dzowa
14.02.08, 23:32
Pisałam już na forum savoir-vivre ale chyba bardziej się ta przygoda tutaj
nadaje :)
Przyjeżdżamy dziś (Walentynki) do ( stwierdziliśmy, że w tym momencie o żadnym
spuszczaniu zasłony milczenia mowy być nie może!) przybytku o nazwie Karczma
Polska (Łódź al. Włókniarzy 209). Mieliśmy tam zarezerwowany stolik na godzinę
20... Hehe, wchodzimy, przedstawiamy się - pierwszy mały zgrzyt, kelnerka nie
może nas znaleźć w spisie rezerwacji, ale po chwili na jej oblicze wraca
uśmiech i gościnnym gestem zaprasza nas do stolika, przy którym... siedzi para
młodych ludzi i czule gaworzy:D Zdębielim. Spojrzelim po sobie, następnie
wytężylim wzrok spodziewając się, że w okolicach zakochanych ujrzymy stoliczek
dla nas. Ale nie, był tylko ten stolik, wedle nas ZAJĘTY. Wracamy do przemiłej
kelnerki i pytamy czy aby na pewno mamy dzielić stolik z inną parą... Na co
ona radośnie stwierdza, że tak :))) Co było robić, zaśmialim się w głos,
zabralim się i wyszlim!!!
Refleksja nam się nasunęła. Może gdyby przy stoliku siedzieli Jarosław
Kaczyński z kotem (albo mamą), Żwirek i Muchomorek, Sodoma z Gomorą albo
chociaż Wars z Sawą. Ale nie... Zwykli śmiertelnicy!
Druga refleksja była taka, że może to znak od Niebios abyśmy się stali
bardziej towarzyscy?
A trzecia refleksja... Może to jakowaś nowa tradycja świecka żeby Walentynki w
większym gronie spędzać, a nie ograniczać się do standardowej dwójki? Taki
kwartet otwiera przecież tyle nowych możliwości!! Można się powymieniać
poglądami i nie tylko... Zresztą, wychodząc dojrzeliśmy w Karczmie Polskiej
jeszcze większe stoliki (na oko 6-osobowe), więc kto wie, może i sekstety się
tam promuje!!!
Mieliście tak kiedyś?