Gość: agniecha IP: *.man.polbox.pl 03.10.01, 13:39 Witam i zapraszam w imieniu swoim i Janka do czytania! I ozywiscie komentarzy :) Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: agniecha Rodzial 1 IP: *.man.polbox.pl 03.10.01, 13:40 Firanka zafalowala gwaltownie, kiedy okno uchylilo się bezszelestnie. Stary mezczyzna spiacy w ogromnym lozku stojacym na srodku pokoju zatopiony był w swoich marzeniach sennych. Zwinna postac ubrana na czarno wslizgnela się do pokoju i cicho jak kot podeszla do lozka. Zimne, bezwzgledne i gotowe na wszysto oczy popatrzyly z nienawiscia na mazczyzne. Postac jak zmara z innego swiata ukleknela przy samym brzegu loza i wyjela strzykawke z bezbarwnym plynem w srodku. Potem przytrzymala reke starca i szybkim ruchem wbila igle w przedramie. Gwaltownie wyrwany ze snu probowal krzyczec i wyszarpac się z morderczego uscisku, ale silne rece zaslonily mu usta i nie pozwalaly na wykonanie zadnego ruchu, dopóki plyn nie zaczal dzialac i mezczyzna nie zamarl. Postac postala jeszcze pare sekund, potem pochylila się i sprawdzila tetno i oddech. Kiedy nie wyczula oni jednego ani drugiego wlozyla strzykawke do kieszeni i zniknela za onem. Firanka znow zafalowala. Po chwili wszystko wygladalo, jakby nie wydarzyla się tu żadna straszna rzecz. Z jednym wyjątkiem – mezczyzna nie był już zatopiony w snie, a jego szklane i pozbawione zycia oczy wpatrywaly się nieruchomo w sufit. Przerazliwy dźwięk dzwonka telefonu wyrwal go ze snu. - Slucham – wyjeczal w sluchawke, probujac znalezc zegarek i dojrzec, która jest godzina. - Janek natychmiast przyjezdzaj do firmy – uslyszal po drugiej stronie podekscytowany glos swojej sekratarki Magdy– stary miał zawal serca. Przyjezdzaj natychmiast – uslyszal brzdek odkladanej sluchawki i zapanowala cisza. Przez chwile wpatrywal się w ciemnosc i zastanawial się czy to rzeczywistosc czy tez jeszcze sni. Nie mogl znalezc zegarka wiec wlaczyl po omacku radio, wyswietlila się godzina – 7.40 rano. Akurat leciala jego ulubiona piosenka – „Milosc i ja” Bajmu. Wyskoczyl z lozka i pobiegl do lazienki. W lustrze popatrzylo na niego jego wlasne odbicie. Był szczuplym mezczyzna sredniego wzrostu. Ciemne wlosy były krotko sciete, tak samo jak mala czarna brodka i wasiki. Szare oczy, które zazwyczaj z ciekawoscia i cieplem patrzyly na swiat, teraz były waskie i wyraznie zaspane. Szybko umyl się i ubral, chwycil w locie teczke, dokumenty i kluczyki do samochodu i wybiegl z mieszkania znajdujacego się w Centrum Warszawy. Biuro maklerskie, w którym pracowal, miescilo się w Warszawskim Centrum Finansowym. Zostalo zalozone przez Tomasza Lorentza i prowadzone przez niego i jeszcze 4 czlonkow – jego brata Piotra i trzech wspolnikow: Adama Gintrowicza, Pawla Zalewskiegi i Seweryna Grabowskiego. Firma zajmowala polowe budynku. Na ostatnim pietrze miescil się zarzad. On pracowal tylko pietro nizej. Był maklerem gieldowym i jednym z najbardziej szanowanych i zdolnych pracownikow, zajmowal się najwazniejszymi klientami. Był tez na tyle zaufanym czlowiekim firmy, ze zarzad wtajemniczal go w wewnetrzne sprawy firmy. Od razu po wyjsciu z windy dojrzal Magde, mloda, filigranowa blondyneczke z niebieskimi oczami, która podbiegla doniego i z w wypiekami na twarzy zaczela opowiadac sensacyjne wiadomosci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agniecha Re: Rodzial 1i pol IP: *.man.polbox.pl 03.10.01, 13:42 - Wyobraz sobie, ze staruszek mial dzis w srodku nocy zawal serca – jej oczy były ogromne jak spodki od filizanek do kawy – Bylby umarl, ale pokojowka obudzila się w nocy i przypomniala sobie, ze zostawila u niego otwarte okno, a ponieważ było zimno postanowila isc i je zamknac. Zauwazyla, ze lezy z otwartymi oczami, nie oddycha i natychmiast zadzwonila po pogotowie. Podobno jest w stanie smierci klinicznej czy cos podobnego, może się obudzic za kilka dni albo tygodni, albo nawet miesiecy! – przejeta szarpala go za rekaw od marynarki –straszna historia, był takim sympatycznym czlowiekiem, nie mogę w to uwierzyc! A Ty masz natychmiast pojawic się u Piotra Lorentza. Czekaja na Ciebie! Kiedy tylko pojawil się na gorze, zostal wezwany do pokoju konferencyjnego, gdzie zostal mu przedstawiony porucznik Marcin Cieszkowski, a potem Piotr kazal stawic się u siebie. Porucznik był niskim mezczyna około 60, okraglym jak paczek i niedbale ubranym. Wzial go w krzyzowy ogien pytan i po godzinie Janek musial przyznac, ze były to pytania bardzo trafne i inteligentne. Tylko nie bardzo rozumial w jakim celu były zadawane. Potem udal się do gabinetu Piotra. -Jak widzisz sytuacja jest bardzo napieta. Wiesz, ze zawsze miałem do Ciebie ogromne zaufanie, dlatego postanowilem wtajemniczyc Cie w cala sprawe. Ufam, ze mnie nie zawiedziesz – jego oczy były przepelnione smutkiem i powaga -Mój ojciec nie dostal zawalu serca, ktos dzis w nocy podal mu jakis lek w plynie, który miał wywolac zawal serca i spowodowac, zeby wygladalo to na naturalna smierc. Ten lek dziala w taki sposób tylko przy spelnieniu okreslonych warunkow. Wstrzyknal go ktos, kto znal ojca doskonale i wiedzial jaki jest stan jego zdrowia. Ktos z najblizszego otoczenia. -To straszne – Janek był wstrzasniety – ale dlaczego ktos mialby pragnac jego smierci? - Od pewnego czasu nie bardzo zgadzalismy się, jeśli chodzi o kierunki rozwoju firmy i sposoby jej prowadzenia - westchnal ciezko - Tomasz i ja mielismy inne plany, natomiast pozostali wspolnicy preferowali inne sposoby wprowadzenia firmy na szerokie wody i poszerzenia jej dzialalnosci. Nie da się ukryc, ze dochodzilo ostatnio do ostrych spiec. Zanipokoily mnie tez powaznie pewne nieprawidlowosci w finansach naszej firmy. Tomasz ma 50 procent udzialow i tym samym glowna wladze. W przypadku jego smierci mielismy rozdzielic 35 procent jego udzialow miedzy siebie, natomiast 15 procent miala dostac moja siostrzenica Agnieszka i zasiasc w zarzadzie. Tym samym uklad sil zmienil by się calkowicie. Mowie to z ciezkim sercem, ale ja i moja siostrzenica sadzimy, ze ktos postanowil pomoc zejsc z tego swiata naszemu ojcu. Boimi się, ze może zechce dokonczyc dziela. Chciałbym, zebys razem z Agnieszka sprawdzil wszystkie wieksze operacje dokonywane przez czlonkow zarzadu, może wykryjecie jakies nieprawidlowosci, które doprowadza nas być może do mordercy. Oczywiście musi to pozostac w tajemnicy, licze na Twoja dyskrecje. - Alez oczywiście – Janek był wyraznie zaskoczony tym, co uslyszal. - Przyszla Pani Agnieszka – zadzwieczal interkom na biurku. Drzwi się uchylily i do gabinetu weszla mloda kobieta. CDN Janku czekam z niecierpliwoscia na Twoj ciag dalszy. Pozdrawiam serdecznie wszystkich starych i nowych czytelnikow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Czy to aby nie jest kolejny pamiętnik Brygidy Jankowskiej? IP: *.*.*.* 03.10.01, 13:54 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Rozdział drugi nastąpi IP: *.ipartners.pl 03.10.01, 14:13 Postaram się ciąg dalszy napisać jak najszybciej. Pozdrawiam serdecznie Czytelników, postaram się Was nie zawieść. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pablo Re: Rozdział drugi nastąpi IP: *.softlab.com.pl 03.10.01, 16:32 ja z wnioskiem racjonalizatorskim zeby odcinki byly krotsze - bo takich dlugich to sie czytac nie chce Odpowiedz Link Zgłoś
piotr_c Re: Rozdział drugi nastąpi 03.10.01, 17:14 No cos ty, przecież dopiero w jakims dłuzszym kawałku tekstu mozna podłożyć solidna zagwozdkę partnerowi. A akcja dopiero sie rozwija , ja w nich wierzę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Rozdział drugi IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.10.01, 18:32 Do gabinetu Piotra Lorentza weszła brunetka, około 170 cm wzrostu. Miała dwadzieścia parę lat, długie, ciemne włosy opadające poza ramiona, zielono- szare oczy, szczupłą sylwetę i coś co sprawiło, że patrzył nieco dłużej niż miał w zwyczaju. -Poznajcie się – rzekł Piotr. -To Agnieszka, wspominałem Ci o Niej. Moja siostrzenica jest obeznana z tym co robimy i będziecie robić.Agnieszko to jest Janek. -Cieszę się, że będziemy razem współpracować - odparł Janek. To co się stało, to dla nas wszystkich szok. Podali sobie ręce, a ich oczy spotkały się. Zauważył w nich pewność siebie, siłę i żywość. Uścisk dłoni trwał nieco dłużej niż zwykle, ale Piotr zasępiony wydarzeniami ostatnich 24 godzin nie zwrócił na to uwagi. -Skoro już się znacie to zabierajcie się do pracy. W razie czego wiecie, gdzie mnie szukać. Mam teraz sporo pracy. -Zapraszam do swojego gabinetu – odparł i przepuścił Ją w przejściu. -Zaraz do Ciebie przyjdę, tylko pójdę po dokumenty. Poszedł do swojego gabinetu. Pokój był dość skromny, ale elegancki. Zanim został kimś w firmie przeszedł trudną szkołę znaczoną stratami i zyskami w różnych inwestycjach. W końcu wyrobił się i został czymś więcej niż zwykłym maklerem. Kierował inwestycjami najważniejszych klientów, którzy powierzali mu zarządzanie portfelem. Oni przelewali na swój rachunek maklerski duże kwoty i oczekiwali zysków większych niż w banku. On miał te pieniądze pomnażać, a nie było to łatwe, zwłaszcza w dobie bessy. Mimo że był młody, inwestował ostrożnie. Patrzył teraz przez okno biurowca na wspaniały, zapierający dech w piersiach widok miasta. Myślał. Rynki były niespokojne, cena ropy mogła wzrosnąć lada chwila na skutek wydarzeń w Azji, a widmo światowej recesji zaglądało do każdego kraju. Świadomość, że konflikt zbrojny na większą niż dotąd skalę może stać się faktem, powodowała falowanie kursów i dużą nerwowość na rynkach. Inwestorów zagranicznych na parkiecie było niewielu więc i obroty były niewielkie. Przypadkowe duże zlecenia wywołujące nagłe spadki i wzrosty kursów powodowały u małych graczy palpitacje serca. Ostatnio nie dokonywał żadnych dużych operacji. Pakiet akcji jaki posiadał w zarządzanych przez siebie portfelach był szczupły, ale wiedział, że rynki kiedyś się podniosą, więc czekał na okazję do tanich i dobrych zakupów. Część środków ulokował w papierach skarbowych, które nadal dawały wysoką stopę zwrotu. Co prawda niektórzy uważali, że zbliża się kryzys złotówki, ale słyszał to już od dawna, jeszcze w czasach, kiedy deficyt w handlu zagranicznym był skrajny. Jego gwiazda rozbłysła szczególnie mocno, kiedy przepowiedział załamanie na rynkach innowacyjnych technologii w marcu 2000 roku oraz odwrócenie trendu wzrostowego na indeksie Dow Jones. Patrzył wtedy ze zdumieniem na podekscytowanych wielkimi zwyżkami spółek internetowych maklerów i nie mógł wyjść ze zdziwienia, dlaczego dają się ponieść emocjom. Oni zaś traktowali go jak idiotę, który nie idzie z duchem czasu i nic nie rozumie. Ci, którzy uwierzyli w magię nowych technologii ponieśli wysokie straty. Jego dochody z inwestycji kapitałowych nie były co prawda duże, ale w dobie spadków było to coś istotnego. On zaś wierzył w inwestycje długoterminowe i nie martwił się specjalnie pojedynczymi zachwianiami na rynkach. Ale obecna sytuacja na świecie wymagała ostrożności. Ale wiadomość o próbie zamordowania Tomasza Lorentza nie dawała mu spokoju. Tomasz Lorentz był wymagający, miał swoją wizję firmy i nie wszyscy się z Nim zgadzali. Ale kto mógł chcieć jego śmierci? Zmusił się do przejrzenia, co dzieje się na rynkach. Połączył się z internetem i zerknął na zachowanie indeksów na otwarciu sesji: Nikkei, Hang Seng, DAX, CAC, FTSE.... Na rynkach nie działo się nic specjalnego. Rozległo się pukanie: weszła Magda -Są raporty o spółkach od naszych analityków – rzekła i położyła dokumenty na stole. Była zmysłową blondynką, obfity biust z rozmiaru D, do tego inteligentna i bystra. Nie mógł sobie odmówić zerknięcia na Jej kołyszącą się pupę, kiedy szła do drzwi. W końcu mężczyźni z całego piętra próbowali się z Nią umówić, więc jego reakcja nie była niczym nadzwyczajnym. Zawsze spontaniczna i witalna wnosiła uśmiech i życie do firmy, gdzie zawsze przewijali się zestresowani młodsi stażem i doświadczeniem maklerzy. Jej zaletą było to, że załatwiała mnóstwo spraw, aby miał wolną głowę dla inwestycji. Musiał przyznać, że była niezmiernie seksowna. Czasem zastanawiał się, jakby to było, gdyby.... Spostrzegła jego spojrzenie i uśmiechnęła się lekko. Kiedy drzwi zamknęły się mruknął do siebie -Marzyciel. Zerknął na raporty. Telekomunikacja Polska, Elektrim, Agora, Netia, Orbis, KGHM, Orlen. Odłożył je na bok. Raporty czytać musiał, ale miał dystans do tego co pisali analitycy. Pamiętał niejedną ich wpadkę, kiedy wyceniali różne spółki tak czy inaczej, a rynek zachowywał się zupełnie inaczej. Przeleciał wzrokiem nagłówki prasowe. Nagle usłyszał pukanie do drzwi. Po chwili w wejściu pojawiła się Agnieszka. -Wejdź – zaprosił Ją do środka. – Napijesz się czegoś? -Może kawy. Wdusił przycisk interkomu i powiedział: -Magdo, zrób dwie kawy. -Oczywiście. -Musimy sprawdzić operacje dokonywane przez zarząd firmy – powiedziała, trochę to potrwa. Proponuję, żebyśmy sprawdzili te dokumenty. -Przepytywał już Cię ten porucznik? -Tak. A ciebie? -Też. Czy już cokolwiek wiadomo? -Nie, podobno policyjni technicy szukają jakichś śladów w willi. W domu podobno nic nie zginęło. To dziwne. Dlatego musimy sprawdzić wszystkie operacje Zalewskiego, Gintrowicza i Grabowskiego. Potem będziemy sprawdzać kierowników niższych szczebli. Wśród papierów nie było żadnych dokumentów dotyczących Piotra Lorentza. Popijając kawę przeglądali papierki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Re: Rozdział drugi IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.10.01, 18:34 Życzę miłej lektury. Pozdrowienia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Halon Krócej !!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.10.01, 19:22 Fajnie , ale piszcie krótsze odcinki , będzie więcej czytelników jak sądzę . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Re: Krócej !!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.10.01, 19:48 No przecież skracam! W poprzedniej powieści, odcinek nie mieścił się przecież w jednym liście. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kwiatek Re: Krócej !!! IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 03.10.01, 21:17 Gość portalu: Halon napisał(a): > Fajnie , ale piszcie krótsze odcinki , będzie więcej czytelników jak sądzę . Hmm.... gdzie zajdę - Halon - a dodatek dość krytycznie podsumowujący kazdy watek ;-))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jaskółka Prawa autorskie? IP: *.przemysl.cvx.ppp.tpnet.pl 04.10.01, 09:42 Ponieważ Powieść robi się coraz lepsza i coraz bardziej profesjonalnie wygląda, ośmielam się wyrazić troskę: co będzie jak ktoś skopiuje i wydrukuje jako bestseller, pod swoim nazwiskiem, oczywiście???... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agniecha Re: Prawa autorskie? IP: *.man.polbox.pl 04.10.01, 09:45 coz...? prawdopodobnie pozwiemy tego kogos do sadu, a Was wszystkich - naszych stalych czytelnikow - wezwiemy jako swiadkow ;) Odpowiedz Link Zgłoś
jaga!!! Re: Prawa autorskie? 04.10.01, 09:53 Super,że znowu zaczeliście współpracę. Jakbyście potrzebowali świadka, możecie na mnie liczyć :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
wiosna Re: POWIESC 04.10.01, 10:24 hmm czasami zdarzają ci się jezykowe kiksy np główna władza. Na poczatku przydałoby się jakoś szczegółowiej opisac naszego bohaterskiego maklera. Nic o nim nie wiemy - obudził sie i pognał do pracy gdzie jest kims więcej niż maklerem. Tak przynajmniej piszesz. POtem sie sypiesz, bo potem zwierzchnik wzywa go do siebie i objaśnia sprawy, ktore naszemu bohaterowi powinny być znane, jeśli rzeczywiście jest kimś ważnym w tej firmie. Kto jak kto ale on musiał wiedzieć o konfliktach i sporach co do kierunku prowadzenia firmy. Takie spory sa dość głośsne i długotrwałe. Zdarzają się też wpadki charaterologiczne: najpierw agniszka ma to coś co sprawia, że bohater dłużej niż zwykle na nią patrzy a potem biedna Magda jest oglądana od stóp do głów z uwagą na miejsca strategiczne (biust D okrągła pupa). W pierwszcy zdaniach dotyczących bohatera powinismy wiedzieć o nim coś więcej: czy sam mieszka, czy może z kimć. Postacie muszą byc lepiej charakteryzowane i najlepiej gdyby miały jakiś charakterystyczny szczegół (papieros tik, zamiłowanie do czarnego koloru, zawsze jednwabne bluzki itp). Wtedy lepiej sie je zapamiętuje. pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Do Wiosny i innych czytelników IP: *.ipartners.pl 04.10.01, 11:10 Problem w tym, żeby odcinek nie stał się nudny poprzez opisy. Spotykamy przecież sugestie, aby skracać teksty. Uważam, że nie ma sprzeczności w tym, że Lorentz mówi o sporach w zarządzie, Czytelnik przecież o tym nie wie. Co do postaci Agnieszki i Magdy: my mężczyźni patrzymy się na różne kobiety i spostrzegamy Ich wdzięki. Inaczej nie bylibyśmy mężczyznami. Fakt, że przeczesujemy otoczenie w poszukiwaniu ciekawych kobiet, nie oznacza, że nie mamy ochoty na to czy tamto. Pomarzyć sobie każdy mężczyzna może. Ale liczy się to, jaki w końcu wykona ruch i do kogo będzie On adresowany. Starałem się maksymalnie przybliżyć postać Agnieszki, poprzez wyobrażenie sobie Jej wyglądu. Celowo rozgraniczyłem dwie kobiece postacie: One oddziaływują inaczej na męską psychikę i zmysły. Główny bohater będzie odrobinę rozdarty między nimi. Co do dokładniejszego zarysu postaci - wezmę to pod uwagę. Dziękuję serdecznie za wszystkie uwagi pozytywne i te mniej pozytywne. Wezmę je sobie do serca i proszę o więcej spostrzeżeń. Pozdrawiam serdecznie Janek Aha: a odnośnie powieści: all rights reserved for Agniecha and Janek (ja_nek). Mały drobiazg: będę się także pojawiał pod imieniem ja_nek (nie chcę bowiem, żeby ktoś kiedyś zaczął cokolwiek pisać pod moim imieniem, a wiem skądinąd, że ktoś ma takie imię jako swój login na poczcie Gazety, choć się nie ujawnił jak dotąd na forum). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Frene Re: Do Wiosny i innych czytelników IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 04.10.01, 19:48 Łeb bym sobie dała odciąć,że Janek i agniecha, to jedna i ta sama osoba :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))) Ręce do góry !!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Do Frene IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.10.01, 21:45 Ej, Frene, a więc straciłaś głowę. Jeśli ją jeszcze nosisz to tylko dlatego, że miałbym ochotę stanowić z Nią jedno.... Eh, rozmarzyłem się...... i do tego stąpam po cienkiej linie.... Zaraz spadną na mnie gromy, więc spieszę z następującym zapewnieniem: Agniecho, wybacz! Ale musiałem coś zrobić z Frene, aby Ją przekonać. Jeśli zażądasz, odzieję się zaraz w worek pokutny i pójdę do Canossy. Będę tam leżeć krzyżem, a w przerwach będę się bił w piersi i mamrotał: mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa. Potem odprowadzę dziesięcinę do Rzymu i posypię głowę popiołem. Pozdrowienia Janek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Frene Re: Do Frene IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 04.10.01, 23:22 Gdybyś Ty wiedział czego to ja nie wiem... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Frene Re: Do Frene IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 04.10.01, 23:48 Z historii nie wiem... Z polskiego nie wiem... Z matematyki nie wiem... :)))))))))))))))))))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agniecha Re: Do Janka IP: *.man.polbox.pl 05.10.01, 09:53 Januszku, az takich poswiecen od Ciebie nie wymagam! Wystarczy, jak mnie porwiesz na jakas romantyczna, mala wysepke z palmami na srodku Pacyfiku, rzucisz mi do stop wszystkie klejnoty tego swiata i bedziesz mnie nosil na rekach ( co tak miedzy nami niezle Ci wychodzi )i bawil mnie blyskotliwa rozmowa i ...... ;))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agniecha Re: Do Frene IP: *.man.polbox.pl 05.10.01, 09:35 dam Ci dobra rade: nie szafuj ta swoja biedna glowa, bo masz ogromne szanse, zeby ja stracic i jak Ty bedziesz biedulko wygladac? ;))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Do Agniechy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.10.01, 18:34 Uffff!!! Upiekło mi się. Bo wór pokutny ciężki i szorstki, a według średniowiecznych wymogów trzeba go nałożyć na nagie ciało. Reszta pokuty też mało ciekawa. Co do romantycznej wyprawy - myslę, że da się coś załatwić. Ale na początek proponuję jesień na Mazurach. Tam gdzie bym Cię zabrał, dałoby się wykombinować jakieś palmy i ciepłą wodę pod dachem, ananasy i mango mozna zamówić, bym nie musiał sobie przypominać jak moi przodkowie wspinali się drzewa. Co do klejnotów: poszukam ich dla Ciebie w jakimś krzyżackim zamku, może bracia zakonni nie wydali wszystkiego na uczty przed sekularyzacją.... Wszystko co znajdę rzucę Ci do stóp. A co do noszenia na rękach: chętnie się przyzwyczaję. Zaś do błyskotliwej rozmowy potrzeba dwojga, dlatego tak dobrze mi wyszło.... Zatem wszystko załatwione. Pozdrowienia ciepłe Janek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agniecha Rozdzial 3 IP: *.man.polbox.pl 08.10.01, 09:31 Ostatnie 2 tygodnie minely im bardzo pracowicie. Oprocz swoich dotychczasowych obowiazkow przegladali bardzo dokladnie operacje dokonywane przez Gintrowicza, Zalewskiego i Grabowskiego. Często zostawali w firmie do poznej godziny. Praca była bardzo nuzaca i mozolna, ale Agnieszka okazala się wytrwala towarzyszka „niedoli”, swietnie im się razem pracowalo. Pare tak pracowitych wieczorow udalo im się nawet, ku widocznemu zadowoleniu Janka, zakonczyc w pewnej przytulnej knajpce na Starowce, gdzie przy poznej kolacji i cieplej herbacie udalo im się porozmawiac nie tylko na tematy zawodowe. Aga 3 lata temu skonczyla studia ekonomiczne i zaczela pracowac w Danii, w jednej z filii. Chciala zostac w Polsce, ale Tomasz, czyli jej dziadek, postanowil rzucic ja od razu na glebokie wody. A ponieważ od smierci jej matki, kiedy miala 16 lat, przejal nad nia opieke i finansowal jej studia, nie mogla się przeciwstawic. Wspaniale im się ze soba rozmawialo i wkrotce ich dyskusje na roznorodne tematy, także osobiste, zaczely mocno się przeciagac, pomimo wizji porannego wstawania i calodziennego zaglebiania się w rzedy cyferek, zestawien i bilansow. Kiedy zaczeli zblizac się już z praca do konca i kiedy wydawalo im się, ze już nie znajda nic podejrzanego albo przynajmniej niepokojacego, Janka zainteresowala w wydrukach przyniesionych przez Agnieszke pewna kwota przelana z ich firmy „Lorentz i Wspolnicy - Inwestycyjny Dom Maklerski” na rachunek „Art-Foundation” - malej, prywatnej Fundacji na Rzecz Wspierania Sztuki Nowoczesnej i opatrzona akceptujacym podpisem Grabowskiego. Nie zwrocilby na to uwagi, gdyby nie fakt, ze sam pare tygodni temu jeden z jego kolegow przenosil się do fili firmy w Niemczech i Janek pomagal mu zakonczyc sprawy dwoch firm. Jedna z nich była „Art-Foundation”. Zazwyczaj nie zajmowal się ta firma, ale chcial pomoc koledze i stad doskonale pamietal, ze kwota była nizsza niż ta, która miał przed teraz oczami. - Aga, sluchaj, tu się cos nie zgadza – Janek odwrocil się do Agnieszki zapatrzonej w monitor komputera. -Tak? - podniosla na niego zaciekawiony wzrok. - Co Ci mowi firma ”Art-Foundation”? – zapytal. Wydawalo mu się, ze drgnela a w jej oczach pojawil się przestrach, ale po sekundzie jej twarz znieruchomiala i nie odbijalo się na niej żadne uczucie. Janek pomyslal, ze musi być bardzo zmeczony, skoro jego wzrok plata mu figle. Wstala i podeszla i jego biurka. Wyjasnil jej, co go zaniepokoilo. - Sprawdze jeszcze raz dokladnie transakcje tej firmy – Janek nagle się ozywil i przez nastepne poltorej godziny sprawdzal wydruki i przelewy, a kiedy skonczyl miał niewesola mine. - Dlaczego na rachunek takiej malej fundacji, mimo srednich zyskow wplynely pare razy tak ogromne kwoty? Wszystkie zaakceptowane przez Grabowskiego? – zapytal. - Nie mam pojecia – westchnela Agnieszka - myslisz, ze on robi po prostu szwindle czy to ma cos wspolnego z proba zamordowania mojego dziadka? Myslisz, ze moglby być do tego zdolny? Janek zamyslil się. Grabowski był 40 letnim mezczyzna, ale wygladal na co najmniej 35, dzieki ciaglym cwiczeniom. Dbal o siebie i przywiazywal duza wage do swojego wygladu. Był przede wszystkim bardzo sprytny. Janek go nie lubil, wydawal mu się falszywy. - Chyba pojde z tym do Piotra, zobaczymy co powie – Aga zebrala dokumenty i wyszla z pokoju. Janek ulozyl się wygodnie w swoim skorzanym fotelu i zapatrzyl się w widok za oknem. Zapadal zmierzch, swiatla latarn i neonow rozswietlily miasto. Czy naprawde ktos chcial zabic Tomasza? Kto to zrobi, kto bylby do tego zdolny? Znal tych ludzi dobrze, pracowal z nimi od lat. Mysl, ze ktorys z nich dopuscil się proby morderstwa, powodowala, ze ciarki przechodzily mu po karku. I dlaczego wśród tego stosu papierow, które przejrzeli, nie było zadnych dokumentow Piotra? Nagle jego wzrok padl na biurko. Na brzegu lezala teczka Agi, ktorej najwidoczniej zapomniala zabrac. Podniosl się, wzial ja a potem pozbieral wszystkie swoje rzeczy, zamknal biuro i postanowil wreszcie jechac do domu i wziasc goraca kapiel. Przedtem jednak udal się pietro wyzej, żeby w pokoju Agnieszki zostawic jej teczke. Wysiadl z windy i skierowal się na lewo, gdzie były gabinety Zalewskiego, Gintrowicza i Grabowskiego oraz maly pokoik Agi. Na prawo, w koncu korytarza znajdowal się pokoj Tomasza, Piotra oraz ogromna sala konferencyjna. Bedac pewnym, ze Aga teraz tam jest, az podskoczyl, kiedy zobaczyl ja nagle przed soba. - Myslalem, ze jestes u Piotra, wystraszylas mnie – powiedzial. -Ach, wlasnie tam ide. Wpadlam tylko na chwile do siebie – odpowiedziala i chciala jeszcze cos dodac, kiedy oboje uslyszeli krzyki dochodzace z dolu. Szybko zjechali winda nizej. Kiedy wypadli na korytarz zobaczyli biegnacego ochroniarza. - Wlasnie Panstwa szukalem! – wykrzyknal zaaferowany - Wlasnie przed chwila Grabowki popelnil samobojstwo! Wyskoczyl z okna swojego gabinetu! Z 36 pietra!!! CDN Pozdrawiam wszystkich i zycze Jankowi milego lamania sobie glowy nad dalszym ciagiem :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Frene Agniecha Ty lepiej uważaj !!! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.10.01, 19:09 Gość portalu: Janek napisał(a): >Wszystko co znajdę rzucę Ci do stóp. To znaczy ,ze On Ci teraz będzie kłody pod nogi rzucał... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Frene Re: Do Agniechy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.10.01, 19:21 Gość portalu: agniecha napisał(a): > dam Ci dobra rade: > nie szafuj ta swoja biedna glowa, > bo masz ogromne szanse, zeby ja stracic > i jak Ty bedziesz biedulko wygladac? ;))) Będę wyglądać ostrożnie,żeby z okna nie wypaść... A jeżeli chodzi o głowę, to spokojna głowa, mam ich siedem, to sobie mogę szafować ile głowa zapragnie, więć Ty sobie tym głowy nie zawracaj i niech Cię o to głowa nie boli. Głowa do góry! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jaskółka Re: POWIESC IP: *.przemysl.cvx.ppp.tpnet.pl 08.10.01, 09:29 Podciągam wątek - czyżby został zapomniany? Zarzucony??? Nie róbcie nam tego! Poweekendowe pozdrowienia dla Autorów i Czytelników! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agniecha Re: POWIESC IP: *.man.polbox.pl 08.10.01, 09:34 porzucony??? nigdy w zyciu!!! po prostu, jak to Janek niedawno powiedzial: "kryminal jest wymagajacym gatunkiem" i dlatego tak mi powoli idzie... :( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Rozdział 4 IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.10.01, 23:58 Ulicę rozświetlały błyski policyjnych kogutów. Ciało Grabowskiego przykryte było czarną folią. Wokół zdążył ustawić się tłum gapiów. Janek patrzył na nich z obrzydzeniem. Kilku policyjnych techników udało się natychmiast do gabinetu Grabowskiego w poszukiwaniu czegoś, co by pomogło wyjaśnić okoliczności zdarzenia. Porucznik Cieszkowski rozmawiał kolejno ze wszystkimi, którzy mieli w tej sprawie coś do powiedzenia. A więc rozmawiał z facetem, który przechadzał się nieopodal z psem, jakimś taksówkarzem, który czekał niedaleko na kurs i oczywiście pracownikami firmy, którzy opuszczali właśnie biuro lub zamierzali to uczynić. On sam odpowiedział na kilkanaście pytań i pozwolono mu wrócić do domu. Agnieszkę jeszcze przesłuchiwano, w końcu była na piętrze, kiedy to się stało. Był wstrząśnięty, postanowił wrócić do domu, żeby sobie wszystko poukładać. Udał się do garaży w podziemiach biurowca. Otworzył z pilota swoją czarną, służbową Borę. Wsiadł i ukrył twarz w dłoniach. Grabowski próbował popełnić samobójstwo... Ale po co, gdyby wyczuł co się święci, to przecież mógłby po prostu wyjechać z pieniędzmi, które wyprowadził z firmy...... Może kogoś się wystraszył i popełnił samobójstwo? A może to nie było samobójstwo? A jeśli tak, to kto to robi i kto będzie następny? Myśli przebiegały mu przez głowę z szybkością błyskawicy. Czuł niemal fizyczny ból od kłębiących się pytań, na które nie znał odpowiedzi. Po chwili uspokoił się. Pozbierał fakty. Zginął człowiek z frakcji zwalczającej Lorentzów, jeden z Lorentzów był na skraju śmierci. To było bez sensu. Ktoś musiał działać na zlecenie, mógł to być ktoś z zewnątrz, ktoś kto korzystał na operacjach Grabowskiego. Jeszcze jedno nie dawało mu spokoju. Agnieszka była tam, kiedy to się stało. Czy to ona mogła być zabójcą? „Niemożliwe” – powiedział sam do siebie. Gdyby chciała zabić Lorentza, a on by przeżył, to by przecież dokończyła sprawę, żeby nie być rozpoznana. Stary Lorentz ją dobrze znał. Nie, to niemożliwe. Grabowski był wysportowany i aby wyrzucić go przez okno potrzeba było dużo siły.... Nie podejrzewał o to Agnieszki. Kiedy tak myślał, nagle drzwi windy uchyliły się i wyszła Agnieszka. Wydawało mu się, że na Jej twarzy nie było oznak smutku czy uczuć, ale było przecież ciemno. Podeszła do zaparkowanego Alfa Romeo 156. Nagle pochyliła się. Po chwili wyprostowała się i kopnęła w koło ze złości. Janek zapalił silnik i podjechał do Niej. - Co się stało – zapytał - Sam popatrz, oponę diabli wzięli. Popatrz jaki flak - Podrzucę Cię do domu - OK., tylko wezwę pomoc to wymienią koło. Do tego czasu zostawię klucze od wozu u portiera. Zostawię tu auto i zajmą się nim -. Trwało kilka minut zanim wszystko załatwiła. Wsiadła do volkswagena i auto z piskiem opon pomknęło ku wylotowi z garaży. W bladym świetle widział zmęczenie i zniechęcenie rysujące się na Jej twarzy. Wyjechali na ulicę. Tłum gapiów już się rozszedł. Przy wejściu głównym do biurowca stał już tylko służbowy polonez policyjny. Porucznik Cieszkowski rozmawiał jeszcze z szefem ochrony biurowca. - Myślisz, że to samobójstwo? - zapytał - Facet taki jak Grabowski nie popełnia tak po prostu samobójstwa. Zawsze był pewny siebie, arogancki i zarozumiały. Tak nie wygląda człowiek, który chce się zabić. Nigdy nie widziałam go zdenerwowanego, aby stracił panowanie nad sobą. - Jeśli ktoś mu pomógł opuścić ten świat, to na pewno policja sprawdzi wszystkie kasety z zapisem video z kamer. Może to coś da – odparł. -Oby – odparła cicho. Bora zjechała Spacerową w dół, w kierunku ambasad. Jadąc na ich tyłach dostrzegli zarysy patrolujących okolicę żołnierzy w czerwonych beretach z kałasznikowami na ramieniu. Skręcili w prawo i pomknęli w kierunku Wilanowa. Kiedy wyjeżdżali za granice miasta wskazówka prędkościomierza przekroczyła 150 km/h. Zbliżali się do Konstancina. Tam w jednej z piętrowych willi mieścił się dom Agnieszki. Weszli do środka. Zrzuciła z siebie płaszcz i opadła ciężko na kanapę. - Wszystko w porządku? – zapytał - Nic nie jest do cholery w porządku! Nie rozumiesz? Gdybyśmy znaleźli się tam trochę wcześniej zabójca zabiłby także mnie albo Ciebie. Dlatego nic nie jest w porządku! - Jeśli to było morderstwo. - Masz wątpliwości? W kontekście tego co znaleźliśmy? - Myślisz, że jak na mnie nawrzeszczysz, to wszystko się wyjaśni? -Wiem, że nie, ale czuję się bezsilna. Jestem dobra w bilansach, audycie i tym podobnych, ale jestem bezsilna wobec czegoś takiego. Teraz nikt nie może być bezpieczny. Tu Jej głos się załamał. Zaczęła płakać. Objął Ją ramieniem. Jeśli kiedykolwiek zastanawiał się, czy Ona ma z tym coś wspólnego, teraz już tych wątpliwości nie miał. Gdyby miała coś wspólnego z ostatnimi wydarzeniami to by twierdziła, że to samobójstwo. Przytulił Ją do siebie i siedzieli tak przez dłuższą chwilę, aż Jej szloch nie wygasł. Na chwilę oderwała się od niego. Szepnęła tylko: - Zostań ze mną tej nocy Pocałował Ją i pociągnął ku sobie. Sięgnął do guzików Jej bluzki. - Zaczekaj Janku. Nie dziś. Po prostu bądź przy mnie tej nocy. Boję się..... Otarł Jej łzy i uśmiechnął się. - Oczywiście. – a po chwili dodał w myślach do siebie „Jesteś idiotą Janek, a ponoć masz wysokie IQ.” Poszła pod prysznic. Po kilkunastu minutach wróciła skąpo ubrana. Nie mógł nie zauważyć jak była piękna mimo przejść całego dnia. I poczuł jak bardzo chciałby bywać z Nią częściej. Chciał Ją ochronić przed nieznanym zabójcą i wiedział, jak trudna będzie to rozgrywka. Rozmawiali jeszcze cicho przez kilkanaście minut. Siedział obok łóżka na podłodze, trzymał Jej rękę dopóki nie zasnęła. Kiedy się upewnił że śpi, poszedł wziąć prysznic. Kiedy wrócił zastał kołdrę zsuniętą na bok. Skąpe odzienie nie było w stanie zakryć wszystkich Jej wdzięków. Podszedł do łóżka i przykrył Ją szczelnie. Przez chwilę wpatrywał się w Nią. Była oszałamiająca..... Westchnął cicho i usiadł na fotelu. Pogrążył się w niewesołych rozmyślaniach. Wiedział, że musi rozpracować Art Foundation. Ktoś z kierownictwa tej firmy oraz sam Grabowski musiał się wzbogacić na niejasnych transakcjach fundacji. Co więcej fundacja mogła być tu zaledwie przykrywką. Nie ulegało wątpliwości, że ktoś chciał się pozbyć niewygodnego świadka jakim był Grabowski. Ale dlaczego próbowano zabić Lorentza? Nic się nie kleiło, chyba, że Lorentz zaczął czegoś się domyślać. Kwoty jakie przelewano z rachunku firmy były znaczące, na tyle poważne, że komuś zależało by sprawę zatuszować. Jeśli tak, to następnym celem mogli być drugi Lorentzów i ........ Kiedy tylko zdał sobie sprawę z wniosku jaki wysnuł, zerwał się na równe nogi i chciał biec do łóżka Agnieszki. W ułamek sekundy później szyby rozprysły się i miejsce gdzie przed chwilą siedział zostało podziurawione kulami. Rzucił się na łóżko. Przywarł do Agniechy i poczuł nagle ostry ból w prawym przedramieniu. Nie zważając na to zwinnym szybkim ruchem pociągnął Ją ze sobą na podłogę za łóżko. Kule jeszcze przez chwilę wbijały się w ściany, po czym wszystko umilkło równie nagle jak się rozpoczęło. - Komórka gdzie masz komórkę – syknął nasłuchując. - Powinna być na szafce nocnej. - wyciągnęła rękę i po chwili srebrna Nokia znalazła się w Jej ręku. Wybiła trzycyfrowy numer. - Hallo? – zapytała drżącym głosem. Potrzebna pomoc. Pozdrawiam Janek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: piotr_c Re: Rozdział 4 IP: *.uk.ihost.com 09.10.01, 16:11 To było dobre, tak trzymać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Frene Re: Rozdział 3 IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.10.01, 19:30 "...był 40 letnim mężczyzną,ale wyglądał na co najmniej 35 dzięki ciągłym ćwiczeniom." Jak On to robił ? :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Do Frene IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.10.01, 23:10 "...był 40 letnim mężczyzną,ale wyglądał na co najmniej 35 dzięki ciągłym ćwiczeniom." Sądzę, że Agniecha miała na myśli "co najwyżej 35 lat". Pozdrawiam Janek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Frene Re: Do Janka IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.10.01, 23:20 No coś Ty :)))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Do Frene IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.10.01, 00:02 No dobrze, zostawiam Paniom pole do zastanawiania się jak to ów facet zrobił. Pozdrawiam Janek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agniecha Re: Do Frene IP: *.man.polbox.pl 10.10.01, 09:58 Gość portalu: Janek napisał(a): > "...był 40 letnim mężczyzną,ale wyglądał na co najmniej 35 dzięki ciągłym > ćwiczeniom." > > Sądzę, że Agniecha miała na myśli "co najwyżej 35 lat". Zgadza sie, moja wina, bije sie w piersi i prosze o wybaczenie, mialo byc "co najwyzej 35". Ciesze sie, ze tak wnikliwie Nas czytacie :) Frene, dzieki za zwrocenie uwagi, nastepnym razem bede czytac co najmniej 2 razy, zanim wysle. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agniecha Rozdzial 5 IP: *.man.polbox.pl 10.10.01, 13:22 Uslyszeli ryk silnika odjezdzajacego samochodu , a potem zapanowala cisza. Mimo to lezeli dalej na podlodze bojac się ruszyc. Czul jak drzy, przytulil ja wiec i glaszczac po glowie powtarzal: „zaraz przyjedzie policja, już wszystko dobrze, nic Ci nie grozi”. Caly dom był oswietlony, wszedzie krecili się policjanci. Siedzieli na kanapie, a na przeciwko nich na fotelu siedzial Cieszkowski. Aga, wscisnieta w rog kanapy, owinieta kocem, patrzyla dookoła nieobecnym wzrokiem, a z jej oczu plynely lzy. Ciagle była w szoku. Cieszkowski wysluchal ich opisu zdarzen w milczeniu. - Zbierzmy wiec razem, to co wiemy. Najpierw komus zalezy na tym, żeby Tomasz Lorentz umarl i aby wygladalo to na smierc naturalna. Potem odkrywacie, ze Grabowski dokonywal malwersacji finansowych, ale zanim jeszcze Pani zdazyla o tym porozmawiac z Piotrem Lorentzem, Grabowski zostaje wypchniety z okna. A teraz ktos usiluje zamordowac Pania – Pani Agnieszko. Bez watpienia morderca jest bardzo zdesperowany i nie cofnie się przed niczym. W przypadku Tomasza i Grabowskiego zalezalo mu, żeby upozorowac samobojstwo. Ponieważ Grabowskiego zamordowal jeszcze przed Pani rozmowa z Piotrem, może to oznaczac, ze bal się czegos. Być może Grabowski wiedzial cos, co moglo naprowadzic na jego slad i nie chcial ryzykowac. Ale w Pani przypadku już nie dbal o pozory. Dlaczego? Odpowiedzmy sobie na pytanie: Jaki jest cel mordercy? Kto zyskalby na tych morderstwach? Akcje Grabowskiego zostana rozdzielone teraz pomiedzy pozostalych akcjonariuszy, prawda? – Cieszkowski zmienil nagle temat i popatrzyl na Agnieszke badawczo czekajc na odpowiedz - natomist gdyby Pani zginela, Pani akcje zostalyby znow rozdzielone miedzy pozostalych czlonkow zarzadu. I tak dalej. - Owszem – Agnieszka przytaknela zdziwiona – mysli Pan, ze komus chodzi o przejecie wladzy nad firma? - W tej chwili wydaje mi się, ze to jedyne sensowne wytlumaczenie – Oprocz Pani w zarzadzie jest jeszcze Pani wuj – Piotr, Gintrowski i Zalewski. W tym momencie sa oni dla mnie najbardziej podejrzani. Z samego rana pojawie się w firmie, ciekawi mnie co będą mieli do powiedzenia w tej sprawie. No i będą musieli wytlumaczy, co robili dzis w nocy. Jeżeli natkna się Panstwo na cos, co może być przydatne dla sledztwa, bardzo proszę o kontakt - Cieszkowski wstal - sadze, ze byloby dobrze, gdyby Pani znalazla sobie na jakis czas inne lokum – dodal jeszcze, po czym się pozegnal i zniknal w glebi domu. Popatrzyla na niego bezradnie. -Przenocujesz dzisiaj u mnie – stwierdzil stanowczo. -Dziekuje – usmiechnela się z wdziecznoscia i poszla po swoje rzeczy. Zawiozl ja do siebie i poscielil jej w swoim lozku. Przewracala się z boku na bok nie mogac usnac, az wreszcie poprosila go o proszki nasenne i dopiero kiedy je zazyla, zasnela. Wtedy on tez się polozyl. Cala noc snily mu się koszmary, obudzil się bardziej zmeczony niż wypoczety. Zajrzal do sypialni. Aga jeszcze spala. Przypuszczal, ze po sporej dawce emocji i srodkow nasennych tak szybko się nie obudzi. Jedzac sniadanie sprawdzil, gdzie miesi się siedziba „Art-Foundation”. Postanowil tam pojechac. Być może czegos się dowie. Zostawil Agnieszce kartke z wiadomoscia, ze wychodzi i aby się rozgoscila i czekala na niego. Wyszedl z domu, wsiadl do samochodu i pojechal na Starowke. Siedziba fundacji miescila się na ul. Waski Dunaj i zajmowala cale 1 pietro kamieniczki. Pchnal ciezkie, drewniane drzwi i znalazl się w srodku ogromnego pokoju, zastawionego nowoczesnymi meblami i rzezbami, zbyt nowoczesnymi, jak na jego gust. Na scianach wisialy kolorowe bohomazy przedstawiajace zapewne nowoczesne i odkrywcze wizje artystow. Mloda dziewczyna siedzaca przy biurku, wysluchawszy jak się nazywa i w jakiej sprawie przychodzi, zniknela na chwile w pokoju obok, a kiedy znow się pojawila gestem reki zaprosila go do srodka. Zza stojacego na srodku biurka wstala kobieta. Miala okolo 30. Plomienno rude wlosy, kontrastujace z piwnymi oczami, spiela niedbale w artystyczny kok. Ubrana była w czarna tunike w wielkie czerwone kwiaty i rozsiewala wokół siebie intensywny, slodki zapach perfum. Na pierwszy rzut oka wygladala sympatycznie, chociaz w jej oczach widac było stanowczosc i wladczosc. Przywitali się. Nazywala się Paulina Witolinska. Janek usadowil się ostroznie na krzesle z dziwacznie powyginanymi nogami i nagle jego wzrok padl na jej szyje. Na krotkim srebrnym lancuszku kolysal się wisiorek przedstawiajacy niebiesko-srebrnego motylka. Na obu jego skrzydlach swiecily malutkie cykorie. Wpatrywal się w niego jak oniemialy. Znal ten wisiorek. Już go wiedzial. Taki sam nosila Agnieszka. Paulina zauwazywszy, ze wpatruje się badawczo w motylka, zasmiala się: -Widze, ze spodobalo się Panu to cacko. -Owszem, gdzie można kupic cos takiego?- zapytal. -Niestety musze Pana zmartwic. Nigdzie. To moje dzielo. Wykonalam zaledwie pare sztuk i trafilo do rak moich najblizszych przyjaciol – wyjasnila – Ale wracajac do Pana wizyty. O czym chcial Pan ze mna porozmawiac? CDN Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Rozdzial 6 IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.10.01, 02:33 - Pracuję dla Inwestycyjnego Domu Maklerskiego “Lorentz I Wspólnicy”. Wspieramy Państwa fundację. Z uwagi na śmierć naszego kolegi z zarządu, który zajmował się kontaktami z Państwem tymczasowo ja przejmę obowiązki w tym zakresie. Oczywiście nie miał żadnych prerogatyw w tym zakresie, ale sądził, że wuj Agnieszki da mu je bezwłocznie. - Wszyscy bolejemy nad tym co się stało. To straszne. Oczywiście zależy nam na utrzymaniu dotychczasowej współpracy. - Skoro o tym mówimy, chciałbym przyjrzeć się działalności fundacji. Pani rozumie, to dla mnie coś nowego i chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej. Na razie nie mam dostępu do danych mojego nieżyjącego kolegi Grabowskiego, więc byłbym wdzięczny za pomoc i przekazanie mi dokumentów przybliżających Państwa działalność i wykorzystanie naszych funduszy. - Oczywiście przedstawimy je. Ale nie w tej chwili. Biegły rewident sprawdza nasze finanse. Ale zaraz po tym, przedstawimy niezbędne dokumenty. Siląc się na uprzejmości pożegnał się z kobietą, której słodkie perfumy odurzały go w raczej mało przyjemny sposób. - Lubi Pan sztukę nowoczesną? – zapytała na koniec „Nie znoszę” – mruknął w myślach, ale odparł głośno: - Bardzo – powiedział to tak przekonująco, że pewnie mu uwierzyła. Aby nie było wątpliwości dodał. – Niedaleko naszego biura jest taka nieduża galeria. Uwielbiam tam przychodzić i oglądać właśnie sztukę nowoczesną. Jest na tym samym skrzyżowaniu przy którym stoi nasz biurowiec. Wyszedł z biura. Zapiął się szczelnie pod szyją, wiatr wiał dosyć mocno. Wokół przemykali pojedynczy przechodnie i turyści. Był pewien, że w Art – Foundation grają na zwłokę. Biegły rewident o tej porze roku? Szedł w kierunku Barbakanu. Ale coś było nie tak. Czuł to. Nie miało to nic wspólnego z Art Foundation. Obejrzał się dwukrotnie, niby przypadkiem. Jakiś mężczyzna w szarej kurtce szedł za nim. Janek zaczął się zatrzymywać i kątem oka lustrował otoczenie. Zawsze kątem, udając że przygląda się uważnie witrynom. Przed dojściem do Barbakanu, gdzie młodzi artyści sprzedawali obrazy, skręcił w kierunku starych podwójnych murów obronnych. Zaczął iść szybkim krokiem między pierwszą a drugą linią. Nagle skręcił w lewo za linię drugich murów i tam przypadł w jakimś załomie. Śledzący go mężczyzna wbiegł i zaczął się rozglądać. Ani po jednej, ani po drugiej stronie nie widział nikogo. Janek, który niemal rozpłaszczył się w swym czarnym garniturze do zimnego muru usłyszał tylko: - Cholera zniknął mi z oczu. Jak to, co to znaczy. Wiem, że mam go pilnować, ale on jakby zapadł się pod ziemię. No dobrze, wracam na komendę. A więc śledzili go, ale po co? Kiedy tamten poszedł, wyjął swego Ericssona, odchylił jego klapkę, sięgnął do kieszeni po wizytówkę i wybił numer. Po chwili usłyszał głos Cieszkowskiego. - Co jest do cholery? Dlaczego kazał Pan mnie śledzić? Co tu się dzieje? - Spokojnie. Funkcjonariusz, który szedł za Panem, miał Pana pilnować. Nie wiemy czy sprawca nie uderzy ponownie i zdecydowaliśmy się na to dla pana bezpieczeństwa. Aha i jeszcze jedno, stary pan Lorentz zmarł kilkanaście minut temu nie odzyskawszy przytomności - Czy.....? - Wątpię. Organizm w końcu poddał się. Mordercy zatem udało się wyeliminować swą ofiarę. Zapadła cisza. - Hallo jest Pan tam? - Tak, tak, oczywiście. - Niech Pan jedzie do pracy i niech Pan ma oczy szeroko otwarte. - Usiądźcie – powiedział Cieszkowski do dwóch współpracowników przydzielonych mu do tej sprawy. Macie coś nowego? - Tak, już wstępne dane wskazują, że Grabowski żył ponad stan. Z tego co zarobił legalnie na pewno nie był w stanie kupić sobie obecnej willi. Do tegomiał terenowe BMW X5, żona ma Lincolna Navigatora. Wnętrza domu urządzone ze smakiem, mnie w następnym życiu nie będzie na coś takiego stać na policyjnej pensji - -Mnie na pewno też nie. Gadaj o szczegółach. - OK. Na ścianach Kossakowie, Gierymski, Wyspiański. W sumie 8 obrazów. Z dokumentów jakie wpadły nam w ręce podczas szukania dowiedzieliśmy się, że kupił żonie całkiem niedawno apartament przy Żelaznej. Jeszcze nie zbudowano budynku, ale jej apartament ma mieć 190 metrów. Wracając do willi: wszystkie sprzęty najdroższych marek: od zmywarki począwszy na sprzęcie RTV skończywszy. Niech Pan zgadnie: był nieoficjalnym konsultantem w Art. – Foundation i otrzymywał duże pieniądze za nieznane bliżej usługi. Analiza jego kont wskazuje, że przetransferował znaczne kwoty za granicę: jedno konto w Liechtensteinie, drugie w Szwajcarii w Credit Swiss. - A więc przestępstwo z paragrafu działania na szkodę własnej spółki. Co znaleźli nasi technicy w willi starego Lorentza? - Śladów innych linii papilarnych nie było poza odciskami palców samego Lorentza i tej kobiety jego pokojówki, która podniosła alarm. - Wiemy co to był za związek chemiczny, który podano Lorentzowi? - Zaraz gdzieś tu miałem jego nazwę..... - Dobra to mniej istotne, mów dalej. - Rzecz w tym, że powoduje on typowe objawy jak zawał. Gdyby facet umarł, byłby po prostu kolejną ofiarą arteriosklerozy, bo związek ten szybko się rozkłada w organizmie. Ale podejrzenia wzbudziło to, że facet nie miał z tym wcześniej problemów. Wiemy to, bo w tym samym szpitalu, gdzie go zawieźli akurat dorabiał sobie lekarz, który go prowadził. Wzbudziło to jego wątpliwości. Szybko zrobiono badania krwi i wyszło szydło z worka. - Co z pozostałymi wspólnikami? - Wygląda na to, że Gintrowicz i Zalewski są OK. Przynajmniej na razie - A drugi z Lorentzów? - Ma kochankę na boku. Ale to nie jest przestępstwo. - Kto to taki? - 36-latka, pracuje jako kierownik średniego szczebla w firmie branży spożywczej. - To chyba ślepa uliczka. A co z jego siostrzenicą? - Pewien czas była zagranicą. Zdolna i inteligentna, niezależna, mieszka w Konstancinie, w willi po swojej matce. Sprawdzamy ją. Żyje dość bogato, ale matka zostawiła jej duży spadek. Podobno bardzo przeżyła jej śmierć w wypadku samochodowym. - Czyli mamy czterech podejrzanych. - Czterech? A kto jest czwarty? - Ona – odparł Cieszkowski dopalając papierosa. Zauważyliście, że kule podczas nocnej strzelaniny spadły praktycznie tylko w miejsce gdzie siedział ten mody chłopak? Pozostałe utkwiły wysoko w ścianie. Czy to nie zastanawiające? Janek zaklął ze złości. Za wycieraczką znajdowało się wezwanie do zapłaty mandatu za przekroczenie czasu parkowania. Problem nie stanowiła wysokość mandatu, ale to, że każdy kosztował go punkt karny, a nazbierał ich już trochę za przekroczenie prędkości i właśnie złe parkowanie. Wyjechał obok nowego budynku Sądu Najwyższego i skręcił w Miodową. Włączył radio i usłyszał „The One I Love” REM. Utwór ten przypominał mu pewną blondynkę, którą kiedyś kochał...... Przeleciał na dużej prędkości Krakowskie Przedmieście, minął budynki uniwersyteckie. Zastanawiał się czy go pilnują. Spojrzał w lusterka, ale zdał sobie sprawę, że i tak niczego nie wypatrzy przy tej ilości pojazdów. Nie wiedział czy od razu jechać do pracy czy wrócić do Agnieszki. „Cholera, przecież Ona nie ma kluczy!” Minął Plac Trzech Krzyży i wjechał w Aleje Ujazdowskie. Zatrzymał się na światłach. Po ulicach przemykali przechodnie. Niby wszystko normalnie, gdyby nie policjanci z długą broną pojawiający się co jakiś czas..... Było wciąż czerwone. Maluch stojący dotąd obok skręcił w przecznicę, a jego miejsce zajął czerwony Seat Leon. Za kierownicą ujrzał młodą atrakcyjną blondynkę. Zerknęła na niego. Wykorzystał tę chwilę i puścił do Niej oko. Odwróciła wzrok ku przodowi i nagle usłyszał pisk opon. Seat wystrzelił do przodu korzystając ze zmiany świateł. Dogonił ją po kilkudziesięciu metrach, ale ona skręciła zaraz w lewo. Po pięciu minutach zatrzymał się w Alei Szucha. Wjechał na piętro. Otworzył drzwi i wszedł do środka. Usłyszał szum wody i zobaczył zapalone Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Rozdzial 6 i pół IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.10.01, 02:35 .....zobaczył zapalone światło w łazience. Włączone radio podawało właśnie serwis informacyjny. Zrzucił wierzchnie okrycie i usiadł. Po chwili wodę zakręcono, a on przejrzał i uzupełnił materiały, jakie miał dziś zabrać do biura. Usłyszał dźwięk otwieranych drzwi łazienkowych i podniósł wzrok. Myślał, że spadnie z fotela. Nie wiedząc, że już wrócił, weszła do pokoju nie mając na sobie niczego. Zaparło mu dech z wrażenia..... CDN Pozdrawiam czytelników i współautorkę Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Lista obecnosci! 12.10.01, 10:28 czasami mam wrazenie, ze nikt nas nie czyta, to smutne :( niech Ci co czytaja, dadza jakis znak! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aniela Re: Lista obecnosci! IP: *.mst.gov.pl 12.10.01, 10:50 daję znak środkową ręką ku goórze :)) miałam wrażenie że ta powieść to flirt między Wami i że nie na miejscu jest wtrącanie się osób postronnych:) czego jako dobrze wychowana z manierami zmanierowana nie czyniłam ;) Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Lista obecnosci! 12.10.01, 10:57 ludzie, przeciez my to piszemy nie tylko dla naszej frajdy ale i dla ogolu forumowego spoleczenstwa tez! nie tylko mozna to czytac, ale nawet trzeba!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aniela Re: Lista obecnosci! IP: *.mst.gov.pl 12.10.01, 11:08 aha cudzą korespondencję w tym powieść podczytuję chętnie:) miałam na myśli peany pochwalne :) i jakąkolwiek forme wtrącania się :) Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Lista obecnosci! 12.10.01, 11:15 wtracanie sie jest mile widziane! a peany pochwalne oczywiscie sa jak najbardziej wskazane!;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aniela Re: Lista obecnosci! IP: *.mst.gov.pl 12.10.01, 11:20 aja z tym że peany mi źle wychodzą. jak powszechnie wiadomo zajmuję się sączeniem jadu :) miodouści mnie zastąpią. zmilknę lepiej :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Frene Do schizofrenicznego Janka i jednej z jego rozXwanej jaźni-Agniechy IP: 155.158.242.* 12.10.01, 12:02 agniecha. napisał(a): > czasami mam wrazenie, ze nikt nas nie czyta, > to smutne :( > niech Ci co czytaja, dadza jakis znak Znak? Może być taki,że są pewne błędy merytoryczne, z pierwszego rozdziału dowiadujemy się,ze Tomasz Lorentz był bratem Piotra, a z dalszych rozdziałów wynika,że był jego ojcem, co znajduje dalsze potwierdzenia w nazywaniu Agnieszki - wnuczką Lorentza. Jeszcze by się można przyczepić do paru rzeczy... Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Frene 12.10.01, 12:19 Gość portalu: Frene napisał(a): > agniecha. napisał(a): > > czasami mam wrazenie, ze nikt nas nie czyta, > > to smutne :( > > niech Ci co czytaja, dadza jakis znak > Znak? > Może być taki,że są pewne błędy merytoryczne, > z pierwszego rozdziału dowiadujemy się,ze Tomasz Lorentz był bratem Piotra, a z > > dalszych rozdziałów wynika,że był jego ojcem, co znajduje dalsze potwierdzenia > w > nazywaniu Agnieszki - wnuczką Lorentza. > > Jeszcze by się można przyczepić do paru rzeczy... Po pierwsze: nie jestem "rozXwana jaźnia schizofrenicznego Janka" !!! My naprawde jestesmy 2 roznymi osobami, uwierzcie!!! Po drugie: Wlasnie o to chodzi, zebyscie pisali o takich potknieciach, jak sie pisze to czasami zdarza sie palnac jakies bledy, ktorych sami nie zauwazymy! Sprostowanie: Tomasz Lorentz jest ojcem Piotra Lorentza, a nie jego bratem - jak napisalam w rozdziale 1. Bije sie w piersi i dziekuje Frene za zwrocenie uwagi! Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Frene Do schizofrenicznego Janka i jednej z jego rozXwanej jaźni-Agniechy IP: 155.158.242.* 12.10.01, 12:42 agniecha. napisał(a) > nie jestem "rozXwana jaźnia schizofrenicznego Janka" !!! > My naprawde jestesmy 2 roznymi osobami, uwierzcie!!! Za dużo rzeczy wskazuje ,że pisze to jedna i ta sama osoba... Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Frene 12.10.01, 13:15 Gość portalu: Frene napisał(a): > agniecha. napisał(a) > > nie jestem "rozXwana jaźnia schizofrenicznego Janka" !!! > > My naprawde jestesmy 2 roznymi osobami, uwierzcie!!! > > Za dużo rzeczy wskazuje ,że pisze to jedna i ta sama osoba... Czy moglabys w takim razie wymienic przypuscmy 5 takich rzeczy??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Frene Do schizifrenicznego Janka i jego rozXowanej jaźni Agniechy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 15.10.01, 18:36 Powiedzmy,że mogła bym wymienić 3 rzeczy bezpośrednio wskazujące na fakt,że pisze to jedna osoba i powiedzmy kilka pośrednio wskazujących. Ale teraz nie wymienię...,może jeszcze nie teraz... Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Do Frene 17.10.01, 10:10 Alez droga Frene! Nie krepuj sie, wymien te 3 rzeczy bezposrednio wskazujace na to, ze jestesmy jedna osoba i przypuscmy ze 2 posrednio wskazujace! W przeciwnym razie wszyscy pomysla, ze nie moglas nic wymyslic i probujesz sie wykrecic. A tak chyba nie jest, prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Frene Do schizofrenicznego Janka i jednej z jego rozXwanej jaźni-Agniechy IP: 155.158.242.* 17.10.01, 16:06 agniecha. napisał(a): > Alez droga Frene! Nie krepuj sie, wymien te 3 rzeczy bezposrednio wskazujace > na to, ze jestesmy jedna osoba i przypuscmy ze 2 posrednio wskazujace! > W przeciwnym razie wszyscy pomysla, ze nie moglas nic wymyslic i probujesz sie > wykrecic. A tak chyba nie jest, prawda? Nie dam się sprowokować takimi hasłami i g... mnie obchodzi co inni pomyślą, a na razie nie będę udowadniać swojej tezy, bo wcale mi nie zależy ,żeby inni się do niej przekonali. A po za tym mam konkretne powody,żeby na razie nie ujawniać swoich argumentów. Przyznaję,że mam 1% niepewności, wynikający z braku wiedzy na temat istnienia pewnych okoliczności,które mogły by odeprzeć z dwa argumenty, aczkolwiek jak na razie wszystko wydaje się zaprzeczać istnieniu owych okoliczności. Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Re: Do schizofrenicznego Janka i jednej z jego rozXwanej jaźni-Agniech 12.10.01, 13:16 Cześć Agniecha, spieszę ze wsparciem. Zastanawiałem się, kiedy nam wytkną tych Lorentzów. Zapomniałem Ci o tym szepnąć przez e-mail. Frene, jeśli coś jeszcze znalazłaś, powiedz naprawdę chcemy abyś nam powiedziała, gdzie jeszcze są nieścisłości. Agniecha, słyszysz? Flirt między nami.... Szkoda, pewne rzeczy pozostają tylko w marzeniach..... Aha Frene, dlaczego uważasz, że pisze to jedna i ta sama osoba? Widzisz Agniecha chyba dobrze się rozumiemy przy tym pisaniu skoro widzą w Nas jednego autora. Agniecha, wyobrażasz sdobie co będzie, jak rozpoczniemy pisanie tego gatunku, o którym mówiliśmy ostatnio? Dopiero będą rumieńce u słuchaczek i spłycone oddechy u słuchaczy...... Pozdrawiam Janek Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do schizofrenicznego Janka i jednej z jego rozXwanej jaźni-Agniech 12.10.01, 13:31 ja_nek napisał(a): > Agniecha, słyszysz? Flirt między nami.... slysze, slysze... > Agniecha, wyobrażasz sdobie co będzie, jak rozpoczniemy pisanie tego gatunku, o > którym mówiliśmy ostatnio? Dopiero będą rumieńce u słuchaczek i spłycone > oddechy u słuchaczy...... wyobrazam sobie i... nie moge sie doczekac :) Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Re: Do schizofrenicznego Janka i jednej z jego rozXwanej jaźni-Agniech 12.10.01, 13:42 Nawet pracuję już nad pierwszym rozdziałem..... Pozdrawiam Janek P.S. Co nie mogłem się zalogować. Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Janka 12.10.01, 13:47 ja_nek napisał(a): > Nawet pracuję już nad pierwszym rozdziałem..... hmmm, zdradz mi czy bedzie seksownie, podniecajaco i mrocznie...? Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Re: Do Janka 12.10.01, 14:08 Będzie mrocznie, pożądanie silniejsze od czegokolwiek.... Oj, będzie się działo! Zostanę ostatnim bezwstydnikiem, a Ty bezwstydnicą (hihihihi). Moze zaczną nas cenzurować? Pozdrowienia Janek Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Janka 12.10.01, 14:33 hihihi, tylko uwazaj Januszku, zeby Ci nie wyszlo hard-porno, bo naprawde wywala nas z forum ;) ja w roli bezwstydnicy...? to moze byc ciekawe... Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Do Agniechy 12.10.01, 14:46 Ja taki grzeczny i hard-porno? Skąd! To ma być dla wszystkich czytelników, niezależnie od płci. Nawiążemy do dobrego smaku z poprzedniej powieści. Aby każdy czy kobieta czy to mężczyzna mógł to czytać, ale z wypiekami na twarzy! Pozdrawiam Janek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Re: Lista obecnosci! IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 08:40 agniecha. napisał(a): > czasami mam wrazenie, ze nikt nas nie czyta, > to smutne :( > niech Ci co czytaja, dadza jakis znak! No czytają, czytają, i czekaja na ciąg dalszy!!!! Piszcie dalej, bo mnie zaraz odegnają od komputera, albo zawala mnei robotą, i tyle będę miała czytania. Nie wiem dlaczego, jakos nie moge się przekonać do "powieściowej" Agnieszki. Nie gniewajcie się - jest jakaś nieokreślona, jako brunetka nie powinna być taka rozmazana. Może się rozkręci.... Znikam znowu i czytam dalej! A tak w ogóle, co za swietny pomysł z ta powieścią. Teraz to już wiecie, że nie możecie "dać sobie luzu?" bo Was zjedzą harpie na łączach (licząc w tym mnie!) pozdr. :))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Re: Rozdzial 5 IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 08:26 Zaczyna mi się to podobać. I juz sama nie wiem, czego jestem bardziej ciekawa - rozwoju akcji kryminalnej, czy wątku damsko-męskiego. Mam uwagę - te kamienie, które widać na skrzydełkach motylka, to chyba cyrkonie jednak. Znikam, bo chcę cztać dalej, zanim mi dowala robotę - pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jaskółka Re: POWIESC IP: *.przemysl.cvx.ppp.tpnet.pl 14.10.01, 22:49 Naprawdę mamy wytykać potknięcia? No to ja z pewną taką nieśmiałością wytknę: wydaje mi się, że rude włosy nie kontrastują z piwnymi oczami. Z niebieskimi lub zielonymi prędzej. No i jeszcze motylek - wisiorek - chyba miał cyrkonie, nie cykorie??? Ale to drobiazgi. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: POWIESC 15.10.01, 09:32 Gość portalu: jaskółka napisał(a): > Naprawdę mamy wytykać potknięcia? > No to ja z pewną taką nieśmiałością wytknę: wydaje mi się, że rude włosy nie > kontrastują z piwnymi oczami. Z niebieskimi lub zielonymi prędzej. No i jeszcze > motylek - wisiorek - chyba miał cyrkonie, nie cykorie??? > Ale to drobiazgi. no pewnie, ze cyrkonie a nie cykorie, ach te literowki :( a jesli chodzi o oczy to rzeczywiscie zgadzam sie, ale juz nie bede zmieniac, niech zostana piwne. Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Odcinek 7 15.10.01, 14:13 Oswietlona jedynie swietlem malej, biurowej lampki wydala mu się jak istota z innego swiata – ze swiata marzen i najskrytszych pragnien. Jej idealnie gladka skora, male, ale niezwykle ksztaltne piersi, waska talia, zgrabne uda, nawet jej rozszerzone zdziwieniem zrenice i uchylone usta zdawaly się kusic go: popatrz, stoje przed Toba naga, możesz podejsc i mnie dotknac, pocalowac, zrob to! Nagle czas jakby się zatrzymal, była tylko ona, stojaca przed nim bezwstydnie naga i on, zachwycony, oczarowany i pragnacy jej z calych sil. Nagly dźwięk dzwonka zabrzmial jak wystrzal armatni. Janek odruchowo popatrzyl na telefon, a kiedy znow odwrocil glowe, zobaczyl jedynie zamykajace się drzwi od lazienki. - Slucham. -Z tej strony Adam Gintrowicz. Nagle uswiadomil sobie, ze jest około 12. - Panie Adamie, przepraszam, ale nastapily pewne niespodziewane wydarzenia, zaraz będę w pracy i ... -Panie Janku, niech Pan da spokoj! Pan wie, co tu się dzieje? Od samego rana policja nas przesluchuje, poza tym mamy kociol z klientami. Zle wiadomosci szybko się rozchodza. Po prostu Sodoma i Gomora. Dzwonilem na komorke, ale Pan nie odbieral a musze z Panem koniecznie pozrozmawiac. - Dobrze, zaraz jade do biura, wiec ... - Nie, nie – przerwal mu Gintrowicz – nie w biurze. Spotkajmy się w „Patrick’u” To taki spory pub za hotelem Forum. Na pewno Pan trafi. Za pol godziny. Dobrze? -Dobrze – przytaknal i odlozyl sluchawke. -Kto to był? – uslyszal tuz nad swoim uchem glos Agnieszki. Odwrocil się. Była już ubrana. -Gintrowicz. Chce się ze mna zaraz spotkac i porozmawiac. Wstal i podszedl do niej bardzo blisko. Czul zapach zelu pod prysznic. Pochylil się nad nia i wyciagnal dlon. Srebrno – niebieski motylek kolysal się teraz miedzy jego palcami. -Sliczne. Skad to masz? – zapytal najbardziej obojetnym tonem na jaki potrafil się zdobyc. -Jak Twoje ramie? Bardzo boli? – zupelnie nieoczekiwanie zmienila temat. Ramie, obandazowane tuz po przyjezdzie policji owego fatalnego wieczoru, troche bolalo, ale można było wytrzymac. - Troche. Nie odpowiedzialas na moje pytanie. -Doprawdy? Na jakie pytanie? -zapytala robiac zdziwiona minke. -Skad masz ten wisiorek? – powtorzyl Janek. –Ach, na to pytanie! – westchnela - To prezent od pewnego znajomego. - Ciekawe, gdzie to kupil? Bardzo mi się podoba. - Z tego, co wiem dostal to od jakies znajomej artystki, która zajmuje się sztuka nowoczesna czy cos takiego. Nie pamietam dokladnie. - Możesz mu wiec powiedziec, ze ma dobry gust. Poczul, ze się napina. W jej oczach odbil się ogromny smutek. - Niestety nie zyje. Zostal ugodzony nozem przez zlodziei samochodow, jakis rok temu. Znalazl się w zlym miejscu o zlym czasie. To była taka bezsensowna, niepotrzebna smierc - wyszeptala. Popatrzyla na niego wielkimi bezradnymi oczami a po jej policzkach poplynely lzy. Otarla je szybko i po chwili powiedziala już opanowanym tonem: -Jade do firmy. Dziekuje Ci za nocleg i wszystko, co dla mnie zrobiles. Jestem Ci tak bardzo wdzieczna. Nie wiem, co bym bez Ciebie zrobila. Wspiela się delikatnie na palcach i pocalowala go delikatnie w policzek. Kiedy wyszla stal jeszcze przez pare sekund jak zamroczony. Nie mogl uwolnic się spod wplywu subtelnego dotyku jej cieplych ust, jej zapachu tuz po kapieli, oczu wpatrujacych się w niego, jakby chcialy go zahipnotyzowac i widoku jej nagiego ciala, który ciagle miał przed oczami. Jak mogl choc przez chwile pomyslec, ze Aga moglaby klamac? Z tym lancuszkiem, to po prostu zbieg okolicznosci, a on jest zbyt poderzliwy. Taka ladna i wrazliwa dziewczyna nie może być zla. Chyba cos mu się ubzduralo. Karcac siebie w myslach wzial kluczyki od samochodu i wyszedl z mieszkania. Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Odcinek 7 i pol 15.10.01, 14:15 Wszedl do Patric’a i od progu uderzyl go halas dochodzacy z glosnikow i dym papierosow. Cofnal się odruchowo. Nienawidzil takich glosnych, zadymionych pomieszczen. Westchnal niezadowolony i wszedl do srodka. Po lewej stronie stalu dlugie drewniane lawy a po prawej mniejsze, tez drewniane stoliczki. Staly na nich bukieciki kwiatkow i swieczki. Naprzeciwko niego wdluz calej sciany ciagnal się bar, za którym siedzial barman i najwidoczniej się nudzil. Nic dziwnego, zycie zaczynalo się tu dopiero poznym wieczorem, teraz było niewielu ludzi. Na samym koncu, po lewiej stronie stalo podwyzszenie, na ktorym prawdopodobnie graly zespoly. Ubrana na czarno kelnerka krecila się po sali z tacka. Przy jednym ze stolikow siedzial Adam Gintrowicz. Kufel stojacy przed nim był prawie pusty. -Witam – Janek usiadl naprzeciwko niego. Gintrowicz widzac go ozywil się, przywitali się. Podeszla kelnerka i Janek zamowil kawe a Adam jeszcze jedno piwo. Janek popatrzyl na niego. Gintrowski był bardzo szczuplym i wysokim mezczyzna. Miał około 45 lat. Prawie siwe wlosy i zmarszczki wokół oczu i ust postarzaly go. Ale niebieskie oczy wciąż były pelne zycia i bystro patrzyly na swiat. Klenerka przyniosla kawe oraz piwo. Adam pociagnal duzego lyka z kufla i pochylil się w strone Janka. -Kto wedlug Pana jest morderca? – zapytal bez ogrodek. -Hmm, coz...trudno powiedziec – zaczal Janek niepewnie. - Boje się – przerwal mu Gintrowicz -– bo mogę być nastepna ofiara. Pan zreszta tez. -Ja? O czym Pan mowi? – Janek popatrzyl na niego jak na wariata. -Tak, mam znajomego w policji, wie Pan, ze tej nocy, kiedy probowali zastrzelic Agnieszke, to Pan był celem? – zawiesil glos dla pelniejszego efektu – dziury po kulach były w miejscu gdzie Pan siedzial. I co Pan na to? Janek po prostu siedzial i wpatrywal się w niego kompletnie zszokowany. -Jest Pan tego pewny? -Tak, najzupelniej – Adam smetnie pokiwal glowa, kiwnal na kelnerke i po chwili pojawil się przed nim kolejny, trzeci już, kufel. Janek popatrzyl zdziwiony, ale powstrzymal się od komentarzy. Zaczynal być zly, ze traci czas wysluchujac jego chorych, pijackich fantazji. Nagle Adam pochylil się do przodu, w strone Janka i powiedzial dobitnie – Musimy sami odkryc morderce, zanim sami tez wyladujemy w czarnych workach! - jego oczy blyszczaly, a na twarz wystapil rumieniec – Ci policjanci to ostatnie pierdoly, zanim cos odkryja morderca wybije nas co do nogi! Jankowi nie spodobala się wizja jego w czarnym worku, zapytal wiec ostroznie: - Czy Pan kogos podejrzewa? -Haa! – wykrzyknal Adam i machnal reka tak energicznie, ze omalo nie przewrocil kufla – a żeby Pan wiedzial, ze tak! I jestem tego najzupelniej pewny! Wiem, ze przegladal Pan wszystkie dokumenty z Agnieszka. Czy naprawde nie zaintrygowalo Pana, dlaczego nie było wśród nich zadnych papierkow dotyczacych Piotra Lorentza? – zawiesil tajemniczo glos. -Piotr? – wyszeptal Janek – ale jaki moglby mieć powod? - Jeżeli wydaje się Panu, ze Piotr jest taki swiety, to jest Pan w grubym bledzie! Piotra ma cos na sumieniu. Cos, co mogloby popchnac go do zbrodni. A ja wiem co! CDN Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Re: Odcinek 7 i pol 15.10.01, 16:17 No to koniec z obijaniem się. Myślałem, że jakoś się prześlizgnę, a tu masz! Trzeba iść po rozum do głowy. Na szczęście wybiegłem trochę w przyszłość więc może się uda. Uda? Jakie uda?????? Chyba zatrzymałem się na początku rozdziału 7...... Pozdrawiam słodkie internautki Janek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Re: Odcinek 7 i pol IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 08:56 ja_nek napisał(a): > No to koniec z obijaniem się. Myślałem, że jakoś się prześlizgnę, a tu masz! > Trzeba iść po rozum do głowy. Na szczęście wybiegłem trochę w przyszłość więc > może się uda. > Uda? Jakie uda?????? > Chyba zatrzymałem się na początku rozdziału 7...... > > Pozdrawiam słodkie internautki > Janek Zabieraj sie, proszę, do pisania, bo mnie ciekawość spali. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Do Kasi IP: *.ipartners.pl 17.10.01, 09:15 Rozdział 8 jest bliski zakończenia. Pracuję nad nim, zwłaszcza nad jego końcówką, by coś rozpalić.... Pozdrawiam Janek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Re: Do Kasi IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 09:38 Gość portalu: Janek napisał(a): > Rozdział 8 jest bliski zakończenia. > Pracuję nad nim, zwłaszcza nad jego końcówką, by coś rozpalić.... > > Pozdrawiam > Janek Zaglądnę po południu. A tak swoją drogą, czy ja już pisałam, że jako brunetka buntuję się przeciwko powieściowej Agnieszce? Zrób z niej babę żywą. Nawet jeżlei nie jest tak całkiem kryształowa (żadna brunetka w żadnej powieści kryminalnej nie jest kryształowa...), to niech ma "ikrę". Zrzędzę chyba dzisiaj strasznie. Ale pozdrowienia przesyłam uśiechnięte.:) Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Do Kasi 17.10.01, 09:51 Witam Kasiu! Brunetka jest "jakas taka nieokreslona" i "rozmazana" nieprzypadkowo. Jest to zamierzone z mojej strony, ale dla dobra akcji nie moge powiedziec dlaczego. Byc moze troche przesadzilam w robieniu z Agnieszki tajemniczej istoty, sprobuje dodac jej troche tej "ikry" pozdr serdecznie agniecha Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Re: Do Kasi IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 10:06 agniecha. napisał(a): > Witam Kasiu! > Brunetka jest "jakas taka nieokreslona" i "rozmazana" > nieprzypadkowo. Jest to zamierzone z mojej strony, > ale dla dobra akcji nie moge powiedziec dlaczego. > Byc moze troche przesadzilam w robieniu z Agnieszki > tajemniczej istoty, sprobuje dodac jej troche tej "ikry" > pozdr serdecznie > agniecha Czekam z niecierpliwością. Obojętne w końcu jaka ona będzie, powieść mi się podoba. Wiesz, zaglądnęłam na Fprum z ciekawości, zeby nie zabierac się z rozpędu przed poranna kawą do roboty. W końcu KTO TO WIDZIAŁ, żeby w pracy od razu zabierać się za robotę... Już nie jestem takim pracusiem, jak dawniej. I chyba też robię się rozmazana i nijaka. A tak w ogóle, nie chciałabym byc nietaktowna, ale do pisania Agniecha! Przecież tu SIĘ CZEKA na rozwój akcji!!!! Serdeczności. Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Kasi 17.10.01, 10:22 No wlasnie, na poczatku pisalismy sobie z Jankiem ot tak, dla zabawy. A teraz czuje sie troche pod presja, kiedy wszyscy podeszli do tego tak powaznie i domagaja sie: interesujacej akcji, swietnie nakreslonej osobowosci bohaterow, braku bledow merytorycznych, profesjonalnosci i wielu innych rzeczy to pisanie nie jest juz tylko niewinna igraszka. Ehhh, pisanie to jednak ciezka robota ;) Kasiu, mamy cos wspolnego - poranna kawe. Ja tez zaczynam dzien od kawki z mleczkiem, a dopiero potem robota :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Re: Do Kasi IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 10:43 agniecha. napisał(a): > No wlasnie, na poczatku pisalismy sobie z Jankiem ot tak, dla zabawy. > A teraz czuje sie troche pod presja, kiedy wszyscy podeszli do tego tak > powaznie i domagaja sie: > interesujacej akcji, swietnie nakreslonej osobowosci bohaterow, braku bledow > merytorycznych, profesjonalnosci i wielu innych rzeczy to pisanie nie jest juz > tylko niewinna igraszka. > Ehhh, pisanie to jednak ciezka robota ;) > > Kasiu, mamy cos wspolnego - poranna kawe. Ja tez zaczynam dzien od kawki z > mleczkiem, a dopiero potem robota :) Agniecho, błędy zawsze sie znajdą (zwłaszcz, jak się pisze na bieżąco), w końcu my wszyscy tutaj chyba spełniamy rolę gremialnej korekty. I dobrze. Krytyka - należy do (mam nadzieję) tzw. życzliwej. Liczy się satysfakcja. Przyznam Ci się, że kiedyś w zamierzchłej przeszłości pisałam do szuflady, jakies straszne romansidło z niemrawą akcją. Okropnie mnie całość znudziła i nie wiedząc co zrobić z bohaterami (którzy mi się jakoś podejrzanie namnożyli) po prostu ich wszystkich uśmierciłam. Czasem do tego wracam i mam ubaw. Poranna kawka z mleczkiem, to sama radość na dzień dobry! Bez kawki w ogóle nie ma myślenia. Bez kawki w ogóle nie ma życia! Miłego dnia:)))) podczas pisania ciągu dalszego (..) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Re: Do Kasi IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 10:44 w_kulik napisał(a): > Tam do diaska, gdzie ciag dlaszy?? Nie pospieszaj Autorów, bo stracą wene i będzie figa, a nie ciąg dalszy... :))) Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do w_kulik i pozostalych niecierpliwych czytelnikow 17.10.01, 10:47 N i sami widzicie pod jaka presja my tu piszemy! ;) Troche cierpliwosci, teraz kolej Janka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Re: Do w_kulik i pozostalych niecierpliwych czytelnikow IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 10:52 agniecha. napisał(a): > N i sami widzicie pod jaka presja my tu piszemy! ;) > Troche cierpliwosci, teraz kolej Janka. A co w takim razie w tej chwili robi Janek?!?!?! A tak poważnie, to chyba jesteście dumni z zainteresowania, prawda? Nie wydaje mi się, żebyście mogli się od nas tak szybko odczepić... Pozostaje miec tylko nadzieję, że nie zostaniecie wysłani w jakąś podróż służbową, że sie nie obrazicie na siebie, i że Wam nie odetną internetu.... Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Kasi 17.10.01, 11:07 Pewnie, ze jestesmy dumni, ze nas czytacie! I to jak dumni :))) Ja ze swojej strony zobowiazuje sie bronic wszystkimi konczynami przed podrozami sluzbowymi, w razie potrzeby przykuc kajdankami do komputera i chocby nie wiem co, nie obrazac sie na Janka! Zreszta, ja bym sie nie mogla na Niego obrazac... za bardzo Go lubie i za dobrze sie rozumiemy :) Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Nie popędzajcie... 17.10.01, 11:11 Rozdział jest na ukończeniu, muszę jeszcze przemyśleć pewne logiczne aspekty nurtu sensacyjnego. Aby osłodzić oczekiwanie powiem, że rozdział 8 bedzie dłuższy niż zwykle. Pewnie nie zmieści się w jednym liście..... Pozdrawiam wszystkich zwłaszcza współautorkę i czytelniczki, które zastanawiają się nad pewną kwestią, która sprawia, że się czerwienię..... Wasz Janek (to było do Pań) A dla panów też coś będzie w rozdziale się zbliżającym. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Re: Nie popędzajcie... IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 12:19 ja_nek napisał(a): > Rozdział jest na ukończeniu, muszę jeszcze przemyśleć pewne logiczne aspekty > nurtu sensacyjnego. > Aby osłodzić oczekiwanie powiem, że rozdział 8 bedzie dłuższy niż zwykle. > Pewnie nie zmieści się w jednym liście..... > > Pozdrawiam wszystkich zwłaszcza współautorkę i czytelniczki, które zastanawiają > > się nad pewną kwestią, która sprawia, że się czerwienię..... > Wasz Janek (to było do Pań) > A dla panów też coś będzie w rozdziale się zbliżającym. No cóż, mozesz się rumienić,ale jak już jest atrakcyjny facet (na dodatek z szarymi oczami- marzenie!) i atrakcyjna kobieta, to chyba nie przypuszczasz, że nagle zaczną znaczki oglądać... ;)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Rozdział 8 IP: *.ipartners.pl 17.10.01, 13:13 Janek patrzył na niego z niedowierzaniem. - Przepraszam, ale co mogłoby kierować Piotrem Lorentzem? Przecież nie mógł zabić własnego ojca, a potem Grabowskiego. Przecież to bez sensu! Przecież nie chodziło też o walkę o władzę, przecież wraz z ojcem miał większość przeciwko Wam – pozostałym wspólnikom. I jeszcze jedno – policja już o tym wie – to Grabowski dokonywał malwersacji. Policja prowadzi dochodzenie. - Jest Pan jeszcze młody i niewiele rzeczy wie. Piotr miał słabość do kasyna i drogich prostytutek. Może i był zdolnym top – managerem. Prowadził ryzykowne inwestycje za pieniądze klientów i zawsze miał więcej szczęścia niż na to zasługiwał. - Sądzi Pan, że wpadł w długi? - Jestem pewny. Wiem, że spotykał się z podejrzanymi typami. - Mafia? - No a kto inny? Niech Pan słucha uważnie. Szantażują go, bo jest im winny pieniądze. Duże pieniądze! On sam nie zdołałby utzrymać wszystkiego w tajemnicy, więc Lorentz potrzebował pomocnika. - Grabowski..... - Właśnie. Grabowski ze swoim zapotrzebowaniem na pieniądze świetnie się do tego nadawał. To on wymyślił Art. – Foundation i inwestowanie w tą niby sztukę. Art – Foundation była tylko przykrywką. - Ale dlaczego zginął Grabowski, skoro był swoim człowiekiem dla mafii. - Grabowski próbował uszczknąć coś więcej dla siebie ponad to, co dostawał w łapę, dlatego zginął. Tak myślę. - Policja myśli, że cała sprawa to malwersacje Grabowskiego, sami im to powiedzieliśmy z Agnieszką. - Policja zawsze łapie płotki albo marionetki. Nigdy tych co pociągają za sznurki. - No dobrze, sam wiele myślałem na tą sprawę. Teraz słucham pana, ale to wcale nie wyjaśnia pierwszego morderstwa. - Tu mogę się tylko domyślać, że stary Lorentz coś odkrył. - Ale przecież gdyby wykończyła go mafia, Piotr by wpadł w panikę i jego reakcja na pewno nie byłaby taka jak ją widzieliśmy. - No właśnie tu jest coś, co także mi nie pasuje. Mam kilka elementów układanki i coś nadal mi się wymyka. - Skąd pan to wszystko wie? - Kiedyś podsłuchałem rozmowę Lorentza i Grabowskiego. Resztę sobie dopowiedziałem ze strzępów rozmów. - I nic pan nie zrobił? - Ja mam dzieci i żonę, które kocham. Co by pan zrobił na moim miejscu? - OK rozumiem. Ale powracając do naszego bezpieczeństwa. Naprawdę pan sądzi, że ktoś jeszcze zginie? Po co się pan tak trzęsie! Jeśli teraz mafia spróbuje kogoś zabić, to będzie to nielogicznie, bo policja wie o malwersacjach i może sobie zbudować jakąś wersję wydarzeń. Jeśli znów ktoś zginie zaczną węszyć i odkryją do czego służyła firma. Nikt nie wie, że my wiemy. - Może ma pan i rację...... - Niech Pan ochłonie i uspokoi się. Nie możemy sprawiać wrażenia, że coś wiemy. Moment, jeszcze jedno, a Zalewski? - On chyba po prostu jest tak jak my porządnym facetem. Niczego nie wie. - Wracajmy do biura. Po wyjściu Gintrowicza zastanawiał się co zrobić z tym co usłyszał. Na razie był bezpieczny. Zabójca nie powinien już uderzyć, jeśli mafia uwierzy, że policja skończy sprawę na Grabowskim. Mógłby powiedzieć policji, ale czy by wtedy przeżył do następnego dnia? Musiał to przemyśleć. Położył kilka monet jako zapłatę za swego bezalkoholowego drinka i wyszedł do samochodu. W tym samym czasie Cieszkowski jadł kanapkę, którą naszykowała mu żona. Do jego biurka podszedł młody policjant. - Macie coś? – zapytał stary gliniarz - Broń z której strzelano to zwykły AK 47. - No to na pewno dojdziemy, gdzie ją dostał zabójca. Wystarczy iść na stadion Dziesięciolecia. - Chłopcy analizują ślady opon vis a vis willi tej dziewczyny. Trochę potrwa ustalenie, jaki to bieżnik i skąd pochodzi. Jeśli jest nietypowy, to może uda się ustalić, gdzie daną odmianę opon sprzedawano. Co do auta – w okolicy widziano obcy pojazd, ale zeznania są sprzeczne i nie wiemy co to za marka. - Jacyś świadkowie zdarzenia? - Żadnych, sąsiedzi mówią, że nic nie słyszeli. - Normalka. Aha, co z taśmami video z biurowca? - To trochę potrwa. Tam przewija się tylu ludzi. Chłopaki oglądają zapis video, ale..... słabo to widzę.Aha i jeszcze jedno. Witolińska zniknęła. Zaraz po wizycie tego chłopaka wyszła z biura i zniknęła. - Szkoda, mogłaby coś nam powiedzieć o Grabowskim i całej sprawie. Szukajcie jej. Może pomogła Grabowskiemu zejść z tego padołu? - No właśnie, pamięta pan, chłopcy „odkurzyli” pokój Lorentza tym nowym zbieraczem, który dostaliśmy w ramach unowocześniania naszego sprzętu kryminalistycznego. Wśród zebranych materiałów – powiedzmy sobie szczerze – śmieci – były dwa kawałki włókien, z jakich zbudowany jest dywan w jej gabinecie. Ponadto jak dziś odkryliśmy ćwiczyła strzelectwo. Instruktor twierdzi, że była dobra. - Przeszukajcie jej mieszkanie. Później rozesłać jej zdjęcia, aby zaczęli jej szukać. Zajmij się tym. - OK. - No to znikaj. Zapalił papierosa, kawałki układanki zaczynały układać się w całość. Witolińska mogła zabić kompana dla pieniędzy. Dlaczego jednak nie uciekła od razu? I jaką rolę w tym wszystkim grała Agnieszka? Czy w ogóle jakąś rolę grała? To na pewno Witolińska chciała zabić Lorentza, bo odkrył jej machinacje w których maczał palce Grabowski........ Potem wyeliminowała Grabowskiego – wspólnika. Kiedy Janek powiązał fakty i znalazł powiązania z Art. – Foundation próbowała jego także wyeliminować. Ale już było za późno, w sprawę wmieszała się policja. Ale dlaczego nie zabiła Agnieszki? Kule przecież wbiły się w ścianę nad łózkiem dość wysoko....... Chyba był zmęczony tym wszystkim..... Podniósł słuchawkę telefonu. Wykręcił numer wewnętrzny. - Słuchaj przeszukaj samochód Grabowskiego. Szukaj śladów – czegokolwiek, co by świadczyło o innej niż jego żona kobiecie. Sprawdźcie operacje jego kart kredytowych, jeśli bywał w hotelach zbadajcie z kim spędzał noce. No.... to na tyle. Odłożył słuchawkę. Ta sprawa była albo prosta, albo..... wolał nie kończyć. Chciał wreszcie pójść na emeryturę i odpocząć od tego wszystkiego. Trupów, krwi, pytań bez odpowiedzi..... Chciał spokoju, chodzić na ryby i bawić wnuka. Poskładał papiery i włożył je w teczkę. Wziął płaszcz i poszedł do domu. Kiedy Janek wchodził do sekreriatu zobaczył Magdę, która szukała czegoś na górnych półkach regału. Nie spostrzegła go. Była niskiego wzrostu i wspinanie się, po starszą dokumentację dotyczącą czegokolwiek sprawiało jej trudność. Nie mógł się oprzeć, aby popatrzeć dłużej na Jej nieszczupłe nogi, pupę i opięty dość ciasno biust. Miała rozkoszną, trochę korpulentną sylwetkę. Podszedł do Niej. Miał Jej spódniczkę tuż nad sobą. Przez chwilę tak stał i w końcu zapytał: - Czy mogę w czymś pomóc Magdo? Powiedział to tak niespodziewanie, że wypuściła z rąk segregator. W ułamek sekundy później wylądował mu na czole. Zaklął szpetnie i cofnął się trzymając za głowę. - Nic się panu nie stało? Nie miałam pojęcia, że Pan już przyszedł. Niech Pan usiądzie. Pochyliła się nad niedoszłą ofiarą paskudnego segregatora. - Bardzo boli? - O tak – odparł – Ooooo – jęknął kiedy dotknęła jego głowy. On tymczasem pocieszał się się widokiem Jej rozkosznych zaokrągleń wychylających się z........ - Boli? To tylko zadrapania. Powinien pan trochę uważać. - Na przyszłość postaram się zabezpieczyć. Spojrzała na niego przez chwilę nie rozumiejąc. Spostrzegła też jak krnąbrny materiał Jej bluzki zbytnio się rozluźnił. Poprawiła go i odparła: - Mężczyźni, jakie wy jesteście duże dzieci. Kiedy wyszła mruknął. - I spróbuj się tu zbliżyć do kobiety. Janek przyglądał się wykresom indeksów. Popijając kawę śledził sygnały techniczne na WIG-u. Wskazywały na odwrócenie trendu spadkowego na wzrostowy i ostatnie zwyżki mogły to potwierdzać, ale mogło to być zwykłe odreagowanie po długiej bessie. Ale jego nos nakazywał mu przyglądać się sytuacji. Ustabilizowanie krajowej sceny politycznej studziło emocje inwe Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Re: Rozdział 8 i pół IP: *.ipartners.pl 17.10.01, 13:15 Ustabilizowanie krajowej sceny politycznej studziło emocje inwestorów. Powstanie rządu Stronnictwa Lewicowo Demokratycznego i Polskiego Sojuszu Ludowego uspokoiło rynek, ale płomień wojny w Azji mógł jeszcze oddziaływać na rynki surowców i akcji. Trzeba było umiejętnie wykorzystywać zniżki dla stopniowego zwiększania pozycji w akcjach najlepszych polskich spółek. Poczuł jak głowa mu pulsuje w uderzonym miejscu i nie zwlekając wcisnął przycisk na telefonie. - Magdo, niech Pani mi podrzuci jakiś lód. Głowa mnie boli i skupić się nie mogę. Aha niech Pani od razu przyniesie mi wyniki ostatnich transakcji sprzedaży. - Oczywiście – odparła Po kilku minutach weszła niosąc kawałek jakiegoś materiału, który owijał grudki lodu. Podeszła i przytknęła mu do głowy, tam gdzie nastąpiło uderzenie. - Nie jestem pewna, czy to właściwe miejsce na zimny okład. I uśmiechając się pozostawiła go z okładem na głowie i niemądrą miną na twarzy. Po chwili przyniosła kilkanaście stronnic papieru i rzekła: - To są wyniki ostatnich transakcji sprzedaży. Obroty na tych spółkach były niskie, stąd transakcji dokonywano cząstkowo. Z tego powodu koszty trochę tu wzrosły i są pewne zaokrąglenia w obliczeniach. Może Pan sprawdzić te zaokrąglenia, ale wszystko powinno być w jak najlepszym porządku. - Nie wątpię, że pani zaokrąglenia są bez zarzutu. Sprawdzę je na pewno. – oświadczył z szelmowskim uśmiechem. - Nie wątpię, że chciałby pan to zrobić – odparła – i dlatego jeśli pan pozwoli..... - Pozwalam...... - ........wrócę do swych zajęć. - U mnie słowo droższe od pieniędzy – zapewnił Ją ze śmiechem Skinął głową i po chwili drzwi zamknęły się za nią. Wrócił do swych wyliczeń i przeglądania danych oraz wykresów spółek. Kilkanaście minut później dołączyła do niego Agnieszka. Całe popołudnie spędzili ślęcząc nad niesprawdzonymi jeszcze danymi. Nic nie znaleźli. Nawet nie zauważyli, kiedy zapadł zmierzch. Powoli okna w biurowcu ciemniały, Światło paliło się już tylko w kilku oknach, kiedy oderwał się od papierzysk. Spojrzał na Nią. Była skupiona i skoncentrowana. - Kończymy? - Raczej tak. - O czym myśłisz? - Że boję się wrócić do własnego domu. Wstała i podeszła do okna. Mimo całodniowej mordęgi nad papierami była piękna. Nieważne było, że dzień ten był pracowity i nie wyglądała może tak kwitnąco jak rano. Ale dla niego nie miało to żadnego znaczenia. Wstał i podszedł do Niej. Dotknął Jej ramienia. Kiedy odwróciła się, dotknął Jej twarzy i szepnął: - Nie wiem co to jest i dlaczego tak jest, ale wiem, że zależy mi na Tobie. Pragnę dotykać Ciebie, Twego ciała, czuć jego ciepło. To silniejsze ode mnie..... Położyła mu palec na ustach - Nie trzeba nic mówić. Pocałowała go. Ujął Jej twarz w dłonie i oddał pocałunek, delikatny choć głęboki. Zatopił dłonie w Jej miękkich, długich włosach. Całowali się długą chwilę. Jego dłonie wślizgnęły się pod Jej okrycie i zrzuciły Je. Gładziły plecy i zbiegały nieśmiało coraz niżej. Zsunęła jego garnitur, rozluźniła krawat i zaczęła rozpinać koszulę. Z tyłu biurowca kierowca poloneza kończył właśnie hamburgera, zerknął na zegarek i mruknął. - Pieprzony kapitalizm. Do czego podobne, aby o tej porze pracować? Siorbnął colę i pomyślał o swej żonie, która o tej porze zwykła nakręcać włosy na wałki i gadać, że mógłby zmienić robotę. Rozpiął guziki Jej bluzki i jego oczom ukazała się czarna koronka zakrywająca mały, lecz niezwykle kształtny biust. Nie mogąc sobie poradzić z jego zapięciem stanął za Jej plecami. W końcu zamek, odwieczny wróg numer 1 całego gatunku męskiego ustąpił. Staniczek zsunął się odsłaniając to, co widział przez chwilę rano. Jego delikatne palce zbłądziły ku Jej piersiom i zamknęły Je w delikatnym uścisku. Po chwili już łaskotały swą łagodnością okolice najdelikatniejszych Jej miejsc. Kiedy poczuła jak ogarnia Ją miłe ciepło, jego palce skoncentrowały się na Jej brodawkach, drażniąc je i delikatnie uciskając......... Odwróciła się i ich usta połączyły się. Jego nieśmiałe z początku dłonie teraz śmiało przyciągnęły Ją do siebie. Jej wiotka kibić przywarła do Niego. Otoczył Ją silnym męskim ramieniem. Czuł Jej twarde piersi na swoim torsie i czuł jak Jego pragnienie budzi się. Kiedy Jej dłoń zabłądziła tu przez chwilę o mały włos nie spłonął. Zwolnił nieco tempo. Ale kiedy Jej łono, ciepłe i drżące przywarło do niego znów myślał, że oszaleje. Chwycił Ją w ramiona i wziął na ręce. Przytuliła się do Niego z ufnością i objęła za szyję. Położył Ją na kanapie. Gładził Jej szczupłe nogi, których dotknął po raz pierwszy kilkanaście dni temu kiedy wziął Ją na chwilę na ręce sprowokowany uwagą o noszeniu wspaniałych kobiet na rękach przez szarmanckich mężczyzn...... Obsypał Jej nogi pocałunkami podążając ku Jej górze. Po chwili dotarł do skrywanego zakamarka. Zsunął delikatnie zasłonę z koronki. Zatopił swe usta w Jej kobiecości niczym spragniony wędrowiec u źródła wody. Usłyszał jak głęboko nabiera powietrza i zaczął czerpać z łakomstwem takim jakby jeszcze nie pił........ Nie próżnowały jego palce ani usta. Jej dłonie wciskały jego głowę w Jej kobiecość. Jeszcze chwila...i usłyszał zdławiony krzyk. Jeszcze przez chwilę pieścił Ją..... Mgła jeszcze przez chwilę przesłaniała Jej wzrok. A on teraz pragnął by to ona przejęła inicjatywę. Wyczuła jego intencje. Jej dłonie zbiegły po klatce piersiowej kochanka. Niżej niecierpliwa (jak to zwykle bywa u mężczyzn), pulsowała Jego męskość. Pozdrawiam Janek Uffff!!! Muszę trochę odsapnąć. Czekam na ciąg dalszy Agniecho. Nie pozwól czekać naszym czytelnikom zbyt długo....... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Re: Rozdział 8 i pół IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 14:42 no, no... Ciekawi mnie, jak ja szefowi wytlumacze wypieki na twarzy? ;) Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Do Kasi 17.10.01, 15:17 Hihihi, lepiej od razu wymysl sobie wiecej niz jedno wytlumaczenie, bo oprocz tej sceny mam w zanadrzu jeszcze jedna bardzo goraca biurowa scene milosna ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Re: Do Kasi IP: *.groupsci.pl 17.10.01, 15:27 agniecha. napisał(a): > Hihihi, lepiej od razu wymysl sobie wiecej niz jedno wytlumaczenie, bo oprocz > tej sceny mam w zanadrzu jeszcze jedna bardzo goraca biurowa scene milosna ;) > Dobra, jedno wytłumaczenie mam na poczekaniu - po 40-tce wchodzi sie chyba w klimakterium, to te wypieki mogą byc z tego, może to byż jeszcze atak nagłej gorączki, ale jak mi łgarstwo zeby wybije, to marny widok... pozdrawiam Was oboje :)))) kasia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Do Agniechy IP: *.ipartners.pl 17.10.01, 15:54 Myślałem, że ta scena nie nastąpi. My mężczyźni zawsze musimy tyle czekać..... Ale warto czekać, skoro dowiadujemy się, że będzie i następna.... Pozdrawiam Agniechę i nie tylko Ją Janek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Frene Do schizofrenicznego Janka i jednej z jego rozXwanej jaźni-Agniechy IP: 155.158.242.* 17.10.01, 16:36 Był by z tego świetny scenariusz na brazylijski serial :))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do schizofrenicznej Frene 17.10.01, 16:46 Jezeli tak uwazasz, kazdy ma prawo do swojego zdania. Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Re: Do schizofrenicznej Frene 17.10.01, 16:57 Chyba musimy Agniecha podnieść poziom. A przepraszam, od kiedy to w brazylijskich serialach są wątki sensacyjne z "momentami"? Hę? A ja tak się starałem....... Kałaszy w Brazylii też nie ma. Pozdrowienia Janek P.S. Frene bądź człowiekiem i powiedz co jest nie tak według Ciebie. Cenimy każdy głos krytyki, ale chcemy wiedzieć konkretnie co razi Ciebie w tym co napisałem (no bo to ja teraz wypuściłem rozdział, to chyba do mnie kierujesz swe słowa). Będę wdzięczny za wskazanie, co jest nie tak. Pa Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Janka 17.10.01, 17:10 Janek, nie przejmuj sie, Frene prawdopodobnie nie kierowala tych slow do Ciebie. Jej sie chyba caloksztalt nie podoba. Tylko nie rozumiem po co tu ciagle wlazi i czyta. Ja, jak mi cos nie przypadnie do gustu, to nie czytam. Poza tym szanowna Frene uwaza, ze jestesmy jedna osoba, tylko jakos udowodnienie tego nie bardzo jej wychodzi. A konkretnie, ze ja jestem Twoja schizofreniczna jaznia, czy jakos tak. Bidulka, moze gdyby zamiast ogladac brazylijskie seriale pomyslala logicznie, zmienilaby zdanie? Pozdrawiam Cie serdecznie. agniecha Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do schizofrenicznej Frene 17.10.01, 17:01 Frene wrote: "Nie dam się sprowokować takimi hasłami i g... mnie obchodzi co inni pomyślą, a na razie nie będę udowadniać swojej tezy, bo wcale mi nie zależy ,żeby inni się do niej przekonali. A po za tym mam konkretne powody,żeby na razie nie ujawniać swoich argumentów. Przyznaję,że mam 1% niepewności, wynikający z braku wiedzy na temat istnienia pewnych okoliczności,które mogły by odeprzeć z dwa argumenty, aczkolwiek jak na razie wszystko wydaje się zaprzeczać istnieniu owych okoliczności." Wiesz? Bylabys swietnym politykiem. Tak duzo powiedzialas, a NIC nie powiedzialas i popisowo sie wykrecilas. Mam nadzieje, ze uzyskasz 100% pewnosc w kwestii "istnienia pewnych okolicznosci" i przedstawisz nam owe argumenty, w ktorych istnienie osobiscie watpie, pomimo istnienia rzekomych powodow, ktore Cie od tego postrzymuja. Jestem cierpliwa i zapewniam Cie, ze poczekam, az wymyslisz argumenty na poparcie Twojej niedorzecznej tezy. Zycze Ci milego kombinowania. agniecha Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Do Agniechy i Frene 17.10.01, 18:50 Mogę się zgodzić, że pewne elementy niekoniecznie współgrają ze sobą w naszej powieści. Czasem zdarzy się nam coś przekręcić, nazwisko czy nazwę kamienia szlachetnego czy kolor włosów. Ale my pracujemy dzień w dzień, a ta powieść to rodzaj rozrywki. Nie uzgadniamy ze sobą ciągu dalszego. Każde z nas utrudnia trochę drugiemu pracę wypuszczając kolejny rozdział i myląc tropy. Dlatego całośc nie jest taka "równa". My nie zbudowaliśmy już zgranej i wymuskanej całości. Nie wypuszczamy teraz kolejnych odcinków, mając w zanadrzu kolejne. Nie wiemy jakie będzie zakończenie. To przecież zabawa. Swoją drogą nie oglądam południowoamerykańskich tasiemców i nie wiem co miałaś na myśli stosując porównanie, które użyłaś. Nie twierdzę ani ja, ani Agniecha, że wszystko nam wychodzi idealnie. Zdarzają się nam potknięcia. Ale jeśli chcesz nam coś wytknąć - powiedz to. Po raz kolejny też powiem: ja i Agniecha to dwie różne osoby, choć mogę powiedzieć, że dobrze się rozumiemy i na pewne sprawy mamy zbliżone opinie. To wszystko. I do tego jesteśmy tylko znajomymi. Frene nikt Cię nie prowokuje. Co najwyżej wywołuje, abyś powiedziała co Ci się nie podoba. To chyba dozwolone. A co do tego g.... - rozczarowałaś mnie. jeśli to ma być Twój argument to sorry.... Mam nadzieję, że znalazłaś coś nie tak. Ale wiedz bacznie się przyglądam, aby wszystko współprało. Ale możliwe, że umknęły mi jakieś logiczne niespójności. Jeśli takowe są ogłoś je. Agniecho, mocno się zaperzyłaś..... Uśmiechnij się, za to i tak nie dostaniemy Nobla..... Mi pisanie tego sprawia przyjemność. Jeśli komuś oprócz nas również się podoba to bardzo się cieszę. Pozdrawiam szukających dziury w całym. Ta powieść jest również dla Was A najcieplej pozdrawiam Agniechę i czytelniczki Janek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kasia Do Agniechy i Janka IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 08:00 Tak w ogóle, to dzień-doberek! Właśnie piję poranną kawkę z mleczkiem (to do Agniechy) i odkryłam, że jednak istnieją osoby, które z zabawy potrafią zrobic problem. Do tego sztandary, pancerfaust pod pachą, a lanca w garści, hasła rewolucyjne i obraza uczuć różnych, a także niewybredne słownictwo... A mnie się Wasz sposób na szarość dnia podoba i lubię tu zaglądać. Piszcie dalej, i nie przejmujcie się. W końcu, jak się komuś nie podoba, to wcale nie musi tutaj zaglądać. POzdrawiam Was - słonecznie - Kasia Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Kasi i Janka 18.10.01, 09:41 Czesc Kasia! Czesc Januszku! Kasiu nie uwierzysz, ale kiedy czytalam Twoj list tez akurat opijalam sie kawka :)Ciekawe, czy moglybysmy bez niej zyc? Chyba nie... ;) A jesli chodzi o moje "zaprzerzenie", jak to Janek nazwal, to nie chodzi o nasza powiesc. Za wszystkie sensowne uwagi, jakie zglosila Frene co do powiesci, podziekowalam i zlozylam sprostowalnie. Po prostu rozsmieszylo mnie to, ze ona uwaza, ze jestesmy jedna osoba i bardzo chcialam uslyszec jej argumenty na ten temat, ktore obiecala podac. Bawi mnie to i jestem ciekawa, jak ona sie z tego wyplacze? Udalo mi sie wczoraj dokonczyc scene milosna, ale musze jeszcze obmyslic jakis nowy zwrot akcji, zebyscie przed monitorami nie usneli :) Pozdrawiam wszystkich serdecznie. agniecha Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Do Agniechy IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 10:10 agniecha. napisał(a): > Czesc Kasia! Czesc Januszku! > Kasiu nie uwierzysz, ale kiedy czytalam Twoj list tez akurat opijalam sie kawka > > :)Ciekawe, czy moglybysmy bez niej zyc? Chyba nie... ;) > > A jesli chodzi o moje "zaprzerzenie", jak to Janek nazwal, to nie chodzi o > nasza powiesc. Za wszystkie sensowne uwagi, jakie zglosila Frene co do > powiesci, podziekowalam i zlozylam sprostowalnie. > Po prostu rozsmieszylo mnie to, ze ona uwaza, ze jestesmy jedna osoba i bardzo > chcialam uslyszec jej argumenty na ten temat, ktore obiecala podac. > Bawi mnie to i jestem ciekawa, jak ona sie z tego wyplacze? > > Udalo mi sie wczoraj dokonczyc scene milosna, ale musze jeszcze obmyslic jakis > nowy zwrot akcji, zebyscie przed monitorami nie usneli :) > Pozdrawiam wszystkich serdecznie. > agniecha Agniecho, Bez kawy (i bez paru innych przyjemności tego świata) - nigdy. Nie wiem, czy szukanie powagi wszędzie, gdzie sie da, wychodzi na zdrowie zarówno rozrywce, jak i życiu samemu. Przyznam się, że przez chwilę także miałam takie wrażenie, jakbyście stanowili jedną osobę, ale w końcu przecież nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest, że wszyscy (mam nadzieję) dobrze się bawimy, że dostarczacie nam rozrywki w postaci całkiem niezłych scenek (wciąż pracuję nad poszerzeniem zakresu usprawiedliwień wypieków na twarzy. Niestety widoczne sa nawet jak się ma smagłą karnację. Podobno wyglądałam jak w którymstam stadium gorączki...). Cykorie już weszły do mojego słownika, i nie ma mowy, żebym z nich zrezygnowała. Zaraziłam otoczenie, koleżanka już się oswoiła z myślą, że ma pierścionek z cykoriami, i koniec. Ciekawa jestem, czy Agnieszka ma długie paznokcie, i czy Janek nie będzie musiał po "momentach" uważać przy nakładaniu koszuli, mogą go plecy boleć, nie miał zadrapań ;)) POzdrowienia serdeczne. Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Kasi 18.10.01, 10:41 Agniecha ma krotkie paznokcie, wiec Janek nie bedzie musial leczyc ran ;) Ale wiesz co? Pomysl jest niezly, moze w nastepnej powiesci dam bohaterce dlugie, czerwone paznokcie? Tylko czy glowny bohater to wytrzyma? ;) Jesli chodzi o wypieki, to w tej powiesci i tak jestesmy "wstrzemiezliwi". W poprzedniej sceny milosne mnozyly sie jak grzyby po deszczu :) pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Do Agniechy i Kasi IP: *.ipartners.pl 18.10.01, 11:09 Chętnie poczekam na zarzuty, bądź co bądź nie jestem specjalistą od wszystkiego i czasem coś mogę pomylić. Właśnie skonstatowałem, że w jednym z moich odcinków była pewna nieścisłość logiczna, ale niech Frene sama poszuka...... Ale tezy, że jesteśmy jedną osobą nijak nie udowodni na pewno. Jedna osoba musiałaby pisać z trzech adresów. Poza tym mój i Agniechy sposoby pisania są trochę inne. Kasiu, muszę zatem jeszcze popracować, a nuż te wypieki będą częściej? Po upojnych nocach główny bohater w następnej części ma leczyć poharatane ciało? No dobrze, pomyślę nad tym.... Czy główny bohater wytrzyma? - pytacie. Och to na pewno, ale pod warunkiem, że drapanie nie będzie tylko jednym elementem smakowitych zbliżeń. Rzeczywiście w poprzedniej powieści sceny miłosne były częstsze. Teraz chyba też nie zabraknie..... Poza tym trochę takich epizodów jak z Magdą i kilka innych smaczków z główną bohaterką. Oby wszystkim smakowało. Pozdrawiam Agniechę i czytelniczki Janek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Do Janka IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 11:30 Gość portalu: Janek napisał(a): > Chętnie poczekam na zarzuty, bądź co bądź nie jestem specjalistą od wszystkiego > > i czasem coś mogę pomylić. Właśnie skonstatowałem, że w jednym z moich odcinków > > była pewna nieścisłość logiczna, ale niech Frene sama poszuka...... > Ale tezy, że jesteśmy jedną osobą nijak nie udowodni na pewno. Jedna osoba > musiałaby pisać z trzech adresów. Poza tym mój i Agniechy sposoby pisania są > trochę inne. > > Kasiu, muszę zatem jeszcze popracować, a nuż te wypieki będą częściej? COŚ MI SIĘ ZDAJE, ZE WTEDY BĘDE MUSIAŁA USIĄŚĆ NA TWARZY... PRZECZYTAJ MÓJ POST DO AGNIECHY. > > Po upojnych nocach główny bohater w następnej części ma leczyć poharatane > ciało? No dobrze, pomyślę nad tym.... Czy główny bohater wytrzyma? - pytacie. > Och to na pewno, ale pod warunkiem, że drapanie nie będzie tylko jednym > elementem smakowitych zbliżeń. LOGICZNE. ACZKOLWIEK DOTYCHCZAS WYDAWAŁO MI SIĘ ŻE PAZURY NA PLECACH FACETA W TAKICH "MOMENTACH" ZAWSZE NALEŻĄ DO TZW. "UBOCZNYCH" ELEMENTÓW... > Rzeczywiście w poprzedniej powieści sceny miłosne były częstsze. Teraz chyba > też nie zabraknie..... Poza tym trochę takich epizodów jak z Magdą i kilka > innych smaczków z główną bohaterką. > Oby wszystkim smakowało. MYŚLĘ, ZE BĘDZIE, BO MNIE JAKOŚ UROZMAICA PRACĘ. WRESZCIE MAM POWÓD, ZEBY ZNIKNĄĆ Z POKOJU SZEFA I WLEPIC NOS W KOMPUTER. ROBIE MĄDRĄ MINĘ (ACZKOLWIEK MUSZE NAD TYM JESZCZE POĆWICZYĆ PRZED LUTREM, BO COŚ MI NIE WYCHODZI), I CZYTAM ZAWZIĘCIE. SZEFOWI WMAWIAM, ŻE MAM WYPIEKI PRZEZ TO, ZE SIE W OGÓLE DO MNIE ODEZWAŁ... W TEN SPOSÓB WSZYSCY SĄ ZADOWOLENI. > > Pozdrawiam Agniechę i czytelniczki > Janek > POZDRAWIAM AUTORÓW! :)))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Re: Do Kasi IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 11:23 agniecha. napisał(a): > Agniecha ma krotkie paznokcie, wiec Janek nie bedzie musial leczyc ran ;) > Ale wiesz co? Pomysl jest niezly, moze w nastepnej powiesci dam bohaterce dlugi > e, > czerwone paznokcie? Tylko czy glowny bohater to wytrzyma? ;) WYTRZYMA, WYTRZYMA;)))) A NAJWYŻEJ SPĘDZĄ NASTĘPNE (UPOJNE) CHWILE, NA LECZENIU RAN. > > Jesli chodzi o wypieki, to w tej powiesci i tak jestesmy "wstrzemiezliwi". > W poprzedniej sceny milosne mnozyly sie jak grzyby po deszczu :) > pozdr > NO I DOBRZE. KIEDYŚ ZDARZYŁO MI SIĘ ODWALAĆ CHAŁTURĘ W POSTACI TŁUMACZEŃ. TRAFIŁA MI SIE POWIEŚĆ PORNO. ŻEBYS TY WIEDZIAŁA, JAKIE WTEDY MIAŁAM WYPIEKI. BYŁA PÓŹNA JESIEŃ, SŁOTY, NA ULICACH SAME BLADZIOCHY, W PRACY PONURAKI, A JA BŁYSZCZAŁAM ZARUMIENIONYM PYSKIEM, ŻE HEJ. NAJWIĘCEJ UCIECHY MI SPRAWIAŁO WYOBRAŻANIE SOBIE MOICH WSPÓŁTOWARZYSZY PRACOWEJ NIEDOLI W SCENACH Z TEGO POWIEŚCIDŁA. UBAW MIAŁAM NIEZMIERNY, JEDEN Z KOLEGÓW OBRAZIŁ SIĘ NA MNIE, BOWIEM PONOC DŁUGO MU SIĘ PRZYGLĄDAŁAM Z JAKIMS NIESMAKIEM NA TWARZY. ALE FAKTYCZNIE NIE PASWOAŁ DO MOJEGO TŁUMACZENIA. DO NICZEGO NIE PASOWAŁ. RZUCIŁAM TŁUMACZENIA, MAM KRETYŃSKĄ WYOBRAŹNIĘ... pozdrówka! :))))) Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Kasi 18.10.01, 11:33 Wiesz co? Jak Cie czytam, to stwierdzam, ze nie tylko z kawa jestesmy podobne. Moja wyobraznia tez jest czasami kretynska. I zlosliwa. Podsuwa mi jakis obraz i pozniej sie mecze, bo koniecznie chce do tego dorobic jakas historie. Czasami patrze na ludzi i wyobrazam sobie o nich niesamowite historie. Czy Ty czytasz Joanne Chmielewska? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Do Agniechy IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 11:47 agniecha. napisał(a): > Wiesz co? Jak Cie czytam, to stwierdzam, ze nie tylko z kawa jestesmy podobne. > Moja wyobraznia tez jest czasami kretynska. I zlosliwa. Podsuwa mi jakis obraz > Jakoś mi się tak dziwnie wydaje od jakichs paru postów!!! > i pozniej sie mecze, bo koniecznie chce do tego dorobic jakas historie. > Czasami patrze na ludzi i wyobrazam sobie o nich niesamowite historie. > Czy Ty czytasz Joanne Chmielewska? Chmielewską? Jasne! Od zawsze! I mam równie kretyńskie przygody (bez trupów niestety, tfu, na szczęście). Kiedy skończyłam 40 lat, moja ówczesna szefowa skłądając mi życzenia urodzinowe, wyraziła nadzieję, że teraz zacznę pasować do wieku i stanę się kobieta: " w średnim wieku, poważną"... Zmieniłam pracę. Minęły 4 lata i wciąż szukam w słowniku hasła pod "P" - "Poważna", i cały czas wychodzi mi "Pierdoła"... Całe moje zycie nadaje się wyłącznie do tego, żeby je opisać. Teraz niestety pracuję w firmie zagranicznej, gdzie większość moich kolegów cierpi na anoreksję intelektualną, ale mam nadzieję, ze jeszcze mnie debilizm ostateczny nie ogranął, i ze w końcu napisze powieść swojego zycia (zawsze mogę głownych bohaterów gremialnie uśmiercić na końcu) i ze spędzę resztę czasu pod palmami - taplając się w luksusie i hodując długie paznokcie... pozdrowienia:)))) Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Kasi 18.10.01, 12:11 Nie wiem, jak to jest ale osoby, ktore czytaja Chmielewska to wyczuje na odleglosc. Moze dlatego, ze sa to osoby naprawde z wyobraznia i postrzelone, ale w pozytywnym sensie. Tzn dla mnie w pozytywnym, wiekszosc spoleczenstwa patrzy jak na kretynow. Chmielewska kocham od dziecinstwa, mam nawet jej autograf. Czy Ty wiesz, ze ona naprawde nosi peruke? Ja wlasciwie nigdy nie myslalam o pisaniu, nawet mi to do glowy nie przyszlo. Dopiero Janek mnie sprowokowal takim jednym zdaniem o pilocie i ciesze sie, ze to zrobil :) Sluchaj, moze tez cos napiszesz i wrzucisz na Forum? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Do Agniechy IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 12:40 agniecha. napisał(a): > Nie wiem, jak to jest ale osoby, ktore czytaja Chmielewska to wyczuje na > odleglosc. Moze dlatego, ze sa to osoby naprawde z wyobraznia i postrzelone, > ale w pozytywnym sensie. Tzn dla mnie w pozytywnym, wiekszosc spoleczenstwa > patrzy jak na kretynow. Chmielewska kocham od dziecinstwa, mam nawet jej > autograf. Teraz to Ci zwyczajnie zazdroszczę!!!!!!! Czy Ty wiesz, ze ona naprawde nosi peruke? Nawet żeby nosiła 4 na raz, to nie zmieni mojej do niej sympatii. Wyobraź sobie, ze ja całe swoje życie miałam do czynienia z podobnymi babami , jak np. Moja śp. Matka, moja ciotka, ich przyjaciólki, nawet faceci w moim zyciu mieli tzw. horyzonty, nie mówiąc o pomysłach. Miała tzw. Otoczenie, które, jak to mawiaja psycholodzy, wpływa na ukształtowanie człowieka. No i ukształtowały mnie. A do tego życie miałam, jak z powieści. I całe mnóstwo kretyńskich kłopotów, w które z uporem zaiste oślim pakowałam się całe swoje życie. Ostatni kłopot - to miłość trwajaca juz lat 8 - do garbusa. Jestem ostatnią (i na dodatek całkowicie dobrowolną ofiarą Hitlera). Kochamy sie mocno, trzymamy sie siebie (bardziej ja jego) i rozmawiamy ze sobą. To znaczy Garbus czasem milknie ("rzuca palenie") ale w końcu wolno mu - staruszek jest. Ostatnio ktos życzliwy poradził mi, żebym mu kupiła viagrę... Chyba nad tym pomyślę... Garbaty jeżdżący na Vagrę... Acha - a propos kłopotów - to doszły w tzw. międzyczasie dzieci, jako przykładna Matka-Polka, byłabym zapomniała. Na szczęście, u progu zycia, los wyposaża małe istotki w ogromną dawkę instynktu samozachowawczego, więc udało im się dożyć wieku 21 i 15 lat we względnej równowadze ducha. Mąż jest wędkarzem zapalonym, toteż te paręnaście lat udało mu się ze mną wytrzymać. Ale i tak uważam, że takich osób, które się wyczują na odległość, i które nieodmiennie potrafią boki zrywać z Chmielewskiej chocby, jest strasznie mało. A jeżeli chadza się ze słońcem w kieszeni i chmurą gradową, to uważanym się jest za niepoważnego(ą). Znasz pewnie to uczucie! A takich osób, które nas "ni grzębią ni zieją" jest mnóstwo. Dobrze, ze te postrzelone (ja się tutaj z Tobą całkowicie zgadzam!) potrafią się wyczuć na odległość! > Ja wlasciwie nigdy nie myslalam o pisaniu, nawet mi to do glowy nie przyszlo. > Dopiero Janek mnie sprowokowal takim jednym zdaniem o pilocie i ciesze sie, ze > to zrobil :) O pilocie ? Ciekawe. Czy On także czytuje Chmielewską, bo myślę, że siedzi na tej samej grzędzie. > Sluchaj, moze tez cos napiszesz i wrzucisz na Forum? ???????! pozdrowienia:)))))) Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Re: Do Agniechy 18.10.01, 13:03 Muszę przyznać, że nie czytałem Chmielewskiej, ale chyba zacznę...... Skoro Agniecha czyta, to moze poznam jakieś Jej koleżanki, co również czytają... Pozdrowienia Janek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Re: Do Agniechy IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 13:08 ja_nek napisał(a): > Muszę przyznać, że nie czytałem Chmielewskiej, ale chyba zacznę...... > Skoro Agniecha czyta, to moze poznam jakieś Jej koleżanki, co również czytają.. > . > > Pozdrowienia > Janek No proszę, jak to Chmielewska jednoczy, chciałam powiedzieć, pomaga w nawiązywaniu znajomości. Ty szybko przeczytaj jakąś jej powieść, żebys wiedział od jakich koleżanek trzymać się z daleka i w co sie nie pakowac... pozdrowienia Kasia Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Kasi 18.10.01, 13:45 Twoje rozmowy z Garbuskiem w pelni rozumiem, bo sama nie jestem gorsza. Mianowicie gadam do kwiatka - bawidamka. Rok temu kolega z pracy odchodzil do innej i zostawil pod moja opieka swojego kwiatka. Dzwonil raz na miesiac i pierwsze pytanie zawsze brzmialo: Jak moj kwiatek? A kwiatek niestety mial sie nie za dobrze, zzolk i zubil liscie. I ktos w zartach powiedzial, ze kwiatki lepiej rosna, jak sie je podlewa. No i zaczela sie polka. Osoby, ktore akurat zalatwialy cos w ksiegowosci ( bo ja pracuje w ksiegowosci ) mialy okazje ujrzec, jak podlewajac kwiatuszka mowilam: Kochaniutki, rosnij, sloneczko piekne, listeczki masz takie ladniutkie, rosnij Cholero jedna, nie badz zolza ostatnia, rosnij - a to wszystko slodziutkim glosikiem. Chyba pomoglo, bo kwiatek tak sie rozrosl, ze cala firma mi go zazdrosci. Jesli chodzi o Chmielewska, to cos w tym musi byc, bo ze wszystkimi,ktorych znam i ktorzy ja czytaja dogaduje sie w 5 sekund! :) Pozdrawiam Cie serdecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Kasi 18.10.01, 13:48 o Boze zzarlo mi:"jak sie je podlewa i rownoczesnie do nich gada" sorka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Do Agniechy IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 14:12 Ty wiesz, to jest sposób. Wypróbowałam go na rachitycznym kwiatku na oknie, ale również na niesympatycznym koledze w pracy. Żebys TY widziała, jak obaj zakwitli! Ładniejszy zdecydowanie był chwast w doniczce, ale taki juz mój los. Naczytałam się kiedys o płomiennych romansach w pracy, i kiedy jeszcze byłam młoda początkującą "biurwą", wydawało mi sie, że faceci, z którymi będę pracowała, przynajmniej nie będą brzydsi od ... tu nastąpił przeciągły gwizd. Tymczasem na mojej drodze los stawiał takie paszczury, ze gdybym chciała zyc faktycznie pracą i spędzać większość czasu w biurze, nigdy nie byłyby mi potrzebne długie paznokcie (...), ani czarna koronkowa bielizna, a o paru innych uciechach tego świata nawet bym nie wiedziała. Ale oprócz tego, ze przeważnie wszyscy byli z metra cięci (mam 170 cm i kocham szpilki!), to na dodatek cierpieli na anoreksję intelektualną, słowem byli głupsi od pasztetowej. A że gębę zawsze miałam niewyparzona, trafiały mi się komentarze typu : kurdupel intelektualny, etc. Nie przydawało mi to wielbicieli rodzaju męskiego. Miałam takiego "adoratora" śiertelnie na mnie obrażonego, bo nie chciałam iść z nim na "kawę" (jakże ja bym z nim szła, za rękę, czy z ręką na jego pustej łępetynie, o tym nie pomyślał). Milczał więc, nienawidząc mnie w milczeniu i piorunował mnie wzrokiem. Az w końcu na parapecie zaczął zdychać kwiatek mojej kadrowej, która właśnie poszła na urlop. Ktoś mi poradził, tak jak i Tobie, zeby go czasem podlac, a nawet zagadać, że to rodzaj męski to próżny... No i w ramach doświadczeń, postanowiłam najpierw porozmawiać z moim absztyfikantem, tym facecikiem, co to wszystkie rozumy zjadł, a następnie wydalił, a także, przy sposobności z kwiatkiem (podlewałam wyłącznie kwiatka, kolegę podkarmiałam, zastanawiając się, kiedy przestanie chodzić a zacznie się toczyć.). Pochodzili z tej samej rodziny. Chwyciło. Obaj dali się oswoić. Garbaty też ma chyba w sobie cos z samca. Aczkolwiek jego dowcipy są na inteligencję, więc idzie wątpić w płec męską... (mam nadzieję, że żaden facet się nie obrazi). serdeczności! :)) Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Kasi 18.10.01, 14:50 Ja z kolei mam 172 cm i wyobraz sobie, ze tez mam zawsze problem z butami. Jak wychodze to raczej probuje dostosowac swoj wzrost do otoczenia. Z reguly nie lubie patrzec z gory na kogos. A najgorzej jak ma byc ktos, kogo nie znam i wtedy pytam, ile ma wzrostu, bo nie wiem czy zalozyc buty na wysokim obcasie? I faceci czasem podchodza do tego ze zrozumieniem, a czasem nie, bo czuja sie potraktowani przedmiotowo: jak dodatek do szpilek! Zgroza! Wiec jednak 2 najstarsze i stosowane sposoby przez kobiety na oswojenie faceta tzn nakarmic go i gadac do niego komplementy, nie stracily na waznosci i beda na czasie do konca swiata :) A do tego sa ekonomiczne, bo dzialaja tez na kwiatki ;))) Wiesz, Panowie chyba jednak sie na nas obraza? Ja tez nie mam widokow na romans w pracy, ale rozrywki dostarcza mi taki jeden Pan, z ktorym uwielbiam sie droczyc. Docinami sobie ile wlezie, a wszystko w sposob bardzo eleganki i wytworny. Np wczoraj ja mu chcialam wrzucic viagre do kawy a on obdarzyl mnie epitetem "mloda zygota". Nie mam pojecia co to mialo znczyc, ale musze przyznac, ze ubawilam sie po pachy :) Pozdrowienia. Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Kasi 18.10.01, 14:59 Tak mi sie teraz przypomnialo o Chmielewskiej jeszcze. Jechalam kiedys w autobusie i czytalam "Wszystko czerwone". Tam byl taki dunski porucznik, ktory mowil biblijnym polskim. I tak glosno rechotalam i ludzie dookola dziwnie sie na mnie patrzyli, ale w momencie kiedy ow porucznik zapytal" Czy to jest twoja mac?" ( pamietasz ten fragment? ) ryknelam takim smiechem, ze pol autobusu na mnie spojrzalo. Dostalam takiego ataku smiechu, ze poplakalam sie ze smiechu i musialam wysiasc :) Teraz juz nie probuje czytac Chmielewskiej w srodkach komunikacji miejskiej. Ale kiedys jechalam i na przeciwko siedziala dziewczyna, ktora po bez przerwy przez cala droge rechotala sie pod nosem. Patrzylam na nia i bylam przekonana, ze czyta Chmielewska. Po prostu wiedzialam. I kiedy wysiadala udalo mi sie zerknac na okladke. I co? I Chmielewska oczywiscie. :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Do Agniechy IP: *.groupsci.pl 18.10.01, 15:26 Mloda zygota, musze zapamietac. Przyda się na pewno. Parę takich stwierdzeń już mam w głowie, a i powiedzonka życiowe na poprawę humorku też mi sie gdzieś plączą po pamięci. To znakomicie ułatwia zycie. Niestety, u mnie w pracy panowie, z jednym wyjątkiem, sa niesamowicie ociężali - także umysłowo...To typ mężczyzn, co to nawet pół książki w życiu nie przeczytał, a gdyby głupota była wprost proporcjonalna do wzrostu - całowaliby księżyc w d... . Na 21 osób - z trzema udało mi się znaleźć wspólny język. Jad nam czasem kapie z pysków strasznie i zachodzi obawa, że wypali podłogę w końcu. Te trzy osoby to jeden samiec i dwie samice. Reszta to mazia mentalna. Ale - jak zauważyłam, to jest tak bardzo "na topie", żeby wiedzieć, co dzieje się w domu Big Brother'a, znać notowania, ale niekoniecznie np. czytać i chcieć wiedzieć więcej. Ilość oddanego moczu w nocy, ilość wypalonych papierosów, czy wypitych drinków i koniecznie wielkośc biustów poruszających się po ulicach. To jest dopiero temat fascynujący. Na szczęście ma parę osób równie postrzelonych jak ja i nie chcę tego zmieniać. Obcasy noszę, na szczęście zarówno mój mąż jak i synowie nie byli chowani pod szafą. Na randki juzńie chodzę, więc nie przeżywam stresów związanych ze wzrostem wzdychulca. Zawsze kochałam obcasy, aczkolwiek pamiętam czasy, gdy zapłakiwałam się na śmierc prawie, bo strasznie się kochałam w koledze z klasy (w 2 klasie szkoły podstawowej) - a ono był taki malutki, ze chyba musiałabym zawsze klęczeć. Odkochałam się w końcu, ale pretensje do losu mialam za to ze mi dał wzrost. POtem mi odbiło i chodziłam na niskim obcasie (nawet do garsonek) - wyglądałam jak kaczka zamiatając kuprem. Wydawało mi się, że w ten sposób wtopię się w środowisko. I ze będę taka modna i sportowa... Az w końcu zobaczyłam sie w jakiejś szybie wystawowej... Ubawił mnie widok... Wróciłam do obcasów. Ty tyle w kwestii wzrostu i obcasów. Co do panów - no cóż, jeżeli maja poczucie humoru ( dla zainteresowanych w słowniku pod literą "H"), to nie obrażą się na pewno. W końcu nie możemy zakładać, ze wszyscy panowie to zakompleksione smutasy. Przecież wtedy to zycie zupełnie straciłoby sens! serdeczności :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Re: Do Agniechy IP: *.ipartners.pl 18.10.01, 16:07 Wzdychulec i młoda zygota! Niezłe, ubawiłem się. Dobrze, że się zamknąłem w pokoju, bo inaczej wszyscy by się na mnie popatrzyli jak na Ciebie Agniecha w autobusie. Pozdrawiam ciepło Janek Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Janka 18.10.01, 16:38 Jesli chodzi o smianie sie do monitora, to ja juz sie nawet z tym nie kryje. Panie, ktore sa ze mna w pokoju, na poczatku bardzo to bawilo, jak ni z tego ni z owego szczerzylam zabki do monitorka, ale juz sie przyzwyczaily :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Do Agniechy i Janka IP: *.groupsci.pl 19.10.01, 07:59 Witam w piatek, u nas deszczowy i beznadziejny. Mam nadzieję, że nie obudze się za chwilę i nie okaże sie że to dopiero poniedziałek.... Zasiadła przy kawce, odczytałam passus o szczerzeniu zebów do minitora, a także o rozrywce, jakiej dostarczyłysmy Jankowi. Spokojnie Janku, mamy w zanadrzu jeszcze pare innych. Pozdrawiam Was serdecznie i słonecznie (na przekór pogodzie). A tak w ogóle, Mili Państwo - do pisania proszę, do pisania. Agniecha ma dyspensę, bo poranna kawka, ale Ty Janku, ani makijaż, ani fryzura, kawkę mozesz podczas pisania popijać... :)))))) Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Kasi 19.10.01, 09:33 Czesc! U nas tzn gdzie? Moze w Warszawie? Niestety, teraz moja kolej na nastepny odcinek, wiec nawet kawka nie jest wytlumaczeniem. Ale spokojnie, wczoraj splynelo na mnie natchnienie. Jego wynik ponizej. Milego dnia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Re: Do Kasi IP: *.groupsci.pl 19.10.01, 09:51 U nas, to znaczy w Gdańsku, to tak jakbym napisała: w pępku swiata... Lecę czytać! Na razie! :)) Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Odcinek 9 19.10.01, 09:37 Pociagnela go na kanape. Kiedy pochylila się nad nim jej wlosy opadly na jego twarz. Lekko i zmyslowo go laskotaly. Rozpinala guziki jego koszuli bardzo powoli, jakby droczyla się z jego zniecierpliwieniem. Potem rozpiela spodnie i sciagnela je z niego. Zamknal oczy. Czul jej gorace, wilgotne wargi najpierw na swojej szyi, potem zaczely się zsuwac w dol. Obsypala jego klatke piersiowa i brzuch namietnymi pocalunkami. Te pocalunki go rozpalaly jeszcze bardziej i jeszcze mocniej. Jej gorace dlonie wedrowaly po jego udach, a w slad po nich posuwal się delikatnie jej miekki jezyk. Westchnal gleboko kiedy zaczela piescic jego meskosc. Piescila go, potem przerywala na chwile, potem znow go piescila az do momentu, kiedy nie czul już nic poza zwierzeca ochota, żeby się w nia wedrzec i osiagnac spelnienie. Ale on nie pozwolila mu się poruszyc. Usadowila się na nim i zaczela powolutku, zmyslowo krecic biodrami. Koncowkami palcow przesuwala po jego brzuchu. Patrzyla na niego wyzywajaco, przygryzla zebami dolna warge i zaczela szybciej krecic biodrami. Chciala kontrolowac sytuacje, chciala na niego patrzec i widziec w jego oczach, jak mocno jej pragnie. Tylko jej. Chciala widziec, jaka ma nad nim wladze, ze jest w stanie doprowadzic go do szalenstwa. Zeby o niej nie zapomnial. Żeby o niej marzyl. Zeby chcial wiecej. Janek czul, ze ogarnia go taki zar namietnosci, jak jeszcze nigdy w zyciu. Poruszala się coraz szybciej, a on coraz glebiej oddychal. Poruszali się w jednostajnym rytmie idealnie dopasowani, z kazda sekunda szybciej, mocniej, namietniej i dziko! Piotr Lorentz patrzyl ze zdziwieniem na Janka, który siedzial za biurkiem z rekami pod broda i wpatrywal się rozanielonym, marzycielskim wzrokiem w kanape. Sam nie widzial w niej nic fascynujacego. - Panie Janku, slyszy mnie Pan? – zapytal glosno po raz drugi. Janek popatrzyl na Piotra niewidzacym wzrokiem. -Nie. To znaczy tak. Oczywiście – zaczal się platac probujac wrocic do otaczajacej go rzeczywistosci ze swiata slodkich wspomnien wczorajszego wieczoru. - Dzis o 18 jest pogrzeb mojego ojca. Na cmentarzu Ewangelicko-Augsburskim na Mlynarskiej. Wiem, ze pozno Pana powiadamiam, ale mam nadzieje, ze Pan przyjdzie – Piotr patrzyl pytajaco. Nie wygladal najlepiej. Pod oczami miał cienie, jakby nie spal od kilku dni. -Tak, przyjde na pewno – zapewnil go Janek i Piotr wyszedl rzucajac przy tym ostatnie podejrzliwe spojrzenie na czarna, skorzana kanape stojaca niewinnie pod sciana. Janek staral się ze wszystkich sil nie patrzec na kanape. Nie mogl się skupic, a miał mnostwo roboty. Była już 15, a on niewiele zrobil. Od rana dzwonili klienci, bardziej zadni sensacji i plotek, niż stanem wlasnych finansow. Na biurku walaly się dokumenty i wykresy. Nie patrz na kanape, nie patrz na kanape – powtarzal sobie w myslach jak zaklecie patrzac bezradnie na monitor komputera. Mogl nakazac sobie nie patrzec na kanape, ale nie mogl zmusic się, żeby o niej nie myslec. Nic nie mogl poradzic na to, ze tak na niego dzialala. Przyciagala go jak magnez. Oddalby wiele, żeby jeszcze raz poczuc to pelne seksu napiecie miedzy nimi, jej zapach, jej cieple pocalunki na swoim ciele, dotyk jej dloni na... Az podskoczyl, kiedy zadzwonil telefon. Niechetnym ruchem podniosl sluchawke. - Slucham . - Dzien dobry. Tu Cieszkowski. Dzwonie, żeby sprawdzic czy Pan jeszcze zyje. - Tak, zyje – zapewnil go Janek – Widze, ze jest Pan dzis bardzo dowcipny Panie poruczniku. Czyzby wiedzial Pan już, kto jest morderca? - Z przykroscia i zalem musze stwierdzic, ze nie. Nic w tej calej zakichanej historii do siebie nie pasuje – rzekl ponuro Cieszkowski – Czy nie wydarzylo się ostatnio nic podejrzanego , co zwrociloby Pana uwage? - Nie, chyba nie – zaczal Janek, ale Cieszkowski mu przerwal: -A o czym Pan rozmawial z Gintrowiczem? W Patric’u? -Hyyy – Janek wydal z siebie nieartykulowany dźwięk zastanawiajac się szybko czy powiedziec prawde czy sklamac – A tak sobie, o caloksztalcie. -No ja mysle, ze nie o pogodzie – zdziwil się przyjemnym glosem porucznik, po czym dodal powaznie – Czy Pan naprawde nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji? Czy nie dociera do Pana, ze nikomu nie może Pan ufac? Ze probowano Pana zabic i morderca na pewno sprobuje dokonczyc dziela? Zycie Panu niemile czy co? Janek siedzial przez chwile bez slowa po czym zapytal ostroznie: -Czy mysli Pan, ze prawdopodobne jest, żeby zaplatana była w to mafia? Jakies nielegalne interesy, pozyczki, dlugi, które mafia chce sciagnac z powrotem? Po drugiej stronie sluchawki zapadla gleboka cisza. - Skad przyszlo to Panu do glowy? – padlo pytanie. -Po rozmowie z Gintrowiczem zaczalem się zastanawiac, jakie mogly być motywy – zaczal Janek ale Cieszkowski mu przerwal. - Czy Gintrowicz Panu to zasugerowal ? Z ta mafia? – dopytywal się goraczkowo – Niech Pan nie zapomina, ze ukrywanie informacji pomocnych dla sledztwa grozi surowymi konsekwencjami. Wiec? – zapytal. - Taaak – powiedzial Janek ociagajac się – Ale to ma sens. Gintrowicz mowil, ze Piotr Lorentz miał jakies wspolne interesy z mafia i ... - Niech się Pan tak nie goraczkuje – ostudzil jego zapal porucznik – Czy Pan mysli, ze tego nie sprawdzilismy? Nie jestesmy az tacy zacofani, jak się powszechnie uwaza. Mamy swoje sposoby. Sprawdzilismy to i jestesmy pewni, ze mafia jest wykluczona – Hmmm, Gintrowicz chcial zrzucic podejrzenia na Piotra Lorentza... ciekawe, ciekawe... – rzekl cicho Cieszkowski i rozlaczyl się. Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Odcinek 9 i pol 19.10.01, 09:39 Gintrowicz chcial zrzucic podejrzenia na Piotra Lorentza – powtorzyl w myslach Janek. Czy Gintrowicz mogl być morderca? Jaki mialby motyw? Ale jeżeli faktycznie nim był, to może rzeczywiscie chce teraz wkopac w te zabojstwa niewinnego Piotra? A może Piotr wie cos, co mogloby go zdemaskowac i dlatego chce za wszelka cene zrzucic na niego podejrzenia? A jeżeli mowi prawde i winny jest Piotr? Pytania klebily się i nie dawaly mu spokoju. Jego rozmyslania przerwal cichy trzask. W drzwiach stala Agnieszka. Wygladala oszalamiajaco pieknie. Nagle wszystkie czarne mysli ulecialy. Miala na sobie obcisla granatowa bluzke z duzym dekoldem, krociutka czarna spodniczke i buty na wysokim obcasie. Jej wlosy splywaly miekko na ramiona. Usmiechnela się leciutko i przeszla przez cala dlugosc pokoju kolyszac zmyslowo biodrami. Wslizgnela sie miedzy fotel, na którym siedzial i biurko. Usiadla na blacie i zalozyla noge na noge. Poczul zapach jej perfum. Poison Diora. Uwielbial ten zapach. Uwielbial ten zapach wlasnie na niej. Wystarczylo, ze tu była a on już czul, ze jego spodnie robia się ciasne. - Czesc przystojniaczku – wyszeptala. -Czesc – odpowiedzial, pochylil się i pocalowal ja w kolano. - Jak mija Ci dzien? – zapytala i usmiechnela się tak promiennie, ze zapomnial o calym swiecie. Chcial tylko tak siedziec i patrzec w jej radosne oczy. -Dobrze- odpowiedzial. - A o czym rozmawiales z Gintrowiczem? – zapytala i usmiechnela się jeszcze cudniej. - Probowal mnie przekonac, ze to Twój wuj jest winny, a motywem sa interesy z mafia. - Wiedzialam – wykrzyknela Agnieszka i usiadla mu na kolanach. W jej oczach pojawilo się wzburzenie. -Do tej pory tylko podejrzewalam, ale teraz jestem pewna. To Gintrowicz jest morderca! I probuje zrzucic podejrzenia na mojego biednego wujka! Mnie tez zabije. I Ciebie. Nie zawaha się. Ach... - wyszeptala i nagle się rozplakala. Janek wpadl w poploch, wyszarpal z kieszeni chusteczke i zaczal ocierac jej lzy. -Nie placz, no już nie placz – powtarzal bez sensu. Tak bardzo chcial ja pocieszyc, a nie wiedzial jak to zrobic. -Musimy dowiedziec się, co ukrywa Gintrowicz. Mam plan. Ale musisz mi pomoc. Bez Ciebie nie dam sobie rady – popatrzyla na niego blagalnie tymi swoimi slicznymi oczami i nie pozostalo mu nic innego jak zgodzic się. -Sluchaj, Gintrowicz nie wylacza komputera. Mój wuj zeszta tez – westchnela – twierdza, ze to cale logowanie do sieci ich denerwuje i zabiera za duzo czasu. Po prostu wieczorem zakradniesz się do pokoju Gintrowicza i poszperasz troche. Może znajdziesz cos ciekawego? Będziemy mieli pewnosc czy to Gintrowicz czy nie. Choc ja uwazam, ze tak! - Zwariowalas – Janek wpatrywal się w nia przerazony – mam się wlamac do komputera swojego szefa? Na litosc boska, jak ktos mnie zobaczy, to nawet na Antypodach pracy nie znajde! Pojde do wiezienia! -Szszsz...uspokoj się! Nikogo w firmie nie będzie. Wszyscy po pogrzebie pojda do Piotra. Urzadza mala stype. Ty się wykrecisz i przyjedziesz do firmy. A ja będę u Piotra w domu uwazala, żeby Grabowski nie wyszedl. Może go upije? Nie martw się, uda się. Zrobisz to dla mnie? Proszę– Agnieszka pochylila się i pocalowala go dlugo i namietnie. -Tak – odpowiedzial z zametem w glowie. - Dziekuje, tylko Tobie mogę zaufac – pogladzila go po policzku i zeskoczyla z jego kolan – Musze isc. Będziemy w kontakcie. Poslala mu reka calusa i wyszla. Janek wpatrywal się w zamkniete drzwi. Skoro Piotr również nie wylacza komputera może uda mu się wslizgnac tez do jego pokoju i sprawdzic, czy nie kryje on jakiejs tajemnicy. A co tam, jak już spasc, to przynajmniej z wysokiego konia. Spojrzal na zegarek. Była 17. Zerwal się i zaczal zakladac plaszcz. Chcial jeszcze wpasc do domu i przebrac się w czarny garnitur. Jeżeli ma zdazyc, musi leciec. Czekal go bardzo pracowity wieczor. CDN Pozdrawiam najcieplej na swiecie Janka - mojego drogiego wspolautora i szanownych czytelnikow. agniecha Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Sprostowanie do 9 odcinka. 19.10.01, 10:06 Napisalam: "A ja będę u Piotra w domu uwazala, żeby Grabowski nie wyszedl. " Ozywiscie Gintrowicz, a nie Grabowski! Grabowski, po tym jak wypadl z 36 pietra, ma szanse isc jedynie do nieba. Albo piekla ;) Bardzo przepraszam, ale trupy mi sie troche pomylily. Postaram sie uwazac w przyszlosci! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Re: Sprostowanie do 9 odcinka. IP: *.groupsci.pl 19.10.01, 10:25 Trupy w ogóle mają to do siebie. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Re: Sprostowanie do 9 odcinka. IP: *.ipartners.pl 19.10.01, 12:09 Agniecho. Właśnie główna bohaterka rozebrała głównego bohatera dwukrotnie..... Nie sądzę jednak, aby on miał cokolwiek przeciwko..... Myślę, że i tak był zachwycony całym zbliżeniem. Wolałem Ci to pokazać sam, bo zaraz wparuje tu Frene i powie nam, że jesteśmy nieprofesjonalni. Do Frene - autorzy czuwają nad porządkiem. Pozdrowienia serdeczne Janek Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Janka 19.10.01, 13:19 Drogi Janku! Musze ze wstydem przyznac, ze nie rozumiem Twojej uwagi o dwukrotnym rozbieraniu glownego bohatera :( W odcinku 8 napisales: "Zsunęła jego garnitur, rozluźniła krawat i zaczęła rozpinać koszulę." I potem juz nie bylo nic o jego garderobie ani nic, co by sugerowalo, ze juz zostal rozebrany. Spejalnie sprawdzilam. Zaczelam wiec od dokonczenia dziela i ostatecznym zdjeciu tej nieszczesnej koszuli. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Do Agniechy IP: *.ipartners.pl 19.10.01, 15:06 Mea culpa. Całkowite rozpięcie koszuli zostawiłem w domyśle, kiedy przenosiłem na chwilę akcję do policyjnego poloneza. Nie powiedziałem tego zbyt dobitnie. OK. Przez Frene zrobiłem się nadwrażliwy. Pozdrawiam Janek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Do Agniechy i do Janka IP: *.groupsci.pl 19.10.01, 15:11 Spokojnie, wlasnie docxzytalam do konca. najpierw mi sie literki zrobily duze, i myslalam ze zeza rozbieznego dostane, potem w ogole mi wszystko zniklo, i to wlasnie jak sie momenty zaczynaly... Chyba sobie wreszcie zdrukuje powiesc (jezeli pozwolicie) i przeczytam spokojnie. Nie beda mi wtedy wypieki bruzdzily, ani nikt mi nie bedzie zagladal przez ramie, ani nikt nie bedzie mi sie pytal, dlaczego się szczerzę do ekranu... Miłego weekendu :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Frene Do Agniechy , Kasi, Janka . IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 20.10.01, 15:37 Aha. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Rozdział 10 IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.10.01, 23:21 Wrócił do domu. Wziął szybko prysznic. Przebrał się w czarny garnitur i wziął małą latarkę. Msza za duszę zmarłego trwała 45 minut. Ceremonia pogrzebowa na cmentarzu uległa skróceniu, bo zaczął padać zimny jesienny deszcz. Zerwał się wiatr i wszyscy stali skuleni czekając aż ksiądz, a później Piotr Lorentz pożegnają zmarłego. W pewnej chwili poczuł, jak ktoś wkłada mu coś do kieszeni. Odwrócił wzrok. Tuż za nim stał Gintrowicz i lekko skinął głową. Po zakończeniu Piotr zaprosił wszystkich na stypę. Janek wymówił się infekcją, którą wytłumaczył swoje poranne rozkojarzenie, pożegnał się i poszedł do samochodu. Zapalił światło i sięgnął do kieszeni. Rozwinął kartkę i zobaczył dwa słowa: „Mam coś”. Zawahał się. Iść na stypę czy jechać do biura? Zdecydował się jechać do biura. Przecież porozmawiać z Gintrowiczem mógł jutro. Zbadać ich komputery mógł jedynie dziś. Kiedy odjeżdżał, zauważył znów tego samego poloneza i nagle otwieraną gazetę. „Amatorzy” - pomyślał Rozpadało się na dobre. Był podenerwowany i kilkukrotnie niemal najechał na poruszające się przed nim pojazdy. Serce biło mu w piersiach jak oszalałe, a w wyobraźni widział już jak szperając w komputerze Gintrowicza zostaje nakryty przez ochronę biurowca, a następnego dnia zwolniony dyscyplinarnie z pracy. Po co on się zgodził na to wszystko. - Bo myślisz nie tym co trzeba – mruknął do siebie. Do myślenia używa się głowy. Ale nie mógł zapomnieć wyrazu Jej oczu, kiedy prosiła, nie mógł zapomnieć tamtej nocy, Jej dłoni i ust na swym członku, kołysania Jej bioder czym doprowadzała go do szaleństwa. Nawet teraz na wspomnienie tamtej nocy, poczuł erekcję. Na kolejnych światłach wyjął panel radia. Włączył je. Właśnie leciał stary kawałek Pet Shop Boys „You Are Always On My Mind”. Wjechał do podziemnego garażu i zaparkował. Wjechał windą na parter, skinął portierowi na parterze, po czym wsiadł do kolejnej windy, która zawiozła go na górę. Udał się najpierw do swego pokoju. Zostawił płaszcz. Wziął dla zmylenia potencjalnych obserwatorów teczkę z papierami, które zwykle zanosił kierownictwu oraz czystą dyskietkę i udał się piętro wyżej Kiedy drzwi otworzyły się, rozejrzał się po korytarzu. Zatrzymał się przed szklanymi drzwiami. Wczytał swoją kartę magnetyczną i wstukał kod dostępu, który umożliwiał wstęp na to piętro. Wszędzie było ciemno, ani żywej duszy. Wszedł do gabinetu Gintrowicza. Nie zapalał światła. Usiadł na jego wysokim, skórzanym, obrotowym fotelu. Dokładnie przyjrzał się papierom na stole, aby nie zmienić porządku jaki zastał. Wyjął latarkę i przejrzał je pobieżnie. Gintrowicz kierował operacjami walutowymi, a więc na jego biurku leżały dane o stawkach depozytów i kredytów na międzybankowym rynku w Londynie i Frankfurcie, ostatnie stawki ovenight i T\N, raporty, wydruki danych makroekonomicznych państw strefy euro, wykresy relacji dolara do jena, euro do dolara itd. Nic konkretnego. Ostrożne przetrząśnięcie szuflad też nic nie dało. Stuknął w klawiaturę. Wygaszacz ekranu znikł i pojawiła się tapeta – zeskanowane zdjęcie uśmiechniętej rodziny Gintrowicza. „Zaraz zobaczymy czy jesteś taki święty” - pomyślał Zaczął metodycznie przeglądać zawartość folderów. Minęło 5, potem 10, 15 minut, a on nic nie znajdował. Same pliki pomocnicze do programów ilustrujących zachowania rynków walutowych. On miał podobny program, ale konwertował tam dane dotyczące akcji. Nagle - jakby z nastawionych na maksymalną moc głośników - usłyszał sygnał SMS z jego własnego telefonu komórkowego. O mało nie dostał zawału serca. Rozejrzał się gorączkowo, wokół panowała cisza, tylko rozjaśniona tarcza jego komórki informowała o nowej wiadomości. Otarł zimny pot z czoła i szepnął do siebie” „K......., jak tak dalej pójdzie, to skończę jako najmłodszy zawałowiec gdzieś na OIOM-ie” Odczytał wiadomość. „Synku, w niedzielę zaprosiłam panią Jadzię z córką. Mówiłam Ci o niej. Powinieneś poznać tę dziewczynę. Jest mądra, dobra, ma trzy fakultety. A ty powinieneś się ustatkować. Przyjdź na obiad. Całuję. Mama” - Dzięki mamo, ale nie skorzystam – odparł w myślach. Zastanowiło go przez chwilę dlaczego matki nigdy nic nie mówią o wyglądzie swoich „propozycji”. - Bo zwykle nie ma o czym mówić - odpowiedział sam sobie. Na wszelki wypadek wyłączył komórkę. Otworzył menu „Dokumenty” i jego oczom ukazał się napis „Empty”. Zdziwił się. Po co Gintrowicz wyczyszczał listę dokumentów? To było podejrzane. A może kogoś w biurze się bał? Wszedł do folderu „Moje dokumenty”. Wśród innych katalogów zastanowił go folder o nazwie „X”. Natychmiast tam wszedł i jego oczom ukazała się cała masa plików graficznych. Janek kliknął jeden z nich. Jego oczom ukazało się zdjęcie jakiejś pary uprawiającej seks. Drugie i trzecie zdjęcie było podobne w swej treści. „Widzę kolego, że lubisz nagie obrazki z internetu” – pomyślał. Teraz było oczywiste, że wstydził się tego i dlatego czyścił listę podręcznych dokumentów. Nagle jego wzrok zatrzymał się. Był tu jeszcze jeden folder, ale o nazwie xxx. „No to teraz będzie hard porno” - pomyślał Janek. Już miał użyć polecenia „wstecz” by wyjść z katalogu, kiedy coś go tknęło. Kliknął dwukrotnie i jego oczom ukazał się tylko jeden plik. Był to plik Excela o nazwie „rozrachunki”. Janek kliknął go dwukrotnie i jego oczom pojawiła się tabela z nazwiskami, kwotami, datami. Nazwiska niewiele mu mówiły, ale klientów Gintrowicz własnych nie miał. Jego zadaniem była alokacja nadwyżek finansowych na rynkach walut w chwilach bessy na rynkach akcji i surowców. A więc te obrazki to zasłona dymna...... Wsunął dyskietkę do stacji i skopiował plik. Jeszcze przez chwilę myszkował po komputerze. Oczyścił listę podręcznych dokumentów. Zabrał dyskietkę i teczkę, którą miał dla niepoznaki. Zgasił latarkę. Udał się do sąsiedniego pokoju. Przeszedł przez pusty i ciemny sekretariat i wszedł do gabinetu Lorentza. Biurko było zadbane, żadnego galimatiasu, wszystko ułożone. Niewielka liczba służbowych szpargałów, nic nadzwyczajnego. Prawie pusto jeśli nie liczyć monitora, telefonu. Włączył latarkę i zaczął przeglądać. Nagle usłyszał dzwonek windy. Błyskawicznie rozejrzał się wokół. Nie było gdzie uciec. Natychmiast schronił się pod biurkiem i zgasił latarkę. Duże biurko Lorentza miało to do siebie, że było całkowicie obite od zewnętrznej strony, a więc osoba siedząca pod biurkiem dla postronnych osób nie mogła być widziana. - Myślisz, że ktoś tu jeszcze jest? – usłyszał damski głos - Co ty, wszyscy dziś wcześniej wyszli. Przyszedł taki jeden bubek, ale siedzi w papierach piętro niżej, a zresztą on tu nigdy o tej porze nie zagląda. Co by tu zresztą robił? - „Bubek??? Ty kanalio, zaraz zaraz.... to był jeden z tych ochroniarzy z móżdżkiem jak u wróbla” – pomyślał Janek - Ale sprawdź, wiesz co by było, jakby ktoś nas tu zastał, tak we dwoje. - No dobrze, sprawdzę. Przez chwilę nic nie było słychać oprócz odgłosu kroków. - Mówiłem, że nikogo tu nie ma. - No wiesz, lepiej być pewnym. Włączyli światło, a Janek jeszcze ściślej przywarł do wewnętrznych ścian biurka. - Chodź zrobimy to na biurku ich szefa! - Masz zabezpieczenie? - Mam. - Co to jest? Przecież te prezerwatywy wyprodukowano gdzieś w Indiach! - No pewno, przecież tam wymyślono Kamasutrę! Oni podobno znają się na rzeczy. - Ty, czy Ty przypadkiem nie za dużo o tym wiesz? - Ktoś musi. Sporo na ten temat czytałem. - Ty, ty przecież nawet gazet nie czytasz. No może z wyjątkiem wyniku meczu Amica Wronki - Groclin. Ale rozmowa się urwała i usłyszał ciche pomrukiwania i coś co mogło być pocałunkami. Szelest zrzucanej odzieży. Oparł głowę o sufit czyli dolną część blatu i w tej ch Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Re: Rozdział 10 21.10.01, 23:26 Ale rozmowa się urwała i usłyszał ciche pomrukiwania i coś co mogło być pocałunkami. Szelest zrzucanej odzieży. Oparł głowę o sufit czyli dolną część blatu i w tej chwili coś ciężkiego opadło na stół. Poczuł potworne uderzenie w głowę. Po chwili biurko zaczęło się kołysać, z początku słabo, później coraz mocniej. „Ile ona waży?” Zmełł w ustach przekleństwo. W końcu biurko zaczęło piszczeć w spojeniach. „Ach, mocniej. No mocniej!!!! „Jeszcze, no jeszcze! O tak, rób to, dalej! „Już dochodzę. Oooooooch. Aaaaaaaa.... I tak bez końca. Mijały minuty, odgłosy nie słabły, a Janek słysząc to patrzył tylko czy biurko wytrzyma. „Jak tak dalej pójdzie to wejdę niechcący w trójkąt” – pomyślał. Od niewygodnej pozycji zaczynały go boleć i nogi i plecy. Pozycje tych na górze musiały się zmieniać i być wygodniejsze, skoro wibracje w jakie wpadało biurko były co jakiś czas trochę inne. Spojrzał na zegarek. Mijało 35 minut. „ Co u licha? Sex maszyna?” Jakby w odpowiedzi usłyszał coś co wydawały męskie struny głosowe, ale nie przypominało to żadnego znanego dźwięku. „Orgazm?” – pomyślał z nadzieją „Byłeś wspaniały” – usłyszał kobietę. Po chwili usłyszał szelest odzieży, świst rozporka i oddalające się kroki. Zgaszono światło. Kiedy był pewny, że nikogo już nie ma wytknął głowę i wygramolił się klnąc w myśli na czym świat stoi. Opadł na krzesło Lorentza i odetchnął. Wyprostował nogi. Zaczął przeglądać foldery. Nic, znowu nic, znów nic. Gorączkowo przeglądał zawartość komputera. Nie miał ochoty być tu znów, kiedy jakiś ochroniarz zechce się tu kochać. Swoją drogą to skandal! Zaraz, zaraz, wybałuszył oczy. Był tu plik o tej samej nazwie co u Gintrowicza! Otworzył go. Zawartość pliku była identyczna. Włożył dyskietkę, zmienił nazwę uprzednio skopiowanego pliku. Następnie przekopiował plik Lorentza. Mogły przecież czymś się różnić. Zamknął drzwi go gabinetu, opuścił piętro i wrócił do swego pokoju. Wszedł i zapalił światło. Usiadł i zaczął się zastanawiać. Grają razem czy jeden z nich gra na własną rękę i szpieguje drugiego? I dlaczego Agnieszka tak obstaje za Piotrem? Czy tylko więzi rodzinne? Czy Agnieszka miała coś z tym wspólnego? Przecież jej kolega został zamordowany przez złodziei samochodów. Poza tym namawiała go do sprawdzenia komputera Gintrowicza nie mówiąc nic, że Jej wuj już to zrobił. Nic się nie kleiło, jak w marnej powieści sensacyjnej. Włączył komputer, trwało chwilę zanim załadował się system operacyjny. Trzeba było się asekurować przed wszystkimi. Zaczął pisać w Word-zie. Pisał kilkanaście minut. Następnie otworzył przeglądarkę internetową i uruchomił pocztę elektroniczną. Wpisał adres jednego ze starych przyjaciół. Adresatowi mógł zaufać, był prawnikiem o specjalności prawo pracy, jego kolegą, jeszcze z podstawówki. Czasem, choć rzadko spotykali się. Włożył dyskietkę do stacji i przesłał mu oba skradzione pliki oraz trzeci plik wraz z napisaną wcześniej treścią. Całość opatrzył opisem: „Nie otwieraj, dopóki sam nie będziesz wiedział, że powinieneś to zrobić”. Mógł być pewny, że kolega nie otworzy plików. A teraz nikomu z biura nie mógł ufać. Po wysłaniu wiadomości, wysłał oba pliki na swoje konto pocztowe na jednym z darmowych serwerów. O nim wiedział tylko on i mógł mieć do niego dostęp, gdziekolwiek by był. Następnie zatarł ślady wysyłki. Usunął obie kopie obu wiadomości najpierw z folderu „wysłane”, a później z kosza. Wyrzucił plik Worda i opróżnił kosz. Oczyścił menu „Dokumenty” i wyjął dyskietkę. Schował ją do kieszeni. Zastanowił się. Wpisał w przeglądarce adres czołowego polskiego dziennika i wszedł do archiwum. Źle!!! Uruchomił drugą przeglądarkę, która nie zapamiętywała wpisywanych haseł i dopiero teraz wszedł do archiwum. Wpisał hasło „Piotr Lorentz”. Wyskoczyło kilka artykułów. Przejrzał je, wszystkie dotyczyły firmy i nic nowego mu to nie powiedziało. Wpisał inne hasło: „Agnieszka Lorentz” Wyskoczyły jeden artykuł. Kliknął na tytuł. Jego oczy pomimo zmęczenia otworzyły się szeroko. „Internet jest wielki” – szepnął W artykule w dodatku stołecznym opisano szczegóły śmierci Jej chłopaka. Co więcej zawarto tam zdawkową informację o okolicznościach śmierci Jej matki podczas podróży do południowej Francji. W tym samym czasie w pewnym pokoju dwóch mężczyzn i kobieta wymieniali się spostrzeżeniami. - A jeśli zacznie się czegoś domyślać? - Znajdzie to, co chcemy znaleźć. Przecież o to nam chodzi. Domysły i podejrzenia zostawi na boku. Poza tym mam nad nim władzę. - Ty? - Jeśli zechcę każdego owinę sobie wokół palca. Aha, jeszcze jedno. Nie chciałabym, aby włos mu spadł z głowy. To wyjątkowy facet. - Zakochałaś się w nim. - Nie, ale lubię z nim być i jeśli dowie się za dużo w tych warunkach, to... - Pójdzie do piachu. - Nie może tak się stać – powiedziała cicho - Znasz realia. Może być trudno – odparł trzeci rozmówca CDN...... Pozdrawiam czytelniczki i współautorkę Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek To był rzecz jasna rozdział 10 i pół 21.10.01, 23:28 Mam nadzieję, że się podobało. Janek Odpowiedz Link Zgłoś
w_kulik Re: To był rzecz jasna rozdział 10 i pół 21.10.01, 23:41 Owszem, podobalo sie. Mam tylko spostrzezenie: Uzyl swojej karty magnetycznej do otwarcia drzwi na innym pietrze. Czy to nie jest gdzies rejestrowane? no i wyslal plik z komputera. Czy to tez nie jest gdzies rejestrowane? Kot, co komu i skad? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Re: To był rzecz jasna rozdział 10 i pół IP: *.groupsci.pl 22.10.01, 09:52 w_kulik napisał(a): > Owszem, podobalo sie. Mam tylko spostrzezenie: > Uzyl swojej karty magnetycznej do otwarcia drzwi na innym pietrze. Czy to nie > jest gdzies rejestrowane? > no i wyslal plik z komputera. Czy to tez nie jest gdzies rejestrowane? Kot, co > komu i skad? I ja sie pod tym podpisuje. Poza tym, jak maja krty magnetyczne, to nie maja kamer? Janku, czy Ty aby dokladnie sie rozgladasz idąc korytarzem??? POza tym, kupuje sobie walerianę. Jeste kobieta słaba i nie wolno mi się denerwować. A jak się okaże, że ZNOWU brunetka jest parszywym charakterem, to PODAM WAS DO SĄDU! A poważnie, to cz ja MOGĘ SOBIE ZDRUKOWAĆ WASZĄ POWIEŚĆ?! pozdrowienia :)))) Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Kasi 22.10.01, 10:09 Czesc Kasienko! Oczywiscie, ze mozesz sobie zdrukowac powiesc! Ja zrobilam to juz po 3 odcinku, a i tak czasem gubie sie w intrydze... i trupach ;) Brunetka parszywym charakterem? A dlaczego nie? Mam juz dosyc tych przewidywalnych, slodziutkich, cukierkowatych bohaterek, ktore sa swietsze od papieza. Ja zawsze wolalam "czarne charaktery", maja bardziej zlozone i ciekawe osobowosci, nie uwazasz? pozdrawiam w ten deszczowy, jesienny poranek :) agniecha Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Re: Do Kasi IP: *.groupsci.pl 22.10.01, 10:38 A u nas (tzn. w pępku swiata) słoneczko. Zza chmurek wprawdzie i nieco zamglone, ale jednak świeci. Skąd piszecie??? W Gdańsku jakoś pogoda ostanio dopisuje i nie moge jakoś się przyczepić. Nawet pierzaste kupry jeszcze chyba nie wszystkie odleciały, bo czasem taki raban w krzakach, jakby to wiosna była, a nie jesień. Powiadasz, że masz dosyć słodziutkich bohaterek... Hm. Moze i masz rację, ale słodziutkie to przeważnie są blondynki. Brunetkom przypisuje się z góry rolę czarnego, a przynajmniej ciemneego charakteru. Nawet ja dałam sie omamić i z brunetki - zrobiłam się na blond. Wyglądałam jak .... Moi synowie co rano witali mnie słowami "nasza droga blondie", protekcjonalnie o mnie mówili :spokojnie, matka jest blondynką", kot na mnie prychał, mąż tłumaczył mi proste rzeczy po dwa razy... No i wróciłam do dawnej siebie. I okazało się, ze nie trzeba mi niczego dwa razy tłumaczyć... Dobra - nie zaskarżę Was, bo Was lubię. Pozdrowienia znad drugiej kawy. ostatnio pije kawę z fusami. I bardzo mi smakuje. Z mleczkiem, cedzona w pracy przez filter do ekspresu... Robota głupeigo, ale za to efekt smakowy - mniam. Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Kasi 22.10.01, 10:57 No Kochana! Ulec powszechnej oglupiajacej tendencji farbowania sie na blond, wstyd! Ja wolalabym naprawde umrzec, niz byc blondi! Brunetki gora!!! U nas tzn w Warszawie niestety deszczyk od rana i mgla, fuj :( Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Wyjaśnienia 22.10.01, 10:19 "Czy to nie jest gdzies rejestrowane?" Całkiem możliwe, tylko kto to będzie sprawdzać? Nikt przecież chyba nie przegląda bez uzasadnionych podejrzeń wykazu wejść /wyjść. Poza tym ochrona ma zawsze (?) ma mozliwość wstępu i zapasowe klucze i kody, aby móc wejść na dane piętro. Ze względów bezpieczeństwa i przeciwpożarowych. Jeden ochroniarz nawet skorzystał.... Wysłał z własnego komputera. Nie napisano z jakich łączy korzystał: providera firmowego, który być może to rejestruje, czy z łączy TP S.A, których nie kontroluje nikt. Kamery nie muszą być wszędzie. Wystarczy, że rejestrują wszystkie wejścia i hol. Nie muszą lustrować każdego piętra. Pozdrowienia Janek P.S. Choć przyznaję, specjalistą od zabezpieczeń budynków nie jestem, więc nie uważam się za alfę i omegę. I mylić się mogę.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Re: Wyjaśnienia IP: *.groupsci.pl 22.10.01, 10:42 A nie myślisz, że potem moze się okazać, że ktos sie z zyciem pożegna, a padnie na Janka. Bo ja jakos nie wierzę w skuteczność policji... Przepraszam za upierdliwość, ale rozumiem, że po takich przeżyciach Janek nie bardzo korzysta ze swojego instynktu samozachowawczego... Jednak kupię sobie walerianę. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Re: Wyjaśnienia 22.10.01, 15:44 Nasz bohater jest tylko mężczyzną. Mężczyźni mają słabości..... Pozdrowienia Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. DO KASI !!! 24.10.01, 09:55 Kasiu! Odezwij sie! Tak dlugo nic nie piszesz, ze zaczelam sie zastanawiac, czy sie nie obrazilas na mnie za uwage o blondi! Napisz cos, bo wyrzuty sumienia mnie zezra do reszty! Pozdrawiam Cie serdecznie! agniecha Odpowiedz Link Zgłoś
kasia_57 Re: DO KASI !!! 24.10.01, 10:31 agniecha. napisał(a): > Kasiu! Odezwij sie! > Tak dlugo nic nie piszesz, ze > zaczelam sie zastanawiac, czy sie nie > obrazilas na mnie za uwage o blondi! > Napisz cos, bo wyrzuty sumienia mnie zezra > do reszty! > Pozdrawiam Cie serdecznie! > agniecha Do pioruna jasnego - to nie ja sie nie odzywałam, to to cholerne ustrojstwo mnie odcinało od świata! Co przycisnęła guzik "wyślij" ten odrzut z eksportu wypisywał mi na ekranie "wykonana nieprawidłowa operacja, anstąpi zamknięcie systemu" A o moim systemie nerwowym ani słowa tam nie było. Ja nawet nie zdawałam sobie sprawy JAK bogate mam słownictwo (mówię tutaj o kuchennym słownictwie). A najgorsze jest to, ze mogłam sobie mamleć słowa i słówka wyłącznie pod nosem - bo to w pracy i nie wypada. No i JAK ja Ci mogłam odpisac, JAK ja sięm ogłam w ogóle odezwać! To jednakże miało tez is woje pozytywne strony - mój niewątpliwe uwielbiany (tfu, ze też mi łgarstwo zębów nie wybiło!) szef nie mógł się do mnie "doemaliować".... JAk mi przykro... Jaka blondi? Coś Ty!? Nie mam zamiaru się obrażać, bo ja już kiedyś stwierdziła, że mieszkają z facetami pod jednym dachem (mam ich 3 - mąż i dwóch synów) - to naprawdę można nabyć rozumu blondi! Po prostu człowiek się upodabnia do otoczenia (O rany jedyne, ja mam najdzieję, ze Janek tego jednak nie będzie czytał!!!!!) A poza tym, Ty mi sie tutaj nie wymiguj zjedzeniem do reszty, tylko - do PISANIA, miła PAni, do pisania!!!!! Serdeczności! I jak zwykle - uśmiechniętego dnia!!!!! kasia ps. jakby było mało, garbaty wczoraj puścił zasłonę dymną. Mianowicie nagle, ni z gruszki niz pietruszki, zaczął dymić w środku. Smród palonych kabli i w sumie - komora gazowa. Niby nie nowość. Bo ja juz w garbim przeszłam wszystkie stadia szkolenia komandoskiego, ale jechałam z gaśnicą przygotowaną (koleżanka trze=ymała skierowaną w źródło dymu (czyli w nieznane, bo dymiło gdzieś z dołu...) tak żeby w razie czego psiknąć. Tylko - mały szkopuł - żadna z ans nie wiem JAK się gaśnicę obsługuje... Garbaty przestał dymić, spalił mu się przerywacz od kierunkowskazów i dojechałam do domu. Mąż wyperswadował garbiemu takie numery i dzisiaj zgarbiony - jak sikorka nówka... Stracił klakson... Wiem, nikt nie jest doskonały. Ale ja już wiem dlaczego Hitler popełnił samobójstwo (podobno) - ze wstydu...za garbusy.... :)))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agniecha Re: DO KASI !!! IP: *.man.polbox.pl 24.10.01, 10:59 Ufff, kamien z serca :) Mnie dzis tez szlag trafia, bo to forum wlecze sie jak slimak, a poza tym co sie zaloguje, to mnie wywala. Ten portal chyba mnie nie lubi :( Dzieki za motywacje do pisania, jednak taki kopniak na rozped jest czasem potrzebny; dzis wieczorem splodze nastepny odcinek, wiec jutro okolo 10 wez sobie duzy kubek z kawka, duzy segregator i zasiadz do czytania. Segregator bedzie Ci potrzebny do zakrywania rumiencow, bo przewiduje goraca scene milosna i kolejne 2 trupy. Sluchaj, a jak ten Garbus Ci sie kiedys zbuntuje na srodku ulicy i staniesz sie powodem korkow w Twoim pieknym miescie vel pepku swiata, to co zrobisz? Chyba, ze juz Ci sie to przytrafilo i masz przecwiczony plan dzialania w takich sytuacjach? Odpowiedz Link Zgłoś
kasia_57 Re: DO KASI !!! 24.10.01, 11:40 po kolei: szalg - w końcu nas obie trafi. seks i 2 trupy + segregator. Podoba mi się ten zestaw. kolejność też. Czekam. Z kawą. Ostatnie - jasne, ze już ćwiczyłam - środek Gdańska - popołudnie i wszyscy spieszą się do domów po pracy, poza tym sezon, więc tłok na ulicach. Sceny tzw. dantejskie. A my ( tzn Gabraty i ja) spokojnie, na środku skrzyżowania. Zepchnęłam go z torów tramwajowych, bo moi synowie sobie go zamówili,jakby mnie szlag trafił kiedyś. Więc musi byc w całości, żeby mieli o co się procesować - po moim trupie. Tfu, po mojej smierci. Ostatnio - jakis biedny niebieski policjancik mnie zatrzymał, że mi się światło z tyłu nie pali. A co ja jestem kameleon, zeby sobie zadek oglądać podczas jazdy? To oczywiście garbi-złośliwiec. Wysiadłam, stuknęła w światełko, zapaliło się. Policjant, jak policjant - zdziwił się. Może jeszcze stoi na tym skrzyżowaniu, gdzie mnie zatrzymał.... :))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agniecha Re: DO KASI !!! IP: *.man.polbox.pl 24.10.01, 11:02 Ufff, kamien z serca :) Mnie dzis tez szlag trafia, bo to forum wlecze sie jak slimak, a poza tym co sie zaloguje, to mnie wywala. Ten portal chyba mnie dzis nie lubi :( Dzieki za motywacje do pisania, jednak taki kopniak na rozped jest czasem potrzebny; dzis wieczorem splodze nastepny odcinek, wiec jutro okolo 10 wez sobie duzy kubek z kawka, duzy segregator i zasiadz do czytania. Segregator bedzie Ci potrzebny do zakrywania rumiencow, bo przewiduje goraca scene milosna i kolejne 2 trupy. Sluchaj, a jak ten Garbus Ci sie kiedys zbuntuje na srodku ulicy i staniesz sie powodem korkow w Twoim pieknym miescie vel pepku swiata, to co zrobisz? Chyba, ze juz Ci sie to przytrafilo i masz przecwiczony plan dzialania w takich sytuacjach? Aha, Janek czyta ten watek od posta do posta, ale nie martw sie, on nie jest taki obrazalski :) Czy u Ciebie tez jest dzisiaj tak przerazliwie zimno??? Odpowiedz Link Zgłoś
kasia_57 Re: DO KASI !!! 24.10.01, 11:51 Do pioruna jasnego, ciekawa jestem ILE razy ja się będę usiłowała dostać do posta, zeby go otworzyć. Ćwiczę spokój, ale w środku mam jakąś HIroszimę, "cy cóś". Janek, niech opuści fragment o mieszkaniu z facetami pod jednym dachem. Nie musi czytac wszystkiego. Zimno w pępku świata jak jasny gwint (no to ja teraz jestem ciekawa JAK zimny może być jasny gwint, i czy ciemny jest cieplejszy - przepraszam, ale stan mojego umysłu dzisiaj, przy tych kłopotach z komputerem i w moim otoczeniu, każe mi gorąco dziękowac policji, że nie wydała mi pozwolenia na broń...) Ale za to świeci słońce. To niby ma osłodzić wiatr i zimno... Czyba czas się ogacić wreszcie. :)))) Odpowiedz Link Zgłoś
piotr_c Re: Do Kasi i Agniechy 24.10.01, 12:50 Historie z tym garbusem sa takie urocze. Kasiu może użyczysz go jako rekwizytu do powiesci: Np stawiającego zasłone dymna w jakimś dramatycznym momencie. Agniecha, czytalność napewno wzrosnie jeśli wpleciesz do akcji ludzi z forum (nawet z nickami :> ) Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Piotra_c 24.10.01, 13:01 Czesc Piotrze! Juz wplatalam kogos z forum do pierwszej powiesci, do roli najgorszego bandyty i wroga bohaterow, a na koncu usmiercilam go metoda: kulka w leb. Od tamtej pory sie do mnie nie odezwal, wiec teraz jestem troche ostrozniejsza. Ale zobacze co da sie zrobic, bo pomysl jest niezly. I podszepne to Jankowi, ciekawe co on na to? Na razie Piotrek opisz jak wygladasz, na wszelki wypadek. Garbus jako rekwizyt jest niezly, tez wykorzystam. Jeszcze nie wiem jak, ale wykorzystam :) Kaska - Twoj Garbaty bedzie slawny, cieszysz sie? Pozdrawiam Cie Piotrze serdecznie. agniecha Odpowiedz Link Zgłoś
kasia_57 Re: Do Piotra_c 24.10.01, 13:43 Jasne, że się cieszę. Dla dokładności podaję rysopis garbatego: granatowy korpus, czerwony dach, żółte błotniki. Szyber-dach jest żółty i na silikon. I to mnie łączy z Pamelą Anderson. Tyle, że ona ma biust na silikon, ja szyber-dach. Poza tym, szyba od strony pasażera przestała sie otwierać jakieś 5 lat temu. Acha no i trzeba strzelić drzwiami porządnie, bo inaczej można wylecieć (z drzwiami) na zakręcie. Więcej intymnych szczegółów nie podaję. Odpowiedz Link Zgłoś
kasia_57 Do Piotra 24.10.01, 13:36 Ja wiem, że sie je fajnie czyta. Nawet się je fajnie opowada. Ale wyobraź sobie samicę na wysokich obcasach, w eleganckiej spódnicy, i białej bluzce z jakimis riuszkami i koroneczkami (takie paskudztwa teraz sa modne) - grzebiącą garbiemu w ... odwłoku (przepraszam, ale wiadomo, ze garbusy maja silniki z tyłu, więc to dla mnie jest odwłok). Albo - deszcz jak z cebra, samica z fryzurą na głowie (odpowiednia ilość lakieru do włosów, modnie wystrzyżone i ułożone choc na chwile "pazurki" zamiast grzywki, makijaż elegancki i takie tam inne) a tu grabaty mówi w najgorszej nawałnicy "sorry kochanińka, dalej to ty sobie możesz pedałować na piechotkę, ja rzucam palenie"... Ale tak w tajemnicy Ci się przyznam, że nie ma wspanialszego uczucia, jak np. pchać się z południa Polski (garbim oczywiście) z jakichs wczasów, czy innej włóczęgi - spiesząc na zlot garbów do Sztumu, czy dawniej do Dobrego MIasta. I nagle w okolicach Warszawy, wpada się w konwój składający sie z samych garbów. Odpowiedz Link Zgłoś
piotr_c Re: Do Kasi 24.10.01, 14:16 To sa koszta bycia oryginalnym :). Gdybyś miała RR to bys się tak nie wyróżniała i do odwłoka bys siegała tylko po elegancka walizkę osłaniana parasolem przez kierowcę w liberii Odpowiedz Link Zgłoś
kasia_57 Do Piotra 24.10.01, 14:42 Ja Ci się przyznam, ze jeździłam w zyciu również i RR. Owszem, ładnie wygląda, jak najpierw wystawia sie nogi w eleganckich szpilkach, potem wysiada reszta samicy. Ale żadnego dreszczyku emocji. Żadnego urozmaicenia. Żadnej radości ze zmienionej osobiście świecy. Nuda totalna i etykieta dworu hiszpańskiego. A tymczasem, mój starszy syn powiedział mi kiedyś, że nigdy jeszcze tyle "lasek" nie "zarwał", co na tego kolorowego cudaka. Mnie też czasem się trafiają chętni do pomocy (hi, hi). :))))) Odpowiedz Link Zgłoś
piotr_c Re: Do Piotra 24.10.01, 14:58 Coś w tym jest. A patrząć od drugiej strony to kierowcy cudaków są jakby bardziej zyczliwi na drodze. Wiem co mówię, pojeżdziłem troszke autostopem po Polsce :).Jechałem szambiarką, małym fiatem do którego mój plecak juz nie bardzo chciał sie zmiescic, jeepem leśnika który zawióżł mnie w bok od drogi aby pokazać restaurowany krzyżacki zameczek itd. Na żuczka , tym bardzej tak efektownego , nie trafiłem. Na wodzie (żegluję) jest podobnie. Odpowiedz Link Zgłoś
kasia_57 Re: Do Piotra 24.10.01, 15:17 Bo w ogóle - to co niesztampowe - chyba wyzwala w ludziach odruchy sympatii. My zjeździlismy garbim Polskę - wprawdzie tylko z pólnocy na południe i na południu kraju co-nieco (np. 4 tys. km w ciągu tygodnia), tzw. bocznymi drogami. i wszędzie, gdzie zajechaliśmy, spotykalismy się z jakimis ludzkimi odruchami. Liczyliśmy swego czasu bociany - była taka ogólnoeuropejska akcja. Właśnie garbim jeździliśmy po wioskach w okolicach Pruszcza Gdańskiego. Garbi wzbudzał sympatię i zaufanie. Żeglujesz... Masz fajnie, bo ja raz byłam na wyprawie z Górek Zachodnich do Helu. Całe lata temu... Byłam wtedy pierwszy raz jachcikiem gdziekolwiek i pierwszy raz na jachcie w ogóle (ja się wychowałam na statku i musze mieć porządny pokład pod nogami). Podróż była przednia (trafilismy na burzę i o tym naszym rejsie można by pisac i pisać). Znajomi mieli swoich jachtowych znajomych w Helu, dzieciaki, w podobnym wieku do mojego syna (niecałe 4 lata wtedy), do 3 nad ranem ganiały po plazy i darły sie "Halt!" i takie tam - zdobywali Berlin. Ognisko się paliło, jakiegoś niemowlaka rodzice (tez jachtowi) przemywali w morzu... Inna jakośc zycia, jakaś bezinteresowna zyczliwość i normalność, za którą tak bardzo się tęskni. Autustopem nigdy nie jeździłam, bo byłam jedynaczką... Ale za to namiętnie chadzałam na wagary - a że prze jakiś czas mieszkałam w Gorcach, to te wagary czasem zaczynały mi się w Rabce, a kończyły na Obidowej... Lasem, ale wtedy jeszcze można było łazic bez strachu. A tak w ogóle, to właśnie niedawno mi z grabiego ukradziono radio. To tak w związku z tą życzliwością. Bezinteresowną. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Do Pań 24.10.01, 15:08 Przecież się nie obrażam Kasiu Wystarczy, że człowiek zagłebi się w pracę, a tu już takie kalumnie ciskają w mężczyzn. A potem, kiedy już powiedzą wszystko, mówią, nie czytaj Janku. Ja wiem, że mężczyźni często nie słuchają kobiet (zwłaszcza żonaci), ale ja jestem stanu wolnego! Co do auta, ja miałem kiedyś taką limuzynę, ze w mrozy siarczyste musiałem jeździć z otwartymi wszystkimi sdzybami, bo inaczej bym się zatruł oparami spod maski (tak, tak) To nie była reklama telefonii. Kasiu! Uwaga z segregatorami, nie wiadomo czy nikt obok nie stoi.... Pozdrowienia Janek Odpowiedz Link Zgłoś
kasia_57 Do Janka 24.10.01, 15:33 ja_nek napisał(a): > Przecież się nie obrażam Kasiu No właśnie. Gdybys był obrażalskim ponurakiem, to chyba nie zabrałbyś się z Agniechą do pisania powieści!!!! > Wystarczy, że człowiek zagłebi się w pracę, a tu już takie kalumnie ciskają w > mężczyzn. Kalumnie, tam od razu kalumnie. To życie Janku, to życie, albo raczej - to babski punkt widzenia. > A potem, kiedy już powiedzą wszystko, mówią, nie czytaj Janku. No, bo ja obgadywałam mężczyzn... Jak ostatnia plotkara. Co najgorsze, ja nie czuje wyrzutów sumienia... Wyrzuty sumienia... co to takiego... > Ja wiem, że mężczyźni często nie słuchają kobiet (zwłaszcza żonaci), ale ja > jestem stanu wolnego! Żadni mężczyźni nie słuchają kobiet. NAwet ci stanu wolnego. > Co do auta, ja miałem kiedyś taką limuzynę, ze w mrozy siarczyste musiałem > jeździć z otwartymi wszystkimi sdzybami, bo inaczej bym się zatruł oparami spod > > maski (tak, tak) > To nie była reklama telefonii. Garbi miał taki czas, że chciałam już sobie kupić maskę p.gaz. Ale mi synowie zagrozili, że złożą wniosek do sądu o odebranie mi praw rodzicielskich, i o umieszczenie ich w rodzinie zastępczej... Teraz za to nagrzewnice nie działają i w zimie mam lodownię. Ale, jak mawiała Madame Zajączek, zimno konserwuje... To podobno opóźnia procesy starzenia się. Ogacam się więc do jazdy moim faworytem i wyglądam jak ruskie babuszki. Jak mawia mój mąż, gwałciciel esteta podałby mnie do sądu i wygrałby - za straty moralne... > Kasiu! Uwaga z segregatorami, nie wiadomo czy nikt obok nie stoi.... Nie, nie stoi, mam doskonałe miejsce - z tzw. wlgądem na teren. Okopałam się. > > Pozdrowienia > Janek Pozdrowienia!!!! Kasia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Do Kasi i Agniechy IP: *.ipartners.pl 24.10.01, 16:16 Na Agniechę gniewać się? Nigdy, pod karą administracyjną!!! Czy można gniewać się na kobietę? Poruszy takowa rzęsami, spojrzy tak ładnie, a już człowiekowi serce mięknie niczym wosk. I bądź tu twardy i stanowczy... No tak, z babskim punktem widzenia lepiej nie dyskutować, on po prostu jest. "No, bo ja obgadywałam mężczyzn... Jak ostatnia plotkara. Co najgorsze, ja nie czuje wyrzutów sumienia... Wyrzuty sumienia... co to takiego..." Tak, plotkarstwo to grzech!!! A teraz do konfesjonału! "Żadni mężczyźni nie słuchają kobiet. NAwet ci stanu wolnego" Eeeee, uśmiechnij się do takiego, cmoknij w policzek, a już Twój. "Garbi miał taki czas, że chciałam już sobie kupić maskę p.gaz. Ale mi synowie zagrozili, że złożą wniosek do sądu o odebranie mi praw rodzicielskich, i o umieszczenie ich w rodzinie zastępczej..." No pewno! Mieli rację, kto w masce pgaz Garbim jeździ! Też coś. Pozdrawiam czytelniczki Janek P.S. Nie mogę doczekać się następnego rozdziału, ale to co powiedziała Agniecha już sprawia, że skaczą mi hormony... taka adrenalina przykładowo (hihihihi) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agniecha Re:Do Janka,Kasi, Piotra i kto tam jeszcze tu jest IP: *.man.polbox.pl 24.10.01, 16:22 Bedziecie mieli jutro ten nastepny odcinek, bo zyc mi nie dacie. Postaram sie Was nie zawiesc, a musze powiedziec, ze wymagajacy jestescie, coraz bardziej musze swoje biedne zwoje mozgowe wysilac... Kisses for all. agniecha Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Re:Do Janka,Kasi, Piotra i kto tam jeszcze tu jest 24.10.01, 19:20 "Bedziecie mieli jutro ten nastepny odcinek, bo zyc mi nie dacie." Takie już nasze życie Agniecho: popędzają, krytykują.... "Postaram sie Was nie zawiesc, a musze powiedziec, ze wymagajacy jestescie, coraz bardziej musze swoje biedne zwoje mozgowe wysilac..." Za dwa - trzy dni będę mówił tak samo. To nie ulega wątpliwości, kiedy zakręcisz w kotle naszej powieści. Pozdrawiam serdecznie Janek Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Odcinek 11 25.10.01, 10:20 Nastepny dzien w pracy minal mu w bardzo nerwowej i stresujacej atmosferze. Nie dosc, ze prawie caly dzien przesiedzial u klientow, to jeszcze caly czas wydawalo mu się, ze za chwile ujrzy przed soba groznych policjantow, którzy skuja go kajdankami i wyladuje w areszcie. Nic takiego się jednak nie stalo. Caly dzien probowal dodzwonic się do Agnieszki, ale nie odbierala. W firmie tez jej nie było. Zadzwonila do niego dopiero poznym wieczorem, około 19 i poprosila, żeby przyszedl do niej do biura. Wlozyl wiec dyskietke do kieszeni marynarki i po chwili znalazl się przed drzwiami jej pokoju. Wszedl do srodka. Palila się tylko mala lampka na biurku, która oswietlala niewielka czesc pomieszczenia. Reszta tonela w polmroku. Aga podniosla glowe znad grubego segregatora lezacego na biurku. Widzac, ze to on, zerwala się z krzesla i podeszla do niego. - I co? – zapytala zaaferowana z nadzieja w glosie– znalazles cos? -Owszem. Pewien plik ma bardzo ciekawa zawartosc. Zgralem go na dyskietke – poklepal się po kieszeni - Dzis nie miałem czasu, ale jutro przyjrze mi się dokladniej. Odetchnela z ulga. Siadaj – wskazala mu reka kanape. Sama usiadla w glebokim fotelu naprzeciwko, zrzucila buty i wyciagnela nogi opierajac stopy na kanapie obok niego. Miala na sobie krotka spodniczke i biala bluzeczke zapinana na guziczki. Wlosy były sciagniete gumka w konski ogon. Wygladala rozbrajajaco i niewinnnie jak nastolatka. Tylko jej oczy nie patrzyly na niego niewinnie. - Nie spotkalo Cie wczoraj nic nieprzewidzianego? – zapytala. - Chwala Bogu, nie – odpowiedzial. -Jeśli nie liczyc seksu na biurku – dodal ciszej pod nosem. - Slucham – popatrzyla na niego zdziwiona nic nie rozumiejac – o czym Ty mowisz? - Mowie o seksie na biurku – powtorzyl patrzac na nia z szelmowskim usmieszkiem. - Czy to ma być propozycja? – jej brew uniosla się a w oczach zapalily się wesole ogniki. - A dalabys się skusic? – zapytal i delikatnie przejechal palcami po jej lydce. - Hmmm – zamruczala – może. Pod wplywem dotyku jego dloni wyciagnela się za fotelu i wtedy jej spodniczka podjechala lekko do gory. Jego oczom ukazal się kawalek koronki od bezowych ponczoch. Był to niewatpliwie bardzo podniecajacy widok. Przesuwal delikatnie palcami po jej lydce, a potem jeszcze raz, od kostki przez lydke az dotarl do uda. A potem jego palce znowu odbyly taka sama wedrowke. I znowu. A potem raz jeszcze. Jakby chcial wystawic na probe jej cierpliwosc. Patrzyl jej przy tym prosto w oczy. Lubil patrzec, jak jej oczy ciemnieja z pozadania. W pewnym momencie jego dlon powedrowala wyzej, ponad koronke ponczochy. Jej udo było bardzo gorace. A może to jego dlon była tak goraca? - Uwielbiam dotyk Twoich dloni – wymruczala patrzac na niego zmruzonymi oczami. - A ja uwielbiam Cie dotykac – odpowiedzial cicho – chodz do mnie! Wstala. Chciala usiasc mu na kolanach, ale jej nie pozwolil. Rozpial jej spodniczke i sciagnal ja w dol. Potem powolutku rozpinal guziki jej bluzki, az w koncu ona tez opadla na podloge. Stala teraz przed nim w samej koronkowej, bialej bieliznie i ponczoszkach. Patrzyl na nia i delektowal się tym widokiem. Smakowal oczami każdy kawalek jej pieknego, zgrabnego ciala. I z kazda sekunda czul coraz bardziej, ze pragnie jej z calych sil. Tak mocno, jak zadnej innej kobiety na swiecie. Żadna nie była taka seksowna i zmyslowa. Przy zadnej nie czul się tak dobrze i bezpiecznie. Żadna nie miala tego czaru i uroku. Przy zadnej innej kobiecie nie czul tej magii, która czul bedac z nia. Żadna nie miala tego czegos, co sprawilo, ze to w niej się zakochal. Odwrocil ja tylem i posadzil sobie na kolanach. Rozpial szybko swoja koszule i odrzucil ja a potem rozpial jej stanik i zdjal go. Przytulil się do niej. Czul jej gladka, aksamitna i goraca skore. Zaczal gladzic wolno dlonmi po jej ramionach a potem plecach. Kreslil jezykiem wzory na jej lopatkach i szyi. I sluchal pomrukow zadowolenia, które z siebie wydawala. Niespiesznie calowal ja po plecach i po karku. Jego rece bladzily po jej piersiach, glaskaly je i draznily brodawki. Slyszal, jak oddycha coraz glebiej i glosniej. - Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo mnie to podnieca – wyszeptala. - Zdaje sobie sprawe. A może Cie troche ostudzic? – zapytal i podniosl ja do gory. Potem wzial na rece i ulozyl na kanapie. Patrzyla na niego zdumiona. Podszedl do biurka, na którym stala wysoka szklanka z woda, wypelniona do polowy kostkami lodu. Podniosl ja do ust i jedna kostka znalazla się w jego ustach. Podszedl do kanapy, sciagnal swoje spodnie i zsunal z niej majteczki. Potem pochylil się nad nia i delikatnie zaczal przesuwac kostka lodu, która miał w ustach po jej ciele. Wzdrygnela się kiedy poczula zimna kostka pierwszy raz na swoim ciele. Nie mogla opanowac chichotu, kiedy przesuwal kostka po jej szyi, po jej brzuchu, po udach. „Zimno, zimno, przestan” szeptala smiejac się. Ale z kazda nastepna chwila przestawala się smiac, a jej szepty były coraz cichsze az w koncu ustapily glebokim wzdechom. Lod się rozpuszczal, krople wody sciekaly po jej rozpalonym ciele. Zlizywal dokladnie kazda z nich. Chcial zrobic wszystko, żeby było jej dobrze, żeby czula się wyjatkowo i jak nigdy przedtem. Było w nim tyle uczuc, tyle nadziei. Tak bardzo chcial jej to wszystko wyznac, opowiedziec o tych marzeniach i tesknotach. - Kocham Cie – wyszeptal nagle patrzac ufnie w jej oczy – pokochalem Cie w momencie, kiedy pierwszy raz Cie zobaczylem. - Nie istnieje cos takiego, jak milosc od pierwszego wejrzenia – odpowiedziala po dluzszej patrzac na niego powaznie - od pierwszego wejrzenia może zaistniec najwyzej zauroczenie i fascynacja. -Tez tak kiedys myslalem. Az poznalem Ciebie... Patrzyla na niego ogromnymi oczami. Odbilo się w nich naraz tyle uczuc i emocji, których nawet nie umial nazwac: wzruszenie, jakby niedowierzanie, może smutek. Nagle jej oczy zaszklily się i dwie lzy poplynely po jej policzkach. Scalowal je i wszedl w nia najdelikatniej jak potrafil. Kochal się z nia spokojnie, dlugo, jakby chcial, żeby ta chwila trwala w nieskonczonosc. Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Odcinek 11i pol 25.10.01, 10:28 Zerwalo go z lozka lomotanie do drzwi. Popatrzyl na zegarek. Była 8.15. Wrocil pozno do domu po wspolnie spedzonej nocy z Agnieszka i był cholernie niewyspany. Ledwo patrzac na oczy otworzyl drzwi. Ale szybko oprzytomnial. Za drzwiami stalo dwoch policjantow. Jeden z nich wymienil jego imie i nazwisko. - Tak, to ja – wystekal Janek przecierajac oczy – o co chodzi, do jasnej cholery? -Proszę się ubrac, pojedzie Pan z nami na komisariat. Janek wybaluszyl na nich oczy. -Dlaczego? Cos się stalo? – dopytywal się goraczkowo. -Porucznik Cieszkowski kazal Pana dowiesc do komisariatu. Niech się Pan pospieszy. Pol godziny pozniej siedzial już w zagraconym, ciasnym pokoju porucznika, który mierzyl go zlym wzrokiem. Na jego biurku lezaly zdjecia zamordowanych. Janek patrzyl na nie jak zahipnotyzowany. Jedno zdjecie przykulo nagle jego uwage. Było to zdjecie Witolinskiej. Wlosy rozrzucone w nieladzie, skamieniale wielkie, piwne oczy. Na jej szyi nie było jednak motylka. Przyjrzal się dokladniej. Tak, nie było wisiorka. Cieszkowski podniosl sluchawke telefonu i ryknal z furia do sluchawki: - Znalezliscie już Grabowskiego? Nie?!? To ruszcie do cholery swoje tylki i pospieszcie się. Macie go tu natychmiast przywiesc, jasne? – Cieszkowski nagle zrobil się czerwony i rzucil z wsciekloscia sluchawke. -Piotr Lorentz i nijaka... – porucznik zerknal na papierki – Paulina Witolinska zostali wczoraj brutalnie zamordowani. Znalezlismy ich dzisiaj rano w jego domu. Pierwsze ogledziny wskazuja na to, ze najprawdopodobniej morderca chcial zabic Piotra, ale zastal u niego Witolinska i ja również zabil. Janek siedzial jak skamienialy. - O ktorej to się stalo? – wyszeptal oszolomiony. - Miedzy 19 a 22 – zaczal porucznik, ale nie skonczyl, bo nagle drzwi się otwarzyly i do pokoju wpadla Agnieszka. - O co chodzi? Co się stalo? – zaczela krzyczec od progu. - Bardzo mi przykro, Pani wuj nie zyje. Zostal zamordowany. Agnieszka wpatrywala się w niego, jakby nie rozumiejac, co mowi. Chciala cos powiedziec, ale tylko poruszla ustami, ale nie wydobywal się z nich żaden dźwięk. Była w szoku. Nagle zbladla i osunla się zemdlona na podloge. Janek i Cieszkowski natychmiast podniesli ja z podlogi i ulozyli na fotelu, który stal w kacie. Cieszkowski machal jej przed nosem jakas stara gazeta probujac ja ocucic. Po chwili otworzyla oczy. Janek podal jej do picia wode, przyniesiona przez policjantke, wezwana do pomocy. -Nic Ci nie jest? Już wszystko dobrze? – dopytywal się Janek z troska w glosie. Nie moglby zniesc, gdyby cos się jej stalo. Kiwnela glowa na znak, ze już czuje się lepiej. Cieszkowski usiadl za stolem a Janek na krzesle obok Agnieszki. Trzymal ja za reke. -Kto może być az tak bezwzglednym morderca? – zapytal Janek.. -A Pan niech nie udaje niewiniatka. Tez jest Pan podejrzany – Cieszkowski nagle zaczal krzyczec - Widzialem tasmy z kamer, na których dokladnie widac, jak wkradl się Pan wczoraj do gabinetow Lorentza i Grabowskiego. - Ale to nie ja. Nie jestem morderca. Ja to wszystko mogę wytlumaczyc – Janek poderwal się z krzesla. - Oczywiście, ze on tego nie zrobil – odezwala się nagle cicho Agnieszka- Nie mogl tego zrobic, bo wczorajszy wieczor miedzy 19 a 24 spedzil u mnie. Byliśmy w tym czasie razem. Zreszta, może Pan to sprawdzic na tasmach. Porucznik wyciagnal w ich kierunku palec wskazujacy i kiwajac nim rzekl do nich: - A z Panstwem to ja sobie musze chyba dluzej porozmawiac! CDN Pozdrawiam cieplo Janka i czytelnikow. agniecha Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Odcinek 11i pol - kolejne sprostowanie 25.10.01, 10:31 Cholera jasna- znowu pomylilam Grabowskiego z Gintrowiczem :((( Fatum jakies czy co? Albo skleroza... Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Do Agniechy 25.10.01, 11:53 Przeczytałem. Spodobało mi się. Scena smakowita. Już nic więcej nie mówię, bo Frene powie, że sam się chwalę. A jest nas przecież dwoje. Pozdrawiam Agniechę i czytelników Janek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Frene Re: IP: 155.158.242.* 25.10.01, 12:13 Dwoje, troje ,czworo, pięcioro itd.itp. Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Frene 25.10.01, 12:25 Gość portalu: Frene napisał(a): > Dwoje, troje ,czworo, pięcioro itd.itp. No nie! Skoro juz mam byc ta rozchwiana jaznia Janka ( a propo: czekam ciagle na dowody i argumenty! ) to chce byc jedyna i najwazniejsza! Jestem zazdrosna jaznia, nie ma tu juz miejsca na inne! Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Do Frene 25.10.01, 14:25 Frene, czy ja wyglądam na poligamistę? Tak długo jestem na różnych wątkach forum, a tu takie bezecne oskarżenia padają. Jedyna i najważniejsza jest zawsze Ta Jedyna w jednym miejscu przez czas długi. Nie ma tu miejsca na inne, nie ma. Monogamista Janek pozdrawia wszystkich . Odpowiedz Link Zgłoś
kasia_57 Re: Odcinek 11i pol - kolejne sprostowanie 25.10.01, 14:31 agniecha. napisał(a): > Cholera jasna- znowu pomylilam Grabowskiego z Gintrowiczem :((( > Fatum jakies czy co? > Albo skleroza... Ja już dawno przestałam ich rozróżniać. I chyba mi to nawet nie przeszkadza. :)) Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Odcinek 11i pol - kolejne sprostowanie 25.10.01, 14:53 Ja niestety musze ich odrozniac! Nie moge przeciez ozywic trupa i potem jeszcze raz go zabic! Ilosc trupow musi mi sie zgadzac ;) Ehh, kartoteke chyba sobie zaloze. Odpowiedz Link Zgłoś
kasia_57 Re: Odcinek 11i pol 25.10.01, 14:27 Ja bym się bala podac komus, kto dopiero co doszedł do siebie wody do picia. raczej powinni jej zwilżyć czoło. Poza tym, jeszcze nigdy nie czytałam momentów z takimi przerwami. Pąsowa byłam, i owszem ale z furii. Co i rusz musiałam włazić ponownie do internetu. KOmputer jako cenzura, czy co?! ;) Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Kasi 25.10.01, 14:43 A dlaczego komus kto dopiero przyszedl do siebie nie powinno sie dawac wody? Ja tam na miejscu glownej bohaterki wolalabym, zeby mi dali wody do picia, niz zeby mi ja lali na czolko ;) Odpowiedz Link Zgłoś
kasia_57 Re: Do Kasi 25.10.01, 15:06 mnie uczyli całe życie, ze może się zachłysnąć i takie-tam, i że to typowy błąd itp. I przyznam Ci, ze znacznie szybciej pomaga właśnie czółko. To akurat wiem z autopsji. A swoja drogą - szkoda mi tej rudej, tak szybko ja wyeliminowałaś, ze nawet nie wiem, czy zdążyła nabruździć, czy nie...:) Ma mi być jej szkoda, czy dopiero potem się okaże, któż był zacz? pozdrowienia popołudniowe. Może mi sie uda do 16:00 nie stracić połączenia.... Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Kasi 25.10.01, 15:10 Nie moge zdradzac szczegolow, bo potem nie bedzie zaskoczenia, ale powiem Ci w sekrecie, ze nie masz co rudej zalowac. Odpowiedz Link Zgłoś
kasia_57 Do Agniechy 25.10.01, 15:26 No dobrze, jakieś środki na uspokojenie sobie wezmę, raz, ze komputer mnie doszału doprowadza, a dwa, bo jakoś muszę doczekać do końca. Byleście się tylko pospieszyli, bo coś mi się zdaje, ze moja przeideologizowana firma plajtuje i zwija manele z Polski. Jak mi zabiorą komputer i zamkną firmę, to będę musiała do kawiarenki internetowej latać, żeby Was przeczytać. Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Chmielewska na onecie 29.10.01, 10:56 Czesc wszystkim! Chcialam tylko powiedziec, ze na onecie/czat/rozmowy odbyl sie w weekend czat z Joanna Chmielewska, jakby ktos chcial sobie w chwili wolnej poczytac. Pozdrawiam. agniecha Odpowiedz Link Zgłoś
kasia_57 temat zastępczy 29.10.01, 12:45 Cześć w poniedziałek parszywy! A w ogóle, to co dalej z akcją? Rozumiem, że weekend, że odpoczynek, że wena poszła na piwo, ale to JUŻ poniedziałek!!!!!!!! A tak w ogóle, to pozdrowienia! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agniecha. Re: temat zastępczy IP: *.man.polbox.pl 29.10.01, 14:46 Czesc Kasienka! Ten poniedzialek jest rzeczywiscie parszywy. Od godziny probuje cos napisac i mnie wywala, a do tego leje a ja nie mam parasola :( Troche wyrozumialosci dla Janka, pewnie szalal caly weekend i teraz probuje zebrac mysli ;) Ale jestem pewna, ze jak juz cos napisze, to nam czapki z glow pospadaja z wrazenia ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agniecha. Re: temat zastępczy IP: *.man.polbox.pl 29.10.01, 14:46 Czesc Kasienka! Ten poniedzialek jest rzeczywiscie parszywy. Od godziny probuje cos napisac i mnie wywala, a do tego leje a ja nie mam parasola :( Troche wyrozumialosci dla Janka, pewnie szalal caly weekend i teraz probuje zebrac mysli ;) Ale jestem pewna, ze jak juz cos napisze, to nam czapki z glow pospadaja z wrazenia ;) Odpowiedz Link Zgłoś
kasia_57 Re: temat zastępczy 29.10.01, 15:00 A u nas - w pępku świata - trochę pokropiło, teraz jakieś chmurzyska paskudne sie zbierają... brrrr. piernaty i poduchy mi sie marzą... Ja ostatnio znalazłam parasol - spokojnie leżał na półce w korytarzu. Bo normalnie nie nosze, po co zresztą, jak nad morzem przeważnie wieje wiatr. Wyobrażasz sobie babę na szpilkach, w płaszczu, i z torebką, szarpiącą się z kretyńskim parasolem wywiniętym na "odwyrtkę"? Poza tym, raz mi taki super automat, po prostu odfrunął. Kiedy go chciałam rozłożyć i przycisnęłam guzik, odleciało wszystko, a w ręku został mi sam kijek. Głupio z tym kijkiem wyglądałam i przestała się obnosić z parasolem. Noszę kaptury. Duje teraz jakoś tak zupełnie jesiennie. Psiakość, myślę, że to jesień... Acha - zapomniałam - na przekór wszystkiemu - czy ja Ci już życzyłam MIŁEGO PONIEDZIAŁKU? Ot, i skleroza. :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agniecha Re: temat zastępczy IP: *.man.polbox.pl 29.10.01, 15:09 No i jak tu nie mowic, ze pogoda nie jest zlosliwa? Przez ostatni miesiac dzien w dzien nosilam parasolke. Nie spadla nawet kropla deszczu. Wczoraj ja wyjelam i zapomnialam wlozyc z powrotem do torebki. Dzis pogoda jak pod zdechlym Azorkiem :( Ale, trzeba byc twardym nie mietkim ;) Wiec na przekor wszystkim i wszystkiemu: MILEGO PONIEDZIALKU :)!!! Moje parasolki nie odlatuja, ale tez sa wredne, bo mi sie gubia! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek W sprawie brakującego rozdziału IP: *.ipartners.pl 29.10.01, 15:10 Cóż, mea culpa, rozdział nie gotowy. Miałem w piątek i sobotę sporo pracy i nie udało mi się nic naskrobać. Dopiero wczoraj popołudniu zacząłem pisać. A ja od niedawna uwielbiam poniedziałki..... I nie wiem, czy uda mi się dziś skupić na pisaniu, coś mi myśli zawsze ulatują gdzieś indziej.... Pozdrowienia Janek Odpowiedz Link Zgłoś
kasia_57 Re: W sprawie brakującego rozdziału 29.10.01, 15:40 No cóż, nie jest to wiosna, ale proszę bardzo, tylko żebys nie zapomnial o powieści :))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Re: W sprawie brakującego rozdziału 29.10.01, 16:47 .......jesień, słota.... mimo to - gdzieś wiosna, ......szron ją zmroził, nie będzie już radosna.... Przyjdzie zima Pozdrawiam Janek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agniecha Re: W sprawie brakującego rozdziału IP: *.man.polbox.pl 29.10.01, 16:56 Ale po zimie znow przyjdzie wiosna, po chlodnych dniach zawsze przychodza cieplejsze, jak po kazdym deszczu pojawia sie slonce i tecza - nadzieja. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ja_nek Brakującego rozdziału wciąż brak..... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.10.01, 02:26 Kto wie co jest słońcem gdy dostanie gwiazdkę zwie to okruch Nieba, co okrywa blaskiem zbyt małem..... Pozdrowienia Janek Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Rozdział 12 30.10.01, 13:10 - Dłużej porozmawiać? Jeśli będzie pan miał jakieś poważne zarzuty wobec nas, to proszę bardzo. Poza tym jeśli się nie mylę, wasi ludzie mnie obserwują, więc powinien pan wiedzieć co robiłem wczoraj. A skoro pan wie, to po co Pan pyta? To pan jest od szukania winnych. A teraz traci pan czas. Czy coś jeszcze? – zapytał wkurzony. Nie miał ochoty opowiadać co robili razem - Co wiadomo? Kto to zrobił? – zapytała Agnieszka prawie szeptem - Sam chciałbym to wiedzieć. Są państwo wolni. Na razie – odparł patrząc na Janka Kiedy obydwoje wyszli, policjant zapytał sam siebie. - Dlaczego chłopcze jeszcze żyjesz? Wracali z komisariatu w milczeniu. Taksówka wiozła ich do Konstancina. Spoglądał na Agnieszkę. Miała nieobecny wzrok, po policzkach płynęły łzy. Przytulił Ją. Przywarła do niego i czuł, że teraz będzie potrzebować go bardziej niż zwykle. Głaskał Jej głowę, szeptał słowa otuchy, pocieszał. Choć starał się jak mógł, to niewiele pomagało. Straciła dziadka i ojca i teraz w niczym nie przypominała tej spontanicznej i twardej kobiety. Kiedy znaleźli się w domu zrobił Jej herbatę i kazał położyć się. Spełniła jego prośbę machinalnie. Leżała tak z otwartymi oczyma, w których gościła pustka. Prawie się nie odzywała. W końcu Jej ciałem wstrząsnął tłumiony dotąd szloch i zalała się łzami. - Powiedz mi dlaczego tak się dzieje? Dlaczego giną niewinni ludzie? Przecież mój ojciec nikomu nic nie zrobił! Był dobrym człowiekiem, zawsze był wyrozumiały i kochający! A teraz już go nie ma. Nie został mi już nikt z najbliższych..... - Masz mnie – szepnął – możesz na mnie liczyć zawsze. Wiesz o tym. Będę tu z Tobą tak długo, jak to będzie konieczne. Tulił Ją do siebie, jak małe dziecko. Całował, pocieszał, trzymał za ręce, głaskał. Objął Ją i pozwolił się wypłakać..... Trzymał Ją za rękę dopóki nie zasnęła. Usiadł na krześle. Dom jeszcze nosił ślady tego co się wydarzyło. Dziury po kulach widniały na ścianie, tylko szyby wprawiono nowe. Patrzył na Nią z miłością. Jej policzki jeszcze nie obeschły. Patrzył i widział przed sobą kobietę, którą kochał. Wczoraj powiedział Jej to po raz pierwszy. Była drugą kobietą w jego życiu, której powiedział „kocham”. Zacisnął pięści. Chciał coś zrobić i czuł się bezsilny Śmierć wokół zbierała swe żniwo i tak bardzo się o Nią bał. Gdyby Ją stracił, życie jego nie miałoby prawie sensu. Chciał już przy Niej być zawsze, kiedy go będzie potrzebowała i wtedy, kiedy już wszystko się wyjaśni i uspokoi.... Na zawsze. Jakie to cholernie banalne! Wyszedł z pokoju. Wybił na komórce numer biura i poprosił Zalewskiego. -Hallo, dzień dobry. Tu Janek. Bardzo przepraszam, dziś będę dużo później. Jestem z Agnieszką. Całkiem się załamała. - Rozumiem. Niech pan posłucha, kiedy się obudzi, proszę złożyć Jej wyrazy współczucia ode mnie. Nie musi się pan spieszyć do biura. To nas wszystkich wyprowadza z równowagi. Niech pan złoży wszystkie polecenia swojej sekretarce i maklerom. Wystarczy, że będzie pan uchwytny. Zadzwonił do Magdy i poprosił ją, aby zajęła się bieżącymi sprawami i telefonami. Poprosił maklera i poinstruował go jak ma postępować, co kupić. Sięgnął w pamięć, przytoczył sobie w pamięci wykresy i podał listę spółek oraz liczbę walorów jaką tamten miał kupić. - Czego on mógł szukać w gabinetach Gintrowicza i Lorentza? – zapytał Cieszkowski policjanta, który przeglądał akta. - Myślę, że podejrzewał Gintrowicza i Lorentza o coś. Przecież spotkał się z Gintrowiczem...... - Spiskowali przeciw Lorentzowi? - Ja wiem? Chyba nie, ale wykluczyć nie możemy. - Taaak. A tu mamy kolejne trupy. Z jakiej broni zginęli? - Heckler und Koch. - Nie jest to broń zwykłego bandziora – mruknął Cieszkowski. Już mieliśmy tą Witolińską na widelcu, a tu trup. Kiedy tylko chcemy komuś zadać kilka pytań, to jest trupem. Kluczem do wszystkiego jest Ona. Dlatego chociażby, że jeszcze żyje. Teraz ona przejmie interes z Zalewskim. Coś mi mówi, że nieprędko znajdziemy Gintrowicza. - A Art. – Foundation? - Eeee – Cieszkowski machnął ręką. Wszystkie decyzje podejmowała Witolińska z Grabowskim, pracownicy tak naprawdę niewiele wiedzą. Hmmmm, tak naprawdę to w grze pozostała Agnieszka Lorentz i ten Zalewski. Ale co u licha robi ten chłopak? Janek zanurzony był w rozmyślaniach. W końcu wstał i podszedł do domowego komputera Agnieszki. Jeszcze raz obejrzał dyskietkę z danymi. Odczytał Ją i przyglądał się poszczególnym pozycjom. Westchnął. Lepiej odda to policji. Sprawdził drugi plik. Coś tu się nie zgadzało. W tamtej wersji nie było kilkunastu połozonych niżej pozycji! Wśród nich znalazła się pozycja: Agnieszka Lorentz, dalej daty i kwoty. Znieruchomiał. Plik pochodził z komputera Lorentza. „Poprawiony” plik pochodził natomiast od Gintrowicza. Skonfrontował to z tym co znalazł o Agnieszce w internecie. Notatka prasowa umieszczona w archiwum prasowym wspominała, iż w przeszłości podczas podróży do południowej Francji miał miejsce wypadek na drodze z Clermont – Ferrand do Marsylii. Auto prowadził na zmianę Jej ojciec i dziadek. Na zakręcie Volvo wypadło z łuku i uderzyło w drzewo. Wśród zabitych była Monika Lorentz, wśród rannych – również Agnieszka Lorentz. Pisano o długiej rekonwalescencji w szpitalu. Mówiło się o zachwianiu emocjonalnym, jakiego zaznała. Plotki mówiły, że nigdy nie wybaczyła ojcu karkołomnej jazdy. Druga część artykułu informowała o śmierci młodego człowieka, chłopaka Agnieszki Lorentz. Podczas zabawy na dyskotece wdał się w bójkę. Po wyjściu z dyskoteki, ktoś zabił go nożem. Zniknął jego samochód, portfel, mord przypisano złodziejom samochodów, którzy uważali lokal za swój ulubiony. Agnieszkę zaś widywano w tym podejrzanym towarzystwie. Przypomniał sobie jej reakcje jak broniła ojca, jak odniosła się do tego, gdy odkrył Art. – Foundation. To ona podsunęła mu plik oczyszczony z niewygodnych danych, bo wysłała go do gabinetu Gintrowicza. Przypomniał sobie również wisiorek, przypomniał też sobie to, że z Nim była, kiedy tamci zginęli. I to co przeczytał o Niej w internecie..... Wiedział, ze kobieta, którą kocha, miała coś na sumieniu. Dziwne jak to wszystko nie zrobiło na nim wrażenia. Sam się już ubezpieczył na wypadek, gdyby coś się miało z nim stać. Pliki były na skrzynce jego kolegi. Nikt o tym nie wiedział. To była jego polisa na życie na wypadek, gdyby miał być następnym. „Cisza jak w oku cyklonu” – szepnął do siebie. Spojrzał w lustro w przedpokoju. „Dlaczego ja jeszcze żyję? Przecież wokół same trupy......” Wszedł do pokoju, gdzie spała. „Czy dlatego?” – pomyślał patrząc na Nią Przypomniał sobie słowa o zauroczeniu i miłości od pierwszego wejrzenia, które padły poprzedniego dnia, kiedy się z Nią kochał. Pamiętał Jej łzy. Niektóre łzy są prawdziwe.... Wierzył, że prawdziwsze niż te dzisiejsze. Mógł tylko czekać. Czy powiedzieć policji, że Ona jest w to zamieszana? Nie chciał Jej widzieć w więzieniu, chciał Ją widzieć przy sobie. Osłaniać Ją. Jakie to scenariusze pisze życie. Kochał bez sensu kobietę, z którą być mu nie wolno. Nie potrafił wyłączyć uczuć. Poczuł się bezradny. Wiedział, że kocha Ją ponad wszystko. Nadaremnie. Pozdrowienia czytelnikom, a zwłaszcza czytelniczkom No i rzecz jasna Współautorce Janek Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Rozdział 12 30.10.01, 14:02 "Auto prowadził na zmianę Jej ojciec i dziadek. Na zakręcie Volvo wypadło z łuku i uderzyło w drzewo. Wśród zabitych była Monika Lorentz, wśród rannych – również Agnieszka Lorentz. Pisano o długiej rekonwalescencji w szpitalu. Mówiło się o zachwianiu emocjonalnym, jakiego zaznała. Plotki mówiły, że nigdy nie wybaczyła ojcu karkołomnej jazdy." Monika Lorentz to matka Agnieszki, jak wiadomo z poprzednich odcinkow zginela. A co z ojcem? Tez zginal czy zyje? Nie za bardzo wiem, jak sie sprawa ma z tym ojcem? Czy ja sama mam to jakos dac do zrozumienia? Pozdrawiam serdecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
kasia_57 Rozdział 12 przeczytany 30.10.01, 14:06 Witajcie Autorzy! Szał kobzy pracowy zelżał i zabrałam sie za czytanie. No, no... też zaczynam się zastanawiać, jak długo Jankowi uda się pociągnąć. Mam nadzieję, że się chłopak nie zawiedzie, bo żal by mi go było. A Agnieszka? No cóż... Teraz mi tym opisem wypadku zamotałeś Janku w głowie. Musze się zastanowić. pzodrowienia!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Wskazówki dla Agniechy IP: *.ipartners.pl 30.10.01, 14:30 No dobrze, przyznaję, że pewne rzeczy mi się pokręciły, bo miało być ciut inaczej, ale na szczęście nie do końca. Mój pomysł mozna pociagnąć drugim torem i nie stoi to w sprzeczności z ogólnym zarysem moich powieściowych wyjaśnień całości. Jak ktoś zrozumie o czym mówię, to źle. Tylko Agniecha ma zrozumieć. Przeczytaj Agniecho jeszcze raz ten fragment, jeden haczyk zaprzepaściłem, ale drugi pozostał. Do tego mozliwośc rozwinięcia nowej rzeczy. Ale jestem dziś tajemniczy. Pozdrowienia Janek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agniecha Re: Wskazówki dla Agniechy IP: *.man.polbox.pl 30.10.01, 14:47 Januszku rzeczywiscie jestes tajemniczy, nic nie rozumiem z Twoich wywodow. Chyba zdrukuje sobie ten odcinek i poczytam do poduszki, moze mi sie cosik rozjasni? I moze przysni mi sie ciekawy ciag dalszy? Pozdrawiam Cie najserdeczniej na swiecie. agniecha Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agniecha Re: Wskazówki dla Agniechy IP: *.man.polbox.pl 30.10.01, 15:10 Oj Januszku, Januszku...naprawde zaplatales akcje. Nie wiadomo czy ten nieszczsny ojciec przezyl wypadek czy nie? Jesli przezyl nie wiadomo, co sie z nim stalo? Chyba jednak przezyl, bo inaczej bohaterka nie rozpaczalaby po jego smierci i nie wyrazala sie o nim z miloscia? Czyli rzeczywiscie plotkami bylyby przypuszczenia w prasie, ze nigdy mu nie wybaczyla karkolomnej jazdy? A moze rzeczywiscie mu nie wybaczyla, a ta rozpacz to po prostu swietnie zagrana scenka? Ale w jakim celu zagrana? I dlaczego rozpacza po smierci ojca, zaraz po tym jak dowiaduje sie o smierci wuja - Piotra Lorentza? O ojcu nie bylo do tej pory ani slowa? Wiec kto jest jej ojcem? OK, sama nie rozumiem ani slowa z tego co napisalam. Chyba przejde sie na spacer i przewietrzeje. Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Wskazówki dla Agniechy II 30.10.01, 16:11 Kurczę namotałem bardziej niz myślałem. Oczywiście Agnieszka Lorentz opłakuje (?) dziadka i wuja Piotra. Obecność ojca podczas wypadku mozna traktować jako mojej pomyłki ciąg dalszy ale niekoniecznie. Przepraszam, ale myśli ostatnio mam zaprzątnięte i nie myślę jak zwykle. Pozdrawiam Janek Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Re: Wskazówki dla Agniechy II 31.10.01, 15:40 Ale cisza zapadła..... Chyba spada nam nakład. Pozdrowienia Janek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agniecha Do Janka IP: *.man.polbox.pl 31.10.01, 16:10 a moze to tylko cisza przed burza? nastepny odcinek dam chyba dopiero w poniedzialek. Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Do Agniechy 31.10.01, 16:23 Gość portalu: agniecha napisał(a): > a moze to tylko cisza przed burza? > nastepny odcinek dam chyba > dopiero w poniedzialek. Nie przejmuj się, myślisz, że ktoś zauważy? Do niedawna mieliśmy kłopoty z krytykami, a teraz nawet Oni machnęli na nas ręką. A Czytelnicy? Myślisz, że gdzieś są? Ty, a może Oni zajęli się sobą i nie przeszkadzać im? A może zrobiło się tak nudno, że przysnęli? Jeśli tak, to będę musiał coś z siebie wykrzesać. Ja już myslę nad rozdziałem przyszłotygodniowym. Pozdrowienia ciepłe Janek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agniecha Re: Do Janka IP: *.man.polbox.pl 31.10.01, 16:31 To, ze krytycy machneli na nas reka, to sie akurat nie przejmuje. A Czytelnicy nie machneli na nas reka, oni zawsze tu wpadaja, jak juz jest nastepny odcinek. Poza tym, jak Ci kiedys powiedzialam, nawet gdyby nikt nas nie czytal, to i tak bym pisala. Bo przeciez piszemy przede wszystkim dla siebie, prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Do Agniechy 01.11.01, 22:06 Gość portalu: agniecha napisał(a): "....Poza tym, jak Ci kiedys powiedzialam, nawet gdyby nikt nas nie czytal, to i tak bym pisala. Bo przeciez piszemy przede wszystkim dla siebie, prawda?" No pewno, powieść powstała dla nas i powiem, że zastanawiam się nad trzecią częścią..... Pozdrawiam ciepło Janek Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Janka 02.11.01, 11:01 Zastanawiaj sie, zastanawiaj. Teraz na Ciebie wypada napisanie 1 odcinka. A ja sie na razie mecze jeszcze nad obecna powiescia. Pozdrowienia. Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Odcinek 13 05.11.01, 09:55 Wstala około 15. Zrobila obiad. Stwierdzila, ze robienie takich zwyczajnych rzeczy uspokaja ja i choc odrobinke odsuwa mysli o straszliwych wydarzeniach ostatnich dni. Rozmawiali wiec o zwyczajnych, blahych sprawach. Około 16.30 Janek dostal telefon od klienta, który wyjezdzal za granice i chcial przed wyjazdem zalatwic osobiscie jeszcze jedno zlecenie. Janek z poczatku chcial odmowic, ale pokazala mu na migi, żeby jechal. Umowil się wiec za pol godziny z klientem, choc miał wyrzuty sumienia, ze zostawia ja w tak ciezkich dla niej chwilach sama. Poza tym bal się o nia. Przekonala go, ze da sobie rade i żeby się nie martwil. Wygrzebal zatem pek zapasowych kluczy i dal jej na wszelki wypadek, chociaz twierdzila, ze sa jej niepotrzebne, bo nie zamierza się ruszyc ani na krok. Potem wyszedl na spotkanie do firmy. Spotkanie przebieglo sprawnie i pare minut po 18 Janek już siedzial w samochodzie i wracal do domu. Były korki, jak zwykle o tej porze, wiec aby zabic czas zaczal się zastanawiac nad tymi dwoma plikami, które wykradl z komputera Gintrowicza i ś.p. Lorentza. Z mocnym postanowieniem, ze natychmiast jak wroci zapyta o to Agnieszke, podjechal w koncu pod dom, zaparkowal samochod i wbiegl do klatki. Dlugo zadzwonil do drzwi, ale Aga nie otwierala. Zaniepokojony szybko wyciagnal klucze i drzacymi rekoma otworzyl zamki. Miał zle przeczucie. Przebiegl po pokojach, ale w mieszkaniu panowala cisza. Nagle jego wzrok padl na kartke papieru lezaca na srodku stolu w kuchni. Przeczytal: „Dzwonil porucznik Cieszkowski. Chcial ze mna porozmawiac o czym waznym, umowilismy się u mnie w Konstancinie. Nie martw się o mnie.” Poczul jak kamien spada mu z serca. Nie zlego się nie stalo. Zrzucil kurtke i podszedl do ekspresu. Była w nim jeszcze ciepla kawa. Nalal sobie jej do duzego kubka i popijajac powoli patrzyl za okno. W pewnej chwili dziwna mysl przyszla mu do glowy: „Zaraz. A dlaczego wlasciwie w Konstancinie? Przeciez Cieszkowskiemu blizej byloby przyjechac do mnie. Po jaka cholere mialby się wlec az do Konstancina?” Odstawil kubek i podszedl do telefonu. Nerwowo wystukal numer porucznika. - Halo – uslyszal glos Cieszkowskiego. - Czy umawial się Pan z Agnieszka Lorentz w Konstancinie dzis wieczorem? – zapytal z nadzieja w glosie. - A to Pan, Panie Januszu! Nie, z nikim się nie umawialem. W Konstancinie ? Skad ten pomysl? – Cieszkowski był zdumiony. Janek w paru slowach wyjasnil sytuacje, odlozyl sluchawke i zbiegl do samochodu. Zapalil silnik i ruszyl z piskiem opon. Tylko jedna mysl grzmiala mu teraz w glowie: Czy zdazy przed morderca? Lamiac wszelkie możliwe przepisy ruchu drogowego gnal jak wariat w strone Konstancina. Kiedy wreszcie wjechal na ulice, przy ktorej stal dom Agnieszki, serce walilo mu w piersi jak oszalale i był caly spocony. Wypadl z samochodu i biegnac na skroty po trawniku nagle uslyszal wystrzal z pistoletu. Zamarl na sekunde a potem blyskawicznie ruszyl z miejsca i dopadl drzwi. Były otwarte. Wszedl cicho i zaraz na progu zatrzymal się. W calym domy panowala cisza, wszystkie swiatla były wylaczone. Slyszal tylko swój oddech i dudnienie swojego serca. Był przerazony. Nie wiedzial co robic. Z cala sila usuwal w najdalsze zakamarki umyslu mysl, ze ten strzal był przeznaczony dla Agnieszki. I ze ona nie zyje. Chcial krzyczec, ale glos uwiazl mu w gardle. Nie mogl zdradzic mordercy swojej obecnosci. Ostroznie, z rekoma wyciagnietymi przed siebie, starajac się nie wywolac najmniejszego halasu, wchodzil glebiej do domu. Nagle potknal się o cos i upadl. Pomacal reka przed soba i jego palce zanurzyly się w jakiejs dziwnej, cieplej i lepkiej mazi. Pomacal dalej i jego palce natrafily na czyjas twarz. Wzdrygnal się i odskoczyl. Oddychal gleboko przerazony. Czul, ze ogarnia go panika. Przeszukal kieszenie i wydobyl z jednej z nich zapalniczke. Zapalil ja. W swietle malego, chybotliwego plomienia jego oczom ukazal się koszmarny widok. Na podlodze lezal Zalewski. Jego twarz, a raczej to co z niej zostalo, było zalane krwia. Pocisk trafil prosto w jego lewe oko, które wyplynelo. Jego twarz była zmasakrowana. Janek poczul, ze zbiera mu się na wymioty. Nagle uslyszal krzyk z gory. Blyskawicznie zerwal się i przyswiecajac sobie zapalniczka wbiegl po schodach na pietro. Krzyki i szarpanina zrobily się nagle bardzo glosne, potem padly 4 strzaly i nagle wszystko ucichlo. Janek, nie baczac na nic, wbiegl do pokoju na pietrze i jego oczom ukazal się straszny widok. W swietle latarni stojacej naprzeciwko okna zobaczyl lezacego bezwladnie na srodku salonu Gintrowicza. Nie zyl. W jego klatce piersiowej tkwily trzy kule. Na przeciw niego, pod sciana lezala Agnieszka, sciskajac w dloni kurczowo pistolet. Szlochala. Podbiegl do niej. Wyjal jej z dloni ostroznie bron i polozyl obok. Dopiero wtedy zauwazyl, ze zostala postrzelona w lewe ramie. Było cale zakrwawione. Wyjal komorke i zadzwonil na pogotowie. Potem wbiegl do lazienki, wzial pierwszy lepszy recznik, który nawinal mu się pod reke i zawiazal go na jej ramieniu, powyzej rany. Polozyj jej glowe na swoich kolanach i modlil sie, żeby pogotowie przyjechalo jak najpredzej. Glaskal ja po glowie i mowil, ze już jest bezpieczna, ale ona go nie sluchala. Cala się trzesla, z jej oczu plynely lzy. - To Gintrowicz...on jest morderca... to pulapka, myslalam, ze to porucznik...a to Gintrowicz, chcial mnie zabic... wszystkich zabil.... wszystko zaplanowal razem z Grabowskim... od poczatku... chcial przejac firme... – mowila urywanymi slowami. Nagle Janek uslyszal w oddali dźwięk karetki pogotowia na sygnale i policyjnych radiowozow. Odetchnal z ulga. W sama pore. CDN Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Frene Re: Odcinek 13 IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.11.01, 19:30 Bałagan po sobie zostawiam, żebyście wiedzieli ,że przychodzę i czytam :)))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agniecha Re: Do Frene IP: *.man.polbox.pl 07.11.01, 12:14 Frene - zarowno Ty jak i Twoj balagan jestescie zawsze mile widziani na tym watku :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kahila Re: Odcinek 13 IP: 10.128.132.* 07.11.01, 13:33 Hej. Wczoraj zaczęłam czytać waszą powieść, zeszło mi się do późna w nocy, ale warto było :) Całkiem ciekawe opowiadanko, ale moim zdaniem troszkę za dużo trupów się ściele, staje się to zbyt przewidywalne - chociaż ja jeszcze bym uśmierciła Agnieszkę :)) Pozdrawiam i dzięki za miłą lekturę, czekam na ciąg dalszy Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do kahila 07.11.01, 14:42 witam serdecznie nowa duszyczke :) niestety Agnieszka nie moze zostac zamordowana, poniewaz miedzy wspolautorami tzn mna i Jankiem istnieje jedna ( tylko! ) zasada: nie mozemy usmiercic glownych bohaterow. z mojej strony chcialam uroczyscie zapewnic, ze juz nie bede mordowac! choc przyjdzie mi to z duzym wysilkiem, to jak nalog, jak sie zacznie, to potem trudno przestac ;) pozdrawiam serdecznie agniecha Odpowiedz Link Zgłoś
kahila Re: Do kahila 07.11.01, 15:19 Ja również witam Cię serdecznie :) Właściwie to i tak nie jest to dobry czas na to by ją uśmiercić - jeżeli już, to trzebabyło to zrobić zaraz na początku ... Co do waszej umowy - jasne, rozumiem i już sie nie mieszam Wiem, że mordowanie wciąga... he, he chciałoby się powiedzieć, że z własnego doświadczenia, ale głupio by to zabrzmiało... :) PZDR. Kahila Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do kahila 07.11.01, 16:45 z wlasnego doswiadczenia mowisz? no!!! ze dopiero teraz sie odzywasz, jak juz obiecalam nie mordowac! moglas mi paru rad udzielic i powiesc bylaby bardziej krwiozercza ;)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kahila Re: Odcinek 13 IP: 10.128.132.* 07.11.01, 13:35 aha... no i co z tym wypadkiem? Rozumiem, że skoro Janek tak zamotał, to on ma się teraz z tego wyplątać... :) Powodzenia Janek Odpowiedz Link Zgłoś
kasia_57 Re: Odcinek 13 07.11.01, 13:49 No to się doczytałam! Ciekawe, kto teraz ten bałagan posprząta, i jak Janek będzie mógł zjadac posiłki po tym wspaniałym widoku... Nie było mnie tutaj czas jakiś, wracam, a tu proszę, taka jatka, dobrze, że czytałam po śniadaniu. Niezłego łomotu musiał Janek narobić, jak gruchnął przez trupa. Ale tak jest zawsze, jak sie chce po cichu, to albo się trafia na pełny nocnik, albo na trupa. A poza tym, już się stęskniłam za powieścią, i Wami. POzdrawiam Was serdecznie z pępka świata! Kasia:-))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Kasi 07.11.01, 15:01 czesc Kasienko! jaka jatka? nie przesadzaj... i tak sie ograniczylam, tylko dwa trupy i jedno wyplyniete oko. w pierwszym odruchu chcialam napisac, ze oko mu wyplynelo i wisialo na miesniach, jak Janek sie przewrocil mialo sie chustac malowniczo. ale nie znam sie na medycynie i nie bardzo wiedzialam, czy oko trzyma sie na jakis miesniach, czy tak po prostu sobie wyskakuje z oczodolu? buziaczki i pozdrowienia cieple. Odpowiedz Link Zgłoś
kasia_57 Do Agniechy 07.11.01, 15:21 No taaaaaak. Równiez nie znam się na medeycynie, ale to oko takie zawieszone na jakichś mięśniach, to chyba musiałoby świecić własnym światłem, zeby to zobaczyć w ciemnościach. Bo jak pamiętam, to było ciemno, prawda? Cieszę się, że się ograniczyłaś. Moi współpracownicy nieco się zdziwili, kiedy zobaczyli, ze tym razem ja do tego komputera mamroczę takie tam :rany boskie, ale jatka, no, no...itp. Ostatnio bowiem czytałam jakies dowcipy - i wyłam do ekranu, płacząc i kwicząc śmiechem kretyńskim. Dzisiaj rany-boskowałam, nie wiem, na ile im wystarczy cierpliwości. Agniechu, czy ta... wg mnie jatka, oznacza, ze powolutku nam się scena oczyszcza i zrobi się pusto? Buziaki siarczyste! Kasia Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Kasi 07.11.01, 15:54 po pierwsze: nie bylo tak ciemno, bo Janek sobie ogladal to wyplyniete oko w swietle zapalniczki! a po drugie... no coz... Tobie to powiem po znajomosci, ze faktycznie lada moment koniec powiesci bedzie! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Janek Re: Do Agniechy IP: *.ipartners.pl 07.11.01, 16:08 Do Kahili: jakbyś chciała przeczytać jeszcze coś innego naszego wspólnego z Agniechą pióra, to zapraszam na stary wątek w dziale Forum na plażę pt:" A może by tak co każda kobitka wiedzieć powinna?". Tam w pewnym momencie zaczęliśmy z Agniechą pisać. Ja coś namotałem w powieści? To Agniecha wypuściła pierwszą część. Ja to zawsze się potem zastanawiam, jak mam dziwny rozwój wydarzeń tłumaczyć. Aha, mogę powiedzieć, że kolejny rozdział mojego pióra będzie baaaardzo spokojny. I pojawi się. Może jeszcze tej nocy. Pozdrawiam Panie, a zwłaszcza współautorkę. Janek Odpowiedz Link Zgłoś
kahila Re: Do Agniechy 07.11.01, 21:34 ooo... bardzo dziękuję, bo właśnie się zastanawiałam jak by tu dotrzeć do waszego wcześniejszego dzieła :)) Perspektywa kolejnego odcinka już dzisiejszej nocy jest szalenie kusząca, ale chyba poczytam sobie innym razem.... zmęczenie nie pozwala mi na kolejną zawaloną noc... Pozdrawiam Kahila Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Rozdział 14 08.11.01, 01:07 „Boże dlaczego mi to robisz?” –szeptał czekając na pomoc. „To nie w porządku. Pozwalasz mi kogoś spotkać, zakochać się i teraz odbierasz mi wszystko”. Nadal trzymał Jej głowę na swych kolanach, kiedy wpadli lekarze i policjanci. Natychmiast pojawiły się nosze. Przez chwilę, lekarz badał stan Agnieszki. Zaraz potem silne dłonie ułożyły Ją na noszach i uniosły w górę. Janek starał się pomóc, ale etap, kiedy mógł się na coś przydać, skończył się. Szedł obok noszy, starał się trzymać Ją za rękę. Nagle ktoś szarpnął go za ramię. Był to Cieszkowski - Będę musiał z panem porozmawiać. –powiedział - Znajdzie mnie pan w szpitalu, będę obok Agnieszki. - Niech pan lepiej poszuka jej dokumentów, ubezpieczenia. W dzisiejszych czasach to niezbędne. Przetrząsnął Jej torebkę, kilka szuflad. Znalazł szybko, ale karetka już wykręcała na ulicę i z rykiem syren pomknęła do szpitala. Przebiegł tak szybko jak mógł wśród pracujących na miejscu policjantów i wypadł na dwór. Jego auto stało tak, jak je zostawił, niezamknięte. Wyciągnął kluczyki. Cholera.!!! Nie mógł trafić w stacyjkę, ręce mu się trzęsły! Uspokój się! – powiedział do siebie z naciskiem. Po kilku sekundach zapuścił silnik i tak szybko jak mógł, wycofał samochód. Z rykiem silnika wyprysnął w ślad za karetką. Po kilkunastu sekundach ją dogonił. Kiedy dojechali do szpitala zabrano Ją natychmiast na oddział intensywnej terapii. Kiedy chciał iść za Nią, grzecznie poproszono go, aby pozwolił lekarzom zająć się Nią. Podeszła do niego pielęgniarka - To pan przyjechał z tą panią, prawda? - Tak - Trzeba wypełnić dokumenty – pokazała mu papiery - Ach tak. Poszkodowana to Agnieszka Lorentz. - Kim pan dla niej jest - Ja..... To moja dziewczyna - odparł - Aha. Czy poszkodowana ma jakąś rodzinę w Warszawie? - Nie, chyba nie. Ostatnio miała dwa pogrzeby i chyba tylko ja zostałem..... - Niech pan wypełni te formularze, na ile pan potrafi. Zaczął wypełniać machinalnie. Kiedy natknął się na rubryki, w które nie wiedział co wpisać, przekazał swoje wątpliwości pielęgniarce. Pokazał Jej dokumenty Agnieszki i wspólnymi siłami uporali się ze szpitalną biurokracją. - No dobrze, ale w jakim Ona jest stanie? Niech się Pani czegoś dowie. - Spróbuję, a pan niech w tym czasie coś zrobi ze sobą. Jest pan cały zakrwawiony. Spojrzał na siebie – rzeczywiście. Dopiero teraz to zauważył. - Zgoda - rzucił Wybiegł do samochodu. Wrzucił tam kurtkę i marynarkę. Kiedy wrócił, dowiedział się, że jest operowana. Policja zabezpieczyła już teren przed przypadkowymi obserwatorami, kiedy pod willę w Konstancinie zajechała policyjna furgonetka ekipy dochodzeniowo - śledczej. - No jesteście, wreszcie. Mamy tu prawdziwą jatkę – powiedział Cieszkowski do oficera dowodzącego ekipą - Co wiadomo? – zapytał młody oficer - Dwóch zabitych mężczyzn i jedna ranna kobieta. W tej chwili jest w szpitalu. - Kto ich znalazł? - Kolega tej dziewczyny. Ale nie potrafił wiele powiedzieć. Ale wygląda na to, że nikt inny poza trójką osób, która do siebie strzelała, nie uczestniczył w strzelaninie. Ale czy na pewno, to trzeba sprawdzić. Po chwili kilku mężczyzn weszło do willi. Zaczęli robić zdjęcia, zabezpieczać ślady, zbierać próbki. Przez cały czas szukano świadków. Cieszkowski zwrócił się do kolegi z wydziału, krótko obciętego bruneta. - Jedź to tego szpitala. I wypytaj faceta o wszystko co wie. Jeśli dziewczyna oprzytomnieje spróbuj od niej się czegoś dowiedzieć. Ale to pewnie i tak nastąpi nie od razu, więc ja na razie zostanę tutaj. A Ty pilnuj ich w szpitalu. W szpitalu unosił się typowy zapach środków dezynfekcyjnych, lekarstw i nieszczęścia. Co i raz przechodzili obok niego chorzy, siostry i lekarze. Ale jego umysł wypełniała jedna myśl. „W jakim ona jest stanie?” Pamiętał mnóstwo krwi. Kiedy to sobie to uprzytomnił, skonstatował, że mogłaby nie przeżyć. Zaczął się trząść jak w febrze. Przed oczyma stanęły mu chwile spędzone razem na wieczornych spacerach po Starówce. Pamietał jak Ją niósł i jak wyrywała mu się śmiejąc się dźwięcznie. Pamiętał dotyk Jej dłoni, spojrzenie Jej oczu, w których widział te charakterystyczne ogniki. Czuł zapach Jej perfum, czuł smak Jej pocałunku...... A teraz mógł Ją stracić. Nie zniósłby tego, gdyby miał już tego więcej nie zaznać. Po policzkach popłynęły mu łzy. - To pan przyjechał z Agnieszką Lorentz? – nagłe zapytanie wyrwało go z apatii. - Tak. - Policja – brunet pokazał legitymację - muszę panu zadać kilka pytań Przez następne kilkanaście minut Janek opowiadał co nastąpiło w ciągu całego dzisiejszego dnia. Ponowne pytania o to samo i jeszcze raz w kółko. Gdyby nie wiedział jak to jest policji potrzebne, wkurzyłby się. Ale teraz sam był wstrząśnięty i odpowiadał beznamiętnie, choć precyzyjnie tak, na ile potrafił. Kiedy skończyli został sam. Policjant oddalił się, aby zadzwonić. Po chwili pojawił się znów i próbował się dowiedzieć u personelu medycznego o stan Agnieszki. Po upływie kilkudziesięciu minut, wyszedł lekarz. Był średniego wzrostu w wieku około czterdziestki, z siwymi na skroniach włosami. Janek dopadł go natychmiast. - Co wiadomo? Co z Nią? - Spokojnie, niech się pan nie denerwuje. Wydobyliśmy dwie kule. Na szczęście nie nastąpiło uszkodzenie ani żadnej tętnicy ani kości. W tej chwili pani Lorentz śpi i wybudzi się z narkozy za około 2 godziny. Wszystko będzie dobrze. - Kiedy będę mógł z Nią porozmawiać? – wtrącił młody policjant - Najwcześniej za kilka godzin, ale tylko wtedy kiedy jest stan psychiczny na to pozwoli – odparł lekarz. Policjant był wyraźnie zawiedziony. - A kiedy będę mógł Ją zobaczyć? – zapytał Janek - Za jakieś kilkanaście minut. Zwiozą ją zaraz z bloku operacyjnego. Kiedy do Janka dotarło w końcu, że dziewczyna, którą kocha jest bezpieczna i nic Jej nie grozi, opadł na fotel z ulgą. Umknęła śmierci. Teraz zaczęły mu przychodzić do głowy różne myśli. Co tam się stało? Zginęli dwaj pozostali członkowie zarządu. Dlaczego i po co? Skąd znaleźli się tam o jednej porze? Czy ona ich zabiła? Przecież też była w to wmieszana. Teraz ona jako jedyna miała miejsce w zarządzie. Czy Cieszkowski mówiąc, że to gra o przejęcie władzy w spółce miał rację? Nie była to przecież zwyczajna spółka, tylko spółka zamieszana w podejrzane interesy. Agnieszka miałaby motyw, ale po co? Wzdrygnął się, ale przecież brał to pod uwagę, kiedy dzień wcześniej myślał o plikach, notatkach prasowych i tym co do Niej czuł. No właśnie, dlaczego on jeszcze żył? Może na to pytanie już znał odpowiedź? Nie, to niemożliwe. To by oznaczało...... Może właśnie dlatego nigdy Jej nie wyda. Nagle pomyślał jeszcze o jednym. Przecież biuro jutro będzie sparaliżowane.... Wyciągnął szybko komórkę. Zadzwonił do Magdy. - -Słucham? – usłyszał znajomy głos - -Posłuchaj mnie uważnie. Miała miejsce strzelanina. Zalewski i Gintrowicz nie żyją. Agnieszka Lorentz jest ranna..... - -Co Ty opowiadasz?!.... - -Cicho bądź i słuchaj! Sam w to nie wierzę. Nie mam czasu na tłumaczenia co się stało, zresztą wiem niewiele więcej niż Ci mówię. Słuchaj. Przyjdź jutro wcześniej do biura, odwołaj wszystkie spotkania na najbliższe klika dni. Firma pracuje normalnie. Zlecenia, klienci itd. Główne sprawy decyzyjne będą musiały poczekać. W razie czego jestem pod komórką. Niech nikt nie podejmuje ważnych decyzji. W tej chwili podeszła do niego pielęgniarka, więc rzucił tylko do słuchawki: - Muszę kończyć – po czym do pielęgniarki – Coś się stało? - - Nie, po prostu może pan zobaczyć panią Lorentz. Kiedy wszedł do pokoju, gdzie leżała, poczuł ucisk w gardle. Leżała nieprzytomna, blada, z owiniętym bandażami barkiem. Usiadł cichutko na stołeczku obok Niej. Dotknął Jej dłoni. Była ciepła, delikatna, bezradna. Ujął Ją w swoje dłonie i przycisnął do ust. - Dzięki Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Re: Rozdział 14 i pół 08.11.01, 01:17 - Dzięki Bogu. Żyjesz. – szepnął – Wydobrzejesz rychło. - Nie zniósłbym, gdyby mi Ciebie zabrakło. Kocham Cię, wiesz o tym. Chyba wiem więcej niż chciałabyś wiedzieć, ale to niczego nie zmienia. Chcę być z Tobą. Teraz wiem to na pewno. Pamiętasz nasze wspólne rozmowy? Ja pamiętam wszystko....... Pamiętał nawet to, że mógł być tylko jej pionkiem...... Kiedy wybudzała się z narkozy ujrzała zamazany kształt. Stopniowo krystalizował się i nabierał ostrości. Po chwili rozpoznała postać. - Janku – szepnęła - Jestem kochanie – odparł cicho. - Odpocznij, jesteś ze mną bezpieczna. Pozdrawiam czytelników i współautorkę Janek Odpowiedz Link Zgłoś
kasia_57 Do Agniechy 08.11.01, 08:47 Agniecho, rozumiem, ze powieść może się skończyć, ale proszę, szybko zacznijcie coś innego, bo będzie pusto. A tak w ogóle to pozdrawiam serdecznie, znad porannej kawki z mleczkiem!!! :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do Kasi 08.11.01, 11:17 Czesc Kasienko z pepka swiata! :) Na pewno bedzie nastepna powiesc, nie myslcie sobie, ze sie od nas i od naszych wybujalych fantazji tak szybko uwolnicie ;) Pozdrawiam Cie najserdeczniej znad 2 kawki z mleczkiem. Odpowiedz Link Zgłoś
kasia_57 Do Agniechy list z pepka swiata i znad kawki 09.11.01, 14:51 Ufff, to mi ulżyło. A kto Ci powiedział, ze w ogóle chcielibysmy się uwolnić?!?! Czy u Ciebie - gdziekolwiek jestes (bo oczywiscie wciaz nie wiem skad piszesz) tez leje i wieje, i smuci jesienia?! Acha, kawa z mleczkiem i z likierkiem (wszystko razem) - pychotka, przetestowalam - w takiej cukierni, ktora mi wybudowali na mojej trasie (zlosliwie). Nie waze sie w domu, nie chce sie bowiem denerwowac, tylko cos spodnice staly sie bardziej obcisle. To pewnie ta ilosc ciuchow, jakie nosze, bo przeciez nie sadlo.... :))))))) usmiechow na weekend - do poniedzialku!!! :)))) Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Do Janka 08.11.01, 11:10 Czesc Janku! Dobry odcinek, ilosc kul mi sie tylko nie zgadza, ale reszta swietna. I bardzo uczuciowa... Obiecuje ostatni odcinek najpozniej na poniedzialek rano. Pozdrawiam Cie serdecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Do Agniechy i nie tylko 08.11.01, 12:10 Cześć Agniecho! "...ilosc kul mi sie tylko nie zgadza" Przeleciałem jeszcze raz ostatni Twój odcinek. Istotnie, główny bohater słyszał 4 wystrzały. Ale w sytuacjach tego typu, odgłosy wystrzałów mogą zlewać się w jeden odgłos (naprawdę!). Zwłaszcza wtedy, kiedy strzelają dwie osoby oraz w sytuacji, kiedy wystrzały następują jeden po drugim. Człowiek w stresie nie jest w stanie podać rzeczywistej liczby wystrzałów. Dodatkowo nie napisałaś nic o ilości kul, jaka trafiła główną bohaterkę, więc czuję, że mi się upiekło. "...ale reszta swietna. I bardzo uczuciowa... " Dzięki....... Czekam na ostatni odcinek i kontynuuję rozmyślania nad nową cząstką. Pozdrawiam wszystkich czytających obecnych i przyszłych Janek Odpowiedz Link Zgłoś
kahila Re: Do Agniechy i nie tylko 09.11.01, 14:44 hmmm... ostatni odcinek - no Aga, mam nadzieję, że nie będzie zbyt ckliwie, wierzę w Ciebie.... :) PZDR. Kahila Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Do Kahili 09.11.01, 15:53 Hmmm, no dobrze mój odcinek był ckliwy. Ale wydarzenia w rozdziale Agniechy potoczyły się tak, a nie inaczej.... Ale jak główny bohater, który kocha i widzi swą dziewczynę we krwi ma zareagować? Oczywiście, że ckliwie. Pamietajcie, że główny bohater zawsze ma na Nią haka. Jeśli Ona spróbuje go zniszczyć lub wtrącić do więzienia, on pociągnie Ją za sobą. W poprzedniej powieści Janek był innym, twardym facetem. Tutaj widzicie innego Janka i inną Agniechę. Pozdrowienia Janek Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Do kahila i Kasi 09.11.01, 16:29 Niestety, musze Was rozczarowac: w ostatnim odcinku nie przewiduje zadnych trupow. Musze sie troche pohamowac, bo zauwazylam u siebie dziwne mordercze ciagoty i mozliwe, ze gdybym dalej tak wybijala co do nogi bohaterow, skonczylabym na kozetce u psychitry ;))) Piszemy z Jankiem z Warszawy. Snieg u nas co prawda nie pada ( jeszcze ) ale pogoda beznadziejna. Pozdrawiam serdecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
kahila Re: Do kahila i Kasi 09.11.01, 23:21 Hejka. Ja też jestem z Warszawy :)) i co do pogody, masz zupełną rację - okropna !! Janku, nie twierdziłam, że Twój odcinek był ckliwy (o co to, to nie) był taki sobie, zwyczajny... czytałam waszą wcześniejszą opwieść-była lepsza, ale ta też mi się podoba (z resztą wspominałam już wcześniej). Pierwsza była bardziej żywa, szybsze zwroty akcji, mniej przewidywalna. Może to dlatego, że teraz bardziej się przykładacie ... PZDR Kahila Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agniecha Re: Do kahili IP: *.man.polbox.pl 12.11.01, 09:26 no i mamy najlepszy sposob na dobra powiesc: nie przykladac sie! ;) bardzo mi przykro, ale ostatni odcinek dam jutro, jestem ostatnio bardzo zajeta i napisalam tylko czesc, mam nadzieje, ze mnie nie ukamieniujecie ;) pozdrawiam z ten zimny poniedzialkowy ranek agniecha Odpowiedz Link Zgłoś
kahila Re: Do kahili 12.11.01, 10:03 Kamieniowanie chyba Cię ominie, ale za to nie przysługuje Ci dziś poranna kawa (ale pewnie jesteś juz po) ;) PZDR. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agniecha Re: Do kahili IP: *.man.polbox.pl 12.11.01, 10:16 no pewnie, ze juz po kawce i po sniadanku :) Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Re: Do kahili 12.11.01, 12:00 Opóźnienie u Agniechy ma swoje dobre strony, bo ja jeszcze nie mam konstrukcji nowej powieści. Pozdrawiam Janek Odpowiedz Link Zgłoś
kahila Do Janka 12.11.01, 19:15 Hejka. No wiesz co.. ! Jeszcze nie masz planu ???? Straszne, przecież my (mam tu na myśli waszych wielbicieli, a może raczej wielbicieli waszej twórczości)nie możemy czekać aż Cię natchnie.... ja, np.zginę ze zniecierpliwienia ;) No oczywśćie jest to żart.... myśl, myśl i oby zakończyło się to pomyślnie dla wszystkich zainteresowanych. Powodzenia... Pozdrawiam, Kahila Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Odcinek 15 13.11.01, 09:39 Usadowila się wygodnie w fotelu, w samolocie lini lotniczych LOT. Do odlotu zostalo jeszcze duzo czasu. Wyjrzala za okno. Nie zwracala uwagi na ludzi, którzy chodzili po pokladzie i sadowili się na swoich miejscach. Oparla glowe na podglowku i zamknela oczy. Była psychicznie wyczerpana. Dziwnie się czula. Nie mogla uwierzyc, ze to już koniec. I ze się jej udalo. Wygrala. Okupila ta walke cierpieniem, ale wygrala. Osiagnela co chciala. Wygrala bitwe. Tylko co z tego? Jej zycie było przegrane. Przegrane od momentu, kiedy miala 9 lat. Powrot myslami do pewnego listopadowego wieczoru sprawial jej niemal fizyczny bol. Powrot do wieczoru, kiedy była swiadkiem zamordowania swojej matki. Swojej prawdziwej matki. Zacisnela mocniej rece na oparciu fotela. Nie mogla się uwolnic od tego tragicznego wspomnienia. Znowu miala 9 lat, mieszkala ze swoja mama w malym domku z ogrodem w Miedzylesiu. Jej mama była kelnerka. Pracowala w kawiarni, która była wlasnoscia jej przyjaciolki. Mieszkaly same. Jej ojciec nie mieszkal z nimi. Ale często je odwiedzal. Zazwyczaj był wtedy pijany. Bil mame i bardzo na nia krzyczal. Ze wyciaga od niego pieniadze. Nienawidzila go z calego serca. Nigdy nie pomyslala o nim „mój ojciec”. Bala się go. Chciala, żeby umarl. Był kims waznym. Prowadzil duza firme ze swoim ojcem. Nazywal się Piotr Lorentz. Pewnego wieczoru, kiedy czytala u siebie w pokoju ksiazke, uslyszala na dole halasy. Na paluszkach wyszla na korytarz i usiadla na szczycie schodow. Czasami tam siedziala, kiedy mama kazala jej isc do siebie, a ona była ciekawa, o czym dorosli będą rozmawiac. Nie było jej widac zza barierki. On znowu przyszedl. Znowu był pijany. Krzyczal. Strasznie krzyczal. Przeklinal. Wrzeszczal, żeby nigdy w zyciu nie dzwonila do jego ojca i nie wazyla się prosic o pieniadze. Wtedy mama zaczela mowic, ze jest nieudacznikiem. Ze jest alkoholikiem i dziwkarzem. Ze nie dba nawet o swoje dziecko. Zyje za pieniadze swojego ojca i robi wszystko, co on mu kaze. Ze sam jest nikim. Obydwoje krzyczeli coraz glosniej. I wtedy to się stalo. On zaczal ja bic, zaczeli się szarpac. Mama chciala uciec, ale poslizgnela się i upadla. Uderzyla glowa w rog szklanego stolu. Upadla. Z jej glowy zaczela plynac krew. A ona siedziala jak skamieniala i bala się drgnac. Byla przerazona, jak nigdy w zyciu. Starla lzy, które plynely po twarzy zawsze kiedy wracala do tamtych chwil. Tomasz Lorentz, kiedy przyjechal na miejsce, od razu wzial sprawy w swoje rece. Wykorzystal wszystkie możliwe srodki, znajomosci i ogromne pieniadze, żeby cala sprawe wyciszyc. Zabojstwo jej matki uznano za nieszczesliwy wypadek. Opieke nad nia sama Tomasz zalatwil, sobie tylko znanymi metodami, swojej jedynej corce – Monice. Od tamtej chwili wlasnie ona stala się jej matka. Tomasz Lorentz potrafil rzadzić zelazna reka nie tylko w firmie, ale i w rodzinie. Nikt nie smial mu się sprzeciwic. Od tamtego wieczoru cale jej zycie stalo się koszmarem. Mysl, ze zyla pod jednym dachem z czlowiekiem, który zabil jej matke była upiorna. To były najgorsze lata jej zycia. Budzila się z krzykiem z koszmarow w srodku nocy, sama w ogromnym domu. Kiedy podrosla probowala się buntowac, nieraz uciekala. Ale zawsze potrafili ja odnlezc i sprowadzic do domu. Jedyna osoba, która okazala jej serce była Monika Lorentz. Tak naprawde była dobra, serdeczna kobieta, ale zyla w cieniu swojego ojca i braci. Sama nie mogla mieć dzieci i to było powodem, ze otoczyla ja najwieksza miloscia, jaka potrafila. A potem zdarzyl się ten potworny wypadek. Miala wtedy 16 lat. W poludniowej Francji, w drodze do Marsylii. Prowadzil Piotr. Monika zginela. Znowu ten sam czlowiek, który zabral jej matke, zabral tez druga w jej zyciu osobe, której zaufala. Przeszla powazne zalamanie nerwowe. Wtedy poprzysiegla zemste. Zabije Tomasza i Piotra i przejmie firme, która tak kochali. Zniszczy ich za wszelka cene. Nawet za cene swojego zycia. Od tamtej chwili liczyl się dla niej tylko ten jeden cel. Zaczela udawac, ze wybaczyla ojcu. Wykazywala zainteresowanie interesami. Tomasz widzac, ze pytala o rozne sprawy zwiazane z firma, postanowil, ze pojdzie na studia ekonomiczne, co ona sama przyjela z wielkim entuzjazmem. Była do tego stopnia przekonujaca, ze Tomasz postanowil zapisac jej 15 % udzialow w razie jego smierci. Zaczela zdobywac informacje o pozostalych czlonkach zarzadu. I caly czas myslala, jak by tu zrealizowac swoje plany. Kiedy skonczyla studia Tomasz wpadl na pomysl, zaby pojechala do jednej z filii w Danii i tam sprobowowala sil. Starala się zmienic jego zdanie, ale Tomasz był uparty. To była dla niej bardzo niekorzystna decyzja. W ten sposób była odsunieta od Tomasza i Piotra i od spraw w firmie. Wtedy wlasnie uknula plan. Bardzo ryzykowny, ale mogl się udac. Zaszantazowala jedna z osob z zarzadu, aby przekazywal jej informacje o firmie, o interesach i pozostalych czlonkach zarzadu podczas calego jej pobytu w Danii. Grabowski swietnie się do tego nadawal. Był chciwy i zyl ponad stan. Latwo było go skusic ogromna iloscia gotowki. Wykorzystala do tego pewna artystke. Poznala ja przez swego przyjaciela. To od niego dostala motylka z cyrkoniami. Ten prezent wiele dla niej znaczyl i nigdy go nie zdejmowala. Powiedzial, ze zrobila go jego znajoma, która była artystka i zaproponowal, ze ja jej przedstawi, zgodzila się bez namyslu. W ten sposób poznala Pauline Witolinska. Była to zdecydowanie najbardziej przebiegla i pozbawiona skrupulow kobieta, jaka w zyciu spotkala. Bez oporow zgodzila się za duze korzysci materialne uwiesc Grabowskiego, zmusic go do nielegalnego przelewania na konto jej fundacji „Art-Foundation” sporych sumek i jeszcze wyciagala rozne tajemnice na temat zarzadu firmy „Lorentz i Wspolnicy”. W ten sposób stawal się pierwszym podejrzanym i w razie czego odsuwal od niej wszelkie podejrzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Odcinek 15 - Koniec! 13.11.01, 09:40 Natychmiast po powrocie z Danii przystapila do realizacji planu. Pewnej nocy zakradla się do pokoju Tomasza i wbila mu w ramie igle z plynem, który miał go przeniesc do krainy wiecznego spokoju. Chwala Bogu Tomasz zmarl nie odzyskawszy przytomnosc, pomimo ze pokojowka odnalazla go w nocy i zawolala pomoc. Ona sama odegrala piekna scene rozpaczy i przerazenia. Przydaly się jej lekcje aktorstwa w Danii. Zapisala się na ten kurs zaraz po przyjedzie do Danii ale nigdy w zyciu nie sadzila, ze tak bardzo się jej on przyda. Wydawalo się, ze wszystko idzie po jej mysli, do momentu kiedy Paulina zaczela sprawiac klopoty. Domyslila się, ze ona jest zamieszna w te smierc i zaczela grozic, ze powie o wszystkim Grabowskiemu. I powiedziala. Kiedy, po tym jak Janek wykryl oszustwa z „Art-Foundation”, szla niby do Piotra, tak naprawde poszla do Grabowskiego. Wtedy on powiedzial jej, ze o wszystkim wie i opowie o tym Piotrowi i policji, chyba ze zgodzi się go kryc. Zaczeli się szamotac, on stal tylem przy otwartym oknie i sama nie pamieta, kiedy wlasciwie go wypchnela ogarnieta slepa furia. To było kompletnie nie zaplanowane. Do tego omal nie wpadla, kiedy Janek zjawil się na gorze z jej teczka. Stach pomyslec, co by było gdyby pojawil się choc pare minut wczesniej. I na dodatek kompletnie nie wiedziala, co teraz zrobi Paulina, zwlaszcza po wizycie u niej Janka. Paulina postanowila zrobic to, co nie udalo się Grabowskiemu. Zaszantazowala ja i na potwierdzenie swoich slow probowala zabic Janka. To była kompletnie nieprzewidywalna kobieta.Tylko dzieki refleksowi Jankowi jej się to nie udalo. Od tego momentu zaczely puszczac jej nerwy. Na razie nikt nie laczyl jej z tymi morderstwami, ale nic nie ukladalo się po jej mysli. Musiala szybko cos wymyslic, żeby wyeliminowac Pauline, zabic Piotra i przejac wladze nad firma, sama pozostajac poza wszelkimi podejrzeniami. Poszla wiec do Gintrowicza i powiedziala, ze wie, iż to jej wuj dokonal tych zbrodni w celu przejecia firmy, a Grabowskiego zabil ponieważ ten dowiedzial się o jego probie morderstwa ojca. Umowila się z nim, ze skieruje on Janka podejrzenia na Piotra, który na pewno powie wszystko porucznikowi. I w ten sposób Piotr zostanie pierwszym podejrzanym, a oni będą mieli wladze nad firma. Potem udala się do Piotra i Zalewskiego i wyjawila, ze to Gintrowicz zabil Tomasza i Grabowskiego, ponieważ chcial przejac firme i na pewno nie zawaha się przed zamordowaniem ich wszystkich. Zasugerowala, aby Janek, sprytnie przez nia pokierowany, przeszukal komputer Gintrowicza i znalazl umieszczony tam wczesniej przez nich podejrzany plik, który skierowalby podejrzenia na Gintrowicza. Janek w ogole odgrywal wazna role, bo był spoza kregu Lorentzow i byl najmniej podejrzany. Poza tym porucznik mu ufal. Potem wystraczylo tylko zaszantazowac Zalewskiego i zmusic go, aby zrobil to, co chciala. A chciala, aby zabil Piotra i zwabiona wczesniej do jego domu Pauline. To nie był trudne, ponieważ Zalewski miał mala, slodka tajemnice, ktorej ujawnienia obawial się najbardziej na swiecie. Mianowicie miał kochanke, która była w ciazy. I był tez bankrutem, ponieważ był nalogowym hazardzista. Wszystkie swoje oszczednosci i zarobione pieniadze przepuscil w kasynach. Gdyby ta straszliwa hetera – jego malzonka dowiedziala się, ze ma dziecko z kochanka, wyrzucilaby go na bruk w ciagu sekundy. A ponieważ spisana bardzo dokladnie przed slubem i w obecnosci tuzina prawnikow intercyza pozbawiala go zlamanego nawet grosza, Zalewski siedzial wiec jak mysz pod miotla, udawal przykladnego mezusia, zyl na koszt zony i bal się, ze ona dowie się o kochance. Przekonanie go, ze oboje mogą skorzystac na tych morderstwach i przejac wladze na firma, oraz dodatkowe argumenty w postaci zdjec przedstawiajacych jego skromna osobe w towarzystwie ciezarnej kochanki, nie było problemem. Potem wystarczylo tylko zapewnic sobie alibi w postaci upojnej, romantycznej nocy spedzonej w ramionach Janka, rano na komisariacie odegrac scenke omdlenia i zalamania nerwowego i w ten sposób odsunac od siebie podejrzenia od tych zabojstw. Na koniec zostalo tylko zwabienie Gintrowicza, który palal zadza zemsty po tym, jak go wystawila i Zalewskiego do jej domu w Konstancinie, zabicie ich, postrzelenie się w ramie dla ostatecznego odsuniecia od niej podejrzen i dopilnowanie, aby Janek tez zjawil się tam również w odpowiednim momencie, gotowy potem poswiadczyc policji, ze to ona była ofiara potwornego i koszmarnego spisku. Miala ogromne szczescie, ze trafila na porucznika Cieszkowskiego. To była jego ostatnia sprawa, chcial ja jak najszybciej zakonczyc i isc na emeryture. Pomyslec, ze gdyby trafila na jakiegos zadnego awansu mlokosa albo sluzbiste, który zaczalby analizowac po kolej wszystkie wydarzenia, to nie siedzialaby teraz w samolocie i nie lecialaby na dlugie wakacje do Meksyku, aby odzyskac zdrowie i sily po przebytych zdarzeniach. Tak miala cholernie duzo szczescia. Wlasciwie to cud, ze się jej udalo. -Przepraszam, to chyba moje miejsce – nad jej uchem rozlegl się kobiecy glos. Spojrzala w bok. Na miejscu obok niej usadowila się elegancka staruszka około 85 – 90 lat. - Wygladasz moje dziecko na mila i gadatliwa osobke, ale ja od razu chce zaznaczyc, ze nie mam zamiaru przegadac z Toba calego lotu. Chce zajac się lektura - ciagnela tonem nie znoszacym sprzeciwu ekscentryczna starsza pani – i z gory uprzedzam, ze nie mam ochoty na wysluchiwanie nudnych historii z Twojego zycia, jak to zazwyczaj bywa podczas takich podrozy. Przytaknela starszej pani, która natychmiast wsadzila nos w jakies ogromne tomisko i zaczela czytac. Usmiechnela się sama do siebie z przekasem. Nudne historie z jej zycia. Mój Boze, gdyby ta pani znala historie jej zycia i wiedziala, ze siedzi obok morderczyni, pewnie zerwalaby się i uciekla z glosnym krzykiem. Albo dostala zawalu serca na miejscu. Tak, była morderczynia. Była chora psychicznie morderczynia. Nikt po takich wydarzeniach nie może być normalny. Jej nie pomoglyby nawet codzienne wizyty u psychiatry do konca zycia. Samolot zaczal kolowac po pasie. Stewardessa uprzejmym, wystudiowanym glosem poinformowala pasazerow o celu podrozy, warunkach pogodowych i poinstruowala o dokladnym zapieciu pasow. Pare minut pozniej samolot unosil się wysoko w powietrzu. Wyjrzala za okno. Chmury zaslonily widok. Znow się zamyslila. Ciekawe co teraz robi Janek? Oczywiście przygotowuje się do podrozy do Danii. Po calej sprawie postanowila wyslac go na jakis czas do filii firmy w Dani. Razem z Magda – jego sekretarka. Już wczesniej zauwazyla, ze ona mu się podobala. Miala nadzieje, ze będzie go pocieszac i ratowac jego zlamane serce na tyle skutecznie, ze skonczy się to czyms powaznym. Sama była kobieta i wiedziala, ze niejedna kobieta dzieki takiemu pocieszanianiu stanela na slubnym kobiercu. Byliby razem szczesliwi. A ona bardzo pragnela jego szczescia. Najbardziej na swiecie. Sama przecez nie mogla z nim być. Nie moglaby być z nim i oklamywac go, nie mowiac kim naprawde jest i jakich zbrodni się dopuscila. A przeciez nie mogla mu powiedziec. Wiedziala, ze ja kocha i ze teraz cierpi. Jej samej lamalo się serce z bolu i ropaczy, kiedy myslala o nim. I o tym, ze stracila milosc swego zycia. Kochala go, ale nie mogla z nim być. Nie chciala się zakochac. Na poczatku miał być tylko pionkiem w jej grze, zapewnic jej alibi. Chciala go uwiesc i wykorzystac do swoich celow. Ale z czasem, sama nie wiedziala kiedy, zaczelo jej na na nim zalezec. Nigdy wczesniej czegos takiego nie czula. W pewnym momencie najwazniejsze stalo się jego bezpieczenstwo. Musiala zrobic wszystko, ze nic mu się nie stalo. Z jednej strony czlowiek, który ja kochal i którego ona kochala a z drugiej zemsta, o ktorej myslala cale swoje zycie. Nie mogla zapomni Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Odcinek 15 - Koniec ostateczny ! 13.11.01, 09:53 Nie mogla zapomniec tej nocy, kiedy powiedzial, ze ja kocha. To byla najpiekniejsza chwila w jej zyciu,zapamieta ja na zawsze. Przepelnial ja niewyobrazalny smutek i zal. Po jej twarzy poplynely gorzkie lzy. KONIEC Odpowiedz Link Zgłoś
ignatz Re: Odcinek 15 - Koniec ostateczny ! 13.11.01, 11:04 Naprawde niezle. Szkoda, ze tak malo i ze tak szybko sie skonczylo. Moze sequel? Odpowiedz Link Zgłoś
kahila Re: Odcinek 15 - Koniec ostateczny ! 13.11.01, 11:25 no nieźle, nieźle... całkiem ciekawie z tego, co Ci zgotował Janek, wybrnęłaś - gratulacje :) . Właściwie to im więcej myślę, tym bardziej mi się podoba - tylko nie wiem, co z Twoją obietnicą, że już nikogo nie uśmiercisz (dodałaś jeszcze śmierć prawdziwej matki) ;) ale dobre to było, więc zapomnę o wcześniejszej obietnicy.... Oczywięcie czekam na dalsze opowiadania, jak się domyślam o Agnieszce i Janku ;) PZDR, kahila Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agniecha Re: Odcinek 15 - Koniec ostateczny ! IP: *.man.polbox.pl 13.11.01, 11:50 kamien spadl mi z serca! myslalam, ze posypia sie na mnie gromy, ze nielogiczne albo malo prawdopodobne, a tu prosze: pochwaly czyli to co lubie najbardziej ;) wielkie dzieki, ze nas czytaliscie! powiesc nastepna bedzie, ale teraz pierwszy i ostatni odcinek nalezy do Janka. Janek - proponuje zalozyc nowy watek np POWIESC2, bo ten juz mi sie zaczyna slimaczyc przy otwieraniu! pozdrawiam serdecznie Odpowiedz Link Zgłoś
piotr_c Re: Odcinek 15 - Koniec ostateczny ! 13.11.01, 14:17 Po dłuzszej (przymusowej) przerwie melduję się ponownie w czytelni. Podobała mi sie ta opowieść. Kiedyś widziałem taką zabawę: Zwija się w zygzak wąski pasek papieru i kolejne osoby rysują coś tak aby tylko fragment rysunku był widoczny na sąsiedniej części. Kolejna osoba stara się kontynuować ten fragment i tak mamy krowę przechodzącą w ręk, ta w tory kolejowe , te w kabel od żelazka itd. Wy bawicie sie podobnie . Bardzo czekam na następne teksty. Niech natchnienie będzie z wami. Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Re: Odcinek 15 - Koniec ostateczny ! 13.11.01, 14:50 Czesc Piotrze! Ja tez kiedys bawilam sie w taka gre, ale nie na zasadzie rysowania, tylko pisania. Na gorze kartki pisalo sie wyraz, potem zawijalo kartke i nastepna osoba sie dopisywala i tak dalej, az sie kartka nie skonczyla. Pierwszy wyraz musial byc rzeczownikiem, drugi czasownikiem, a potem juz lecialy przymiotniki i co kto chcial. Czasami okazywalo sie to calkiem smieszne :) Pozdrawiam Cie mocno. Odpowiedz Link Zgłoś
agniecha. Do Kasi 13.11.01, 14:56 Kaska pobudka!!! Wyjrzyj zza tych swoich segregatorow i napisz cos! Twoja opinia mnie interesuje! Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Do czytelników i Agniechy 13.11.01, 18:51 Przez prawie cały dzień byłem odciety od świata (czytać internetu) i dopiero teraz piszę. Pierwszy rozdział następnej powieści znajdzie się na "Forum na plazę" pod tytułem POWIEŚĆ 2. Oczywiście znów spotkają się w nim Agnieszka i Janek. Ja się powstrzymam z pochlebstwami pod adresem Agniechy, bo Frene powie, że kadzę swojej rozchwianej jaźni. Swoje zdanie już wyraziłem w poczcie prywatnej do Agniechy. Kiedy będzie pierwszy rozdział nowej powieści jeszcze nie wiem. Ale na pewno dostrzeżecie pierwszy odcinek. Pozdrawiam wszystkich, a zwłaszcza współautorkę, dzięki której zabawa może trwać dalej Janek Odpowiedz Link Zgłoś
saqqara Re: POWIESC 15.03.02, 15:03 prosze i polecam sie na przyszlosc jak zawsze :)) Odpowiedz Link Zgłoś