Dodaj do ulubionych

Lost in translation?

26.04.09, 21:44
Oglądam sobie "Wzór" jednym okiem. Dwaj policjanci wchodzą do chińskiego baru
pełnego Chińczyków. I jeden z nich mówi: "Chyba jesteśmy tu jedynymi białymi".
Coś tam dalej gwarzą, że zostali rozpoznani. A ja w tym momencie zwracam
drugie oko na ekran, bo jednemu nie dowierzam.
No i widzę: jeden policjant biały, drugi czarny.
Obserwuj wątek
    • Gość: naiwna Re: Lost in translation? IP: *.adsl.inetia.pl 27.04.09, 00:20
      też to widziałam, też jednym okiem, ale sądzę, że to było coś w
      rodzaju dowcipu... zrozumiałego w USA. Ten czarny bohater był
      człowiekiem wykształconym i w jakiś sposób "człowiekiem sukcesu", "a
      professional"... co w jakiś sposób w USA wydaje się typowe dla
      białych.
      • Gość: trusiaa Re: Lost in translation? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.09, 07:41
        Wczorajszy "Park Jurajski". Jeden z bohaterów nawołuje: - Alan! Alaaaaan!
        Tłumaczenie: - Panie doktorze! Panie doktoooorze!
      • Gość: A. Re: Lost in translation? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.04.09, 13:27
        Widziałam też.
        Wg mnie to był taki żart słowno-sytuacyjny.
        Wszyscy inni obecni byli Azjatami.
    • bujaka_jamajka Re: Lost in translation? 27.04.09, 17:01
      Już daaawno temu oglądałam jakiś film, nie mam pojęcia jaki miał tytuł, ale był
      o sportowcach;) I w filmie słychać nawoływanie zawodnika "Coach, coach" A
      tłumaczenie "trenerze Coach"..
      • Gość: kropelka Re: Lost in translation? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.09, 19:21
        Kiedys w pewnym amerykańskim filmie była scena w której kobieta
        zaatakowała faceta, skacząc mu na plecy ( to komedia jakaś była
        chyba),więc pan krzyczał ,, oh, my back" i oczywiście chodziło mu o
        jego plecy, ale sprytnie przetłumaczono to jako ,, oh,mój powrót"
        • Gość: up Dawać więcej:) [no txt] IP: *.cable.smsnet.pl 27.04.09, 19:42
          • Gość: zonk Re: Dawać więcej:) [no txt] IP: *.radom.vectranet.pl 27.04.09, 19:49
            prosze bardzo: w trancmisji rozdania oskarow w TVP film Good Will
            Hunting przetlumaczono jako "polowanie na dobrą wolę" ...
            prawidlowo zreszta...
            ale
            film nie dotarl wtedy jeszcze na nasze ekrany, a tlumaczowi szczeka
            opadla, jak juz zobaczyl przygody dobrego Williama Huntinga...
            • Gość: typeska Re: Dawać więcej:) [no txt] IP: *.gemini.net.pl 27.04.09, 20:59
              Gość portalu: zonk napisał(a):
              >a tlumaczowi szczeka
              > opadla, jak juz zobaczyl przygody dobrego Williama Huntinga...

              A nawet "Buntownika z wyboru", bo taki jest poski tytuł :)
              • Gość: zonk Re: Dawać więcej:) [no txt] IP: *.radom.vectranet.pl 30.04.09, 20:48
                tak, wiem ze taki jest polski tytul, ale nie wyjasnia on smiesznosci
                tego tlumaczenia, natomiast nazwisko i imie bohatera - tak.
        • Gość: abija Re: Lost in translation? IP: 194.181.194.* 28.04.09, 11:03
          Przynajmniej dwukrotnie już słyszałam tłumaczenie ang. zwrotu "shoot
          from the hip" jako "strzelaj z biodra"! Małom nie pękła ze śmiechu,
          gdyż w obu przypadkach tekst ten był czytany przez lektora, bardzo
          zaangażowanym tonem i nie wiem co sobie ten nieszczęsny lektor
          myślał. Nie wiem też co myślał tłumacz, ale teoria o krewnych i
          znajomych znów się potwierdza.
          • naprawdetrzezwy NIe podałaś kontekstu. 29.04.09, 22:08
            Więc twoja wersja nie jest śmieszna.
            Zwłaszcza, że nie ma błędu w dosłownym tłumaczeniu.
            • Gość: abija Re: NIe podałaś kontekstu. IP: 194.181.194.* 30.04.09, 12:46
              Zatem kontekst. Nie był to western, nikt tam kabury przy pasku nie
              miał, była to zwykła rozmowa między dwojgiem ludzi. Jedna z osób
              wahała się przed wyznaniem czegoś, na co druga zachęciła ją
              słowami: "Shoot from the hip". I ten włąsnie idiom ("wal prosto z
              mostu") został łopatologicznie przetłumaczony jako: strzelaj z
              biodra!
              • naprawdetrzezwy No tak.Wal śmiało, dawaj, mów 06.06.09, 15:09
                strzelaj itd. udałoby się wytłumaczyć.
                :-)
    • nessie-jp Re: Lost in translation? 27.04.09, 22:04
      Jak wiadomo, wydawcy książek z gatunku fantasy wychodzą z założenia, że skoro
      klient przełknie gadające smoki, elfy i gobliny, to wszystko mu można wcisnąć.
      Dlatego też zatrudniają do tłumaczenia owych arcydzieł osoby, które z językiem
      oryginału miały kontakt raczej przelotny.

      Wszystko to jest oczywiste i każdy przywykł do różnych dziwnych kwiatków.

      Mimo wszystko jednak osłupiałam, kiedy w pewnej książce pewna Wężowa Królowa (to
      ważne, że wężowa) rzekła z kwaśną miną, że ma akurat zły nastrój, bo się TOPI...

      ang. to molt
    • Gość: me Re: Lost in translation? IP: *.acn.waw.pl 27.04.09, 22:07
      Na poczatku kazdego odcinka Simpsonow jest dowcip pokazujacy jak rodzinka
      zasiada na kanapie i nazywa sie to "couch gag" czyli "dowcip kanapowy". I w
      pewnym odcinku zamiast tego dowcipu pokazana jest pierwsza strona gazety ze
      zdjeciem Simpsonow i tytulem "Couch gag thrills nation" czyli "Dowcip kanapowy
      zadziwia/zachwyca narod", w sensie, ze wymyslili taki super dowcip, ze az gazeta
      o tym pisze. Zabawne. Niestety w polskim tlumaczeniu tytul w gazecie podpisano
      "Trener gag zadziwia narod". Rece opadaja...

      Kazdy kto ogladal choc kilka filmow amerykanskich i zna choc troszke jezyk
      angielski zna na pewno wyrazenie "Fire in the hole!". Oznacza ono ostrzezenie,
      ze cos ma wybuchnac w zamknietej przestrzeni, np. gdy podklada sie ladunek
      wybuchowy w pomieszczeniu. Uzywaja go glownie policjanci i wojskowi. No kazdy to
      slyszal w filmach i wie co to znaczy. Jakiez bylo moje zdziwienie, gdy ogladalem
      ongis film "Resident Evil" i tam padla wlasnie fraza "Fire in the hole!", gdy
      bohaterowie mieli wysadzic chyba jakies drzwi i w napisach pojawilo sie
      tlumaczenie. I jakie bylo to tlumaczenie? "Strzelaj w dziure!". ... (moment na
      refleksje). "Strzelaj w dziure"??? Ktos chyba tlumaczyl z automatycznym
      tlumaczem albo slowo po slowie ze slownikiem w reku. Nie tylko nie wzial w ogole
      pod uwage kontekstu (nikt tam nie strzelal w zadna dziure, wysadzali drzwi do
      cholery!) ale jeszcze wykazal sie totalna niewiedza jesli chodzi o potoczne
      wyrazenie z jezyka Amerykanow. A ja znam je jedynie z filmow, nigdy w USA nie
      bylem i zadnego Amerykanina nie znam, takze anglistyki nie studiowalem. Wiec
      skoro dla mnie jest tak doskonale znane, to kim do diabla byl ten tlumacz?? Albo
      nie ogladal w zyciu amerykanskiego filmu sensacyjnego albo w ogole nie zna
      jezyka. Ale kase za tlumaczenie wzial?

      Dodam do tego, ze czesto trafiam na takie kwiatki w telewizji i zastanawiam sie
      kto do cholery zajmuje sie tlumaczeniem z jezyka angielskiego w ogolnopolskich
      telewizjach?? Przeciez chyba powinni brac do tego kogos, kto choc w elementarnym
      stopniu zna ten jezyk, jest w stanie zalapac rozne idiomy i zwiazki
      frazeologiczne oraz zna choc troszke jezyk potoczny (chocby z filmow, ksiazek) i
      uzyje tej wiedzy. Czy na tlumaczy biora krewnych i znajomych Krolika?? Boli mnie
      to, bo sam zawodowo zajmuje sie tlumaczeniem i w zyciu bym nie wypuscil takich
      fuszerek. A tlumacze jedynie instrukcje i dokumentacje urzadzen z pewnej branzy
      elektronicznej i moje wypociny czyta jedynie mniej kumata grupka uzytkownikow ;)
      Gdybym mial tlumaczyc cos dla telewizji, to bym chyba siedzial po nocach ze
      slownikiem angielsko-angielskim i netem pod reka zeby tylko sie nie zblaznic.
      Ale coz :/
      • Gość: up Re: Lost in translation? IP: *.cable.smsnet.pl 27.04.09, 22:11
        Ciekawe jak tłumaczą komendy "Roger that", "Copy that" (przyjąłem)? Zrogeruj to?
        Skopiuj to?

        Ja pamiętam - i to wcale nie urban legend - tłumaczenie w filmie: "I'm straight"
        jako "jestem prosty" :))))
        • kochanica-francuza Zróbcie mi tę przyjemność 27.04.09, 22:15
          Gość portalu: up napisał(a):

          > Ciekawe jak tłumaczą komendy "Roger that", "Copy that" (przyjąłem)? Zrogeruj to
          > ?
          > Skopiuj to?
          >
          > Ja pamiętam - i to wcale nie urban legend - tłumaczenie w filmie: "I'm straight
          > "
          > jako "jestem prosty" :))))

          i uświadomcie, co to znaczy.

          W potocznym noga jestem.
          • kochanica-francuza Re: Zróbcie mi tę przyjemność 27.04.09, 22:16
            dziękuję z góry (Thank you from the mountain ;-))))
            • fagyi Re: Zróbcie mi tę przyjemność 27.05.09, 16:58
              ja też dziękuję :D
          • Gość: up Re: Zróbcie mi tę przyjemność IP: *.cable.smsnet.pl 27.04.09, 22:19
            Jestem hetero.
            • kochanica-francuza już pomyślałam, że gość up jest hetero 27.04.09, 22:31
              w związku z czym przyjemności mi nie zrobi ;-)

              A "Roger that" i "Copy that"?
              • Gość: up Re: już pomyślałam, że gość up jest hetero IP: *.cable.smsnet.pl 27.04.09, 22:33
                Podałem w nawiasie: "przyjąłem", "odebrałem", "zrozumiałem" - komenda w wojsku i
                policji.
                • Gość: franek kimono ale sie watek pokiereszowal:)) IP: *.lebarts.com 27.04.09, 22:58
                  albo jako affirmative, czyli potwierdzam, tak jest, zgadzam sie, itp. wsrod
                  krotkofalowcow np. w policji stosuja zenskie imiona jako odpowiedniki liter,
                  alina-celina-karolina jako "ack" tak by nie bylo przeslyszen:)


                  im straight ma chyba tez jeszcze inne znaczenie niz bycie wlasciwa orientacja,
                  ale w sumie tak najczesciej jest stosowane i tego sie "czymiemy";) kochanico
                  idiomy sa bardzo wazne, ja polecam zapamietac "actually" i "eventually" jesli
                  sie uczysz a nie wiesz to pamietam ze nie wolno myslec po polsku jak je
                  slyszysz. dobrej nocy wszystkim!
              • Gość: naiwna Re: już pomyślałam, że gość up jest hetero IP: *.adsl.inetia.pl 30.04.09, 02:33
                kochanica-francuza napisała:

                > w związku z czym przyjemności mi nie zrobi ;-)

                to ty, kochanico, jesteś jednak kochanicą Francuzki, a nie
                Francuza? :P
                • kochanica-francuza Re: już pomyślałam, że gość up jest hetero 30.04.09, 12:52
                  Francuza, ale pomyślałam, że może to hetero jest kobietą hetero.
          • Gość: me Re: Zróbcie mi tę przyjemność IP: *.acn.waw.pl 27.04.09, 22:19
            > uświadomcie, co to znaczy.

            Pytasz o "I'm straight"? To znaczy "Jestem hetero" :)
            • Gość: up Re: Zróbcie mi tę przyjemność IP: *.cable.smsnet.pl 27.04.09, 22:21
              Napisałbym w cudzysłowie, ale wolałem nie:)
              • Gość: me Re: Zróbcie mi tę przyjemność IP: *.acn.waw.pl 27.04.09, 22:26
                To to bylo tlumaczenie czy deklaracja? ;)
                • Gość: up:) Re: Zróbcie mi tę przyjemność IP: *.cable.smsnet.pl 27.04.09, 22:31
                  Ze względu na tą dwuznaczność wolałem uniknąć cudzysłowu, jakoby miało być
                  deklaracją:)) Winny się tłumaczy, to wiadome.
                • Gość: franek kimono Re: Zróbcie mi tę przyjemność IP: *.lebarts.com 27.04.09, 22:44
                  jako czepialski z natury uznalbym, ze hetero nie jest pan "me" bo uzyl
                  klamerek;) zartuje oczywiscie, obaj mieli na mysli tlumaczenie.. chociaz cholera
                  ich wie:))))))))))))
                  • kochanica-francuza Re: Zróbcie mi tę przyjemność 27.04.09, 22:55

                    > a
                    > ich wie:))))))))))))

                    No ale ja jestem kobietą*, więc musiałyby być to PANIE ;-)

                    *chociaż,oczywiście, w necie cholera mnie wie
                    • Gość: franek kimono Re: Zróbcie mi tę przyjemność IP: *.lebarts.com 27.04.09, 23:01
                      ci panowie dali sie poznac jako plec brzydka wiec przyjemnosc raczej by tobie
                      dali, jesli jestes kochanica a nie kochanicem:)


                      --
                      kac jak zmija, w koncu mija, wreszcie zasne i zaczne na powaznie jutro ten
                      tydzien, bo caly dzien sie turlam i dalej niedziele mam :D

                      d-c
                • fagyi Re: Zróbcie mi tę przyjemność 27.05.09, 16:59
                  eheheh
      • kochanica-francuza Krewnych i znajomych, tak 27.04.09, 22:14
        ja kiedyś się zgłaszałam (nie do filmów, ale do tłumaczeń) i jak mi kota
        pogonili z tekstem próbnym, to nie daj Boże.

        Czepiali się każdego przecinka i co drugiego zwrotu (tekst ze trzy razy
        sczytywany i poprawiany).

        Za strzał w dziurę chybaby mnie zabili i zasugerowali kurs języka w trybie
        przyspieszonym.

        Z czego wnioskuję - jak ktoś wali takie błędy, niechybnie jest Królika krewnym i
        znajomym. C.b.d.o.
      • Gość: ichi51e Re: Lost in translation? IP: *.acn.waw.pl 24.05.09, 09:52
        Filmy czesto tlumaczy sie ze skryptu - tlumacz nawet nie ma szans
        obejrzec, stad te kwiatki... (ostatnio, juz nie pamietam na czym,
        "Uwaga na zbiornik!" (a jechal czolg...) i tak nic nie przebija tzw
        "tytulu dystrybutora" ("KOCHANICE KROLA"???!!!)
        • nessie-jp Re: Lost in translation? 25.05.09, 13:45
          Gość portalu: ichi51e napisał(a):

          > Filmy czesto tlumaczy sie ze skryptu - tlumacz nawet nie ma szans
          > obejrzec, stad te kwiatki...

          Oj nie. Te kwiatki to stąd, że tłumacz nie ma zielonego pojęcia o języku.
          Naprawdę. A co gorsza, nawet się nie zastanowi.

          Ostatnio w TVP:
          "I was wearing slippers" przetłumaczono na "Miałem na sobie PIZAME"...

          Trzeba zaiste dokonać cudu umysłowego, żeby z kapci zrobić piżamę, niezależnie
          od języka. Niezależnie od tego, czy się ma skrypt (napisane jak krowie na rowie)
          czy się ogląda film (tam wręcz widać, co ten ktoś ma na sobie, nawet jeśli ktoś
          jest przygłuchy i slippers interpretuje jako sleepers).
        • Gość: tylko ja Re: Lost in translation? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.09, 20:50
          Weapon X? też na to zwróciłem uwagę ;)
    • Gość: bazz Re: Lost in translation? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.09, 00:15
      francuski może nie jest w Polsce popularnym językiem, ale wśród tłumaczy
      powinien. zwłaszcza w radiu, którego słuchają miliony Polaków.

      w558.wrzuta.pl/audio/22L9wZvugFe/sik_kota_czyli_ojciec_jozef_tlumaczy
      (nagrania z Radyja dokonałem osobiście kilka lat temu, cięcia oznaczone
      dźwiękiem "pampampam" pochodzą ode mnie)
      • trusiaa Re: Lost in translation? 28.04.09, 08:09
        Byłam święcie przekonana, że to podróbka Radyja w stylu Halamy:

        www.youtube.com/watch?v=TJ7QOtchT58&feature=related
        ...ale nie!!! Bazz, czuję się ubogacona Twoim streszczeniem.
    • gorillon Re: Lost in translation? 28.04.09, 12:38
      Moj faworyt:
      "Blues brothers" w telewizji Polsrat. Bracia spotykaja Curtisa (Cab Calloway) w swoim dawnym sierocincu. Pada kwestia "... i grales nam na harfie bluesowe kawalki".
      Nie wierzylem wlasnym uszom! "Harp" to w istocie po angielsku harfa, ale kazdy obeznany z muziczka wie, ze i bluesowa harmonijka ustna.

      Wizja sedziwego Murzyna plumkajacego sekatymi paluchami na harfie jest jednak nie do pobicia.

      Inny przyklad, kreskowka "Rocco i jego swiat". Ktos krzyczy "there's a giant heart attack coming!" i na "scene" wskakuje wielkie agresywne serce z raczkami i nozkami. Jak przetlumaczono?
      "Zbliza sie wielki... ZAWAL serca". Nosz kurde!

      Tlumacza tlumaczyc moze tylko fakt, ze czasem przeklad robi sie bez ogladania filmu, bo nie dowiezli - znam to z autopsji innej osoby, ze tak powiem.
    • 3nik Re: Lost in translation? 29.04.09, 13:40
      Are you coming with us? (czy jakoś tak)
      Zostajesz w domu?

      Yes!
      Nie!
      • Gość: up Re: Lost in translation? IP: *.cable.smsnet.pl 29.04.09, 14:20
        Ona se skur-vila, ona se skur-vila!
        Ona mnie zdradziła, ona mnie zdradziła!

        (by Knapik)
        • Gość: up Re: Lost in translation? IP: *.cable.smsnet.pl 29.04.09, 14:22
          Albo tak:
          nonsensopedia.wikia.com/wiki/Dubbing
          • blue-leeloo Re: Lost in translation? 29.04.09, 15:36
            (ang.) fuck you - (pol.) tere-fere
            (ang.) fuck you too - (pol.) ty też tere-fere

            No boskie :D Takiej wersji jeszcze nie spotkałam :)
            • Gość: up Re: Lost in translation? IP: *.cable.smsnet.pl 29.04.09, 17:00
              Niektóre filmy z lektorem (dubbingu nie znoszę) nie odstają tak bardzo od
              oryginalnego przekazu, lektor w Pulp Fiction klął jak trzeba, bo na tym polega
              fenomen przegadanego filmu.

              A weźcie odtereferujcie się wszyscy od tłumaczeń:))
              • blue-leeloo Re: Lost in translation? 29.04.09, 18:23
                Oooo, dobrze gadasz (piszesz :P). Nie cierpię takiego zmiękczania
                obcojęzycznych przekleństw bo to nie oddaje emocji chwili. Ciekawe
                jakby tak "wytereferować" np "Psy". Dabingowi zdecydowane nie!
                Chyba, że w bajkach co pewnie nie podlega dyskusji ;)
                • Gość: mol Re: Lost in translation? IP: *.va.shawcable.net 29.04.09, 18:51
                  bo do jednego wora wrzuca sie debilne polskie komedie typu testosteron/poranki
                  kojota i p-f wlasnie, trzeba wiedziec kiedy bluzga w filmie zrobic, a teksciarze
                  powinni nie cenzurowac. amen
                • Gość: mol Re: Lost in translation? IP: *.va.shawcable.net 29.04.09, 18:53
                  a poza tym feministyczne komedie gdzie kobiety wciaz klna wzbudzaja we mnie
                  mieszane uczucia, bo klac bez powodu to nawet facetowi nie wypada. eh
                • nessie-jp Re: Lost in translation? 21.05.09, 02:45
                  blue-leeloo napisała:

                  > Oooo, dobrze gadasz (piszesz :P). Nie cierpię takiego zmiękczania
                  > obcojęzycznych przekleństw bo to nie oddaje emocji chwili.

                  Ależ to nie tylko nasi tereferują!

                  Oglądam właśnie kanadyjski serial. Facet zabił kobietę i wrzeszczy agresywnie po
                  czesku: "Ku... jedna!" Angielskie z kurtuazją tłumaczą tę wypowiedź jako: "I
                  warned you!"

                  Tere fere, psia ich mamusia...
            • penicylina81 Re: Lost in translation? 30.04.09, 07:38
              blue-leeloo napisała:

              > (ang.) fuck you - (pol.) tere-fere
              > (ang.) fuck you too - (pol.) ty też tere-fere
              >
              > No boskie :D Takiej wersji jeszcze nie spotkałam :)

              Hehe, to akurat baaardzo luźny przekład Maćka Stuhra w kabaretowej scence:)
              • kochanica-francuza Tere-fere - idźmy dalej 30.04.09, 12:53
                F... off - odtereferuj się

                I f...him/her - tereferowałam/em go/ją

                A wszystko to, bo Macieja Stuhra nie lubię! ;-)
      • nessie-jp Re: Lost in translation? 29.04.09, 18:34
        3nik napisał:

        > Are you coming with us? (czy jakoś tak)
        > Zostajesz w domu?
        >
        > Yes!
        > Nie!

        No bez przesady. Tłumaczenie nie polega na przecykaniu automatycznym
        translatorem, żeby się każde słówko zgadzało, tylko na napisaniu dialogu tak,
        żeby miał sens. Powyższy dialog ma sens, więc o co się tu czepiać?
        • Gość: mol Re: Lost in translation? IP: *.va.shawcable.net 29.04.09, 18:55
          nessiu oboje macie racje, a ty sie czepiasz ze on sie czepia :))))) ale jak sie
          slyszy takie aberracje to mozna sie posmiac, wtedy jestem za!
        • the.ctphr Re: Lost in translation? 14.05.09, 12:18
          nessie-jp napisała:

          > No bez przesady. Tłumaczenie nie polega na przecykaniu automatycznym
          > translatorem, żeby się każde słówko zgadzało, tylko na napisaniu dialogu tak,
          > żeby miał sens. Powyższy dialog ma sens, więc o co się tu czepiać?
          >

          W tym przypadku może i masz rację, ale już kiedy pytanie brzmi np. "Do you mind..?" a jedyną odpowiedzią jest kręcenie głową na "nie", to nie ma co na siłę unikać kalki językowej i tłumaczyć jako np. "Czy mogę..?" jednocześnie wciskając w zamknięte usta osoby odpowiadającej słowo "Tak" (zaobserwowane już w wielu filmach i serialach).
      • niedzwiedzica_sousie Re: Lost in translation? 28.05.09, 13:22
        nic ci nie jest?
        are you ok?

        nie
        yes + odpowiednie kiwanie głową.

        to mnie zawsze rozwala, nie mogą tłumaczyć "wszystko w porządku"???
      • Gość: polwords Re: Lost in translation? IP: *.cable.ubr03.sgyl.blueyonder.co.uk 06.06.09, 21:43
        ten chyba pierwszy ma racje





        www.polwords.com
        translation polish, polish -english translation, polish to english translation, translation to polish
      • Gość: polwords Re: Lost in translation? IP: *.cable.ubr03.sgyl.blueyonder.co.uk 06.06.09, 21:44
        chyba ten pierwszy ma racje:)



        www.polwords.com
        translation polish, polish -english translation, polish to english translation, translation to polish
    • horatio_valor Re: Lost in translation? 29.04.09, 15:14
      "Family Ties" - "Rodzina Tiesów". Z jakiegoś programu tv.
    • taka_jedna_ona Re: Lost in translation? 30.04.09, 14:31
      "cztery wesela i pogrzeb":

      Boski:) Hugh budzi się i dociera do niego, że znowu zaspał na ślub, przerażony zrywa się z łózka i mówi "fuck fuck fuck!!" a pan lektor: "o kurcze, o kurcze!!"

      ************
      "Jest jeden sposób, by skupić na moment uwagę wszystkich na sobie, tak żeby rzeczywiście o tobie pomyśleli... nieodwracalny niestety. Ceną za moment chwały jest śmierć..."
      K.N.
      • jestem-tu Re: Lost in translation? 30.04.09, 21:00
        witam,
        Chyba w 1999 albo 2000 w kablowej TV w programie Discovery i innych
        bylo pelno błędów. Potem w "Gazecie" była informacja o planowanym
        powtórzeniu programów z nowym tłumaczeniem.
        Nie jestem dobry aż tak by łapać wyciszony oryginalny tekst, mam
        wiedzy troche to tłumaczone teksty mi nie pasowały.
        "Kwiatki" z programów o lotnictwie:
        Concorde na próbach przekroczył PODWÓJNA PRĘDKOŚĆ ŚWIATŁA
        Końce łopat śmigła samolotowego osiągają PRĘDKOŚĆ ŚWIATŁA
        Samoloty z lotów bojowych wtacały z poobtłukiwaną karoserią....:)
        O małym bardzo lekkim samolociku powiedzieli że jest "wrażliwy na
        zmiany ciepłoty" ( miało byc wrażliwy na turbulencje, hihihii. )
        W innym programie pojawił sie "statek wojskowy" i "suszona trawa to
        żywność dla krów". Niby prawda, ale kto tak mówi o polsku?????
        Było więcej, ale już niepamiętam...
        Niedawno powtarzali wielokrotnie "inercja" a widac było napisany
        wzór i wiem ze miał być "moment bezwładnosci" (chodziło o siły w
        ruchu obrotowym...)
        • jestem-tu Re: Lost in translation? 30.04.09, 21:19
          jeszcze przypomniało mi się...
          Omawiali budowe jakiegoś nowoczesnego bojowego samolotu odrzutowego.
          Omawiajac kształt skrzydła powiedzieli "kąt ataku" i tak pokręcili
          tekst, że było o używaniu uzbrojenia w walce, zupełnie bezsensownie..
          To nie był "kąt ataku", tylko "kąt natarcia", czyli kąt miedzy
          powierzchnią skrzydła a kierunkiem napływających strug powietrza.
          W przybliżeniu kąt miedzy linia łączącą przednią krawędż skrzydła
          (krawędznatarcia) z tylna krawędzią skrzydła (krawędzią spływu) a
          kierunkiem lotu...
          • Gość: up Re: Lost in translation? IP: *.cable.smsnet.pl 30.04.09, 21:35
            Jak już jesteśmy przy tematach technicznych to uwielbiam nieznajomość albo brak
            konsultacji w rozróżnianiu kategorii broni: np. słowa "rifle" jako strzelby lub
            karabinu nieadekwatnie do sytuacji, "submachine gun" jako karabinu
            (maszynowego), albo pistoletu, gdy widać bębenkowego Smith & Wessona :)

            Nieścisłości w głupawych filmach akcji, gdzie z siedmiostrzałowego colta pada
            dwa razy tyle kul, lub z ciągłe strzelanie z automatu bez przeładowania pomijam
            milczeniem. Dlatego śmieję się w momentach dla wszystkich dziwnych:))
            • Gość: lelum polelum Re: Lost in translation? IP: 203.113.25.* 30.04.09, 21:51
              racja, ale rifle to prawie zawsze jest "carbine", ale raz uslyszalem ze shotgun
              to karabin :)))) ta, snajperski srut :))))
      • the_dzidka Re: Lost in translation? 30.04.09, 22:01
        Dialog z filmu a la polski lektor:

        - Ty penisie!
        - Nazywasz mnie penisem?
        - Tak, bo jesteś penisem!!
        • Gość: dobre:))) Re: Lost in translation? IP: *.ru 30.04.09, 22:06
          ta, bo tam bylo:
          you are penis
          are ya callin me penis
          yeah, cause you are penis :))))

          ps. prick, dickhead, czy jak tam bylo w oryginale?

          ja pamietam cocksucker jako dupek, hahaha :)
          • the_dzidka Re: Lost in translation? 30.04.09, 22:18
            Sądzę, że to był asshole albo zwyczajnie fuck you. Nigdy nie
            słyszałam, żeby w oryginale wyzywali się "you prick", czy "you
            diskhead".
            • olylejdi_1 Re: Lost in translation? 01.05.09, 17:48
              CSI Las Vegas - żeby poprawnie tłumaczyć jakiś serial, trzeba znać kontekst. Np
              w 5x13 "cast-off on the walls" przetłumaczyli jako "ozdoby na ścianach w
              sypialni", a w rzeczywistości powinno być "rozprysk krwi na ścianach sypialni".
              Przy ktorejs z kolei emisji tego serialu na TVP2 zauważyłam, że to poprawili.
              Plus im za to :)

              Ale serialu Boston Legal to chyba nigdy nie odważa się wprowadzić na antenę :)
              Ciekawe kto się podejmie tłumaczenia :)
              • girl.of.your.nightmares Re: Lost in translation? 07.05.09, 23:15
                najfajniejsze są takie romantyczne albo dramatyczne sceny w filmach, kiedy padają poważne deklaracje, coś się rozstrzyga itp. i słychać najpierw pytanie, a następnie w odpowiedzi jednocześnie "yes" i "nie" lub "no" i "tak"
                nie żeby to był błąd, bo chodzi o zachowanie sensu, ale brzmi czasem śmiesznie:)

                kiedyś reklamowali film pod tytułem "in her shoes" i przetłumaczyli na "siostry"
    • Gość: xxx Re: Lost in translation? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.09, 17:14
      Reklama orange. Zbiórka jakiś ludzi od wymyślania reklam, którzy zastanawiają
      się, jak zrobić reklamę. Ma się kojarzyć z pomarańczą, zegarkami (nie pamiętam
      kontekstu). Na końcu wymyślają jakieś bilety do kina.
      Reklama absolutnie świetna, naprawdę górna półka. Ale ma sens tylko i wyłącznie
      po angielsku i tylko i wyłącznie w kontekście filmu "Clockwork Orange" czyli
      mechaniczna pomarańcza.

      www.youtube.com/watch?v=rdrSg5ivyw0&feature=PlayList&p=11C1E4C706CED93B&playnext=1&playnext_from=PL&index=42
      • blue-leeloo Re: Lost in translation? 12.05.09, 16:15
        Gość portalu: xxx napisał(a):

        > Reklama absolutnie świetna, naprawdę górna półka. Ale ma sens
        tylko i wyłącznie
        > po angielsku

        Też lubię te reklamę ale wydaje mi się, że spokojnie jej sens można
        załapać z polskiego tłumaczenia (mój angielski jest niezbyt..) bo
        kilka razy przewija sie słowo mechanicznie i pomarańcza (lub
        pomarańczowy) co kojarzy sie przecież z obrazem "Mechaniczna
        pomarańcza" bo tak on był tłumaczony w polskiej wersji.
      • blinski Re: Lost in translation? 16.05.09, 17:31
        ja natomiast, oglądając tę reklamę, nie miałem wrażenia, że nie da się jej zgrabnie przełożyć na polski. tłumacze poradzili sobie nawet ze słowem 'clockwork' - dla 'jak w zegarku' znaleźli, może trochę koślawy, ale w sumie pasujący odpowiednik 'powtarza się mechanicznie'. jedną tyko rzecz spieprzyli. skoro już w monologu szefa zespołu copywriterów pada słowo 'pomarańcza', to żeby cały żart miał jakiś sens, musi to pod koniec znaleźć jakieś uzasadnienie. tak więc zamiast 'środy z orange' nazwałbym tę całą akcję 'pomarańczowe środy' i byłoby moim zdaniem git:)
    • Gość: pozdro Re: Lost in translation? IP: 198.28.69.* 12.05.09, 16:03
      Program 'na zywo' z tlumaczeniem w tle...nagrody jakiestam, w
      takiejtam kategorii wygrywa serial 'BOLD AND BEAUTIFUL' a tlumacz
      lekko sie zajaknawszy, tlumaczy 'PIĘKNI I ...ŁYSI'
      ...normalnie umarlam:))))
      • meduza7 Re: Lost in translation? 12.05.09, 17:09
        Haha, zobaczcie to, od trzeciej minuty. Indiana Jones i Mola Ram na wiszącym
        moście mówią sobie grzecznie na "pan".
        www.youtube.com/watch?v=X8BU7b6yZCQ
    • Gość: plyczo Re: Lost in translation? IP: *.acn.waw.pl 12.05.09, 19:47
      Dodam jeszcze stare, jak ja, klasyki (nie pamiętam co gdzie było,
      niestety). Zaamiętałem je, jako swoiste anegdotki językowe:
      1. Zamawianie "whisky on the rock" - w rodzimym tłumaczeniu
      jako "whisky na skale" (powaliło mnie)
      2. "Oh, shit!" - u nas - "O, Boże!" (miłe(?))

      ...i jeszcze, off-topic i wbrew tematowi, bardzo dobre tłumaczenie
      tytułu piosenki "Toy soldier" jako "Ołowiany żołnierzyk", co
      niektórych - nie wiedzieć czemu - oburzało.

      Było tego tyle, a nie chce się przypomnieć, wrrr
    • gorillon Found in translation? 12.05.09, 22:18
      O tym tym słówku już bywało na forum, ale przypomniało mi się, więc
      napiszę. Chociaż to nie z filmu, a z życia, i nie "Lost" a "Found in
      translation".
      Przecież wiadomo, że to słówko brzmi z obca, więc i po angielsku też
      pewnie znaczy to samo. Ojciec kolegi, dyrektor w dużej firmie na
      spotkaniu z zagranicznymi kontrahenrami rzekł:
      - I had an unbelievable fart.
      • meduza7 Re: Found in translation? 13.05.09, 11:43
        Cóż, mój szef z czasów, gdy pracowałam w hurtowni materiałów budowlanych, na
        spotkaniu z zagranicznymi gośćmi stwierdził, że firma sprzedaje gipsy,
        fonetycznie: dżipsy.
        • Gość: up Re: Found in translation? IP: *.cable.smsnet.pl 13.05.09, 12:30
          Pewnie z romskiej mafii.
        • gorillon Re: Found in translation? 13.05.09, 12:48
          Jeszcze cos mi sie przypomnialo - choc to jeszcze wiekszy off topic ;-)
          Jako, ze mowi sie po polsku "nie mam bladego pojecia", powiedzialem raz z "I've no bloody idea". Chyba mozna tak powiedziec, i to nie blad, rzecz w tym, ze sie mi tylko z rozpedu tak polski idiom s i e p r z e t l u m a c z y l o ;-)
          • misiania Re: Found in translation? 14.05.09, 22:58
            blady ajdija okrutnie mi się podoba :))))
          • Gość: wcpnf Re: Found in translation? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.06.09, 22:58
            można, anglicy zrozumieją. Amerykanie pewnie by powiedzieli "fucking idea"
        • the_dzidka Re: Found in translation? 14.05.09, 10:27
          Podczas niemieckiego okresu mojego życia kolega, z którym byłam w
          sklepie, poprosił o der Segregator :) A po niemiecku mówił
          nienajgorzej :)
          Ja zaś, po tymże niemieckim okresie, kiedy wróciłam do PL, musiałam
          zamówić materiały dla biura przez telefon. I klaruję facetowi
          (chodziło o toner):
          - Wie pan, tak sie składa, że nie wiem, jak to się nazywa po polsku,
          po niemiecku to są Tintenpatronen..
          - Po polsku to jest kartridż, prosze pani.
          ;)
      • Gość: up Re: Found in translation? IP: *.cable.smsnet.pl 13.05.09, 12:29
        Pryk-pryk:)))
      • Gość: ha Re: Found in translation? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.09, 10:04
        Ba, swego czasu w Katowicach na ul.Warszawskiej była reklama Gabinetu
        Lekarskiego Fart! (pisanego z wykrzyknikiem). Brzmiało to jak zachęta: pierdnij se!
      • kinky5 Re: Found in translation? 25.05.09, 03:56
        ;-))))
    • Gość: o m IP: 67.159.44.* 14.05.09, 09:51
      g
    • Gość: me Re: Lost in translation? IP: *.acn.waw.pl 14.05.09, 21:56
      Poszedlem sobie na film "X-men origins: Wolverine". Film jak film ale doszly mi nowe kwiatki tlumaczy :)

      1. Grupa mutantow atakuje baze wojskowa. Przeciw nim wyjezdza czolg. Dowodca patrzy znaczaco na wielkiego mutanta, ktory jest bardzo silny i odporny. Koles pyta krotko: "Tank?" w sensie czy ma sie zajac czolgiem. Dowodca potwierdza i mutant rozwala czolg. Jakie bylo tlumaczenie jego pytania? "Zbiornik".
      Kurcze, fakt, slowo "tank" znaczy i "czolg" i "zbiornik" ale koles rozwalil ten czolg wkladajac piesc do lufy, gdy czolg strzelal. Nie mialo to NIC wspolnego z zadnym zbiornikiem!!

      2. Wolverine sobie tam z kims walczy, juz nie pamietam, whatever. W kazdym razie niespodziewanie pojawia sie Gambit (tez dobry mutant) i pomaga glownemu bohaterowi. No i po wszystkim Gambit patrzy sie wymownie na Wolverine'a i mowi "You are welcome" czyli "Nie ma za co", w sensie, ze Wolvie powinien mu podziekowac. A tlumaczenie: "Witaj".
      Argh!!! Jakie kurde witaj?! Kolesie widza sie juz jakis czas, nie ma tam miejsca na zadne powitanie! Ok, samo slowo "welcome" znaczy "witaj" ale juz zdanie "you are welcome" ZDECYDOWANIE nie!!

      Pierwsza z opisanych sytuacji mozna usprawiedliwic tym, ze tlumacz tlumaczyl majac przed oczami tylko linie dialogowa, bez kontekstu sceny. Biedne to, ale jeszcze mozna jakos zrozumiec.
      Ale sytuacja druga?? Toz to elementarna nieznajomosc angielskiego! Zupelnie jakby znowu ktos tlumaczyl ze slownikiem w reku, slowo po slowie i nie znal ZADNYCH wyrazen zlozonych. I wzial za to kase. Przerazajace!
    • Gość: 3,14-Roman Re: Lost in translation? IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 14.05.09, 22:51
      Dzisiejszy House, lekarze zastanawiają się nad diagnozą. Kutner rzecze głosem lektora:
      -Trzynaście mówiło o zapaleniu opon!
      a ja padam :D
      • Gość: up Re: Lost in translation? IP: *.cable.smsnet.pl 14.05.09, 23:12
        Wniosek z tego wątku nasuwa się taki, że farciarz to nie lucky bastard tylko
        pierdziel pospolity, zaś na tych pociotków ze słownikami w ręku nie mamy bloody
        idea. Jedynie brak znajomości kontekstu czasem tłumaczy, ale "you are welcome"
        jako "witaj" w moim rankingu wygrało, szkoda, że nie w znaczeniu "częstuj się",
        gdy ktoś prosi o kęsa:))
    • Gość: up Re: Lost in translation? IP: *.cable.smsnet.pl 14.05.09, 23:16
      www.filmweb.pl/ARTYKU%C5%81+Polskie+t%C5%82umaczenia+tytu%C5%82%C3%B3w+filmowych,News,id=44124
      • Gość: blu-lilu Re: Lost in translation? IP: *.chello.pl 14.05.09, 23:26
        "Podziemny krąg" :DDDDDDDD
        A jednak się tu pojawiło :P
        • Gość: me Re: Lost in translation? IP: *.acn.waw.pl 15.05.09, 00:12
          > "Podziemny krąg" :DDDDDDDD

          A z kolei tlumaczenia tytulow to ja bym sie tak bardzo nie czepial. Tutaj
          dochodza do glosu rozne czynniki.

          Po pierwsze tytul musi jakos przyciagac uwage. Jesli to film sensacyjny czy
          horror to dynamicznym brzmieniem, jesli melodramat to dramatycznym, jesli
          komedia to zabawnym itd. I na pewno na tlumacza pod tym katem naciska
          dystrybutor, wiec tlumacz stara sie znalezc chwytliwa, pasujaca do danego filmu
          fraze, a nie koniecznie tlumaczyc wiernie oryginalny tytul.
          Wezmy np. taki "Panic room". W branzy zabezpieczen (dla ktorej tlumaczeniami
          zreszta sie param) byloby to cos w stylu "Pomieszczenie napadowe" czy "Schron
          napadowy", cos w ten desen. Tytul do niczego, na pewno nie na plakat do
          przyciagniecia tlumow. Ale juz "Azyl" brzmi super i zaciekawia :)

          Po drugie czesto oryginalny tytul przetlumaczony doslownie brzmialby glupio.
          Np. "Die hard", tak czesto wysmiewany za ta nieszczesna "Szklana pulapke" - jak
          to dobrze doslownie przetlumaczyc? "Trudny do zabicia"? To raczej taki film ze
          Stevenem Seagalem "Hard to kill". Wiec moze "Ciezko umrzec"? "Trudno go ubic"?
          "Nie taki latwy do ustrzelenia"? Oj ciezka sprawa :) Nie dziwie sie tlumaczom,
          ze siegneli po tytul kojarzacy sie z tematem filmu (wiezowiec z uwiezionymi
          zakladnikami - szklana pulapka) i brzmiacy odpowiednio sensacyjnie. A ze sie
          poslizgneli przy nastepnych czesciach, bo tam juz nie bylo wiezowcow, to trudno
          bylo przewidziec. Ale nie tak latwo podac alternatywe.
          Podobnie wspomniany "Fight club". Hmm, "Klub walki"? "Klub walczacych"? No niby
          mozna, ale brzmi to jak tytul filmu o bokserach, albo co gorsza fanach kung-fu,
          a nie o to przeciez chodzi. Jeszcze ludzie nie pojda na film? I tak wracamy do
          powodu numer 1 :)

          Po trzecie czasami tytul oryginalny jest przewrotny, jest jakas gra slow czy
          wyrazeniem ze slangu albo danego srodowiska i ciezko to oddac po polsku.
          Wezmy takie "Zadlo" - tutaj tlumacz przetlumaczyl doslownie. A przeciez "sting"
          to znaczy tez "przekret", "numer" i mysle, ze w tym znaczeniu jest to uzyte jako
          tytul tego filmu. Swoja droga przez lata sie zastanawialem czemu do cholery
          zadlo, co ma to wspolnego z tematem tego filmu i w koncu sie dowiedzialem ;)
          Innym przykladem takiego tytulu wieloznaczeniowego moze byc tytul serialu
          "Grey's Anatomy". Tytul nawiazuje do znanego w USA podrecznika anatomii oraz do
          nazwiska glownej bohaterki. Ale co znaczylby tytul "Anatomia Grey" albo
          "Anatomia Greya" dla polskiego widza?? Kojarzy sie jakos tak powiedzmy intymnie
          ;) Zdecydowanie "Chirurdzy" brzmi lepiej.

          Za to nie bardzo lubie jak tlumacz sie "poddaje" i zostawia tytul w oryginale.
          To jest dla mnie pojscie na latwizne.
          Ok, "Matrix" moze byc, bo jako nazwa wystepuje tez w filmie, zreszta "Macierz"
          lub "Matryca" brzmialoby koszmarnie :)
          Ale juz np. "Pitch black", pierwszy film o Riddicku? Czemu nie probowano z tym
          powalczyc? Nasuwa mi sie "Ciemno jak w d..." ale na pewno doswiadczony tlumacz
          cos by wymyslil ;) Cos a la "Gesty mrok", "Mroczna ciemnosc", itp. Brzmialoby
          dramatycznie, a nie byloby zostawione dla widza do sprawdzenia.
          Tak samo chocby "Toy story", "Vanilla sky", "Traffic" czy "Underworld" ze tak
          zacytuje patrzac na to co mi wpadnie w oko na polce z DVD :) Cos by sie dalo
          powymyslac dla tych tytulow.
          Jeszcze rozumiem jak sie zostawia oryginalny tytul i dodaje polskie slowa, jak
          ostatnio przy "Watchmen - Straznicy". Ok, chcieli zeby fani komiksu wiedzieli,
          ze to jest wlasnie film na jego podstawie, a nie przypadkowa zbieznosc tytulow.
          Ale kompletnego zostawienia tytulu oryginalnego, jesli da sie go przetlumaczyc,
          nie lubie.

          Podsumowujac nie wieszajmy psow na tlumaczach tytulow filmow, bo czesto wisi nad
          nimi presja dystrybutora, no i czasem doslowne tlumaczenie wcale nie jest
          najlepsza droga, a zostawienie tytulu w oryginale jest IMO lenistwem. Za to przy
          dialogach powinni wziac sie do roboty!!
          • Gość: me Re: Lost in translation? IP: *.acn.waw.pl 15.05.09, 00:19
            Heh dopiero teraz przeczytalem zalinkowany dwa posty wyzej artykul i jego autor
            napisal mniej wiecej to co ja :) Coz, nie ma to jak naprodukowac sie po proznicy
            na forum, szczegolnie jak praca lezy odlogiem, a klient dopytuje sie o terminy ;)

            Jest jakies leczenie forumoholizmu??
            • Gość: blu-lilu Re: Lost in translation? IP: *.chello.pl 15.05.09, 00:26
              Ten "podziemny krąg" mnie rozśmieszył, bo pojawił się w wątku
              kalamburowym :) (w podobnym kontekście)
              Ja tam z forumoholizmu bym się nie leczyła bo to niegroźne jest. Kto
              wie może zaraźrliwe ale to akurat in plus ;)
              • Gość: me Re: Lost in translation? IP: *.acn.waw.pl 15.05.09, 00:43
                > Ja tam z forumoholizmu bym się nie leczyła bo to niegroźne jest.

                Grozne jak sie pracuje w domu. I tak: zanim zaczne prace "tylko na chwilke"
                zerkne na forum. Jak mam przerwe na kawe czy posilek "tylko na czas
                jedzenia/picia" zerkne na forum. Jak mam przerwe na karmienie kotow zerkne na
                forum "tylko na 5 minut" zanim wroce do pracy. Pod koniec dnia, ale jak jeszcze
                mam pracowac, "zeby dac odpoczac umyslowi na momencik" zajrze na forum. I tak
                sie okazuje ze dzisiaj przetlumaczylem 7 stron zamiast ustawowych parunastu lub
                chocby 10. Znaczy ustawe sam stworzylem :) ale tak mi wynika z bilansu - zeby
                zdazyc z terminem. I znowu bedzie siedzenie po nocach i ban na forum na kilka
                dni zeby zdazyc z robota :/
                • Gość: blu-lilu Re: Lost in translation? IP: *.chello.pl 15.05.09, 00:56
                  ha,ha skąd ja to znam? Podeszłam do kompa zaraz po Housie (czy to
                  się odmienia? :P)tylko po to żeby go wyłączyć i tak mnie coś
                  pokusiło żeby tylko zerknąć na sekundkę. I po co mi to było?
                  Utknęłam jak zwykle :D
                  • Gość: me Re: Lost in translation? IP: *.acn.waw.pl 15.05.09, 02:23
                    Tia a ja mialem isc spac pare minut po 1...
                    Dobranoc :)
          • Gość: ciocia-wie-lepiej Re: Lost in translation? IP: *.cable.ubr07.dals.blueyonder.co.uk 16.05.09, 13:02
            Me,ale przeciez DIE HARD ma doslowny polski odpowiednik: nie do zaj.bania
            • Gość: me Re: Lost in translation? IP: *.acn.waw.pl 18.05.09, 20:30
              > ale przeciez DIE HARD ma doslowny polski odpowiednik:
              > nie do zaj.bania

              Tia, z takim tytulem to moglby byc niezly hicior dla ziomali na dzielni :P
          • blinski Re: Lost in translation? 16.05.09, 18:14
            uważam, że niektóych tytułów naprawdę nie powinno się tłumaczyć - 'fight club' czy 'dirty dancing' to tytuły na tyle proste do zrozumienia, że jakiekolwiek ich tłumaczenie jest moim zdaniem albo zbędne, albo wypada zbyt banalnie, albo wręcz śmiesznie.
            potwornie denerwującą tendencją w tłumaczeniu tytułów jest moim zdaniem rymowanie - idiotyczny sposób na przyciągnięcie uwagi ludzi.
            • nessie-jp Re: Lost in translation? 16.05.09, 18:45
              blinski napisał:

              > uważam, że niektóych tytułów naprawdę nie powinno się tłumaczyć - 'fight club'
              > czy 'dirty dancing' to tytuły na tyle proste do zrozumienia,

              Fight Club jest prosty, ale Dirty Dancing jednak niekoniecznie
              • blinski Re: Lost in translation? 18.05.09, 23:33
                niechby nawet i rozumiał dosłownie - w końcu np. tango nazywano kiedyś właśnie brudnym tańcem, nie nieprzystojnym:) poza tym na pewno dla językowego neofity, jak go tu nazywasz, 'dirty dancing' jest mniej problemowy niż nieprztłumaczony 'quantum of solace':)
                • nessie-jp Re: Lost in translation? 19.05.09, 16:22
                  Ale wiesz
                  • blinski Re: Lost in translation? 21.05.09, 22:21
                    najlepsze byłoby 'powstanie', ale pewnie uznali, że mogłoby się kojarzyć z powstaniem w znaczeniu genezy:)
                    • nessie-jp Re: Lost in translation? 22.05.09, 17:44
                      blinski napisał:

                      > najlepsze byłoby 'powstanie', ale pewnie uznali, że mogłoby się kojarzyć z pows
                      > taniem w znaczeniu genezy:)

                      Zdecydowanie. Jeszcze wchodził w grę ST: Bunt, ale i tak ta rebelia nie była
                      złym tłumaczeniem. Ale co z tego, Insurekcja miała być, czapka z piórkiem, konik
                      i już, bo inaczej - tłumacz głupi. Tak rzekł mądry widz polski ;)
          • Gość: pozdro Re: Lost in translation? IP: 198.28.69.* 20.05.09, 15:27
            DIE HARD - mozna przetłumaczyc jako NIEZNISZCZALNY
            Szklana pulapka miala sens przy 1szej czesci, ale przy nastepnych,
            no sorryyy
            • Gość: x Re: Lost in translation? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.09, 01:49
              Szósty zmysł:
              Willis nagrywa swoją diagnozę na dyktafon i mówi o
              prawdopodobieństwie "school-age schizophrenia" - tłumaczenie:
              szkolna fobia...
          • zagubiona11 Re: Lost in translation? 21.07.09, 13:51
            > Po drugie czesto oryginalny tytul przetlumaczony doslownie
            brzmialby glupio. Np. "Die hard", tak czesto wysmiewany za ta
            nieszczesna "Szklana pulapke" - jak to dobrze doslownie
            przetlumaczyc? "Trudny do zabicia"? To raczej taki film ze Stevenem
            Seagalem "Hard to kill". Wiec moze "Ciezko umrzec"? "Trudno go ubic"?
            "Nie taki latwy do ustrzelenia"? Oj ciezka sprawa :) Nie dziwie sie
            tlumaczom, ze siegneli po tytul kojarzacy sie z tematem filmu
            (wiezowiec z uwiezionymi zakladnikami - szklana pulapka) i brzmiacy
            odpowiednio sensacyjnie. A ze sie poslizgneli przy nastepnych
            czesciach, bo tam juz nie bylo wiezowcow, to trudno bylo
            przewidziec. Ale nie tak latwo podac alternatywe.

            Ale "diehard" (razem pisane) znaczy "uparciuch", a nawet "lamer" w
            znaczeniu "niechętnie nastawiony do nowinek technicznych". Tam nawet
            jest taki kawałek, jak zdjęcie przestępcy przesyłają faksem i Bruce
            Willis mówi coś w tym stylu, że ta nowiczesna technika nie jest
            jednak taka zła. Choć oczywiście "lamerstwo" głownego bohatera nie
            jest w filmie najważniejsze.

            Po prostu świetnie wymyślony (po angielsku) tytuł - wieloznaczny i
            intrygujący.
    • Gość: me Re: Lost in translation? IP: *.acn.waw.pl 15.05.09, 14:26
      A teraz z innej beczki: anegdotka na temat tlumaczenia nie tyle ze blednego, co
      dosc barwnego, moze nawet za bardzo :)

      Pare lat temu wybralismy sie z zona na film "Cradle 2 the grave" czyli "Od
      kolyski az po grob". Film mierny, ale nie zaluje, bo zaserwowal nam perelke
      tlumacza, ktora do dzis wywoluje usmiech na mej twarzy.

      Film generalnie mial sporo klimatow "murzynsko-ziomalskich" i chyba tlumacz sie
      w to bardzo wczul.

      A oto scena: Bohater celuje do swego wroga z karabinu snajperskiego, ale zanim
      zdazy strzelic cos zaslania mu widok. I koles mowi cos w stylu "I can't see
      him!"
      , nie pamietam dokladnie slow, ale na pewno bylo to cos banalnego,
      zaden slang ani jakies zlozone wyrazenie, czego jestem pewien, bo tym bardziej
      zdziwilo mnie tlumaczenie: "Nie mam wizury!".
      Normalnie poezja! Chyle czola i kapelusza przed fantazja i kreatywnoscia kolegi
      tlumacza :)

      Przez jakies dwa tygodnie mielismy z zona niezly ubaw z tego wyrazenia. Przy
      kazdej mozliwej okazji go uzywalismy. Na porzadku dziennym byly dialogi:
      - Czy moja komorka lezy na stole?
      - Nie wiem, nie mam wizury!

      Love it! :D
    • nessie-jp Re: Lost in translation? 15.05.09, 21:01
      To może nie tyle lost, co "zaparł się in translation"
      • Gość: 12345 Re: Lost in translation? IP: 94.72.113.* 16.05.09, 10:01
        W modzie na sukces Macy kiedyś powiedziała do swojego męza:'you son of the
        bitch' Przetłumaczone:'ty durniu!'
        • Gość: bakemono Re: Lost in translation? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.09, 10:53
          House.

          House właśnie skończył rozmowę telefoniczną (ze swoją matką) i ktoś pyta:
          Who called?
          House: Angelina Jolie. I call her mom. Who thinks that's sexy?
          Tłumaczenie: Kto dzwonił?
          H: Angelina Jolie. Dzwoniłem do jej matki. Kto uważa, że to seksowne?

          • misiania Re: Lost in translation? 16.05.09, 18:49
            ale to chyba w jakimś internetowym tłumaczeniu. na płycie DVD jest
            OK.
          • Gość: angelina Re: Lost in translation? IP: *.chello.pl 19.05.09, 15:57
            nie zrozumiałam :( jak to być powinno?
            • Gość: me Re: Lost in translation? IP: *.acn.waw.pl 20.05.09, 14:36
              > House: Angelina Jolie. I call her mom. Who thinks that's sexy?
              > Tłumaczenie:
              > H: Angelina Jolie. Dzwoniłem do jej matki. Kto uważa, że to
              > seksowne?

              > nie zrozumiałam :( jak to być powinno?

              Powinno byc: "Mowie do niej: mamo. Kto uwaza, ze to seksowne?"
    • Gość: me Re: Lost in translation? IP: *.acn.waw.pl 16.05.09, 16:11
      Nowy nabytek do kolekcji potkniec tlumacza: tym razem z ksiazki.
      Ksiazka to "Bledny krag" Mike'a Careya. I takie oto wyrazenie wypowiedziane
      przez bohatera wpadlo mi w oko: "Nie daje faka".
      No nieezle. Zgaduje, ze w oryginale bylo "I don't give a fuck", co
      oznacza mniej wiecej "Nic mnie to, ku..., nie obchodzi" ale chyba tlumacz
      nie wiedzial o co chodzi. "Dawanie faka" jest interesujacym wybrnieciem
      :P A moze mialo byc tak slangowo? Bo jakos mi sie nie chce wierzyc, ze ktos kto
      tlumaczy powiesc nie zna tak popularnego wyrazenia potocznego. Tak czy siak
      wyszlo dziwnie.
      • Gość: up Re: Lost in translation? IP: *.cable.smsnet.pl 16.05.09, 17:41
        Bo dawanie faka/shita jako przejmowanie się jest dawaniem ciała, dupy:)
        • Gość: gocha Re: Lost in translation? IP: *.toya.net.pl 16.05.09, 17:50
          Nie pamiętam, co to był za film. Ale scena jest następująca - dwóch facetów
          zakradło się do domu kogoś tam i na widok trofeów myśliwskich na ścianie -
          jakieś rogi, kły słonia itp. słychać odzywkę, he must be some big game hunter,
          co przetłumaczono - to musi być niezły gracz...
    • agulha Re: Lost in translation? 18.05.09, 02:20
      He, he, a czasem kilka osób przegląda i nikt nie widzi błędu. Dobre tłumaczenie,
      przeglądane dodatkowo przez dwie osoby znające branżę [medycyna] i język, w
      tłumaczeniu mowa o jednostce alkoholu. Ostatni recenzent przede mną wyłapał, że
      piwa ma być dwa razy mniej niż w pierwotnym tłumaczeniu, więc zamiast przeliczać
      uncje i pinty, szukam definicji jednostki alkoholu. I cóż widzę - że "one
      measure of spirits" to przecie nie jest "jedna miarka spirytusu", ale kieliszek
      wódki [lub innego wysokoprocentowego alkoholu]. Wszyscy to -s przeoczyli, a
      przecież chyba tylko ostatni alkoholicy piją spirytus i cóż to niby jest "miarka"?
      • Gość: hottee Re: Lost in translation? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.09, 14:24
        Z podobnych, przypomniało mi się, jak przed kilku laty znalazłam sformułowanie
        "morning after pill" przetłumaczone jako... "poranek po pigułce" :)) Oczywiście
        nie trzymało się to kupy (kontekstu), ale tłumacza to jakoś nie zastanowiło.
        Podobno tekst został poprawiony, nie ukrywam, że po moim marudzeniu:)
        • asiakla When in Rome... 18.05.09, 22:32
          W zeszłym tygodniu usłyszałam z jakiegoś filmu w TV - tłumaczenie-
          When in Rome ( do as the Romans do) jako - Gdy jesteś w Rzymie...
          Jest to idiom znaczący mniej więcej - Kiedy wejdziesz między wrony
          musisz krakać jak i one.. ( Trzeba się dostosować do miejsca i
          sytuacji w jakiej się znajdujemy).
      • furtive_kitten Re: Lost in translation? 06.06.09, 23:05
        Jest też coś takiego jak spirit measure
        www.h-e-d.co.uk/opticsandmeasures.htm , ale to trochę inna bajka.
    • moze_doktor Re: Lost in translation? 22.05.09, 01:28
      Ogladam sobie "Something the Lord made", historia bialego Dr. Alfreda Blalocka i czarnego Vivien Thomas, utalentowanego samouka, ich 34 letnia wspolpraca nad wstrzasem a pozniej (i przede wszystkim) nad operacyjnym leczeniem Tetralogii Fallota.
      Tytul odnosi sie do momentu, kiedy Dr. Blalock bada palpacyjnie anastomoze dokonana przez Thomasa (na psie) i pyta: "Czy ty jestes pewien ze to jest twoje zespolenia. Wyglada jak cos, co Pan (Bog) zrobil".
      A polski tytul - W rekach Boga.
      Gdzie tu sens????? Jesli juz w rekach to wlasnie w rekach tych dwoch ludzi. Czyz nie mozna bylo przetlumaczyc doslownie?
    • Gość: lifter Re: Lost in translation? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.05.09, 17:13
      To beda amatorskei tlumaczenia filmow z kaset VHS, co moze tlumaczyc babolki, ale i tak smieszne.

      Mel Brooks, Historia Swiata. Byl tam kon imieniem Miracle, czyli Cud.
      I gdy bohaterowie sa w tzw. dupie, jeden mowi "tylko cud nas moze ocalic" - po czym rozlega sie rzenie owego konia i boaterowie sie za jego pomoca ewakuuja. W wersji tlumacza "tylko Mirakl nas moze ocalic".

      "Krull" - bohaterowie udaj sie do Polnocnej Orakli (oracle - wyrocznia).

      "Wladca Pierscieni" (ale ten Ralpha Bakshi, dawno temu). Wiele radochy mialem z tlumacza, ktory Tolkiena nie znal w ogole, stad

      - Musimy sie udac do Minas Tirith
      - Musimy sie udac do monastyru!

      Boromir byl "Borumią" itd.

      "Cyborg Paco" (daaawno temu, film sf). Dobry cyborg Paco zostal zaatakowany przez dwie panny, jak sie okazalo tez cyborgi i to wredne. Jedna z nich powiedziala

      - Nasze zadanie - zabic cyborga Paco!
      - Nasze zadanie - zabij SAJBOKA Paco.

      Ale rekordy pobil pewien film wojenny. Tytulu nie pomne. Akcja w czasie II wojny swiatowej, oddzial komandosow. Jaki ich cel - zniszczyc niemieckie PODZIEMNE CZOLGI! Potrzebowalem paru chwil, zeby pojac, ze "zbiorniki paliwa" (tank) i czolg (tank) to to samo. Dla tlumacza. Ale kuzwa podziemne?! Czolgi?

      Zanim wyszedlem z szoku, dostalem drugiego kopa w jaja, gdyz jeden z komandosow zwierzal sie drugiemu, ze jego brat zginal na KANALE GUADAL.

      Tu wyjasniam, ze Guadalcanal to byla taka wyspka na Pacyfiku, gdzie toczyly sie krwawe walki pomiedzy marines i Japonczykami.

      Wiecej nie pamietam.

      Ahaaaa! I klasyczny blad tlumaczy filmowych - takze profesjonalnych.

      Ktos tam wije sie u stop oprawcy, zalewa lzami, caluje go po butach itd. przysiega ze juz wiecej nie bedzie, i blaga "nie zabijaj mnie, proooosze!". Widzieliscie takie sceny na pewno A oprawca na to z niesmakiem:
      - Don't be a pathetic!
      Czyli na nasze "nie badz zalosny". w 9 wypadkach na 10 slyszymy zas:
      - Nie badz patetyczny!

      I cudowny kwiatek z czeskiego filmu. Bohater wrzesczy:
      - Ona se sku...la! Ona se sku...la!
      Tlumacz:
      - Zdradzila mnie! Zdradzila mnie!

      Eto wsjo. :)

    • anthonka Re: Lost in translation? 25.05.09, 10:50
      Dawno temu, nie pamiętam tytułu filmu, ale chyba było to na Polsacie.

      Kobieta w bardzo zaawansowanej ciąży wsiada do taksówki. Trzyma się za brzuch,
      widać grymas bólu na twarzy. Razem z nią wsiada spanikowany facet i krzyczy do
      taksówkarza "Quick! She's gone into labour". Tłumaczenie polskie: "Szybko, ona
      się spieszy do pracy".

      Do tej pory się z tego śmieję :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka