paulisek
20.09.06, 22:23
...do losu. Jeszcze nie mogę pogodzić się z tym, że mój Jerzyk jest chory
(agenezja ciałą modzelowatego). Za dużo zwaliło się na mnie. Najpierw kłopoty
małżeńskie (myślałam, że to koniec świata - he, he). Ciąża, wielka radość.
Ciąża zagrożona, wielki strach. Dziewiąty miesiąc: diagnoza nowotwór złośliwy
piersi, załamanie. Cięcie cesarskie, wielka radość. Operacja. Wyniki badań -
są przerzuty do węzłów, kolejna depresja. Ale wola walki ciągła, bo przecież
mam dla kogo żyć! No i wyrok - synek jest chory... Co będzie, kiedy mnie
zabraknie?
Pytam się: DLACZEGO ON?
Czy istnieje większa niesprawiedliwość niż obarczenie dziecka, które nie
zdążyło jeszcze poznać i posmakować świata ciężkim schorzeniem?