Gość: grzenio
IP: 89.174.230.*
28.02.08, 08:47
Może sytuacja śmieszna nie jest, ale za to śmieszna i żałosna jest polska służba zdrowia, która nie wiem jakim cudem jeszcze funkcjonuje. I na dodatek lekarze i pielęgniarki wciąż strajkują, a powinno być raczej zupełnie odwrotnie i to my, obywatele, którzy pracując "dajemy" pieniądze na tą instytucję. Przecież w normalnym kraju to jest nie do pomyślenia by się działo to co się dzieje u nas. Dwie sytuacje z najbliższych dni. Moja dziewczyna, która uderzyła się w głowę, przez co od dwóch dni ją wciąż boli wybrała się na ostry dyżur do szpitala kolejowego we Wrocławiu, gdzie przez 4 godziny czekała (i nie doczekała się) na przyjęcie jej przez lekarkę (i chyba termin Wielka Oddziałowa tu doskonale pasuje). Mimo iż była pierwsza i jedyna na sali, to w ciągu 4 godzin nikt jej łaskawie nie przyjął, gdyż w między czasie przyjechało 5 karetek, które miały pierwszeństwo. Było by wszystko w porządku, gdyby po pierwsze "lekarka" nie zachowywała się chamsko w stosunku do wszystkich ludzi którzy tam w między czasie się przewinęli i gdyby z tych 5 karetek, co najmniej dwie osoby nie były naprute jak szmaty (mowa oczywiście o "ofiarach", które zostały przywiezione przez karetki). To ja się pytam, po co się fatygować do szpitala samemu taksówką, skoro mogę po prostu wezwać karetkę i mieć wszystko wiadomo gdzie. Więc dzisiaj rano dziewczyna wybrała się do lekarza ogólnego, czekała 1,5 godziny na przyjęcie (normalka w tym kraju, bo przecież mogła iśc prywatnie i w ogóle nie czekać - żałosne), po czym lekarka oznajmiła, że dlaczego tak późno przyszła, że powinna iść na ostry dyżur, że ona jej nic nie jest w stanie powiedziec, oprócz tego że nie ma pękniętej czaszki, co zresztą sama zauważyła i że może sobie zadzwonić na 999 i może tam jej powiedzą gdzie jest jakiś oddział neurologii, bo ona nie wie. Zapomniałem dodać że musiałem pożyczyć jakiemuś gościowi komórkę dzień wcześniej na ostrym dyżurze żeby mógł zadzwonić do domu, by po niego przyjechali bo Wielka Oddziałowa nie miała czasu, bo musiała się wydzierać na kolejną staruszkę (-leż Pani!!! - po co się Pani ruszasz!!!) i z wielką łaską jej pomóc, bo pewnie staruszka przyjechała tam i leży dla czystej przyjemności. Oczywiście kolejną historią są wizyty u dentystów, kiedy człowiek idzie by mu wyleczyli zęba na Kasę Chorych, bo w końcu przez te parę lat płaci składki, a oni z wielką łaską Cię przyjmą, oczywiści walną najgorszą plombę i każą płacić za znieczulenie. Po czym człowiek idzie do tego samego stomatologa prywatnie i ma wrażenie, że jest to zupełnie inna osoba, wcielenie dobra i anielskości. Więc pytam kolejny raz po co pracując płacę te cholerne składki, i użeram się na dodatek ze służbą zdrowia, których najświętszym obowiązkiem jest się mną zaopiekować. Albo może jakiś niedoinformowany jestem. Może głupi. Nie wiem. W moim przypadku, kiedy ja chodzę do lekarza raz na 20 lat (dosłownie), nigdy nie byłem w szpitalu i jedyny lekarz którego odwiedzam od czasu do czasu to stomatolog, to w imię czego mam być w ten sposób traktowany. Czy człowiek nie zasługuje na szacunek, choć w jakimś małym stopniu. A co Wy o tym sądzicie i czy macie jakieś swoje historie ze służbą zdrowia. Mogę się założyć że takowych nie brakuje. W każdym ądz razie nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam po prostu zdrowia. Do końca życia. Albo normalnej służby zdrowia. Pozdrawiam!