawa.
              Co do romantycznej wyprawy - myslę, że da się coś załatwić. Ale na początek
              proponuję jesień na Mazurach. Tam gdzie bym Cię zabrał, dałoby się wykombinować
              jakieś palmy i ciepłą wodę pod dachem, ananasy i mango mozna zamówić, bym nie
              musiał sobie przypominać jak moi przodkowie wspinali się drzewa.
              Co do klejnotów: poszukam ich dla Ciebie w jakimś krzyżackim zamku, może bracia
              zakonni nie wydali wszystkiego na uczty przed sekularyzacją.... Wszystko co
              znajdę rzucę Ci do stóp.
              A co do noszenia na rękach: chętnie się przyzwyczaję.
              Zaś do błyskotliwej rozmowy potrzeba dwojga, dlatego tak dobrze mi wyszło....
              Zatem wszystko załatwione.

              Pozdrowienia ciepłe
              Janek

              • Gość: agniecha Rozdzial 3 IP: *.man.polbox.pl 08.10.01, 09:31
                Ostatnie 2 tygodnie minely im bardzo pracowicie. Oprocz swoich dotychczasowych
                obowiazkow przegladali bardzo dokladnie operacje dokonywane przez Gintrowicza,
                Zalewskiego i Grabowskiego. Często zostawali w firmie do poznej godziny. Praca
                była bardzo nuzaca i mozolna, ale Agnieszka okazala się wytrwala towarzyszka
                „niedoli”, swietnie im się razem pracowalo. Pare tak pracowitych wieczorow
                udalo im się nawet, ku widocznemu zadowoleniu Janka, zakonczyc w pewnej
                przytulnej knajpce na Starowce, gdzie przy poznej kolacji i cieplej herbacie
                udalo im się porozmawiac nie tylko na tematy zawodowe. Aga 3 lata temu
                skonczyla studia ekonomiczne i zaczela pracowac w Danii, w jednej z filii.
                Chciala zostac w Polsce, ale Tomasz, czyli jej dziadek, postanowil rzucic ja od
                razu na glebokie wody. A ponieważ od smierci jej matki, kiedy miala 16 lat,
                przejal nad nia opieke i finansowal jej studia, nie mogla się przeciwstawic.
                Wspaniale im się ze soba rozmawialo i wkrotce ich dyskusje na roznorodne
                tematy, także osobiste, zaczely mocno się przeciagac, pomimo wizji porannego
                wstawania i calodziennego zaglebiania się w rzedy cyferek, zestawien i
                bilansow.
                Kiedy zaczeli zblizac się już z praca do konca i kiedy wydawalo im się, ze już
                nie znajda nic podejrzanego albo przynajmniej niepokojacego, Janka
                zainteresowala w wydrukach przyniesionych przez Agnieszke pewna kwota przelana
                z ich firmy „Lorentz i Wspolnicy - Inwestycyjny Dom Maklerski” na rachunek
                „Art-Foundation” - malej, prywatnej Fundacji na Rzecz Wspierania Sztuki
                Nowoczesnej i opatrzona akceptujacym podpisem Grabowskiego. Nie zwrocilby na
                to uwagi, gdyby nie fakt, ze sam pare tygodni temu jeden z jego kolegow
                przenosil się do fili firmy w Niemczech i Janek pomagal mu zakonczyc sprawy
                dwoch firm. Jedna z nich była „Art-Foundation”. Zazwyczaj nie zajmowal się ta
                firma, ale chcial pomoc koledze i stad doskonale pamietal, ze kwota była nizsza
                niż ta, która miał przed teraz oczami.
                - Aga, sluchaj, tu się cos nie zgadza – Janek odwrocil się do Agnieszki
                zapatrzonej w monitor komputera.
                -Tak? - podniosla na niego zaciekawiony wzrok.
                - Co Ci mowi firma ”Art-Foundation”? – zapytal.
                Wydawalo mu się, ze drgnela a w jej oczach pojawil się przestrach, ale po
                sekundzie jej twarz znieruchomiala i nie odbijalo się na niej żadne uczucie.
                Janek pomyslal, ze musi być bardzo zmeczony, skoro jego wzrok plata mu figle.
                Wstala i podeszla i jego biurka. Wyjasnil jej, co go zaniepokoilo.
                - Sprawdze jeszcze raz dokladnie transakcje tej firmy – Janek nagle się ozywil
                i przez nastepne poltorej godziny sprawdzal wydruki i przelewy, a kiedy
                skonczyl miał niewesola mine.
                - Dlaczego na rachunek takiej malej fundacji, mimo srednich zyskow wplynely
                pare razy tak ogromne kwoty? Wszystkie zaakceptowane przez Grabowskiego? –
                zapytal.
                - Nie mam pojecia – westchnela Agnieszka - myslisz, ze on robi po prostu
                szwindle czy to ma cos wspolnego z proba zamordowania mojego dziadka? Myslisz,
                ze moglby być do tego zdolny?
                Janek zamyslil się. Grabowski był 40 letnim mezczyzna, ale wygladal na co
                najmniej 35, dzieki ciaglym cwiczeniom. Dbal o siebie i przywiazywal duza wage
                do swojego wygladu. Był przede wszystkim bardzo sprytny. Janek go nie lubil,
                wydawal mu się falszywy.
                - Chyba pojde z tym do Piotra, zobaczymy co powie – Aga zebrala dokumenty i
                wyszla z pokoju.
                Janek ulozyl się wygodnie w swoim skorzanym fotelu i zapatrzyl się w widok za
                oknem. Zapadal zmierzch, swiatla latarn i neonow rozswietlily miasto. Czy
                naprawde ktos chcial zabic Tomasza? Kto to zrobi, kto bylby do tego zdolny?
                Znal tych ludzi dobrze, pracowal z nimi od lat. Mysl, ze ktorys z nich dopuscil
                się proby morderstwa, powodowala, ze ciarki przechodzily mu po karku. I
                dlaczego wśród tego stosu papierow, które przejrzeli, nie było zadnych
                dokumentow Piotra?
                Nagle jego wzrok padl na biurko. Na brzegu lezala teczka Agi, ktorej
                najwidoczniej zapomniala zabrac. Podniosl się, wzial ja a potem pozbieral
                wszystkie swoje rzeczy, zamknal biuro i postanowil wreszcie jechac do domu i
                wziasc goraca kapiel. Przedtem jednak udal się pietro wyzej, żeby w pokoju
                Agnieszki zostawic jej teczke. Wysiadl z windy i skierowal się na lewo, gdzie
                były gabinety Zalewskiego, Gintrowicza i Grabowskiego oraz maly pokoik Agi. Na
                prawo, w koncu korytarza znajdowal się pokoj Tomasza, Piotra oraz ogromna sala
                konferencyjna. Bedac pewnym, ze Aga teraz tam jest, az podskoczyl, kiedy
                zobaczyl ja nagle przed soba.
                - Myslalem, ze jestes u Piotra, wystraszylas mnie – powiedzial.
                -Ach, wlasnie tam ide. Wpadlam tylko na chwile do siebie – odpowiedziala i
                chciala jeszcze cos dodac, kiedy oboje uslyszeli krzyki dochodzace z dolu.
                Szybko zjechali winda nizej. Kiedy wypadli na korytarz zobaczyli biegnacego
                ochroniarza.
                - Wlasnie Panstwa szukalem! – wykrzyknal zaaferowany - Wlasnie przed chwila
                Grabowki popelnil samobojstwo! Wyskoczyl z okna swojego gabinetu! Z 36 pietra!!!

                CDN
                Pozdrawiam wszystkich i zycze Jankowi milego lamania sobie glowy nad dalszym
                ciagiem :)
            • Gość: Frene Re: Do Agniechy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.10.01, 19:21
              Gość portalu: agniecha napisał(a):

              > dam Ci dobra rade:
              > nie szafuj ta swoja biedna glowa,
              > bo masz ogromne szanse, zeby ja stracic
              > i jak Ty bedziesz biedulko wygladac? ;)))

              Będę wyglądać ostrożnie,żeby z okna nie wypaść...

              A jeżeli chodzi o głowę, to spokojna głowa, mam ich siedem, to sobie mogę
              szafować ile głowa zapragnie, więć Ty sobie tym głowy nie zawracaj i niech Cię o
              to głowa nie boli.

              Głowa do góry!

        • Gość: Janek Rozdział 4 IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.10.01, 23:58
          Ulicę rozświetlały błyski policyjnych kogutów. Ciało Grabowskiego przykryte
          było czarną folią. Wokół zdążył ustawić się tłum gapiów. Janek patrzył na nich
          z obrzydzeniem.
          Kilku policyjnych techników udało się natychmiast do gabinetu Grabowskiego w
          poszukiwaniu czegoś, co by pomogło wyjaśnić okoliczności zdarzenia. Porucznik
          Cieszkowski rozmawiał kolejno ze wszystkimi, którzy mieli w tej sprawie coś do
          powiedzenia. A więc rozmawiał z facetem, który przechadzał się nieopodal z
          psem, jakimś taksówkarzem, który czekał niedaleko na kurs i oczywiście
          pracownikami firmy, którzy opuszczali właśnie biuro lub zamierzali to uczynić.
          On sam odpowiedział na kilkanaście pytań i pozwolono mu wrócić do domu.
          Agnieszkę jeszcze przesłuchiwano, w końcu była na piętrze, kiedy to się stało.
          Był wstrząśnięty, postanowił wrócić do domu, żeby sobie wszystko poukładać.
          Udał się do garaży w podziemiach biurowca. Otworzył z pilota swoją czarną,
          służbową Borę. Wsiadł i ukrył twarz w dłoniach.
          Grabowski próbował popełnić samobójstwo... Ale po co, gdyby wyczuł co się
          święci, to przecież mógłby po prostu wyjechać z pieniędzmi, które wyprowadził z
          firmy......
          Może kogoś się wystraszył i popełnił samobójstwo? A może to nie było
          samobójstwo? A jeśli tak, to kto to robi i kto będzie następny? Myśli
          przebiegały mu przez głowę z szybkością błyskawicy. Czuł niemal fizyczny ból od
          kłębiących się pytań, na które nie znał odpowiedzi. Po chwili uspokoił się.
          Pozbierał fakty. Zginął człowiek z frakcji zwalczającej Lorentzów, jeden z
          Lorentzów był na skraju śmierci. To było bez sensu.
          Ktoś musiał działać na zlecenie, mógł to być ktoś z zewnątrz, ktoś kto
          korzystał na operacjach Grabowskiego.
          Jeszcze jedno nie dawało mu spokoju. Agnieszka była tam, kiedy to się stało.
          Czy to ona mogła być zabójcą?
          „Niemożliwe” – powiedział sam do siebie. Gdyby chciała zabić Lorentza, a on by
          przeżył, to by przecież dokończyła sprawę, żeby nie być rozpoznana. Stary
          Lorentz ją dobrze znał. Nie, to niemożliwe. Grabowski był wysportowany i aby
          wyrzucić go przez okno potrzeba było dużo siły.... Nie podejrzewał o to
          Agnieszki.

          Kiedy tak myślał, nagle drzwi windy uchyliły się i wyszła Agnieszka. Wydawało
          mu się, że na Jej twarzy nie było oznak smutku czy uczuć, ale było przecież
          ciemno. Podeszła do zaparkowanego Alfa Romeo 156. Nagle pochyliła się. Po
          chwili wyprostowała się i kopnęła w koło ze złości.
          Janek zapalił silnik i podjechał do Niej.
          - Co się stało – zapytał
          - Sam popatrz, oponę diabli wzięli. Popatrz jaki flak
          - Podrzucę Cię do domu
          - OK., tylko wezwę pomoc to wymienią koło. Do tego czasu zostawię klucze od
          wozu u portiera. Zostawię tu auto i zajmą się nim -.
          Trwało kilka minut zanim wszystko załatwiła.
          Wsiadła do volkswagena i auto z piskiem opon pomknęło ku wylotowi z garaży. W
          bladym świetle widział zmęczenie i zniechęcenie rysujące się na Jej twarzy.
          Wyjechali na ulicę. Tłum gapiów już się rozszedł. Przy wejściu głównym do
          biurowca stał już tylko służbowy polonez policyjny. Porucznik Cieszkowski
          rozmawiał jeszcze z szefem ochrony biurowca.
          - Myślisz, że to samobójstwo? - zapytał
          - Facet taki jak Grabowski nie popełnia tak po prostu samobójstwa. Zawsze był
          pewny siebie, arogancki i zarozumiały. Tak nie wygląda człowiek, który chce się
          zabić. Nigdy nie widziałam go zdenerwowanego, aby stracił panowanie nad sobą.
          - Jeśli ktoś mu pomógł opuścić ten świat, to na pewno policja sprawdzi
          wszystkie kasety z zapisem video z kamer. Może to coś da – odparł.
          -Oby – odparła cicho.
          Bora zjechała Spacerową w dół, w kierunku ambasad. Jadąc na ich tyłach
          dostrzegli zarysy patrolujących okolicę żołnierzy w czerwonych beretach z
          kałasznikowami na ramieniu. Skręcili w prawo i pomknęli w kierunku Wilanowa.
          Kiedy wyjeżdżali za granice miasta wskazówka prędkościomierza przekroczyła 150
          km/h. Zbliżali się do Konstancina.
          Tam w jednej z piętrowych willi mieścił się dom Agnieszki.
          Weszli do środka. Zrzuciła z siebie płaszcz i opadła ciężko na kanapę.
          - Wszystko w porządku? – zapytał
          - Nic nie jest do cholery w porządku! Nie rozumiesz? Gdybyśmy znaleźli się tam
          trochę wcześniej zabójca zabiłby także mnie albo Ciebie. Dlatego nic nie jest w
          porządku!
          - Jeśli to było morderstwo.
          - Masz wątpliwości? W kontekście tego co znaleźliśmy?
          - Myślisz, że jak na mnie nawrzeszczysz, to wszystko się wyjaśni?
          -Wiem, że nie, ale czuję się bezsilna. Jestem dobra w bilansach, audycie i tym
          podobnych, ale jestem bezsilna wobec czegoś takiego. Teraz nikt nie może być
          bezpieczny.
          Tu Jej głos się załamał. Zaczęła płakać.
          Objął Ją ramieniem. Jeśli kiedykolwiek zastanawiał się, czy Ona ma z tym coś
          wspólnego, teraz już tych wątpliwości nie miał. Gdyby miała coś wspólnego z
          ostatnimi wydarzeniami to by twierdziła, że to samobójstwo.
          Przytulił Ją do siebie i siedzieli tak przez dłuższą chwilę, aż Jej szloch nie
          wygasł.
          Na chwilę oderwała się od niego. Szepnęła tylko:
          - Zostań ze mną tej nocy
          Pocałował Ją i pociągnął ku sobie. Sięgnął do guzików Jej bluzki.
          - Zaczekaj Janku. Nie dziś. Po prostu bądź przy mnie tej nocy. Boję się.....
          Otarł Jej łzy i uśmiechnął się.
          - Oczywiście. – a po chwili dodał w myślach do siebie „Jesteś idiotą Janek, a
          ponoć masz wysokie IQ.”

          Poszła pod prysznic. Po kilkunastu minutach wróciła skąpo ubrana. Nie mógł nie
          zauważyć jak była piękna mimo przejść całego dnia. I poczuł jak bardzo chciałby
          bywać z Nią częściej. Chciał Ją ochronić przed nieznanym zabójcą i wiedział,
          jak trudna będzie to rozgrywka.
          Rozmawiali jeszcze cicho przez kilkanaście minut. Siedział obok łóżka na
          podłodze, trzymał Jej rękę dopóki nie zasnęła. Kiedy się upewnił że śpi,
          poszedł wziąć prysznic.
          Kiedy wrócił zastał kołdrę zsuniętą na bok. Skąpe odzienie nie było w stanie
          zakryć wszystkich Jej wdzięków. Podszedł do łóżka i przykrył Ją szczelnie.
          Przez chwilę wpatrywał się w Nią. Była oszałamiająca..... Westchnął cicho i
          usiadł na fotelu. Pogrążył się w niewesołych rozmyślaniach. Wiedział, że musi
          rozpracować Art Foundation. Ktoś z kierownictwa tej firmy oraz sam Grabowski
          musiał się wzbogacić na niejasnych transakcjach fundacji. Co więcej fundacja
          mogła być tu zaledwie przykrywką. Nie ulegało wątpliwości, że ktoś chciał się
          pozbyć niewygodnego świadka jakim był Grabowski. Ale dlaczego próbowano zabić
          Lorentza?
          Nic się nie kleiło, chyba, że Lorentz zaczął czegoś się domyślać.
          Kwoty jakie przelewano z rachunku firmy były znaczące, na tyle poważne, że
          komuś zależało by sprawę zatuszować. Jeśli tak, to następnym celem mogli być
          drugi Lorentzów i ........
          Kiedy tylko zdał sobie sprawę z wniosku jaki wysnuł, zerwał się na równe nogi i
          chciał biec do łóżka Agnieszki. W ułamek sekundy później szyby rozprysły się i
          miejsce gdzie przed chwilą siedział zostało podziurawione kulami.
          Rzucił się na łóżko. Przywarł do Agniechy i poczuł nagle ostry ból w prawym
          przedramieniu. Nie zważając na to zwinnym szybkim ruchem pociągnął Ją ze sobą
          na podłogę za łóżko. Kule jeszcze przez chwilę wbijały się w ściany, po czym
          wszystko umilkło równie nagle jak się rozpoczęło.
          - Komórka gdzie masz komórkę – syknął nasłuchując.
          - Powinna być na szafce nocnej. - wyciągnęła rękę i po chwili srebrna Nokia
          znalazła się w Jej ręku. Wybiła trzycyfrowy numer.
          - Hallo? – zapytała drżącym głosem. Potrzebna pomoc.

          Pozdrawiam
          Janek


                • Gość: agniecha Re: Do Frene IP: *.man.polbox.pl 10.10.01, 09:58
                  Gość portalu: Janek napisał(a):

                  > "...był 40 letnim mężczyzną,ale wyglądał na co najmniej 35 dzięki ciągłym
                  > ćwiczeniom."
                  >
                  > Sądzę, że Agniecha miała na myśli "co najwyżej 35 lat".
                  Zgadza sie, moja wina, bije sie w piersi i prosze o wybaczenie,
                  mialo byc "co najwyzej 35".
                  Ciesze sie, ze tak wnikliwie Nas czytacie :)
                  Frene, dzieki za zwrocenie uwagi, nastepnym razem bede czytac co najmniej 2 razy,
                  zanim wysle.

                  • Gość: agniecha Rozdzial 5 IP: *.man.polbox.pl 10.10.01, 13:22
                    Uslyszeli ryk silnika odjezdzajacego samochodu , a potem zapanowala cisza. Mimo
                    to lezeli dalej na podlodze bojac się ruszyc. Czul jak drzy, przytulil ja wiec
                    i glaszczac po glowie powtarzal: „zaraz przyjedzie policja, już wszystko
                    dobrze, nic Ci nie grozi”.

                    Caly dom był oswietlony, wszedzie krecili się policjanci. Siedzieli na kanapie,
                    a na przeciwko nich na fotelu siedzial Cieszkowski. Aga, wscisnieta w rog
                    kanapy, owinieta kocem, patrzyla dookoła nieobecnym wzrokiem, a z jej oczu
                    plynely lzy. Ciagle była w szoku.
                    Cieszkowski wysluchal ich opisu zdarzen w milczeniu.
                    - Zbierzmy wiec razem, to co wiemy. Najpierw komus zalezy na tym, żeby Tomasz
                    Lorentz umarl i aby wygladalo to na smierc naturalna. Potem odkrywacie, ze
                    Grabowski dokonywal malwersacji finansowych, ale zanim jeszcze Pani zdazyla o
                    tym porozmawiac z Piotrem Lorentzem, Grabowski zostaje wypchniety z okna. A
                    teraz ktos usiluje zamordowac Pania – Pani Agnieszko. Bez watpienia morderca
                    jest bardzo zdesperowany i nie cofnie się przed niczym. W przypadku Tomasza i
                    Grabowskiego zalezalo mu, żeby upozorowac samobojstwo. Ponieważ Grabowskiego
                    zamordowal jeszcze przed Pani rozmowa z Piotrem, może to oznaczac, ze bal się
                    czegos. Być może Grabowski wiedzial cos, co moglo naprowadzic na jego slad i
                    nie chcial ryzykowac. Ale w Pani przypadku już nie dbal o pozory. Dlaczego?
                    Odpowiedzmy sobie na pytanie: Jaki jest cel mordercy? Kto zyskalby na tych
                    morderstwach? Akcje Grabowskiego zostana rozdzielone teraz pomiedzy pozostalych
                    akcjonariuszy, prawda? – Cieszkowski zmienil nagle temat i popatrzyl na
                    Agnieszke badawczo czekajc na odpowiedz - natomist gdyby Pani zginela, Pani
                    akcje zostalyby znow rozdzielone miedzy pozostalych czlonkow zarzadu. I tak
                    dalej.
                    - Owszem – Agnieszka przytaknela zdziwiona – mysli Pan, ze komus chodzi o
                    przejecie wladzy nad firma?
                    - W tej chwili wydaje mi się, ze to jedyne sensowne wytlumaczenie – Oprocz
                    Pani w zarzadzie jest jeszcze Pani wuj – Piotr, Gintrowski i Zalewski. W tym
                    momencie sa oni dla mnie najbardziej podejrzani. Z samego rana pojawie się w
                    firmie, ciekawi mnie co będą mieli do powiedzenia w tej sprawie. No i będą
                    musieli wytlumaczy, co robili dzis w nocy. Jeżeli natkna się Panstwo na cos, co
                    może być przydatne dla sledztwa, bardzo proszę o kontakt - Cieszkowski wstal -
                    sadze, ze byloby dobrze, gdyby Pani znalazla sobie na jakis czas inne lokum –
                    dodal jeszcze, po czym się pozegnal i zniknal w glebi domu.
                    Popatrzyla na niego bezradnie.
                    -Przenocujesz dzisiaj u mnie – stwierdzil stanowczo.
                    -Dziekuje – usmiechnela się z wdziecznoscia i poszla po swoje rzeczy.

                    Zawiozl ja do siebie i poscielil jej w swoim lozku. Przewracala się z boku na
                    bok nie mogac usnac, az wreszcie poprosila go o proszki nasenne i dopiero
                    kiedy je zazyla, zasnela. Wtedy on tez się polozyl. Cala noc snily mu się
                    koszmary, obudzil się bardziej zmeczony niż wypoczety. Zajrzal do sypialni. Aga
                    jeszcze spala. Przypuszczal, ze po sporej dawce emocji i srodkow nasennych tak
                    szybko się nie obudzi. Jedzac sniadanie sprawdzil, gdzie miesi się siedziba
                    „Art-Foundation”. Postanowil tam pojechac. Być może czegos się dowie. Zostawil
                    Agnieszce kartke z wiadomoscia, ze wychodzi i aby się rozgoscila i czekala na
                    niego. Wyszedl z domu, wsiadl do samochodu i pojechal na Starowke. Siedziba
                    fundacji miescila się na ul. Waski Dunaj i zajmowala cale 1 pietro kamieniczki.
                    Pchnal ciezkie, drewniane drzwi i znalazl się w srodku ogromnego pokoju,
                    zastawionego nowoczesnymi meblami i rzezbami, zbyt nowoczesnymi, jak na jego
                    gust. Na scianach wisialy kolorowe bohomazy przedstawiajace zapewne nowoczesne
                    i odkrywcze wizje artystow. Mloda dziewczyna siedzaca przy biurku, wysluchawszy
                    jak się nazywa i w jakiej sprawie przychodzi, zniknela na chwile w pokoju obok,
                    a kiedy znow się pojawila gestem reki zaprosila go do srodka. Zza stojacego na
                    srodku biurka wstala kobieta. Miala okolo 30. Plomienno rude wlosy,
                    kontrastujace z piwnymi oczami, spiela niedbale w artystyczny kok. Ubrana była
                    w czarna tunike w wielkie czerwone kwiaty i rozsiewala wokół siebie
                    intensywny, slodki zapach perfum. Na pierwszy rzut oka wygladala sympatycznie,
                    chociaz w jej oczach widac było stanowczosc i wladczosc. Przywitali się.
                    Nazywala się Paulina Witolinska. Janek usadowil się ostroznie na krzesle z
                    dziwacznie powyginanymi nogami i nagle jego wzrok padl na jej szyje. Na krotkim
                    srebrnym lancuszku kolysal się wisiorek przedstawiajacy niebiesko-srebrnego
                    motylka. Na obu jego skrzydlach swiecily malutkie cykorie. Wpatrywal się w
                    niego jak oniemialy. Znal ten wisiorek. Już go wiedzial. Taki sam nosila
                    Agnieszka. Paulina zauwazywszy, ze wpatruje się badawczo w motylka, zasmiala
                    się:
                    -Widze, ze spodobalo się Panu to cacko.
                    -Owszem, gdzie można kupic cos takiego?- zapytal.
                    -Niestety musze Pana zmartwic. Nigdzie. To moje dzielo. Wykonalam zaledwie pare
                    sztuk i trafilo do rak moich najblizszych przyjaciol – wyjasnila – Ale wracajac
                    do Pana wizyty. O czym chcial Pan ze mna porozmawiac?
                    CDN
                    • Gość: Janek Rozdzial 6 IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.10.01, 02:33
                      - Pracuję dla Inwestycyjnego Domu Maklerskiego “Lorentz I Wspólnicy”. Wspieramy
                      Państwa fundację. Z uwagi na śmierć naszego kolegi z zarządu, który zajmował
                      się kontaktami z Państwem tymczasowo ja przejmę obowiązki w tym zakresie.
                      Oczywiście nie miał żadnych prerogatyw w tym zakresie, ale sądził, że wuj
                      Agnieszki da mu je bezwłocznie.
                      - Wszyscy bolejemy nad tym co się stało. To straszne. Oczywiście zależy nam na
                      utrzymaniu dotychczasowej współpracy.
                      - Skoro o tym mówimy, chciałbym przyjrzeć się działalności fundacji. Pani
                      rozumie, to dla mnie coś nowego i chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej. Na
                      razie nie mam dostępu do danych mojego nieżyjącego kolegi Grabowskiego, więc
                      byłbym wdzięczny za pomoc i przekazanie mi dokumentów przybliżających Państwa
                      działalność i wykorzystanie naszych funduszy.
                      - Oczywiście przedstawimy je. Ale nie w tej chwili. Biegły rewident sprawdza
                      nasze finanse. Ale zaraz po tym, przedstawimy niezbędne dokumenty.

                      Siląc się na uprzejmości pożegnał się z kobietą, której słodkie perfumy
                      odurzały go w raczej mało przyjemny sposób.
                      - Lubi Pan sztukę nowoczesną? – zapytała na koniec
                      „Nie znoszę” – mruknął w myślach, ale odparł głośno:
                      - Bardzo – powiedział to tak przekonująco, że pewnie mu uwierzyła. Aby nie było
                      wątpliwości dodał. – Niedaleko naszego biura jest taka nieduża galeria.
                      Uwielbiam tam przychodzić i oglądać właśnie sztukę nowoczesną. Jest na tym
                      samym skrzyżowaniu przy którym stoi nasz biurowiec.
                      Wyszedł z biura. Zapiął się szczelnie pod szyją, wiatr wiał dosyć mocno. Wokół
                      przemykali pojedynczy przechodnie i turyści.
                      Był pewien, że w Art – Foundation grają na zwłokę. Biegły rewident o tej porze
                      roku? Szedł w kierunku Barbakanu. Ale coś było nie tak. Czuł to. Nie miało to
                      nic wspólnego z Art Foundation. Obejrzał się dwukrotnie, niby przypadkiem.
                      Jakiś mężczyzna w szarej kurtce szedł za nim. Janek zaczął się zatrzymywać i
                      kątem oka lustrował otoczenie. Zawsze kątem, udając że przygląda się uważnie
                      witrynom.
                      Przed dojściem do Barbakanu, gdzie młodzi artyści sprzedawali obrazy, skręcił w
                      kierunku starych podwójnych murów obronnych. Zaczął iść szybkim krokiem między
                      pierwszą a drugą linią. Nagle skręcił w lewo za linię drugich murów i tam
                      przypadł w jakimś załomie. Śledzący go mężczyzna wbiegł i zaczął się rozglądać.
                      Ani po jednej, ani po drugiej stronie nie widział nikogo.
                      Janek, który niemal rozpłaszczył się w swym czarnym garniturze do zimnego muru
                      usłyszał tylko:
                      - Cholera zniknął mi z oczu. Jak to, co to znaczy. Wiem, że mam go pilnować,
                      ale on jakby zapadł się pod ziemię. No dobrze, wracam na komendę.
                      A więc śledzili go, ale po co? Kiedy tamten poszedł, wyjął swego Ericssona,
                      odchylił jego klapkę, sięgnął do kieszeni po wizytówkę i wybił numer. Po chwili
                      usłyszał głos Cieszkowskiego.
                      - Co jest do cholery? Dlaczego kazał Pan mnie śledzić? Co tu się dzieje?
                      - Spokojnie. Funkcjonariusz, który szedł za Panem, miał Pana pilnować. Nie
                      wiemy czy sprawca nie uderzy ponownie i zdecydowaliśmy się na to dla pana
                      bezpieczeństwa.
                      Aha i jeszcze jedno, stary pan Lorentz zmarł kilkanaście minut temu nie
                      odzyskawszy przytomności
                      - Czy.....?
                      - Wątpię. Organizm w końcu poddał się. Mordercy zatem udało się wyeliminować
                      swą ofiarę.
                      Zapadła cisza.
                      - Hallo jest Pan tam?
                      - Tak, tak, oczywiście.
                      - Niech Pan jedzie do pracy i niech Pan ma oczy szeroko otwarte.

                      - Usiądźcie – powiedział Cieszkowski do dwóch współpracowników przydzielonych
                      mu do tej sprawy. Macie coś nowego?
                      - Tak, już wstępne dane wskazują, że Grabowski żył ponad stan. Z tego co
                      zarobił legalnie na pewno nie był w stanie kupić sobie obecnej willi. Do
                      tegomiał terenowe BMW X5, żona ma Lincolna Navigatora. Wnętrza domu urządzone
                      ze smakiem, mnie w następnym życiu nie będzie na coś takiego stać na policyjnej
                      pensji
                      - -Mnie na pewno też nie. Gadaj o szczegółach.
                      - OK. Na ścianach Kossakowie, Gierymski, Wyspiański. W sumie 8 obrazów. Z
                      dokumentów jakie wpadły nam w ręce podczas szukania dowiedzieliśmy się, że
                      kupił żonie całkiem niedawno apartament przy Żelaznej. Jeszcze nie zbudowano
                      budynku, ale jej apartament ma mieć 190 metrów. Wracając do willi: wszystkie
                      sprzęty najdroższych marek: od zmywarki począwszy na sprzęcie RTV skończywszy.
                      Niech Pan zgadnie: był nieoficjalnym konsultantem w Art. – Foundation i
                      otrzymywał duże pieniądze za nieznane bliżej usługi. Analiza jego kont
                      wskazuje, że przetransferował znaczne kwoty za granicę: jedno konto w
                      Liechtensteinie, drugie w Szwajcarii w Credit Swiss.
                      - A więc przestępstwo z paragrafu działania na szkodę własnej spółki. Co
                      znaleźli nasi technicy w willi starego Lorentza?
                      - Śladów innych linii papilarnych nie było poza odciskami palców samego
                      Lorentza i tej kobiety jego pokojówki, która podniosła alarm.
                      - Wiemy co to był za związek chemiczny, który podano Lorentzowi?
                      - Zaraz gdzieś tu miałem jego nazwę.....
                      - Dobra to mniej istotne, mów dalej.
                      - Rzecz w tym, że powoduje on typowe objawy jak zawał. Gdyby facet umarł, byłby
                      po prostu kolejną ofiarą arteriosklerozy, bo związek ten szybko się rozkłada w
                      organizmie. Ale podejrzenia wzbudziło to, że facet nie miał z tym wcześniej
                      problemów. Wiemy to, bo w tym samym szpitalu, gdzie go zawieźli akurat dorabiał
                      sobie lekarz, który go prowadził. Wzbudziło to jego wątpliwości. Szybko
                      zrobiono badania krwi i wyszło szydło z worka.
                      - Co z pozostałymi wspólnikami?
                      - Wygląda na to, że Gintrowicz i Zalewski są OK. Przynajmniej na razie
                      - A drugi z Lorentzów?
                      - Ma kochankę na boku. Ale to nie jest przestępstwo.
                      - Kto to taki?
                      - 36-latka, pracuje jako kierownik średniego szczebla w firmie branży
                      spożywczej.
                      - To chyba ślepa uliczka. A co z jego siostrzenicą?
                      - Pewien czas była zagranicą. Zdolna i inteligentna, niezależna, mieszka w
                      Konstancinie, w willi po swojej matce. Sprawdzamy ją. Żyje dość bogato, ale
                      matka zostawiła jej duży spadek. Podobno bardzo przeżyła jej śmierć w wypadku
                      samochodowym.
                      - Czyli mamy czterech podejrzanych.
                      - Czterech? A kto jest czwarty?
                      - Ona – odparł Cieszkowski dopalając papierosa. Zauważyliście, że kule podczas
                      nocnej strzelaniny spadły praktycznie tylko w miejsce gdzie siedział ten mody
                      chłopak? Pozostałe utkwiły wysoko w ścianie. Czy to nie zastanawiające?

                      Janek zaklął ze złości. Za wycieraczką znajdowało się wezwanie do zapłaty
                      mandatu za przekroczenie czasu parkowania. Problem nie stanowiła wysokość
                      mandatu, ale to, że każdy kosztował go punkt karny, a nazbierał ich już trochę
                      za przekroczenie prędkości i właśnie złe parkowanie.
                      Wyjechał obok nowego budynku Sądu Najwyższego i skręcił w Miodową. Włączył
                      radio i usłyszał „The One I Love” REM. Utwór ten przypominał mu pewną
                      blondynkę, którą kiedyś kochał......
                      Przeleciał na dużej prędkości Krakowskie Przedmieście, minął budynki
                      uniwersyteckie. Zastanawiał się czy go pilnują. Spojrzał w lusterka, ale zdał
                      sobie sprawę, że i tak niczego nie wypatrzy przy tej ilości pojazdów.
                      Nie wiedział czy od razu jechać do pracy czy wrócić do Agnieszki.
                      „Cholera, przecież Ona nie ma kluczy!”
                      Minął Plac Trzech Krzyży i wjechał w Aleje Ujazdowskie. Zatrzymał się na
                      światłach. Po ulicach przemykali przechodnie. Niby wszystko normalnie, gdyby
                      nie policjanci z długą broną pojawiający się co jakiś czas.....
                      Było wciąż czerwone. Maluch stojący dotąd obok skręcił w przecznicę, a jego
                      miejsce zajął czerwony Seat Leon. Za kierownicą ujrzał młodą atrakcyjną
                      blondynkę. Zerknęła na niego. Wykorzystał tę chwilę i puścił do Niej oko.
                      Odwróciła wzrok ku przodowi i nagle usłyszał pisk opon. Seat wystrzelił do
                      przodu korzystając ze zmiany świateł.
                      Dogonił ją po kilkudziesięciu metrach, ale ona skręciła zaraz w lewo.
                      Po pięciu minutach zatrzymał się w Alei Szucha.
                      Wjechał na piętro. Otworzył drzwi i wszedł do środka. Usłyszał szum wody i
                      zobaczył zapalone
                      • Gość: Janek Rozdzial 6 i pół IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.10.01, 02:35
                        .....zobaczył zapalone światło w łazience. Włączone radio podawało właśnie
                        serwis informacyjny.
                        Zrzucił wierzchnie okrycie i usiadł.
                        Po chwili wodę zakręcono, a on przejrzał i uzupełnił materiały, jakie miał dziś
                        zabrać do biura. Usłyszał dźwięk otwieranych drzwi łazienkowych i podniósł
                        wzrok.
                        Myślał, że spadnie z fotela. Nie wiedząc, że już wrócił, weszła do pokoju nie
                        mając na sobie niczego. Zaparło mu dech z wrażenia.....

                        CDN
                        Pozdrawiam czytelników i współautorkę



                            • Gość: Frene Do schizofrenicznego Janka i jednej z jego rozXwanej jaźni-Agniechy IP: 155.158.242.* 12.10.01, 12:02
                              agniecha. napisał(a):

                              > czasami mam wrazenie, ze nikt nas nie czyta,
                              > to smutne :(
                              > niech Ci co czytaja, dadza jakis znak

                              Znak?

                              Może być taki,że są pewne błędy merytoryczne,
                              z pierwszego rozdziału dowiadujemy się,ze Tomasz Lorentz był bratem Piotra, a z
                              dalszych rozdziałów wynika,że był jego ojcem, co znajduje dalsze potwierdzenia w
                              nazywaniu Agnieszki - wnuczką Lorentza.

                              Jeszcze by się można przyczepić do paru rzeczy...



                              • agniecha. Re: Do Frene 12.10.01, 12:19
                                Gość portalu: Frene napisał(a):

                                > agniecha. napisał(a):
                                > > czasami mam wrazenie, ze nikt nas nie czyta,
                                > > to smutne :(
                                > > niech Ci co czytaja, dadza jakis znak
                                > Znak?
                                > Może być taki,że są pewne błędy merytoryczne,
                                > z pierwszego rozdziału dowiadujemy się,ze Tomasz Lorentz był bratem Piotra, a z
                                >
                                > dalszych rozdziałów wynika,że był jego ojcem, co znajduje dalsze potwierdzenia
                                > w
                                > nazywaniu Agnieszki - wnuczką Lorentza.
                                >
                                > Jeszcze by się można przyczepić do paru rzeczy...

                                Po pierwsze:
                                nie jestem "rozXwana jaźnia schizofrenicznego Janka" !!!
                                My naprawde jestesmy 2 roznymi osobami, uwierzcie!!!
                                Po drugie:
                                Wlasnie o to chodzi, zebyscie pisali o takich potknieciach,
                                jak sie pisze to czasami zdarza sie palnac jakies bledy,
                                ktorych sami nie zauwazymy!

                                Sprostowanie:
                                Tomasz Lorentz jest ojcem Piotra Lorentza, a nie jego bratem - jak napisalam w
                                rozdziale 1. Bije sie w piersi i dziekuje Frene za zwrocenie uwagi!
                                Pozdrawiam.

                                  • agniecha. Re: Do Frene 12.10.01, 13:15
                                    Gość portalu: Frene napisał(a):

                                    > agniecha. napisał(a)
                                    > > nie jestem "rozXwana jaźnia schizofrenicznego Janka" !!!
                                    > > My naprawde jestesmy 2 roznymi osobami, uwierzcie!!!
                                    >
                                    > Za dużo rzeczy wskazuje ,że pisze to jedna i ta sama osoba...

                                    Czy moglabys w takim razie wymienic przypuscmy 5 takich rzeczy???
                                      • agniecha. Do Frene 17.10.01, 10:10
                                        Alez droga Frene! Nie krepuj sie, wymien te 3 rzeczy bezposrednio wskazujace
                                        na to, ze jestesmy jedna osoba i przypuscmy ze 2 posrednio wskazujace!
                                        W przeciwnym razie wszyscy pomysla, ze nie moglas nic wymyslic i probujesz sie
                                        wykrecic. A tak chyba nie jest, prawda?
                                        • Gość: Frene Do schizofrenicznego Janka i jednej z jego rozXwanej jaźni-Agniechy IP: 155.158.242.* 17.10.01, 16:06
                                          agniecha. napisał(a):

                                          > Alez droga Frene! Nie krepuj sie, wymien te 3 rzeczy bezposrednio wskazujace
                                          > na to, ze jestesmy jedna osoba i przypuscmy ze 2 posrednio wskazujace!
                                          > W przeciwnym razie wszyscy pomysla, ze nie moglas nic wymyslic i probujesz sie
                                          > wykrecic. A tak chyba nie jest, prawda?

                                          Nie dam się sprowokować takimi hasłami i g... mnie obchodzi co inni pomyślą, a na
                                          razie nie będę udowadniać swojej tezy, bo wcale mi nie zależy ,żeby inni się do
                                          niej przekonali. A po za tym mam konkretne powody,żeby na razie nie ujawniać
                                          swoich argumentów.

                                          Przyznaję,że mam 1% niepewności, wynikający z braku wiedzy na temat istnienia
                                          pewnych okoliczności,które mogły by odeprzeć z dwa argumenty, aczkolwiek jak na
                                          razie wszystko wydaje się zaprzeczać istnieniu owych okoliczności.
                                  • ja_nek Re: Do schizofrenicznego Janka i jednej z jego rozXwanej jaźni-Agniech 12.10.01, 13:16
                                    Cześć Agniecha, spieszę ze wsparciem.
                                    Zastanawiałem się, kiedy nam wytkną tych Lorentzów. Zapomniałem Ci o tym
                                    szepnąć przez e-mail.
                                    Frene, jeśli coś jeszcze znalazłaś, powiedz naprawdę chcemy abyś nam
                                    powiedziała, gdzie jeszcze są nieścisłości.
                                    Agniecha, słyszysz? Flirt między nami....
                                    Szkoda, pewne rzeczy pozostają tylko w marzeniach.....
                                    Aha Frene, dlaczego uważasz, że pisze to jedna i ta sama osoba?
                                    Widzisz Agniecha chyba dobrze się rozumiemy przy tym pisaniu skoro widzą w Nas
                                    jednego autora.
                                    Agniecha, wyobrażasz sdobie co będzie, jak rozpoczniemy pisanie tego gatunku, o
                                    którym mówiliśmy ostatnio? Dopiero będą rumieńce u słuchaczek i spłycone
                                    oddechy u słuchaczy......

                                    Pozdrawiam
                                    Janek
                            • Gość: kasia Re: Lista obecnosci! IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 08:40
                              agniecha. napisał(a):

                              > czasami mam wrazenie, ze nikt nas nie czyta,
                              > to smutne :(
                              > niech Ci co czytaja, dadza jakis znak!

                              No czytają, czytają, i czekaja na ciąg dalszy!!!! Piszcie dalej, bo mnie zaraz
                              odegnają od komputera, albo zawala mnei robotą, i tyle będę miała czytania. Nie
                              wiem dlaczego, jakos nie moge się przekonać do "powieściowej" Agnieszki. Nie
                              gniewajcie się - jest jakaś nieokreślona, jako brunetka nie powinna być taka
                              rozmazana. Może się rozkręci.... Znikam znowu i czytam dalej!
                              A tak w ogóle, co za swietny pomysł z ta powieścią. Teraz to już wiecie, że nie
                              możecie "dać sobie luzu?" bo Was zjedzą harpie na łączach (licząc w tym mnie!)
                              pozdr. :)))))
                    • Gość: kasia Re: Rozdzial 5 IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 08:26
                      Zaczyna mi się to podobać. I juz sama nie wiem, czego jestem bardziej ciekawa -
                      rozwoju akcji kryminalnej, czy wątku damsko-męskiego. Mam uwagę - te kamienie,
                      które widać na skrzydełkach motylka, to chyba cyrkonie jednak. Znikam, bo chcę
                      cztać dalej, zanim mi dowala robotę - pozdr.
      • agniecha. Re: POWIESC 15.10.01, 09:32
        Gość portalu: jaskółka napisał(a):

        > Naprawdę mamy wytykać potknięcia?
        > No to ja z pewną taką nieśmiałością wytknę: wydaje mi się, że rude włosy nie
        > kontrastują z piwnymi oczami. Z niebieskimi lub zielonymi prędzej. No i jeszcze
        > motylek - wisiorek - chyba miał cyrkonie, nie cykorie???
        > Ale to drobiazgi.
        no pewnie, ze cyrkonie a nie cykorie, ach te literowki :(
        a jesli chodzi o oczy to rzeczywiscie zgadzam sie, ale juz nie bede zmieniac,
        niech zostana piwne.
        • agniecha. Odcinek 7 15.10.01, 14:13
          Oswietlona jedynie swietlem malej, biurowej lampki wydala mu się jak istota z
          innego swiata – ze swiata marzen i najskrytszych pragnien. Jej idealnie gladka
          skora, male, ale niezwykle ksztaltne piersi, waska talia, zgrabne uda, nawet
          jej rozszerzone zdziwieniem zrenice i uchylone usta zdawaly się kusic go:
          popatrz, stoje przed Toba naga, możesz podejsc i mnie dotknac, pocalowac, zrob
          to! Nagle czas jakby się zatrzymal, była tylko ona, stojaca przed nim
          bezwstydnie naga i on, zachwycony, oczarowany i pragnacy jej z calych sil.
          Nagly dźwięk dzwonka zabrzmial jak wystrzal armatni. Janek odruchowo popatrzyl
          na telefon, a kiedy znow odwrocil glowe, zobaczyl jedynie zamykajace się drzwi
          od lazienki.
          - Slucham.
          -Z tej strony Adam Gintrowicz.
          Nagle uswiadomil sobie, ze jest około 12.
          - Panie Adamie, przepraszam, ale nastapily pewne niespodziewane wydarzenia,
          zaraz będę w pracy i ...
          -Panie Janku, niech Pan da spokoj! Pan wie, co tu się dzieje? Od samego rana
          policja nas przesluchuje, poza tym mamy kociol z klientami. Zle wiadomosci
          szybko się rozchodza. Po prostu Sodoma i Gomora. Dzwonilem na komorke, ale Pan
          nie odbieral a musze z Panem koniecznie pozrozmawiac.
          - Dobrze, zaraz jade do biura, wiec ...
          - Nie, nie – przerwal mu Gintrowicz – nie w biurze. Spotkajmy się w „Patrick’u”
          To taki spory pub za hotelem Forum. Na pewno Pan trafi. Za pol godziny. Dobrze?
          -Dobrze – przytaknal i odlozyl sluchawke.
          -Kto to był? – uslyszal tuz nad swoim uchem glos Agnieszki.
          Odwrocil się. Była już ubrana.
          -Gintrowicz. Chce się ze mna zaraz spotkac i porozmawiac.
          Wstal i podszedl do niej bardzo blisko. Czul zapach zelu pod prysznic. Pochylil
          się nad nia i wyciagnal dlon. Srebrno – niebieski motylek kolysal się teraz
          miedzy jego palcami.
          -Sliczne. Skad to masz? – zapytal najbardziej obojetnym tonem na jaki potrafil
          się zdobyc.
          -Jak Twoje ramie? Bardzo boli? – zupelnie nieoczekiwanie zmienila temat. Ramie,
          obandazowane tuz po przyjezdzie policji owego fatalnego wieczoru, troche
          bolalo, ale można było wytrzymac.
          - Troche. Nie odpowiedzialas na moje pytanie.
          -Doprawdy? Na jakie pytanie? -zapytala robiac zdziwiona minke.
          -Skad masz ten wisiorek? – powtorzyl Janek.
          –Ach, na to pytanie! – westchnela - To prezent od pewnego znajomego.
          - Ciekawe, gdzie to kupil? Bardzo mi się podoba.
          - Z tego, co wiem dostal to od jakies znajomej artystki, która zajmuje się
          sztuka nowoczesna czy cos takiego. Nie pamietam dokladnie.
          - Możesz mu wiec powiedziec, ze ma dobry gust.
          Poczul, ze się napina. W jej oczach odbil się ogromny smutek.
          - Niestety nie zyje. Zostal ugodzony nozem przez zlodziei samochodow, jakis rok
          temu. Znalazl się w zlym miejscu o zlym czasie. To była taka bezsensowna,
          niepotrzebna smierc - wyszeptala.
          Popatrzyla na niego wielkimi bezradnymi oczami a po jej policzkach poplynely
          lzy. Otarla je szybko i po chwili powiedziala już opanowanym tonem:
          -Jade do firmy. Dziekuje Ci za nocleg i wszystko, co dla mnie zrobiles. Jestem
          Ci tak bardzo wdzieczna. Nie wiem, co bym bez Ciebie zrobila.
          Wspiela się delikatnie na palcach i pocalowala go delikatnie w policzek. Kiedy
          wyszla stal jeszcze przez pare sekund jak zamroczony. Nie mogl uwolnic się
          spod wplywu subtelnego dotyku jej cieplych ust, jej zapachu tuz po kapieli,
          oczu wpatrujacych się w niego, jakby chcialy go zahipnotyzowac i widoku jej
          nagiego ciala, który ciagle miał przed oczami. Jak mogl choc przez chwile
          pomyslec, ze Aga moglaby klamac? Z tym lancuszkiem, to po prostu zbieg
          okolicznosci, a on jest zbyt poderzliwy. Taka ladna i wrazliwa dziewczyna nie
          może być zla. Chyba cos mu się ubzduralo. Karcac siebie w myslach wzial
          kluczyki od samochodu i wyszedl z mieszkania.
          • agniecha. Re: Odcinek 7 i pol 15.10.01, 14:15
            Wszedl do Patric’a i od progu uderzyl go halas dochodzacy z glosnikow i dym
            papierosow. Cofnal się odruchowo. Nienawidzil takich glosnych, zadymionych
            pomieszczen. Westchnal niezadowolony i wszedl do srodka. Po lewej stronie stalu
            dlugie drewniane lawy a po prawej mniejsze, tez drewniane stoliczki. Staly na
            nich bukieciki kwiatkow i swieczki. Naprzeciwko niego wdluz calej sciany
            ciagnal się bar, za którym siedzial barman i najwidoczniej się nudzil. Nic
            dziwnego, zycie zaczynalo się tu dopiero poznym wieczorem, teraz było niewielu
            ludzi. Na samym koncu, po lewiej stronie stalo podwyzszenie, na ktorym
            prawdopodobnie graly zespoly. Ubrana na czarno kelnerka krecila się po sali z
            tacka. Przy jednym ze stolikow siedzial Adam Gintrowicz. Kufel stojacy przed
            nim był prawie pusty.
            -Witam – Janek usiadl naprzeciwko niego.
            Gintrowicz widzac go ozywil się, przywitali się. Podeszla kelnerka i Janek
            zamowil kawe a Adam jeszcze jedno piwo.
            Janek popatrzyl na niego. Gintrowski był bardzo szczuplym i wysokim mezczyzna.
            Miał około 45 lat. Prawie siwe wlosy i zmarszczki wokół oczu i ust postarzaly
            go. Ale niebieskie oczy wciąż były pelne zycia i bystro patrzyly na swiat.
            Klenerka przyniosla kawe oraz piwo. Adam pociagnal duzego lyka z kufla i
            pochylil się w strone Janka.
            -Kto wedlug Pana jest morderca? – zapytal bez ogrodek.
            -Hmm, coz...trudno powiedziec – zaczal Janek niepewnie.
            - Boje się – przerwal mu Gintrowicz -– bo mogę być nastepna ofiara. Pan
            zreszta tez.
            -Ja? O czym Pan mowi? – Janek popatrzyl na niego jak na wariata.
            -Tak, mam znajomego w policji, wie Pan, ze tej nocy, kiedy probowali zastrzelic
            Agnieszke, to Pan był celem? – zawiesil glos dla pelniejszego efektu – dziury
            po kulach były w miejscu gdzie Pan siedzial. I co Pan na to?
            Janek po prostu siedzial i wpatrywal się w niego kompletnie zszokowany.
            -Jest Pan tego pewny?
            -Tak, najzupelniej – Adam smetnie pokiwal glowa, kiwnal na kelnerke i po
            chwili pojawil się przed nim kolejny, trzeci już, kufel. Janek popatrzyl
            zdziwiony, ale powstrzymal się od komentarzy. Zaczynal być zly, ze traci czas
            wysluchujac jego chorych, pijackich fantazji.
            Nagle Adam pochylil się do przodu, w strone Janka i powiedzial dobitnie –
            Musimy sami odkryc morderce, zanim sami tez wyladujemy w czarnych workach! -
            jego oczy blyszczaly, a na twarz wystapil rumieniec – Ci policjanci to ostatnie
            pierdoly, zanim cos odkryja morderca wybije nas co do nogi!
            Jankowi nie spodobala się wizja jego w czarnym worku, zapytal wiec ostroznie:
            - Czy Pan kogos podejrzewa?
            -Haa! – wykrzyknal Adam i machnal reka tak energicznie, ze omalo nie przewrocil
            kufla – a żeby Pan wiedzial, ze tak! I jestem tego najzupelniej pewny! Wiem, ze
            przegladal Pan wszystkie dokumenty z Agnieszka. Czy naprawde nie zaintrygowalo
            Pana, dlaczego nie było wśród nich zadnych papierkow dotyczacych Piotra
            Lorentza? – zawiesil tajemniczo glos.
            -Piotr? – wyszeptal Janek – ale jaki moglby mieć powod?
            - Jeżeli wydaje się Panu, ze Piotr jest taki swiety, to jest Pan w grubym
            bledzie! Piotra ma cos na sumieniu. Cos, co mogloby popchnac go do zbrodni.
            A ja wiem co!
            CDN
            • ja_nek Re: Odcinek 7 i pol 15.10.01, 16:17
              No to koniec z obijaniem się. Myślałem, że jakoś się prześlizgnę, a tu masz!
              Trzeba iść po rozum do głowy. Na szczęście wybiegłem trochę w przyszłość więc
              może się uda.
              Uda? Jakie uda??????
              Chyba zatrzymałem się na początku rozdziału 7......

              Pozdrawiam słodkie internautki
              Janek
              • Gość: kasia Re: Odcinek 7 i pol IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 08:56
                ja_nek napisał(a):

                > No to koniec z obijaniem się. Myślałem, że jakoś się prześlizgnę, a tu masz!
                > Trzeba iść po rozum do głowy. Na szczęście wybiegłem trochę w przyszłość więc
                > może się uda.
                > Uda? Jakie uda??????
                > Chyba zatrzymałem się na początku rozdziału 7......
                >
                > Pozdrawiam słodkie internautki
                > Janek

                Zabieraj sie, proszę, do pisania, bo mnie ciekawość spali.
                  • Gość: kasia Re: Do Kasi IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 09:38
                    Gość portalu: Janek napisał(a):

                    > Rozdział 8 jest bliski zakończenia.
                    > Pracuję nad nim, zwłaszcza nad jego końcówką, by coś rozpalić....
                    >
                    > Pozdrawiam
                    > Janek

                    Zaglądnę po południu. A tak swoją drogą, czy ja już pisałam, że jako brunetka
                    buntuję się przeciwko powieściowej Agnieszce? Zrób z niej babę żywą. Nawet jeżlei
                    nie jest tak całkiem kryształowa (żadna brunetka w żadnej powieści kryminalnej
                    nie jest kryształowa...), to niech ma "ikrę". Zrzędzę chyba dzisiaj strasznie.
                    Ale pozdrowienia przesyłam uśiechnięte.:)
                    • agniecha. Do Kasi 17.10.01, 09:51
                      Witam Kasiu!
                      Brunetka jest "jakas taka nieokreslona" i "rozmazana"
                      nieprzypadkowo. Jest to zamierzone z mojej strony,
                      ale dla dobra akcji nie moge powiedziec dlaczego.
                      Byc moze troche przesadzilam w robieniu z Agnieszki
                      tajemniczej istoty, sprobuje dodac jej troche tej "ikry"
                      pozdr serdecznie
                      agniecha
                      • Gość: kasia Re: Do Kasi IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 10:06
                        agniecha. napisał(a):

                        > Witam Kasiu!
                        > Brunetka jest "jakas taka nieokreslona" i "rozmazana"
                        > nieprzypadkowo. Jest to zamierzone z mojej strony,
                        > ale dla dobra akcji nie moge powiedziec dlaczego.
                        > Byc moze troche przesadzilam w robieniu z Agnieszki
                        > tajemniczej istoty, sprobuje dodac jej troche tej "ikry"
                        > pozdr serdecznie
                        > agniecha

                        Czekam z niecierpliwością. Obojętne w końcu jaka ona będzie, powieść mi się
                        podoba. Wiesz, zaglądnęłam na Fprum z ciekawości, zeby nie zabierac się z rozpędu
                        przed poranna kawą do roboty. W końcu KTO TO WIDZIAŁ, żeby w pracy od razu
                        zabierać się za robotę... Już nie jestem takim pracusiem, jak dawniej. I chyba
                        też robię się rozmazana i nijaka.
                        A tak w ogóle, nie chciałabym byc nietaktowna, ale do pisania Agniecha! Przecież
                        tu SIĘ CZEKA na rozwój akcji!!!!
                        Serdeczności.

                        • agniecha. Re: Do Kasi 17.10.01, 10:22
                          No wlasnie, na poczatku pisalismy sobie z Jankiem ot tak, dla zabawy.
                          A teraz czuje sie troche pod presja, kiedy wszyscy podeszli do tego tak
                          powaznie i domagaja sie:
                          interesujacej akcji, swietnie nakreslonej osobowosci bohaterow, braku bledow
                          merytorycznych, profesjonalnosci i wielu innych rzeczy to pisanie nie jest juz
                          tylko niewinna igraszka.
                          Ehhh, pisanie to jednak ciezka robota ;)

                          Kasiu, mamy cos wspolnego - poranna kawe. Ja tez zaczynam dzien od kawki z
                          mleczkiem, a dopiero potem robota :)
                          • Gość: kasia Re: Do Kasi IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 10:43
                            agniecha. napisał(a):

                            > No wlasnie, na poczatku pisalismy sobie z Jankiem ot tak, dla zabawy.
                            > A teraz czuje sie troche pod presja, kiedy wszyscy podeszli do tego tak
                            > powaznie i domagaja sie:
                            > interesujacej akcji, swietnie nakreslonej osobowosci bohaterow, braku bledow
                            > merytorycznych, profesjonalnosci i wielu innych rzeczy to pisanie nie jest juz
                            > tylko niewinna igraszka.
                            > Ehhh, pisanie to jednak ciezka robota ;)
                            >
                            > Kasiu, mamy cos wspolnego - poranna kawe. Ja tez zaczynam dzien od kawki z
                            > mleczkiem, a dopiero potem robota :)

                            Agniecho, błędy zawsze sie znajdą (zwłaszcz, jak się pisze na bieżąco), w końcu
                            my wszyscy tutaj chyba spełniamy rolę gremialnej korekty. I dobrze. Krytyka -
                            należy do (mam nadzieję) tzw. życzliwej.
                            Liczy się satysfakcja. Przyznam Ci się, że kiedyś w zamierzchłej przeszłości
                            pisałam do szuflady, jakies straszne romansidło z niemrawą akcją. Okropnie mnie
                            całość znudziła i nie wiedząc co zrobić z bohaterami (którzy mi się jakoś
                            podejrzanie namnożyli) po prostu ich wszystkich uśmierciłam. Czasem do tego
                            wracam i mam ubaw.

                            Poranna kawka z mleczkiem, to sama radość na dzień dobry! Bez kawki w ogóle nie
                            ma myślenia. Bez kawki w ogóle nie ma życia!
                            Miłego dnia:)))) podczas pisania ciągu dalszego (..)

                            • Gość: kasia Re: Do w_kulik i pozostalych niecierpliwych czytelnikow IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 10:52
                              agniecha. napisał(a):

                              > N i sami widzicie pod jaka presja my tu piszemy! ;)
                              > Troche cierpliwosci, teraz kolej Janka.

                              A co w takim razie w tej chwili robi Janek?!?!?!
                              A tak poważnie, to chyba jesteście dumni z zainteresowania, prawda? Nie wydaje mi
                              się, żebyście mogli się od nas tak szybko odczepić... Pozostaje miec tylko
                              nadzieję, że nie zostaniecie wysłani w jakąś podróż służbową, że sie nie
                              obrazicie na siebie, i że Wam nie odetną internetu....

                              • agniecha. Re: Do Kasi 17.10.01, 11:07
                                Pewnie, ze jestesmy dumni, ze nas czytacie!
                                I to jak dumni :)))
                                Ja ze swojej strony zobowiazuje sie bronic wszystkimi konczynami przed
                                podrozami sluzbowymi, w razie potrzeby przykuc kajdankami do komputera i
                                chocby nie wiem co, nie obrazac sie na Janka! Zreszta, ja bym sie nie mogla na
                                Niego obrazac... za bardzo Go lubie i za dobrze sie rozumiemy :)
                              • ja_nek Nie popędzajcie... 17.10.01, 11:11
                                Rozdział jest na ukończeniu, muszę jeszcze przemyśleć pewne logiczne aspekty
                                nurtu sensacyjnego.
                                Aby osłodzić oczekiwanie powiem, że rozdział 8 bedzie dłuższy niż zwykle.
                                Pewnie nie zmieści się w jednym liście.....

                                Pozdrawiam wszystkich zwłaszcza współautorkę i czytelniczki, które zastanawiają
                                się nad pewną kwestią, która sprawia, że się czerwienię.....
                                Wasz Janek (to było do Pań)
                                A dla panów też coś będzie w rozdziale się zbliżającym.
                                • Gość: kasia Re: Nie popędzajcie... IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 12:19
                                  ja_nek napisał(a):

                                  > Rozdział jest na ukończeniu, muszę jeszcze przemyśleć pewne logiczne aspekty
                                  > nurtu sensacyjnego.
                                  > Aby osłodzić oczekiwanie powiem, że rozdział 8 bedzie dłuższy niż zwykle.
                                  > Pewnie nie zmieści się w jednym liście.....
                                  >
                                  > Pozdrawiam wszystkich zwłaszcza współautorkę i czytelniczki, które zastanawiają
                                  >
                                  > się nad pewną kwestią, która sprawia, że się czerwienię.....
                                  > Wasz Janek (to było do Pań)
                                  > A dla panów też coś będzie w rozdziale się zbliżającym.

                                  No cóż, mozesz się rumienić,ale jak już jest atrakcyjny facet (na dodatek z
                                  szarymi oczami- marzenie!) i atrakcyjna kobieta, to chyba nie przypuszczasz, że
                                  nagle zaczną znaczki oglądać... ;))

                                  • Gość: Janek Rozdział 8 IP: *.ipartners.pl 17.10.01, 13:13
                                    Janek patrzył na niego z niedowierzaniem.
                                    - Przepraszam, ale co mogłoby kierować Piotrem Lorentzem? Przecież nie mógł
                                    zabić własnego ojca, a potem Grabowskiego. Przecież to bez sensu! Przecież nie
                                    chodziło też o walkę o władzę, przecież wraz z ojcem miał większość przeciwko
                                    Wam – pozostałym wspólnikom. I jeszcze jedno – policja już o tym wie – to
                                    Grabowski dokonywał malwersacji. Policja prowadzi dochodzenie.
                                    - Jest Pan jeszcze młody i niewiele rzeczy wie. Piotr miał słabość do kasyna i
                                    drogich prostytutek. Może i był zdolnym top – managerem. Prowadził ryzykowne
                                    inwestycje za pieniądze klientów i zawsze miał więcej szczęścia niż na to
                                    zasługiwał.
                                    - Sądzi Pan, że wpadł w długi?
                                    - Jestem pewny. Wiem, że spotykał się z podejrzanymi typami.
                                    - Mafia?
                                    - No a kto inny? Niech Pan słucha uważnie. Szantażują go, bo jest im
                                    winny pieniądze. Duże pieniądze! On sam nie zdołałby utzrymać wszystkiego w
                                    tajemnicy, więc Lorentz potrzebował pomocnika.
                                    - Grabowski.....
                                    - Właśnie. Grabowski ze swoim zapotrzebowaniem na pieniądze świetnie się
                                    do tego nadawał. To on wymyślił Art. – Foundation i inwestowanie w tą niby
                                    sztukę. Art – Foundation była tylko przykrywką.
                                    - Ale dlaczego zginął Grabowski, skoro był swoim człowiekiem dla mafii.
                                    - Grabowski próbował uszczknąć coś więcej dla siebie ponad to, co
                                    dostawał w łapę, dlatego zginął. Tak myślę.
                                    - Policja myśli, że cała sprawa to malwersacje Grabowskiego, sami im to
                                    powiedzieliśmy z Agnieszką.
                                    - Policja zawsze łapie płotki albo marionetki. Nigdy tych co pociągają za
                                    sznurki.
                                    - No dobrze, sam wiele myślałem na tą sprawę. Teraz słucham pana, ale to
                                    wcale nie wyjaśnia pierwszego morderstwa.
                                    - Tu mogę się tylko domyślać, że stary Lorentz coś odkrył.
                                    - Ale przecież gdyby wykończyła go mafia, Piotr by wpadł w panikę i jego
                                    reakcja na pewno nie byłaby taka jak ją widzieliśmy.
                                    - No właśnie tu jest coś, co także mi nie pasuje. Mam kilka elementów
                                    układanki i coś nadal mi się wymyka.
                                    - Skąd pan to wszystko wie?
                                    - Kiedyś podsłuchałem rozmowę Lorentza i Grabowskiego. Resztę sobie
                                    dopowiedziałem ze strzępów rozmów.
                                    - I nic pan nie zrobił?
                                    - Ja mam dzieci i żonę, które kocham. Co by pan zrobił na moim miejscu?
                                    - OK rozumiem. Ale powracając do naszego bezpieczeństwa. Naprawdę pan
                                    sądzi, że ktoś jeszcze zginie? Po co się pan tak trzęsie! Jeśli teraz mafia
                                    spróbuje kogoś zabić, to będzie to nielogicznie, bo policja wie o malwersacjach
                                    i może sobie zbudować jakąś wersję wydarzeń. Jeśli znów ktoś zginie zaczną
                                    węszyć i odkryją do czego służyła firma. Nikt nie wie, że my wiemy.
                                    - Może ma pan i rację......
                                    - Niech Pan ochłonie i uspokoi się. Nie możemy sprawiać wrażenia, że coś
                                    wiemy. Moment, jeszcze jedno, a Zalewski?
                                    - On chyba po prostu jest tak jak my porządnym facetem. Niczego nie wie.
                                    - Wracajmy do biura.

                                    Po wyjściu Gintrowicza zastanawiał się co zrobić z tym co usłyszał. Na razie
                                    był bezpieczny. Zabójca nie powinien już uderzyć, jeśli mafia uwierzy, że
                                    policja skończy sprawę na Grabowskim. Mógłby powiedzieć policji, ale czy by
                                    wtedy przeżył do następnego dnia? Musiał to przemyśleć. Położył kilka monet
                                    jako zapłatę za swego bezalkoholowego drinka i wyszedł do samochodu.

                                    W tym samym czasie Cieszkowski jadł kanapkę, którą naszykowała mu żona. Do jego
                                    biurka podszedł młody policjant.
                                    - Macie coś? – zapytał stary gliniarz
                                    - Broń z której strzelano to zwykły AK 47.
                                    - No to na pewno dojdziemy, gdzie ją dostał zabójca. Wystarczy iść na
                                    stadion Dziesięciolecia.
                                    - Chłopcy analizują ślady opon vis a vis willi tej dziewczyny. Trochę
                                    potrwa ustalenie, jaki to bieżnik i skąd pochodzi. Jeśli jest nietypowy, to
                                    może uda się ustalić, gdzie daną odmianę opon sprzedawano. Co do auta – w
                                    okolicy widziano obcy pojazd, ale zeznania są sprzeczne i nie wiemy co to za
                                    marka.
                                    - Jacyś świadkowie zdarzenia?
                                    - Żadnych, sąsiedzi mówią, że nic nie słyszeli.
                                    - Normalka. Aha, co z taśmami video z biurowca?
                                    - To trochę potrwa. Tam przewija się tylu ludzi. Chłopaki oglądają zapis
                                    video, ale..... słabo to widzę.Aha i jeszcze jedno. Witolińska zniknęła. Zaraz
                                    po wizycie tego chłopaka wyszła z biura i zniknęła.
                                    - Szkoda, mogłaby coś nam powiedzieć o Grabowskim i całej sprawie.
                                    Szukajcie jej. Może pomogła Grabowskiemu zejść z tego padołu?
                                    - No właśnie, pamięta pan, chłopcy „odkurzyli” pokój Lorentza tym nowym
                                    zbieraczem, który dostaliśmy w ramach unowocześniania naszego sprzętu
                                    kryminalistycznego. Wśród zebranych materiałów – powiedzmy sobie szczerze –
                                    śmieci – były dwa kawałki włókien, z jakich zbudowany jest dywan w jej
                                    gabinecie. Ponadto jak dziś odkryliśmy ćwiczyła strzelectwo. Instruktor
                                    twierdzi, że była dobra.
                                    - Przeszukajcie jej mieszkanie. Później rozesłać jej zdjęcia, aby zaczęli
                                    jej szukać. Zajmij się tym.
                                    - OK.
                                    - No to znikaj.

                                    Zapalił papierosa, kawałki układanki zaczynały układać się w całość. Witolińska
                                    mogła zabić kompana dla pieniędzy. Dlaczego jednak nie uciekła od razu? I jaką
                                    rolę w tym wszystkim grała Agnieszka? Czy w ogóle jakąś rolę grała?
                                    To na pewno Witolińska chciała zabić Lorentza, bo odkrył jej machinacje w
                                    których maczał palce Grabowski........ Potem wyeliminowała Grabowskiego –
                                    wspólnika. Kiedy Janek powiązał fakty i znalazł powiązania z Art. – Foundation
                                    próbowała jego także wyeliminować. Ale już było za późno, w sprawę wmieszała
                                    się policja.
                                    Ale dlaczego nie zabiła Agnieszki? Kule przecież wbiły się w ścianę nad łózkiem
                                    dość wysoko....... Chyba był zmęczony tym wszystkim.....

                                    Podniósł słuchawkę telefonu. Wykręcił numer wewnętrzny.
                                    - Słuchaj przeszukaj samochód Grabowskiego. Szukaj śladów – czegokolwiek,
                                    co by świadczyło o innej niż jego żona kobiecie. Sprawdźcie operacje jego kart
                                    kredytowych, jeśli bywał w hotelach zbadajcie z kim spędzał noce. No.... to na
                                    tyle.
                                    Odłożył słuchawkę. Ta sprawa była albo prosta, albo..... wolał nie kończyć.
                                    Chciał wreszcie pójść na emeryturę i odpocząć od tego wszystkiego. Trupów,
                                    krwi, pytań bez odpowiedzi.....
                                    Chciał spokoju, chodzić na ryby i bawić wnuka.
                                    Poskładał papiery i włożył je w teczkę. Wziął płaszcz i poszedł do domu.

                                    Kiedy Janek wchodził do sekreriatu zobaczył Magdę, która szukała czegoś na
                                    górnych półkach regału. Nie spostrzegła go.
                                    Była niskiego wzrostu i wspinanie się, po starszą dokumentację dotyczącą
                                    czegokolwiek sprawiało jej trudność. Nie mógł się oprzeć, aby popatrzeć dłużej
                                    na Jej nieszczupłe nogi, pupę i opięty dość ciasno biust. Miała rozkoszną,
                                    trochę korpulentną sylwetkę. Podszedł do Niej. Miał Jej spódniczkę tuż nad
                                    sobą. Przez chwilę tak stał i w końcu zapytał:
                                    - Czy mogę w czymś pomóc Magdo?
                                    Powiedział to tak niespodziewanie, że wypuściła z rąk segregator. W ułamek
                                    sekundy później wylądował mu na czole. Zaklął szpetnie i cofnął się trzymając
                                    za głowę.
                                    - Nic się panu nie stało? Nie miałam pojęcia, że Pan już przyszedł. Niech
                                    Pan usiądzie.
                                    Pochyliła się nad niedoszłą ofiarą paskudnego segregatora.
                                    - Bardzo boli?
                                    - O tak – odparł – Ooooo – jęknął kiedy dotknęła jego głowy. On tymczasem
                                    pocieszał się się widokiem Jej rozkosznych zaokrągleń wychylających się
                                    z........
                                    - Boli? To tylko zadrapania. Powinien pan trochę uważać.
                                    - Na przyszłość postaram się zabezpieczyć.
                                    Spojrzała na niego przez chwilę nie rozumiejąc. Spostrzegła też jak krnąbrny
                                    materiał Jej bluzki zbytnio się rozluźnił. Poprawiła go i odparła:
                                    - Mężczyźni, jakie wy jesteście duże dzieci.
                                    Kiedy wyszła mruknął.
                                    - I spróbuj się tu zbliżyć do kobiety.

                                    Janek przyglądał się wykresom indeksów. Popijając kawę śledził sygnały
                                    techniczne na WIG-u. Wskazywały na odwrócenie trendu spadkowego na wzrostowy i
                                    ostatnie zwyżki mogły to potwierdzać, ale mogło to być zwykłe odreagowanie po
                                    długiej bessie. Ale jego nos nakazywał mu przyglądać się sytuacji.
                                    Ustabilizowanie krajowej sceny politycznej studziło emocje inwe
                                    • Gość: Janek Re: Rozdział 8 i pół IP: *.ipartners.pl 17.10.01, 13:15
                                      Ustabilizowanie krajowej sceny politycznej studziło emocje inwestorów.
                                      Powstanie rządu Stronnictwa Lewicowo Demokratycznego i Polskiego Sojuszu
                                      Ludowego uspokoiło rynek, ale płomień wojny w Azji mógł jeszcze oddziaływać na
                                      rynki surowców i akcji. Trzeba było umiejętnie wykorzystywać zniżki dla
                                      stopniowego zwiększania pozycji w akcjach najlepszych polskich spółek.
                                      Poczuł jak głowa mu pulsuje w uderzonym miejscu i nie zwlekając wcisnął
                                      przycisk na telefonie.
                                      - Magdo, niech Pani mi podrzuci jakiś lód. Głowa mnie boli i skupić się
                                      nie mogę. Aha niech Pani od razu przyniesie mi wyniki ostatnich transakcji
                                      sprzedaży.
                                      - Oczywiście – odparła
                                      Po kilku minutach weszła niosąc kawałek jakiegoś materiału, który owijał grudki
                                      lodu. Podeszła i przytknęła mu do głowy, tam gdzie nastąpiło uderzenie.
                                      - Nie jestem pewna, czy to właściwe miejsce na zimny okład.
                                      I uśmiechając się pozostawiła go z okładem na głowie i niemądrą miną na twarzy.
                                      Po chwili przyniosła kilkanaście stronnic papieru i rzekła:
                                      - To są wyniki ostatnich transakcji sprzedaży. Obroty na tych spółkach
                                      były niskie, stąd transakcji dokonywano cząstkowo. Z tego powodu koszty trochę
                                      tu wzrosły i są pewne zaokrąglenia w obliczeniach. Może Pan sprawdzić te
                                      zaokrąglenia, ale wszystko powinno być w jak najlepszym porządku.
                                      - Nie wątpię, że pani zaokrąglenia są bez zarzutu. Sprawdzę je na pewno. –
                                      oświadczył z szelmowskim uśmiechem.
                                      - Nie wątpię, że chciałby pan to zrobić – odparła – i dlatego jeśli pan
                                      pozwoli.....
                                      - Pozwalam......
                                      - ........wrócę do swych zajęć.
                                      - U mnie słowo droższe od pieniędzy – zapewnił Ją ze śmiechem
                                      Skinął głową i po chwili drzwi zamknęły się za nią.
                                      Wrócił do swych wyliczeń i przeglądania danych oraz wykresów spółek.
                                      Kilkanaście minut później dołączyła do niego Agnieszka. Całe popołudnie
                                      spędzili ślęcząc nad niesprawdzonymi jeszcze danymi. Nic nie znaleźli.
                                      Nawet nie zauważyli, kiedy zapadł zmierzch. Powoli okna w biurowcu ciemniały,
                                      Światło paliło się już tylko w kilku oknach, kiedy oderwał się od papierzysk.
                                      Spojrzał na Nią. Była skupiona i skoncentrowana.
                                      - Kończymy?
                                      - Raczej tak.
                                      - O czym myśłisz?
                                      - Że boję się wrócić do własnego domu.

                                      Wstała i podeszła do okna.
                                      Mimo całodniowej mordęgi nad papierami była piękna. Nieważne było, że dzień ten
                                      był pracowity i nie wyglądała może tak kwitnąco jak rano. Ale dla niego nie
                                      miało to żadnego znaczenia. Wstał i podszedł do Niej.
                                      Dotknął Jej ramienia. Kiedy odwróciła się, dotknął Jej twarzy i szepnął:
                                      - Nie wiem co to jest i dlaczego tak jest, ale wiem, że zależy mi na
                                      Tobie. Pragnę dotykać Ciebie, Twego ciała, czuć jego ciepło. To silniejsze ode
                                      mnie.....
                                      Położyła mu palec na ustach
                                      - Nie trzeba nic mówić.
                                      Pocałowała go. Ujął Jej twarz w dłonie i oddał pocałunek, delikatny choć
                                      głęboki. Zatopił dłonie w Jej miękkich, długich włosach. Całowali się długą
                                      chwilę. Jego dłonie wślizgnęły się pod Jej okrycie i zrzuciły Je. Gładziły
                                      plecy i zbiegały nieśmiało coraz niżej. Zsunęła jego garnitur, rozluźniła
                                      krawat i zaczęła rozpinać koszulę.

                                      Z tyłu biurowca kierowca poloneza kończył właśnie hamburgera, zerknął na
                                      zegarek i mruknął.
                                      - Pieprzony kapitalizm. Do czego podobne, aby o tej porze pracować?
                                      Siorbnął colę i pomyślał o swej żonie, która o tej porze zwykła nakręcać włosy
                                      na wałki i gadać, że mógłby zmienić robotę.

                                      Rozpiął guziki Jej bluzki i jego oczom ukazała się czarna koronka zakrywająca
                                      mały, lecz niezwykle kształtny biust. Nie mogąc sobie poradzić z jego zapięciem
                                      stanął za Jej plecami. W końcu zamek, odwieczny wróg numer 1 całego gatunku
                                      męskiego ustąpił. Staniczek zsunął się odsłaniając to, co widział przez chwilę
                                      rano.
                                      Jego delikatne palce zbłądziły ku Jej piersiom i zamknęły Je w delikatnym
                                      uścisku. Po chwili już łaskotały swą łagodnością okolice najdelikatniejszych
                                      Jej miejsc. Kiedy poczuła jak ogarnia Ją miłe ciepło, jego palce skoncentrowały
                                      się na Jej brodawkach, drażniąc je i delikatnie uciskając.........
                                      Odwróciła się i ich usta połączyły się. Jego nieśmiałe z początku dłonie teraz
                                      śmiało przyciągnęły Ją do siebie. Jej wiotka kibić przywarła do Niego. Otoczył
                                      Ją silnym męskim ramieniem. Czuł Jej twarde piersi na swoim torsie i czuł jak
                                      Jego pragnienie budzi się. Kiedy Jej dłoń zabłądziła tu przez chwilę o mały
                                      włos nie spłonął. Zwolnił nieco tempo.
                                      Ale kiedy Jej łono, ciepłe i drżące przywarło do niego znów myślał, że
                                      oszaleje. Chwycił Ją w ramiona i wziął na ręce. Przytuliła się do Niego z
                                      ufnością i objęła za szyję.
                                      Położył Ją na kanapie. Gładził Jej szczupłe nogi, których dotknął po raz
                                      pierwszy kilkanaście dni temu kiedy wziął Ją na chwilę na ręce sprowokowany
                                      uwagą o noszeniu wspaniałych kobiet na rękach przez szarmanckich mężczyzn......
                                      Obsypał Jej nogi pocałunkami podążając ku Jej górze. Po chwili dotarł do
                                      skrywanego zakamarka. Zsunął delikatnie zasłonę z koronki. Zatopił swe usta w
                                      Jej kobiecości niczym spragniony wędrowiec u źródła wody. Usłyszał jak głęboko
                                      nabiera powietrza i zaczął czerpać z łakomstwem takim jakby jeszcze nie
                                      pił........
                                      Nie próżnowały jego palce ani usta. Jej dłonie wciskały jego głowę w Jej
                                      kobiecość. Jeszcze chwila...i usłyszał zdławiony krzyk. Jeszcze przez chwilę
                                      pieścił Ją.....
                                      Mgła jeszcze przez chwilę przesłaniała Jej wzrok. A on teraz pragnął by to ona
                                      przejęła inicjatywę.
                                      Wyczuła jego intencje. Jej dłonie zbiegły po klatce piersiowej kochanka. Niżej
                                      niecierpliwa (jak to zwykle bywa u mężczyzn), pulsowała Jego męskość.

                                      Pozdrawiam
                                      Janek
                                      Uffff!!! Muszę trochę odsapnąć. Czekam na ciąg dalszy Agniecho. Nie pozwól
                                      czekać naszym czytelnikom zbyt długo.......
                                        • agniecha. Do Kasi 17.10.01, 15:17
                                          Hihihi, lepiej od razu wymysl sobie wiecej niz jedno wytlumaczenie, bo oprocz
                                          tej sceny mam w zanadrzu jeszcze jedna bardzo goraca biurowa scene milosna ;)

                                          • Gość: kasia Re: Do Kasi IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 15:27
                                            agniecha. napisał(a):

                                            > Hihihi, lepiej od razu wymysl sobie wiecej niz jedno wytlumaczenie, bo oprocz
                                            > tej sceny mam w zanadrzu jeszcze jedna bardzo goraca biurowa scene milosna ;)
                                            >

                                            Dobra, jedno wytłumaczenie mam na poczekaniu - po 40-tce wchodzi sie chyba w
                                            klimakterium, to te wypieki mogą byc z tego, może to byż jeszcze atak nagłej
                                            gorączki, ale jak mi łgarstwo zeby wybije, to marny widok... pozdrawiam Was
                                            oboje :)))) kasia
                                                  • ja_nek Re: Do schizofrenicznej Frene 17.10.01, 16:57
                                                    Chyba musimy Agniecha podnieść poziom.
                                                    A przepraszam, od kiedy to w brazylijskich serialach są wątki sensacyjne
                                                    z "momentami"? Hę? A ja tak się starałem.......
                                                    Kałaszy w Brazylii też nie ma.

                                                    Pozdrowienia
                                                    Janek
                                                    P.S. Frene bądź człowiekiem i powiedz co jest nie tak według Ciebie. Cenimy
                                                    każdy głos krytyki, ale chcemy wiedzieć konkretnie co razi Ciebie w tym co
                                                    napisałem (no bo to ja teraz wypuściłem rozdział, to chyba do mnie kierujesz
                                                    swe słowa). Będę wdzięczny za wskazanie, co jest nie tak. Pa
                                                  • agniecha. Re: Do Janka 17.10.01, 17:10
                                                    Janek, nie przejmuj sie, Frene prawdopodobnie nie kierowala tych slow do
                                                    Ciebie. Jej sie chyba caloksztalt nie podoba. Tylko nie rozumiem po co tu
                                                    ciagle wlazi i czyta. Ja, jak mi cos nie przypadnie do gustu, to nie czytam.
                                                    Poza tym szanowna Frene uwaza, ze jestesmy jedna osoba, tylko jakos
                                                    udowodnienie tego nie bardzo jej wychodzi. A konkretnie, ze ja jestem Twoja
                                                    schizofreniczna jaznia, czy jakos tak.
                                                    Bidulka, moze gdyby zamiast ogladac brazylijskie seriale pomyslala logicznie,
                                                    zmienilaby zdanie?
                                                    Pozdrawiam Cie serdecznie.
                                                    agniecha

                                                  • agniecha. Re: Do schizofrenicznej Frene 17.10.01, 17:01
                                                    Frene wrote:
                                                    "Nie dam się sprowokować takimi hasłami i g... mnie obchodzi co inni pomyślą, a
                                                    na razie nie będę udowadniać swojej tezy, bo wcale mi nie zależy ,żeby inni się
                                                    do niej przekonali. A po za tym mam konkretne powody,żeby na razie nie ujawniać
                                                    swoich argumentów.
                                                    Przyznaję,że mam 1% niepewności, wynikający z braku wiedzy na temat istnienia
                                                    pewnych okoliczności,które mogły by odeprzeć z dwa argumenty, aczkolwiek jak na
                                                    razie wszystko wydaje się zaprzeczać istnieniu owych okoliczności."

                                                    Wiesz? Bylabys swietnym politykiem. Tak duzo powiedzialas, a NIC nie
                                                    powiedzialas i popisowo sie wykrecilas.
                                                    Mam nadzieje, ze uzyskasz 100% pewnosc w kwestii "istnienia pewnych
                                                    okolicznosci" i przedstawisz nam owe argumenty, w ktorych istnienie osobiscie
                                                    watpie, pomimo istnienia rzekomych powodow, ktore Cie od tego postrzymuja.
                                                    Jestem cierpliwa i zapewniam Cie, ze poczekam, az wymyslisz argumenty na
                                                    poparcie Twojej niedorzecznej tezy.
                                                    Zycze Ci milego kombinowania.
                                                    agniecha
                                                  • ja_nek Do Agniechy i Frene 17.10.01, 18:50
                                                    Mogę się zgodzić, że pewne elementy niekoniecznie współgrają ze sobą w naszej
                                                    powieści. Czasem zdarzy się nam coś przekręcić, nazwisko czy nazwę kamienia
                                                    szlachetnego czy kolor włosów. Ale my pracujemy dzień w dzień, a ta powieść to
                                                    rodzaj rozrywki.
                                                    Nie uzgadniamy ze sobą ciągu dalszego. Każde z nas utrudnia trochę drugiemu
                                                    pracę wypuszczając kolejny rozdział i myląc tropy. Dlatego całośc nie jest
                                                    taka "równa". My nie zbudowaliśmy już zgranej i wymuskanej całości. Nie
                                                    wypuszczamy teraz kolejnych odcinków, mając w zanadrzu kolejne. Nie wiemy jakie
                                                    będzie zakończenie. To przecież zabawa.
                                                    Swoją drogą nie oglądam południowoamerykańskich tasiemców i nie wiem co miałaś
                                                    na myśli stosując porównanie, które użyłaś.
                                                    Nie twierdzę ani ja, ani Agniecha, że wszystko nam wychodzi idealnie. Zdarzają
                                                    się nam potknięcia. Ale jeśli chcesz nam coś wytknąć - powiedz to.
                                                    Po raz kolejny też powiem: ja i Agniecha to dwie różne osoby, choć mogę
                                                    powiedzieć, że dobrze się rozumiemy i na pewne sprawy mamy zbliżone opinie. To
                                                    wszystko. I do tego jesteśmy tylko znajomymi.
                                                    Frene nikt Cię nie prowokuje. Co najwyżej wywołuje, abyś powiedziała co Ci się
                                                    nie podoba. To chyba dozwolone.
                                                    A co do tego g.... - rozczarowałaś mnie. jeśli to ma być Twój argument to
                                                    sorry....
                                                    Mam nadzieję, że znalazłaś coś nie tak. Ale wiedz bacznie się przyglądam, aby
                                                    wszystko współprało. Ale możliwe, że umknęły mi jakieś logiczne niespójności.
                                                    Jeśli takowe są ogłoś je.

                                                    Agniecho, mocno się zaperzyłaś.....
                                                    Uśmiechnij się, za to i tak nie dostaniemy Nobla.....
                                                    Mi pisanie tego sprawia przyjemność. Jeśli komuś oprócz nas również się podoba
                                                    to bardzo się cieszę.

                                                    Pozdrawiam szukających dziury w całym. Ta powieść jest również dla Was
                                                    A najcieplej pozdrawiam Agniechę i czytelniczki
                                                    Janek
                                                  • Gość: Kasia Do Agniechy i Janka IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 08:00
                                                    Tak w ogóle, to dzień-doberek!
                                                    Właśnie piję poranną kawkę z mleczkiem (to do Agniechy) i odkryłam, że jednak
                                                    istnieją osoby, które z zabawy potrafią zrobic problem. Do tego sztandary,
                                                    pancerfaust pod pachą, a lanca w garści, hasła rewolucyjne i obraza uczuć
                                                    różnych, a także niewybredne słownictwo...
                                                    A mnie się Wasz sposób na szarość dnia podoba i lubię tu zaglądać. Piszcie
                                                    dalej, i nie przejmujcie się. W końcu, jak się komuś nie podoba, to wcale nie
                                                    musi tutaj zaglądać.
                                                    POzdrawiam Was - słonecznie - Kasia
                                                  • agniecha. Re: Do Kasi i Janka 18.10.01, 09:41
                                                    Czesc Kasia! Czesc Januszku!
                                                    Kasiu nie uwierzysz, ale kiedy czytalam Twoj list tez akurat opijalam sie kawka
                                                    :)Ciekawe, czy moglybysmy bez niej zyc? Chyba nie... ;)

                                                    A jesli chodzi o moje "zaprzerzenie", jak to Janek nazwal, to nie chodzi o
                                                    nasza powiesc. Za wszystkie sensowne uwagi, jakie zglosila Frene co do
                                                    powiesci, podziekowalam i zlozylam sprostowalnie.
                                                    Po prostu rozsmieszylo mnie to, ze ona uwaza, ze jestesmy jedna osoba i bardzo
                                                    chcialam uslyszec jej argumenty na ten temat, ktore obiecala podac.
                                                    Bawi mnie to i jestem ciekawa, jak ona sie z tego wyplacze?

                                                    Udalo mi sie wczoraj dokonczyc scene milosna, ale musze jeszcze obmyslic jakis
                                                    nowy zwrot akcji, zebyscie przed monitorami nie usneli :)
                                                    Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
                                                    agniecha
                                                  • Gość: kasia Do Agniechy IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 10:10
                                                    agniecha. napisał(a):

                                                    > Czesc Kasia! Czesc Januszku!
                                                    > Kasiu nie uwierzysz, ale kiedy czytalam Twoj list tez akurat opijalam sie kawka
                                                    >
                                                    > :)Ciekawe, czy moglybysmy bez niej zyc? Chyba nie... ;)
                                                    >
                                                    > A jesli chodzi o moje "zaprzerzenie", jak to Janek nazwal, to nie chodzi o
                                                    > nasza powiesc. Za wszystkie sensowne uwagi, jakie zglosila Frene co do
                                                    > powiesci, podziekowalam i zlozylam sprostowalnie.
                                                    > Po prostu rozsmieszylo mnie to, ze ona uwaza, ze jestesmy jedna osoba i bardzo
                                                    > chcialam uslyszec jej argumenty na ten temat, ktore obiecala podac.
                                                    > Bawi mnie to i jestem ciekawa, jak ona sie z tego wyplacze?
                                                    >
                                                    > Udalo mi sie wczoraj dokonczyc scene milosna, ale musze jeszcze obmyslic jakis
                                                    > nowy zwrot akcji, zebyscie przed monitorami nie usneli :)
                                                    > Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
                                                    > agniecha

                                                    Agniecho,
                                                    Bez kawy (i bez paru innych przyjemności tego świata) - nigdy.

                                                    Nie wiem, czy szukanie powagi wszędzie, gdzie sie da, wychodzi na zdrowie zarówno
                                                    rozrywce, jak i życiu samemu. Przyznam się, że przez chwilę także miałam takie
                                                    wrażenie, jakbyście stanowili jedną osobę, ale w końcu przecież nie to jest
                                                    najważniejsze. Najważniejsze jest, że wszyscy (mam nadzieję) dobrze się bawimy,
                                                    że dostarczacie nam rozrywki w postaci całkiem niezłych scenek (wciąż pracuję nad
                                                    poszerzeniem zakresu usprawiedliwień wypieków na twarzy. Niestety widoczne sa
                                                    nawet jak się ma smagłą karnację. Podobno wyglądałam jak w którymstam stadium
                                                    gorączki...).
                                                    Cykorie już weszły do mojego słownika, i nie ma mowy, żebym z nich zrezygnowała.
                                                    Zaraziłam otoczenie, koleżanka już się oswoiła z myślą, że ma pierścionek z
                                                    cykoriami, i koniec.
                                                    Ciekawa jestem, czy Agnieszka ma długie paznokcie, i czy Janek nie będzie musiał
                                                    po "momentach" uważać przy nakładaniu koszuli, mogą go plecy boleć, nie miał
                                                    zadrapań ;))
                                                    POzdrowienia serdeczne.
                                                  • agniecha. Re: Do Kasi 18.10.01, 10:41
                                                    Agniecha ma krotkie paznokcie, wiec Janek nie bedzie musial leczyc ran ;)
                                                    Ale wiesz co? Pomysl jest niezly, moze w nastepnej powiesci dam bohaterce dlugie,
                                                    czerwone paznokcie? Tylko czy glowny bohater to wytrzyma? ;)

                                                    Jesli chodzi o wypieki, to w tej powiesci i tak jestesmy "wstrzemiezliwi".
                                                    W poprzedniej sceny milosne mnozyly sie jak grzyby po deszczu :)
                                                    pozdr
                                                  • Gość: Janek Do Agniechy i Kasi IP: *.ipartners.pl 18.10.01, 11:09
                                                    Chętnie poczekam na zarzuty, bądź co bądź nie jestem specjalistą od wszystkiego
                                                    i czasem coś mogę pomylić. Właśnie skonstatowałem, że w jednym z moich odcinków
                                                    była pewna nieścisłość logiczna, ale niech Frene sama poszuka......
                                                    Ale tezy, że jesteśmy jedną osobą nijak nie udowodni na pewno. Jedna osoba
                                                    musiałaby pisać z trzech adresów. Poza tym mój i Agniechy sposoby pisania są
                                                    trochę inne.

                                                    Kasiu, muszę zatem jeszcze popracować, a nuż te wypieki będą częściej?

                                                    Po upojnych nocach główny bohater w następnej części ma leczyć poharatane
                                                    ciało? No dobrze, pomyślę nad tym.... Czy główny bohater wytrzyma? - pytacie.
                                                    Och to na pewno, ale pod warunkiem, że drapanie nie będzie tylko jednym
                                                    elementem smakowitych zbliżeń.
                                                    Rzeczywiście w poprzedniej powieści sceny miłosne były częstsze. Teraz chyba
                                                    też nie zabraknie..... Poza tym trochę takich epizodów jak z Magdą i kilka
                                                    innych smaczków z główną bohaterką.
                                                    Oby wszystkim smakowało.

                                                    Pozdrawiam Agniechę i czytelniczki
                                                    Janek

                                                  • Gość: kasia Do Janka IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 11:30
                                                    Gość portalu: Janek napisał(a):

                                                    > Chętnie poczekam na zarzuty, bądź co bądź nie jestem specjalistą od wszystkiego
                                                    >
                                                    > i czasem coś mogę pomylić. Właśnie skonstatowałem, że w jednym z moich odcinków
                                                    >
                                                    > była pewna nieścisłość logiczna, ale niech Frene sama poszuka......
                                                    > Ale tezy, że jesteśmy jedną osobą nijak nie udowodni na pewno. Jedna osoba
                                                    > musiałaby pisać z trzech adresów. Poza tym mój i Agniechy sposoby pisania są
                                                    > trochę inne.
                                                    >
                                                    > Kasiu, muszę zatem jeszcze popracować, a nuż te wypieki będą częściej?

                                                    COŚ MI SIĘ ZDAJE, ZE WTEDY BĘDE MUSIAŁA USIĄŚĆ NA TWARZY...
                                                    PRZECZYTAJ MÓJ POST DO AGNIECHY.
                                                    >
                                                    > Po upojnych nocach główny bohater w następnej części ma leczyć poharatane
                                                    > ciało? No dobrze, pomyślę nad tym.... Czy główny bohater wytrzyma? - pytacie.
                                                    > Och to na pewno, ale pod warunkiem, że drapanie nie będzie tylko jednym
                                                    > elementem smakowitych zbliżeń.

                                                    LOGICZNE. ACZKOLWIEK DOTYCHCZAS WYDAWAŁO MI SIĘ ŻE PAZURY NA PLECACH FACETA W
                                                    TAKICH "MOMENTACH" ZAWSZE NALEŻĄ DO TZW. "UBOCZNYCH" ELEMENTÓW...

                                                    > Rzeczywiście w poprzedniej powieści sceny miłosne były częstsze. Teraz chyba
                                                    > też nie zabraknie..... Poza tym trochę takich epizodów jak z Magdą i kilka
                                                    > innych smaczków z główną bohaterką.
                                                    > Oby wszystkim smakowało.

                                                    MYŚLĘ, ZE BĘDZIE, BO MNIE JAKOŚ UROZMAICA PRACĘ. WRESZCIE MAM POWÓD, ZEBY ZNIKNĄĆ
                                                    Z POKOJU SZEFA I WLEPIC NOS W KOMPUTER. ROBIE MĄDRĄ MINĘ (ACZKOLWIEK MUSZE NAD
                                                    TYM JESZCZE POĆWICZYĆ PRZED LUTREM, BO COŚ MI NIE WYCHODZI), I CZYTAM ZAWZIĘCIE.
                                                    SZEFOWI WMAWIAM, ŻE MAM WYPIEKI PRZEZ TO, ZE SIE W OGÓLE DO MNIE ODEZWAŁ... W TEN
                                                    SPOSÓB WSZYSCY SĄ ZADOWOLENI.

                                                    >
                                                    > Pozdrawiam Agniechę i czytelniczki
                                                    > Janek
                                                    >
                                                    POZDRAWIAM AUTORÓW! :))))

                                                  • Gość: kasia Re: Do Kasi IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 11:23
                                                    agniecha. napisał(a):

                                                    > Agniecha ma krotkie paznokcie, wiec Janek nie bedzie musial leczyc ran ;)
                                                    > Ale wiesz co? Pomysl jest niezly, moze w nastepnej powiesci dam bohaterce dlugi
                                                    > e,
                                                    > czerwone paznokcie? Tylko czy glowny bohater to wytrzyma? ;)
                                                    WYTRZYMA, WYTRZYMA;))))
                                                    A NAJWYŻEJ SPĘDZĄ NASTĘPNE (UPOJNE) CHWILE, NA LECZENIU RAN.
                                                    >
                                                    > Jesli chodzi o wypieki, to w tej powiesci i tak jestesmy "wstrzemiezliwi".
                                                    > W poprzedniej sceny milosne mnozyly sie jak grzyby po deszczu :)
                                                    > pozdr
                                                    >
                                                    NO I DOBRZE. KIEDYŚ ZDARZYŁO MI SIĘ ODWALAĆ CHAŁTURĘ W POSTACI TŁUMACZEŃ. TRAFIŁA
                                                    MI SIE POWIEŚĆ PORNO. ŻEBYS TY WIEDZIAŁA, JAKIE WTEDY MIAŁAM WYPIEKI. BYŁA PÓŹNA
                                                    JESIEŃ, SŁOTY, NA ULICACH SAME BLADZIOCHY, W PRACY PONURAKI, A JA BŁYSZCZAŁAM
                                                    ZARUMIENIONYM PYSKIEM, ŻE HEJ. NAJWIĘCEJ UCIECHY MI SPRAWIAŁO WYOBRAŻANIE SOBIE
                                                    MOICH WSPÓŁTOWARZYSZY PRACOWEJ NIEDOLI W SCENACH Z TEGO POWIEŚCIDŁA. UBAW MIAŁAM
                                                    NIEZMIERNY, JEDEN Z KOLEGÓW OBRAZIŁ SIĘ NA MNIE, BOWIEM PONOC DŁUGO MU SIĘ
                                                    PRZYGLĄDAŁAM Z JAKIMS NIESMAKIEM NA TWARZY. ALE FAKTYCZNIE NIE PASWOAŁ DO MOJEGO
                                                    TŁUMACZENIA. DO NICZEGO NIE PASOWAŁ. RZUCIŁAM TŁUMACZENIA, MAM KRETYŃSKĄ
                                                    WYOBRAŹNIĘ...
                                                    pozdrówka! :)))))

                                                  • agniecha. Re: Do Kasi 18.10.01, 11:33
                                                    Wiesz co? Jak Cie czytam, to stwierdzam, ze nie tylko z kawa jestesmy podobne.
                                                    Moja wyobraznia tez jest czasami kretynska. I zlosliwa. Podsuwa mi jakis obraz
                                                    i pozniej sie mecze, bo koniecznie chce do tego dorobic jakas historie.
                                                    Czasami patrze na ludzi i wyobrazam sobie o nich niesamowite historie.
                                                    Czy Ty czytasz Joanne Chmielewska?
                                                  • Gość: kasia Do Agniechy IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 11:47
                                                    agniecha. napisał(a):

                                                    > Wiesz co? Jak Cie czytam, to stwierdzam, ze nie tylko z kawa jestesmy podobne.
                                                    > Moja wyobraznia tez jest czasami kretynska. I zlosliwa. Podsuwa mi jakis obraz
                                                    >
                                                    Jakoś mi się tak dziwnie wydaje od jakichs paru postów!!!

                                                    > i pozniej sie mecze, bo koniecznie chce do tego dorobic jakas historie.
                                                    > Czasami patrze na ludzi i wyobrazam sobie o nich niesamowite historie.
                                                    > Czy Ty czytasz Joanne Chmielewska?

                                                    Chmielewską? Jasne! Od zawsze! I mam równie kretyńskie przygody (bez trupów
                                                    niestety, tfu, na szczęście).
                                                    Kiedy skończyłam 40 lat, moja ówczesna szefowa skłądając mi życzenia urodzinowe,
                                                    wyraziła nadzieję, że teraz zacznę pasować do wieku i stanę się kobieta: " w
                                                    średnim wieku, poważną"... Zmieniłam pracę. Minęły 4 lata i wciąż szukam w
                                                    słowniku hasła pod "P" - "Poważna", i cały czas wychodzi mi "Pierdoła"...
                                                    Całe moje zycie nadaje się wyłącznie do tego, żeby je opisać. Teraz niestety
                                                    pracuję w firmie zagranicznej, gdzie większość moich kolegów cierpi na anoreksję
                                                    intelektualną, ale mam nadzieję, ze jeszcze mnie debilizm ostateczny nie ogranął,
                                                    i ze w końcu napisze powieść swojego zycia (zawsze mogę głownych bohaterów
                                                    gremialnie uśmiercić na końcu) i ze spędzę resztę czasu pod palmami - taplając
                                                    się w luksusie i hodując długie paznokcie...
                                                    pozdrowienia:))))
                                                  • agniecha. Re: Do Kasi 18.10.01, 12:11
                                                    Nie wiem, jak to jest ale osoby, ktore czytaja Chmielewska to wyczuje na
                                                    odleglosc. Moze dlatego, ze sa to osoby naprawde z wyobraznia i postrzelone,
                                                    ale w pozytywnym sensie. Tzn dla mnie w pozytywnym, wiekszosc spoleczenstwa
                                                    patrzy jak na kretynow. Chmielewska kocham od dziecinstwa, mam nawet jej
                                                    autograf. Czy Ty wiesz, ze ona naprawde nosi peruke?
                                                    Ja wlasciwie nigdy nie myslalam o pisaniu, nawet mi to do glowy nie przyszlo.
                                                    Dopiero Janek mnie sprowokowal takim jednym zdaniem o pilocie i ciesze sie, ze
                                                    to zrobil :)
                                                    Sluchaj, moze tez cos napiszesz i wrzucisz na Forum?
                                                  • Gość: kasia Do Agniechy IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 12:40
                                                    agniecha. napisał(a):

                                                    > Nie wiem, jak to jest ale osoby, ktore czytaja Chmielewska to wyczuje na
                                                    > odleglosc. Moze dlatego, ze sa to osoby naprawde z wyobraznia i postrzelone,
                                                    > ale w pozytywnym sensie. Tzn dla mnie w pozytywnym, wiekszosc spoleczenstwa
                                                    > patrzy jak na kretynow. Chmielewska kocham od dziecinstwa, mam nawet jej
                                                    > autograf.

                                                    Teraz to Ci zwyczajnie zazdroszczę!!!!!!!

                                                    Czy Ty wiesz, ze ona naprawde nosi peruke?

                                                    Nawet żeby nosiła 4 na raz, to nie zmieni mojej do niej sympatii. Wyobraź sobie,
                                                    ze ja całe swoje życie miałam do czynienia z podobnymi babami , jak np. Moja śp.
                                                    Matka, moja ciotka, ich przyjaciólki, nawet faceci w moim zyciu mieli tzw.
                                                    horyzonty, nie mówiąc o pomysłach. Miała tzw. Otoczenie, które, jak to mawiaja
                                                    psycholodzy, wpływa na ukształtowanie człowieka. No i ukształtowały mnie. A do
                                                    tego życie miałam, jak z powieści. I całe mnóstwo kretyńskich kłopotów, w które z
                                                    uporem zaiste oślim pakowałam się całe swoje życie. Ostatni kłopot - to miłość
                                                    trwajaca juz lat 8 - do garbusa. Jestem ostatnią (i na dodatek całkowicie
                                                    dobrowolną ofiarą Hitlera). Kochamy sie mocno, trzymamy sie siebie (bardziej ja
                                                    jego) i rozmawiamy ze sobą. To znaczy Garbus czasem milknie ("rzuca palenie") ale
                                                    w końcu wolno mu - staruszek jest. Ostatnio ktos życzliwy poradził mi, żebym mu
                                                    kupiła viagrę... Chyba nad tym pomyślę... Garbaty jeżdżący na Vagrę...
                                                    Acha - a propos kłopotów - to doszły w tzw. międzyczasie dzieci, jako przykładna
                                                    Matka-Polka, byłabym zapomniała. Na szczęście, u progu zycia, los wyposaża małe
                                                    istotki w ogromną dawkę instynktu samozachowawczego, więc udało im się dożyć
                                                    wieku 21 i 15 lat we względnej równowadze ducha. Mąż jest wędkarzem zapalonym,
                                                    toteż te paręnaście lat udało mu się ze mną wytrzymać. Ale i tak uważam, że
                                                    takich osób, które się wyczują na odległość, i które nieodmiennie potrafią boki
                                                    zrywać z Chmielewskiej chocby, jest strasznie mało. A jeżeli chadza się ze
                                                    słońcem w kieszeni i chmurą gradową, to uważanym się jest za niepoważnego(ą).
                                                    Znasz pewnie to uczucie!
                                                    A takich osób, które nas "ni grzębią ni zieją" jest mnóstwo. Dobrze, ze te
                                                    postrzelone (ja się tutaj z Tobą całkowicie zgadzam!) potrafią się wyczuć na
                                                    odległość!

                                                    > Ja wlasciwie nigdy nie myslalam o pisaniu, nawet mi to do glowy nie przyszlo.
                                                    > Dopiero Janek mnie sprowokowal takim jednym zdaniem o pilocie i ciesze sie, ze
                                                    > to zrobil :)

                                                    O pilocie ? Ciekawe. Czy On także czytuje Chmielewską, bo myślę, że siedzi na tej
                                                    samej grzędzie.

                                                    > Sluchaj, moze tez cos napiszesz i wrzucisz na Forum?

                                                    ???????!
                                                    pozdrowienia:))))))
                                                  • ja_nek Re: Do Agniechy 18.10.01, 13:03
                                                    Muszę przyznać, że nie czytałem Chmielewskiej, ale chyba zacznę......
                                                    Skoro Agniecha czyta, to moze poznam jakieś Jej koleżanki, co również czytają...

                                                    Pozdrowienia
                                                    Janek
                                                  • Gość: kasia Re: Do Agniechy IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 13:08
                                                    ja_nek napisał(a):

                                                    > Muszę przyznać, że nie czytałem Chmielewskiej, ale chyba zacznę......
                                                    > Skoro Agniecha czyta, to moze poznam jakieś Jej koleżanki, co również czytają..
                                                    > .
                                                    >
                                                    > Pozdrowienia
                                                    > Janek

                                                    No proszę, jak to Chmielewska jednoczy, chciałam powiedzieć, pomaga w
                                                    nawiązywaniu znajomości. Ty szybko przeczytaj jakąś jej powieść, żebys wiedział
                                                    od jakich koleżanek trzymać się z daleka i w co sie nie pakowac...
                                                    pozdrowienia
                                                    Kasia
                                                  • agniecha. Re: Do Kasi 18.10.01, 13:45
                                                    Twoje rozmowy z Garbuskiem w pelni rozumiem, bo sama nie jestem gorsza.
                                                    Mianowicie gadam do kwiatka - bawidamka. Rok temu kolega z pracy odchodzil do
                                                    innej i zostawil pod moja opieka swojego kwiatka. Dzwonil raz na miesiac i
                                                    pierwsze pytanie zawsze brzmialo: Jak moj kwiatek? A kwiatek niestety mial sie
                                                    nie za dobrze, zzolk i zubil liscie. I ktos w zartach powiedzial, ze kwiatki
                                                    lepiej rosna, jak sie je podlewa. No i zaczela sie polka. Osoby, ktore akurat
                                                    zalatwialy cos w ksiegowosci ( bo ja pracuje w ksiegowosci ) mialy okazje
                                                    ujrzec, jak podlewajac kwiatuszka mowilam: Kochaniutki, rosnij, sloneczko
                                                    piekne, listeczki masz takie ladniutkie, rosnij Cholero jedna, nie badz
                                                    zolza ostatnia, rosnij - a to wszystko slodziutkim glosikiem. Chyba pomoglo, bo
                                                    kwiatek tak sie rozrosl, ze cala firma mi go zazdrosci.

                                                    Jesli chodzi o Chmielewska, to cos w tym musi byc, bo ze wszystkimi,ktorych
                                                    znam i ktorzy ja czytaja dogaduje sie w 5 sekund! :)

                                                    Pozdrawiam Cie serdecznie.
                                                  • Gość: kasia Do Agniechy IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 14:12
                                                    Ty wiesz, to jest sposób. Wypróbowałam go na rachitycznym kwiatku na oknie, ale
                                                    również na niesympatycznym koledze w pracy. Żebys TY widziała, jak obaj
                                                    zakwitli! Ładniejszy zdecydowanie był chwast w doniczce, ale taki juz mój los.
                                                    Naczytałam się kiedys o płomiennych romansach w pracy, i kiedy jeszcze byłam
                                                    młoda początkującą "biurwą", wydawało mi sie, że faceci, z którymi będę
                                                    pracowała, przynajmniej nie będą brzydsi od ... tu nastąpił przeciągły gwizd.
                                                    Tymczasem na mojej drodze los stawiał takie paszczury, ze gdybym chciała zyc
                                                    faktycznie pracą i spędzać większość czasu w biurze, nigdy nie byłyby mi
                                                    potrzebne długie paznokcie (...), ani czarna koronkowa bielizna, a o paru
                                                    innych uciechach tego świata nawet bym nie wiedziała. Ale oprócz tego, ze
                                                    przeważnie wszyscy byli z metra cięci (mam 170 cm i kocham szpilki!), to na
                                                    dodatek cierpieli na anoreksję intelektualną, słowem byli głupsi od
                                                    pasztetowej. A że gębę zawsze miałam niewyparzona, trafiały mi się komentarze
                                                    typu : kurdupel intelektualny, etc. Nie przydawało mi to wielbicieli rodzaju
                                                    męskiego. Miałam takiego "adoratora" śiertelnie na mnie obrażonego, bo nie
                                                    chciałam iść z nim na "kawę" (jakże ja bym z nim szła, za rękę, czy z ręką na
                                                    jego pustej łępetynie, o tym nie pomyślał). Milczał więc, nienawidząc mnie w
                                                    milczeniu i piorunował mnie wzrokiem. Az w końcu na parapecie zaczął zdychać
                                                    kwiatek mojej kadrowej, która właśnie poszła na urlop. Ktoś mi poradził, tak
                                                    jak i Tobie, zeby go czasem podlac, a nawet zagadać, że to rodzaj męski to
                                                    próżny... No i w ramach doświadczeń, postanowiłam najpierw porozmawiać z moim
                                                    absztyfikantem, tym facecikiem, co to wszystkie rozumy zjadł, a następnie
                                                    wydalił, a także, przy sposobności z kwiatkiem (podlewałam wyłącznie kwiatka,
                                                    kolegę podkarmiałam, zastanawiając się, kiedy przestanie chodzić a zacznie się
                                                    toczyć.). Pochodzili z tej samej rodziny. Chwyciło. Obaj dali się oswoić.
                                                    Garbaty też ma chyba w sobie cos z samca. Aczkolwiek jego dowcipy są na
                                                    inteligencję, więc idzie wątpić w płec męską... (mam nadzieję, że żaden facet
                                                    się nie obrazi).
                                                    serdeczności! :))
                                                  • agniecha. Re: Do Kasi 18.10.01, 14:50
                                                    Ja z kolei mam 172 cm i wyobraz sobie, ze tez mam zawsze problem z butami. Jak
                                                    wychodze to raczej probuje dostosowac swoj wzrost do otoczenia. Z reguly nie
                                                    lubie patrzec z gory na kogos. A najgorzej jak ma byc ktos, kogo nie znam i
                                                    wtedy pytam, ile ma wzrostu, bo nie wiem czy zalozyc buty na wysokim obcasie? I
                                                    faceci czasem podchodza do tego ze zrozumieniem, a czasem nie, bo czuja sie
                                                    potraktowani przedmiotowo: jak dodatek do szpilek! Zgroza!

                                                    Wiec jednak 2 najstarsze i stosowane sposoby przez kobiety na oswojenie faceta
                                                    tzn nakarmic go i gadac do niego komplementy, nie stracily na waznosci i beda
                                                    na czasie do konca swiata :) A do tego sa ekonomiczne, bo dzialaja tez na
                                                    kwiatki ;))) Wiesz, Panowie chyba jednak sie na nas obraza?

                                                    Ja tez nie mam widokow na romans w pracy, ale rozrywki dostarcza mi taki jeden
                                                    Pan, z ktorym uwielbiam sie droczyc.
                                                    Docinami sobie ile wlezie, a wszystko w sposob bardzo eleganki i wytworny.
                                                    Np wczoraj ja mu chcialam wrzucic viagre do kawy a on obdarzyl mnie epitetem
                                                    "mloda zygota". Nie mam pojecia co to mialo znczyc, ale musze przyznac, ze
                                                    ubawilam sie po pachy :)

                                                    Pozdrowienia.
                                                  • agniecha. Re: Do Kasi 18.10.01, 14:59
                                                    Tak mi sie teraz przypomnialo o Chmielewskiej jeszcze.
                                                    Jechalam kiedys w autobusie i czytalam "Wszystko czerwone".
                                                    Tam byl taki dunski porucznik, ktory mowil biblijnym polskim.
                                                    I tak glosno rechotalam i ludzie dookola dziwnie sie na mnie patrzyli, ale w
                                                    momencie kiedy ow porucznik zapytal" Czy to jest twoja mac?" ( pamietasz ten
                                                    fragment? ) ryknelam takim smiechem, ze pol autobusu na mnie spojrzalo.
                                                    Dostalam takiego ataku smiechu, ze poplakalam sie ze smiechu i musialam wysiasc
                                                    :)
                                                    Teraz juz nie probuje czytac Chmielewskiej w srodkach komunikacji miejskiej.
                                                    Ale kiedys jechalam i na przeciwko siedziala dziewczyna, ktora po bez przerwy
                                                    przez cala droge rechotala sie pod nosem. Patrzylam na nia i bylam przekonana,
                                                    ze czyta Chmielewska. Po prostu wiedzialam. I kiedy wysiadala udalo mi sie
                                                    zerknac na okladke. I co? I Chmielewska oczywiscie. :)
                                                  • Gość: kasia Do Agniechy IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 15:26
                                                    Mloda zygota, musze zapamietac. Przyda się na pewno. Parę takich stwierdzeń już
                                                    mam w głowie, a i powiedzonka życiowe na poprawę humorku też mi sie gdzieś
                                                    plączą po pamięci. To znakomicie ułatwia zycie. Niestety, u mnie w pracy
                                                    panowie, z jednym wyjątkiem, sa niesamowicie ociężali - także umysłowo...To typ
                                                    mężczyzn, co to nawet pół książki w życiu nie przeczytał, a gdyby głupota była
                                                    wprost proporcjonalna do wzrostu - całowaliby księżyc w d... .
                                                    Na 21 osób - z trzema udało mi się znaleźć wspólny język. Jad nam czasem kapie
                                                    z pysków strasznie i zachodzi obawa, że wypali podłogę w końcu. Te trzy osoby
                                                    to jeden samiec i dwie samice. Reszta to mazia mentalna.
                                                    Ale - jak zauważyłam, to jest tak bardzo "na topie", żeby wiedzieć, co dzieje
                                                    się w domu Big Brother'a, znać notowania, ale niekoniecznie np. czytać i chcieć
                                                    wiedzieć więcej. Ilość oddanego moczu w nocy, ilość wypalonych papierosów, czy
                                                    wypitych drinków i koniecznie wielkośc biustów poruszających się po ulicach. To
                                                    jest dopiero temat fascynujący.
                                                    Na szczęście ma parę osób równie postrzelonych jak ja i nie chcę tego zmieniać.

                                                    Obcasy noszę, na szczęście zarówno mój mąż jak i synowie nie byli chowani pod
                                                    szafą. Na randki juzńie chodzę, więc nie przeżywam stresów związanych ze
                                                    wzrostem wzdychulca.
                                                    Zawsze kochałam obcasy, aczkolwiek pamiętam czasy, gdy zapłakiwałam się na
                                                    śmierc prawie, bo strasznie się kochałam w koledze z klasy (w 2 klasie szkoły
                                                    podstawowej) - a ono był taki malutki, ze chyba musiałabym zawsze klęczeć.
                                                    Odkochałam się w końcu, ale pretensje do losu mialam za to ze mi dał wzrost.
                                                    POtem mi odbiło i chodziłam na niskim obcasie (nawet do garsonek) - wyglądałam
                                                    jak kaczka zamiatając kuprem. Wydawało mi się, że w ten sposób wtopię się w
                                                    środowisko. I ze będę taka modna i sportowa... Az w końcu zobaczyłam sie w
                                                    jakiejś szybie wystawowej... Ubawił mnie widok... Wróciłam do obcasów.
                                                    Ty tyle w kwestii wzrostu i obcasów.
                                                    Co do panów - no cóż, jeżeli maja poczucie humoru ( dla zainteresowanych w
                                                    słowniku pod literą "H"), to nie obrażą się na pewno. W końcu nie możemy
                                                    zakładać, ze wszyscy panowie to zakompleksione smutasy. Przecież wtedy to zycie
                                                    zupełnie straciłoby sens!
                                                    serdeczności :)
                                                  • agniecha. Re: Do Janka 18.10.01, 16:38
                                                    Jesli chodzi o smianie sie do monitora, to
                                                    ja juz sie nawet z tym nie kryje.
                                                    Panie, ktore sa ze mna w pokoju, na poczatku bardzo to bawilo,
                                                    jak ni z tego ni z owego szczerzylam zabki do monitorka,
                                                    ale juz sie przyzwyczaily :)
                                                  • Gość: kasia Do Agniechy i Janka IP: *.groupsci.pl 19.10.01, 07:59
                                                    Witam w piatek, u nas deszczowy i beznadziejny. Mam nadzieję, że nie obudze się
                                                    za chwilę i nie okaże sie że to dopiero poniedziałek....
                                                    Zasiadła przy kawce, odczytałam passus o szczerzeniu zebów do minitora, a także
                                                    o rozrywce, jakiej dostarczyłysmy Jankowi. Spokojnie Janku, mamy w zanadrzu
                                                    jeszcze pare innych.
                                                    Pozdrawiam Was serdecznie i słonecznie (na przekór pogodzie).
                                                    A tak w ogóle, Mili Państwo - do pisania proszę, do pisania. Agniecha ma
                                                    dyspensę, bo poranna kawka, ale Ty Janku, ani makijaż, ani fryzura, kawkę
                                                    mozesz podczas pisania popijać... :))))))
                                                  • agniecha. Re: Do Kasi 19.10.01, 09:33
                                                    Czesc! U nas tzn gdzie? Moze w Warszawie?

                                                    Niestety, teraz moja kolej na nastepny odcinek, wiec nawet kawka nie jest
                                                    wytlumaczeniem. Ale spokojnie, wczoraj splynelo na mnie natchnienie.
                                                    Jego wynik ponizej.
                                                    Milego dnia.
      • agniecha. Odcinek 9 19.10.01, 09:37
        Pociagnela go na kanape. Kiedy pochylila się nad nim jej wlosy opadly na jego
        twarz. Lekko i zmyslowo go laskotaly. Rozpinala guziki jego koszuli bardzo
        powoli, jakby droczyla się z jego zniecierpliwieniem. Potem rozpiela spodnie i
        sciagnela je z niego. Zamknal oczy. Czul jej gorace, wilgotne wargi najpierw na
        swojej szyi, potem zaczely się zsuwac w dol. Obsypala jego klatke piersiowa i
        brzuch namietnymi pocalunkami. Te pocalunki go rozpalaly jeszcze bardziej i
        jeszcze mocniej. Jej gorace dlonie wedrowaly po jego udach, a w slad po nich
        posuwal się delikatnie jej miekki jezyk. Westchnal gleboko kiedy zaczela
        piescic jego meskosc. Piescila go, potem przerywala na chwile, potem znow go
        piescila az do momentu, kiedy nie czul już nic poza zwierzeca ochota, żeby się
        w nia wedrzec i osiagnac spelnienie. Ale on nie pozwolila mu się poruszyc.
        Usadowila się na nim i zaczela powolutku, zmyslowo krecic biodrami. Koncowkami
        palcow przesuwala po jego brzuchu. Patrzyla na niego wyzywajaco, przygryzla
        zebami dolna warge i zaczela szybciej krecic biodrami. Chciala kontrolowac
        sytuacje, chciala na niego patrzec i widziec w jego oczach, jak mocno jej
        pragnie. Tylko jej. Chciala widziec, jaka ma nad nim wladze, ze jest w stanie
        doprowadzic go do szalenstwa. Zeby o niej nie zapomnial. Żeby o niej marzyl.
        Zeby chcial wiecej. Janek czul, ze ogarnia go taki zar namietnosci, jak
        jeszcze nigdy w zyciu. Poruszala się coraz szybciej, a on coraz glebiej
        oddychal. Poruszali się w jednostajnym rytmie idealnie dopasowani, z kazda
        sekunda szybciej, mocniej, namietniej i dziko!

        Piotr Lorentz patrzyl ze zdziwieniem na Janka, który siedzial za biurkiem z
        rekami pod broda i wpatrywal się rozanielonym, marzycielskim wzrokiem w kanape.
        Sam nie widzial w niej nic fascynujacego.
        - Panie Janku, slyszy mnie Pan? – zapytal glosno po raz drugi.
        Janek popatrzyl na Piotra niewidzacym wzrokiem.
        -Nie. To znaczy tak. Oczywiście – zaczal się platac probujac wrocic do
        otaczajacej go rzeczywistosci ze swiata slodkich wspomnien wczorajszego
        wieczoru.
        - Dzis o 18 jest pogrzeb mojego ojca. Na cmentarzu Ewangelicko-Augsburskim na
        Mlynarskiej. Wiem, ze pozno Pana powiadamiam, ale mam nadzieje, ze Pan
        przyjdzie – Piotr patrzyl pytajaco. Nie wygladal najlepiej. Pod oczami miał
        cienie, jakby nie spal od kilku dni.
        -Tak, przyjde na pewno – zapewnil go Janek i Piotr wyszedl rzucajac przy tym
        ostatnie podejrzliwe spojrzenie na czarna, skorzana kanape stojaca niewinnie
        pod sciana.

        Janek staral się ze wszystkich sil nie patrzec na kanape. Nie mogl się skupic,
        a miał mnostwo roboty. Była już 15, a on niewiele zrobil. Od rana dzwonili
        klienci, bardziej zadni sensacji i plotek, niż stanem wlasnych finansow. Na
        biurku walaly się dokumenty i wykresy. Nie patrz na kanape, nie patrz na kanape
        – powtarzal sobie w myslach jak zaklecie patrzac bezradnie na monitor
        komputera. Mogl nakazac sobie nie patrzec na kanape, ale nie mogl zmusic się,
        żeby o niej nie myslec. Nic nie mogl poradzic na to, ze tak na niego dzialala.
        Przyciagala go jak magnez. Oddalby wiele, żeby jeszcze raz poczuc to pelne
        seksu napiecie miedzy nimi, jej zapach, jej cieple pocalunki na swoim ciele,
        dotyk jej dloni na...
        Az podskoczyl, kiedy zadzwonil telefon. Niechetnym ruchem podniosl sluchawke.
        - Slucham .
        - Dzien dobry. Tu Cieszkowski. Dzwonie, żeby sprawdzic czy Pan jeszcze zyje.
        - Tak, zyje – zapewnil go Janek – Widze, ze jest Pan dzis bardzo dowcipny
        Panie poruczniku. Czyzby wiedzial Pan już, kto jest morderca?
        - Z przykroscia i zalem musze stwierdzic, ze nie. Nic w tej calej zakichanej
        historii do siebie nie pasuje – rzekl ponuro Cieszkowski – Czy nie wydarzylo
        się ostatnio nic podejrzanego , co zwrociloby Pana uwage?
        - Nie, chyba nie – zaczal Janek, ale Cieszkowski mu przerwal:
        -A o czym Pan rozmawial z Gintrowiczem? W Patric’u?
        -Hyyy – Janek wydal z siebie nieartykulowany dźwięk zastanawiajac się szybko
        czy powiedziec prawde czy sklamac – A tak sobie, o caloksztalcie.
        -No ja mysle, ze nie o pogodzie – zdziwil się przyjemnym glosem porucznik, po
        czym dodal powaznie – Czy Pan naprawde nie zdaje sobie sprawy z powagi
        sytuacji? Czy nie dociera do Pana, ze nikomu nie może Pan ufac? Ze probowano
        Pana zabic i morderca na pewno sprobuje dokonczyc dziela? Zycie Panu niemile
        czy co?
        Janek siedzial przez chwile bez slowa po czym zapytal ostroznie:
        -Czy mysli Pan, ze prawdopodobne jest, żeby zaplatana była w to mafia? Jakies
        nielegalne interesy, pozyczki, dlugi, które mafia chce sciagnac z powrotem?
        Po drugiej stronie sluchawki zapadla gleboka cisza.
        - Skad przyszlo to Panu do glowy? – padlo pytanie.
        -Po rozmowie z Gintrowiczem zaczalem się zastanawiac, jakie mogly być motywy –
        zaczal Janek ale Cieszkowski mu przerwal.
        - Czy Gintrowicz Panu to zasugerowal ? Z ta mafia? – dopytywal się goraczkowo –
        Niech Pan nie zapomina, ze ukrywanie informacji pomocnych dla sledztwa grozi
        surowymi konsekwencjami. Wiec? – zapytal.
        - Taaak – powiedzial Janek ociagajac się – Ale to ma sens. Gintrowicz mowil, ze
        Piotr Lorentz miał jakies wspolne interesy z mafia i ...
        - Niech się Pan tak nie goraczkuje – ostudzil jego zapal porucznik – Czy Pan
        mysli, ze tego nie sprawdzilismy? Nie jestesmy az tacy zacofani, jak się
        powszechnie uwaza. Mamy swoje sposoby. Sprawdzilismy to i jestesmy pewni, ze
        mafia jest wykluczona – Hmmm, Gintrowicz chcial zrzucic podejrzenia na Piotra
        Lorentza... ciekawe, ciekawe... – rzekl cicho Cieszkowski i rozlaczyl się.
        • agniecha. Re: Odcinek 9 i pol 19.10.01, 09:39
          Gintrowicz chcial zrzucic podejrzenia na Piotra Lorentza – powtorzyl w myslach
          Janek.
          Czy Gintrowicz mogl być morderca? Jaki mialby motyw? Ale jeżeli faktycznie nim
          był, to może rzeczywiscie chce teraz wkopac w te zabojstwa niewinnego Piotra? A
          może Piotr wie cos, co mogloby go zdemaskowac i dlatego chce za wszelka cene
          zrzucic na niego podejrzenia? A jeżeli mowi prawde i winny jest Piotr? Pytania
          klebily się i nie dawaly mu spokoju.
          Jego rozmyslania przerwal cichy trzask. W drzwiach stala Agnieszka. Wygladala
          oszalamiajaco pieknie. Nagle wszystkie czarne mysli ulecialy. Miala na sobie
          obcisla granatowa bluzke z duzym dekoldem, krociutka czarna spodniczke i buty
          na wysokim obcasie. Jej wlosy splywaly miekko na ramiona. Usmiechnela się
          leciutko i przeszla przez cala dlugosc pokoju kolyszac zmyslowo biodrami.
          Wslizgnela sie miedzy fotel, na którym siedzial i biurko. Usiadla na blacie i
          zalozyla noge na noge. Poczul zapach jej perfum. Poison Diora. Uwielbial ten
          zapach. Uwielbial ten zapach wlasnie na niej. Wystarczylo, ze tu była a on już
          czul, ze jego spodnie robia się ciasne.
          - Czesc przystojniaczku – wyszeptala.
          -Czesc – odpowiedzial, pochylil się i pocalowal ja w kolano.
          - Jak mija Ci dzien? – zapytala i usmiechnela się tak promiennie, ze zapomnial
          o calym swiecie. Chcial tylko tak siedziec i patrzec w jej radosne oczy.
          -Dobrze- odpowiedzial.
          - A o czym rozmawiales z Gintrowiczem? – zapytala i usmiechnela się jeszcze
          cudniej.
          - Probowal mnie przekonac, ze to Twój wuj jest winny, a motywem sa interesy z
          mafia.
          - Wiedzialam – wykrzyknela Agnieszka i usiadla mu na kolanach. W jej oczach
          pojawilo się wzburzenie.
          -Do tej pory tylko podejrzewalam, ale teraz jestem pewna. To Gintrowicz jest
          morderca! I probuje zrzucic podejrzenia na mojego biednego wujka! Mnie tez
          zabije. I Ciebie. Nie zawaha się. Ach... - wyszeptala i nagle się rozplakala.
          Janek wpadl w poploch, wyszarpal z kieszeni chusteczke i zaczal ocierac jej
          lzy.
          -Nie placz, no już nie placz – powtarzal bez sensu. Tak bardzo chcial ja
          pocieszyc, a nie wiedzial jak to zrobic.
          -Musimy dowiedziec się, co ukrywa Gintrowicz. Mam plan. Ale musisz mi pomoc.
          Bez Ciebie nie dam sobie rady – popatrzyla na niego blagalnie tymi swoimi
          slicznymi oczami i nie pozostalo mu nic innego jak zgodzic się.
          -Sluchaj, Gintrowicz nie wylacza komputera. Mój wuj zeszta tez – westchnela –
          twierdza, ze to cale logowanie do sieci ich denerwuje i zabiera za duzo czasu.
          Po prostu wieczorem zakradniesz się do pokoju Gintrowicza i poszperasz troche.
          Może znajdziesz cos ciekawego? Będziemy mieli pewnosc czy to Gintrowicz czy
          nie. Choc ja uwazam, ze tak!
          - Zwariowalas – Janek wpatrywal się w nia przerazony – mam się wlamac do
          komputera swojego szefa? Na litosc boska, jak ktos mnie zobaczy, to nawet na
          Antypodach pracy nie znajde! Pojde do wiezienia!
          -Szszsz...uspokoj się! Nikogo w firmie nie będzie. Wszyscy po pogrzebie pojda
          do Piotra. Urzadza mala stype. Ty się wykrecisz i przyjedziesz do firmy. A ja
          będę u Piotra w domu uwazala, żeby Grabowski nie wyszedl. Może go upije? Nie
          martw się, uda się. Zrobisz to dla mnie? Proszę– Agnieszka pochylila się i
          pocalowala go dlugo i namietnie.
          -Tak – odpowiedzial z zametem w glowie.
          - Dziekuje, tylko Tobie mogę zaufac – pogladzila go po policzku i zeskoczyla z
          jego kolan – Musze isc. Będziemy w kontakcie.
          Poslala mu reka calusa i wyszla.
          Janek wpatrywal się w zamkniete drzwi. Skoro Piotr również nie wylacza
          komputera może uda mu się wslizgnac tez do jego pokoju i sprawdzic, czy nie
          kryje on jakiejs tajemnicy. A co tam, jak już spasc, to przynajmniej z
          wysokiego konia.
          Spojrzal na zegarek. Była 17. Zerwal się i zaczal zakladac plaszcz. Chcial
          jeszcze wpasc do domu i przebrac się w czarny garnitur. Jeżeli ma zdazyc, musi
          leciec. Czekal go bardzo pracowity wieczor.
          CDN

          Pozdrawiam najcieplej na swiecie Janka - mojego drogiego wspolautora i
          szanownych czytelnikow.
          agniecha
          • agniecha. Re: Sprostowanie do 9 odcinka. 19.10.01, 10:06
            Napisalam:
            "A ja będę u Piotra w domu uwazala, żeby Grabowski nie wyszedl. "

            Ozywiscie Gintrowicz, a nie Grabowski! Grabowski, po tym jak wypadl z 36
            pietra, ma szanse isc jedynie do nieba. Albo piekla ;)
            Bardzo przepraszam, ale trupy mi sie troche pomylily.
            Postaram sie uwazac w przyszlosci!
              • Gość: Janek Re: Sprostowanie do 9 odcinka. IP: *.ipartners.pl 19.10.01, 12:09
                Agniecho.
                Właśnie główna bohaterka rozebrała głównego bohatera dwukrotnie.....
                Nie sądzę jednak, aby on miał cokolwiek przeciwko.....
                Myślę, że i tak był zachwycony całym zbliżeniem.
                Wolałem Ci to pokazać sam, bo zaraz wparuje tu Frene i powie nam, że jesteśmy
                nieprofesjonalni.
                Do Frene - autorzy czuwają nad porządkiem.

                Pozdrowienia serdeczne
                Janek
                • agniecha. Re: Do Janka 19.10.01, 13:19
                  Drogi Janku! Musze ze wstydem przyznac, ze nie rozumiem Twojej uwagi o
                  dwukrotnym rozbieraniu glownego bohatera :(
                  W odcinku 8 napisales: "Zsunęła jego garnitur, rozluźniła krawat i zaczęła
                  rozpinać koszulę." I potem juz nie bylo nic o jego garderobie ani nic, co by
                  sugerowalo, ze juz zostal rozebrany. Spejalnie sprawdzilam.
                  Zaczelam wiec od dokonczenia dziela i ostatecznym zdjeciu tej nieszczesnej
                  koszuli.
                  • Gość: Janek Do Agniechy IP: *.ipartners.pl 19.10.01, 15:06
                    Mea culpa.
                    Całkowite rozpięcie koszuli zostawiłem w domyśle, kiedy przenosiłem na chwilę
                    akcję do policyjnego poloneza.
                    Nie powiedziałem tego zbyt dobitnie. OK.
                    Przez Frene zrobiłem się nadwrażliwy.

                    Pozdrawiam
                    Janek
                    • Gość: kasia Do Agniechy i do Janka IP: *.groupsci.pl 19.10.01, 15:11
                      Spokojnie, wlasnie docxzytalam do konca. najpierw mi sie literki zrobily duze,
                      i myslalam ze zeza rozbieznego dostane, potem w ogole mi wszystko zniklo, i to
                      wlasnie jak sie momenty zaczynaly...
                      Chyba sobie wreszcie zdrukuje powiesc (jezeli pozwolicie) i przeczytam
                      spokojnie. Nie beda mi wtedy wypieki bruzdzily, ani nikt mi nie bedzie zagladal
                      przez ramie, ani nikt nie bedzie mi sie pytal, dlaczego się szczerzę do
                      ekranu...
                      Miłego weekendu :)))
                        • Gość: Janek Rozdział 10 IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.10.01, 23:21
                          Wrócił do domu. Wziął szybko prysznic. Przebrał się w czarny garnitur i wziął
                          małą latarkę. Msza za duszę zmarłego trwała 45 minut. Ceremonia pogrzebowa na
                          cmentarzu uległa skróceniu, bo zaczął padać zimny jesienny deszcz. Zerwał się
                          wiatr i wszyscy stali skuleni czekając aż ksiądz, a później Piotr Lorentz
                          pożegnają zmarłego. W pewnej chwili poczuł, jak ktoś wkłada mu coś do kieszeni.
                          Odwrócił wzrok. Tuż za nim stał Gintrowicz i lekko skinął głową.
                          Po zakończeniu Piotr zaprosił wszystkich na stypę. Janek wymówił się infekcją,
                          którą wytłumaczył swoje poranne rozkojarzenie, pożegnał się i poszedł do
                          samochodu.
                          Zapalił światło i sięgnął do kieszeni.
                          Rozwinął kartkę i zobaczył dwa słowa:
                          „Mam coś”.
                          Zawahał się. Iść na stypę czy jechać do biura? Zdecydował się jechać do biura.
                          Przecież porozmawiać z Gintrowiczem mógł jutro. Zbadać ich komputery mógł
                          jedynie dziś. Kiedy odjeżdżał, zauważył znów tego samego poloneza i nagle
                          otwieraną gazetę.
                          „Amatorzy” - pomyślał
                          Rozpadało się na dobre. Był podenerwowany i kilkukrotnie niemal najechał na
                          poruszające się przed nim pojazdy. Serce biło mu w piersiach jak oszalałe, a w
                          wyobraźni widział już jak szperając w komputerze Gintrowicza zostaje nakryty
                          przez ochronę biurowca, a następnego dnia zwolniony dyscyplinarnie z pracy. Po
                          co on się zgodził na to wszystko.
                          - Bo myślisz nie tym co trzeba – mruknął do siebie. Do myślenia używa się głowy.
                          Ale nie mógł zapomnieć wyrazu Jej oczu, kiedy prosiła, nie mógł zapomnieć
                          tamtej nocy, Jej dłoni i ust na swym członku, kołysania Jej bioder czym
                          doprowadzała go do szaleństwa. Nawet teraz na wspomnienie tamtej nocy, poczuł
                          erekcję. Na kolejnych światłach wyjął panel radia. Włączył je. Właśnie leciał
                          stary kawałek Pet Shop Boys „You Are Always On My Mind”.

                          Wjechał do podziemnego garażu i zaparkował. Wjechał windą na parter, skinął
                          portierowi na parterze, po czym wsiadł do kolejnej windy, która zawiozła go na
                          górę.
                          Udał się najpierw do swego pokoju. Zostawił płaszcz. Wziął dla zmylenia
                          potencjalnych obserwatorów teczkę z papierami, które zwykle zanosił
                          kierownictwu oraz czystą dyskietkę i udał się piętro wyżej
                          Kiedy drzwi otworzyły się, rozejrzał się po korytarzu. Zatrzymał się przed
                          szklanymi drzwiami. Wczytał swoją kartę magnetyczną i wstukał kod dostępu,
                          który umożliwiał wstęp na to piętro. Wszędzie było ciemno, ani żywej duszy.
                          Wszedł do gabinetu Gintrowicza. Nie zapalał światła. Usiadł na jego wysokim,
                          skórzanym, obrotowym fotelu. Dokładnie przyjrzał się papierom na stole, aby nie
                          zmienić porządku jaki zastał. Wyjął latarkę i przejrzał je pobieżnie.
                          Gintrowicz kierował operacjami walutowymi, a więc na jego biurku leżały dane o
                          stawkach depozytów i kredytów na międzybankowym rynku w Londynie i Frankfurcie,
                          ostatnie stawki ovenight i T\N, raporty, wydruki danych makroekonomicznych
                          państw strefy euro, wykresy relacji dolara do jena, euro do dolara itd. Nic
                          konkretnego. Ostrożne przetrząśnięcie szuflad też nic nie dało.
                          Stuknął w klawiaturę. Wygaszacz ekranu znikł i pojawiła się tapeta –
                          zeskanowane zdjęcie uśmiechniętej rodziny Gintrowicza.
                          „Zaraz zobaczymy czy jesteś taki święty” - pomyślał
                          Zaczął metodycznie przeglądać zawartość folderów.
                          Minęło 5, potem 10, 15 minut, a on nic nie znajdował. Same pliki pomocnicze do
                          programów ilustrujących zachowania rynków walutowych. On miał podobny program,
                          ale konwertował tam dane dotyczące akcji.
                          Nagle - jakby z nastawionych na maksymalną moc głośników - usłyszał sygnał SMS
                          z jego własnego telefonu komórkowego. O mało nie dostał zawału serca. Rozejrzał
                          się gorączkowo, wokół panowała cisza, tylko rozjaśniona tarcza jego komórki
                          informowała o nowej wiadomości. Otarł zimny pot z czoła i szepnął do siebie”
                          „K......., jak tak dalej pójdzie, to skończę jako najmłodszy zawałowiec gdzieś
                          na OIOM-ie”
                          Odczytał wiadomość.
                          „Synku, w niedzielę zaprosiłam panią Jadzię z córką. Mówiłam Ci o niej.
                          Powinieneś poznać tę dziewczynę. Jest mądra, dobra, ma trzy fakultety. A ty
                          powinieneś się ustatkować. Przyjdź na obiad. Całuję. Mama”
                          - Dzięki mamo, ale nie skorzystam – odparł w myślach.
                          Zastanowiło go przez chwilę dlaczego matki nigdy nic nie mówią o wyglądzie
                          swoich „propozycji”.
                          - Bo zwykle nie ma o czym mówić - odpowiedział sam sobie.
                          Na wszelki wypadek wyłączył komórkę.
                          Otworzył menu „Dokumenty” i jego oczom ukazał się napis „Empty”. Zdziwił się.
                          Po co Gintrowicz wyczyszczał listę dokumentów? To było podejrzane. A może kogoś
                          w biurze się bał? Wszedł do folderu „Moje dokumenty”. Wśród innych katalogów
                          zastanowił go folder o nazwie „X”. Natychmiast tam wszedł i jego oczom ukazała
                          się cała masa plików graficznych. Janek kliknął jeden z nich. Jego oczom
                          ukazało się zdjęcie jakiejś pary uprawiającej seks. Drugie i trzecie zdjęcie
                          było podobne w swej treści.
                          „Widzę kolego, że lubisz nagie obrazki z internetu” – pomyślał. Teraz było
                          oczywiste, że wstydził się tego i dlatego czyścił listę podręcznych dokumentów.
                          Nagle jego wzrok zatrzymał się. Był tu jeszcze jeden folder, ale o nazwie xxx.
                          „No to teraz będzie hard porno” - pomyślał Janek. Już miał użyć
                          polecenia „wstecz” by wyjść z katalogu, kiedy coś go tknęło. Kliknął dwukrotnie
                          i jego oczom ukazał się tylko jeden plik.
                          Był to plik Excela o nazwie „rozrachunki”. Janek kliknął go dwukrotnie i jego
                          oczom pojawiła się tabela z nazwiskami, kwotami, datami. Nazwiska niewiele mu
                          mówiły, ale klientów Gintrowicz własnych nie miał. Jego zadaniem była alokacja
                          nadwyżek finansowych na rynkach walut w chwilach bessy na rynkach akcji i
                          surowców. A więc te obrazki to zasłona dymna......
                          Wsunął dyskietkę do stacji i skopiował plik.
                          Jeszcze przez chwilę myszkował po komputerze. Oczyścił listę podręcznych
                          dokumentów. Zabrał dyskietkę i teczkę, którą miał dla niepoznaki. Zgasił
                          latarkę.
                          Udał się do sąsiedniego pokoju. Przeszedł przez pusty i ciemny sekretariat i
                          wszedł do gabinetu Lorentza.
                          Biurko było zadbane, żadnego galimatiasu, wszystko ułożone. Niewielka liczba
                          służbowych szpargałów, nic nadzwyczajnego. Prawie pusto jeśli nie liczyć
                          monitora, telefonu. Włączył latarkę i zaczął przeglądać.
                          Nagle usłyszał dzwonek windy. Błyskawicznie rozejrzał się wokół. Nie było gdzie
                          uciec. Natychmiast schronił się pod biurkiem i zgasił latarkę. Duże biurko
                          Lorentza miało to do siebie, że było całkowicie obite od zewnętrznej strony, a
                          więc osoba siedząca pod biurkiem dla postronnych osób nie mogła być widziana.
                          - Myślisz, że ktoś tu jeszcze jest? – usłyszał damski głos
                          - Co ty, wszyscy dziś wcześniej wyszli. Przyszedł taki jeden bubek, ale siedzi
                          w papierach piętro niżej, a zresztą on tu nigdy o tej porze nie zagląda. Co by
                          tu zresztą robił?
                          - „Bubek??? Ty kanalio, zaraz zaraz.... to był jeden z tych ochroniarzy z
                          móżdżkiem jak u wróbla” – pomyślał Janek
                          - Ale sprawdź, wiesz co by było, jakby ktoś nas tu zastał, tak we dwoje.
                          - No dobrze, sprawdzę.
                          Przez chwilę nic nie było słychać oprócz odgłosu kroków.
                          - Mówiłem, że nikogo tu nie ma.
                          - No wiesz, lepiej być pewnym.
                          Włączyli światło, a Janek jeszcze ściślej przywarł do wewnętrznych ścian biurka.
                          - Chodź zrobimy to na biurku ich szefa!
                          - Masz zabezpieczenie?
                          - Mam.
                          - Co to jest? Przecież te prezerwatywy wyprodukowano gdzieś w Indiach!
                          - No pewno, przecież tam wymyślono Kamasutrę! Oni podobno znają się na rzeczy.
                          - Ty, czy Ty przypadkiem nie za dużo o tym wiesz?
                          - Ktoś musi. Sporo na ten temat czytałem.
                          - Ty, ty przecież nawet gazet nie czytasz. No może z wyjątkiem wyniku meczu
                          Amica Wronki - Groclin.
                          Ale rozmowa się urwała i usłyszał ciche pomrukiwania i coś co mogło być
                          pocałunkami. Szelest zrzucanej odzieży. Oparł głowę o sufit czyli dolną część
                          blatu i w tej ch
                          • ja_nek Re: Rozdział 10 21.10.01, 23:26
                            Ale rozmowa się urwała i usłyszał ciche pomrukiwania i coś co mogło być
                            pocałunkami. Szelest zrzucanej odzieży. Oparł głowę o sufit czyli dolną część
                            blatu i w tej chwili coś ciężkiego opadło na stół. Poczuł potworne uderzenie w
                            głowę. Po chwili biurko zaczęło się kołysać, z początku słabo, później coraz
                            mocniej.
                            „Ile ona waży?”
                            Zmełł w ustach przekleństwo. W końcu biurko zaczęło piszczeć w spojeniach.
                            „Ach, mocniej. No mocniej!!!!
                            „Jeszcze, no jeszcze!
                            O tak, rób to, dalej!
                            „Już dochodzę. Oooooooch. Aaaaaaaa....
                            I tak bez końca.
                            Mijały minuty, odgłosy nie słabły, a Janek słysząc to patrzył tylko czy biurko
                            wytrzyma.
                            „Jak tak dalej pójdzie to wejdę niechcący w trójkąt” – pomyślał.
                            Od niewygodnej pozycji zaczynały go boleć i nogi i plecy. Pozycje tych na górze
                            musiały się zmieniać i być wygodniejsze, skoro wibracje w jakie wpadało biurko
                            były co jakiś czas trochę inne. Spojrzał na zegarek. Mijało 35 minut.
                            „ Co u licha? Sex maszyna?”
                            Jakby w odpowiedzi usłyszał coś co wydawały męskie struny głosowe, ale nie
                            przypominało to żadnego znanego dźwięku.
                            „Orgazm?” – pomyślał z nadzieją
                            „Byłeś wspaniały” – usłyszał kobietę.
                            Po chwili usłyszał szelest odzieży, świst rozporka i oddalające się kroki.
                            Zgaszono światło.
                            Kiedy był pewny, że nikogo już nie ma wytknął głowę i wygramolił się klnąc w
                            myśli na czym świat stoi.
                            Opadł na krzesło Lorentza i odetchnął. Wyprostował nogi. Zaczął przeglądać
                            foldery. Nic, znowu nic, znów nic. Gorączkowo przeglądał zawartość komputera.
                            Nie miał ochoty być tu znów, kiedy jakiś ochroniarz zechce się tu kochać. Swoją
                            drogą to skandal!
                            Zaraz, zaraz, wybałuszył oczy.
                            Był tu plik o tej samej nazwie co u Gintrowicza!
                            Otworzył go. Zawartość pliku była identyczna.
                            Włożył dyskietkę, zmienił nazwę uprzednio skopiowanego pliku. Następnie
                            przekopiował plik Lorentza. Mogły przecież czymś się różnić.
                            Zamknął drzwi go gabinetu, opuścił piętro i wrócił do swego pokoju. Wszedł i
                            zapalił światło.
                            Usiadł i zaczął się zastanawiać. Grają razem czy jeden z nich gra na własną
                            rękę i szpieguje drugiego? I dlaczego Agnieszka tak obstaje za Piotrem? Czy
                            tylko więzi rodzinne? Czy Agnieszka miała coś z tym wspólnego? Przecież jej
                            kolega został zamordowany przez złodziei samochodów. Poza tym namawiała go do
                            sprawdzenia komputera Gintrowicza nie mówiąc nic, że Jej wuj już to zrobił. Nic
                            się nie kleiło, jak w marnej powieści sensacyjnej.
                            Włączył komputer, trwało chwilę zanim załadował się system operacyjny.
                            Trzeba było się asekurować przed wszystkimi.
                            Zaczął pisać w Word-zie. Pisał kilkanaście minut. Następnie otworzył
                            przeglądarkę internetową i uruchomił pocztę elektroniczną. Wpisał adres jednego
                            ze starych przyjaciół. Adresatowi mógł zaufać, był prawnikiem o specjalności
                            prawo pracy, jego kolegą, jeszcze z podstawówki. Czasem, choć rzadko spotykali
                            się. Włożył dyskietkę do stacji i przesłał mu oba skradzione pliki oraz trzeci
                            plik wraz z napisaną wcześniej treścią.
                            Całość opatrzył opisem: „Nie otwieraj, dopóki sam nie będziesz wiedział, że
                            powinieneś to zrobić”.
                            Mógł być pewny, że kolega nie otworzy plików. A teraz nikomu z biura nie mógł
                            ufać.
                            Po wysłaniu wiadomości, wysłał oba pliki na swoje konto pocztowe na jednym z
                            darmowych serwerów. O nim wiedział tylko on i mógł mieć do niego dostęp,
                            gdziekolwiek by był. Następnie zatarł ślady wysyłki. Usunął obie kopie obu
                            wiadomości najpierw z folderu „wysłane”, a później z kosza. Wyrzucił plik Worda
                            i opróżnił kosz. Oczyścił menu „Dokumenty” i wyjął dyskietkę.
                            Schował ją do kieszeni.
                            Zastanowił się. Wpisał w przeglądarce adres czołowego polskiego dziennika i
                            wszedł do archiwum.
                            Źle!!!
                            Uruchomił drugą przeglądarkę, która nie zapamiętywała wpisywanych haseł i
                            dopiero teraz wszedł do archiwum.
                            Wpisał hasło „Piotr Lorentz”. Wyskoczyło kilka artykułów. Przejrzał je,
                            wszystkie dotyczyły firmy i nic nowego mu to nie powiedziało. Wpisał inne hasło:
                            „Agnieszka Lorentz”
                            Wyskoczyły jeden artykuł. Kliknął na tytuł.

                            Jego oczy pomimo zmęczenia otworzyły się szeroko.
                            „Internet jest wielki” – szepnął
                            W artykule w dodatku stołecznym opisano szczegóły śmierci Jej chłopaka. Co
                            więcej zawarto tam zdawkową informację o okolicznościach śmierci Jej matki
                            podczas podróży do południowej Francji.

                            W tym samym czasie w pewnym pokoju dwóch mężczyzn i kobieta wymieniali się
                            spostrzeżeniami.
                            - A jeśli zacznie się czegoś domyślać?
                            - Znajdzie to, co chcemy znaleźć. Przecież o to nam chodzi. Domysły i
                            podejrzenia zostawi na boku. Poza tym mam nad nim władzę.
                            - Ty?
                            - Jeśli zechcę każdego owinę sobie wokół palca. Aha, jeszcze jedno. Nie
                            chciałabym, aby włos mu spadł z głowy. To wyjątkowy facet.
                            - Zakochałaś się w nim.
                            - Nie, ale lubię z nim być i jeśli dowie się za dużo w tych warunkach, to...
                            - Pójdzie do piachu.
                            - Nie może tak się stać – powiedziała cicho
                            - Znasz realia. Może być trudno – odparł trzeci rozmówca

                            CDN......
                            Pozdrawiam czytelniczki i współautorkę