Gość: kossa
IP: *.acn.pl / 10.133.130.*
19.09.02, 22:00
Wczoraj wieczorem oglądałam program o swingujących.
Towarzystwo zbiera się w sobotę wieczorem, 12-14 osób, kolacyjka, winko,
stroje oczywiście bieliźniano- koronkowe, potem zaczyna się klou wieczoru
czyli sex grupowy.
Relacja była przeplatana rozmowami z uczestnikami w studiu i ludźmi
niestosującymi stosunków grupowych.
Ci pierwsi w rozmowach podani byli jako zwolennicy posępu i cywilizacji
śródziemnomorskiej, byli bardzo kulturalni i przekonujący, przekonywali że
sex taki jest bezpieczny i spełniający człowieka. Przeciętny szaraczek to
zapyzialec który dusi się w swoim łóżeczku ze swoimi snami, marzeniami i
pragnieniami, których i tak nie spełni bo boi się ...czegoś tam(Froid się
kłania).
Przyznam że odnalazłam w taki szaraczku siebie.
Do tej pory myślałam że wiem co myśleć.
I marzyć.
A może nie miałam racji i pod koniec życia powiem sobie " Skąd wiesz że to
jest złe skoro tego nie spróbowałaś"
Co o tym sądzicie?