Gość: Emilka
IP: *.elartnet.pl
01.07.08, 01:04
na przystanku przy Sądach wsiada do autobusu skromna, szczupła kobieta ok
50/60 l. z dłonią obwiązaną prawie w całości bandażem. Wybiera sobie miejsce
siedzące przy mega-potężnym facecie. I zaczyna z nim rozmawiać jak z dobrym
znajomym :
- No, widzi pan - wskazując na rękę - to wnuczek
- ???
- Bo ja mam syna starego kawalera i wnuczka-rottwailera.
- Eeee ???
- Jechaliśmy samochodem...
- tak?
- ...było gorąco i zaczęłam pić piwo
- ....
- i dałam troszeczkę wnuczkowi, ale tylko odrobinkę.I patrz pan, jak mnie
skarcił. Sam weterynarz powiedział, że tylko mnie skarcił. Bo gdyby chciał
ugryźć to wie pan... szczęki 400 kg nacisku. A tak tylko mnie skarcił. Już mi
z palce prawie zeszło. Ale wnuczek miał rację, że to było za karę - przecież
dałam mu piwa. Biedny ten mój wnuk - ma dyskopatię i problemy z łapami ...
(tu dialog się ożywia, bo facet coś tam wie o chorobach rottwailerów...)
Niestety, musiałam wysiąść........