delfina7
01.02.07, 21:01
Wieczorkiem sielanka (prócz tego , że boli mnie coś brzuch - oby nie grypa jelitowa), wyszliśmy z małym z łazienki . Tata kaszkę zrobił i kanapeczki mamie . Karmi małego , a ja rozkoszuje się chwilą - tata taki dobry nawet gary pozmywał.A tui nagle coś leci w łazience . Mówię , a pewno słuchawka od prysznica albo zabawka młodego spadła. Po 5 minutach tata odnosi miseczkę po kaszce do kuchni i włazi do łazienki. Woła mnie i mówi tylko się nie denerwuj. Ja patrze ,a cały sufit leży na podłodze w drobnych kawałeczkach. Dobrze , że nie stało się to 10 minut wcześniej.