Gość: 3,14-Roman
IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl
23.08.09, 16:28
Nie chodzi mi tu o komentarze rzucane w rozmowie, ale o takie nieprzyjemne uwagi "nieprzeznaczone" dla Waszych uszu. Na przykład: idziecie sobie ulicą, mijają Was dwie kobiety, jedna z nich rzuca takim niby-szeptem do drugiej jakiś chamski komentarz na Wasz temat w stylu: "ja z taką mordą jak ta nie wychodziłabym z domu", "o, fuj, ja bym z takimi nogami nie włożyła takiej spódnicy", "ale obleśna fryzura".
Zwracacie takim osobom uwagę, czy dajecie sobie spokój, zgodnie ze znanym powiedzeniem: "nie dyskutuj z debilem, bo sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem"?
Do stworzenia tego wątku, pasującego bardziej na forum Społeczeństwo, niż FH, zainspirowały mnie trzy wydarzenia:
1) Supermarket, stałem sobie w kolejce do kasy, za mną kobieta koło czterdziestki z dwunasto/trzynastoletnią córką. Nagle zorientowałem się, że niewiasty głośno omawiają... zawartość mojego koszyka.
-Ale ten facet drogie jogurty kupuje!- skrzywiła się młodsza z istot
Odwróciłem się i z uśmiechem zapytałem:
-Czy mogę paniom w czymś pomóc?
Przez następne 10 minut milczały jak kamienie.
2)Jadę sobie autobusiem, takim dziurowozem, gratem ślimaczącym się przez pół województwa. Niedaleko mnie siedzą dwie nastolatki, pogrążone w rozmowie. Za każdym razem kiedy drzwi gruchota otwarły się i do wnętrza weszła jakaś istota płci żeńskiej, w wieku od 12 do 30 lat, dziewoje przystępowały do analizy jej wyglądu, oczywiście zajmując się wyłącznie negatywnymi cechami. Co najciekawsze, same krytykantki miały na oko 155 wzrostu, 65-70 kilo wagi i dosyć nieciekawe, toporne rysy twarzy, tak więc ponad 90% niewiast skrytykowanych przezeń było od nich o wiele atrakcyjniejszych, co jednak nie przeszkodziło im w chętnym używaniu takich sformułowań jak: "ale paszczur!", "ale potwór", "fuj, nie mogę na takie patrzeć". Wszyscy milczeli i udawali, że nic nie widzą, do czasu, kiedy jedna z tak skomentowanych podeszła do tych dwóch i łagodnym, acz donośnym głosem przemówiła doń. Powiedziała im, że rozumie, że mają one kompleksy, że nie znają innego sposobu, na rozładowanie ich, niż gnojenie Bogu ducha winnych ludzi, ale to nie jest sposób, który im naprawdę pomoże. Następnie oświadczyła osłupiałym dziewojom, że jej znajoma jest psychologiem i może im pomóc.
Nastolatki (z których jedna,próbując zachować twarz w obecności wgapionego w nią tłumu ograniczyła się do ognistego rumieńca, a druga, nie dbając o pozory, wybuchła rzewnym łkaniem), natychmiast wysiadły na następnym przystanku.
3)Mam taką wadę wymowy, która się pięknie nazywa reranie (inaczej zwane francuskim "r"). Po latach łażenia do logopedy prawie tego nie słychać, choć kiedy byłem młodszy, ludzie mnie często pytali, czy pochodzę z Francji. Rzadko, ale jednak to cholerne "hr" mi wraca.
Tak więc polazłem sobie do sklepu, stanąłem w kolejce, a kiedy przyszła kolej na mnie, uśmiechnąłem się do sprzedawczyni i powiedziałem:"Dzień dobry, poproszę..... i przy czwartym artykule z rzędu klątwa wróciła, zamiast o "pieczarki" poprosiłem o "pieczahrki". Nagle usłyszałem głośny rechot- stojąca za mną kobieta, koło trzydziestki, żadna tipsiara, bardzo elegancka "dama", zwijała się ze śmiechu. "O, ku..., ale r!"-zawyła z radością. Dokończyłem zakupy (na szczęście, na liście już nie miałem żadnego produktu zawierającego literkę "R"), a niewiasta cały czas na przemian rechotała i powtarzała głośno swojemu facetowi: "O, ku..., ale R". Potem poszedłem na bok, spakować zakupy- niewiasta dalej wyła. Nic nie powiedziałem, ale było mi głupio. Dla Was to może nic, ale kiedy chodziłem do podstawówki, z powodu tej wady wymowy, unikałem odzywania się do ludzi w ogóle, byłem strasznie zamknięty w sobie.
A jak to wygląda z Wami? Czy/jak reagujecie, kiedy ktoś Was w taki sposób nieprzyjemnie komentuje?