Gość: jessi
IP: *.chello.pl
10.10.03, 20:38
Opowieść moich rodziców z czasów głębokiego komunizmu i żelaznej kurtyny.
Ojciec pisywał artykuły o muzyce poważnej do różnych gazet i kiedyś został
zaproszony wraz z małżonką na koktajl do ambasady, bodajże bułgarskiej. W
hallu stał ambasador i witał gości uściskiem dłoni. Kiedy przyszła kolej
moich rodziców mama podała mu dowód osobisty...
Takie były czasy - człowiek pewne gesty kojarzył jednoznacznie.